Hairwald

W ciętej ranie obecności

O! – Kwach (08.07.2015)

 

Zagłada dinozaurów to drobiazg

Tomasz Ulanowski, 08.07.2015
Naszą biosferę coraz bardziej przenika dziś technosfera. Na zdjęciu: rozświetlona wschodnia część USA widziana wieczorem z kosmosu.

Naszą biosferę coraz bardziej przenika dziś technosfera. Na zdjęciu: rozświetlona wschodnia część USA widziana wieczorem z kosmosu. (123RF)

„Biosfera antropocenu” – tak zatytułowała swoją publikację międzynarodowa grupa naukowców pod wodzą geologa z Uniwersytetu w Leicester w Wielkiej Brytanii. Zdaniem uczonych człowiek zmienia obecnie biosferę Ziemi równie mocno jak dwie poprzednie wielkie rewolucje organiczne.
Termin „antropocen” zaproponowali w 2000 r. holenderski chemik atmosfery i noblista z 1995 r. Paul Crutzen oraz amerykański biolog Eugene Stoermer. Ich zdaniem od wybuchu rewolucji przemysłowej w połowie XVIII w. żyjemy nie w holocenie, którego początek geolodzy wyznaczyli na moment cofnięcia się lodowców na półkuli północnej i wybuch rewolucji rolniczej ok. 11 tys. lat temu, ale w nowej epoce geologicznej. W epoce, w której człowiek poddał Ziemię takim zmianom, że należy ją nazwać antropocenem.Pierwszy wybuch

Termin ten ciągle nie został oficjalnie uznany przez Międzynarodową Komisję Stratygrafii, a naukowcy na razie dyskutują, jaki okres w historii gatunku Homo sapiens byłby najlepszą cezurą wyznaczającą narodziny antropocenu.

W styczniu międzynarodowy zespół naukowców pracujący pod kierunkiem prof. Jana Zalasiewicza z Uniwersytetu w Leicester (szefa komisji stratygraficznej szacownego Londyńskiego Towarzystwa Geologicznego) proponował, by za jego początek uznać… 16 lipca 1945 r. To wtedy na poligonie w Nowym Meksyku Amerykanie przeprowadzili pierwszy próbny wybuch atomowy. Od tego czasu aż do 1988 r. kolejne ładunki nuklearne odpalano średnio co 9,6 dnia. Do atmosfery uleciały spore ilości radioaktywnych pierwiastków, spośród których część ma bardzo długi okres rozpadu połowicznego i które odłożyły się w osadach, stanowiąc wyraźny ślad geologiczny.

Innym takim śladem mogą być plastikowe skały – zlepek fragmentów szczoteczek do zębów, jednorazowych widelców, lin, skał wulkanicznych, piasku, skorupek organizmów morskich, martwych koralowców. Naukowcy znaleźli je na Hawajach, o czym poinformowali świat rok temu.

Antropocen byłby więc epoką plastikozoiczną, która zbiegła się z epoką atomową i powojennym przyspieszeniem w czynieniu sobie przez ludzkość Ziemi poddaną. To wtedy ogromna liczba ludzi przeniosła się ze wsi do miast (choć wszystkich ludzi na świecie było ledwie 2,3 mld), wylesiono i przeznaczono pod uprawę wielkie obszary globu.

Rewolucje przeszłości

Dzisiaj jest nas ok. 7,2 mld i – jak pisze w „The Anthropocene Review”międzynarodowy zespół naukowy kierowany przez prof. Marka Williamsa, geologa z Uniwersytetu w Leicester – ludzkość popycha Ziemię w zupełnie nowym kierunku. W kierunku, który oznacza rewolucję dla całej biosfery, a więc wszystkich żyjących tu organizmów.

Naukowcy porównują to, co obecnie wyrabiamy z planetą, do dwóch wielkich rewolucji, które wybuchły po narodzinach życia ok. 3,5 mld lat temu, zmieniając naszą planetę nie do poznania.

Pierwsza z nich miała miejsce blisko 2,5 mld lat temu, kiedy tlen produkowany w reakcji fotosyntezy przez bakterie, głównie sinice, zaczął się akumulować w atmosferze. Dzięki temu mogły się narodzić organizmy uzyskujące energię za pomocą spalania tlenowego, które jest o wiele bardziej efektywne od tego beztlenowego.

Drugą wielką rewolucję Ziemia przeżyła ok. 650 ml lat temu, kiedy życie wreszcie przybrało rozmiary widzialne gołym okiem. Z organizmów mikroskopijnych i jednokomórkowych narodziły się wtedy organizmy wielokomórkowe, których praprawnukami jesteśmy i my. Prawdopodobnie było to możliwe dzięki znacznemu nagromadzeniu tlenu w powietrzu.

Potem sprawy potoczyły się już lawinowo. Około 400 mln lat temu zwierzęta wyszły z morza i rozpoczęły kolonizację lądów. Jak pięć lat temu twierdzili w „Nature” polscy naukowcy, mogło to się zdarzyć pod… dzisiejszymi Kielcami.

Zgodnie z obecną wiedzą ewolucja rodzaju Homo trwa od 5-7 mln lat, a gatunek Homo sapiens , którego przedstawiciele sami nazwali się rozumnymi, istnieje na Ziemi od ledwie 200 tys. lat.

Cztery zjawiska antropocenu

Według prof. Zalasiewicza, który jest jednym z autorów pracy w „The Anthropocene Review”, tym, co wyróżnia antropocen w geologicznej skali czasu, nie są wcale globalne zmiany klimatu czy wielkie wymieranie gatunków, których właśnie jesteśmy świadkami. – To wszystko już było, zanim człowiek stanął na dwóch nogach – mówi uczony. – Zmiany klimatu zdarzały się na Ziemi wielokrotnie, zagłady również – dodaje. Obecne wielkie wymieranie jest przecież już szóstym z kolei, zmian klimatu było co niemiara, w tym kilka potężnych, na skalę globalną. Choć to prawda – poprzednie nie były dziełem człowieka.

Zdaniem uczonych kluczem do zrozumienia antropocenu, epoki geologicznej „rozumnej ludzkości”, są cztery zjawiska.

Pierwsze: ujednolicanie gatunków żyjących na całym świecie. Odpowiada za to głównie wybór zwierząt i roślin, które dodaliśmy do naszej diety. Także wybór naszych zwierzęcych towarzyszy życiowych – kotów i psów.

Drugie: po raz pierwszy w historii życia na naszej (sic!) planecie jeden gatunek – Homo sapiens – stoi na szczycie piramidy troficznej, i to zarówno lądowej, jak i morskiej. Pożeramy dziś przeszło jedną czwartą bioprodukcji Ziemi!

Trzecie: jak żaden inny gatunek w przeszłości człowiek wpływa na ewolucję innych gatunków.

Czwarte wreszcie: biosferę coraz bardziej przenika technosfera. Życie na Ziemi podlega dziś kontroli maszyn, elektroniki i obiektów stworzonych przez ludzkość.

– Zagłada dinozaurów [ok. 60 mln lat temu] to drobiazg w porównaniu ze zmianami, które dzisiaj fundujemy biosferze Ziemi – podsumowuje prof. Mark Williams.

Zobacz także

wyborcza.pl

Kwaśniewski o podsłuchach: tam jest głowa, dyspozycja polityczna i ktoś za tym stoi

08.07.2015

zobacz więcej wideo »

Kwaśniewski o podsłuchach: tam jest głowa, dyspozycja polityczna i ktoś za tym stoi

Przegląd prasy: podsłuchani Kalisz z Kwaśniewskim….

– Ciągle nie wiemy, kto jest głową, kto zadecydował o tym, że Sienkiewicz idzie na pierwszy rzut, Sikorski na drugi rzut, potem Bieńkowska, teraz Siemoniak. Ktoś o tym decyduje, to nie są przypadki – tak w magazynie „Świat” były prezydent Aleksander Kwaśniewski skomentował podsłuchane w warszawskich restauracjach rozmowy polityków. Stwierdził, że publikowanie nielegalnych podsłuchanych rozmów ma za zadanie „zniszczyć obóz rządzący”. Ostatnio „Do Rzeczy” opublikowało jego rozmowę z Ryszardem Kaliszem.

– Rozumiem, że kelnerzy mogli mieć pomysł na zarobienie pieniędzy, bo mieli dostęp do politycznych celebrytów, z drugiej strony ktoś od nich te taśmy kupuje – powiedział Kwaśniewski.

„Tam jest głowa, tam jest dyspozycja polityczna”

Były prezydent podkreślił, że wiele mówiąca jest sekwencja publikowania rozmów: szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz, szef MSZ Radosław Sikorski, prezes NBP Marek Belka, wicepremier Elżbieta Bieńkowska, szef CBA Paweł Wojtunik i teraz wicepremier Tomasz Siemoniak.

– To, że w tym momencie to się pojawia, oznacza, że tam jest głowa, tam jest dyspozycja polityczna i ktoś za tym stoi. Kto stoi? Nie mam pojęcia, ale od tego jest prokuratura i powinny być służby, które wyjaśniają, kto daje dyspozycje – powiedział były prezydent.

Pytany, czy za taśmami może stać PiS, jak to sugerował Roman Giertych, odparł, że „też taką opcję wziąłby pod uwagę”. Ocenił, że w związku z trwają kampanią wyborczą taśmy z podsłuchami będą wypływać. – One będą dotyczyć głównie obozu władzy, co oczywiście kieruje uwagę w stronę opozycji, bo kto ma to robić – ocenił. Stwierdził jednak, że dla uwiarygodnienia procesu w którymś momencie pojawi się nagrana rozmowa jakiegoś mało znaczącego polityka opozycji.

Zniszczyć elity

Kwaśniewski oświadczył, że cel publikowania rozmów jest jasny. – Nie mam wątpliwości, że tak to jest obliczone, że to ma za zadanie zniszczyć obóz rządzący, zniszczyć te dzisiejsze elity władzy, stworzyć przestrzeń dla małej czy większej rewolucji kadrowej w Polsce, ale dziwię się, że to trwa już tyle czasu, że służby państwa polskiego są w tym wszystkim takie niesprawne.

Kwaśniewski powiedział, że prokuratura zapewne postawi zarzuty kelnerom, komuś, kto to kupował i redakcjom, które nagrania publikowały. – Natomiast ciągle nie wiemy, kto jest głową, kto zadecydował o tym, że Sienkiewicz idzie na pierwszy rzut, Sikorski na drugi rzut, potem Bieńkowska, teraz Siemoniak. Ktoś o tym decyduje, to nie są przypadki.

„Terroryści, gwałciciele”

Kwaśniewski odniósł się także do opublikowanych zapisków z jego rozmowy z Kaliszem. Stwierdził, że było to prywatne spotkanie zorganizowane tuż po narodzinach pierworodnego syna Kalisza, ale przy okazji pojawiały się wątki polityczne.

– Czuję się trochę tak, jak w bardzo intymną sytuację, taką bardzo osobistą i bardzo prywatną wkraczają terroryści, gwałciciele – stwierdził. Dodał, że poczuł się obdarty z „radości, prywatności, przyjaźni”. Powiedział, że jedynie powtarzał osąd jednego z kolegów, że Donald Tusk jest „rudy i mściwy”, bo sam użyłby słowa „bezwzględny”.

Rozmowa Kalisz-Kwaśniewski

Tygodnik „Do rzeczy” opublikował ostatnio kolejny stenogram. Chodzi o podsłuchaną w jednej z warszawskich restauracji rozmowę Ryszarda Kalisza z b. prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim z października 2013 r. Kalisz mówił, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego ma mieć dowody na korupcję, w którą mógł być zamieszany Siemoniak.

Na nagraniu Kalisz relacjonuje Kwaśniewskiemu swoje spotkanie z ówczesnym szefem SKW gen. Januszem Noskiem (trwała wtedy procedura odwołania generała ze stanowiska). Są tam także mało przychylne słowa o ówczesnym premierze Donaldzie Tusku.

Grecja? Prezydent: trzeba jej pomóc

Kwaśniewski był także pytany o Grecję. Stwierdził, że kłopoty tego kraju to nie tylko rezultat lenistwa Greków, ale także błędów systemowych w strefie euro. Kwaśniewski podkreślił, że dziwi go nagłe oburzenie banków na warunki funkcjonowania państwa greckiego.

– Przez lata całe finansjera światowa robiła pieniądze na Grecji i dzisiaj broni tych pieniędzy – ocenił. Dodał, że pieniądze na ratowanie Aten nie mogą krążyć tylko między bankami, one muszą służyć ludziom, gospodarce.

Zdaniem byłego prezydenta pomóc Grecji trzeba na trzech płaszczyznach: restrukturyzować dług, dać zastrzyk pieniędzy i wymagać reform. Podkreślił, że nie można opuścić Aten, bo ich ewentualne wyjście ze strefy euro albo UE może spowodować „efekt domina”.

Cały odcinek programu "Świat"
Wideo: TVN24 BiŚCały odcinek programu „Świat”

TVN24.pl

„Kogo próbujemy uratować? Greków, wiarygodność rządu, wierzycieli czy Angelę Merkel?” Legutko w europarlamencie

MT, 08.07.2015
Prof. Ryszard Legutko

Prof. Ryszard Legutko (Fot. Paweł Piotrowski / AG)

– Jeśli to przedstawienie będzie dłużej trwało, będziemy coraz bardziej zdezorientowani odnośnie tego, kogo i co staramy się uratować – mówił poseł Ryszard Legutko w Parlamencie Europejskim. – Coś gnije w państwie greckim, ale coś gnije również w UE – ocenił.
Dziś w Parlamencie Europejskim trwała długa i burzliwa dyskusja o dalszych krokach wobec Grecji i o tym, jakie kroki powinien podjąć zadłużony kraj. Grecja ma czas do końca tygodnia na to, żeby zaproponować coś w zamian za kredyt, który uchroni kraj od wyjścia z UE.Szerokim echem odbiło się mocne wystąpienie europosła Ryszarda Legutki. – Coś gnije w państwie greckim, ale coś gnije również w UE – stwierdził. – Na początku powstał grzech pierworodny unii walutowej, a dziś zbieramy jego żniwo – dodał.Mówiąc o kryzysie w Grecji, stwierdził, że czuje się, jakby oglądał przedstawienie. – Nic nie jest tym, czym się wydaje. Grecy chcą pomocy, ale jednocześnie chcą mieć wolną rękę i zdają się nie znać starego przysłowia, które mówi, że „kto płaci grajkowi, ten wybiera melodię”. Organizują referendum, które zarazem było i nie było o tym, o czym miało być – mówił.

Zastępcza, wirtualna waluta w Grecji? Nowy minister finansów reaguje

„Będzie kilka ofiar”

– W relacjach pomiędzy Grecją a UE doświadczyliśmy już wielu ostatecznych rund rozmów i wiemy, że słowo „ostateczny” wcale nie znaczy ostateczny. Znaczy coś innego. Słyszeliśmy zwolenników unii walutowej mówiących o Grecji, ale mieli oni tak naprawdę na myśli unię monetarną i to jej chcieli pomóc, ją widzieli jako główny przedmiot debaty. Mówią oni, że kiedy Grecja ją opuści, cała ta konstrukcja, ponoć niesamowicie stabilna, rozpadnie się na kawałki. Albo jedno, albo drugie – stwierdził Legutko.

– Jeśli to przedstawienie będzie dłużej trwało, będziemy coraz bardziej zdezorientowani odnośnie tego, kogo i co staramy się uratować. Czy próbujemy uratować unię walutową, społeczeństwo greckie, wiarygodność rządu, wierzycieli, reputację Angeli Merkel czy niezłomność coraz bliższej unii? Z pewnością nie uda się uratować wszystkiego. Będzie kilka ofiar – ostrzegł poseł.

Zobacz także:

TOK FM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: