Hairwald

W ciętej ranie obecności

Oko (29.06.2015)

 

Nie chcę kłamców w telewizjach

Fejsbukową akcję „Nie chcemy widzieć Dariusza Oko w telewizji” szanuję i popieram. Mało tego: dziękuję z całego serca tym, którzy tę stronę założyli, rozpoczęli społeczną debatę i domagają się żeby przestano traktować kłamców i/lub propagandzistów (mowa jest także o Tomaszu Terlikowskim) jak równoprawnych dyskutantów debacie publicznej. Nie idzie o poglądy, bo te każdy ma prawo mieć własne. Nie idzie nawet o epitety, bo porównywanie (co czyni nader często Terlikowski) oponentów do nazistów, na początku straszne, po jakimś czasie nikogo już nie oburza i trąci groteską. Zresztą, pal sześć złe porównania i nadużywanie wielkich kwantyfikatorów. Ale udzielanie bezpłatnego czasu antenowego kłamcom – powtórzę to raz jeszcze dla spotęgowania efektu – Świadomym Kłamcom, którzy korzystają z tego narzędzia by manipulować, wprowadzać w błąd i oszukiwać opinię publiczną jest niedopuszczalne. Kto tego nie rozumie, kto to robi, żeby uzyskać oglądalność nie nadaje się na dziennikarza.

Ceną za życie w demokracji którą chętnie płacę (choć nieraz to „chętnie” kosztuje zaciskanie zębów) jest słuchanie w telewizji i radiu głupców. Współczuję im, bo na własną głupotę człowiek niewiele może poradzić, w końcu – jak mawiał nieodżałowany „Kisiel” – „Gdyby głupiec wiedział, że jest głupcem, musiałby przestać nim być. Stąd wniosek, że każdy idiota jest przekonany o własnej inteligencji i nieomylności”.

Nie mogę jednak znieść zapraszania do mediów kłamców, i to takich, o których prowadzący wiedzą, że celowo wprowadzają odbiorców w błąd, podając zmyślone dane lub wymyślając historie, których nikt nie jest w stanie zweryfikować od razu, w czasie trwania programu na żywo.

Oczywiście Terlikowski czy Oko to tylko niewielka próbka takich „osobistości” przewijających się każdego dnia przez programy publicystyczne. Nie chodzi o to, żeby imiennie chłostać, ale sami Państwo wiecie ilu jest takich polityków – wielu przeprasza późniejza swoje kłamstwa wygłaszane na antenach i płaci odszkodowania (oczywiście nie robią tego z przyzwoitości, tylko zmuszeni wyrokiem sądu). Co jednak komu z przeprosin, kiedy cel – wprowadzenie opinii publicznej w bład, zaszczepienie jej fałyszywego przekonania, zniesławienie i oczernienie przeciwnika politycznego, został osiągnięty. O tym rzecz jasna kłamcy świetnie wiedzą. Ba – to jest właśnie główna przyczyna, dla której kłamią!

Po co się wysilać, harując na dobry wynik swojej partii lub organizacji (jak w przypadku kościoła katolickiego), po co budować wiarygodność latami, skoro wystarczy nakłamać na temat ludzi i instytytucji oferujących lepszy program, lepsze rozwiązania!

To niedopuszczalne, żebyśmy w przestrzeni publicznej traktowali takie głosy i taki sposób „dyskusji” na równi z rzetelną, merytoryczną debatą.

Telewizja, mass media nie tylko relacjonują rzeczywistość, one także – a nie wiem, czy nie jest to dziś ich główne zadanie – prowokują debaty na tematy polityczne, religijne i społeczne, wpływają na świadomość i kształtują, wręcz tworzą opinie – milionów ludzi. To wielki przywilej, ale także, a nawet przede wszystkim, ogromna odpowiedzialność.

Jeśli ktoś zaprasza do studia oszusta i kłamczucha, to znaczy, że tego nie rozumie i powinien zmienić zawód.

Bo nie wystarczy wygłosić opinii, trzeba ją także umieć uzasadnić prawdziwymi danymi, faktami, własnymi przemyśleniami oraz wyłożyć w rozsądny, logiczny i wiarygodny sposób. Kto tego nie potrafi, niech nie chadza do mediów. Kto tego nie rozumie, niech nie prowadzi programów.

W końcu nie każdy musi. I nie każdy powinien.

naTemat.pl

Nelli Rokita pielgrzymowała przez 300 km, by w wyborach wygrał Andrzej Duda. Teraz chce wrócić do polityki

Nelli Rokita udała się z pielgrzymką do Hiszpanii za zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich.
Nelli Rokita udała się z pielgrzymką do Hiszpanii za zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

Dawno niewidziana w polskiej polityce Nelli Rokita poinformowała, że jej nieobecność spowodowana była pielgrzymką do Hiszpanii. W Santiago de Compostela, drogą świętego Jakuba w samotności przemierzyła około 300 km. Wszystko po to, aby prezydentem w Polsce został Andrzej Duda.

– Stało się! Wygrał – cieszy się w wywiadzie dla „Super Expressu” Rokita. Jej pielgrzymka miała miejsce dokładnie wtedy, kiedy w kraju toczyła się kampania wyborcza. Żona niedoszłego premiera z Krakowa przekonuje, że pielgrzymowała do grobu św. Jakuba w katedrze w Santiago de Compostela właśnie po to, aby udzielić mu duchowego wsparcia, choć przyznaje, że miała także inne bardziej osobiste intencje.

W planach – kariera w Senacie
– Modliłam się m.in. za wygraną Andrzeja Dudy w wyborach, za siebie, za rodzinę, za Polskę – mówi Nelli Rokita. – Cieszę się, że Andrzej wygrał – dodaje. Rokita, jak pamiętamy, zasiadała w Sejmie z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Dziś zapowiada również, że do polityki zamierza wrócić, lecz zamiast Sejmu, woli postawić na Senat. Rozstawać się z Prawem i Sprawiedliwością także nie zamierza.

Żona Jana Rokity była jedną z najbardziej barwnych posłanek VI kadencji i często gościła w wieczornych programach publicystycznych jako komentatorka. Dziennikarze podkreślali, że choć nie zawsze jest w pełni merytoryczna, zawsze zapewnia bardzo dobrą oglądalność.

Źródło: se.pl

naTemat.pl

Nie wiemy, kiedy wybuchnie wulkan

Rozmawiała Agnieszka Kublik, 29.06.2015
Na wsi była ogromna mobilizacja, plakaty wywieszali miejscowi aktywiści PiS. PO nie miała takich ludzi. Stała się partią bez aktywu społecznego, a PiS ma autentycznych działaczy społeczników - uważa prof. Jacek Raciborski. Na zdjęciu Andrzej Duda podczas spotkania wyborczego w Kazimierzy Wlk. w Świętokrzyskiem

Na wsi była ogromna mobilizacja, plakaty wywieszali miejscowi aktywiści PiS. PO nie miała takich ludzi. Stała się partią bez aktywu społecznego, a PiS ma autentycznych działaczy społeczników – uważa prof. Jacek Raciborski. Na zdjęciu Andrzej Duda podczas spotkania wyborczego w… (JAKUB OCIEPA)

– Najpewniej nastąpi wycofanie się wielu młodych z poparcia dla Kukiza. Zgrywa będzie się szybko zużywać w miarę odgrywania jego spektaklu – mówi prof. Jacek Raciborski, socjolog*
AGNIESZKA KUBLIK: O wygranej Dudy w dużym stopniu zadecydowała wieś. Poparło go 63 proc. wsi. To blisko połowa wszystkich głosów, które dostał.PROF. JACEK RACIBORSKI: To nic nowego. W 2005 r. w wyborach prezydenckich Lech Kaczyński wygrał na wsi z Donaldem Tuskiem jeszcze bardziej wyraźnie, bo w proporcji 65:35 [tu i dalej dane z sondaży exit poll]. W 2010 r. Jarosław Kaczyński przegrał z Bronisławem Komorowskim, ale na wsi wygrał w proporcji 58:42. Natomiast w wyborach parlamentarnych wygrywa na wsi w zasadzie ta partia, która wygrywa w całym kraju. Dotyczyło to nawet SLD – partii miejskiej, która w 2001 r. uzyskała 35 proc. na wsi, daleko wyprzedzając PSL (18) i Samoobronę (15).

Zaraz, zaraz. PO przecież na wsi nigdy nie wygrała.

– To prawda. Nie wygrała nawet w 2011 r. mimo rewelacyjnego wyniku w całym kraju. Na wsi PiS uzyskał 36 proc., a PO – 29, PSL zaś – swoje 15. Wymiar interesów w wyborach parlamentarnych widać na wsi znakomicie. Ale elektorat wiejski jest bardzo zróżnicowany. Na wsi mieszka blisko 40 proc. mieszkańców Polski. I jest ich coraz więcej, wieś stała się atrakcyjna. Czynni rolnicy to tylko ok. 25 proc. Z raportu Fundacji na rzecz Rozwoju Polskiego Rolnictwa (FDPA) wiemy, że ok. 250 tys. gospodarstw na wsi to prawdziwi rolnicy (na ogólną liczbę ponad 2,2 mln gospodarstw) i z rolnictwa jako wyłącznego źródła dochodów utrzymuje się ok. 1 mln osób. Rolnicy zawsze głosują w sposób klasowy. Czyli nawet gdyby wszyscy prawdziwi rolnicy wraz z rodzinami głosowali na PSL, to stronnictwo to może liczyć – przy frekwencji w granicach 50 proc. – na 6-7 proc. w wyborach. Do tego nieco głosów inteligencji wiejskiej. Ale już w 2011 r. PSL na swoim terenie został zepchnięty do narożnika przez PiS i nie pomogło mu wiele pozbycie się konkurencyjnej Samoobrony.

To PiS zebrał głosy po Samoobronie?

– Tak. I odbudował się w innych dużych grupach mieszkańców wsi, urzędniczych i emeryckich. Perspektywy przed PSL nie rysują się dobrze, chyba że posypałby się PiS, na co nic nie wskazuje. Ale na pewno wynik PSL nie będzie tak marny jak wynik Jarubasa.

238 tys. głosów.

– Dla pocieszenia Piechocińskiego: we wcześniejszych wyborach prezydenckich klęskę ponosił i Pawlak, i Kalinowski. W wyborach prezydenckich na wsi interesy ekonomiczne mają małe znaczenie.

Duda na wsi dostał o prawie 10 pkt proc. głosów więcej niż w całej Polsce.

– Czynnik religijny był tu istotny. Parafialny kler bardzo pomógł Dudzie. Nie przesadzajmy jednak z odmiennością wsi. Skoro SLD mogło wygrywać na wsi, to może wygrywać i Platforma.

Ale na wsiach wszędzie wisiały tylko plakaty z Dudą. Na prywatnych płotach, na sklepach, na wiatach autobusowych.

– Tak, była ogromna mobilizacja, wywieszali je miejscowi aktywiści partii. PO nie miała na wsi takich ludzi. Platforma stała się partią aparatową, bez aktywu społecznego, a PiS ma autentycznych działaczy – społeczników. Ta widoczna mobilizacja wywołała zjawisko zwane w literaturze bandwagon effect – polega ono na skłonności wyborców do przyłączania się do obozu, który wydaje się w większości.

Platforma powinna się pofatygować na wieś?

– O tak, i wcale nie musi jechać z hasłami, że będzie 20-letnim rolnikom od razu wypłacać emerytury. Z raportu FDPA o stanie wsi za 2014 r. wiemy, że parytet dochodowy rodzin wiejskich do miejskich wynosi obecnie 0,8. Nigdy nie był tak wysoki. A jeżeli uwzględnić jeszcze, że na wsi koszty życia są niższe, to w zasadzie sytuacja dochodowa wsi jest nawet korzystniejsza niż ludności miejskiej.

To dlaczego na wsi głosują przeciwko rządzącym?

– Różnie głosują. Blisko 40 proc. jednak zagłosowało na Komorowskiego. Większość na Dudę, bo – jak mówiłem – nie zagrały interesy ekonomiczne. Ale wybory parlamentarne rządzą się odmienną logiką – jest tu znacznie więcej racjonalnych przesłanek. Dlatego PO ma jakieś szanse.

A może Kukiz? Socjologowie nie są przekonani, czy te 3 mln głosów na niego to rewolucja.

– Michał Bilewicz przed tygodniem w wywiadzie w „Gazecie Wyborczej” postawił bardzo interesującą tezę na podstawie swoich badań, że nie ma żadnego buntu młodych, bo młodzież podziela układ wartości rodziców, że jest w podobnym stopniu prawicowa, że nawet bardziej wierzy w siebie i bardziej optymistycznie patrzy w przyszłość. Bilewicz to młoda nadzieja polskiej psychologii społecznej. Gdyby był starszy, pewnie byłby ostrożniejszy w interpretacji uzyskanych wyników i pamiętałby o badaniach Stefana Nowaka z końca lat 70. Wyniki zrelacjonowano na łamach „Polityki” pod znaczącym tytułem „Niedaleko od jabłoni”. Teza Nowaka była niemal identyczna z tezą Bilewicza: że układ wartości młodych jest prawie powtórzeniem układu wartości ich rodziców.

A potem przyszedł Sierpień ’80.

– Ano właśnie. I widzieliśmy zbuntowaną młodzież, która utworzyła „Solidarność”. I wkrótce zrewoltowane było całe społeczeństwo, myślę więc, że takie badania nie są w stanie uchwycić buntu, bo opierają się na uśrednionych deklaracjach postaw mierzonych różnymi skalami. A gwałtowne zmiany społeczne, protesty to zawsze dzieło awangardy. Ale to chyba jednak nie jest rewolucja, bo za Kukizem nie idzie jakaś jednorodna grupa, której protest on by wyrażał i przekształcał w ruch polityczny. Co z tego będzie, okaże się dopiero po wyborach. Może mi pani zarzucić, że jako socjolog powinienem wiedzieć. Jednak nawet badacze z dyscyplin nauki, których fundamentem są prawa przyrody, często nie są w stanie przewidzieć, kiedy jakieś zjawisko wystąpi, np. kiedy wybuchnie wulkan. Potrafią zaobserwować, że się ożywił, paruje, coś się kotłuje, ale kiedy dokładnie wybuchnie, mogą powiedzieć dopiero w ostatnim momencie. A wyjaśnić dokładnie, co i dlaczego się zdarzyło, ci badacze mogą dopiero po fakcie. Socjolog jest w podobnej sytuacji. Może stwierdzić, czy widzi przejawy buntu. Ja widzę.

Gdzie?– Z badań prof. Henryka Domańskiego wiemy np., że spadło znaczenie wyższego wykształcenia. Już nie premiuje. Młodzi to dostrzegli. Zarobki w ogóle są marne. Inne dane wskazują na większe blokady, gdy chodzi o szanse mieszkaniowe. I ten garb kredytów. Trudniej też o szeroko rozumiany awans młodych, bo wyższe pozycje w strukturze społecznej są zajęte.

Zablokowane aspiracje rodzą frustrację i agresję.

– Tak, i to właśnie widzimy u sympatyków Kukiza. Łączy ich też świadomość zablokowania układu politycznego w formie takiej nieco pastiszowej, fasadowej polityki między PO a PiS. Im się wydawało, że głos na Kukiza to niekosztowny protest przeciwko temu całemu cyrkowi. Teoria żółtej kartki dla władzy nie wydaje mi się od rzeczy. Niedawni wyborcy PO mogli głosować na Kukiza, słusznie zakładając, że on wyborów nie wygra. Głos na niego więc to nie było zachowanie jakoś bardzo nieodpowiedzialne. Ale ina-czej jest w wyborach parlamentarnych. Oferta jest większa i dzięki regule proporcjonalności głosy lepiej się przekładają na reprezentację polityczną. I najpewniej nastąpi wycofanie się wielu młodych z poparcia dla Kukiza. Przewiduję, że ten ruch nie rozwinie się tak znakomicie, jak na razie jeszcze wskazują sondaże.

W jednym z ostatnich Kukiz stracił 5 pkt proc.

– To sygnał urealniania się preferencji – przechodzenia od kontekstu wyborów prezydenckich do kontekstu wyborów sejmowych.

Nieistniejąca partia Kukiza w sondażach ma ok. 20 proc. To odpowiedzialne głosować na kogoś bez programu, za kim chowają się samorządowcy, którzy zaliczyli po parę partii i mają niezłe posady? Stać ich było, by wpłacać po 25 tys. zł na kampanię samorządową Kukiza.

– Wyborcy tego nie wiedzieli przed wyborami – to raz. Dwa – gdyby młodzi wyborcy byli racjonalni, nie popieraliby większościowego systemu wyborczego opartego na JOW-ach. Bo taki system w Polsce jeszcze by wzmocnił nepotyzm i klientelizm na szczeblu lokalnym, i tak powszechny. Te zjawiska blokują szanse młodym spoza układów. W tego typu wyborach mandat traci się bardzo rzadko. W ostatnich wyborach brytyjskich, które były wstrząsem, wymieniło się ledwie dwadzieścia kilka procent posłów. W USA mandat kongresmena piastuje się 20-30 lat, a rekordziści – po 40 i więcej.

I dlatego spadnie poparcie dla Kukiza?

– Tak myślę. Bo to jest ruch innego rodzaju niż Samoobrona, która była populistyczna, też antyestablishmentowa, ale bardziej jednorodna i wsparta na interesach. Odmienny był też Ruch Palikota: miał względnie skrystalizowaną podstawę ideową, był antyklerykalny, wolnościowy z lewicowym odcieniem, w sumie dużo bardziej jednorodny niż ruch Kukiza. A zwolenników Kukiza łączy bunt wywołany wieloma czynnikami, jednak chyba najbardziej fikcyjnością, teatralnością oficjalnej polityki, i to w stylu tragifarsy. Chwyt Kukiza polega na tym, że ktoś taki jak on, pochodzący właśnie ze świata widowiska, spektaklu, odmawia uznania powagi wszystkich: Komorowskiego, ale też Dudy, i całego tego układu politycznego. Więc ta zgrywa winna się szybko zużywać w miarę odgrywania tego spektaklu. Jednak to będzie największa zgrywa, jak zostanie potraktowany poważnie.

*Prof. dr hab. Jacek Raciborski pracuje w Instytucie Socjologii UW, opublikował m.in. książki „Polskie wybory. Zachowania wyborcze społeczeństwa polskiego 1989-95”, „Elity rządowe III RP 1997-2004. Portret socjologiczny” i „Obywatelstwo w perspektywie socjologicznej”

Zobacz także

wyborcza.pl

Kopacz u związkowców. Przed spotkaniem zaczepił ją młody chłopak. „Zastanawiam się nad wyjazdem z kraju…”

mil, PAP, 29.06.2015
Premier Ewa Kopacz w drodze do Ronda Sztuki w Katowicach

Premier Ewa Kopacz w drodze do Ronda Sztuki w Katowicach (GRZEGORZ CELEJEWSKI)

– Oceniam blisko 2 godziny rozmów ze związkowcami jako dobre i bardzo konstruktywne spotkanie – powiedziała Ewa Kopacz po spotkaniu ze związkowcami w Katowicach. Zanim jednak do niego doszło, szefowa rządu była przepytywana przez mieszkańców miasta, których spotkała w drodze z dworca kolejowego na Rynek.

 

Premier przyjechała do Katowic, gdzie we wtorek odbędzie się wyjazdowe posiedzenie rządu, na którym ma zostać przyjęty tzw. program dla Śląska. Kopacz z Warszawy przyjechała pendolino.

Z dworca kolejowego udała się na Rynek, gdzie zaczepiło ją kilku mieszkańców miasta. Jednym z nich był młody chłopak. – Właśnie idę odebrać moje świadectwo maturalne, zastanawiam się nad wyjazdem z kraju. Mój dziadek, choć ma 72 lata, też się nad wyjazdem zastanawia, bo dostaje głodową emeryturę, 1300 zł – mówił do szefowej rządu. Kopacz zaprosiła go do siebie na rozmowę.

Bywały też pozytywne reakcje na widok gościa z Warszawy. Na ul. św. Jana podeszło do niej małżeństwo w średnim wieku, żeby zrobić zdjęcie na pamiątkę. – Pani jest naszą jedyną nadzieją, bo boimy się rządów PiS i Kaczyńskiego – argumentowali katowiczanie.

Kopacz w Katowicach. Czytaj więcej na stronie katowickiego oddziału „GW” >>

„Rządowy program dla Śląska zaakceptowany przez stronę związkową”

Po przyjeździe szefowa rządu m.in. spotkała się z przedstawicielami central związków górniczych. – Rządowy program dla Śląska został zaakceptowany przez stronę związkową – zaznaczyła po spotkaniu. W programie znalazła się budowa odcinków dróg S1 i S69 oraz stworzenie Funduszu Inwestycji Samorządowych.

– Oceniam blisko 2 godziny rozmów ze związkowcami jako dobre i bardzo konstruktywne spotkanie. Zapytałam wprost, czy jest chociaż jedna osoba na tej sali, która jest przeciwna wdrożeniu programu dla Śląska, który żeśmy przywieźli. Nie było ani jednej takiej osoby – powiedziała Kopacz.

Pytana przez dziennikarzy o to, czy reanimacja górnictwa się opłaca, odpowiedziała: – Dobrze wdrożony program i propozycje, które będą przede wszystkim wychodzić naprzeciw oczekiwaniom tworzenia nowych miejsc pracy, wspierania sektorów wysokoenergochłonnych, które potrzebują wsparcia; restrukturyzacja kopalń, czyli ochrona miejsc pracy i szukanie nowych rynków zbytu dla polskiego węgla, zagospodarowanie węgla, który leży na hałdach – to są rzeczy, które wskazują na to, że ta reanimacja się powiedzie.

Pytania także o umowy śmieciowe

Na briefingu po tym spotkaniu Kopacz została zapytana także m.in., kiedy zlikwidowane zostaną tzw. umowy śmieciowe. – To PO wykonała kawał dobrej roboty: już w tej chwili ozusowaliśmy umowy śmieciowe, czyli pierwszy krok zrobiliśmy – powiedziała.

Poinformowała, że jej pomysł ws. umów śmieciowych, który „zawarty będzie w programie Platformy Obywatelskiej, będzie powiązany nie z pracodawcą, ale ze stażem pracy”.

– Chcę wyeliminować umowy śmieciowe. Ale nie chcę wylać dziecka z kąpielą. To nie chodzi o to, żeby dzisiaj jednym, głównym cięciem również pozbawić ludzi pracy. Wszystko musi odbywać się płynnie, ale proszę mi uwierzyć, tu publicznie deklaruję, że w moim programie znajdzie się rozwiązanie dla skutecznej walki z umowami śmieciowymi – zaznaczyła Kopacz.

Program Platformy

Na mocy uchwalonej w październiku ub.r. ustawy od 1 stycznia 2016 r. obowiązkowe będzie odprowadzanie składek do ZUS od wszelkich umów-zleceń do wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę. Od 1 stycznia 2015 r. ozusowane są dochody członków rad nadzorczych.

Uchwalone jesienią ub.r. zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych uniemożliwiają też zawieranie podwójnych umów w taki sposób, aby unikać ozusowania. Dotychczas unikanie płacenia składek było możliwe przy zawarciu dwóch umów – jednej na niską kwotę, od której odprowadzana była niska składka, i drugiej, z wyższą kwotą, która nie była oskładkowana.

Program PO ma być gotowy na początku września, a przedtem skonsultowany z obywatelami. Szczegółowe propozycje programowe PO przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi opracować ma specjalny zespół powołany w czerwcu. Niektóre z elementów nowego programu PO przedstawione zostały na czerwcowej konwencji partii – są to: wzrost płacy minimalnej, rozwiązanie problemu umów śmieciowych, budżety obywatelskie na każdym szczeblu samorządu.

gazeta.pl

Ewa Kopacz wraca na ring. Pierwszy udany polityczny weekend Platformy Obywatelskiej

Wizyta w Sopocie, Władysławowie i na Śląsku. Intensywny polityczny weekend PO i premier Ewy Kopacz.
Wizyta w Sopocie, Władysławowie i na Śląsku. Intensywny polityczny weekend PO i premier Ewy Kopacz. Fot. Facebook.com/kancelaria.premiera

Za nami pierwszy weekend, który Platforma Obywatelska może uznać za niestracony. Ewa Kopacz wyciąga wnioski z ostatniej nieudanej kampanii, zamienia rządową limuzynę na zwykły pociąg i pokazuje, że o byciu z ludźmi warto nie tylko mówić, ale przede wszystkim prawdziwie to robić.

Rządząca partia powoli wychodzi z amoku, który dopadł ją po porażce Bronisława Komorowskiego i w nowej wyborczej rozgrywce narzuca szybszy bieg. Słusznie, to ostatni moment aby dogonić główną kontrkandydatkę, która swoim „Szydłobusem” objechała już sporą część Mazowsza. Premier Kopacz nie zostaje jednak w tyle. Zamiast na busa, stawia na kolej i – pomijając wpadkę z hashtagiem – wypada na tym całkiem nieźle.

Niefortunna „kolej na…”
Słynne hasło „kolej na Ewę” szybko zostało przejęte przez internautów, którzy zinterpretowali je jako zapowiedź kolejnej – po Bronisławie Komorowskim – wyborczej porażki. – Każde hasło można wyśmiać, jakiekolwiek ono by było – komentował w poniedziałek rano rzecznik rządu Cezary Tomczyk.

Nie da się ukryć, że hashtag mógł być nieco lepiej przemyślany. Jednak sam pomysł przemieszczania się koleją jest jak najbardziej trafiony. Polityczni oponenci próbowali go obalić i przekonywali, że Pendolino nie do każdej miejscowości dotrze. Rzecznik rządu zapowiedział jednak wyraźnie: Jeśli do jakiegoś miasta premier Kopacz nie będzie w stanie dojechać koleją, to przesiądzie się do autobusu.

CEZARY TOMCZYK

Ja jestem z tego hasła bardzo dumny, bo ono jest prawdziwe, łączy naszą kolej z panią premier, która spotyka się z ludźmi. Byłem wczoraj świadkiem bardzo miłych historii i rozmów o tym, jak ma wyglądać nasz program i nasz kraj. Czytaj więcej

Premier Kopacz pasażerka
W sobotę wizyta w Sopocie i Słupsku, w niedzielę we Władysławowie, w poniedziałek na Śląsku. W planach kolejne wycieczki i kolejne wyjazdowe posiedzenia rządu. Ewa Kopacz deklaruje, że chce być wśród ludzi, rozmawiać z nimi i konsultować swoje propozycje programowe. Pociąg to dobre, choć trudne miejsce. Nigdy nie wiadomo na jakich podróżników się trafi, jakim problemom, poglądom oraz sympatiom politycznym trzeba będzie stawić czoła.

Kampania bezpośrednia to duże ryzyko i nie każdy – o czym przekonaliśmy się na przykładzie prezydenta Komorowskiego – wychodzi z niej zwycięsko. Wymaga od polityka odwagi i pewności siebie, ale też pewnego „luzu”, spontaniczności i empatii. Niedoścignionym wzorem w tego typu działaniach był Donald Tusk. Kopacz stawia na razie swoje pierwsze kroki. Tuska nie doścignie z pewnością nigdy, ale przynajmniej na razie wypada nieco lepiej niż wspomniany Bronisław Komorowski.

EWA KOPACZ

Będę jechała pociągiem, gdzie będą setki ludzi, będę mogła z nimi rozmawiać. Chcę z nimi rozmawiać. Chcę konsultować nasze pomysły po to, żeby ten program był przede wszystkim obywatelski. Jeśli będę miała reakcje zwrotne, to łatwiej będzie mi wprowadzić korekty do tego programu, który jest już w mojej głowie.

Uważana dotychczas za nieco „drewnianą”, premier Kopacz wyraźnie stara się ocieplać swój wizerunek. Rozmawia, doradza i nie stroni od słynnych zdjęć selfie. Służbowe garsonki zamienia na nieoficjalne dżinsy, z walizką w ręku na dworcu czeka na pociąg, zjada śniadanie w zwykłym kolejowym Warsie, a na koniec spontanicznie podsumowuje: „Było fajnie”.

Rzecznik nadrabia „internety”
Na trasie pojawiają się turyści, którzy życzą Ewie Kopacz wszystkiego najlepszego, młodzi ludzie, którzy deklarują, że popierają wprowadzane reformy i zapewniają, że trzymają za premier kciuki. Po raz pierwszy w Internecie na potęgę generowane są nie tylko prześmiewcze memy (choć ich również nie brakuje), lecz także zdjęcia niosące pewną pozytywną emocję.

Widać, że nad poprawą wizerunku pracuje nie tylko Ewa Kopacz i nie tylko w działaniach bezpośrednich. Jak już pisaliśmy w naTemat, poprawiły się również działania podejmowane w Internecie. Nowy rzecznik prasowy – w przeciwieństwie do Małgorzaty Kidawy-Błońskiej – jest aktywny na Twitterze na bieżąco relacjonuje to, gdzie pani premier jest i co robi. Bardziej zaktywizowana wirtualnie jest również Kancelaria Premiera.

To działania słuszne, ale z drugiej strony również oczywiste. Działacze PO zrozumieli w końcu, że kampania nie zaczyna się w dniu, w którym zapowie ją prezydent, lecz trwa de facto cały czas. Teraz każdy dzień jest na wagę złota. Zwłaszcza, że główni przeciwnicy swoje rozpoczęli swoje przedwyborcze działania szybciej i bardziej efektownie, a teraz idą a ciosem.

Premier Kopacz nie chce zostać w tyle
PiS podobnie jak w kampanii prezydenckiej narzuca nowe inicjatywy i nowe tematy. Najpierw „Szydłobus”, później propozycja dodania pytań do wrześniowego referendum. W przeciwieństwie do Bronisława Komorowskiego, którego doradcy nie potrafili odpowiadać na tego typu „zaczepki”, Ewa Kopacz i jej sztab nie chcą zostawać w tyle.

Przykładem jest propozycja przeprowadzenia dwóch referendów jednego dnia wysunięta w odpowiedzi na postulat Beaty Szydło, a także sama wizyta na Śląsku, który w najbliższy weekend opanowany zostanie przez polityków Zjednoczonej Prawicy.

W jednym z ostatnich wywiadów dla TVP Info premier uznała, że do spotkań z ludźmi nie potrzebuje blasku fleszy. Niestety nie miała racji, bowiem potrzebuje kamer – zwłaszcza w ogniu kampanii wyborczej i pani premier szybko musi to zrozumieć.

PO-PiS. Jeden do jednego
Odbiciem merytorycznym i wizerunkowym miał być poprzedni weekend, kiedy Platforma organizowała swoją programową konwencję. Wielkie i długo zapowiadane wydarzenie w istocie przyniosło partii więcej szkody niż pożytku. Miał być program – nie było, miały być nowe twarze – nie było. A na domiar złego całe show przykryło Prawo i Sprawiedliwość ogłaszając światu swoją kandydatkę na premiera.

W tym tygodniu Platforma w końcu pokazała, że ma w sobie wolę walki i po raz pierwszy nie dała przykryć swojego przekazu konkurentom z Prawa i Sprawiedliwości. W starciu na polityczne kampanijne weekendy jest zatem 1:1. Teraz premier Kopacz ma przed sobą trudniejsze wyzwanie, bo narzucone tempo musi podtrzymywać. Już wiadomo, że łatwo nie będzie, bowiem najbliższy weekend to kolejne wielkie święto Prawa i Sprawiedliwości, jakim jest dwudniowa konwencja w Katowicach.

naTemat.pl

Sztuczne Fiołki: Tęczowa Matka Boska miała poszerzyć tolerancję. Pokazała jej brak

psz, 29-06-2015
ZOBACZ ZDJĘCIA »Tęczowa Matka Boska, Sztuczne Fiołki, Facebook

 fot. Sztuczne Fiołki/Facebook

– Nigdy nie uda nam się przewidzieć, kto poczuje się urażony fiołkami. Czasem wydaje się, że katolicy obrażają się z automatu i bez jakiejkolwiek refleksji – mówią twórcy Sztucznych Fiołków.

Dwa dni temu w Ameryce

W ubiegły piątek w USA przyjęto prawo zgodnie z którym pary homoseksualne będą mogły legalnie zawierać związki małżeńskie we wszystkich stanach. W związku z tym historycznym wydarzeniem, na Facebooku pojawiła się aplikacja umożliwiająca dodanie tęczy do profilowego zdjęcia użytkowników. Sztuczne Fiołki nie byłyby sobą, gdyby nie zareagowały na radosną, tęczową falę przepływającą przez konta solidaryzujących się ze środowiskiem LGBT w Stanach i nie opublikowały podobnego zdjęcia u siebie. Problem jednak polegał na tym, że na ich tęczowym zdjęciu zamiast dzieł sztuki Rembrandta czy Rafaela, pojawił się portret Matki Boskiej Częstochowskiej. I się zaczęło.

Płynne uczuć grancie

„Spalisz sie w piekle! O ile katole najpierw nie spala cie na stosie!”, „Płytki atak na katoli”„Widze ze pedaly maja podwojne standardy. Oczekuja od innych tolerancji, podczas gdy nie maja jej dla osob wierzacych”. To tylko kilka komentarzy (pisownia oryginalna), które pojawiły się pod wpisem Sztucznych Fiołków. Te bardziej wulgarne zostały przez twórców usunięte, te które zostały, i wciąż się pojawiają, masowo donoszą o obrazie uczuć religijnych.

Czytaj także: Można dostać torsji – Sztuczne Fiołki wywiad

Czy autorzy profilu spodziewali, że obrażą tylu użytkowników? – Nigdy nam się nie uda przewidzieć, kto poczuje się urażony fiołkami. Ale mamy wrażenie, że wśród osób, których uczucia religijne mieliśmy obrazić, zamiast refleksji, automatycznie pojawia się foch – mówią Sztuczne Fiołki i tłumaczą, że „Matka Boska tęczowa” miała poszerzyć tolerancję, a pokazała jej brak. – Jeśli ktoś uważa, że zdjęcie Marii w tęczowych kolorach jest nietolerancyjne, w ogóle nie myśli. Czasem wydaje mi się, że katolicy obrażają się z automatu i bez jakiejkolwiek refleksji – dodają.

Czasem wydaje mi się, że katolicy obrażają się z automatu i bez jakiejkolwiek refleksji

Obrażają się także dlatego, że pozwala im na to prawo. Choć bywa czasem, że wypowiedzi pod względem merytorycznym, nie są poprawne i właściwie, trudno określić, gdzie kończy się granica dobrego smaku, a zaczyna poziom „obrazy”. – Nawet jeśli intencją naszej wypowiedzi byłaby prowokacja z „wykorzystaniem” Matki Boskiej, czyjeś emocje nie mogą wpływać na swobodę naszych wypowiedzi – mówią autorzy kontrowersyjnego wpisu.

Obrażeni dla zasady?

Profil Sztuczne Fiołki od początku istnienia używał prowokacji jako głównego narzędzia wywoływania dyskusji i jak mówi, zdarzało się mu publikować dużo mocniejsze obrazki, które jakoś nie wywoływały w sieci takiej burzy. Dlatego gdy pod tęczową Marią wybuchła żarliwa dyskusja o granicach wyczucia, postanowił odpowiedzieć kolejną zaczepką. Tym razem umieścił zdjęcie Matki Boskiej czarno-białej, która jak ironicznie zaznaczyli autorzy, „będzie idealnie odpowiadała wrażliwości wszystkich obrażonych polskich katolików”.

Sztuczne Fiołki: Jeszcze nigdy nie obraziliśmy aż tylu uczuć religijnych. Postanowiliśmy przygotować wersję Matki Boskiej Częstochowskiej, która będzie idealnie odpowiadała wrażliwości wszystkich obrażonych polskich katolików

Sztuczne Fiołki/Facebook
Sztuczne Fiołki: Jeszcze nigdy nie obraziliśmy aż tylu uczuć religijnych. Postanowiliśmy przygotować wersję Matki Boskiej Częstochowskiej, która będzie idealnie odpowiadała wrażliwości wszystkich obrażonych polskich katolików

Ale jak przyznali w rozmowie z nami, nawet i ten chwyt nie przemówił oburzonym do wyobraźni. – Pewnie podobnie jak poprzednio, „obrażeni” wcale się tak nie poczuli, a zadziałał u nich ten sam, automatyczny mechanizm: wyłączam myślenie i się oburzam, bo ktoś na pewno chce obrazić mnie i moją wiarę – mówią Sztuczne Fiołki, pokazując za przykład komentarz jednej z osób: „Nie pierwszy to i nie ostatni atak na religię bezbronną, na której można swobodnie wyładowywać agresję, nie wiadomo skąd się biorącą i po co”.

Matka Boska byłaby szczęśliwsza z powodu tęczy, niż hejtu, który w jeden wieczór zalał nasz profil

Ale pod tekstem znalazło się także sporo pozytywnych komentarzy, w myśl których tęczowa Matka Boska nie miałaby raczej nic przeciwko nowemu tłu. – A już na pewno byłaby bardziej szczęśliwa z powodu tęczy, niż hejtu, który w jeden wieczór zalał nasz profil – podsumowują Sztuczne Fiołki.

Newsweek.pl

Prawica chce repolonizować media. Sprawdzamy, kto należy do kogo i robimy ściągawkę dla prezesa i spółki

Jarosław Kaczyński mówi, że system medialny w Polsce jest chory. Jarosław Gowin chce repolonizacji mediów.
Jarosław Kaczyński mówi, że system medialny w Polsce jest chory. Jarosław Gowin chce repolonizacji mediów. Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Prawica od dawna uważa, że przegrywa wybory przez media. Politycy PiS i okolic dają temu wyraz bardzo często, szczególnie w kampanii wyborczej. Teraz Jarosław Kaczyński mówi, że „polski system medialny jest chory”, a Jarosław Gowin otwarcie wzywa do repolonizacji mediów. Najwięksi zagraniczni inwestorzy w tym segmencie gospodarki to Niemcy, Szwajcarzy, Francuzi i Brytyjczycy.

„Nasz rynek medialny jest chory. Zakładamy, że jeśli Polacy powierzą nam ster rządów, to nasz rząd będzie funkcjonował w niekorzystnym otoczeniu medialnym” – diagnozuje Jarosław Kaczyński w „Do Rzeczy”. Z rozwiązaniem dla prezesa PiS przychodzi Paweł Kukiz, który chce repolonizacji mediów.

 

Zgadza się z nim Jarosław Gowin, który współtworzy program wyborczy Zjednoczonej Prawicy. – Będę dążył do tego, żeby stopniowo, zgodnie z regułami rynku repolonizować banki. Państwo udają naiwniaków – mówił w niedzielę Gowin w Radiu ZET. To druga po bankach branża, którą prawica chce polonizować. Co to w istocie oznacza? Nacjonalizację, bo jedyny polski podmiot na rynku to Agora, która nie ma zasobów na akwizycje (nie mówiąc już o tym, że po prostu ich nie potrzebuje).

Do kogo należą wydawane w Polsce tytuły?

Szwajcaria

Nie dość, że Szwajcarzy mają jeden z najwyższych na świecie wskaźnik uzbrojenia, to mają arsenał tytułów, które trzęsą polskim życiem politycznym. To m.in. „Viva!” (choć akurat ten magazyn zatrząsł polską polityką, po słynnej sesji Ewy Kopacz), „Party. Życie gwiazd”, „Przyjaciółka”, „Pani Domu” i portale: AfterParty.pl, Polki.pl czy Gotujmy.pl należące doEdipresse. Domyślam się, że to właśnie są miejsca w sieci i kioskach, od których politycy prawicy zaczynają swój dzień i które promują zachodni punkt widzenia. Słusznie, widziałem kiedyś jak zachwalali founde, narodową potrawę Szwajcarów.

Drugą ekspozyturą szwajcarskiego imperializmu jest koncern Ringer Axel Springer Polska. Helweci mają w nim połowę udziałów, druga połowa należy do Niemców.

Niemcy

To właśnie Niemcy są najbardziej nielubianymi akcjonariuszami w Polsce. A szczególnie, jeśli mają silną pozycję, tak jak Ringer Axel Springer. Należy do nich tygodnik „Newsweek Polska” (3. pod względem sprzedaży, za polskimi „Gościem Niedzielnym” i „Polityką”), dziennik „Fakt” (pierwszy pod względem sprzedaży) i miesięcznik „Forbes”. Do tego cała masa wydawnictw sportowych, motoryzacyjnych i komputerowych.

Tygodnik wydaje też dodatek historyczny, który bynajmniej nie przedstawia niemieckiej wizji historii. Nie pomija też milczeniem rocznic związanych z II wojną światową. Według części prawicowych autorów Niemcy właśnie po to prowadzą medialną ekspansję, by nie pisały one o nazizmie.

Niemcy są mocno obecni w internecie, szczególnie po przejęciu od ITI portalu Onet.pl. Wszystkie serwisy szwajcarsko-niemieckiej spółkiodwiedziło w kwietniu 15,77 mln internautów. Ale to i tak aż o jedną trzecią mniej, niż serwisy grupy Google, która poza wyszukiwarką ma serwis Google News. Tak więc polskim internetem trzęsą Amerykanie, nie Niemcy.

Do Niemców należy także grupa Polskapresse, potentat na rynku mediów lokalnych („Dziennik Bałtycki”, „Głos Wielkopolski”, „Gazeta Wrocławska” czy „Kurier Lubelski”). Wszystkie działają pod wspólną marką „Polska”. Dzięki temu ma też silną pozycję w sieci: w kwietniu jej serwisy miały prawie 10 mln użytkowników.

W 2013 roku firma jeszcze wzmocniła swoją pozycję w Polsce przejmują kolejne lokalne tytuły od brytyjskiego koncernu Mecom (wcześniej należące do Norwegów z koncernu Orkla). Otwarte pozostaje więc pytanie, który z zagranicznych właścicieli jest według prawicy najgorszy? Bo może nie trzeba repolonizować mediów, a wystarczy, żeby od Niemców kupili je Brytyjczycy albo inny nacja, która nie mówi językiem Goethego?

Niemieckich właścicieli ma także Grupa Bauer, do której należy zbudowane przez Stanisława Tyczyńskiego radio RMF FM. Podobnie jak założony przez niego (wspólnie z Comarchem, firmą Janusza Filipiaka) portal Interia, który w kwietniu miał 12,5 mln użytkowników. Ale głównym filarem biznesu są kolorowe magazyny: „Pani”, „Twój Styl”, „Show”, „Chwila dla Ciebie”, „Życie na gorąco” czy „Twoje Imperium”. Nie, to nie tytuł tygodnika o wewnętrznym życiu partii Jarosława Kaczyńskiego.

Równie daleko od polityki działa kolejne niemieckie wydawnictwo: Burda Media, które wydaje m.in. „Elle”, „Glamour” i „Claudię”.

Francja

Francuzi po sprzedaniu Wirtualnej Polski są niemal nieobecni na polskim rynku medialnym. Należy do nich tylko grupa Eurozet, czyli właściciel Radia ZET, które wyraźnie przegrywa konkurencję z RMF FM.

Amerykanie

Poza absolutną dominacją Google’a w polskim internecie Amerykanie przebojem weszli na polski rynek telewizyjny. I to nie – jak przez lata sądzono – za sprawą Ruperta Murdocha i jego koncernu FOX, ale przez mało u nas znany Scripps Networks Interactive. Jednak prawica już cieszy się na wieść, że właściciele koncernu to konserwatywni i głęboko wierzący Republikanie.

Poza tym, jeśli PiS przejmie władzę, zapewne spróbuje położyć ręce na Telewizji Polskiej, tak jak zrobiło to w 2005 roku. Do tego ma jeszcze całą sieć portali, które jak podają branżowe media, z roku na rok rosną w siłę. Dlatego mówienie o potrzebie repolonizacji mediów to tylko próba wywarcia wpływu na dziennikarzy, którzy nie przyklaskują PiS. Bo tylko tacy są według prezesa i jego ludzi prawdziwie „niezależni” i „niepokorni”.

naTemat.pl

Ekonomiczny noblista broni Grecji. „Eurogrupa żąda od Aten czegoś, czego sama nigdy by nie wdrożyła”

Stanowiska Grecji broni wielu ekonomistów, w tym także laureaci ekonomicznego Nobla.
Stanowiska Grecji broni wielu ekonomistów, w tym także laureaci ekonomicznego Nobla. Fot. Ververidis Vasilis / http://www.shutterstock.com

– Francja i Niemcy narzucają Grecji drastyczną kurację, której same nigdy nie wdrożyły, choć zdarzało się, że były w o wiele gorszej sytuacji finansowej – ocenia Thomas Piketty, ekonomista i autor książki „Kapitał w XXI wieku” broniąc polityki Aten. Podobnie, już kilka tygodni temu, w sprawie greckiej wypowiadał się także ekonomiczny noblista Jospeh Stiglitz sugerując wprost, że dług Grecji należałoby umorzyć.

Niemcy i Francja wymagają cudu
Piketty o dramatycznej sytuacji Grecji rozmawiał z dziennikarzami radiowej stacji France Inter. Politykę, jaką wobec Aten stosują tak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Europejski Bank Centralny jak i cała eurogrupa, uznał on, delikatnie mówiąc, za nie najmądrzejszą.

– Jeśli przyjrzeć się historii długu publicznego, to nie raz zdarzało się, że Francja i Niemcy miały dług wyższy niż ten, który dziś ma Grecja – wyjaśniał Piketty. – Przykładowo po II wojnie światowej dług publiczny Niemiec wynosił 200 proc. PKB, przy czym w 1953 r. całe zewnętrzne zadłużenie Berlina zostało umorzone. Ale ani jedno, ani drugie z tych państw, nigdy nie zastosowało u siebie takiego rozwiązania, jakie obecnie narzuca się Grecji. Na szczęście zresztą.

Podobnego zdania jest ekonomiczny noblista Joseph Stiglitz, który kilka tygodni temu udzielił na ten temat obszernego wywiadu francuskiemu dziennikowi ekonomicznemu „Les Echos”.

– Strategia, jaką pożyczkodawcy przyjęli wobec kryzysu w Grecji od początku była błędna i pogorszyła kondycję tamtejszej gospodarki. Przymus stosowania polityki drastycznych oszczędności, jaki narzucono Grecji, nie zostawił jej pola do manewru, zdusił wzrost gospodarczy i stworzył błędne koło: skoro nie ma wzrostu gospodarczego, to Ateny tym bardziej nie są w stanie spłacać zadłużenia. Za to nie można winić Greków – oceniał Stiglitz.

– Gdybym musiał, w greckim referendum zagłosowałbym na nie – pisze z kolei na swoim blogu w serwisie „New York Times” Paul Krugman, również ekonomiczny noblista. – Analiza kosztów i korzyści wskazuje na to, że wyjście Grecji ze strefy euro jest o wiele bardziej korzystne niż kiedykolwiek przedtem. Po pierwsze Grexit nie spowoduje większego chaosu niż ten, z którym już mamy do czynienia. Po drugie, dla Tsiprasa przygotowano ofertę, o której wiedzieli, że nie może jej zaakceptować i prawdopodobnie zrobili to świadomie. Niepokojące mogą być zatem polityczne implikacje głosowania na tak.

Merkel: To wszystko wina Aten
Co ciekawe, niemiecka kanclerz Angela Merkel podczas poniedziałkowego spotkania w Bundestagu, propozycję pomocy, jaką UE złożyła Grecji określiła jako wspaniałomyślną. Winą za niepowodzenie w negocjacjach obarczyła natomiast Ateny. – Trzeba stwierdzić, że po stronie greckiej nie było woli do kompromisu, co uwidoczniło się w przerwaniu negocjacji i decyzji o referendum – zaznaczyła kanclerz. Merkel dodała przy tym, że gotowa jest do wznowienia rozmów, jeśli Ateny o to poproszą.

Sami Grecy uznanie wymaganych przez międzynarodowych kredytodawców reform uznają za ujmę na honorze i nazywają ich „szantażystami z Unii Europejskiej”.

KIKI LOIZOU, „THE SUNDAY TIMES”

Apostolos Papadopoulos wrócił do domu po 15 godzinach pracy i z miejsca ruszył do najbliższego bankomatu. – Nie mam wielkich oszczędności w banku, ale wyjmę wszystko, co jest na koncie. Mam już tego dość, chcę wyjść z Europy. (…) I tak będziemy głodować, lepiej głodować z godnością – mówi.

– Rok temu mój przyjaciel zabił się, wyskakując z piątego piętra w hotelu – dodaje chwilę później. – Zostawił żonę i dziecko. Wszyscy mamy dość, jesteśmy na granicy wytrzymałości… za chwilę rząd poprosi, by każda rodzina oddała córkę albo nerkę. Czytaj więcej

Kryzys, w jakim pogrążyła się Grecja, doprowadził do tymczasowego zamknięcia tamtejszych banków. Rząd Aleksisa Tsiprasa potwierdził, że greckie banki będą zamknięte do 6 lipca. Ponadto przez cześć poniedziałku nie działały bankomaty. Później, gdy przywrócona zostanie już ich sprawność, wysokość dziennych wypłat nie będzie mogla przekroczyć kwoty 60 euro na osobę.

Tymczasowe ograniczenia mają pomóc w zachowaniu płynności greckiego systemu bankowego, z którego w ostatnich dniach masowo wypłacane są pieniądze. Restrykcje nie dotyczą bankowości internetowej, o ile adresatami realizowanych za jej pomocą przelewów są podmioty greckie. Środków nie wolno transferować za granicę.

Grecja na krawędzi bankructwa jest już od pięciu lat. Od czasu, gdy w 2010 r. Ateny straciły możliwość pozyskiwania środków na rynkach, drastyczne zmniejszenie wydatków z budżetu państwa, postępująca recesja i wysokie podatki doprowadziły do zmniejszenia się dochodów Greków o jedną trzecią. Poziom bezrobocia sięga dziś 26 proc.

naTemat.pl

Internauci się skrzyknęli: Nie chcemy oglądać ks. Oko i Terlikowskiego w telewizji

Paweł Kośmiński, 29.06.2015
Ks. prof. Dariusz Oko

Ks. prof. Dariusz Oko (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

„To, że jest kontrowersyjny, nie znaczy, że trzeba go pokazywać. Prosimy media o więcej szacunku dla odbiorców” – apelują twórcy wydarzenia na Facebooku „Nie chcemy widzieć Dariusza Oko w telewizji”. W czasie weekendu postulat poparło 4 tys. osób. Jeszcze więcej internautów ma dość oglądania Tomasza Terlikowskiego.
– Dariusz Oko propaguje kłamstwa i przesądy. Nie zasługuje zatem na tytuł profesora, którym się posługuje. Zieje również nienawiścią. Nie może zatem być duchownym religii miłości – przekonują organizatorzy Facebookowego „Nie chcemy widzieć Dariusza Oko w telewizji”.Od piątku, kiedy wydarzenie zostało utworzone, chęć uczestnictwa w nim zadeklarowało przeszło 4 tys. osób. Termin był nieprzypadkowy. Dzień wcześniej Monika Olejnik zaprosiła go do swojego wieczornego programu w TVN24 poświęconego in vitro. Kilka godzin wcześniej Sejm przyjął bowiem ustawę o leczeniu niepłodności regulującą stosowanie tej metody w Polsce.- To, że dzieci poczęte metodą in vitro o wiele częściej chorują, to jest oczywista dana medyczna – przekonywał ks. Oko. – Jest jednak różnica – począć się naturalną metodą i na szkle.Ks. Oko nie oszczędzał też swojego rozmówcy Andrzeja Rozenka. Bo poseł jest ateistą, a ateiści to – zdaniem księdza – najwięksi zbrodniarze, podobnie jak homoseksualiści, to w większości pedofile. Ks. Oko wygłasza podobne, stygmatyzujące opinie powszechnie: podczas wykładów w całej Polsce, na łamach katolickich mediów, w programach publicystycznych.Ks. Oko: Geje czyli pedofile. Mają średnio 500 kochanków…

Skąd bierze takie „oczywiste dane”? Kiedy głośno zrobiło się o przypadkach pedofilii wśród duchownych, powołując się na „badania amerykańskie czy niemieckie” stwierdził, że na tysiąc pedofilów przebywających w więzieniach tylko jeden jest księdzem katolickim. Reszty kazał szukać wśród homoseksualistów, nauczycieli i trenerów sportowych. Co to dokładnie za badania, nie zdradził ani wtedy, ani później.

– Około 60 proc. chorych na AIDS to są geje i około 40 proc. przypadków pedofilii to są geje – przekonywał z kolei w programie „Tomasz Lis na żywo”, kiedy dyskutowano publicznie na temat wprowadzenia związków partnerskich w Polsce. Teorie te nie mają nic wspólnego z danymi i stanowiskami wydawanymi choćby przez Polskie Towarzystwo Seksuologiczne czy Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego. Ale tym ks. Oko się nie przejmuje. Jak wtedy, gdy opowiada, że geje mają w życiu średnio 500 partnerów seksualnych. A 25 proc. spośród nich nawet ponad tysiąc.

– To geje forsowali legalizację pedofilii, a potem kazirodztwa – to z kolei jego wypowiedź dla serwisu Prawy.pl.

…Ateiści winni największych zbrodni, gender jak komunizm

Ale nie tylko homoseksualiści zaprzątają umysł wykładowcy Uniwersytetu Papieskiego w Krakowie. Niewierzący? – Przecież największe zbrodnie w dziejach popełnili właśnie ateiści – obwieścił podczas wykładu wygłoszonego na Uniwersytecie Warszawskim w październiku ubiegłego roku. Tezę tę powtarza chętnie przy każdej nadarzającej się okazji.

Gender, a więc koncepcja płci kulturowej, to zdaniem duchownego „nauka maniaków seksualnych”, którzy „lubią działać w ukryciu, po cichu, jak mafia”. – To nowa utopia. Wcielenie marksizmu – stwierdza bez wahania. A „program gender”, jego zdaniem, „wygląda, jakby go układali pedofile”.

Mimo to ks. Oko wciąż jest stałym gościem programów publicystycznych. – Dlaczego zapraszają go media? Dlaczego pytają go o zdanie? – oburzają się organizatorzy wydarzenia „Nie chcemy widzieć Dariusza Oko w telewizji”. I apelują: – Nie chcemy go słuchać ani oglądać. To, że jest kontrowersyjny, nie znaczy, że trzeba go pokazywać. Prosimy media o więcej szacunku dla odbiorców.

Terlikowski „dawno odszedł od chrześcijaństwa”. Czas na TV?

Ale na ks. Oko nie koniec. Pomysłodawcy tamtego wydarzenia domagają się również bojkotu Tomasza Terlikowskiego. Bo jak przekonują, za sprawą cechującego go „fundamentalizmu i fanatyzmu (…) dawno odszedł on od chrześcijaństwa”. Do wydarzenia dołączyło już ponad 7 tys. osób.

Redaktor naczelny Telewizji Republika wielokrotnie obrażał osoby transpłciowe. O Annie Grodzkiej mówił, że „udaje kobietę”, bo „fakt, że osobę tę nafaszerowano hormonami (…) w niczym nie zmienia genetycznej tożsamości Grodzkiej”. Sąd uznał jednak, że publikując materiały związane z jej płcią i seksualnością, naruszył jej dobra osobiste.

Osoby, które nie zdecydowały się na potomstwo, Terlikowski nazywa „pasożytami”, feministki – jak sugeruje – „rozbijają rodzinę”, a przyjęcie ustawy o in vitro to „legalizacja eugeniki”.

– Jego samozwańcze zapędy do rozdzielania tytułów do świętości oraz recenzowania wszystkich – łącznie z papieżem – powodują, że jest niestrawny intelektualnie oraz stylistycznie. Do tego jego pełen bufonady sposób bycia oraz na każdym kroku wyrażana pogarda dla wszystkich wokół powodują, że nie da się na niego patrzeć, słuchać jego wypowiedzi, czytać jego twórczości. Prosimy wszystkie media – dajcie mu odejść do jego własne grajdołka – uzasadniają pomysłodawcy akcji.

Zobacz także

wyborcza.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: