Hairwald

W ciętej ranie obecności

Kukiz (09.07.2015)

 

nieMówimy

Na niby i naprawdę

Anna Dąbrowska, 07.09.2015

Niby to Konwencja Programowa, ale program zostaje stary. Niby Beata Szydło przedstawiła swoją drużynę, ale to nie ministrowie. Niby Jarosław Kaczyński tylko otworzył imprezę, ale to on jest wciąż najważniejszy. Wszystko w tych Katowicach było na niby. A naprawdę będzie potem.

 

Piotr Marek, czterdziestoparolatek z Warszawy, przyjechał do Katowic, aby przeprosić się z PiS. Wyszedł kiedyś z partii, bo, jak mówi, „wszystko, co robili, było spowite smoleńską mgłą”. – Nie można podporządkowywać wszystkiego jednej tragedii i tylko szukać zemsty, ale trzeba zająć się sprawami, które na serio obchodzą Polaków. Chciałem rozmawiać o pracy, podatkach i wreszcie PiS pokazało, że ma coś na ten temat do powiedzenia. Przysłuchujący się temu sześćdziesięciolatek, też z Warszawy, w PiS od kilku lat, „oszukany przez państwo, z 500 zł emerytury”, przekonany, że w Smoleńsku „naszego prezydenta nam zabili”, dopytuje, czy pan Piotr wierzy w zamach. – Nie? To nie masz tu czego szukać, nie wiesz, co czuje prawdziwy Polak – kończy rozmowę i odchodzi od stolika, przy którym serwowano sobotni zjazdowy obiad.

Trzydniowa Konwencja Programowa PiS była pomyślana właśnie dla takich jak Piotr Marek, ale wrażenie merytorycznej, stabilnej i przygotowanej do rządzenia partii psuli tacy jak przekonany o zamachu działacz z Warszawy. Właściwie miało ich tu nie być, bo impreza nie dla nich była pomyślana. Ich obsługują inni politycy PiS, którzy na razie są schowani albo kameralnie operują w terenie, w pisowskich regionach.

Przed katowicką halą kongresową stał tylko szydłobus, bo Joachim Brudziński nie wydał polecania, by posłowie zwozili autokarami działaczy. Zresztą jego samego też nikt w ostatni weekend w stolicy Śląska nie uświadczył.

polityka.pl

idziePO

idziePO1

idziePO2

idziePO3

 

Prof. Cześnik o Kukizie: Król zaczyna być goły

Rozmawiała Agnieszka Kublik, 09.07.2015

„Z Kukizem jest tak jak z pierwszym wrażeniem na przyjęciu. Ktoś robi dobre wrażenie, ale tylko do momentu, kiedy otwiera usta”. (fot. Łukasz Głowala / Agencja Gazeta)

– Z Kukizem jest tak jak z pierwszym wrażeniem na przyjęciu. Ktoś robi dobre wrażenie, ale tylko do momentu, kiedy otwiera usta. Okazuje się, że najpierw prawi banały, a potem głupoty- mówi dr hab. Mikołaj Cześnik, dyrektor Instytutu Nauk Społecznych Uniwersytetu SWPS.
AGNIESZKA KUBLIK: Kukiz traci w sondażach. Według TNS poparcie dla jego ruchu spadło z 20 do 13 proc., według Millward Brown – z 24 do 19. Dlaczego?MIKOŁAJ CZEŚNIK: W ostatnich dwóch-trzech tygodniach główni gracze, a właściwie graczki zaczęły rozmawiać o programie. Panie Kopacz i Szydło zmonopolizowały scenę polityczną. Zaczęły prowadzić ze sobą dialog, i to dialog programowy, w którym nie ma miejsca dla trzeciego. I one go tym rozjechały. Kukiz w tej sytuacji mógł pokazać program albo pokazać, że programowo nie ma programu. Ustawił się w kontrze do nich. I to mogło skłonić przynajmniej część jego zwolenników do wycofania poparcia.

Kukiz nigdy nie miał programu. Bo JOW-y trudno uznać za program.

– Tak, ale w kampanii prezydenckiej programu nie potrzebował. To był koncert życzeń, kampania była emocjonalna. Teraz Kopacz próbuje być jak Merkel, Szydło – jak Thatcher. Kobiety od konkretów. A w kampanii prezydenckiej było uwodzenie. Uwodził i Kukiz, i Duda, i Komorowski.

Teraz, mam nadzieję, zwolennicy Kukiza wiedzą, że to inne wybory i że tutaj same emocje to za mało. To może być powód co najmniej wstrzymania trendu wzrostu poparcia dla Kukiza. Pamiętajmy, że to poparcie zaraz po kampanii prezydenckiej było ogromne – ponad 20 proc. chcących głosować. Jasne było, że będzie malało. Może teraz wraca do właściwego dla takiego ruchu poziomu kilkunastu procent, a może nawet kilku.

PO i PiS odrabiają teraz lekcję wyborczą i widzą, jak można przyciągnąć elektorat Kukiza. Bo on jest bardzo zróżnicowany – zwolennicy Kukiza mogą się rozejść do PO i PiS. Jeśli dziś zadać by im pytanie, kogo by poparli, gdyby ruchu Kukiza nie było, to sądzę, że tak po jednej trzeciej przeszliby do PO, PiS lub nie poszliby na wybory.

Kolejny argument, dlaczego poparcie sondażowe mu spada akurat teraz, jest taki, że widać coraz wyraźniej, że Kukiz nie potrafi do końca nad swoim ruchem zapanować. Np. w Lubinie pokłócił się z organizatorami, mieli być tam jego woJOWnicy, a był tylko gościem, miał przedstawić 16 pełnomocników, nie przedstawił itd. Nie chcę powiedzieć, że już widać, że król jest nagi, ale widać, że zaczyna być goły.

Kukiz i w kampanii był chaotyczny, a jednak po wyborach rosło poparcie dla jego ruchu i zaufanie do niego. W CBOS miał nawet 58 proc., Komorowski i Duda mieli wtedy po 54 proc.

– To jest tak jak z pierwszym wrażeniem na przyjęciu. Zdarza się, że ktoś przychodzi na przyjęcie i robi dobre wrażenie, ale tylko do momentu, kiedy otworzy usta. Okazuje się, że najpierw prawi banały, a potem wręcz głupoty. I musi trochę czasu upłynąć, by się wszyscy goście na przyjęciu zorientowali, że to blagier. Opinia publiczna potrzebuje więcej czasu niż ci goście, by dostać i zrozumieć wszystkie nowe informacje o Kukizie. Najpierw pojawiały się pojedyncze rysy na wizerunku, potem kolejne, aż okazało się, że wiele wyobrażeń o Kukizie jest fałszywych, odległych od tego, co nam się wydawało.

Kukiz jest też ofiarą własnego sukcesu. W kolejce do niego zaczęli się ustawiać ludzie nieciekawi. Z tego, co Kukiz pisze na Facebooku, widzę, że się miota, że chciałby nad tym zapanować, ale ma świadomość, że nie da rady zagwarantować, kto się znajdzie na jego listach. A chodzi o blisko 900 osób we wszystkich okręgach wyborczych. Tylu trzeba znaleźć kandydatów, którzy nie zrobią złego wrażenia. Jak? Prześwietlać każdego? Kto miałby się tym zająć? Czy proces ma przebiegać jak w PiS, gdzie Jarosław Kaczyński sam namaszczał każdego kandydata? Kukiz teraz się zorientował, że trochę inaczej robi się grupę rockową, a inaczej partię polityczną. Inna skala, inne problemy. Rockman wie, gdzie jest dobry menedżer albo dźwiękowiec, ale nie wie, kto jest uczciwy politycznie. Przychodzą do niego ludzie w szatach przyjaciela, a naprawdę są gotowi wbić mu nóż w plecy. Kukiz pewnie wie, że tak jest, ale nie wie, jak się przed tym obronić.

W tym, co Kukiz pisze na Facebooku, widzę brak planu, zagubienie. On próbuje reagować na to, co się tu i teraz dzieje. I tyle. To się może zakończyć katastrofą, bo robienie partii politycznej i walka o dobry wynik to ciężka robota. Warto mieć kogoś, kto się na tym zna. Kukiz chyba wciąż takich ludzi nie ma.

Według klasycznej definicji partia to struktury, program, pieniądze.

– Kukiz niewiele z tego ma. Weźmy struktury. Może korzystać z tych, które powstały wokół JOW-ów. Ale z tego, co czytam, wynika, że nie wszystkim zwolennikom JOW-ów podoba się wszystko to, co mówi Kukiz. Nie jest jasne, czy jego flirt z prawicą jest na serio czy pod publiczkę.

„Jestem prawicowcem o lewicowym sercu” – to Kukiz o sobie.

– Jest na pewno zdolny do szybkiej zmiany poglądów. Coraz więcej o nim wiadomo, media zaczęły mu się dokładnie przyglądać.

I Kukiz zaatakował media: „ścierwojady-pismaki, ujawniacze”.

– Kukiz lubi się obrażać, taka osobowość. Wrażliwiec. Nie ma odporności Tuska, Kaczyńskiego czy Millera. No i jasne jest, że ani jego, ani jego zwolenników to pisanie nie cieszy. Bo widać, że to taki Dyzma na salonach politycznych. Jest tu nowy, nie umie się poruszać, raczej nie pasuje.

O JOW-ach mówi się coraz więcej. Być może wyborcy Kukiza zrozumieją, że dla nich ten system wcale nie jest korzystny, bo w Polsce wzmocniłby nepotyzm i klientelizm na szczeblu lokalnym, czyli zablokowałby młodych.

– No właśnie, to referendum, jeśli miałoby być sensowne, musi być poprzedzone długą, merytoryczną dyskusją o JOW-ach i ich konsekwencjach dla sceny politycznej. Nie ma rzeczy bardziej pewnej w politologii niż ta, że w większościowym systemie wyborczym na scenie pozostają dwie partie, mniejsze nie mają szans, bo tak mechanicznie działa ordynacja wyborcza, że te małe wycina. Dowodem są nasze ostatnie wybory do Senatu. Ale najpewniej referendum nie będzie wiążące, nie okaże się ponad 30-procentowej frekwencji.

Co zrobi PiS?

– Dla nich referendum to problem, bo JOW-y nie są panaceum na polskie bolączki. PiS będzie występować jako ostoja porządku konstytucyjnego, fundamentów ustrojowych, co jest samo w sobie paradoksalne. I PiS na pewno nie poprze likwidacji finansowania partii z budżetu państwa. Co u kukizowców wywoła konfuzję, bo PiS postrzegali jako partię, która prze do zmiany. To referendum to jak sidła zastawione na PiS – bo oni są bez wyjścia, muszą bronić ustroju III RP, półgębkiem, ale jednak. No a z drugiej strony i PiS, i Kukiz nie mogą pójść na noże, jeśli myślą o współpracy.

Ciekawe, co PO zrobi w sprawie referendum. Mam nadzieję, że zwycięży rozsądek, by nie popierać JOW-ów.

Kampania referendalna w sprawie JOW-ów najbardziej może zaszkodzić Kukizowi, bo jego zwolennicy zrozumieją, że JOW-ami nie zmieni sceny, o której mówi tak poetycko: „Kino nam zrobiono o tym, jak Kaczor z Donaldem łapią się za dzioby i jeszcze każą nam za to płacić”.

– Tak będzie, jeśli ktoś uczciwie powie obywatelom, jakie są konsekwencje wprowadzenia JOW-ów. To może być bolesne zderzenie wiary z wiedzą. Bolesne dla zwolenników Kukiza. A najbardziej dla niego samego.

Kolejne sondaże mogą pokazać, że Kukiz zanika. Gdyby wybory odbyły się w czerwcu, może miałby 50 posłów. To jest tak efemeryczny twór, że wcale bym się nie zdziwił, gdyby zaczął się sypać teraz, podczas wakacji, np. z braku pieniędzy. A gdy spadnie poniżej 10 proc. w sondażach, zaczną się awantury, a przecież niedługo powinien ułożyć listy wyborcze. Nie wykluczam, że jeżeli w najbliższym czasie Kukiz się nie pozbiera, nie uda mu się zarejestrować list wyborczych. A nic nie wskazuje na to, by się zbierał, raczej widzę chaos. Kukiz jest tym zmęczony, podenerwowany, sfrustrowany. A partia to codzienne ciułanie. Kukiz nie wygląda na kogoś, kto ma do tego cierpliwość.

Kukiz wakacji się nie boi, planuje agitowanie na koncertach.

– Nie przeceniałbym tego. Ile musiałby tych koncertów dać? Codziennie dla 20-25 tys. ludzi? Takich koncertów Kukiz, o ile wiem, nie daje. Może być tak, że któregoś dnia krzyknie, że jedzie na urlop i ma to wszystko w nosie.

„W d…” – raczej tak by to ujął.

– No tak. Zwolennicy Kukiza są bardzo labilni, błyskawicznie zmieniają zdanie. To ludzie młodzi, w gorącej wodzie kąpani. Dwie-trzy akcje na Facebooku są w stanie zmienić ich poglądy. W mediach społecznościowych życie polityczne toczy się szybciej. I płyciej.

Zobacz także

wyborcza.pl

królZaczyna

Dokąd wiać. Felieton Andermana z cyklu: A poza tym

Janusz Anderman, 09.07.2015
Andrzej Duda w swoim sztabie wyborczym po wybraniu go na prezydenta Polski

Andrzej Duda w swoim sztabie wyborczym po wybraniu go na prezydenta Polski (Fot. Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta)

„Gazeta Polska” pochyliła się z troską nad przyszłymi przegranymi w jesiennych wyborach parlamentarnych i ogłosiła dla nich poradnik: „Dokąd mogą uciec politycy Platformy”.

Gangsterzy z Platformy nie byliby sobą, gdyby i tym razem nie sfałszowali wyborów. To ciężkie przestępstwo zdemaskowała „Gazeta Polska”, jeszcze przed ogłoszeniem oficjalnych wyników. „Również te wybory były sfałszowane. Jednak skala wygranej Andrzeja Dudy była zbyt wysoka, by ogłosić Bronisława Komorowskiego zwycięzcą”.

Późniejsza radość z wygranej i zwykłe chrześcijańskie miłosierdzie spowodowały, że tropiciele z „GP” machnęli ręką na oczywiste oszustwo wyborcze i nie zgłosili go do prokuratury. Za to tygodnik pochylił się z troską nad przyszłymi przegranymi w jesiennych wyborach parlamentarnych i ogłosił dla nich poradnik: „Dokąd mogą uciec politycy Platformy”.

W przygotowaniu poradnika olbrzymią rolę odegrał Stefan Czarnecki, „wielki znawca Ameryki Południowej”. Podróżnik ten jest w zasadzie wielkim znawcą wszelkich ziem i opisuje je systematycznie w „Gazecie Polskiej Codziennie” z taką maestrią i smakiem, że właściwie już nie musimy tych miejsc odwiedzać. „Krzyki chlapiących się w wodzie rozbawionych dzieci. Szczekanie psa. Co jakiś czas słychać pianie koguta. Leniwa słodycz wakacyjnego poranka. Z przecudnie pachnącą trawą”. Czy po zachłyśnięciu się podobnym obrazem ktokolwiek będzie miał jeszcze ochotę, by pojechać na Mazury?

Dlaczego w pracę nad poradnikiem wciąg-nął się „wielki znawca Ameryki Południowej”? Bo „jeżeli jednak z Polski ucieka się przed wymiarem sprawiedliwości, emigracyjna » szansa «” z konieczności zawęża się do krajów, które nie mają podpisanej z RP dwustronnej lub wielostronnej umowy ekstradycyjnej”. A są kraje, z którymi Polska takiej umowy nie ma, i w nich zbiegli przestępcy z PO będą się mogli czuć „względnie bezpiecznie”.

„Do takich miejsc zalicza się Meksyk. [ ] Atuty to niewysokie ceny, tequila oraz łatwy dostęp do narkotyków” – zachwala „wielki znawca”, który doskonale się orientuje także w kwestii najpilniejszych potrzeb zalkoholizowanych platformianych narkomanów.

Znawca „poleca naszym uciekinierom również Brazylię, szczególnie zaś miasto Manaus, położone w samym środku dżungli. [ ] Przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości raczej tam nie zaglądają (pewnie dlatego, że w Manaus zamieszkuje niemal dwa miliony ludzi niewartych uwagi – J.A.). Poza tym w okolicy panuje dobry klimat dla biznesu: w dżungli poukrywanych jest sporo fabryk kokainy i innych nielegalnych interesów”. Tego, jakie te fabryki wytwarzają nielegalne interesy, podróżnik nie zdradza, ale fabryki kokainy są wystarczającą zachętą dla okrytych hańbą byłych ministrów, wiceministrów czy posłów. Będą się oni czuli w Brazylii jak w raju także z innego ważnego powodu: „To kraj, w którym korupcja jest wszechobecna. Jej natężenie jest takie, że ludzie całkowicie do niej przywykli i mało kto zwraca na nią uwagę”. Czy trzeba czegoś więcej? Jak znalazł dla złodziejskiego nasienia znad Wisły.

Podróżnik i znawca poleca także Japonię, choć specjalnie jej nie zachwala, ponieważ obowiązuje tam „prawo bardzo surowe, zwłaszcza dla osób handlujących narkotykami i łapówkarzy”, a więc lepiej tych interesów w Japonii nie rozkręcać.

By pocieszyć działaczy PO, podróżnik proponuje znacznie korzystniejszy kierunek – kraje afrykańskie. Z większości z nich ekstradycja jest utrudniona, a zatem „wybór miejsc ucieczki jest ogromny”. Niestety, „poważną niedogodnością może być jednak problem z dostępnością alkoholu” – ostrzega obieżyświat. Jednak ani słowem nie wspomina on o dostępności narkotyków, z czego może wynikać, że na tym ważnym dla polityków PO odcinku jest krucho.

Dlatego to oczywiste, że dla „kolegów Komorowskiego” Afryka zdecydowanie odpada. Już lepsza ta Brazylia. „Przybyszom z Polski z pewnością zasmakowałaby popularna tam zupa z małpy. Aby zjeść tę potrawę, trzeba mieć co prawda silne nerwy, ale akurat tego politykom z pewnej obywatelskiej partii nie brakuje”. Pewnie, że nie brakuje. Wiadomo: alkohol plus narkotyki równa się małpi rozum.

Zobacz także

wyborcza.pl

dokąd

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: