Hairwald

W ciętej ranie obecności

Radwańska (08.07.2015)

 

Schyłek Kaczyńskiego? Paradowska: Skoro kilka nowych twarzy dało sukces PiS, może wyborcy zażądają zmiany?

klep, 08.07.2015
Janina Paradowska

Janina Paradowska (Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta)

Czy nadchodzi koniec Jarosława Kaczyńskiego? „Radość ze zwycięskiej nieobecności prezesa nabiera politycznego ciężaru” – pisze w „Polityce” Janina Paradowska. Jej zdaniem polityczny patronat prezesa PiS nad Beatą Szydło staje się obrzędem, co może wskazywać na schyłek politycznej kariery Kaczyńskiego.

 

Janina Paradowska odnotowuje w najnowszej „Polityce” rosnące wyniki sondażowe PiS. „Jak tak dalej pójdzie, to przed wyborami PiS przekroczy 100 proc. poparcia” – ironizuje publicystka.

„A może jednak PiS bez Kaczyńskiego jest i będzie?”

Paradowska zauważa, że wiadomości dobre dla PiS nie muszą być dobre dla Jarosława Kaczyńskiego. „Jeśli trzy czwarte wyborców tej partii uważa, że pani Beata Szydło będzie lepszym premierem niż sam prezes, trudno wynik uznać za komplement dla prezesa, o którym jeszcze niedawno mówiono, że bez niego nie ma partii, rządzenie jest jego przeznaczeniem, a wołanie ‚Jarosław Polskę zbaw’ stało się zawołaniem bitewnym” – czytamy.

 

Zdaniem Paradowskiej „radość ze zwycięskiej nieobecności prezesa nabiera politycznego ciężaru”. I jeśli o zmiany w partii tak łatwo, jeśli kilka nowych twarzy sprawia, że PiS idzie od sukcesu do sukcesu, to i zwolennicy tej partii mogą niebawem zażądać odświeżenia polityki i jej języka. A także obsady partyjnych stanowisk. Publicystka wskazuje też, że polityczny patronat Kaczyńskiego nad Szydło powoli staje się obrzędem.”A może jednak PiS bez Kaczyńskiego jest i będzie?” – pyta Paradowska.

Więcej w najnowszej „Polityce”.

Zobacz także

TOK FM

schyłekKaczyńskiego

WOS do śmietnika?

Magdalena Środa, filozof, etyk, 08.07.2015
Kukiz, Pawłowicz czy Korwin nie mają nic wspólnego ze śmiertelnie nudnym światem przedstawianym przez WOS i dlatego są i bardziej rzeczywiści, i bardziej atrakcyjni

Kukiz, Pawłowicz czy Korwin nie mają nic wspólnego ze śmiertelnie nudnym światem przedstawianym przez WOS i dlatego są i bardziej rzeczywiści, i bardziej atrakcyjni (fot. SŁAWOMIR KAMIŃSKI, MAŁGORZATA KUJAWKA, MIKOłAJ KURAS)

W nadchodzących wyborach znacznie mniej obawiam się „gniewu” prekariuszy (choć wiem, że gniew ten daje zaskakujące wyniki polityczne wcale nie pomocne w zmianie sytuacji tych, którzy do nich doprowadzili), znacznie bardziej obawiam się ignorancji i braku racjonalności wśród wyborców. Zwłaszcza młodych.
Obawiam się słusznie, zwłaszcza od czasu, gdy prześledziłam maturę z „Wiedzy o społeczeństwie”. Prasa alarmowała, że maturzyści rzadko przystępują do jej rozszerzonej wersji, a jeśli już, to wyniki są fatalne. Wcale się jednak nie dziwię; czegoś równie nudnego i nieużytecznego jak „Wiedza o społeczeństwie” nie widziałam od dawna. To cud, że w ogóle ktoś, kto przystąpił do pisania testu, nie usnął przy pierwszym pytaniu. „Podaj nazwę rodzaju ruchliwości..”. „Zaznacz nazwę kategorii społecznej, która wypracowała sobie strategie antycypacyjne „. „Podaj nazwę współczynnika społeczno–ekonomicznego „. „Zaznacz szereg „. „Przedstaw politykę Chin w Afryce”.Rozumiem, że testy mają swoje wymagania, że są najbardziej obiektywną formą weryfikacji wiedzy, ale nie mogą zabijać jej treści! WOS to jakiś zlepek ciężkiej wiedzy ekonomicznej, prawniczej i politologicznej, który nijak się ma do otaczającej i przeżywanej rzeczywistości. Nic dziwnego, że młodzi ludzie głosują potem na „atrakcyjnych” (w sensie show) polityków, a nie na tych, którzy mają kompetencje czy spójne poglądy i działania. Kukiz, Pawłowicz czy Korwin nie mają nic wspólnego ze śmiertelnie nudnym światem przedstawianym przez WOS i dlatego są i bardziej rzeczywiści, i bardziej atrakcyjni.

Na WOS-ie młodzi ludzie uczą się martwych faktów i struktur, wkuwają nazwiska, daty i trudne nazwy, zajmują się abstrakcjami, a nie praktyką. Czy ktoś na zajęciach „o społeczeństwie” nauczył ich śledzenia koherencji i konsekwencji określonych poglądów politycznych? Grupa moich studentów głosowała kiedyś na Korwina, bo wydawał im się „zabawny i oryginalny”, nie mieli pojęcia, że w ramach swojego programu chce wprowadzić płatne studia, których oni akurat nie chcą.

Czy uczniowie wiedzą, jak zakładać stowarzyszenia lub pisać program partii? Czy brali udział w manifestacji? Czy biorą udział w wolontariacie? Czy umieją interweniować w sprawach dla nich ważnych w instytucjach do tego powołanych? Czy umieją zabierać głos w debacie? Czy potrafią przedstawiać własne stanowisko, uzasadniać je i mierzyć się ze stanowiskiem odmiennym? Czy mają choć kilka godzin retoryki, która uczy, jak przekonywać, lub filozofii, która uczy myśleć? WOS powinien być praktyką, a egzamin z niego – rozmową, a nie „ustandaryzowanym” sprawozdaniem z tego, co się wykuło i co potem będzie można wyrzucić do śmietnika.

W polskiej szkole – ani tym bardziej w domu – nie ma miejsca na edukację obywatelską, na kształtowanie postaw obywatelskich: świadomych, zaangażowanych, odpowiedzialnych. Oczywiście, szkoła nie załatwi wszystkiego, ale powinna przynajmniej próbować. A tak mamy pokolenia, które może i wiedzą o różnych „współczynnikach” i „ruchliwości” oraz potrafią „podać nazwę” i „zaznaczyć szereg”, ale nie mają pojęcia, co to znaczy być obywatelem i obywatelką.

Zobacz także

wyborcza.pl

odGniewuPrekariuszy

Jarosław Gowin kłóci się z PiS o VAT: „Korekta założeń PiS wyniesie 1,5-2 mld zł”. Szydło na to: Gowin nie jest ekonomistą

Agata Kondzińska, 08.07.2015
Jarosław Gowin na konwencji programowej PiS w Katowicach

Jarosław Gowin na konwencji programowej PiS w Katowicach (Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta / AGENCJA GAZETA)

– Wyliczenia Beaty Szydło będą musiały być zweryfikowane – mówi Jarosław Gowin.
Zapewne nie tak politycy PiS wyobrażali sobie echa trzydniowej konwencji programowej w Katowicach, na której kandydatka partii na premiera przedstawiła wyliczenia pokrycia wyborczych obietnic. Jej zdaniem trzy sztandarowe propozycje – 500 zł na dziecko, podniesienie kwoty wolnej od podatku i przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego – będą kosztować 39 mld zł. Jeśli zaś PiS będzie rządził, do budżetu państwa wpłynie ponad 70 mld zł więcej.Krytyka padła ze strony najmniej oczekiwanej. – Te wyliczenia będą musiały być weryfikowane. Trzeba dokonać pewnej korekty, jeśli chodzi o wpływy z VAT – powiedział sojusznik PiS Jarosław Gowin, lider Polski Razem. I wyliczył, że korekta wyniesie 1,5-2 mld zł. – Obliczenia ekspertów PiS oparte były na założeniu, że VAT wynosi 23 proc., a efektywny VAT to jest ok. 17 proc. To daje różnicę 2 mld. Wiadomo też, że VAT na żywność jest niższy – uważa Gowin.

PiS zapowiedział, że obniży VAT z 23 do 22 proc. „Wyborcza” też podliczała te obietnice. W weekend Szydło stwierdziła, że z 22 mld zł wypłacanych rodzinom mającym dzieci do 18. r.ż. 9 mld zł wpłynie z powrotem do budżetu w postaci VAT. Witold Gadomski komentował: – Nie wiadomo, skąd to wyliczenie, bo jeśli przeliczymy 22 razy 22 proc. (po zapowiadanym obniżeniu stawki VAT), to równa się ok. 5 mld zł. No i efektywna stawka VAT będzie znacznie niższa niż 22 proc., zwłaszcza na produkty dla dzieci (jedzenie, ubranka, lekarstwa). Część pieniędzy zostanie wydana na bazarach, gdzie VAT nie jest płacony, lub też będzie zaoszczędzona.

PiS jednak broni swoich liczb i temperuje Gowina. – Obawiam się, że ktoś coś tu podpowiedział panu ministrowi niezgodnego z rzeczywistością – skomentował Jarosław Kaczyński.

Wczoraj do słów Gowina odniosła się Szydło. – Gowin się zasugerował. Moje wyliczenia są racjonalne. Z całym szacunkiem dla niego: on nie jest specjalistą od ekonomii – mówiła w Polskim Radiu.

Gowin w rozmowie z „Wyborczą” zapewnia, że nie ma sporu wśród prawicowych sojuszników. – To nie jest istotna różnica, co do kierunków i celów programowych się zgadzamy. Ale uważamy, że w niektórych obszarach trzeba policzyć jeszcze raz.

W PiS jednak jeszcze raz liczyć nie chcą. Ani powiedzieć, kto robił wyliczenia dla Szydło. Poseł PiS Henryk Kowalczyk, który w PiS zajmuje się finansami partii, mówi nam: – Żadnego sporu nie ma. Liczyliśmy na podstawie 23-proc. stawki, bo ona będzie obowiązywać w przyszłym roku. To jest szacunek ogólny, dodatkowe pieniądze dla budżetu. I zakładamy, że nie będą wydawane na żywność, bo ona już teraz jest kupowana. Dlatego odpada argument o niższym podatku VAT na żywność.

Programowe wyliczenia PiS krytykują też politycy PO i przedstawiają własne. Według nich koszt obietnic PiS to 62 mld zł.

Zobacz także

wyborcza.pl

 

GowinStawiaSię

Kwaśniewski o aferze podsłuchowej: Ciągle nie wiemy, kto jest głową. Ktoś o tym decyduje, to nie są przypadki

not. cz, 07.07.2015
Aleksander Kwaśniewski

Aleksander Kwaśniewski (Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

– Ciągle nie wiemy, kto jest głową, kto zadecydował o tym, że Sienkiewicz idzie na pierwszy rzut, Sikorski na drugi rzut, potem Bieńkowska, teraz Siemoniak. Ktoś o tym decyduje – mówił w TVN 24 BiS były prezydent Aleksander Kwaśniewski.
– Rozumiem, że kelnerzy mogli mieć pomysł na zarobienie pieniędzy, bo mieli dostęp do politycznych celebrytów, z drugiej strony ktoś od nich te taśmy kupuje. Mógł mieć pewną kolekcję, która mogła być pomocna w pewnym etapie jego życia. Mówię tu na przykład o panu Falencie. – mówił były prezydent Aleksander Kwaśniewski w magazynie „Świat” w TVN 24 Biznes i Świat, odnosząc się do sprawy podsłuchanych rozmów polityków.Podkreślał przy tym nieprzypadkową jego zdaniem kolejność publikowania zarejestrowanych rozmów.

– To, że cała sekwencja druku jest taka, że zaczyna się od Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, później jest minister spraw zagranicznych. Sienkiewicz, Sikorski, później jest Bieńkowska, Wojtunik, teraz Siemoniak (…). To, że to teraz się pojawia, znaczy, że tam jest głowa, jest dyspozycja polityczna. Ktoś za tym stoi – stwierdził.

Na pytanie, czy zgadza się z sugestią Romana Giertycha, że za taśmami może stać PiS, odpowiedział, że wziąłby taką możliwość pod uwagę.

– Podobno nagrano dziewięćset godzin, więc tego jest mnóstwo. Taśmy będą pojawiać się w czasie kampanii wyborczej. Będą dotyczyć głównie obozu władzy, co oczywiście kieruje uwagę w stronę opozycji, bo kto ma to robić – ocenił Kwaśniewski, jednocześnie sugerując, że dla odsunięcia podejrzeń w którymś momencie może wypłynąć nagranie rozmowy mało znaczącego polityka opozycji.

Kwaśniewski stwierdził, że jego zdaniem cel publikowania nagrań jest jasny. – Nie mam wątpliwości, że tak to jest obliczone, że to ma za zadanie zniszczyć obóz rządzący, zniszczyć te dzisiejsze elity władzy, stworzyć przestrzeń dla małej czy większej rewolucji kadrowej w Polsce, ale dziwię się, że to trwa już tyle czasu, że służby państwa polskiego są w tym wszystkim takie niesprawne – dodał, podkreślając znów nieprzypadkową kolejność publikacji rozmów.

– Ciągle nie wiemy, kto jest głową, kto zadecydował o tym, że Sienkiewicz idzie na pierwszy rzut, Sikorski na drugi rzut, potem Bieńkowska, teraz Siemoniak. Ktoś o tym decyduje, to nie są przypadki.

Zobacz także

wyborcza.pl

KwaśniewskiOaferze

Wimbledon 2015. Radwańska nie wypraszała nikogo z konferencji! Skąd wziął się fałszywy news?

red, 07.07.2015

mkeys

ALASTAIR GRANT/AP

Na portalu Wpolityce.pl pojawiła się plotka, jakoby Agnieszka Radwańska na konferencji prasowej po ćwierćfinałowym zwycięstwie z Madison Keys, wyprosiła z sali dziennikarza TVN. W rzeczywistości w Londynie taka sytuacja nie miała miejsca.
Konferencja, trwająca ok. 12 minut, miała zupełnie normalny przebieg. Najpierw pytania zadawali zagraniczni dziennikarze – głównie Amerykanie, których ciekawiło, co Polka powie o meczu z Keys, oraz Hiszpanie, których interesowały komentarze Radwańskiej o rywalce w półfinale – Garbinie Muguruzy. Potem pytania zadawali polscy dziennikarze, którzy reprezentują kilka dzienników z kraju (m.in. „Dziennik Polski”, „Rzeczpospolitą” i „Gazetę Wyborczą”), miesięcznik „Tenisklub”, Polską Agencję Prasową oraz Polskie Radio. W tym roku w Londynie na żadnej konferencji z Radwańską nie pojawiła się dotąd żadna stacja telewizyjna. Scena, jakoby Radwańska miała wypraszać z sali dziennikarza TVN, czy jakiegokolwiek innego, nie miała miejsca. – To plotka, fałszywy news, kompletnie nie rozumiem, dlaczego ktoś wymyślił coś takiego – powiedział nam Jakub Ciastoń, korespondent „Gazety Wyborczej” w Londynie.Artykuł z serwisu Wpolityce.pl szybko rozprzestrzenił się w sieci, zebrał ponad 3 tysiące „lajków” na Facebooku, był często przekazywany na Twitterze i trafił do serwisu Wykop skupującego najpopularniejsze newsy w internecie.

W rzeczywistości na Wimbledonie w ogóle nie ma dziennikarzy TVN, bo prawa do relacji z turnieju ma Polsat, ale on też nie wysłał – na razie – do Londynu ludzi z kamerą. W 2013 r., gdy Jerzy Janowicz i Radwańska sięgnęli półfinałów, na miejscu pojawili się ludzie z Polsatu, ale dopiero od półfinałów.

Scena z wypraszaniem dziennikarza TVN nie miała miejsca, choć zapewne na to, jak szybko rozprzestrzeniała się plotka w polskim internecie, wpływ miały dwie rzeczy. Po pierwsze, kilka dni temu Jerzy Janowicz prosił w Londynie o opuszczenie sali przez Adama Romera z „Tenisklubu”. A po drugie, Radwańska rzeczywiście ma od 2012 r. urazę do stacji TVN. Nie spodobał jej się bowiem reportaż po jej odpadnięciu z igrzysk w Londynie. Stacja zarzuciła jej, że reprezentując Polskę, po przegranym meczu miała zbyt dobry humor. – Moje wypowiedzi po meczach zostały wyrwane z kontekstu. Ja po prostu po porażce nie rozpaczałam jak inni, nie mówiłam, że to koniec świata, że nie wiem, jak dalej żyć. Skupiałam się na kolejnych wyzwaniach, następnym turnieju. Trzeba umieć wygrywać i przegrywać. Nie pójdę się powiesić, dlatego że odpadłam w I rundzie jako wysoko rozstawiona. Przykro mi, że mamy takie media, że moje nazwisko wykorzystuje się do tego, żeby zrobić efektowny, negatywny i nieprawdziwy materiał w telewizji, na dodatek szczuje się jeszcze na mnie innych sportowców, ale jakoś nikt nie wpadł na pomysł, żeby mnie zapytać o zdanie przed kamerą. Ten materiał był skandaliczny – mówiła m.in. Radwańska w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” z 2013 r.

I rzeczywiście od tego czasu, nie chodzi do TVN, nie udziela wywiadów dziennikarzom tej stacji, ale nigdy nie wyrzucała ich z żadnej konferencji prasowej.

Schweinsteiger i inne WAGS. Pięknie na trybunach Wimbledonu!

 

sport.pl

Kopacz: Programu PO nie pisze kolektyw partyjny, wolę rozmawiać z ludźmi. „Chcę, żeby ten program napisali Polacy”

WB, 07.07.2015
– Mamy bazę i będziemy uzupełniać program o każdą uwagę, którą usłyszę w tym pociągu – mówiła o programie gospodarczym PO premier Ewa Kopacz w „Dziś wieczorem”. Premier mówiła również o kolejnych taśmach: – Zakończmy to raz na zawsze. Powiedzmy, kto za tym stoi, co z tych taśm wynika, kto jest winien, ukarzmy ich, ale nie grajmy tym w kampanii wyborczej, bo to nie jest fair.
Ewa Kopacz w Siemianowicach

Ewa Kopacz w Siemianowicach (Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

 

– Z programem gospodarczym wystąpimy we wrześniu. Tego programu nie pisze kolektyw partyjny, nie robimy przedstawień na konwencji, na której dyskutujemy o takim czy innym temacie. Ja wolę rozmawiać z ludźmi i chcę, żeby ten program napisali Polacy – zadeklarowała Ewa Kopacz w TVP Info.

Jako przykład podała turnusy rehabilitacyjne, o których mówiła jej matka niepełnosprawnego dziecka i słuchacze Uniwersytetu Trzeciego Wieku. – To ja mówię: dobrze, nie będzie rezerwy prezesa NBP na takim poziomie, tylko o 20 mln mniej, a te pieniądze przeznaczę na turnusy rehabilitacyjne. To jest prawdziwe pisanie programu przez obywateli – wyjaśniała premier.

Ratunek m.in. dla frankowiczów

Przyznała jednak, że spotkania z wyborcami „wcale nie są takie sympatyczne”. – Nie jest tak, że wszyscy się cieszą na mój widok. Mówią, że chcieliby mieć większe zarobki, stabilność zatrudnienia, mówią o umowach śmieciowych – wyliczała Kopacz i dodała, że w programie znajdzie się m.in. rozwiązanie problemu umów śmieciowych.

– Rozwiążemy też problem frankowiczów. Projekt ustawy dziś lub jutro będzie wniesiony do laski marszałkowskiej. To będzie rozwiązanie problemu, a nie opowiadanie, że wszystkim zostaną przewalutowane kredyty. Chcemy pomóc też tym, którzy są w trudnej sytuacji, a brali kredyt w złotówkach – deklarowała premier Kopacz.

Euro w ciągu 5 lat? „Absolutnie nie”

W rozmowie pojawił się również wątek wprowadzenia euro, od czego „powstrzymać” Ewę Kopacz chce Beata Szydło. – To jest właśnie kampania – można bezkarnie mówić wszystkie rzeczy. Ja bardzo uważam na słowa i wiem, że każda obietnica i słowo mogą decydować o kondycji gospodarki. Nigdy nie deklarowałam wprowadzenia euro. Moje słowa z exposé brzmiały tak: „wprowadzimy euro, kiedy będzie to korzystne dla Polaków i Polski” – przypomniała Kopacz.

Pytana, czy może to nastąpić w ciągu pięciu lat, odparła: – Absolutnie nie. Dzisiaj strefa euro wymaga naprawy i reformy. Nie chcę, żeby moja opozycja używała tego argumentu, bo nie jest prawdziwy.

Kalisz „zjadł za mało albo wypił za dużo”

Ryszard Kalisz, którego rozmowa z Aleksandrem Kwaśniewskim m.in. na temat wicepremiera Siemoniaka i MON została nagrana, przepraszał dziś za swoje słowa. – Jak przepraszał, to może zjadł za mało albo wypił za dużo i mówił rzeczy, które wymagały słowa „przepraszam”. Mogę powiedzieć o ministrze Siemoniaku same dobre rzeczy, to wyjątkowej uczciwości człowiek, który z całą stanowczością trzyma się litery prawa i jest to ostatni człowiek, któremu można coś zarzucić – skomentowała premier.

Stwierdziła również, że „taka jest nasza mentalność” i czasami lubimy mówić o innych. – Siemoniak jest ofiarą dwóch rzeczy – tego, że panowie rozmawiali o nim bez jego obecności, i to niekoniecznie dobrze, oraz tego, że podsłuchy w Polsce stały się normą. Dziwne, że podsłuchuje się tylko jedną stronę, tak jakby ta jedna strona była tą, którą należy podsłuchiwać, niekoniecznie dobrą, a ta druga strona to prawie nadludzie, bez żadnych wad – stwierdziła szefowa rządu.

Zaapelowała również, by „zakończyć to raz na zawsze”. – Powiedzmy, kto za tym stoi, co z tych taśm wynika, kto jest winien, ukarzmy tych, którzy są winni, ale nie grajmy tym w kampanii wyborczej, bo to nie jest fair – dodała.

„W Biedronce warzywa są super”

W trakcie rozmowy doszło do niezręczności, kiedy premier Ewa Kopacz mówiła o postulacie PiS, aby dodatkowo opodatkować sklepy wielkopowierzchniowe. – Sklepy nie będą mogły sobie pozwolić na straty. Koszty zostaną przeniesione na kupujących. Za obietnice PiS-u zapłacimy my, robiąc zakupy – mówiła.

Premier podała przykład Biedronki, która albo „taniej kupi od rolników”, albo „zrekompensuje tę stratę w cenie produktu”. Stwierdziła przy tym, że Biedronka oferuje bardzo dobre warzywa i owoce od polskich rolników. – Osobiście w Gdańsku kupuję w Biedronce i warzywa są super – dodała.

„Nie mam tej fobii, co pan prezes”

O podatkach rozmawiano również w kontekście uszczelniania systemu podatkowego. – Prezes Kaczyński powiedział, że Ewa Kopacz nie chce państwa silnego i w związku z tym namawia do tego, żeby nie płacić podatków. Kaczyński myli dwa pojęcia – państwo silne z państwem opresyjnym. Ja podczas exposé wyliczyłam zobowiązania, z których staram się wywiązać, i powiedziałam, że chcę, aby prawo w Polsce było tworzone dla 99 proc. uczciwych podatników. Zakładam, że Polacy są uczciwi. Nie mam tej fobii, co pan prezes – wyjaśniała.

Premier mówiła też o kontrolach skarbowych, których domaga się PiS. – Jedna kontrola się kończy, wchodzi druga kontrola, te kontrole są w nieskończoność. Więc jeśli dziś chcemy pozyskać 52 mld, to te kontrole nie będą się kończyły. Przedsiębiorcy, zamiast zająć się normalną robotą, będą tylko i wyłącznie drukować papiery na kserokopiarkach, udostępniać i tłumaczyć się z tego, że są uczciwi – podsumowała premier.

gazeta.pl

Tusk: „To może być najbardziej dramatyczny moment w historii UE”. Grecja gra na czas [6 PUNKTÓW]

Damian Szymański, PAP, 07.07.2015
Tusk

Tusk (Geert Vanden Wijngaert (AP Photo/Geert Vanden Wijngaert))

Zaczęło się niezręcznie. Premier Grecji Tsipras przyjechał do Brukseli na specjalny unijny szczyt bez konkretnego planu. Później było już tylko gorzej. Co działo się we wtorek wokół greckiego kryzysu? 6 punktów.
1. Grecy przyjechali do Brukseli bez planu?Według nieoficjalnych doniesień grecki minister finansów miał dziś jedynie powiedzieć pozostałym członkom eurogrupy, jak rząd w Atenach wyobraża sobie kontynuację wsparcia dla Grecji. Formalne propozycje na papierze mogą dotrzeć do europejskich pożyczkodawców w środę – powiedział agencji Reutera przedstawiciel strefy euro.

To wprawiło przedstawicieli Unii w osłupienie. – Fakt, że rząd SYRIZ-y przyjechał z pustymi rękami, świadczy o jego niekompetencji i lekkomyślności. Brak propozycji to brak postępu – powiedział szef Europejskiej Partii Ludowej Francuz Joseph Daul.

2. Pierwsze żądania Greków

Już podczas szczytu Grecja zwróciła się do swych europejskich partnerów z wnioskiem o przyznanie jej krótkoterminowych pożyczek na lipiec, zanim jeszcze zawarte zostanie porozumienie w sprawie długofalowej pomocy dla Aten – powiedział Reutersowi przedstawiciel greckiego rządu.

Przypomnijmy, że do 20 lipca Grecy muszą oddać do Europejskiego Banku Centralnego 3,5 mld euro.

3. Pierwsza wpadka ministra finansów

Grecki minister finansów Tsakalotos był pytany podczas dzisiejszego szczytu o to, dlaczego nie przedstawił żadnych konkretnych propozycji na piśmie. „To bardziej skomplikowane” – miał odpowiedzieć według unijnych anonimowych źródeł.

Później internet obiegło jego zdjęcie ręcznie pisanych notatek na papierze hotelowym. „To uczniowski błąd” – komentowali dziennikarze.

4. Juncker: „Komisja ma scenariusz Grexitu”

Co się działo po szczycie? Komisja Europejska jest przygotowana na wypadek wyjścia Grecji ze strefy euro – poinformował na koniec szef KE Jean-Claude Juncker. „KE jest przygotowana na wszystko” – dodał.

Na konferencji prasowej po szczycie strefy euro w Brukseli Juncker podkreślił, że jest zdecydowanym przeciwnikiem wystąpienia Grecji z eurolandu. „Ale nie będę mógł temu zapobiec, jeśli grecki rząd nie zrobi tego, czego się od niego oczekuje, i nie będzie szanować godności greckiego społeczeństwa” – dodał Juncker.

5. Tusk: „To może być najbardziej dramatyczny moment w historii UE”

Szczyt skomentował także Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej. – Ostateczny termin dla Grecji mija w tym tygodniu, nie możemy wykluczyć czarnego scenariusza – powiedział Tusk po nadzwyczajnym spotkaniu szefów państw i rządów strefy euro.

– Zdecydowaliśmy, że potrzebujemy dwóch formatów w czasie niedzielnego szczytu: całej UE – 28 państw, ale także godziny dla krajów strefy euro. Sytuacja jest naprawdę krytyczna, niestety, nie możemy wykluczyć czarnego scenariusza, to znaczy braku porozumienia do niedzieli. To oznacza, że musimy omówić konsekwencje dla całej UE, a nie tylko strefy euro – oświadczył Tusk i dodał: „To może być najbardziej dramatyczny moment w historii UE”.

6. Tsipras: „Powinniśmy osiągnąć cel z końcem tego tygodnia”

Choć z wypowiedzi Tuska, Merkel i Junckera nie wiało optymizmem, w dość różowych kolorach zdawał się widzieć toczące się rozmowy szef greckiego rządu Aleksis Tsipras. – Spotkanie odbyło się w przyjaznej atmosferze. Powinniśmy osiągnąć cel z końcem tego tygodnia – powiedział po szczycie Unii premier Grecji. – Dostaliśmy po referendum mocny mandat od Greków. To nasza broń – powiedział, zapewniając, że wraz z rządem zamierza dążyć do porozumienia z UE.

tuskToMożebyć

gazeta.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: