Hairwald

W ciętej ranie obecności

Szydło (07.07.2015)

 

Kopacz: Programu PO nie pisze kolektyw partyjny, wolę rozmawiać z ludźmi. „Chcę, żeby ten program napisali Polacy”

WB, 07.07.2015
– Mamy bazę i będziemy uzupełniać program o każdą uwagę, którą usłyszę w tym pociągu – mówiła o programie gospodarczym PO premier Ewa Kopacz w „Dziś wieczorem”. Premier mówiła również o kolejnych taśmach: – Zakończmy to raz na zawsze. Powiedzmy, kto za tym stoi, co z tych taśm wynika, kto jest winien, ukarzmy ich, ale nie grajmy tym w kampanii wyborczej, bo to nie jest fair.
Ewa Kopacz w Siemianowicach

Ewa Kopacz w Siemianowicach (Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

 

– Z programem gospodarczym wystąpimy we wrześniu. Tego programu nie pisze kolektyw partyjny, nie robimy przedstawień na konwencji, na której dyskutujemy o takim czy innym temacie. Ja wolę rozmawiać z ludźmi i chcę, żeby ten program napisali Polacy – zadeklarowała Ewa Kopacz w TVP Info.

Jako przykład podała turnusy rehabilitacyjne, o których mówiła jej matka niepełnosprawnego dziecka i słuchacze Uniwersytetu Trzeciego Wieku. – To ja mówię: dobrze, nie będzie rezerwy prezesa NBP na takim poziomie, tylko o 20 mln mniej, a te pieniądze przeznaczę na turnusy rehabilitacyjne. To jest prawdziwe pisanie programu przez obywateli – wyjaśniała premier.

Ratunek m.in. dla frankowiczów

Przyznała jednak, że spotkania z wyborcami „wcale nie są takie sympatyczne”. – Nie jest tak, że wszyscy się cieszą na mój widok. Mówią, że chcieliby mieć większe zarobki, stabilność zatrudnienia, mówią o umowach śmieciowych – wyliczała Kopacz i dodała, że w programie znajdzie się m.in. rozwiązanie problemu umów śmieciowych.

– Rozwiążemy też problem frankowiczów. Projekt ustawy dziś lub jutro będzie wniesiony do laski marszałkowskiej. To będzie rozwiązanie problemu, a nie opowiadanie, że wszystkim zostaną przewalutowane kredyty. Chcemy pomóc też tym, którzy są w trudnej sytuacji, a brali kredyt w złotówkach – deklarowała premier Kopacz.

Euro w ciągu 5 lat? „Absolutnie nie”

W rozmowie pojawił się również wątek wprowadzenia euro, od czego „powstrzymać” Ewę Kopacz chce Beata Szydło. – To jest właśnie kampania – można bezkarnie mówić wszystkie rzeczy. Ja bardzo uważam na słowa i wiem, że każda obietnica i słowo mogą decydować o kondycji gospodarki. Nigdy nie deklarowałam wprowadzenia euro. Moje słowa z exposé brzmiały tak: „wprowadzimy euro, kiedy będzie to korzystne dla Polaków i Polski” – przypomniała Kopacz.

Pytana, czy może to nastąpić w ciągu pięciu lat, odparła: – Absolutnie nie. Dzisiaj strefa euro wymaga naprawy i reformy. Nie chcę, żeby moja opozycja używała tego argumentu, bo nie jest prawdziwy.

Kalisz „zjadł za mało albo wypił za dużo”

Ryszard Kalisz, którego rozmowa z Aleksandrem Kwaśniewskim m.in. na temat wicepremiera Siemoniaka i MON została nagrana, przepraszał dziś za swoje słowa. – Jak przepraszał, to może zjadł za mało albo wypił za dużo i mówił rzeczy, które wymagały słowa „przepraszam”. Mogę powiedzieć o ministrze Siemoniaku same dobre rzeczy, to wyjątkowej uczciwości człowiek, który z całą stanowczością trzyma się litery prawa i jest to ostatni człowiek, któremu można coś zarzucić – skomentowała premier.

Stwierdziła również, że „taka jest nasza mentalność” i czasami lubimy mówić o innych. – Siemoniak jest ofiarą dwóch rzeczy – tego, że panowie rozmawiali o nim bez jego obecności, i to niekoniecznie dobrze, oraz tego, że podsłuchy w Polsce stały się normą. Dziwne, że podsłuchuje się tylko jedną stronę, tak jakby ta jedna strona była tą, którą należy podsłuchiwać, niekoniecznie dobrą, a ta druga strona to prawie nadludzie, bez żadnych wad – stwierdziła szefowa rządu.

Zaapelowała również, by „zakończyć to raz na zawsze”. – Powiedzmy, kto za tym stoi, co z tych taśm wynika, kto jest winien, ukarzmy tych, którzy są winni, ale nie grajmy tym w kampanii wyborczej, bo to nie jest fair – dodała.

„W Biedronce warzywa są super”

W trakcie rozmowy doszło do niezręczności, kiedy premier Ewa Kopacz mówiła o postulacie PiS, aby dodatkowo opodatkować sklepy wielkopowierzchniowe. – Sklepy nie będą mogły sobie pozwolić na straty. Koszty zostaną przeniesione na kupujących. Za obietnice PiS-u zapłacimy my, robiąc zakupy – mówiła.

Premier podała przykład Biedronki, która albo „taniej kupi od rolników”, albo „zrekompensuje tę stratę w cenie produktu”. Stwierdziła przy tym, że Biedronka oferuje bardzo dobre warzywa i owoce od polskich rolników. – Osobiście w Gdańsku kupuję w Biedronce i warzywa są super – dodała.

„Nie mam tej fobii, co pan prezes”

O podatkach rozmawiano również w kontekście uszczelniania systemu podatkowego. – Prezes Kaczyński powiedział, że Ewa Kopacz nie chce państwa silnego i w związku z tym namawia do tego, żeby nie płacić podatków. Kaczyński myli dwa pojęcia – państwo silne z państwem opresyjnym. Ja podczas exposé wyliczyłam zobowiązania, z których staram się wywiązać, i powiedziałam, że chcę, aby prawo w Polsce było tworzone dla 99 proc. uczciwych podatników. Zakładam, że Polacy są uczciwi. Nie mam tej fobii, co pan prezes – wyjaśniała.

Premier mówiła też o kontrolach skarbowych, których domaga się PiS. – Jedna kontrola się kończy, wchodzi druga kontrola, te kontrole są w nieskończoność. Więc jeśli dziś chcemy pozyskać 52 mld, to te kontrole nie będą się kończyły. Przedsiębiorcy, zamiast zająć się normalną robotą, będą tylko i wyłącznie drukować papiery na kserokopiarkach, udostępniać i tłumaczyć się z tego, że są uczciwi – podsumowała premier.

gazeta.pl

KopaczOprogramie

Szydło przedstawia szczegóły podatku bankowego. Na GPW akcje banków w dół

szydłoPrzedstawia
tm, pap, 07.07.2015
Banki

Banki

Podatek bankowy ma być jednym ze źródeł finansowania priorytetowych projektów PiS – zapowiedziała we wtorek kandydatka PiS na premiera Beata Szydło. Dodała, że podatek wyniósłby 0,39 proc. i przyniósłby 5 mld złotych wpływów do budżetu. Zapowiedzi Szydło popsuły i tak już kiepskie nastroje inwestorów na warszawskiej giełdzie. Na zamknięciu sesji WIG20 spadł o 2,3 proc., a indeks WIG-Banki stracił ponad 3 proc.
Szydło powiedziała na briefingu w Sejmie, że podatek bankowy ma być jednym ze źródeł środków przeznaczonych na realizację trzech priorytetowych projektów PiS – pomocy dla rodzin – 500 zł na dziecko, podwyższenia kwoty wolnej od podatku i obniżenia wieku emerytalnego.

Wiceszefowa PiS poinformowała, że proponowany podatek, który objąłby instytucje bankowe, wyniósłby 0,39 proc. i obejmowałby aktywa banków. Dodała, że podatek przyniósłby 5 mld złotych wpływów do budżetu.

Kandydatka PiS na premiera zaznaczyła, że jej partia wyszła z propozycją wprowadzenia podatku bankowego już w czasie, gdy – jak mówiła – PO „obciążyła Polaków”, podwyższając podatek VAT. „Proponowaliśmy wówczas, by zamiast podwyżki VAT wprowadzić podatek bankowy” – powiedziała Szydło. „Banki są dzisiaj w Polsce instytucjami, które mają niezwykle uprzywilejowaną pozycję. Osiągają bardzo wysokie zyski” – mówiła. Podkreśliła, że w 2014 roku banki osiągnęły ponad 16 mld zł zysku. „Od 2010 roku te wzrosty są bardzo wysokie. W apogeum kryzysu, kiedy wszystkie instytucje narzekały na to, że mają problemy finansowe, banki praktycznie co roku uzyskiwały zyski powyżej 15 mld zł” – powiedziała wiceprezes PiS. „Proponujemy, żeby tym zyskiem banki się podzieliły ze społeczeństwem” – dodała.

Banki przerzucą koszty na klientów? „Nie obawiam się tego”

Szydło zaznaczyła, że w Polsce są bardzo drogie kredyty, a Polacy muszą płacić za usługi bankowe jedne z najwyższych opłat. „To wszystko powoduje, że równowaga między klientem a bankiem jest mocno zachwiana” – oceniła.

Pytana, czy zmiany nie spowodują przerzucania kosztów na klientów, odpowiedziała: „Jest konkurencja, więc nie obawiamy się tego”. Dodała, że jest też Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. „Banki, konkurując między sobą, nie dopuszczą, żeby to było przerzucone na klientów. To jest bardziej narracja ze strony lobby bankowego” – stwierdziła Szydło. Podkreśliła, że podatek bankowy obowiązuje w wielu państwach.

Priorytety swego programu Szydło przedstawiła w sobotę na konwencji w Katowicach. Są wśród nich m.in.: program rodzinny – 500 zł na każde drugie i kolejne dziecko, podniesienie kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł oraz obniżenie wieku emerytalnego. Priorytetowe projekty PiS mają – jak mówiła – kosztować 39 mld zł. Szydło dowodziła, że przy dodatkowych wpływach z VAT, uszczelnieniu systemu podatkowego, opodatkowaniu hipermarketów oraz banków, co także zakłada program PiS, można uzyskać 73 mld zł.

Wieczorem Beata Szydło wystąpiła też wieczorem w TVN24. Dopytywana przez Grzegorza Kajdanowicza o podatek bankowy powiedziała, że tym podatkiem nie zostaną objęte SKOK-i. Dlaczego? – Po pierwsze, SKOKi są inną instytucją, to nie są banki. Po drugie SKOKi płacą podatki w Polsce. Ten podatek będzie skierowany do banków. Nie będą nim objęte ani SKOki, ani OFE, ani małe banki spółdzielcze – stwierdziła.

Na GPW mocne spadki banków

Zapowiedzi Szydło popsuły nastroje giełdowych inwestorów, które i tak są dość kiepskie w związku z sytuacją w Grecji. Na zamknięciu sesji główny indeks naszego parkietu WIG20 zniżkował o ponad 2,3 proc. w stosunku do wczorajszego zamknięcia i miał wartość 2218,64 pkt. Z kolei indeks WIG-Banki stracił aż 3,2 proc.

Najwięcej, bo prawie 9,5 proc., straciły papiery Getin Noble Banku – za jeden płacono 1,14 zł. O 5,1 proc. zniżkowały walory BZ WBK (307,85 zł). ING i mBank potaniały o ponad 4 proc. – kosztowały odpowiednio 120 zł i 383 zł.

Zobacz także

wyborcza.biz

Korwin-Mikke postanowił o sobie przypomnieć. „Zahajlował” w europarlamencie: „Ein Reich, ein Volk, ein Ticket”

WB, 07.07.2015
hajlujeWeuroparlamencie
Kolejny wyskok Janusza Korwin-Mikkego w Parlamencie Europejskim. Podczas sesji plenarnej postanowił przeciwstawić się ujednolicaniu systemów biletowych w Europie. „Ein Reich, ein Volk, ein Ticket” – pokrzykiwał.
Janusz Korwin-Mikke

Janusz Korwin-Mikke (YouTube.com/KORWiN vs UE)

 

– Cały czas mówimy o różnorodności, że mamy bronić różnorodności, ale cały czas, gdy dochodzi do głosowania, głosujemy za ujednoliceniem wszystkiego. Nie jesteśmy za zróżnicowaniem, ale za ujednoliceniem – powiedział Korwin-Mikke podczas sesji plenarnej w Parlamencie Europejskim. Przedmiotem debaty było wdrażanie zintegrowanych systemów biletowych w UE, które proponuje Komisja Transportu i Turystyki.

 

– Teraz jest „Ein Reich, ein Volk, ein Ticket” [„jedna Rzesza, jeden naród, jeden bilet” – red.] – oświadczył, „hajlując”.

Słowa te są nawiązaniem do sloganu hitlerowskiej Trzeciej Rzeszy: „Ein Volk, ein Reich, ein Führer” – jeden naród, jedna Rzesza, jeden wódz.

Inne wyczyny Korwin-Mikkego

Szef partii KORWiN zapowiadał w kampanii, że idzie do PE, by „rozwalić wreszcie tę Unię”. W Brukseli znany jest jednak głównie z tego, że zasypia na posiedzeniachukłada pasjansa i deklaruje, że „nie jest Charliem”.

Co więcej, Korwin-Mikke został pozbawiony immunitetu po incydencie z 11 lipca 2014 r. Podczas zorganizowanego przez MSZ spotkania polskich europosłów JKM spoliczkował Michała Boniego, bo – jak twierdzi – tak mu obiecał w 1992 roku. Europoseł został przez prokuraturę oskarżony o naruszenie nietykalności cielesnej.

gazeta.pl

Jak tworzono XV-wieczne Google Maps

Andrzej Hołdys, 07.07.2015
Kolumb w pogoni za ułudą: Słynny żeglarz nie wybrałby się w swoją podróż na zachód, gdyby nie... błąd na mapie sporządzonej przez jednego z renesansowych kartografów. Pomyłka była kardynalna: sytuowała mityczne, kapiące złotem krainy i wyspy Dalekiego Wschodu o 100 st. długości geograficznej bliżej, niż się naprawdę znajdują

Kolumb w pogoni za ułudą: Słynny żeglarz nie wybrałby się w swoją podróż na zachód, gdyby nie… błąd na mapie sporządzonej przez jednego z renesansowych kartografów. Pomyłka była kardynalna: sytuowała mityczne, kapiące złotem krainy i wyspy Dalekiego Wschodu o 100 st. długości… (Fot. Getty Images)

Co Kolumb wiedział o Ziemi, gdy w 1492 r. wypływał w swój historyczny rejs? Jaką mapą się kierował? Naukowcy z Yale odczytali wspaniałą mapę Martellusa powstałą parę lat przed odkryciem Ameryki.
Obsesja Krzysztofa Kolumba była zaraźliwa. Uparł się, by odnaleźć tajemniczy wyspiarski kraj Cipangu, kapiące złotem miasto Cattigara, Złoty Półwysep i Wyspę Szafirów, półmityczną krainę widniejącą na arabskich mapach. Gdyby nie istniejące w tym czasie mapy świata, wyobrażenie Kolumba o legendarnych lądach i bogactwach wyglądałoby zgoła inaczej i może odkrycie Ameryki nastąpiłoby lata później. Największy wpływ na jego wyobraźnię wywarła tzw. mapa Martellusa. Prawdopodobne, że studiując ją, doszedł do wniosku, iż trzeba jak najszybciej wyruszyć na wyprawę, bo za chwilę drogą tą podążą inni. Co więcej, być może właśnie dzięki tej mapie Kolumb przekonał wreszcie, po latach starań, do swoich planów hiszpańskich władców Izabelę i Ferdynanda. Wszak każdy, kto widział obraz świata w takiej wersji, jedno zauważał natychmiast: niewielki dystans dzielący Europę od Dalekiego Wschodu.Kim był kartograf, który zawładnął umysłem Kolumba? Skąd wziął wszystkie mityczne krainy, które umieścił na swojej mapie?

Henricus Martellus był Niemcem i naprawdę nazywał się Heinrich Hammer, czyli po naszemu Henryk Młot. Kiedy się urodził, skąd pochodził i gdzie się kształcił na kartografa, nie wiadomo. Prawdopodobnie około 1480 r. zjawił się we Florencji, wówczas jednym z najważniejszych i najbogatszych miast Europy, centrum kultury świata zachodniego. Rządził nią wtedy Wawrzyniec Wspaniały, opiekun artystów i uczonych, w tym kosmografów, jak nazywano tych, którzy zajmowali się i astronomią, i geografią. Martellus należał do tej grupy. Interesował się światem, zbierał o nim informacje od podróżników, kupców, żeglarzy i wędrowców, którzy przybywali do Florencji.

Kosmografem, ale także poetą, tłumaczem i uczonym, czyli po prostu humanistą, był również Francesco Berlinghieri, rodowity Florentyńczyk, który w 1482 r. opublikował pierwsze włoskie wydanie „Geografii”, dzieła napisanego w II wieku naszej ery przez największego kartografa starożytności Ptolemeusza. Prawdopodobnie to właśnie Martellus pomagał Berlinghieriemu w aktualizowaniu map świata wchodzących w skład „Geografii”.

Jak mapy fałszują obraz ziemi

Potrzebne aktualizacje

Aktualizacje były konieczne, bo od II do połowy XV w. trochę się na świecie pozmieniało. Koniecznie musiał się na nich znaleźć wyspiarski kraj Cipangu, o którego istnieniu Europa dowiedziała się z relacji Marco Polo. Dziś jest nam znany jako Japonia, ale Ptolemeusz rzecz jasna nie miał o nim pojęcia.

Ważna zmiana dotyczyła też Oceanu Indyjskiego. U Ptolemeusza jest on otoczony ze wszystkich stron lądami ( Mare Indicum ), ale Arabowie, którzy lepiej niż Europejczycy znali ten akwen, twierdzili, że oblewa on od południa Azję. Na swoich mapach rysowali więc Ogon Smoka – olbrzymi podłużny półwysep, który miał się znajdować daleko za Malezją. Ta ostatnia była najdalszym lądem znanym Ptolemeuszowi. Nazwał ją Złotym Półwyspem i umieścił na niej legendarne, słynące z bogactwa miasto Cattigara. To ono wyznaczało kres jego wiedzy geograficznej. Ogon Smoka pojawił się na mapach później – najpierw u Arabów, a potem u Martellusa i innych Europejczyków. W rzeczywistości nigdy nie istniał, albo inaczej – okazał się on Sumatrą, rzeczywiście oblewaną od południa przez Ocean Indyjski. Wygląda na to, że era odkryć geograficznych rozpoczęła się od ułudy. Najpierw ulegli jej niektórzy renesansowi kartografowie poprawiający Ptolemeusza, potem słuchający ich żeglarze.

Martellus też się pomylił. Jego mapa zawierała kardynalny błąd. I dlatego właśnie mogła się okazać tak ważna.

Pomyłka Martellusa i wielu innych polegała na przesadnym wydłużeniu Azji na wschód. Zaczęło się od Ptolemeusza. Ten wiedział oczywiście, że Ziemia jest okrągła, ale znany sobie świat – od zachodniego skraju Europy i północnej Afryki po Cattigarę na wschodzie – zmieścił na jednej połówce kuli, czyli na 180 stopniach długości geograficznej. Nie miał pojęcia, co jest po drugiej stronie globu, ale zasugerował, że dalej na wschodzie też może być ląd. Ponad tysiąc lat później Marco Polo dotarł do Chin i zobaczył ocean wyznaczający kres Azji, a czytający jego relacje renesansowi kartografowie doszli do wniosku, że trzeba ów ląd dorysować do tego, co już widnieje na mapach Ptolemeusza. I tak Azja zaczęła się wydłużać.

Jak Azja długa i szeroka

Najbardziej urosła wszerz Martinowi Behaimowi z Norymbergi, który swój globus nazwany „Erdapfel” skonstruował w 1492 r., czyli dokładnie wtedy, gdy Kolumb wyruszał w pierwszą podróż na zachód. Eksperci nie mają wątpliwości, że Behaim czerpał z wcześniejszej o dwa lata mapy Martellusa. Co można zobaczyć na jego globie? Ano to, że odwiedzone przez Marco Polo krainy Cathay i Mangi, czyli Chiny, znajdują się aż o 230 st. długości geograficznej na wschód od Gibraltaru. W rzeczywistości ten dystans wynosi tylko 130 st. Na globusie jest też wyspa Cipangu (Japonia) położona o 30 st. na wschód od Chin. Po takim rozlokowaniu lądów Behaimowi wyszło, że Japonia znajduje się zaledwie o 100 st. na zachód od Europy, podczas gdy naprawdę jest to dwa razy więcej.

Martellus wydłużył Azję nieco mniej niż Behaim, ale wciąż wyśnione krainy Cipangu, Cathay i Mangi znajdowały się na niej kusząco blisko Europy. Kolumb dał się uwieść tym obrazom świata. Dlaczego? Jedna z hipotez mówi, że kluczową rolę odegrał autorytet innego sławnego wówczas Florentyńczyka.

Mapa na nowo odczytana

Zwał się on Paolo Toscanelli i był matematykiem, filozofem, lekarzem oraz kosmografem. Był też o dwa pokolenia starszy od Kolumba, Behaima i zapewne także od Martellusa. Pierwszemu z nich w 1480 r. wysłał sporządzoną przez siebie parę lat wcześniej, niezwykłą mapę. Pokazywała ona, jak płynąc z Europy na zachód, można łatwo dotrzeć do Japonii odległej o zaledwie 90 st. długości geograficznej, a następnie do Chin, oddalonych o 120 st.

Po obejrzeniu właśnie tej niewielkiej mapki, podobnej do szkicu, Kolumb zapalił się do poszukania nowej drogi do Azji. Toscanelli, którego autorytetu raczej nikt nie kwestionował, był zatem w pewnym sensie inicjatorem epoki odkryć geograficznych. Gdy włoski żeglarz w październiku 1492 r. po pokonaniu Atlantyku dotarł do Bahamów, był przekonany, że znajduje się o krok od Cipangu. Kiedy zobaczył wybrzeże Kuby, uznał, że to właśnie Japonia. Sądził też, że jeśli popłynie jeszcze trochę dalej na zachód, rychło dotrze do Chin. Natrafiał na nowe lądy niemal dokładnie w miejscach wskazanych przez szkic nawigacyjny Toscanellego i przez późniejszą mapę Martellusa. Tyle że to nie były te lądy.

Dzieło Martellusa wisi dziś w bibliotece Beinecke Rare Book & Manuscript Library. To jedno z najpilniej strzeżonych miejsc na Uniwersytecie Yale. Mapa o wymiarach 201 x 122 cm trafiła tam w 1963 r., szybko okazało się jednak, że niewiele da się z niej odczytać. Farba, którą Martellus zapisał nazwy geograficzne, liczne komentarze i opisy, wytarła się na przestrzeni wieków. Ku rozczarowaniu naukowców zabytek okazał się trudny do skonsumowania.

Czas jednak płynął i technologia szła do przodu. W sierpniu zeszłego roku w bibliotece zjawił się Chet Van Duzer, badacz dawnych map. Mapa została zdjęta ze ściany, wyjęta z ram i ustawiona na rusztowaniu, a następnie obfotografowano ją w 12 zakresach fal widzialnych i niewidzialnych – od bliskiej czerwieni po nadfiolet. Potem naukowcy zabrali się do odczytywania mapy za pomocą specjalnego oprogramowania. Metoda, którą się posłużyli, zwana jest obrazowaniem wielospektralnym i fantastycznie przydaje się do badania ukrytej treści map, obrazów i manuskryptów.

Do Van Duzera mapa Martellusa przemówiła po pół roku – setkami nazw geograficznych i kilkudziesięcioma opisami. Na początku czerwca tego roku badacz poinformował, że 80 proc. tekstów zostało już odczytanych. – Gdy całość będzie gotowa, natychmiast trafi do cyfrowej biblioteki Yale i stanie się dostępna dla każdego – deklaruje Van Duzer.

Historycy kartografii z pewnością się na nią rzucą. Martellus stworzył bowiem swego rodzaju przewodnik geograficzno-turystyczny. Niektóre już odczytane opisy bywają zabawne, jak choćby ten o ludziach Panotii z południowej Azji, którzy mają uszy tak wielkie, że mogą w nich spać. Jest też sporo wzmianek o morskich potworach. – Monstra grasowały po mapach jeszcze przez cały wiek XVI. Potem niestety zniknęły, gdy mapy przestały pełnić funkcję dekoracyjną i stały się… tylko mapami – mówi Van Duzer. Ale to już zupełnie inna historia.

Oglądaj wideo „Nauki dla każdego” i odkrywaj największe zagadki otaczającego Cię świata. Daj się wciągnąć, zafascynować, zadziwić. Spójrz na siebie i rzeczywistość z innej, naukowej strony!

W ”Nauce dla każdego” czytaj:

Dane trwałe jak tatuaż
Co sekundę wrzucamy do sieci miliony danych. Wystarczy umiejętnie je czytać, by przewidzieć, gdzie będziesz za dwa lata. Sam jeszcze tego nie wiesz? Nie szkodzi

Jak fizycy radzą sobie z ulicznymi korkami?
Ponieważ właśnie nadszedł sezon na wyjazdy i drogi zaroją się od spieszących się na wakacje, radzimy, jak nie utknąć w kolejce samochodów

Jak tworzono XV-wieczne Google Maps
Co Kolumb wiedział o Ziemi, gdy w 1492 r. wypływał w swój historyczny rejs? Jaką mapą się kierował? Naukowcy z Yale odczytali wspaniałą mapę Martellusa powstałą parę lat przed odkryciem Ameryki

W wakacje bądźmy astronomami
Choć lato nie stwarza idealnych warunków do obserwacji nieba, to właśnie teraz najlepiej zacząć przygodę z astronomią. W czasie tych wakacji czeka na was mnóstwo gwiezdnych atrakcji. Nie przegapcie ich!

Człowiek, który umrze na Marsie
Chrzanić Ziemię! Kogo obchodzi Ziemia? Kiedy skolonizujemy Marsa, cały Układ Słoneczny stanie przed nami otworem – obiecuje Elon Musk, ekscentryczny miliarder i wynalazca

Teleportacją będą się bawić dzieci
Nie wygląda to tak jak w filmach science fiction, w których cząstka znika w jednym miejscu, a materializuje się w innym. Przesyłana jest tylko jej „wizytówka”. Tak możemy potraktować fotony, a nawet wirusy. A ludzi?

wyborcza.pl

 

WIKISYF, CZYLI WOLNOŚĆ W INTERNECIE SIĘ NIE SPRAWDZA? NIE OBRAŻAJMY CIĘŻKO PRACUJĄCYCH

Adam Bednarek, 07.07.2015
Wikipedia

Wikipedia (fot. wikipedia.org)

Internet, w którym wolna amerykanka nie jest dozwolona i każdy wpis jest cenzurowany, byłby lepszy? Można tak pomyśleć, ale to nieprawda.

Tomasz Lis się wkurzył. I trudno mu się dziwić, bo na Wikipedii można było przeczytać nieprawdziwe informacje na jego temat. Na swoim blogu na naTemat.pl wyjaśnił:

Oto co przeczytałem w Wikipedii. Tomasz Lis urodził sie w Zielonej Górze jako syn Stefana Lisa (ur. 1949), oraz matki Wandy. Ojciec Tomasza Lisa z pochodzenia Białorusin, do 1953 r. legitymujący się jako Stiepan Eduardowcz Lisienko), początkowo służył w wojsku polskim jako podoficer polityczny, w późniejszym okresie był etatowym pracownikiem Komitetu Wojewódzkiego PZPR oraz WUSW. (…) Co z tego jest prawdą? To, że urodziłem się w Zielonej Górze oraz to, że jestem synem Stefana i Wandy

„Bardzo mi przykro, że Wikipedia stała się forum do nagłaśniania nienawistnych bredni” – dodał na końcu. I teoretycznie także z tym trudno się zgodzić.

W AMA na Wykopie jeden z administratorów Wikipedii napisał, że samych wpisów „dla beki” pojawia się na serwisie „kilkanaście na godzinę, czyli 1-2%” całości. Do tego dochodzą porządnie przygotowane akcje, przez które Wikipedia faktycznie może wprowadzać w błąd: ” Wyrafinowane, typu podmiana daty urodzenia, czasami wiszą dłużej. Tym dłużej, im bardziej podstępny wandal i im bardziej specjalistyczna wiedza”.

Wikipedia jest świetna, ale często ginie od własnej broni – pozwala edytować treści ludziom. A to doprowadza do tego, że Wikipedia staje się kolejnym polem ideologicznej bitwy. Cytowany już administrator pisał, że feministki próbowaływprowadzać do artykułów „kierownice”, „tokarki” i inne „ministerki”.

I takie problemy ma każdy serwis, który pozwala użytkownikom na więcej. Na przykład Google. Przez „żart” użytkowników – Android olewa Apple na Google Maps – musiało zablokować możliwość edycji map. Jedną z najciekawszych funkcji serwisu, bo dzięki niej mapy mogły być zawsze aktualne.

Android olewa AppleFot. Google Maps

Tyle że nie wszystko można zauważyć, wyeliminować, poprawić. Przy takiej ilości zmian i aktualizacji czasem przemknie coś nieprawdziwego. Jak w przypadku Tomasza Lisa.

Przyznam szczerze, że nawet mnie kusiło, żeby stwierdzić: nie, to nie ma sensu. Tak zwana wolność słowa w Internecie się nie sprawdza. Trudno, Wikipedie i inne tego typu strony będą mniej aktualne, ale trzeba je cenzurować, dokładnie sprawdzać, prześwietlać zdanie po zdaniu. Zatrudnić ekspertów, fachowców, niezależnych.

Ale potem przypomniałem sobie o wspomnianym wcześniej AMA z administratorem.

Czy wiedzieliście, że Wikipedia na bieżąco jest poprawiana przez niezalogowanych użytkowników? Edytują teksty, by poprawić błędy, literówki, drobne nieścisłości. To ponoć „najliczniejsza grupa”.

A tyle osób tworzy artykuły na polskiej Wikipedii:

Są trzy „ośmiotysięczniki” (osoby, które utworzyły > 8000 haseł), kilkuset aktywnych użytkowników (kilka- kilkanaście haseł miesięcznie), bliżej nieokreślona liczba użytkowników mniej aktywnych. Na moje oko najwięcej stworzyła ta środkowa grup

Pisząc „WikiSyf”, domagając się większej cenzury, może mniejszej pracy użytkowników, popełniamy duży błąd. Oddajemy pole bitwy trollom i fanatykom. A zapominamy o tej ciężkiej, mrówczej pracy, często anonimowych ludzi. Którzy robią to, bo uważają, że powinni – za darmo, z własnej, nieprzymuszonej woli.

Zamiast skupiać się na trollach, lepiej podawać tysiąc przykładów, w których Wikipedia zachowała się odpowiednio. Bo takich nie brakuje, o czym pisał administrator „Wiki”:

AMA na Wykop.plfot. Wykop.pl

Nie wolno przymykać oczu na manipulację i fanatyczne spory, ale nie wolno też nie doceniać większości, która robi wszystko, żeby Wikipedia była jak najlepsza. A tymczasem oceniamy całość przez pryzmat głupiej mniejszości.

gazeta.pl

„Do Rzeczy” publikuje nagrania z podsłuchów. Kalisz: Jeśli uraziłem Tomasza Siemoniaka, to przepraszam

tw, PAP, 07.07.2015
Tomasza Siemoniaka uważam za człowieka uczciwego. Jeśli uraziłem go słowami wypowiedzianymi w prywatnym gronie, to przepraszam – powiedział poseł Ryszard Kalisz, odnosząc się do publikacji „Do Rzeczy”.
Ryszard Kalisz

Ryszard Kalisz (KAPIF)

 

W poniedziałek tygodnik ten przytoczył podsłuchaną w jednej z warszawskich restauracji rozmowę Kalisza z b. prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim z października 2013 r. Kalisz mówił, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego ma mieć dowody na korupcję, w którą mógł być zamieszany Siemoniak.

Na nagraniu Kalisz relacjonuje Kwaśniewskiemu swoje spotkanie z ówczesnym szefem SKW gen. Januszem Noskiem (trwała wtedy procedura odwołania generała ze stanowiska). „Nosek miał mieć dowody na korupcję, w którą mógł być zamieszany minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak, a być może ktoś ‚dużo wyżej’ niż kierownictwa ministerstwa” – napisano na portalu „Do Rzeczy”.

– Tomasza Siemoniaka uważam za człowieka uczciwego. Jeśli uraziłem go słowami wypowiedzianymi w prywatnym gronie, to przepraszam – powiedział Kalisz w TVN24, odnosząc się do ujawnionej rozmowy.

„Powtórzyłem słowa gen. Noska”

Kalisz zaznaczył, że w rozmowie tylko powtórzył emocjonalne słowa gen. Noska, „który był wzburzony po odwołaniu z funkcji szefa SKW”. – Zadzwonił do mnie, spotkaliśmy się. Pytał mnie, co ma robić, w kategoriach prawnych. Był bardzo rozgoryczony. Na koniec rzucił dwa, trzy zdania, gdzie rozgoryczony powiedział, jak to często bywa w przypadku ludzi odwołanych z funkcji, które mi utkwiły – tak Kalisz zrelacjonował swoją rozmowę z Noskiem.

– Nawet nie pamiętam dokładnie, co mi powiedział gen. Nosek, to była towarzyska rozmowa dwa lata temu – zaznaczył.

Poseł przyznał, że dwa dni po rozmowie z generałem zaprosił do restauracji grupę przyjaciół, aby świętować narodziny syna. – W czasie 4,5-godzinnej rozmowy znaleziono fragmencik dotyczący mojej wypowiedzi, gdzie ja w czasie przyjacielskiej pogaduchy gdzieś rzuciłem właśnie te słowa – powiedział Kalisz.

– Ta sprawa jest poza mną. Nie mam żadnej wiedzy na ten temat. Powtórzyłem emocjonalne słowa gen. Noska. Nosek nie powiedział mi, o co chodzi. Był bardzo wzburzony – dodał poseł.

Kalisz zapewnił, że nie ma żadnej wiedzy na temat działalności Siemoniaka, którego uważa za uczciwego człowieka. – Minister Siemoniak powinien zwrócić uwagę na to, dlaczego te taśmy wyciekły. Dlaczego SKW, jeżeli o tych taśmach była mowa, przez rok nie potrafiła niczego zrobić – dodał.

– Nosek zadzwonił w niedzielę i przeprosił mnie za to oświadczenie SKW, bo ono nie jest zgodne z tym, co on chciał dać – powiedział Kalisz.

Oświadczenie SKW

SKW w wydanym w niedzielę oświadczeniu stwierdziła, iż nigdy nie posiadała, ani nie posiada jakichkolwiek materiałów wiążących obecnego ministra obrony z jakimikolwiek nieprawidłowościami lub podejrzeniami. Podała, że również gen. Nosek oświadcza, że nigdy nie przekazywał jakichkolwiek informacji o działalności SKW posłowi Kaliszowi.

Szef MON zapewnił w poniedziałek, że nigdy i w żaden sposób nie był związany z żadną sprawą korupcyjną lub nieprawidłowościami. Minister zwrócił się do śledczych o wyjaśnienie wszelkich okoliczności wynikających z jednej z rozmów nielegalnie nagranych w stołecznej restauracji.

Szef MON podkreślił, że każdy poseł, jeśli wejdzie w posiadanie informacji o przestępstwie, w tym także o korupcji, ma obowiązek powiadomienia o tym prokuratury. – Poseł Kalisz nie zrobił tego od października 2013 r. Jedynym możliwym wytłumaczeniem dla posła, prawnika, byłego ministra, jest fakt, że takich informacji po prostu nigdy nie miał. Apeluję zatem do posła Kalisza, aby honorowo wycofał się i publicznie przeprosił za swoje insynuacje pod moim adresem – oświadczył minister.

Postępowanie sprawdzające – w związku z wnioskiem szefa MON – prowadzi w tej sprawie Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

– Wdrożyliśmy postępowanie sprawdzające, w jego toku będziemy badać wszystkie wątki wynikające z publikacji prasowej, w szczególności dotyczące przyjmowania korzyści majątkowej przez osoby pełniące funkcje publiczne w związku z realizacją programu rozwoju Sił Zbrojnych – powiedziała prok. Katarzyna Calów-Jaszewska.

gazeta.pl

Beata Szydło: Jesteśmy z Jarosławem Kaczyńskim dogadani na całą kadencję

Michał Wilgocki, 07.07.2015
Beata Szydło

Beata Szydło (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

– Po pierwsze, SKOKi są inną instytucją, to nie są banki. Po drugie SKOKi płacą podatki w Polsce. Ten podatek będzie skierowany do banków – mówiła Beata Szydło w TVN24.
Szydło na początku rozmowy zapewniła, że jeżeli już zostanie premierem, nie zastąpi jej Jarosław Kaczyński.- Jesteśmy dogadani na całą kadencję – stwierdziła.Grzegorz Kajdanowicz pytał o źródła finansowania programu PiS, który zakłada m.in. zmianę wieku emerytalnego, 500 zł na dziecko w ubogich rodzinach czy podniesienie kwoty wolnej od podatku. PiS chce sfinansować te pomysły 50 miliardami, które weźmie z „uszczelnienia systemu podatkowego”. Jak to zrobi?

– Uszczelnieniu systemu poświęcony był bardzo poważny panel. Myśmy ten proces rozpoczęli za rządów PiS. PO niestety potem zaniechała. Problem polega na tym, że politycy PO obawiali się wprowadzenia tego systemu i kolejne miliardy uciekały. To nie są dane, które wskazujemy na podstawie wyliczeń. To są dane, o których mówiła Najwyższa Izba Kontroli – stwierdziła Szydło. Nie umiała jednak podać konkretów.

Uciekała też od precyzyjnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego SKOK-i nie zostaną objęte podatkiem bankowym.

– Po pierwsze, SKOKi są inną instytucją, to nie są banki. Po drugie SKOKi płacą podatki w Polsce. Ten podatek będzie skierowany do banków. Nie będą nim objęte ani SKOki, ani OFE, ani małe banki spółdzielcze – stwierdziła.

Kandydatka PiS na urząd premiera mówiła też o pomyśle opodatkowania sklepów wielkopowierzchniowych.

– Mamy dwa cele. Jednym są wpływy do budżetu. Ale niemniej ważna kwestia dotyczy tego, że mali przedsiębiorcy dziś nie mają szans konkurować – powiedziała.

Szydło uniknęła także odpowiedzi na pytanie, czy do jej rządu wejdą: Anna Fotyga, Zbigniew Ziobro i Antoni Macierewicz. Nie wykluczyła natomiast współpracy z Kukizem.

– Nie zgadzam się z nim i myślę, że nie zgadzają się z nim Polacy. Spadające sondaże są potwierdzeniem. Ja mu życzę powodzenia – powiedziała, ale zaraz dodała: – Jeżeli jest porozumienie dla realizacji dobrego programu można z różnymi ludźmi współpracować.

A czy PiS, jak zapowiadał Stanisław Karczewski, szef sztabu, po dojściu do władzy zmieni ustawę o in vitro.

– Ja uważam, że w kampanii wyborczej nie powinno się zajmować sprawami światopoglądowymi. Źle się stało, że to stanęło po ośmiu latach. Jest zarzut niekonstytucyjności. Dla mnie jest jedno pewne – trzeba uporządkować sytuację. My się nie zgadzamy z tymi rozwiązaniami – mówiła Szydło. Ale nie sformułowała jednoznacznej deklaracji, że jej rząd ustawę zmieni. – Jeszcze ustawa jest niepodpisana, jeszcze jest w Senacie, zobaczymy, wszystko przed nami.

Zobacz także

wyborcza.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: