Wojciech Orliński nie po raz pierwszy udowadnia, że inteligencja może stać daleko od mądrości. Od słów „Pieprz się, Polsko!” nie jest Szczepan Twardoch moim ulubieńcem, ale wypominanie mu kontraktu z Mercedesem i usprawiedliwienie jako słuszny hejtu, który przelał się wobec Twardocha przez internet, jest bezpardonowym uderzaniem w części niskie.

Orliński lubi bić z faulem, taka konstrukcja człowiecza. Jego gówniane zestawienie sprzed paru miesięcy w „Gazecie Wyborczej” (ile zarabiają w Polsce artyści?), w niczym nie pokazało, jak wyglądają realne możliwości finansowe artystów, a jedynie przyczyniło się do zwiększenia wszawego hejtu wobec Marka Kondrata i paru innych osób ze świata kultury, które zarabiają m.in. na reklamie.

Orliński nie lubi po prostu, jak komuś dobrze się dzieje. Zwłaszcza, jeśli sam go nie namaścił. Kiedy znęcał się nade mną i moimi filmami bez opamiętania (nawet na forach) i zapytałem go, dlaczego to robi, odparł z rozbrajającą szczerością: „Daj spokój, co za problem, przynajmniej na tym zarabiasz!”. To w jego mniemaniu miało usprawiedliwiać sianie przez niego niechęci.

Te same argumenty powtarza dziś publicznie wobec Twardocha. Tymczasem nie jest niczym złym dobrze zarabiać. Zwłaszcza w uczciwy sposób.

Orliński pisze, że na Zachodzie pisarze tak nie czynią. Ale tam dostają znacznie więcej za swoje dzieła. W Polsce – kraju ludzi nieczytających – to niemal niemożliwe. Dlatego nic złego w tym nie ma, że Twardoch skorzystał z propozycji Mercedesa. Tym bardziej, że ona nie zmienia ani jednego słowa w tych jego powieściach, które już napisał. Jeśli się komuś wcześniej podobały, a teraz przestały – świadczy to źle, ale z pewnością nie o autorze.

Zaprawdę powiadam wam, lewicowi bigoci w niczym nie ustępują katolickim.