Hairwald

W ciętej ranie obecności

Suski (11.07.2015)

 

Kaczyński pluje Polakom w twarz

Prezes Kaczyński powiedział wczoraj, że być może już za kilka miesięcy, on i jego zwolennicy będą mogli śpiewać „ojczyznę wolną, pobłogosław Panie”. Wszystko jest więc jasne. Stawką w najbliższych wyborach będzie wolność. Jak wygra PiS i jak PiS przejmie władzę, Polska będzie wolna. Jak nie wygra i PiS władzy mieć nie będzie, Polska pozostanie zniewolona.

W komentarzach pod moimi tekstami o panu prezesie często czytam, że mam obsesję pana Kaczyńskiego. Ośmielam się nie zgodzić. Nazwałby to raczej troską. Nie o Kaczyńskiego, bo jego przyszłość obchodzi mnie średnio, ale o Polskę. Troska jest uzasadniona o tyle, że już za kilka miesięcy pan Kaczyński może mieć de facto pełną władzę w Polsce. Bo umówmy się, że w razie zwycięstwa PiS-u realnym władcą Polski będzie Kaczyński, a nie, z całym szacunkiem, pan Duda, a tym bardziej pani Szydło, której karierę pan Kaczyński może w każdej chwili zgasić tak jak gasi się płomień świecy. W ułamku sekundy.

Pozostawiam więc sobie prawo do zajmowania się tym, co myśli, co czuje, co robi i co mówi człowiek, który za 100 dni może Polską rządzić niepodzielnie. To jest moje prawo, którego nikt, z panem Kaczyńskim włącznie, pozbawić mnie nie może.

I oto być może już za chwilę władca Polski, przedstawia nam całkiem otwarcie swoje wyobrażenie o Polsce i o wolności. Otóż Polska jest Polską i Polska jest wolna wyłącznie wtedy, gdy rządzi ją pan Kaczyński. Gdy, z woli wyborców, rządzi nią ktoś inny, Polska wolna nie jest.

To jest w sumie zupełnie nieprawdopodobny pokaz narcyzmu, egotyzmu i megalomanii. Kawaler z Żoliborza czyni ze swego władztwa nad Polską papierek lakmusowy wolności w prawie 40-milionowym kraju w środku Europy. W porządku, może jest to także ilustracja paranoi i głupoty, ale ponieważ na medycynę oblałem, staram się opisywać przypadek Kaczyńskiego w kategoriach politologicznych, a nie psychiatrycznych.

Polska jest krajem demokratycznym. Zgodnie z regułami demokracji i życzeniami większości Polaków, prezydentem już za kilka tygodni będzie pan Andrzej Duda. Nie popierałem tego kandydata, ale jego wybór przyjąłem, jak chyba wszyscy, z szacunkiem. Tak chciała większość,
wybór jest święty, mandat niekwestionowany. Pan Duda już za chwilę będzie prezydentem Polski, a więc także moim prezydentem. Zachowuję sobie prawo do ewentualnej krytyki jego poczynań, ale nie zmienia to mojego nastawienia. Andrzej Duda będzie moim prezydentem.

Podobnie jak moim prezydentem był Lech Kaczyński, choć ani na niego nie głosowałem, ani go nie popierałem, ani jego prezydentury nie uważałem za dobrą. Gdy w listopadzie 2009 roku dostałem zaproszenie na obchody święta niepodległości w Pałacu Prezydenckim, oczywiście poszedłem. Jak zaprasza prezydent mojego kraju, a więc mój prezydent, to idę. Koniec. Kropka.

Wyboru Lecha Kaczyńskiego nie przyjąłem z entuzjazmem, ale z szacunkiem. Podobnie jak wyboru pana Dudy. Do głowy by mi nie przyszło, że jak prezydentem zostaje Kaczyński albo Duda, to Polska staje się mniej wolna, a tym bardziej, że jest zniewolona. Polska po prostu demokratycznie wybrała. I tyle.

W najbliższych wyborach oczywiście nie będę głosował na PIS. Ale jeśli PiS wygra, nie przyjdzie mi do głowy, że Polska stała się zniewolona, a jak tydzień po wyborach w kościele będą śpiewać „Boże coś Polskę”, oczywiście nie przyjdzie mi do głowy, by śpiewać „ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Będę śpiewał „pobłogosław Panie”, z myślą, by Pan pobłogosławił
także Polską rządzących.

Można by tu oczywiście zadać pytanie, czy jak rządził PiS, jak prezydent nazywał się Kaczyński, a premier też nazywał się Kaczyński, to czy Polska naprawdę była wolna. Otóż oczywiście była. Wolność obywateli była według mnie w tamtym czasie poważnie zagrożona, ze względu na autorytarne skłonności tamtej władzy, ale Polska niewątpliwie była wolna. I należało się modlić, by Pan ją błogosławił, a nie o to, by jej wolność przywracał.

Polska była więc wolna i wtedy, gdy rządzili Kaczyńscy, i wtedy gdy rządzili Tusk i Komorowski, Polska będzie wolna gdy za miesiąc będą rządzili pan Duda i pani Kopacz, a także w listopadzie, gdy będzie tak samo albo gdy Polską będą formalnie rządzili pan Duda i pani Szydło, a tak naprawdę będzie rządził pan Kaczyński. Nie będzie to, delikatnie rzecz ujmując, budziło mojego entuzjazmu, ale jednak nie będzie mi to odbierało rozumu.

W tym momencie należy zadać pytanie. Dlaczego pan Kaczyński plecie takie bzdury? Paranoja? Cynizm? Ogłupianie ludzi? Ja się po prostu przeciwstawiam temu prostackiemu manicheizmowi, że wszystko jest pojedynkiem dobra i zła, że jak nasi wygrywają, to Polska jest wolna, a jak przegrywają, to jest zniewolona. To nie jest żaden pojedynek dobra i zła. To rywalizacja różnych wizji. Która wygra, decydują wyborcy.

Jeszcze raz- dlaczego Kaczyński mówi to co mówi? Może kawaler żyjący z kotem uważa, że jest wolny jak długo żyje sam, że każdy inny, mający swoje upodobania i swoją potrzebę posiadania własnej przestrzeni, wolność władcy narusza. Ale jakieś 99 procent nas, którzy żyją w rodzinach, doskonale wie, że życie to po prostu kompromisy, że trzeba się czasem posunąć, by i inni czuli się komfortowo. Że nie jest tak, że jest super jak mi jest dobrze, niezależnie od tego jak się czują inni.

Panie Jarosławie Kaczyński. Polacy, w ogromnym stopniu dzięki sobie, żyją w wolnym kraju. Pewnie niedoskonałym, z doskonale niedoskonała władzą, jak to w życiu, ale w wolnym kraju. To jest, panie Kaczyński, ogromny sukces narodu, wszystkich Polaków. Nikt nie dał Panu prawa, by Polaków poczucia satysfakcji i radości z wolności pozbawiać. Panu też tego prawa nikt nie dał. Musi pan, panie Kaczyński, być może za chwilę władco Polski, z pokorą przyjąć dość oczywistą prawdę. Polska jest wolna. I zdecydowanie większa niż każdy z nas. Nawet pan.

natemat.pl

kaczyńskiPlujePolakomwTwrz

„Der Spiegel” o karierze politycznej Pawła Kukiza: Jego czas minął

oprac. Katarzyna Domagała, Deutsche Welle, 11.07.2015
Tygodnik „Der Spiegel” analizuje karierę polityczną Pawła Kukiza i pisze o nagłym spadku jego popularności. Był „niebezpieczny dla obecnego etablishmentu”, teraz „jego czas minął”.
Paweł Kukiz

Paweł Kukiz (Kamila Kubat / Agencja Gazeta)

 

Opiniodawczy magazyn „Der Spiegel” pisze w najnowszym wydaniu o nagłym spadku popularności Pawła Kukiza, który jako niezależny kandydat w majowych wyborach prezydenckich w Polsce zajął niespodziewanie trzecie miejsce.

„Dwa miesiące później jego czas minął”, pisze hamburski tygodnik. Po sukcesie w majowych wyborach Kukiz uchodził za „wschodzącego politycznego nowicjusza”, który mógł być „niebezpieczny dla obecnego establishmentu”, analizuje „Der Spiegel”. Przypomina równocześnie, że w sondażach Ruch Kukiza cieszył się 30-procentowym poparciem. Kukuz wystąpił „przeciwko rządowi, dwóm największym partiom i rzekomo zabetonowanym strukturom”, pisze magazyn.

Tymczasem od kilku tygodni Kukiz traci poparcie, osiągając w ostatnich badaniach poparcia partii politycznych zaledwie 13 proc. Ponadto na konwencie Ruchu „zirytował wielu swoich zwolenników odmową przedstawienia politycznej agendy”, pisze „Der Spiegel”.

Dziennik zaznacza, że dla Kukiza programy polityczne to jedynie „sterta kłamstw”, a opinia publiczna mogła do tej pory poznać zaledwie niewiele politycznych postulatów muzyka. Wśród nich znalazły się m.in. postulat legalizacji marihuany i sprzeciw wobec aborcji.

W obecnych sondażach prowadzą politycy czołowych ugrupowań politycznych, zaznacza niemiecki magazyn: Beata Szydło z narodowo-konserwatywnej partii Kaczyńskiego i urzędująca premier Ewa Kopacz z obozu liberalnego.

Artykuł pochodzi z serwisu ”Deutsche Welle”

GAZETA.PL

Kaczyński z aluzją o niesuwerennej Polsce: będziemy śpiewać „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”

Jarosław Kaczyński dał do zrozumienia, że Polacy nie żyją w kraju w pełni suwerennym.
Jarosław Kaczyński dał do zrozumienia, że Polacy nie żyją w kraju w pełni suwerennym. Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Jarosław Kaczyński, który w piątek – w 63. miesięcznicę katastrofy smoleńskiej – wziął udział w uroczystościach na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, przestrzegał przed popadaniem w triumfalizm. Wyraził jednak nadzieję, że już niedługo, tzn. po zwycięstwie PiS w jesiennych wyborach, Polacy zaśpiewają: „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”.

To oczywista aluzja do obecnej sytuacji w Polsce i nawiązanie do tekstów znanej religijnej pieśni, śpiewanej zwłaszcza pod zaborami. Jej słowa brzmiały wówczas „Ojczyznę naszą racz nam zwrócić Panie” i, choć od ponad ćwierćwiecza Polska jest już krajem wolnym, środowiska prawicowe negują zastaną rzeczywistość. Wciąż, także za sprawą PiS i Kaczyńskiego, śpiewa się pieśń w „wersji okupacyjnej”.

– Śpiewamy w katedrze, w wielu miejscach w Polsce, „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”. Są różne tego przyczyny. Ale wierzę, że jakkolwiek byśmy je pojmowali, już niedługo będziemy wszyscy, tak jak kiedyś, śpiewali: „pobłogosław Panie”. Polska się zmienia i przed nami jeszcze jeden, ale bardzo ważny, decydujący, wielki wysiłek – tłumaczył lider PiS.

I właśnie w związku z czekającymi Polaków kluczowymi wyborami jesienią br. Kaczyński studził emocję i prosił o wysiłek na rzecz „wspólnego zwycięstwa”. – Przed nami praca, praca i jeszcze raz praca. Praca, która ma Polskę zmienić, a mówiąc dokładnie: dać szansę na zmianę. Dać szansę na zmianę, która uczyni z naszego narodu prawdziwą wspólnotę. Wspólnotę, w której nikt nie będzie miał wątpliwości, że żyje w wolnym państwie – przekonywał prezes partii, która ma sporą szansę na samodzielne rządzenie w parlamencie przyszłej kadencji.

Jak pisaliśmy w naTemat w czasie kampanii prezydenckiej, politycy PiS często śpiewają wersję „Boże coś Polskę” znaną z czasów zaborów, okupacji czy komunizmu, w której prosi się Boga nie o pobłogosławienie wolnej ojczyzny, ale o jej przywrócenie. Tak było też na piątej rocznicy pogrzebu pary prezydenckiej, z udziałem m.in. Andrzeja Dudy, wówczas jeszcze kandydata PiS na prezydenta. – Widać pełne uzależnienie od prezesa własnej partii – ocenił wtedy urzędujący Bronisław Komorowski.

Źródło: „Gazeta Wyborcza”

naTemat.pl

Ewa Kopacz nie przyjechała na zaproszenie PiS. Czy bilet był na dobry pociąg? [FOTO]

Tomasz Dybalski, 11.07.2015
Działacze Prawa i Sprawiedliwości czekali na premier Ewę Kopacz na peronie radomskiego dworca. Wcześniej kupili jej bilet na pociąg do Radomia, żeby premier „zobaczyła, jak codziennie radomianie jeżdżą do pracy do Warszawy”. Ale bilet kupili na najszybsze połączenie, obsługiwane nowymi pociągami, a nie na pociąg osobowy, którym faktycznie mieszkańcy Radomia jeżdżą do pracy
Parlamentarzyści PiS kupili premier Ewie Kopacz bilet na pociąg z Warszawy do Radomia, żeby „zobaczyła, jak codziennie podróżują tysiące pasażerów”. Ewa Kopacz miała przyjechać w sobotę pociągiem TLK Kinga relacji Warszawa – Kraków przez Radom.Premier nie skorzystała z zaproszenia. Działacze PiS czekali jednak na peronie. Poseł Marek Suski i senator Wojciech Skurkiewicz mieli przygotowane kwiaty na powitanie. – – Liczyliśmy, że Ewa Kopacz przyjedzie do naszego miasta nie w sposób tradycyjny, czyli rządową limuzyną, ale pociągiem, żeby poznała problemy, które dotykają mieszkańców miasta i regionu – mówił po przyjeździe pociągu Skurkiewicz.„Tym pociągiem radomianie nie jeżdżą”Już wcześniej działacze PiS podkreślali, że chcą, żeby premier zobaczyła, jak do stolicy podróżują tysiące radomian. Tylko, czy wybrali właściwy pociąg?Kupili bilet na kurs TLK, który jest najszybszym kolejowym połączeniem Warszawy z Radomiem, do tego obsługiwany jest nowymi zespołami trakcyjnymi.

Internauci krytkowali działączy PiS, pisząc, że radomianie jadący do pracy jeżdżą głównie starymi pociągami osobowymi.

„Pan Suski chyba też odleciał. Nie ma pojęcia jak „podróżują” radomianie do Warszawy i z powrotem (pominę milczeniem komunikację samochodową, która wykańcza PKP). Radomianie przede wszystkim jeżdżą Kolejami Mazowieckimi a nie TLK. Nie jeżdżą w środku dnia tylko bladym świtem i późnym popołudniem. Nie podróżują tylko jadą do pracy. Żeby zrozumieć o co chodzi i innym coś uświadamiać trzeba najpierw samemu to ogarnąć. Trzeba było kupić bilet na inny pociąg i na dzień powszedni” – komentowali.

Działacze PiS przekonywali w sobotę, że bilet na najszybszy pociąg kupili celowo.

100 km w 2,5 godz.

Linia kolejowa z Radomia do Warszawy jest faktycznie w fatalnym stanie. Pociągi osiągają tu prędkość zaledwie 60 km na godz., a w kilku miejscach zwalniają nawet do 20 km na godz. Pociągi Kolei Mazowieckich pokonują stukilometrową trasę w ponad 2,5 godz. W ostatnim tygodniu w okolicach Warki dwukrotnie wykoleiły się pociągi.

Składy TLK jadą naokoło przez Dęblin. Choć to dłuższa trasa, to tam mogą rozwinąć prędkość 120 km na godz., dzięki czemu przejazd trwa nieco ponad 2 godz.

Modernizację od lat zapowiadają kolejne władze. Na początku nowe tory miały być gotowe na Euro 2012, teraz podawanym terminem jest rok 2020.

Radom jest rodzinnym miastem Ewy Kopacz. Szacuje się, że w Warszawie pracuje nawet 20 tys. radomian a 9 tys. z nich codziennie dojeżdża do stolicy.

 

gazeta.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: