Hairwald

W ciętej ranie obecności

Terlik (14.07.2015)

Tomasz Lis: Może nastać dyktatura ciemniaków. Ale nie musi

12-07-2015
Tomasz Lis

Redaktor naczelny Tomasz Lis  /  fot. Marcin Kaliński  /  źródło: Newsweek.pl

Do wyborów mamy sto dni. Jeszcze jest czas, by ostrzegać. Kapitolińskie gęsi muszą gęgać. W końcu w ten sposób ocalono Rzym, gdy zmęczony lud pogrążony był w głębokim śnie. Wszystko zależy od nas – pisze w edytorialu Tomasz Lis.

Redaktor naczelny „Newsweeka“ w najnowczym numerze analizuje pomysły gospodarcze przedstawione przez PiS w ostatnim czasie oraz elementy programu partii, które „podobno opracowało kilkudziesięciu ekspertów, choć wygląda, jakby autorów było dwóch – Święty Mikołaj i Mieczysław Moczar.“

Tłumaczy, dlaczego jego zdaniem program gospodarczy PiS przypomina listę próśb do złotej rybki, listę nierealną lub – gorzej – destrukcyjną dla państwa. „Program ten to zestaw liczb z sufitu (albo z liSzydła), wzbogacony o kłamstwa (jak to, że banki nie płacą podatków) i oblany sosem cynizmu (banki opodatkujemy, ale naszych SKOK-ów nie). Nie ma co zanurzać się głębiej w ten świat fikcji, bo to nie żaden program, ale lipa“ – pisze Tomasz Lis.

Program PiS – sprowadzający się do słów-idei „narodowy”, „repolonizacja”, „moralność”, „weryfikacja” i „prowokacja” – porówuje do systemu „neobolszewicko-narodowego z kierowniczą rolą zideologizowanej partii, pod światłym przywództwem ukochanego lidera, z błogosławieństwem Boga Wszechmogącego, w imię którego ukochany lider i jego partia uczynią narodowi dobro“.
Co przez to rozumie? Choćby próbę wmówienia społeczeństwu, że pomysł mianowania sędziów Sądu Najwyższego przez prezydenta, to adaptacja na polski grunt systemu amerykańskiego. – Niezła manipulacja. Prezydent USA, owszem, zgłasza kandydatów na sędziego Sądu Najwyższego, ale tylko wtedy, gdy jakiś sędzia umrze lub zrezygnuje z pełnienia urzędu. W praktyce nawet w ciągu dwóch kadencji żaden prezydent nie zgłasza więcej niż trzech kandydatów, a i tak każdy kandydat musi być zaakceptowany przez Senat. Pomysł Ziobry nie jest więc w najmniejszym stopniu amerykański. Jest bolszewicki, choć trzeba przyznać, że tak horrendalnych pomysłów nie było nawet w PRL – pisze Tomasz Lis i ostrzega, że zmiany, które proponuje PiS oznaczałaby w praktyce zdemolowanie państwa prawa i sprowadziłyby wymiar sprawiedliwości do wymiaru kary.

Program PiS określa jako narodowy w formie i socjalistyczny w treści. „Będziemy mieć narodowe (już nie publiczne) media, narodowe kino (koniec z niesłusznym „Pokłosiem” czy „Idą”) oraz narodowe seriale, bo narodowego ducha trzeba krzepić. Wszystko jak u Moczara, który też, nie odchodząc od socjalizmu, krzepił.
Repolonizacja to w gruncie rzeczy repisizacja, po której naród ustawiony zostanie do pionu, z rączkami złożonymi do modlitwy – wszystko pod czujnym okiem księdza Oko.“

To tylko teoretyzowanie i zapowiedzi, mamy jeszcze sto dni, aby zdecydować czy chcemy realizacji tego programu. „Jeszcze jest czas, by ostrzegać. Kapitolińskie gęsi muszą gęgać. W końcu w ten sposób ocalono Rzym, gdy zmęczony lud pogrążony był w głębokim śnie. Wszystko zależy od nas. Może nastać dyktatura ciemniaków. Ale nie musi“ – podsumowauje Tomasz Lis.
Cytat: Repolonizacja to w gruncie rzeczy repisizacja, po której naród ustawiony zostanie do pionu, z rączkami złożonymi do modlitwy – wszystko pod czujnym okiem księdza Oko.

 Newsweel.pl

Polski biskup za in vitro

Oczywiście, że nie rzymskokatolicki. Ewangelicki – Marcin Hintz. Teolog, etyk, profesor Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. W wywiadzie dla „GW” mówi jasno: tak, przyjęta ustawa in vitro to kompromis, a procedura jest godziwa.

Wolałby, by dostępna była tylko dla małżeństw dotkniętych bezpłodnością i w całości finansowana przez państwo, ale Kościół luterański w Polsce nie wyraża sprzeciwu.

Jaka ulga, że są jeszcze chrześcijanie w Polsce, którzy mają odwagę spojrzeć na in vitro inaczej niż nasi katolicy. Kościół rzymskokatolicki reaguje na demokratyczny wynik głosowania w parlamencie jak na zarazę.

Hejt lukrowany dewocyjną nowomową i pseudonaukowymi wywodami sączy się z ambon i łamów katolickich (i prawicowych) mediów. Kampania anty-in vitro jest tak intensywna, jak równoległa do niej kościelna kampania anty-dżenderowa. Głos polskiego katolicyzmu coraz powszechniej jest głosem dr. Terlikowskiego, ks. Oko i o. Rydzyka. Kto nie z nimi, ten łże-katolik.

Nie łudzę się, że kampania zelżeje. Kościół chce ją dowieźć do wyborów parlamentarnych. Są szanse, że do władzy dojdzie obóz pisowski, który czymś będzie musiał zapłacić katolickim biskupom i kaznodziejom za polityczne poparcie. Na przykład próbą przekreślenia ustawy in vitro jako niezgodnej z polską konstytucją. Ma już wpływowego rzecznika w tej sprawie, prof. Zolla.

Trudno w to uwierzyć, jeśli się pamięta, że prof. Zoll był kiedyś rzecznikiem praw obywatelskich i powinien wziąć pod uwagę, że sprawę in vitro można interpretować też w tych kategoriach.

Jak to możliwe, że po 50 latach od reform soborowych, otwierających Kościół rzymski na problemy świata współczesnego i współpracę ekumeniczną z innymi chrześcijanami, polski katolicyzm ignoruje całkowicie fakt, że są w Polsce chrześcijanie mający inne zdanie w kwestii gender czy in vitro? Jak to możliwe, że można ignorować ich obecność w naszej wspólnej ojczyźnie i mówić rzeczy dla nich nie do przyjęcia, czyli obrażać ich uczucia religijne? Przecież słuchają, czytają i myślą!

Możliwe, bo tak naprawdę idee soborowe, na czele z dialogiem ekumenicznym i międzyreligijnym, są w naszym katolicyzmie płytko zakorzenione, dekoracyjnie i bezrefleksyjnie. Jedynie nieliczna elita duchownych, intelektualistów i działaczy Kościoła rzymskokatolickiego wzięła je sobie głęboko do serca.

Większość ma do reform soborowych stosunek podobny jak nacjonalistyczna prawica do idei europejskiej. Na tym polega nasz kulturowy problem.

polityka.pl

Co jest z nami nie tak? Polacy masowo popierają PiS, ale… prawie połowa społeczeństwa boi się ich rządów

Wysokie poparcie przy jednoczesnym równie wysokim strachu przed rządami PiS to z pewnością zastanawiające zjawisko dla szefostwa tej partii.
Wysokie poparcie przy jednoczesnym równie wysokim strachu przed rządami PiS to z pewnością zastanawiające zjawisko dla szefostwa tej partii. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

PiS jest niekwestionowanym faworytem wszelkich sondaży, upatrywanym jako pewny zwycięzca jesiennych wyborów parlamentarnych. Atmosferę wyczekiwania na ten moment od dawna czuje się nie tylko na Nowogrodzkiej, ale właściwie już na każdym kroku. Na objawy narodowej schizofrenii zdają się więc wskazywać najnowsze badania, które jednocześnie dają PiS nadzieje na samodzielne rządy, a zarazem dowiadujemy się z nich, że prawie połowa Polaków… tych rządów się boi.

Strach przed spełnieniem marzeń…?
43-proc. poparcie dla PiS zanotowano w ostatnim sondażu GfK, 36 proc. ugrupowaniu Jarosława Kaczyńskiego daje CBOS, a TNS wskazuje, że dziś poparłoby je co najmniej 34 proc. Polaków… Do takich danych na temat preferencji wyborczych nad Wisłą w ostatnich miesiącach przywykliśmy. PiS-owski marsz po zwycięstwo potwierdzają zresztą nie tylko sondaże, wzrastające poparcie dla tej partii łatwo zauważyć w zwykłych rozmowach Polaków.

Czy chciałbyś mieć Internet za 1 zł miesięcznie?
tak, chcę
nie jestem zainteresowany

Dość zaskakujące okazują się w świetle tych ostatnich nastrojów najnowsze badania politologa dr. Norberta Maliszewskiego. Z opublikowanego pod koniec ubiegłego tygodnia badania Ariadna dowiadujemy się bowiem, że aż 44 proc. Polaków najbardziej obawia się, iż po jesiennych wyborach parlamentarnych Prawo i Sprawiedliwość będzie sprawowało samodzielne rządy.

Takiego strachu w Polakach nie wywołuje oddanie pełni władzy żadnej innej partii lub koalicji. Tylko 21 proc. wyborców odpowiedziało, że obawiałoby się samodzielnych rządów Platformy Obywatelskiej, zaledwie 6 proc. z nas przejawia strach przed rządem podporządkowanym tylko Pawłowi Kukizowi. Od 2 do 16 proc. Polaków boi się różnego rodzaju najbardziej prawdopodobnych koalicji, które można byłoby stworzyć w nowym parlamencie.

Straszenie PiS jednak nie zadziała
Dlaczego tak obawiamy się akurat tej samej partii, dla której narasta niezwykle wysokie poparcie? – To kolejny dowód na to, jak bardzo jesteśmy podzieleni – komentuje dr Rafał Chwedoruk z Instytutu Nauk Politycznych UW. Politolog zwraca jednak uwagę, że podobne podziały występują we wielu starych demokracjach. U nas zaskakują, bo wciąż się tej demokracji uczymy.

RAFAŁ CHWEDORUK

politolog

My mamy do czynienia z tą bipolaryzacją życia publicznego, której dodatkowo towarzyszą wielkie emocje. W tym procesie pojawił się bowiem na przykład Smoleńsk i ta specyficzna wojna domowa w obozie prawicy postsolidarnościowej. A wojny domowe mają to do siebie, że są szczególnie krwawe. Wówczas na siłę szuka się jak najwięcej różnic między zwaśnionymi stronami, które do niedawna były jeszcze ze sobą zaprzyjaźnione.

Rafał Chwedoruk ocenia, że istnieje jednak i taka grupa Polaków, którzy deklarują, iż zagłosują jesienią na PiS, ale jednocześnie odpowiadają twierdząco na pytanie o to, czy samodzielnych rządów tego ugrupowania się boją. O wiele ciekawsze jest jednak to, iż te 44 proc. z badania Ariadna zdają się być rodzajem światełka nadziei dla Platformy. – Warto pamiętać, że przecież w najlepszych latach ta partia notowała właśnie poparcie na bardzo zbliżonym poziomie – wspomina dr Chwedoruk. Dane te pokazują, iż w mobilizacji elektoratu przeciw PiS może tkwić metoda na sukces.

Nie bój się PiS, a destabilizacji
Zdaniem naukowca, nie ma jednak mowy o tym, by kolejny raz zadziałało typowe straszenie PiS sprzed lat. – Wybory prezydenckie pokazały, iż nie da się przerobić kampanii parlamentarnej w powtórkę z 2007 roku. Absurdalne byłoby bowiem robienie tego typu „referendum” nad partią, która od ośmiu lat nie ma najmniejszego wpływu na władzę – stwierdza nasz rozmówca.

Jeśli tym razem Platforma wreszcie przegra, prawdopodobnie cała władza w ręce PiS i tak nie wpadnie. Zdaniem dr. Chwedoruka, najbardziej realistyczną obawę jaką powinniśmy dziś czuć to ta, o możliwości koalicyjne w przyszłym Sejmie.

– Koalicja PiS z Kukizem, o której tyle się mówi zdaje się, że najmniej pożądana jest przez samych Kaczyńskiego i Kukiza. Bo Kukiz niby tą opcję dopuszcza, ale jednocześnie ciepło wypowiada się o Grzegorzu Schetynie. PiS tymczasem wyjątkowo nie na rękę jest radykalizm Kukiza. Oni już zapłacili raz wysoką cenę za radykalizm Leppera i Giertycha. Drugi raz Kaczyński nie może sobie chyba pozwolić na ponoszenia odpowiedzialności za ugrupowanie skrajne – ocenia.

– Powinniśmy chyba więc najbardziej obawiać się o to, czy stworzenie jakiegokolwiek nowego rządu będzie w ogóle możliwe po jesiennych wyborach. Może bowiem stać się tak, że będziemy przeżywali dziś zapomniane męki z lat 90-tych, gdzie marzeniem obywateli było, by udało się wreszcie stworzyć jakąś stabilną większość w parlamencie – ostrzega naukowiec.

naTemat.pl

Petru zarzuca PO zbyt dużo PR-owych zagrywek. Trzaskowski: PR akurat mamy słaby…

Rafał Trzaskowski i Ryszard Petru dyskutują w studiu TVN24.
Rafał Trzaskowski i Ryszard Petru dyskutują w studiu TVN24. Zrzut ekranu z TVN24

– Nie podobają mi się za bardzo te wyjazdowe posiedzenia rządu – mówił we wtorkowych „Faktach po Faktach” na antenie TVN24 lider NowoczesnejPL Ryszard Petru. Ostro skrytykował Ewę Kopacz i Platformę Obywatelską za to, iż w niepoważny sposób traktują obywateli wychodząc do nich dopiero po ośmiu latach rządów.

– Najdziwniejsze jest to, że premier jedzie pociągiem, a wraca samolotem – mówił o podróżach Ewy Kopacz po kraju Ryszard Petru, powołując się w ten sposób na doniesienia tabloidów, które oskarżają szefową rządu o to, iż trwoni publiczne pieniądze na spotkania ze zwykłymi Polakami. – To czysty populizm – odpowiadał szefowi Nowoczesnej PL wiceminister spraw zagranicznych Rafał Trzaskowski. – Samochody, czy karetka obecne tam, gdzie jedzie premier i ministrowie to coś normalnego. Tego wymaga po prostu ochrona – tłumaczył polityk PO.

W „Faktach po Faktach” Rafał Trzaskowski wyjaśniał także powody, dla których Ewa Kopacz i ministrowie jej gabinetu uparcie podróżują po kraju i zamierzają pracować w ten sposób do końca kampanii wyborczej. – Za mało rozmawialiśmy z ludźmi. Będziemy starali się to zmienić przez taka codzienną rozmowę, nie tylko w Warszawie – mówił.

Gdy Ryszard Petru zarzucił Platformie Obywatelskiej, iż jej ostatnie działania to większości czysty PR, Rafał Trzaskowski odniósł się do tych słów z wyjątkową szczerością. – PR akurat mamy słaby… – oznajmił.

Obaj politycy odnieśli się też do idei stworzenia koalicji przez Platformę i NowoczesnąPL. – Ja chciałbym zobaczyć całkowitą zmianę programową Platformy – odpowiadał na pytania o taką możliwość Ryszard Petru. – Po 8 latach oni muszą być wiarygodni – dodał. Petru powtórzył też warunki, które PO postawił w wcześniej w naTemat. Rafał Trzaskowski większość z postulatów szefa NowoczesnejPL nazwał jednak populizmami. – Tego się po Ryszardzie Petru nie spodziewałem – stwierdził.

naTemat.pl

Pentakwarki istnieją! Fizycy odkryli w ośrodku CERN pod Genewą nowy typ cząstek subatomowych

Piotr Cieśliński, 14.07.2015
Luźno związany pentakwark

Luźno związany pentakwark (CERN)

Te nowe cegiełki materii składają się z pięciu kwarków. Już przed dziesięciu laty pojawiały się doniesienia o ich odkryciu, ale wtedy nie zostały potwierdzone. Dopiero dzisiaj fizycy z ośrodka badań jądrowych CERN pod Genewą poinformowali, że wreszcie dopadli kwarkowe „pięciopaki”.
Od lat 60. zeszłego wieku wiemy, że elementarnymi cegiełkami materii są kwarki. Nikt nigdy nie widział swobodnego kwarka, który nie byłby związany z innymi kwarkami. Te cząstki są zawsze sklejone ze sobą za pomocą silnych oddziaływań jądrowych (najpotężniejszych sił w przyrodzie), tworząc subatomowe cząstki, takie jak neutrony i protony, które są składnikiem jąder atomowych.Do tej pory wydawało się, że kwarki występują jedynie w parach oraz w trójkach. Z trójek kwarków powstają tak zwane bariony, do których należą protony i neutrony, ale także setki innych bardzo nietrwałych cząstek subatomowych, które zostały dotychczas odkryte. Natomiast z par kwarków – a dokładnie kwarka i antykwarka – są ulepione cząstki zwane mezonami.Nie znano natomiast ani jednej cząstki, która zawierałaby więcej niż trzy niesparowane kwarki i antykwarki. Aż do dziś. Zespół analizujący dane z eksperymentu LHCb w Wielkim Zderzaczu Hadronów przypadkowo natrafił na cząstkę złożoną z pięciu kwarków.

Teoretycznie rzecz biorąc, istnienie takich cząstek nie jest zakazane w obowiązującej teorii budowy materii. Ponad 10 lat temu japońscy fizycy nawet ogłosili, że wykryli taką cząstkę w zderzeniach protonów i neutronów, ale w innych laboratoriach nie zdołano potwierdzić odkrycia. Naukowcy uznali, że mieli do czynienia ze statystyczną fluktuacją w wynikach, i wycofali się z odkrycia.

Tym razem nie ma raczej mowy o pomyłce. Fizycy z CERN, pamiętając o przykrym doświadczeniu sprzed lat, upewnili się, że analiza danych jest poprawna. Pentakwarki pojawiły się jako jeden z pośrednich produktów rozpadu cząstki „Lambda B”.

Składają się z dwóch kwarków „górnych”, „dolnego”, „powabnego” i „antypowabnego”. Z uwagi na obecność tej ostatniej pary pentakwark nazwano „powabnium”.

– Pentakwark nie jest tylko nową zaobserwowaną cząstką – mówi lider zespołu LHCb Guy Wilkinson. – To zupełnie nowy rodzaj połączenia kwarków, nigdy dotąd nieobserwowany, mimo ponad 50 lat poszukiwań. Poznanie ich własności może nam pomóc w zrozumieniu, jak zbudowana jest zwykła materia, z której wszyscy się składamy.

Następnym etapem będzie zbadanie, w jaki sposób kwarki się łączą, aby stworzyć pentakwark. – Mogą być ściśle związane albo luźno. W tym ostatnim wypadku przypominałyby molekułę złożoną z barionu i mezonu – mówi fizyk LHCb Liming Zhang z Uniwersytetu Tsinghua.

wyborcza.pl

pentakwarki

Kopacz ostro o spocie PiS. „Obrzydliwe granie zdrowiem i życiem zatrutych osób”

Ewa Kopacz jest zdegustowana spotem PiS
Ewa Kopacz jest zdegustowana spotem PiS Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

Problem stosowania dopalaczy stał się jednym z głównych punktów trwającej kampanii wyborczej. PiS przekonuje w najnowszym spocie, że kolejne rządy PO-PSL prowadziły w tej sprawie jedynie grę wizerunkową. Premier uważa takie stanowisko za „obrzydliwe” mieszanie zdrowia i życia zatrutych osób z polityką.

W najnowszym spocie PiS przypomniano, że politycy PO, w tym Donald Tusk i Ewa Kopacz, wiele mówili o walce z dopalaczami już w 2010 roku. Wówczas – jak podkreślono w spocie – odnotowano 562 przypadki zatrucia wywołanego dopalaczami. W roku 2014 takich zatruć było już 2513.

Według PiS liczby te pokazują, iż rządy Tuska i Kopacz nie zrobiły nic, by wyeliminować problem, jaki stanowią dopalacze.

„Dla mnie to obrzydliwe”
Kopacz odniosła się do spotu podczas konferencji prasowej, jaka odbyła się po wtorkowym posiedzeniu rządu. Odpowiadając na pytania dziennikarzy, premier nie kryła, że jest zdegustowana działaniami partii Jarosława Kaczyńskiego.

– Jeżeli opozycja tak naprawdę ma na sercu i szczerze martwi się o tych, którzy trafiają na oddziały intensywnej opieki, to ten spot powinien być wymierzony przeciwko tym, którzy produkują i rozprowadzają dopalacze, a nie przeciwko rządowi. Dla mnie to obrzydliwe: granie zdrowiem i życiem tych ludzi – oznajmiła szefowa rządu.

 

naTemat.pl

 

 

Terlikowski: In vitro jest jak gwałt. Trzeba szanować dzieci, ale potępiać metodę poczęcia

Tomasz Terlikowski porównał metodę in vitro do gwałtu
Tomasz Terlikowski porównał metodę in vitro do gwałtu Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

W debacie dotyczącej metody in vitro nie zabrakło głosu Tomasza Terlikowskiego. Publicysta porównał właśnie zapłodnienie pozaustrojowe do gwałtu. – Jest w istocie, jak gwałt, rozerwaniem jedności aktu małżeńskiego i w wielu miejscach jego zaprzeczeniem – napisał Terlikowski.

Komentarz publicysty ukazał się we wtorek na stronie portalu Fronda.pl. Wspominając o gwałcie, redaktor naczelny Telewizji Republika przypomniał, że Kościół nie zgadza się na zabijanie dzieci poczętych w wyniku popełnienia czynu zabronionego.

Inne stanowisko prezentują „liberałowie i lewicowcy”, którzy przyzwalają na stosowanie aborcji, gdy ciąża jest efektem gwałtu, wskazując przy tym na zbrodniczy charakter popełnionego czynu.

– Z oceną moralną takiego aktu poczęcia Kościół oczywiście się zgadza, potępia gwałt i surowo ocenia gwałciciela. Tyle, że tej oceny nie rozciąga na owoc gwałtu na kobiecie i naturze, jakim jest dziecko. I dokładnie tak samo jest z zapłodnieniem in vitro – wyjaśnił Terlikowski. Kościół nie zgadza się na stosowanie metody in vitro, ale uznaje godność poczętych w ten sposób dzieci.

Terlikowski zaznaczył przy tym, że godność przysługuje także dzieciom nienarodzonym. – Także tym, które przechowywane są w beczkach z ciekłym azotem (przez rodziców często określanych mianem mrozaczków czy dzieci na zimowisku). One niczym nie różnią się od tych, które na podstawie eugenicznej selekcji zostały wybrane do narodzin. Im należy się taki sam szacunek – napisał redaktor.

Publicysta poradził rodzicom, którzy skorzystali już z in vitro, by podjęli próbę odpokutowania swoich win i pojednania się z Bogiem.

terlikowskiInVitroźródło: Fronda.pl
naTemat.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: