Hairwald

W ciętej ranie obecności

Duda (24.08.2015)

 

TV Republika: Kukiz wyzwał naszą dziennikarkę „Ty PiS-owska k***”. Sztab: Jutro oświadczenie

mar, past, 24.08.2015
Telewizja Republika donosi w swoim serwisie o incydencie z udziałem Pawła Kukiza. Miało do niego dojść podczas nagrywania wywiadu. W sztabie Kukiza dowiedzieliśmy się, że dziś nie będą komentować sprawy, a jutro wydadzą oświadczenie.

Katarzyna Gójska-Hejke i Paweł Kukiz

Katarzyna Gójska-Hejke i Paweł Kukiz (Źródło: TV Republika)

 

Rozmowa, wyemitowana wieczorem na antenie prawicowej telewizji, dotyczyła m.in. JOW-ów, finansowania partii politycznych, układania wyborczych list oraz polityki międzynarodowej. Wywiad prowadziła Katarzyna Gójska-Hejke, dziennikarka znana czytelnikom „Gazety Polskiej”. TV Republika podaje, że nagrano ją „jakiś czas temu”.

Kukiz nie wiadomo dlaczego przerwał wywiad tuż przed końcem, wstał i wyszedł ze studia. Przed wyjściem dodał, że nie zgadza się na publikację materiału. Jak podaje portal telewizji Republika, już poza kamerami Kukiz miał rzucić do Gójskiej-Hejke obraźliwe słowa. Przedstawiciele Kukiza mieli później żądać od stacji wstrzymania emisji, ale telewizja odmówiła i na krótko przed emisją wypuściła wiadomość o incydencie.

Nie udało nam się potwierdzić u sztabowców Kukiza, czy rzeczywiście użył on wyzwiska pod adresem dziennikarki i dlaczego wyszedł ze studia. – Dziś nie komentujemy sprawy, jutro zostanie wydane oświadczenie – powiedział w rozmowie z nami Miłosz Lodowski, rzecznik prasowy sztabu wyborczego Kukiz’15.

„Tak czytałem w internecie”

Tuż przed końcem rozmowy Kukiz rozmawiał z dziennikarką o polityce zagranicznej Polski. Stwierdził on, że polska polityka zagraniczna powinna być „zachowawcza”, czyli taka, w której pojawiają się „wymierne korzyści dla Polski, a nie jest ona arbitrem spraw międzynarodowych”.

Pod koniec wywiadu Gójska-Hejke pytała muzyka o to, w jaki sposób – jego zdaniem – prezydent Andrzej Duda „wyszedł przed szereg” w kwestii polityki zagranicznej. Kukiz skrytykował pomysł, by Polska „weszła w arbitraż między Rosją a Ukrainą”. Gdy dziennikarka argumentowała, że Duda nigdy nie złożył takiej deklaracji, Kukiz odparł, że „tak czytał w internecie”.

Właśnie po tej wymianie zdań Paweł Kukiz wstał, stwierdził, że „nie chce tego programu” i „jest to jakiś absurd”. Dodał też, że nie zgadza się na jego publikację.

Już wcześniej Kukiz był wyraźnie poirytowany pytaniami dziennikarki. Stwierdził m.in., że „już woli być u Olejnik”, oraz zapytał się, czy Gójska-Hejke jest tu, „żeby go pytać, czy żeby go gnębić?”

„Jaka potulność? Ja tu widzę pani potulność względem PiS-u”

W trakcie rozmowy poruszono też kwestię stosunków polsko-ukraińskich i konfliktu z Rosją. – Przeszkadza mi zaangażowanie prezydenta Dudy w sprawę Ukrainy. Dlaczego mamy wychodzić przed szereg i prowokować Rosję? – pytał Kukiz.

Stwierdził też, że „bardziej boi się inwazji banków i korporacji niż sowieckich czołgów” i nie chce, by przez nasze zaangażowanie Rosja nakładała na Polskę embarga. – Skąd wzięła się u pana taka potulność wobec Rosji? – spytała dziennikarka, podkreślając, że Rosja „od lat posługuje się embargiem”. – Jaka potulność? Ja tu widzę pani potulność względem Prawa i Sprawiedliwości i systemu – odpowiedział Kukiz.

 

gazeta.pl

Prezydent Duda zapomniał, że kraj ma premiera. Oto nowa wojna na górze

Prezydent Andrzej Duda nie spotkał się z premier Ewą Kopacz, choć od oficjalnego zaprzysiężenia prezydenta minęło już prawie 3 tygodnie.
Prezydent Andrzej Duda nie spotkał się z premier Ewą Kopacz, choć od oficjalnego zaprzysiężenia prezydenta minęło już prawie 3 tygodnie. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Od zaprzysiężenia Andrzeja Dudy na prezydenta minęły prawie trzy tygodnie. Poważna rozmowa z premier rządu do tej pory się jednak nie odbyła i wsłuchując się w wypowiedzi obu stron, nic na nią nie wskazuje w najbliższej przyszłości. – Zgłosiłam się z prośbą o spotkanie, odpowiedzi brak – mówi Ewa Kopacz na konferencji. A nowy prezydent zapomniał, że kraj ma również premiera?

Potrzebny gest prezydenta
Nie zawsze współpraca prezydenta i Prezesa Rady Ministrów układała się dobrze. Pamiętamy chociażby „szorstką przyjaźń” Aleksandra Kwaśniewskiego z Leszkiem Millerem, czy wojny o krzesło Lecha Kaczyńskiego z Donaldem Tuskiem. Jednak nawet Kaczyński po wygranych przez Platformę Obywatelską wyborach w 2007 roku, zaprosił jej lidera na spotkanie.

Kontakt głowy państwa z szefem rządu jest wskazany, nawet jeśli w perspektywie najbliższych tygodni czekają nas wybory parlamentarne. Po co zapraszać panią premier, która – jak wskazują wszystkie sondaże – za dwa miesiące premierem już nie będzie? Chociażby po to, aby uniknąć niepotrzebnych komentarzy i spróbować pokazać, że – mimo wszystko – nie jest prezydentem tylko jednej partii. Na początku urzędowania byłby to symboliczny i potrzebny gest.

Dobre relacje z Siemoniakiem
Dziś Andrzej Duda na spotkanie z Kopacz nie naciska. – Jeżeli będzie taka potrzeba, nie widzę problemu, żeby się spotkać – powiedział wracając z niedzielnej wizyty w Estonii. Potrzeby jednak – jak widać – nie ma. Prezydent spotkał się z szefami resortów, na które zgodnie z obowiązującym prawem, ma wpływ i w tych sferach relacje układają się poprawnie. – Mam to poczucie bardzo dobrego startu i wzajemnej otwartości na współpracę – mówił wicepremier Siemoniak, doceniał dobrą atmosferę spotkań i merytoryczne przygotowanie prezydenta.

PREZYDENT ANDRZEJ DUDA

Ja na razie miałem i mam kontakt z dwoma ministrami, których są bezpośrednio na styku z działalnością prezydenta. Nie widzę problemu Rady gabinetowej, skoro ja mam zupełnie normalną relację z ministrami, którzy są odpowiedzialni za sprawy, w których przede wszystkim mam współdziałać z rządem.

Rada Gabinetowa? „Zobaczymy”
Najważniejszą osobą w rządzie, bez względu na to czy nam się to podoba, czy nie, wciąż jest Ewa Kopacz. Jeszcze przed oficjalnym zaprzysiężeniem i zaraz po nim, obie strony głośno zapowiadały wspólne działania. – Współpraca rządu i prezydenta jest tym, czego oczekują od nas Polacy i czego wymaga od nas konstytucja – mówiła dzień przed zaprzysiężeniem Ewa Kopacz i życząc sukcesu, zaapelowała o zwołanie Rady Gabinetowej. – Z panią premier na pewno chciałbym się spotkać, co do tego nie ma żadnych wątpliwości – odpowiedział Andrzej Duda. Czy w formie Rady Gabinetowej? „Zobaczymy”.

PREMIER EWA KOPACZ

Dla instytucji i dla człowieka, który wygrał te wybory. Dzisiaj chcę współpracować jako szefowa rządu i mój rząd do takiej współpracy jest gotowy.

Potem relacje układały się już coraz gorzej. Pojawił się konflikt o prezydenckie podróże Andrzeja Dudy i pomoc w kampanii PiS. Zaraz potem głośny spór o realizację obietnicy rozdawania 500 zł na każde dziecko i na koniec – referendum z wygodnymi dla PiS pytaniami. – Pani premier mówiła, że odrzuca mój program, zwłaszcza jeśli chodzi o pomoc rodzinom, o 500 zł na dziecko, wobec tego będę go realizował sam, albo będzie realizował go inny rząd – komentuje prezydent i udowadnia, że ambitne plany współpracy obu stron odchodzą w niepamięć.

PREMIER EWA KOPACZ

Dzisiaj niestety czuję zawód i poczucie, że zbyt szybko panu prezydentowi Dudzie uwierzyłam (…) Pan prezydent ogłosił referendum w określonych sprawach, ale nie chciał mieć w tych kwestiach wiedzy. Proponowałam panu prezydentowi wielokrotnie Radę Gabinetową.

Konflikt o spotkanie – opłacalny dla obu stron
Premier Kopacz lub jej współpracownicy systematycznie przypominają swój apel. – Pani premier zaprosiła prezydenta do oczywistej współpracy, czekamy na odpowiedź – mówił rzecznik rządu Cezary Tomczyk. Nieoficjalnie i nie na piśmie, bo – jak przekonuje Kopacz – to już zadanie dla Andrzeja Dudy. – Ja mogę jedynie zgłosić prośbę, to prezydent ustala z kim się spotyka – tłumaczyła w poniedziałek na konferencji prasowej.

Temat wraca jak bumerang – celowo. Bowiem dla obu stron mówienie o potrzebie spotkania i robienie wokół tego medialnego show jest bardziej opłacalne, niż faktyczne spotkanie się, i ucięcie tematu (choć z pewnością szybko narodziłby się kolejny). Platforma ma pretekst do tego, aby uderzać w prezydenta i jego brak chęci do zawierania kompromisów. Obie strony z powodzeniem skupiają na sobie uwagę mediów i grają na podtrzymanie PO-PiS-owskiej wojny.

Jak obyczaj stary każe…
Do kompromisu nie jest zdolna ani jedna, ani droga strona. Pani Premier upiera się przy Radzie Gabinetowej – niepotrzebnie. Ta, zgodnie z artykułem 141 Konstytucji zwoływana jest w sytuacjach nadzwyczajnych. Bronisław Komorowski zwołał ją czterokrotnie, Lecz Kaczyński również. W tej sytuacji spotkanie Duda-Kopacz byłoby całkowicie wystarczające i powinno się odbyć.

Trudno spodziewać się chemii między Ewą Kopacz, a Andrzejem Dudą. Oboje jednak są nie tylko politykami wywodzącymi się z takich, a nie innych środowisk politycznych, ale przede wszystkim najważniejszymi osobami w państwie. Dobry obyczaj i praktyka poprzednich prezydentów nakazuje obecnemu nie zapominać o tym, że Polska ma premiera, nawet jeśli za kilkanaście tygodni ulegnie on zmianie i utrzymywać i oficjalnie zaprosić go na spotkanie.

prezydentDudaZapomniał

naTemat.pl

”Ty PiS-owska k…”. Tak Paweł Kukiz pożegnał dziennikarkę po wywiadzie, z którego nie był zadowolony

Poparcie dla Pawła Kukiza spada
Poparcie dla Pawła Kukiza spada Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta

Wywiad przeprowadzała Katarzyna Gójska-Hejke. Rozmowa dotyczyła m.in. JOW-ów, finansowania partii politycznych. W pewnym momencie – jak pisze portal niezalezna.pl – Kukiz niepodziewanie przerwał wywiad. Wcześniej przyznał, że ”zasięga wiedzy u funkcjonariuszy byłej SB”.

Wywiad przerwał po pytaniach o relacje z Rosją oraz plany dyplomatyczne prezydenta. Wychodząc ze studia powiedział: ”Ty PiS-owska k…”. Jak pisze niezalezna.pl przedstawiciele Kukiza zażądali wstrzymania emisji wywiadu, ale stacja nie uległa. O godzinie 20.15 cała rozmowa, bez montażu, ma zostać wyemitowana.

pawełKukizDoDziennikarki

W wyborach prezydenckich Paweł Kukiz zdobył aż 20 proc. Dziś jego poparcie spada. Według najnowszego sondażu IBRiS dla „SE”, jego ruch może liczyć tylko 4,7 proc. i tym samym nie ma co liczyć na wejście do Sejmu.

Źródło:niezalezna.pl

tyPisowskaKa

naTemat.pl

Sondaż referendalny TVN24: Większość Polaków chce zmian we wszystkich kwestiach

wah, 24.08.2015

Referendum coraz bliżej.

Referendum coraz bliżej. (Fot. Anna Krasko / Agencja Gazeta)

Aż 62 proc. Polaków chce wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych, 75 proc. chce zmiany dotychczasowego systemu finansowania partii politycznych z budżetu państwa, a aż 90 proc. jest za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika. Tak wynika z najnowszego sondażu referendalnego przygotowanego przez Millward Brown dla Faktów TVN i TVN24.

Z sondażu dla Faktów i TVN24 wynika, że 6 września do urn na pewno wybiera się 33 proc. obywateli, a 22 proc. raczej pójdzie zagłosować. Z kolei 26 proc. ankietowanych zdecydowanie nie zamierza brać udziału w referendum, a kolejne 12 proc. raczej się nie wybierze. Wśród ankietowanych 7 proc. nie zdecydowało, czy pójdzie do urn. Trudno zatem wyrokować, czy referendum będzie wiążące. Zadaliśmy także wszystkie sześć pytań referendalnych – zarówno te, na które odpowiadać będziemy 6 września, jak i te, które mogą zostać postawione w referendum 25 października, o które wnioskuje Andrzej Duda.

sondażreferendalny1

Na pytanie ws. JOW-ów aż 62 proc. ankietowanych odpowiedziało, że jest za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych, 28 proc. jest przeciwnego zdania.

sondażReferendalny2

W odniesieniu do sposobu finansowania partii politycznych, 19 proc. ankietowanych chce utrzymania obecnej zasady finansowania, 75 proc. chce zmian. Na pytanie „czy jest Pan, Pani za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika”, aż 90 proc. ankietowanych udzieliło odpowiedzi „tak”.

sondażreferendalny3

Aż 87 proc. chce obniżenia wieku emerytalnego, a na pytanie związane z Lasami Państwowymi 79 proc. ankietowanych jest za utrzymaniem dotychczasowego funkcjonowania. Na pytanie „Czy jest Pan, Pani za zniesieniem powszechnego ustawowego obowiązku szkolnego sześciolatków i przywróceniem powszechnego ustawowego obowiązku szkolnego od siódmego roku życia”, 75 proc. Polaków odpowiedziało „tak”.

Sondaż zrealizowany został przez Millward Brown SA w dniu 24 sierpnia 2015 na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 1003 osób pełnoletnich.

Zobacz także

sondażReferendalny

wyborcza.pl

 

Wszczęto postępowanie ws. „kilometrówek” Dudy. Kancelaria odpowiada. Bardzo lakonicznie

mm, PAP, 24.08.2015

Prezydent RP Andrzej Duda podczas lotu do Tallina

Prezydent RP Andrzej Duda podczas lotu do Tallina (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Warszawska prokuratura z urzędu wszczęła postępowanie sprawdzające ws. „kilometrówek” Andrzeja Dudy z lat 2012-2014 – gdy obecny prezydent był posłem. Kancelaria prezydenta Dudy odpowiedziała w dwóch zdaniach.

Oto pełna odpowiedź Kancelarii Prezydenta:

Prezydent RP Andrzej Duda od samego początku swojej działalności publicznej kładł nacisk przede wszystkim na spotkania z rodakami i rzetelne wykonywanie powierzonych mu obowiązków. Wyjazdy posła Andrzeja Dudy były związane z wykonywaniem mandatu posła.

 

Postępowanie

– W związku z dzisiejszym artykułem w tygodniku „Newsweek” pt. „Niewygodne rachunki” Prokuratura Okręgowa w Warszawie z urzędu wdrożyła postępowanie sprawdzające w kierunku przestępstwa oszustwa – poinformował rzecznik prokuratury Przemysław Nowak.

Dodał, że w toku tego postępowania prokurator sprawdzi fakty wskazane w artykule; zwróci się do Kancelarii Sejmu o informacje i dokumenty związane z refundacją wydatków wskazanych w artykule. Nowak podkreślił, że celem postępowania sprawdzającego jest ustalenie, czy zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia jakiegokolwiek przestępstwa.

Duda jeździł na koszt Sejmu na wykłady?

„Newsweek” napisał, że Duda jeszcze jako poseł podróżował na koszt Sejmu do Poznania i – według tygodnika – chociaż oficjalnie wykonywał tam obowiązki poselskie, to w rzeczywistości prowadził wykłady na prywatnej uczelni.

Tygodnik napisał, że Duda przez kilka lat łączył mandat poselski ze stanowiskiem wykładowcy na poznańskiej Wyższej Szkole Pedagogiki i Administracji. Jak napisano w publikacji, praca na uczelni wymagała wizyt w Wielkopolsce. Przyszły prezydent latał tam i nocował, a za jego przeloty oraz hotele płacił Sejm. Na ten cel w latach 2012-2014, wydał w sumie 11 tys. zł – podał tygodnik.

„Newsweek” podkreślił, że prezydent był posłem z Krakowa i nie miał w zachodniej Polsce biura, dlatego – według tygodnika – jest mało prawdopodobne, żeby przyjmował tam interesantów lub osobiście interweniował w ich sprawach. Według „Newsweeka”, na fakturach za noclegi Duda za każdym razem deklarował, że wizyty w Poznaniu miały związek z wykonywaniem mandatu posła – bez tej adnotacji nie mógłby dostać refundacji kosztów hotelu.

kancelariaDudy

TOK FM

„Duda jako poseł podróżował na wykłady za pieniądze podatników”. Jest postępowanie sprawdzające ws. „kilometrówek”

jagor, PAP, 24.08.2015

 

Warszawska prokuratura z urzędu wszczęła postępowanie sprawdzające ws. „kilometrówek” Andrzeja Dudy z lat 2012-2014 – gdy obecny prezydent był posłem. Według tygodnika „Newsweek” Duda podróżował na koszt podatników do Poznania, gdzie prowadził wykłady w prywatnej uczelni.

Poseł Andrzej Duda, styczeń 2014 r.

Poseł Andrzej Duda, styczeń 2014 r. (.Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

 

– W związku z dzisiejszym artykułem w tygodniku Newsweek pt. „Niewygodne rachunkiProkuratura Okręgowa w Warszawie z urzędu wdrożyła postępowanie sprawdzające w kierunku przestępstwa oszustwa – powiedział rzecznik prokuratury Przemysław Nowak.

Dodał, że w toku tego postępowania prokurator sprawdzi fakty wskazane w artykule; zwróci się do Kancelarii Sejmu o informacje i dokumenty związane z refundacją wydatków wskazanych w artykule. Nowak podkreślił, że celem postępowania sprawdzającego jest ustalenie, czy zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia jakiegokolwiek przestępstwa.

Art. 286 Kodeksu karnego stanowi: „Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”. W wypadku mniejszej wagi, sprawca podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Postępowanie sprawdzające w terminie do 30 dni kończy się decyzją o wszczęciu śledztwa lub jego odmowie.

„Newsweek”: Duda na przeloty i hotele wydał 11 tys. zł

„Newsweek” napisał, że Duda – jeszcze jako poseł – podróżował na koszt Sejmu do Poznania, żeby wykonywać obowiązki poselskie. Tygodnik podał, że w tym czasie Duda prowadził wykłady na prywatnej uczelni. Według tygodnika przyszły prezydent latał tam i nocował, a za jego przeloty oraz hotele płacił Sejm. Na ten cel w latach 2012-2014 wydał w sumie 11 tys. zł – podał tygodnik. Według „Newsweeka” na fakturach za noclegi Duda za każdym razem deklarował: wizyty w Poznaniu miały związek z wykonywaniem mandatu posła – bez tej adnotacji nie mógłby dostać refundacji kosztów hotelu.

„Liczę, że Andrzej Duda złoży wyjaśnienia”

Marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska wyraziła nadzieję, że prezydent złoży wyjaśnienia dotyczące opisanych przez „Newsweek” wyjazdów poselskich. – To są doniesienia prasowe i mam nadzieję, że zgodnie z dobrą tradycją sejmową i parlamentarną pan prezydent Andrzej Duda złoży stosowne wyjaśnienia, żeby tę sprawę zamknąć – powiedziała. O doniesienia tygodnika pytana była także premier, była marszałek Sejmu Ewa Kopacz. – Myślę, że ta przykra sytuacja bardzo szybko zostanie wyjaśniona przez prezydenta – odparła.

Rzeczniczka sztabu PO Joanna Mucha zwróciła do prezydenta Andrzeja Dudy z apelem o wyjaśnienie tych „niejasności”. – Zwracamy się do pana prezydenta Andrzeja Dudy, aby wyjaśnił sprawy, które zostały poruszone, natomiast jeśli takiego wyjaśnienia nie uzyskamy, będziemy stawiać pytania o kwestie szczegółowe (…) po konsultacji z prawnikami wiem, że po tego typu zarzutach – jako obywatele – mamy prawo oczekiwać, że zostaną poruszone przez prokuraturę z urzędu – dodała.

PiS: To żyje własnym życiem zupełnie niepotrzebnie

Rzeczniczka PiS Elżbieta Witek oceniła, że na publikację „Newsweeka” powinna jak najszybciej zareagować Kancelaria Prezydenta. – Uważam, że Kancelaria Prezydenta powinna jak najszybciej na to zareagować, bo to żyje własnym życiem zupełnie niepotrzebnie. Jestem przekonana, że wyjaśnienie jest zupełnie proste. Natomiast to są domysły, które w przestrzeni publicznej się roznoszą niepotrzebnie. Myślę, że to oświadczenie będzie jak najszybciej – powiedziała.

Umorzone śledztwo ws. „kilometrówek” 25 posłów, w tym Sikorskiego

W kwietniu tego roku ta sama prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie „kilometrówek” 25 posłów z różnych ugrupowań, w tym ówczesnego marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego. Uznano, że brak jest podstaw do przyjęcia, iż posłowie dopuścili się oszustwa, bo „mogli wykorzystać zadeklarowaną w dokumentach kwotę ryczałtu na przejazdy samochodem”.

W warszawskiej prokuraturze prowadzone są zaś inne śledztwa związane z kwestiami podróży poselskich, m.in. wobec sprawy podróży do Madrytu na posiedzenie Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy ówczesnych posłów PiS: Adama Hofmana, Mariusza A. Kamińskiego oraz Adama Rogackiego (zostali usunięci z PiS i klubu parlamentarnego tej partii). Wszczęto też śledztwo dotyczące rozliczania „kilometrówek” ponad 100 posłów z lat 2005-2007.

 

 

kilometrówkiDudy

gazeta.pl

„Tłukł kasę za nasze”. Oto, co prawica mówiłaby o wyjazdach Dudy, gdyby był z PO

Andrzej Duda służbowo latał do Poznania wykładać na prywatnej uczelni.
Andrzej Duda służbowo latał do Poznania wykładać na prywatnej uczelni. Fot. Sławomir Kamiński / AG

“Tłukł kasę za prywatne podróże”, korzystał “z biura podróży z naszych pieniędzy”, “rozkradał publiczne środki” – takich określeń używali prawicowi komentatorzy, gdy trwały afery o służbowe podróże posłów. Dziś powinien je sobie przypomnieć każdy, kto domaga się od nich komentarza na temat wątpliwych wyjazdów Andrzeja Dudy.

Naszych rozgrzeszamy
Mentalność Kalego to ciężka choroba polskiej polityki. Wiadomo – nasze grzechy rozgrzeszamy lub bagatelizujemy, te same grzechy innych urastają do rangi przestępstw i są niewybaczalne. Przykłady takiej hipokryzji można mnożyć. Właśnie pojawił się kolejny.

“Newsweek” opisał sprawę opłacanych z kasy Sejmu poselskich podróży obecnego prezydenta. Andrzej Duda miał latać w delegacje do Poznania, gdzie zamiast wykonywać obowiązki parlamentarzysty (tak zadeklarował w dokumentach), wykładał na prywatnej uczelni.

Podróże i hotele kosztowały Sejm 11 ty.s zł, a więc stosunkowo niewiele. Jednak to, co może razić, to samo podejście polityka do przeznaczonych na delegacje środków, a także – jeśli założyć, ze doniesienia “Newsweeka” są prawdziwe – możliwe poświadczenie nieprawdy w kontekście celu podróży. To na pewno nie są standardy etyczne, jakich oczekiwalibyśmy od osoby pełniącej urząd głowy państwa.

Przypomina się tu chociażby przypadek “madryckiej trójki” posłów PiS. Posłowie Hofman, Kamiński i Rogacki latali do Hiszpanii tanimi liniami lotniczymi, a w oświadczeniach dla Sejmu twierdzili, że jeżdżą samochodem. W końcu wylecieli z PiS, a od prawa do lewa zapanowała zgoda, że ich działania były niegodne parlamentarzystów.

Kto nas „okrada”
Dziś, gdy sprawa Dudy wydaje się podobna, można byłoby oczekiwać co najmniej krytyki. Nie chodzi nawet o złamanie prawa. Raczej o potępienie praktyk, które tworzą taki, a nie inny obraz klasy politycznej w oczach społeczeństwa. Zamiast tego mamy ciszę. Politycy PiS już uznali publikację „Newsweeka” za czepialstwo i proponują, by zająć się „poważnymi aferami”. Z kolei prawicowe media nawet zarzutów wobec Dudy nie odnotowały, a na Twitterze wyśmiewają je i nazywają „nagonką”.

Co więc pozostaje? Przyłożyć do sprawy wyjazdów obecnego prezydenta taką samą miarę, jaką oni przykładali przy historiach nadużywających delegacji polityków PO czy lewicy. I odnieść się do publikacji „Newsweeka” ich słowami. A te brzmią jednoznacznie.

„Polityczne biuro podróży z naszych pieniędzy. Wycieczki, delegacje i loty” – tak o służbowych wyjazdach posłów pisał w ubiegłym roku serwis Niezależna.pl. Z tekstu można się dowiedzieć, że politycy PO, którzy krytykują „madrycką trójkę”, zapomnieli, „jak sami chętnie sięgają po publiczne pieniądze”

„Coś takiego jak nadużycia związane z groszem publicznym, czyli wspólnym groszem, są absolutnie nie do przyjęcia” – tak mówił o „posłach podróżnikach” prezes PiS Jarosław Kaczyński.

„Jak ministrowie Tuska doją państwo”, „Ministrowie Tuska tłukli kasę” – pisała „Niezależna” o politykach, którzy pobierali ryczałt na paliwo do prywatnego samochodów, mimo że dysponowali służbowymi pojazdami.

„Platforma ogłosiła ostatnio ‚punkt zwrotny’. Takie hasło miałoby sens, gdyby politycy PO-PSL zwrócili wszystkie publiczne pieniądze, które zmarnotrawili objadając się w drogich restauracjach i fundując sobie wycieczki” – grzmiał serwis braci Karnowskich.

„Afera Rostowskiego, związana z wydaniem kilku tysięcy złotych z pieniędzy publicznych” – ogłaszała „Niezależna”. Chodziło o sprawę byłego ministra finansów, któremu Sejm zapłacił za podróże do okręgu, gdzie był kandydatem w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Do tego doszła lawina komentarzy wprost oskarżających Rostowskiego o wyłudzenie pieniędzy. Np. takich…

Grubo. Poseł, członek zarządu PO i współpracownik Ewy Kopacz wyłudził z kasy Sejmu kilka tys. złotych http://niezalezna.pl/63812-jacek-rostowski-naciagnal-podatnikow 

„Także twoje” pieniądze
Teraz jest dobry moment, by zapytać, gdzie się podziali ci moralnie wzburzeni, którzy liczyli każdy tysiąc wydany przez posłów koalicji na służbowe wyjazdy? Gdzie ci, którzy – jak Kaczyński – formułowali ogólny wniosek, że nie ma miejsca na „nadużycia związane ze wspólnym groszem”? Wygląda na to, że schowali się za Andrzejem Dudą, by przeczekać sytuację, a przy następnej okazji, gdy znów na świeczniku będą polityczni wrogowie, wyciągnąć te same argumenty.

Postawa samego prezydenta też zaskakuje. Na razie ani on, ani jego współpracownicy, nie odnieśli się do publicznie stawianych zarzutów. Wypada więc tylko zadedykować Dudzie jego własny twitterowy wpis na temat „zagarniania publicznych środków”.

 

naTemat.pl

 

 

57-letnia Sharon Stone na fotografiach ma ciało 20-latki. Gdzie leży granica retuszu?

Sharon Stone w pięknej sesji. Czy ten retusz może kłamać?
Sharon Stone w pięknej sesji. Czy ten retusz może kłamać? Fot. Screen z Instagram @harpersbazaarus

W najnowszym „Harper’s Bazaar” ukazała się przepiękna czarno-biała sesja zdjęciowa aktorki. Sharon wygląda w niej jakby czas się dla niej zatrzymał jakieś 30 lat temu. Dowcip polega jednak na tym, że to osoba, która zwykle otwarcie mówi o zmianach jakie zachodzą z wiekiem na twarzy i ciele, wbrew panującej w Hollywood modzie nie ma woskowej maski na twarzy i cały czas przypomina siebie. Nie jest ofiarą operacji plastycznych, wydawałoby się, że siebie akceptuje. Ale stała się właśnie ofiarą Photoshopa.

Chyba każdy kto dorastał w latach 90. oglądał „Nagi instynkt” i najbardziej seksowne sceny z Sharon Stone w roli głównej. Jej superzgrabne, długie nogi – słynna scena z przekładaniem jednej na drugą, piękne jędrne i smukłe ciało do dziś wzbudzają pożądanie i zachwyt. Przepiękna, niebezpiecznie seksowna blondynka rozkochała w sobie tą rolą miliony. Jej twarz i ciało stały się ikoną początku lat 90. W wywiadach można jednak było wyczytać, że nie jest typową hollywoodzką „blondie”: tak ładną jak głupią, ale wybitnie inteligentną kobietą z wysokim IQ. Ale to było 23 lata temu. I tak jak inteligencja aktorki z pewnością nie utraciła na czasie – wręcz przeciwnie – jej uroda podobnie jak uroda jej rówieśniczek, zmieniła się.

Z wiekiem skóra i mięśnie tracą swą jędrność i ulegają prawu grawitacji. Pojawiają się też na cerze zmiany naczyniowe, przebarwienia i nawet u najbardziej zadbanych kobiet ich skóra po 50-tce, a już z pewnością koło 60-tki, nie wygląda jak u 20-30 latek. Niestety. Taka jest nasza natura. Wiele niedoskonałości można przykryć, zatuszować makijażem, pomalować farbą czy usunąć laserem. Ale nie da się – przynajmniej na razie – zatrzymać czasu tak, aby wyglądać jak 20 czy 30 lat wcześniej. A na zdjęciach wHarper’s Bazaar aktorka wygląda lepiej niż w „Nagim instynkcie”, kiedy miała lat 34. Na jakieś 20 lub 24.

W związku z tą sytuacją, czytelnicy magazynu a także fani aktorki rozpisali się na twitterze, że jest jednak pewna granica retuszu. I została ona grubo przesadzona w tej sesji. Owszem, Sharon wciąż, jak na swoje lata wygląda pięknie, jest zgrabna, szczupła i smukła, ale porównanie zdjęć aktorki na co dzień a tymi z sesji wypada dość blado. Niestety na niekorzyść grafików, którzy przedawkowali photoshop. Tweetujący fani zaczęli więc się zastanawiać: po co? Po co pokazywać nierealny wygląd nawet najpiękniejszej kobiety świata i wprowadzać w kompleksy inne? Dlaczego niemal 60-letnia aktorka ma wyglądać na 20-latkę? Jakie są z tego korzyści, jaki jest cel tego zamieszania? Przecież to bez sensu.

Nie dość, że nikt nie wygląda tak idealnie jak Sharon w tej sesji – łącznie z samą Sharon – to jeszcze na dodatek, aktorka znana jest z dystansu do swojego starzejącego się ciała i twarzy. W licznych wywiadach podkreślała fakt, że skóra zaczyna być obwisła, mięśnie – również, że na nowo trzeba polubić siebie w swoim innym nie przypominającym tego z młodości – ciele. Że pupa staje się płaska jak dwa naleśniki, że biust obniża się i nie sterczy, że na skórze pojawiają się liczne zmiany jak zmarszczki, bruzdy, brak jędrności (to parafraza słów Sharon).

Z pewnością Sharon bardziej przywiązuje wagę do swojego wyglądu niż przeciętna kobieta. Trenuje, dba o dietę, korzysta z licznych zabiegów, używa najlepszych kosmetyków. Ale cudów nie ma. Może nie wygląda na 57, ale 50 lat, nie mniej obróbka graficzna sesji dla Harper’s Bazaar jest według mnie dla niej krzywdząca. Jeśli tylko na jaw wyjdą prawdziwe zdjęcia przed retuszem może to wywołać falę nieprzyjemnych komentarzy.

Pracowałam trzy i pół roku w Twoim Stylu i 5,5 roku w Elle, gdzie wielokrotnie uczestniczyłam w organizacji sesji zdjęciowych, współpracowałam z fotografami i gwiazdami. Poznałam wówczas kulisy powstawania takich sesji, jak ta Sharon. I niestety, większość polskich gwiazd, nie akceptuje swoich zdjęć, dopóki nie zostaną odpowiednio „wyczyszczone”. U gwiazd dużego formatu nie ma mowy o publikacji zdjęć bez uzyskania od nich zgody. I kiedy czytam komentarze, co graficy zrobili z Kayah czy Edytą Górniak, mam świadomość, że obie panie cokolwiek nie zrobiliby graficy musiały to same wcześniej zaakceptować. Albo, że graficy robili to na ich wyraźne życzenie lub, że nie zgodziły się na publikację okładki dopóki nie będzie odpowiednio wyglądać…

Zastanawiam się więc nad tym czy Sharon zależało na aż takim retuszu? Rozumiem, że nie pokazuje się bruzd, plam, zmarszczek i cellulitu, ale robienie lalki Barbie z kobiety w jej wieku i z jej osiągnięciami jest naprawdę absurdalne.

Jedynym pozytywnym aspektem tej sesji – oprócz cieszenia oka nierealnym obrazem – jest dla mnie natomiast przełamanie pewnego tabu. Naga kobieta przed 60-tką, która jest piękna i seksowna. Na każdym ujęciu uwodzi i robi to z klasą. Flirtuje z czytelnikami i wrzuca kamień do ogródka tym osobom, które aktorki w jej wieku angażują jedynie do ról matek czy babci lub nieszczęśliwych i samotnych kobiet. Gdyby graficy i sama zainteresowana wykazali się nieco większym umiarem w wygładzaniu rzeczywistego obrazu, wyszłoby jeszcze lepiej. Ciekawe czy Sharon Stone jakkolwiek skomentuje zamieszanie wokół tych fotografii.

 

naTemat.pl

„Czy chcesz, by w kraju żyło się lepiej i żeby suszy nie było” – Gugała proponuje trzecie referendum

Anna Siek, 24.08.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,18618989,video.html?embed=0&autoplay=1
Wykorzystywanie instytucji referendum do bzdurnych celów, to kolejny cios w naszą słabą państwowość. To zabawa z ogniem i skrajna nieodpowiedzialność ze strony całej klasy politycznej – ocenił w TOK FM Jarosław Gugała. Wg dziennikarza pytania w obu referendach są „szkodliwe i głupie”. A dodatkowo, takie głosowanie to droga zabawa.

 

Skoro referendum jest w tym sezonie politycznym najmodniejsze, dziennikarz „Polsatu” proponuje trzecie głosowanie. – Trzeba zapytać Polaków, czy chcą, by w kraju żyło się lepiej, czy chcą żyć do stu lat w pełnym zdrowiu i żeby suszy nie było – proponował w „Poranku Radia TOK FM”.

Jarosław Gugała nie zostawił suchej nitki na referendach zaproponowanych przez Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudę. – Wszystkie pytania są głupie, szkodliwe i demagogiczne. Wykorzystywanie instytucji referendum do takich bzdurnych celów, to kolejny cios w naszą słabą państwowość. To zabawa z ogniem – przestrzegał dziennikarz.

 

Zdaniem Gugały, organizowanie dwóch referendów jest nie tylko szkodliwe, ale także bardzo drogie. – A ja już dziś mogę powiedzieć, że żadne z nich nie będzie miało wymaganej frekwencji. W związku z tym to po prostu zawracanie głowy i wyrzucanie grubych pieniędzy z państwowej kasy.

Zobacz także

pytaniaReferendów

TOK FM

Pytają rzeczniczkę PiS o podejrzane faktury Dudy. A ona: „Sposób, w jaki autor się wyraża, pisząc Duda (…); To już jest prezydent Rzeczypospolitej”

MIG, 24.08.2015
– Nie czuję dysonansu, czuję czepianie się, dokopywanie – a gdzie tutaj komu przełożyć – tak rzeczniczka PiS Elżbieta Witek skomentowała informacje „Newsweeka” dotyczące poselskich wyjazdów Andrzeja Dudy. Obecny prezydent miał wg „Newsweeka” w latach 2012-2014 podróżować, by wygłaszać wykłady, za pieniądze podatników.

Prezydent RP Andrzej Duda podczas lotu do Tallina

Prezydent RP Andrzej Duda podczas lotu do Tallina (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

 

„Newsweek” napisał, że Sejm z pieniędzy podatników zapłacił ok. 11 tys. zł. za 17 lotów i 6 noclegów ówczesnego posła Dudy.

Posłom przysługują bezpłatne przeloty, o ile wiążą się z wykonywaniem mandatu. Tymczasem „Newsweek” – ustami naczelnego Tomasza Lisa – sugeruje, że Duda poświadczał nieprawdę – bo choć za każdym razem określał wizyty jako „związane z wykonywaniem mandatu posła”, to jeździł dokładnie wtedy, gdy miał wykłady w Wyższej Szkole Pedagogiki i Administracji w Nowym Tomyślu.

pytanieDnia

-Jeśli są jakieś wątpliwości, trzeba się zwrócić do KPRP z prośbą o wyjaśnienia – komentowała na antenie Polsat News informacje „Newsweeka” rzeczniczka PiS Elżbieta Witek. – Jeśli ktoś ma wątpliwości, to należy się zwracać do Kancelarii Prezydenta i sprawdzać. Niech poczekają na odpowiedź – dodała.

Znacznie szerzej skomentowała natomiast… ton i wydźwięk artykułu.

– Ta okładka, i cały ten artykuł, to nie jest pierwszy atakujący prezydenta Andrzeja Dudę. Zresztą sposób, w jaki autor się wyraża, pisząc Duda… Trzeba przypomnieć, że to już jest prezydent Rzeczypospolitej – mówiła Witek.

Cytowana przez 300politykę rzeczniczka PiS stwierdziła też, że „od zaprzysiężenia Andrzeja Dudy” widać, że „władza odchodząca i środowisko z nią związane nie mogą się pogodzić z tym, że rządzi ktoś inny i rządzi skutecznie” i z tego wynikają ataki na nowego szefa państwa, który „dotrzymuje obietnic i prowadzi aktywną politykę”. – To chyba przeszkadza – skwitowała Witek.

pytająRzeczniczkęPiS

gazeta.pl

 

Gdzie jest miejsce dla krzyża w urzędzie? [OPINIA]

Tomasz Nyczka, 24.08.2015

Podpisanie umowy koalicyjnej pomiędzy PO i SLD. Na ścianie widać krzyż

Podpisanie umowy koalicyjnej pomiędzy PO i SLD. Na ścianie widać krzyż (LUKASZ CYNALEWSKI)

Na jeden dzień z reprezentacyjnej sali w Urzędzie Miasta zniknął krzyż. Gdyby prezydent Jacek Jaśkowiak był konsekwentny w – jak sam mówi – przestrzeganiu zasady rozdziału Kościoła od państwa i samorządu, krzyż nie powinien tam wrócić.

Brak krzyża w Sali Błękitnej Urzędu Miasta zauważył w piątek reporter polityczny Radia Merkury Adam Michalkiewicz. – Nie wiem, dlaczego zniknął – tłumaczył dziennikarzowi prezydent Jacek Jaśkowiak.

Zajęliśmy się tym tematem w „Wyborczej”. Szef gabinetu prezydenta Andrzej Białas powiedział nam, że nie wie, dlaczego ktoś krzyż ściągnął. Przed południem biuro prasowe też nic o tym nie wiedziało. Potem rzeczniczka prezydenta Hanna Surma stwierdziła, że krzyż wisi, ale… w innym miejscu i że dziennikarz go po prostu nie zauważył. Dodawała też: – Krzyż prezydentowi nie przeszkadza. (Kilka godzin wcześniej prezydent Jaśkowiak mówił natomiast Radiu Merkury, że „krzyż kojarzy się z Kościołem i że należy oddzielić miejsca, w których się modlimy, od miejsc, w których pracujemy”). Potem Surma zmieniła wersję: krzyża rzeczywiście przez pewien czas nie było, bo został zdjęty. Po co? Żeby go odkurzyć i polakierować.

Krok w tył

Odkąd Jacek Jaśkowiak został prezydentem Poznania, ustawia się w roli orędownika skrupulatnego przestrzegania rozdziału Kościoła od państwa (czy też kurii od samorządu). W połowie lipca jako pierwszy z włodarzy dużych polskich miast opublikował raport na temat wzajemnych zobowiązań finansowych Kościoła i miasta. Stwierdził też, że jego zdaniem relacje te są niesymetryczne. I że roszczenia Kościoła idą za daleko. Jaśkowiak skrytykował m.in. to, że parafia św. Jana Jerozolimskiego za Murami pobiera ponad 13 tys. zł miesięcznie za przejazd po jej terenach nad Maltą dziecięcej kolejki Maltanka. Potem były umowy między Drukarnią i Księgarnią św. Wojciecha a poznańskimi deweloperami, o których pisaliśmy w „Wyborczej”. Jaśkowiak był oburzony tym, że deweloperzy układali się z kościelną spółką, chcąc „wyrwać” od miasta najkorzystniejsze grunty. Wcześniej prezydent zablokował inicjatywę postawienia na pl. Mickiewicza figury Chrystusa.

W tym kontekście zachowanie Jaśkowiaka w sprawie krzyża w Urzędzie Miasta uważam za krok w tył. Jaśkowiak wielokrotnie mówił o tym, że ma do relacji Poznań-kuria podejście biznesowe. I że Poznań jest jak firma, której partner nie powinien oszukiwać.

Chciałbym jednak, żeby prezydent poszedł dalej i zajął się sferą symboli. Takim symbolem jest właśnie krzyż w Urzędzie Miasta. Sala Błękitna to nie jest drugorzędna salka na placu Kolegiackim. To tam prezydent przedstawiał swoich zastępców, uroczyście podpisywał koalicję z SLD i to tam zaprasza dziennikarzy na konferencje prasowe. Nie widzę powodu, by w takim miejscu w świeckim urzędzie publicznym wisiał krzyż.

Tradycja? Jeśli tak, to zła

Jacek Jaśkowiak podkreśla, że jest wierzący. Ale przyznaje też, że „z Bogiem woli porozmawiać sam, bez pośredników”. Nie interesuje mnie, co prezydent ma w swoim gabinecie. Ale chciałbym, żeby w Sali Błękitnej i Sali Sesyjnej, w której radni głosują nad uchwałami, które mają służyć wszystkim mieszkańcom, a nie tylko tym deklarującym wiarę katolicką, takiego krzyża nie było. Podobnie jak nie chcę go widzieć w sali lekcyjnej w poznańskiej publicznej podstawówce, w urzędzie skarbowym i w poczekalni w miejskim szpitalu.

Nie zgadzam się też z argumentami radnych poznańskiego PiS i SLD. Krzyż w urzędzie publicznym to „tradycja”? Jeśli tak, to jest to zła tradycja i należy z nią zerwać. Dyskusja o tym, czy zdjąć krzyż, otworzy – jak mówi Tomasz Lewandowski z SLD – kolejny konflikt? Nie boję się tego konfliktu, bo wiem, że to słuszne i że w ten sposób ci, którzy wierzący nie są, domagają się respektowania swoich praw.

Gdyby prezydent Jaśkowiak zdjął krzyże z Sali Sesyjnej i Sali Błękitnej, byłby konsekwentny. No chyba, że prezydent znów kalkuluje politycznie: mówienie o roszczeniach Kościoła w sprawie nieruchomości przyniesie mi poparcie, ale „podniesienie ręki” na krzyż – już nie.

vzyKrzyżWinienWisieć

poznan.wyborcza.pl

„Polska Kaczyńskiego. Szydło została wystawiona, by zdjąć z PiS odium partii patriarchalnej”

Anna Siek, 24.08.2015

Jarosław Kaczyński i Beata Szydło

Jarosław Kaczyński i Beata Szydło (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja)

„Jeśli PO podzieli po wyborach los AWS, nie będzie już żadnej poważnej siły mogącej temperować zapędy PiS do jedynowładztwa, demontażu otwartej demokracji pluralistycznej i zastąpienia jej nieliberalną demokracją patriotycznych pozorów oraz do wyprowadzenia Polski na europejskie manowce” – ocenia Adam Szostkiewicz. Publicysta „Polityki” nie ma wątpliwości, że jeśli PiS wygra wybory na czele rządu stanie Jarosław Kaczyński.

 

Wystawienie Beaty Szydło to nic innego, jak zagrywka wyborcza. Według Adama Szostkiewicza, „została wystawiona do kampanii, by zdjąć z PiS odium partii patriarchalnej”.

Wiceprezes partii „ma ocieplać wizerunek partii jako fajna babka z ludowymi korzeniami, która zatańczy pod remizą, ale ma też wyższe studia i staż parlamentarny”.

 

„Polska Kaczyńskiego byłaby projekcją jego osobistych urazów i kompleksów, do których doszłyby urazy i kompleksy jego najbliższego otoczenia. Czy można na to coś poradzić? Sam nie wiem. Chyba niewiele. Poważne błędy polityczne obozu PO, zwłaszcza po odejściu Tuska do Brukseli, wydają się teraz nie do naprawienia” – napisał na blogu publicysta „Polityki”.

Na razie aktywność premier doprowadziła do „zatrzymania negatywnego dla PO trendu w sondażach”. Ale to mało, tym bardziej, że o losach wyborów zdecyduje mniejszość. Bo jak zauważa Szostkiewicz, „połowa w ogóle wybory olewa”.

Zdaniem publicysty, jeśli Platforma przegra wybory – „podzieli po wyborach los AWS” – „nie będzie już żadnej poważnej siły mogącej temperować zapędy PiS do jedynowładztwa, demontażu otwartej demokracji pluralistycznej i zastąpienia jej nieliberalną demokracją patriotycznych pozorów oraz do wyprowadzenia Polski na europejskie manowce”.

Zobacz także

polskaKaczyńskiego

JeśliPisWygra

małeSzwindle

TOK FM

Zachłanne Lasy. „Wyborcza” ujawnia wyniki audytu Najwyższej Izby Kontroli

Adam Wajrak, 23.08.2015

Wycinka drzew w lesie. Lasy Państwowe wycinali więcej drzew, niż wymagała tego ekologia i... ekonomia. Wypłacali sobie za to większe pensje.

Wycinka drzew w lesie. Lasy Państwowe wycinali więcej drzew, niż wymagała tego ekologia i… ekonomia. Wypłacali sobie za to większe pensje. (Fot. Michał Mutor / Agencja Gazeta)

Choć ceny drewna spadały, leśnicy z Lasów Państwowych wycinali coraz więcej i wypłacali sobie coraz wyższe pensje. Niezwykle szybko rosły też wydatki na leśne drogi i siedziby, najwolniej – na ochronę lasów

O Państwowym Gospodarstwie Leśnym „Lasy Państwowe” jest ostatnio głośno, bo realizując postulat PiS, prezydent Andrzej Duda chce zapytać o nie w referendum 25 października. To firma zarządzająca 7 mln hektarów lasów, czyli blisko jedną czwartą powierzchni naszego kraju. Nie tylko zarabia, ale w opinii większości społeczeństwa także przeznacza pieniądze właśnie na ochronę lasów.

To idylliczne wyobrażenie burzy ostatni raport Najwyższej Izby Kontroli, która sprawdzała wydatki Lasów Państwowych w latach 2011–13. Choć Izba stwierdziła, że sytuacja finansowa i majątkowa Lasów jako firmy jest stabilna, to wyniki kontroli pod pewnymi względami są bardzo niepokojące.

Lasy Państwowe wycinają coraz więcej drzew – ilość sprzedanego drewna między rokiem 2011 a 2013 wzrosła z 34,3 mln m sześc. do 36,5, czyli o 6,5 proc. Jednocześnie przychody uzyskane ze sprzedaży tego surowca spadły o blisko 4 proc., bo akurat spadła wtedy też cena drewna.

Manifest Wajraka. Lasy stworzyły sobie państwo

Mimo to firma postanowiła hojnie wynagrodzić swoich pracowników. Pensje leśników poszybowały – przeciętne wynagrodzenie wzrosło o 24 proc. (z ok. 5,6 tys. do blisko 7 tys. zł brutto), a w Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych nawet o 29 proc. (z 8,6 tys. do ponad 11 tys. zł). Skala podwyżek była dwukrotnie wyższa niż przeciętnie w tym czasie w gospodarce.

To nie wszystko. Raport NIK potwierdza też to, co było widać gołym okiem. Lasy pocięte zostały nowymi drogami, które szczególnie paskudnie wyglądają w górach, mostami i betonowymi przepustami nad rzeczkami oraz leśnymi strumieniami – głównie po to, by łatwiej sięgać po drewno. Powstało też wiele, często luksusowych, siedzib firmy.

W latach 2011-13 najwięcej wydano właśnie na drogi i mosty (1,7 mld zł) oraz budynki (569 mln zł, z czego 227 mln na budynki mieszkalne). W tej puli jest kupiona za 62 mln – według NIK z pominięciem rzetelnej analizy ekonomicznej – nowa siedziba Dyrekcji Generalnej w Warszawie.

Co więcej, wydatki na inwestycje stanowiły w latach 2011-13 aż 105-127 proc. łącznych kwot przeznaczonych przez Gospodarstwo na hodowlę i ochronę lasów. Dla porównania w 2010 r. było to 65 proc., a w 2009 r. – tylko 39 proc.

Nic dziwnego, że kluczowe wydatki na zachowanie i ochronę lasów oraz ekosystemów leśnych, a także utrzymanie i powiększanie zasobów i upraw leśnych wyglądają wyjątkowo skromnie. To zaledwie 13 proc. kosztów ogółem Lasów Państwowych.

Według NIK tak prowadzona gospodarka finansowa w dłuższej perspektywie może naruszać równowagę między funkcją produkcyjną a funkcjami społecznymi, ekologicznymi i kulturowymi lasów. Dlatego Izba zwróciła się do ministra środowiska oraz do rządu o lepszy nadzór nie tylko pod kątem finansów, ale też nad gospodarką leśną prowadzoną przez Lasy. Do dyrektora generalnego firmy wysłał zaś wniosek o „właściwe zarządzanie oczekiwaniami płacowymi i prowadzenie racjonalnej polityki w zakresie wynagrodzeń”.

Rzeczniczka Lasów Anna Malinowska odpiera zarzuty NIK, wyjaśniając, że w wieloletniej perspektywie przychody Lasów rosną, więc podwyżki są uzasadnione. Poważnie wzrasta też obciążenie pracą pracowników firmy, a liczba zatrudnionych osób jest taka sama. Co do inwestycji wskazuje, że w przypadku wielu z nich nie ma znaczenia ekonomiczne uzasadnienie, ale wymogi prawa, np. gęstość dróg przeciwpożarowych w lasach. Zarzut w sprawie siedziby dyrekcji uważa za nieuzasadniony. – Rozpatrywane były różne warianty, wybrany został najdogodniejszy i najbardziej opłacalny – wyjaśnia. I uspokaja: – Ilość pozyskiwanego drewna wynika z planów urządzania lasu zatwierdzanych przez ministra środowiska, a nie z decyzji podejmowanych przez Lasy. Prowadzona przez nas gospodarka zapewnia trwałość lasom i realizację funkcji społecznych, ekonomicznych i ochronnych lasów.

Zobacz także

zachłanneLasy

wyborcza.pl

Epidemia referendalna

 wniosekZreferendalnej
Jacek Żakowski, 24.08.2015

Jacek Żakowski uważa, że Senat nie powinien się zgadzać na referendum proponowane przez prezydenta Dudę

Jacek Żakowski uważa, że Senat nie powinien się zgadzać na referendum proponowane przez prezydenta Dudę(Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Czy Senat powinien się zgodzić na referendum Dudy? Nie powinien! Tak jak nie powinien się był godzić na referendum Komorowskiego. Bo w obu przypadkach wyborca nie wie, za czym lub przeciw czemu głosuje.

Prezydent Komorowski zapytał:

Po pierwsze: „Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej?”. Nie wyjaśnił jednak ani tego, ilu okręgów (części jak w Niemczech czy wszystkich jak w Anglii), ani tego, czy z drugą turą (jak do Senatu), czy bez (jak w USA), ani wielu innych spraw decydujących o sensie zmiany.

Po drugie: „Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa?”. Ale nie sprecyzował, czy chodzi o inny system finansowania z budżetu (i jaki), czy o finansowanie niebudżetowe i ewentualnie jakie.

Po trzecie: „Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika?”. Ale nie wiadomo, czy głosując „za”, poprzemy zasadę, którą już wprowadził Sejm, czy też inną, co jest logiczne, bo nie da się wprowadzić zasady, którą już wprowadzono.

To wszystko sprawia, że na referendum 6 września na pewno nie pójdę, by nie odpowiadać na pytania, których sens jest nieznany.

Prezydent Duda poszedł dalej w złą stronę. 25 października mamy odpowiedzieć:

Po pierwsze: „Czy jest Pan/Pani za obniżeniem wieku emerytalnego i powiązaniem uprawnień emerytalnych ze stażem pracy?”. Ale nie wiadomo na przykład tego, o ile wiek ma być obniżony ani jaki staż pracy będzie wymagany, więc nie wiemy, czy prawo do emerytury uzyskamy wcześniej czy później.

Po drugie: „Czy jest Pan/Pani za utrzymaniem dotychczasowego systemu funkcjonowania Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe?”. Nie wiadomo, jak to się ma do prywatyzacji lasów. Nie zmieniając systemu, PGL LP może sprzedać lasy i działać dalej.

Po trzecie: „Czy jest Pan/Pani za zniesieniem obowiązku szkolnego sześciolatków i przywróceniem obowiązku szkolnego od siódmego roku życia?”. Obowiązek szkolny od siódmego roku życia, czyli po skończeniu sześciu lat, jest teraz. Pytanie jest wewnętrznie sprzeczne. Nie wiadomo też, dlaczego prezydent sądzi, że polskie dzieci są głupsze od innych, które idą do szkoły w wieku sześciu lub pięciu lat. Nie wiadomo, jak wyobraża sobie rozładowanie korka, który powstanie w przedszkolach, jeśli jeden rocznik nie pójdzie z nich do szkół, oraz załatanie dziury, która powstanie w oświacie, szkolnictwie wyższym i na rynku pracy, gdy na rok ustanie dopływ uczniów, studentów i pracowników.

W wielu krajach referenda są ważnym narzędziem demokracji. W Polsce też mogłyby być, gdyby prezydenci traktowali państwo poważnie i podjęcie decyzji poprzedzali namysłem oraz solidną debatą. Deficyt kultury politycznej sprawia, że trudno na to liczyć.

Wniosek z referendalnej epidemii jest prosty – potrzebujemy ustawy referendalnej, która jednoznaczność i zrozumiałość pytań podda kontroli Trybunału Konstytucyjnego, na debatę referendalną da nam przynajmniej pół roku, wyznaczy jeden termin referendów, najlepiej w połowie kadencji parlamentu. By mogły służyć państwu, a nie gierkom partii.

Zobacz także

czySenat

czySenat1

wyborcza.pl

%d blogerów lubi to: