Hairwald

W ciętej ranie obecności

Tusk (21.12.14)

 

Ryanairem do Polski, ale nie na święta. Prawica oskarżyła Tuska o skrócenie szczytu z lenistwa, a on leciał do sierot

Donald Tusk na pokładzie Ryanaira. Dobry przykład czy populizm?
Donald Tusk na pokładzie Ryanaira. Dobry przykład czy populizm? Facebook.com

Czyżby nowy szef Rady Europejskiej Donald Tusk głęboko wziął sobie do serca zamieszanie związanie z aferą wywołaną przez kosztowne zagraniczne wojaże polskich parlamentarzystów? Możliwe, że były premier postanowił dać przykład posłom-podróżnikom i skorzystał z usług tanich linii lotniczych. A może chciał jedynie zaoszczędzić?

Zdjęcie Donalda Tuska na pokładzie Ryanaira – irlandzkiego przewoźnika oferującego jedne z najtańszych połączeń lotniczych w Europie – zrobiło w niedzielę furorę na Facebooku. Jedni z szacunkiem komentują niskobudżetową podróż. Inni z przekąsem mówią o populizmie, który miał przyświecać byłemu polskiemu premierowi przy podejmowaniu decyzji o tanim powrocie do domu.

Niezależnie od tego, w prawicowych mediach pojawiły się opinie, jakoby były polski premier, nazywany „królem Europy”, tak spieszył się na święta Bożego Narodzenia do Polski, że celowo skrócił swój debiutancki unijny szczyt (był przewidziany na dwa dni, a odbył się w zaledwie dzień), aby zdążyć w piątek do domu.

– Przecież od dawna wiadomo, że Donald Tusk nie lubi się przepracowywać. Kiedy był premierem, kończył pracę po południu w czwartek, by pojawić się w Kancelarii Premiera w poniedziałek, też po południu. A kiedy był wicemarszałkiem Senatu, oglądał mecze w trakcie prowadzenia obrad – komentuje dla „Super Expressu” rzecznik PiS Marcin Mastalerek, którego słowa chętne cytuje też portal braci Karnowskich.

Jak się jednak okazało, przewodniczący Rady Europejskiej nie wrócił do Polski tylko i wyłącznie w celach wypoczynkowych – w niedzielę otworzył dom dziecka w Odporyszowie koło Tarnowa. Co więcej, w niedzielne popołudnie ks. Kazimierz Sowa ujawnił, że już jutro Donald Tusk znowu spodziewany jest w Brukseli.

naTemat.pl

Prof. Staniszkis dla wPolityce.pl o nowych pełnomocniczkach pani premier: „Komunie nie pomogło. Kopacz też nie pomoże”

Fot. TVP Info/wPolityce.pl

Na miejsce wiceministrów odwołanych przez Ewę Kopacz wejdą pełnomocnicy (a raczej pełnomocniczki) ds. realizacji obietnic z exposé. Posłanki PO obejmą stanowiska w czterech resortach: zdrowia, edukacji, skarbu i infrastruktury. Zasilenie rządu przez koleżanki pani premier komentuje dla wPolityce.pl prof. Jadwiga Staniszkis:

CZYTAJ WIĘCEJ: Kopacz lepsza niż Tusk. Powołała cztery pełnomocniczki ds. realizacji obietnic exposé

Tak dokładnie funkcjonowało państwo w okresie komunizmu. Na biurokrację nakładano siatkę komisarzy, którzy mieli mobilizować urzędników do wzmożonych działań. Taka struktura, w skrajnej formie, istniała w okresie stanu wojennego. Wtedy byli to ludzie z wojska i doszczętnie sparaliżowali biurokrację, bo nie rozumieli gospodarki. Pochodzili z układu, który zawsze cieszył się przywilejami. Ewa Kopacz wybrała podobne rozwiązanie

— mówi portalowi wPolityce prof. Jadwiga Staniszkis.

Jest to rozpaczliwa próba przełamania inercji państwa przed wyborami parlamentarnymi. Platformie Obywatelskiej pozostało niewiele czasu, by pokazać, że coś robi. Chodzi o to, by przynajmniej niektóre obietnice, zawarte w exposé pani premier, zrealizować. Tyle, że niektórych rzeczy nie da się załatwić w urzędach. Trzeba wybrać drogę legislacyjną, przez parlament. To nie jest więc próba zmiany systemowej tylko połowicza próba dania kopniaka systemowi, by zaczął lepiej działać, by w ogóle ruszył

— wyjaśnia, wskazując że to rozwiązanie z kategorii ostatecznych.

Nie należy tego mylić z malowaniem trawy, które następuje, kiedy już nic nie da się zrobić. Działanie Kopacz polega na wprowadzeniu swoich ludzi do resortów, by mobilizowali urzędników i bezpośrednio przekazywali jej informacje. Żeby jej nie mówiono, że jest sukces, kiedy tak naprawdę jest klęska. Gdy nie potrafi się zmienić reguł gry, albo nie ma się na to czasu, stosuje się tego typu środki nadzwyczajne

— zauważa prof. Staniszkis w rozmowie z portalem wPolityce.pl i dodaje:

W Polsce system biurokratyczny jest oparty na fundamentalnym braku zaufania. Te wszystkie limity, kontrole, podejrzliwość. Urzędy kontrolne, które paraliżują w znacznym stopniu działanie biurokracji, powodują m.in., że techniczne i kadrowe możliwości służby zdrowia nie są wykorzystywane. Alternatywa mogłoby być rozluźnienie systemu, inne wyceny usług, np. w służbie zdrowia, niż taka kobietka, która będzie patrzyła na ręce urzędnikom

Kopacz nauczyła się tego pewnie w komunizmie. Na tym polegały wówczas zmiany systemowe, że dokładano kolejny poziom, który miał kontrolować i mobilizować ten poprzedni. Komunie to nie pomogło. Kopacz zapewne też nie pomoże.

wPolityce.pl

Córka Ewy Kopacz opowiada „Newsweekowi” o nowej roli swojej matki: Trudno ją złapać, dodzwonić się. Wiecznie zajęta

Córka premier Ewy Kopacz zdradza w "Newsweeku" kulisy wejścia swojej matki do polityki.
Córka premier Ewy Kopacz zdradza w „Newsweeku” kulisy wejścia swojej matki do polityki. Fot. Grazyna Marks / Agencja Gazeta

Niewiele brakowało, a Ewy Kopacz być może nigdy nie byłoby w polityce. Na zaangażowanie w tę sferę postawiła dopiero, gdy jej mężowi nie udało się dostać do parlamentu po minimalnej przegranej z Piotrem Nowiną-Konopką. – Po tej przegranej już nie chciał kolejny raz próbować. Mama powiedziała: Kopacz, ja ci pokażę, jak się robi politykę. I pokazała – wspomina w rozmowie z najnowszym „Newsweekiem” córka pani premier.

Jak to wszystko się zaczęło
Katarzyna Kopacz-Petranyuk zdradza, że pierwsze sztaby wyborcze organizowano w kuchni domu Kopaczów. – Mnóstwo ludzi. Dyskutowali przy kawie, w oparach papierosowego dymu – opowiada Małgorzacie Święchowicz o czasach, gdy to jej ojciec Marek Kopacz starał się o zdobycie mandatu z list Unii Wolności. Ewa Kopacz postawiła już na mniej dyskusji, a więcej działania. Karierę zaczęła w sejmiku województwa mazowieckiego, by szybko zdobyć mandat w parlamencie.

– Pomyślałam, że to niesamowite, jak ona szybko się w tym wszystkim odnalazła – wspomina Kopacz-Petranyuk. – Tylko w domu bywała jeszcze rzadziej niż wtedy, gdy brała dyżury. No i coraz częściej przy stole rozmawiało się o polityce, koalicjach, opozycjach – dodaje.

Rozwód był przez politykę?
Córka pani premier zapewnia jednak, że rozwód jej rodziców nie był motywowany polityką i tym, że Ewa Kopacz zaszła dalej niż Marek Kopacz. – Ich drogi rozeszły się naturalnie, każde z nich już czegoś innego potrzebowało. Odeszli od siebie bez kłótni, trzaskania drzwiami. Pozostali w przyjacielskich relacjach. Zawsze wspierał mamę, doradzał jej, nawet gdy już nie byli razem – tłumaczy.

Rozmówczyni „Newsweeka” zdradza, że wiele wsparcia Ewa Kopacz potrzebowała szczególnie po katastrofie smoleńskiej. A raczej atakach, których kilka tygodni po tym wydarzeniu ówczesna minister zdrowia stała się celem. – Przeżyła to bardzo – mówi jej córka.

Twarda bardziej niż się wydawało
Jednocześnie podkreśla, że nawet najtrudniejsze sytuacje i katastrofy nie są dla Ewy Kopacz pierwszyzną, bo przez lata pracowała przecież jako lekarz sądowy. I to ze sporymi sukcesami – Kiedyś pomogła rozwiązać zagadkę zabójstwa pewnej starszej kobiety. Obrażenia wskazywały, że cios zadała osoba leworęczna, tymczasem zarzuty postawiono praworęcznej. Jej ustalenia doprowadziły do tego, że w kręgu podejrzanych znalazła się kobieta wcześniej w ogóle niebrana pod uwagę. Podczas przesłuchania przyznała się do winy – dowiadujemy się od córki szefowej rządu.

Dlaczego Gdańsk?
Kopacz-Petranyuk w rozmowie z „Newsweekiem” ujawnia też kulisy przeprowadzki swojej mamy do Trójmiasta. Wielu spekulowało, że Ewa Kopacz postanowiła zamieszkać w Gdańsku, by mieć lepszy kontakt z ówczesnym premierem Donaldem Tuskiem. Córka pani premier przekonuje jednak, że przeprowadzka nad morze była motywowana względami rodzinnymi, a nie polityką.

– Była niezadowolona, że wybrałam Gdańsk, ale jakoś się pogodziła. (…) Miała tu mnie i tak jak ja zakochała się w Gdańsku. Najpierw przyjeżdżała tylko zapełnić mi lodówkę i pojechała ze mną kupić kota, żebym nie była tak całkiem sama – wspomina Katarzyna Kopacz-Petranyuk czasy, gdy na zamieszkanie w Gdańsku zdecydowała się też jej mama.

Być może właśnie tam premier Ewa Kopacz spędzi Wigilię. Jej córka zdradza, że na kila dni przed świętami, wciąż nie udało się jednak ustalić do końca tego, gdzie świętować będzie rodzina. – Trudno ją złapać, dodzwonić się. Wiecznie zajęta – ubolewa.

naTemat.pl

Krystyna Pawłowicz przeprasza dziennikarkę TVN24: „Proszę nie gniewać się już na mnie”

Wymiana zdań między Agatą Adamek a Krystyną Pawłowicz
Wymiana zdań między Agatą Adamek a Krystyną Pawłowicz Fot.TVN24

– Przeprosiłam dziś panią Agatę Adamek z TVN. Mogłam spokojniej powiedzieć jej, o co mi chodziło. Czuję się teraz lepiej – tak Krystyna Pawłowicz informowała na Facebooku, że poprosiła o wybaczenie za ostre słowa. Jednak najwyraźniej wniosków, nie wyciągnęła, bo tego samego dnia kłamstwo zarzuciła Monice Olejnik i Magdalenie Środzie.

Krystyna Pawłowicz obraziła się na dziennikarkę TVN24 za cytowanie w materiale słów wiceministra zdrowia Sławomira Neumanna. Ten nazwał idiotyzmem tezy polityków PiS, że wybory są sfałszowane.

Agata Adamek nawiązała do tych słów, komentując kilka różnych wypowiedzi polityków Prawa i Sprawiedliwości. Wymieniła w swoim wcześniejszym materiale m.in. napisany przez Pawłowicz felieton, w którym posłanka uznała, że właściwie wyborów samorządowych w Polsce nie było.

Krystyna Pawłowicz najwyraźniej to porównywanie słów PO i PiS zapamiętała i wzięła do siebie. Gdy spotkała dziennikarkę na korytarzu Sejmu zarzuciła, że jest przezywana w jej komentarzach.

– Pani jest zwykła kłamczucha i pani nie ma żadnych kompetencji. Pani jest nieuczciwa, brak pani kultury, niech pani się nigdy więcej do mnie nie zgłasza i nie pokazuje mi się na oczy. Pani jest idiotką – tymi słowani potraktowała posłanka dziennikarkę TVN24.

Teraz przeprasza. Zadzwoniła i wysłała maila.

KRYSTYNA PAWŁOWICZ DO AGATY ADAMEK

Pani Redaktor, zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i przyznam, że nie czułabym się dobrze mając w pamięci zbyt ostre słowa, którymi do Pani niedawno się zwróciłam. Proszę mi wybaczyć i nie gniewać się już na mnie. Życzę Pani udanych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia i całego następnego roku Czytaj więcej

Źródło: TVN24

naTemat.pl

Kuźmiuk: Jeśli chodzi o przedmioty maturalne, to religia nie powinna być dyskryminowana

dżek, 21.12.2014
http://www.gazeta.tv/plej/19,102433,17166341,video.html?embed=0&autoplay=1
Episkopat naciska na maturę z religii. Wspiera go PiS, które nieobecność religii na maturze uznaje za dyskryminację.
Strona kościelna na ostatnim posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu poprosiła o ponowne przeanalizowanie możliwości prawnych co do wprowadzenia religii jako dodatkowego egzaminu maturalnego.- Jeśli religia jest równoprawnym przedmiotem w szkole, to nie powinna być dyskryminowana, jeśli chodzi o przedmioty maturalne – mówił w TOK FM Zbigniew Kuźmiuk z PiS.

„Wyobraźmy sobie tę maturę. Teoretyczna (znajomość modlitw) i praktyczna (techniki klękania)” [BLOG]

– Jest porządek wiedzy przekazywany w szkole i porządek wiary przekazywany w kościele. Religia nie jest przedmiotem równoprawnym, a katecheci nie są objęci kontrolą kuratorów – stwierdził Krzysztof Iszkowski z Twojego Ruchu, w programie „Wybory w TOKU”.

Awantura o religię na maturze wybucha co jakiś czas, ostatnio dwa lata temu. Od lat pomysł forsują biskupi, a środowiska lewicowe są przeciw. Ci najbardziej umiarkowani dopuszczają jedynie myśl, że możliwy byłby tylko egzamin z religioznawstwa, ale to nie podoba się hierarchom kościelnym.

Jak na razie stanowisko MEN jest jasne. „Należy podkreślić, że zarówno z Konstytucji RP (art. 25 ust. 2), jak i z konkordatu (art. 12 ust. 2 i 4) wynika zasada niezależności państwa i Kościoła katolickiego, która w zakresie nauczania religii znajduje wyraz w wyłączeniu kompetencji państwa, w odniesieniu do programu nauczania religii i podręczników oraz treści nauczania i wychowania religijnego” – czytamy w komunikacie na stronie ministerstwa.

Religia z matury? Dwugłos – za i przeciw [BLOG]

TOK FM

Marian Kowalski: Polska także dla Polaków

Janusz Schwertner Redaktor Onet Wiadomości
21.12.2014

– Rzu­cam rę­ka­wi­cę tym lu­dziom, któ­rzy za­sia­da­ją dziś w par­la­men­cie. Pol­ska po­trze­bu­je wstrzą­su, wy­mia­ny elit. Nie mo­że­my w kółko po­wta­rzać, że kie­dyś było go­rzej. Co 25-lat­ka ob­cho­dzą ko­lej­ki po mięso za PRL-u? Mamy prawo mieć wiel­kie aspi­ra­cje. Pol­ska ma do ode­gra­nia wiel­ką rolę – mówi w roz­mo­wie z One­tem Ma­rian Ko­wal­ski, kan­dy­dat Ruchu Na­ro­do­we­go na pre­zy­den­ta Pol­ski.

Marian Kowalski

Foto: Tomasz Rytych / Agencja GazetaMarian Kowalski

Winnicki: Polska (nie) tylko dla Polaków

– Chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków, działających w interesie polskim. Chcemy, żeby gospodarz naszego kraju nie pozwalał na to, żeby inne obce społeczności zaczynały w Polsce dominować. Tak, Polska dla Polaków – mówi w rozmowie z Onetem Robert Winnicki

Ruch Na­ro­do­wy zde­cy­do­wał się na za­ska­ku­ją­cy krok. W przy­szło­rocz­nych wy­bo­rach pre­zy­denc­kich nie wy­sta­wił znacz­nie bar­dziej roz­po­zna­wal­ne­go Ar­tu­ra Za­wi­szy, lecz in­ne­go z wi­ce­pre­ze­sów par­tii – Ma­ria­na Ko­wal­skie­go. Szan­są dla niego stał się też pe­wien ważny szcze­gół: dwaj po­zo­sta­li li­de­rzy – szef ugru­po­wa­nia Ro­bert Win­nic­ki i były poseł Krzysz­tof Bosak – nie mogą jesz­cze kan­dy­do­wać, bo obaj nie ukoń­czy­li 35 lat. A to wa­ru­nek, by w Pol­sce ubie­gać się o urząd pre­zy­den­ta.

– Ma­rian Ko­wal­ski to doj­rza­ły kan­dy­dat mło­de­go po­ko­le­nia – re­ko­men­do­wał swo­je­go par­tyj­ne­go ko­le­gę Win­nic­ki. – Ma­rian bę­dzie kan­dy­da­tem innym niż wszy­scy, po­nie­waż sta­nie prze­ciw­ko po­li­tycz­nej mafii jako głos pol­skiej ulicy – do­da­wał Artur Za­wi­sza.

Ma­rian Ko­wal­ski, wie­lo­let­ni dzia­łacz ru­chów na­ro­do­wych, a pry­wat­nie ochro­niarz i wzię­ty spor­to­wiec, na kon­fe­ren­cji pra­so­wej żar­to­wał: – De­kla­ru­ję, że od­niósł­bym zwy­cię­stwo nad po­zo­sta­ły­mi kan­dy­da­ta­mi w do­wol­nej dys­cy­pli­nie spor­to­wej, włącz­nie z war­ca­ba­mi – stwier­dził. W przy­szłym roku staje do walki o naj­wyż­szy urząd w pań­stwie.

Z Ma­ria­nem Ko­wal­skim, kan­dy­da­tem Ruchu Na­ro­do­we­go na pre­zy­den­ta Pol­ski, roz­ma­wia Ja­nusz Schwert­ner.

Pol­scy na­ro­dow­cy dość dra­stycz­nie oce­nia­ją obec­ny stan na­sze­go pań­stwa. O od­zy­ska­niu wol­no­ści mówią: to była zdra­da. A Pan – jest dumny, że 25 lat temu udało nam się do­ko­nać prze­wro­tu i po­zbyć się ko­mu­ni­zmu?

Opo­wiem panu aneg­do­tę z mo­je­go pry­wat­ne­go życia. W roku 1989 od­pra­co­wy­wa­łem woj­sko w lu­bel­skiej fa­bry­ce sa­mo­cho­dów. To był czas do­ga­sa­ją­cych straj­ków „So­li­dar­no­ści”, ko­lej­ne próby wznie­ce­nia de­mon­stra­cji pa­li­ły już na pa­new­ce.

Któ­re­goś dnia sie­dzę na prze­rwie śnia­da­nio­wej z kil­ko­ma ro­bot­ni­ka­mi, ta­ki­mi, któ­rzy prze­pra­co­wa­li w tym fachu całe życie. Zje­dli śnia­da­nie i wy­ję­li ga­ze­tę. Czy­ta­ją, że gdzieś były straj­ki, że coś upa­dło, że ktoś pró­bo­wał na­mó­wić ludzi do dzia­ła­nia, ale nikt nie pod­jął te­ma­tu. Jeden z nich spa­lił peta, uga­sił i po­wie­dział cał­kiem zre­zy­gno­wa­ny: „Wie­cie co? So­li­dar­no­ści już nie bę­dzie…”.

Chwi­lę póź­niej, po ob­ra­dach Okrą­głe­go Stołu, sym­bo­licz­nie ogło­szo­no ko­niec PRL.

Po roz­mo­wie z tymi ro­bot­ni­ka­mi wró­ci­łem do domu. Włą­czy­łem te­le­wi­zor i oka­za­ło się, że jest Okrą­gły Stół, że są ja­kieś usta­le­nia. Ktoś się z kimś do­ga­dał. Ogła­sza­no „wiel­kie zwy­cię­stwo”. No cóż, w tych roz­mo­wach uczest­ni­czy­li ci, któ­rym się do­brze dzia­ło. A ro­bot­ni­cy… mogli po­czuć co naj­wy­żej gorz­ką sa­tys­fak­cję.

Ale lu­dzie, któ­rzy sie­dli do roz­mów w Mag­da­len­ce, to byli li­de­rzy pod­zie­mia. Człon­ko­wie wiel­kiej or­ga­ni­za­cji, która wal­czy­ła z sys­te­mem.

Ale weźmy pod uwagę choć­by fakt, że wielu z nich nor­mal­nie pra­co­wa­ło od 8 do 16 na pań­stwo­wych uczel­niach w ko­mu­ni­stycz­nym pań­stwie. A np. pan Ta­de­usz Ma­zo­wiec­ki w cza­sie PRL był po­słem. Niech oni nie robią dziś z sie­bie mę­czen­ni­ków. Choć oczy­wi­ście byli tacy, któ­rzy wiele wy­cier­pie­li, jak choć­by Karol Mo­dze­lew­ski. Ale bądź co bądź, wielu z nich pra­co­wa­ło w sfe­rze bu­dże­to­wej…

Onet Magazyn – czytaj teksty naszych autorów!

Onet Magazyn

Media/informacje/publikacje · 609 osób lubi to

· 13 listopada ·

Prawdopodobnie nigdy w dziejach jako naród nie przeżyliśmy bardziej udanej dekady od tej, która wkrótce będzie za nami. Ale skutecznie podgrzewane podziały wśród Polaków są niepokojące. Jak niszczycielska jest ich siła, widać zawsze 11 listopada – pisze Janusz Schwertner z Onetu.

O co ma Pan naj­więk­szy żal?

Wy­star­czy­ło prze­pro­wa­dzić na­praw­dę wolne wy­bo­ry. Prze­cież lu­dzie, któ­rzy re­pre­zen­to­wa­li spo­łe­czeń­stwo przy Okrą­głym Stole, nie mieli man­da­tu, by uma­wiać się na coś wię­cej. Praw­dzi­wie wolne wy­bo­ry to rze­czy­wi­ście mo­gło­by być ja­kieś nowe otwar­cie. Da­ły­by szan­sę, że do Pol­ski wrócą ci, któ­rzy z przy­mu­su mu­sie­li z niej ucie­kać.

Mam żal, że są lu­dzie, któ­rzy do­pro­wa­dzi­li swoją dzia­łal­no­ścią Pol­skę do kry­zy­su, póź­niej nadal czer­pa­li pro­fi­ty. Po­li­ty­cy, któ­rzy usie­dli przy Okrą­głym Stole, do­ga­da­li się z ko­mu­ni­sta­mi tak, by jed­nym i dru­gim żyło się do­brze. Naj­gor­sze, że dziś nadal nie­roz­trop­ną po­li­ty­ką do­pro­wa­dza­ją Pol­skę do kry­zy­su.

Po­trze­bu­je­my wy­mia­ny elity, każdy kraj tego po­trze­bu­je. U nas tego za­bra­kło.

W wy­bo­rach pre­zy­denc­kich bę­dzie Pan ry­wa­li­zo­wał z czło­wie­kiem, który za­pi­sał chlub­ną kartę w pol­skiej hi­sto­rii. Ży­cio­rys Bro­ni­sła­wa Ko­mo­row­skie­go – po­cho­dzą­ce­go z pa­trio­tycz­nej ro­dzi­ny, ma­ją­ce­go za sobą dzia­łal­ność pod­ziem­ną i in­ter­no­wa­nie – im­po­nu­je Panu?

Nie cho­dzi o to, z ja­kiej ro­dzi­ny po­cho­dził. Sam dzie­dzicz­ny ary­sto­kra­tyzm nie wy­star­czy…

…​ale śro­do­wi­ska opo­zy­cyj­ne wobec Ko­mo­row­skie­go i jego obozu z lu­bo­ścią wy­po­mi­na­ją innym prze­szłość, ko­nek­sje ro­dzin­ne, wtedy, gdy rzu­ca­ją oskar­że­nia. O Ko­mo­row­skim na pra­wi­co­wych wie­cach mówi się: „Ko­mo­ru­ski”. Po­do­ba się Panu taka sty­li­sty­ka?

Nie. Oczy­wi­ście, to wspa­nia­le, że Ko­mo­row­ski miał tak wy­bit­nych przod­ków. Ale nie można od tego uci­nać ku­po­nów. Nie kwe­stio­nu­ję jego za­sług z cza­sów PRL. Dziś za to na pewno stoi za nim silne lobby ludzi daw­nych Woj­sko­wych Służb In­for­ma­cyj­nych. Można mieć wspa­nia­łą prze­szłość, ale fakt, że Ko­mo­row­ski jest za­kład­ni­kiem wpły­wo­wych, groź­nych, nie­zwe­ry­fi­ko­wa­nych służb, budzi nie­po­kój.

Mó­wiąc o Bro­ni­sła­wie Ko­mo­row­skim, unika Pan moc­nych słów.

Nie chcę się­gać po re­to­ry­kę pi­sow­ską. To nie nasz styl, choć oczy­wi­ście po czę­ści mo­że­my się z nią zga­dzać. Ale w Pol­sce to o nas mówi się bru­tal­nym ję­zy­kiem. Brzyd­kim i nie­spra­wie­dli­wym. Na­ro­dow­cy to dla nie­któ­rych fa­szy­ści albo na­zio­le. Cza­sem się czuję, jak­bym na­le­żał do Ruchu Au­to­no­mii Ślą­ska. Ma pan jed­nak rację: ła­du­nek złych emo­cji w Pol­sce jest ogrom­ny. Wy­star­czy po­czy­tać ko­men­ta­rze w in­ter­ne­cie. Przy­po­mi­na­ją na­pi­sy z brud­nych kla­tek scho­do­wych sprzed lat.

Z dru­giej stro­ny, nie prze­sa­dzaj­my. Ostre sfor­mu­ło­wa­nia na temat po­li­ty­ków to nie jest jakaś pol­ska spe­cjal­ność. Kie­dyś w bry­tyj­skim par­la­men­cie po­sło­wie prze­krzy­ki­wa­li i rzu­ca­li cham­skie hasła do Mar­ga­ret That­cher. W końcu prze­rwa­ła i zwró­ci­ła się do jed­ne­go z nich: „Pan się myli, ja nigdy tego za­wo­du nie upra­wia­łam”.

Marian Kowalski, fot. Ruch Narodowy

Foto: Materiały prasoweMarian Kowalski, fot. Ruch Narodowy

Pań­skie hasło wy­bor­cze: „Silny czło­wiek na trud­ne czasy” jest łatwe do zin­ter­pre­to­wa­nia przy­naj­mniej w po­ło­wie. Ale zanim po­roz­ma­wia­my o Pań­skiej po­stu­rze, za­cznij­my od dru­giej czę­ści hasła: czego Po­la­cy po­win­ni się oba­wiać w naj­bliż­szych la­tach?

Jest kilka spraw. Po pierw­sze, skoń­czą się środ­ki unij­ne, które otrzy­mu­je­my „na czy­sto”. Może się oka­zać, że za­brak­nie pie­nię­dzy na utrzy­ma­nie tych nie­jed­no­krot­nie prze­pła­co­nych in­we­sty­cji o cha­rak­te­rze roz­ryw­ko­wych, jak sta­dio­ny czy aqu­apar­ki… Wkrót­ce może dojść do ka­ta­stro­fy bu­dże­tów w gmi­nach. Mu­si­my być na to przy­go­to­wa­ni. Z dru­giej stro­ny, nie ma żad­nej pew­no­ści, że sze­reg du­żych in­we­sty­cji in­fra­struk­tu­ral­nych zo­sta­nie do­koń­czo­nych.

Co jesz­cze?

Kwe­stia po­li­ty­ki za­gra­nicz­nej. Nie wiemy dziś, co jesz­cze wy­da­rzy się na Ukra­inie. Nie­któ­rzy się cie­szą, że Pu­ti­no­wi skoń­czy­ły się pie­nią­dze. Moim zda­niem nie ma się z czego cie­szyć. Traci pie­nią­dze, więc się cof­nie? To na­iw­ne my­śle­nie. On może pójść na ca­łość.

Trze­cia spra­wa, to nie­bez­pie­czeń­stwo utknię­cia w her­me­tycz­nej sce­nie po­li­tycz­nej. Nie ma w za­sa­dzie żad­nych no­wych idei. PO i PiS pre­zen­tu­ją nam wy­łącz­nie grę emo­cji. Obie par­tie są pro­eu­ro­pej­skie, za­kła­da­ją dużą in­ge­ren­cję w życie Po­la­ków. Róż­nią się tylko w kwe­stii eme­ry­tur i w tym, kto wię­cej na­kradł na de­le­ga­cjach. To fru­stru­ją­ce.

Czasy mogą być cięż­kie. Za­miast szu­kać no­wych idei, po­pa­da­my w sta­gna­cję.

Gdy par­tiom głów­ne­go nurtu za­rzu­ca Pan prze­sad­nie emo­cjo­nal­ną po­li­ty­kę, przy­po­mi­na­ją mi się wiece ru­chów na­ro­do­wych. Przy­zna Pan – w ich cza­sie aż kipi od emo­cji.

U nas są emo­cje, bo jest wielu mło­dych ludzi, któ­rzy nie widzą dla sie­bie żad­nych per­spek­tyw. Już nawet nie ma gdzie wy­jeż­dżać. Dla nich mu­si­my bu­do­wać po­zy­cję Pol­ski w re­gio­nie, bo prze­cież trze­ba brać pod uwagę moż­li­wy roz­pad Unii eu­ro­pej­skiej. Gdyby tak się stało, to nie mo­że­my zo­stać od­osob­nie­ni. By­li­śmy ła­twym łupem.

Mó­wi­my o kon­kre­tach. Na przy­kład – trze­ba roz­wią­zać ZUS, prze­cież jak runie ta pi­ra­mi­da fi­nan­so­wa, to doj­dzie do ka­ta­stro­fy. Trze­ba roz­bro­ić tę bombę ze­ga­ro­wą, póki nie wy­buch­nie z całą mocą. Nie można dłu­żej utrzy­my­wać tworu, który ha­mu­je roz­wój na­szej go­spo­dar­ki.

Chce­cie też wpro­wa­dze­nia sys­te­mu pre­zy­denc­kie­go.

Tak, nie może być tak, jak jest dzi­siaj. Pol­ska jest kra­jem, gdzie trze­ba po­dej­mo­wać de­cy­zje szyb­ko, spraw­nie. Wie pan na przy­kład, kto w Pol­sce de­cy­du­je o tym, w ja­kiej od­le­gło­ści od domu przed­szko­la­ka za­trzy­mu­je się au­to­bus wio­zą­cy dzie­ci? Na­czel­ny Sąd Ad­mi­ni­stra­cyj­ny! To nie­po­ję­te!

Mówi Pan, że „mło­dzi Po­la­cy nie mają już nawet gdzie wy­jeż­dżać”. Można wy­cią­gnąć taki wnio­sek: u nas jest tak na tyle do­brze, że nie warto opusz­czać kraju.

Nie, po pro­stu UE nie jest już le­kiem na całe zło. Przy­po­mnij­my sobie cho­ciaż sy­gna­ły, jakie wy­sy­ła pre­mier Wiel­kiej Bry­ta­nii. One ude­rza­ją bez­po­śred­nio w Po­la­ków. Nie w przy­by­szów z tzw. daw­ne­go trze­cie­go świa­ta, tylko stric­te w Po­la­ków. Wiel­ka Bry­ta­nia za­wsze była nie­lo­jal­na, w kwe­stii za­trud­nie­nia bę­dzie po­dob­nie.

My je­ste­śmy zde­ter­mi­no­wa­ni, żeby było do­brze tu, w Pol­sce. Żeby nie trze­ba było szu­kać ła­ska­we­go chle­ba za gra­ni­cą. Nie róż­ni­my się od in­nych czę­ści świa­ta, mo­że­my mieć wy­so­kie aspi­ra­cje. Mu­si­my iść wła­sną drogą i nie roz­glą­dać się na in­nych. Dziś cie­szy­my się, że na­pły­wa­ją środ­ki na roz­wój in­fra­struk­tu­ry. Ale – za te pie­nią­dze mu­si­my ku­po­wać go­to­we tech­no­lo­gie nie­miec­kie! A to po­wo­du­je za­stój na uczel­niach. Nie pro­wa­dzi­my żad­nych badań, bo prze­cież nie są po­trzeb­ne. Do­cho­dzi­my do in­te­lek­tu­al­ne­go pa­ra­li­żu. Po co coś bu­do­wać, skoro można to przy­wieźć? Po co się wy­si­lać, łamać głowę? To ko­lo­nial­ny spo­sób my­śle­nia, który może przy­nieść ka­ta­stro­fal­ne skut­ki.

Ruch Na­ro­do­wy bar­dzo ostro dia­gno­zu­je to, co ostat­nio dzie­je się w Pol­sce. We­dług mnie, na wy­rost. Ostat­nie 10 lat to pew­nie naj­lep­sza de­ka­da w dzie­jach na­sze­go pań­stwa.

Oczy­wi­ście, to praw­da – nie było wojen, ma­so­wych mor­dów, nie po­mar­li­śmy z głodu. Ale mu­si­my mieć wyż­sze aspi­ra­cje, więk­sze po­trze­by! Nie ciesz­my się tylko z tego, że nikt nie zgi­nął. Mło­dzi lu­dzie od­rzu­ci­li już kom­plek­sy sta­rych, ludzi z mo­je­go po­ko­le­nia i star­szych: dla któ­rych pusz­ka co­ca-co­li, za­gra­nicz­ne żur­na­le, ładne je­an­sy, to było coś… Oni nie mają ba­ga­żu. Im się na­le­ży nor­mal­ne życie. A dziś jest tak, że młody ab­sol­went zaraz po stu­diach musi pra­co­wać fi­zycz­nie.

Na jed­nym z wie­ców mówił Pan: „Po 25 la­tach tym pier­do­łom trze­ba sko­pać d… i wy­pie­przyć przez okno z bu­dyn­ku Sejmu”. Mocno.

To jest język ma­ni­fe­sta­cji. Gdy mam wokół sie­bie mło­dych, wku­rzo­nych ludzi, to po pro­stu muszę być bez­po­śred­ni. Po­trze­bu­je­my wstrzą­su, elita po­win­na w końcu mówić ję­zy­kiem zwy­kłych ludzi. A nie krę­cić. Rzu­cam rę­ka­wi­cę tym lu­dziom, któ­rzy dziś sie­dzą w par­la­men­cie i na­ra­ża­ją Pol­skę na śmiesz­ność.

Po­la­kom ruchy na­ro­do­we ko­ja­rzą się z ha­słem, które cza­sa­mi pada na de­mon­stra­cjach: „Pol­ska dla Po­la­ków”. Co one ozna­cza dla Pana?

Na pry­wat­ny uży­tek prze­kształ­ci­łem nieco to sfor­mu­ło­wa­nie. Ja chcę „Pol­ski także dla Po­la­ków”. Bo dziś zwy­kli lu­dzie, któ­rzy nie mają ko­nek­sji, miesz­ka­ją­cy da­le­ko od War­sza­wy, czują się zo­sta­wie­ni sami sobie. W ich do­mach, go­spo­dar­stwach czuć duży ła­du­nek nie­za­do­wo­le­nia. Wie­dzą, że trud­no o pracę; że jest ona nie­pew­na, słabo płat­na.

Pol­ska to nie jest dziś kraj, gdzie się myśli: co tu jesz­cze faj­ne­go zro­bić? Żeby to zro­zu­mieć, trze­ba przy­jąć punkt wi­dze­nia ludzi miesz­ka­ją­cych z dala od War­sza­wy…

Po­wtó­rzę to, o czym roz­ma­wia­li­śmy wcze­śniej. Mu­si­my być am­bit­ni, nie po­prze­sta­wać na tym, co jest. By­ło­by źle, gdy­by­śmy przy­ję­li za­sa­dę Marii An­to­ni­ny: „Nie ma chle­ba? To jedz­cie ciast­ka”. Nie wy­star­czy, że u nas jest le­piej niż na Ukra­inie. Mar­twi mnie, że cze­pia­ją się nas za to, że chce­my lep­sze­go pań­stwa. Dy­żur­ni ko­men­ta­to­rzy sta­cji TV ma­wia­ją: „prze­cież 30 lat temu były ko­lej­ki po je­dze­nie”. Tylko co to ob­cho­dzi 25-let­nie­go Po­la­ka?

Lu­dzie mają ocze­ki­wa­nia, aspi­ra­cje. Ta fala buntu, która prze­le­wa się przez nasz kraj, w in­nych miej­scach by­ła­by do­ce­nio­na. U nas jest ata­ko­wa­na. To przy­po­mi­na czasy, gdy Ro­sja­nie mó­wi­li: „nie na­rze­kaj­cie, że są kart­ki, wcze­śniej Niem­cy was roz­strze­li­wa­li”. Dziś służ­by mun­du­ro­we, CBŚ in­te­re­su­ją się ki­bi­ca­mi, na­szy­mi dzia­ła­cza­mi. No cóż, to są stra­co­ne pie­nią­dze. To walka z wła­snym na­ro­dem.

Ruch Narodowy zademonstrował siłę

W minionym tygodniu swoją siłę demonstrowały najróżniejsze środowiska. Kobiety, katolicy, lewicowcy… To paradoks, że największym echem odbił się kongres grupy, która do tej pory interesowała opinię publiczną jedynie raz do roku. Jedno się nie zmieniło: niektórzy w Ruchu Narodowym widzą groźbę nazizmu, inni – nadzieję na lepszą Polskę.
***

Wróć­my do Pań­skie­go hasła wy­bor­cze­go. Mówi Pan o sobie „silny czło­wiek” – tak, to traf­ne okre­śle­nie. Siła jest ważna w po­li­ty­ce?

Zwłasz­cza w USA po­li­ty­cy czę­sto pod­kre­śla­ją, że są ak­tyw­ni fi­zycz­ni. Ar­nold Schwa­rze­neg­ger był kie­dyś moim ido­lem – i spor­to­wym, i po­li­tycz­nym. W ogóle w kra­jach an­glo­sa­skich nie ma szans ktoś, kto nie jest wi­tal­ny, zdro­wy, ak­tyw­ny fi­zycz­nie. Tam pa­nu­je świat sil­nych ludzi. Za to w świe­cie prze­in­te­lek­tu­ali­zo­wa­nym ceni się dys­tyn­go­wa­nych fa­ce­tów po­pi­ja­ją­cych kawkę. Nie kry­ty­ku­ję tego, ale mam inne wzor­ce.

Ro­bert Win­nic­ki kie­dyś w roz­mo­wie ze mną stwier­dził, że Pol­ska staje się kra­jem „znie­wie­ścia­łym”. Zgo­dzi się Pan?

To praw­da. Każdy, kto wy­glą­da po­tęż­niej, ma krót­kie włosy, ta­tu­aże, musi być głupi i wzbu­dzać strach. Po­słu­gu­je­my się ste­reo­ty­pa­mi. No cóż, ale na tej pod­sta­wie trze­ba by głup­kiem na­zwać nawet Ba­rac­ka Obamę. On w swoim ga­bi­ne­cie ma spe­cjal­ne po­miesz­cze­nie z przy­rzą­da­mi do ćwi­czeń.

Ak­tyw­ny fi­zycz­nie był też były pre­mier. Gdyby była oka­zja, po­bie­gał­by Pan z Do­nal­dem Tu­skiem?

Je­stem spor­tow­cem całe życie i to uczy, by sto­so­wać za­sa­dy fair play i sza­no­wać osoby, z któ­ry­mi się kon­ku­ru­je. Gdyby przy­szło mi ry­wa­li­zo­wać z Tu­skiem w ja­kiej­kol­wiek dzie­dzi­nie spor­tu, to oczy­wi­ście prze­strze­gał­bym fair play. Ale pry­wat­nie nie mam ocho­ty się z nim za­da­wać. Jego ak­tyw­ność fi­zycz­na mi się po­do­ba, jego droga po­li­tycz­na – już nie bar­dzo.

Od lat pra­cu­je Pan także jako ochro­niarz w klu­bach. Nie­daw­no zo­stał Pan oskar­żo­ny o po­bi­cie.

Ta spra­wa dziw­nym tra­fem wy­szła aku­rat wtedy, gdy star­to­wa­łem do Eu­ro­par­la­men­tu. Ktoś sobie przy­po­mniał o spra­wie nagle po czte­rech mie­sią­cach. Oskar­ża mnie pra­cow­nik pew­nej firmy ko­mu­nal­nej, który pod wpły­wem al­ko­ho­lu bawił się w klu­bie. To oskar­że­nie wy­ssa­ne z palca.

Pa­mię­ta Pan, jak wy­glą­da­ło to zda­rze­nie?

Tak, do­szło do za­tar­gu mię­dzy dwoma fa­ce­ta­mi. Takie sy­tu­acje mają miej­sce co noc. Je­stem do­świad­czo­nym ochro­nia­rzem, szyb­ko po­ra­dzi­łem sobie z tą sy­tu­acją. Obu panów po­pro­si­łem o wyj­ście, a oni swoje po­ra­chun­ki do­koń­czy­li na ze­wnątrz. Nie wiem, z jakim efek­tem.

Mam żal, że dzien­ni­ka­rze opi­su­ją i wy­cią­ga­ją takie zmy­ślo­ne spra­wy. Wie pan, że re­dak­to­rzy pew­nej ga­ze­ty, któ­rzy mnie oskar­ża­ją, to stali by­wal­cy klubu, któ­rzy mają tam dar­mo­we karty VIP? Za­wsze byli dla mnie bar­dzo mili i jakoś nigdy nie czuli się przy mnie za­gro­że­ni. Ce­ni­li moją pracę, ale teraz zmie­ni­li zda­nie…

***

Ruch Na­ro­do­wy po­sta­wił na Pana w wy­bo­rach pre­zy­denc­kich. Czemu zgo­dził się Pan wy­star­to­wać?

Star­tu­ję, bo Pol­ska to nie jest ja­kieś tam zwy­kłe pań­stwo. To kraj z ol­brzy­mi moż­li­wo­ścia­mi i po­ten­cja­łem. To trze­ba wy­ko­rzy­stać. Pro­szę zwró­cić uwagę: w hi­sto­rii za­wsze było tak, że gdy Pol­ska była silna, to do­oko­ła też pa­no­wał pokój. Gdy była słaba, to Eu­ro­pa pła­ci­ła wy­so­ką cenę. Pol­ska ma wiel­ką rolę do ode­gra­nia.

Onet.pl

Die Zeit: Tusk ma wysokie ambicje. Nadal wierzy w perspektywę europejską dla Ukrainy

21.12.2014

Kie­dyś Do­nald Tusk wal­czył w Gdań­sku prze­ciw­ko ko­mu­ni­stom, pisze „Die Zeit” w ob­szer­nym ar­ty­ku­le. Teraz, jako prze­wod­ni­czą­cy Rady Eu­ro­pej­skiej, wal­czy o przy­szłość Ukra­iny.

Donald Tusk

Foto: Radek Pietruszka / PAP Donald Tusk

Po­li­ty­ka eu­ro­pej­ska ule­gła w mi­nio­nych la­tach dra­ma­tycz­nym prze­mia­nom. Ham­bur­ski ty­go­dnik „Die Zeit” twier­dzi, że stała się ona w związ­ku z kry­zy­sem w stre­fie euro po­waż­niej­sza i bar­dziej nie­miec­ka. „Od czasu, gdy na obrze­żach UE, na Ukra­inie, wal­czy się rów­nież o war­to­ści eu­ro­pej­skie, Unia in­te­re­su­je się wscho­dem Sta­re­go Kon­ty­nen­tu”.

REKLAMA

Wschodnioeuropejskie doświadczenia ważne dla UE

Wybór Tuska na szefa Rady Eu­ro­pej­skiej (RE) jest re­ak­cją na te prze­mia­ny. Mimo że kraje Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej już przed ćwierć­wie­czem wy­zwo­li­ły się z pęt ko­mu­ni­zmu a wiele z nich, w tym Pol­ska, już od 2004 roku na­le­ży do UE, „Przez długi czas miało się wra­że­nie, że nie były one trak­to­wa­ne po part­ner­sku” – stwier­dza autor ar­ty­ku­łu Mat­thias Krupa, pod­kre­śla­jąc, że ta sy­tu­acja wresz­cie się zmie­ni­ła. W tym kon­tek­ście na­wią­zu­je do wy­po­wie­dzi Tuska po jego wy­bo­rze na szefa RE, kiedy za­zna­czył on, że w Unii nie­zwłocz­nie po­trzeb­ni są po­li­ty­cy z do­świad­cze­niem wschod­nio­eu­ro­pej­skim i za­po­wie­dział wpro­wa­dze­nie no­we­go „pol­skie­go stylu”.

Nadal wierzy w perspektywę europejską dla Ukrainy

„Die Zeit” pisze, że żaden inny kraj UE nie an­ga­żo­wał się tak nie­zmor­do­wa­nie w dzia­ła­nia na rzecz Ukra­iny, jak Pol­ska. „Tusk i były mi­ni­ster spraw za­gra­nicz­nych Ra­do­sław Si­kor­ski wy­na­leź­li ze szwedz­kim ko­le­gą Part­ner­stwo Wschod­nie; pro­gram okre­śla­ją­cy wy­miar wschod­ni po­li­ty­ki UE, która prze­wi­dy­wa­ła stop­nio­we zbli­że­nie Ukra­iny i in­nych kra­jów jak Gru­zja czy Moł­da­wia do Unii, a która legła w gru­zach za spra­wą Mo­skwy”.

Ham­bur­ski ty­go­dnik uważa, że rów­nież to było po­wo­dem, iż Tusk po dłu­gim ocią­ga­niu się, zde­cy­do­wał się na prze­pro­wadz­kę z War­sza­wy do Bruk­se­li; że po­mi­mo wojny nadal wie­rzy w per­spek­ty­wę eu­ro­pej­ską dla Ukra­iny.

Najpierw zadzwonił do Obamy i Xi Jinpinga

Po­rów­nu­jąc am­bi­cje Tuska z dys­kret­ną me­dia­cją jego po­przed­ni­ka Her­man­na Van Rom­puya, „Die Zeit” pod­kre­śla, że nowy prze­wod­ni­czą­cy ma wiel­kie plany: chce, by Unia była bar­dziej sły­szal­na, zwłasz­cza w po­li­ty­ce za­gra­nicz­nej; „w dzie­dzi­nie, która nie była jak dotąd mocną stro­ną Wspól­no­ty”. Nic dziw­ne­go, że do pierw­szych roz­mów­ców Tuska (przez te­le­fon) na­le­że­li po jego wy­bo­rze na szefa RE pre­zy­den­ci USA i Chin Ba­rack Obama i Xi Jin­ping. Rów­nież to jest wy­raź­nym sy­gna­łem świad­czą­cym o jego am­bi­cjach.

„Kryzys ukraiński na nowo definiuje Unię”

„Jesz­cze, jako pre­mier RP, Tusk po­wie­dział, że kry­zys ukra­iń­ski na nowo de­fi­niu­je Unię Eu­ro­pej­ską. Po­dob­nie, jak w kry­zy­sie w stre­fie euro wy­ło­ni­ła się kwe­stia wspól­nej po­li­ty­ki go­spo­dar­czej, tak obec­nie Wspól­no­ta zna­la­zła się przed ko­lej­ną próbą w za­kre­sie po­li­ty­ki za­gra­nicz­nej: „Nikt w Eu­ro­pie nie bę­dzie mu­siał się oba­wiać, jeśli po­zo­sta­nie­my Wspól­no­tą”. Ty­go­dnik za­zna­cza, że dziś, jako szef RE, Tusk stoi przed wy­zwa­niem utrzy­ma­nia tej Wspól­no­ty.

Hollande nawet nie uważał za stosowne poinformować Tuska

Za­miast re­ago­wać na ak­tu­al­ne wy­da­rze­nia, Tusk chce w przy­szło­ści pro­wa­dzić w RE wię­cej dys­ku­sji stra­te­gicz­nych. „To jest, ostroż­nie for­mu­łu­jąc, am­bit­ny cel, bo nie wszy­scy sze­fo­wie rzą­dów 28 kra­jów UE po­dzie­la­ją za­pa­try­wa­nia swego no­we­go prze­wod­ni­czą­ce­go w za­kre­sie po­li­ty­ki za­gra­nicz­nej” – uważa „Die Zeit”. „Pre­zy­dent Fran­cji cią­gle jesz­cze sam de­cy­du­je o tym, co oma­wia z Pu­ti­nem. Fran­co­is Hol­lan­de nawet nie uwa­żał za sto­sow­ne po­in­for­mo­wać Do­nal­da Tuska o ostat­niej wi­zy­cie w Mo­skwie”.

Onet.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: