Hairwald

W ciętej ranie obecności

Iwona (4), 23. 10.2018

 

Nie widziała sensu jechać na Bródno, gdzie mogłaby się przebrać, coś zrobić do jedzenia, w tym kierunku wykonywała wewnętrzne gesty, napotykała jednak ziejącą paszczę niechęci, odtrącenie. Kawalerkę, na którą zrzucił sie stary, ona i w chwili uniesień miłosnych dorzucił on z bankowej pożyczki bezzwrotnej dla szczególnych pracowników, nie traktowała jako domu, nie potrafiła poczuć tego adresu jako gniazda, była pracownią, pochłaniała w niej lektury, a ostatnio dobrze się jej pisało. Za jakiś czas może być zupełnie inaczej.

Oceniała, iż zbyt dobrze jej poszło. Nie łudziła się, że szła za nią fama, legenda – jak to sie mówi – którą swego czasu sama tworzyła, czy skutecznie, to inna sprawa, ale w tym wypadku wydawała się jej decydująca i zapowiadająca sukces. Chciała w to wierzyć. W „Rokoko” szefowała jej kumpela z Poznania, razem się wychowały na Marcelinie. Kelnerka uniosła kciuk do góry, jakby oceniała jej sukces, o którym nie mogła wiedzieć, po czym wskazała wolny stolik, ale nie ten, który zwykle zajmowała. Lecz w takim momencie chciała na przekór usiąść przy swoim, wyjrzała Marzena z zaplecza i kierowała się we wskazanym kierunku, poszła za nią, za filar.

– Jakiś gnojek rządowy dzwonił i właśnie konkretnie ten zamówił – mówiła. – A w ogóle to cześć, wyglądasz kwitnąco.

– Ten? Czyli który? – chciała sprecyzować – Ten, czy mój?

Ten, przy którym usiedliśmy.

A ja lubię swoje przyzwyczajenia, pozwalają mi mysleć o istocie, a nie o dupie.

Ale twój jest zajęty.

Nie przeszkadzałoby mi dosiąść się, nie jestem paskudną, której się odmawia.

Oj, nie jesteś

Ma, co to za gnojek rządowy?

Myślałam, że dzwonił do ciebie – analizowała Marzena. – Uzył sdpecyficznego szyfru językowego, nawet go nie potrafię zacytować, jakiego używają ci gnojkowie w mediach, od razu wiesz, że rządowo kłamią.

To może nie przyjdzie, jak kłamał.

Akurat w tych sprawach nie kłamią, będzie kłamał w rozmowie z tobą – Marzena dobra była w te klocki semantyczne. – Przygotuj się.

Ale nie wiem, na kogo mam się przygotować.

Ilu ich znasz?

No tak – cyknęła się. – Jednego.

No więc.

Wicepremiera.

Aż tak wysoko?

Ależ mnie podeszłaś.

Zwierzałaś mi się, ale nie mówiłaś kto zacz – Marzena dalej używała swego analitycznego języka. – A ja nie nalegałam. I nie nalegam. Nawet nie wiem, ilu jest wicepremierów.

Uff… Czuję się ocalona.

Widzę, że jesteś radosna? – Marzena siedziała naprzeciw niej i zaglądała jej teatralnie w oczy. – Tak cię rajcuje spotkanie?

Nie obawiaj się, on tutaj nie przyjdzie. Spotkania się boję, bo to już poza mną. Dawno i niueprawda – perorowała. _ cieszę się z… jak to nazwać? – droczyła się sama ze sobą: – Cieszę się z sukcesu fionansowego.

Awansowali cię z kasjerki na prezesa banku.

Nie żartuj, mówię o pisarskim sukcesie.

Tomik poezji wydajesz?

Do dupy z poezją, nikt jej nie czyta.

 

 

 

 

 

głupiutka – znaleźć ekwiwalenty narracyjne, osoby z ktorymi rozmawia, teraz tez kogoś spotka, taką osobe refreniczną (?) o poewnej stałej cesze komentującej (?0, a oprócz tego potknie się o mimowolnmego zabójcę

%d blogerów lubi to: