Hairwald

W ciętej ranie obecności

Kwarantanna, 15.03.2020

Monodram na niby.

Dramacik

 

Dramatis personae:

Ona

i świat, który udaje, że mówi i działa

 

Bohaterem jest Ona, będzie sama siebie nazywała, ją będą nazywać niekoniecznie jej imieniem, dla nas jest Ona, dla siebie zresztą też, bo to jest osoba postrzegająca siebie poprzez pryzmat swego dramatu, a w zasadzie dramaciku. Ona przeżywa swój dramacik, bo przeżywa, gdyby nie przeżyła, byłby to dramat.

 

Co widzimy? Biurko, regał z książkami i katalogami, widzimy drzwi wejściowe (wyjściowych nie widzimy?) w głębi korytarzyka, widzimy zlew w łazience, widzimy sklep.

Dziwne, że sklep? Wcale nie, bo w sklepie mają to, co podtrzymuje nasze życie.

Jesz bochenek chleba pokrojony na kromki, a te przełożone kiełbasą i cieszysz się, bo gdyby nie było tego chleba nie cieszyłbyś się. I to jest definicja tego, co podtrzymuje.

No, dobra. Jeszcze powiem, że to prawnik. Niecierpliwi się, jak to kauzyperda, chce gadać, bo to jej narzędzie zarabiania na podtrzymanie.

Siedzi przy biurku, odwrócona do nas. Jej łokcie jak batuty dyrygenta dyrygują jakąś niedokończoną symfonię, sonatę, albo inną formę.

ONA:

Jak ja mam pracować, jak? Nie odwrócę się plecami do życia. Powiedzieli mi, że moje zycie jest zagrożeniem dla innych żyć, aby uległo odgrożeniu, muszę pozostać w izolacji.

Na szczęście izolatką może być mój dom, którego nie mogę opuszczać. To nie ja ustawiłam się plecami do życia, to życie zaszło mnie od pleców.

Właśnie to widzicie, moje plecy, bo pracuję. Życie nie jest pracą, bo praca to niewolnictwo, to uszczerbek na życiu, jeżeli uznamy, że pracujemy 8 godzin, drugie tyle regenerujemy się snem, to ile nam pozostaje jeżeli jeszcze odliczymy dojazdy i powroty z pracy, zakupy potrzebnych i niepotrzebnych rzeczy, ablucje, żarcie przy stole bądź w biegu, a nawet w restauracji.

Z dwudziestu czterech godzin na życie zostaje nam trzy, cztery godziny. Czy można sensownie przeżyć trzy, cztery godziny. Zanim przemyślisz, co masz robić przez te trzy, cztery godziny. Przemyślisz powierzchownie, to mija przynajmniej godzina, a ty chcesz przeżyć niepowierzchownie, więc przemyśleć musisz głębiej, sensownie, a nawet te przemyślenie skonfrontować z innymi, to co ci wychodzi?

Obawiam się, że nic. Nic nie pozostaje  życia dla życia. Tak zyjemy, wobec tego, czy ja żyję skazana na izolatkę własnego domu, zwane w tym wypadku kwarantanną, czy gdziekolwiek indziej jest to życia bez życia.

Nasze życie to brak czasu na życie. Co było do udowodnienia. Zrobiłam to wieki temu, gdy zastanawiałam się, jak z tego braku życia ukraść jednak życie, jak z martwych powstać, jak z fetoru, który ogarnia nas wokół, wyizolować -nomen omen – pachnidełka, mydełka, perfumy i…

(odwraca się)

… i orgazm. Oto…

(u drzwi wejściowych słyszymy szurganie, drzwi się otwierają)

ONA:

Chciałam powiedzieć: oto moja twarz, ale przeszkadzają nam.

Wchodzi do korytarzyka w głębi którego są drzwi.

Ona (mówi):

Dwaj panowie w maskach, widzicie?

Faktycznie widzimy dwóch panów w maskach, w kombinezonach i fartuchach, mają przy sobie dwa wiaderka – po sztuce na osobę – i szczotki na kijach.

ONA:

Co robią?

Muszę ich zapytać:

Co robicie?

Przecież wiem, co robią. Przyglądnijcie się im.

(widzimy, że panowie bez słów maczają szczotki na kijkach w wiaderkach i smarują płynem drzwi – z przodu, czyli wejściowe i z tyłu – czyli wyjściowe).

ONA:

Płyn jest odkażający, nazwy nie znam, ale dlaczego muszą używać wiaderek, ja do tych drzwi użyłam już płynu w sprayu arerodesin, a oni muszą teatralnie, aby podkrslić, że marnują zycie w pacy.

Ona poszturchuje jednego z nich, ten odskakuje jak oparzony.

ONA:

Przecież nie zakażę, was, nie jestem zakażona, jestem tylko w kwarantannie.

Ten, który odskoczył jak oparzony coś tam burczy w masce.

ONA:

Mów wyraźnie, w masce też można mówić, aby słuchający zrozumiał, widzisz, że nie mam maski na uszach.

OPARZONY zdejmuje maskę, mówi:

Jak kontaktujesz się z innymi, to włóż maskę.

(po czym nakłada maskę)

ONA śmieje się:

Wystarczy że wy macie maski, bo gdybym sobie założyła to nie rozumiałbyś, co do ciebie mówię, a nawet ja nie byłabym pewna, co mówię.

A teraz wiem, co mówię i mówię do was: drzwi zdezynfekowałam, bo niespecjalnie wierzę w wasze kompetencje, ale rozumiem, wy musicie wykonać swoją pracę, bo…

(zwraca się do nas)

… bo ci dwaj nie żyją, acz zabezpieczają moją kwarantannę, abym ja przeżyła i kontaktujący się ze mną.

(ten oparzony słucha ją, po czym puka się w czoło)

Wychodzą.

ONA:

Orgazm. Tak to jest życie, apogeum życia, jeżeli wespniemy się na palce, aby sięgnąć tego, co poza naszym zasięgiem, to jest orgazm. Poza naszym zasięgiem może być wszystko to, czego pragniemy. Dla jednym jest to kobieta, dla innych bułkę z kawiorem, a dla kogoś innego bóg, a dokładnie stopy boga, bo tylko je pono można sięgnąć, ale wówczas zawsze ten bóg – niebyt – strąca stopą nasz orgazm, nasze podskoczenie, naszą wieżę Babel.

To jest orgazm. Kiedy zastanawiałam się ciągu tych trzech czterech godzin życia, jak mam żyć, wybrałam orgazm.

Musze tak skoczyć, aby wyskoczyć, aby nie marnować życia na pracę, na sen, na dojazdy i przyjazdy, na przemyślenia, jak mam żyć. Orgazm to skok na życie, to wyskok z życia, wyskakujemy z życia, opuszczamy je, aby żyć.

Żyjemy wówczas, gdy nie zdajemy sobie marnowania życie, gdy nie planujemy, jak nie zmarnować życia, orgazm to wybór, a nie przymus. Orgazm sam się organizuje.

Orgazm organizuje. Poszłam w ciągu tych trzech, czterech godzin śladami orgazmu organizowanego i wyszło mi, że najlepiej się pracuje, gdy się gada.

Bo w istocie gadanie nie jest pracą, a więc może być życiem, dodanym do tych trzech czterech godzin. Gadanie nie jest myśleniem, jak żyć, aby nie zmarnować życia, wyszło mi w ciągu trzech czterech godzin, że mogę do nich dodać osiem godzin, czyli w ciągu jedenastu, dwunastu godzin nie będę musiała przemyśleć, jak żyć, bo powiedzmy sobie jasno, nie można ta długo myśleć jak żyć. Kto to słyszał, aby tak długo się zastanawiać – jedenaście, dwanaście godzin.

Po cichu nawet doliczyłam do tych godzin kilka innych godzin, dojazdy, odjazdy, smarkanie, szczanie, sranie, żarcie, pieprzenie, wyszło mi, że oprócz snu na życie zostaje mi 16 godzin,

Hurra! Tyle to ja mogę żyć, nie będę się zastanawiała, jak żyć, bo po prostu pieprzę to wszystko, mam orgazm.

Oczywiście, ciągle nie można mieć orgazmu, wystarczy na niego kilka godzin, nie mając potem orgazmu nie potrzebujemy orgazmu, bo go przeżyliśmy, a więc nie potrzebujemy, aby przemyśleć życie, bo żyjemy, a nie pracujemy, dojeżdżamy, odjeżdżamy, sramy.

Gadanie! Dawno to odkryto, odkrywanie gadania polega na tym, że każdy z nas musi je odkryć indywidualnie, a nawet ci, którzy odkrywają, ale nie mają środków do wdrażania gadania, mogą być skazani na trzy, cztery godziny przemyślenie, jak żyć.

Wybrałam prawo, bo o nim się gada, a ci, którzy nie potrafią gadać, piszą o gadaniu, w gruncie rzeczy jest to to samo, gadanie i pisanie o gadaniu. Nie tylko prawnicy, adwokaci, bo oni, czyli ja, są wtórni do najstarszego zawodu gadania należ klerowanie, klarowanie, czyli pieprzenie, że matołku jeden, czyli baranku, nic nie znaczysz, padasz na kolana i znaczysz na kolanach. O, ci nawet w trójnasób żyją, nie zastanawiając się nad życiem.

Żyją, bo inni nie żyją i dają tym samym do zrozumienia, ty żyjesz, bo ja dla ciebie żyję, a nie dla siebie.

No, ten przypadek, jak mój. Gadanie, czyli ustami pieprzenie. W moim wypadku jest niejakie usprawiedliwienie, gadam, bo muszę przekazać, co udało mi się skonstruować o sensie gadania, inaczej bym nie musiała gadać.

A co z niegadającymi, a myślącymi o sensie?

Przepraszam, kto zadał to pytanie? Ja je tylko wypowiedziałam. i trzecie z trójnasób, to gadanie o tym, czego nie ma, a czego nawarstwiło się w wiele pięter – przez lata, wieki, przez tradycję pieprzenia.

Bezmyślność pieprzenia na trzecim, czwartym piętrze polega na tym, że pieprzysz i nie myślisz, czyli żyjesz, bo życie nie obciążone nieżyciem jest tym pełniejsze, im tego nieobciążenia mniej.

Gdyby drzwi nie były zadrzwione, ale ożywione mogłabym powiedzieć, że one żyją. Przypominam o drzwiach, bo już powinni zjawić się moi.

Nie zdążyłam zabrać im kluczy, drzwi nie powinny być przeszkodą, mimo, że są zdezynfekowane, zasanepidowane.

(słychać skrobanie. Podchodzi szybkim krokiem do drzwi).

Nie wchodzić.

Przystawia ucho do drzwi, zaraz łapie się za nie.

A jeżeli ucho jest zarażone ( ze spodni wyciąga chusteczki, wyciera miejsce, gdzie przystawiała ucho, zatacza tym wycieraniem coraz większe kręgi)?.

Czy na uszach osadza się wirus? (zadaje pytanie) Czy uszami możemy przekazać zakażenie?

Ależ ja nie jestem zakażona,, jestem w kwarantannie. Co to znaczy? Gadając nie odpowiedziałam sobie na to pytanie.

(słychać skrobanie)

Co to, jeżeli nie dobijanie, docieranie (skrobanie coraz głośniejsze, już nie przystawia uszy, tylko patrzy na podłogę, patrzy na spojenie podłogi ze ścianą).

Kurwa, tego nie przewidziałam, że moi – moi w cudzysłowie – mogą przyjść dziurą w podłodze.

Stamtąd dochodzą dźwięki. Słyszycie? – pytam.

(skrobanie oraz głośniejsze, ono nie narasta, a wręcz atakuje, skrobanie jest przesterowane, bolą uszy. Łapie się za uszy, mówi, w pierwszej chwili nie słyszymy, co mówi).

Kwarantanna rzuca się na mózg, a praktyczni na uszy, które prowdzą do mózgu, ale ja nie leżę, przepraszam: nie przebywam na kwarantannie z powodu mózgu, bo on się nie zaraża od wirusa, który spowodował moją izolację.

Acz… (odmyka uszy) na mózg możę się rzucić wszystko, przede wszystkim głupawka, a czasami choroba psychiczna.

(z odemkniętymi uszami, słychać skrobanie, ale jest ono delikatne, by nie powiedzieć przyjemne).

Moi?

(zmienia się źródło dźwięku, wyraźnie przenosi się do komputera, zbliża się do niego: czyta)

Proszę: odebrać przesyłkę dźwiękową (odbiera).

GŁOS Z KOMPUTERA:

Jesteśmy na żywo, dobrze, że pani Małgorzato ma pani włączony dźwięk…

ONA

Nie jestem Małgorzatą.

GŁOS:

Wiemy, ale takiego używamy kryptonimu, aby zdezorientować intruzów.

ONA

OK. Ale ja nie lubię Małgorzaty.

GŁOS

zrozumie pani dlaczego Małgorzata. Otóż nieładne, orżnęła nas pani.

ONA

co to za język. Orżnęła. A w czym miałabym orżnąć (mówi to z emfazą).

(coś manipuluje  przy komputerze) Wyłączyłam dźwięk. Te głos stał się podejrzany, bo kto chciałby rozmawiać w takim języku z pacjentką.

Aktorka, która miałaby grać mnie musi być świadoma, jakiej manipulacji ja podlegałam i nie może tej manipulacji ulec na scenie. Włączę tego manipulatora.

(klika, mamy ten sam dźwięk przesterowany, łapie się za uszy)

Kurwa.

GŁOS

I kto jakiego używa języka. Proszę nas nie wyłącząc, bo dotrzemy zupełnie inna drogą, mamy na to sposoby.

ONA

Mysią dziurą.

GŁOS

Dlaczego mysią, a nie szczurzą.

ONA (stukając się w głowę)

No tak, dżuma, zaraza, wirus.

GŁOS

Tą drogą ktoś do pani przybędzie.

(teatralnie zniżając się do dziury, którą wcześniej wypatrzyła)

Proszę nie parodiować siebie, nas pani nie sparodiuje, bo to pani jest postacią centralną, która podlega kwarantannie.

GŁOS

Drogą przez drzwi.

ONA

Przez zamknięte drzwi?

GŁOS

Tak, czyli przez wtargnięcie.

ONA

to jest napaść.

GŁOS

To jest nadzwyczajny czas, więc nadzwyczajne środki. Takie możliwości daje nam ustawa.

A teraz nie przerywać, nie parodiować i nie pouczać aktorki, która będzie panią grała, nikt panią nie będzie grać, gdy pani zejdzie.

ONA

Przerwę. Grać będzie „mój trup”. A kto to napisał?

GŁOS

Tu nie mamy do czynienia z fakultetem filologicznym. Pani Małgorzato, przybędzie do pani mistrz.

ONA

Może moja aktorka grała w adaptacji Bułhakowa, ale ja nie mam mistrza, tylko autorytety prawnicze.

GŁOS

Na razie tyle.

ONA

Jestem ogłupiona, jakieś szarady, Małgorzata, mistrz, trele morele, sranie w banie.

(mówi to do komputera).

Mi już odbija, a to dopiero początek. A co będzie, gdy kwarantanna okaże się ze wszech miar właściwa i słusznie zostałam jej poddana, czyli okażę się zarażona.

GŁOS

Wszystko w pani rękach.

ONA

Wirus też. Coś więcej wiecie na temat mojego stanu? Mam się bać?

GŁOS

Co za babsztyl.

ONA

Co?

GŁOS

To nie ja. To ktoś włamał się na linię.

ONA

Pierdolenie.

(faktycznie słychać rumor, włam)

(Przez te same drzwi ci sami dwaj smutni pacykarze odkażania ciągną ze sobą wór)

ONA

Czy kwarantanna to prywatność poszła won! Wypierdalajcie i nie odkażajcie, z was trzeba odkazić to miejsce. Powtórzyliście mnie, OK, a teraz spieprzać przebierańcy.

Dwaj ludziki w kombinezonach najwidoczniej poruszeni, podnoszą maski, mówią.

CHÓREM

Narażamy życie i tak się na traktuje? To my pierdolimy.

ONA

To ja zakładam maskę, bo przyszły jakieś kukiełki, pierdolą i rozumiem, że na miejscu jako już zbędne elementy, marionetki narracji zdychają.

CHÓR

(nakładają maski i okazuje się, że zza nich słychać tak samo, jak bez).

Przynieśliśmy ci wór.

(zostawiają go i wycofują się, ale nie zamykają drzwi)

ONA

Zamknijcie za sobą.

CHÓR

Zostajemy na zawsze jako element tego i nie tylko dramatu. Na razie za tymi drzwiami

ONA

Tragedia.

CHÓR

To jeszcze dramat. Tragedia zaczyna się po północy.

ONA

(teraz widzimy, że jest w pantofelkach na wysokich obcasach, podchodzi do wora i szturcha go jednym i drugim pantofelkiem)

WÓR

(nie rusza się milczy)

ONA

Zrozumiałam, że ten wór ma sie animować, acz nie przynieśli mi kota w worku.

Skandaliczne zachowanie służb.

Służby…

(woła i dwie maski wychylają się zza drzwi)

Bierzcie wór, albo go rozwiążcie. Narażacie mnie.

(maski się chowają, ona już nie zwraca na nie uwagi)

(powtarza z dwoma pantofelkami szturchanie,wór się nie rusza, aby w którymś momencie próbować wstać i przybrać postać wyższą od ONEJ)

ONA

A jednak… (obchodzi dokoła, pyta wora) Dobrze się domyślam?

WÓR

Tak, rozwiąż.

(niosą ją pantofelki do biurka z komputerem, gdzie szybko znajduje wstążkę)

ONA

Wiesz, co zrobię ci kokardę (to właśnie robi) i dostaniesz kopa, aby wybyć stąd na zawsze, na zawsze cię już pożegnałam.

WÓR

Nie moja wina, że zakwalifikowano mnie do twojego najbliższego otoczenia, które wraz z tobą naraziło się na mozliwośc zarażenia. Znaleziono mnie i zmuszono do odbycia z toba kwarantanny.

ONA

Aktorka mnie grająca już się domyśla, że to były narzeczony łamany przez byłego męża.

I doskonale wie, że tego kogoś nie możemy wypuścić z wora, bo to dżinn, który rozpieprzy nam wszystko, nasze przyszłe wyjście do normalności, a może nawet nieszczęśliwie zakończenie – jak już mówił chór, że dramat zamieni się z tragedię – i co? Grozi nam (mi i aktorce) zejście.

WÓR

Słyszałem.

ONA

To didaskalia. Nie słyszałeś, tylko starasz się wszystko spieprzyć, nawet wtedy, gdy nie możesz, nie masz wpływów, więc uciekasz się do postaci wora, aby cie podrzucili i nadali znaczenie, którego dawno już nie masz.

WÓR

A kwarantanna jest od czego? Hę? Czyż nie od takiej niepożądanego, zagrożenia jak wór, który ktoś przyniósł, podrzucił?

ONA (cyka się)

Cyknęłam się, wiesz?

WÓR

Wiem.

ONA

Skąd?

WÓR

Wór ma swoje dojścia, aby konstruować newsy z wora.

ONA

zaczynam wątpić, stąd owo cyknięcie, że… czemu nic nie mówisz?… że to nie ja grana jestem przez aktorkę, tylko ja grana przez mnie, bo aktorka w tej kwarantannie zeszła, nie udało się jej, zawiodły służby i na czas nie dotarły z testem, który stwierdziłby zarażenie i dalsze leczenie.

A teraz ja… (cyka się) cykam się, muszę  tak grać siebie, bo i tak zejdę, wszak nie zaryzykują innej aktorki.

Już się nie cykam, jestem pewna, o kurwa… (wyje)

Wyję (podbiega do Wora, którego kopie). Wypierdlaj stąd, to moja kwarantanna, byłeś zaraza i będziesz zaraza.

WÓR

Już jest za późno. A mówiłem tym dwóm potepieńcom, którzy mnie przynieśli, by włożyli mi maskę, abym w razie czego nie zaraził.

ONA

I co?

WÓR

Rozwiąż mnie, to zobaczysz.

(kopie go)

ONA

jeszcze czego.

(macha ręką, odchodzi, mówi na stronie do siebie).

Zastanówmy się. Zarazę można unieszkodliwić poprzez unieszkodliwienie, poprzez związanie, niewypuszczenie, niewpuszczenie. Zarazę nie dopuszcza się do głosu.

Gubię się.

GŁOS (z komputera)

Słyszymy.

(Ona reaguje najpierw jakby ten ktoś był tutaj, był zwyczajny)

ONA

Walcie się.

(siada bokiem do Głosu)

Kwarantanna jest od, a nie do. Kwarantanna od zarazy, od tego osobnika…

(cyka się)

Cykam się, który to jest byłym narzeczonym łamanym przez byłego męża, a obecnie zamienionego w Wór.

Zarazy się nie podrzuca, zaraza sama siebie podrzuca, choć z tym złamasem niczego nie wiadomo, wszak mógł zarazić wiadome służby…

(manipuluje przy komputerze)

Jesteście tam?

GŁOS

A gdzie mamy być, tylko tam, ty jesteś tu.

ONA

(nachylając się nad mikrofonem, jak to robią nieobyci z tym przekaźnikiem)

Czy możecie odebrać swoją przesyłkę, ten Wór?

GŁOS

Nie możemy. Powody kwarantanny tego byłego narzeczonego łamanego przez byłego męża są identyczne jak pani. Możliwe te samo źródło zakażenia, ten sam pacjent Zero.

ONA

To podrzucicie mi całe Chiny, bo stamtąd przybył – jak się domyślam ten gość Zero.

GŁOS

Bez paniki. Tylko ten Wór, który jest byłym łamanym przez byłego, jest wspólnikiem w interesie, w którym kontaktował się pacjent Zero. No i najważniejsze, macie ten sam meldunek, a kwarantannę musi Wór odbyć tam, gdzie mieszka.

(Ona łapie się a głowę)

ONA

nawet się nie wymeldował, mieszkał w naszej kancelarii, a potem w hotelu, to ta lafirynda też się na nim poznała.

(nachyla się nad mikrofonem)

Wór pozostanie Worem, ja nie jestem od rozwiązywania jego.

(Wór pada, głośny huk)

GŁOS

co to za huk?

ONA

Padł Wór.

GŁOS

z głodu, z anemii. Taki jest podatny jeszcze bardziej na zarazę.

ONA

On zarazę musiał przywlec ze sobą, bo sam nią jest, to kwintesencja zarazy.

WÓR

Chyba cię porąbało.

(Ona przetacza Wór pod ścianę, odbywa się to przy akompaniamencie hurgotu).

GŁOS

co to

ONA

przetoczyłam Wór pod ścianę

WÓR

To przemoc domowa.

ONA

Były łamany przez byłego stał się tym dubeltowym byłym przez zarzut przemocy, więc ten złodziej krzyczy łapać.

WÓR

Jak będąc bezwolnym, mogę stosować przemoc, być złodziejem? No, jak?

ONA

Złodziej dowiaduje się, że jest złodziejem, tylko wtedy, gdy można mu to powiedzieć, sam kradnąc nie ma świadków. Worze, stosowałeś przemoc silniejszego bez świadków.

WÓR

nie byłem z tego tytułu sądzony.

ONA

byłeś oddalony, ode mnie rozwiedziony, jesteś byłym z tego powodu, że stosowałeś przemoc

WÓR

Kochałem cię

ONA Kochałeś moją niemoc, przemoc kochałeś. Ale to było i cię zmyło, ale teraz niestety nabrałeś kogo trzeba i podrzucono cię zarażonego.

WÓR

To jest kwarantanna, a nie odosobnienie zarażonych.

ONA (do mikrofonu)

Kwarantanna to nie wór problemów, to odosobnienie od problemu. Hej, dochodzi do was to? Czy dobrze ten problem rozumiem?

GŁOS

(chrząka i wreszcie „artykułuje”)

Hm… hm…

ONA

Cóż za elokwencja.

GŁOS

Elokwencja systemowa.

ONA

Systemem jest wszystko, więc elokwencja musi być systemowa. Niczego po was dobrego się nie spodziewam, jesteście tylko nadzorem.

GŁOS

Hm… hm…

ONA

Nadzorem systemowym. Czy czegoś nie zrozumiałam? Wór, który mi podrzuciliście,, też jest worem systemowym, bowiem system ten zakłada, że wór jest worek systemowym, aby nie poczuła się w tej sytuacji lepiej. Brawo wy!

GŁOS

Hm… hm.. Tylko tak się mówi: „hm”. Hm w cudzysłowie, a co macie na myśli nazywając systemowym. „Hm”.

ONA

Nie jestem „macie na myśli”, bo z Worem nie myslę i niczego z nim nie mam. Wór był ode mnie wykluczony, nie byłam z worem i nie niosłam go. Jasne?

GŁOS

hm… hm… Proszę go więc systemowo wykluczyć.

ONA

Jak?

GŁOS

hm… hm… bylejak?

ONA

gdyby Wór był na pilota teleiwzyjnego, pozbawiłabym go systemowo „hm”… „hm” dźwięku”. Teraz mogę go tylko kopnąć.

(kopie wór)

WÓR wrzeszczy

(kopie Wór, Wór przestaje wrzeszczeć)

robi to z coraz większą ochotą, bo ONEJ podoba się noga jako pilot telewizyjny.

WÓR

(wrzeszczy) Tylko nie po głowie.

ONA

(kopie go w głowę i przestaje wrzeszczeć)

Nie jest wielką przyjemnością być pilotem telewizyjnym, ale gdy Wór ma być z tego powodu wyłączonym Worem, to istota mnie się spełnia, staję się systemowo upodmiotowiona.

GŁOS

Nie możemy tak aktywnie uczestniczyć w kwarantannie, jako Głos się wyłączamy, bo spełnione zostały warunki systemowe.

ONA

Kurwa, udało się wam z tym systemem, ale przynajmniej mogę Wór włączać i wyłączać.

(powtarza kopy w głowę Wora i odpowiednio krzyki i zaprzestanie krzyków)

Nie mam przyrządów do ćwiczeń, mogę w ten sposób utrzymać kondycję: kop przeszłość, aż ją zakopiesz.

WÓR

chcesz mnie uśmiercić?

ONA

ty to powiedziałeś i to ostatni raz

(kopie)

WÓR

pilot się zepsuł, a Media Markt nieczynne.

(kopie i słyszymy: łaaa, łaaa)

Pukanie.

WÓR

pukanie nie słyszysz.

ONA

zamknij dziób

(nie widzimy pukania, bo go nie widać, zwłaszcza jak się marny słuch, jak autor, za to widzimy dwie postaci, które są zakutane w maski, przyłbice i kombinezony).

ONA

miało być pukanie, a jest wchodzenie.

WCHODZĄCY (chórem)

To my.

ONA

Głos znajomy. Polski.

WCHODZĄCY (chórem)

Język polski.

ONA

swoi głuptacy. Od razu lżej i raźniej. A mówią, że głupota nie pomaga.

WChODZĄCY

To my rodzina.

ONA

polska rodzina, lepszych głuptaków na świecie nie zobaczysz.

WCHODZĄCY

twoja rodzina.

ONA

dzisiaj mam już dość kopania. Możliwe, że moja była rodzina w liczbie jeden były mąż łamany przez narzeczony już nie żyje, tak go wyłączyłam.

WCHODZĄCY

zaraza go zmogła?

ONA

gdyby zaraza zmogła zarazę, byłabym szczęśliwa. Zarazę mogłam zmóc ja, a wy kogo „twoja rodzina”. Nie poznaję was, przebierańcy.

WCHODZĄCY

(chórem, śpiewająco)

tatuś i mamusia (acz głosy są albo tylko damskie, albo tylko męskie)

ONA

Przyszliście z tamtego świata, czy prosto z grobu. I co się stało z waszą płcią. O ile pamiętam tatuś to był chłop, a mamusia baba.

WCHODZĄCY

(nie mówią chórem, tylko sobie przerywają)

tatuś jest mężczyzną, a mamusia kobietą, wszak jesteśmy miastowi, a nie z roli.

ONA

coś z roli wypadacie, chórem nie mówicie, źle was wyszkolono

WCHODZĄCY

(chórem, ale marnym chórem)

Dziecko, co ty pleciesz. Do rodzicielstwa nie trzeba szkolić, mamy je już za sobą, dzisiaj cieszymy się z twoich osiągnięć, konsumujemy rodzicielstwo.

ONA

zadowolenie przebierańców, cieszenie się, radowanie, a ja…

(wyraźnie szuka związku frazeologicznego)

a ja się cieszę, że was pochowałam, nie cieszyłam się gdy żyliście nic, a nic, bo mnie nie pomagaliście.

CI KTÓRZY WESZLI (wcześniej WCHODZĄCY)

(nie mówią chórem, większość kwestii wypowiada kobieta)

Odosobnienie tak na ciebie wpływa, że nas nie pamiętasz, nawet nas pochowałaś przed emeryturą, stałaś się nieludzka.

ONA

(wkurzona)

ja nieludzka. Kroczyłam na czele tłumu żałobników, w tej najbardziej tradycyjnej formule z Marszem żałobnym Szopena.

WESZLI

to że mówisz Szopen a nie Chopin nie uwiarygadnia twojej nie nieludzkości.

ONA

a skąd wiecie jak wymawiam napisane.

WESZLI

(śmieją się)

bo słyszymy napisane, które w twoich ustach jest wymawiane.

ONA

Pokażcie, co macie pod maską?

WESZLI

twarze nasze mamy i taty, twoich rodziców, którzy cię wychowali, gdyby byłaś jeszcze mała, a potem większa.

ONA

pokażcie choć fragment

WESZLI

Zarazimy się i wówczas nas możesz pochować, co sobie wymarzyłaś, bo nawet masz dla naszego pochówki ścieżkę dźwiękową.

ONA

Po cholerę przyszliście, jeżeli nie możecie okazać uczuć rodzinnych, nie potrzeba mi żadnych zmór. O, jedna zmora – może już nie żyje (pokazuje na WÓR) – wystarczy.

WESZLI

Przynieśliśmy żywność i inne drobiazgi, które są niezbędne do życia

ONA

Od tego są służby, które obsługują mnie i innych w kwarantannie.

WESZLI

dzisiaj wyręczamy służby.

ONA

może pomyliście swoje dziecko kochani „mama i tatuś”.

WESZLI

Nie wiemy, jak wygląda nasze dziecko, to ty możesz nie wiedzieć, czy my wyglądamy jak twoi rodzice.

ONA

Nie mam pod ręką ze zdjęciami z wykopanymi trupami

WESZLI

Ekshumowanymi, chciałaś powiedzieć.

ONA

Otóż to. Pokazałabym jak dzisiaj wyglądają moi rodzice.

WESZLI

Ekshumowani nie przynoszą żywności swojemu żyjącemu dziecku.

ONA

To pokażcie, co przynieśliście.

WESZLI

(rozpakowują garnki, kanki, butelki)

(w tym czasie widzimy sklep, w którym kobieta i mężczyzna w podeszłym wieku zdejmują maseczki z twarzy i machają pod adesem ONEJ)

ONA

To są moi rodzice, spójrzcie

WESZLI

Mówiłaś, że ich pochowałaś.

ONA

Przesadziłam. Kiedyś ich pochować, a dzisiaj doceniam ich i cieszę się, że pochowałam ich w słowach, o których nie mają zielonego pojecia.

A wy, kto jesteście?

WESZLI

Mamusia i tatuś,

mamusia i tatuś

(mówiąc to, kolebią się i zmierzają prosto do drzwi, gdzie się rozpadają, jak zmory)

Zjawiają się te same służby, które są CHÓREM, zamiatają „tatusia i mamusię” na szufelki, z którymi krążą po pokoju.

Nie znajdują niczego godnego ich uwagi, kosz pomijają ostentacyjnie, ONA chwyta się za głowę.

ONA

Co z wami nie tak.

CHÓR

Proch potrzebuje miejsca godnego spoczynku.

ONA

O, żesz…

(szybko znajduje miotłę i goni ich halucynajcyjnych ruchami – powolnie zamaszystymi – więc CHÓR wysypuje zawartosci szufelek do kosza, który wcześniej był przez niego ignorowany)

ONA

Co to?

CHÓR

Śmieci halucynacji.

ChÓR odbiera ONEJ miotłę, z którą za nimi goniła, odnosi na miejsce. Ostentacyjnie sprawdza czystość, stwierdza brud, o czym komunikuje.

CHÓR

Brud, niechlujstwo, a przede wszystkim zarazki, kto wie, czy nie wirusy, z którymi walczymy, my i cały świat, i izolujemy, poddajemy kwarantannie.

ONA

To ja pracuję gębą, a słyszę mądrzenie niegodne… hm… strażników.

CHÓR na takie dictum nie odpowiada, dalej sprząta, robi to znacznie bardziej profesjonalnie, jak służby sprzątające. Znajdują się miotły, w każdej ręce, ścierki, froterki, wiadra z wodą, miski, odkurzacz, który na chwilę zostaje włączony, hałasuje.

Trafiają na WÓR, który usiłują wynieść, ale nie dają rady, ONA klaszcze, zachęca ich do podjęcia tego ostatecznego wysiłku.

GŁOS (z komputera)

Hola, to jej własność

ONA

Co?

GŁOS

To uczestnik kwarantanny

CHÓR

Toto się nie rusza, jest martwe

ONA

Może nie przetrwał kwarantanny i zaraza go pochłonęła.

GŁOS

nie radzę tak interpretować, że Wór się nie rusza, wszak kwarantanna służy do wiedzy, czy zaraza osobnika dotknęła, a jeżeli tak – niezwłocznie podjąć kroki ratunkowe.

ONA

mimo to nie rozumiem. Jak mam podjąć kroki, kiedy sama jestem poddana temu samemu, co Wór. Ja nie jestem podmiotem kwarantanny, lecz moje zdrowie, które może być zagrożeniem dla zdrowia innych.

GŁOS

odmawianie sobie podmiotowości nie czyni nieodpowiedzialnym.

ONA

Nie odmawiam sobie rozumu. Wygram z wami w każdej instancji… rozumu.

GŁOS

Sprawdzić Wór, czy żyje.

CHÓR

My?

ONA

wynieść i sprawdzić, nie przy mnie.

CHÓR

zarażony wyniesiony jest zagrożeniem.

GŁOS

czy będzie zagrożeniem powie nam test na zagrożenie, w tej chwili nie stwierdza się możliwości zagrożenia, jest w izolacji, aby stwierdzić bądź zminimalizować zagrożenie.

ONA

Kapuję. Odbiera mi się decyzyjność poprzez ubezwłasnowolnienie.

GŁOS

Już to przerabialiśmy, wyłączamy się, bez odbioru.

(CHÓR wychodzi pozostawiając WÓR)

ONA kopie WÓR

WÓR

Dość tej małostkowości upadlającej, skruchy i wstydu. Powstaję z Wora, bo nieprawdą jest, iż z wora powstałeś, w wór się obrócisz. Jestem Łazarzem kwarantanny: obrócony – powstaję.

WÓR

(się rozwiązuje i widzimy mężczyznę)

Wór jest pustelnią kwarantanny, a ja nie nadaję się na żadnego świętego męża, który był grzeszny i takim już nie chce być. Chcę być sobą, grzesznym, a nie bezdusznym uwięzionym w Worze.

ONA

Wychodzisz, albo ja wychodzę

BYŁY WÓR

Wyjdź, proszę cię bardzo. Wrócisz w poskokach do swego byłego.

ONA

bo stoją i pilnują?

BYŁY

Gdzie pójdziesz? Jesteś spalona na 2 tygodni, bo tyle zdaje się zaaplikowano ci…

ONA

nam…

BYŁY

odosobnienia (cyka się teatralnie)… nam… zaczynasz się przekonywać do wspólnoty

ONA

(puka się w czoło)

BYŁY

Och, do byłej wspólnoty, która odtworzona może być z powrotem wspólnotą bez przymiotnika była”.

ONA

pozwoliłam ci powstać z wora, to uszanuj przynajmniej i zamknij mordę dla swego dobra.

BYŁY

bo…?

ONA

Możesz zachorować.

BYŁY

na cóż miałbym zachorować?

ONA

na to przed czym ma chronić kwarantanna.

BYŁY

w jaki to sposób, hę? Zarażonych nie widzę, ani też nie posiadasz ampułki z zarazkiem.

ONA

z wirusem.

BYŁY

Zaraza to zaraza.

ONA

Możesz mieć oznaki zakażonego z silnymi zaawansowanymi objawami i potrzebny ci będzie ratunek w postaci hospitalizacji.

BYŁY

Jestem zdrów jak koń.

ONA

Konie też zdychają,

BYŁY

miałaś mnie na widelcu, to znaczy w worze. Mogłaś mnie załatwić.

ONA

to mord byłby. A w czasie zarazy nie zabija się.

BYŁY

Robi się coraz ciekawiej. Jak chcesz mnie się zatem pozbyć?

ONA

Abyś wybył, jako zarażony.

BYŁY

Jak mnie zarazisz? Sobą? Jesteś wszak zdrowa.

ONA

Jest rynek zarażonych, który rozwiązuje potrzeby pożądanych zarażeń.

BYŁY

Chcesz mnie zabić? Wszak powiedziałaś, że w czasie zarazy się nie zabija?

ONA

ładna figura, prawda? Ale ty jesteś jak byk, przepraszam koń, wyjdziesz z tego.

BYŁY

A ty nie ryzykujesz zarażeniem?

ONA

Mając wiedzę, zadbam o siebie. To co robimy?

BYŁY

Podlegamy kwarantannie. Dlatego ty jesteś w kwarantannie i mnie podrzucono tutaj z tytułu, że adres mamy wspólny. A nie boisz się, że twoje zamiary są notowane na nośniku elektronicznym, masz przecież bezpośrednie połączenie z nadzorem.

GŁOS

Słyszmy, słyszymy.

BYŁY

Oto potwierdzenie.

ONA

a z jakim podejrzeniem zostałeś tutaj podrzucony.

BYŁY

Zapominam żeś adwokat, gębą pracująca. Zaczynam się bać

ONA

Ty? Od gęby się nie ginie, od pięści, owszem. Nie możesz być pewnym, że ta gadająca to ja, może być to osoba, aktorka, która się w mnie wciela. A konwencja nie zabija, nie straszy, nie jest groźna.

BYŁY

A zaraza to mały pikuś, konwencja?

GŁOS

Dopóki zamierzacie mordować się głosem, używać przemocy oralnej, jesteście dla mnie lepszym, gorszym słuchowiskiem, a może nawet widowiskiem.

ONA

Mam dziękować, że kiedyś przed tym podrzuconym uratowałam się, a teraz ratuję resztki godności?

GŁOS

Należy wam się rozejm. Przybędzie z…

ONA

Rewizor.

GŁOS

…chcielibyście. Z wizytą przybędzie inspekcja, która wybrała was.

ONA

Wybrali rzutem kostką, czy nosem.

GŁOS

Zobaczycie. Wcale liczna, więc maski włóżcie, a najlepiej przyłbice.

ONA

Nie mam

BYŁY

a ja mam.

ONA

zawsze jesteś gotowy do niesienia przemocy. Ruszyłeś na podbój z przyłbicą?

BYŁY

Tatuś i mamusia zostawili.

GŁOS

Mniejsza, kto zostawił, przygotujcie się.

ONA

Oni winni być przygotowani.

GŁOS

oni przybędą w odpowiedniej oprawie. Nie bój nic.

(w sklepie, który widzimy, rumor)

ONA

Czy  na tym obrazku przestrzegają zakazów?

GŁOS

nie muszą.

(w sklepie grupka 3 osób bez maseczek, bez przyłbic, za to dwóch z koszykami, a jeden chodzi wśród nich, pokazuje towar, a ci wkładają go do koszyków. Z koszykami biorą ten sam towar, a więc zakupy dubeltowe)

ONA

Ciekawe, ten film już mi się przewinął, gdzieś go widziałam, a facet nawet podobny, a może ten sam.

BYŁY

Poznajesz? – bo ja poznaję.

ONA

takiego nagiego bez maski nie poznaję, mogę podejrzewać, jaką maskę nosi na co dzień, w jaką dobroć swoją gębę ubiera.

Znam jego maskę, ale go bez maski nie.

(wali w klawiaturę)

Jak przybędzie – w masce, aby się nie zdemaskować, czy zdemaskowany, aby już się nie maskować, hej wy po drugiej strony bezpieczeństwa!

GŁOS

Nie wal tak, to boli.

ONA

pytanie boli?

GŁOS

Ja jestem heroldem, a nie treścią.

ONA

Och, można cię zniszczyć, a treść pozostanie.

BYŁY

Forma, forma,

formy si,e zmieniają,

deformują,

a treść jest zawsze ta sama.

Jakby klasyk powiedział: po to zmieniamy formę, aby treść była jedna.

(pukanie do drzwi,

w sklepie gaśnie światło).

ZZA DRZWI CHÓR DWÓCH GŁOSÓW

Czy można.

ONA

nie, tu odbywa się kwarantanna

ZZA DRZWI

Czyli dobrze trafiliśmy.

ONA

A jaki macie adres?

ZZA DRZWI

Kwarantanna.

ONA

Kogo kwarantanna?

ZZA

Wasza.

ONA

to źle trafiliście, bo tu jest moja.

ZZA

Dwa razy twoja to musi być wasza.

ONA

Moja jest liczbą pojedynczą, a wasza mnogą, nie ma moja i moja, bo jest tylko moja i trafił się podrzutek, który podaje się za kogoś, kim nie jest.

ZZA

To jednak wasza kwarantanna, bo do tak wyszczekanej się wybieramy.

ONA

Kwarantanna nie jest od wybierania się do niej, kwarantanna jest samoistna, jest izolacją, izolatorem od wybierających się.

ZZA

Trafiliśmy najlepiej jak mogliśmy, otwieraj.

ONA

Kwarantanny nie otworzę, bo przestanę nią być.

ZZA (rozdziela się na dwa głosy)

ZZA 1

Gdzie masz kluczyk?

ZZA 2

Tobie dałem, aby nie być pytanym o kluczyk.

ZZA 1

To po co miałbym mieć kluczyk? Nie pytałbym o niego.

ZZA 2

Tasiemka od kluczyka wystaje ci z lewej kieszeni.

ZZA 1

Mówisz. O! Jest.

ZZA (już chórem)

O! Partykuła zgody.

Słychać jeden wielki trzask. TRZASK.

ZZA (chórem 1 i 2)

Oto jesteśmy i co widzimy…?

ZZA 1

Co?

ZZA 2

Co?

ZZA

Czy nie możemy być zgodni?

ZZA 1

Co?

ZZA 2

Co, co? Zgodni?

(słychać ten sam TRZASK)

ZZA

Oto jesteśmy… i tak dalej.

ONA

Co widzicie?

ZZA

Kwarantannę, a to znaczy…

ONA

Że przyszliście, aby ewentualnie się zarazić.

ZZA

Właśnie wyjęłaś nam z ust.

(zza ZZA wkracza trzecia dostojna osoba

DOSTOJNA OSOBA

Opieprzacie się, tylko gadacie.

ZZA

Jesteśmy awangardą najważniejszych treści.

DOSTOJNA

Awangardo podzielcie się rolami, zgodność jest echem, potwierdzeniem słuszności, która za taką chce uchodzić. Nieprawdaż?

ZZA 1

Prawdaż.

ZZA 2

Nieprawdaż.

DOSTOJNA

Powiedzieli to samo używając skrajnosci, to sie nazywa – zgodność przeciwieństwa, tak i nie, prawdaż i nieprawdaż.

ONA

To jest kij, który ma dwa końce.

ZZA 1

A mówiłem, że uczona.

ZZA 2

Uczona, która chce być czczona.

ZZA 1

Uczona, która chce być czczona. Czcze to

DOSTOJNA

Czcza jest wasza dialektyka. Rozstawcie sprzęt.

(jak na wizytujących kwarantannę przystało, ubierają się w płaszcze gumowe, przyłbice i co tam jeszcze, mają przy sobie duże pakunki, też owinięte w gumowe opakowanie, rozpakowują i ukazuje się…

ta-dam-ta-dam…

statyw i kamera)

ONA

Media się zleciały, ale dlaczego media się chronią przed zarażeniem, wszak same mogą być zarażone.

DOSTOJNA

to wcale nie jest wyróżnik, iż media są zarażone, gorzej byłoby gdyby były wolnymi mediami od zarażania.

ONA

co ja słyszę, wszak te media o sobie bębnią, że są niezależne.

DOSTOJNA

Nie jestem od obrony mediów, ja nimi się tylko wysługuję.

ONA

Media służą jak ministranci do mszy.

DOSTOJNA

Do mszy politycznej. Bądźmy sprawiedliwi.

ONA

Msza – to celebra, czy hołd?

DOSTOJNA

A czym zajmowałyby się media, gdyby nie były hołdownicze? Mordami? Nie ma ich za wiele. Dziurami na drodze? A kogo to obchodzi? Kierowcy nie czytają, kierowcy jeżdżą.

ONA

To mamy odfajkowaną służalczość mediów.

DOSTOJNA

Misję, misję. Misją jest służyć.

ONA

A czy wy dostojna osobo nie pomyliliście zawodów, wszak jesteście retorycznie godni najlepszych adwokatów.

DOSTOJNA

Ależ byłem.

ONA

I co?

DOSTOJNA

Pogadamy za kilka lat, gdy będziecie.

ONA

Pani…

DOSTOJNA

…gdy pani będzie na moim miejscu.

ONA

Być w tym miejscu, co wy dostojna osoba, to dla mnie zamienić się z prześladowanej w prześladującą.

DOSTOJNA

O to to. Acz nie tak zestawiłbym antagonizmy.

ONA

A jak?

DOSTOJNA

Bo ja wiem. Odpowiedzialny – nieodpowiedzialny?

(patrzy na nią, ta okręci głową)

Rozliczanym, rozliczającym?

(kręci)

Nie zadowala was… panią… podawany antagonizm?

ONA

Bo nie chodzi o antagonizm.

DOSTOJNA

A o co?

ONA

O miejsce, o współodpowiedzialnośc i współwinność.

DOSTOJNA

Moja przepowiednia błyskawicznie się realizuje.

ONA

Prorok, mesjasz.

DOSTOJNA

Ja tego nie powiedziałem, ale zapamiętam.

(do współtowarzyszy)

Możemy zaczynać?

ZZA (chórem)

Już zaczęliśmy.

DOSTOJNA

Bez przyzwolenia, bez komendy „klaps”. To nie Big Brother.

ZZA 1

Wytnie się.

ZZA 2

A może nie wytnie.

DOSTOJNA

(nagle jest w profesjonalnej masce lekarskiej, nawet przymierza przyłbice i rękawice, coś mówi, czyli mamrocze)

me-me-bubu-chr-chr.

(zdejmuje akcesoria oprócz maski lekarskiej)

Nieludzie.

ONA

Powiedzieliście: nieludzie?

DOSTOJNA

Tak.

ONA

To wam pasuje, nieludzko się odnosić, podnosić nieludzkość do miana istoty.

DOSTOJNA

Nieludzkie jest być ludziem – przepraszam: człowiekiem – w sprzęcie krępującym ludzkie odruchy. Zwłaszcza odruchy warunkowe.

ONA

Odruch warunkowy: dać w mordę.

DOSTOJNA

A wy swoje. W mordę, to raczej odruch kulturowy.

ONA

Owszem, u bokserów.

DOSTOJNA

Wyjasniliśmy sobie różnice poglądów na nielukość, a teraz przystąpy do pracy.

ONA

Ja nie jestem w pracy.

DOSTOJNA

Kwarantanna jest konsekwencją pracy, więc jej przedłużeim, dalszym ciągiem.

ONA

To ile mi zapłacą za dalszy ciąg, który jest nadgodzinami?

DOSTOJNA

Nie wiem, nie mam przy sobie taryfikatora rekompensat zawodowych.

ONA

Już się cieszę. Dostaję kurwicy i za to będzie mi płacone.

DOSTOJNA

Tak utrzymuje władza.

ONA

władza utrzymuje się u władzy, a poza tym niczego nie utrzymuje, bo nie utrzymałaby się cokolwiek dotrzymując.

DOSTOJNA

Bardzo twórczo nam się rozmawia, z rozpędu rozgryźliśmy teorię władzy reprezentując dwa inne stanowisko.

BYŁY

Brawo, brawo!

DOSTOJNA

A to kto?

ONA

Wór, a może nawet trup. A on gada. Czyżbyście nie wiedzieli?

DOSTOJNA

co wy z tym ciągłym na wy.

ONA

od was mam to wy, wnimanie. Jakieś zaraźliwe.

DOSTOJNA

Otóż dochodzimy do istoty zaraźliwości, aby nie była zaraźliwa, stąd kwarantanna.

BYŁY

Kiedyś to było fajnie w kwarantannie od francuskiej choroby, nie można było mieć kontaktów z Francuzkami.

DOSTOJNA (zwraca się do Onej)

To prawda?

ONA

Taka prawda, jak wy jesteście tutaj w trosce.

DOSTOJNA

Bo jestem.

ONA

Francuska choroba to weneryczna i tacy patrioci, jak wy utrzymywali, że to od Francuzów, a nie Polaków, czy jakiej jesteście narodowości, zapada się na zdrowie i na życiu.

DOSTOJNA

A kwarantanna?

ONA

kwarantannę w używalności ma interes.

DOSTOJNA

Nomen omen – interesujące.

(Dostojna robi kilka kroków w kółko, ujmując brodę w kciuk i palec wskazujący, prezentując żywą trawestację Rodina Myśliciela).

Taa, taaa.

Zaczynamy.

ZZA

Jak szefie filmujemy?

DOSTOJNA

Z ręki, bo kwarantanna jest niepewnością, dygotem.

ONA

To po chuj im statyw.

DOSTOJNA

To na tym się też znacie?

(macha ręką)

Chodzę, więc bez dźwięku.

ZZA 1 z przodu i z tyłu kameruje

ZZA 2 wypasiony mikrofon za nim trzyma

ZZA 1

Po chuj mikrofon bez dźwieku. Przeszadasz.

DOSTOJNA

Dostaliśmy ekskluzywne pozwolenie od sanepidu, aby pokazać, czym jest dzisiaj walka z zarazą.

(szuka ustami mikrofonu)

Wybraliśmy znanych…

kurwa… gdzie jest mikrofon?

ZZA 2

Chuj miał być bez dźwięku. To znaczy: po chuj mikrofon.

DOSTOJNA

Jak mnie nazwaliście?

ZZA

Dźwiękiem, wdziękiem.

DOSTOJNA (mając przed nosem mikrofon owinięty w bawełniane sznurki zbierające w swą włochowatość gwałtowne ruchy powietrza, jest udobruchany)

Powtórzę.

ZZA 1

Nie trzeba zebrałem głos w mikron przy kamerze z ręki, bo wiem, że na tego cymbała od chujowizny nie można liczyć.

DOSTOJNA

Wybraliśmy przez przypadek, prze ślepy los, znanych… to jest znaną parę prawników, którzy wypełniając nazbyt gorliwie swoje powołanie mogli zostać zarażeni.

Własnie za zgodą sanepidu weszliśmy na ich kwarantannę.

Nie chcemy przeszkadzać, więc jeżeli nie będą zbyt rozmowni, bo są zajęci walką z ewenualnym zarażeniem.

ONA

Chętnie podzielę się wrażeniami, walczę tylko z moim byłym i przygotowuję się do procesów po.

ZZA 1

Szefie, wytnie się.

DOSTOJNA

Ale nie ma potrzeby, bo kwarantanna daje spokój do przygotowania się, to

ONA

… dzięki wam.

DOSTOJNA

Dzięki nam, którzy zareagowaliśmy, aby szybciej osiągnąć spokój do przygotowania się  w czasie po.

ONA

W przyszłości. Ale ja teraz się przygotowuję.

ZZA !

Wytnie się.

ONA

Po co tu przybyliscie, aby wyciąć się.

DOSTOJNA

Co?

ONA

Wypiąć się. Jest okazja. Wypiąć się przy fanfarach tragedii zarazy.

DOSTOJNA

To nie my jesteśmy na kwrantanniee, nie my byiśmy niostrożni i daliśmy się,ewentulanie oczywiscie, daliści się zaarzić, a tera zpaństwo musi za was decydować, pilnować wypełnianie rezimu.

Kto jest poskzodowanym?

ONA

Ja.

DOSTOJNA

Wy jesteście państwem, pani jest państwem.

ONA

O w mordę, podpadłam państwu, bo mogłem się zarazić od jakiegoś bęcwała. Jeżeli tego państwo nie rozumie, a wy, jak słyszę, jesteście depozytariuszem państwa, to ja nie chcę takiego państwa, sama sobie zorganizuję z mądrzejszymi depozytariuszami.

DOSTOJNA

Błąd! To państwo istnieje, rozpoznało zagrożenie i dba, aby ono nie rozszerzało się.

ONA

To ja jestem tym rozszerzającym zagrożeniem?

DOSTOJNA

Tak!

ONA

Bład! Bo nie wieie, skąd przyszło zagrożenie, więc nie mogę go roszerzać.

DOSTOJNA

Wiemy.

ONA

Co?

DOSTOJNA

Wiemy i powiemy.

ONA

Do tej pory trzymaliście w tajemnicy, zwalając zagrożenie na klienta, który jakoby u nas szukał pomocy prawnej.

DOSTOJNA

Tak to było szyte zbyt grubymi nićmi, al zagrożenie jest bardziej realne, bardziej groźne, niż bylbyście w stanie dopuścić taką myśl.

ONA

Nie pieprzcie, tylko powiedzcie, kto jest tym zagrożeniem.

DOSTOJNA

Nie wy, tylko ja. Proponuję powrót do normalnych relacji interpresonalnej.

ONA

Pieprzę was, pieprzę ciebie, ty… mianowańcu partii rządzącej. O, nie! Mianowacu prezesa, bo to on jest waszym ogonem, merda wami. Ale…

(zacukała się)

DOSTOJNA

Blisko, blisko…

ONA

Jesteś nieprzypadkiem, znana gębo z polityki i mediów, nie reprezentujesz troski państwa, tylko interes rządzących.

DOSTOJNA

Kierunek dobry, lecz rozpoznanie zbyt brutalne.

ONA

W tej sytuacji mogę powiedzieć ci: wypierdalaj. Żadnego zagrożenie nie ma, tylko jakiś interes. I to polityczny. Czy mam być królikiem doświadczalnym w rezerwacie kwarantanny.

DOSTOJNA

Nie jesteście, przepraszam, nie jesteś na kwarantannie, bo został ukuty spisek, zagrożenie jest realne. Twoja kwarantanna jest właściwszaa niż inne, dlatego taką jestes otocona uwagą, opieką, a nawet estymą.

ONA

To pieprzenie w bambus, jak mówił mój tatuś. Jaśniej, prościej. Wprost: kto? Kto jest winien mojej kwarantanny, że w niej się znajduję.

DOSTOJNA

Przecież nie rząd, nie państwo, ono odzaraża, a nie zaraża.

ONA

Macie dobre mniemane o sobie, trzymacie się koryta. Macie przede wszystkim wiedzę: dlaczego? Nie musi być ona spójna z głoszoną prawdą. Więc: daczego?

DOSTOJNA

Ktoś zawsze personalnie podejmuje decyzje…

ONA

Słyszę wstęp do pieprzenia, a nie do przekazu o wiedzy.

DOSTOJNA

Spokojnie. Może i pieprzenie, które zdąża do wiedzy posiadanej przez nas.

ONA

Więc…

DOSTOJNA

Zagrożenie przyszło od osoby, która tutaj się znajduje.

ONA

Oprócz nas nikogo nie ma.

(ONA patrzy na BYŁEGO)

On został podrzucony, to mój worek ziemniaków, acz on sam jest Worem (Wór podkreśla specyficznym przeciągnięciem: wóórr).

Kwarantanna została wokół mnie ustanowiona.

DOSTOJNA

Na pewno?

ONA

już nie jestem pewna.

DOSTOJNA

I bardzo dobrze. Kwaratanna została nałożona na was, ale gdyby jego nie było, ty nie byłabyś na kwarantannie.

ONA

Gdyby nie zotał podrzucony, to nie byłoby kwarantanny.

DOSTOJNA

Nie. Został podrzucony, aby kwarantanna miała sens dla ciebie.

ONA

Jest to bezsensowne.

DOSTOJNA

Zgoda pod jednym warukiem, że on nie jest sensm dla ciebie.

ONA

Dzięki. A jakim sensem jst twoja tutaj obecność dostojna osobo.

DOSTOJNA

Taka, że trzeba dać jakiś sens bezsnsownościom, aby gdy już będzie po wszystkim na nowo sformułować nowe czasy.

ONA

Klasyka. Po to zmienić, aby zachować dotychczasowy status.

DOSTOJNA

Nie. Zmienić siei wraz ze zmianami.

ONA

To jest o samo, bo awsze chodzi o status.

DOSTOJNA

Ja nie mam aż tyle czasu refleksję, nie jestem w kwarantannie.

ONA

Ale objeżdżacie kwarantannę, aby nie umknęły wam konfitury, które mogą powstwać wbrew.

DOSTOJNA

Wybywam, swoje osiągnęłam.

ONA

Osiągnąłeś, nie podpinaj się pod funkcję. Adieu.

DOSTOJNA

wszystko nakręcone?

ZZA

Materiału mamy aż nadto – za i przeciw. W zależności co nam będzie potrzebne.

(Dostojna i jej Zza rozbierają się z ubrania i sprzętu ochronnego)

DOSTOJNA

Sprzęt zostawiamy, może byc następnym potrzebny

ONA

Zaraazony jszzcze nie zarażonym, czy zarażony zarażonym?

DOSTOJNA

Spotkamy się po kwarantannie.

ONA

Jeżeli sanepid na to pozwoli

(te trzy osoby przechodzą następnie przez sklep, ale z niego nie wychodzą, zostają, jakby robili zakupy, a w zasadzie traktują jak miejsce pracy, bo przeglądają materiały, które zostały nakręcone, ta scena mimiczna nie może trwać za długo, ale wystarczajaco, aby była zrozumiała, wreszcie jest wyciemniana powracamy do naszego planu narracji)

ONA cały czas się przyglądała i w tym czasie robiła notatki na swoim komputerze.

ONA

Nowe czasy, a ja z tym worem, który sprowadził te czasy. Nie jest ich autorem, tylko przekazem zarazy, ogniwem ewolucji, mutacją.

 

 

 

%d blogerów lubi to: