Hairwald

W ciętej ranie obecności

1. Iwona, notatki, 28.04.2018

„Fargo” – tytuł roboczy

 

obraz chełmońskiego bociany, zamiast bocianów tupolew, pastuszkowie rozmawiają o polsce

iwona przechodzi nowogrodzką (albo coś koło niej), patrzy w okno i narracja przenosi się do niego – o Nim – jak go nazwać?

fragment scenariusza przy zabitej

jedna z intryg fabuły

ona też ma dostęp do poczty mailowej? Pisze w niej do swego adoratora?

 

rozdziały:

  1. napisany.
  2. jej sylwetka i zdarzenia
  3. nasz patriarcha

Na kocu drugiego rozdziału bedzie strzał, ale nie ze strzelby, lecz z normalnego pistoletu – strzał w klubie.

 

(niektórzy są bohaterami,  nie wiedzą o tym, i gdy im sie o tym opowie, reagują jak…? I to jest też temat)

Coś tam z Dyzmą będzie.

Bohaterka z Poznania? Z Marcelina, z ulicy Bułgarskiej

Śledztwo prowadzi Goldwyn – Kleofas.

Dzielnica była paskudna, ale artystowska. Znaleźli się w hali – poindustrialnej – poprzemysłowej, lokal nazywal się „Prohibicja”, nie wiaodmo na jakich zasadach działa, wpuszczano wybranych, dlaczego ją? Nie wie. I tam spotyka scenarzystke patriotycznego serialu. Wciągają razem kokę. Znaja się nawzajem, acz nie wiedziały o tym.

Tam zostaje zamordowana ta scenarzystka, która ma ze sobą plan nastepnego sezonu serialu – 40 odcinków

Dużo Polski społecznej i politycznej – to nalezy podkreślić. ma to być ukazane w obrazach, a nie w retoryce.

Zamordowana zostaje scenarzystka historycznego serialu o Jagiellonach „Walka orła z dwulicowością”, „Zasępiony orzeł”, „Orzeł i sępy” – cos koło tego.

Wicepremier do głównej bohaterki mówił: zostań poetką, jesteś taka liryczna, a fabuły są wulgarne. „Czy Mickiewicz był kobietą?” „Nie sprawdzałem”.

Zamordowana kochanka przyszłego premiera przez mafię (?), grupę zorganizowaną, jakiś interes? On jest szczęśliwym małżonkiem. ochrania zabojcę, zabojców.

 

pracuje w banku, gdzie prezesem był on

chce być pisarką, albo aktorką, albo scenopisarką,

niesie scenariusz do telewizji narodowej

 

on wicepremier, w gabinecie po poprzedniku ma na ścianie strzelbę – bogato inkrustowaną – po poprzednim wicepremierze, dzwoni do poprzednika „totalniaka”; – czy możesz mi ja zostawić, już sie przyzwyczailem

słyszy: – szybko. Moge, bo to nie moja strzelba z nadleśnictwa narodowego, jak to wy nazywacie, gdzie nie mozna wycinac drzew i strzelać do żubrow, ale drzewa wycinacie i zubry wybijacie. Jezeli chce być ok, przedzwoń do ministerstwa ochrony środowiska.

 

Dzielnica zamknięta, mieszkają w niej aktorzy, dzielnica nazywa się jak jakiś polski film. Ona przyjezdża do tej dzielnicy, jest wpouszczana dlatego, iz straznicy pamiętają jak wjezdzała z nim. Korzysta z tego.

Po co to ro?

Z kilku powodów. 1. Chce być poderwana, 2. umawia się z producentem, 3. po prpostu lubi.

Wynajmuje mieszkanie na Ursynowie.

Wicepremier ma bungalow za kilka milionów złotych, chce sprowadzić zonę z dziecmi, ale się wstrzymuje.

Wicepremier przebiera się za Sherolocka Holmesa uważając, że to dopuszczalne, bo mieszkaja aktorzy

 

 

Kochanka wicepremiera musi być przez niego chroniona. Polucje się na nia, oskarża, aby wymóc decyzje korzystne dla banku.

Wicepremier będzie nawet rozważał, aby Iwonę zabić

 

 

Platforma chce komisji śledczej ws. GetBacku. „To afera PiS z premierem Morawieckim na czele”

tokfm.pl, 

Poseł Sławomir Neumann (PO) opublikował na Twitterze wniosek dotyczący powołania komisji śledczej ws. GetBacku. Zdaniem polityków Platformy odpowiedzialność za oszukanie ludzi na 2,5 mld zł ponosi PiS.

Jak pisze przewodniczący klubu parlamentarnego Platformy, komisja śledcza powinna „zbadać aferę, za którą odpowiedzialny jest PiS, z premierem Mateuszem Morawieckim na czele”.

„Dotyczy to spółki GetBack, która nie niepokojona przez ABW, CBA, KNE, NBP, UOKiK i prokuraturę oszukała ok 30 tys. ludzi na ponad 2,5 mld zł!” – kończy wpis poseł Platformy. Jak można przeczytać we wniosku, wnioskodawców ma reprezentować poseł Krzysztof Brejza, znany m.in. z ujawnienia afery nagrodowej PiS.

Sławek Neumann@SlawekNeumann

Wniosek ws. powołania kom. śledczej mającej zbadać aferę, za którą odpowiedzialny jest , z premierem M. Morawieckim na czele.Dotyczy to spółki , która nie niepokojona przez ABW, CBA, KNF, NBP, UOKiK i prokuraturę oszukała ok 30 tys ludzi na ponad 2,5 mld zł!

Agresywna strategia GetBack

Jak mówili niedawno goście audycji EKG w TOK FM, w 2017 r. spółka GetBack realizowała bardzo agresywną strategię rozwoju. Kupiła portfele wierzytelności za 1,9 mld zł, finansując to głównie emisją obligacji. Koszt emisji dla spółki, łącznie z oprocentowaniem, wynosił ok. 10 proc.

– W naszej ocenie, żadna firma nie wytrwałaby długo w takiej strategii – mówił na antenie TOK FM, prof. Sebastian Buczek, prezes Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych Quercus, jednego z podmiotów poszkodowanych przez GetBack.

Prof. Mączyńska zauważyła, że obecnie zjawisko piramid finansowych narasta. Do Polski docierają także te tworzone za granicą. Jak powiedziała, „rynek nie ma wrogów, ale ma wiele ofiar”. Według niej piramidy finansowe generują właśnie takie ofiary i trzeba temu przeciwdziałać.

TOK FM

Zamknięte osiedla, czyli getta dla bogatych

W Warszawie jest już kilkaset osiedli zamkniętych. Inwestorzy wyrąbują z przestrzeni publicznej coraz większe kawałki. Grodzą je i ustawiają w ich bramach strażników. Budzi to zaciekawienie przybyszów ze „starej Europy”, w której płotów jest o wiele mniej – i są one niższe

Coraz wyraźniej widać granicę między tym, co publiczne, a tym, co prywatne. Chodnik przy prywatnym obiekcie jest równy, dobrze oświetlony, a zieleń zadbana. Porządku pilnuje ochrona. Życie wyższej klasy średniej toczy się między grodzonym osiedlem, biurowcem i galerią handlową z kinami i restauracjami – coraz częściej z garażu do garażu, bez konieczności stawiania stopy na terenie publicznym.

Przestrzeń publiczna, za którą odpowiadają władze samorządowe oraz policja, ulega degradacji. Na obrzeżach wyrastają handlowe molochy, a ulice w centrach miast pustoszeją, są mniej bezpieczne niż kiedyś. Najwyraźniej widać to w Warszawie.

 

Nowy archipelag Gułag

Za wysokim fortecznym wałem z XIX w. powstaje Osiedle Marina Mokotów. To zamknięta dzielnica na ok. 5 tys. mieszkańców – getto zamożnych. Stołeczne władze sprzedały deweloperowi 32 ha, nie wytyczyły jednak sieci publicznych dróg. Za wałem i płotem będą apartamentowce i rezydencje z ogrodami, ulice, chodniki, sklepy, park, a nawet sztuczne jezioro. Urokliwe „miasto” – za szlabanem jak na granicy państwowej – zaprojektował jeden z najwybitniejszych polskich architektów Stefan Kuryłowicz z zespołem.

– Grodzenie tak ogromnego osiedla rozrywa miasto. To absurd. W Warszawie tworzy się jakiś archipelag Gułag. Wszędzie parkingi za płotem, budki strażników. I kolejne „obozy” do mieszkania! Musi wreszcie przyjść opamiętanie – denerwuje się dr Andrzej Kiciński, szef Miejskiej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej.

Przypomina, że przed wojną podwórka na starej Ochocie były pogrodzone, ale furtki zamykano co najwyżej na noc. W ciągu dnia dało się nimi przechodzić na przestrzał. Podobnie było na osiedlach społecznych Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej na Żoliborzu. W PRL płoty i mury miały runąć, tereny osiedlowe zamieniały się w przestrzenie otwarte dla wszystkich. Miało to oczywiście ciemne strony: przestępczość była wtedy niższa, problemem był jednak wandalizm i dewastacja.

– Kiedy budowano osiedle Sady Żoliborskie, do prof. Haliny Skibniewskiej przychodzili notable i szefowie spółdzielczości z ideą grodzenia. Zgodziła się tylko na niskie murki i żywopłoty – mówi Andrzej Kiciński.

 

Ameryka w awangardzie

W USA jest już ok. 150 tys. „gated communities”, żyje w nich ok. 30 mln ludzi. Najwięcej w Los Angeles, Phoenix, Chicago, Houston, Nowym Jorku i Miami. – Od lat 60. powstają tam osiedla z kontrolowanym dostępem, prywatyzowane są przestrzenie publiczne. W niektórych zdarzają się nawet fosy i mosty zwodzone – mówi Jacek Gądecki z Instytytu Socjologii UMK w Toruniu, który pracuje nad doktoratem o grodzonych osiedlach w Polsce i USA.

W Ameryce wyróżnia się trzy typy takiej zabudowy: pierwszy to zespoły luksusowych domów, np. wokół pól golfowych czy kortów tenisowych, i wioski emeryckie. Ich mieszkańców łączy podobny styl życia (stąd termin „lifestyle communities”). Kolejna grupa jest określana hasłem „prestige” (np. Beverly Hills w Los Angeles). I wreszcie typ trzeci – „bezpieczne społeczności” – osiedla za bramą, które powstały na fali strachu, jaka przetoczyła się w USA w latach 80., z ulicznymi walkami gangów w tle. – Wtedy zaczęły się akcje grodzenia nawet w dzielnicach peryferyjnych, aż po rozstawianie betonowych zapór w poprzek ulic – mówi Jacek Gądecki.

Mniej więcej jedna trzecia takich osiedli to luksusowe zespoły dla klasy wyższej i średniej wyższej, w jednej trzeciej zamieszkują je emeryci, pozostałą część stanowi przestrzeń życia klasy średniej. Przybywa też w USA robotnicznych „domów za bramą”. – W wielkich metropoliach grodzą się głównie bogaci. Im bliżej granicy z Meksykiem, tym więcej płotów. Tam grodzą się też biedniejsi, boją się imigrantów – mówi Jacek Gądecki.

Skrajny przypadek – wspólnotę „Hidden Hills” („Ukryte wzgórza”) w Kaliforni, zamieszkałą przez bogaczy z garażami na sześć samochodów, opisał Andrew Stark w eseju „America, The Gated?” (1998 r.). Przywołuje go opracowanie prof. Bohdana Jałowieckiego „Rezydencje i zespoły rezydencjalne w Warszawie”, przygotowane w 2001 r. na zlecenie stołecznych władz: „Wszystkie budynki >>Hidden Hills<< z wyjątkiem ratusza znajdują się wewnątrz ogrodzenia. Miasteczko to jest pełnoprawną gminą, która zajmuje się wszystkimi sprawami od bezpieczeństwa przez wydawanie pozwoleń budowalnych aż po wywóz śmieci. Wszystkie te usługi są opłacane przez lokalny podatek, który może być odliczany od podatków stanowych i państwowych. (…) W istocie jest to niemal eksterytorialny prywatny obszar, strzeżony przez własną policję”.

Ciekawe, kiedy zamożni Polacy zbuntują się przeciw płaceniu podatków? Przecież oni już dzisiaj „miasto dla wszystkich” postrzegają jako obce, nieprzyjazne i źle zorganizowane. Za bezpieczeństwo swojej przestrzeni życiowej – grodzonych osiedli, biurowców i centrów handlowych z prywatną policją – płacą sami.

Francja nie lubi grodzenia

„Osiedla za bramą” są też charakterystyczne dla miast latynoamerykańskich, w których bogacze chronią się przed nędzarzami. Dużo ich w Afryce Południowej, Azji Środkowej i Południowo-Wschodniej. W państwach Europy Zachodniej, Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii grodzonych osiedli jest mało, ale prawie każdy kraj ma już przynajmniej po kilka takich przykładów. Najlepiej przyjęły się w Wielkiej Brytanii i są tam powszechnie akceptowane. We Francji prawie ich nie ma. – W starym Paryżu ludzie mieszkają w kamienicach. Przestrzeń prywatna zaczyna się za bramą. Przestrzeń publiczna to ulica wyznaczana pierzejami, placami, parkami – przypomina architekt Andrzej Chołdzyński, pracujący w Warszawie i Paryżu.

Jak opowiada, za czasów generała de Gaulle’a – pod wpływem Le Corbusiera, autora koncepcji „maszyn do mieszkania” – postawiono na budowę osiedli z wielkiej płyty. Tak jak bloki u nas miały stać w zielonej, otwartej przestrzeni. Jednak osiedla zamieniały się w slamsy. Od 20 lat są wyburzane. – Zamiast tego wokół Paryża zaczęto budowę miast satelitarnych – mówi Chołdzyński. Ich urbanistyka nawiązuje do tradycyjnego miasta. Są tam place i ulice. Strefy dla pieszych. O grodzeniu nie ma mowy. – Nie pozwoliłyby na to plany zagospodarowania – zapewnia architekt.

 

Zanim mnie zapytasz, zapłać

Przy murze zamkniętego osiedla Los Feliz na peryferiach Los Angeles grupa artystyczna Heavy Trash rozstawiła w końcu kwietnia platformy widokowe. Przypominają one średniowieczne machiny do zdobywania murów albo platformy widokowe ustawiane kiedyś po zachodniej stronie muru berlińskiego. Można wejść po schodkach i popatrzeć na zamkniętą społeczność z góry.

Strzeżone osiedla Warszawy zaintrygowały duńską artystkę Sofie Thorsen, która przyjechała do Centrum Sztuki Współczesnej na trzymiesięczny „pobyt twórczy”. Razem z Marianną Dobkowską, kuratorką z CSW, oglądały miejsca o kuszących nazwach: Zielone Zacisze, Leśna Polana, Brzozowy Zagajnik, Bukowy Dworek, Osiedle Zeusa, Lazurowa Dolina, Wille Laguna, Zielone Mieszkanko II, Słoneczny Stok, Słoneczna Magdalenka. Plonem tych wypraw jest wystawa (potrwa do 16 lipca) „O złotym zamku, który wisiał na niebie” w Świetlicy Sztuki Raster – wideo skomponowane ze zdjęć osiedli i z rozmów z ochroną i mieszkańcami.

– Po przyjeździe do Warszawy najbardziej zaszokowały mnie osiedla zamknięte. W Berlinie mamy takie jedno, „Arkadien” na granicy z Poczdamem – mówi Henrik Werth, student berlińskiej Politechniki. Zwiedzał stolicę, chodził na targi budowlane, szukał informacji w internecie. Pół roku temu stworzył mapę grodzonych osiedli. I je – jako pierwszy – policzył. Było ich ponad 200 – Deweloperzy sprzedają wam nowy styl życia. Łudzą, że za murem powstanie jakaś lepsza społeczność – twierdzi Henrik Werth.

Jaka to społeczność? Próbowali to ustalić ankieterzy przygotowujący z prof. Bohdanem Jałowieckim wspomniany raport „Rezydencje i zespoły rezydencjalne w Warszawie”. Czytamy w nim: „Podstawową trudnością w kontakcie z mieszkańcami było to, że wracają oni do swych domów ok. godz. 22-23. Są tak zmęczeni, że nie chcą z nikim rozmawiać. W soboty najczęściej pracują, a niedziele – jako jedyne wolne dni – chcą mieć dla siebie. (…) Osoby odmawiające rozmowy robiły to często w sposób arogancki, niesympatyczny. Przeliczały swój czas na pieniądze i mówiły, że mogłyby się zgodzić, gdyby ankieter płacił za wywiad 300-500 zł”.

Warszawiacy kupują mieszkania i rezydencje za murem mimo wysokich cen – z potrzeby prestiżu i ze strachu przed przestępczością. – Koncepcja grodzonych osiedli jest chwytem reklamowym, który pozwala sprzedawać marzenia o bezpieczeństwie i spokoju, o dobrym sąsiedztwie i kontakcie z naturą – uważa Jacek Gądecki.

Amerykańska para badaczy Edward Blakely i Mary Gail Snyder wykazała na podstawie sondaży wśród mieszkańców, że „gated communities” nie gwarantują bezpieczeństwa, powodując jednocześnie osłabienie więzi społecznych. Plonem tych badań jest książka „Forteca Ameryka”.

Korzystaliśmy m.in. z publikacji:

Dennis W. Stransky, „Gated communities as public entitles”, University of Nevada, Las Vegas 2000.

Edward J. Blakely, Mary Gail Snyder, „Fortress America, Gated Communities in the United States”, Washington 1997.

wyborcza.pl

Jerzy Pilch: Polskie dziewczyny są w sytuacji strasznej: mają w zdecydowanej większości przypadków do czynienia z sytymi debilami

Dorota Wodecka-Lasota, 
„Ciekawa jest kobieta, która ma dar przeistaczania się. Czasami jest szarą myszą, a czasami skończoną pięknością. Jeden ruch wystarczy, by przeszła z jednego istnienia w drugie”. Rozmowa z Jerzym Pilchem
Dorota Wodecka-Lasota: A biust może jest przereklamowany? Zwłaszcza w dobie sylikonów.JERZY PILCH: Dziwne pytanie jak na początek. Mnie takie parcelacje osoby ludzkiej nie ciekawią zupełnie. Skoro jednak pani drąży, to powiedziałbym: z pewnością nie żyjemy w czasach przereklamowania mózgu. To jest organ, w który sylikonu nie da się wszczepić, i całe rzesze muszą żyć w poczuciu tragedii, że mają za mały. Przygląda mi się pani?Sprawdzam, czy pana „twarz jest naznaczona rezygnacją”. Tak jak pana niektórych bohaterów.Kiedyś szedłem moją ul. Hożą, jak zwykle oddając się nikczemnym rozmyślaniom, albo raczej nie myśląc o niczym, i miałem typowy dla mnie wyraz twarzy ponurego buca. Naprzeciwko szła elegancka pani w średnim, z mojej perspektywy, młodym wieku. Mijając mnie, wydała krótki rozkaz: „Szeroki uśmiech!”.A pan?Nie zdążyłem zareagować, ale do dziś opracowuję w duchu różne reakcje w stosunku do tej bezczelnej gówniary.Może nie „ponury buc” ją zaintrygował, tylko „pesymizm i gorycz, jako pewny i standardowy sposób wzniecania w kobietach pocieszycielskich odruchów”? Nas podobno pociąga w was „zuchwałe spojrzenie, uśmiech szydercy i egzystencjalna rezygnacja”.Zanim zacznie się pani babrać w autorze via jego utwory, to przyznam się, że ogarnia mnie niejaki popłoch w związku z niektórymi rzeczami, które napisałem. Nie mam zwyczaju zaglądania do swoich książek, boję się, żeby samego siebie nie zawstydzić. Niedawno jednak pewien reżyser napisał scenariusz oparty na mojej prozie. Musiałem to przeczytać. Powiedzmy ostrożnie – wzlotu nie było. Pewne rzeczy zdały mi się tak wiotkie, że nie dałem zgody na ten film, tracąc trochę kasy, co jest grzechem. Moja religia zabrania marnotrawstwa.A wracając do pytania. „Zuchwałe spojrzenie” jest dobre językowo. Zapamiętałem to wyrażenie z wiersza Adama Zagajewskiego. Więc tu język był ważniejszy niż oddanie rzeczywistego stanu. Tym samym sugestia, że wyraz mej twarzy jest rezultatem jakiejkolwiek receptury, jest chybiona.Ale jest pan zuchwały?Jeśli facet z roztrzęsionymi rękami, głuchawy, co pół roku potrzebujący nowych okularów jest zuchwały – proszę bardzo. Owszem, zuchwale przechodzę na zielonym świetle – w sensie ścisłym zuchwale, bo teraz zmieniają jak wściekli i na końcu zawsze zuchwały sprint.Czy w porównaniu z samym sobą – mężczyzną kiedyś 40-letnim – ma pan dziś większe, czy mniejsze potrzeby? Jest w panu owa egzystencjalna rezygnacja?Czterdziestolatek nie jest w ogóle ciekawy. Jest za bardzo po stronie niedojrzałości. Nie ma ostrej świadomości, że zdechnie. Ta przychodzi po pięćdziesiątce. A jak się pojawi, staje się dojmująca i warunkuje to, o co pani pyta.Faceci różnie reagują na tę nagłą galopadę czasu. Jedni wierzą, że przez wzmożenie posiadania przedmiotów uczynią z nich barykadę. I chcą mieć więcej. Kosztownych garniturów, zegarków. Albo gorączkowo stawiają z natury rzeczy warowne domy. To są próby uchwycenia wieczności. Bo skoro zbuduje dom, który 200 lat powinien stać, to trochę tej wieczności na człowieka spłynie. Pięćdziesiątka to moment wyboru drogi – albo do materialnej obfitości, albo do duchowej prostoty.
%d blogerów lubi to: