Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the month “Luty, 2013”

Szujnia endecka we Wrocławiu

NOPWrocław

 

Kolejne miasto pada zastraszone przez narodowców. Po Warszawie (UW na wykładzie Magdaleny Środy), Radomiu (wykład Adama Michnika) i Gdańsku (spotkanie z Robertem Biedroniem) przyszła kolej na Wrocław.

 

We wrocławskim BWA odwołany został pokaz filmów słowackiego twórcy Tomasa Rafy, w których dokumentuje rozwój ruchów nacjonalistycznych.

 

Pokaz był planowany na 1 marca, a tego dnia ONR ma uczestniczyć w marszu organizowanym z okazji święta Żołnierzy Wyklętych. Szef galerii BWA przeczytał na forach internetowych, że narodowcy zwołują się, aby w kominiarkach zakłócić pokaz, więc odwołał imprezę.

 

Niedługo dojdzie do tego, że w kraju nie odbędzie się żadna impreza, która nie „otrzyma” zezwolenia od brunatnych. Polska nie może być zastraszana przez endeków, brunatnych, faszystów. Można zabezpieczać imprezy policją, ale to sytuacja bez sensu.

 

W kraju zwycięża prawicowa szujnia. Muszą otrzymać odprawę większości narodu, bo sparaliżują kraj.

 

Ile Urbana w Lisie?

z13456256Q,Ks--Sowa-o-okladce--Newsweeka----Chamska--Naczelny

Okładka ostatniego „Newsweeka” na prawicowych portalach spowodowała szczękościsk. Gdyby mogli dorwać Tomasz Lisa, to nie dość, iż by go zagryźli, to połknęliby bez popitki.

Na portalu wPolityce.pl stawiają pytanie: ile Urbana w Lisie? Złe pytanie, bo Lis nie połknął Urbana, ale Lisa chce połknąć prawica. I wówczas należałoby spytać: ile połknęli Lisa prawicowcy?

Łykają go jednak, bo czytają. Dlatego takie z ich trzewi dochodzą odgłosy niestrawności. Pierdzą i dostają sraczki.

A „Newsweek” odnotowuje nabrzmiały problem w Kościele, ciągle nie załatwiony, zamiatany pod dywan: pedofilię.

Na tym dziadowskim portalu braci Karnowskich dostają biegunki, bo tygodnik Lisa zwiększył dwukrotnie przychody z reklam. Dotarli do takich danych, iż w sierpniu – rok do roku: 2011 do 2012 – liberalny tygodnik zwiększył kasę reklamodawców z 2 116 300 zł do 4,5 mln zł. To jest główny powód, Karnowscy nie śpią po nocach, nawet się nie onanizują, gryzą ścianę.

Z tego powodu proponują uciąć rękę tym reklamodawcom, którzy ogłosili się w „Newsweeku”. I stalinowskim sposobom wywieszają listę firm reklamujących się u Lisa.

Dlaczego jednak zamieszczają reprodukcje okładek „Newsweeka”? Freudyzm? Wszak grzech musi pociągać Karnowskich. Patrzą na okładki wrażego tygodnika i buch do rozporka. Do dzieła przystępują, do opus Dei.

Newsweeki

Zaprzańcy o Michniku

7e95fde655ec504d0c533b354334cfe6

 

Tego nie wymyśliłby nawet Antoni Macierewicz. Zamiast niego używają manipulacji bracia mniejsi (tak nazywani są Karnowscy, bardziej swojsko: dziady).

 

Narodowcy, którzy zakłócili wykłady prof. Magdaleny Środy na Uniwersytecie Warszawskim, a w ostatnią sobotę w Radomiu wykład Adama Michnika, to nie są narodowcy, a – uwaga! uwaga! – służby specjalne.

 

Ileż trzeba wykazać perfidii, aby tak uzasadniać. I kto to potwierdza dla „dziadów” Karnowskich? Były dziennikarz „Gazety Wyborczej” Jerzy Jachowicz, który z dnia na dzień stał się prawicowcem. Musi mieć ogromną pretensje do Michnika, że nie dal mu więcej udziałów w „Agorze”, gdy spółka wchodziła na giełdę.

 

Jachowicz to najczystszej wody zaprzaniec. Z takich składa się polska prawica. Oto ten wywiadzik z Jachowiczem na portalu wPolityce.pl:

 

wPolityce.pl: Czy możemy łączyć ze sobą zajścia, do których doszło podczas wykładów prof. Magdaleny Środy i Adama Michnika, gdzie zamaskowani sprawcy, podający się za narodowców, chcą przeszkodzić w wykładzie, osobie mającej zdecydowania lewicowe poglądy?

Jerzy Jachowicz, dziennikarz śledczy, publicysta tygodnika ”w Sieci”: Można powiedzieć, że zajście podczas ostatniego wykładu Adama Michnika w Radomiu, to powtórka z rozrywki, jednak to nie jest sprawa humorystyczna. Tutaj jak na dłoni widać, że jest to robota służb specjalnych. Tu chodzi o uzyskanie dwóch rzeczy: danie państwu oręża do wprowadzenia restrykcyjnych przepisów w przypadku wszelkich zakłóceń porządku, oraz obarczenie polityków prawicy, za to, że dochodzi do podobnych zajść. Trochę to przypomina czasy PRL, kiedy służby profilaktycznie mogły nie dopuścić do zakłócenia porządku.

 

Jaki cel ma takie działanie?

Chodzi o umożliwienie inwigilacji każdego działacza politycznego, stojącego po prawej stronie. Napastnicy, którzy próbowali wejść na salę, sami siebie określali mianem ”narodowców”. A wiemy przecież doskonale, że jest to pojemne pojęcie i różne środowiska mogą znaleźć się w tej grupie.

 

Ale może te dwa zajścia to czysty przypadek?

Proszę zwrócić uwagę na jedną kwestię: grupa zamaskowanych 50 osób, idzie w kierunku uczelni, aby zakłócić wykład i nikt nie próbuje interweniować? Nikt nawet nie zechciał powiadomić policji, czy straży miejskiej? Nikogo nie wylegitymowano? Przecież takie zajście z góry nosi znamiona przestępstwa, a w tym przypadku, sprawcy swobodnie realizują swój cel. Podobnie było w przypadku wykładu Michnika. Przecież taka grupa ludzi musiała się jakoś przemieszczać, musiała zostać zauważona. Dodatkowo służba ochrony, która bojąc się grupy rozwścieczonych narodowców, powinna powiadomić odpowiednie służby. Tymczasem postanowiła interweniować sama. Wygląda na to, że jest to autentyczna prowokacja. Takie grupy nie są zdolne ustąpić, a szczególnie po próbach nawoływania ze strony służb porządkowych. Kiedyś byłem świadkiem podobnego zdarzenia, gdzie młodych ludzi wynoszono z sali, ponieważ kładli się na ziemi, chwytali ławek, krzeseł, wszystkiego, aby tylko zostać na sali. W tym przypadku, ci ludzie wychodzą spokojnie jak baranki, dlaczego?

 

Czyli mamy tu do czynienia z inscenizacją?

Sprawcy mieli dać tylko narzędzie, być aktorami, odgrywającymi pewną historią, która ma świadczyć o olbrzymiej możliwości zagrożenia demokracji w Polsce.

 

Na czyje zlecenie wykonuje się takie działania?

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zwykle jest zleceniodawcą. Jednak to są zbyt poważne sytuacje, aby ABW działało bez akceptacji, czy nawet inspiracji kogoś bardzo ważnego z rządu. Jest to niemożliwe. Jednak każdy, kto śledzi obecną sytuację w partii rządzącej, ten widzi, że nie ma możliwości wykonania żadnego konkretnego ruchu bez akceptacji premiera.

 

Czy ludzie biorący udział w takich akcjach są funkcjonariuszami służb, czy może zwerbowanymi członkami jakieś organizacji?

Zwykle jest to mieszanka. Bardzo rzadko wyłącznie sami funkcjonariusze uczestniczą w takich przedstawieniach. Jeżeli mówimy o prowokacji, wystarczy w grupie 20 osób mieć kilku ludzi, cieszących się dużym zaufaniem, aby mogli kierować działaniem całej grupy. Pozostali nie wiedzą nawet kto za tym wszystkim stoi, czy skąd ci ludzie biorą pieniądze na organizowanie akcji. Podobne przypadki, miały miejsce na początku lat 90-tych, gdzie mniejsze grupy młodych ludzi, ubranych po cywilnemu, udających działaczy Ligii Republikańskiej, zrywały plakaty potępiające Lecha Wałęsę. Dla mnie jednak, decydującym momentem, aby myśleć, że ostatnie wydarzenia były prowokacją, jest fakt, że żadne znaczące służby porządkowe nie brały w tym udziału.

 

Obydwa wydarzenia, są głośno komentowane w mediach. Dlaczego, więc sytuacja, która miała miejsce w Poznaniu, gdzie grupa lewicowych działaczy przebranych za transwestytów, chciała przeprowadzić ”homoterapię” profesorom uczelni, została przemilczana?

Tu należy podkreślić dysproporcję wobec potępienia tych zajść, również przez samego Donalda Tuska. Możemy tylko spodziewać się jak na zajście z wykładu Adama Michnika zareaguje sama Gazeta Wyborcza, już widzę te tytuły… Natomiast w przypadku Poznania, gdzie doszło do równie dużego zagrożenia, mamy do czynienia z podejściem, traktującym to, jak drobny epizod, bowiem tak jest to przewidziane w scenariuszu działania. Nie można bronić ludzi, którzy opowiadają się za posłanką, która krytykuje działania homoseksualistów w Polsce. Wulgarne i prymitywne wystąpienia wobec tych ludzi nie spotka się z jakąkolwiek reakcją państwa w tym temacie. Nikt nie złoży nawet zawiadomienia do prokuratury, a przypomnijmy, że w Poznaniu, doszło do gróźb karalnych wobec naukowców.

Bilans Benedykta XVI jest najgorszy od 200 lat

z13446581Q

Na Benedykcie XVI nie pozostawia się suchej nitki. Im dalej od decyzji ustąpienia z funkcji papieża, tym gorzej jest oceniany. „Wyborcza” przeprowadziła rozmowę z watykanistą Marco Politi. Oto jej fragmenty:

Jarosław Mikołajewski: Po tym papieżu spodziewano się może nie liberalizacji zasad, ale na pewno tego, że usunie z Kościoła brud…

Marco Politi: – Abdykacja jest jedyną reformą jego pontyfikatu, i to ona przejdzie do historii. Nie tylko dlatego, że sam ustąpił, lecz również dlatego, że ustanowił punkt odniesienia dla przyszłych papieży. Ten gest podkreśla zresztą konsekwencję, z jaką szlakiem Pawła VI i Jana Pawła II realizuje program odmładzania hierarchii. Przestrzegana jest zasada dymisji arcybiskupów w wieku 75 lat czy udział w konklawe do 80. roku życia. Decyzja o abdykacji to sygnał dla następców, że koniec ich pontyfikatu niekoniecznie musi nastąpić z chwilą śmierci, i ma ona również wymiar strategiczny. Oto w pełni sił umysłowych papież daje do zrozumienia, że skoro ludzki wiek się wydłużył, trzeba chronić papiestwo przed konsekwencjami późnej starości. Przecież wzrosła również odpowiedzialność papiestwa. Za pomocą mediów papież przemawia do miliarda osób. Nie jest już ikoną obnoszoną w lektyce.

Abdykacja to mało, żeby przejść do historii jako reformator. Jak pan ocenia bilans tego pontyfikatu?

– Z punktu widzenia reform bilans tego papieża jest najgorszy od 200 lat. Za jego pontyfikatu wyhamował dialog ekumeniczny z islamem i judaizmem. Zamiast dialogu mamy wymianę uprzejmości. Dopuścił do głosu negacjonistę Williamsona. Doprowadził nawet do niezadowolenia katolików zaangażowanych w dzieło Soboru Watykańskiego II, dając przestrzeń zwolennikom liturgicznego rytu trydenckiego i lefebrystom. Wszedł w konflikt ze światem nauki, przeciwstawiając się prezerwatywom w Afryce. Dopuścił do Vatileaks, czyli wykradzenia dokumentów przez papieskiego kamerdynera.

Z jakimi problemami pozostawia Kościół?

– Jest ich ogrom. Jeden z najważniejszych to niedostatek kapłanów. Są w Europie tereny, gdzie jeden ksiądz musi pełnić posługę w trzech parafiach. Na wielkich terytoriach pozaeuropejskich na księdza, który odprawi mszę, wierni czekają nawet przez miesiąc. Problemem, który coraz silniej będzie dochodził do głosu, jest rola kobiet w Kościele. Na ostatnim synodzie w październiku podjęto próbę włączenia kobiet do decydowania o Kościele, nie wiadomo jeszcze, z jakim skutkiem. Tymczasem klasztory żeńskie ogarnął wielki kryzys. W ostatnich latach zanotowano zmniejszenie liczby zakonnic o 50 tysięcy, a pamiętajmy, co robi większość z nich. Pracują w szpitalach, szkołach, są organizatorkami działań charytatywnych. To serce Kościoła i wielkie robotnice, więc gdyby kiedyś zakonnice zastrajkowały, Kościół stanąłby w miejscu. Jednak nie chodzi tylko o problemy organizacyjne, jakie wywołuje ten upust krwi. Kościół musi sobie jasno zdać sprawę z tego, że współczesne kobiety nie wiążą z Kościołem własnej przyszłości. Nie widzą możliwości realizowania w nim aspiracji etycznych i życiowych. XVIII i XIX wiek, kiedy masowo powstawały żeńskie zgromadzenia o zindywidualizowanym charyzmacie, mamy daleko za sobą.

Innym problemem jest seksualność. Zapłodnienie in vitro, pigułki antykoncepcyjne, związki partnerskie – to sprawy, do których oficjalny Kościół odwraca się plecami, jak gdyby ta postawa determinowała postawy wiernych.

Dlaczego pan nie był zaskoczony decyzją o abdykacji, a kardynałowie okazali zaskoczenie?

– Ich zaskoczenie było szczere, bo żaden się nie spodziewał, że on to zrobi naprawdę. To coś o nich mówi – jak powierzchownie czytali przesłania Benedykta XVI.

z13447177AA

Biskupa pogięło

69a2abd620d76e6e2d7a546e0de72474,37,1,0-183-3504-1971-0

Biskupa Tadeusza Pieronka zdrowo pogięło. Żeby takie dyrdymały mówić (a piszę to delikatnie), że Wanda Nowicka nic nie potrafi, nawet z Ruchu Palikota ją wyrzucili.

Jak tę kalumnie rozumieć? Ruch Palikota to coś tak złego, że być z tej partii wyrzuconym to najgorsza rzecz pod słońcem, jaka może się zdarzyć?

A może hierarcha takie ma podejście do kobiet? Cokolwiek płeć nadobna zrobi, to kler będzie źle się wyrażał, bo żyje w celibacie i wszelki rozsądek został im odebrany.

Pieronek uchodzi wśród kleru za najbardziej postępowego. Jeżeli on tak wyraża się o kobiecie, która dla płci pięknej zrobiła w kraju najwięcej niż ktokolwiek, to znaczy iż duchowieństwo nadaje się jedynie na przemiał historii.

Nowicka mówiła o pedofilii wśród księży. To jest problem. I to wielki problem społeczny. Dziecko w rękach księdza już nigdy nie będzie normalne, zmiany w jego psychice są nieodwracalne.

Tego nie zrozumiał hierarcha, więcej na temat Nowickiej już nie powinien bzdyczeć.

Niech Kościół odpieprzy się od dzieci poczętych in vitro

z13426428Q,Ks--prof--F--Longchamp-de-Berier-i-zjazd-plenarny-

Wstrząsający list napisał ojciec dziecka poczętego in vitro po wypowiedzi ks. prof. Franciszka Longchamps de Berier, członka Episkopatu Polski.

Wymowa jest jednoznaczna, lekko ją trawestuję: Niech kościół się odpieprzy od mojego dziecka. Ojciec dziecka tak ujął: „To niespotykana dotychczas w mediach nowa jakość w stygmatyzowaniu dzieci z in vitro. Ksiądz profesor przekroczył wszelkie granice medialnego chuligaństwa i barbarzyństwa”.

Oto cały list (in extenso):

W „Uważam Rze” z 11-17 lutego ukazał się wywiad z ks. prof. Franciszkiem Longchamps de Berier, członkiem zespołu ekspertów ds. bioetycznych Konferencji Episkopatu Polski. Śmiem twierdzić, że to już pozycja wyjątkowa w annałach polskiego dziennikarstwa.

Wszystkie epitety i słowa krytyki, które za chwilę padną z mojej strony pod adresem ks. prof. de Berier, nie są przejawem żadnego bezrefleksyjnego antyklerykalizmu.

Są głosem zbulwersowanego ojca dziecka poczętego in vitro, który w ostatnich pięciu latach usłyszał w mediach wszystkie już, zdawałoby się, możliwe przejawy podłości z ust ludzi reprezentujących inny światopogląd.

Ale to, co w powyższym wywiadzie powiedział ks. prof. Franciszek Longchamp de Berier, to niespotykana dotychczas w mediach nowa jakość w stygmatyzowaniu dzieci z in vitro. Ksiądz profesor przekroczył wszelkie granice medialnego chuligaństwa i barbarzyństwa.

Jest w tym wywiadzie wiele fragmentów, które zasługują i – mam nadzieję – staną się przedmiotem szczegółowej analizy prawników i lekarzy z uwagi na ogromną ilość przekłamań, półprawd, manipulacji i zwykłej mowy nienawiści.

Jednakże pragnę jako rodzic zwrócić uwagę zwłaszcza na ten fragment:

„Są tacy lekarze, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka, wiedzą już, że zostało poczęte z in vitro. Bo ma dotykową bruzdę, która jest charakterystyczna dla pewnego zespołu wad genetycznych”.

Powyższe zdanie to szczyt nikczemnej retoryki, czyli już nie „słyszałem, że są tacy lekarze” lub „mówiono mi, że są tacy lekarze”, ale po prostu są tacy lekarze.

Po tych dwóch zdaniach ks. de Berier jednym tchem wymienia cztery zespoły wad genetycznych, o których (z wyjątkiem zespołu Beckwitha-Wiedemanna, o którym czytamy w paranaukowych opracowaniach, nie popartych żadnymi badaniami) nawet nieliczni profesorowie medycyny będący w opozycji do technik wspomaganego rozrodu, nie wspominają w swoich atakach.

Oczywiście ksiądz de Berier nie podaje żadnego źródła, nie odwołuje się do żadnych badań, nie cytuje żadnej publikacji z bazy Pubmed, tylko oznajmia, że „są tacy lekarze”. Nie pada także żadne stwierdzenie zgodne z aktualną wiedzą medyczną, że żadna z wymienionych wad nie ma związku z techniką poczęcia jako taką.

Nikt jeszcze w ponad 20-letniej historii wolnych mediów tak jawnie nie odwoływał się do poetyki nazistowskiej i jej podstaw w postaci wypowiedzi sugerujących rozpoznawanie sposobu poczęcia po cechach fenotypowych.

Taka retoryka to cyniczna, perfidna i prymitywna metoda ataku na środowisko ludzi niepłodnych i wszystkich myślących inaczej niż ks. de Berier.

Od dziś obiecuję księdzu de Berier prymitywne intelektualne naśladownictwo i podzielę się od razu taką refleksją: są tacy księża, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka chcą praktykować pedofilię.

Żyję nadzieją, że będzie mi dane wziąć udział w debacie, sympozjum czy też zwykłym spotkaniu z ks. de Berier. Bynajmniej nie po to, żeby jako skromny magister wdać się w merytoryczną dyskusję z uzbrojonym w oręż erudycji i elokwencji profesorem.

Chciałbym tylko móc spojrzeć w twarz ks. de Berier i wykrzyczeć: ODPIEPRZ SIĘ OD MOJEGO DZIECKA.

Choć za jedno jestem ks. de Berier wdzięczny. To kolejny głos utwierdzający mnie w przekonaniu, z jaką mową nienawiści mamy do czynienia. To utwierdza w przekonaniu, jak bardzo z daleka muszę trzymać moje dzieci od Kościoła katolickiego. To utwierdza mnie w przekonaniu, jak ciężko jest żyć w tym kraju.”

Z poważaniem

Ojciec dziecka z in vitro

Źródło: tokfm.pl

Post Navigation