Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the month “Marzec, 2013”

Czy Kaczyński to lewica?

Kaczyński

 

Tytułowe pytanie nie pada bez nijakich podstaw: Czy Jarosław Kaczyński to lewica? Na pewno nie należy do lewicy obyczajowej, ale ekonomiczne wartości kwalifikują go do lewej strony.

 

Na łamach  „Gazety Wyborczej” pisze Wojciech Maziarski o dwóch Janosikach. Jeden jest pobożny, a drugi bezbożny. Kaczyński i Leszek Miller to „lewicowi towarzysze”.

 

I adekwatnie ma to się z partiami.  W Polsce mamy aktualnie dwie lewice. Jedna z nich to „proeuropejskie i bezbożne” SLD z Millerem na czele. Druga to wcale nie Palikot, ale PiS, które zdaniem publicysty „GW” jest lewicą „narodową i pobożną”, nie wiadomo czemu nazywa się ją prawicą.

Nie jest to taka przewrotna intelektualna, jakby wyglądało. Wystarczy porównać ostatnie deklaracje partyjne obłożenia podatkiem najbogatszych. Obie partie śpiewają w jednych chórze i wykonują ten sam utwór: „Podwyższenie podatków dla najbogatszych”. Fałsz? Tak, bo gdy były u władzy, najpierw SLD, a potem PiS, to właśnie oni obniżali podatki.

 

Maziarski pisze: „Dziś obaj lewicowi towarzysze rywalizują w populizmie, podpuszczając jednych Polaków przeciw drugim i okłamując ich. Bo przecież to kłamstwo, że zamożni płacą mniejsze podatki niż ubodzy. Zarabiający dużo płacą w Polsce wyższe podatki niż zarabiający mało i żadne zaklęcia tego faktu nie zmienią”.

 

Posłowie PiS twierdzą, że najwięcej podatków płacą ci, którzy najmniej zarabiają. Co jest oczywistą wierutną bzdurą i kłamstwem. Niezorientowanym i ciemnemu ludowi można wszystko wmówić.  – Naprawdę wstydu trzeba nie mieć, żeby takie rzeczy opowiadać – pisze Maziarski.

 

SLD i PiS walczą o tę samą grupę elektoratu. Chcą zdobyć głosy biedniejszej części społeczeństwa obiecując podwyżkę podatków dla najbogatszych. Rząd PO natomiast na broni się na wszelkie możliwe sposoby przed podwyżką podatków.  Efekty ich działań nie są zadowalające. Im dłużej trwa kryzys, tym bardziej kombinuje wicepremier Jacek Rostowski, aby utrzymać budżet w ryzach.

 

Rząd odpowiada za stan kondycji Polski i naszych kieszeni, a opozycja ściga się w populizmie, bo takie igrzyska nic ich nie kosztują. Ot, gęba pełna frazesów.

 

Ewa Wójciak i święte prawo ekspresji

Papiez-Franciszek-i-Ewa-Wojciak

 

Grajdół zwany Polską nie może sobie poradzić z prywatnymi słowami Ewy Wójciak, dyrektorki Teatru Ósmego Dnia: ch… Pełne brzmienie zdania zamieszczone na Facebooku było następujące: „No i wybrali ch…, który donosił wojskowym na lewicujących księży”.

 

Po pierwsze, Wójciak wypowiedziała się prywatnie.

 

Po drugie, artystka posiada święte prawo ekspresji.

 

ZuckFacebook jest społecznością internetową wymyśloną przez Marka Zuckerberga, który do geniuszy nie należy, acz zbił ogromne pieniądze. Jak w tym biznesie bywa, wygrał jakby w totolotka. Szczęściarz . Stąd do geniuszu daleko. Jego pracownicy w oddziałach narodowych są odpowiednio dysponowani intelektualnie i artystycznie.

 

I ci pracownicy w polskim oddziele Facebooka zablokowali profil Wójciak, jakby to był ich. Copyright in Wójciak! Na miejscu Wójciak pozwałbym Zuckerberga i zażądał takiego odszkodowania, które przystaje do jego fortuny, aby chłopię popłynęło w bankructwo.

 

Zbija fortunę i z nikim się nie dzieli, niech podzieli się z tymi, którzy mają talent artystyczny. A polscy pracownicy winni być zwolnieni. Przy tym Wójciak mogłaby zorganizować przynajmniej w kraju, aby Facebook omijać z daleka, bo śmierdzi tchórzostwem.

 

Jeżeli Zuckerberg nie rozumie prywatności, to jego miejsce przy łopacie.

 

Ekspresja artystyczna to święte prawo. To podkreślił założyciel „Ósemek” Lech Raczak. Wójciak nie tylko tym ch… wyraża siebie, ale jako poddana narracji wyraża emocje. Jak ktoś tego nie rozumie, nie rozumie czym jest rola sztuki i ekspresji artystycznej.

sarah-kane-cleansed-33

 

Widać, że ludzie, którzy się dobrali do Wójciak, nie mają nic wspólnego z kulturą polską, ani sztuką.

 

To ledwie polski motłoch.

 

Przywołam w tym miejscu dramaturg angielską nowego pokolenia, która niestety już nie żyje, a która jest klasykiem współczesnego teatru, Sarah Kane. W jej dramatach nie takie ch… padają. Teatry ją wystawiają, bo wyraża niepokój współczesnego świata.

 

Władze Poznania chcą odwołania Wójciak ze stanowiska. Powstał list podpisany przez 200 intelektualistów – m.in. naukowców, artystów czy dziennikarzy – przeciwko jej odwołaniu.

 

„Nie zgadzamy się, by konsekwencją prywatnej wypowiedzi Ewy Wójciak na temat papieża – kardynała Bergoglia – miało być jej odwołanie ze stanowiska dyrektora Teatru Ósmego Dnia” – napisali sygnatariusze, wśród których znalazł się m.in.: Tomasz Polak, Krzysztof Podemski, Stanisław Barańczak, Agnieszka Graff, Ewa Wanat, Cezary Wodziński, Janusz Opryński i inni.

 

Wśród tych „innych” jest pracownik katolickiego uniwersytetu – lubelskiego KUL-u – profesor Zofia Kolbuszewska (prodziekan). Spowodowało to u katolików ogromne poruszenie. Prym wiedzie Fronda.pl, portal Terlikowskiego podaje kontakty do dziekanatu, rektora i rzeczniczki prasowej i zachęca, by kierować tam „swoje opinie na temat podpisania listu w obronie E. Wójciak”.

Grobelny

 

 

Osobne słowa należy poświęcić prezydentowi Poznania Ryszardowi Grobelnemu.

 

Zasługuje na apel!

 

Poznaniacy nie głosujcie w wyborach samorządowych na tego przedstawiciela tałatajstwa. Nikt go nie prosił, a zgina mu się kolano przed feudalną władzą, która znajduje się w Watykanie.

 

Ktoś taki, jak Grobelny jest w stanie nie tylko sprzedać kraj, ale napluć na godność artysty. Należy go potraktować z buta i wysłać kopem do łopaty.

 

Czy Kościół pójdzie z torbami?

Zniszczyli-moje-zycie-i-zdrowie--Bede-walczyc---

Takie przypadki pedofilii w Kościele, a dotyczy jako ofiary Marcina K., który dzisiaj ma 25 lat, a gdy był wykorzystywany przez księdza miał tylko 12 lat, powinny być nagłaśniane i przedstawiane, jako rynsztok, z którym mamy do czynienia w tej instytucji.

Stało się to w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, w jednej z parafii Kołobrzegu. Marcin K. zgłosił akt pedofilii do prokuratury tuż przed przedawnieniem tego przestępstwa (10 lat). Ofiara zaapelowała o zgłaszanie się innych ofiar księdza Zbigniewa R. Zgłosiły się kolejne ofiary, ale tylko jedna chciała zeznawać w procesie.

Wyrok zapadł w grudniu 2012 roku: 2 lata bezwzględnego pozbawiania wolności. Skazany Zbigniew R. miał się stawić w areszcie 20 marca, ale tego nie uczynił, 19 marca wpłynął wniosek o odroczenie odbycia kary. Nie wiadomo jakiej treści.

Ofiara pedofilii Marcin K. nie chce na tym poprzestać, chce zadośćuczynienia za zniszczone życie i psychikę. Chce pozwać kurię koszalińsko-kołobrzeską. Ma jednak kłopoty z prawnikami, gdyż nie chcą reprezentować ofiary.

Marcin K. chce sądzić się z kurią, gdyż usłyszał od sędziego w uzasadnieniu, że w procesie cywilnym może domagać się zadośćuczynienia.

Eksperci utrzymują, że Marcin K. ma szansę w procesie z kurią, pod warunkiem, że władze kościelne wiedziały o czynach pedofilskich księdza, bądź zostały przez ofiarę lub inne osoby powiadomione. A w tym  wypadku tak jest. Tak utrzymuje  prof. Marian Filar. – Ale jeśli np. rodzic dziecka molestowanego wytoczy księdzu proces cywilny, na którym udowodni zaniedbania ze strony parafii czy diecezji, można by się domagać od niej odszkodowania. Np. że władze wiedziały o czynach tego księdza i nie reagowały czy stwarzały wręcz możliwość intymnych spotkań. Wtedy ksiądz odpowie karnie za pedofilię, a cywilnie – diecezja.

Z kolei Episkopat zasłania się dokumentem z 2012 roku z hasłem zero tolerancji dla pedofilii. Odsyła do winowajcy, aby były ksiądz pedofil płacił ofierze, a Kościół nie poczuwa się do finansowego zadośćuczynienia, odpowiedzialności.

Liczne grono świadków jest pewne, że w kurii wiedziano o pedofilii księdza parafii kołobrzeskiej Zbigniewa R. Biskupem diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej był wówczas obecny metropolita warszawski kardynał Kazimierz Nycz.

Sprawa ofiara pedofilii versus kuria może być precedensowa i Kościół zmuszony do płacenia ogromnych odszkodowań, jak to się stało w USA. Ta sprawa jakiś czas potrwa, ale pozwoli innym na odwagę wejścia na drogę prawną przeciw przestępstwom w Kościele. W USA wiele parafii poszło z torbami. Gdyby stało się tak w Polsce, Kościół pozbyłby się arogancji i służyłby ludziom.

Tusk: PiS śmiertelnym zagrożeniem dla Polski

DEBATA SMOLENSKA

 

 

PO musi zewrzeć szeregi i przedstawić nowe propozycje polityczne, bo zaczyna się robić nieciekawie na scenie politycznej. W Platformie Donald Tusk ma w tej chwili dwóch cichych przeciwników: Grzegorza Schetynę i Jarosława Gowina, którzy nie wykluczyli startu do fotelu prezesa partii.

 

Na radzie krajowej PO Tusk opisał zajścia przed komisją zagraniczną, na której opiniowana była kandydatura Tomasza Arabskiego na ambasadora RP w Hiszpanii: – Widzieliśmy parę dni temu jak wygląda PiS i on zawsze będzie tak wyglądać.

 

PiS będzie się uciekał do bojówek Klubów Gazety Polskiej, kiboli, a także wszelkiej maści narodowców. Już weszło im w krew zakłócania wykładów uniwersyteckich  i obrad sejmowych. Jarosław Kaczyński to największy kurdupel w kraju po 1989 roku. Nic nie potrafi, a pretensje ma himalaistyczne.

 

Tusk powinien szybko dokonać zmian w rządzie, rekonstrukcja sięgnąć kilku ministrów, a także zmobilizować swojego koalicjanta PSL. Pośrednio to powiedział premier: – Naszym zadaniem jest być na tyle dobrym, by nie narazić Polski na rządy partii, które byłyby dla niej śmiertelnym zagrożeniem. To jest powód, dla którego musimy być lepsi niż byliśmy.

 

Zwołany ma być zjazd PO, poinformował o tym Tusk: – Podjęliśmy decyzję o zwołaniu zjazdu nadzwyczajnego PO na wrzesień tego roku. Będziemy rekomendowali zmianę statutu tak, aby przewodniczącego w wyborach powszechnych i bezpośrednich wybrali wszyscy członkowie PO.

 

W takim wyborach prezesa partii Tusk może spać spokojnie.

 

PiS jak szczaw

Rajcowie warszawscy z PiS Marcin Rzońca, Maciej Maciejowski i Michał Serzyński wystosowali do prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz pismo z prośbą: „Zwracamy się do pani z prośbą o sporządzenie i udostępnienie do publicznej wiadomości mapy rozmieszczenia nasypów kolejowych i drogowych porośniętych szczawiem oraz sadów i zadrzewień owocowych ze szczególnym uwzględnieniem śliwek mirabelek”.

Pismo PiS

Za darmo chciałoby PiS posiąść wiedzę, choć sami są jak szczaw. Acz nie zalecam spożywania PiS w żadnej formie, materialnej i duchowej. Bo to kanibalizm i zatrucie umysłu do końca dni swoich.

Szczaw rośnie w ogródkach działkowych, na polach. Można znaleźć, ale trzeba szukać. Albo zasadzić, ale to wymaga pracy.

Lecz PiS to zwykłe darmozjady niedouczone, a przy tym trujący.

Czad smoleński w Sejmie

Arabski

Na razie mamy zimną wojnę domową, ale może ona przerodzić się w gorącą przy byle okazji – jakiejś uroczystości patriotycznej. Żadna ze stron może emocje i w konsekwencji wydarzenia nie opanować.

Tę wojnę można nazwać smoleńską, bo w tle jej jest katastrofa tupolewa. Obawiam się o 10. kwietnia, kiedy to hordy „patriotyczno”-pisowskie wyjdą na ulice. Polska się podzieliła, widać to w mediach. A intensywność jeszcze się nasili, gdy uruchomiona zostanie TV Republika, bądź TV Trwam dostanie koncesje na cyfrowy multipleks.

Oto jedno z najświeższych preludiów. Na komisji sejmowej Radosław Sikorski  przedstawiał kandydaturę Tomasza Arabskiego na ambasadora RP w Madrycie, gdy przed salą doszło do przepychanek protestujących przeciwko tej kandydaturze i strażą marszałkowską.

A wcześniej przed rozpoczęciem posiedzenia komisji poseł PiS Krzysztof Szczerski kwestionuje wybór Sikorskiego, nazywając kandydaturę Arabskiego „żenującą i skandaliczną”.

Ktoś tę protestującą zgraję zorganizował. Kto? Nietrudno wskazać. Acz manifestujący zostali wyprowadzeni z Sejmu, to usłyszeliśmy jeden z dźwięków preludium, które zabrzmi w najbliższym czasie: 3. rocznicy Smoleńska, bądź pod  jakimkolwiek innym „patriotycznym” pretekstem. Arabski, b. szef kancelarii premiera, jest obciążony przez obóz smoleński winą katastrofy. Bo kogoś trzeba obciążyć oprócz Donalda Tuska i Putina, wszak jakiś pomocników mieli, gdy „poległ nasz prezydent”.

Władza musi silniej artykułować smoleńskie ustalenia o przyczynach katastrofy. A nie zbywać milczeniem, iż społeczeństwo samo dojdzie, komu zależy na ukorzenieniu się teorii spiskowej. Możliwe, że już jest za późno. Nieobojętne to jest Polakom, bo zaczadzenie smoleńskie wygląda na trwałe uszkodzenie i nie da się tak łatwo wyplenić.

z13603187W

Z powodu Ewy Wójciak wojna w Poznaniu

Obrona Ewy Wójciak przez Ewę Wanat jest tak przepiękna, że pozwoliłem sobie ją przekopiować. A co!

Wanat

Jest jakiś problem z polską demokracją – nie rozumie jej jeden z jej twórców prezydent Lech Wałęsa, zachęcając do dyskryminacji mniejszości, nie rozumieją jej też politycy mniejszego kalibru, jak np. poznańscy radni czy prezydent Poznania Ryszard Grobelny, który najchętniej zwolniłby Ewę Wójciak z funkcji dyrektora Teatru Ósmego Dnia za to, że na prywatnym koncie na Facebooku napisała: „no i wybrali na papieża ch… który donosił juncie na lewicujących księży”.

I teraz na wniosek radnych prezydent Grobelny sprawdza u swoich prawników, czy może na tej podstawie zwolnić Wójciak. Dziwne, że prezydent piastujący już trzecią kadencję swoją funkcję, w dodatku prezes Związku Miast Polskich nie zna konstytucji i o tak oczywistą rzecz musi pytać prawników. A wystarczyłoby przecież, żeby zajrzał do tego najwyższego aktu prawnego w Polsce, stojącego ponad ustawami, regulaminami miejskich instytucji, uchwałami rady miasta i innymi aktami prawnymi. Otóż artykuł 54. Konstytucji RP, pkt.1 mówi: „każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”.

Jeżeli konstytucji nie zna tak doświadczony samorządowiec, co się dziwić, że nie znają jej również administratorzy FB, którzy zablokowali konto Ewy Wójciak po niesławnym wpisie, a tymczasem punkt drugi tego samego artykułu głosi: „cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane”. Choć właściwie nie wiem, czy amerykański portal, ale w polskiej wersji językowej, obowiązuje polska konstytucja?

Na tymże portalu i na poznańskiej ulicy od tygodnia trwa gorąca kłótnia tych, co chcą Ewę od razu na stos, tych, którzy uważają, że stos to jednak przesada i tych, którzy wprost popierają jej zdanie. Zwolennicy stosu nie przebierają w słowach, słowo na „ch” jest w tej dyskusji może jednym z łagodniejszych. Przy okazji wytykają, że ktoś, kto reprezentuje kulturę nie powinien zachowywać się w ten sposób. To są ci, którzy wyobrażają sobie rzeczoną „kulturę” jako przytulną, pluszową przestrzeń przeznaczoną do miłych i pogodnych działań dla grzecznych chłopców i dziewczynek. A kultura to również wzburzone morze i kłębowisko jadowitych węży – Pussy Riot czy właściwie zakazana w Polsce, a robiąca karierę w świecie Suka Off to też kultura – mnie osobiście dużo bardziej interesuje ta dzika i wulgarna strona kultury, bo ona zmienia świat, wytrąca nas z letargu, zmusza do myślenia niż jakieś tam „pitu pitu” w postaci melorecytacji patriotycznej poezji przy okazji jednej z wielu rocznic, czy kolejny martyrologiczny gniot filmowy. A Ewa Wójciak od dziesiątek lat (bez wypominania wieku oczywiście) z tego jest znana, że ma paskudny charakter, niewyparzoną gębę i jest skrajnie niegrzeczna – zawsze taka była – w PRL chciała bomby konstruować i komitety podpalać, teraz pewnie chętnie podłożyłaby materiały wybuchowe pod jakieś inne budynki. Ci co ją znają, wiedzą, że powinniśmy być wdzięczni Zuckerbergowi, że stworzył FB, gdzie odpaliła granat swojej wściekłości zamiast robić to w rzeczywistym świecie. I Ewa w tej chwili szefuje teatrowi, który zawsze był niegrzeczny i zawsze był przeciw. Ustrój się zmienił, ale powodów do buntu i niezgody nie brakuje. I tego nas, czyli tzw. dzieci Teatru Ósmego Dnia i wszystkich swoich widzów ten teatr uczył – nie zgadzaj się na rzeczywistość, mów co myślisz, buntuj się.

Wiceprezydent Poznania odpowiedzialny za kulturę (jak się domyślam raczej za tę patriotyczno-pluszową) Dariusz Jaworski napisał w oświadczeniu, że słowa Ewy Wójciak szkodzą Poznaniowi (a ja zawsze myślałam, że Poznań to dumne i potężne miasto, które „know how” i byle ch… nie da mu tak łatwo rady) i zapowiedział rozmowę dyscyplinującą (już to widzę oczami wyobraźni, szkoda, że nie mam czapki-niewidki), a radni miejscy chcą odwołania szefowej Ósemek. Za co? Za słowa? Za poglądy? W demokratycznym kraju? Ja bym radnym i obu panom prezydentom wskazała pewnie paru innych dyrektorów miejskich instytucji w Poznaniu (również kulturalnych), którzy są z miejsca do zwolnienia za nieudolność czy brak kompetencji, a swoje posady zawdzięczają układom, a nie np. uczciwie wygranym konkursom. Swoją drogą to ciekawe zjawisko, że w świeckim państwie miejscy urzędnicy stanęli w obronie papiestwa gorliwiej (a na pewno bardziej histerycznie) niż przedstawiciele Kościoła. Myślę, że władze Poznania właśnie sobie strzeliły samobója w relacjach z Teatrem Ósmego Dnia, bo jak teraz będą chcieli obciąć im dotacje, choćby i mieli ku temu merytoryczne powody, wiadomo będzie za co – za Franciszka. I znowu system i władza będą gnębić i prześladować Teatr Ósmego Dnia, jak za komuny. Co za pech.

A wracając do meritum, czyli rzeczownika na „ch” powszechnie uważanego za słowo wulgarne, a figurującego na każdym polskim płocie i pojawiającego się w prywatnych rozmowach Polaków też nierzadko, nawet w rozmowach tych Polaków, którzy piastują dyrektorskie stanowiska dużo wyższe niż dyrektorski fotel w Ósemkach – Ewa Wójciak nie rozumie jak działa FB, była pewna, że to tak, jak w domu – jest grupa znajomych i można mówić, co się myśli – bo prywatnie, czasem zbyt emocjonalnie, czasem grubo ale jednak prywatnie. Gdyby ją zapytano o komentarz dla radia, telewizji, czy prasy pewnie użyłaby innego słowa – może „łajdak”, może „kolaborant” – bo tak właśnie myśli, o czym świadczy jej oświadczenie, w którym pisze: „Jako przymusowy emigrant znalazłam schronienie u argentyńskich dysydentów, u ludzi wyrzuconych poza nawias społeczeństwa i zmuszonych do ucieczki przez rządzącą w tym kraju juntę wojskową. To z ich ust słyszałam opowieści dotyczące współpracy kleru, w tym, obecnego papieża z juntą. Świat katolicki chce zakneblować usta Argentyńczykom”.

Niezależnie od wszystkiego słowo na „ch” nie powinno się było pojawić w publicznej przestrzeni, ale nie pierwszy to raz i nie pierwszy użytkownik FB, który wylądował na minie nie rozumiejąc jak to diabelstwo działa.

I ostatnie zdanie – nie zgadzam się z Ewą, choć oczywiście wiem mniej na temat tamtych czasów w Argentynie niż ona – ale nie wiadomo jednak czy Bergoglio jest winien współpracy z juntą – są różne świadectwa i różne zdania na ten temat. Na razie oskarżanie go przypomina dziką lustrację, która jeszcze niedawno zatruwała polskie życie polityczne. A tej Ósemki się swego czasu przecież ostro sprzeciwiały…

Wójciak1

Źródło: naTemat.pl

Arcy Głup

Arcy Głup

Publikacja „Wprost” obnażyła abp Sławoja Leszka Głódzia, którego praktyki dyskwalifikują nie tylko jako człowieka, kapłana szczególnie: „pił, wyzywał, poniżał i dręczył księży”.

wprostInteresujące jest zachowania podległego mu kleru w archidiecezji. Jak jeden mąż wstawili się za hierarchą, który ich awansował. Nie dość, że takie wstawiennictwo jest podejrzane i ma znamiona „obrony grupy zawodowej”, to wśród nich są duchowni podobnej konduity.

Jednym z takich obrońców, który wstawił się za arcybiskupem, jest ksiądz B., skazany za molestowanie nieletniej i jej rozpijanie. Głódź awansował go na kanonika Kapituły Kolegiackiej przy swojej rezydencji. Miejsce to miało w czasie procesu, choć po wyroku hierarcha pozbawił go probostwa, to w elitarnej kapitule pozostał.

Taki ma nie bronić swego darczyńcy? Wszak są po jednych pieniądzach.

W sprawie Głódzia nie zajął stanowiska Episkopat, którego jest prominentnym członkiem, reprezentuje wobec państwa polskiego interesy imperium medialnego o. Rydzyka.

Głódź też nie zajmuje głosu, nie broni się, bo ma za paznokciami brudu moralnego co niemiara. Tylko posłuszny i zależny od arcybiskupa kler stanął w jego obronie, bo bronią swoich zdobyczy materialnych. Jeden z księży postawę podległych Głódziowi duchownych podsumował: – Taka mobilizacja świadczy o tym, jak wielki kryzys w kurii wywołała publikacja. To może oznaczać koniec kariery metropolity.

Jak nazwać Głódzia, takiego arcybiskupa? Arcy Głup.

Tupolew na żyletki! To jedyne rozsądne wyjście ze smoleńskim złomem

SEJM

Radosław Sikorski podał przyczynę, dlaczego Rosjanie nie chcą oddać wraku tupolewa. Otóż boją się, że Antoni Macierewicz znajdzie na nim nawet ślady bomby atomowej.

Pomijając wykręt Rosjan (kolejny), jest to bliskie prawdy. Zaraz przyleci do wraku zespół „ekspertów” Macierewicza z zestawem „Małego Chemika” i znajdą wszystko.

W ogóle będziemy mieli kłopot z „relikwiami” Tu-154M. Więcej zamieszania nastąpi, gdy zgliszcza samolotu wrócą, niż obecnie, gdy go nie ma w Polsce. Najlepiej byłoby go przeznaczyć na żyletki.

Do złomu będą odbywały się pielgrzymki, jak na Jasną Górę, a ma być składowany w specjalnym hangarze w Mińsku Maz. Blisko Warszawy. Jeszcze jedno miejsce, gdzie prezes Kaczyński może spożytkować do brunatnych „marszów do prawdy”.

Oto słowa Sikorskiego wygłoszone w TVP Info: – Rosjanie nam powiedzieli, iż boją się, że gdy oddadzą wrak, Macierewicz znajdzie na nim ślady bomby atomowej. Irracjonalizm z jednej strony napędza irracjonalizm z drugiej strony. I dlatego m.in. nie mamy rozwiązania tej bolesnej dla nas sprawy.

– Nasza prokuratura już ogłosiła, że wszystkie czynności związane z wrakiem zakończyła i może zamknąć śledztwo bez wraku. Dla nas to jest teraz bardziej pamiątka niż dowód w sprawie – dodał minister.

Wywiad z Lechem Wałęsą

 

Adekoya

 

Na blogu Remi Adekoya (portal naTemat.pl) ukazał się wywiad z Lechem Wałęsą. Publikuję też go w całości na swoim blogu.

 

 

 

LechW

 

 

Remi Adekoya: Pan prezydent powiedział ostatnio w wywiadzie, że uważa się za osobę, która przegrała wszystko w polityce i że demokracja w Polsce nie wyszła tak, jak Pan to sobie wyobraził. Jednak w ciągu ponadtysiącletniej historii Polski, Polacy nigdy nie byli ani tak bogaci ani, tak bezpieczni, jak są dzisiaj. Czy Pan naprawdę uważa, że Polska jest dziś krajem nieudanym?

Lech Wałęsa: Tak daleko bym się nie posunął, by powiedzieć, że Polska jest krajem nieudanym. Ja mówiłem wówczas o sobie i o pewnym fragmentem mojego życia. Faktem jest, że poprowadziłem kraj do wolności.

Faktem jest też, że tę wolność przekazałem narodowi i demokracji pomimo tego, że miałem inny wybór. Wiedząc wtedy, że kraj nie jest przygotowany do demokracji, że nie ma pluralizmu, nie było kadr, mogłem zdecydować na to, by prowadzić sprawy dalej, aż naród będzie gotowy.

Ale wybrałem demokrację i oddałem władzę. I w tej drugiej koncepcji Stocznia Gdańska, która mnie wypromowała, stoi dziś prawie zaorana. Koledzy, którzy pracowali wtedy ze mną w stoczni, mają teraz duże problemy. Tak więc przegrałem stocznie.

Przegrałem też demokrację, bo dziś politycy w Polsce zajmują się pięcio- czy dziesięciorzędnymi sprawami.

Gdy zostałem prezydentem w 1990 roku chciałem dać każdemu Polakowi po ówczesnych 100 milionów złotych. Chciałem, żeby Polacy dostali te pieniądze, by mogli zostać właścicielami. Ale nie zgodzono się na to i co mamy w efekcie? Wszystko poszło w obce ręce, nie polskie. Ulice są nasze, ale kamienice są obce. I tu znowu przegrałem.

Tak więc, pomimo tego, że wiele kroków, które podjąłem, były wtedy słuszne, to efekty dzisiaj są mizerne. Z tego punktu widzenia jestem przegrany pomimo tego, że zwyciężyłem.

Ale w porównaniu z wieloma krajami post-komunistycznymi w tym regionie, Polska przecież radzi sobie nieźle…
Trzeba pamiętać, że Polska to kraj z wielkimi tradycjami, z wielką historią. Aspiracje są więc niemałe. Rodacy byli biedni na początku transformacji, nie mogli nic kupić, więc zostali wykupieni. Teraz by znowu odzyskać to wszystko, trzeba by było dużo zapłacić.

A czy miał Pan plan, by temu wszystkiemu zaradzić, gdy Pan rządził?
Ja miałem program, którego nie mogłem wtedy ogłosić podczas kampanii, bo był zbyt daleko idący. Chciałem systemu prezydenckiego, rządów przez dekrety, po to by móc szybko działać, by zdążyć za złodziejami.

Moje dekrety zmusiłyby parlament do szybkiego zajmowania się sprawami, a jakby się nimi nie zajęli, to wtedy dekrety wchodziłyby w życie automatycznie. Jednak jako człowiek który walczył o demokrację, to muszę pogodzić się z obecnym stanem rzeczy.

Muszę się z tym zgadzać, choć właściwie się nie zgadzam. Prywatnie się nie zgadzam, ale publicznie się zgadzam.

Ostatnio, mówi Pan często, że kapitalizm w obecnej formie nie przetrwa następnych 100 lat. Dlaczego Pan tak myśli?
Ja przyglądałem się tym wszystkim protestom na całym świecie. W Egipcie, w USA i w innych krajach. Zauważyłem, że wszystkie te protesty są przeciwko systemowi, przeciwko kapitalizmowi. Oczywiście ten kapitalizm jest różny w różnych krajach.

W USA jest on trochę sprawiedliwszy, gdzie indziej jest mniej sprawiedliwy. Ale wszystkie te protesty były przeciwko kapitalizmowi. Wszyscy rozsądni protestujący mówią, że nie są przeciwko wolności gospodarczej i prawu własności. Chcą po prostu, by właściciele wzięli odpowiedzialność za pracę i bezrobocie. Nie żeby rządy wzięły odpowiedzialność, ale żeby kapitaliści to zrobili.

To oni znają się na rynku pracy, rządy mają pomoc, ale to właściciele mają być odpowiedzialni za pracę. Ci protestujący tego nie mówili wprost, ale jako rewolucjonista, wyczułem ich intencje.

Na to stulecie potrzebne jest trzy razy więcej kapitalistów niż jest obecnie. Poprzez to mam na myśli, że musi być trzy razy więcej właścicieli niż jest obecnie, trzy razy więcej ludzi, którzy coś posiadają, a nie tylko kredyty i hipoteki. Potrzeba, by więcej ludzi czuło się beneficjentami kapitalizmu, udziałowcami w systemie, a nie tylko bezbronnymi widzami.

Jeśli tego nie zrobimy, to demagodzy i populiści rozwalą to wszystko. Komunizm zrobił źle, bo odebrał kapitalistom wszystko. Ja bym tak nie chciał. Ale jeśli kapitaliści nie podzielą się trochę swoim bogactwem, to ludzie im to kiedyś zabiorą siłą.

Dziś wykształceni młodzi ludzie muszą mieć pracę. Ich guzik obchodzi, skąd ma być ta praca, ma być i koniec. I nie mówcie mi, że nie ma pracy. Nie było pracy, gdy się ścigaliśmy, było tylko obcinanie kosztów i wyścig szczurów. W tej koncepcji odpadali słabsi. Ale nie chcemy już się tak ścigać, to musimy zadbać o średniaków i nieudaczników. Zostawmy tych najlepszych, oni sobie poradzą.

Ale muszą być programy dla nieudaczników. Biznes musi się zastanowić nad tym, jak nieudacznikom dać pracę, by móc na tym zarobić. I nie mówcie mi, że nie ma pracy bo kapitał jest, tylko wędruje po świecie cały czas. Przecież ludzie muszą z czegoś żyć. Jak nie będą mieli za co, to będą kradli i kombinowali.

Mówiąc o demagogii, czy Pan zgadza się z tymi którzy mówią, że Polsce zagraża dziś fala agresywnego, prawicowego populizmu?
Polskę należy trochę inaczej zrozumieć. Z powodu naszej historii, nauczyliśmy się być czujni, zastanowić się, co się stanie: czy Rosjanie wejdą do nas, czy Niemcy wejdą, jak tak, to po co wejdą.

Bez przerwy czuwaliśmy. I my dzisiaj czujemy, że ta rzeczywistość wokół nas to nie jest to, że ta Unia to nie jest to, ze ta demokracja to nie jest to. I dlatego ludzie protestują, walczą, choć nie wiedzą przeciwko komu. Akurat zorganizowani są prawicowcy, więc to oni głośno podważają te ideologie lewicowe, na przykład te dotyczące mniejszości seksualnych, bo przecież muszą z czymś walczyć.

Czyli szukają wroga?
Tak, szukają wroga bo nie zgadzają z obecnym stanem rzeczy.

według Pana w jakim kierunku idzie dziś Europa?
Europe idzie rozpędem, ale nie zastanowiono się, na jakich zasadach. Co ma nas wszystkich łączyć? Są dwie koncepcje. Jedni uważają, że najważniejsza rzecz to jest wolność: wolność rynkowa i wolność demokracji. Drudzy mówią o wartościach. Ale tu jest też spór, bo jeśli wartości to jakie? Tu jeszcze nie ma konsensusu, więc w chaosie pchamy Europę do rzeczy rzeczywiście koniecznych, ale bez ustalonego fundamentu.

To się źle skończy. Ja proponuję, byśmy spróbowali ustalić między sobą wspólne zasady. Czy jest coś, co może łączyć wierzących i niewierzących, Chrześcijan i Muzułmanów? Musimy ustalać sobie nowy dekalog, dziesięć przykazań, co można, a czego nie można. I wszyscy wtedy mają tego przestrzegać. Ale w Europie jeszcze nie rozstrzygnęliśmy, w jakim kierunku chcemy iść.

Czy Polska jest na tyle silna dziś w Europie, by inicjować i próbować kształtować tego typu dyskusje?
Polska ma mądrość nabytą dzięki swoim doświadczeniom historycznym, a Niemcy mają pieniądze. Teoretycznie możemy próbować rozpocząć taką dyskusję, ale to tylko najsilniejsi mogą ją pchnąć do przodu.

Pan dużo jeździ po świecie. Czy Pan odczuwa, że Polska dziś jest lepiej spostrzegana, niż była na początku transformacji?
Odpowiedź na to nie jest taka prosta. Masy wszędzie są takie same, tyle, że na Zachodzie jest poprawność polityczna. Nikt nie chce się narażać. Nikt nie powie, co tak naprawdę myśli. Mówią, że w Polsce nie szanuje się mniejszości.

Ale to nieprawda, po prostu w Polsce ludzie dyskutują o tym otwarcie, mniej poprawnie się wyrażają, ale mówią. Tam ludzie mają jeszcze większe pretensje niż tutaj, ale tego nie powiedzą, bo boją się narażać. Oni nie chcą mówić prawdy o tym, co myślą. Ale wiem, że tu też jest niebezpieczeństwo. Bo jeśli masy będą zbyt zachęcone, by wyrażać swoje poglądy, to mogą pójść na bijatykę. Tego przecież nie chcemy. Pytanie więc, jak zachęcać ludzi do wyrażania swoich prawdziwych poglądów bez używania przemocy.

Ostatnio Pana słowa na temat gejów rozsierdziły wielu homoseksualistów, ale też zabolały wielu. Czy Pan im chociaż trochę nie współczuje tego bólu, tak po ludzku?
Podniosłem temat choć nie planowałem tego. Gdybym sam chciał wywołać dyskusje na ten temat, to bym użył słów bardziej budujących, ale zostałem wciągnięty w to przez dziennikarza, więc odpowiedziałem mniej zręcznie.

Ale oni od razu uaktywnili się, ponieważ budują swoją potęgę na krzywdach i pretensjach. Chcą na mnie zarobić. Ja jestem obrażony tym, co oni mówią o mnie. Jak można mówić, że jestem ksenofobem czy, że zwalczam mniejszości.

Ja mówię no, no, no, ja zawsze walczyłem o mniejszości. Ale też zawsze będę mówił, pamiętajcie, że jesteście mniejszością i nie możecie być nad większością. My was uszanujemy, ale wy musicie uszanować większość też. Ja rozumiem, że oni to odbierają inaczej. I ich szanuję, ale nie chcę, żeby ciągnęli słabszych do ich stylu życia.

Demokracja powinna być modelem, gdzie parlament odzwierciedla przekrój społeczeństwa. I mówiłem, że gdyby parlament byłby odzwierciedleniem społeczeństwa, to nie byłoby homoseksualistów w Sejmie, tak statystycznie rzecz biorąc. Ale teraz to ja wciąż będę mówił krytycznie o nich, bo mnie poniżali i przypisali mi łatki, na które nie zasłużyłem.


Naprawdę Pana prezydenta poniżali?

Poniżyli jednak. Jeden odwołali mi już jeden wykład w Ameryce. Tam jest poprawność polityczna, więc będę miał straty, ale trudno.


I nie żałuje Pan wciąż tych słów?

Nie żałuję.

I nie spotka się Pan z Robertem Biedroniem, który chce się z Panem spotkać?
Problem polega na tym, że ja nie naprawię już jego stylu życia i on nie poprawi mojego stylu życia, więc jaki sens to ma, żebym się z nim spotkał? Szkoda czasu mojego i jego. On chce żebym go zagłaskiwał, a ja tego nie będę robił.

Zbliżamy się do trzeciej rocznicy katastrofy Smoleńskiej. Jaka lekcja płynie z tej tragedii dla Polaków?
Katyń był wielką zbrodnią, a próbowano go wykorzystać do celów politycznych przed i po katastrofie Smoleńskiej. Są tematy, których nie wolno ruszać w celach politycznych. Prezydent, który nie był zaproszony, wchodził w paradę premiera, wizyta była nieprzygotowana. No i skończyła się tragedią.

Dzisiaj ci, którzy doprowadzili do tej tragedii, próbują udowodnić, że jakiś zamach był, po to by sobie ulżyć sumienia. Tak więc nauczka jest taka, by nie włączać rzeczy świętych, tragicznych do bieżącej polityki bo się źle skończy.

A jak Pan ocenia rząd Premiera Tuska?
Wie Pan, na bezrybiu to i rak jest rybą. Gdybym miał lepszy wybór, to bym próbował doprowadzić do zmiany, ale na razie na polskiej scenie nie ma nic lepszego. To, co jest, nie gwarantuje nawet takiego poziomu jak ten rząd.

Jak nie zmienimy ordynacji wyborczej i nie zabierzemy wielkim partiom wielkich pieniędzy, jakie dostają z budżetu, to żadna nowa mała partia nie dojdzie do głosu bo nie będzie w stanie konkurować z nimi. Dopóki nie zmienimy tej zasady, to nic się nie zmieni.

A co Pan myśli o inicjatywie Pana Kwaśniewskiego, Europa Plus?
Nie wróżę mu wielkich szans, ale dobrze, że takie inicjatywy się pojawiają bo powodują, że rządzący muszą się sprężyć.

A tak osobiście, to czy jest jakiś moment w Pana długiej karierze politycznej, który Pana poruszył bardzo?
Ja miałem koncepcje i je realizowałem, więc nie przeżywałem jakiś wielkich emocji. Na chwile może czasami były emocje, ale potem szybko już zaczynałem myśleć, „dobrze, co trzeba następnie zrobić” Dlatego raczej nie przeżywałem nic ani dobrego ani złego.


A popełnił Pan błędy w swojej prezydenturze?

Tak, dużo błędów, ale nie w wielkich sprawach. Te najważniejsze sprawy dobrze rozwiązałem. I to dobrze, że oddałem narodowi władzę. Przecież namawiano mnie żebym nie pozwolił Kwaśniewskiemu rządzić Polską.

Zamach Panu zaproponowano?
Nie poszedłbym tak daleko. Mówiono mi, że przecież premier Józef Oleksy jest agentem rosyjskim, a tu jeszcze ma być ten Kwaśniewski w Pałacu Prezydenckim. Mówili, że obce wpływy będą zbyt silne w Polsce i tak dalej. „Rób coś z tym” mówili mi.

Tego typu rzeczy [o zamachu stanu] się nie mówi wprost, to śliska sprawa. Zastanawiałem się, czy dobrze żebym oddał demokrację, czy powinienem trzymać go aż naród dojrzeje? Wybrałem demokrację.


I tak Pana historia zapamięta…

Tak, ale nie byłem zawsze skuteczny.


Ale czasami Pan był…

Byłem skuteczny w doprowadzeniu do wolności, ale jako prezydent chciałem zaproponować system prezydencki, rządy przez dekrety. Myślałem, że w drugiej kadencji mi się uda to sforsować, ale nie doszło do drugiej kadencji. Dlatego przegrałem, bo połowę tylko zrobiłem.

 

Post Navigation