Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the month “Czerwiec, 2013”

Kryminał w Watykanie

z14196707Q

Watykan ostatnio to siedlisko wszelkich przestępstw: kryminalnych, mafijnych, pedofilskich. Stolica apostolska staje się synonimem przekrętów i kryminału.

Oto afera w Banku Watykańskim, a w głównej roli bp Nunzio Scarano. Aresztowano w piątek trzy osoby: bp Scarano, agenta włoskich tajnych służb Giovanniego Zito i brokera finansowego Giovanniego Carenzio. Są podejrzani o oszustwo i korupcję. Mieli współdziałać w próbie przemytu 20 mln euro z Włoch do Szwajcarii. Sędzia Barbara Callari udostępniła mediom raport z policyjnego śledztwa.

Duchowny był zaangażowany w spisek mający na celu przetransferowanie 20 milionów euro ze Szwajcarii do Włoch. Pieniądze należały do rodziny właścicieli stoczni z południa Włoch. W tym niemal filmie akcji jest wszystko: prywatny samolot, którym pieniądze miały być odebrane, spalanie telefonów komórkowych, praktyki korupcyjne i finansista z niejasną przeszłością.

Bp Scarano tłumaczył, że Bank Watykański „jest jedynym bezpiecznym i szybkim sposobem dla operacji finansowych i bankowych by uniknąć zapłacenia podatku lub wyprać pieniądze”. Aresztowany broker Carenzio stracił pracę w Banku Watykańskim po poprzednim śledztwie ws.prania brudnych pieniędzy.

Ale nie tylko broker jest recydywistą, także biskup Scarano, który przez lata pracował jako starszy księgowy Administracji Dóbr Stolicy Apostolskiej. Z informacji przekazanych przez Watykan wynika, że został on zawieszony kilka tygodni temu, gdy sędziowie z Salerno rozpoczęli w jego sprawie odrębne śledztwo. W ramach tego dochodzenia został oskarżony o pobieranie z konta watykańskiego banku małych sum pieniędzy na łączną kwotę 600 tys. euro. Te pieniądze dawał znajomym, którzy wystawiali mu następnie czeki, deponowane przez duchownego w banku w celu spłacenia hipoteki.

Sprawa ta jest odpryskowa. Trzej podejrzani zostali aresztowani w ramach szerszego śledztwa w sprawie prania pieniędzy, wszczętego we wrześniu 2010 roku, którym objęci byli ówczesny prezes Banku Watykańskiego Ettore Gotti Tedeschi i dyrektor generalny Paolo Cipriani. Śledztwo doprowadziło m.in. do zwolnienia dyrekcji banku.

Watykan to stajnia Augiasza. Może się okazać, że mafie sycylijskie przy państwie kościelnym to przedszkole.

Kodeks Etyczny Polityka wg Jana Hartmana

Prof. Jan Hartman sformułował Kodeks Etyczny Polityka. Odnoszę się do niego w innym miejscu. Wydaje się być pełnym, ale przede wszystkim idealistycznym.

Myślimy ideami, czynimy dostępnymi możliwościami, a wygląda to jak wygląda: Oto kodeks Hartmana:

hartman

  1. Polityk szanuje prawo, a zwłaszcza konstytucję, oraz dotrzymuje umów i przyrzeczeń.
  2. Polityk działa przede wszystkim na rzecz dobra wspólnego i dobra kraju, przedkładając je nad dobro swojego ugrupowania i swoje własne.
  3. Polityk wystrzega się stosowania przemocy oraz wszelkich autorytarnych metod rządzenia, naruszających zasady demokratycznego państwa prawa.
  4. Reprezentując kraj na zewnątrz, polityk dba o jego jak najlepszy wizerunek.
  5. Zachowując prawo do jak najsurowszej krytyki działań instytucji i funkcjonariuszy publicznych, polityk nie powinien okazywać lekceważenia państwu ani deprecjonować zawodu polityka.
  6. W rywalizacji politycznej nie wolno posługiwać się kłamstwem, insynuacją ani oszczerstwem. Polityk opozycji ma prawo do stronniczej krytyki sprawujących władzę, lecz nie wolno mu posługiwać się w tej krytyce językiem pogardy i nienawiści.
  7. Politykowi wolno formułować jedynie takie obietnice, których spełnienie będzie możliwe, a następnie zobowiązany jest dokładać starań, by dane obietnice realizować, jeśli tylko jego funkcja mu na to pozwala.
  8. Jątrzenie, sianie wrogości i lęku w społeczeństwie, jak również odwoływanie się do niskich uczuć i pobudek celem zwiększenia własnej popularności jest zachowaniem niegodnym polityka.
  9. W rywalizacji z przedstawicielami innych ugrupowań, jak również w rywalizacji z kolegami i koleżankami z własnego środowiska politycznego politykowi nie wolno uciekać się do podstępu, obmowy, spisku ani innych tego rodzaju niegodnych środków.

10.  Realizując swoją misję programową i zobowiązania wobec ugrupowania politycznego, wobec swego regionu bądź wyborców, od których uzyskał swój mandat, polityk musi wystrzegać się działania przynoszącego korzyści jednym obywatelom kosztem krzywdy innych obywateli.

11.  Politykowi nie wolno używać swej władzy w celu wymuszania na obywatelach zachowań, które uważa za słuszne z punktu widzenia moralności i obyczaju, jeśli stojące za nimi przekonania i upodobania trwale dzielą społeczeństwo. Odbieranie obywatelom prawa samodzielnego wyboru i autonomii w takich kwestiach jest nadużyciem władzy.

12.  Polityk sprawujący urząd, mandat lub inną funkcję publiczną działa przede wszystkim na rzecz celów przypisanych sprawowanej funkcji, dając tym celom pierwszeństwo przed interesem swego ugrupowania i własnym.

13.  Polityk sprawujący wysokie funkcje publiczne godzi się na społeczną kontrolę nad swoim życiem osobistym, ujawniając swój stan majątkowy, sytuację rodzinną i stan zdrowia.

14.  Polityk nie bierze osobistego udziału w procedurze przyznawania nagród, jeśli sam może być nią objęty.

15.  Polityk sprawujący funkcję dającą mu znaczną swobodę zarządzania swoim czasem nie powinien nadużywać tej możliwości i zaniedbywać swych obowiązków.

16.  Polityk biorący udział w kampanii wyborczej nie powinien zaniedbywać swoich obowiązków wynikających ze sprawowanych funkcji publicznych.

17.  Polityk zrzeszony w ugrupowaniu o charakterze partii politycznej powinien być lojalny wobec swej organizacji i jej organów statutowych. W imię lojalności nie wolno mu wszelako popełniać czynów niegodnych i nieuczciwych.

18.  Polityk wchodzący w skład koalicji bądź innego porozumienia politycznego zachowuje się lojalnie w stosunku do partnerów politycznych. Granicą tej lojalności jest uczciwość i przyzwoitość, których nie wolno poświęcać dla utrzymania sojuszu politycznego.

19.  Polityk wystrzega się wszelkich form dyskryminacji i nierównego traktowania kogokolwiek – zarówno we własnym środowisku politycznym, jak i w otoczeniu społecznym.

20.  Osoba zajmująca się polityką, lecz nie traktująca jej jako zawodu ani ścieżki osobistej kariery nie może czuć się zwolniona z przestrzegania etycznych standardów uprawiania polityki.

21. Politycy organizujący protesty społeczne muszą dokładać wszelkich starań, aby prowadzone były one zgodnie z prawem i przebiegały w sposób bezpieczny dla życia, zdrowia i mienia, nie wywołując poważnych i długotrwałych uciążliwości dla obywateli.

Nie oddamy Polski krasnalowi

0e5e30270592edc0acee6567cbee4fe0

Na dziadowskim portalu wPolityce robią na brunatno po przemówieniu Jarosława Kaczyńskiego na Kongresie PiS w Sosnowcu. Oto niewielki passus: Prezes Kaczyński wygłosił przemówienie, w którym zawarł przynajmniej kilka postulatów, które zmrożą krew w żyłach mainstreamowych komentatorów i publicystów.

Kaczyński zakończył swe przemówienie akcentem:

Polityka obecnego rządu to jest katalog błędów. Za te błędy płaci Polska, płacą Polacy, za te błędy płaci nasza przyszłość. Musimy to przerwać, bierzemy odpowiedzialność, idziemy do przodu. To musi być przesłanie kongresu: Prawo i Sprawiedliwość bierze odpowiedzialność za Polskę i idzie po władzę.

Czy przywódcą Polski może być człowiek obłąkany wizją zamachu smoleńskiego i z nożem w zębach, aby się mścić? Tchórz, który skrywa się za nasze pieniądze w żoliborskiej twierdzy otoczonej kordonem ochroniarzy, boi się jakiejkolwiek debaty z innymi politykami, dziękujący Rydzykowi – bo to były pierwsze słowa prezesa PiS po wyborze na prezesa – który nienawidzi demokratycznych wyborów Polaków.

Kaczyński zieje ogniem zniszczenia. Taka tylko mogłaby czekać nas przyszłość, gdyby miał krajem rządzić ten krasnal.

Prof. Arkadiusz Stempin – Pruski zamek w Berlinie, czyli czy Niemcy kreują nowy obraz przeszłości. „Rozsądni Polacy powinni się zastanowić…”

Palac-Republiki

W Berlinie na nowo stanie dawny zamek Hohenzollernów, barokowa siedziba królów Prus, którzy w XVIII wieku jak rzeżuchę oskubywały (nie tylko) państwo polskie. Jak się do tego odniosą polscy „strażnicy Graala”, którzy tak oburzali się filmem „Nasze matki, nasi ojcowie”?

Właśnie położono kamień węgielny pod odbudowę zamku Hohenzollernów. Zamek w czasie wojny cudem ocalał. Jednak w 1950 roku władze NRD wysadziły go w powietrze, uznając za relikt niemieckiego imperializmu. Na jego miejscu powstał Pałac Republiki, jądro komunistycznych Niemiec Wschodnich.Architektoniczny koszmarek, ważący 36 tys. ton, został rozebrany po tym, jak po zjednoczeniu kraju decyzję o odbudowie podjął niemiecki parlament. Za historyczną fasadą, zwieńczoną kopułą, będą się teraz kryły nowoczesne pomieszczenia, a nie historyczne sale czy komnaty.

60 proc. berlińczyków popiera ideę odbudowy zamku, przy czym największe poparcie posiada ona w grupie wiekowej od 18 do 24 lat. Ale realizacja projektu przedziera się przez gąszcz przeciwności, co świadczy o determinacji zwolenników tej idei.Potrzebna odbudowa czy marnowanie pieniędzy?

W czasach pustych kas i zaciskania pasa, gdy Angela Merkel dyscyplinuje budżety unijnych bankrutów, rząd w Berlinie na odbudowę wyłoży 478 mln euro. Przeciwnicy projektu mówią o marnotrawstwie pieniędzy podatnika. Wiele elementów zdobiących fasadę trzeba zrekonstruować z głowy, gdyż zniszczeniu uległy historyczne plany budowy, co stanowi nie lada wyzwanie.

Amorficzne jest na razie przeznaczenie odbudowanego zamku. Wiadomo jednak, że to sale koncertowe, teatralne, wystawowe i fora dla debat i prezentacji naukowych mają wabić na swoje podwoje Berlińczyków oraz zapewnić rentowność zamku, a przynajmniej pokryć koszty jego utrzymania. Tyły zamkowe od strony Szprewy, które nie znajdą się na żadnych fotografiach, zamkną się nowoczesną architekturą, przypominającą blokowisko. Bo to rekonstrukcja historycznej fasady i kopuły nad bramą wjazdową stanowi esencję projektu, mającego przywrócić obraz „starego Berlina” i „opatrzyć ranę w pejzażu miasta”.

Czyżby kolejny przejaw tęsknoty za cesarskimi Niemcami? I wygodną dla Niemców przeszłością?

„Rewizja historii”

Taki wyborny argument do ręki strażnikom Graala w Polsce, którzy od zjednoczenia Niemiec rejestrują wszystkie drgnięcia na skali relacji naszych zachodnich sąsiadów do swojej przeszłości, dała dopiero co emisja filmu „Nasi ojcowie, nasze matki”.

Większościowa interpretacja sugeruje realizację w mocarstwowym Berlinie nowej polityki historycznej. Kiczowaty film bez wątpienia upraszcza skomplikowany polsko-żydowski węzeł gordyjski, redukując AK do formacji antysemickiej. I – jak zaznacza dyrektor Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie prof. Leiserowitz – w uzasadniony sposób narusza wrażliwość Polaków na ich przeszłość.

Także wiodące medium w Niemczech „Deutschlandfunk” stanęło w obronie integralnego obrazu AK, piętnując moralizatorskie zakusy ZDF uczenia Polaków historii. Bo przedstawiona w filmie narracja nie jest w Niemczech ani jedyną, ani wiodącą. Tym bardziej rządową. Dowodów na to nie brakuje. Od publikacji prasowych po telewizyjne, także w inkryminowanym kanale ZDF. Od lat prof. Guido Knopp realizuje tam program ZDF-historia nazywając rzeczy po imieniu, bez uprawiania owej „rewizji historii”.

Najbardziej spektakularnego przykładu na odmienną od ostatniej produkcji ZDF dostarcza od dekady niemal prezentowany we wszystkich kanałach niemieckiej telewizji publicznej, a ponadto na specjalnych seansach w niemieckich miastach, uniwersytetach i salach kinowych film Paula Mayera, „Konspiratorki”. Dokumentuje on walkę AK z niemieckim, nie nazistowskim okupantem, podkreślając niebywałą rolą kobiet w podziemnych strukturach polskiego państwa podziemnego. Film, wielki hołd „czystego aryjczyka” dla moralnego i zbrojnego wysiłku Polaków w latach okupacji, w polskiej wersji językowej kolportuje od niedawna Muzeum Powstania Warszawskiego.

A rozsądni Polacy…

Nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Także odbudowa dawnego, pruskiego centrum imperialistycznego nie oznacza rewizji historii. Zresztą zamek w Berlinie nigdy nie został zawłaszczony przez hitlerowców. Odbudowa Zamku Królewskiego w Warszawie nie symbolizowała wskrzeszenia idei Polski „od morza do morza”. A rozsądni Polacy powinni już teraz zastanowić się nad „obecnością polskiej kultury” w pruskim zamku.

Źródło: TOK FM

PO i PiS (różnice)

Donald-Tusk--Jaroslaw-Kaczynski

To będzie jeden z najważniejszych weekendów politycznych tego roku: na Śląsku odbędą się zjazdy PO i PiS. Choć to kongres PiS ma być imprezą stricte programową, to dla PO ta sobota będzie równie ważna: Platforma, której notowania spadają, musi jak najlepiej wykorzystać ten dzień propagandowo. Dlatego porównujemy dotychczasowe propozycje obu partii w ważnych dziedzinach.

PiS na fali, PO w kryzysie – w takich okolicznościach rozpoczną się w sobotę zjazdy dwóch dominujących w Polsce partii. Czytaj zapowiedź >>>Dla obu partii ten weekend będzie ważny propagandowo – przyjrzyjmy się więc, co ostatnio proponowały w sześciu ważnych obszarach: walki z bezrobociem, finansów publicznych, polityki zagranicznej, ochrony zdrowia, edukacji i demografii.

1. Bezrobocie

PiS: W maju poseł Marcin Mastalerek przedstawił zarys programu dla młodych, który ma być przedstawiony na kongresie PiS. Wśród młodych bezrobocie jest wyjątkowo wysokie. W walce z tym problemem mają pomóc: kredyty dla młodych z Funduszu Wspomagania Zatrudnienia i Funduszu Wspierania Przedsiębiorczości, preferencje podatkowe i zwrot podatku dla pracodawców zatrudniających absolwentów.

Sejm odrzucił miesiąc temu PiS-owski Narodowy Program Zatrudnienia. Proponowano w nim m.in.: obniżenie wysokości składek na ubezpieczenia społeczne na obszarze gmin zdegradowanych ekonomicznie, wsparcie finansowe dla zatrudnionych w małych miastach lub na wsi, bezpośrednią pomoc dla osób poszukujących pracy, pozostających w niepełnym zatrudnieniu. Koalicja i eksperci wskazywali, że zamiast zapewnić 1,2 mln miejsc pracy realizacja programu może zwiększyć bezrobocie. Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz ocenił, że program jest za drogi, a jego wprowadzenie zwiększyłoby obciążenie pracodawców. Fundacja Republikańska wskazywała również, że program PiS sprzyja rozrostowi biurokracji i jest potencjalnie korupcjogenny.

PO: Premier Donald Tusk w swoim tzw. drugim exposé z października 2012 roku wspomniał o dwóch sposobach walki z bezrobociem. Pierwszy to bezpośredni: reforma urzędów pracy, deregulacja niektórych zawodów oraz „przywrócenie niektórych form elastycznego czasu pracy, które nieźle się sprawdziły w czasie pierwszego pakietu antykryzysowego w roku 2009”. Drugi to zwiększenie inwestycji, dzięki którym powstaną nowe miejsca pracy. Chodzi głównie o otworzenie linii kredytowej na 60 mld zł dla małych i średnich przedsiębiorstw, wykorzystywanie 300 mld zł unijnych funduszy oraz inwestycje w infrastrukturę przeprowadzone przez specjalną spółkę Inwestycje Polskie. Niektórzy komentatorzy wskazywali jednak, że na tak duże inwestycje może zabraknąć pieniędzy. W dodatku tak duże zaangażowanie państwa w gospodarkę może jej zaszkodzić.

2. Gospodarka i finanse publiczne

PiS: We wrześniu partia Jarosława Kaczyńskiego przedstawiła „Program gospodarczy PiS „Alternatywa„. Zakłada on zwiększenie przychodów budżetu państwa dzięki reformie i uszczelnieniu systemu podatkowego oraz nowym podatkom nałożonym na banki i inne instytucje finansowe oraz hipermarkety. Więcej pieniędzy ma zostać w budżecie dzięki oszczędnościom w administracji. PiS liczy też, że „rynki finansowe dostrzegą wiarygodność gospodarczą rządu i propozycji PiS, będziemy mniej płacić za obsługę zadłużenia”.

PiS postuluje również, by Polacy mogli wybierać między OFE i tylko państwowym systemem emerytalnym. Według tej partii duża część Polaków wybierze ZUS, dzięki czemu więcej pieniędzy będzie trafiało do budżetu, co pomoże zmniejszyć jego deficyt. Z drugiej jednak strony, jak w poprzednim systemie emerytalnym, obecne wydatki państwa będą finansowane z pieniędzy przyszłych emerytów, co przy niekorzystnych zmianach demograficznych może zakończyć się katastrofą finansów publicznych. Wszystkie zmiany mają dać 35-45 mld zł oszczędności, czyli mniej więcej tyle, ile wynosi obecnie deficyt.

PO: Jak wynikało z tzw. drugiego exposé premiera, PO chce utrzymać wzrost gospodarczy poprzez inwestycje: w energetykę, infrastrukturę, wydobycie gazu łupkowego, autostrady, kolej, badania itp. Wszystko ma zamknąć się w najbliższych latach w kwocie 700-800 mld zł. Szczegóły można znaleźć tutaj. Niektórzy eksperci bardzo sceptycznie podeszli do tych pomysłów.

Prócz tego premier zapowiedział również liczne ułatwienia dla przedsiębiorców, których część już weszła w życie: zmiany w prawie budowlanym i upadłościowym, deregulacja niektórych zawodów, usprawnienie pracy sądów czy zmiany w rozliczeniu podatku VAT.

W programie wyborczym z 2011 roku PO zapowiadała, że „będzie dążyć do zrównoważonego budżetu przed końcem kadencji i obniżenia relacji długu do PKB do 48 proc. w 2015 roku i do 40 proc. w 2018 roku. Jednak na razie zmniejszanie długu i deficytu idzie opornie. W „Programie Konwergencji” Ministerstwa Finansów czytamy, że w następnych latach, by zrównoważyć budżet, nastąpi podwyżka akcyzy i stawki VAT na niektóre produkty, zamrożenie progów podatkowych i likwidacja niektórych ulg, uszczelnienie systemu podatkowego. Ograniczone zostaną również wydatki państwa, zwłaszcza na administrację.

Ostatnią decyzją, która może pomóc zmniejszyć deficyt i dług publiczny, są propozycje zmian w OFE. Dzięki nim ZUS kosztem OFE będzie przejmować część lub nawet całość składek obywateli. Tutaj pojawiają się podobne zastrzeżenia co do propozycji PiS-u ws. OFE, a także m.in. zarzut braku jakichkolwiek symulacji pokazujących, jak odpływ dużej części pieniędzy z OFE wpłynąłby na giełdę i kondycję polskich firm.

3. Rola i pozycja Polski na świecie

PiS: W swoim programie wyborczym z 2011 roku PiS opisuje, że pierwszym wyzwaniem dla Polski w polityce zagranicznej jest „ostateczne uporanie się z pozostałościami sytuacji, w której nasz kraj był częścią sowieckiej strefy wpływów”, drugim zaś „status Polski w Unii Europejskiej”. PiS chce, by Unia „pozostała związkiem suwerennych państw, i stanowczo przeciwstawia się tendencji federalistycznej”. Zapowiadało również, że zmieni stosunki z Niemcami, które określa mianem „klientyzmu”, i Rosją, gdzie według nich występują „całkowicie jednostronne ustępstwa”.

W części poświęconej polskiej pozycji w świecie PiS zapowiadał, że „przywróci naszą obecność w różnych rejonach świata” oraz „zdecydowanie wystąpimy w obronie naszych interesów w Unii Europejskiej”.

PO z kolei w swoim programie wyborczym z 2011 roku widzi politykę zagraniczną Polski bardziej powiązaną z działaniami UE. „Większość naszej aktywności na polu polityki zagranicznej jest realizowana za pośrednictwem Unii Europejskiej. Skutecznie realizować naszą rację stanu można tylko poprzez umiejętne wpisanie naszego interesu w szerszy interes europejski” – czytamy w ich programie wyborczym.

4. Ochrona zdrowia

PiS ws. służby zdrowia ma jeden główny postulat: likwidację NFZ i przejęcie finansowania służby zdrowia bezpośrednio przez budżet państwa. – Suma przeznaczana na służbę zdrowia jest w wielkiej części marnowana – mówił we wrześniu zeszłego roku Jarosław Kaczyński. Jego zdaniem fundusze są też przyznawane z klucza politycznego. – W tej sprawie musi być przygotowana nowa ustawa – zapowiedział. Inne postulaty PiS to m.in. stworzenie sieci szpitali, uproszczenie systemu dopłat i refundacji. PiS chce też, by lekarze i dentyści pracowali w każdej szkole.

W nowym programie, który ma być przedstawiony na weekendowym kongresie, PiS zakłada, że docelowo nakłady na służbę zdrowia powinny wynieść 6 proc. PKB. Postuluje też powołanie Funduszu Restrukturyzacji Polskich Szpitali, na wzór Agencji Rozwoju Przemysłu. Program PiS przewiduje, że leki, które są obecnie refundowane, będą w jednej cenie. Ceny leków miałyby być określone w ustawie. Każdy refundowany lek byłby, według założeń PiS, w jednakowej, niskiej cenie dla każdego.

 

PO udało się częściowo wdrożyć reformy przygotowane jeszcze przez Ewę Kopacz (m.in. przekształcenie szpitali w spółki). Nie rozwiązały one jednak wielu problemów, m.in. sporów między NFZ-em a wykonawcami usług o ich wycenę. Obecny minister zdrowia chce je ograniczyć przez „wyprowadzenie wyceny świadczeń poza obszar płatnika”. Wycena będzie przeprowadzona przez Urząd Ubezpieczeń Zdrowotnych – niezależną agencję, a płatnik (NFZ) nie będzie miał wpływu na wycenę – ogłosił Arłukowicz w marcu, przedstawiając program zmian w systemie ochrony zdrowia. Jego kolejny element to weryfikacja jakości leczenia i premiowanie tych, którzy leczą najefektywniej, najszybciej i najbezpieczniej. Jednostki, które nie odsyłają pacjentów i podejmują się kompleksowego leczenia, mają być premiowane. Ważnym punktem planu Arłukowicza jest decentralizacja samego NFZ i przesunięcie zadań do oddziałów lokalnych.5. Edukacja i reforma szkolnictwa

PiS w swoich dokumentach dotyczących szkolnictwa duży nacisk – w porównaniu z PO – kładzie na wychowawczą rolę szkoły, walkę z patologiami i promowanie patriotyzmu. Poza ogólnymi uwagami dotyczącymi poziomu kształcenia (słaby poziom kształcenia, zła jakość podręczników, za dużo biurokracji, za mało historii, za niskie pensje nauczycieli i egzaminatorów) PiS sprzeciwia się osłabianiu, a nawet domaga się wzmocnienia kuratoriów oświaty (np. prawo weta kuratora ws. decyzji samorządu o likwidacji szkoły), odtworzenia szkolnictwa zawodowego (m.in. egzamin zawodowy zdawany jeszcze w ramach szkoły, nie – dodatkowo), wzmocnienia nadzoru pedagogicznego, polityki „zero tolerancji dla przemocy w szkole”.

Od zeszłego roku PiS wprost mówi też o konieczności likwidacji gimnazjów, które – jak podkreśla – nie zdały egzaminu. W programie przedstawionym w weekend postuluje powrót do 8-klasowej szkoły podstawowej i 4-klasowego liceum. W maju PiS poparło plan referendum ws. obowiązku szkolnego dla sześciolatków – głównego projektu forsowanego obecnie przez MEN.

Wprowadzone miałyby być także zmiany w systemie egzaminacyjnym, czyli odejście od obowiązujących teraz testów maturalnych. Jednym z nadobowiązkowych przedmiotów maturalnych miałaby być religia. W każdej szkole – zgodnie z pomysłem PiS – byłby poza tym gabinet stomatologiczny i poradnia psychologiczno-pedagogiczna.

PO skupia się obecnie na wprowadzeniu w życie reformy dotyczącej sześciolatków, które mają obowiązkowo iść do pierwszej klasy we wrześniu 2014. Według MEN polepszy to ich szanse edukacyjne, przyśpieszy rozwój, a szkoły są na ich przyjęcie przygotowane, czemu zaprzeczają z kolei przeciwnicy reformy. Zły stan infrastruktury szkolnej (MEN unika tematu raportu nt. stanu szkół, którego od kilku lat domagają się rodzice) i nieprzygotowanie nauczycieli to główne argumenty przeciwników obniżenia wieku szkolnego.

W najbliższym czasie MEN planuje też zmiany w Karcie nauczyciela mające ograniczyć m.in. przydzielanie urlopów, czemu sprzeciwiają się związki zawodowe. Platforma nie zgłasza natomiast potrzeby debaty nad odejściem od krytykowanej reformy rządu Buzka i likwidacją gimnazjów, nie sprzeciwia się też likwidacji kolejnych szkół – w przyszłym roku szkolnym z powodu niżu, cięć etatów i właśnie zamykania szkół, pracę stracić może nawet 7 tys. nauczycieli.

W 2011 rząd PO rozpoczął program inwestycji w szkolnictwo wyższe, w latach 2012-2015 ma objąć inwestycje w badania, laboratoria, ośrodki i sieci informatyczne na sumę ok. 10 mld zł. Porażką na razie kończą się próby ograniczenia przywilejów i zmiany systemu awansów w szkolnictwie wyższym, m.in. likwidacji habilitacji.

6. Problemy demograficzne

PiS nie podnosi kwestii imigracji, a w swoim programie ogólnie mówi o kryzysie rodziny. Skupia się na różnych formach bonusów ze strony państwa dla rodzin z dziećmi. W swoim programie „Teraz Rodzina” z 2012 roku PiS proponuje m.in. wprowadzenie 50-proc. ulgi na każde kolejne dziecko, ulgi od ubezpieczenia społecznego, od zakupu podręczników szkolnych i tzw. Bonu Rodzinnego (300 zł), który miałby być państwowym wsparciem w opłatach za żłobki i przedszkola. PiS – podobnie jak w swoim programie z 2011 roku – szczególnie traktuje rodziny wielodzietne, zapowiada wprowadzenie Karty Rodziny Wielodzietnej, która uprawniałaby do ulg w placówkach kultury, sportu czy transporcie publicznym. Proponuje też pobudzenie budownictwa mieszkaniowego i system kredytów mieszkaniowych gwarantowanych przez państwo. Całkowity koszt programu „Teraz Rodzina” PiS ocenia na mniej więcej 19,5 mld zł.

PO skupia się nie na działaniach przyciągających imigrantów ani na zachęcaniu do powrotu do kraju Polaków z zagranicy, ale na ułatwieniach dla rodziców lub przyszłych rodziców, którzy chcą być czynni zawodowo. Najgłośniejszym do tej pory krokiem rządu w tym obszarze jest wydłużenie urlopu macierzyńskiego do roku, co ma ulżyć rodzicom, których dzieci są bez szans na żłobek i inną opiekę lub dla których opłaty są za duże.

W tzw. drugim exposé w 2012 roku premier zapowiedział też, że chce, by „w 2015 problem opieki nad dzieckiem w Polsce był definitywnie rozwiązany”, poprzez inwestycje w żłobki i przedszkola, m.in. dzięki wsparciu samorządów w tych inwestycjach przez budżet centralny (samorząd miały wykładać tylko 20 proc. kosztów budowy) i dofinansowaniu powstawania prywatnych żłobków i przedszkoli. Tusk zaznaczył jednak, że poprawi to dostępność do żłobków i przedszkoli, ale nie oznacza zmniejszenia opłat, które teraz są zmorą pracujących rodziców zwłaszcza w dużych miastach. Rząd zwiększa w tym celu subwencję na te placówki o 320 mln na ten rok.

W exposé po wyborach premier zapowiedział też podwyższenie o 50 proc. ulgi prorodzinnej na trzecie i kolejne dziecko, ale i jednoczesne ograniczenie jej rodzinom zamożniejszym z mniejszą liczbą dzieci.

Źródło: TOK FM

Bauman: dałem się uwieść

Zyg-Bauman

Najsłynniejszy żyjący polski socjolog. Wnikliwy filozof. Najlepszy analityk świata ponowoczesnego: świata internetu, rozpadających się więzi międzyludzkich, niepewności. Świata, w którym wszystko płynie. To 88-letni Zygmunt Bauman, na którego sobotni wykład we Wrocławiu wtargnęli ogoleni na łyso narodowcy i kibole Śląska Wrocław. Krzyczeli: ”Wypier…!” i ”Norymberga dla komuchów!”.

***

Urodził się w 1925 r. w rodzinie kupca w Poznaniu. Ojciec średnio radził sobie w interesach i w domu się nie przelewało. W 1939 r. razem z rodzicami ucieka przed armią niemiecką na wschód. W ZSRR dochodzi do przekonania, że komunizm zmieni niesprawiedliwy świat i wstępuje do Komsomołu. W 1944 r. zostaje żołnierzem 4. Dywizji Piechoty w Wojsku Polskim w ZSRR. Walczy m.in. pod Kołobrzegiem. Tam zostaje ranny.

Współpracuje także z Informacją Wojskową – wojskowym kontrwywiadem, który był jednym z narzędzi do przeprowadzania czystek w wojsku w okresie stalinowskim. Po zakończeniu wojny razem z całą dywizją zostaje przeniesiony do Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego – wojskowej formacji służącej do walki z antykomunistycznym podziemiem. Jest tam oficerem politycznym, zajmuje się głównie – jak mówił po latach – pisaniem ulotek dla żołnierzy. Cały czas w ankietach personalnych przeszkadza mu ”ciężar jego pochodzenia klasowego”. W 1953 r. zostaje usunięty z wojska.

Zaczyna karierę naukową na uniwersytecie. Najpierw jest ortodoksyjnym marksistą, ale stopniowo staje się coraz bardziej krytyczny wobec obowiązującej doktryny. Po 1956 r. bierze udział w odbudowie polskiej socjologii, uznanej za ”naukę burżuazyjną” i w praktyce zlikwidowanej przez komunistów w 1948-49 r. Uczeń wybitnego polskiego socjologa Juliana Hochfelda. Habilituje się w 1960 r. na podstawie rozprawy o angielskim ruchu robotniczym. Zostaje redaktorem ”Studiów Socjologicznych”, jednego z dwóch najważniejszych polskich pism socjologicznych.

W 1968 r., po antysemickiej kampanii i protestach marcowych, zostaje usunięty z uniwersytetu i emigruje z Polski. Jedzie do Izraela, potem do Wielkiej Brytanii, gdzie wiąże się z uniwersytetem w Leeds. Kieruje tam katedrą socjologii aż do emerytury w 1990 r.

O swojej młodości opowiedział trzy lata temu reporterowi ”Gazety Wyborczej”. Dziś publikujemy zapis tej rozmowy.

Tomasz Kwaśniewski: Kiedy w pana głowie pojawiła się myśl, że socjologia to jest właśnie to, co chciałby pan robić?

Zygmunt Bauman: Moja młodość nie była łatwa. Miałem bardzo kochających rodziców, to prawda, ale byliśmy ubodzy. Tata nawet z tego powodu próbował popełnić samobójstwo. To, że byłem Żydem, też nie dodawało uroku.

Musiałem się więc zastanawiać nad tymi relacjami społecznymi. Nad tym, czy świat, który jest – z tym, że ojcowie skaczą do Warty, a koledzy kopią i duszą – musi być właśnie taki.

Nie wiem, kiedy pomyślałem o tym, że można by społeczeństwo zmienić na lepsze i trzeba w tym celu wymyślić jakiś plan. Nie potrafię tego odtworzyć. Prawda natomiast jest taka, że jak poszedłem do wojska, to zacząłem mieć poważne rozmowy na ten temat. I to nie z mojej inicjatywy.

A z czyjej?

– Ludzi mądrzejszych, bardziej doświadczonych, którzy już przed wojną byli zaangażowani.

Nie, nie tylko w komunizm.

1. Armia [chodzi o 1. Armię Wojska Polskiego utworzoną przez komunistów w ZSRR w lipcu 1944 roku] w pewnym sensie była budowana bardziej na bazie nacjonalistycznej niż partyjnej. Nasłuchałem się więc i z prawa, i z lewa. Oni mnie uświadomili o mapie politycznej i społecznej Polski. Tego w szkole nie uczyli, nie miałem więc pojęcia, że była jakaś lewica, prawica, nacjonalizm, szowinizm, sanacja, endecja. Albo że przed wojną było w Polsce osiem milionów utajonych bezrobotnych na wsi. (…)

Nagle więc, z takiej zupełnej pustki, samotności, znalazłem się w tyglu. Bo wcześniej myśmy z rodziną trafili na bardzo daleką północ i tam nie było żadnego towarzystwa do rozmowy. Żadnych Polaków. Byliśmy jedyni. Wszędzie byliśmy jedyni.

W towarzystwie, w grupie, znalazłem się właściwie dopiero w tym miasteczku pod Charkowem, gdzie formowała się 4. Dywizja Piechoty.

No i proszę sobie teraz wyobrazić, że ma pan znowu 18 lat. Oczywiście myśli pan o dziewczynach, to niewątpliwe, ale w chwilach wolnych to o czym pan myśli? No właśnie: o tym, jaki jest świat. Co można by tu zrobić, żeby on był inny.

Nasłuchałem się więc tego wszystkiego i skojarzywszy z tym moje własne dziecinne doświadczenia, doszedłem do wniosku, jak bardzo wielu młodych ludzi w tamtym czasie, że jak się tak zestawi wszystkie programy dla Polski, to komuniści mają najlepszy.

<podzial_strony>

No proszę, proszę się w to wszystko wczuć. Przychodzą do pana i mówią: damy ziemię chłopom. A ja wiedziałem, że chłopi cierpieli, bo nie mieli. Fabryki damy robotnikom. Cudownie, mój ojciec nie będzie musiał czapkować. W ogóle wszyscy będą równi.Wykształcenie będzie bezpłatne. Wspaniale! (…)

A oni mówili, że jak to załatwią?

– Oni mówili po prostu: skończymy z upokorzeniem.

Jakby pan przeczytał jeszcze raz ”Manifest lipcowy”, to nie można się do jednego zdania przyczepić. Wszystko jest takie piękne, cudowne.

A do tego pamiętało się przecież tę przedwojenną sytuację i to, że właściwie ten świat, który istniał, zawiódł kompletnie. Właściwie wszystko się zawaliło. Cała ta aparatura, która miała zabezpieczać ludzkie życie, się skompromitowała i trzeba było coś nowego wymyślić.

Związek Radziecki był jedynym krajem, który się oparł Hitlerowi naprawdę zwycięsko. Anglia się oparła, bo Hitler się wycofał, ale ja nie wiem, co by było, gdyby tego nie zrobił i wszedł do Anglii. Czy nie zachowałaby się tak samo potulnie jak wszystkie inne kraje podbite w Europie?

Tak mówili czy tak pan myślał?

– Wtedy przede wszystkim wojna nie była jeszcze skończona, więc tak nie mogłem myśleć, ale jak się skończyła i nagle znalazłem się w czasach pokoju, to perspektywa, co ze sobą zrobić, pokrywała się z perspektywą wydobycia Polski z dna upodlenia i zniszczenia. Rekonstrukcji, ale w nowy sposób. To znaczy taki, by nie wrócić już do tamtego czasu.

Stanisław Ossowski [słynny polski socjolog], gdy już mu powiedzieli, że jest śmiertelnie chory i długo nie pożyje, zaczął mieć wtedy taką skłonność do zwierzania się, mnie też się zwierzył, że jak w 1939 roku zmobilizowano go do twierdzy Modlin i gruchnęła tam plotka, że się Beck z Ribbentropem dogadali: wojny nie będzie, to wpadł w straszliwą rozpacz. To dalej ma być tak samo? Dalej tak okropnie? Miałem nadzieję, że ta wojna coś zmieni, rozbije, strzaska, wyzwoli.

Pan też tak myślał?

– Ja byłem smarkacz. Gdzie mi się było równać z tak dojrzałym, bardzo politycznie świadomym człowiekiem, jakim był Ossowski. Ale ja się na niego powołuję, żeby powiedzieć, że to nie było jakieś dziwactwo z mojej strony, że takie stanowisko zająłem. Były tysiące i setki tysięcy takich jak ja. Różnica między nimi polegała tylko na tym, jak szybko dojrzewali do tego, by zrozumieć, że się pomylili. Ja byłem powolny w tym dojrzewaniu.

Jak pan o tym mówi, to wyczuwam taki ton, jakby się pan tłumaczył.

– Po prostu dlatego, że w Polsce w tej chwili panuje opinia, że to było jakieś zwyrodnienie. Że potwory tam szły. I po co? Tylko po to, by ujarzmić Polskę i pozbawić ją niepodległości. Na miłość boską, dla kogo ja zdobywałem Kołobrzeg?! Dla kogo zdobywałem Wał Pomorski?! Chwili wątpliwości nie miałem. Ale nic. Prawda jest taka, że Leszek Kołakowski znacznie szybciej niż ja zrozumiał, że nie ma co rozmawiać, negocjować, naprawiać, bo ten system to jest maszyna, której się naprawić nie da.

A co pan miał przed oczami?

– Cały naród uwierzył, że można go naprawić, kiedy w 1956 roku Gomułka wyszedł na plac Defilad i zaczął mówić.

Ale ja chciałem zapytać o to, co pan miał przed oczami, póki pan nie zrozumiał, że ten system jest do niczego.

– Przepraszam, ale to się sprowadza do trzech takich słów, jak: wolność, równość, braterstwo. To był ten mój ideał dobrego społeczeństwa. A jak to się będzie realizowało? Wszyscy pójdą do szkoły, będą mieli mieszkania i nikt nie będzie mieszkał w rozwalających się lepiankach. Będzie rósł poziom życia, ludzkie wzajemne sympatie, a animozje będą się kruszyły. Co tu opowiadać? Niech pan nie żąda, bym po raz wtóry wymyślał socjalistyczną ideologię. Ona została wymyślona przede mną, ona mi się podobała i nadal mi się podoba. (…)

Utopiści, jak budują swoją utopię, to wyobrażają sobie wszystko, włącznie z takimi detalami jak ulice, domy, rozkład dnia. Czy pamięta pan takie szczegóły, na których panu szczególnie zależało?

– Nie pojmowałem tego, co robiłem, jako utopii. To była rzeczywistość.

Pamiętam, jak zbudowano i otwarto Trasę W-Z. Jaka to była radość, jak myśmy tańczyli. A potem był ten dom, w którym jest teraz Empik. Wie pan, na rogu Jerozolimskich i Nowego Światu. Wisiał tam taki wielki napis: ”Ten dom zbudowaliśmy w czternaście dni”. Znów się bardzo cieszyliśmy z Jasią.

Że można?

– Że działa. (…)

Niech pan przyzna, że okres PRL-u niesłychanie podniósł poziom wykształcenia. To był taki poziom, o którym przed wojną nawet nie było co marzyć.

To było pierwsze pokolenie, które całkowicie, bez reszty poszło do szkoły. Pierwsze pokolenie, w którym zdecydowana większość miała maturę.

No i przede wszystkim dostęp do uczelni wyższych. Ilu ludzi młodych z rodzin robotniczych i chłopskich mogło dotrzeć na uczelnię w przedwojennej Polsce?

Bauman-Wyborcza

Źródło: Wyborcza.pl

Macierewicz, zastępca Kaczyńskiego

Jaroslaw-Kaczynski-i-Antoni-Macierewicz

Jarosław Kaczyński ma podobno mianować swoim zastępcą Antoniego Macierewicza. Nie odbędzie się to jednak na Kongresie PiS w Sosnowcu (prezes nie uczestniczył w pierwszym dniu, zachorował), ale po tej celebrze.

Kaczyński nie może zrezygnować z Macierewicza, mimo że prokuratura wojskowa ostatecznie potwierdziła, że żadnego wybuchu na pokładzie tupolewa nie było.

Zamach smoleński to najsilniejsza polityczna broń PiS. Nie mogą z niej zrezygnować, gdyż mit smoleński rozpadłby się w proch. PiS i prezes straciliby wiarygodność w oczach elektoratu. W ten sposób Kaczyński stał się zakładnikiem Macierewicza.

Czy Macierewicz będzie następcą Kaczyńskiego na stołku prezesa? Jeżeli tak by się stało, PiS stałoby się szybko partią faszystowską. „Polityka” tak opisuje ten podwójny nelson w PiS: Jak słychać w PiS, prezes Kaczyński już szykuje miejsce dla Antoniego Macierewicza w gronie swoich wiceprezesów, ale do tego dojdzie dopiero w lipcu. – Teraz zależy nam na wyciszeniu sytuacji wokół Macierewicza i pokazaniu bardziej merytorycznej strony jego pracy – mówi osoba związana z władzami PiS. Pewnie dlatego złamał dotychczasowy schemat i po czwartkowej konferencji prokuratury obwieszczającej, że nie znaleziono śladów trotylu na wraku Tu-154, Macierewicz nie odpalił własnych rewelacji. Nie zorganizował swoim zwyczajem kontrkonferencji, podważającej ustalenia prokuratorów wojskowych.

Jednak część PiS-owskiego elektoratu nie daruje Kaczyńskiemu odpuszczenia sprawy smoleńskiej i właśnie dlatego znajdzie się miejsce dla Macierewicza.

Zdeprawowany Watykan

Watykan-lobby

46-letni Don Patrizio Poggi, duchowny katolicki, wyszedł na wolność po pięciu latach aresztu, ujawnił włoskiej policji szokujące szczegóły dotyczące orgii seksualnych w Watykanie. Poggi był skazany za molestowanie 14- i 15-latków w swojej parafii w Primavalle pod Rzymem.

Policja włoska prowadzi śledztwo w stosunku do 4. podejrzanych, a jest ich więcej, bo Poggi wskazał 20, a wśród nich: dwaj byli duchowni, sekretarz jednego z ważnych kardynałów, kapelan wojskowy, wykładowca religii i prałat.

Nieletnich „chłopców do wynajęcia” rekrutował dla księży oficer karabinierów, miał sprowadzać ich na schadzki z pobliskich barów gejowskich i saun. Chłopcy otrzymywali zapłatę za swoje usługi w wysokości od 150 do 500 euro. Podejrzewa się, że pod przykrywką agencji modeli, prowadził bardziej zorganizowaną działalność werbunkową do świadczenia usług seksualnych.

Aferę „chłopców do wynajęcia”ujawnił papież Franciszek: „Gejowskie lobby, o którym się mówi, istnieje, to prawda. Musimy zobaczyć, co możemy z tym zrobić” – wyznał. Zdaniem włoskich dziennikarzy z „La Repubblica”, Benedykt XVI zrezygnował z urzędu z powodu „homoseksualnej kliki” w Watykanie.

Watykan to jedno z najbardziej zdeprawowanych miejsc na świecie. Ohyda.

Prawica chce dawać w mordę i tarzać w smole

arodowcy-zaklocili-wyklad-prof--Zygmunta-Baumana-

Faszyści z NOP, którzy zakłócili wykład prof. Zygmunta Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim, dostają wsparcie od tzw. intelektualistów prawicowych.

– Danie w mordę, wytarzanie w smole i w pierzu będzie ostatnim aktem sprawiedliwości ludowej – mówił o Baumanie Marcin Wolski podczas poniedziałkowego spotkania Klubu Ronina, gdzie publicyści prawicowi co tydzień komentują wydarzenia polityczne.

Przypomnę: ten satyryk pisze scenariusz do filmu „Smoleńsk” Antoniego Krauze.

Kielce--Spotkanie-Janusza-Palikota-z-mieszkancami-

Na „danie w mordę” nie trzeba było długo czekać.

Kilkudziesięciu młodych mężczyzn zakłóciło środowe spotkanie Janusza Palikota z mieszkańcami Kielc. Na pl. Artystów było słychać krzyki: „Tylko idiota głosuje na Palikota” oraz „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”.
Faszyzujący narodowcy byli coraz bardziej agresywni. Podchodzili do Palikota krzycząc, by się wynosił z Kielc. Ich hasła stawały się coraz głośniejsze: „Pedofile, lesby, geje, cała Polska się z was śmieje”, „Nie chcemy gejów w Kielcach” oraz „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”. Na ul. Sienkiewicza w stronę Palikota poleciało też jajko.
Prawica już się nie przejmuje. Tak zwany salon prawicowy dostarcza kijów bejsbolowych ulicznym faszyzującym narodowcom.

Faszyści z NOP podnoszą łeb, stają się coraz groźniejsi

Narodowcy-protestuja-przeciwko-wizycie-we-Wroclawi

Narodowcy panoszą się w kraju. Na Uniwersytecie Wrocławskim doszło do kolejnego incydentu, tym razem w trakcie wykładu wybitności, prof. Zygmunta Baumana. W kierunku Baumana młodzieńcy z NOP-u (Narodowe Odrodzenie Polski) krzyczeli „wypier…” i „Norymberga dla komuny”. Narodowcy opuścili gmach uczelni dopiero po interwencji brygady antyterrorystycznej. Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz orzekł: – Nie będę tolerował nacjonalistycznej hołoty w moim mieście.

legutko_2-1

Za hołota stawił się eurodeputowany PiS, prof. Ryszard Legutko. Kim są agresywni, młodzi ludzie zakłócający debaty na uniwersytetach? To radykalni zwolennicy skrajnej prawicy, po prostu są neofaszystami. Środowisko, z którego się wywodzą nie stroni bowiem od powoływania się na symbolikę i tradycje zbrodniarzy początku XX wieku. Innego zdania jest jednak były minister edukacji prof. Legutko. Twierdzi, że na przerwanym w sobotę wykładzie prof. Zygmunta Baumana byli po prostu… kibice.

Oto artykuł Legutki z dziadowskiego portalu wPolityce.pl napisany pokrętną pisowszczyzną:

Kilka lat temu wziąłem udział w dyskusji na Uniwersytecie Warszawskim razem z ówczesnym politykiem Prawa i Sprawiedliwości niejakim Radosławem Sikorskim oraz amerykańskim gościem Normanem Podhoretzem. Tematem, jeśli dobrze pamiętam, była amerykańska polityka zagraniczna. Na sali pojawiła się grupa lewaków. Zachowywali się hałaśliwie, krzyczeli, tupali, przerywali, a wyjątkowo pajacującego Piotra Ikonowicza wynieśli pracownicy ochrony Uniwersytetu. Pisano później o tym wydarzeniu jako o godnym odnotowania proteście lewicowców przeciw reprezentującemu imperializm amerykański Podhoretzowi. Sam protest i jego forma nie wzbudziły jednak żadnych szerszych komentarzy.

Od razu powiem, że nie byłem całym incydentem zachwycony, bo jako człowiek starej daty uważam, że na uniwersytecie można rozmawiać bez tupania i obraźliwych okrzyków. I pewnie bym do tej sprawy nie wrócił, gdybym nie przeczytał, że grupa kibiców Śląska Wrocław zakłóciła występ Zygmunta Baumana we Wrocławiu i że reakcja była zgoła inna, niż przed laty w Warszawie. Wkroczyła policja, prezydent Wrocławia zwymyślał protestujących od faszystowskiej hołoty, zapowiedziano wzmocnienie czujności policyjnej, a głosom oburzenia nie było końca.

Zygmunt Bauman jest dzisiaj intelektualną gwiazdą, ale przeszłość ma wyjątkowo paskudną, bo był unurzany w komunistyczny aparat bezpieczeństwa w czasach stalinowskich. Z tej przeszłości wcale się nie rozliczył, nie okazał skruchy i nie ma zamiaru tego uczynić. W wypowiedziach dla mediów obcojęzycznych nawet dumnie stwierdził, że walczył z siłami ciemności i że ogólnie miał rację. Trudno się więc dziwić, że znajdują się ludzie w Polsce, których to mierzi. Jest coś głęboko niestosownego w fakcie, że gwiazda intelektualna zbywa najpoważniejsze oskarżenia, a rzesza akolitów gdaka wokół niego w świętym oburzeniu wobec krytyków lub w równie świętym uwielbieniu wobec każdego słowa mistrza. Normana Podhoretza można krytykować za jego poglądy, ale w przypadku Baumana nie chodzi o poglądy, lecz o działania w zbrodniczym reżymie.

Jak to jest więc? Jeśli lewactwo tupie, gwiżdże i wyzywa prelegentów na uniwersytecie, to jest to słuszny protest, a jeśli pojawiają się kibice i krzyczą „precz z komuną”, to jest to faszystowska hołota. Ale nie tylko chodzi tu o hipokryzję i podwójne standardy. Problem jest poważniejszy, niż nasyłanie policji na protestujących przeciw Baumanowi kibiców. Ta akcja policji stanowi niejako zwieńczenie polityki ogólnej nietykalności dla Baumana i jemu podobnych oraz budowania wokół nich szczelnej ochrony przed piętnowaniem ich komunistycznej przeszłości. W dzisiejszej Polsce takich ludzi jak Bauman nie wolno o tę przeszłość pytać, nie wolno domagać się wyjaśnień, a atmosfera jest taka, że nawet mało kto waży się o niej napisać.

I tym różni się demonstracja podczas dyskusji z Podhoretzem i demonstracja na wykładzie Baumana. Demonstracja na dyskusji z Podhoretzem była typową zadymą, ponieważ wrzaski wobec gościa nie były wcale potrzebne. Krytyka stanowiska, które reprezentował jest w dzisiejszym świecie szeroko rozpowszechniona. Nie trzeba jej wyrażać tupaniem i wyzwiskami, zwłaszcza na uniwersytecie, bo można ją przeczytać w setkach artykułów i dziesiątki książek, a także usłyszeć w niezliczonej ilości materiałów medialnych.

Kibice Śląska Wrocław okazali się faszystowską hołotą nie dlatego, że są narodowcami, bo nie są; nie dlatego, że zakłócili wykład, bo w przypadku innego prelegenta uszłoby to im na sucho; nie dlatego, że użyli niedopuszczalnej formy protestu, bo w tym wypadku żadna forma nie jest dopuszczalna. Są faszystowską hołotą dlatego, że ośmielili się wyrazić swój dyzgust wobec człowieka, wobec którego dyzgustu wyrażać nie wolno w żadnej formie – cichej, głośnej, pisanej, mówionej. Kto to czyni, ten nie może liczyć na wyrozumiałość i zasługuje na najsroższą retorsję – od inwektywy faszysty, po policję i sądy.

Użycie słowa faszyzm wobec protestujących jest symptomatyczne. Nie chodzi przecież o żaden faszyzm. W Polsce problemem nie są faszyści. Problemem jest coraz częstsze używanie słowa faszyzm jako pałki. Nie bójmy się faszystów, bo ich nie ma. Bójmy się antyfaszystów, bo mnożą się oni dzisiaj jak króliki i coraz drastyczniej zawężają nasze pole działania i pole myślenia.

Wojciech-Sadurski

Bardzo dobrej Legutce odpowiedzi udzielił wybitny konstytucjonalista i filozof prawa prof. Wojciech Sadurski:

Gdy tylko polscy naziole urządzą jakąś nową burdę, a po stronie liberalnej podnoszą się głosy protestu, prawica natychmiast wkracza, nie po to by chuliganów potępić, ale by zaprotestować przeciwko protestowi.

O kolejnym wyczynie polskich narodowców, tym razem na wykładzie profesora Baumana, napisano w tym miejscu już wiele i mądrze. Nie chcę nic do tego dodawać, natomiast zwracam uwagę na interesujące Postscriptum, a mianowicie reakcję polskiej prawicy, a już zwłaszcza ulubionego filozofa PiSu, Ryszarda Legutko.

W takich sytuacjach, utrwalił się już pewien schemat: gdy tylko polscy naziole, albo po prostu totalniacy, urządzą jakąś nową burdę, a po stronie nazwijmy to liberalnej podnoszą się głosy protestu, prawica natychmiast wkracza, nie po to by chuliganów potępić, ale by zaprotestować przeciwko protestowi. Jest to, mocą podwójnego przeczenia, afirmacja a w każdym razie usprawiedliwianie dziarskich chłopaków, nawiązujących do ONR, Falangi lub innych quasi-faszystowskich ugrupowań przedwojennych, a którzy na naszych oczach właśnie „idą w Polskę zrobić porządek”.

Intelektualista jakiejkolwiek orientacji światopoglądowej czy politycznej, wyrażając pośrednie choćby usprawiedliwienie dla ekstremistycznej chuliganerii, podcina gałąź na której wszyscy siedzimy, tak lewica jak i prawica, tyle że intelektualiści-propagandyści przedkładają wierność partii i jej kokietowanie brunatnych nad uczciwość intelektualną.

A czasem działa zwykła zazdrość.

Oto w komentarzu, będącym pokłosiem awantury wrocławskiej, profesor Legutko pisze m.in., że Bauman ze swej przeszłości „wcale się nie rozliczył, nie okazał skruchy i nie ma zamiaru tego uczynić. W wypowiedziach dla mediów obcojęzycznych nawet dumnie stwierdził, że walczył z siłami ciemności i że ogólnie miał rację. Trudno się więc dziwić, że znajdują się ludzie w Polsce, których to mierzi. Jest coś głęboko niestosownego w fakcie, że gwiazda intelektualna zbywa najpoważniejsze oskarżenia, a rzesza akolitów gdaka wokół niego w świętym oburzeniu wobec krytyków lub w równie świętym uwielbieniu wobec każdego słowa mistrza”.

Sugestia, że podgolonych kiboli z WKS Śląsk „mierzi” brak skruchy ze strony profesora Baumana za swoją przeszłość sprzed mniej więcej 60 lat (na dodatek wyrażony w mediach obcojęzycznych, skrupulatnie czytanych jak wiadomo w środowisku WKS Śląsk) jest już chyba zbyt niemądra, nawet jak na ideologów PiS. Natomiast zawiść pod adresem jednego z najwybitniejszych intelektualistów ze strony prof. Legutki – przyznajmy to, filozoficznego średniaka, całkowicie niezauważalnego poza Polską – jest aż nadto widoczna.

Intensywnie starając się znaleźć uzasadnienie dla tego, co mierzi kiboli i nazioli z NOP tak bardzo, że aż przyszli ryczeć na wykładzie, prof. Legutko znajduje tylko słowa potępienia dla działań policji:

„Ta akcja policji stanowi niejako zwieńczenie polityki ogólnej nietykalności dla Baumana i jemu podobnych oraz budowania wokół nich szczelnej ochrony przed piętnowaniem ich komunistycznej przeszłości. W dzisiejszej Polsce takich ludzi jak Bauman nie wolno o tę przeszłość pytać, nie wolno domagać się wyjaśnień, a atmosfera jest taka, że nawet mało kto waży się o niej napisać”.

„Pytanie o przeszłość” lub „domaganie się wyjaśnień” w formie wrzasków uniemożliwiających przeprowadzenie wykładu jest osobliwą formą dyskursu, na jaki liczy prof. Legutko. Gdy pisze zaś, że o przeszłość „ludzi takich jak Bauman” nie wolno pytać, to chyba trochę się pogubił, bo jego partia i sprzyjający jej publicyści nie robią niczego innego od wielu lat.

Wystąpienie profesora Legutki – a jestem pewny że w ślad za nim przyjdą dalsze z tamtej strony – jest uwieńczeniem stoczenia się intelektualisty – nie jakiegoś geniusza, ale w końcu profesora uniwersyteckiego – w rewiry, w których króluje tłuszcza i motłoch. Nie jest to naturalne środowisko dla profesora filozofii, chociaż, jak wiemy z niedawnej historii, istnieje rodzaj perwersyjnej fascynacji ze strony intelektualistów filozofią „mocy” i „czynu”. Na szczęście Ryszard Legutko to nie Martin Heidegger ani Carl Schmitt, a NOP to nie NSDAP, ani nawet Jobbik. Na razie.

ojciec-chrzestny

W temacie mieści się notatka Grzegorza Jakubowskiego (Czy Kaczyński boi się Polaków?) o finansowaniu PiS, które wykorzystuje Jarosław Kaczyński. Ujawnia to świeży „Newsweek”.  Tygodnik przeanalizował wydatki PiS z ostatnich trzech lat. Ochrona Kaczyńskiego miała kosztować 3,4 mln złotych. Kancelaria reprezentująca prezesa podczas procesów – 900 tysięcy. Fotograf – 700 tysięcy.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości jest dla swojej partii i wspierającego ją układu polityczno-finansowo-medialnego tym kim dla sycylijskiej mafii jest Ojciec Chrzestny. Czy milionowe koszty ochrony są wynikiem realnego zagrożenia a nie tylko zabiegami PR ?

Współtworzący (między innymi z Rafałem Ziemkiewiczem) wspierane pieniędzmi Prawa i Sprawiedliwości Stowarzyszenie Twórców dla Rzeczpospolitej, Jarosław Marek Rymkiewicz stwierdził niedawno, że jeśli Jarosław Kaczyński wygra wybory z dużą przewagą to może zostać zabity. Wspierający partię dziennikarze również sugerują, że życiu prezesa może grozić niebezpieczeństwo. Czy aby na pewno?

Jeszcze do niedawna prezes PiS sam nosił przy sobie broń. Anegdot o jej wykorzystaniu było wiele. Najbardziej znana jest ta według, której miał rzucić w kierunku obecnego premiera słowa „Dla mnie Ciebie zabić, to jak splunąć”. Kaczyński najpierw zaprzeczył, że taka sytuacja miała miejsce by później dość zawile się z niej tłumaczyć. Wspierający dziś układ prawej strony Piotr Zaremba przypomniał kiedyś inne zdarzenie według, którego Kaczyński miał celować z broni w Tuska po jego żarcie.

Czy Kaczyński, który doskonale wie jak posługiwać się bronią rzeczywiście potrzebuje całodobowej ochrony ? Stworzenie wrażenia, iż stojący na czele partii prezes jest osobą tak ważną, że od jego decyzji i życia zależy niepodległość i przyszłość państwa jest niezmiernie opłacalne dla sieci oplatającego PiS układu. Prowadzi bowiem do legitymizacji wszystkich operacji, które wspierają polityczne działania Kaczyńskiego.

Tak długo jak tworzone na potęgę przez „niepokornych” redakcje, instytuty, stowarzyszenia etc., są zasilane pieniędzmi z partii lub zaprzyjaźnionych i podległych jej firmom, tak długo polityczno-medialny układ dokładać będzie wszelkich starań by spiskową teorię o planowanym zamachu na życie prezesa uwiarygadniać.

Pozostaje pytanie na ile prezes sam wierzy w teorię zamachu na własne życie. Może ma świadomość, że jest to tylko zabieg jego PRowców. W przeciwnym wypadku powinien jasno powiedzieć kto mu zagraża i czyha na jego życie. Wykorzystywana przy każdej okazji historia szaleńca z Łodzi doprowadzić mogła do tego, że Kaczyński zaczął bać się kontaktu z ludźmi. Jednak gdy polityk zaczyna bać się swoich wyborców staje się dla nich niewiarygodny i wzbudza podejrzenia.

Post Navigation