Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the month “Listopad, 2017”

Ziobro minie, smród zostanie, sędziowie!

Zbigniew Ziobro ma moralność młotkowego.

Ziobro jako prawnik jest kiepściutki, to facecik, który skończył tylko prawo i nic poza tym w tej sferze fachowości nie osiągnał. Jako człowiek powierzchnie (po facjacie i figurze) jest nieestetyczny, zwłaszcza gdy otworzy usta i u oglądajacego go uruchamia się ocena. Zero do powiedzenia, ubogi język polski i gestykulacja jakiegoś ciecia z logoreą.

Ktoś taki jest ministrem sprawiedliwości, prokuratorem generalnym.

Czy to się dzieje w świecie operetki? Nie! W realnej Polsce – mojej/twojej ojczyźnie.

Ten człowiek 11 lat toczy wojnę z wybitnym prof. kardiologiem Dariuszem Dudkiem, a to dlatego, że tatuś Ziobry był zeszedł po powikłaniach pooperacyjnych.

I za to mści się Ziobro na profesorze i grupie lekarzy z II Kliniki Kardiologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Ziobro oskarża ich o śmierć tatusia.

Prof. Dudek wygrał z Ziobrą sprawę, ale Ziobro uruchomił kolejne śledztwa. Dotyczą one: domniemanego poświadczenia nieprawdy w dokumentacji medycznej, domniemanej korupcji i niegospodarności przy zakupie stentów przez szpital, prawidłowości prowadzenia badań klinicznych w szpitalu oraz kosztów ekspertyzy biegłych zamówionej przez Sąd Rejonowy w Krakowie na potrzeby procesu.

Ziobro jest małym człowiekiem. Ktoś taki nigdy nie powinien pojawić sie w przestrzeni publicznej z powodów estetycznych (patrz: Herbet – „Potęga smaku”), intelektualnych, bo rozumu u niego brak (oleum, dowcipu – staropolskie zamienniki inteligencji) i przede wszystkim jest amoralny, czyli wyznający jakieś wartości niehumanistyczne, niechrześcijańskie – łażenie do kościołów nie jest wiarą, tylko łażeniem, a zwłaszcza do Rydzyka).

A młotkowym go nazywam, bo Ziobro wsławił się zniszczeniem laptopa, który zdawał w 2007 roku po upadku smrodliwej IV „Rzeczpospolitej” (Rzeczpospolita biorę w cudzysłów, bo to nie jest twór godny Polski, kiedyś takich – jak Ziobro – wykopywano z kraju z zakazem powrotu).

Własnie rusza rozprawy apelacyjna ws. uniewinnienia czterech lekarzy oskarżonych o błędy w Sądzie Okręgowym w Krakowie.

Ziobro przed apelacją wymienił kierownictwo tego sądu. Obrońca lekarzy prof. Jan Widacki wnioskuje o przeniesienie rozprawy, bo:

– Wiemy, jaka jest presja na wymiar sprawiedliwości – mówi prof. Widacki..

PiS szykuje marionetkowe sądy, policyjne państwo

Andrzej Saramonowicz właściwie porównuje XVIII wieku i dzisiaj. Wówczas Rzeczpopolita upadała, to samo dzieje się teraz w zastraszającym tempie.

Sądownictwo jest rozwalane. Jeden z trzech filarów demokracji legnie w gruzach, gdy Andrzej Duda podpisze ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa.

Komisja sprawiedliwości pracowała do godz. 1 w nocy. Jej szef Stanisław Piotrowicz (PiS) oskarżył opozycję, że to z jej winy prace trwają tak długo. Piotrowicz chce za wszelką cenę zakończyć w tym tygodniu procedowanie prezydenckiego projektu ustawy o Sądzie Najwyższym.

Identycznie rozwalano Trybunał Konstytucyjny.

Sposób procedowania jest skandaliczny – i tak to jest łagodnie powiedziane.

Pisze Ewa Siedlecka z „Polityki”.

„PING!” – to dźwięk, który nieustannie towarzyszy pracom sejmowej komisji sprawiedliwości nad prezydenckimi projektami ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym. W środę rozlegał się częściej, bo komisja pracowała nad ustawą o SN, a do niej PiS wniósł 35 poprawek. W takim trybie, że nie znało ich ani Biuro Legislacyjne Sejmu, ani posłowie innych klubów.

„PING” rozlegało się w trakcie każdej wypowiedzi opozycji. Przewodniczący Piotrowicz ograniczył głosy do minuty, ale „pingał” wcześniej, gdy mu się wypowiedź nie podobała. Oczywiście „pinganie” nie zniechęcało posłów opozycji, więc „pingnięciu” towarzyszyło wyłączenie mikrofonu. Obecni na sali słyszeli więc dalszą część wypowiedzi, ale oglądający transmisję – już nie.

(…)

„Wątpliwości konstytucyjne będziemy rozstrzygać w głosowaniu” – skwitował przewodniczący Piotrowicz. I to można uznać za bonmot roku.

Co na to prezydent? Sprawa jest tajemnicza. Od rana do godziny 13 obecna na posiedzeniu komisji minister Anna Surówka-Piasek unikała jak mogła ustosunkowywania się do poprawek PiS. Gdy opozycja kierowała do niej takie pytania, prowadzący obrady Stanisław Piotrowicz starał się ją obronić przed koniecznością odpowiedzi. A jeśli się to nie udało, minister Surówka-Piasek mówiła, że zostawia rzecz do uznania komisji. Natomiast obecna na sali doradczyni prezydenta Zofia Romaszewska pytana w kuluarach, czy prezydent znał poprawki, odpowiedziała: „do pewnego stopnia”. I oceniła, że niektóre są „nie do zaakceptowania”. „Jeżeli ustawa będzie tak wyglądała, to prezydent powiedział, że zawetuje. Moim zdaniem” – dodała.

Przejdzie do historii:

„Wątpliwości konstytucyjne będziemy rozstrzygać w głosowaniu”.

Aberracja.

Daniel Passent stara się zachować spokój.

Członkowie komisji sejmowych otrzymali poprawki PiS w ostatniej chwili, nie mieli czasu na wcześniejsze zapoznanie się z nimi i przygotowanie się do dyskusji, w której ich wypowiedzi i tak ograniczono do 1 minuty, a nawet mniej. Sama treść ponad 40 poprawek do obu ustaw stanowi w dużym stopniu powrót do sprzecznych z konstytucją projektów zawetowanych przez prezydenta, z pozostawieniem uprawnień dla prokuratora generalnego i wyborem sędziów przez polityków oraz uzależnieniem składu SN od prezydenta. Treść i tryb poprawek (oraz zmian w ordynacji wyborczej do samorządów) pozwala mówić o gwałcie na Temidzie.

Co na to prezydent – nie wiadomo, ponieważ Andrzej Duda bawi w Wietnamie. Prawdopodobnie treści poprawek PiS nie zna, podobnie jak nie znali ich prezydenccy prawnicy. Jest to akurat przykład tego, jak w praktyce ma działać taki system: prezydent niech reprezentuje i podróżuje, a prezes i premier będą rządzili w kraju. Znakomita większość prawników krytykuje sposób „reformowania” wymiaru sprawiedliwości, ale oficjalna odpowiedź brzmi: „Suweren tak chciał, znał nasz program i wybrał nas, a więc wszystko to dzieje się w zgodzie z demokracją”. Sejmowa większość utożsamiana jest z carte blanche dla władzy, która może wszystko. Właśnie dobrała się do ordynacji wyborczej do samorządów.

Jeżeli do tego dodamy zamieszanie i napięcie związane z zapowiadaną rekonstrukcją rządu, która ma m.in. zadecydować o losie premier Szydło i ministra Macierewicza (o którego trwa konflikt PiS kontra prezydent), rekordowe poparcie dla PiS w sondażach, oraz iskrzenie po stronie opozycji (nowa przewodnicząca Nowoczesnej, Lubnauer, podważa porozumienie „warszawskie” z Platformą), to możemy śmiało twierdzić, że klimat polityczny jest podobny do tego za oknem. Listopad – dla Polaków niebezpieczna pora.

Konstytucjonalista prof. Marek Chmaj to, co sie dzieje, nazywa to abberacją.

Zaś prof. Karol Modzelewski twierdzi, że PiS zakłada nam państwo policyjne.

Zmiany w sądach pod dyktando prokuratora generalnego oznaczają wprowadzenie państwa policyjnego – mówił w „Faktach po Faktach” w TVN24 profesor Karol Modzelewski, działacz opozycji w czasach PRL, były senator.

>>>

Ustawy sądowe PiS kończą demokrację, a ustanawiają dyktaturę

Ustawy sądowe domykają dyktaturę w Polsce. Później kwestia przejęcia mediów będzie formalnością. Unia Europejska prędzej czy później wypieprzy nas.

Do tego zmierzamy szybkimi krokami.

Wczorajsze obrady w komisji sprawiedliwości to już nie jest groteska, ani parodia. To naplucie na porządek ustrojowy w kraju. To pluniecia na Polskę przez PiS w stylu: „Kanalie, mordy zdradzieckie”.

„Ustawa o upolitycznieniu KRS”

Posłowie opozycji chcieli, aby taki był właśnie tytuł projektu ustawy o KRS. To była jedna z poprawek zgłoszonych przez posłankę Nowoczesnej Kamilę Gasiuk-Pihowicz. Nie wszystkie opozycja mogła zgłosić, bo przewodniczący komisji nie dopuszczał posłów do głosu.

Opozycja zapowiedziała złożenie doniesienia do prokuratury na przewodniczącego komisji sprawiedliwości Stanisława Piotrowicza. Dlaczego? Chodzi m.in. o niedopełnienie obowiązków. Posłowie głosowali nad poprawkami, których wcześniej nie znali. Te podobno uzgodnione z prezydentem podczas serii spotkań w Belwederze zostały przedstawione w ostatniej chwili.

Poseł Stanisław Piotrowicz (prokurator stanu wojennego) odbierał głos i ograniczał posłom opozycji czas wypowiedzi, nie pozwalał na uzasadnianie wniosków formalnych i poprawek. Opozycja domagała się odroczenia posiedzenia komisji sprawiedliwości. Były też problemy techniczne.

Ostatecznie komisja przegłosowała wszystkie poprawki PiS-u, ale nie zgodziła się na wysłuchanie publiczne w sprawie prezydenckich projektów ustaw.

Dr Ryszard Balicki wyjaśnia dla portalu wiadomo.co.

– Możemy założyć, że albo pan prezydent został oszukany, albo wcześniej się na to zgodził. Jeżeli tak, to ciekawe, co uzyskał w zamian… To nie jest polityka realizowana w interesie państwa, to jest mała i czysto partyjna robota – mówi w rozmowie z wiadomo.co dr Ryszard Balicki z Uniwersytetu Wrocławskiego

KAMILA TERPIAŁ: Co oznaczają poprawki zgłoszone i przegłosowane przez PiS? Pełne upolitycznienie Krajowej Rady Sądownictwa?

RYSZARD BALICKI: To potwierdzenie tezy, że PiS stara się wrócić do rozwiązań zawartych w pierwotnych ustawach, czyli wygodnych dla partii rządzącej.

Po tych zmianach będzie prosta sytuacja – partia rządząca nie będzie nawet zainteresowana rozmowami o uzyskaniu większości kwalifikowanej, bo to nie będzie się opłacać, będzie można przejść do drugiego etapu, czyli wyboru większością głosów.

Partia rządząca bez problemu przegłosuje sobie taki skład KRS, jaki będzie wygodny. Ta poprawka wiąże się z następną mówiącą o tym, że grupa prokuratorów będzie mogła wskazać kandydatów do KRS, których następnie wybiorą posłowie PiS-u. Przypomnę, że prokuratorzy podlegają prokuratorowi generalnemu, który jest jednocześnie ministrem sprawiedliwości i politykiem. Dojdzie do sytuacji, w której partia rządząca będzie mogła zgłosić odpowiednich kandydatów i załatwić wszystko szybko, we własnym gronie.

Możemy założyć, że albo pan prezydent został oszukany, albo wcześniej się na to zgodził. Jeżeli tak, to ciekawe, co uzyskał w zamian…

Na Pałacu Prezydenckim powiewa już biała flaga?

Niestety, zgadzam się z takim smutnym wnioskiem. Cały czas miałem nadzieję, że pan prezydent wetując poprzednie ustawy, korzystając ze swoich uprawnień, jednak występuje w obronie konstytucji i demokracji. Okazało się, że w grę wchodziły małe, partyjne interesy, które skończyły się trwającymi długo tajnymi targami z prezesem.

To nie jest polityka realizowana w interesie państwa, to jest mała i czysto partyjna robota.

Poprawce dotyczącej zgłaszania kandydatów do KRS sprzeciwiła się minister w Kancelarii Prezydenta Anna Surówka-Pasek. To także gra?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Być może ten „polityczny targ” został dobity na wyższym poziomie i pani minister została postawiona w bardzo nieeleganckiej sytuacji. Być może partia rządząca ma świadomość, że może pozwolić sobie na wszystko, nie zważając nawet na kurtuazję wobec wnioskodawcy.

Jak określiłby pan sposób prowadzenia prac komisji przez jej przewodniczącego posła Stanisława Piotrowicza? Opozycja zapowiedziała doniesienie w tej sprawie do prokuratury.

Jako konstytucjonalista nie znam takiego trybu procedowania nad ustawami, ale widocznie jest on bliski panu prokuratorowi stanu wojennego. Darujmy sobie jednak ironię.

Tu chodzi o bardzo ważne ustrojowe ustawy, które będą ingerować w system funkcjonowania państwa i niszczyć naszą demokrację.

Nie oczekiwałem po Stanisławie Piotrowiczu, że będzie prowadził obrady komisji zgodnie z regulaminem i parlamentarnymi zasadami, bo przyzwyczaił nas do pewnego standardu i trzeba przyznać, że jest mu wierny.

Przepadł wniosek o wysłuchanie publiczne, opozycja zamierza zorganizować własne. Czy to coś jeszcze może zmienić?

Nie jestem tu dobrej myśli. Ale potrzebne jest pokazanie wszystkim tego, co się dzieje. Musimy mówić o tym, jak jest niszczony demokratyczny system państwa polskiego.

Konsekwencje będą bolesne i będziemy ich doświadczać długo.

Jakie będą konsekwencje upolitycznienia sądów?

Bardzo niebezpieczny jest sam fakt upolitycznienia. To będzie się zaczynać w miarę delikatnie. Najpierw będzie grupa 15 sędziów, którzy z jakichś powodów zaakceptują to, że partia polityczna zgłosi ich kandydaturę i w taki sposób powstaną pewne, nawet niewypowiedziane, zależności. Później ta Krajowa Rada Sądownictwa będzie wybierać sędziów i wskazywać sędziów w procedurach awansowych – i to już będą „swoi” sędziowie, ci, którzy będą postępować tak, aby „nie narazić się” partii rządzącej. Najpierw może dochodzić do samocenzury, to przykre, ale ludzkie zachowanie. Zresztą powoli już tego doświadczamy. Jak połączymy to z powoływaniem prezesów sądów i tym, co stanie się w Sądzie Najwyższym, to

nasze sądownictwo straci atrybut niezależności.

Zagrożona będzie też niezawisłość indywidualna sędziów w orzekaniu. To nie będzie się działo od razu, nie będzie łatwo dostrzegalne i dlatego jest tym bardziej niebezpieczne.

Nawet ekspertka Dudy Zofia Romaszewska nazywa to „fatalne”.

Niektóre poprawki ws. SN są „nie do zaakceptowania”. „Jeżeli ona (ustawa o SN) będzie tak wyglądała, to (prezydent) powiedział, że zawetuje”.

Duda nie ma nic do gadania, został ograny. Ale tak chciał. To polityczny niedorostek, mały człowiek.

Władza dostała się w ręce małych niegodnych ludzi. Polacy sami sobie sprawili taki los.

>>>

Tusk pokazał wielkość prawicowym kurduplom

Szczujnia szczuje,

król przytula.

Tym się różni

cham od króla.

Macierewicz w odstawkę, Kaczyński na premiera, PiS odgrzewa PRL. Polityka brunatnieje

To już się dzieje. Pojedyncze przypadki? Nie! To przykładowe przypadki. Fala faszyzmu szybko się rozleje. Jest przyzwolenie PiS, który zresztą dryfuje ku brunatności.

Historia się powtarza. Mamy do czynienia z pustym tromtadrackim patriotyzmem, nadętym, a więc smrodliwym wprost ze skansenu kołtunów.

Ciemnogród.

Nieśmiertelny pacjent polskiej polityki Antoni Macierewicz chce lustrować weteranów.

– To godzi w honor i godność weteranów, którzy przelewali krew za ojczyznę – mówi Onetowi gen. Roman Polko, b. dowódca GROM, kiedy dowiaduje się od nas, że resort obrony nowelizuje ustawę o weteranach w taki sposób, by żołnierze i funkcjonariusze, którzy choć jeden dzień służyli w organach bezpieczeństwa PRL-u, a mają status weterana za udział w misjach po 1990 r., stracili część uprawnień.

Radosław Sikorski uważa, iż skandalem jest, że Macierewicz nie siedzi. Nie kibluje. Tam jego miejsce, bo faktycznie Tworki są dla niego za wygodne.

W MON wszyscy wszystkich się boją.

Tak działa strach, że Macierewicz zostanie wyrzucony, a oni wraz z nim.

Dwa miesiące temu była oczywista wina w wypadku drogowym Jacka Kurskiego. A dzisiaj… już nie.

W Krytyce Politycznej świetny wywiad ze znawcą problematyki ordynacji wyborczej dr Jarosławem Flisem. PiS to gang Olsena.

Pytanie jest następujące: po co PiS robi taką reformę? Możliwe motywacje są trzy. Po pierwsze geszeft, czyli próba wyciągnięcia trochę więcej władzy z tych samych głosów. Po drugie ideologia – tak było w przypadku fascynacji Pawła Kukiza ideą jednomandatowych okręgów wyborczych czy niechęci prezesa Kaczyńskiego do nich. Nawet jeśli ich nastawienie jest racjonalnie argumentowane, to za każdym takim wywodem stoi jakieś ogólne wyobrażenie o szczęściu i demokracji. Trzecia możliwość: to nie jest gra o sumie zerowej, że ktoś zyska, a ktoś straci – niektóre z obecnych rozwiązań są po prostu głupie. Przykładem książeczki do głosowania…

Piotr Zaremba w „Dzienniku” twierdzi, że Kaczyński traci „wszechmoc” na rzecz Andrzeja Dudy.

Rekonstrukcja rzadu została przesunięta na po głosowaniu nad wnioskiem PO o wotum nieufności dla Beaty Szydło. Jarosław Kaczyński mógł uniknąć demoralizującego spektaklu, przeprowadzając operację szybko. Jest zbyt pewny siebie, aby myśleć takimi kategoriami. Z drugiej strony w tej zwłoce kryje się rozterka. Dlatego rzecznicy tej zmiany wciąż nie są pewni finału.

Do starych wątpliwości doszły nowe. Ot, choćby żądanie Andrzeja Dudy, aby w skład nowego rządu nie wchodził Antoni Macierewicz. Przy czym prezydent zapowiada, że po prostu nie powoła szefa MON. A to on wręcza tekę każdemu ministrowi.

Dla Kaczyńskiego to kłopot. Sam miewa dosyć samowolnych gestów ministra. Ale ma też poczucie, że za Macierewiczem stoją emocje społeczne części PiS-owskiego elektoratu. Na dokładkę, kiedy żądanie prezydenta „wyciekło”, prezes jest bliski utraty reputacji wszechmocnego. Znów widać, że rekonstruować trzeba było szybko.

Prof. Marcin Matczak w „Kropce nad i” mówił, iż nowa ordynacja wyborcza spowoduje fasadowość wyborów i w zasadzie nie będą potrzebne.

Według prof. Matczaka, zamiast sędziów będziemy mieli do czynienia z komisarzami politycznymi, którzy będą liczyli głosy i wyznaczali okręgi wyborcze.

Wyznaczanie okręgów jest najczęstszym na świecie sposobem manipulacji wynikami wyborów. Wyznacza się te granice w taki sposób, żeby większość wspierających daną partię była w tym danym okręgu – tłumaczył prof. Matczak.

Tak jego zdaniem dzieje się właśnie na Węgrzech.

Matczak zwrócił przy tym uwagę, że „nie ma już Trybunału Konstytucyjnego”, a za chwilę „nie będzie Sądu Najwyższego”.

Dla mnie to chyba najpoważniejszy zamach na demokrację i on może doprowadzić do tego, że właściwie za chwilę nie będzie sensu organizować wyborów, bo (…) wszystko będzie sterowane politycznie – dodał.

W wiadomo.co kapitalny tekst Piotra Gajdzińskiego „Zrób sobie Peerel-bis”.

Piotr Gajdziński jest autorem biografii peerelowskich przywódców: Edwarda Gierka – Człowiek z węgla i Wojciecha Jaruzelskiego – Czerwony ślepowron. W grudniu ukaże się jego biografia Władysława Gomułki.

Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy

Nic jednak nie nosi wyraźniejszego peerelowskiego stygmatu niż wieczne odgrzewanie przez Prawo i Sprawiedliwość problemu zagrożenia niemieckiego. I czym my teraz będziemy straszyć Polaków – zastanawiał się w grudniu 1970 roku, po podpisaniu umowy z Republiką Federalną Niemiec Jan Szydlak, członek Biura Politycznego PZPR. Szydlakowi, nie tylko w tym wypadku, zabrakło wyobraźni. Niemcami rządzący straszyli nas w latach osiemdziesiątych – za rządów Gierka delikatniej, ale też – i straszą dzisiaj. Posłanka PiS-u Dorota Arciszewska-Mielewczyk w 2004 roku założyła Powiernictwo Polskie i od tamtej pory nieustannie mówi o niemieckim zagrożeniu. Teraz PiS lekko swoją propagandę zmodyfikował. Nie mówi już o „wykupywaniu Polski”, ale całą winę za kryzys migracyjny w Europie zrzuca na Niemcy i kanclerz Angelę Merkel. Odsługując w końcu lat osiemdziesiątych wojsko we wrocławskim Zmechu (Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Zmechanizowanych – przyp. Red.) nieustannie, dzień pod dniu, na sąsiadującym z jednostką poligonie walczyłem z 97. Dywizją Bundeswehry, prowadzoną przez Herberta Hupkę i Herberta Czaję, dwa symbole „niemieckiego rewanżyzmu”. Dzisiaj może młodych żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej tego nie uczą, ale już walki z nacierającymi z zachodu zagonami muzułmańskich emigrantów – kto wie?

Władysław Gomułka w swoich pamiętnikach przyznawał, że partia komunistyczna w Polsce zawsze była ugrupowaniem mniejszościowym. Dodawał jednak, że legitymację do władzy dawała PPR, a później PZPR wielka reforma społeczna i gospodarcza, która zmieniła życie milionów Polaków. Drugim czynnikiem mającym legitymizować rządy partii komunistycznej było odzyskanie „prastarych ziem piastowskich” na Zachodzie.

Podobną narrację nietrudno wyczytać z wypowiedzi przedstawicieli obecnego rządu. Program 500+ czy program Mieszkanie+ to fundamenty restytucji gomułkowskiego myślenia. Ziem Odzyskanych PiS już nie odzyska, ale czyż wstawanie z kolan nie jest wystarczającym powodem, aby PiS władzy raz zdobytej – to też Gomułka – nie oddał nigdy? W niedawnym wywiadzie dla TV Republika Beata Szydło powiedziała, że PiS, cały nasz obóz, pan prezydent, który wyrósł z naszego obozu, jesteśmy dzisiaj dla Polski, dla polskiego państwa – myślę, że to nie jest przesadne stwierdzenie – po prostu ostoją suwerenności, bezpieczeństwa i pewnika, że Polska będzie mogła być w przyszłości bezpieczna i suwerenna. Jest wyższa wartość dla narodu niż suwerenność? Nie ma, więc przy władzy musi pozostać partia, która tę suwerenność gwarantuje.

Wolność sprzedam korzystnie

Niestety, do reguł gry „Zrób sobie Peerel” dostosowało się również społeczeństwo. Większość, jak w „czasach słusznie minionych”, jest bierna, za nic mając imponderabilia. Wolność? Co miesiąc wyprzedajemy wolność za 500 zł i ułudę spokoju, który – podobno – gwarantuje nam „silne państwo”. Zupełnie jak wtedy, gdy władza podsypywała kilka stówek podwyżki.

>>>

Kaczyński premierem. Kto zapłaci za reparacje po nim i PiS?

Ponoć decyzja zmiany premiera zapadła. Jeszcze przed Bożym Narodzeniem Jarosław Kaczyński zostanie premierem.

Tak utrzymuje zwykle dobrze poinformowany publicysta „Newsweeka” – autor biografii Kaczyńskiego – Michał Krzymowski.

Kaczyński chce domknąć ustawy sądownicze i ordynację wyborczą, aby nie babrać sobie rąk, bo za to będzie Trybunał Stanu.

Jak ma wygladać rząd Kaczyńskiego? Krzymowski pisze:

„Kaczyński nie podjął jeszcze decyzji, jak ma wyglądać jego rząd. Główne pytanie dotyczy tego, czy utrzyma się w nim Antoni Macierewicz. – Po sprawie Misiewicza jego notowania bardzo osłabły. Prezes wie, że jeśli ma go odwoływać, to tylko teraz. Konflikt na linii MON – pałac prezydencki jest doskonałym pretekstem. Nasi wyborcy szybko się z tym pogodzą: zniknie Antoni, ale pojawi się Jarosław. W rzeczywistości los Macierewicza zależy tylko od prezesa. Duda nie jest w stanie wymusić jego dymisji – przyznaje rozmówca zorientowany w rozmowach dotyczących nowego rządu.

Pytanie też, jak będzie wyglądać Kancelaria Premiera, która ma być skonstruowana tak, by maksymalnie odciążyć Kaczyńskiego. Jeden ze scenariuszy zakłada, że wejdzie do niej Joachim Brudziński. Według drugiego – wydaje się, że bardziej prawdopodobnego – pojawi się w niej Mariusz Błaszczak, który miałby zostać kimś w rodzaju nowego Przemysława Gosiewskiego: szefem Komitetu Stałego w randze wicepremiera, do spraw legislacji. Brudziński mógłby wówczas objąć MSW.

Trzeci wariant przewiduje dymisję Macierewicza. Mówi się, że tekę szefa MON miałby przejąć po nim ktoś z trójki: Brudziński, Błaszczak, obecny wiceminister Michał Dworczyk.”

No, to święta mamy przerąbane. W ogóle władza PiS to jedna z plag egipskich, jak pomór.

W mordę. Pokarki zniszczą nam ojczyznę. Kto zapłaci za reparacje po Kaczyńskim i PiS? Trzeba spisywać straty.

Targowica PiS – klasyka zaprzaństwa polskiego. Kto dzisiaj weźmie na siebie rolę Kościuszki?

Najpierw – czym jest Targowica, bo pisowscy targowiczanie nie wiedzą, o cyzm mówią.

To, co zdarzyło się 225 lat temu, dzisiaj mamy od dwóch lat. Wówczas na ostateczny rozbiór Polski trzeba było czekać 3 lata, a rok wcześniej doszło do Insurekcji Kościuszki.

Jesteśmy w takim właśnie położeniu.

Nieprzypadkowo Donald Tusk ogłosił alarm. Kto będzie Kościuszko? Tusk, Schetyna, Lubnauer?

Andrzej Olechowski w wywiadzie dla wiadomo.co też mówi o tym przekleństwie Targowicy, która nas dotknęła – o PiS.

Lada moment członkowie UE zaczną uzgadniać reformy prowadzące do głębszej integracji w obszarach zaproponowanych przez prezydenta Macrona. Jeśli Polska miałaby nadal pogrążać się w swojej osobności – nacjonalizmie, autorytaryzmie, lekceważeniu mniejszości itp. – nasi partnerzy stwierdzą, że nasz kraj do nich nie pasuje. Wrócimy wówczas do miejsca, które było naszym przekleństwem i przyczyną ogromnych tragedii – pomiędzy dwoma światami. Tym razem pomiędzy nowoczesną, liberalną Europą i asertywną, autorytarną Rosją.

PiS nie odda władzy w wyniku procedur demokratycznych. Już szykuje oszustwo wyborcze.

Joanna Mucha mówi dla „Dziennika”:
Musimy jednak pamiętać, że PiS zrobi wszystko, aby zmanipulować te wybory, a być może nawet je skręcić. Rządzący nie zawahali się przecież przed bezprecedensowym łamaniem Konstytucji, a więc najważniejszego aktu w polskim prawie.

Tak samo twierdzi prof. Marcin Matczak.

Panie profesorze, a jak ocenia pan planowane przez PiS zmiany w ordynacji wyborczej do wyborów samorządowych? Pana zdaniem to pogrywanie z konstytucją i zasadami demokracji?

Sądzę, że tak należy na to patrzeć. Główną rolą ordynacji wyborczej jest oddanie preferencji wyborców. Ponieważ jest oczywiste, że wynikiem wyborów najbardziej zainteresowane są partie polityczne, nie powinny kontrolować wyborów. Dlatego dobrą tradycją jest to, że powierzamy kontrolę wyborów sędziom, którzy są niezależni i niezawiśli, wraz z Sądem Najwyższym, który ostatecznie zatwierdza ważność wyborów.

Nie mogę zrozumieć, w jaki sposób sprawiedliwość i przejrzystość wyborów ma zwiększać zmiana, która zabiera prawo kontroli sędziom, a daje prawo kontroli ludziom, którzy nie muszą być niezawiśli i apolityczni.

To jest zaprzeczenie przejrzystości i transparencji, moim zdaniem to oczywiście sygnał, co się stanie w przyszłości z przejrzystością wyborów parlamentarnych i prezydenckich. W obecnej sytuacji w Polsce istnieje możliwość niekonstytucyjnej zmiany ordynacji wyborczej, ponieważ nie ma nikogo, kto mógłby stwierdzić zgodność takiej zmiany z konstytucją. Jak wskazałem, kontrola nad Trybunałem Konstytucyjnym została już dawno przejęta przez obecną większość polityczną, więc nie ma co liczyć, że on się tej większości sprzeciwi. Na podstawie takiej niekonstytucyjnej ordynacji przeprowadzi się wybory i nie będzie również nikogo, kto będzie mógł niezależnie stwierdzić nieważność tych wyborów – bo Sąd Najwyższy, który dotąd to robił, także będzie za chwilę całkowicie zależny od polityków. Jeżeli to wszystko się uda, to obecny rząd może rządzić wiecznie, ponieważ wyeliminuje wszystkie gwarancje prawdziwego procesu demokratycznego.

Andrzej Duda udzielił dziwnego wywiadu Bogdanowi Rymanowskiemu w TVN24.

Duda jak dziecko we mgle. Publicystka „Rzeczpospolitej” Zuzanna Dąbrowska jest zdziwiona.

Wrażenia po wysłuchaniu rozmowy z głową państwa są, jak na końcówkę listopada przystało – mocno depresyjne. Polityk najwyższy rangą, zwierzchnik sił zbrojnych i twarz polskiej dyplomacji, w zbyt wielu kwestiach przyznaje się do bezsilności. Tym bardziej, że rządzi przecież ugrupowanie, z którego się wywodzi i do którego, mimo wszelkich sporów, lojalność wciąż deklaruje. A może to właśnie jest problemem? Może koabitacja z własnym zapleczem politycznym zawsze jest najtrudniejsza? Być może prezydent już wie, że nie zostanie ulubieńcem tłumów – ani tych pisowskich, ani, tym bardziej, opozycyjnych. Jego sądowe ustawy nie zadowolą nikogo, a dla PiS będą tylko narzędziem wzmocnienia władzy. Nic dziwnego, że jest zasmucony.

Podobnie Ewa Siedlecka z „Polityki”.

Bogdan Rymanowski zapytał go między innymi, czy nie ma wątpliwości co do zgodności z konstytucją swoich projektów, w tym przepisu, dzięki któremu będzie można usunąć w połowie kadencji obecną I Prezes SN Małgorzatę Gersdorf. Prezydent wytłumaczył, że wszystko jest zgodnie z konstytucją, bo dzięki jego ustawie prezes Gersdorf przestanie być prezeską nie dlatego, że przerwie się jej kadencję, ale dlatego, że przestanie być sędzią SN. Wejdzie bowiem w obniżony prezydencką ustawą wiek emerytalny.

Proste jak budowa cepa. Ale red. Rymanowski dopytywał: czy nie boi się, że ktoś kiedyś jemu wytnie podobny numer? „O, to by się musiał napracować nad tą konstrukcją, bo do wieku 65 lat mi daleko” – odparł prezydent. I radośnie zachichotał.

Cóż, pewnie można taką konstrukcję wymyślić. Na przykład wprowadzić limit wzrostu dla prezydenta. Albo obowiązek znajomości języka fińskiego. I prezydentowi Dudzie nie będzie już do chichotu. Jak kiwać – to kiwać.

Ten spontaniczny, szczery chichot prezydenta więcej mówi o jego stosunku do konstytucji, praworządności i poczuciu odpowiedzialności za sprawowanie władzy niż słowne deklaracje.

Waldemar Mystkowski też nie znajduje dobrych słów o prezydencie.

Polityk nie musi kłamać ani manipulować, aby działać i zachowywać się politycznie, to mit czysto pisowski: „kłamać jak Goebbels”. Otóż ten gigantyzm prawicy, to piąty zwycięski wynik PiS w historii dziewięciu kolejnych wyborów parlamentarnych, a więc bardzo przeciętny. Zaś Duda w szóstych wyborach prezydenckich miał najgorszy wynik spośród wszystkich prezydentów.

I w tym zestawieniu przymiotników mamy działanie kozetki, na której znalazł się poległy Duda. Bufon w Dudzie mówi: gigantyczny i nienotowany. Zaś fakty: przeciętny i najsłabszy. Gdy do nadymanego Dudy przystawi się szpileczkę rozumu, taka z niego wychodzi sflaczałość: przeciętny słabeusz.

Leszek Balcerowicz twierdzi, że jesteśmy w epoce Edwarda Gierka. Najszybiej w Europie się zadłużamy, żyjemy na koszt przyszłych pokoleń.

W „Dzienniku” piszą:

Porównywał obecną sytuację do polityki Edwarda Gierka. Przypomniał, że w latach 70. XX wieku za sprawą zaciąganych długów Polska gospodarka przyspieszyła, aby potem gwałtownie spowolnić, a spowolnienie to trwało kilkanaście lat.

Mówił też o czynnikach, które warunkują to, czy Polska będzie doganiała Zachód. Jego zdaniem jednym z nich jest liczba osób pracujących. Według Balcerowicza PiS zniechęca do pracy, bo obniżyło wiek emerytalny.

Balcerowicz odniósł się też do programu 500 plus. Ważne, żeby ludzie, którzy myślą bardziej dalekowzrocznie niż obecne władze, wiedzieli, że to jest program, który jest finansowany w dużej części z rosnącego zadłużenia Polski – zakończył.

PiS dowartościowuje faszystów z ONR, aby w razie czego rzucić ich przeciw protestującym Polakom.

Tymczasem ONR symbolicznie wiesza europosłów Platformy. Zaś policja inwigiluje na potegę opozycję i społeczeństwo obywatelskie.

Targowica PiS i państwo policyjne – w tej chwili taką mamy Polskę, a będzie jeszcze gorzej i gorzej.

>>>

Wieszanie przez ONR, Lubnauer liderem N, Macierewicz jako TW, błędy społeczeństwa obywatelskiego i opozycji

Policja ma problem. Faszyści i nacjonaliści z ONR wychodzą na ulice i straszą wieszaniem. Najpierw słowo, potem czyn.

Co na to Błaszczak?

1. na polską policję osoby symbolicznie powieszone liczyć nie mogą

2. w razie poinformowania tzw. zagranicy osoby symbolicznie nazwane będą donosicielami.

Pytania Jacka Nizinkiewicza do Andrzeja Dudy.

W Nowoczesnej zmiana lidera. Czy wyjdzie na dobre tej partii? Rafał Kalukin z „Polityki” na to liczy.

Oczywiście zwolennicy jednolitego, antypisowskiego frontu opozycji są dziś zaniepokojeni. Ale już ci, którzy uważają, że jedyną skuteczną odpowiedzią na „dobrą zmianę” jest poszerzanie opozycyjnych skrzydeł, wnoszenie nowych wątków i tematów, bogata wewnętrzna dyskusja (a nie bijatyka o partyjne parytety na wspólnych listach) mogą być usatysfakcjonowani sukcesem Katarzyny Lubnauer. Byle tylko Nowoczesna przetrwała najbliższe miesiące.

Wczoraj na elewacji Zamku Królewskiego w Warszawie. Są jeszcze dzielni pojedynczy ludzie. Będę ich linkował, żeby inni ich widzieli.

Jacek Liberski na blogu w Liberte! pyta, dokąd zmierza Polska.

Zarzućmy dyskusje wszelkie na temat nowej siły politycznej, jakieś nowej Platformy 2.0 lub trzeciej partii powstałej z połączenia PO i Nowoczesnej. Dzisiaj nie czas zajmować się tym. Kto miałby tę partię tworzyć? Kto miałby być jej liderem? I co najważniejsze – skąd ten nowy twór miałby wziąć fundusze na swą działalność? Czym jest partia bez pieniędzy, wiemy doskonale choćby po przykładach wielu politycznych bytów – gwiazd jednego sezonu. PO ma cztery wielkie i zasadnicze atuty: pieniądze, struktury, doświadczenie polityczne i cały czas ma też największe poparcie wśród wyborców antyPiS. Tu trzeba budować poparcie i to jest to, czym być powinna odpowiedzialność za Polskę. Dzisiaj i w najbliższym czasie tylko zjednoczone partie opozycyjne, te które są, mogą skutecznie wygrać coraz bardziej nierówną grę wyborczą i zrzucić w czeluść niepamięci fatalne dla Polski rządy prawicy narodowo-socjalnej.

Budźcie się, organizujcie w grupy, społeczności i w co tam macie ochotę. Działajcie. Nie patrzcie biernie na to, co się dzieje. Bądźcie aktywni w mediach społecznościowych, udostępniajcie i podawajcie dalej wszystkie ważne treści, o tym, co robi władza źle i o tym, jak buduje państwo pozornie tylko demokratyczne. Nie prowadźcie jałowych dysput i nie twórzcie fermentu nowych politycznych bytów. Dzisiaj nie jest czas ku temu! Dziś jest czas ratowania państwa, o które biliśmy się z komuną 44 lata. Dziś jest czas bronić podstawowych wartości, gorące dyskusje o przywódcach opozycji zostawmy na okres po wygranych wyborach i odsunięciu prawicy od władzy.

Kto tego nie rozumie, nie rozumie, co się w Polsce dzieje.

Czy Macierewicz był donosicielem SB?

W tej sprawie wiele jest jeszcze niejasności, ale jedno jest pewne: Antoni Macierewicz nigdy nie powinien rozpoczynać wojny na teczki. – Z dokumentów znajdujących się w archiwach IPN wynika, że w roku 1968 Macierewicz po aresztowaniu złożył obfite zeznania, wystarczyło na akt oskarżenia dla niego i Wojciecha Onyszkiewicza – mówi w rozmowie z naTemat historyk Andrzej Friszke.

Panie profesorze, jak to było z Macierewiczem w latach 60.?

Wszystko napisałem w swojej książce, zainteresowanych tematem zachęcam do lektury. Podaję tam sygnatury archiwalnych akt, które z całą pewnością są autentyczne. Te dokumenty mówią same za siebie, wszystko jest czarno na białym, ja się z niczego, co napisałem w książce, nie wycofuję.
Kapował na kolegów?

Z dokumentów wynika, że po aresztowaniu złożył bardzo obfite zeznania.

Są na to dowody?

Tak, wszystko jest w archiwach IPN. Jak już wspomniałem, w książce można znaleźć dokładne sygnatury wszystkich akt.

I mówi pan, że warto do nich zajrzeć?

Moim zdaniem tak, wręcz dziwię się, że do tej pory nie zainteresowały dziennikarzy. To jest kilkadziesiąt stron protokołu.

Aż tyle? Rozumiem, że wynika z nich, iż obecny szef MON był bardzo rozmowny.

W swoich zeznaniach wymienił kilkadziesiąt osób.

To chyba dość dużo?

Owszem.

Jak wyglądały takie przesłuchania?

Zależy o jakiej epoce mówimy. Jeśli o roku 1968, to należy pamiętać, że wszystko działo się w trakcie działań protestacyjnych. Każdy zatrzymany musiał liczyć się z tym, że jest to początek śledztwa i procesu. Zatrzymanych trzymano przeważnie na Rakowieckiej w Warszawie. Było otwierane śledztwo i wzywano podejrzanych o działalność wywrotową na przesłuchania.

O co pytano najczęściej?

Pierwsze zawsze było pytanie o życiorys. Każdy musiał napisać, gdzie się urodził, do jakich szkół chodził. Potem kalendarzyk.

Słucham?

Jak w filmach szpiegowskich – kontakty, adresy, siatka. Zwykle przy zatrzymanych znajdowano jakiś kalendarzyk, a w nim numery telefonów i adresy do różnych osób. Śledczy pytali „kto to, skąd go znasz, kim jest, co robi”. I to się ciągnie, pytania się powtarzają. Gdy w trakcie śledztwa prowadzący przesłuchanie natrafią na jakąś sobie „znaną” osobę to zaczynają dopytywać bardziej dokładnie, żeby potem powiązać sobie różne wątki.

Aresztowanie Antoniego Macierewicza

Antoni Macierewicz podczas studiów należał do rady wydziałowej Zrzeszenia Studentów Polskich, zaangażował się w działalność opozycyjną, był założycielem Ligi Niepodległościowej. W marcu 1968 roku był uczestnikiem strajków studenckich, za co został tymczasowo aresztowany. W areszcie siedział od 28 marca do 3 sierpnia 1968. Po wyjściu z aresztu został zawieszony w prawach studenta.

Dużo takich kontaktów miał Antoni Macierewicz?

Akurat w przypadku Macierewicza tak dokładnie nie wnikano w jego powiązania i znajomości. Jego pytano o całą aktywność w trakcie protestów marcowych. Czy uczestniczył w strajku, kto jeszcze uczestniczył, z kim był na kolacji, gdzie, kto jeszcze strajkował i tak dalej.

Ciekawe…

Tak. Te dokumenty to rzeczywiście bardzo ciekawa lektura. Pytali na przykład o to, co się stało z powielaczem, kto zabrał, na jaki adres…

Macierewicz w tym czasie był studentem…

Historii.

Czyli młody, przestraszony człowiek, który boi się, że mu zaraz młodość za kratami przeleci, więc mówi wszystko co wie?

Czy wszystko – to trudno powiedzieć, ale wystarczająco dużo, żeby się dało ukręcić akt oskarżenia. Szczególnie na niego i Wojtka Onyszkiewicza. Pytał pan, czy Macierewicz kapował? Onyszkiewicza zakapował.

A co było później? On sam i jego przyjaciele mówią, że był świetlaną postacią.

Co pan rozumie pod słowami „świetlana postać”?

Niezłomny bojownik o wolną i demokratyczną Polskę.

To prawda, tego nie można mu tego odmówić. W latach 70. rzeczywiście do jego postawy moralnej nie można mieć zastrzeżeń, podobnie jak nie podlega dyskusji jego determinacja. Złego słowa nie można powiedzieć poza tym, że miał ogromne skłonności do kłótni. To wszystko.

A jak wyglądała jego postawa w latach 80.?

O tym, co robił w latach 80., mało wiem, bo był mało aktywny. Wydawał pismo „Głos”, które mnie mało interesowało. W tamtych czasach Macierewicz znajdował się na marginesie ruchu opozycyjnego. Jednak zwracam uwagę na dwa dokumenty, które opublikował w swojej książce Tomasz Piątek.

Czyli słynna ucieczka ze szpitalnego więzienia?

Trudno powiedzieć, czy ucieczka, szczegółów nie znam. Jednak jedna rzecz jest naprawdę zastanawiająca.

To znaczy?

Pierwszy raz w życiu widziałem, żeby oficer tak wysokiego szczebla wydawał dokument, w którym stwierdza, że taki a taki człowiek nie jest poszukiwany przez służby bezpieczeństwa.

Dlaczego to pana dziwi?

To był oficer wysokiego szczebla z departamentu wywiadu czy kontrwywiadu, nad nim praktycznie był już tylko wiceminister i minister. Dla mnie ten dokument to coś niespotykanego (*).

Może jest fałszywy?

Autentyczność została potwierdzona i nie budzi żadnych wątpliwości.

Analiza portalu Polityka w sieci pokazuje, jakie błędy popełnia opozycja i społeczeństwo obywatelskie podczas protestów, jak nie potrafimy wykorzystać własnej siły.

#1. Stracony czas

Analiza danych w okresie lipiec – listopad 2017 pokazuje że,:

  • Ogromne zainteresowanie tematem reformy sądów w lipcu br,
  • Brak skutecznych działań opozycji podtrzymujących zainteresowanie i emocje w kolejnych tygodniach,
  • Brak masowych, wspólnych działań opozycji np.: ogólnopolskie konsultacje ws. reformy itp w okresie sierpień – listopad.
  • Brak budowy emocji i zainteresowania przed kolejną listopadową próbą wdrożenia reformy sądownictwa.

#2. No logo = no protest

Pomimo że protesty w lipcu miały charakter „no logo” to były silnie wspierane przez wszystkie partie opozycyjne. Próba budowy akcji protestacyjnej bez partii politycznych, to duże ryzyko. Analiza dystrybucji informacji o protestach w sieci wskazuje, że gdyby nie profile #PO i #Nowoczesnej siła dotarcia do innych użytkowników w sieci, byłaby bardzo mała. Dane jednoznacznie wskazują, że to partie uratowały w sieci wczorajsze demonstracje.

#3. Nie ma „magicznego” algorytmu

W czasie lipcowych protestów, media rozpisywały się o „magicznych” algorytmach i sieciach powiązań, m.in organizacja #AkcjaDemokracja, które uruchamiają tysiące protestujących. W perspektywie czasowej widać, że „tajne” algorytmy które uruchomiły protesty w sieci to: przemówienie posłanki Gasiuk-Pihowicz i zaangażowanie fanów profilu #PO.

#4 #PJK decyduje o dynamice protestów

Kluczowym graczem w socialmedia zarówno w lipcu jaki i w listopadzie był #PJK (Jarosław Kaczyński). Jak wskazują dane, #PJK był bezpośrednim detonatorem lipcowych protestów, oraz hasło #zdraciekiemordy. Wczoraj #PJK także zaskoczył siec. Akcja #atlaskotów była odpowiedzią na wszystkie protesty opozycji.

Po raz kolejny okazuje się, że to humor #PJK decyduje ile osób wyjdzie na ulice.

Komentarz

#Atlaskotów wzbudził większe zainteresowanie w sieci niż reforma #SN i #KRS, zakaz handlu w niedziele i temat ordynacji wyborczej.

UCZMY SIĘ, BO DYKTATURA TUŻ TUŻ.

PiS jak mafia z prezesem don Corleone Kaczyńskim

Jacek Saryusz-Wolski to ten koleś od zwycięstwa moralnego PiS – 1:27.

Zgłaszam gotowość do startu w wyborach prezydenckich, gdyby Donald Tusk startował i miałbym poparcie, które by dawało mi szansę na wygraną – podkreślał w „Piaskiem po oczach” w TVN24 eurodeputowany Jacek Saryusz-Wolski. – Gdyby szerokie spektrum odmienne od opozycji potrzebowało kandydata, a Tusk startował, to wtedy też jestem gotowy

– dodał.

Wspaniale sdłowa europosła Saryusza Wolskiego skomentował jezuita Krzysztof Mądel.

Bardzo mądre słowa, prawdaż?

Waldemar Mystkowski z kolei pisze o innym Szwejku – Andrzeju Dudzie.

Duda powinien wziąć się w garść. I tak ma nabrechtane w związku z Trybunałem Konstytucyjnym i ustawami sądowymi. Za to odpowie – młyny sprawiedliwości działają powoli, ale mam nadzieję, że dopadną go za życia. Duda ma narzędzia w stosunku do Macierewicza, aby postawić go do pionu z „rukami po szwach”. Tak jak np. zwołuje się Radę Gabinetową w związku z kryzysem ekonomicznym, tak zwołuje się w związku z bezpieczeństwem. Duda, ogarnij się, bo staniesz się wspólnikiem Macierewicza w kwestii osłabienia obronności kraju. Prezydent nie może być Szwejkiem.

PiS ma zbliżone działanie do mafii, żeby „sprawy polskie załatwiano w Polsce”. Patologia. Ale prezes to don Corleone Kaczyński.

Polska protestująca przeciw niszczeniu kraju (sądownictwa) przez PiS. Michnik, Lupa, Bodnar, Michalski

„Wolne sądy! Wolne wybory! Wolna Polska!” – pod takim hasłem w 123 miejscach, nie tylko w Polsce, ale także w Chicago, Dublinie, Kopenhadze czy Londynie odbywały się protesty przeciwko zamachowi PiS na niezależność sądownictwa. Przed Pałacem Prezydenckim zebrały się tłumy.

Czy Polacy zdołają uratować demokrację w Polsce?

Przeciw sobie mają całą machinę władzy sprawowane przez PiS. To są niewątpliwie wrogowie oczyzny, naszych wolności.

Adam Michnik w rozmowie ze Sławomirem Sierakowskim: Będę wydawał „Wyborczą” w podziemiu.

O co ostatecznie chodzi Kaczyńskiemu?

O władzę.

Tylko o władzę?

O władzę i zemstę na liberałach i na Tusku.

On wierzy w zamach smoleński, czy tylko gra nim?

Wielokrotnie się zastanawiałem nad tym. Przypuszczam, że gra. Ale był taki moment, kiedy wydawało mi się, że wierzy. Jak tam znaleźli, nie pamiętam co, chyba trotyl, on powiedział, że to zbrodnicze było. Ale w tej chwili już te kolejne coraz bardziej wydumane teorie spiskowe, jak bomba termobaryczna, skłaniają mnie do przekonania, że Kaczyński tylko to rozgrywa.

Uważasz, że PiS się rozleci pod wpływem konfliktu wewnątrz?

Gdy Kaczyński odejdzie, to tak.

A wcześniej? Ludzie z PiS-u mówią mi, że oni sami się nawzajem więcej podsłuchują niż nas.

Nie, dopóki jest Kaczyński, to nie.

Dlaczego Kaczyński toleruje Macierewicza? Nie boi się, że tamten może zabrać mu choćby 2% poparcia, co może wystarczyć do przegranej z PO. Te wybory zawsze były o włos. To po to pozbierał te drobiazgi Ziobry i Gowina.

No tak, oczywiście, tak było. Słuchaj, Macierewicz jest tam dlatego, on nie ma wielu szabel. On ma wielu zwolenników w tym smoleńskim ludzie, ale to się nie przełoży na głosy.

Poza zdziesiątkowaniem przywódca, obsypał to wojsko złotem. A z rodzinami to jest 200 tys. ludzi.

Ale jak on odejdzie z PiSu, to się na nic nie przełoży, przestanie istnieć.

To dlaczego Kaczyński go trzyma?

Bo on wie, że Antek przed niczym się nie cofnie.

A czy w świetle faktów ujawnionych przez Tomasz Piątka, dziennikarza twojej gazety, a także tego, co ujawnili inni, m.in. z „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „Guardian”, uważasz, że Macierewicz może być rosyjskim agentem, albo jakoś inaczej być uwikłany w rosyjską sieć biznesowo-polityczną?

Agentem nie jest. Ale ma dziwne otoczenie.

Dlaczego PiS nie reaguje na sieć prorosyjskich polityków, byłych agentów i innych podejrzanych typów wokół Macierewicza? Kaczyński musi przecież zdawać sobie z tego sprawę.

Dobre pytanie. Ale do Kaczyńskiego.

Co takiego może mieć Macierewicz na Kaczyńskiego? Zachowuje się jak jedyny niezależny polityk w tym obozie władzy.

Nic nie ma, żadnych haków. Ma swój fanatyzm i cynizm.

Znasz Macierewicza z czasów opozycji. Jak tłumaczysz sobie te jego powiązania? On może być rosyjskim agentem czy tylko zachowuje się i niszczy polską obronność jakby nim był? Jedynym zadowolonym z wyrzucenia 90% polskiego dowództwa i unieważnienia najważniejszych kontraktów zbrojeniowych może być Rosja.

No właśnie.

Prezydent zawetował dwie z trzech ustawy o przejęciu kontroli nad sądami przez rząd. Myślisz, że on może naprawdę oprzeć się Kaczyńskiemu? Czy to tylko spór w rodzinie, w którym stawką jest oddawanie więcej szacunku prezydentowi i nic więcej?

Nie wierzę w niezłomność prezydenta Dudy.

PiS w ostatnim sondażu ma 47%, PO zaś 16%, wierzysz, że to można jeszcze odwrócić przed wyborami? Co by się musiało stać po stronie opozycji?

Pocieszam się, że Gierek miał jeszcze więcej. Róbmy, co trzeba, będzie, co może.

Wybitny reżyser teatralny Krystian Lupa w rozmowie z Agnieszką Kublik mówi:

– To, co działo się wokół Trybunału Konstytucyjnego, i to, co działo się wokół sądów nomen omen, to Kafka żywcem wycięty. To wynaturzenie prawa i sprawiedliwości, rozmiar absurdu smoleńskiej religii i rozmiar krzywdy ludzkiej jest większe niż u Kafki. I nie chodzi tu o to, czy się strzela do ludzi, być może i to nas nie ominie. Myślę, że jeśli nie otrząśniemy się w ciągu dwóch lat, to może pójść jeszcze o wiele dalej.

Adam Bodnar na antenie TVN24 mówił o trwających w piątek w całym kraju protestach przeciwko zmianom w sądownictwie oraz o pracach nad prezydenckimi projektami: ustawy o Sądzie Najwyższym i nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Drugie czytanie projektów zaplanowano na 6 grudnia.

Bodnar ocenił, że „jesteśmy niestety w takim momencie naszych dziejów, że metody prawne rozwiązywania problemów, czyli metody, które zapewniały dialog, które się odbywały w ramach określonych konstytucją procedur, zastępujemy metodami protestu politycznego, protestu na ulicy, protestu poprzez odezwy, petycje, różnego rodzaju stanowiska”.

Jego zdaniem wątpliwości budzą także negocjacje prezydenta Andrzeja Dudy z PiS w sprawie zmian w jego projektach ustaw o KRS i SNTen tryb, w którym prezydent negocjuje z partią rządzącą wyłącznie, i nikt nie jest dopuszczany, i nie wiemy co jest przedmiotem negocjacji, jaka jest treść poprawek, w jakim kierunku to podąża, to jest to oczywiście coś, co nie powinno mieć absolutnie miejsca w państwie demokratycznym – podkreślił Bodnar.

Cezary Michalski:

„Zomowcy procedury” z PiS kompletnie ubezwłasnowolnili polski Sejm. Szczerze mówiąc, pierwsze czytanie nowego prezydenckiego projektu ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym okazało się totalną fikcją i blagą. Właściwie chcąc być precyzyjnym, należałoby opatrzyć cudzysłowem proceduralne pojęcie „pierwsze czytanie”.

Formalnie, w świetle teoretycznie wciąż obowiązującej Konstytucji III RP, Sejm jest głównym ośrodkiem władzy ustawodawczej, to on pracuje nad stworzeniem prawnego ładu polskiego państwa – albo drobiazgowo analizując, dyskutując i wypracowując ostateczny kształt trafiających do niego prezydenckich czy rządowych projektów ustaw, albo zgłaszając własne inicjatywy ustawodawcze.

Kaczyńskiego nie było

W przypadku obecnych ustaw o KRS i SN, podobnie jak w przypadku wielu innych ustaw kluczowych dla polskiego systemu prawnego, a w tej kadencji często nawet łamiących konstytucję, gdyż zmieniających ustrój państwa zwykłą większością, „pierwsze czytanie” nie wzbudziło żadnego zainteresowania większości parlamentarnej PiS i jej satelitów. To ławy większości ziały pustkami, to jej lidera Jarosława Kaczyńskiego nie było na sali, to dyspozycyjny prokurator stanu wojennego, a dziś najbardziej zdyscyplinowany jurysta Kaczyńskiego Stanisław Pioptrowicz był jedynym człowiekiem zainteresowanym jak najszybszym przepchaniem tekstu obu ustaw przez Izbę do komisji. Tam przeprowadzi się błyskawiczną korektę – albo zgodnie z nieformalnymi, przeprowadzonymi pod stołem i za grubą kurtyną negocjacjami pomiędzy Kaczyńskim i Dudą, albo znów próbując oszukać prezydenta i łamiąc wspólne ustalenia.

>>>

Post Navigation