Hairwald

W ciętej ranie obecności

Taka se pisowska groteska. Morawiecki na czele rządu Beaty Szydło. Cenzura wraca

Krótko pisząc:

zwykły poseł Jarosław Kaczyński wybrał sobie premiera Mateusza Morawieckiego, a ten stanął na czele rządu Beaty Szydło.

Taka se groteska pisowska.

Jak zauważa publicysta „Polityki” Adam Szostkiewicz.

Wymiana premierów nie oznacza na razie żadnej istotnej zmiany. Ma znaczenie koteryjno-plotkarskie. Strategię i taktykę ustala Kaczyński, a premier i ministrowie są figurami, które on przesuwa po szachownicy. Tym razem nie zadał sobie trudu, by wymienić choćby jednego ministra.

W Polsce zmieniany jest ustrój polityczny: z konstytucyjno-demokratycznego na centralistyczno-autorytarny. Zmienia się radykalnie polską politykę zagraniczną i system przymierzy międzynarodowych.

Jan Parys, współpracownik ministra Waszczykowskiego, obwieścił właśnie, że doktryna Giedroycia o wolnej Ukrainie jako warunku niepodległości Polski jest nieaktualna. To może oznaczać, że przyjmujemy w tej sprawie rosyjski punkt widzenia.

Gdy Morawiecki wygłosi swoje exposé, może się czegoś dowiemy na ten i inne podstawowe tematy polskiej polityki. Przede wszystkim o tym, jak zamierza zaradzić marginalizacji Polski na forum europejskim i złagodzić napięcie między pisowską Warszawą a Unią Europejską na tle łamania zasad demokracji i praworządności w naszym kraju przez obecną władzę. I to będzie testem wiarygodności i skuteczności rządu Morawieckiego, a nie frazesy jego czy prezydenta.

Wracamy także do czasów cenzury. W tej kwestii mamy PRL PiS.

Podczas posiedzenia 7 grudnia 2017 roku Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji upoważniła Przewodniczącego do wydania decyzji o nałożeniu kary pieniężnej dla Spółki TVN SA z siedzibą w Warszawie w wysokości 1 479 000 zł.

I tak oto, proszę szanownych Czytelników, doczekaliśmy się w wolnej Polsce powrotu politycznej cenzury. Póki co jeszcze nie prewencyjnej, ale nie mówmy hop. Teraz to urzędnik partyjny będzie decydował, jaki medialny przekaz jest dopuszczalny. Dały nam przykład paski w TVP Info, jak zwyciężać mamy.

KRRiT po przeprowadzeniu postępowania dotyczącego sposobu relacjonowania w programie TVN24 wydarzeń w Sejmie RP i pod Sejmem RP w dniach 16–18 grudnia 2016 r. stwierdziła, iż Spółka TVN SA, nadawca programu TVN24, naruszyła artykuł 18 ust. 1 i 3 ustawy o radiofonii i telewizji poprzez propagowanie działań sprzecznych z prawem i sprzyjanie zachowaniom zagrażającym bezpieczeństwu.

Były członek KRRiT Krzysztof Luft komentuje dla wiadomo.co.

Krzysztof Luft: To jest sytuacja alarmowa. Przekroczenie rubikonu w kierunku, w jakim funkcjonują media w Rosji i na Białorusi. Tam właśnie takimi metodami próbuje się zakneblować niezależne, prywatne media. Chodzi o to, żeby zastraszyć i wymusić realizowanie programu w taki sposób, jak oczekują władze, a jak nie, to uniemożliwić im działalność. Władzy nie podoba się sposób relacjonowania przez TVN24 tego, co się w Polsce dzieje. O tym wielokrotnie mówili politycy PiS-u, nie ukrywali, że to jest nielubiana przez nich stacja i oczekiwali działań od KRRiT. Teraz mamy decyzję Rady, która jest wprost realizacją politycznego zamówienia.

Oficjalne uzasadnienie jest takie, że „propagowała działania sprzeczne z prawem”. To art. 18 ustawy o radiofonii i telewizji.

Zastosowanie tego artykułu jest bardzo trudne. Rada, w czasie, kiedy byłem jej członkiem, zastosowała go chyba tylko 2-3 razy. Jeden to był przypadek chamskiego wyśmiewania się ze starszych religijnych kobiet, inny dotyczył ordynarnych szyderstw z pracujących w Polsce Ukrainek, ale to była kara w wysokości 75 tys. zł. Wysokość kary dla TVN24 jest więc drugim ważnym elementem oceny tej sytuacji, bo jest to najwyższa kara, jaką kiedykolwiek w Polsce zastosowano. Żaden nadawca nigdy tak wysokiej kary nie otrzymał – jest ona drakońska.

Dlaczego teraz? Czy to ma coś wspólnego z przegłosowaną ustawą o Sądzie Najwyższym?

Oczywiście. KRRiT, pomimo takiego wyraźnego oczekiwania ze strony polityków PiS-u, powstrzymywała się z tego typu decyzjami. Ponieważ każda taka decyzja musiałaby być obroniona przed sądem, a w tym wypadku w normalnych warunkach byłoby to mało prawdopodobne i oni o tym wiedzieli. Teraz jednak sądy są sukcesywnie podporządkowywane partii rządzącej. A przede wszystkim ta akurat sprawa będzie miała swój finał w nowej Izbie Kontroli i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, którą niedługo PiS wybierze na mocy nowej ustawy już przyjętej przez Sejm. Tak więc to nie jest przypadkowy moment, choć dla podjęcia decyzji o ukaraniu istotny był też fakt, że Rada mogła ją podjąć nie później niż rok od terminu emisji audycji. To był ostatni moment, bo kara dotyczy relacji z wydarzeń 16-18 grudnia 2016.

Czyli sprawdza się zapowiedź: „najpierw sądy, potem media”. I to w ekspresowym tempie.

Dokładnie o tym mówiła pani poseł Krystyna Pawłowicz, która w lipcu straszyła dziennikarza TVN24, że po wakacjach „weźmiemy się za was”. To jest realizacja tego planu.

Będą kolejne kroki, czyli projekt ustawy dekoncentracyjnej? Czy na razie takie kroki PiS-owi wystarczą?

Ta ustawa byłaby trudna, być może za trudna dla tej ekipy, tak jak za trudne były zapowiadane wielkie reformy mediów publicznych i ich finansowania. A ta droga jest w tej chwili mniej wymagająca. Ona daje możliwość realizowania tych celów, o które władzy chodzi, bez specjalnej ustawy, która wywołałaby duży opór i oddźwięk międzynarodowy. To jest metoda krojenia po plasterku – PiS tak właśnie działa. Ale to, co się dzisiaj stało, jest naprawdę bardzo niebezpieczne. Na Białorusi i w Rosji tak właśnie zostały zniszczone media prywatne.

Prof. Zbigniew Cwiąkalski, były minister sprawiedliwości w pierwszym rządzie Donalda Tuska nie watpi.

PiS sam władzy nie odda.

Trójpodział władzy przechodzi do historii?

Trójpodział władzy już właściwie nie istnieje. Chyba, że nazwiemy tak przejęcie władzy przez Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego i Zbigniewa Ziobrę.

Do tej trójcy być może trzeba jeszcze dołączyć nową wicepremier – Beatę Szydło?

Bardzo dziwię się, że zgodziła się, aby ze stanowiska premiera przejść na stanowisko wicepremiera. To nie najlepiej świadczy o jej ambicjach, a właściwie ich braku.

Nie obawia się pan, że też może się znaleźć na celowniku władzy, czyli przejętych sądów?

Tak się może stać. Ale

nie można się wszystkiego bać i wszystkim przejmować. Był już okres PRL-u i ludzie też byli zastraszani, ale jednak w pewnym momencie postawili na zryw, który ich z tego uwolnił.

Każda władza powinna pamiętać o tym, że jest przemijająca. Kiedyś były ustroje, które miały przetrwać tysiące lat, nie wiem, jakie są oczekiwania obecnie rządzącej ekipy, ale często jest tak, że władza zostaje utracona w najmniej oczekiwanym momencie.

Teraz też realny jest zryw, który podważy fundamenty tej władzy?

Polacy do tej pory pokazywali, że jak mają czegoś dosyć, to potrafią się zorganizować. Co prawda jak dochodzą do sukcesu, to zaczynają się odzywać partykularne interesy i tracą solidarność. Ale jak następuje przesilenie, to potrafią się zjednoczyć. Rządzący powinni o tym pamiętać.

Sami władzy nie oddadzą?

Nigdy.

Po wczorajszym zaprzysiężeniu Mateusza Morawieckiego na premiera, nie milkną komentarze, że przejęcie wszystkich ministrów z rządu Beaty Szydło jest jawną kpiną.

Single Post Navigation

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: