Hairwald

W ciętej ranie obecności

Rozwód Kościoła i władzy

Wojciech Maziarski na koduj24 pisze o Kościele, który pcha swoje łapska we wszelkie instytucje w kraju.

Już dziś potrzebna jest komisja społeczna, która dokona przeglądu polskiego prawa i wskaże przypadki nienależnych przywilejów Kościoła.

„Super Express” poinformował, że szpital w Makowie Mazowieckim płaci kapelanowi ponad 6 tys. zł. I szpital, i bp Piotr Libera natychmiast sprostowali: nie 6 tys., lecz 1225,36 zł brutto. Dziękuję za informację i od razu proszę o odpowiedź na kolejne pytanie: dlaczego w ogóle mu płaci z pieniędzy podatników? Dlaczego w neutralnym światopoglądowo państwie, które utrzymują ze swych podatków obywatele różnych wyznań i niewierzący, kapłan katolicki za usługi duchowe dostaje pensję? Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby była to pensja ufundowana z podatku kościelnego, płaconego przez katolików. Jednak zrzucają się na nią wszyscy, także ja – niewierzący. A czy szpital w Makowie Mazowieckim płaci też popowi prawosławnemu?

Wiem, że to naiwne i prowokacyjne pytania. Doskonale zdaję sobie sprawę, że większościowa religia, jaką jest w Polsce katolicyzm, ma uprzywilejowaną pozycję. Do niedawna niemal nikogo to nie dziwiło ani specjalnie nie raziło. Jednak dziś już nadeszła pora, by zacząć się dziwić i przygotowywać do zmiany tego stanu rzeczy.

Po upadku komunizmu, systemu dyskryminującego i prześladującego religię, Kościół katolicki w Polsce okazał się wielkim wygranym. Nie mogło być inaczej – rekompensata za doznane krzywdy wydawała się czymś oczywistym i należnym. Tym bardziej, że Kościół był wówczas postrzegany jako sojusznik polskiej demokracji i społeczeństwa obywatelskiego. Stosunkowo niewiele osób zgłaszało wątpliwości, a rządzący zgadzali się na uprzywilejowane traktowanie Kościoła w wielu sprawach, choćby w kwestii zwrotu majątku.

Pierwszą sprawą, która wywołała kontrowersje, było wprowadzenie nauki religii do szkół publicznych. Zwolennicy tego rozwiązania uspokajali wówczas, że przecież ocen nie będzie na świadectwach, a lekcje religii będą umieszczane w planie zajęć na początku lub na końcu dnia, by uczniowie nieuczęszczający na nie, nie musieli czekać na korytarzu. Jak wygląda praktyka, dziś już, po latach, widzimy: oceny z religii są na świadectwach, a lekcje są organizowane w środku dnia, pomiędzy innymi zajęciami. Katecheci dostają pensje z podatków wszystkich obywateli – w sumie 1,2 mld złotych rocznie!

W dodatku treści nauczania państwo w żaden sposób nie kontroluje. W wielu wypadkach lekcje religii są okazją do propagowania idei i postaw sprzecznych z wartościami nowoczesnego europejskiego społeczeństwa demokratycznego. Znam też przypadki katechetów wmawiających dzieciom, że zabawy halloweenowe są grzechem, że Harry Potter to literatura satanistyczna itp. I właśnie za opowiadanie dzieciom tych bzdur płacimy z naszych podatków.

Pod koniec życia Tadeusz Mazowiecki, były katolicki premier, który na wpuszczenie katechetów do szkół wyraził zgodę, mówił, że Kościół okazał się dla niego największym rozczarowaniem w wolnej Polsce. Szkoda, że poniewczasie…

W 2015 roku środowiska liberalne skupione wokół redakcji pisma „Libertè!” wystąpiły z inicjatywą, by nauka religii przestała być finansowana z budżetu – niech płaci za nią Kościół ze składek wiernych. Sukces akcji przerósł oczekiwania – w ciągu kilku miesięcy zebrano 150 tys. podpisów pod wnioskiem, który jednak został przez konserwatywną większość zamrożony w sejmowej komisji. Pewnie poleży tam do wyborów, bo trudno oczekiwać, by pod rządami obecnej ekipy coś w tej sprawie drgnęło.

Jednak to nie znaczy, że powinniśmy oczekiwać bezczynnie. Najwyższa pora, by zacząć się koncepcyjnie przygotowywać do gruntownej rewizji aktów prawnych i rozwiązań systemowych, które dziś obowiązują, a powinny zostać znowelizowane. Gdy zmieni się polityczna aura w Polsce, powinniśmy mieć przygotowany pakiet zmian. A przynajmniej powinniśmy mieć dobrze rozpoznany i opisany stan faktyczny.

Tymczasem na razie krytycyzm wobec ekspansji Kościoła wyładowuje się w jałowym antyklerykalizmie niektórych mediów i środowisk. Para idzie w gwizdek, a przecież nie chodzi o to, by szczuć opinię publiczną przeciw duchownym i religii. Celem powinno być nie nakręcenie emocji, lecz gruntowna naprawa relacji między Kościołem a państwem. Taka naprawa, która nie dyskryminuje Kościoła, ale odbiera mu nienależne przywileje i kładzie kres patologicznej symbiozie ołtarza i tronu.

Dlatego dobrze by było, by środowiska liberalne – m.in. te, które zbierały podpisy pod wnioskiem w sprawie świeckiej szkoły – powołały ponadpartyjną czy pozapartyjną komisję społeczną, która wzięłaby na siebie zadanie dokonania przeglądu polskiego prawa i rozwiązań systemowych, wskazując, co konkretnie należy zmienić. Począwszy od usunięcia krzyża powieszonego prawem kaduka w Sali sejmowej przez wykreślenie „wartości chrześcijańskich” (ktoś wie, co to takiego?), których respektowanie nakazuje ustawa medialna, po ostatnio przyjętą „ustawę o deszczówce”, w myśl której właściciele działek o powierzchni ponad 3500 metrów kwadratowych, gdzie zabudowa zajmuje więcej niż 70 proc., muszą odprowadzać specjalny podatek. Zwolnione z niego są jednak nieruchomości Kościołów i związków wyznaniowych. Niby dlaczego? Czyżby woda spływająca z kościelnych dachów nabierała mocy wody święconej i zasługiwała na uprzywilejowane traktowanie?

Single Post Navigation

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: