Hairwald

W ciętej ranie obecności

Rydzyk lubi ryby. Duże sumy

Prokuratura Rejonowa Toruń Centrum-Zachód zleciła policji – jak to określono – „czynności sprawdzające”. Mają one doprowadzić do ustalenia, czy 3 maja podczas pikiety feministek przed siedzibą Radia Maryja mogło dojść do popełnienia przestępstw. Tego dnia z okazji 73 urodzin Tadeusza Rydzyka odbyła się akcja „Chryja pod Radiem Maryja”.

O skierowanym w tej sprawie zawiadomieniu do prokuratury przez posłankę PiS w artykule „Sobecka donosi na organizatorki manifestacji z okazji urodzin Rydzyka”. Według Sobeckiej, doszło do znieważenia i zniesławienia założyciela stacji Radia Maryja. – „To my ocenimy, czy doszło do przestępstw. Czynności wykonywane przez policję pozwolą nam na ocenę tego zawiadomienia” – powiedziała szefowa toruńskiej prokuratury Judyta Głowacka.

„Nie używałyśmy obraźliwych słów. Nie odkryłyśmy tam też niczego nowego, bo chyba wszyscy wiedzą, że pieniądze od rządu, zamiast na instytucje związane z Rydzykiem, mogłyby zostać przeznaczone na niepełnosprawnych” – powiedziała wcześniej w onet.pl Agata Pawlikowska, jedna z organizatorek pikiety. Dodała, że nikt nie obrażał osób wierzących ani Kościoła, a cała demonstracja miała charakter performance’u, skupiając się na osobie Rydzyka.

Obywatele RP informują o działaniach ministra Joachima Brudzińskiego (PiS), mających zniszczyć ich działalność.

Dokładnie rzecz ujmując ministerstwo chce wprowadzić zarząd przymusowy do fundacji Wolni Obywatele RP. Wniosek jest już w sądzie, a rozprawa zaplanowana jest na wrzesień.

Resort, który jest organem nadzoru nad fundacją, w lipcu ubiegłego roku tłumaczył „Wyborczej”, że w Deklaracji Obywatelskiej fundacja „wzywa do aktów naruszania prawa, a w swej działalności i wykorzystywanych materiałach znieważa legalnie i demokratycznie działające organy władzy publicznej, w tym Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej”.

W owej deklaracji czytamy m.in., że każdy człowiek ma prawo do sprzeciwu sumienia: „Nie każdej władzy należy się podporządkować. Nie każdej władzy człowiekowi uczciwemu podporządkować się wolno. Ta zasada to pierwszy, najbardziej podstawowy z fundamentów demokracji. Obywatelowi z całą pewnością nie wolno godzić się na prawo bandyckie”.

Ministerstwo stawia też Obywatelom RP zarzut – „blokowanie i zakłócanie cyklicznego zgromadzenia publicznego odbywającego się w celu oddania hołdu Ofiarom katastrofy w Smoleńsku”.

Efektem ma być przejęcie kontroli nad finansami fundacji.

„Zostaniemy w ten sposób odcięci od środków, z których finansujemy bieżącą działalność. Ulotki, bannery, wynajem lokalu… Jeżeli przegramy w sądzie, będzie to oznaczało de facto koniec naszej działalności w takiej formie” – mówi Ewa Błaszczyk z Obywateli RP.

Obywatele wnioskiem MSWiA są oburzeni. „Oczywiście mówimy o obywatelskim nieposłuszeństwie, ale jednocześnie protestujemy stojąc na straży ładu konstytucyjnego. Ta władza ma niebywały tupet: sama demoluje konstytucję i porządek prawny, przejęła Trybunał Konstytucyjny, niezależne sądownictwo, a łamanie prawa zarzuca innym” – dodaje Błaszczyk.

W bardzo podobnej sprawie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przegrało wcześniej w sądzie z Fundacją Otwarty Dialog. W tamtym przypadku również chciało wprowadzić zarząd przymusowy z powodu rzekomego łamania prawa.

Chodziło o wpis na Facebooku prokurenta fundacji Bartosza Kramka, zatytułowany: „Niech stanie państwo: wyłączmy rząd”. Sąd uznał, że przepisy prawa nie zostały naruszone, a sam minister we wniosku nie sprecyzował, o jakie konkretnie naruszenia mu chodzi. Jaki los spotka Obywateli RP zobaczymy 10 września.

„Siedzimy na beczce prochu, w środowisku wrze. Powiem wprost – czujemy się oszukani. Ja dziś bardzo żałuję, że podpisałem to lutowe porozumienie, bo ono nie jest realizowane” – powiedział w onet.pl wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów Damian Patecki. W lutym zostało podpisane porozumienie z przedstawicielem pisowskiego rządu ministrem zdrowia Łukaszem Szumowskim.

Młodzi lekarze wrócili do umów z klauzulą opt-out, które wcześniej masowo wypowiadali, czyli do pracy powyżej 48 godzin tygodniowo. Rząd zobowiązał się do przeznaczenia 6 procent PKB na ochronę zdrowia do 2024 roku, a specjaliści i rezydenci mieli dostać podwyżki.

Teraz rezydenci mówią, że rząd przy pomocy kruczków i wybiegów prawnych próbuje ich oszukać. Damian Patecki podaje przykład: – „W porozumieniu ustaliliśmy, że nakłady na służbę zdrowia będą sukcesywnie rosły do sześciu procent PKB. Rozpisaliśmy to dokładnie, o ile procent mają one wzrosnąć każdego roku. Tymczasem, jak się wczytamy w rządowy projekt ustawy, to te zapisy są tak mało precyzyjne, jakby ktoś chciał sprawę rozmydlić. I wygląda na to, że w praktyce pieniędzy na ochronę zdrowia będzie mniej, choć pozornie, na papierze wszystko niby się będzie zgadzało”.

Okazało się także, że jeśli lekarz nie będzie pracował na etacie w państwowym szpitalu czy poradni nie dostanie dodatku finansowego. – „Tak sobie rządzący w projekcie ustawy zapisali. A to są, powiem to wprost – kompletnie bzdurne obostrzenia, bo co mają zrobić tacy stomatolodzy albo patomorfolodzy? Oni bardzo rzadko pracują w państwowych placówkach, często nie mają pełnego etatu. Nie ze swojej winy. A tu rząd zdecydował, że im się te finansowe dodatki nie będą należały. To jest po prostu ordynarna próba oszustwa!” – powiedział Patecki.

Dodał, że resort zdrowia przygotowuje nowelizację ustawy o podwyżkach dla pracowników ochrony zdrowia w latach 2020 – 2021. – „Okazuje się, że nas, rezydentów i stażystów, chce się z tej grupy „podwyżkowej” po prostu wyrzucić” – stwierdził wiceszef Porozumienia Rezydentów.

Lekarze rezydenci nie wykluczają w związku z tym wznowienia protestu.- „Wygląda na to, jakby minister Szumowski sam swoim postępowaniem namawiał nas do tego. Fatalnie to świadczy o możliwości prowadzenia dialogu z rządem. Po prostu nie są ludźmi, którym można zaufać. I nie dziwię się, że protest osób niepełnosprawnych wciąż trwa i że żądają konkretów, na piśmie” – gorzko podsumował Damian Patecki.

Książka Olgi Tokarczuk „Bieguni” zdobyła jedną z najbardziej prestiżowych międzynarodowych nagród literackich – Bookera. Przekładu na angielski dokonała Jennifer Croft. Man Booker International Prize to obok Pulitzera czy Literackiej Nagrody Nobla jedno z najważniejszych wyróżnień w świecie literatury. „Bieguni” dostali 10 lat temu Nagrodę Nike.

Tytuł książki odnosi się do staroobrzędowców, nielicznych wyznawcy prawosławia w jego zamierzchłym kształcie, którzy uważają, że zło ma największą moc, gdy człowiek stoi w miejscu, dlatego nie można z nim walczyć – trzeba przed nim uciekać. Dla Tokarczuk bieguni stali się metaforą współczesnych wędrowców. Jak niedawno powiedziała, dzisiaj w książce musiałby się znaleźć temat uchodźców, imigrantów jako nowy rodzaj nomadów.

„Nagroda w Cannes dla Pawlikowskiego i Booker dla Tokarczuk – jak na 3 dni naprawdę nieźle. Jak widać polska kultura doskonale sobie radzi, niech tylko jak najdalej od niej trzymają się politrucy typu Gliński i Sellin” – skomentował Tomasz Lis na Twitterze. A krytyk filmowy Krzysztof Kwiatkowski dodał: – „Paweł Pawlikowski dedykuje canneńską nagrodę Głowackiemu, bo symbolizuje dla niego to, co w Polsce najlepsze: otwarcie na świat, gorzką ironię, inteligencję. Kilka dni później Olga Tokarczuk odbiera Bookera. Istnieje fantastyczna polskość pozbawiona nacjonalistycznych skłonności”.

Olga Tokarczuk z pewnością nie należy do zwolenników „dobrej zmiany”. Wielokrotnie podpisywała się pod inicjatywami, mającymi powstrzymać niedemokratyczne działania PiS. Sygnowała m.in. list otwarty do Dudy o zawetowanie ustaw zmieniających polskie sądownictwo. Apelowała o zaprzestanie wycinki Puszczy Białowieskiej przez Jana Szyszkę. Nazwisko pisarki MSZ pod kierownictwem Waszczykowskiego wykreśliło z listy ludzi kultury i historyków, których mieli promować za granicą dyrektorzy Instytutów Polskich. Olga Tokarczuk popiera też Ogólnopolski Strajk Kobiet. Nie dziwi więc, że jak na razie – „dobrozmianowcy” nie spieszą z gratulacjami.

Waldemar Mystkowski pisze o pokręconym kraju PiS.

Andrzej Saramonowicz uważa, iż pisowskie państwo nie jest Polską, jest jej karykaturą, absurdem.

Scenarzysta, reżyser  i pisarz w jednej osobie Andrzej Saramonowicz w rozmowie z Tomaszem Lisem przyznał się do swojej ambicji, iż ściga się z PiS: – „Trwa rywalizacja między mną a włodarzami państwa na to, kto wymyśli większy absurd. Niestety, czasami jestem bezradny”.

Przypomnę, że Saramonowicz jest autorem prześmiesznych filmów „Testosteron” czy też „Ciało”. Pocieszeniem dla niego może być to, iż z PiS-em przegrałby Bareja i Mrożek, a nawet najwięksi światowi twórcy surrealistyczni. W te klocki partia Jarosława Kaczyńskiego to mistrz.

Gdyby istniało boisko absurdu, Kaczyński byłby nie tylko Robertem Lewandowskim, ale też miałby technikę Lionela Messiego. Z kolei Andrzej Duda byłby odpowiednikiem Cristiano Ronaldo. Oto absurd prezydenta godzien bramki Ronaldo strzelonej przewrotką. Mianowicie rząd PiS „jest atakowany”, bo odnosi sukcesy, „im Polska będzie silniejsza, tym mocniej będzie atakowana”.

I chyba to zapamiętamy z pobytu Dudy w USA, a słowa te wypowiedział dla „opiniotwórczej” TV Trwam, która miała wyłączność na wywiad z prezydentem. Dla porównania – wycieczki Dudy za Atlantyk nie zauważyły żadne media amerykańskie, nikt nie odnotował jego sukcesu. Za to wszystkie najważniejsze dzienniki USA poświęciły artykuły Lechowi Wałęsie, który odwiedził protestujących niepełnosprawnych w Sejmie.

I Saramonowicz chce się ścigać z takim Dudą? Duda jest sam w sobie niedorzecznością, bowiem jego imię to Absurd. W podobne nadymanie wpadł Mateusz Morawiecki w Sali BHP Stoczni Gdańskiej, skąd dał nogę, gdy zaznał obywatelskiej niezgody na niedorzeczności. Absurd to immanentna cecha polityków tej formacji politycznej. Na nadymanie PiS dają się nabierać dziennikarze, którzy wydawałoby się są odporni na sodówkę kiepskich retorycznie Dudy i Morawieckiego. Rafał Kalukin z „Polityki” ma pretensje do KOD, iż „jeśli się wiecuje, to się nie rozmawia. Koniec, kropka”. Kalukin jest ofiarą chciejstwa, bo oczekuje od KOD-u, który nie ma narzędzi zmuszenia Morawieckiego do dialogu, iż wymusi na Morawieckim ten dialog.

Morawiecki jednak się nie poddaje w ściganiu absurdalnym. Po sprincie w Sali BHP, prezentuje się na dłuższym dystansie. Oto ogłosił nowy program „Mosty plus”. Na czym on ma polegać? Wybudowane zostaną przeprawy tam, gdzie mostów nie ma. To nawet logiczne, ale jak absurdalne.

Czekam na inne „plusy”, np. „drogi plus”, aby powstały tam, gdzie dróg nie ma, albo „mieszkania plus” – tam, gdzie mieszkań nie ma. Aha, przepraszam – z mieszkaniami nie wyszło, program został zapomniany. Morawieckiemu polecam eksperyment, aby wybudował mosty na rzekami, których nie ma. Taki jest dramat z naszymi mistrzami od absurdów.

Tacy politycy rządzą w naszym kraju. Saramonowicz uważa, iż pisowskie państwo nie jest Polską, jest jej karykaturą, absurdem. Uznał, że nazwę Polska trzeba chronić i dać odpowiednie rzeczy słowo. Dla PiS nasza ojczyzna to jest Pokraj i taki też tytuł dał swojej książce „Pokraj”. Nie znam jej, ale sądzę, że w Pokraju rządzą Pokraki.

Mimowiedną definicję panującej prawdy w tym Pokraju dał bliski ministrowi od kultury PiS Piotrowi Glińskiemu – Dawid Wildstein. Odniósł się on do fake newsa, który chciano podrzucić Lechowi Wałęsie. Na tej bazie tak definiowana jest pokraczna prawda PiS przez Wildsteina: – „Że wpis Wałęsy to fejk? Może. Ale przecież mógł tak napisać, nie? A nawet jak nie napisał, to tak myśli. A nawet jeżeli tak nie pomyślał, to mógł tak pomyśleć. Czyli nie fejk”.

Single Post Navigation

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: