Hairwald

W ciętej ranie obecności

Kempa, Kuchciński, Ziobro – metry z Sevres załgania

Ksiądz Proboszcz unieważnia ważność zwolnień L4, Jeżeli ktoś nie chce sprzątać kościoła i plebanii niech wynajmie sprzątaczki. I nie wpychać się bez kolejki do sprzątania. 😀😊

„Tylko werdykt niezależnego sądu może dziś rozwiązać problem niezależności polskiego sądownictwa. Dlatego opowiadam się za tym, by oceny budzących największe wątpliwości zmian w polskim sądownictwie dokonał Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej” – napisał w oświadczeniu Lech Wałęsa. Zaadresował je do Komisji Europejskiej, która zgodnie z Traktatem o UE może wnieść do unijnego Trybunału Sprawiedliwości sprawę złamania przez państwo członkowskie jednego z traktatowych zobowiązań.

Trybunał Sprawiedliwości UE mógłby zbadać zmiany, które zgotował PiS Sądowi Najwyższemu. 3 lipca ma wejść w życie ustawa, która obniża wiek przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku do 65 lat. Oznacza to, że ok. 40 proc. obecnego składu będzie musiało przejść na sędziowską emeryturę i zostanie przerwana kadencja pierwszego prezesa, zapisana w Konstytucji.

Żeby do tego nie doszło, Komisja Europejska musiałaby bardzo szybko złożyć taką skargę. Już raz skorzystała z takiej możliwości przy reformie sądów powszechnych autorstwa PiS. Na skutek skargi polski rząd szybko wycofał się z dyskryminacji kobiet sędziów, wysyłanych na emeryturę szybciej od mężczyzn.

– „Naruszenie niezawisłości polskich sądów grozi bardzo negatywnymi konsekwencjami dla Polski, ale też dla całej Unii Europejskiej. Unia, która jest kotwicą polskiej racji stanu, nie może funkcjonować bez wolnych sądów, w każdym z jej krajów członkowskich. (…) Tak jak w 1980 roku nie mogło być wolności bez solidarności, tak dziś nie może być wolności, bez praworządności!” – napisał Lech Wałęsa.

W internecie pojawił się też apel „Europo, broń Sądu Najwyższego!”. – „Wielu dotychczasowych sędziów SN zastąpią nominaci wyznaczeni przez Krajową Radę Sądownictwa, którą kontroluje prokurator generalny Zbigniew Ziobro. (…) Wzywamy Komisję do natychmiastowego skierowania ustawy o Sądzie Najwyższym do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, wraz z wnioskiem o wstrzymanie wykonywania ustawy” – piszą autorzy petycji na stronie naszademokracja.pl.

 „Aktualnie Kancelaria Sejmu jest na etapie podsumowywania kosztów prawie półtoramiesięcznej akcji protestacyjnej. W miejscu, w którym była ona prowadzona, obecnie mają miejsce prace o charakterze porządkującym i remontowym. Decyzja, z jakich środków będą te koszty ostatecznie pokryte musi być poprzedzona dogłębną analizą finansową i prawną” – głosi komunikat opublikowany przez Centrum Informacyjne Sejmu. Zawiera on także podsumowanie trwającego przez 40 dni z punktu widzenia służb podległych Kuchcińskiemu.

Dowiadujemy się więc, że Kancelaria Sejmu proponowała protestującym noclegi w hotelu sejmowym lub w sali nr 102 w głównym gmachu, przy korytarzu wiodącym z holu głównego Sejmu do Senatu. Według CIS, „Sygnalizowanych przez protestujących niedogodności, takie jak stała obserwacja miejsca pobytu przez kamery, brak prywatności i oświetlenie korytarza również w godzinach nocnych, można było uniknąć w momencie przyjęcia propozycji Kancelarii Sejmu”. Czyli niepełnosprawni sami są sobie ”winni”…

Jak służby Kuchcińskiego oceniły wyrywanie banera i wykręcanie rąk protestującym kobietom? Nie mają sobie nic do zarzucenia – „Interwencja strażników 24 maja w ocenie Kancelarii Sejmu była zrealizowana zgodnie z prawem. W obowiązującej ustawie o Straży Marszałkowskiej znajdują się upoważnienia do używania w razie konieczności środków przymusu bezpośredniego” – czytamy w komunikacie.

CIS twierdzi, że niepełnosprawni uczestnicy protestu mieli dostęp do pomocy medycznej, fizjoterapeuty i spacerów, a kontakt strajkujących ze światem zewnętrznym „był na bieżąco relacjonowany przez akredytowanych w Sejmie dziennikarzy”. O tym, że do Sejmu nie byli wpuszczani dziennikarze bez stałych akredytacji, oczywiście, nie ma mowy. Tak jak i o zakazie spacerów dla Kuby i Adriana po ich spotkaniu przed Sejmem z Janiną Ochojską.

Na koniec pada bardzo niepokojące zdanie: – „Niewykluczone, że do rozważenia przez Kancelarię Sejmu i Straż Marszałkowską będzie także efektywność dotychczasowych zasad wstępu na teren Parlamentu”. Szef CIS Andrzej Grzegrzółka na Twitterze napisał: – „Sprawa dotyczyłaby gości polityków, nie przedstawicieli mediów”. Może to więc oznaczać jeszcze większe zamykanie przez Kuchcińskiego już i tak praktycznie niedostępnego dla obywateli budynku parlamentu.

Do takiego wniosku można dojść po odpowiedzi, której była szefowa kancelarii Szydło udzieliła na pytanie, co robiła podczas swojego wyjazdu do USA w 2016 roku. O pobyt Beaty Kempy w Stanach zapytała Joanna Schmidt, która chciała się dowiedzieć, jakie odbyła spotkania i czy nie mogła podjąć decyzji w sprawie koloru wykładzin i tapicerki, będąc w Polsce. Dostała odpowiedź, ale zastrzeżoną, czyli tylko była posłanka Nowoczesnej może zapoznać się z jej treścią.

Kempa była w Stanach od 20 do 23 listopada 2016 r. Według „Newsweeka”, wyjazd miał związek z zamówieniem przez Polskę samolotów Gulfstream, a Kempa zajmowała się głównie wybieraniem do nich koloru dywaników i tapicerki. Z danych Watchdog Polska, wynika, że pobyt byłej szefowej Kancelarii Premiera kosztował podatników 19,5 tys. zł.

Podobne pytanie zadała także posłanka PO Joanna Augustynowska. Kempa odpisała, że już udzieliła odpowiedzi posłance Schmidt. Kiedy jednak Augustynowska stwierdziła, że przecież Kempa zastrzegła tę wiadomość, była szefowa KPRM wysłała pismo, w którym użyła kuriozalnych argumentów. – „Nieuprawnione ujawnienie [informacji na temat wizyty – przyp. red.] może mieć szkodliwy wpływ na wykonywanie zadań w zakresie obrony narodowej, polityki zagranicznej oraz bezpieczeństwa publicznego”.

Augustynowska napisała więc do premiera Mateusza Morawieckiego. – „Zapytałam o to, czy pani Beata Kempa poleciała do Stanów Zjednoczonych, odpowiedź może brzmieć „tak” lub „nie”. Pytałam również czy wybierała tapicerkę, tu także odpowiedź „tak” lub „nie”. Jaki to ma związek z bezpieczeństwem państwa?” – stwierdziła w rozmowie z gazeta.pl. Augustynowska zaznaczyła, że Beata Kempa jako minister (w rządzie PiS jest odpowiedzialna za sprawy dotyczące pomocy humanitarnej) ma obowiązek odpowiedzi na pytania posłów. – „Rozumiem, że pani minister nie jest wygodnie, że musi się tłumaczyć młodziutkiej posłance z własnego okręgu, ale przykro mi, prawo obowiązuje wszystkich. Jeśli pani minister chce ze względów bezpieczeństwa utajnić jakiś fragment, to powinna wskazać miejsce i czas udostępnienia tych informacji” – dodała posłanka PO.

Komenda i Pięta

Naród antyplatformerski cieszy się od dwóch dni, że PiSowi “poszło w Pięty”. Serial o romansie pana posła budzi we mnie zainteresowanie równe temu, z jakim śledzę operę mydlaną Meghan&Harry. Zerowe. Co najwyżej zauważam, że w podejściu do romansu tradycyjnie jaskrawo uwidoczniła się hipokryzja “prawych”, którzy wszak chętnie używają tajemnic alkowy, by dołożyć PO.

Nieco inaczej z Tomaszem Komendą. Ten spór tylko częściowo jest tematem zastępczym. Każda sądowa pomyłka powinna być zapalnikiem dyskusji, jak systemowo ograniczyć groźbę takich błędów. Wygląda na to, że policja marnie zabezpieczyła ślady, biegli kiepsko wykonali swoją robotę, prokuratura nie wykazała dość krytycyzmu wobec ich opinii, a sąd zbyt łatwo uznał przyznanie się do winy za powód, by nie wnikać w szczegóły.

Kłopot jednak w tym, że — jak zawsze przecież, bo najważniejsza jest mojszość — nie ma nawet śladu dyskusji systemowej. Jest tylko zwalanie winy. I nie sposób zaprzeczyć, że prym wiodą “minister sprawiedliwości” Zbigniew Ziobro do spółki z wiceszeryfem Patrykiem Jakim. Od połowy marca nie ustają w podkreślaniu, że to za minstrowania złej Hanny Suchockiej powstał akt oskarżenia, za rządów PO zlekceważono sygnały o możliwej pomyłce itp. itd.

Dlatego nie oburzyłem się, gdy “Wyborcza” bodaj trzy dni temu wyciągnęła jasny dowód zaangażowania Lecha Kaczyńskiego w jak najszybszy i możliwie surowy wyrok. Dlatego wkurza mnie teraz, gdy Ziobro i Jaki usiłują zaprzeczyć temu, co stoi czarno na białym w słowach ówczesnego ministra. Dlatego też wkurzył mnie Andrzej Stankiewicz z Onetu próbą “analizy” dowodzącej, że “Wyborcza” błądzi i oczernia.

Stankiewicz zastanawia mnie od dłuższego czasu. Jedyny dziennikarz “Onetu” zapraszany dość regularnie do “Wiadomości” TVPiS lubi lawirować tak, by nie zaprzeczyć swoim poglądom, ale oszczędzić obrażeń PiSowi. Nigdy nie prostuje najbardziej jaskrawych absurdów padających z ust prowadzącego czy współgościa. W sprawie Komendy ani razu nie zająknął się publicznie o oskarżeniach Ziobry wobec Suchockiej czy okresu 2011-2015. I nagle uznał za konieczną kontrę na tezy “Wyborczej”:

Szkopuł w tym, że to nie jest dowód na to, że Kaczyński parł do skazania konkretnie Komendy. Z wypowiedzi dla “Wyborczej” wynika, że chciał ukarania dewianta, którego winę potwierdziły badania biegłych (“ślady zębów tego zbira, ślady DNA”). Nie ma dowodów na to, że jako prokurator generalny Kaczyński wskazywał palcem swym podwładnym konkretnego człowieka. Wywiad pokazuje raczej, że chodziło mu o zakończenie bulwersującej sprawy poprzez ukaranie podejrzanego, którego obciążały dowody.

Oto zaś fragment wywiadu, którego Kaczyński udzielił “Wyborczej” latem 2001:

Przykład z Wrocławia. Brutalnie zgwałcono, a później zamordowano piętnastoletnią dziewczynkę, właściwie jeszcze dziecko. Znaleziono jej ciało z rozerwanymi narządami rodnymi. I prokurator powiada pełnomocnikowi rodziny, że co najwyżej może jednemu ze sprawców postawić zarzut gwałtu. Są ślady zębów tego zbira, ślady DNA, wszelkie możliwe znaki – i nie można postawić zarzutu.

Sorry, panie Stankiewicz, sprawa jest ewidentna. Minister piekli się, że postawiono “tylko” zarzut gwałtu. Ewidentnie do owego jednego z zatrzymanych, czyli Komendy, odnosi słowa o śladach i gorycz, że “nie można postawić zarzutu” (morderstwa – bo o to przecież w całym akapicie chodzi).

To minister Kaczyński publicznie krytykował też prokuraturę za opieszałość w tej sprawie i zmienił szefa całej prokuratury wrocławskiej, a także wymusił zmianę prokuratora prowadzącego. Nowy zaostrzył zarzut dodając “szczególne okrucieństwo”. To w tej atmosferze sąd uznał, że doszło do morderstwa.

Powtórzę: sprawę uważam za pomyłkę, a nie zbrodnię sądową. Nic raczej nie wskazuje, by którykolwiek z czynników w sprawę zaangażowanych miał świadomość, że na ławie oskarżonych siedzi niewłaściwy człowiek. Zupełnie wykluczyć pomyłek sądowych po prostu się nie da. Czasem winni sa konkretni ludzie, częściej system premiujący “wyniki”, a nie maksynalną rzetelność.

Gdy ktoś koniecznie chce szukać winnych, to są nimi wszyscy zajmujący się sprawą w policji, prokuraturze i sądzie, a także wszyscy nadzorujący policję i wymiar sprawiedliwości od 1996 po 2017. Z zastrzeżeniem, iż od 2011 do 2015 prokuratura była od rządu niezależna. Wśród wszakże osób publicznych, publicznie naciskających na jak najszybsze skazanie i chwalących się “ręcznym sterowaniem” — na czele niestety jest Lech Kaczyński. Którego za skazanie Komendy nie winię, ale za psucie prokuratury i sądownictwa — owszem.

b.leski.pl

Single Post Navigation

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: