Hairwald

W ciętej ranie obecności

Morawiecki, twarz wyprowadzania Polski z UE

Kuba Wątły (Superstacja) wypowiedział się na temat tzw. obrazy uczuć religijnych.

>>>

Kolejna grupa sędziów ostro krytykuje słowa Mateusza Morawieckiego o „zorganizowanej grupie przestępczej w krakowskim sądzie”. – „Wypowiedź pana premiera nie tylko dezawuuje sędziów i jedną z konstytucyjnych władz – władzę sądowniczą, lecz także deprecjonuje funkcję przez niego sprawowaną. Wskazuje bowiem na to, że albo pan premier nie rozumie podstawowych reguł funkcjonowania organów władzy państwowej i wynikających stąd zasad odpowiedzialności osób sprawujących funkcje publiczne, albo jego wypowiedzi podyktowane są wyłącznie złymi intencjami i mają na celu jedynie dyskredytowanie władzy sądowniczej i sędziów. W obu przypadkach udzielanie tego rodzaju wypowiedzi nie przystoi osobie zajmującej stanowisko premiera Rzeczypospolitej Polskiej” – napisali w uchwale sędziowie Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

W głosowaniu nad uchwałą brało udział 27 sędziów Sądu Apelacyjnego w Krakowie, z czego 26 głosowało za jej przyjęciem, a jedna osoba wstrzymała się od głosu – poinformował rzecznik Stowarzyszenia Sędziów „Themis” sędzia Dariusz Mazur. – „Sprzeciwiamy się dyskwalifikowaniu postaw sędziów, dążących do zachowania niezależności władzy sądowniczej, poprzez nieuzasadnione przypisywanie im działań o charakterze przestępczym i patologicznym. Po raz kolejny zwracamy uwagę na niedopuszczalność próby uzasadniania niezgodnych z Konstytucją RP zmian w wymiarze sprawiedliwości, rzekomym związkiem sędziów z domniemywanymi przestępstwami, jakie miały mieć miejsce w sądzie” – napisali sędziowie w uchwale.

Sędziowie przypominają, że w ramach tzw. „afery w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie” doszło do zatrzymań i postawienia zarzutów pracownikom pionu administracyjnego, którzy podlegają służbowo i są nadzorowani przez ministra sprawiedliwości, czyli Zbigniewa Ziobrę. Zarzut postawiono tylko jednemu sędziemu z SA. – „Sędziowie zajmują się w sądzie pracą orzeczniczą, a nie nadzorem nad sposobem wykonywania zadań administracyjnych, w tym w zakresie gospodarki finansowej sądów. W tym stanie rzeczy stawianie tez wiążących sędziów z domniemywanymi przestępstwami, jakie miały mieć miejsce w sądach, ma charakter insynuacji” – czytamy w uchwale.

Przeciw wypowiedzi premiera protestowali także sędziowie Sądu Okręgowego w Krakowie oraz warszawscy sędziowie, działacze „Solidarności” sędziowskiej w latach 1980-1981 i w stanie wojennym, z prof. Adamem Strzemboszem na czele.

– Wszystkie konkretne zapowiedzi, które były zawarte w planie „odpowiedzialnego rozwoju” nie tylko nie są realizowane, ale w rzeczywistości przybierają odmienny kształt – zwracał uwagę prof. Leszek Balcerowicz w programie Tomasza Lisa. Nie skończyło się jedynie na oskarżeniach, były minister finansów sięgnął po konkretny przykład.

– Jedna z czołowych zapowiedzi to to, że stopa inwestycji w Polsce, czyli odsetek PKB wydawane na inwestycje, wzrośnie do 25 proc. do 2020 roku. Potem wydłużono osiągnięcie celu do 2025 roku – mówił prof. Leszek Balcerowicz w programie Tomasza Lisa. – Fakt jest natomiast taki – kontynuował były minister finansów – że spadła do najniższego poziomu od 20 lat – do 17 proc. z kawałkiem.

Państwa UE przepytają we wtorek rząd Mateusza Morawieckiego ze stanu praworządności. Taktyka małych ustępstw nie przyniosła rezultatu.

Wysłuchanie Polski odbędzie się na posiedzeniu Rady ds. Ogólnych UE, w której uczestniczą ministrowie ds. europejskich państw członkowskich. W środę wieczorem ambasadorowie państw UE dyskutowali o szczegółach tego wydarzenia. Teren jest dziewiczy, bo Polska jest pierwszym krajem, wobec którego uruchomiono procedurę artykułu 7 unijnego traktatu, którego celem jest wykazanie, czy w państwie członkowskim łamana jest praworządność. Komisja Europejska po dwóch latach dialogu z Polską uznała, że tak właśnie jest i dlatego wniosła sprawę do unijnej Rady. Bo tylko ta może przedstawić wiążące rekomendacje, a nawet ukarać Polskę.

Jeszcze w ostatni poniedziałek w Warszawie był główny autor tej procedury komisarz Frans Timmermans. Spotkał się z premierem Mateuszem Morawieckim i jak zwykle docenił gotowość polskiego rządu do dialogu. Ale w środę na cotygodniowym posiedzeniu komisarzy jednoznacznie stwierdził, że w Warszawie nie usłyszał nic, co mogłoby go skłonić do wnioskowania o zatrzymanie procedury artykułu 7.

– Nie było dyskusji komisarzy w tej sprawie, ale przewodniczący Juncker powiedział, że w pełni popiera Timmermansa – powiedział nam nieoficjalnie urzędnik KE poinformowany o przebiegu posiedzenia komisarzy.

Ma to uciszyć spekulacje o rzekomym konflikcie między Junckerem a Timmermansem, w którym ten pierwszy miałby optować za szybkim zakończeniem procedury, a ten drugi za jej utrzymaniem, wobec braku ustępstw ze strony Polski.

– Teraz nawet Selmayr zaostrzył ton i przekonuje, że trzeba iść dalej z procedurą – mówi nasz rozmówca.

Martin Selmayr, niemiecki urzędnik, to prawa ręka luksemburskiego przewodniczące, który właśnie miał być głównym inicjatorem ocieplenia relacji. Na razie jednak ono nie następuje. Głównie dlatego, że polska oferta jest jednak zbyt skromna. Przede wszystkim nie ma żadnych gwarancji pozostawienia na stanowiskach sędziów Sądu Najwyższego, w tym I prezes Małgorzaty Gersdorf. Nie ma też znaczących zmian w instytucji skargi nadzwyczajnej. Polska łudziła się, że i bez tego uzyska zakończenie procedury, ale prawdopodobnie doszło do nieporozumienia.

– Komisja była miła, Polska wzięła to za gotowość do kompromisu. Ale tu wszyscy ze sobą miło rozmawiają, nawet jak się nie zgadzają – ironizuje unijny urzędnik.

Kluczowe teraz jest rozeznanie sytuacji w unijnej Radzie. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że Polska nie prowadzi aktywnej dyplomacji wobec innych państw członkowskich. Tak, jak była zaskoczona propozycją Timmermansa zorganizowania wysłuchania i poparciem tego wniosku przez większość państw członkowskich, tak może być w przyszłości zaskoczona skalą krytyki z ich strony, ostrymi rekomendacjami czy nawet wnioskiem o głosowanie.

Na razie Polska zabiega o to, żeby umniejszyć rolę Komisji w procesie i żeby w czasie wysłuchania wypowiadały się przede wszystkim państwa członkowskie. Wyraźnie ma nadzieję, że będą nam bardziej przychylne.

Prezydencja bułgarska, która do końca czerwca kieruje pracami UE, zaproponowała, żeby słowo wstępne wygłosił komisarz Timmermans, żeby on także podsumował wysłuchanie. Według jej propozycji na spotkaniu miałyby być przedyskutowane tylko najpilniejsze kwestie i wysłuchanie miałoby być kontynuowane na kolejnych spotkaniach, już organizowanych przez prezydencję austriacką, która przejmuje kierowanie UE od 1 lipca.

To jednak bardzo nie spodobało się Polsce. Rząd nie chce też wysłuchania w odcinkach. Nie chce także, żeby wnioski z wysłuchania miały charakter merytoryczny, czyli żeby oceniały stan praworządności. Mają mieć charakter proceduralny, czyli zdefiniować zaawansowanie procedury i określić następne kroki. Mogą to być na przykład rekomendacje dla Polski.

>>>

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o polityce PiS i Morawieckiego. Do czego prowadzi?

Nie musi dojść do formalnego Polexitu – on już dokonuje się na naszych oczach.

Polska rządzona przez PiS jest wypychana z kolejnych instytucji unijnych. Co Mateusz Morawiecki usłyszał we wtorek w Berlinie od Angeli Merkel? Na pewno o możliwości powstania osobnego budżetu dla strefy euro. Mówi o tym także prezydent Francji Emmanuel Macron. Budżet ten już może obowiązywać od 2021 roku, czyli od nowej perspektywy podziału unijnych pieniędzy.

Morawiecki jeszcze więcej usłyszał od kanclerz Niemiec. I dlatego doszło do pisowskiego spotkania na szczycie przy Nowogrodzkiej. Ponadto zostało odwołane spotkanie prezydiów Bundestagu i Sejmu. Z tego powodu się uśmiałem. Cóż takiego mógł powiedzieć na takim spotkaniu Marek Kuchciński? „Ja nie gawarit po giermańsku?” I tylko wtedy, gdyby mu Ryszard Terlecki napisał na kartce.

Przy Nowogrodzkiej opracowano nową strategię wstawania z kolan (w tym chorego kolana prezesa) w Unii, która konsoliduje się wokół strefy euro. Inna konsolidacja dotyczy obronności. Polska Macierewiczów i Błaszczaków nie zostanie doproszona do tworzenia obronności europejskiej, bo istnieje obawa, że będą V kolumną w Europie, jaką są zresztą w Polsce.

Polska będzie wypychana z kolejnych instytucji europejskich, aż dojdzie do ostatniej, gdy na nowo sformują strefę Schengen i Polska pozostanie poza nią. Czyli dojdzie do nieformalnego Polexitu, gdy pozwolimy rządzić PiS w Polsce. W niecałe trzy lata rozwalili nam kraj i wizerunek na świecie, jesteśmy liderami wszelakich najgorszości.

W tej chwili można spodziewać czegoś na kształt szturmu modlitewnego, a w wydaniu PiS – szturmu nienawiści w stosunku do Donalda Tuska i opozycji. Na nich zwalana będzie wina za budżet unijny.

W „Rzeczpospolitej” wyczytałem, iż opozycja francuska czy włoska nie atakowała swojego rządu w Brukseli. Pominę łaskawie nazwisko dziennikarza, ale powstaje pytanie: Czy we Francji i Włoszech łamano konstytucje, czy sądownictwo przestało być niezależne, czy media publiczne stały się gadzinówkami? I tak dalej. To nie jest nawet symetryzm – jak określa się dziennikarzy raczej mających kłopoty z profesją żurnalistyczną – ale stronniczość i nieukrywanie sympatii do PiS.

Tak wygląda dziś stan polskiego piekiełka. Piekiełka podobnego do czasów przed rozbiorami I Rzeczpospolitej i przed 1939 rokiem. Wypadamy z Unii, aż spadniemy w niebyt państwowy.

„Przewodniczący Tusk był nawet w Polsce, ale nigdy nie wystąpił o spotkanie, o wizytę u prezydenta, nawet z czystego, dobrego obyczaju. Nakazywałoby, że skoro przyjeżdża do kraju członkowskiego Unii Europejskiej, to wypadałoby powiedzieć, wyrazić zapytanie, czy nie mogłoby dojść do takiego spotkania. Nigdy takiej prośby nie było” – mówił w Radiu Koszalin szef Gabinetu Andrzeja Dudy Krzysztof Szczerski. I – delikatnie rzecz ujmując – mija się z prawdą.

„Zwróciłem się do Pana Prezydenta Andrzeja Dudy z propozycją pilnego spotkania w celu omówienia kryzysu politycznego w naszym kraju i jego groźnych konsekwencji dla międzynarodowej pozycji Polski” – napisał w oświadczeniu przewodniczący Rady Europejskiej w lipcu 2017 r. („Donald Tusk w odpowiedzi na zamach na Sąd Najwyższy”).

Na dodatek najwyraźniej Szczerski ma też kłopoty z pamięcią, bo to on właśnie informował, że propozycja Tuska trafiła do prezydenta, ale została odrzucona. – „Wpłynęła prośba o spotkanie. Prezydent polecił przekazać przewodniczącemu Tuskowi, że jego zdaniem nie ma pola do interwencji ze strony szefa Rady Europejskiej” – mówił wtedy, czyli w lipcu 2017 r., szef gabinetu Dudy.

Czy Szczerski – kierując się wspomnianym „czystym, dobrym obyczajem” – przyzna się do błędu i przeprosi?

Reklamy

Single Post Navigation

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: