Hairwald

W ciętej ranie obecności

PiS rozpoczyna manipulacje przy ordynacji po to, aby nie przegrać wyborów

Sprawa śmierci Igora Stachowiaka nadal wywołuje wiele emocji. Dowód? Wymiana zdań w jednym z programów telewizyjnych. „Zabiliście człowieka” – powiedziała do wiceministra kultury Jarosława Sellina Izabela Leszczyna z PO.

Dyskusja miała miejsce w „Śniadaniu w Polsat News”. Gośćmi audycji byli m.in. wicemarszałek Sejmu Barbara Dolniak (Nowoczesna), Grzegorz Długi z Kukiz’15, Jarosław Sellin i Izabela Leszczyna.

Rozmowa dotyczyła m.in. nieformalnego szczytu w Brukseli dot. migracji. Ale nie tylko. Pojawił się wątek śmierci Igora Stachowiaka.

– A Igor Stachowiak? To bez zastrzeżeń? My nie zabiliśmy człowieka. Policja za naszych rządów nie zabiła człowieka na komisariacie, panie ministrze. Minister Zieliński ponosi polityczną odpowiedzialność za to, jak działa policja. Zabiliście człowieka – przekonywała Leszczyna, kierując swoją wypowiedź do Sellina.

Nowe informacje

Kilka dni temu prokuratura poinformowała, że do śmierci Igora Stachowiaka „z dużym prawdopodobieństwem” doprowadziła niewydolność krążeniowo-oddechowa związana z zażyciem amfetaminy i środków psychoaktywnych. Wcześniej pojawiały się doniesienia, że mężczyzna mógł zostać uduszony.

Na przestrzeni kilku tygodni na jaw wyszło kilka nowych, dramatycznych wątków związanych ze śmiercią Stachowiaka. Do tuszowania sprawy miał przyznać się szef ratowników z pogotowia, które 15 maja 2016 roku przyjechało do umierającego na komisariacie mężczyzny. Do mediów wyciekła też notatka służbowa aspiranta Grzegorza G., który opisał ostatnie chwile jego życia. Kilkadziesiąt minut przed śmiercią miał powiedzieć: „ja dzisiaj umrę”.

Wcześniej na jaw wyszło, że Adam W., policjant, który raził Stachowiaka paralizatorem, miał z nim wcześniej zatarg. Maciej Stachowiak, ojciec tragicznie zmarłego Igora, wyznał, że jego syn bał się policji. – Mówił, że „policja go dojedzie” – relacjonował.

– Uważam, że w Polsce powinniśmy zastanowić się nad całą ordynacją, nie tylko do PE – mówił w TVN24 wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki pytany o planowane przez PiS zmiany w ordynacji do PE.

– Ordynacja do PE jest bardzo skomplikowana. Ja znam niewielu polityków, którzy potrafią wyjaśnić o co tam chodzi – mówił Jaki pytany o to, dlaczego PiS, na rok przed wyborami do PE, chce zmienić ordynację wyborczą regulującą wybory do Parlamentu Europejskiego w Polsce.

Jaki przekonywał, że ordynacja wyborcza musi być transparentna. Dodał, że obecna ordynacja taka nie jest. – Dzisiaj ordynacja jest taka, że głosują osoby w okręgu X, a mandat w wyniku skomplikowanego systemu wyborczego może iść do kolejnego okręgu – tłumaczył.

– System trzeba uprościć – podsumował.

Z kolei Sławomir Neumann, szef klubu PO mówił, że jego zdaniem zmiany ordynacji do PE to „test przed wyborami parlamentarnymi”. – To kolejna manipulacja ordynacją wyborcza która ma pomóc utrzymać PiS przy władzy. Dzisiaj lista, która w skali kraju przekroczy 5 proc. zdobywa mandaty. Teraz próg zostanie podniesiony w okręgach do 15-20 proc. To prawie JOW-y. Małe ugrupowania nie mają szans w tej ordynacji – przekonywał.

Zdaniem Neumanna nowa ordynacja jest też sygnałem wysłanym do polityków PiS – np. do Antoniego Macierewicza – który mógłby chcieć stworzyć własną listę przed wyborami do PE. Według szefa klubu PO to sygnał dla polityka PiS: „Jak chcesz tworzyć listę na 5-6 proc. to nie będziesz istniał”.

Natomiast posłanka Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz mówiła, że mandatów będzie więcej w tych okręgach, w których PiS ma większe poparcie. – To przygotowanie miejsca eksodusu dla polityków PiS-u – dodała sugerując, że politycy PiS chcą „uciekać” do PE.

Agnieszka Ścigaj z Kukiz’15 oceniła z kolei, ze ordynacja jest „ewidentnie wymierzona w Kukiz’15”. – To jest wymierzone bardzo mocno w nasz ruch. Chcecie uderzyć w Kukiz’15, ale sami dostaniecie rykoszetem – ostrzegła przekonując, że takie podniesienie progu wyborczego tylnymi drzwiami da zwycięstwo koalicji PO i Nowoczesnej.

Wyborcy PiS wpuścili nas do swojego świata. Wbrew stereotypom ten świat nie jest możliwy do zdefiniowania poprzez nazwy województw, czy regionów. To mapa emocji, wiary i frustracji. Układa się z nich taka opowieść: zanim przyszedł PiS byliśmy rozbici, samotni i porzuceni. Po trzech latach rządów PiS jesteśmy zwarci i zjednoczeni jak nigdy dotąd. I nie pozwolimy się już rozdzielić. Sprawdziliśmy, co, jak i dlaczego, połączyło różne historie w jedną opowieść.

Miasto powiatowe, Zachodniopomorskie. Blok. Duży pokój. Telewizor podkręcony na „głośno”. W TVP Info materiał o Donaldzie Tusku. 

– Widzicie go? – pyta nas Zbych.

– No widzimy.

– Rudy k.. złodziej! Rozkradli wszystko. A teraz koniec!

– Tak?

– Pewnie. Patrzcie na mnie. Całe życie zasuwałem fizycznie. Naprawdę ciężko. Wszystko z tych rąk. Państwo nigdy mnie nie zauważało. Nie byłem mu potrzebny do niczego. Taki Zbychu – jest, trudno, nie ma go, nawet lepiej. Krótko mówiąc ch… kogo Zbychu obchodził. Chcecie kielicha?

– A ty?

– Ja już nie! Rak, widzicie? Tu pod koszulą mam worek. Żywienie dojelitowe. Przerzuty. Ciężka sprawa.

– Myślisz, że tych co teraz rządzą obchodzisz?

– Wiecie, że do nas przyjechał Duda? I poszedłem na spotkanie. To wysiłek, bo ja już słabo chodzę.  Ale wyobraźcie sobie, miałem szczęście. On mi uścisnął dłoń! K… po tylu latach ktoś mnie dostrzegł!

– Fajnie!

– No! Jedna z najpiękniejszych chwili w moim życiu. Sam pan Prezydent Polski podał mi rękę! I jeszcze ktoś telefonem zrobił zdjęcie.

– Masz to zdjęcie?

– Tak, tak. Słabo wyszło bo tłum. Ale widać jego, czyli prezydenta. I rękę. I to jest moja ręka! Piękna pamiątka na całe życie!

– Czyli zagłosujesz na nich?

– Oczywiście. Jeśli tylko będę w stanie dojść do urny.

Wybór PiS jako forma zawierzenia

Takich rozmów przeprowadziliśmy kilkanaście. Byliśmy we wsiach, małych miasteczkach, dużych aglomeracjach. Wszędzie tam, gdzie Polacy głosowali na PiS i w każdej klasie społecznej, bo wbrew stereotypom na partię Jarosława Kaczyńskiego nie głosowali tylko robotnicy i chłopi. Postawił na nią co trzeci przedstawiciel klasy średniej, czyli pracownicy administracji i usług. Wybrało ją trzech na dziesięciu przedstawicieli tzw. klasy wyższej, czyli właścicieli firm i osób z wyższym wykształceniem. Polacy biedni, ale też bardzo bogaci. Łączący pracę na gospodarstwie z robotą w usługach, ale też pełniący ważne funkcje w instytucjach rządowych. Odbiorcy mediów, ale też ich pracownicy.

Rozmowy z ludźmi, czasem nazywanymi lekceważąco „ludem pisowskim” były bardzo ciekawe. Dzięki nim zobaczyliśmy inny wymiar polityki, która do mistrzostwa opanowała grę na ludzkich frustracjach. Bo ludzie, którzy zgodzili się na rozmowę z bądź co bądź wysłannikami pisma liberalnego, mówili nam o swoim wyborze jako formie zawierzenia. Oddali swój głos PiSowi, który miał spełnić ich zawiedzione przez Trzecią RP nadzieje i marzenia.

Niespełnione oczekiwania

Mieszkanka Garwolina, miasta w którym PiS miał 60 proc poparcia opowiedziała nam o swojej, niezrealizowanej za czasów PO, potrzebie wspólnoty. – Jeżdżę po całym świecie, nie mam kompleksów, ale nie chcę się definiować jako Europejka. Jestem Polką i chcę być z tego dumna – mówiła. Problem w tym, że za czasów rozbicia, jak Maria nazywa rządy poprzedniej władzy, patriotyzm definiowany przez nią jako wierność tradycji i wiara katolicka jako rodzaj wspólnoty, nie były wartością. Ludzie w Garwolinie, podobnie jak ona mieli dość ciągłego skupiania się na UE. Im bardziej rząd skręcał w stronę Unii Europejskiej, tym mocniej szukali wspólnego, lokalnego doświadczenia. Padło na 1. Pułk Strzelców Konnych, który do drugiej wojny światowej stacjonował w Garwolinie, potem brał udział w Bitwie Warszawskiej, kampanii wrześniowej, został odtworzony w konspiracji w ramach AK i jako Dywizjon 1806 brał udział w Powstaniu Warszawskim. Z mediów prorządowych płynął przekaz „bądźmy dumnymi obywatelami Europy”, a miejscowi organizowali miejskie święta Pułku, młodzież założyła grupę rekonstrukcyjną. A kiedy zestaw wydarzeń z odległej przeszłości się wyczerpał, znaleźli coś bardziej współczesnego: wizytę w Garwolinie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Jan, mieszkaniec Wilkowyi, wioski w której para prezydencka uczestniczyła w rozpoczęciu roku szkolnego zwrócił nam uwagę na podobny mechanizm. – Zanim nastał PiS, my prości ludzie byliśmy upokarzani – powiedział nam. – W telewizji mówili o nas jak o moherach, kazali zabierać babci dowód, wyśmiewali się, że narobiliśmy sobie dzieci i nie umiemy ich utrzymać. Aż wreszcie przyszedł PiS i powiedział, że jesteśmy ważni. Dał 500 plus na nasze dzieci. I wysłał do nas najważniejszą osobę w państwie, która potraktowała nas jak równego sobie.

Przedstawiciele klasy średniej i wyższej wymieniali trochę inny zestaw niespełnionych przez Trzecią RP oczekiwań. Niektórym udało się osiągnąć sukces finansowy, ale czuli kruchość systemu, który w każdej chwili może się zapaść, również pod nimi. Inni, z rozbudzonym apetytem na władzę, skarżyli się na niemożność przebicia się do elit. Kolejni, w tym również przedstawiciele mediów, narzekali na zakłamanie poprzedniej ekipy rządzących. Większość miała nadzieję, że nowi, z nową energią rozbiją stare elity i zrobią miejsce dla nich.

Po trzech latach rządów PiS niektóre z ich nadziei udało się zrealizować, ale pojawił się niepokój, bo nowy system też okazał się kruchy i mało stabilny. Mimo to większość naszych rozmówców przyznaje, że po raz kolejny zagłosuje na PiS. Na razie nie widzą innej partii, której mogliby zawierzyć w takim samym stopniu jak PiS.

>>>:

Single Post Navigation

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: