Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the month “Lipiec, 2018”

PiS wprowadza zamordyzm, który wyprowadzi nas z Unii Europejskiej

„W momencie, gdy jako kraj wracamy do normalności, nasi sąsiedzi i nasi wrogowie uruchamiają siły, które zawsze działały destrukcyjnie. Widzieliśmy pod Pałacem Prezydenckim ludzi przywiezionych z Berlina, którzy w jakimś amoku krzyczeli „Konstytucja”; „A pani Gersdorf w Niemczech mówiła, że będzie pierwszym prezesem Sądu Najwyższego na uchodźstwie. To taka mentalność i jasne określenie celów” – dowodzi PiS-owski funkcjonariusz Andrzej Melak.

Tym samym potwierdza to, że gdy rozum śpi budzą się demony, a kiedy brakuje argumentów opowiada się głupstwa. Tylko tak można skomentować nie pierwszą spiskową teorię posła PiS Andrzeja Melaka, która –  jak sam twierdzi – dziś układa się już w klarowną całość.

Poseł przekonuje, że jego partii chodzi przede wszystkim o to, by sądy pracowały sprawniej. A że jest jakiś sprzeciw? „To jest działanie sił, które straciły władzę w wyniku demokratycznych wyborów” – powtarza dobrze znaną już argumentację. Dodatkowo wzbogaca ją o własną myśl i komentując ostatnie manifestacje przed sądami sugeruje, że ich uczestnicy … to wcale nie są Polacy.

Melak nie przeczy, że są tacy, którzy przywracanej przez PiS „normalności” się sprzeciwiają. Ale jak widać ma całkiem łatwą odpowiedź na pytanie, kim są ci ludzie. Poseł obiecuje wyborcom PiS, że „jego obóz polityczny konsekwentnie będzie dążyć do usprawnienia pracy sądów”. A tego, bez zmian w Sądzie Najwyższym, jego zdaniem zrobić się nie da.

„Widzimy co się działo z niektórymi sędziami, którzy kradli kiełbasę, wiertarki, czy pieniądze. Co ciekawe, sądy pierwszej instancji widziały ich winę i skazywały ich, a Sąd Najwyższy znajdował usprawiedliwienie. Tak dalej być nie może, jeśli chcemy wrócić do normalności” – przekonywał w rozmowie z DoRzeczy.pl.

Andrzej Melak wraz z braćmi pod koniec lat 70. założył Konspiracyjny Komitet Katyński. Jego brat Stefan z zginął w katastrofie smoleńskiej. Sam zaraz po tym ruszył na polityczne salony.

Poseł Melak nieraz forsował w mediach różne spiskowe teorie. Wciąż przekonuje, że trzy osoby w Smoleńsku mogły przeżyć katastrofę. Swego czasu zasłynął interpelacją do premier Beaty Szydło, by z ministerstw zniknęły: „Gazeta Wyborcza”, „Fakt”, „Super Express”, „Newsweek Polska” i „Polityka”. Bo „nie powinno się karmić tych, którzy na nas plują”.

Sikorski: Wprowadzanie zamordyzmu wyprowadza nas z Unii Europejskiej

To, że niszczona jest nam demokracja i to, że już obalono trójpodział władzy, to nie jest błaha rzecz. Ja bym nie narzekał na opozycję w tej sprawie, bo wiemy, że to wszystkich z nas może dotknąć” – mówił w Poranku Radia TOK FM Radosław Sikorski.

Wprowadzanie zamordyzmu wyprowadza nas z Unii Europejskiej. Dowiemy się, na ile płytka czy głęboka jest nasza europejskość” – dodawał.

Siemoniak: Trwa polowanie PiS-u na byłych szefów służb specjalnych. Z powodów politycznych są dziś piętnowani, są im stawiane polityczne zarzuty

Trwa polowanie PiS-u na szefów służb specjalnych, którzy sprawowali swoją funkcję w ubiegłych latach. Dziś, do prokuratury w Białymstoku, w celu postawienia zarzutów został wezwany były szef ABW, Krzysztof Bondaryk. Wcześniej zarzuty postawiono byłym szef SKW, gen. Noskowi, Pytlowi i płk. Duszy. Kilkanaście dni temu postawiono zarzuty byłemu szefowi CBA. Układa się to w fatalną serię, w polowanie na uczciwych oficerów, którzy przez lata w różnych funkcjach służyli Rzeczypospolitej, którzy narażali swoje życie i zdrowie w różnych sytuacjach. Dziś z powodów politycznych są piętnowani, są im stawiane polityczne zarzuty. To jest coś haniebnego, bo to uderzanie w ludzi, którzy nie sprawowali funkcji politycznych” – mówił na konferencji prasowej Tomasz Siemoniak z PO.

https://twitter.com/MichalGawelPL/status/1024057011770675200

Taka drugorzędność, wręcz trzeciorzędność jak Morawieccy seplenią o Polsce.

Earl drzewołaz

Co za patologia. Wolni i Solidarni.

„Jest dla mnie absolutnym skandalem, że prawo w Polsce zmienia się po to, żeby konkretna osoba, znajoma Ministra Sprawiedliwości, jego były współpracownik w rządzie, a obecnie osoba temu Ministrowi podległa, miała szansę kierować Sądem Najwyższym” – komentuje Marcin Matczak, konstytucjonalista, profesor Uniwersytetu Warszawskiego

W artykule Janusza Schwertnera czytamy o prof. Małgorzacie Manowskiej, dyrektorce Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury prawdopodobnej kandydatce na I Prezes Sądu Najwyższego.

Autor pisze:

„Dyrektor Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury może wrócić do orzekania, a tym samym – ubiegać się o pracę sędziego Sądu Najwyższego (co za tym idzie – również I Prezesa SN) dzięki zmianie w artykule 77 prawa o ustroju sądów powszechnych.”

Zmiana, o której pisze autor wygląda tak:

Jednostką nadzorowaną przez Ministerstwo Sprawiedliwości jest oczywiście Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury. Oznacza to, że przed tą zmianą prof. Manowska, która jest dyrektorem tej Szkoły, nie mogłaby zostać sędzią SN, a więc i Prezesem SN. Przepis, który jej to uniemożliwiał, obowiązywał od 2012 roku i nagle został zmieniony na ostatnim posiedzeniu Sejmu – przez wykreślenie zaznaczonych powyżej słów.

Podkreśla się to zresztą otwarcie w uzasadnieniu…

View original post 1 168 słów więcej

Pisowskiemu państwu policyjnemu trzeba zdecydowanie się przeciwstawić, a po wyborach tych pokraków posadzić

Czarzasty: Prowadzę partię, która jest ze względu na własne błędy, poza parlamentem. Jak ja bym miał tyle ludzi, ile ma Schetyna, to ja bym zawojował Polskę

Prowadzę partię, która jest partią ze względu na własne błędy, żeby była jasność, poza parlamentem. I mimo to jest trzecią partią, jeśli chodzi o notowania w Polsce. Radzę wszystkim kolegom i koleżankom, którzy są w Sejmie z opozycji, żeby tak pracowali jak my. Jak ja bym miał tyle ludzi, ile ma Grzegorz Schetyna, to ja bym zawojował Polskę. On ma masę ludzi: 150 posłów, ci posłowie mają etaty jeszcze dodatkowo, to jest armia” – mówił w programie „Tłit” w WP szef SLD, Włodzimierz Czarzasty.

Czarzasty: Pierwsza ekipa, która jak przyjdzie do władzy w tej chwili, to powinna realnie rozliczyć poprzednią. Ja to zrobię, bo Schetyna jest za miękki w tej sprawie

Pierwsza ekipa, która jak przyjdzie do władzy w tej chwili, to powinna realnie rozliczyć poprzednią. Nigdy żadna ekipa nie została rozliczona. Ziobro powinien mieć polityczny strzał. Nie dostał i dlatego jest tak bezczelny” – mówił w programie „Tłit” w WP szef SLD, Włodzimierz Czarzasty.

To nie jest teatr. Ja to zrobię, bo Schetyna jest za miękki w tej sprawie. Wprowadzę SLD do Sejmu i was rozliczę. Stworzymy takie prawodawstwo, które nie będzie zbiorowo dotyczyć wszystkich po kolei, ale indywidualnie za łamanie prawa, za podejmowanie wyroków niezgodnych z prawem będzie odpowiedzialność. Powinien być to Trybunał Stanu, w zależności od kwalifikacji czynu, bądź prokuratura lub sąd” – dodawał.  

Czarzasty: Wycofaliśmy kandydata w Warszawie nie dlatego, że to nam z badań wyszło, tak jak PO zrobiła we Wrocławiu. Rozenek łyknie trzecie miejsce w najbliższych notowaniach

Wycofaliśmy kandydata nie dlatego, że to nam z badań wyszło, tak jak Platforma zrobiła. Nawiasem apeluję – Grzesiek stuknij się w łeb, poprzyj tego naszego Sutryka, zgłaszanego przez Rafała Dutkiewicza, przez nas również i przestań się wygłupiać. Wycofaliśmy kandydata w Warszawie, dlatego że powinniśmy to zrobić. Zdarzyły się dwie rzeczy: pan Jan Śpiewak zaatakował w sposób brzydki, niesmaczny, nieestetyczne, niezgodny z prawdą. Pan Andrzej Celiński ma swoje emocje, jest człowiekiem z krwi i kości. Dostał gwoździa w rękę. Użył słów, których my nie chcemy w stosunku do naszych przeciwników używać. On się sam wycofał” – mówił w rozmowie z Łukaszem Mężykiem w programie „Tłit” w WP szef SLD, Włodzimierz Czarzasty.

Moim zdaniem Rozenek łyknie trzecie miejsce w najbliższych notowaniach. Jeżeli nie, to może pan do mnie mówić, że jestem dupa, nie polityk” – dodawał.

Coraz goręcej wokół spotu, w którym Mike Tyson mówi o Powstaniu Warszawskim. Wiele komentarzy – delikatnie mówiąc – niezbyt przychylnych.

„Tyson skazany za gwałt, z wytatuowanym Che Guevarą. Facet, który odgryzał uszy, kompletnie spłukany wrak duka z kartki nieudolnie o Powstaniu, o którym usłyszał 2 minuty przed nagraniem. Za parę $. I ma opaskę powstańczą AK na ramieniu. Mówicie, że to jest spoko? Szanujmy się” – napisał na Twitterze były dziennikarz śledczy Michał Majewski. WIĘCEJ>>>

Zamordyzm będzie coraz większy. Kaganiec PiS w coraz więcej sprawach. Trzeba temu przeciwstawić się.

Earl drzewołaz

>>>

LIST DO WSZYSTKICH, KTÓRZY CHCĄ WYGRAĆ Z PIS

Wielce Szanowni i mniej szanowni niektórzy politycy, publicyści, historycy, działacze, politolodzy, prawnicy, a także autorzy dziwnych symetrycznych artykułów w prasie.

Trudno wygrać z PiS, kiedy każde zdanie zaczyna się od: „byliśmy głupi”, „popełniliśmy mnóstwo błędów”, „nie dostrzegaliśmy”, „zaniedbaliśmy”. Trudno zyskać wiarygodność i zaufanie wyborców  niezbędne do zwycięstwa, kiedy ciągle się za coś przeprasza i informuje, w czym było się gorszym. Przestańcie to robić. Bo ludzie, którzy nie chcą totalitarnego zamordyzmu, a wbrew rządowej propagandzie jest ich w Polsce sporo, nie potrzebują płaczków, tylko liderów.

Czyli silnych, wyrazistych kobiet i mężczyzn, którzy wypowiedzą na głos ich emocje, uczucia i potrzeby, dzięki którym poczują się ważni i słyszani.

Liderów zaś (pozwólcie, że napomknę o tym skoro jest okazja, kierując te słowa do partyjnych szefów) nie namaszcza się z góry i nie wskazuje palcem. Warto też pamiętać, że lider nie jest guru i nauczycielem…

View original post 2 783 słowa więcej

Lech Kaczyński w koszulce z napisem Konstytucja. Czy powiedziałby dzisiaj „Spierdalaj, Konstytucjo!”?

>>>

Internauci komentują informację o zatrzymaniu byłego prezydenta Armenii Roberta Koczariana.

Pomnik Lecha Kaczyńskiego w Szczecinie w koszulce z napisem: „Konstytucja, Jędrek” – takie zdjęcie zamieścił w internecie KOD. O sprawie wie już policja, która szuka sprawcy „znieważenia pomnika”.

Pomnik Lecha Kaczyńskiego w Szczecinie przed siedzibą zachodniopomorskiej „Solidarności” odsłonięto niedawno, bo 16 czerwca. Na uroczystościach związanych z jego odsłonięciem byli obecni m.in. premier Mateusz Morawiecki, szef MSWiA Joachim Brudziński czy prezes TK Julia Przyłębska.

Pomnik Lecha Kaczyńskiego w Szczecinie przebrany

W sobotę rano zauważono, że na pomniku nieżyjącego prezydenta ktoś zawiesił koszulkę z napisem:

Konstytucja, Jędrek”. Zdjęcie na Facebooku i Twitterze zamieścił Komitet Obrony Demokracji, opatrując je komentarzami:

Nawet „Prezydent Tysiąclecia” nie jest zadowolony z tego, że Andrzej Duda łamie Konstytucję. Zdjęcie zrobiono w Szczecinie.

Prezydent Lech Kaczyński z wiadomością dla Andrzeja Dudy, czy do byłego pracownika to dotrze?

Koszulka na pomniku Lecha Kaczyńskiego. Są nagrania z monitoringu

Do zawieszenia koszulki doszło w nocy z piątku na sobotę, około godziny 1. Na profilu Komitetu Społecznego budowy pomnika Lecha Kaczyńskiego w Szczecinie pojawiły się fragmenty z monitoringu, na których widać mężczyznę opierającego drabinę o tył pomnika.

Mężczyzna – jak opisuje komitet – nie tylko „nie przygotował się” na akcję (nie miał w pełni zakrytej twarzy), ale też robił później zdjęcia pomnikowi z auta. Komitet złożył 2 zawiadomienia w tej sprawie, jedno dotyczy zniszczenia pomnika (mężczyzna miał zarysować jego tylną część).

Pomnik Lecha Kaczyńskiego. Policja zbada, czy doszło do znieważenia

O sprawie poinformowano policję. Jak przekazała Radiu Szczecin podkomisarz Anna Gembala z biura prasowego KWP w Szczecinie, zgłoszenia dokonał przechodzień, który „zauważył, że na pomniku jest koszulka z niestosownym napisem”.

– Wstępnie jest to (zawieszenie koszulki na pomniku – red.) zakwalifikowane jako artykuł 261. Dotyczy to znieważenia pomnika lub innego miejsca publicznego. To przestępstwo zagrożone jest grzywną albo karą ograniczenia wolności – oznajmiła Gembala.

O pomnik Lecha Kaczyńskiego w Szczecinie toczył się spór przez blisko trzy lata. W 2015 roku zgodę na postawienie monumentu wyraziła rada miasta, ale decyzję unieważnił wojewoda. Pomnik ostatecznie stanął, ale na prywatnej działce – co oprotestowywała Platforma Obywatelska, twierdząc, że powstał on nielegalnie.

Kiedy brakuje rzeczowych argumentów nietrudno zabrnąć w niekontrolowaną paranoję. Przykładem są kuriozalne opinie szefa resortu bezpieczeństwa wewnętrznego Joachima Brudzińskiego. Już raz „popisał” się na Twitterze „odkryciem” jakoby na ulicach Brukseli roiło się od uzbrojonego wojska, w sytuacji, gdy stolica Belgii właśnie obchodziła swoje święto niepodległości i z tej racji w mieście odbywała się parada wojskowa. „Spostrzeżenie” ministra miało „dowieść” jak bezpieczna oczywiście dzięki PiS-owi jest Polska.

Teraz Brudziński wygłupił się po raz wtóry, bezsensownie mieszając Donalda Tuska w sprawę ostatnich starć policji z obywatelami, protestującymi przeciwko zmianom w sądownictwie:

„Zgadzam się z Donaldem Tuskiem. Tylko ja kiedy byłem w opozycji i prowadziłem marsze i demonstracje to zawsze apelowałem do uczestników aby bezwzględnie wykonywali polecenia naszej służby porządkowej i Policji! A Pan Tusk dzisiaj milczy jak jego koleżanki i koledzy z PO atakują policję” – napisał na swoim Twitterze szef MSWiA.

Tak odniósł się do materiału wideo, w którym widzimy premiera Donalda Tuska przemawiającego w 2014 roku podczas głównych obchodów 95-lecia policji. Ówczesny premier powiedział wtedy m.in.: „każdy kto obraża policjanta, obraża majestat RP”, a następnie: „ci którzy naruszają prawo, nie pozostaną bezkarni”.

Internauci nie pozostali obojętni na farmazony ministra: „Jaki minister taka policja…Brudziński, Zieliński…etc. I pomyśleć, że taki cymbał jest…wykładowcą akademickim!!!” – napisał jeden z nich.  Inni też nie szczędzili mu krytycznych docinków: „I znowu wina Tuska! Masakra, ależ kompleks Tuska macie”; „Pan już jak pański szef macie na punkcie PDT jakiś niesamowity kompleks niższości. To jednak można wyleczyć. A propos to nie pan wyzywał ‚komuniści i złodzieje’?”; „On pozostanie w historii Polski. A was… No cóż nie będzie” – komentują Polacy.

Ta ostatnia opinia wydaje się jednak zbyt optymistyczną prognozą dla obecnie rządzących. Oni z pewnością zaistnieją na kartach historii, ale między nimi, a Donaldem Tuskiem będzie „pewna” różnica.

Kaczyński instaluje w PL reżim na wzór Janukowycza i Łukaszenki.

Earl drzewołaz

OKO.press dotarło do dokumentów z policyjnej akcji zabezpieczenia ubiegłorocznych protestów przeciwko pisowskim ustawom o sądach. Do akcji rzucono tysiące policjantów, w tym setki tajniaków, ścigających najgroźniejszych przestępców. Raportowali o każdym kroku manifestujących. Zwłaszcza opozycji pozaparlamentarnej i parlamentarnej oraz młodzieży

Z dokumentów, do których dotarliśmy wyłania się dość ponury obraz policji i państwa, któremu służy. Latem 2017 roku, podczas pokojowych (początkowo wręcz piknikowych) protestów przeciwko pisowskim ustawom o sądach, bez wyraźnego powodu, odciągnięto od codziennych zadań tysiące funkcjonariuszy z całej Polski i kazano pilnować parlamentu, Pałacu Prezydenckiego i TVP.

Do rzekomo wyłącznie prewencyjnej akcji rzucono setki tajniaków, m.in. z pionów kryminalnych – na co dzień ścigających morderców, handlarzy narkotyków i złodziei. I kazano im „objąć nadzorem” uczestników manifestacji, ale także osoby nieuczestniczące w protestach. W niektórych przypadkach była to klasyczna policyjna obserwacja – jaką wolno stosować tylko wobec przestępców. Policjanci raportowali o każdym kroku „nadzorowanych” i „obserwowanych”, na siłę szukając zagrożeń…

View original post 5 597 słów więcej

Kaczyński jak herszt gangu

W chwili gdy Kora umiera, te słowa nabierają nowego, metafizycznego sensu:

„Chmury wiszą nad miastem, ciemno i wstać nie mogę
Naciągam głębiej kołdrę, znikam, kulę się w sobie
Powietrze lepkie i gęste, wilgoć osiada na twarzach
Ptak smętnie siedzi na drzewie, leniwie pióra wygładza

Poranek przechodzi w południe, bezwładnie mijają godziny
Czasem zabrzęczy mucha w sidłach pajęczyny
A słońce wysoko, wysoko świeci pilotom w oczy
Ogrzewa niestrudzenie zimne niebieskie przestrzenie

Czekam na wiatr, co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy naraz
Ze słońcem twarzą w twarz

Ulice mgłami spowite, toną w ślepych kałużach
Przez okno patrzę znużona, z tęsknotą myślę o burzy
A słońce wysoko, wysoko świeci pilotom w oczy
Ogrzewa niestrudzenie zimne niebieskie przestrzenie

Czekam na wiatr, co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy naraz
Ze słońcem twarzą w twarz”.

>>>

>>>

Piątek 27 lipca. Kaczyński: musimy pójść ostro do przodu

„Wszelkie opowieści o łamaniu konstytucji [w trakcie zmian w sądownictwie] są całkowicie bezpodstawne” – powiedział w TVP Info Jarosław Kaczyński. Prezes PiS ocenił, że w III RP „sądy były rzeczywiście bardzo mocno podporządkowane tzw. mainstreamowi, a reprezentantem mainstreamu w życiu publicznym była kiedyś Unia Demokratyczna, później trochę SLD, a później Platforma Obywatelska. Więc jeżeli można mówić o podporządkowaniu [sądów], to niewątpliwie właśnie tym formacjom, a nie tej formacji, którą ja reprezentuję. Z całą pewnością żadne podporządkowanie nie nastąpi, natomiast zostanie zniesione to podporządkowanie, […] które miało miejsce dotąd. Cała ta opowieść, która w tej chwili krąży już po Europie i po świecie, jest […] zupełnym odwróceniem faktów, jest […] kontrfaktyczna”.

Według przywódcy obozu rządzącego, po 1989 roku „stworzono mechanizm, który mówiąc najkrócej prowadził do tego, że sędziowie akomodowali się do nowej rzeczywistości poprzez przyjęcie pewnej ideologii, ideologii liberalnej. Mówiąc […] w daleko idącym uproszczeniu, ideologii, która była głoszona przez >Gazetę Wyborczą<”.

Była to, zdaniem Kaczyńskiego, „ideologia usprawiedliwienia. Kiedyś było tak, że był komunizm, teraz właściwie wszyscy jesteśmy usprawiedliwieni, bo wszyscy jakoś, włącznie z Jaruzelskim, żeśmy dążyli do tego, żeby ten komunizm został zniesiony i w związku z tym wszystko jest w porządku. No, nie było wszystko w porządku, było zupełnie nie w porządku i to kładło się też bardzo długim cieniem na orzecznictwie sądów, zarówno powszechnych jak i Sądu Najwyższego”.

Prezes PiS powiedział także, iż orzecznictwo Sądu Najwyższego szło „zawsze w tym kierunku, żeby chronić przestępców”.

„Wielu Polaków postrzega obraz naszego kraju nie w ten sposób, że się rozglądają wokół siebie, tylko, no, w ten sposób, że oglądają różne telewizje, niekoniecznie tą, w której jesteśmy – powiedział Kaczyński w TVP Info. – A te telewizje, szczególnie jedna, no bardzo, można powiedzieć, zmienia ten obraz i też buduje coś, co jest całkowicie kontrfaktyczne. I są tacy, którzy w to wierzą. Nie można mieć o to do nich pretensji, trzeba ich przekonywać”.

„Musimy pójść ostro do przodu. Jest to możliwe, chociaż nie łatwe, ale powtarzam możliwe” – zapewnił.

Nowa faza oporu – kobiety rządzą!

Od początku protestów przeciwko reżimowi PiS, jeszcze za czasów świetności KOD, kobiety były bardzo widoczne. Było ich wiele w samym KOD, potem wśród Obywateli RP, a i w Sejmie (w Nowoczesnej i PO) mieliśmy i wciąż mamy kilka „dożartych” posłanek. W akcjach „outdoorowych” pojawiały się – i czasami znikały – wcześniej nieznane lokalne i ogólnopolskie działaczki. Zwłaszcza zaś w akcjach w obronie prawa do aborcji szlify zdobywały kolejne liderki. Strajk Kobiet, Czarne Parasolki i inne mniej czy bardziej zinstytucjonalizowane protesty angażowały coraz szersze rzesze kobiet i kreowały nowe działaczki. Zaczęto mówić, że PiS obalą kobiety. Ale zaraz dodawano, że bez młodzieży to się nie uda.

A dziś, gdy w całej Polsce trwają protesty przeciwko zawłaszczeniu Sądu Najwyższego i sądownictwa przez nomenklaturową monopartię, to jest już jasne: kobiety przejęły pałeczkę, a młodzież – i to płci obojga – nareszcie jest obecna. Być może protesty są mniej liczne, lecz ich temperatura i charakter się zmieniły. Po epoce piknikowo-satyrycznej nastała epoka gniewu. A szafarkami tego słusznego i mądrego gniewu są dziś kobiety.

Jest ich kilkanaście – nie chcę wymieniać ich nazwisk, żeby nie pominąć kogoś ważnego, o kim może nawet jeszcze nie wiem. Słucham przemówień nowych liderek społecznej opozycji, reprezentujące Akcję Demokratyczną, Obywateli czy organizacje feministyczne, i serce mi rośnie. One są lepsze, dojrzalsze, mądrzejsze, bardziej profesjonalne niż ich męscy poprzednicy. Z całym sentymentem do KOD z czasów Kijowskiego – to jest już inna jakość.

Nie wiem, czy liderki będą umiały powściągnąć osobiste ambicje i zdobędą się na współpracę. Mam jednakże nadzieję, że wyciągną wnioski z mizerii opozycji parlamentarnej i nie powtórzą błędów zawodowych polityków. Ci służą dziś zresztą za asystentów i laufrów. Kilku posłów na co dzień pomaga przy protestach. Są to głównie faceci. Wykonują świetną robotę – ale tym razem w nietypowej roli pomocników. Nadszedł czas kobiet w polityce. A są to kobiety młode, których głos dochodzi do młodzieży – być może w pierwszym rzędzie do dziewczyn, ale przecież za dziewczynami idą ich koledzy, bracia, partnerzy. Ten proces już się zaczął.

Z PiS nie wygra ulica, ale ulica pokazuje tektoniczne ruchy w aktywnych warstwach społeczeństwa. Opozycja etosowo-inteligencka spod znaku Unii Wolności czy KOD odchodzi powoli na emeryturę. Wiele dobrego zrobiła. Lecz teraz przyszedł czas na inny język i inne emocje. PiS nie ma na ten język i emocje odpowiedzi. Nie powie, że to oderwana od koryta ubecja. Nie powie, że to mordy zdradzieckie. Z kobietami trzeba ostrożnie. A one nie będą ostrożne. I nie odpuszczą.

Atmosfera buntu i wrzenia będzie towarzyszyć reżimowi przez cały okres wyborów. Aż do zwycięstwa demokracji. Wybory są ostatnim naszym szańcem – PiS nie będzie zdolny ich sfałszować ani istotnie zmanipulować. Nie ma też monopolu informacyjnego, a jego telewizja nie przyciąga już nowych zwolenników. Kaczyński osłabiony, Kościół niepewny, Europa zdeterminowana walczyć o zachowanie demokracji w Polsce, kiełbasa wyborcza rozdana – powoli pętla się zaciska.

A gdy zaciska się pętla, reżim zawsze przykręca śrubę. Idą niełatwe dni – jednak na końcu będzie zwycięstwo. Jeszcze kilkanaście miesięcy! Pod wodzą dzielnych kobiet odzyskamy i odbudujemy polską demokrację.

Brudziński z Kaczyńskim pogadali se. Intelektualiści PiS.

Kaczyński to taki mały człowieczek, swoimi rączkami to i owo zadusiłby. Domokrążca, który szczuje sąsiada na sąsiada. Świerzbią mu rączęta, coś by nimi udusił. Hę, hę. Nożycoręki.

Earl drzewołaz

Adam Bodnar podjął z urzędu sprawę użycia gazu przez policję przed Pałacem Prezydenckim. Dyrektor zespołu prawa karnego Biura RPO Marek Łukaszuk napisał do komendanta stołecznego policji nadinsp. Pawła Dobrodzieja pismo, w którym prosi o „udzielenie szczegółowych wyjaśnień co do zasadności oraz legalności użycia gazu przez policję”.

RPO chce także wiedzieć, czy w tej sprawie prowadzone jest „wewnętrzne postępowanie wyjaśniające i ewentualnie jakie poczyniono ustalenia”. Komendant stołeczny ma odpowiedzieć na pytanie, czy w sposób „niezwłoczny i prawidłowy zabezpieczono nagrania z monitoringu dokumentującego działania funkcjonariuszy”?

W komunikacie na stronie Rzecznika czytamy również, że Adam Bodnar apelował do prezydenta o zawetowanie ustaw o sądach. – „Nowelizacja zmierza do podporządkowania sądów władzy politycznej, a niezależność sądownictwa to najważniejszy mechanizm ochrony praw i wolności przed przemocą ze strony władzy publicznej” – podkreślił RPO.

Jacek Rakowiecki (dziennikarz, działacz opozycji w okresie PRL) o antyrządowej manifestacji na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

View original post 2 875 słów więcej

Wojna o sądy trwa. PiS musi przegrać, aby wygrała Polska

http://www.mowprawde.pl

– Doskonale zdaję sobie sprawę, jak to wygląda, a wygląda tak, że patrząc krótkoterminowo dostajemy solidne bęcki – o protestach w obronie sądów mówi w rozmowie z Gazeta.pl Weronika Paszewska, założycielka i dyrektorka Akcji Demokracja. – Władza jeszcze nas nie ograła – zapewnia.

ŁUKASZ ROGOJSZ: Obywatele przegrali walkę o wolne sądy?

WERONIKA PASZEWSKA: Obywatele nie przegrali. Jeżeli patrzymy na to długoterminowo, to wierzę, że my, jako obywatele i obywatelki, koniec końców wygramy tę walkę. Nie widzę innej możliwości.

Duży optymizm.

Rządy autorytarne i dyktatury w końcu zawsze upadają.

Ale wcześniej może minąć bardzo wiele czasu.

Naturalnie, ale to i tak nie sprawia, że przegraliśmy. Będziemy dalej się organizować i dalej stawiać czoła tym autorytarnym rządom. Jako zaangażowana obywatelka jestem przekonana, że naszym obowiązkiem jest mieć choć odrobinę nadziei do samego końca.

Dużo jest w Pani tej nadziei?

Niewiele. Zwłaszcza po zeszłym roku, kiedy prezydent najpierw zawetował dwie ustawy, a potem wyszedł z niemal identycznymi projektami, tyle że własnego autorstwa. Dlatego tym razem liczymy na niego o wiele mniej i pokażemy mu złamany długopis pod Pałacem Prezydenckim. Uważamy, że powinien właśnie złamać swój długopis i nie podpisywać tej ustawy. Ale doskonale zdaję sobie sprawę, jak to wygląda, a wygląda tak, że patrząc krótkoterminowo dostajemy solidne bęcki.

Bo jest mniej protestów, mniej ludzi na nich, a co za tym idzie – mniej efektów. Duża zmiana jak na dwanaście miesięcy.

Tak, chociaż myślę, że to, co wydarzyło się w trakcie tego roku ma bardzo duże znaczenie. Przede wszystkim niezwykle arogancka postawa pana prezydenta, który najpierw zawetował dwie ustawy sądowe, a potem zaproponował niemal to samo, co wcześniej jego partyjni koledzy. To ludzi boli, bo od głowy państwa oczkują postawy pełnej szacunku i zrozumienia.

Skoro tak ich to boli, to dlaczego nie ma ich na ulicach?

Boli ich, ale jednocześnie są bardzo zniechęceni i rozczarowani.

Kiedy chcesz dobrze i stajesz murem za swoimi wartościami, a z drugiej strony cały czas dostajesz w twarz, to jest dla Ciebie niezrozumiałe i zniechęcające. Natomiast ja wciąż wierzę, że ludzie jeszcze wyjdą w lipcu na ulice

To wiara i nadzieja czy przekonanie, bazujące na konkretnych przesłankach?

Wiara, ale mająca oparcie w rzeczywistości. Na Facebooku założyliśmy wydarzenie na czwartek, „łańcuch światła” pod Pałacem Prezydenckim, i jest tam bardzo duża mobilizacja – już przeszło 2,5 tys. ludzi zgłosiło chęć udziału.

Słyszy Pani swoje słowa – wierzę, że Polki i Polacy wyjdą na ulicę demonstrować przeciwko władzy, bo zapisali się na wydarzenie na Facebooku.

Nie chodzi o Facebooka, ale o to, że ludzie mobilizują się znacznie bardziej, gdy rozumieją, co się dzieje, gdy rozumieją proces polityczny. W przypadku nowelizacji prawa o prokuraturze – de facto jest to dokument o Sądzie Najwyższym, KRS i sądach powszechnych – naprawdę ciężko się nie pogubić. Na szczęście teraz zrobi się o wiele prościej. Ustawa przeszła przez Senat, trafiła na biurko prezydenta, więc komunikat jest jasny: chcemy weta.

Czyli wychodzi na to, że władza ograła protestujących. Rozciągnęła temat zmian w sądach na przestrzeni całego roku, a potem już tylko czekała, kiedy druga strona się zmęczy i odpuści.

Jeszcze nie ograła, bo klamka wciąż nie zapadła. Ale tak, ludzie mocno pogubili się w całej sprawie i z tego punktu widzenia strategia partii rządzącej okazała się skuteczna. Rządzący przyjęli sobie za cel przejęcie całej władzy w Polsce w taki sposób, żeby obywatele nawet nie zorientowali się, co się stało, a co za tym idzie – żeby jak najrzadziej wychodzili z tego powodu na ulice.

Skoro to wiedzieliście, to dlaczego im się udało?

Naszym sukcesem było to, że ten proces trwał dłużej, niż oni zakładali. Fakt, że rok temu w lipcu prezydent Duda wskutek naszych protestów zawetował ustawy o KRS i Sądzie Najwyższym kupił nam bardzo wiele czasu. Naszym olbrzymim zwycięstwem jest także to, że Komisja Europejska zainteresowała się tą sprawą i rozpoczęła procedurę skargi do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Paradoks polega na tym, że z tego samego powodu wielu protestujących sprzed roku mogło uznać, że zrobiło swoje – Unia zajęła się sprawą, więc oni mogą już dalej się nie angażować.

Z jednej strony ma Pan rację, ale z drugiej ci ludzie słyszą, że szykują się kolejne zmiany w Sądzie Najwyższym, a działania Komisji Europejskiej są bardzo powolne i na efekty trzeba będzie czekać naprawdę długo.

Ludzie podskórnie czują, że sytuacja zmierza w jednym kierunku – rząd pana Kaczyńskiego chce wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej, doprowadzając do tego, że w końcu nas z niej wyrzucą

Będzie wtedy można mówić o „złej Unii”, która skrzywdziła Polskę, która nie potrafiła uszanować naszej suwerenności. To jest narracja, którą ten rząd próbuje „sprzedawać” Polakom i ugruntowywać w społecznej świadomości. Nie możemy się na to zgodzić.

Dzisiaj słyszę, że mniejszej liczbie protestów i słabszej frekwencji winni są młodzi, którym po roku odechciało się angażować. Bo mundial, bo Open’er, bo wakacje… Co ciekawe, te oceny nie padają z ust zwolenników rządu, tylko najostrzejszej opcji antyPiSowskiej.

Kompletnie się z tą diagnozą nie zgadzam, bo młodzi ludzie byli w tym roku na protestach i nadal na nich są. Tyle że w tym roku jest ogólnie mniej protestujących, więc logiczne, że mniej jest także młodych. Niestety jako naród bardzo lubimy szukać winnych – jakiejś osoby albo nawet całej grupy – żeby mieć kozła ofiarnego. Słuchając tych tyrad przedstawicieli starszego pokolenia pod adresem młodych Polaków, zastanawiam się tylko: po co oni to robią.

Bo łatwiej zaatakować kogoś z zewnątrz, niż przyznać, że samemu również jest się po części winnym zniechęceniu młodych do działania, do polityki, do państwa.

Tyle że analizując przyczyny jakiegoś niepowodzenia należy zacząć od siebie. Kiedy zastanawiam się nad powodami spadku frekwencji na protestach w tym roku, przede wszystkim myślę o tym, co jako ruchy obywatelskie czy osoby publiczne zrobiliśmy źle, że nie zdołaliśmy przekonać ludzi. Dlaczego nie udało nam się opowiedzieć tego, co się dzieje w kraju w taki sposób, żeby przekonać do działania więcej osób. Kiedy dzieje się coś złego, staram się najpierw zawsze zajrzeć w siebie, a dopiero potem w innych.

Pokolenie dzisiejszych 50- i 60-latków woli patrzeć w innych.

To prawda. Może powodem jest poczucie, że mają wielkie zasługi dla Polski z czasów opozycji antykomunistycznej? A może przekonanie, że oni już coś dla kraju zrobili, więc teraz ten obowiązek powinien wziąć na siebie ktoś inny, młodszy?

Jakby nie było, dostrzegam bardzo dużo paternalizmu ze strony starszego pokolenia, które pamięta czasy PRL-u i wówczas walczyło o demokrację. Jest dużo patrzenia na młodych z góry, pouczania, a to niczemu przecież nie służy

Jak budować na tym wspólnotę i mocne fundamenty pod wspólne działania?

Trzeba uczyć się od siebie nawzajem. Uznać, że młodzi mogą nauczyć się czegoś od ludzi, którzy działali w „Solidarności”, ale też że ci ludzie mogą nauczyć się czegoś od młodych i tego, jak oni pojmują świat, jak oni ten świat rozumieją.

W Waszych codziennych działaniach, kolejnych kampaniach, które organizujecie widzicie tę gotowość?

Odpowiem na przykładzie historii jednej z naszych aktywistek, mniej więcej 50-letniej kobiety. Pamiętam, że gdy organizowaliśmy protesty, mówiła, że nie chce stać z przodu, że woli stanąć z tyłu. Dlaczego? Bo zależało jej, żeby z przodu byli młodzi ludzie, żeby ich też było widać. To było dla niej bardzo ważne.

A wśród osób publicznych – celebrytów, dziennikarzy, publicystów, polityków – jest gotowość, żeby uczyć się od młodych i, co ważniejsze, żeby uznać ich za równorzędnych partnerów?

Tu jest już trudniej, bo tej gotowości powinno być znacznie więcej. Dzisiaj w prasie, radiu czy telewizji widzę raczej dyskusję pod hasłem: „Co się stało z młodymi w tym roku?”. Tę dyskusję prowadzą osoby z pokolenia ich rodziców, więc przypomina to debatę samych mężczyzn o prawach kobiet. Jeśli już zaprasza się przedstawiciela młodych do dyskusji, to tylko po to, żeby postawić go pod pręgierzem i kazać się tłumaczyć. W myśl tezy: zawiedliście, więc teraz nam się z tego wytłumaczcie.

Wydaje się, że w tym pokoleniowym konflikcie kluczowe są dwie kwestie. Pierwsza – młodzi krytycznie oceniają III RP, do której starsi są emocjonalnie bardzo przywiązani. Druga – młodzi inaczej oceniają obecną sytuację (nie widzą jeszcze „dyktatury” czy powrotu komuny, które to pojęcia są dla nich dość abstrakcyjne) i nie boją się o tym głośno mówić.

Pewnie można wskazać jeszcze kilka rzeczy, ale faktycznie te dwie mają duże znaczenie. Myślę, że różna ocena III RP jest kluczowa. I to często pojawia się w dyskusjach o tym, czym ruchy protestu powinny się zająć. Niektórzy mają poczucie, że przede wszystkim obroną demokracji, a potem zajmiemy się tymi wszystkimi innymi sprawami, które Platforma i PSL zaniedbały przez osiem lat swoich rządów. A ja się pytam, co z prawami mniejszości, co z prawami kobiet, co z zapewnieniem godne życia osobom z niepełnosprawnościami czy wszystkim nam, którym trudniej odnaleźć się na rynku pracy, gdzie pracownicy nie mają praktycznie żadnych praw? Bo na umowach śmieciowych o urlopie można sobie pomarzyć.

Nie uciekniemy od tematu atmosfery tegorocznych protestów, ponieważ staje się ona coraz gęstsza. Przerzucanie ludzi przez barierki, wwożenie działaczy opozycyjnych na teren Sejmu w bagażniku samochodu, publikowanie w internecie wizerunków policjantów, brutalne interwencje policji, nazywanie demonstrantów „świrami” przez marszałka Senatu. Pomału kończy się skala.

Ludzie w różny sposób odczuwają rzeczywistość. Widzimy to teraz, widzieliśmy to wcześniej przy samospaleniu Piotra Szczęsnego. W obu przypadkach pojawiały się bardzo różne głosy, bo obie sytuacje mocno dzieliły ludzi. To, co dzisiaj dzieje się pod Sejmem wzbudza w wielu ludziach strach. Trudniej wybrać się na protest, kiedy w mediach społecznościowych pełno jest streamów, na których widać brutalność policji wobec demonstrantów, wulgarność protestujących w stosunku do funkcjonariuszy czy wreszcie starcia fizyczne obu stron. Ale protestować można w różny sposób, nie ma jednej złotej zasady, która mówiłaby, jak należy to robić.

To jak teraz należy protestować Pani zdaniem?

Mnie bliskie są formy protestu mało widocznego, który polega na budowaniu relacji, budowaniu współpracy między sobą, budowaniu struktur. Ale protestować można w różny sposób.

Są ludzie o takim rodzaju wrażliwości i takim spojrzeniu na świat, że dziś mają poczucie, że nadeszła pora na bardziej radykalne działania

Przerzucanie ludzi przez barierki albo mazanie po gmachu Sejmu to raczej kiepski sposób przekonywania o słuszności swoich racji.

Nie pochwalam przemocy w żaden sposób, ale to, co zrobiła ostatnio Klementyna Suchanow, która napisała na budynku Sejmu „Sąd Ostateczny” – już tak. Jeżeli w tych konfrontacyjnych sytuacjach ktokolwiek zawiódł, byli to policjanci. Wyłapywanie ludzi z tłumu to działanie absolutnie skandaliczne. Chciałabym jednak skoncentrować się na tym, że każdy z nas idąc pod Sejm, pod Senat czy pod Pałac Prezydencki może czuć się tam bezpiecznie. Wystarczy stać w innym miejscu, razem z tłumem, który się nie przepycha, a nie przy barierkach.

Jak patrzę na rozwój wydarzeń w ostatnich dwóch tygodniach, to sytuacja zmierza raczej w przeciwnym kierunku. Nie obawia się Pani, że w pewnym momencie dojdzie do eskalacji, po której już nie będzie powrotu?

Obawiam się, ale wszystko jest w rękach ministra Brudzińskiego. Powinien dbać o to, żeby służby państwowe nie biły obywateli i obywatelek. Profesjonalna policja powinna umieć zachować się w sytuacjach, które mieliśmy podczas protestów bez konieczności bicia ludzi. Przecież najgorsze, co robili protestujący to jedynie wskakiwanie na barierki.

Ostatnio, rozmawiając o tegorocznych protestach w obronie wolnych sądów, jeden ze znanych socjologów powiedział mi, że Polska staje się tzw. reżimem hybrydowym – czymś pomiędzy systemem demokratycznym a niedemokratycznym. Stwierdził, że system się konsoliduje, a fazę buntu i negacji zastępuje akceptacja i chęć przystosowania się do nowych warunków.

Nie podzielam tego poglądu. Czuję, że jako obywatelka jestem w zupełnie innym miejscu. Zresztą nie tylko ja, bo aktywna obywatelsko część społeczeństwa również. Powiem więcej, mam wrażenie, że dopiero zaczynamy

Co zaczynacie? Bunt?

Tak, tyle że zmienia się dynamika tego buntu. Ludzie zaczęli rozumieć, że to, czego teraz bardzo potrzebujemy to nie manifestacja naszej siły na ulicach. Znacznie ważniejsze jest to, żeby się organizować i aktywnie działać na co dzień. To znacznie mniej widoczne i mniej widowiskowe, ale oparte na relacjach i ich pielęgnowaniu.

Mniej widoczne i widowiskowe, ale czy bardziej skuteczne?

Bez wątpienia, zwłaszcza długoterminowo. Pokazanie swojej siły, oczywiście, też jest ważne, bo pozycjonuje nas wobec władzy i wobec zagranicy, ale w tym momencie przechodzimy do fazy budowania struktur, lokalnego działania, poznawania lepiej siebie nawzajem, budowania trwałych relacji. To będzie siła, która w pewnym momencie obali autorytarne rządy.

Pytanie, co stanie się z tą siłą, kiedy okaże się, że trwające protesty nie przyniosły efektów i legislacyjny walec partii władzy rozjechał Sąd Najwyższy? Co wtedy mają zrobić obywatele? Jak odnaleźć się w rzeczywistości, w której będą czuć, że nie mają na nic wpływu?

Odpowiedzią jest organizowanie się. Niedługo czekają nas wybory samorządowe, w przyszłym roku są wybory do europarlamentu i wybory parlamentarne. Musimy budować naszą moc i siłę, rozumiane przez organizowanie się i powiększanie grupy osób zaangażowanych. Nie chodzi tylko o ludzi, którzy wyjdą protestować na ulice, kiedy będzie taka potrzeba, ale również o tych, którzy będą chcieli spotykać się raz czy dwa razy w tygodniu, rozmawiać o otaczającej rzeczywistości i próbować ją zmieniać.

Jak przekonać do tego ludzi, którzy mają poczucie porażki? Tych, którzy działają, organizują się, protestują, a potem i tak władza robi swoje, kompletnie na nich nie zważając.

Nie zawsze kończy się porażką. Oczywiście ponosimy o wiele więcej porażek, często dotkliwych i bolesnych, ale są też sukcesy. Zeszły lipiec poskutkował dwoma wetami prezydenta. To była nasza wielka wygrana, kupiliśmy sobie trochę czasu. Także nasze wychodzenie na ulice ma sens, czasami odnosimy sukcesy.

Wystarczy ich, żeby ludzie zachowali wiarę, że obywatelskie działanie ma sens?

Tym, co daje ludziom wiarę i nadzieję są właśnie drobne sukcesy, ale przede wszystkim tworzenie relacji, które są trwałe. Dzięki tej obywatelskiej działalności na przestrzeni ostatnich trzech lat narodziło się wiele przyjaźni. To ważny kapitał na przyszłość.

Jeżeli Kaczyński przeżyje obecne protesty, po wtgraniu z nim trzeba zaserwować mu lobotomię na wokandach sądowych.

Earl drzewołaz

Stanisław Gawłowski „zaraz po wakacjach będzie miał kolejne zarzuty” – oświadczył w „Gościu Wiadomości” TVP prezes PiS Jarosław Kaczyński. Obrońca posła Platformy Obywatelskiej Roman Giertych pyta, skąd taka wiedza i zwraca uwagę, że oświadczenie to stwarza poważne wątpliwości co do działań prokuratury.

Chce w związku z tym wezwać Kaczyńskiego na świadka. „Obrona nic nie wie o jakimkolwiek wrześniowy terminie postawienia zarzutów. Informowanie stron postępowania karnego o czynnościach procesowych, stawiania nowych zarzutów za pośrednictwem TVP poprzez informacje ogłaszane przez lidera partii rządzącej jest instytucją nie znaną polskiej procedurze karnej” – napisał o tej skandalicznej sytuacji Giertych na Facebooku.

Dodał: „W tej sytuacji należy przyjąć, że poseł Jarosław Kaczyński, bez żadnego trybu, pozyskał informacje, które odnoszą się zarówno do treści jak i do terminu czynności w sprawie, która jest objęta tajemnicą śledztwa”.

Mecenas przypomniał: „W postępowaniu tym, które zostało wszczęte miesiąc temu, Stanisław Gawłowski ma status pokrzywdzonego. Mechanizm przestępczej działalności polegał…

View original post 366 słów więcej

Kaczyński wprowadził autorytaryzm, to już nie jest demokracja

>>>

Jarosław Kaczyński oświadczył w wywiadzie, że Stanisławowi Gawłowskiemu zostaną postawione nowe zarzuty. – Szanse na sprawiedliwy wyrok zmalały – ocenił konstytucjonalista, prof. Sadurski.

We wczorajszym wywiadzie dla TVP prezes Jarosław Kaczyński stwierdził, że Stanisławowi Gawłowskiemu zostaną postawione nowe zarzuty. Poseł już usłyszał pięć zarzutów, w tym trzy o charakterze korupcyjnym.

Dotyczą okresu, gdy sprawował funkcję wiceministra ochrony środowiska w rządach PO-PSL. Miał wtedy przyjąć co najmniej 175 tys. zł łapówki w gotówce, a także dwa zegarki.

– Poseł Kaczyński powinien mieć sprawę o przestępstwo przeciwko wymiarowi sprawiedliwości. On, jako lider największej partii, rządzącej, już w tej chwili opinii publicznej mówi, co się stanie: że będzie postępowanie przeciwko konkretnemu człowiekowi prowadzone przez prokuraturę – tłumaczył profesor oraz dodał: – Ponieważ wiemy też, że sądy są w tej chwili pośrednio podporządkowane prezesom, a prezesowie ministrom partii rządzącej, to prawdopodobnie przesądza o wyroku.

– Sam pan Gawłowski powinien podjąć jakieś kroki. Szanse na rzetelny i sprawiedliwy wyrok w jego sprawie, po wypowiedzi posła Kaczyńskiego, zostały dramatycznie zredukowane – podkreślił gość TOK FM.

Według konstytucjonalisty to, co zrobił prezes PiS jest ” absolutnie niedopuszczalne w żadnym państwie praworządnym”.

– Poseł Kaczyński daje potężne argumenty tym, którzy mówią, że praworządność się w Polsce skończyła – podsumował prof. Wojciech Sadurski.

Jak w podbitym kraju

Wczoraj (26 lipca) prezydent podpisał znowelizowaną ustawę, która umożliwia PiS obsadzenie Sądu Najwyższego własnymi nominatami. – Czy to już koniec? – pytał w Poranku Radia TOK FM Jacek Żakowski.

– Nigdy nie ma końca. Zawsze jakieś perspektywy są. Ale wczoraj nastąpiło zakończenie pewnego cyklu. Wszystkie centralne instytucje składające się na infrastrukturę praworządności wymiaru sprawiedliwości zostały skolonizowane. PiS zachował się jak okupant w podbitym przez siebie kraju i po kolei przejął wszystkie główne instytucje: Trybunał Konstytucyjny, komisje wyborcze, sądy powszechne, prokuraturę, KRS i teraz SN – wyjaśniał profesor oraz dodał: – Pozostał tylko wspaniały RPO i media komercyjne. To dwie oazy instytucjonalnej wolności.

Profesor zaznaczył, że wraz z wczorajszym podpisem prezydenta Andrzeja Dudy pod nowelizacją ustawy „mamy cykl produkcyjny wymiaru sprawiedliwości”.

Prezydent podpisał ustawę o sądach. Igor Tuleya: Wierzę, że sędziowie i wolni ludzie będą stali razem

– To jest autorytaryzm, to już nie jest demokracja. Demokracja wymaga m.in. podziału władzy. Tego nie ma. Wymaga też praworządności. Tego też nie ma. To jest autorytaryzm, który nie ma jeszcze charakteru super opresyjnego, ale nie wiadomo jak długo tak będzie – mówił w gość TOK FM.

– Sędziowie Sądu Najwyższego mogą zablokować PiS-owską wycinkę w najważniejszym polskim sądzie. Ale muszą się spieszyć – mówi prof. Marcin Matczak, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. Po podpisaniu przez prezydenta Andrzeja Dudę nowelizacji ustaw sądowych nadziei na ratunek dla SN jest coraz mniej.

NEWSWEEK:  Czy PiS dąży do zniszczenia Sądu Najwyższego?

PROF. MARCIN MATCZAK:  Jestem o tym przekonany. Państwa, które wykazują tendencje autorytarne, nie robią tego, likwidując sądy czy trybunały, bo wtedy ludzie wyszliby na ulice. Instytucje teoretycznie istnieją, ale powołuje się do nich osoby, które nie mają do tego kompetencji. W ten sposób tracą swą niezależność, a ludzie zaufanie do nich.

Czy jest szansa na ratunek dla niezależnego sądownictwa w Polsce?

– Jest jeszcze procedura, która może uchronić przed czystką sędziów SN, którzy ukończyli 65 lat, ale wymaga szybkiego działania. Wystarczy, że przy okazji rozpatrywania sprawy zawierającej tzw. aspekt unijny, np. dotyczącej ochrony środowiska, sędziowie wystąpią do Trybunału Sprawiedliwości UE z zapytaniem, czy po zmianach wprowadzonych przez PiS nadal są niezależnym sądem i mogą taką sprawę rozpatrywać. Jeśli pojawią się wątpliwości, unijne prawo pozwala wstrzymać wejście w życie tzw. środka krajowego, w tym przypadku ustawy o Sądzie Najwyższym, który tę wątpliwość wzbudza.

Jak wyobraża pan sobie system prawny w Polsce za rok?

– Czeka nas chaos, bo żaden wyrok nie będzie traktowany jako ostateczny. Może wydać go sędzia, co do którego statusu są wątpliwości, a więc wyrok da się unieważnić, przywracając rządy prawa. Z drugiej strony, jeśli wyrok wyda sędzia powołany prawidłowo, to będzie funkcjonowała instytucja skargi nadzwyczajnej i minister Ziobro będzie mógł z niej skorzystać, wzruszając wyrok, który będzie nie po jego myśli. Widać to już dziś, gdy komentuje niepodobające mu się orzeczenia. A zaraz będzie miał  narzędzie wywierania presji na sędziów w postaci izby dyscyplinarnej.

Polacy odwiną się PiS-owi. Obawiam sie o Kaczyńskiego, Dudę i całe szemrane towarzystwo. Mafie zawsze konczą źle.

Earl drzewołaz

>>>

>>>

Tak jak w całej Polsce, tak i w Warszawie przed Pałacem Prezydenckim protestowano w obronie niezależności sądownictwa. Po demonstracji dwoje jej uczestników na chodniku napisało „Konstytucja” i „Duda, wypier***”. Funkcjonariusze chcieli ich zatrzymać.

Ludzie próbowali pomóc zatrzymanym, doszło do przepychanek. Policja użyła gazu łzawiącego. –„Dzięki temu, że było nas tak dużo, policja nikogo nie zatrzymała. Jak to jest możliwe, że całe miasto jest opisane, a policja nie interweniuje. To hasła wolnościowe przeszkadzają. To jest pierwszy raz, ale takie działania policji będą się powtarzać” – powiedziała „GW” Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Interweniował też senator PO Bogdan Klich i poseł Michał Szczerba.

Wcześniej przed Pałacem Prezydenckim zebrały się tłumy. „Podpisałeś, przysięgę złamałeś”, „Jesteśmy, bronimy, nie odpuścimy…”, „Nie ma wakacji od demokracji” – skandowali. – „Przynieśliśmy tu czterometrowy długopis…

View original post 1 700 słów więcej

Kaczyński wprowadził stan wojenny

„Dobę zajęło PAD-owi zastanawianie się, czy jest mężczyzną i politykiem, czy tylko „mientkim” księgowym prezesa. Potem wywarł twarz, powiedział, że deszcz PAD-a i pozwolił żonie nazywać się niezłomnym. JK dobrze go wybrał” – podsumował na Twitterze Marek Migalski, kiedyś europoseł PiS.

Podpisane przez Andrzeja Dudę pisowskie ustawy nie dość, że są niekonstytucyjne, to zawierają błędy legislacyjne. To jednak mu nie przeszkodziło. Wiceszef Kancelarii Prezydenta bagatelizował ten drugi problem. – „Jest tam pewne uchybienie, ale nie ma doniosłości prawnej. To po prostu kwestia przenumerowania numerów artykułów w przepisie przejściowym” – powiedział w TVN 24 Paweł Mucha. Dodał, że prezydent nie miał żadnych wątpliwości konstytucyjnych wobec tych ustaw.

„Czy jeszcze kogoś dziwi, że Duda znów coś podpisał, bo mnie już to nie dziwi. To jest zwykły notariusz PiS”; – „Dobrze wie, że Trybunał Stanu czeka więc mu wszystko jedno. Złamać raz, pięć czy dziesięć Konstytucję, nie ma już znaczenia. To podpisał. W ten sposób chce się dalej przypodobać JK”; – „Jak można podpisać ustawę, o której wie się, że zawiera błędy? Przecież to hańbienie urzędu”– komentowali internauci.

A na koniec tweet prawicowej blogerki kataryny, który zostawiamy bez komentarza: – „Jak prezydent, na którego głosowałam podpisuje w ekspresowym tempie ustawę z rażącym błędem bo czystki w SN nie mogą poczekać, to jest ten moment kiedy jego wyborca musi iść pod Pałac i dać sie policzyć jako niezadowolona”.

Polska pogrąży się w chaosie. Zaczęło sie najgorsze w naszej historii – Targowica PiS.

Earl drzewołaz

W całej Polsce odbyły się protesty przeciwko kolejnej ingerencji politycznej w sądownictwo. Andrzej Duda podpisał pakiet ustaw, więc zamiast namawiać do zawetowania, demonstrujący krzyczeli w jego stronę m.in. ‚będziesz siedział’ i ‚marionetka’.

Ekspresowy podpis prezydenta

W nocy z wtorku na środę Senat przyjąl bez poprawek pakiet zmian w sądach. Najważniejsza ze zmian proponowanych przez Prawo i Sprawiedliwość przewiduje przyspieszenie trybu wskazywania prezydentowi kandydatów na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Według nowych przepisów, będzie do tego potrzebnych 80, a nie – jak dotąd – 110 ze 120 sędziów Sądu Najwyższego.

Prezydent miał 21 dni na decyzję ws. ustawy, ale nie zwlekał z nią i podpisał projekt już dzień później. Prawdopodobnie właśnie ta ekspresowa decyzja prezydenta ściągnęła tłumy protestujących przed Pałac Prezydencki i w centralne miejsca w wielu miastach w Polsce.

„Będziesz siedział!”, „marionetka!”

Protestujący wznosili okrzyki skierowane do prezydenta, w tym: „będziesz siedział”, „prezydentem jesteś słabym, długopisem…

View original post 428 słów więcej

Duda wrócił do kuwety, a Kaczyński nie wiadomo czy żyje

Senat nie zgodził się na proponowane przez Andrzeja Dudę referendum ogólnokrajowego w sprawie zmian w Konstytucji. Za głosowało 10, przeciw 30, wstrzymało się 52 senatorów. Do wyrażenia przez Senat zgody na przeprowadzenie referendum konieczna była bezwzględna większość głosów, czyli 47 głosów.

Dodajmy, że PiS w 100-osobowym Senacie ma większość – 63 senatorów. Od głosu wstrzymało się 50 senatorów PiS, m.in. marszałek Senatu Stanisław Karczewski, wicemarszałek Adam Bielan oraz Jan Maria Jackowski. Za referendum Dudy głosował m.in. Jan Żaryn.

Jeszcze przed głosowaniem senator PO Bogdan Klich mówił: – „Nie będziemy przykładać ręki do inicjatywy, która jest efektem rozgrywki wewnątrz PiS. Prezydent próbuje wzmocnić swoją pozycje, próbuje stać się bardziej widoczny poprzez zgłoszenie takiego wniosku. To nie jest sprawa PO, to jest spór wewnętrzny w PiS. My w tej grze, jaka dokonuje się między prezydentem i jego współpracownikami oraz resztą PiS, nie chcemy uczestniczyć”. Senatorowie PO głosowali przeciw pomysłowi Dudy.

>>>

Pisowski propagandowy przekaz dnia wydaje się być jedynie obowiązującym w „Wiadomościach” TVP. Najpierw marszałek Stanisław Karczewski po odrzuceniu przez PiS wniosku Andrzeja Dudy o referendum stwierdził, że nie odbędzie się ono z… winy PO. – „Liczyłem na to, że senatorowie PO wzniosą się ponad nienawiść, którą wczoraj widzieliśmy, że wzniosą się ponad walkę polityczną i nie wyrażą swojej opinii i wstrzymają się od głosu. Podjęli taką decyzję. To też świadczy, że Platforma Obywatelska z tego drugiego członu niewiele zostawiła” – mówił marszałek. Tę demagogiczną wypowiedź Karczewskiego skomentował na Twitterze Borys Budka z PO. – „Marszałek Karczewski najpierw miał Polaków za świrów, teraz za idiotów. Przy konieczności uzyskania większości bezwzględnej głos wstrzymujący równa się głosowi przeciw. Wmawianie ludziom, że referendum zostało odrzucone głosami PO to szczyt obłudy”.

Jednak prowadząca „Wiadomości” TVP Danuta Holecka – wbrew oczywistym faktom – zaprezentowała taką oto zapowiedź materiału: – „Senat nie wyraził zgody na zarządzenie przez prezydenta konsultacyjnego referendum ws. zmian w konstytucji w dniach 10-11 listopada. Wniosek prezydenta został odrzucony głównie głosami senatorów Platformy Obywatelskiej. Senatorowie Prawa i Sprawiedliwości głosowali „za” bądź wstrzymali się od głosu”. Nawet słowem nie zająknęła się na temat tego, że wstrzymanie się od głosu – jak zrobili senatorowie PiS – również oznacza odrzucenie wniosku. Dodajmy tylko, że Holecka zasiada w Komisji Etyki w TVP.

Kolejny niesławny rekord manipulacji w „Wiadomościach” TVP na Twitterze komentowali dziennikarze. – „Dziennik Telewizyjny wrócił i ma się doskonale. To już totalitarna propaganda w czystej formie. TVP na drodze do dziennikarskiego piekła” (Bartosz Węglarczyk); – „Jeśli nowe studio kosztuje 5,5 mln zł, to ile trzeba by wydać, żeby przestali kłamać? (Mikołaj Wójcik); – „Senatorowie PiS głosowali za lub wstrzymali się od głosu. Senatorowie PO zagłosowali przeciw” – wyjaśniły @WiadomosciTVP, kto uwalił prezydenckie referendum. Brawo, @OlechowskiJarek, już nie muszę do Mińska jeździć na porządny program propagandowy :)” (Michał Potocki). Jarosław Olechowski jest szefem „Wiadomości”.

A na koniec jeszcze jeden komentarz internauty, celnie podsumowujący sytuację: – „Stał się prawdziwy cud! 30 senatorów PO jest w stanie odrzucić prezydencki projekt… 63 senatorów z PiS nie dało rady go obronić… Według Wiadomości TVP PO jest winna nawet kokluszowi w Afryce”.

Jak przytulić trochę budżetowej kasy a potem wydawać ją w spokoju, długo i szczęśliwie? Właśnie dostaliśmy sprawdzony patent. Brawo PiS!

Trybunał Sprawiedliwości chyba dał się w końcu przekonać, że polskie sądy, po tych wszystkich przepchanych kolanem „ustawach naprawczych”, są kontrolowane politycznie, znaczy – nieobiektywne. A łatwo nie było. Przez niemal trzy lata różne tam europejskie Komisje udawały, że nic się nie dzieje! Ale teraz TS wreszcie się obudził i trzeba tylko doczekać do unijnych wyborów. A potem pakować manatki i zwiewać do Brukseli.

Owszem, życie na emigracji łatwe nie jest, ale pisowskim parlamentarzystom na brukselskim wygnaniu pozostaną majątki pozbijane na spółkach i dotacjach z budżetu, pensje w euro oraz sowite zachodnie emerytury, a na te w kraju po ostatnich deformach nie ma raczej co liczyć. Podobnie jak na „zreformowaną” służbę zdrowia.

Tymczasem w pewnym wieku trzeba już zadbać o zdrowie, a w Polsce, według najnowszych danych GUS, systematycznie rosną kolejki do lekarza, maleje zaś przewidywana średnia długość życia. Według fachowców, główni winowajcy to smog i skażenie środowiska, a przecież dotacje na górnictwo oznaczają jeszcze więcej smogu, a wycięte lasy – nowe wysypiska na dodatkowe śmieci z importu. Bo za „dobrej zmiany” staliśmy się nie tylko śmietnikiem Europy, ale i reszty świata. Importujemy odpady nawet z Nigerii! Tymczasem jak się już ktoś, zwłaszcza dopiero na starsze lata, dorobił jakichś pieniędzy, to przecież chciałby wreszcie jeszcze trochę pożyć jak człowiek.

Na razie wszystko idzie, jak powinno. Skok na kasę uznać można za więcej niż udany, a kolejne „ustawy naprawcze” skutkują coraz większą ilością dobrze płatnych stanowisk dla wszystkich, którzy popierając partię władzy, doświadczają teraz sprawiedliwości dziejowej. Bo nareszcie zarabiają „według potrzeb”, niezależnie od „możliwości”. Te bowiem – na przykład zdolności, pracowitość, inteligencja, kapitał kulturowy czy inne soft skills, takie jak pracowitość, przebojowość, inicjatywa, znajomość języków obcych, obycie w świecie czy ogólna ogłada – nie są dzielone sprawiedliwie. To wiadomo. Prawie wszystkie talenty zgarnęła – niestety – opozycja. I to nie jest w porządku.

Problem w tym, że wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Zwłaszcza jeśli wspomnianej wyżej „sprawiedliwości” dochodzi się, dociskając ustawy kolanem i opierając się wyłącznie na ekspertyzach Anonimowych Ekspertów. Trzeba się więc zabezpieczyć. Czyli gdy nadejdzie odpowiednia pora, wycofać się na z góry upatrzone pozycje, gdzie będzie można w spokoju wydawać przygarnięte miliony i dożywać swoich dni w poczuciu sukcesu i życiowego spełnienia. Polska, oczywiście, odpada, bo kto chciałby spędzać zasłużoną emeryturę w kraju o standardach życia jak na – nie przymierzając – Białorusi.

Więc trudno – niech już będzie ta Bruksela. Trzeba tylko wziąć w wyborach jakieś „miejsce biorące”, o co nie będzie trudno po „regulacjach” w ordynacji wyborczej do UE. Prawie wszyscy ważniejsi autorzy „dobrej zmiany” zapewne „dadzą radę”. Elektorat też raczej dopisze, bo formacja władzy już zawczasu zadbała o poparcie, hojnie dotując (z budżetu ma się rozumieć) liczne przedsięwzięcia swojego największego stronnika – Kościoła katolickiego.

A postanowienie Trybunału Sprawiedliwości gwarantuje czynownikom „zmiany” dożywotnią bezkarność. Bo jaki sąd teraz – po wejściu w życie ostatnich „ustaw sądowych” – zgodzi się wydać choćby i największego „przestępcę konstytucyjnego” na proces do kraju?

Tak swoją drogą, to ci unijni urzędnicy dają sobą manipulować jak dzieci. Kto by pomyślał, że wszystko pójdzie aż tak gładko. A wystarczyło posłuchać młodych, którzy pół wieku temu krzyczeli na ulicach Paryża: „Nie ma wolności dla wrogów wolności”. Niestety na „zgniłym” Zachodzie pisowska definicja wolności jakoś się nie przyjęła. I na tym opiera się cały chytry plan. Bo – w razie czego – będzie gdzie uciec na zasłużoną polityczną emeryturę.

Mimo przedłużającego się złego stanu zdrowia prezes Kaczyński pojawia się codziennie w biurze, a partyjny pakiet kontrolny wciąż jest w jego rękach.

Zarówno „Super Express”, jak i „Fakt” informowały w ostatnich dniach o wciąż złym stanie zdrowia Jarosława Kaczyńskiego. Przywódca większości parlamentarnej ma mieć infekcję bakteryjną, która uniemożliwia na razie przeprowadzenie kolejnej operacji kolana. Mimo nie najlepszego samopoczucia i poruszania się o kulach prezes PiS przyjeżdża jednak każdego dnia do biura na Nowogrodzkiej. – Nawet jak na urlop pójdą panie, które w biurze pracują, to prezes i tak tam będzie – zarzeka się poseł często bywający w siedzibie PiS. – On jest cały czas bardzo aktywny – dodaje.

Aktywność ta to jednak nie tylko chęć panowania nad bieżącymi wydarzeniami. Po części wymuszona jest ona sytuacją w partii. Jarosław Kaczyński musi bowiem poradzić sobie z rywalizacją dwóch ośrodków wewnątrz PiS, które tym mocniej walczą ze sobą, im więcej jest informacji o jego złym stanie zdrowia.

Pierwsza grupa to osoby w partii najbliższe prezesowi, jego stali współpracownicy: Joachim Brudziński i Mariusz Błaszczak, którzy lojalnie realizują polityczne wytyczne stawiane przez szefa. A z nich najważniejszą jest wzmacnianie roli i pozycji premiera Mateusza Morawieckiego. To on przecież ma być reprezentantem politycznej władzy – którą posiada prezes. We trójkę mają też kontrolę nad rządem, w czym pomaga jeszcze jeden wiceprezes PiS – Adam Lipiński, który jest sekretarzem stanu w KPRM.

Druga grupa związana jest z Sejmem i twardym elektoratem PiS. Tworzą ją m.in.: marszałek Senatu Stanisław Karczewski, wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki czy była premier Beata Szydło.

Według kuluarowych doniesień większość pomysłów ograniczających swobody poselskie czy odgradzających Sejm od społeczeństwa pochodzi właśnie od Ryszarda Terleckiego – marszałek Marek Kuchciński ma jedynie wykonywać polecenia. Ta grupa okrzepła po ostatniej rekonstrukcji rządu, w której Morawiecki otrzymał tekę premiera. Nikt w niej nie stawia pod znakiem zapytania lojalności wobec prezesa, ale relacje są inne niż jeszcze kilka miesięcy temu. – Monolitu już nie ma – mówi nam jeden z posłów. – Teraz, by wymusić zgodę na pewne rozwiązania, prezes musi godzić się na różne fanaberie, takie jak np. zmiany w regulaminie Sejmu. To umiejętność sprawnego grania na delikatnym instrumencie, by zachować jedność partii – wyjaśnia.

Formalnie więc wszystko załatwiane jest podczas regularnych posiedzeń prezydium partii, ale coraz więcej czasu zabierają negocjacje z poszczególnymi politykami i frakcjami.

A przecież to nie koniec kłopotów, bo cały czas wielkie ambicje przejawia Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości i szef Solidarnej Polski. Z nim także prezes musi się liczyć, choćby ze względu na relacje z ojcem Rydzykiem.

– To sytuacja przypominająca schyłek władzy wielkiego imperatora, np. Juliusza Cezara – uważa jeden z polityków PiS, bliski frakcji marszałków. – Jeszcze wszyscy czują respekt, ale już są namawianki w mniejszych grupach – dodaje.

O politykach Prawa i Sprawiedliwości utarło się powiedzenie, że mówią prawdę tylko wtedy, gdy się pomylą – pisze Rafał Nowakowski z portalu crowdmedia.pl. Trzeba przyznać, że jest coś na rzeczy. Modelowym wręcz przykładem jest była premier, Beata Szydło – często stawiana przez Jarosława Kaczyńskiego w niemiłej roli „zaklinacza rzeczywistości”.

Była premier zasłynęła swego czasu wypowiedzą, zgodnie z która rządy Prawa i Sprawiedliwości miały przynieść pokorę i umiar, zerwanie z bizantyjskimi standardami władzy. Ta sama polityk kilka miesięcy temu w świetle afery nagrodowej, w ramach której utworzono gigantyczny system drugich pensji, idących w miliony złotych, grzmiała z trybuny sejmowej, że jej i jej ludziom te pieniądze się po prostu należały – czytamy w portalu.

Tego jednak, z czym wystąpiła Beata Szydło ostatnio, nie przewidziałby nikt… kto nie jest politykiem PiS. Otóż na spotkaniu z wyborcami była premier stwierdziła ni mniej, ni więcej: „U nas każdy może wejść do Sejmu, jeżeli ma na to ochotę”. W świetle tego, co wyprawa w polskim parlamencie Marszałek Kuchciński, słowa byłej premier zakrawają na kpinę z wyborców. Albo całkowitą ślepotę na inną, niż pisowska, część społeczeństwa. W końcu dla polityków i sympatyków partii rządzącej Sejm stoi otworem. Tyle, że tylko dla nich.

Nietrudno zauważyć, że pod rządami partii Kaczyńskiego słynny budynek przy ul. Wiejskiej stał się prawdziwą twierdzą, do którego odmówiono nawet wstępu dziennikarzom, łamiąc tym samym wszelkie standardy demokratycznej kontroli społecznej nad procesem sprawowania władzy. Jak pokazał z kolei niedawny protest osób niepełnosprawnych i ich opiekunów, dostanie się do środka graniczyło z cudem. Dodajmy fakt, że jest on obecnie odgrodzony płotem i barierkami, a w bezpośrednim otoczeniu budynku parlamentu szczelny kordon policji uniemożliwia dostanie się na jego teren.

3 pytania prof. Wojciecha Sadurskiego.

Waldemar Mystkowski pisze o wyroku TSUE.

Premier polskiego rządu zajmuje się propagowaniem fake newsów.

Mateusz Morawiecki chwalił się w Brukseli, że w telefonie ma unikatowe zdjęcie prof. Małgorzaty Gersdorf z samym Edwardem Gierkiem. A mógł trochę poczekać, to internauci podrzuciliby mu zdjęcie ze słynnego plakatu z lat 50-tych, na której Soso Dżugaszwili „Stalin” całuje dziecko (być może jego małoletniego wtedy ojca Kornela). W każdym razie tak internauci podpisują socrealistyczny plakat.

Gdy Morawiecki będzie w Watykanie – podrzucam mu pomysł ze zdjęciami z Janem Pawłem II. Może przekonywać papieża Franciszka, aby strącił z piedestału świętych do piekieł polskiego papieża, bo są rozliczne zdjęcia jego z samym Wojciechem Jaruzelskim.

Tym się zajmuje premier polskiego rządu – propaguje fake newsy. Największym takim fejkiem była jego Biała Księga. Pewnie w Brukseli była czytana jak Mrożek w PRL. I znowu Morawiecki się pospieszył, bo mógł poczekać i argumentować, że po to przejmują Sąd Najwyższy, aby… nie fałszować wyborów.

Polska jest postrzegana jako państwo operetkowe, republika bananowa z fasadową demokracją, jak w Rosji i Burkina Faso. Gdyby Morawiecki się edukował, miał ciut większy ciąg na wiedzę, to podrzuciłbym mu krótką lekturę genialnego Gombrowicza „Operetkę”. Boję się jednak, że ten czytelnik „Winnetou” orzekłby, że to za trudne dla niego, bo on i jego ojciec Inczuczuna są z innej gliny.

Morawiecki to swoisty fenomen. Naczelny bajarz kraju, jak nazywają go w nowym numerze „Polityki”, a dla mnie bajerant, bajer to on ma wdrukowany w charakter, bo tak naprawdę jego tatuś Kornel – którego być może ucałował Stalin – walczył z „Solidarnością”, a gdy Jaruzelski tupnął, to wybył z kraju, dał nogę.

Mateusz Morawiecki w zakłamywaniu rzeczywistości dawno przebił swego sponsora politycznego, Jarosława Kaczyńskiego. Jego fake są szyte tak grubą nicią, iż nazywanie tego post-prawdą jest eufemizmem, bliższym klasyfikacji ks. Józefa Tischnera – g…wno prawda. Tak wygląda polityka uprawiana przez Morawieckiego.

Niestety, wieści dla Polski są fatalne, a będą jeszcze gorsze. Naszemu krajowi oficjalnie przypięto łatkę państwa niepraworządnego, bo tak należy odczytywać wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który orzekł, że irlandzki sąd miał podstawy, by odmówić Polsce ekstradycji mężczyzny poszukiwanego przez nasz kraj Europejskim Nakazem Aresztowania (ENA) za przemyt narkotyków. Powodem takiej decyzji irlandzkiego wymiaru sprawiedliwości były obawy o zagrożenie praworządności w Polsce.

Jest to precedens, który emanuje na postrzeganie praworządności w Polsce i skutkować będzie tym, że taką kwalifikacją obarczone będą wszystkie wyroki w sądach na terenie naszego kraju: „obawy o zagrożenie praworządności”.

Gdy dojdzie do wyroku TSUE ws. praworządności w Polsce, który to proces wytoczy Komisja Europejska, to jest pewne, że po orzeczeniu będziemy mogli twierdzić, iż praworządność w Polsce jest towarem deficytowym. Zauważmy, że wyrok TSUE ws. procedury ENA nie ma charakteru politycznego, tylko srtricte prawny.

Rządy PiS winny uświadamiać nam wszystkim, że mozolne wydobywanie Polski z marginesu na światło krajów cywilizowanych może zostać zaprzepaszczone przez dwa – trzy lata rządów ciemniaków. Po rządach PiS wcale nie będzie tak łatwo odzyskiwać pozycji Polski. To istni Hunowie i Wandale naszych narodowych aspiracji.

Morawiecki to mały oszust, kompromituje imię Polaka, gdziekolwiek się zjawi. Zaprzaniec

>>>

>>>

Mateusz Morawiecki nie przebiera w środkach, byle tylko uzasadnić zmianę prawa o sądach powszechnych walką z komunistycznymi sędziami. Taki przekaz próbuje sprzedać Unii Europejskiej i tym samym zahamować jej działania przeciwko „pisowskiej” praworządności.

Ostatnio otrzymał zdjęcie z IPN, na którym widnieje były sekretarz PZPR Edward Gierek w otoczeniu działaczy Socjalistycznego Związku Studentów Polskich. Bystre oko premiera znalazło na nim osobę, która według niego może być profesor Gersdorf. Gdyby udało mu się potwierdzić swoje podejrzenia, mógłby ogłosić światu, że miał racją, a pani profesor zostałaby całkowicie skompromitowana.

Na kolacji z europosłami, pan Morawiecki poprosił o pomoc w identyfikacji kobiety ze zdjęcia prof. Liberadzkiego, który w latach 1975 – 1981 był działaczem SZSP i znał osoby ze zdjęcia. Zapytany o to profesor odpowiedział krótko, że „Skoro pan pyta, to nie mogę kłamać. Taka sytuacja miała miejsce. Zaprzeczyłem, że pani ze zdjęcia to Małgorzata Gersdorf, powiedziałem, jak naprawdę nazywa się kobieta stojąca obok Edwarda Gierka. Nie chciałbym do tego wracać, bo to było dosyć żenujące i przykre. Myślę, że premier rządu RP nie powinien zniżać się do czegoś takiego”.

Już 11 lipca prorządowy portal umieścił tekst pt. „Fałszywe owce ciągnie do lasu – Gersdorf i jej dwaj towarzysze z fotografii”, w którym autor, Jerzy Jachowicz pisze o przedstawionych na zdjęciu działaczach – „Cielęcy zachwyt, w istocie wyrażający najwyższy stopień lizusostwa, dobrze oddaje ich osobowości. Ludzi napinających wszystkie szare komórki na zrobienie kariery”. Według niego, obok pani profesor jest też na nim Włodzimierz Czarzasty i były prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Po tej publikacji Sąd Najwyższy (na szczęście jeszcze nie upolityczniony przez PiS) wydał komunikat, w którym zaprzecza „rewelacjom” portalu. W czasie, gdy zrobiono tę fotografię, Małgorzata Gersdorf była już 5 lat po studiach, nigdy nie należała do SZSP, działała natomiast w strukturach „Solidarności”.

Biedny teraz premier Morawiecki. 4 lipca, w Parlamencie Europejskim, broniąc stanowiska Polski w sprawie sądów powszechnych, pytał zebranych europosłów „Czy wiecie, że ci sędziowie z czasów stanu wojennego, niektórzy z nich, ci, którzy wydawali haniebne wyroki, dzisiaj są w tym bronionym czasami przez was Sądzie Najwyższym? (…) Jest kilku sędziów stanu wojennego, którzy do dzisiaj tam są”. Ta fotka miała potwierdzić jego słowa. Miała być taki pięknym „hak” na panią profesor… a tu klapa. Sprawa wydaje się więc wyjaśniona, a pan premier nieźle się ośmieszył i zapewne będzie musiał znowu szukać i szperać, by coś znaleźć.

No właśnie…wydaje się, że już po sprawie, jednak w tym przypadku prawda zupełnie się nie liczy. Zdjęcie krąży w internecie i do zwolenników PiS już nie dotrze, że to jedna wielka bujda. Oni wiedzą już swoje i zdania nie zmienią, bo przecież fakty dla nich zupełnie się nie liczą. Co z tego, że to nie pani profesor na tym zdjęciu, w końcu „czucie i wiara” silniej do nich przemawiają niż „mędrca szkiełko i oko”

No i stało się. Po prawie dziesięciogodzinnych obradach senat przyjął znowelizowane prawo o sądach powszechnych. Za zmianami głosowało 60 senatorów, przeciwko było 30 i jeden wstrzymał się od głosu.

Teraz więc kandydatów do SN będzie mogło wybierać 80 sędziów, a nie jak dotąd 110. Kandydat na sędziego, który otrzymał negatywną ocenę z KRS będzie mógł złożyć odwołanie do Krajowego Sądu Administracyjnego, choć niczego to nie zmieni, bo proces uprawomocnienia decyzji Rady będzie się toczył swoim torem.

Obrady przebiegały dosyć spokojnie do momentu, gdy marszałek Karczewski nie chciał dopuścić do głosu senatora Rulewskiego. Wówczas też senator PiS Marek Martynowski zgłosił wniosek, by przeprowadzić głosowanie. Krótka przerwa, sprzeczka i wyłączenie mikrofonu Bogdanowi Klichowi, czyli wszystko zgodnie z wprowadzonymi przez PiS do Parlamentu nowymi standardami „rzetelnej dyskusji” i współpracy z parlamentarzystami pozostałych partii.

Mówi się, że „co nagle to po diable” i tak jest w przypadku tej „reformy”. Ta piąta już nowelizacja będzie wymagała kolejnej poprawki, bo w jednym z punktów ustawa odsyła do artykułu, którego nie ma. Nowe przepisy w paragrafie 22 pozwalają kandydatom uzupełnić dokumenty o wymienione w art.31 par 2a. Problem polega na tym, że takiego paragrafu w ogóle nie ma, więc i kandydaci nie mają żadnej podstawy prawnej, by oprzeć swoje zgłoszenie o spis publikacji, opinie przełożonych i ew. inne rekomendacje. Wychodzi więc na to, że będzie potrzebna kolejna nowelizacja.

Zdaniem PiS nowe prawo o sądach to reforma sądownictwa, której celem ich usprawnienie i pozbycie się patologii. Oczywiście wszystkie zmiany są całkowicie zgodne z zasadą trójpodziału władzy są w pełni demokratyczne i zupełnie nie stoją w sprzeczności z Konstytucją. Inaczej oceniają to politycy partii opozycyjnych oraz obywatele, którzy od wielu dni protestują przeciwko tym właśnie zmianom, na ulicach miast w całej Polsce.

Internauci komentują – „Do tej pory do był cyrk w budowie. Teraz osiągnięcie: cyrk stoi wybudowany”, „Nad czym tu debatować? Karczewskiemu kazali – Karczewski przegłosował. Życzę mu długiej, bardzo długiej, odsiadki”, „Suweren tak chciał i możecie PiS’owi naskoczyć na kant………………..Suweren dostanie na prostą michę, browar i to zapewni PiSowi kolejne zwycięstwo w wyborach”.

Ciemniaki PiS rozleją krew Polaków, jak ruskie i szkopi w historii. Lewizna dorwała się do władzy.

Earl drzewołaz

Byli parlamentarzyści nie zostali wpuszczeni do Sejmu przez marszałka Marka Kuchcińskiego (PiS).

>>>

Senat przed godz. 2 w nocy przyjął pakiet zmian w sądach. Za głosowało 60 senatorów, 30 było przeciw, jeden wstrzymał się. „Żadna dyktatura nie trwa wiecznie. Ta także kiedyś padnie, bo nie dostała mandatu do bezprawia” – komentuje dziennikarz Przemysław Szubartowicz.

Głosowanie nad zmianami w sądownictwie w Senacie poprzedziła blisko dziewięciogodzinna debata. Platforma Obywatelska domagała się odrzucenia projektu w całości. Według senatora PO, wicemarszałka Senatu Bogdana Borusewicza, nowelizacja łamie konstytucje i przepisy europejskie.

– Jeżeli rząd podporządkuje sobie sądy, to wyroki polskich sądów nie będą respektowane w Unii Europejskiej…

View original post 3 332 słowa więcej

Władza PiS stosuje coraz większą przemoc. Boją się, a tchórz prędzej czy później zabija

>>>

Opublikowane dwa lata temu, na dwa dni przed wyborami parlamentarnymi 2015 r., stanowisko „Wyborczej”. Zarzucano wówczas „histerię” i „straszenie PiS-em”.

Zwycięstwo PiS może zagrozić demokracji. Stanowisko „Wyborczej” wynika z naszej 26-letniej historii i z wartości, które uważamy za najważniejsze. To demokracja parlamentarna, wolny rynek, sprawiedliwość społeczna, integracja europejska, tolerancja światopoglądowa, wolność jednostki i prawa człowieka. Jako spadkobiercy przedsierpniowej opozycji demokratycznej i ruchu „Solidarność” jesteśmy do tych wartości przywiązani.

Kierując się nimi, „Gazeta Wyborcza” w 1989 r. wspierała kandydatów Komitetów Obywatelskich „S” w pierwszych częściowo wolnych wyborach. W imię tych wartości popieraliśmy rząd Tadeusza Mazowieckiego i kandydaturę naszego Pierwszego Premiera na prezydenta oraz – nie bez zastrzeżeń – Lecha Wałęsę przeciwko populiście Stanowi Tymińskiemu. Odrzucając logikę plemienną, wspieraliśmy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, gdy wprowadzał Polskę do NATO, i premiera Leszka Millera, gdy podpisywał akcesję do Unii Europejskiej.

W imię tych wartości przeciwstawialiśmy się rządom nacjonalistyczno-populistycznej koalicji PiS, LPR i Samoobrony w latach 2005-07 w głębokim przekonaniu, że narusza ona państwo prawa, wolności obywateli, ład demokratyczny i prymat merytorycznych zasług w awansowaniu ludzi do funkcji publicznych.

Zarazem pochwalaliśmy niektóre przedsięwzięcia prezydenta Lecha Kaczyńskiego: odważną obronę Gruzji zaatakowanej przez Rosję Putina, wsparcie dla demokracji na Ukrainie i pojednania z Ukraińcami oraz wolny od kompleksów dialog polsko-żydowski. Prezydent Kaczyński był patriotą, ale nie nacjonalistą. Docenialiśmy to.

Udzieliliśmy też poparcia Bronisławowi Komorowskiemu w przekonaniu, że jego konkurent Andrzej Duda jako prezydent nie będzie ani arbitrem, ani strażnikiem konstytucji, lecz wykonawcą woli Jarosława Kaczyńskiego. A ewentualne zdobycie przez PiS większości w parlamencie utoruje drogę do recydywy IV RP i „orbanizacji” Polski. Dziś uznajemy to za wielkie zagrożenie dla naszego kraju. 

Na podstawie doświadczeń z lat 2005-07 i obecnych deklaracji PiS uważamy bowiem, że partia nie respektuje reguł demokratycznych. Ukrywa swój projekt konstytucji z roku 2010, którym jeszcze niedawno się chwaliła. Nic dziwnego, bo jest to zapowiedź ataku na podstawy państwa prawa.

Dlaczego?

Prawo i Sprawiedliwość zamierza: naruszyć trójpodział władzy; znieść niezawisłość sędziowską; zwasalizować Trybunał Konstytucyjny; odrzeć z uprawnień Rzecznika Praw Obywatelskich; dać prezydentowi władzę rządzenia dekretami i rozwiązania Sejmu, kiedy zechce; ograniczyć inicjatywę ustawodawczą posłów; zakazać poprawek do rządowych projektów ustaw; osłabić ochronę obywateli przed dyskryminacją. Taki oto „pakiet demokratyczny” szykuje nam wszystkim PiS.

Nie koniec na tym. Aksjologia Kościoła katolickiego ma być zapisana w konstytucji, której preambuła zaczynać się będzie słowami „W imię Boga Wszechmogącego”. Oznaczałoby to zniesienie przyjaznego rozdziału „tronu i ołtarza”, bezwzględny zakaz aborcji, koniec ochrony wolności sumienia, zamach na prawa mniejszości. To konstytucja państwa autorytarnego.

Powtarzany przez prezesa PiS slogan „Budapeszt w Warszawie” zapowiada takie jak na Węgrzech Orbána rządy w duchu resentymentu narodowego oraz całkowitą wymianę i upartyjnienie instytucji państwa, TK, KRRiT, NIK, NBP, ABW, CBA itd. Oznacza całkowite podporządkowanie prokuratury władzy politycznej, zawładnięcie mediami publicznymi i próby nałożenia kagańca mediom opozycyjnym oraz możliwe zmiany w ordynacji wyborczej ułatwiające PiS przyszłe zwycięstwa.

Newralgiczne dla bezpieczeństwa państwa i obywateli resorty i instytucje (obrona, sprawy wewnętrzne, służby specjalne) oddano by w ręce ludzi owładniętych obsesją i żądzą zemsty za urojone krzywdy.Wszystko to z wiecowym poparciem ulicy, które Jarosław Kaczyński uznaje za zdrowe zaplecze rządu.

PiS nie jest partią demokratyczną, jest partią wodzowską. Podobnie byłoby z państwem PiS, gdzie całą władzę skupiłby w swoim ręku jeden człowiek w „centralnym ośrodku dyspozycji politycznej”, o którym Kaczyński pisze w swym „Raporcie o stanie Rzeczypospolitej” z 2011 r.

PiS to eurosceptycyzm. Cyniczny i roszczeniowy stosunek do UE grożący samoizolacją Polski i utratą naszej pozycji we Wspólnocie Europejskiej. To egoizm narodowy wyrażający się między innymi rasistowskimi uprzedzeniami wobec uchodźców. To infantylna polityka historyczna polegająca na heroizacji narodu polskiego oraz edukacja kolejnych pokoleń w duchu neoendeckim, gdzie kompleks niższości wobec narodów większych i wyższości wobec narodów mniejszych objawia się narodowo-patriotyczną tromtadracją.

Szkodliwe mity

To wreszcie upaństwowienie mitologii „zamachu smoleńskiego” i oficjalny kult „pierwszego poległego” prezydenta Lecha Kaczyńskiego. A skoro był „zamach”, będzie też polowanie na czarownice. Winni muszą się znaleźć. Zadbają o to pisowska prokuratura i podporządkowane prezydentowi Dudzie sądy. Z jednej strony będą skazani, z drugiej – nowe smoleńskie pomniki. Rozdarcie społeczeństwa, miast się zabliźniać, będzie się pogłębiać.

Wprowadzenie w życie obietnic wyborczych PiS – 500 zł na dziecko, obrona przywilejów branżowych, zwłaszcza trwale nierentownych kopalń, cofnięcie reformy emerytalnej koniecznej z powodu coraz dłuższego życia Polaków – zrujnowałoby finanse publiczne.

Jeśli PiS zdobędzie pełnię władzy, narzuci dyktaturę większości. Bez liczenia się z prawami mniejszości, bez respektu dla ducha i litery prawa. Jeśli PiS wygra wybory, co sugerują sondaże, to partii tej prezydent Duda powierzy formowanie rządu. Dlatego jest dziś polską racją stanu, by wynik PiS i jego potencjalnych koalicjantów był jak najsłabszy. Aby nie tylko nie byli w stanie zmienić konstytucji broniącej praw i wolności obywateli (307 głosów), ale także nie mogli utworzyć większościowego rządu. Innymi słowy, by ani samodzielnie, ani w koalicji (Kukiz?, Korwin?) nie uzyskali ponad 230 mandatów w Sejmie i ponad 50 mandatów w Senacie.

Demokracja nie obroni się przed swoimi wrogami inaczej niż kartą wyborczą. 

Nie rekomendujemy naszym Szanownym Czytelnikom głosowania na konkretną partię polityczną. Każdy rozważy to we własnym sumieniu. Rekomendujemy natomiast głosowanie na jedną z tych partii, które szanują polską konstytucję i nie przyłożą ręki do demokratycznego rozmontowania demokracji w stylu Orbána. Naszym zdaniem pięć spośród ośmiu komitetów wyborczych spełnia te kryteria: Nowoczesna, Partia Razem, PO, PSL, ZL (kolejność alfabetyczna).

Im więcej partii wejdzie do parlamentu, tym bardziej zmaleje faworyzujący zwycięzcę efekt metody d’Hondta, za pomocą której przelicza się głosy na mandaty. Dlatego tak ważny jest każdy głos. Daje szansę na przyszły sojusz demokratów.

Wszyscy, którzy odrzucamy hasło PiS „Polska w ruinie” – jako próbę odebrania nam sensu pracy i osiągnięć ostatnich 26 lat – idźmy 25 października na wybory. Oddajmy głos na polską wolność i demokrację, które chroni nasza konstytucja. 

>>>

„No to w sprawie złamania Konstytucji zostanie tylko dożywocie” – to komentarz Janusza Piechocińskiego z PSL do najnowszego pomysłu Zbigniewa Ziobry. Minister sprawiedliwości szykuje rewolucję w Kodeksie karnym. Ma być jak w USA, czyli wyroki więzienia za różne przestępstwa będą się sumować – informuje „Rzeczpospolita”, tytułując swój artykuł: „Ziobro: do więzienia nawet na 100 lat”.

Kary za przestępstwa mają być wykonywane po kolei. Trudniej też będzie o przedterminowe zwolnienie z więzienia. – „Dziś, kiedy bandyta dokona kilku przestępstw, sąd nie karze go za każde z osobna zgodnie z przewidzianą za nie kodeksową karą, tylko wymierza znacznie mniejszy wyrok” – czytamy w uzasadnieniu tego pomysłu.

„Do kompletu brakowało programu Więzienie+. No to będzie ;)” – skomentował na Twitterze Krzysztof Kowalczyk z „Rzeczpospolitej”. A Patryk Słowik z „Dziennika Gazety Prawnej” skomentował: – „Rz pisze, że Zbigniew Ziobro chce sumowania kar („Ziobro: do więzienia nawet na 100 lat”). Tenże Ziobro w 2016 r. mówił, że sumowanie kar to rozwiązanie populistyczne, skrajne, eliminujące resocjalizację. Naprawdę polityka karna państwa zależy od tego, którą nogą wstanie minister?”.

Jeden z internautów miał pytanie do ministra sprawiedliwości: – Ziobro, nie boisz się, że będziesz sądzony na podstawie tego prawa? Niekoniecznie przez PO, w bolszewizmie można spodziewać się ciosu w plecy od kolegów?”.

>>>

„My, obywatele Polski i Unii Europejskiej, apelujemy do Pana Wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej o podjęcie bardziej radykalnych kroków w celu obrony rządów prawa i demokracji w naszym kraju. To ostatni moment” – tak rozpoczyna się list do Fransa Timmermansa. Napisał go prof. Jerzy Zajadło z Wydziału Prawa Uniwersytetu Gdańskiego. Zachęca, żeby każdy, komu zależy na niezawisłych sądach wysłał go do wiceszefa KE.

Prof. Zajadło napisał, że po raz piąty PiS nowelizuje ustawy sądowe, likwidując niezależność sądownictwa. – „Ustawa umożliwi natychmiast powołanie do Sądu Najwyższego nowych sędziów, a także spowoduje niekonstytucyjną przerwę kadencji zasiadających w nim dotychczas sędziów łącznie z Pierwszą Prezes. Nowe prawo wejdzie w życie w okresie letnim, tak aby społeczeństwo obywatelskie i instytucje europejskie były zaskoczone i powolne w działaniu” – czytamy w liście.

– „W ostatnich miesiącach i latach osobiście udowodnił Pan, że jest jednym z najbardziej lojalnych przyjaciół Polski (…). Nalegamy, aby kontynuował Pan polityczne wysiłki na rzecz wspierania społeczeństwa obywatelskiego w tej walce o rządy prawa” – tak kończy się list, który każdy może wysłać do Fransa Timmermansa (European Commission, Rue de la Loi/Wetstraat 200, 1049 Brussels, Belgium lub pod adres mailowy frans-timmermans-contact@ec.europa.eu).

Przypomnijmy, że już wcześniej środowisko prawnicze i wiele organizacji pozarządowych apelowało do Komisji Europejskiej, by złożyła skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie polskiej ustawy o Sądzie Najwyższym.

Na początku lipca Komisja Europejska rozpoczęła procedurę wobec Polski w sprawie zmian w Sądzie Najwyższym. Według niej ustawa o SN narusza art. 19 traktatu o Unii Europejskiej, który mówi o prawie każdego obywatela UE do sądu. Rząd PiS ma miesiąc na odpowiedź w sprawie zarzutów KE.

Działo się to roku trzeciego od chwili, gdy Dobra Zmiana zawitała do ojczyzny, odmieniając los milionów bogobojnych i pracowitych rodaków, wyzwalając ich spod jarzma gimnazjów i uwalniając od udręki niedzielnych zakupów. Radosny lud z pieśnią na ustach ochoczo spieszył co rano do hut i kopalń, by pomnażać dobrobyt kraju, po godzinach zaś nie wracał do domu, lecz w czynie społecznym pracował do późnego wieczora, odlewając ze spiżu pomniki Lecha Kaczyńskiego oraz fundując umiłowanym przywódcom nagrody kwartalne. Oni zaś z entuzjazmem przekazywali je Caritasowi. Polska kwitła i była wyspą szczęśliwości w europejskim morzu biedy, smutku i homoseksualizmu.

Pogańskie siły zła nie pogodziły się jednak z przegraną i raz po raz podnosiły łeb, ukazując światu wyszczerzone zdradzieckie mordy. Nikczemny gender okopał się w sądach, teatrach, uczelniach, niemieckich redakcjach polskojęzycznych mediów – i stamtąd przypuszczał ataki na patriotów zgromadzonych wokół Przenajświętszej Drabinki. Chwilowo nie było na niej pana Prezesa, który przez wiele lat ofiarnie pomagał ojczyźnie wstać z kolan, przez co trochę zaniedbał własne kolana.

Tego dnia siły nieprzyjaciela dotarły pod drogi każdemu Polakowi budynek parlamentu. Straszny, choć piękny w swej grozie był widok kolumn ciągnących w zwartym szyku ku świątyni, na której ołtarzu biło gorące serce dobrej zmiany. Czujne oczy obrońców z okien, blanków i baszt wpatrywały się w sunące na przedzie wózki inwalidzkie i inne machiny oblężnicze. Za nimi niczym mordercze jeże posuwały się czworoboki uformowane z aborcjonistek trzymających na sztorc czarne parasolki. Z tyłu w wężowym szyku wiły się długie po horyzont kolumny sędziów w togach, dzierżących topory, megafony i egzemplarze konstytucji. Nad tą przerażającą i krwiożerczą ciżbą pogan z barwami wojennymi na twarzach, z kolczykami w uszach i nosach, z pofarbowanymi dredami, łopotały tęczowe i unijne sztandary.

Niejedno patriotyczne serce zamarło w przerażeniu, w niejednej głowie zaświtała myśl o kapitulacji i ucieczce. Nawet Krystyna Pawłowicz znieruchomiała z widelcem uniesionym do ust, a mężny zazwyczaj Zbigniew Ziobro wszedł pod stół.

I wtedy rozległ się śpiew Barbary Bubuli, która na co dzień opiekowała się Przenajświętszą Drabinką, okadzała ją i dbała, by zawsze były na niej świeże kwiaty:

„Próżno przegrażasz mi, genderze srogi, 
Próżno diabelskie wzywasz w pomoc rogi,
Na próżno palisz i krwie nie żałujesz, 
Mnie nie zwojujesz!

Choćby tu przyszły z Brukseli tysiące, 
Choćby na smokach wojska latające, 
Nic nie wskórają miecz, ogień ni męże
Bo ja zwyciężę!”

Słysząc ten szczery, z serca płynący śpiew prostej kobiety, która nie ulękła się nadciągającego zła i śmiało rzuciła wyzwanie genderowi, obrońcy parlamentu ponownie nabrali odwagi. Zbigniew Ziobro wyszedł spod stołu, wygładzając garnitur, a Krystyna Pawłowicz przełknęła kęs sałatki.

Do zgromadzonych przemówił dowódca obrony Marek Kuchciński. Wysoko trzymając nad głową marszałkowski sekator, rzekł: – „Bramy piekielne nie przemogą mocy niebieskich. Uspokójcie się i otuchy w serca nabierzcie. Nie wstąpi noga gendera w te święte mury, nie będzie europejski zabobon guseł swych odprawował w tym przybytku czci i wiary”.

To rzekłszy wyszedł na blanki, by przeprowadzić inspekcję twierdzy i sprawdzić poczynione w minionych dniach przygotowania. Na szczytach murów dymiły już beczki z roztopioną smołą, wokół fortyfikacji stał zwarty kordon policjantów, a przed nimi błyszczały metalowe bariery, mające zatrzymać szarże wózków inwalidzkich.

Do organizowania obrony Marek Kuchciński zaprzągł całe swe doświadczenie i bogatą wiedzę ogrodniczą, sadząc cierniste żywopłoty w miejscach strategicznie kluczowych. Planował też otoczyć parlament fosą, która w preliminarzu budżetowym figurowała jako oczko wodne, oraz wypuścić na trawnikach wokół budynku pytony tygrysie. Niestety, pierwszy z zakupionych pytonów uciekł podczas transportu i służby Joachima Brudzińskiego nie zdołały go złapać. Zabrakło też czasu na zrealizowanie wszystkich tych projektów i w chwili inwazji parlament był tylko częściowo przygotowany do odparcia ataku, podobnie jak Polska w 1939 r.

Nagle za oknami rozległa się pierwsza salwa z megafonu gendera.

– „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego! W imię Najczystszej i Najświętszej Bogarodzicielki! Na mury, bracia ukochani!” – krzyknął Piotr Gliński i rzucił się jako pierwszy, by razić celnym ogniem nacierającą czerń i zrzucać z blanków wdzierające się po drabinach aborcjonistki. Kto żyw, popędził za nim.

Łuna pożogi zapłonęła na niebie, korytarze wypełnił tupot nóg, zewsząd spadały pociski, strzały i ulotki. Stada spłoszonych dronów z panicznym trzepotem krążyły pod sufitem Sali Kolumnowej, zderzając się za sobą i rozbijając żyrandole.

Nie wszyscy jednak obrońcy pobiegli na mury. Joachim Brudziński schował za pazuchą kiszkę z nitrogliceryną i trotylem i wymknął się bocznym wejściem. Z grupką policjantów przekradł się do obozu wroga, gdzie znienacka pochwycił czwórkę zaskoczonych nieprzyjaciół. Próbowali się wyrywać, ale dzielni obrońcy parlamentu trzymali ich w morderczym uścisku. Pomagali sobie nawzajem i udzielali cennych rad: – „Przyduś go mocniej!”.

Najgroźniejsza zaś była Klementyna Suchanow, w obozie Dobrej Zmiany zwana Kolubryną i budząca tu powszechne przerażenie. Jej potężna sylwetka wprawiała w drżenie nawet najdzielniejszych mężów. Ją też pojmał oddział nieustraszonego Joachima Brudzińskiego. Po tym ciosie atakujący nie zdołali się już podnieść.

Nazajutrz dzień był pogodny, jeno mgły wisiały nad ziemią, ale niebo było czyste i rumiane od porannej zorzy. Biały tuman przesłaniał ulicę Wiejską i wedle zwykłego rzeczy porządku powinien był zakrywać parlament; tymczasem budynek unosił się nad mgłą, wysoko, wysoko, zupełnie jakby oderwał się od swej podstawy i zawisł w błękitach pod niebem.

– „W górę jeszcze idzie! W górę!” — krzyczeli oszołomieni siepacze gendera. – „Z oczu niknie!…”

I istotnie, tuman począł się podnosić na kształt drabinki ku niebu, budynek zaś, osadzony jakby na jej szczycie, zdawał się wzbijać coraz wyżej, jednocześnie zaś hen już pod samymi obłokami przesłaniał się coraz więcej białym oparem, rzekłbyś: roztapiał się, rozpływał, mącił, na koniec zniknął zupełnie z oczu. Została tylko drabinka przystrojona kwiatami i okadzona przez Barbarę Bubulę.

Wojciech Maziarski

Ćwiczenia

1. Ułóż w porządku chronologicznym heroiczne czyny oręża polskiego:
a. Obrona Westerplatte
b. Obrona krzyża smoleńskiego na Krakowskim Przedmieściu
c. Obrona Jasnej Góry
d. Obrona parlamentu przed genderem
e. Obrona doktoratu pana Prezesa
f. Obrona Lwowa

2. Do czego Marek Kuchciński chciał użyć pytona tygrysiego?
a. Do pilnowania Sejmu przed intruzami
b. Do wypłoszenia Małgorzaty Gersdorf z Sądu Najwyższego
c. Do pojmania Klementyny Suchanow
d. Do repolonizacji niemieckich mediów

Waldemar Mystkowski pisze o policji.

Brudzińskiemu nie udało się jeszcze całej policji przerobić na milicję, jeszcze niektórzy z policjantów się bronią.

Policja za czasów PiS najpierw przeistoczyła się w firma ochroniarską miesięcznic Jarosława Kaczyńskiego tudzież innych imprez pisowskich, a ostatnio dokonała zdecydowanej przemiany – w milicję.

Joachim Brudziński lepiej sobie poczyna jako minister spraw wewnętrznych. Mariusz Błaszczak miał spektakularne wyniki policji, która sypała konfetti na cześć zastępcy Zielińskiego oraz mord na komendzie we Wrocławiu na Igorze Stachowiaku.

Brudziński idzie szerszą ławą, policja używa przemocy jak milicja peerelowska, która chroniła PZPR. Policja zastrasza obywateli, wykręca i łamie ręce. Nie nosi identyfikatorów i możliwe, że mamy do czynienia nie tylko z milicją udającą policję, ale także zamiennikiem dawnego ZOMO, czyli WOT (Wojsk Obrony Terytorialnej). Ta ostatnia formacja od początku była przeznaczona do walki ze społeczeństwem obywatelskim, bo nie z zagrożeniem ze strony wrogów zewnętrznych. Na wojnie byłaby tylko mięsem armatnim.

Milicja Brudzińskiego postawiła zarzut propagowania totalitarnego systemu 49-letniej kobiecie, która na biurze PiS napisała „PZPR” i „Czas na sąd ostateczny”. A co miała napisać? PiS? Partia Kaczyńskiego jeszcze nie jest totalitarna, ale autorytarna – zmierza do totalitaryzmu.

Kobieta zaledwie porównała, a za metafory trzeba byłoby sadzać poetów, bo to oni tworzą porównania. Napis „PZPR” jest metaforą. Ale Brudziński może nie wiedzieć, z czym to się je, zaś milicja jego jest jak w starym dowcipie o milicjancie: „milicjant myśli”.

Chyba, że milicja uważa, że szerzeniem totalitaryzmu jest „czas na sąd ostateczny”. Ale to metafizyka, nauka o niebycie, którą praktykuje Kościół chrześcijański od 2 tysięcy lat. Totalitaryzm metafizyczny, który straszy piekłem i niebytem w niebycie.

Gdy w tym miejscu napiszę: Joachim Brudziński z PiS albo Joachim Brudziński z PZPR, nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że szerzę totalitaryzm, a wręcz przeciwnie przestrzegam przed nim. A więc owej 49-letniej kobiecie należy się laur za trafną metaforę, laur Zbigniewa Herberta.

Joachim Brudziński z PZPR postraszył posła PO Michała Szczerbę, który wymienił dwa nazwiska policjantów. Policjanci pełnią służbę publiczną i to pod nazwiskiem, tak jak poseł PO Michał Szczerba. Tak jak ja tutaj piszę pod nazwiskiem i pod nazwiskiem wydaję książki. Z wpisu posła opozycji wynika, że Brudzińskiemu nie udało się jeszcze całej policji przerobić na milicję, jeszcze niektórzy z policjantów się bronią.

Jak w jednej z największych metafor literackich Franza Kafki nie wszyscy przeistoczyli się w mroki nocy władzy PiS w Gregorów Samsów, w Karaluchów. Nie wszyscy policjanci są milicjantami i to jest sukces tej formacji od porządku publicznego.

Zgadzam się, że należy karać za propagowanie totalitaryzmu, ale nie za metafory. Mam nadzieję, że w przyszłości za napis „PiS” będzie kara, a ta partia już dzisiaj w prostych narzędziach literackich języka polskiego da się zdefiniować jako partia autorytarna, zmierzająca do totalitaryzmu.

Post Navigation