Hairwald

W ciętej ranie obecności

Morawiecki w sztosie chciejstwa. Mieć pokrakę za premiera – tylko w Polsce

Mieszkanka Wadowic zawiadomiła policję, bo… pokrojono tort z wizerunkiem Jana Pawła II. Tego „niesłychanego” czynu dopuściła się wiceburmistrz Wadowic Ewa Całus podczas uroczystości z okazji 98. rocznicy urodzin papieża.

Tort ważył 120 kilogramów, a jego dekoracja powstała z masy truskawkowej, przełożonej białym biszkoptem. Urzędnicy częstowali tym „papieskim” tortem mieszkańców Wadowic.

Nie da się jednak podzielić takiego ciasta bez użycia noża i to właśnie oburzyło niezmiernie jedną z mieszkanek. Uznała, że to niedopuszczalne – użycie noża do krojenia tortu z wizerunkiem świętego obraża jej uczucia religijne. Zawiadomiła więc policję.

Wiceburmistrz Wadowic w rozmowie z „GW” nie kryła zdziwienia. – „Od trzech lat organizujemy w rocznicę urodzin Jana Pawła II szereg atrakcji dla mieszkańców Wadowic i częstujemy ich urodzinowym tortem. Ta nowa tradycja cieszy się ogromną popularnością. Tuż po zakończeniu imprezy dostajemy od mieszkańców zapytania, co będzie w przyszłym roku, jaki smak będzie miał kolejny tort. Jeśli zaś chodzi o samą obrazę uczuć religijnych, aby stwierdzić że zostały wypełnione znamiona czynu karalnego, trzeba by uznać, że tort z wizerunkiem papieża jest przedmiotem czci religijnej, nie zaś zwykłym deserem” – powiedziała Ewa Całus.

Policja w Wadowicach, chcąc nie chcąc, musiała jednak zająć się sprawą. – „Prowadziliśmy czynności sprawdzające. Materiały w tej sprawie zostały już wysłane prokuraturze w Wadowicach z postanowieniem o odmowie wszczęcia dochodzenia” – poinformował Dariusz Stelmaszuk z komendy powiatowej policji w Wadowicach.

>>>

„Zapoznałem się z dowodami zebranymi w sprawie oraz zeznaniami świadków i w mojej ocenie nie ma tam ani jednego dowodu na to, że nie wypełniałem swoich obowiązków. Zawsze reagowałem na wpływające do mnie informacje o nieprawidłowościach, bez względu na ich źródło i podejmowałem adekwatne działania przeciwdziałające nieprawidłowościom” – napisał na Facebooku Jacek Kapica, wiceminister finansów i były szef Służby Celnej.

W związku ze skierowaniem przez prokuraturę do sądu aktu oskarżenia oświadczam, że przez cały czas pełnienia przeze mnie funkcji wiceministra i Szefa Służby Celnej wypełniałem swoje obowiązki z pełnym zaangażowaniem i z oddaniem realizowałem zadania nałożone na mnie przez ustawy, jak i Ministra Finansów. Nie odniosłem z tego żadnej korzyści majątkowej, ani też nie działałem w celu przysporzenia komukolwiek korzyści majątkowej kosztem interesu publicznego.

Zapoznałem się a aktami postępowania, dowodami zebranymi w sprawie oraz zeznaniami świadków i w mojej ocenie nie ma tam ani jednego dowodu na to, że nie wypełniałem swoich obowiązków. Za to wiele osob wskazuje na moje zaangażowanie i przeciwdziałanie nieprawidłowościom na rynku automatów o niskich wygranych. Zawsze reagowałem na wpływające do mnie informacje o nieprawidłowościach, bez względu na ich źródło i podejmowałem adekwatne działania przeciwdziałające nieprawidłowościom. Na podstawie swojej wiedzy wyniesionej z Izby Celnej zapoczątkowałem proces uporządkowania kompetencji organów i egzekucji prawa przez możliwość stosowania eksperymentalej gry prowadzonej przez celników, a w zakresie prawa poprzez zmianę rozporządzenia o rejestracji automatów i ustawy o grach i zakładach wzajemnych. To z tego powodu lobbyści z branży automatów chcieli mnie odwołać ze stanowiska i zatrzymać rozpoczęty proces. W moim działaniu nic się nie zmieniło od 2008 roku do końca pełnienia funkcji.

Oskarżenie oparte jest na ocenie stanu i działań z 2008 i 2009 roku w oparciu wiedzę, która dla wszystkich stała się oczywista 2010 roku. Czuję się w tej sprawie niewinny, a wręcz poszkodowany przez system organów państwa , ktore obrały sobie mnie za cel, podobnie jak wcześniej przestępcy, którzy chcieli mnie odwołać ze stanowiska.

Oświadczenie Kapicy ma związek ze skierowaniem w jego sprawie przez prokuraturę aktu oskarżenia do sądu. Prokuratura Krajowa zarzuca mu „popełnienie dwóch przestępstw umyślnego niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej”.

„Czuję się w tej sprawie niewinny, a wręcz poszkodowany przez system organów państwa, które obrały sobie mnie za cel, podobnie jak wcześniej przestępcy, którzy chcieli mnie odwołać ze stanowiska. W moim działaniu nic się nie zmieniło od 2008 roku do końca pracy w MF. Nie odniosłem z tego żadnej korzyści majątkowej, ani też nie działałem w celu przysporzenia komukolwiek korzyści majątkowej kosztem interesu publicznego” – dodał Jacek Kapica.

Były wiceminister finansów został na zlecenie prokuratury zatrzymany pod koniec marca przez CBA („Jacek Kapica: „Nikt nigdy nie dostał takiego wyssanego z palca zarzutu”). W maju sąd uznał jego zatrzymanie za bezzasadne. W obronie ministra swojego rządu Donald Tusk pisał na Twitterze: – „Kiedy Jacek Kapica bezkompromisowo walczył jako minister w moim rządzie z przestępcami, też był atakowany podłymi metodami. Nie poddał się wtedy, nie podda się dzisiaj”.

O ponad 100 tys. ton rocznie rosła liczba przywożonych do Polski śmieci w latach 2015-2017. Wynika tak z odpowiedzi Ministerstwa Środowiska na zapytanie posła PO Krzysztofa Brejzy.

Poseł PO Krzysztof Brejza zwrócił się do Ministerstwa Środowiska z zapytaniem o ilość odpadów przywiezionych do Polski w latach 2015-2017. Z odpowiedzi resortu wynika, że łącznie w tych latach do Polski trafiło 787 tys. ton odpadów.

Do Polski trafiła rekordowa ilość śmieci

Rocznie ta liczba rosła o ponad 100 tys. ton. W 2015 roku do Polski trafiło 154 tys. odpadów, w 2016 – 256 tys. ton, w 2017 – 377,7 tys. ton.

Do Polski trafiły śmieci m.in. z Niemiec, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Austrii, Litwy, Słowenii, a także z Nigerii, Australii i Szwajcarii.

Szok. Ministerstwo Środowisko przyznaje – w 2017 do Polski wwieziono ponad dwukrotnie (!) więcej śmieci niż w 2015. Nie tylko odpady z Niemiec, ale nawet z … Nigerii i Australii

– napisał Krzysztof Brejza na Twitterze.

Nie ma strategii, nie ma doktryny obronnej, czyli osobnych dokumentów, z których powinno wynikać, co powinno być przedmiotem rozwoju modernizacji zbrojeń. Nie ma również polskiej zbrojeniówki. Czy deklaracje polityków obronią nas przed rosyjską agresją? Niestety nie, oni będą pierwsi, którzy w razie zagrożenia dadzą drapaka z Polski, jak w 1939 roku  – mówi nam gen. Waldemar Skrzypczak, b. dowódca Wojsk Lądowych i b. wiceszef MON. Pytamy też o trwający szczyt NATO i działania Donalda Trumpa: – Główny gracz NATO, jakim są Stany Zjednoczone, tracą swoją wiarygodność przez stanowisko Trumpa – mówi gen. Skrzypczak.

JUSTYNA KOĆ: Zanim na dobre rozpoczął się szczyt NATO w Brukseli Donald Trump zaszokował wypowiedzią, że trudniejsze dla niego będzie spotkanie z sojusznikami na szczycie NATO niż późniejsze spotkanie z Władimirem Putinem. Takie wypowiedzi prezydenta USA powinny martwić?

GEN. WALDEMAR SKRZYPCZAK: Takie wypowiedzi powinny martwić. Wydaje się, że Trump nadal nie ma strategii, a jego pomysły z 2016 roku nadal nie zostały zrealizowane. To, co w tej chwili mówi i robi, godzi we wszystko, co do tej pory było ważne i miało sens. Szczerze powiem, że nie rozumiem, o co Trumpowi chodzi, szczególnie jeśli chodzi o NATO.

Jeżeli on za kilka dni spotyka się z Putinem i już dziś mówi, że NATO jest słabe, a spotkania z partnerami będą dla niego dużo trudniejsze niż spotkanie z prezydentem Rosji, to można zastanawiać się, co Trump chce osiągnąć. Takie wypowiedzi na pewno nie służą wiarygodności i spójności NATO.

Mało tego, moim zdaniem to podważa jego wiarygodność. Główny gracz NATO, jakim są Stany Zjednoczone, tracą swoją wiarygodność przez stanowisko Trumpa.

To o co chodzi Trumpowi?

Nie sądzę, żeby chodziło tylko o nakłady na sojusz, te słynne 2 proc., bo Trump idzie na wojnę ze wszystkimi, głównie na wojnę handlową z Chinami, co moim zdaniem jest po prostu podżeganiem do wojny. Nie rozumiem zachowania czy strategii Trumpa, ale chyba podobnie czują jego doradcy, którzy zamilkli i zaczynają tracić cierpliwość.

Pewne jest jedno: to, co robi Trump, nie służy pokojowi na świecie.

Spotkanie z Putinem nic nowego nie wniesie, bo panowie spotykają się kurtuazyjnie. Trump pokazał spotkaniem z przywódcą Korei Północnej, Kim Dzong Unem, że prowadzi błędną politykę. Kim jest regionalnym kacykiem-terrorystą, a tymczasem podpisał porozumienie z największym światowym graczem, jakim są USA, kiedy przy stole nie było ani Chińczyków, ani Rosjan. Ciekawe, jak to się dalej rozwinie, bo według mnie Kim Dzong Un gra dalej Trumpem i będzie to robił tak długo, jak się da.

Trump krytykuje też mocno Niemców, nazywając ich zakładnikami Rosji. Pozbyli się elektrowni węglowych, elektrowni atomowych, biorą ogromne ilości ropy i gazu z Rosji. To coś, czemu trzeba się przyjrzeć – mówił Trump. To atak na głównego gracza UE?

Polityka gospodarcza Trumpa niewątpliwie współgra z chęcią osłabienia Unii Europejskiej, przecież zapowiedział cła także na towary z UE.

Widać, że ta gospodarcza wojna nie dotyczy tylko Chińczyków. Trump ma świadomość, że głównym graczem Unii są właśnie Niemcy, dlatego w nie uderza. Ja bym się z tego nie cieszył.

Ale krytykuje budowę Nord Stream 2, więc tu ma podobne stanowisko jak Polska.

Tylko to dzieje się zdecydowanie za późno. Teraz, gdy zainwestowane zostały już ogromne pieniądze, jest zaangażowanie zarówno polityczne, jak i finansowe, trudno oczekiwać, że ktokolwiek się z tego wycofa. To tak samo, jakby zatrzymać budowę pomnika na Pl. Piłsudskiego w połowie – wiadomo, że tego zatrzymać nie można było.

Dla Trumpa najważniejsze jest to, że jego skroplony gaz nie jest na razie konkurencją dla gazu z Rosji w Europie. Dlatego też szuka możliwości dla pozyskania rynku dla amerykańskiego gazu, którego ma bardzo dużo.

Panie generale, jak ocenia pan kondycję polskiego wojska? Z szumnie zapowiadanych obietnic zakupów dla wojska nic nie zostało. Nie ma okrętów, śmigłowców, rząd zdecydował się na modernizację starych czołgów.

Polskie wojsko ma pecha, bo często mamy ministrów obrony, którzy na wojsku się nie znają. Modernizacja armii na przestrzeni ostatnich lat to pasmo porażek. Mam wrażenie, że wojsko już się z tym pogodziło, że nie będzie miało dobrego sprzętu, ale to wina polityków, którzy obiecują i nic z tego nie wynika, ale też polskiego społeczeństwa, które to akceptuje. Mamienie Polaków, jaką to będziemy mieć już niedługo silną armię, jest zwykłym wprowadzaniem w błąd, także podatnika.

Politycy manipulują opinią publiczną w tym temacie, zapominając o najważniejszej kwestii, że tu chodzi o zapewnienie Polsce bezpieczeństwa militarnego. To, co widzimy, to jest demodernizacja armii, a nawet demolka armii.

Politycy powinni ponieść odpowiedzialność za to, czego nie zrobili, a co deklarowali. Ktoś musi w końcu odpowiedzieć za to, że nic nie jest robione, bo Polska mocno słabnie militarnie.

Poprzedni szef MON Antoni Macierewicz zerwał jednostronnie podpisany przez poprzedników kontrakt z Francuzami na dostawę śmigłowców Caracal. Fiaskiem zakończyły się również negocjacje w sprawie zakupu rakiet Homar. W ciągu dwóch lat rządu PiS MON pod kierownictwem Macierewicza nie realizował żadnego kluczowego przetargu zbrojeniowego.

Nie ma strategii, nie ma doktryny obronnej, czyli osobnych dokumentów, z których powinno wynikać to, co powinno być przedmiotem rozwoju modernizacji zbrojeń. Nie ma również polskiej zbrojeniówki. Czy deklaracje polityków obronią nas przed rosyjską agresją? Niestety nie, oni będą pierwsi, którzy w razie zagrożenia dadzą drapaka z Polski, jak w 1939 roku. Tak samo będzie teraz.

My nie mamy kompetentnych i merytorycznie przygotowanych ludzi i to jest główny problem naszego bezpieczeństwa.

Jeszcze 3 lata temu w wojsku byli kompetentni wojskowi, których minister Macierewicz zwolnił lub zmusił do odejścia.

Na szczęście nie wszyscy kompetentni odeszli z armii. Jest jeszcze kilku dobrych oficerów w armii. Ten ruch z generałem Rajmundem Andrzejczakiem jest moim zdaniem dobry. Znam generała Andrzejczaka, to oficer wysokich lotów, młody, to prawda, bo ma 50 lat, ale gdy ja zostawałem generałem, miałem 49 lat.

Tu jest jeszcze inny problem.

O sile armii nie stanowią tylko generałowie, ale wojsko. Oni wyczyścili jednostki operacyjne z dobrych dowódców. Wyrzucili ze sztabu generalnego dobrych oficerów, którzy znali się na planowaniu modernizacji sił zbrojnych. W tej chwili nie mamy nawet potencjału, aby zaplanować rozsądnie modernizację sił zbrojnych. Kompetentnych wyrzucono, a młodzi muszą się dopiero uczyć, a to jest proces.

Szanuję generała Andrzejczaka, znam go jako wybitnie zdolnego oficera, ale on sam „wiosny nie uczyni”, sam nie zmodernizuje armii, bo nie ma ludzi na średnim poziomie odpowiedzialności wojskowej. Moim zdaniem to jest świadome działanie rządzących i szkoda, że Trump o tym nie mówi, tylko skupia się na 2 proc. PKB. To pokazuje, że Trump jest biznesmenem, a nie politykiem. Gdyby posłuchał amerykańskich doradców, którzy mówią o osłabieniu polskiej armii, to mógłby to zrozumieć, ale niestety tego nie widzę.

W najnowszej „Polityce” generał Mieczysław Gocuł mówi m.in., że brak opisanej strategii modernizacji to świadome działanie, bo wówczas można by z niej rozliczyć rządzących.

Wie pani, jeszcze rok temu gen. Gocuł był szefem Sztabu Generalnego, zatem w jego ustach to brzmi jak hipokryzja.

Gdy byłem jeszcze wiceministrem, przypominałem generałowi, że warto by to zrobić. Gdy on teraz mówi, że nie ma doktryny obronnej, to dla mnie to nie jest wiarygodne.

Mówi też, że jesteśmy nie tylko na marginesie UE, ale i NATO.

To, że nasza pozycja w NATO słabnie, widać gołym okiem i jest efektem działania polityków, a nie wojskowych. Wie pani, naszych sojuszników musi niezmiernie bawić, mówiąc delikatnie, fakt, że Polska chce modernizować czołgi T-72. Na początku traktowali to jako żart. Gdy okazało się, że to polityczna decyzja i fakt, to pojawiło się przerażenie i pytanie, kto mógł wpaść na taki pomysł. To jest morderstwo i zbrodnia na polskich żołnierzach.

Gdyby wysłać ten czołg przeciwko rosyjskim czołgom, to w pierwszym pojedynku ogniowym z naszych czołgów nic by nie zostało. Taka decyzja polityczna to bandytyzm. Jestem czołgistą, więc mam prawo tak mówić, dla mnie ważne jest życie żołnierza, a ono znaczy bardzo wiele. Czołg T-72 jest co najmniej o 30 lat za stary. Za takie działania ktoś powinien stanąć przed sądem.

To pokazuje, że rządzący w ogóle nie wiedzą, co robią, a ci, którzy doradzają, aby te stare czołgi modernizować, powinni stanąć przed sądem i to natychmiast. Dziwię się politykom w rządzie, że nie reagują i trzymają takich doradców.

Nowy minister MON czyści ministerstwo z ludzi Macierewicza, więc może będzie lepiej?

Kiedy ministrem został Macierewicz, muszę przyznać, że wiele sobie obiecywałem. Mówiono o nim, że jest zdecydowany i decyzyjny, że jest człowiekiem czynu, a nie gadania. Okazało się inaczej. Teraz wszyscy czekamy, jak sprawny w tym, co mówi, będzie minister Błaszczak.

Pan także musiał odejść za ministra Macierewicza.

Co zrobić, żołnierz zna swoje miejsce w szyku i wie, kiedy powinien odejść i kiedy kończy się jego czas. Mój czas nadszedł właśnie wtedy, chociaż ja czuję się żołnierzem i będę nim do końca życia.

Waldemar Mystkowski pisze o Morawiekcim.

Premier nie potrafi rozwiązywać żadnych politycznych problemów, tylko snuć grubo ciosane wizje z PowerPointa.

W jakiej rzeczywistości żyje Mateusz Morawiecki? Wiele wskazuje, że jest nie z naszego świata, z jakiejś alternatywy, fałszu, konfabulacji. Czy ta cecha jest dobra dla premiera rządu? A może właściwa dla bankiera, którym Morawiecki powinien pozostać?

Podczas dyskusji w Europarlamencie nad przyszłością Unii Europejskiej hiszpańska europosłanka Tania González Penas recenzowała wystąpienie Morawieckiego: – „Panie Morawiecki, pana wystąpienie wskazuje, że żyje Pan w pewnej rzeczywistości, a pana kraj żyje w zupełnie innej”. Czyli zauważyła, że Morawiecki żyje w alternatywie, a ta w naszej kulturze popularnej zyskała wykładnię w „Alternatywy 4” Stanisława Barei.

Z tego samego wystąpienia Morawieckiego w PE dziennikarz Piotr Kraśko wyłuskał inne nadużycie premiera, który się bronił, iż „„Jesteśmy dumnym państwem, proszę nas nie pouczać”. Kraśko zwrócił uwagę na brak podstawowej wiedzy logicznej u Morawieckiego: – „Panie premierze, pan nie jest państwem, pan nie jest Polską! Polski tam nikt nie pouczał. To pan odpowiada za rząd i te wszystkie uwagi były do Pana, nie do Polski”.

No, właśnie! Co szwankuje u Morawieckiego? Zwracają się do niego ad personam, a on zasłania się państwem. Tym samym sprowadza nas do swojego poziomu zakłamania, intelektualnej małości. Możliwe, że Morawiecki nie potrafi rozwiązywać żadnych politycznych problemów, tylko snuć grubo ciosane wizje z PowerPointa.

Nieumiejętność, lewizna polityczna wyszła z Morawieckiego podczas obchodów rocznicy rzezi wołyńskiej, na których potępił nacjonalizm, ale pod warunkiem, że to nacjonalizm ukraiński. Polski nacjonalizm jest przez niego hołubiony, a wręcz adorowany, bo tak należy traktować złożenie kwiatów na pomniku Brygady Świętokrzyskiej, notabene kolaborującej z III Rzeszą. Rzeź wołyńska 1943 roku dzisiaj wymaga od polityków ogromnej subtelności, a nie takiej tromtadracji, jaką zaprezentował Morawiecki. Literatura faktu i piękna o Wołyniu jest ogromna, sięgnąć do niej, a nie do swoich fatalnych emocji i braku wiedzy.

Morawiecki intelektualnie nie wygląda na takiego, który potrafiłby rozwiązać trudniejsze polskie problemy, jest źle psychicznie i mentalnie spozycjonowany. Nie tylko żyje w rzeczywistości alternatywnej, ale twarde dane ulegają w jego głowie konfabulacji.

W wywiadzie dla „Sieci” był łaskaw pochwalić się, że w 2017 roku „2/ 3 miejsc pracy, które powstały w europejskim przemyśle w 2017, powstały w Polsce”. Żadne statystyki tego nie potwierdzają, ani polskie, ani europejskie, które są dostępne. Portal oko.press zwrócił się o pomoc do Eurostatu, bo może istnieją gdzieś tajemne dane, które dostępne są tylko Morawieckiemu.

Wszak dwie trzecie europejskiego wzrostu zatrudnienia z grobu podniosłoby jakiegoś lokalnego Łazarza, który z miejsca wziąłby się do lepienia garnców na wino mszalne. Portalowi dostarczono dane, które nie potwierdzają chciejstwa Morawieckiego.

W Polsce wzrost miejsc pracy w przemyśle wytwórczym wyniósł 3,3 proc, co na tle innych krajów UE pozycjonowało nas na 9. miejscu. W liczbach bezwzględnych wynosi to 111 tys. miejsc pracy na europejski wzrost zatrudnienia – 591 tys. Jakby to nie dzielił i liczył, nie jest to 2/3.

Może takie rachunki są dobre w bankach. Acz gdyby Morawiecki zastosował podobne przeliczenia w instytucjach finansowych, to szybko by upadły, jako piramida finansowa, jak to miało miejsce z Amber Gold czy też GetBack.

Morawiecki zapowiada więc taki sukces swojej piramidalnej polityki, w wyniku której Polskę puści z torbami. Rodzi się tylko pytanie: kiedy to będzie?

Single Post Navigation

One thought on “Morawiecki w sztosie chciejstwa. Mieć pokrakę za premiera – tylko w Polsce

  1. Reblogged this on Earl drzewołaz i skomentował(a):
    Morawiecki jest produktem polskiej lewizny. Wiele ambicji, chciejstwa, niewiele umiejętność.
    Bozia nie dała, tylko nasrała – żałosna polska niedojrzałość.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: