Hairwald

W ciętej ranie obecności

Władza PiS stosuje coraz większą przemoc. Boją się, a tchórz prędzej czy później zabija

>>>

Opublikowane dwa lata temu, na dwa dni przed wyborami parlamentarnymi 2015 r., stanowisko „Wyborczej”. Zarzucano wówczas „histerię” i „straszenie PiS-em”.

Zwycięstwo PiS może zagrozić demokracji. Stanowisko „Wyborczej” wynika z naszej 26-letniej historii i z wartości, które uważamy za najważniejsze. To demokracja parlamentarna, wolny rynek, sprawiedliwość społeczna, integracja europejska, tolerancja światopoglądowa, wolność jednostki i prawa człowieka. Jako spadkobiercy przedsierpniowej opozycji demokratycznej i ruchu „Solidarność” jesteśmy do tych wartości przywiązani.

Kierując się nimi, „Gazeta Wyborcza” w 1989 r. wspierała kandydatów Komitetów Obywatelskich „S” w pierwszych częściowo wolnych wyborach. W imię tych wartości popieraliśmy rząd Tadeusza Mazowieckiego i kandydaturę naszego Pierwszego Premiera na prezydenta oraz – nie bez zastrzeżeń – Lecha Wałęsę przeciwko populiście Stanowi Tymińskiemu. Odrzucając logikę plemienną, wspieraliśmy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, gdy wprowadzał Polskę do NATO, i premiera Leszka Millera, gdy podpisywał akcesję do Unii Europejskiej.

W imię tych wartości przeciwstawialiśmy się rządom nacjonalistyczno-populistycznej koalicji PiS, LPR i Samoobrony w latach 2005-07 w głębokim przekonaniu, że narusza ona państwo prawa, wolności obywateli, ład demokratyczny i prymat merytorycznych zasług w awansowaniu ludzi do funkcji publicznych.

Zarazem pochwalaliśmy niektóre przedsięwzięcia prezydenta Lecha Kaczyńskiego: odważną obronę Gruzji zaatakowanej przez Rosję Putina, wsparcie dla demokracji na Ukrainie i pojednania z Ukraińcami oraz wolny od kompleksów dialog polsko-żydowski. Prezydent Kaczyński był patriotą, ale nie nacjonalistą. Docenialiśmy to.

Udzieliliśmy też poparcia Bronisławowi Komorowskiemu w przekonaniu, że jego konkurent Andrzej Duda jako prezydent nie będzie ani arbitrem, ani strażnikiem konstytucji, lecz wykonawcą woli Jarosława Kaczyńskiego. A ewentualne zdobycie przez PiS większości w parlamencie utoruje drogę do recydywy IV RP i „orbanizacji” Polski. Dziś uznajemy to za wielkie zagrożenie dla naszego kraju. 

Na podstawie doświadczeń z lat 2005-07 i obecnych deklaracji PiS uważamy bowiem, że partia nie respektuje reguł demokratycznych. Ukrywa swój projekt konstytucji z roku 2010, którym jeszcze niedawno się chwaliła. Nic dziwnego, bo jest to zapowiedź ataku na podstawy państwa prawa.

Dlaczego?

Prawo i Sprawiedliwość zamierza: naruszyć trójpodział władzy; znieść niezawisłość sędziowską; zwasalizować Trybunał Konstytucyjny; odrzeć z uprawnień Rzecznika Praw Obywatelskich; dać prezydentowi władzę rządzenia dekretami i rozwiązania Sejmu, kiedy zechce; ograniczyć inicjatywę ustawodawczą posłów; zakazać poprawek do rządowych projektów ustaw; osłabić ochronę obywateli przed dyskryminacją. Taki oto „pakiet demokratyczny” szykuje nam wszystkim PiS.

Nie koniec na tym. Aksjologia Kościoła katolickiego ma być zapisana w konstytucji, której preambuła zaczynać się będzie słowami „W imię Boga Wszechmogącego”. Oznaczałoby to zniesienie przyjaznego rozdziału „tronu i ołtarza”, bezwzględny zakaz aborcji, koniec ochrony wolności sumienia, zamach na prawa mniejszości. To konstytucja państwa autorytarnego.

Powtarzany przez prezesa PiS slogan „Budapeszt w Warszawie” zapowiada takie jak na Węgrzech Orbána rządy w duchu resentymentu narodowego oraz całkowitą wymianę i upartyjnienie instytucji państwa, TK, KRRiT, NIK, NBP, ABW, CBA itd. Oznacza całkowite podporządkowanie prokuratury władzy politycznej, zawładnięcie mediami publicznymi i próby nałożenia kagańca mediom opozycyjnym oraz możliwe zmiany w ordynacji wyborczej ułatwiające PiS przyszłe zwycięstwa.

Newralgiczne dla bezpieczeństwa państwa i obywateli resorty i instytucje (obrona, sprawy wewnętrzne, służby specjalne) oddano by w ręce ludzi owładniętych obsesją i żądzą zemsty za urojone krzywdy.Wszystko to z wiecowym poparciem ulicy, które Jarosław Kaczyński uznaje za zdrowe zaplecze rządu.

PiS nie jest partią demokratyczną, jest partią wodzowską. Podobnie byłoby z państwem PiS, gdzie całą władzę skupiłby w swoim ręku jeden człowiek w „centralnym ośrodku dyspozycji politycznej”, o którym Kaczyński pisze w swym „Raporcie o stanie Rzeczypospolitej” z 2011 r.

PiS to eurosceptycyzm. Cyniczny i roszczeniowy stosunek do UE grożący samoizolacją Polski i utratą naszej pozycji we Wspólnocie Europejskiej. To egoizm narodowy wyrażający się między innymi rasistowskimi uprzedzeniami wobec uchodźców. To infantylna polityka historyczna polegająca na heroizacji narodu polskiego oraz edukacja kolejnych pokoleń w duchu neoendeckim, gdzie kompleks niższości wobec narodów większych i wyższości wobec narodów mniejszych objawia się narodowo-patriotyczną tromtadracją.

Szkodliwe mity

To wreszcie upaństwowienie mitologii „zamachu smoleńskiego” i oficjalny kult „pierwszego poległego” prezydenta Lecha Kaczyńskiego. A skoro był „zamach”, będzie też polowanie na czarownice. Winni muszą się znaleźć. Zadbają o to pisowska prokuratura i podporządkowane prezydentowi Dudzie sądy. Z jednej strony będą skazani, z drugiej – nowe smoleńskie pomniki. Rozdarcie społeczeństwa, miast się zabliźniać, będzie się pogłębiać.

Wprowadzenie w życie obietnic wyborczych PiS – 500 zł na dziecko, obrona przywilejów branżowych, zwłaszcza trwale nierentownych kopalń, cofnięcie reformy emerytalnej koniecznej z powodu coraz dłuższego życia Polaków – zrujnowałoby finanse publiczne.

Jeśli PiS zdobędzie pełnię władzy, narzuci dyktaturę większości. Bez liczenia się z prawami mniejszości, bez respektu dla ducha i litery prawa. Jeśli PiS wygra wybory, co sugerują sondaże, to partii tej prezydent Duda powierzy formowanie rządu. Dlatego jest dziś polską racją stanu, by wynik PiS i jego potencjalnych koalicjantów był jak najsłabszy. Aby nie tylko nie byli w stanie zmienić konstytucji broniącej praw i wolności obywateli (307 głosów), ale także nie mogli utworzyć większościowego rządu. Innymi słowy, by ani samodzielnie, ani w koalicji (Kukiz?, Korwin?) nie uzyskali ponad 230 mandatów w Sejmie i ponad 50 mandatów w Senacie.

Demokracja nie obroni się przed swoimi wrogami inaczej niż kartą wyborczą. 

Nie rekomendujemy naszym Szanownym Czytelnikom głosowania na konkretną partię polityczną. Każdy rozważy to we własnym sumieniu. Rekomendujemy natomiast głosowanie na jedną z tych partii, które szanują polską konstytucję i nie przyłożą ręki do demokratycznego rozmontowania demokracji w stylu Orbána. Naszym zdaniem pięć spośród ośmiu komitetów wyborczych spełnia te kryteria: Nowoczesna, Partia Razem, PO, PSL, ZL (kolejność alfabetyczna).

Im więcej partii wejdzie do parlamentu, tym bardziej zmaleje faworyzujący zwycięzcę efekt metody d’Hondta, za pomocą której przelicza się głosy na mandaty. Dlatego tak ważny jest każdy głos. Daje szansę na przyszły sojusz demokratów.

Wszyscy, którzy odrzucamy hasło PiS „Polska w ruinie” – jako próbę odebrania nam sensu pracy i osiągnięć ostatnich 26 lat – idźmy 25 października na wybory. Oddajmy głos na polską wolność i demokrację, które chroni nasza konstytucja. 

>>>

„No to w sprawie złamania Konstytucji zostanie tylko dożywocie” – to komentarz Janusza Piechocińskiego z PSL do najnowszego pomysłu Zbigniewa Ziobry. Minister sprawiedliwości szykuje rewolucję w Kodeksie karnym. Ma być jak w USA, czyli wyroki więzienia za różne przestępstwa będą się sumować – informuje „Rzeczpospolita”, tytułując swój artykuł: „Ziobro: do więzienia nawet na 100 lat”.

Kary za przestępstwa mają być wykonywane po kolei. Trudniej też będzie o przedterminowe zwolnienie z więzienia. – „Dziś, kiedy bandyta dokona kilku przestępstw, sąd nie karze go za każde z osobna zgodnie z przewidzianą za nie kodeksową karą, tylko wymierza znacznie mniejszy wyrok” – czytamy w uzasadnieniu tego pomysłu.

„Do kompletu brakowało programu Więzienie+. No to będzie ;)” – skomentował na Twitterze Krzysztof Kowalczyk z „Rzeczpospolitej”. A Patryk Słowik z „Dziennika Gazety Prawnej” skomentował: – „Rz pisze, że Zbigniew Ziobro chce sumowania kar („Ziobro: do więzienia nawet na 100 lat”). Tenże Ziobro w 2016 r. mówił, że sumowanie kar to rozwiązanie populistyczne, skrajne, eliminujące resocjalizację. Naprawdę polityka karna państwa zależy od tego, którą nogą wstanie minister?”.

Jeden z internautów miał pytanie do ministra sprawiedliwości: – Ziobro, nie boisz się, że będziesz sądzony na podstawie tego prawa? Niekoniecznie przez PO, w bolszewizmie można spodziewać się ciosu w plecy od kolegów?”.

>>>

„My, obywatele Polski i Unii Europejskiej, apelujemy do Pana Wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej o podjęcie bardziej radykalnych kroków w celu obrony rządów prawa i demokracji w naszym kraju. To ostatni moment” – tak rozpoczyna się list do Fransa Timmermansa. Napisał go prof. Jerzy Zajadło z Wydziału Prawa Uniwersytetu Gdańskiego. Zachęca, żeby każdy, komu zależy na niezawisłych sądach wysłał go do wiceszefa KE.

Prof. Zajadło napisał, że po raz piąty PiS nowelizuje ustawy sądowe, likwidując niezależność sądownictwa. – „Ustawa umożliwi natychmiast powołanie do Sądu Najwyższego nowych sędziów, a także spowoduje niekonstytucyjną przerwę kadencji zasiadających w nim dotychczas sędziów łącznie z Pierwszą Prezes. Nowe prawo wejdzie w życie w okresie letnim, tak aby społeczeństwo obywatelskie i instytucje europejskie były zaskoczone i powolne w działaniu” – czytamy w liście.

– „W ostatnich miesiącach i latach osobiście udowodnił Pan, że jest jednym z najbardziej lojalnych przyjaciół Polski (…). Nalegamy, aby kontynuował Pan polityczne wysiłki na rzecz wspierania społeczeństwa obywatelskiego w tej walce o rządy prawa” – tak kończy się list, który każdy może wysłać do Fransa Timmermansa (European Commission, Rue de la Loi/Wetstraat 200, 1049 Brussels, Belgium lub pod adres mailowy frans-timmermans-contact@ec.europa.eu).

Przypomnijmy, że już wcześniej środowisko prawnicze i wiele organizacji pozarządowych apelowało do Komisji Europejskiej, by złożyła skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie polskiej ustawy o Sądzie Najwyższym.

Na początku lipca Komisja Europejska rozpoczęła procedurę wobec Polski w sprawie zmian w Sądzie Najwyższym. Według niej ustawa o SN narusza art. 19 traktatu o Unii Europejskiej, który mówi o prawie każdego obywatela UE do sądu. Rząd PiS ma miesiąc na odpowiedź w sprawie zarzutów KE.

Działo się to roku trzeciego od chwili, gdy Dobra Zmiana zawitała do ojczyzny, odmieniając los milionów bogobojnych i pracowitych rodaków, wyzwalając ich spod jarzma gimnazjów i uwalniając od udręki niedzielnych zakupów. Radosny lud z pieśnią na ustach ochoczo spieszył co rano do hut i kopalń, by pomnażać dobrobyt kraju, po godzinach zaś nie wracał do domu, lecz w czynie społecznym pracował do późnego wieczora, odlewając ze spiżu pomniki Lecha Kaczyńskiego oraz fundując umiłowanym przywódcom nagrody kwartalne. Oni zaś z entuzjazmem przekazywali je Caritasowi. Polska kwitła i była wyspą szczęśliwości w europejskim morzu biedy, smutku i homoseksualizmu.

Pogańskie siły zła nie pogodziły się jednak z przegraną i raz po raz podnosiły łeb, ukazując światu wyszczerzone zdradzieckie mordy. Nikczemny gender okopał się w sądach, teatrach, uczelniach, niemieckich redakcjach polskojęzycznych mediów – i stamtąd przypuszczał ataki na patriotów zgromadzonych wokół Przenajświętszej Drabinki. Chwilowo nie było na niej pana Prezesa, który przez wiele lat ofiarnie pomagał ojczyźnie wstać z kolan, przez co trochę zaniedbał własne kolana.

Tego dnia siły nieprzyjaciela dotarły pod drogi każdemu Polakowi budynek parlamentu. Straszny, choć piękny w swej grozie był widok kolumn ciągnących w zwartym szyku ku świątyni, na której ołtarzu biło gorące serce dobrej zmiany. Czujne oczy obrońców z okien, blanków i baszt wpatrywały się w sunące na przedzie wózki inwalidzkie i inne machiny oblężnicze. Za nimi niczym mordercze jeże posuwały się czworoboki uformowane z aborcjonistek trzymających na sztorc czarne parasolki. Z tyłu w wężowym szyku wiły się długie po horyzont kolumny sędziów w togach, dzierżących topory, megafony i egzemplarze konstytucji. Nad tą przerażającą i krwiożerczą ciżbą pogan z barwami wojennymi na twarzach, z kolczykami w uszach i nosach, z pofarbowanymi dredami, łopotały tęczowe i unijne sztandary.

Niejedno patriotyczne serce zamarło w przerażeniu, w niejednej głowie zaświtała myśl o kapitulacji i ucieczce. Nawet Krystyna Pawłowicz znieruchomiała z widelcem uniesionym do ust, a mężny zazwyczaj Zbigniew Ziobro wszedł pod stół.

I wtedy rozległ się śpiew Barbary Bubuli, która na co dzień opiekowała się Przenajświętszą Drabinką, okadzała ją i dbała, by zawsze były na niej świeże kwiaty:

„Próżno przegrażasz mi, genderze srogi, 
Próżno diabelskie wzywasz w pomoc rogi,
Na próżno palisz i krwie nie żałujesz, 
Mnie nie zwojujesz!

Choćby tu przyszły z Brukseli tysiące, 
Choćby na smokach wojska latające, 
Nic nie wskórają miecz, ogień ni męże
Bo ja zwyciężę!”

Słysząc ten szczery, z serca płynący śpiew prostej kobiety, która nie ulękła się nadciągającego zła i śmiało rzuciła wyzwanie genderowi, obrońcy parlamentu ponownie nabrali odwagi. Zbigniew Ziobro wyszedł spod stołu, wygładzając garnitur, a Krystyna Pawłowicz przełknęła kęs sałatki.

Do zgromadzonych przemówił dowódca obrony Marek Kuchciński. Wysoko trzymając nad głową marszałkowski sekator, rzekł: – „Bramy piekielne nie przemogą mocy niebieskich. Uspokójcie się i otuchy w serca nabierzcie. Nie wstąpi noga gendera w te święte mury, nie będzie europejski zabobon guseł swych odprawował w tym przybytku czci i wiary”.

To rzekłszy wyszedł na blanki, by przeprowadzić inspekcję twierdzy i sprawdzić poczynione w minionych dniach przygotowania. Na szczytach murów dymiły już beczki z roztopioną smołą, wokół fortyfikacji stał zwarty kordon policjantów, a przed nimi błyszczały metalowe bariery, mające zatrzymać szarże wózków inwalidzkich.

Do organizowania obrony Marek Kuchciński zaprzągł całe swe doświadczenie i bogatą wiedzę ogrodniczą, sadząc cierniste żywopłoty w miejscach strategicznie kluczowych. Planował też otoczyć parlament fosą, która w preliminarzu budżetowym figurowała jako oczko wodne, oraz wypuścić na trawnikach wokół budynku pytony tygrysie. Niestety, pierwszy z zakupionych pytonów uciekł podczas transportu i służby Joachima Brudzińskiego nie zdołały go złapać. Zabrakło też czasu na zrealizowanie wszystkich tych projektów i w chwili inwazji parlament był tylko częściowo przygotowany do odparcia ataku, podobnie jak Polska w 1939 r.

Nagle za oknami rozległa się pierwsza salwa z megafonu gendera.

– „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego! W imię Najczystszej i Najświętszej Bogarodzicielki! Na mury, bracia ukochani!” – krzyknął Piotr Gliński i rzucił się jako pierwszy, by razić celnym ogniem nacierającą czerń i zrzucać z blanków wdzierające się po drabinach aborcjonistki. Kto żyw, popędził za nim.

Łuna pożogi zapłonęła na niebie, korytarze wypełnił tupot nóg, zewsząd spadały pociski, strzały i ulotki. Stada spłoszonych dronów z panicznym trzepotem krążyły pod sufitem Sali Kolumnowej, zderzając się za sobą i rozbijając żyrandole.

Nie wszyscy jednak obrońcy pobiegli na mury. Joachim Brudziński schował za pazuchą kiszkę z nitrogliceryną i trotylem i wymknął się bocznym wejściem. Z grupką policjantów przekradł się do obozu wroga, gdzie znienacka pochwycił czwórkę zaskoczonych nieprzyjaciół. Próbowali się wyrywać, ale dzielni obrońcy parlamentu trzymali ich w morderczym uścisku. Pomagali sobie nawzajem i udzielali cennych rad: – „Przyduś go mocniej!”.

Najgroźniejsza zaś była Klementyna Suchanow, w obozie Dobrej Zmiany zwana Kolubryną i budząca tu powszechne przerażenie. Jej potężna sylwetka wprawiała w drżenie nawet najdzielniejszych mężów. Ją też pojmał oddział nieustraszonego Joachima Brudzińskiego. Po tym ciosie atakujący nie zdołali się już podnieść.

Nazajutrz dzień był pogodny, jeno mgły wisiały nad ziemią, ale niebo było czyste i rumiane od porannej zorzy. Biały tuman przesłaniał ulicę Wiejską i wedle zwykłego rzeczy porządku powinien był zakrywać parlament; tymczasem budynek unosił się nad mgłą, wysoko, wysoko, zupełnie jakby oderwał się od swej podstawy i zawisł w błękitach pod niebem.

– „W górę jeszcze idzie! W górę!” — krzyczeli oszołomieni siepacze gendera. – „Z oczu niknie!…”

I istotnie, tuman począł się podnosić na kształt drabinki ku niebu, budynek zaś, osadzony jakby na jej szczycie, zdawał się wzbijać coraz wyżej, jednocześnie zaś hen już pod samymi obłokami przesłaniał się coraz więcej białym oparem, rzekłbyś: roztapiał się, rozpływał, mącił, na koniec zniknął zupełnie z oczu. Została tylko drabinka przystrojona kwiatami i okadzona przez Barbarę Bubulę.

Wojciech Maziarski

Ćwiczenia

1. Ułóż w porządku chronologicznym heroiczne czyny oręża polskiego:
a. Obrona Westerplatte
b. Obrona krzyża smoleńskiego na Krakowskim Przedmieściu
c. Obrona Jasnej Góry
d. Obrona parlamentu przed genderem
e. Obrona doktoratu pana Prezesa
f. Obrona Lwowa

2. Do czego Marek Kuchciński chciał użyć pytona tygrysiego?
a. Do pilnowania Sejmu przed intruzami
b. Do wypłoszenia Małgorzaty Gersdorf z Sądu Najwyższego
c. Do pojmania Klementyny Suchanow
d. Do repolonizacji niemieckich mediów

Waldemar Mystkowski pisze o policji.

Brudzińskiemu nie udało się jeszcze całej policji przerobić na milicję, jeszcze niektórzy z policjantów się bronią.

Policja za czasów PiS najpierw przeistoczyła się w firma ochroniarską miesięcznic Jarosława Kaczyńskiego tudzież innych imprez pisowskich, a ostatnio dokonała zdecydowanej przemiany – w milicję.

Joachim Brudziński lepiej sobie poczyna jako minister spraw wewnętrznych. Mariusz Błaszczak miał spektakularne wyniki policji, która sypała konfetti na cześć zastępcy Zielińskiego oraz mord na komendzie we Wrocławiu na Igorze Stachowiaku.

Brudziński idzie szerszą ławą, policja używa przemocy jak milicja peerelowska, która chroniła PZPR. Policja zastrasza obywateli, wykręca i łamie ręce. Nie nosi identyfikatorów i możliwe, że mamy do czynienia nie tylko z milicją udającą policję, ale także zamiennikiem dawnego ZOMO, czyli WOT (Wojsk Obrony Terytorialnej). Ta ostatnia formacja od początku była przeznaczona do walki ze społeczeństwem obywatelskim, bo nie z zagrożeniem ze strony wrogów zewnętrznych. Na wojnie byłaby tylko mięsem armatnim.

Milicja Brudzińskiego postawiła zarzut propagowania totalitarnego systemu 49-letniej kobiecie, która na biurze PiS napisała „PZPR” i „Czas na sąd ostateczny”. A co miała napisać? PiS? Partia Kaczyńskiego jeszcze nie jest totalitarna, ale autorytarna – zmierza do totalitaryzmu.

Kobieta zaledwie porównała, a za metafory trzeba byłoby sadzać poetów, bo to oni tworzą porównania. Napis „PZPR” jest metaforą. Ale Brudziński może nie wiedzieć, z czym to się je, zaś milicja jego jest jak w starym dowcipie o milicjancie: „milicjant myśli”.

Chyba, że milicja uważa, że szerzeniem totalitaryzmu jest „czas na sąd ostateczny”. Ale to metafizyka, nauka o niebycie, którą praktykuje Kościół chrześcijański od 2 tysięcy lat. Totalitaryzm metafizyczny, który straszy piekłem i niebytem w niebycie.

Gdy w tym miejscu napiszę: Joachim Brudziński z PiS albo Joachim Brudziński z PZPR, nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że szerzę totalitaryzm, a wręcz przeciwnie przestrzegam przed nim. A więc owej 49-letniej kobiecie należy się laur za trafną metaforę, laur Zbigniewa Herberta.

Joachim Brudziński z PZPR postraszył posła PO Michała Szczerbę, który wymienił dwa nazwiska policjantów. Policjanci pełnią służbę publiczną i to pod nazwiskiem, tak jak poseł PO Michał Szczerba. Tak jak ja tutaj piszę pod nazwiskiem i pod nazwiskiem wydaję książki. Z wpisu posła opozycji wynika, że Brudzińskiemu nie udało się jeszcze całej policji przerobić na milicję, jeszcze niektórzy z policjantów się bronią.

Jak w jednej z największych metafor literackich Franza Kafki nie wszyscy przeistoczyli się w mroki nocy władzy PiS w Gregorów Samsów, w Karaluchów. Nie wszyscy policjanci są milicjantami i to jest sukces tej formacji od porządku publicznego.

Zgadzam się, że należy karać za propagowanie totalitaryzmu, ale nie za metafory. Mam nadzieję, że w przyszłości za napis „PiS” będzie kara, a ta partia już dzisiaj w prostych narzędziach literackich języka polskiego da się zdefiniować jako partia autorytarna, zmierzająca do totalitaryzmu.

Single Post Navigation

One thought on “Władza PiS stosuje coraz większą przemoc. Boją się, a tchórz prędzej czy później zabija

  1. Reblogged this on Earl drzewołaz i skomentował(a):
    PiS przejdzie do „ofensywy” z prowokatorami i swoim ZOMO – WOT. Nauki z PZPR nie poszły w las.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: