Hairwald

W ciętej ranie obecności

Morawiecki ma przypadłość chorobowego posługiwania się kłamstwem: Zespół Delbrücka

 

Prawda wygląda tak 👇

Zgodnie z przysłowiem, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ta zasada zdaje się być szczególnie żywa w polityce, gdzie osoby z pierwszych stron gazet potrafią z dnia na dzień zmienić poglądy o 180 stopni. Szczególnym przykładem takiego koniunkturalizmu okazuje się być Mateusz Morawiecki i jego stosunek do Unii Europejskiej. Dziś – zwolennik teorii o neokolonializmie gospodarczym Polski, dyktacie Niemiec, czy braku suwerenności po 1989 roku, ale jeszcze kilka lat temu premier  miał zupełnie inne poglądy. Mateusz Morawiecki był im na tyle wierny, że zawarł je nawet w książce…

Poseł PO Krzysztof Brejza przypomniał opinii publicznej fragmenty podręcznika z 1999r., którego obecny premier jest współautorem. Treść publikacji zszokowałaby zapewne wielu zwolenników PiS. Mateusz Morawiecki tłumaczy w niej m.in., co powinni zrobić sędziowie, kiedy przyjmowane są ustawy niezgodne z prawem Unii Europejskiej. Premier stwierdza, że:

W innych fragmentach premier ku zdziwieniu uznaje, że podjęcie przez Polskę starań o przyjęcie do UE było decyzją suwerenną, a członkostwo w UE to wydarzenie epokowe i wyjątkowe. W takich momentach aż ciężko uwierzyć w transformację światopoglądową szefa rządu.

Jakby tego było mało, Morawiecki opisał nawet sprawę Sądu Najwyższego i pytań Trybunału Sprawiedliwości UE. Już w 1999 roku premier potwierdzał, że SN może zawiesić stosowanie niezgodnych z prawem UE przepisów.

Hipokryzja polityczna Mateusza Morawieckiego tak bije z opisanej książki po oczach, że poseł Krzysztof Brejza ogłosił na Twitterze akcję #tydzieńpremieraMorawieckiegozUE 🇵🇱🇪🇺, podczas którego będzie prezentować każdego dnia kolejne mądrości szefa rządu.

Widzimy zatem jak na dłoni, że premier nie wyznaje już żadnych zasad, ponieważ obecnie głoszone przez Mateusza Morawieckiego poglądy są niczym więcej niż stworzoną dla mediów fasadą. Czy na tym polega uczciwość dobrej zmiany?

Sąd krajowy, zadając pytanie prejudycjalne Trybunałowi Sprawiedliwości UE, powinien „przyznać poszkodowanemu na jego wniosek tymczasową ochronę prawną” do czasu odpowiedzi na to pytanie – stoi jak byk w książce „Prawo Europejskie”, której współautorem jest Mateusz Morawiecki. Tymczasem podległa jego rządowi prokuratura ma za nic ten pogląd

Prokuratura zapowiada ściganie karne sędziów Sądu Najwyższego za zawieszenie przepisów dotyczących wieku emerytalnego sędziów w związku z pytaniem prejudycjalnym  do Trybunału Sprawiedliwości. Sędziowie, którzy zadali pytania prejudycjalne TSUE dotyczące gwarancji sędziowskiej niezawisłości – Igor Tuleya z Sądu Okręgowego w Warszawie i Ewa Maciejewska z SO w Łodzi – mają zapowiedziane postępowania dyscyplinarne.

Tymczasem obecny premier Mateusz Morawiecki w 1999 roku w książce „Prawo Europejskie” wydanej przez PWN wyraził pogląd, że

sąd krajowy, zadając pytanie TSUE, powinien „przyznać poszkodowanemu tymczasową ochronę prawną” do czasu odpowiedzi na to pytanie.

Taką tymczasową ochroną może być – to już nie Mateusz Morawiecki, tylko moja interpretacja – zawieszenie działania przepisów emerytalnych w sytuacji, gdy niezawieszenie wywoła nieodwracalne skutki.

Prokuratura Morawieckiego ściga poglądy Morawieckiego

No więc dziś prokuratora podległa rządowi Mateusza Morawieckiego ściga sędziów za to, co Mateusz Morawiecki akceptował 19 lat temu jako zgodne z prawem. A przynajmniej można sądzić, że akceptował, skoro na okładce książki, w której taki pogląd wyrażono, umieszczony jest jako współautor.

Czy to rzeczywiście pogląd Mateusza Morawieckiego?

Cytat zamieścił w internecie poseł Krzysztof Brejza. A także zdjęcie okładki, na której jedno pod drugim wymienione są nazwiska autorów: Franka Emmerta i Mateusza Morawieckiego.

Oto wpis Posła Brejzy:

Oraz zamieszczony przez niego skan odpowiedniej strony o raz okładki książki, która znajduje się m.in. w Bibliotece Sejmowej.

Ale z okładką stoi w sprzeczności kolejna karta tej książki. Z niej wynika, że książka jest tłumaczeniem z niemieckiego książki Franka Emmerta. Zaś Mateusz Morawiecki nie jest nawet tłumaczem.

Jego wkład to „weryfikacja przekładu i aktualizacja treści”.

Domniemanie poglądów

Zatem można podejrzewać, że dzisiejszy premier w 1999 roku przypisał sobie (zapewne załatwiając zgodę autora i za wiedzą wydawnictwa) współautorstwo tej publikacji. Skoro tak, to można mu przypisać poglądy prawne w niej wyrażone.

Tak sobie myślę, za podstawę biorąc praktykę prokuratury Zbigniewa Ziobry, która w niezwykle elastyczny sposób interpretuje prawo i własne kompetencje, że jeśli sędziowie SN mają być ścigani za swoje pytanie prejudycjalne, to Mateusz Morawiecki może być ścigany za podżeganie ich do przestępstwa.

W sejmowej kaplicy panowała uroczysta cisza, zakłócana jedynie cichym furkotem drona Obrony Terytorialnej, który unosił się pod sufitem, strzegąc bezpieczeństwa ludzi zgromadzonych w tym świętym miejscu. A było kogo strzec – na uroczystości zaślubin zebrali się najlepsi z najlepszych, kwiat Dobrej Zmiany. Stali w milczeniu, ukradkiem wycierając łzy wzruszenia spływające z kącików ich inteligentnych i ciepłych oczu. Wpatrywali się w urodziwą parę oblubieńców stojących przed ołtarzem.

Jakże piękny był to widok! Oto Jacek Kurski – młodzian przystojny, rosły, barczysty, z twarzą wysmaganą wiatrem i ogorzałą od słońca, z oczami niby stal. Szlachetne bruzdy na jego świetlistym czole zdawały się być kroniką walk niezliczonych a heroicznych, w których niejeden dziadek z Wehrmachtu duszę swą plugawą, diabłu oddał i niejedna kodziarka sczezła. Rzekłbyś – wojownik najmężniejszy z mężnych zbudził się ze snu odwiecznego i z kurhanu ojców naszych na świat wychynął, przynosząc wspomnienie dawnych wieków, w których tytani jeszcze między ludźmi chodzili.

I oto druga sylwetka w sukni powłóczystej, podkreślającej jej cienką kibić. Wiotka i subtelna niby wierzba płacząca rozkołysana ciepłym zachodnim wiatrem, który ostatnie pocałunki zasypiających aniołów i tajemne westchnienia rozmarzonych elfów z odległych lasów przynosi. Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź. Jego delikatna, smukła dłoń, pokryta skórą białą jak alabaster, wyciągnęła się w kierunku Jacka Kurskiego, podając mu pierścień z gorejącego złota odlany.

– Oto jest pierścień Inki w podzięce za twe męstwo i szlachetność, a przede wszystkim za prawdomówność twoją, która oczy ludziom otwiera. Odmieniłeś oblicze ziemi, tej ziemi.

Gdy tylko pierścień znalazł się na palcu Kurskiego, ten zniknął. Trwało to mniej niż mrugnięcie oka ważki czy elfa. Był prezes TVP – i nie ma prezesa. Przed ołtarzem tylko arcybiskup stoi.

Wielka trwoga zdjęła zgromadzonych, którzy przeczuwać zaczęli, że jakaś wroga siła maczała w tym palce. I wtedy ich wzrok padł na czającego się kącie dziennikarza TVN24 z kamerą.

– Odejdź stąd, szczylu jeden! – powiedział europoseł Tomasz Poręba.

– Chodź na solo, bydlaku! – mężnie dorzucił Dominik Tarczyński, a nie znająca strachu Dominika Arendt-Wittchen podeszła do intruza i dała mu z liścia, wybijając górną lewą dwójkę. Pokonany wysłannik sił ciemności salwował się ucieczką.

I wtedy przed ołtarzem pojawił się Jacek Kurski, który zdjął z palca pierścień. Znów stali tam obaj: prezes TVP i arcybiskup Głódź. Wielka radość zapanowała w sejmowej kaplicy. Zgromadzeni zaczęli bić brawo i wznosić modły dziękczynne.

– Wielki ci dzięki za ten pierścień – rzekł Kurski. – Będę dumnie nosić tę relikwię, by motywowała mnie do jeszcze bardziej wytężonej pracy w służbie Dobrej Zmiany.

Wzruszeni obserwatorzy zaślubin ponownie zaczęli ronić łzy i zainspirowani przykładem, też zaczęli sobie nawzajem wręczać w darze relikwie. Joachim Brudziński przekazał Annie Sobeckiej kalosze, w których w 2017 r. towarzyszył panu Prezesowi w zdobyciu szczytu Koziarza w Beskidzie Sądeckim (947 m n.p.m.). Z kolei Marek Suski wręczył mu perukę, w której Mariusz Kamiński podsłuchiwał na cmentarzu posłów Platformy Obywatelskiej. A Dominika Arendt-Wittchen ofiarowała Krystynie Pawłowicz różaniec zrobiony z zębów wybitych Obywatelom RP. Tylko Krystyna Pawłowicz nic nikomu nie dała, bo akurat jadła sałatkę.

A arcybiskup Głódź w powłóczystej sukni kołyszącym się krokiem podszedł do oblubieńca, nachylił swą wiotką kibić ku niemu i zbliżając krwistoczerwone jagody warg do jego ucha, zmysłowo szepnął:

– Bacz wszakże, by harda próżność ani chełpliwa duma nie znalazła drogi do serca twego, albowiem pierścień twój nie jest ani najważniejszy, ani jedyny. Trzy są Pierścienie dla premiera oraz marszałków Sejmu i Senatu pod otwartym niebem,
Siedem dla ministrów w ich kamiennych pałacach,
Dziewięć dla szefów regionów, ludzi śmierci podległych.
I Jeden dla pana Prezesa na czarnym tronie
Na ulicy Nowogrodzkiej, gdzie zaległy cienie,
Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć,
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać
Na ulicy Nowogrodzkiej, gdzie zaległy cienie.

 Ćwiczenia
1. Jaki pierścień otrzymał Jacek Kurski w chwili zaślubin od arcybiskupa Sławoja Leszka Głodzia?
   a. Pierścień św. Kingi
   b. Pierścień Atlantów
   c. Pierścień Inki
   d. Pierścień Saturna
   e. Pierścień węglowodorowy
   f. Pierścień antykoncepcyjny

2. Skąd patrzy Oko Prezesa?
   a. Z wieży Barad-dur w Mordorze
   b. Z krzywej wieży w Pizie
   c. Z wieży widokowej na Koziarzu
   d. Z wieży Eiffla w Paryżu
   e. Z drabinki na Nowogrodzkiej
   f. Spode łba

Jeszcze raz Wojciech Maziarski. Tym razem o Polexicie.

Nie pytajcie, kiedy nastąpi polexit. On się już zaczął. Dzień w dzień postępuje niepostrzeżenie, małymi kroczkami. Najnowszym jego symptomem było zaproszenie Ludmiły Kozłowskiej do Bundestagu.

Strasznie oburzyli się funkcjonariusze PiS i członkowie fan klubu „dobrej zmiany”, że Niemcy zaprosili do Bundestagu wydaloną z Polski szefową fundacji Otwarty Dialog, obywatelkę Ukrainy i żonę obywatela polskiego Ludmiłę Kozłowską. Prezydent Andrzej Duda i minister Jacek Czaputowicz oficjalnie zaprotestowali u władz niemieckich, a w propagandowych tubach reżimu rozległo się chóralne biadolenie. Np. „Sieci” braci Karnowskich ogłosiły: „Kozłowska w Niemczech nadaje na Polskę”, co oczywiście było kłamstwem, bo Kozłowska nadawała na łamiący jej prawa PiS, a nie na Polskę – to zasadnicza różnica.

Niemniej, zaproszenie szefowej Otwartego Dialogu do Niemiec rzeczywiście było wydarzeniem ważnym. To kolejny symptom pełzającego polexitu, który zaczął się w chwili dojścia PiS do władzy.

Jedną nogą jesteśmy już poza Schengen

Formalnie Polska jest członkiem strefy Schengen – wspólnego obszaru podlegającego jednolitym regulacjom i pozbawionego wewnętrznych granic. Ludzie i towary, które przekroczą zewnętrzną granicę, powinni się móc bez przeszkód przemieszczać wewnątrz całej strefy, a zakaz wjazdu wydany przez jedno państwo, ma obowiązywać także we wszystkich innych.

Kozłowska, deportowana z Polski przez PiS z powodów politycznych, zgodnie z unijnymi zasadami powinna mieć także zakaz wstępu do wszystkich innych państw strefy Schengen. Berlin, powołując się na ważny interes państwowy, złamał tę regułę, bo nie chciał być wspólnikiem Warszawy w naruszaniu praw człowieka i europejskich standardów praworządności.

Decyzja Berlina oczywiście zasługuje na aprobatę i słowa wdzięczności, zarazem jednak trzeba głośno powiedzieć: jedną nogą jesteśmy już poza strefą Schengen, bo obowiązujące w niej wspólne zasady częściowo przestały w Polsce obowiązywać. Wydany przez Warszawę zakaz wjazdu na terytorium UE nie jest już uznawany w Niemczech, a wpuszczona do Niemiec Kozłowska nie może przekroczyć Odry.

Zawsze najtrudniejszy jest pierwszy krok – po precedensie stanowiącym wyłom w żelaznej regule kolejne decyzje przychodzą zazwyczaj znacznie łatwiej. Dlatego można się spodziewać, że pełzający, dokonujący się niepostrzeżenie i małymi kroczkami proces opuszczania przez Polskę strefy Schengen będzie postępować.

Polskie sądy są już poza Europą

A przecież nie tylko w tej dziedzinie wychodzimy ze wspólnej Europy. Także polskie organy ścigania i wymiar sprawiedliwości przestały być integralną częścią systemu europejskiego. Pierwszym krokiem było zawieszenie obowiązywania wydanych w Polsce europejskich nakazów aresztowania – irlandzki sąd odmówił wydania Warszawie Artura C., podejrzanego o handel i przemyt narkotyków. Sędzia uznał, że są wątpliwości co do niezależności wymiaru sprawiedliwości w Polsce – nie można mieć pewności, że podejrzany będzie tu mieć bezstronny i rzetelny proces.

Słuszność tej irlandzkiej decyzji de facto potwierdził potwierdził Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu, który orzekł, że sąd jednego unijnego kraju musi wstrzymać ekstradycję osoby do drugiego państwa, jeśli uzna, że takiej osobie groziłby nierzetelny proces i brak dostępu do niezawisłego sądu. Trybunał uznał wprawdzie, że nie może to nastąpić automatycznie, bez zbadania konkretnego przypadku, więc Irlandczycy będą teraz musieli się zwrócić do Polski o informacje uzupełniające, które mają pomóc w ocenie ryzyka dotyczącego tego, czy Artur C. ma zagwarantowany w ojczyźnie rzetelny proces. Nie zmienia to jednak faktu, że polskie instytucje prokuratorskie i sądownicze nie są już traktowane jako pełnoprawny i integralny element systemu europejskiego.

Prof. Piotr Kruszyński, prawnik z Uniwersytetu Warszawskiego, cytowany przez portal Gazeta.pl, potwierdza, że ta decyzja Trybunału to „bardzo groźny precedens” dla polskiego wymiaru sprawiedliwości: „Istota Europejskiego Nakazu Aresztowania opiera się na wzajemnym zaufaniu wymiarów sprawiedliwości poszczególnych państw członkowskich Unii Europejskiej, natomiast orzeczenie stanowi wyłom w schemacie funkcjonowania ENA. Nie ma się co oszukiwać, to dla Polski bardzo niekorzystna sytuacja”.

I zapewne nie jest to ostatnia sprawa tego rodzaju, lecz początek procesu wychodzenia polskiego systemu ścigania i wymiaru sprawiedliwości ze wspólnej Europy. Można nawet przewidzieć, co będzie krokiem następnym: po zniszczeniu Krajowej Rady Sądownictwa i zastąpieniu jej marionetkowym, kontrolowanym przez PiS tworem, ta polska struktura zostanie zapewne wykluczona z europejskiej sieci rad sądowniczych.

Polexit już trwa

Nie pytajcie więc, kiedy nastąpi polexit. On się już zaczął. W odróżnieniu od brexitu, który jest formalnym aktem państwowym i którego data jest oficjalnie wyznaczona, polskie wyjście z Unii ma charakter pełzającego procesu, który dokonuje się niepostrzeżenie, małymi kroczkami.

PiS nazywa to „wstawaniem z kolan”. Gdy już do końca „wstaniemy”, okaże się, że nasza formalna przynależność do UE to tylko wydmuszka – pusta skorupa, pozbawiona realnej treści.

Waldemar Mystkowski pisze o absurdach z Mrożka.

Czy Jarosław Kaczyński został listownym melomanem i dlatego zmusił ministra kultury Piotra Glińskiego do odczytania swojego listu podczas Konkursu Chopinowskiego? A może w ten pokrętny sposób daje znać, że żyje. Media światowe w takich przypadkach, zastanawiają się, co się dzieje z Putinem, że przez tydzień nie pokazuje się publicznie. Okazuje się, że Putin poprawiał sobie urodę u chirurga plastycznego, zaś aby udowodnić, że z nim jest wszystko w porządku, pojechał na Syberię, gdzie jako heros rosyjski spływał kajakiem Jenisejem.

U nas też próbowano tej sztuczki, Brudziński zamieszczał na Twitterze zdjęcia prezesa z Beskidów, ale tyle było w nich Photoshopa, że wycofał się. Prezes jednak pojawił się na dwóch spędach, zwanych konwencjami, lecz marniutko wyglądał i niczego ważnego nie powiedział. Za to nie zjawia się w Sejmie, w którym dostaje pensję. W każdym razie świat dowiedział się, że dyktatorek z Żoliborza nadesłał list, a wicepremier przy buczeniu publiczności przeczytał go. Sławomir Mrożek nie żyje, a jednak odbywają się absurdalne spektakle w stylu tego genialnego ironisty.

Prokuratura Zbigniewa Ziobry ściga byłego prokuratora Prokuratury Krajowej, obecnie w stanie spoczynku, Wojciecha Sadrakułę, za to, że ten w ramach akcji Tydzień Konstytucyjny przeprowadził zajęcia z młodzieżą na temat Konstytucji.

Ta władza ma swój zapis. Na cenzurowanym pierwsza jest Konstytucja RP, a drugim dziełem – „Przedwiośnie” Żeromskiego, które w ramach akcji Narodowe Czytanie zostało podane w okrojonej, skróconej wersji. To jest akcja Andrzeja Dudy. Adam Mickiewicz na tamtym świecie powinien się cieszyć, że Duda nie doszedł do niego, bo z pewnością wykreśliłby pierwszy wers „Litwo, ojczyzno moja”.

Single Post Navigation

One thought on “Morawiecki ma przypadłość chorobowego posługiwania się kłamstwem: Zespół Delbrücka

  1. Reblogged this on Earl drzewołaz i skomentował(a):
    Premier to miszczu także z geografii! W sobotę w Gorzowie obiecał dwa mosty; w Przytocznej (gdzie nie ma rzeki) i drugi „gdzieś na Odrze”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: