Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the month “Czerwiec, 2019”

Bełkot Morawieckiego, Suskiego i pozostałych ancymonków z PiS

Mało zrozumiałego tweeta „wyprodukowała” na swojej oficjalnej stronie Kancelaria Premiera, z dumą informując o wizycie Morawieckiego na Dolnym Śląsku, dokąd udał się by m.in. podpisać dokument powołujący tzw. „Wrocławski Węzeł Kolejowy”. Co na tę okoliczność „wysmażyła” kancelaria?

Poczytajmy:

„Premier Morawiecki uczestniczy w uroczystym podpisaniu listu intencyjnego w sprawie wyrażenia woli współpracy na rzecz podjęcia działań w zakresie opracowania Wstępnego Studium Wykonalności dla Wrocławskiego Węzła Kolejowego”. Jak się „to, to” pojawiło, tak i zniknęło, a internauci zachodzą w głowę co dokładnie oznaczało to dla samej inwestycji?

Całość tej nowomowy, przypominającej czasy słusznie minione, w najlepszym ze swoich stylów zinterpretował mecenas Roman Giertych:

Dzisiaj w kancelarii mieliśmy małą uroczystość w związku z zaakceptowaniem szkicu wstępnego do założeń koncepcji rozważenia możliwości przymierzenia się do zakupu drugiego ekspresu do kawy. Radości, podziękowaniom i dumie nie było końca” – zakpił polityk.

Szybko dołączyli do niego internauci:

Istnieją realne warunki dla powstania poważnych szans na wystąpienie możliwości pojawiania się okazji do opracowywania wstępnych planów w zakresie wstępnych studiów dotyczących aktywności na rzecz zdecydowanego działania…” – drwili co poniektórzy; „Suski się zgubił już po drugim wyrazie”– zauważyli.

A dziennikarz „Wyborczej” tłumacząc komunikat z „nowomowy” na język polski napisał uszczypliwie, że w dosłownym przekładzie może to oznaczać, iż „węzeł nigdy nie powstanie”.

Onet potraktował jednak temat poważnie i po pierwszych drwinach oznajmił, że jednak na szczęście premier Morawiecki zapowiedział podczas wizyty na Dolnym Śląsku także kilka istotnych konkretów, ale tego jego kancelaria nie dostrzegła… A może uznała za niepewne i stąd niezrozumiały komunikat.

Kmicic z chesterfieldem

Po kilka tysięcy złotych wpłacili pracownicy państwowych spółek, ulokowanych w Bydgoszczy, na kampanię PiS przed ubiegłorocznymi wyborami samorządowymi. Złośliwcy twierdzą, że to swoisty „dowód wdzięczności” za zatrudnienie w kontrolowanych przez partię spółkach Skarbu Państwa.

Według „Gazety Wyborczej”, „rekordzistą” w Bydgoszczy jest Błażej Najdowski – przekazał ponad 21 tys. zł. To dyrektor techniczny Zespołu Elektrociepłowni Bydgoszcz, którego właścicielem jest państwowy gigant Polska Grupa Energetyczna. Zapytany o powód, dla którego wpłacił taką kwotę, Najdowski stwierdził, że musi się zastanowić nad odpowiedzią. Dodał, że powód… jest banalny. Nie wytłumaczył jednak reporterowi „GW, co miał na myśli.

Kolejny z listy Michał Krzemkowski wpłacił 14 tys. zł. Jako radca prawny obsługuje Wody Polskie, czyli spółkę powołaną przez PiS. Krzemkowski  jest też członkiem rady nadzorczej Polskiego Radia. 11,2 tys. zł wpłacił były bydgoski radny, Mirosław Jamroży, wiceprezes Enea Pomiary. Inny działacz PiS, który znalazł zatrudnienie w spółce skarbu państwa, Tomasz Rega, dyrektor oddziału Totalizatora Sportowego, wpłacił…

View original post 2 504 słowa więcej

 

Je…ć …PiS! Pomnik Polskiego Jabola

Krzysztof Skiba, słynny frontman zespołu Big Cyc, opublikował na swoim profilu na Facebooku informację o tym, co spotkało go w ostatnim czasie.

Do Skiby zapukali bowiem policjanci. Okazało się, że służby w naszym kraju badają temat m.in. antypisowskich okrzyków z koncertu KSU – innego legendarnego zespołu rockowego – który miał miejsce w sierpniu minionego roku w Ustrzykach Dolnych.

Kontrowersyjny koncert?

Na koncercie było – jak wspomina Skiba, który był prowadzącym imprezy – blisko dziesięć tysięcy osób. W jego trakcie cześć widowni wznosiła okrzyki “Je…ć …PiS!”. Ponoć nikt na scenie – ani muzycy ani sam lider Big Cyc – nie krzyczeli w ten sposób.

„W nawiązaniu do słynnej piosenki KSU “Jabol punk” zaproponowałem ze sceny zbudowanie w Ustrzykach Pomnika Polskiego Jabola. Pomnik taki (podobnie jak pomnik “glana” w Jarocinie) z pewnością byłby wspaniałą atrakcją turystyczną miasta. Propozycja miała charakter humorystyczny i tak też przyjął ją burmistrz miasta Bartosz Romowicz, który zespołowi KSU na urodziny podarował butelkę kultowego wina.”

– wspomina Skiba i kontynuuje:

„Okrzykami “Je…ć… PiS” oraz propozycją budowy Pomnika Polskiego Jabola poczuł się obrażony zacny obywatel miasta pan Adam Łukaszyk, który na koncercie co prawda nie był, ale kilka miesięcy później zobaczył jego fragmenty na YouTube. Obrażony obywatel (którego żona mocno udziela się w lokalnym PiS) zgłosił sprawę na policję, a ta wszczęła dochodzenie. Policja przesłuchała już na tę okoliczność organizatorów koncertu, burmistrza oraz także mnie. Sprawa toczy się zgodnie z procedurami. Trwają przesłuchania, sporządza się raporty i dokumenty, trwa analiza materiałów filmowych, dokonuje się oględzin miejsca, w którym krzyczano nieprawomyślne hasła. Policja jak wiadomo nie ma co robić, więc pewnie z radością zajmuje się takimi rozkosznymi sprawami.”

Niepotrzebna sprawa

Badanie takich tematów przez policję jest z pewnością zbyteczne. Pokazuje jednak do jakich napięć społecznych zaczyna dochodzić naszym kraju i jak skonfliktowani są dziś Polacy. Skiba nie jest bowiem ani odpowiedzialny za okrzyki publiki, zaś jego propozycja pomnika – może i infantylna – powinna zostać uznana tylko za głupi żart.

Cały wpis Skiby tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

Jednym z największych wyzwań XXI wieku przed którymi stoi Polska jest transformacja energetyczna. Odejście od węgla i włączenie się w walkę z globalnym ociepleniem jest obowiązkiem stojącym przed całym obecnym pokoleniem. Jest to także duża bitwa gospodarcza, ponieważ tania i dostępna energia stanowi atut w rywalizacji z innymi graczami światowej gospodarki. Nie bez znaczenia jest także cena energii dla samych konsumentów, co szczególnie pokazało desperackie dążenie rządu do refundacji podwyżek cen prądu. Do realizacji wszystkich powyższych celów potrzeba zatem wydajnego źródła energii. Tymczasem strategia rządu staje się na tle świata coraz bardziej zacofana. Głównym problemem polskich władz jest bowiem opóźnienie w czasie odchodzenia od węgla w celu zadowolenia licznego grona wyborców lobby węglowego, oraz zwalczanie z przyczyn ideologicznych energetyki wiatrowej na lądzie. Absurd obu założeń widać  szczególnie mocno na tle raportu Międzynarodowej Agencji Odnawialnych Źródeł Energii (IRENA) o kosztach produkcji odnawialnych źródeł energii.

Okazuje się bowiem, że te dynamicznie maleją…

View original post 3 701 słów więcej

 

Młodzież myśli o przyszłości, o klimacie na Ziemi, wbrew PiS. Inga Zasowska – bohaterka

Kmicic z chesterfieldem

„Powinien powstrzymać swój antysądowy temperament, bo to może odwrócić się przeciwko niemu. Od polityka wymagamy wyważenia, a jak on już nie ma co do powiedzenia na temat łamania Konstytucji przez ustawy przez niego firmowane, to nie może stale mówić o tym, że to są zbrodnie komunistyczne i to jest powód tej zmiany. To nie godzi się politykowi” – skomentowała wypowiedź Zbigniewa Ziobry Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf w RMF FM. Minister sprawiedliwości stwierdził bowiem, że dzisiejsza opinia rzecznika generalnego TSUE jest „obroną patologii w polskim sądownictwie”.

Przypomnijmy – rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w swojej opinii uznał, że Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego – nie spełnia wymogów niezawisłości sędziowskiej. Poza tym według rzecznika TSUE „sposób powoływania członków KRS ujawnia nieprawidłowości, które mogą zagrozić jej niezależności od organów ustawodawczych i wykonawczych”. Wyrok unijnego Trybunału spodziewany jest jesienią – najczęściej opinia wydana przez rzecznika jest zbieżna z werdyktem TSUE.

View original post 2 532 słowa więcej

 

Inflacja i drożyzna. Żyć za czasów PiS jak za PRL

Rosnące w tym roku ceny stają się z miesiąca na miesiąc coraz ważniejszym elementem debaty publicznej. Inflacja na poziomie 2,3%  oraz wzrost cen samej żywności o 5% już stały się paliwem dla przeciwników rządu. Choćby dziś PO zorganizowała konferencję prasową poświęconą rosnącym cenom, na co odpowiedzią opozycji miałoby być przyjęcie po wyborach pakietu ustaw zwiększających dochody emerytów i rencistów, których budżety domowe najmocniej dotyka sklepowa drożyzna. Choć PiS tego typu obietnicami nie musi się przejmować, ponieważ ma niepodważalną wiarygodność we wdrażaniu programów socjalnych, to jednak same podwyżki będą groźnym dla władzy źródłem niezadowolenia społecznego. Jest to szczególnie ważne, ponieważ obecne podwyżki mogą być ledwie wstępem do poważniejszego kryzysu.

Obecne rosnące ceny żywności są pokłosiem tak zeszłorocznego, jak i tegorocznego nieurodzaju. Jednak żniwa dopiero przed nami, a panująca fala upałów sieje spustoszenie w uprawach. Jak donosi RMF FM, tegoroczne zbiory z powodu niekorzystnej pogody mogą być mniejsze nawet o połowę. Takie obawy wysnuwają względem choćby zbiorów kukurydzy zapytani o zdanie rolnicy. Bez zmiany pogody jeszcze gorzej rysuje się sytuacja z pszenicą. Jak relacjonuje rozmówca RMF FM:

Kukurydza powinna mieć już półtora metra, do dwóch. Teraz ma może 60 centymetrów. Jeśli deszcz spadnie, to jeszcze może ją uratować. W gorszej sytuacji jest pszenica i wszelkie zboża siane na wiosnę. Mają katastrofę bez wody, bez rosy. 50 procent strat to minimum. Jestem skłonny powiedzieć o 70 procentach, zbiór będzie znikomy”,

Prognozą tego, co nadchodzi, mogą być ceny tegorocznych warzyw, które są droższe nie jak ogół żywności o 5%, ale o ponad jedną piątą.

Na tym problemy się nie kończą, ponieważ tegoroczne anomalie klimatyczne miały osiągnąć takie rozmiary, że u wielu rolników nawet przez upał spadła produkcja mleka.

Wspomniane ceny zbóż mają znaczenie jednak nie tylko w kontekście cen np. pieczywa. Nieurodzaj oznacza bowiem drastyczny wzrost cen pasz, a one przełożą się długoterminowo na podbicie cen mięsa.

Chciałoby się powiedzieć, że jest to efekt zdarzeń losowych, które są poza naszą kontrolą. Niestety obecne kłopoty rolników wynikają wprost z globalnego ocieplenia. To jednak nie zwolni także dzięki postawie naszego rządu, który choćby na dniach zawetował założenia nowej unijnej polityki klimatycznej, stając ponownie po stronie lobby węglowego.

Jeśli czarny scenariusz się spełni i dojdzie do tak dużego nieurodzaju, to rządzący będą mogli się jednak przekonać, że tak jak zyskiwali punkty dzięki międzynarodowej koniunkturze, tak teraz będą mogli zacząć płacić za kaprysy klimatu. Uderzenie w portfele obywateli szczególnie z grup przychylnych dobrej zmianie będzie wyzwaniem, z którym Nowogrodzka musi się zmierzyć. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że dotknięci suszą rolnicy będą oczekiwali pomocy państwa. Jeśli to zawiedzie, to jesienne wybory na wsi mogą rozegrać się zupełnie nieprzewidywalnie.

Rząd szykuje rekordowo wysokie składki ZUS. W przyszłym roku osoby prowadzące działalność gospodarczą zapłacą składki o prawie 10 proc. większe, niż w roku bieżącym, a to oznacza, że co miesiąc do ZUS-u będą musieli przelać pawie 1500 zł, niezależnie od dochodów. Eksperci alarmują – to hodowanie szarej strefy. – W przypadku małych czy mikroprzedsiębiorców ta waloryzacja może rzeczywiście stać się czynnikiem wypychającym do szarej strefy. To boli, trzeba temu przeciwdziałać – mówi dr Wojciech Nagel, ekspert BCC do spraw ubezpieczeń społecznych i pracy, członek rady nadzorczej ZUS

Jest drogo, będzie drożej

Składki na ZUS w 2020 r. wyniosą 1430 zł.

Rada Ministrów przyjęła niedawno założenia do projektu budżetu na rok 2020. Wynika z niego, że średnie wynagrodzenie wyniesie w przyszłym roku 5227 zł, a to od tej kwoty wyliczana jest podstawa składek oprócz składki zdrowotnej.

W przyszłym roku suma składek na ubezpieczenie społeczne wyniesie 1069,14 zł (o 94,5 zł więcej niż obecnie). Do tego dojdzie wyższa składka zdrowotna, która obecnie wynosi 342,32 zł. Składka zdrowotna co roku wzrasta o ok. 30 zł.

1430 zł zapłaci każdy przedsiębiorca niezależnie od tego, ile zarabia. Oznacza to, że mała firma czy osoby na jednoosobowej działalności zarabiające nawet 3-4 tys. będą musiały odliczyć prawie 1500 zł.

Premier szumnie zapowiadał wprowadzenie mniejszego ZUS-u dla małych firm, co w końcu z początkiem roku zostało wprowadzone. Niestety, ku rozczarowaniu drobnych przedsiębiorców „mniejszy ZUS” okazał się iluzją. Przy zarobku rzędu 4400 zł ZUS w 2019 roku zmniejszył się o 90 zł.

Morawiecki: My obniżamy podatki

Jeszcze w listopadzie 2017 roku premier Morawiecki w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” zapewniał: – Nie planujemy podwyżki podatków, my je obniżamy.

Tymczasem od początku rządów PiS w 2015 roku składka do ZUS z 1095,4 zł wzrosła do 1316,97 w 2019 roku. W przyszłym, 2020 roku to będzie już 1500 zł.

Eksperci alarmują, że takie działanie może spowodować powiększenie szarej strefy, a sama podwyżka składki nic nie da, bo ZUS ciągle więcej wydaje, niż dostaje wpłat ze składek. – Mam stały nadzór nad funduszami jako delegat przedsiębiorców z BCC i widzę, że mimo rekordowych wpłat stopień wydolności nie podwyższa się, bo są bardzo duże wydatki. W przypadku małych czy mikroprzedsiębiorców ta waloryzacja może rzeczywiście stać się czynnikiem wypychającym do szarej strefy. To boli, trzeba temu przeciwdziałać – mówi w rozmowie z nami dr Wojciech Nagel, ekspert BCC do spraw ubezpieczeń społecznych i pracy, członek rady nadzorczej ZUS.

JUSTYNA KOĆ: Rząd tłumaczy wzrost składki efektem wzrostu gospodarczego, opozycja uważa, że konsekwencją będzie wypchnięcie części przedsiębiorców do szarej strefy. Kto ma rację?

DR WOJCIECH NAGEL: Problem jest bardziej złożony. Musimy pamiętać, że system ubezpieczeń społecznych jest deficytowy właściwie od początków transformacji. Wydolność funduszu sięga 70 proc., czyli, upraszczając, fundusz ubezpieczeń społecznych, jak i wypadkowy, chorobowy, rentowy, bo te udziały także będą podwyższane, są funduszami, które nie osiągnęły większej wydolności, pomimo rekordowych wpłat. To oznacza, że

na 100 zł wydawanych z FUS 70 zł wpływa od obywateli, przedsiębiorców, pracowników itd., a 30 zł trzeba pokryć z budżetu. W związku z tym trzeba dokonywać waloryzacji tych wpłat, co jest rzeczą przykrą, bo tworzy napięcia, jeśli chodzi o funkcjonowanie przedsiębiorców, ludzi, którzy prowadzą działalność gospodarczą.

Ja reprezentuję przedsiębiorców, ale trzeba patrzeć na też na ich racje jako przyszłych emerytów. Mam stały nadzór na funduszami jako delegat przedsiębiorców z BCC i widzę, że mimo rekordowych wpłat stopień wydolności nie podwyższa się, bo są bardzo duże wydatki. W przypadku małych czy mikroprzedsiębiorców ta waloryzacja może rzeczywiście stać się czynnikiem wypychającym do szarej strefy. To boli, trzeba temu przeciwdziałać.

To może warto ograniczyć wypłaty? Jeżeli cześć przedsiębiorców ucieknie do szarej strefy, to wpłaty będą znowu mniejsze.
Czasem jest tak, że jest się ofiarą własnego sukcesu. W założeniach do budżetu rząd przyjął, że przeciętne wynagrodzenie wzrośnie o 500 zł, z 4700 zł do 5200 zł, a to przeciętne wynagrodzenie jest podstawą do wyliczania składki ZUS dla przedsiębiorców. Zatem skoro płaca rośnie, to rosną też składki, tu działa mnożnik.

Problem widzę gdzie indziej.

Mamy bardzo rozpędzoną gospodarkę i parametry ekonomiczne rosną, a te, co powinny spadać, jak bezrobocie, to spadają. Pytanie, co się stanie, kiedy ta dobra koniunktura się spowolni. To nie będzie jeszcze przyszły rok, ale prawdopodobnie 2021. Gdy wejdziemy w osłabienie koniunktury i te wskaźniki zaczną się zachowywać odwrotnie, czyli bezrobocie będzie rosnąć, a wzrost płac będzie spadać, to wtedy może się okazać, że mamy problem.

To może rząd powinien ograniczyć wydatki?
Absolutnie tak i o tym mówią też inni ekonomiści. Jeżeli mamy dobrą koniunkturę, to powinniśmy zbierać nadwyżki na czas gorszej koniunktury. To, co może niepokoić, to fakt, że w okresie najlepszej koniunktury od czasu transformacji mamy cały czas deficyt budżetowy na poziomie około 3 proc. Ten deficyt w ogóle nie powinien w takiej formule wystąpić, tylko powinniśmy mieć nadwyżkę. W dobrych czasach trzeba zbierać, a nie mnożyć wydatki. Proszę sobie wyobrazić, co się może stać, gdy na te wydatki zabraknie pieniędzy.

Mówi pan o 500 Plus?
Mam na myśli głównie skutki finansowe obniżenia wieku emerytalnego. Pojawiło się 500 tys. nowych emerytów, to osłabiło rynek pracy. Wydatki związane z trzynastą emeryturą, która moim zdaniem, jeżeli miałaby być kontynuowana, to wyłącznie dla osób o najniższych dochodach. Nie widzę żadnego powodu, żeby ktoś, kto ma 1900 zł emerytury, był tak samo traktowany, jak ktoś, kto ma 10 000 zł i więcej świadczenia.

Ogólnoeuropejskie zasady polityki społecznej mówią, że zasada solidarności powinna przede wszystkim obejmować tych, którzy są najbiedniejsi i wymagają wsparcia.

Czy gdyby rząd nie zdecydował się na obniżenie wieku emerytalnego, to ta sytuacja byłaby lepsza?
Przede wszystkim na rynku pracy mielibyśmy kilkaset tysięcy więcej pracowników. Warto utrzymać zasadę tzw. kotwicy budżetowej, bo ona naprawdę ma sens.

Czy zatem zaczyna nam grozić scenariusz grecki?
Nie. Grecja była państwem, które systemowo okłamywało instytucje europejskie, a Grecy jako obywatele systemowo okradali państwo. Z tej spirali wieloletnich dwóch kłamstw powstało to 300 mld euro zadłużenia. Pamiętajmy też jednak, że Grecja była w strefie euro, więc na ratowanie jej zrzucili się ci, którzy tworzą tę strefę. Można zatem powiedzieć, że Grecja w tym sensie była w lepszej sytuacji, bo my mamy walutę krajową.

Nie spodziewam się do 2021 roku włącznie trudności, natomiast bardziej niepokoi mnie to, co będzie się działo potem. Efektem obniżenia wieku emerytalnego będzie wyprowadzanie z rynku pracy kolejnych roczników i to jest dla gospodarki niekorzystne. Nie mamy wiedzy, jaka część z nich pracuje i będzie pracować, bo można na razie łączyć świadczenie z pracą, ale podejrzewam, że niestety niewielka.

Trzeba pobudzać aktywizację zawodową i zachęcać do oszczędzania na przykład w PPK, rekomenduję zachowania obliczone na dobrą przyszłość.

Obecna władza w pewien sposób pogodziła się z tym, że centralnie jest niezdolna do realizowania bardziej złożonych, skomplikowanych projektów i reform. Przyjęła założenie, że jedyne, co jest w stanie robić, to prosta redystrybucja pieniędzy z kieszeni do kieszeni. Notabene władza centralna robi to, bazując na sile samorządu – mówi dr hab. Dawid Sześciło, prawnik, autor raportu „Polska samorządów. Silna demokracja, skuteczne państwo” Fundacji Batorego. – Pamiętajmy, że program 500 Plus jest realizowany przez samorządy i to, że udało się ten program wprowadzić bez żadnych technicznych i administracyjnych potknięć, to w dużej mierze ich zasługa – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: Pana analiza jest na absolutnej kontrze do tego, co chce obecna władza. Dlaczego?

DAWID SZEŚCIŁO: Prace nad raportem zaczęliśmy w 2015 roku, jeszcze przed wyborami. Odbywały się wówczas uroczyste obchody 25-lecia reaktywacji samorządu w Polsce; naszym zdaniem oprócz tej celebry zabrakło dyskusji, co dalej. Samorząd można uznać za największy sukces reformowania państwa przez ostanie 30 lat. To nie tylko moja opinia, jest także potwierdzana międzynarodowymi badaniami i opiniami samych obywateli i obywatelek.

Wskaźniki zaufania do władz samorządowych i samorządów biją rekordy i są dużo lepsze, niż do władzy centralnej.

Potem w nowej kadencji parlamentu okazało się, że doszła nam jeszcze jedna cegiełka w naszej pracy – zaczęliśmy się zastanawiać, jak jeszcze wzmocnić samorząd, który mógłby odciążyć państwo, które sobie nie radzi z różnymi zadaniami, jak chociażby ochrona zdrowia, edukacja czy transport publiczny, mieszkania.

Ostatnie 4 lata dodały jeszcze jeden wątek: jak zabezpieczyć samorząd przed władzą, która ma wyraźnie zakusy do tego, aby samorządom zabierać kompetencje, zasoby, pieniądze, i by spychać na samorząd zadania bez narzędzi ich realizacji.

Przyznać muszę, że generalnie samorządom żadna władza centralna nie była zbytnio przychylna. Zazwyczaj samorządy były traktowane jako sposób na decentralizację problemu bez decentralizacji pieniędzy. Najlepszym tego przykładem jest ochrona zdrowia, gdzie samorząd musi utrzymywać na powierzchni większość szpitali publicznych, podczas gdy 95 proc. pieniędzy w systemie pozostaje pod kontrolą władzy centralnej i Ministerstwa Zdrowia. Samorządy mogą jedynie prosić o pieniądze.

Od kilku lat obserwujemy, jak władza rozbija samorząd, jego kompetencje i przeprowadza pełzającą centralizację. Samorządu warto bronić, bo to jeden z głównych czynników sukcesu naszego państwa w ostatnich 30 latach. Niezauważany i niedoceniany.

Pewnie ta debata toczyłaby się dalej na uniwersytetach, gdyby nie 4 czerwca i samorządowcy, którzy sami organizowali obchody pierwszych częściowych wolnych wyborów. To wydarzenie uświadomiło, jak ważne są samorządy?
Zawsze marzyłem, żeby dyskusja o samorządzie toczyła się na pierwszych stronach gazet, ale mam wrażenie, że zamiast dyskusji mamy chaos informacyjny. W jednym momencie pojawiły się aż 3 zupełnie odrębne koncepcje: to jest nasza inicjatywa, 21 tez samorządowców i inicjatywa tzw. Inkubatora Umowy Społecznej, czyli „zdecentralizowana RP”. W normalnej rzeczowej debacie publicznej mielibyśmy dyskusję o tym, co je różni, co nadaje się do użytku. Tymczasem jest inaczej.

Słyszymy o rozbiciu dzielnicowym i wywłaszczeniu Polaków poprzez podatek katastralny czy o demontażu państwa. Rozumiem, że nie o to wam chodzi?

Skala absurdalnych zarzutów w tej debacie jest rzeczywiście czymś, co jest dla mnie absolutnie wstrząsające. Nie spodziewałem się, że można tak przeinaczać treść projektów.

Obserwujemy też łączenie tych projektów w jedną całość, jakoby miały powstawać razem, co jest absolutną nieprawdą. Nasza propozycja charakteryzuje się detalicznym, kompleksowym podejściem, z kolei propozycja samorządowców to 21 dość ogólnych haseł.

Obie propozycje zakładają większą decentralizację, na którą dziś rządzący nie mają najmniejszej ochoty. Zatem po co?
Przypomnę może historię, jak samorząd powstał. W latach 80. PRL-owskiej beznadziei była grupa ekspertów, naukowców związanych z opozycją demokratyczną, która nie bacząc na to, że ich propozycje nie mają szans natychmiastowej realizacji, podjęła pracę, licząc na to, że w którymś momencie to okno historycznej możliwości się otworzy i będą mogli idee przekuć w rzeczywistość. Będę się zatem sprzeciwiał twierdzeniom, że taka praca dziś nie ma sensu. Trzeba ją wykonywać, bo nigdy nie wiemy, kiedy otworzy się możliwość realizacji takich pomysłów. Gdy to nastąpi, dobrze mieć pakiet przemyślanych i opracowanych rozwiązań, a zadbać o dobro samorządu.

Dobro samorządu, czyli dobro kraju? Bo dobro samorządu może się kojarzyć z utrzymaniem ciepłych posadek.
Mnie nie interesuje, kto, gdzie i jak długo jest na fotelu wójta, burmistrza czy prezydenta. Postulujemy natomiast zwiększenie bezpośredniej obywatelskiej kontroli nad poczynaniami lokalnych władz np. poprzez przyznanie grupom obywateli możliwości zaskarżania wszystkich decyzji, uchwał samorządowych do sądu czy stworzenie instytucji lokalnego rzecznika praw mieszkańców, który byłby odpowiedzialny za wykonywanie kontroli nad władzami lokalnymi.

Dla nas samorząd to samorząd mieszkańców

i nie zależy nam, aby w jakikolwiek sposób zabezpieczyć tych samorządowców, których mamy. Proponujemy wręcz rozwiązania, które obecnym samorządowcom podobać się nie muszą. Zwiększenie obywatelskiej kontroli czy jawności samorządów poprzez wprowadzenie obowiązku publikacji informacji o wynagrodzeniach w spółkach komunalnych czy publikowania rejestrów umów, które zawiera samorząd. Wiadomo, że te propozycje z entuzjazmem władz się nie spotkają, ale naszym zdaniem są potrzebne jako idee samorządzenia się swoimi sprawami.

Wśród państwa propozycji znalazłam „1 proc. dla samorządu”. Wzorem 1 proc. dla organizacji pozarządowych można będzie odpisać z PIT-u 1 proc. dla samorządu. Skąd taki pomysł?
Pamiętajmy, że dziś samorządy na każdym poziomie mają zagwarantowany udział w podatku PIT, gromadzonego od mieszkańców danego samorządu. Gmina dostaje 38 proc. PIT. Chcemy dać mieszkańcom możliwość wypowiedzenia się również w ten sposób, czy ufają władzy lokalnej – może bardziej niż centralnej, bo może skuteczniej rozwiązuje ich problemy – i dania sygnału, że chcemy, aby więcej pieniędzy zostało w gminie zamiast wędrować do centralnego worka. Ten

1 proc. to dobry początek, ale może z czasem warto by umożliwić mieszkańcom, aby zostawiali więcej w lokalnym budżecie.

Samorządowcy dziś często finansują „pomysły” rządu. To trzeba zmienić w pierwszej kolejności?
Samorząd powinien być miejscem, gdzie rozwiązujemy problemy, na które głucha jest władza centralna i to nie tylko obecna. Obawiam się, że jeśli chodzi o ochronę zdrowia czy politykę mieszkaniową, to żadna z wiodących sił politycznych nie ma i nie miała do zaoferowania wiarygodnej i spinającej się ze sobą propozycji. Zróbmy więc to w swojej gminie i wszystkim wyjdzie nam to na dobre. Wtedy państwo będzie mogło zająć się sprawami, z którymi nie jest w stanie poradzić sobie samorząd, a tych spraw jest także dużo. Obecna władza w pewien sposób pogodziła się z tym, że centralnie jest niezdolna do realizowania bardziej złożonych, skomplikowanych projektów i reform. Przyjęła założenie, że jedyne, co jest w stanie robić, to prosta redystrybucja pieniędzy z kieszeni do kieszeni. Notabene to też władza centralna robi, bazując na sile samorządu. Pamiętajmy, że program 500 Plus jest realizowany przez samorządy i to, że udało się ten program wprowadzić bez żadnych technicznych i administracyjnych potknięć, to w dużej mierze zasługa samorządów. Przecież ten program mogła realizować administracja centralna i w wielu państwach odbywa się to za pomocą np. ZUS-u.

W Polsce rząd wynajął niejako samorządy, wyraźnie ufając im bardziej niż sobie.

Podobnie reforma edukacji…
To też bardzo dobry przykład pokazujący, że nieważne, jak trudne warunki stworzy i jak bardzo uprzykrzy życie i zepsuje szkołę, to i tak samorządy sobie poradzą. Szkoda tylko, że to nie miało sensu.

Cały raport Fundacji Batorego do przeczytania TUTAJ.

Rządzący przedstawili spot poświęcony nowemu projektowi Zjednoczonej Prawicy, a więc zerowej stawce PIT dla młodych dorosłych. Internauci nie zostawili na pomyśle PiS suchej nitki.

„BezPIT” nie przypadł do gustów Polakom, którzy uznali projekt za zwykłą demagogię i populizm. Jeszcze większą klapą okazał się klip mający wypromować ustawę.

Użytkownicy social mediów zarzucają twórcom video nadmierną sztywność i bijącą po oczach sztuczność. Propagandowy materiał budzi skojarzenia z toporną manipulacją w stylu Korei Północnej i klipami z lat 90. XX wieku.

Jeszcze inni internauci wskazują na to, że stawki składek dla przedsiębiorców rosną. Krytycy PiS uważają, że nowe reformy jeszcze bardziej dobiją właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw.

PiS sięgnie po wszelkie środki, aby utrzymać się u władzy – włącznie z przelewem krwi. Ta ekipa podobna do Janukowycza.

Kmicic z chesterfieldem

Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nie spełnia wymogów niezawisłości sędziowskiej ustanowionych prawem Unii – głosi opinia rzecznika generalnego unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

Opinia rzecznika generalnego unijnego Trybunału Sprawiedliwości jest odpowiedzią na pytania Sądu Najwyższego, który wyrażał wątpliwości co do niezależności KRS i wyłonionej przez nią Izby Dyscyplinarnej.

Analiza prawna rzecznika generalnego to tylko sugestia dla Wielkiej Izby Trybunału. Może ona wziąć ją pod uwagę, ale nie musi. W większości przypadków sędziowie posiłkują się opiniami przygotowując werdykty. Orzeczenia w tej konkretnej sprawie należy się spodziewać za kilka, kilkanaście tygodni.

Izba nie spełnia wymogów niezawisłości sędziowskiej

„Istnieją uzasadnione podstawy do tego, by obiektywnie wątpić w niezależność Izby Dyscyplinarnej” – napisał rzecznik generalny unijnego Trybunału Sprawiedliwości. W jego opinii czytamy, że Izba nie spełnia wymogów niezawisłości sędziowskiej, ponieważ organ ją powołujący, czyli Krajowa Rada Sądownicza, jest w całości uzależniony od władzy wykonawczej i ustawodawczej. Takie argumenty podnosiła podczas dwóch rozpraw w Trybunale także Komisja Europejska…

View original post 1 042 słowa więcej

 

Kaczyński pójdzie do pierdla i przekona się o wartości nowego Kodeksu karnego

Bezprecedensowy pośpiech w procedowaniu nowelizacji Kodeksu Karnego, złamanie przy okazji regulaminu Sejmu i mnóstwo błędów oraz nieścisłości – to nie wszystkie zarzuty stawiane przez naukowców dokumentowi, który zawędrował już nawet na biurko prezydenta RP.

Znana karnistka prof. Monika Płatek z Instytutu Prawa Karnego na Uniwersytecie Warszawskim, w porannej rozmowie z Konradem Piaseckim w TVN24 zwraca uwagę, że „ta ustawa uderzy przede wszystkim w wyborców PiS”, którzy – jak zauważył dziennikarz – po osadzeniu, w większości zdecydowanie głosują na opozycję. „Tam widocznie zmieniają kierunek” – oceniła pani profesor.

Następnie podkreśliła, że głosujący za przyjęciem nowelizacji posłowie „godzą się na to, aby wyborcy PiS – bo to oni głównie zapełniają więzienia – zostali pozbawieni ochrony i możliwości bezpiecznego stawania przed wymiarem sprawiedliwości„.(…) „godzą się, żeby odebrać Polkom i Polakom bezpieczeństwo, zaprzeczyć podstawowym zasadom, które mówią, że nie można surowiej karać niż to było wcześniej przewidziane, jeżeli czyn został popełniony wcześniej„.

Karnistka podkreśliła jednocześnie, że nowelizacja „oddaje wymiar sprawiedliwości w ręce prokuratorów„, a nowe przepisy „pod pozorem dbania o nasze bezpieczeństwo, to bezpieczeństwo nam odbierają„.

Kmicic z chesterfieldem

 „Musimy się obronić przed wielkim złem, przed anihilacją naszego państwa, anihilacją naszej kultury, doprowadzeniem do kompletnej demoralizacji. Pamiętajcie słowa Dmowskiego, on przestrzegał „To, co na Zachodzie grypą, to tutaj gruźlicą” – grzmiał Jarosław Kaczyński podczas niedawnego zjazdu klubów „Gazety Polskiej” w Spale. Okazuje się jednak, że Roman Dmowski, w międzywojniu przywódca endeków, nigdy takich słów nie wypowiedział!

Prof. Piotr Osęka, historyk, badacz propagandy w PRL, napisał w „Newsweeku”, że wspomniana przez Jarosława Kaczyńskiego wypowiedź to cytat z… I sekretarza PZPR Władysława Gomułki. – „Grypy nawet w najcięższych objawach nie leczy się gruźlicą. Dogmatyzmu nie leczy się rewizjonizmem. Rewizjonistyczna gruźlica może tylko potęgować dogmatyczną grypę” – stwierdził Gomułka. Osęka tłumaczy, że w PRL „rewizjonistyczną gruźlicą” określano wszelkie płynące z Zachodu prądy intelektualne, przede wszystkim liberalne koncepcje praw człowieka i wolności słowa.

Naukowiec zauważył, że Kaczyński już wcześniej używał tego cytatu, np. w wywiadzie dla prawicowego tygodnika „Do Rzeczy” w 2013 r…

View original post 789 słów więcej

 

Na takie osoby jak Beata Mazurek można reagować tylko zatykaniem nosa

Beata Mazurek o wtorkowej aktywności szefa Platformy Obywatelskiej Grzegorza Schetyny na Pomorzu.

Kmicic z chesterfieldem

Zapewne zdecydowana większość wyborców Prawa i Sprawiedliwości nie ma zielonego pojęcia o tym, że partia Jarosława Kaczyńskiego to prawdopodobnie najbogatsze ugrupowanie w polskiej polityce. Osoby z otoczenia prezesa PiS ponoć od lat zarządzają gigantycznymi środkami, pochodzącymi w dużej mierze z uwłaszczenia się na majątku komunistycznym. Wygrana w 2015 roku, dająca Zjednoczonej Prawicy samodzielną większość w parlamencie i możliwość samodzielnego przejęcia kontroli nad kasą państwowych spółek, agencji i instytucji tylko tę hegemonię finansową miała wzmocnić. Opisywany dziś przez “Gazetę Wyborczą” systemowy mechanizm drenowania ich z publicznych pieniędzy ma być tej ogromnej przewagi najlepszym przykładem. Wystarczy odnotować, że choć PiS dysponuje ogromnym majątkiem własnym i otrzymuje subwencję z budżetu państwa, olbrzymią i bardzo drogą kampanię wyborczą przed wyborami samorządowymi jesienią 2018 roku sfinansowało bez udziału żadnej złotówki z partyjnej kasy.

Kto zatem za nią zapłacił? Otóż, wykorzystując nieco kulawe przepisy oraz wdzięczność za możliwość wzbogacania się przez „miernych, biernych, ale wiernych” w…

View original post 2 615 słów więcej

 

Morawiecki to domokrążca, który wciska kit akwizycyjny

Patryk Jaki, były wiceminister sprawiedliwości (bez prawniczego wykształcenia) w programie „Kawa na Ławę”, mówiąc o Adamie Bodnarze, Rzeczniku Praw Obywatelskich, stwierdził:

„Uważam, że jest bardzo złym rzecznikiem. Uważam, że dobrze byłoby, gdyby był odwołany, ale jednak szanujemy 5-letnią kadencję. To tylko moja opinia na razie”.

Oburzenie Jakiego wynika z krytycznej opinii RPO dotyczącej sposobu zatrzymania mężczyzny podejrzanego o zabójstwo dziesięciolatki z miejscowości Morwiny.

Patryk Jaki chciałby widzieć na miejscu Adama Bodnara pełniącego funkcję Rzecznika Praw Obywatelskich kogoś na kształt i podobieństwo Mikołaja Pawlaka, nieszczęsnego, Rzecznika Praw Dziecka. To znaczy kogoś, kto teoretycznie powinien występować w obronie praw jakieś określonej grupy, a praktycznie występuje w obronie każdego innego tylko nie tych, których bronić powinien.

Kiedyś stanowisko Jakiego mogłoby dziwić. Jednak po czterech latach pisowskiego państwa nie jest ono zaskakujące. Wypaczenie pojęć i oderwanie ich od słownikowego znaczenia to specjalność tej władzy, i tak:

– „sprawiedliwość” oznacza wg PiS mniej więcej to, co oznaczała dla Pawlaka (tego z „Samych Swoich), to znaczy, występuje ona wyłącznie wtedy, kiedy służy rządzącym;

– „kompetencja” oznacza mniej więcej tyle, co Beata Szydło na stanowisku premiera, czy Patryk Jaki na stanowisku wiceministra sprawiedliwości, czyli oznacza coś dokładnie odwrotnego;

– „porządek konstytucyjny” oznacza peerelowskiego aparatczyka, byłego prokuratora na czele sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, w tym sensie oznacza kpinę zarówno ze sprawiedliwości, jak i z praw człowieka;

– „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej” – oznacza urzędnika wykonującego polecenia partii rządzącej, często wbrew interesowi społecznemu oraz z pogwałceniem przepisów konstytucyjnych;

– „Premier rządu” – oznacza cynika, który jest w stanie sprzedać każdy towar dla doraźnego politycznego zysku, nie oglądając się na fakty, czy prawdę historyczną. Robi to z zapałem akwizytora zgodnie z treścią podręczników dla domokrążców.

– „demokracja” – oznacza system polityczny, w którym rządzących się nie krytykuje, tylko jak oczekuje Jarosław Kaczyński „się ich popiera”, a na dobrze znane pytanie „Pomożecie?”, gromko i radośnie odpowiada się „Pomożemy!”

– „Trybunał Konstytucyjny” – nie oznacza już organu stojącego na straży zgodności aktów prawnych z obowiązującą ustawą zasadniczą, oznacza obecnie organ bez większego znaczenie, z którego to organu prezeską, Jarosław Kaczyński lubi jadać posiłki i generalnie spędzać czas, bo to jego „odkrycie towarzyskie”

Wyliczać można bez końca. Dlatego deklaracja Patryka Jakiego, który poradził sobie bez wykształcenia prawniczego na stanowisku wiceministra sprawiedliwości oznacza jedynie, że nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera, a krytyczny stosunek Jakiego do Bodnara, oznacza ni mnie ni więcej tylko to, że Bodnar doskonale wykonuje swoje obowiązki i dopóki jest Rzecznikiem Praw Obywatelskich możemy spać spokojnie w kraju, w którym pomniki stawia się pedofilom, ich obrońcom, a z szemranych watażków w polskich mundurach robi się bohaterów narodowych, którzy mają zastąpić żołnierzy Armii Krajowej.

Dlatego bądźmy jak Bodnar, a będzie im trudniej.

Kmicic z chesterfieldem

Na rynku w Przemyślu policjanci wynieśli mężczyznę, który krzyczał „Precz z polskim faszyzmem”.

W ten sposób protestował przeciwko osobom, które przeszkadzały w happeningu na rzecz dialogu polsko – ukraińskiego. Postawiono mu zarzuty za obrazę polskiego narodu.

Happening był zorganizowany przez Annę Dąbrowską ze stowarzyszenia Homo Faber.

Celem wydarzenia było przypomnienie o Ukraińcach mieszkających w mieście oraz rozwijanie dialogu polsko – ukraińskiego. W wydarzeniu brał również udział prezes Związku Ukrainców w Polsce – Piotr Tyma. Wydarzenie było zgłoszone władzom miasta, ale prezydent – Wojciech Bakun (Kukiz15) nie zgodził się na nie. Decyzję tłumaczył, że organizatorzy nie dopełnili formalności.

Jednak po interwencji Biura Rzecznika Praw Obywatelskich happening się odbył, a ludzie na rynek przynosili flagi polskie, unijne i ukraińskie. W miejsce…

View original post 1 513 słów więcej

 

Szydło, kuchta w Brukseli

Z nieoficjalnych informacji RMF FM dowiadujemy się, że Beata Szydło i Anna Fotyga nie chcą być polskimi kandydatkami do Komisji Europejskiej. Obie kandydatki poinformowały prezesa Kaczyńskiego o swojej decyzji.

Jak podaje nieoficjalnie RMF FM Beata Szydło odrzuciła propozycję, gdyż zdaje sobie sprawę ze swoich niekompetencji językowych oraz braku znajomości unijnej dyplomacji. Jak powiedział jeden z polityków dziennikarce RMF FM „Beata Szydło nie chcę się kompromitować”. Anna Fotyga miała odmówić ze względów osobistych.

Natomiast ambicję do zasiadania w Komisji Europejskiej przejawia była minister przedsiębiorczości i technologii związana z Jarosławem Gowinem – Jadwiga Emilewicz. Emilewicz dostała już nieoficjalną propozycję od duńskiej komisarz ds. konkurencji – Margrethe Vestager, która sama kandyduje na stanowisko szefa KE.  Jednak kandydatura byłej minister jest nie do zaakceptowania przez władzę partii rządzącej. W tej sprawie stanowisko partii jest jasne – „To tak, jakby popierać Bieńkowską”.

Komisja Europejska składa się z 28 komisarzy, po jednym z każdego państwa należącego do wspólnoty. Skład komisji jest ustalany przez Radę Europejską, czyli szefów rządów państw należących do UE.

Kmicic z chesterfieldem

Kiedy Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar wskazał na nieprawidłowości, które miały miejsce podczas zatrzymania Jakuba A., 22-latka podejrzanego o zamordowanie kilkuletniej Kristiny, spotkał się krytyczną oceną ze strony prawicowych polityków.

Wśród nich znalazła się szefowa MSWiA, Elżbieta Witek, która stwierdziła m.in., że „sąd, decydując o areszcie dla oskarżonego, nie dopatrzył się żadnych naruszeń ze strony policji.”

Sedno tkwi w tym, że zgodnie z art, 246 kpk. są wydając nakaz aresztowania nie poddaje ocenie prawidłowości zatrzymania, o czym nowa minister nie zdążyła pewnie doczytać.

Prof. Magdalena Środa wypowiada się ws. Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, który jest atakowany przez środowisko prawicowe, rządowe.

„Jeśli te przepisy wejdą w życie, nikt o zdrowych zmysłach nie zaryzykuje swojej wolności, by pomóc pacjentowi. Nam, położnikom, będzie groziło 15 lat więzienia, jeśli umrze matka i dziecko. To może się przydarzyć mnie albo mojemu koledze, to jest loteria” – tak między innymi mówił lekarz, Wojciech Chróściel…

View original post 1 458 słów więcej

 

Szczujnia TVP w ataku na RPO Adama Bodnara

„Wiadomości” TVP oraz stacja TVP Info atakują rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara po tym, jak ten skrytykował działania policji ws. zatrzymania mężczyzny oskarżonego o zabójstwo 10-latki z Mrowin.

O szczujni TVP tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

13-letnia Inga Zasowska zwraca uwagę polityków na fatalny wpływ ich polityki na klimat. Mimo że kilka dni temu zakończyła rok szkolny to, zamiast oddawać się beztrosce wakacji, zdecydowała udać się przed Sejm, aby zaprotestować.

Polska zablokowała europejską neutralność klimatyczną. – Zaciągnięcie hamulca w sprawie zintegrowanego, wspólnego, spójnego i intensywnego projektu dotyczącego neutralności klimatycznej to polityka samobójcza – komentuje Andrzej Halicki, europoseł PO. Poza tym KE ostrzega, że pieniądze na walkę ze smogiem są wydawane nieefektywnie i stawia ultimatum. Polska może stracić część unijnych pieniędzy.

Idea została zablokowana przez rządy Polski, Węgier, Czech i Estonii. Dlaczego? Oficjalnym powodem jest brak doprecyzowania, jak ma wyglądać droga do neutralności klimatycznej.

Unia Europejska chciała określić konkretne ramy, które pozwoliłyby osiągnąć w 2050 r. neutralność klimatyczną. Ów termin nabrał mocy pod koniec ubiegłego roku, kiedy stało się jasne, że UE chce szybciej wdrażać w życie postanowienia Porozumień Paryskich. Zwłaszcza po tym, jak wycofał się z nich prezydent USA Donald Trump.

Oczywiste jest, że taka strategia uderzy w gospodarki w sporej mierze uzależnione od węgla. Ta…

View original post 2 707 słów więcej

 

Pedofilia w kościele. Czy ktoś o tym pamięta?

Stanisław Tym na temat bieżących wydarzeń społeczno-politycznych.

Cały felieton >>>

Wywiad z Lew-Starowiczem >>>

Kmicic z chesterfieldem

To oczywiste, że kalendarz spotkań agentów nie może być jawny” – złośliwie komentują internauci decyzję Naczelnego Sądu Administracyjnego, który nie zgodził się na ujawnienie terminarza spotkań prezes TK Julii Przyłębskiej.

Gdy wyszło na jaw, że kierownictwo TK przyjmuje polityków PiS, walcząca o dostęp do informacji publicznej Sieć Obywatelska Watchdog zapytała Trybunał Konstytucyjny o kalendarz spotkań prezes TK Julii Przyłębskiej oraz wiceprezesa TK Mariusza Muszyńskiego.

Skończyło się na niczym, choć nie jest tajemnicą, że jeszcze w pierwszych siedmiu miesiącach rządów Przyłębskiej w Trybunale „około trzech razy” (tak określiło to biuro TK) gościł m.in. koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński. Z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą i wiceministrem Marcinem Warchołem spotykał się Mariusz Muszyński. Przyłębską i Muszyńskiego odwiedził poseł PiS Arkadiusz Mularczyk, który reprezentuje Sejm przed Trybunałem. Oboje mieli też bywać w siedzibie PiS, chociaż TK powinien stać na straży konstytucji, a sami sędziowie być apolityczni.

W maju „Wyborcza” ujawniła…

View original post 4 572 słowa więcej

 

Post Navigation