Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the month “Listopad, 2019”

Kidawa-Błońska, Trzaskowski i Jachira

Kmicic z chesterfieldem

Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla PAP udowadnia, że albo nie rozumie, czym są pytania prejudycjalne, albo udaje, że nie rozumie. Przedstawia triumfalną narrację o rzekomo korzystnym dla PiS wyroku TSUE z 19 listopada. Zaciekle broni nowej KRS i znów atakuje sędziów

Premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z PAP przedstawił zdumiewającą interpretację wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 19 listopada. Oczerniał też sędziów, którym zarzucał politykierstwo i bronienie swoich przywilejów.

Morawiecki to kolejny obok prezydenta Andrzeja Dudy, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry oraz wiceministra sprawiedliwości Sebastiana Kalety polityk najwyższego szczebla, który nastawia opinię publiczną przeciwko sędziom stosującym się do wyroku luksemburskiego Trybunału.


Politycy i media wspierające „reformę” sądownictwa nasiliły ataki na sedziów po wyroku TSUE. W takiej sytuacji obywatelskim obowiązkiem jest okazanie solidarności z sędziami, którzy są dziś w Polsce poddawani naciskom i represjonowani za orzekanie zgodnie z literą prawa oraz stosowanie się do orzeczeń najważniejszego sądu UE.

W niedzielę 1 grudnia…

View original post 2 475 słów więcej

 

Obronimy niezależne sądy

Kmicic z chesterfieldem

„Jego działanie stanowi niedopuszczalną ingerencję w działania konstytucyjnych organów oraz prowadzić może do chaosu i anarchii” – tak resort Ziobry tłumaczy odwołanie z delegacji sędziego Juszczyszyna, który zastosował się do wyroku TSUE. „To propaganda. Sędzia musi sprawdzać, czy sąd niższej instancji był właściwie obsadzony” – mówi prof. Marcin Matczak

„Minister Sprawiedliwości, korzystając z przysługujących mu uprawnień, odwołał z delegacji do Sądu Okręgowego w Olsztynie sędziego Sądu Rejonowego w Olsztynie Pana Pawła Juszczyszyna” – czytamy w komunikacie na stronie resortu we wtorek 26 listopada 2019.

Jako pierwsi napisaliśmy, że odważny sędzia, który zastosował się do wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 19 listopada, będzie musiał wrócić na niższe stanowisko w Sądzie Rejonowym. Ministerstwo sprawiedliwości poinformowało o tym w poniedziałek 25 listopada, faksem. Nie podało powodu, a jedynie podstawę prawną.

W środę 27 listopada w Olsztynie odbyła się pierwsza demonstracja w obronie sędziego. Kolejne, w całej Polsce, zaplanowane są na niedzielę, 1…

View original post 2 237 słów więcej

 

Gdyby powiesili zdjęcie Kaczyńskiego, natychmiast byliby aresztowani

Ks. Wojciech Lemański o decyzji prokuratury w Katowicach o umorzeniu śledztwa ws. zdjęć europosłów Platformy Obywatelskiej na szubienicach.

Oświadczenie prokuratury

Krytyka wiązała się przy tym ze sposobem głosowania, a nie przynależnością polityczną europosłów. Jak ustalono, żaden z uczestników manifestacji nie kierował wobec polityków gróźb i nie nawoływał do popełnienia przestępstwa ani nie wypowiadał się personalnie na temat europosłów. (…) Miała charakter symboliczny, nawiązujący do historycznych wydarzeń z XVIII wieku, a utrwalonych na obrazie Jana Piotra Norblina. (…) W intencji organizatorów inscenizacja miała ukazać analogię między działalnością konfederacji targowickiej i głosowaniem europosłów, a jej symboliczny charakter podkreślał w przemówieniu jeden z organizatorów happeningu.

***

– Obawiam się, że jest to celowe tolerowanie tego typu zjawisk. PiS głaszcze tego szczeniaka nienawiści. Powoli wyrasta z niego wilczur – komentował w Onet Rano decyzję prokuratury senator Krzysztof Brejza.

Dariusz Rosati (poseł): To skandaliczna decyzja dająca zielone światło do eskalacji nienawiści. Ale – tak jak w stanie wojennym – te haniebne zachowania PiS-owskich prokuratorów zostaną zapamiętane”.

– Dokładnie 3 tygodnie temu dopytywałem się prokuratury o sprawę „szubienic”. Postanowienie o umorzeniu wysyła jasny sygnał – tego typu czyny nie będą w Polsce ścigane, jeśli ofiarami są przeciwnicy polityczni Prokuratora Generalnego – wypowiada się Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar.

Kmicic z chesterfieldem

– Prezydent Andrzej Duda od początku umywa ręce od decyzji wyboru pięciu sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Twierdzi, że wykonał „decyzję polityczną”. Tyle że prezydent stoi na straży Konstytucji i miał w ręku narzędzia, które mogłyby zweryfikować legalność decyzji ws. nowych sędziów – pisze prof. Stanisław Biernat, były wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego i analizuje rozmowę, w której prezydent – jak uważa autor – przyznał się do złamania Konstytucji.

Cały wywód prof. Bernata o złamasie Dudzie tutaj >>>

Lotna Brygada Opozycji pojawiła się przez Ministerstwem Sprawiedliwości z nietypowym bałwanem – nie z kul śniegowych, a z główek kapusty. Po decyzji prokuratury o umorzeniu śledztwa w sprawie powieszenia zdjęć europosłów na szubienicach, członkowie Brygady przyszli zapytać Zbigniewa Ziobrę, jaka jest „jedynie słuszna wykładnia” happeningu.

Przynieśli rekwizyty, które okazywali ministrowi – a to zdjęcia prominentnych polityków PiS, a to taczki, a to drabinkę… – „Panie prokuratorze, panie ministrze. Nie wiem, jak się zwracać do tego…

View original post 2 239 słów więcej

 

W obronie sędzi Olimpii Barańskiej-Małuszek

„Komitet Obrony Sprawiedliwości protestuje przeciwko praktykom, które pod pozorem legalizmu zmierzają do wyeliminowania z wymiaru sprawiedliwości niezawisłych i niezależnych sędziów.” „Zawieszenie Sędziego w czynnościach jest szykaną wymierzoną w tego sędziego ale i w obywateli i ich prawo do sądu. Sędzia Olimpia Barańska-Małuszek ma w referacie sprawy, na których rozstrzygnięcie czekają obywatele. Ewentualne zawieszenie w czynnościach […]


„Komitet Obrony Sprawiedliwości protestuje przeciwko praktykom, które pod pozorem legalizmu zmierzają do wyeliminowania z wymiaru sprawiedliwości niezawisłych i niezależnych sędziów.”

„Zawieszenie Sędziego w czynnościach jest szykaną wymierzoną w tego sędziego ale i w obywateli i ich prawo do sądu. Sędzia Olimpia Barańska-Małuszek ma w referacie sprawy, na których rozstrzygnięcie czekają obywatele. Ewentualne zawieszenie w czynnościach spowodowałoby znaczące opóźnienie w ich rozpatrywaniu.”

Zarzuty Rzecznika Dyscyplinarnego dotyczą nadużycia prawa do wyrażania opinii przy ocenie Ministra Sprawiedliwości i jego roli w tzw. aferze hejterskiej oraz ocenie prokuratora kandydującego do Sądu Najwyższego.”

Pełna treść opinii Komitetu Obrony Sprawiedliwości KOS 23(10)/2019 

PiS nie ogląda się na instytucje unijne, które wymagają trzymania się standardów demokratycznych. PiS się spieszy z zamordyzmem, aby twierdzić, że Polacy tak chcą. A co nam zrobicie? Oczywiście, zrobią Polexit.

„Prawo stron do rzetelnego procesu jest dla mnie ważniejsze od mojej sytuacji zawodowej” – ogłosił Paweł Juszczyszyn, sędzia z Olsztyna, który został w trybie natychmiastowym odwołany z delegacji po tym, jak wezwał Kancelarię Sejmu do ujawnienia list poparcia KRS. Jako pierwszy zastosował się do wyroku TSUE. Łętowska: władze próbują efektu mrożącego

(komentarz wpisu na kmicic z chesterfieldem >>>)

Małgorzata Kidawa-Błońska jest w stanie pokonać Andrzeja Dudę

Mamy historyczną okazję pokazania, że przyzwoitość oraz uczciwość w polityce i życiu publicznym to nie słabość, a wielka siła. Zostańcie moimi ambasadorami – Kidawa-Błońska w liście do członków Platformy

„Chcę stanąć w tych wyborach  i zawalczyć o wygraną dla całej Polski. Wiem, jak to zrobić” – pisze Małgorzata Kidawa-Błońska w liście rozesłanym do wszystkich członków Platformy Obywatelskiej.

„Wszyscy mamy świadomość, że dziś Polska jest państwem podzielonym populistyczną kreską. Podsycanie atmosfery sztucznego zagrożenia głęboko dotyka nasz kraj. PiS wraz z koalicjantami jawnie obchodzi reguły życia społecznego i politycznego, niszczy najlepszy dorobek młodej polskiej demokracji. Ogranicza wybór i narzuca swój sposób życia pod groźbą napiętnowania. A jednocześnie sami łamią prawo i zasady uczciwości. Taka manifestacja barbarzyńskiej siły to jednak dowód bezradności, bo większość Polek i Polaków odrzuca ich mroczną wizję Polski. Nas jest więcej!” – pisze wicemarszałkini Sejmu ubiegająca się o nominację prezydencką PO i KO.

„Bądźmy gotowi stoczyć zdecydowaną i mądrą batalię o prezydenturę. Ja jestem gotowa. Zwycięstwo leży w naszym zasięgu. W Warszawie z ogromną przewagą pokonałam Jarosława Kaczyńskiego – głównego architekta fatalnej dla Polski doktryny, 
w wyniku której od pięciu lat urząd Prezydenta RP sprawowany jest przez polityka reprezentującego interes wyłącznie własnego obozu politycznego” – pisze MMKB.

Kidawa apeluje do działaczek i działaczy PO: „Chcę Was poprosić, byście stali się moimi ambasadorami w lokalnych społecznościach, w kontaktach z bliskimi, z sąsiadami i znajomymi. Byśmy z nową energią wspólnie zbudowali szeroką wspólnotę, której spoiwem będą przyzwoitość, uczciwość, wzajemny szacunek. I miłość do Polski!”.

Kidawa-Błońska o prawyborach prezydenckich: 7 grudnia debata, a 14 konwencja wyborcza, gdzie nasi delegaci wybiorę tę osobę, która ich najbardziej przekona do tego, że ma szanse na wygranie tych wyborów

– Platforma wierzy, że kandydat koalicji wygra. Mamy prawybory. Właściwie rozpoczęliśmy to wyłanianie kandydatów. Jeździmy po Polsce. 7 grudnia debata, a 14 konwencja wyborcza, gdzie nasi delegaci wybiorę tę osobę, która ich najbardziej przekona do tego, że ma szanse na wygranie tych wyborów – stwierdziła Małgorzata Kidawa-Błońska w rozmowie z Dorotą Gawryluk w programie „Wydarzenia i opinie” Polsat News.

Kidawa-Błońska: Naprawdę jestem rozgniewana i oburzona tym, co dzieje się w naszym kraju. Polska to wspaniały kraj i chciałabym, żeby prezydent Polski był prezydentem wszystkich Polaków

– Ja się nie boję i naprawdę jestem rozgniewana i oburzona tym, co dzieje się w naszym kraju. Polska to wspaniały kraj i chciałabym, żeby prezydent Polski był prezydentem wszystkich Polaków i żeby Polacy wiedzieli, że żaden z nich nie zostanie osamotniony, a jest tyle obszarów, gdzie potrzebujemy tej wspólnoty, tego wsparcia, a prezydent powinien być tą osobą, która stoi i gwarantuje to, że nikt nie zostanie osamotniony – stwierdziła Małgorzata Kidawa-Błońska w Polsat News.

Tak sensacyjnego sondażu jeszcze nie było! Polacy jasno wskazali, którą z kandydujących osób wybraliby na prezydenta kraju, gdyby w II turze znaleźli się Andrzej Duda i Małgorzata Kidawa-Błońska. Wyniki najnowszego sondażu prezydenckiego przeprowadzonego przez Instytut Badań Pollster na zlecenie Super Expressu wskazują jasno, będzie się toczyć zażarta walka o prezydenturę! Prezydent Duda nie może być spokojny o swoją przyszłość w Pałacu Prezydenckim.

Zaskakujące wyniki najnowszego sondażu prezydenckiego! Chociaż wybory na prezydenta Polski odbędą się dopiero w maju przyszłego roku, to już warto sprawdzać nastroje głosujących. Kogo poparłaby większa liczba Polaków, gdyby w II turze wyborów znaleźli się obecny prezydent Andrzej Duda i kandydatka Koalicji Obywatelskiej Małgorzata Kidawa-Błońska? Okazuje się, że takie osoby w drugiej turze gwarantowałyby ostrą walkę o fotel prezydencki do końca. Dlaczego? Bo ich szanse są bardzo wyrównane. Jak odpowiedzieli badani przez Instytut Badań Pollster w sondażu prezydenckim? Na Andrzeja Dudę postawiło w sondażu 53 proc. pytanych, a na Małgorzatę Kidawę-Błońską niewiele mniej, bo aż 47 proc. osób. Warto zwrócić uwagę na to, że sondaż został przeprowadzony na osobach, które są zdecydowane, by wziąć udział w wyborach prezydenckich.

Jak wyniki sondażu komentuje ekspert? Zdaniem prof. Kazimierza Kika wyniki te są bardzo możliwe: –  To jest prawdopodobny wynik w drugiej turze wyborów prezydenckich. Wynik Małgorzaty Kidawy–Błońskiej jest naprawdę dobry i jest on poważnym zagrożeniem dla prezydenta Andrzeja Dudy. Choć do wyborów jeszcze pół roku, to obóz rządzący ma się czego obawiać i takie wyniki powinny zmobilizować Pałac Prezydencki i PiS do wzmożonej pracy. Mimo, że w badaniu prowadzi Andrzej Duda to jego notowania są dość umiarkowane. Wyniki sondażu powinny być sygnałem ostrzegawczym i budzić niepokój wśród obecnego obozu władzy – komentuje politolog.

Kmicic z chesterfieldem

„Dlaczego akurat ta władza i teraz ściąga do Polski nasze rezerwy złota bezpiecznie przechowywane w Londynie? To mi pachnie jakimś przekrętem” – zastanawiał się na Twitterze przedsiębiorca Ryszard Wojtkowski.

Sprowadzeniem do Polski 100 ton złota chwalił się prezes NBP Adam Glapiński. Wartość kruszcu to 18,3 mld zł.

Na zdjęciach, które umieszczono w sieci w związku ze sprowadzeniem złota, widać Glapińskiego z dumą prezentującego sztabki na tle skarbca. Obok prezesa stoją dawni ministrowie rządu PiS, których partia przeniosła do NBP – Teresa Czerwińska i Paweł Szałamacha.

Równie podejrzliwi jak Wojtkowski byli inni internauci: – „PiS dobrał się do rezerw złota. Roztrwonią cały majątek, który należy do wszystkich…

View original post 823 słowa więcej

 

Pokonać Dudę

Andrzeja Dudę opozycja będzie musiała albo pokonać albo dopieścić – twierdzi politolog Marek Migalski.

L!  – Jeśli Platforma Obywatelska nieprzerwanie trąbi, że któreś już z rzędu wybory na jakie się wybieramy to kolejna bitwa o demokrację, to jak w tym świetle oceniać rezygnację Tuska z wyścigu o fotel prezydencki?

Marek Migalski: Z tej perspektywy można by powiedzieć, że to jest pozostawienie Polski w objęciach postępującej autoryzacji. Jednak Tusk w uzasadnieniu decyzji wytłumaczył, że on po prostu by nie wygrał. Tusk przeczytał badania opinii publicznej  i wie, że on tę wojnę z Dudą by przegrał ze względu na bardzo duży elektorat negatywny, który będzie miał kluczowe znaczenie w drugiej turze wyborów. Jeśli na to popatrzeć w kontekście tego pytania, to nie jest to ucieczka z placu boju, na którym rozgrywa się najważniejsza walka o demokrację, ale właśnie świadome oddanie pola komuś, kto miałby większą szansę na pokonanie tego pisowskiego smoka. 

L! – Ale czy taki kandydat opozycji jest realny, przecież musiałby się zbudować od zera?

Marek Migalski: Kluczowe w twoim pytaniu jest „budowanie od zera”, bo ja dokładnie tak myślę o tym kandydacie. Ja w tekście dla „Polityki” wskazałam jakie cechy powinien posiadać taki kandydat, żeby zwyciężyć z Dudą. Po pierwsze, nie powinien być specjalnie znany. Ci, którzy mówią, że nie ma czasu na zbudowanie kogoś mylą się. Pamiętajmy, że Andrzej Duda przed 11 listopada 2014 był znany tylko hobbistom polityki, a paradoks tej sytuacji polega na tym, że im mniej ktoś jest znany tym jego szanse są większe. Jeśli ktoś jest nieznany, to nie może być nielubiany. Tu znowu powtarza się poruszony wcześniej problem elektoratu negatywnego. 

Po drugie, taki kandydat powinien być raczej centro-prawicowy niż centro-lewicowy zgodnie z nastrojami społecznym w naszym kraju gdzie większość wyborców jest raczej centro-prawicowa. Raz jeszcze potwierdziły to ostatnie wybory w wyniku, których centro-lewica dostała łącznie 12%, prawicowe PiS 43%, skrajnie prawicowa konfederacja dostała trochę powyżej 6%, raczej centro-prawicowe PSL dostało 8% i Koalicja Obywatelska sytuująca się raczej w centrum uzyskała drugi najlepszy wynik. To pokazuje czarno na białym, że większość polskich wyborców jest centro-prawicowa. 

Po trzecie, taka osoba dzięki  centro-prawicowemu światopoglądowi oraz niekontrowersyjnemu sposobowi bycia miałaby szansę na uszczknięcie jakieś części elektoratu PiS-u czy Andrzeja Dudy, minimalnie, ale jednak. 

Po czwarte, to musiałaby być osoba nie wzbudzająca furii w wyborcach Konfederacji, którzy w drugiej turze mogliby dzięki temu po prostu zostać w domu. 

Przy połączeniu tych czterech cech, to jeśli chodzi o polityków  Koalicji Obywatelskiej ja nie widzę obecnie kandydata, który by te wymagania spełniał. Niemniej jednak taki kandydat istnieje i jest nim Kosiniak – Kamysz, który absolutnie odpowiada wszystkim tym cechom. Jest tylko jeden problem, jest liderem PSL-u i zgodnie z powyższym dostanie w tych wyborach około 5%.  Do drugiej tury wejdzie kandydat Platformy z tej dwójki kandydatów, których my znamy na dzisiaj. Nie sądzę, żeby Jaśkowiak czy Kidawa Błońska mieli jakieś bardzo duże szanse na pokonanie Dudy, chociaż większą szanse, wydaje się posiadać Kidawa Błońska, ale to jest bardziej moja intuicja. 

L! – Cała ta sprawa z Jaśkowiakiem zdziwiła mnie, bo przecież mamy stosunkowo nową Kidawę, która została nam zaprezentowana przed wyborami, żebyśmy się z nią zaznajomili i ją pokochali i ja myślałam, że będziemy grali tą kartą Kidawy i nagle mamy Jaśkowiaka, jego kandydatura w mojej ocenie tylko i wyłącznie prowadzi do osłabienia Platformy i do pojedynku, na którym skoncentruje się teraz ta formacja.

Marek Migalski: Sama idea prawyborów nie byłaby zła, ponieważ ona absorbuje uwagę opinii publicznej i daje punkty procentowe takiej formacji i kandydatowi wybranemu w ten sposób. To przećwiczyła Platforma  w 2010 roku kiedy w prawyborach wystartowali Komorowski i Sikorski i to dało szansę Komorowskiemu, żeby zwyciężył później w wyścigu prezydenckim. 

Jednak w tym przypadku podzielam Twój sceptycyzm. Obecnie to osłabiło formację, ponieważ najpierw się okazało, że bardzo trudno było znaleźć takiego kontrkandydata dla Kidawy Błońskiej. Później on został schowany do koperty na dwa dodatkowe dni, a na koniec się okazało, że to jest Jaśkowiak, który jest prawdopodobnie bardzo dobrym prezydentem miasta, ale ma po prostu bardzo wyraźnie lewicową agendę. I to jest osoba, i ma do tego święte prawo, raczej przypisywana do strony centrolewicowej, jest związana z lewym skrzydłem w Platformie, a lepszym kandydatem byłby ktoś o centroprawicowej agendzie. Stąd uważam, że z tego pojedynku wygrana wyjdzie Kidawa Błońska, ale sam proces jej nie buduje. 

Ale wiem dlaczego tak się dzieje i skąd bierze się ta idea prawyborów. Jest to wynik kalkulacji wewnątrzpartyjnych Grzegorza Schetyny, który chce odwlec jak najdalej moment rozliczenia go za przegraną Koalicji Obywatelskiej 13 października i po to wymyślił tą ideę prawyborów. Chce zając czymś innym partię, żeby w styczniu mieć lepsze asy w rękawie w boju o przywództwo w formacji. To pokazuje, że w Platformie nie myśli się w kategoriach wyłonienia najlepszego kandydata, który może pokonać Andrzeja Dudę, tylko górę bierze interes wewnątrzpartyjny, co źle rokuje na wybory prezydenckie. Kandydata na konkurenta Andrzeja Dudy będzie wybierać 1200 delegatów, którzy będą przede wszystkim kierować się względami koteryjnymi i wewnątrzpartyjnymi a nie badaniami socjologicznymi czy marketingowymi wskazującymi najlepszą, najsilniejszą i najbardziej niezręczną dla Andrzeja Dudy opcję. 

L!- Korzystając z tego, że PiS poznałeś od środka, chciałabym zadać Ci pytanie odnoszące się do Andrzeja Dudy. Wydaje się, że świetne przedwyborcze prognozy powinny znacznie wzmocnić jego pozycję w ugrupowaniu Kaczyńskiego. Stąd pytanie czy jego druga kadencja na fotelu prezydenckim może być inna i czy Duda jest w stanie prowadzić niezależną politykę od dyrektyw z Nowogrodzkiej?

Marek Migalski: Dotychczasowe pięć lat jego prezydentury wskazywałyby na odpowiedź negatywną na to pytanie. Znaczy, że nie. On został połamany, zniszczony, że jemu właściwie wystarcza ta rola uśmiechającego się faceta, który robi sobie selfie z koniem w tle. Jestem złośliwy, ale te pięć lat trochę uzasadnia tą złośliwość i można sądzić, że przez te kolejne 5 lat będzie „Adrianem”. 

Ale może stać się inaczej. W skomplikowanej, połamanej, pękniętej i wielokrotnie upokorzonej przez Kaczyńskiego postaci jaką jest Andrzej Duda, może tam gdzieś na dole jest jakaś zadra, która spowoduje, że jeśli zdołałby uzyskać reelekcję to w nim odezwie się mężczyzna, polityk, człowiek, który upomina się o szacunek dla siebie. Wtedy Kaczyński nie będzie już w stanie niczego mu zaoferować. Nie jest mu w stanie przyobiecać trzeciej kadencji, bo ma za mało szabel w sejmie, żeby wprowadzać takie zmiany w zapisach konstytucyjnych. To może spowodować, że oderwie się jakiś polityk samodzielny. Tym bardziej, że on po ewentualnej reelekcji będzie miał 48 lat, a Jarosław Kaczyński będzie miał 71 lat. To znaczy, że duża część polityków prawicowych może zacząć orientować się  na Dudę i go budować. 

Jednocześnie, to będzie prawie, że obowiązkiem opozycji, która chcąc zachować rudymenty demokracji i liberalnego systemu w Polsce będzie zmuszona dopieścić Andrzeja Dudę, odnowić z nim kontakty, nawiązać nowe i w nim ulokować swoje nadzieje na to, że władza Jarosława Kaczyńskiego nie będzie totalna. To jest perspektywa ze wszech miar odstręczająca dla polityków opozycji i stanowić może rodzaj dodatkowej zachęty do poszukiwania silnego kontrkandydata, który mógłby Dudę pokonać. Bo jak to się nie uda, to jedyną szansą na zachowanie rudymentów systemu liberalno-demokratycznego w Polsce będzie dopieszczanie psychologiczne i polityczne Andrzeja Dudy, co jak mówię nie wygląda specjalnie atrakcyjnie. 

Kmicic z chesterfieldem

Art. 190 Kpk § 1. Przed rozpoczęciem przesłuchania należy uprzedzić świadka o odpowiedzialności karnej za zeznanie nieprawdy lub zatajenie prawdy. No chyba, że słuchamy J.Kaczyńskiego. W trosce o to, by nikt jemu nigdy nie postawił zarzutów z 233 kk.

Dosłownie dwa dni przed wyborami prokurator Renata Śpiewak odmówiła dalszego prowadzenia śledztwa w głośnej sprawie „afery Dwóch Wież”. Ujawniona dziesięć dni później decyzja sprawiła, że nie trzeba było przesłuchiwać żadnych świadków, – w tym Jarosława Kaczyńskiego – na których powoływał się Gerald Birgfellner.

A jednak, jak udało się ustalić „Gazecie Wyborczej” w aktach znajduje się zapis przesłuchania prezesa PiS. Z tych zeznań wynika, że Jarosław Kaczyński padł ofiarą manipulacji austriackiego przedsiębiorcy, który wykorzystał jego „powiązania rodzinne” i wprowadził prezesa w błąd.

W trakcie przesłuchania Kaczyński stwierdził, że „może prowadzić rozmowy z przedstawicielami spółki, jednak nie posiada podstaw formalnych do wydawania im poleceń”. Słowa te są całkowitym zaprzeczeniem tego co zastało…

View original post 2 267 słów więcej

 

Policja polityczna, pisowska czerezwyczajka

Do akcji rzucono tysiące policjantów, w tym setki tajniaków, ścigających najgroźniejszych przestępców. Raportowali o każdym kroku manifestujących przeciw pisowskim ustawom o sądach. Dotarliśmy do dokumentów z policyjnej akcji „Rekonesans”. Bianka Mikołajewska: To jeden z moich tekstów w OKO.press, z których jestem najbardziej dumna

Policja polityczna. Operacja „Rekonesans” – setki tajniaków śledziły manifestujących

OKO.press dotarło do dokumentów z policyjnej akcji zabezpieczenia ubiegłorocznych protestów przeciwko pisowskim ustawom o sądach. Do akcji rzucono tysiące policjantów, w tym setki tajniaków, ścigających najgroźniejszych przestępców. Raportowali o każdym kroku manifestujących. Zwłaszcza opozycji pozaparlamentarnej i parlamentarnej oraz młodzieży


Z dokumentów, do których dotarliśmy, wyłania się dość ponury obraz policji i państwa, któremu służy. Latem 2017 roku, podczas pokojowych (początkowo wręcz piknikowych) protestów przeciwko pisowskim ustawom o sądach, bez wyraźnego powodu, odciągnięto od codziennych zadań tysiące funkcjonariuszy z całej Polski i kazano pilnować parlamentu, Pałacu Prezydenckiego i TVP.

Do rzekomo wyłącznie prewencyjnej akcji rzucono setki tajniaków, m.in. z pionów kryminalnych – na co dzień ścigających morderców, handlarzy narkotyków i złodziei. I kazano im „objąć nadzorem” uczestników manifestacji, ale także osoby nieuczestniczące w protestach. W niektórych przypadkach była to klasyczna policyjna obserwacja – jaką wolno stosować tylko wobec przestępców. Policjanci raportowali o każdym kroku „nadzorowanych” i „obserwowanych”, na siłę szukając zagrożeń, które uzasadniałyby ich zaangażowanie w tę przedziwną akcję. Czasami przybierało to formy komiczne, wręcz groteskowe (patrz meldunki na ilustracjach). Nie zmienia to jednak ponurego obrazu całej akcji.

Dziś ujawniamy, jak wyglądały policyjna operacja „Sejm” i podoperacja „Rekonesans”. Już wkrótce:

  • jak zlecono obserwację młodzieży sprzeciwiającej się dewastacji polskiego systemu prawnego i
  •  jak śledzono pozaparlamentarną opozycję.   

Operacja kryptonim „Sejm”

Dokumenty z operacji zabezpieczenia ubiegłorocznych protestów znaleźliśmy w aktach sprawy sądowej, którą wytoczyli policji Ryszard Petru, były szef Nowoczesnej, i jego następczyni – Katarzyna Lubnauer. Politycy chcą, by sąd zakazał policji inwigilowania ich. Pozew złożyli latem 2017 roku – wkrótce po tym, jak „Gazeta Wyborcza” opublikowała artykuł „Policja inwigiluje Obywateli RP i posła Ryszarda Petru” i nagrania rozmów funkcjonariuszy, którzy śledzili ich 21 lipca 2017 roku.

Jak potwierdziła później Komenda Stołeczna Policji, były to skompilowane fragmenty rozmów funkcjonariuszy uczestniczących w operacji kryptonim „Sejm”. Jej celem miało być zabezpieczenie zgromadzeń, które odbywały się w centrum Warszawy od 16 do 21 lipca 2017 roku.

Na wniosek Petru i Lubnauer, reprezentująca w procesie policję Prokuratoria Generalna RP przesłała do sądu setki stron policyjnych planów działania, raportów z operacji, meldunków, notatek służbowych, itd.

Z dokumentów wynika, że operację „Sejm” zarządził komendant stołeczny policji Rafał Kubicki i on też był jej dowódcą. Trzy miesiące później Kubicki pożegnał się z funkcją komendanta (po pół roku jej sprawowania). Jak podawało radio RMF, „zgubiły go zbyt wybujałe ambicje”. Według „Super Expressu”, był pewny, że zostanie szefem całej policji i „chwalił się, że ma za sobą polityczne poparcie”.

16 lipca 2017 roku, w zatwierdzonym przez Kubickiego „Planie działania dowódcy operacji pod krypt. »Sejm«”, napisano, że „brak jest jednoznacznych, potwierdzonych informacji na temat zagrożeń mogących wystąpić podczas planowanego zabezpieczenia”. Jednak „biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenie w zabezpieczaniu podobnych przedsięwzięć, należy się liczyć z możliwością zakłócenia bezpieczeństwa i porządku publicznego (…)”.

To wystarczyło, by zarządzić gigantyczną operację, z udziałem tysięcy policjantów, w tym setek tajniaków.

Tysiące policjantów, setki tajniaków

Do udziału w operacji kryptonim „Sejm” zaangażowano etatowy i nieetatowy oddział prewencji, policjantów z większości wydziałów KSP i z warszawskich komend rejonowych, a także – codziennie – setki funkcjonariuszy z wielu innych miast z całej Polski. Z raportu podsumowującego tę operację wynika, że

  • 16 lipca 2017 roku brało w niej łącznie udział 1300 policjantów,
  • 17 lipca – 611 policjantów,
  • 18 lipca – 2194,
  • 19 lipca – 2218,
  • 20 lipca – 2341
  • i 21 lipca – 2337.

Operację podzielono na kilka podoperacji.

Policjanci uczestniczący w podoperacji kryptonim „Śródmieście” odpowiadali za zabezpieczenie okolic parlamentu, Pałacu Prezydenckiego, Sądu Najwyższego i budynku TVP przy Pl. Powstańców Warszawy oraz za „niedopuszczenie do [ich] zablokowania lub okupacji”;

  • „Mokotów” – za zabezpieczenie gmachu TVP przy ul. Woronicza;
  • „Proces” – za gromadzenie dokumentacji procesowej i koordynację osadzania osób zatrzymanych,
  •  „Droga” – za zapewnienie bezpieczeństwa ruchu w rejonach protestów,
  • „Odwód” – za wsparcie w przypadku nieprzewidzianych zdarzeń,
  • „Rekonesans” – za „zabezpieczenie operacyjne prowadzonych działań”.

W co najmniej dwóch z tych podoperacji – „Śródmieściu” i „Rekonesansie” – uczestniczyli funkcjonariusze po cywilnemu, czyli po prostu tajniacy.

To w ramach podoperacji „Śródmieście” działali policjanci, którzy 21 lipca 2017 roku śledzili w centrum Warszawy Obywateli RP i Ryszarda Petru. Według wyjaśnień przesłanych w tej sprawie do sądu przez Prokuratorię Generalną, w akcji tej uczestniczyli głównie funkcjonariusze Wydziału Wywiadowczo-Patrolowego KSP (na nagraniach ujawnionych przez „Gazetę Wyborczą” zarejestrowano głosy dziewięciorga). Komórka ta powstała, by zwalczać „najbardziej uciążliwe społecznie przestępstwa pospolite” (kradzieże aut, rozboje, napady, pobicia, kradzieże kieszonkowe) i zatrzymywać ich sprawców na gorącym uczynku.

Z dokumentów dotyczących operacji „Sejm” wynika, że samego tylko 21 lipca na ulice stolicy wysłano 48 nieoznakowanych radiowozów, których załogi stanowili nieumundurowani funkcjonariusze właśnie z Wydziału Wywiadowczo-Patrolowego oraz Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KSP, Zespołu Antykonfliktowego Policji i Oddziału Prewencji Policji w Warszawie (co najmniej po dwóch w radiowozie).

W pozostałych dniach operacji liczba funkcjonariuszy po cywilnemu była podobna.

„Rekonesans” wśród protestujących

Ale to nie koniec. Do udziału w operacji „Sejm”, w ramach podoperacji „Rekonesans” skierowano bowiem również policjantów kryminalnych, na co dzień ścigających najgroźniejszych przestępców. I oczywiście także pracujących po cywilnemu.

Według dokumentów, do których dotarliśmy, w „Rekonesansie” uczestniczyli funkcjonariusze z wydziałów:

  • do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw,
  • do walki z Przestępczością Gospodarczą,
  • do walki z Przestępczością Narkotykową,
  • do walki z Cyberprzestępczością,
  • ds. Odzyskiwania Mienia,
  • do walki z Przestępczością Samochodową,
  • do walki z Korupcją,
  • Wywiadu Kryminalnego,
  • i z Wydziału Kryminalnego.

To policyjna elita, specjaliści w swoich dziedzinach, często z wieloletnim stażem i ogromnym doświadczeniem.

W „Rekonesansie” od 16 do 21 lipca 2017 roku pracowali na okrągło całą dobę, na trzy zmiany – od kilku do kilkudziesięciu osób w jednej zmianie. Największą mobilizację zarządzono w pierwszym i ostatnim dniu podoperacji. 16 lipca brało w niej udział 48 policjantów z pionów kryminalnych i dodatkowo, jako wsparcie, 20 z Wydziału Wywiadowczo-Patrolowego, a 21 lipca – 54 policjantów kryminalnych.

W meldunkach do sztabu policjanci z „Rekonesansu” raportowali, gdzie gromadzą się manifestujący przeciwko pisowskim ustawom o sądach i ilu ich jest. Meldowali, jakie hasła wznoszą protestujący, a także jakie mają flagi i transparenty. Informowali dowództwo, kto przemawia ze sceny i co mówi. Na przykład:

  • 16 lipca o 23:23 „Rekonesans zgłasza, że osoby w pochodzie krzyczą »Solidarność naszą bronią«”.
  • 19 lipca o 23:29 „Rekonesans: ze sceny padło hasło palenia światełek zarówno przed Sejmem jak i przed Pałacem Prezydenckim. Zachęca się do udziału w proteście”.
  • 18 lipca o 23:51 sztab dostaje meldunek: „Rekonesans – pan Borusewicz – hasło – siedziałem i będę siedział (ze sceny)”.

To do funkcjonariuszy z „Rekonesansu” kierowano rozkazy ze sztabu, by nasłuchiwali ze sceny lub podsłuchiwali w tłumie, jakie plany mają protestujący.

  • 16 lipca o 22:16 „35701 prosi Rekonesans o podsłuchiwanie, czy padną hasła na temat rozwoju dalszego sytuacji”.
  • 20 lipca o 18:46 „35701 [zaleca] zadaniować Rekonesans celem ustalenia czy pojawią się głosy wśród zgromadzenia żeby przemieszczać się pod Pałac Prezydencki”.
  • 20 lipca o 21:45 „87001 [zgłasza] Piękna ok. 100 wystawione siły na razie spokój, Rekonesans – podejść pod squot [grupę młodzieży ze squatu Syrena – przyp. red.] aby słyszeć ich zamiary”.

„Część tych działań – jak np. odnotowywanie haseł z transparentów czy osób przemawiających ze sceny – w ogóle nie jest zadaniem policji. Część mogła z powodzeniem realizować prewencja, w znacznie mniejszej liczbie. Z praktycznego punktu widzenia, wykorzystanie policjantów operacyjnych do tej akcji miało sens tylko, gdy protestujący chcieli zablokować Sejm. I rzeczywiście bardzo sprawnie zbierali informacje o posunięciach osób blokujących” – mówi emerytowany od niedawna policjant z KSP.

Kasprzak pod obserwacją. Inni Obywatele RP, OSA, squattersi i Frasyniuk pod nadzorem

Ale policjanci „Rekonesansu” i inni tajniacy uczestniczący w operacji kryptonim „Sejm” mieli także inne zadanie do wykonania – obserwować/nadzorować/monitorować wybranych uczestników protestów.

Zagadką jest natura i podstawa prawna tych działań.

W meldunkach pojawiają się informacje o „zabezpieczeniu operacyjnym” i „informacji operacyjnej”. A także o „poleceniu objęcia obserwacją”.

  • 18 lipca o godzinie 8:39 „35 801 zgłasza ok. 10 osób przy KODZIE, 20-25 osób przy namiotach Obywateli RP, przekazano do zabezpieczenia operacyjnego do Rekonesansu”.
  • 20 lipca o godzinie 19:15 „Rekonesans zgłasza telefonicznie, że z informacji operacyjnej wynika, że ze squatu Syrena ma być najście na Sejm, przekazano 35 704”.
  • 17 lipca, o godzinie 10:20 „Z polecenia Dowódcy Podoperacji REKONESANS załoga 102 otrzymała polecenie objęcia obserwacją jednego z liderów KOD [w rzeczywistości Obywateli RP – przyp. red.] Pawła Kasprzaka i jego otoczenia w okolicy Sejmu z uwagi na mogące wystąpić potencjalne zagrożenia z ich strony”.

Zleceń obserwacji było więcej – napiszemy o tym na OKO.press już wkrótce.

Zgodnie z ustawą o Policji, czynności operacyjno-rozpoznawcze (należy do nich m.in. obserwacja) można prowadzić tylko „w celu rozpoznawania, zapobiegania i wykrywania przestępstw i wykroczeń, poszukiwania osób ukrywających się przed organami ścigania lub wymiarem sprawiedliwości, poszukiwania osób, które na skutek wystąpienia zdarzenia uniemożliwiającego ustalenie miejsca ich pobytu należy znaleźć w celu ochrony ich życia, zdrowia lub wolności”. Żadna z tych przesłanek nie odnosiła się do sytuacji opisanych w cytowanych wyżej meldunkach.

W meldunkach z operacji „Sejm” jest też wielokrotnie mowa o objęciu różnych osób „nadzorem” lub „monitorowaniu” ich. Prośby o „objęcie nadzorem” kierowane są zwykle do policjantów z „Rekonesansu”, ale też i „Rekonesans” z własnej inicjatywy zgłasza, że ma kogoś „pod nadzorem”.

Kim najbardziej interesowali się tajniacy? W meldunkach dotyczących „nadzorowania”, ale także w ogóle w meldunkach z operacji „Sejm”, najczęściej wymieniani są Obywatele RP – jako grupa (łącznie co najmniej 57 razy) i poszczególni działacze ruchu m.in. Paweł Kasprzak nazywany czasem Kacprzakiem (59 razy), Wojciech Kinasiewicz (49), Tadeusz Jakrzewski nazywany również Jakszewskim (16). Często pada również nazwa OSA (Obywatele Solidarnie w Akcji) oraz nazwiska jej aktywistów Arkadiusza Szczurka (12) i Macieja Bajkowskiego (15).

Przykłady?

  • 18 lipca o 10:17 sztab odnotowuje meldunek: „35 801 pan Szczurek i Bajkowski odjeżdżają, pod nadzorem”.
  • 20 lipca o 15:31: „35 704 pan Kinasiewicz idzie w kierunku Placu Trzech Krzyży wzdłuż wypłotowania, przekazano do Rekonesansu w celu objęcia nadzorem”.
  • 21 lipca o 13:56 „Sztab przekazał, że do kawiarni przy ul. Wiejska 12a wszedł Wojciech Kiniasiewicz i zlecił objęcie go nadzorem. Zlecono załodze nr 102. Załoga przekazała, że na miejscu jest załoga WWP KSP, która już objęła nadzorem przedmiotowy adres”.

Z dokumentów operacji „Sejm” wynika, że przez kilka dni śledzono właściwie każdy krok liderów opozycji pozaparlamentarnej – i to nie tylko w rejonie zgromadzeń, które miała zabezpieczać policja. O tym, jak to wyglądało, także napiszemy na OKO.press w najbliższych dniach.

Policjanci meldowali również o pojawieniu się różnych polityków partii opozycyjnych i byłych działaczy opozycji. Ale „nadzorować” polecili tylko Władysława Frasyniuka.

  • 21 lipca o 1:14 w nocy policjanci meldują: „Info, ze sztabu 208 że na ul. Frascati 1 pan Frasyniuk zebrał się wraz ze swoim sztabem – objąć nadzorem – przekazano do załogi”.

Zbiorowym bohaterem meldunków są też mieszkańcy warszawskiego squatu Syrena i inni młodzi lewicowcy, którzy brali udział w protestach przeciwko niszczeniu sądownictwa przez PiS, grupowo nazywani przez policję „squatterami”.

  • 20 lipca o 22:31 policjanci biorący udział w operacji zabezpieczania Sejmu dostają „Info ze sztabu 208, że grupa squattersów ma być objęta bezpośrednim nadzorem”.
  • 21 lipca o 21:11 meldują: „Rekonesans grupa squat w całości w parku pod nadzorem Rekonesansu”.
  • A tego samego dnia o 22:45 – „35704 wśród zgromadzonych 6 czarnych flag czyli squat pod nadzorem Rekonesansu”.

Obserwacja, czyli nadzór, nadzór, czyli zapewnienie bezpieczeństwa

Komenda Stołeczna Policji, w o odpowiedzi na szereg szczegółowych pytań OKO.press dotyczących obserwacji i nadzoru podczas operacji „Sejm”, przesłała tylko krótkie stanowisko. Rzecznik KSP, kom. Sylwester Marczak napisał, że „z uwagi na trwające w powyższej sprawie czynności, do ich zakończenia [KSP] nie będzie udzielać komentarza”.

Zapewnił jednak, że „przy działaniach związanych z zabezpieczeniem zgromadzeń nie ma mowy o działaniach o charakterze operacyjnym” i że tak też było podczas operacji „Sejm”.

W dokumentów, do których dotarliśmy wynika, że w ubiegłym roku, gdy wybuchła afera z nagraniami ujawnionymi przez „Gazetę Wyborczą”, a Ryszard Petru i Obywatele RP zarzucili policji, że stosowała wobec nich obserwację, dowódca podoperacji „Rekonesans”, nadkom. Hubert Pełka napisał szybko kilka notatek służbowych. Wyjaśniał w nich, że:

  • jego ludzie nie prowadzili czynności operacyjnych,
  • „zabezpieczenie operacyjne” polega tylko na tym że „funkcjonariusze biorący udział w zabezpieczeniu są funkcjonariuszami pionów kryminalnych i występują w ubraniu cywilnym jak do codziennej służby”,
  • słowo „obserwacja” zostało użyte w meldunkach i rozkazach omyłkowo. Obserwacja, którą prowadzono nie oznaczała czynności opisanej w „Zarządzeniu nr PF-634 Komendanta Głównego policji z dnia 30 czerwca 2006 roku w sprawie metod i form wykonywania przez Policję czynności operacyjno-rozpoznawczych”. Faktycznie chodziło po prostu o nadzór nad wymienianymi w meldunkach osobami,
  • nadzór zaś miał na celu „zapewnienie bezpieczeństwa” osobom wymienianym w meldunkach i „identyfikowanie zagrożeń” dla tych osób oraz zagrożeń z ich strony.

Pełka zapewnił też, że podczas przeprowadzanych odpraw załóg „Rekonesansu” „nie były wydawane żadne polecenia dotyczące objęcia nadzorem konkretnych osób”. Policjantom kazano po prostu ogólnie zwracać uwagę na osoby publiczne. Nie wyjaśnił, skąd wśród policjantów tak świetna znajomość i umiejętność rozpoznawania polityków, byłych działaczy podziemnej opozycji i aktywistów obecnej opozycji pozaparlamentarnej, np. takich jak działacze OSY – Arkadiusz Szczurek i Maciej Bajkowski, którzy prawie nie występują w mediach.

Informacja z FB: Wałęsa jedzie do Warszawy. Polecono nadzorować

Policjanci z „Rekonesansu” nadzorowali jednak nie tylko tych, którzy uczestniczyli z protestach przeciwko niszczeniu sądownictwa, ale także tych którzy dopiero mogli do nich dołączyć.

Jak wspomnieliśmy wcześniej, do udziału w podoperacji oddelegowano m.in. kilku funkcjonariuszy z Wydziału do walki z Cyberprzestępczością KSP. To komórka, która ściga m.in. sprawców ataków hakerskich, ataków przy pomocy złośliwego oprogramowania, szantaży ransomware (blokowanie dysków do czasu wpłacenia „wykupnego”), sieciowych złodziei tożsamości itp.

Podczas protestów w lipcu 2017 roku policjanci z WCB śledzili w internecie, gdzie i kiedy odbywać się będą zgromadzenia oraz kto będzie brał w nich udział. Zlecano im również „pogłębianie” informacji dotyczących planów manifestujących – poprzez przeglądanie internetowych forów i profili, m.in. organizacji z opozycji pozaparlamentarnej. Na przykład

  • 18 lipca o godzinie 11:00 „208 00 przekazuje informację o nawoływaniu przez przedstawicieli KOD pod sejmem do blokady sejmu o g. 17.00 w dniu dzisiejszym, jak to było 16 grudnia. Informacja potwierdzona przez załogę 102. W związku z powyższym stosowne zadania w tym zakresie zlecono WCB KSP” [pisownia oryginalna].

Najwięcej popłochu wywołała znaleziona przez funkcjonariuszy z Wydziału do walki z Cyberprzestępczością informacja o tym, że do Warszawy jedzie niegdysiejszy lider podziemnej Solidarności, były prezydent RP Lech Wałęsa.

18 lipca o 19:45 w „Dzienniku działań dowódcy podoperacji kryptonim Rekonesans” odnotowano:

  • „Z WCB uzyskano informację, że na portalu społecznościowym Facebook profil Obywatele RP pojawił się wpis cyt. ” Prawdopodobnie Wałęsa jedzie do Warszawy” co przekazano do 208 00″.

Później policjanci meldują:

  • 19:46 „Rekonesans na FB info że Wałęsa jedzie do Warszawy, polecono nadzorować
  • 19:54 „Wykonano telefon do dyżurnego operacyjnego BOR, który nie potwierdził, żeby Lech Wałęsa udawał się do Warszawy”,
  • 20:07 „35704 informuje, że przez megafony pada informacja, że Lech Wałęsa jedzie do Warszawy”.

Ostatecznie Wałęsa do Warszawy nie dojechał. Dzięki temu uniknął kolejnego, po kilkudziesięcioletniej przerwie, „nadzorowania” przez tajniaków – tym razem z policji.

***

Komenda Stołeczna Policji nie odpowiedziała nam, jakie siły zmobilizowano w tym roku do zabezpieczenia protestów przeciwko nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym i czy w operacji brali znów udział tajniacy.

W pierwszym dniu protestów – 17 lipca 2018 roku – nadzorujący policję minister Joachim Brudziński napisał na Twitterze: „Nadmiernie pobudzonych zapowiedzią kolejnej awantury przez „demokratów”, którzy od trzech lat nie mogą pogodzić się z demokratycznym wyborem Polaków, uspokajam. KSP jak zawsze zadba o porządek i bezpieczeństwo wszystkich. Obywatela Kasprzaka też”.

Tekst prof. Koncewicza czytaj tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

Pięć bitew o SKOK. Jak Bierecki, Kaczyński, Duda i politycy PiS blokowali nadzór nad Kasami

Rzeczywiście nadzór nad SKOK-ami był spóźniony. Ale winę za to ponoszą Grzegorz Bierecki, Lech Kaczyński, Andrzej Duda i PiS, a nie pobity przez ludzi Wołomina Wojciech Kwaśniak i inni urzędnicy KNF. Nie damy PiS, Zbigniewowi Ziobrze, prokuraturze i senatorowi Grzegorzowi Biereckiemu zakłamać prawdy o Kasach.

Prokuratura zarzuca byłym urzędnikom KNF spóźnione działania nadzorcze wobec SKOK Wołomin. A minister Ziobro twierdzi, że były wiceszef KNF został pobity przez ludzi z „Wołomina”, bo Komisja rozzuchwaliła bandytów swoją bezczynnością.

To, co dzieje się w sprawie byłych urzędników KNF i SKOK Wołomin, to próba przerzucenia odpowiedzialności za katastrofalną sytuację finansową większości spółdzielczych kas oszczędnościowo kredytowych

  • z tych, którzy do niej doprowadzili i którzy pomagali ją SKOK-om ukrywać, podpowiadając księgowe sztuczki
  • oraz tych, którzy przez lata bronili SKOK-ów przed państwowym nadzorem,
  • na tych, którzy przez 3 lata „wyczyścili” sytuację…

View original post 1 197 słów więcej

 

RozPiSdziaj 3. Nowe fakty z komuszego życiorysu Piotrowicza

W 1988 r. SB i milicjanci rozbili obóz młodych działaczy opozycji. Zatrzymanych przesłuchiwał w siedzibie SB w Jaśle prokurator… Stanisław Piotrowicz! – ujawniają działacze podziemnej „Solidarności”. Sprawa trafiła później do Warszawy.

Nieznaną dotąd aktywność Piotrowicza nagłośnił na swoim blogu Mariusz Ambroziak – za czasów PRL działacz podziemnej „Solidarności”, a potem poseł AWS. Informacje o udziale Piotrowicza w akcji przeciw Konfederacji Polski Niepodległej, ujawniło w listopadzie wydawnictwo Akces, publikując broszurę wspomnieniową o Wiesławie Gęsickim (zmarł w 2002 r.). To tam trafiamy na ślad historii z 4 lutego 1988 r. Wszystko wydarzyło się w Cieklinie koło Jasła.

Młodzi działacze KPN gościli u jednego z krośnieńskich opozycjonistów przy okazji obozu zorganizowanego w tych okolicach. Nagle do domu wpadli z rewizją milicjanci i esbecy. Przez trzy godziny szukali „bibuły”, czyli materiałów kolportowanych przez demokratyczną opozycję. „Jedną osobę zatrzymano na kilka godzin, reszta otrzymała następnego dnia wezwanie na przesłuchanie do RUSW (Rejonowy Urząd Spraw Wewnętrznych – przyp. red.) w Jaśle” – czytamy na łamach gazetki KPN sprzed ponad 20 lat. Zatrzymanym był właśnie Gęsicki.

– Wiesiek i dwie inne osoby były maglowane przez Piotrowicza. Rozmowa była dość sucha, nieprzyjemna – tak w rozmowie z Fakt24 historię kolegów wspomina Ambroziak. Zastrzega, że nie chce podawać nazwisk żyjących kolegów „ze względu na pracę, którą teraz wykonują”.

Czy Piotrowicz, jak deklarował w poniedziałek na konferencji, umorzył tę sprawę? Czy pomógł opozycjonistom? Nic z tych rzeczy. Działacze skarżyli się potem, że był bardzo ostry. – Po rozmowie z prokuratorem sprawa trafiła do Pałacu Mostowskich i znowu wezwano tam wszystkich – dodaje Ambroziak. Pałac Mostowskich był siedzibą Milicji Obywatelskiej w Warszawie.

Opowieść Ambroziaka potwierdza inny działacz Robert Nowicki, obecnie szef wydawnictwa Akces. – Kiedyś Wiesiek mi o tym opowiadał, nawet notatki robiłem. Mówił, że był zatrzymany, a potem trafił na przesłuchanie do prokuratora Stanisława Piotrowicza – mówi dla Fakt24 Nowicki.

Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Sejmie Stanisław Piotrowicz oświadczył, że „nie ma powodu się wstydzić”. Zapewniał, że w PRL brał udział tylko w dwóch sprawach politycznych: Antoniego Pikula oraz Zofii Jankowskiej. Ten pierwszy twierdzi, że prokurator nigdy mu nie pomógł. Jankowska jest „wdzięczna” Piotrowiczowi choć według katalogów IPN, jedyną sprawę miała w 1985 r., a nie w czasie stanu wojennego jak opowiada poseł Piotrowicz.

W czasach stanu wojennego i do końca PRL Stanisław Piotrowicz był zastępcą szefa Prokuratury Rejonowej w Krośnie. Należał do egzekutywy PZPR wśród śledczych w miejscowej prokuraturze. Był nagradzany i awansowany, choć sam zapewnia, że za pomoc opozycji spotkała go degradacja.

Piotrowicz milczy na ten temat.

Kmicic z chesterfieldem

Po co w ogóle jest Sejm, skoro mamy pana prezesa na Nowogrodzkiej? Nie wiem, czy Łukaszenka nie śmieje się w kułak, bo nawet on robi to inteligentniej – po prostu nie dopuszcza opozycji do Sejmu i ma z głowy te wszystkie wystąpienia – mówi dr Mirosław Oczkoś, ekspert od wizerunku i marketingu politycznego. Pytamy też, czy prezydent zaprzysięgnie nowych sędziów TK. – Prezydent nie ma wyjścia w tej chwili, bo ktoś mu tę kampanię musi finansować. Gdyby prezydent fiknął, to prezes ma kim go zastąpić, ma w torebce jeszcze panią premier Szydło – „naszą Beatę” – mówi ekspert

JUSTYNA KOĆ: Pani marszałek, trzeba anulować, bo my przegramy – mówi jedna z posłanek PiS-u do marszałek Elżbiety Witek. Niezależnie od tego, czy system działał, czy nie, to takie słowa nie powinny paść na sali Sejmowej, a może rządzący już nas do tego przyzwyczaili?

MIROSŁAW OCZKOŚ: Mam wrażenie, że w PiS sami stracili nad tym kontrolę. To akurat były słowa do marszałka Terleckiego, ale bardzo blisko mównicy był…

View original post 4 028 słów więcej

 

RozPiSdziaj 2

Sąd Okręgowy w Olsztynie rozpatruje apelację w sprawie, w której w pierwszej instancji orzekał sędzia nominowany przez neo-KRS. Zgodnie z wyrokiem TSUE sąd postanowił sprawdzić, czy ów sędzia spełnia wymogi niezależności i niezawisłości. I nakazał Kancelarii Sejmu dostarczenie wciąż utajnionych list poparcia kandydatów do KRS. Dał tydzień, grozi grzywną

Po wyroku luksemburskiego Trybunału Sprawiedliwości UE z 19 listopada 2019 każdy sąd powszechny i administracyjny w Polsce powinien odmówić stosowania przepisów polskiego prawa, których skutkiem byłaby możliwość rozpoznania spraw sądowych przez sędziów nominowanych przez neo-KRS.

Tak uważa 13 organizacji broniących praworządności w Polsce we wspólnym Stanowisku, w którym wyjaśniają znaczenie i konsekwencje wyroku luksemburskiego Trybunału.

Sąd w Olsztynie właśnie to zrobił, 20 listopada, w dzień po wyroku w Luksemburgu.

Zażądał od szefowej Kancelarii Sejmu Agnieszki Kaczmarskiej przedstawienia oryginałów lub urzędowo poświadczonych odpisów list poparcia sędziów wybranych do neo-KRS, w tym sędziego, który orzekał w pierwszej instancji w sprawie rozstrzyganej przez olsztyński sąd.

Olsztyński sąd przeczytał w 143 punkcie wyroku TSUE, że przy powoływaniu członków neo-KRS mogły wystąpić „pewne nieprawidłowości”. Dlatego żąda dołączenia list poparcia do neo-KRS do akt swojej sprawy, grożąc szefowej Kancelarii grzywną, jeśli ich nie dostarczy.

Wyjaśnijmy po kolei.

Co TSUE wytknął KRS?

W środę 19 listopada TSUE wydał długo oczekiwany wyrok w odpowiedzi na pytania prejudycjalne zadane przez Izbę Pracy Sądu Najwyższego w trzech połączonych sprawach (C-585/18, C-624/18 i C-625/18).

Sednem wyroku TSUE jest to, że organizacja sądownictwa podlega ocenie z niewygodnego dla władz punktu widzenia: czy ma wpływ na niezależność i niezawisłość sądów. Dotyczy to także organów powołujących sędziów. Takim organem jest KRS.

W liczącym aż 172 paragrafy wyroku TSUE przedstawił przekrojowe, rozbudowane i szczegółowe kryteria, na które musi odpowiedzieć sobie sam sąd krajowy (czyli Izba Pracy SN), który zadał pytanie prejudycjalne.

W porównaniu z czerwcową opinią rzecznika generalnego TSUE Jewgienija Tanczewa, który uznał, że zarówno Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego jak neo-KRS nie spełniają wymogów prawa unijnego, był to unik. Ale polskie sądy dostały narzędzie do oceny: szczegółowe kryteria podane przez TSUE, które można zastosować zarówno do oceny Izby Dyscyplinarnej, jak i KRS.

W punkcie 143 TSUE wymienił swoje główne wątpliwości dotyczące neo-KRS:

  • skrócenie kadencji poprzedniego składu KRS,
  • obsadzenie aż 23 z 25 miejsc w KRS przy pomocy sił politycznych, a wreszcie
  • „występowanie ewentualnych nieprawidłowości, jakimi mógł zostać dotknięty proces powoływania niektórych członków KRS w nowym składzie”. TSUE w swoim prawniczo zakręconym języku ma tu na myśli utajnione listy poparcia.

Wątpliwości TSUE istotne nie tylko dla Sądu Najwyższego

Wyrok TSUE  jest istotny nie tylko dla Izby Pracy Sądu Najwyższego, która zadała Trybunałowi pytanie prejudycjalne. Zdaniem ekspertów, zgodnie z wyrokiem TSUE

każdy sąd powszechny i administracyjny w Polsce powinien odmówić stosowania tych przepisów krajowych, które skutkowałyby możliwością rozpoznania spraw sądowych przez sędziów nominowanych przez neo-KRS.

Na efekty wyroku TSUE nie trzeba było długo czekać.

Zastosować się do niego zdecydował właśnie Sąd Okręgowy w Olsztynie, który rozpatruje apelację w sprawie cywilnej dotyczącej niedozwolonych klauzul w umowie kredytowej. To sprawa konsumencka, w której zastosowanie mają dyrektywy unijne.

Sędzia, który wydał wyrok w pierwszej instancji był nominowany przez neo-KRS.

Dlatego sędzia prowadzący sprawę w drugiej instancji 20 listopada 2019 roku wydał zarządzenie wzywające Kancelarię Sejmu do dostarczenia:

  • zgłoszeń oraz wykazów obywateli i wykazów sędziów popierających kandydatów na członków KRS, którzy zostali 6 marca 2018 roku wybrani do KRS przez Sejm;
  • oświadczeń obywateli lub sędziów o wycofaniu poparcia dla tych kandydatów.

Sąd powołał się na art. 248 kodeksu postępowania cywilnego, który nakazuje przedstawić na zarządzenie sądu dokument stanowiący dowód faktu istotnego dla rozstrzygnięcia sprawy.

Redakcja OKO.press otrzymała fragment zarządzenia olsztyńskiego sądu, odnoszący się do tajnych list poparcia, które stały się już symbolem prawnych manipulacji władz PiS.

Język jest trudny, ale warto się wczytać. Sąd postanowił:

„(…) nakazać Szefowi Kancelarii Sejmu Agnieszce Kaczmarskiej przedstawienie oryginałów lub urzędowo poświadczonych odpisów dokumentów

w postaci złożonych w Kancelarii Sejmu w związku z obwieszczeniem Marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 4 stycznia 2018 r. o rozpoczęciu procedury zgłaszania kandydatów na członków Krajowej Rady Sądownictwa wybieranych spośród sędziów (M.P. poz. 10)

zgłoszeń oraz wykazów obywateli i wykazów sędziów popierających kandydatów na członków Krajowej Rady Sądownictwa,

o których mowa w art. 11a i art.11b ustawy z dnia 12 maja 2011 r. o Krajowej Radzie Sądownictwa (t.j. Dz.U. z 2019 r., poz. 84 ze zm.), następnie wybranych do Krajowej Rady Sądownictwa na mocy uchwały Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 6 marca 2018 r. w sprawie wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa (M.P. poza. 276) oraz oświadczeń obywateli lub sędziów o wycofaniu poparcia dla tych kandydatów i przesłanie tych dokumentów do Sądu Okręgowego w Olsztynie celem dołączenia ich do akt sprawy o sygn. IX Ca 1302/19 upr. –

w terminie tygodniowym od doręczenia Kancelarii Sejmu odpisu niniejszego postanowienia – pod rygorem skazania na grzywnę w przypadku nieuzasadnionej odmowy przedstawienia wszystkich wskazanych dokumentów”.

Sędzia, który rozpatruje sprawę w drugiej instancji jest w Sądzie Okręgowym w Olsztynie na delegacji z Sądu Rejonowego. Z informacji OKO.press wynika, że sam sędzia liczy się z tym, że delegacja zostanie mu cofnięta. Sprawa toczy się w trybie uproszczonym, więc prowadzi ją samodzielnie.

Tajne listy poparcia do neo-KRS

Według ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, znowelizowanej w grudniu 2017, pod kandydaturami sędziów starających się o miejsce w KRS, powinno podpisać się co najmniej 25 sędziów.

Zgłosiło się 18 kandydatów, z których Sejm – wbrew Konstytucji – głosami PiS i Kukiz’15 wybrał piętnastu członków Rady.

Podpisów pod kandydaturami nie ujawniono.

Ustawa pozwala na to, by podpisy sędziów powtarzały się pod różnymi kandydaturami. Jest więc możliwe, że cały sędziowski skład KRS, mający reprezentować 10 tysięcy polskich sędziów, wskazała grupa 25 osób.

Możliwe też, że PiS broni się przed ujawnieniem ich nazwisk, ponieważ okazałoby się, że wielu z nich jest powiązanych lub zależnych od ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, co dodatkowo osłabiałoby legitymizację KRS.

Batalia o udostępnienie list poparcia toczy się od marca 2018 roku. Ostatecznie 28 czerwca 2019, po skardze Kamili Gasiuk-Pihowicz, posłanki PO-KO, Naczelny Sąd Administracyjny orzekł prawomocnie, że nazwiska sędziów, którzy poparli kandydatów do KRS, są informacją publiczną i nakazał ich udostępnienie.

Kancelaria Sejmu zwlekała jednak z wykonaniem wyroku, tłumacząc, że nadal „trwa zbieranie informacji”.

W lipcu sędzia Maciej Nawacki z KRS zawnioskował do Urzędu Ochrony Danych Osobowych, że ujawnienie tych danych może naruszać prawo.

Kancelaria Sejmu ogłosiła, że prezes UODO Jan Nowak wydał postanowienie, zobowiązujące ją do wstrzymania się od udostępnienia danych sędziów, popierających kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa. Prezes UODO wszczął postępowanie, które ma wyjaśnić, czy ujawnienie tych danych, jest zgodne z polskim prawem oraz unijnym rozporządzeniem o ochronie danych osobowych (RODO).

W sierpniu grupa posłów PiS skierowała wniosek do Trybunału Konstytucyjnego. Twierdzili, że ustawowy nakaz ujawnienia list poparcia narusza konstytucyjną zasadę zaufania obywateli do państwa i stanowionego przez nie prawa.

Wniosek ten uległ dyskontynuacji 11 listopada 2019 roku z powodu upłynięcia VIII kadencji Sejmu. Po tym terminie TK nie rozpatruje już wniosków złożonych tylko przez grupę posłów, a tak było w wyżej opisanym przypadku.

Kmicic z chesterfieldem

W nocy z czwartku na piątek marszałek Elżbieta Witek nie podała w Sejmie wyników głosowania na czterech posłów członków Krajowej Rady Sądownictwa. Jak przyznaje jedna z posłanek na zarejestrowanym przypadkowo nagraniu, przegraliby je kandydaci PiS. „To łamanie zasad parlamentaryzmu. Żądamy ogłoszenia wyników!” – apelowała opozycja. Bezskutecznie

„Oszustwo, oszustwo!” – skandowali politycy opozycji na zakończenie I posiedzenia IX kadencji Sejmu w nocy z czwartku na piątek 22 listopada.

Marszałek Sejmu Elżbieta Witek odmówiła podania wyników głosowania na posłów członków KRS. „Anulowała” je i zarządziła na nowo, choć takiej procedury nie przewiduje Regulamin Sejmu.

Dlaczego? Wszystko przez specjalne maszynki do głosowania, których obsługa nastręczyła trudności części posłów. Po głosowaniu w szeregach PiS zapanował chaos, a do mównicy sejmowej podszedł nawet Jarosław Kaczyński.

„Trzeba anulować, bo my przegramy” – mówi w opublikowanym nagraniu jedna z posłanek PiS, najpewniej Joanna Borowiak.

View original post 6 167 słów więcej

 

RozPiSdziaj

Kmicic z chesterfieldem

W nocy z czwartku na piątek marszałek Elżbieta Witek nie podała w Sejmie wyników głosowania na czterech posłów członków Krajowej Rady Sądownictwa. Jak przyznaje jedna z posłanek na zarejestrowanym przypadkowo nagraniu, przegraliby je kandydaci PiS. „To łamanie zasad parlamentaryzmu. Żądamy ogłoszenia wyników!” – apelowała opozycja. Bezskutecznie

„Oszustwo, oszustwo!” – skandowali politycy opozycji na zakończenie I posiedzenia IX kadencji Sejmu w nocy z czwartku na piątek 22 listopada.

Marszałek Sejmu Elżbieta Witek odmówiła podania wyników głosowania na posłów członków KRS. „Anulowała” je i zarządziła na nowo, choć takiej procedury nie przewiduje Regulamin Sejmu.

Dlaczego? Wszystko przez specjalne maszynki do głosowania, których obsługa nastręczyła trudności części posłów. Po głosowaniu w szeregach PiS zapanował chaos, a do mównicy sejmowej podszedł nawet Jarosław Kaczyński.

„Trzeba anulować, bo my przegramy” – mówi w opublikowanym nagraniu jedna z posłanek PiS, najpewniej Joanna Borowiak.

View original post 6 167 słów więcej

 

Post Navigation