Już powiedziano chyba wszystko na temat spektaklu nienawiści, bezsilnej złości i moralnej marności, jaką znów zaprezentowała Polsce pewna część niepokornej prawicy przy okazji finału WOŚP.Na szczęście, skutek tego szczucia był bardzo niewielki, gdy wziąć pod uwagę efekty finansowe Finału, a jest jedna niewątpliwa korzyść: przynajmniej raz jeszcze okazało się, kto jest kim. Można bowiem spierać się o rozmaite sprawy: o katastrofę smoleńską, o kondominium czy nawet o morderstwo w Charlie Hebdo i udawać, że jest to uprawniony spór w demokracji pluralistycznej. Ale walczyć z największym polskim wydarzeniem humanitarnym, zorientowanym na medyczną pomoc dzieciom i seniorom – to już naprawdę trzeba być osobnikiem najgorszego sortu.

Zwłaszcza portal wPolityce braci Karnowskich, Zaremby i Pyzy stał się trybuną napaści, ukazujących jak samobójcze może być zgłupienie, podyktowane ideologicznym zaperzeniem. Wzajemnie potwierdzając się w swej nikczemności: „Ty nie zapłaciłeś na WOŚP?” – „To świetnie, ja też nie dałem ani grosza, i wcale nie czuję się z tym źle”, niepokorni bezskutecznie starali się podnieść skrajny egoizm do rangi pryncypium, być może na tej zasadzie, że jeśli kogoś Kościół nie lubi, to należy go zwalczać.

(Między bajki bowiem wkładam twierdzenia, że Owsiak oszukuje na pieniądzach. Nigdy tego nie udowodniono. Zarobił coś Owsiak na tym? Naprawdę? To bardzo dobrze – należy mu się dwa razy tyle ile twierdzicie, że wziął. Zróbcie cos podobnego, chłopaki, też wam pobłogosławię. Moge obiecac bo wiem, ze nie zrobicie…).

Nie wykluczam zresztą, że w pewnej mierze pozytywnym efektem ataków szczujni na Owsiaka było to, że niektórzy zapłacili więcej. Tak było w każdym razie w moim przypadku: mój przelew zagraniczny był wyższy niż zazwyczaj. Być może po tym, jak przeczytałem, że analityk polityczny brukowców (niesłusznie w Polsce nazywanych „tabloidami”) red. Warzecha nazwał WOŚP-owców „sukinsynami”. Ale także niepokorni z nieco wyższej półki zainspirowali mnie do tego.

Chciałbym jednak, przy tej okazji, zwrócić uwagę na jeden argument przeciwko WOŚP, o którym obrońcy tej akcji nie piszą wiele. „Wszystkie te sprzęty, które kupuje Owsiak i jego drużyna, powinny być kupowane przez państwo: w końcu płacimy podatki na opiekę zdrowotną”- słyszymy czasem. Pół biedy, gdy takim argumentem szermują ci, którzy domagają się wzrostu funkcji państwa i zwiększenia podatków. Wtedy można odpowiedzieć tylko, że dopóki ich marzenia o wysokich podatkach i hojniejszym państwie nie ziszczą się, ileś dzieci umrze, ale przynajmniej nie można zwolennikom wyższych podatków zarzucić hipokryzji. Ale gdy mówią to ci, którzy jednocześnie domagają się niższych podatków i chudszego państwa, sprzeczność jest porażająca. No chyba, że powiedzą: nasze podatki są trwonione; gdyby państwo było lepiej zorganizowane, kupiłoby za te same, a może i mniejsze wpływy z podatków, wszystkie te urządzenia medyczne. Empiryczna wartość tego argumentu jest żadna, bo to wyłącznie gdybanie. Zresztą: potrzeby medyczne są zawsze wyższe niż zasoby dla ich urzeczywistnienia, dlaczego więc nie uzupełnić kasy państwowej dobrowolnymi, powtarzam dobrowolnymi, datkami?

Nawet w krajach bogatych, taka komplementarność działań charytatywnych względem wydatków publicznych jest oczywista. U nas, gdzie potrzeby są duże wyższe, a przy tym są ludzie, których stać na dawanie, trzeba idei działań charytatywnych bronić… Chociaż, może nie? Piękny wynik Finału 2015 pokazuje, jak mało ludzie robią sobie z nienawistników. Ciekawe tylko, co powiedzą ich dzieci kolegom w szkole? „A moja mama i tata nic nie dali”. Ale to już nie mój kłopot.

Do następnego Finału!