Hairwald

W ciętej ranie obecności

5.

 

„Po zamachu terrorystycznym na tupolewa Sarkozy’ego nie było w Polsce”. Hofman krytykuje udział Kopacz w paryskim marszu

Zdaniem Adama Hofmana, katastrofa smoleńska była zamachem terrorystycznym.
Zdaniem Adama Hofmana, katastrofa smoleńska była zamachem terrorystycznym. Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

– Sarkozy’ego nie było na pogrzebie prezydenta Kaczyńskiego po zamachu terrorystycznym na polskiego tupolewa – stwierdził Adam Hofman w poniedziałkowej „Kropce nad i” na antenie TVN24. Prawicowy poseł bronił w ten sposób słów swojego następcy na stanowisku rzecznika Prawa i Sprawiedliwości Marcina Mastalerka, który ocenił wcześniej, iż paryski marsz przeciwko terroryzmowi z udziałem premier Ewy Kopacz był „infantylny”.

Sugestią, iż katastrofa smoleńska nie była tragicznym wypadkiem, a dziełem „wschodnich terrorystów”, Adam Hofman spróbował prawdopodobnie podkreślić wcześniejsze zapewnienia o tym, że wciąż działa na rzecz dobra partii, z której wyrzucono go w związku z nieprawidłowościami przy rozliczaniu środków publicznych przysługujących w związku z wykonywaniem mandatu posła. – Nie jestem Michałem Kamińskim, ja będę zawsze po jednej stronie – zapewniał pytany o stosunki z PiS.

ADAM HOFMAN

w „Kropce nad i” na antenie TVN24

Zbieram sobie artykuły z pomówieniami i insynuacjami dotyczącymi moich wyjazdów i później przekażę je prawnikom…

W rozmowie z Moniką Olejnik były rzecznik tego ugrupowania przekonywał również, że głośna sprawa jego wyjazdu do Madrytu „była tylko zasłoną dymną dla spraw naprawdę ważnych”. Adam Hofman ubolewał też nad tym, iż nieprawidłowo obracał środkami pochodzącymi z budżetu Sejmu przez upowszechnienie się wśród posłów błędnej wykładni przepisów. – Robiliśmy tak w dobrej wierze. Taka była praktyka. Sejm nie ponosił żadnej straty z tego tytułu – tłumaczył.

naTemat.pl

 

PONIEDZIAŁEK, 12 STYCZEŃ 2015

Witajcie w dojrzałej Polsce. Sienkiewicz o 7 latach Tuska. Przedruk z „Przeglądu Politycznego” na 300POLITYKA

sienkiewicz_szymczuk

1. Siedem lat rządów Donalda Tuska to prawie epoka w polityce polskiej. Wprawdzie zdarzały się pełnokadencyjne rządy, ale zwykle od połowy kadencji popadały one w degrengoladę. Na tym tle siedmioletnie rządy, to prawdziwy sukces. Dwukrotnie wygrane wybory parlamentarne, wprowadzenie prezydenta wywodzącego się z PO, nie licząc wygranych wyborów samorządowych i europejskich – to wszystko samo w sobie jest rekordem 25 lecia niepodległej Polski. Ale waga tych rządów to nie tylko zdolność do utrzymania formacji politycznej i sprawnego zarządzania pozwalającego na utrzymanie władzy. A właśnie tak często postrzegane są rządy Tuska: jak prestigitatorstwo, cudowna sztuczka, która udała się pewnemu zręcznemu politykowi. Tak, to była podstawa, trudno bowiem sprawować rządy bez większości parlamentarnej i sterownej partii politycznej, bez umiejętności mobilizacji na czas kampanii wyborczych. Bez tego nie było by sukcesu.

Ale to zaledwie cząstka działań, które sprawiły, że Polska przez siedem lat przeżywała niezwykły okres stabilności w swoich nowoczesnych dziejach. Dość powiedzieć, że od czasów Księstwa Warszawskiego, zaledwie dwóch premierów, i to z czasów PRL miało dłuższą kadencję (jeśli politykę PRL można w ogóle włączyć w statystykę). Wszyscy ci, którzy w owej zręczności upatrują fenomeny długotrwałości władzy Tuska, wydają się kompletnie pomijać najważniejszy aspekt sprawy: wyborców. Co sprawiło, że przez tak długi czas obywatele wybierali tych, którym przewodził Donald Tusk? Jakie mechanizmy zostały uruchomione by przywiązać i przekonać tak wielką rzeszę wyborców? Ci, którzy politykę sprowadzają do gry marketingowo – piarowskiej i tak nic nie zrozumieją. Bo w Polsce zdarzyło się przez ten okres coś wyjątkowego – zaczęła się nowa polityka. Na tyle nowa, że potrafiła przełamać wszystkie schematy w jakich tkwiliśmy od dawna.

2. Tak, w Polsce trwał od 2005 roku spór, który dzielił całą scenę polityczną na dwa obozy, a w sensie społecznym na dwa zdawało by się zupełnie obce światy. Siła sporu PO-PiS wzmocniona została katastrofą smoleńską, i takim natężeniem emocji, które wszelkie inne propozycje polityczne pozostawiły na marginesie. By i jest to spór kulturowy, społeczny, mający silne zakorzenienie w historycznych podziałach. I prawdą jest, że jego ostrość postawiła większość wyborców przed wyborem „albo-albo”. W tym sensie Tusk był zaporą przed zwycięstwem PiS. Zdaniem wielu, ten Wielki Podział dla obydwu ugrupowań był korzystny – Polska przechodziła zadawało by się przez okres, którego naczelną zasadą było istnienie wroga. Wymuszało to z kolei trwanie przy obozie PO tych wyborców, którzy – być może w innych warunkach – raczej stronili by od tej partii.Wobec niechęci do PiS nie mieli wyjścia i ostatecznie wybierali obóz pod przewodnictwem Tuska. W tym ujęciu fenomen długotrwałych rządów polegałby na braku akceptowalnej przez większość wyborców alternatywy. A reszta była po prostu bieżącym zarządzaniem. Ale wtedy staje się niezrozumiałe, jak doszło w minionych siedmiu latach do tak dalece znaczącej zmiany cywilizacyjnej, wręcz skoku cywilizacyjnego, odkształcającego dotychczasowe struktury społeczne, zmieniającego świadomość i nawyki wydawało by się utrwalone ciężarem przyzwyczajeń i tradycji. Bo Polska się bardzo zmieniła – od wyglądu miast i miasteczek, przez system infrastrukturalny, poziom usług aż po miejsce w Europie, na mapie politycznej wagi i uwagi. A przede wszystkim zmieniło się postrzeganie społeczne państwa, i jego relacji z obywatelami.

Sprowadzenie ostatnich siedmiu lat do anty-PiS-u zdaje się sugerować, że oś polityki wyznaczała opozycja – wymuszająca na rządzących własne pole gry, któremu trzeba było się przeciwstawić. Tymczasem było dokładnie odwrotnie – mimo istnienia opozycji rządy Tuska realizowały własną agendę, w której opozycja zupełnie nie mogła się odnaleźć. Ale za nim do tego dojdziemy, jeszcze jedna kwestia wymaga wyjaśnienia.

3. W podsumowaniach „epoki Tuska” na ogół są przywoływane fundusze unijne, za sprawą których wspomniany skok cywilizacyjny był możliwy. Polska otrzymała przez ten czas zastrzyk środków, jakimi nie dysponowała od stuleci. Dla kraju, który w przeciągu ostatnich 100 lat trzykrotnie zaczynał od zera (1919, 1945, 1989) była to niezwykła szansa rozwojowa – wykorzystanie jej było jednym z centralnych problemów rządu i ogniskowało dyskusję polityczną przez ostatnią dekadę. Rozwój Polski wspierany przez UE widać na każdym kroku i zazwyczaj podkreśla się ze była ona pochodną „czynnika zewnętrznego” a nie jakiś nadzwyczajnych rodzimych zdolności mobilizacyjnych rządu.

I w dużej mierze tak by było, gdyby nie pewne dodatkowe okoliczności. Pierwsza – to historyczny rekord w UE dotyczący stopnia wykorzystania funduszy. Polska w tej dziedzinie odnotowała wynik nie mający do tej pory analogii. Tego nie osiąga się biernością zarządzania. Rządy Tuska potraktowały UE bardzo pragmatycznie, uciekając od polityki poprzedników, szukających w stosunkach unijnych przede wszystkim prestiżu i równorzędnego statusu z najsilniejszymi, poza jakimkolwiek kontekstem realnego potencjału. W odróżnieniu od tej polityki „przywracania Polsce godności” jako zasadniczej wykładni polityki polskiej w Europie, za rządów Tuska samorządowa Polska wraz z administracją państwa stworzyły najefektywniejszy system pozyskiwania funduszy europejskich. Z tego się bierze i zmiana cywilizacyjna, ale i wzrost realnego, a nie wyimaginowanego znaczenia kraju w UE.

Donald Tusk w ogrodzie KPRM

 

Drugim momentem o kluczowym znaczeniu był globalny kryzys finansowy. Po roku rządów Tuska dotychczasowe pewniki ekonomiczne legły w gruzach i rozpoczęła się gwałtowna walka gospodarek europejskich o utrzymanie się „nad powierzchni wody”. Kryzys i późniejsza recesja w Europie nasiliły chęć dążenia do redukcji pomocy biedniejszym krajom UE poprzez zaostrzenie kryteriów, wymuszanie dyscypliny budżetowej kosztem działań rozwojowych i jakże zrozumiałą u płatników netto chęć ograniczenia budżetu całej Wspólnoty. To, że tak się nie stało jest jednym z tych cichych zwycięstw, prawie nie wspominanych a mających fundamentalne znaczenie dla ścieżki rozwojowej Polski. Polska zachowała sterowność i odpowiedzialność w finansach publicznych, a przy tym rząd osłonił to co najcenniejsze: zdolność do utrzymania wzrostu i dalszego korzystania z funduszy unijnych bez cieć budżetowych zaprzepaszczających tę wielką szansę. Twierdzenie, że zmiana cywilizacyjna oparta o środki zewnętrzne, dokonała się „sama”, jest w świetle tych faktów zupełnie nietrafne.

4. Nie w zewnętrznych środkach finansowych należy upatrywać zasadniczą wagę tych siedmiu lat, i nie w bipolarności sporu rozdzierającego polską scenę publiczną, tylko w polityce. Polityce rozumianej jako poszerzenie „polityczności” – czyli takiego działania, które poprzez nadawanie ciężaru sprawom nieobecnym w świadomości powszechnej, zmienia społeczeństwo. Nowe obszary, dotąd niezauważone przez tradycyjną politykę stały się „polityczne”– czyli ważne, wspólne i podlegające sporom wciągającym coraz to nowe kręgi społeczne w obręb realnych dylematów i ocen decyzji. Właśnie na tym poziomie odcisnęła się najsilniej transgresyjna polityka rządów Tuska.

Zamiast fundamentalnych sporów o kształt wspólnoty narodowej, o jej aksjomaty (zwykle zakorzenione w historycznych podziałach) – pojawiły się spory o to czy dzieci mają iść do szkoły o rok wcześniej, lub o „matki pierwszego kwartału” chcące skorzystać z niespotykanego w Europie wydłużenia urlopów macierzyńskich. To nie trumny Piłsudskiego i Dmowskiego rządziły rytmem polskiej polityki przez ostanie siedem lat, ale pytanie o różne wersje „ciepłej wody w kranie”, by przywołać najbardziej charakterystyczną definicję polskiego życia politycznego. To zmaganie się z protestami o fotoradary, o formy dopłat dla samorządów do przedszkoli by te nie były  źródłem zasilającym lokalne budżety a realną możliwością zostawiania dziecka pod opieka gdy rodzice pracują.

Zamiast sporu o wartości – spór o interesy, niewykluczające nikogo z możliwości sprzeciwu, dialogu i wyartykułowania własnego zdania. I podejmowanie decyzji w sytuacjach realnych konfliktów społecznych, gdzie często nie było jednego rozwiązania dobrego a tylko dwa gorsze. Gwałtownie modernizujący się kraj był pełen takich obszarów, w których rząd musiał być arbitrem i ingerować zanim sytuacja stanie się jeszcze bardziej konfliktogenna. To z kolei prowadziło do „poszerzenia pola walki”, czyli wciągnięcia do polityki spraw i społeczności dotąd w niej nieobecnych. Bo tam gdzie jest decyzja władzy tam jest zawsze polityka. To rządy Tuska wyznaczały ciężar polityczności absorbujący opinie publiczną – od interwencji gdzie działo się realne zło (dopalacze, hazard, próba międzynarodowego szantażu „szczepionkowego”) do kwestii będących samodzielną decyzją władzy, nie wymuszaną okolicznościami. Pozostawiało to opozycję poza jakimkolwiek realnym polem gry, bo to były inicjatywy rządu, do których najwyżej potem partie opozycyjne mogły się reaktywnie odnosić.

tusk kopalania

Lewica – prawica, tożsamość naprzeciw modernizacji, elitarność kontra populizm, świeckość versus wiara – te wszystkie osie konfliktów od dawna trzymających polską politykę w zamkniętym kręgu zostały przekroczone. Łącznie z mitem Wielkich Reform, zawsze bolesnych bo inaczej nie zasługujących na to zaszczytne miano, wrosłym niczym rak w umysły polityków i komentatorów przywiązanych mentalnie do lat dziewięćdziesiątych. Do dzisiaj ten mit skutkuje jakże fałszywymi diagnozami polityki. To wszystko zostało unieważnione.

5. No dobrze, ale co w zamian? Gdzie jest ta realna wartość wynikająca z transgresyjności polityki ostatnich lat? W moim przekonaniu rządy Donalda Tuska otworzyły możliwości powolnego odkształcania struktur społecznych, co pozostaje warunkiem podstawowym modernizacji Polski. Nie w wyniku rewolucji („sowieckimi kolbami nauczymy Polaków…”), i nie poprzez szantaż przymusem kopiowania zmian społecznych, które inne kraje Zachodu przechodziły od dwustu lat, a ich wyznawcy nad Wisłą chcieliby je wprowadzić w ciągu jednego pokolenia. Zmiana modernizacyjna, która odbywa się także poza charakterystyczną dla ostatniego 25-lecia – bezsiłą wobec rzeczywistości społecznej. Albo przez historyczność sporów mających się nijak do dylematów współczesności, albo poprzez taki ich kształt który uniemożliwiał włączenie w ich obręb innej kategorii obywateli niż elitarnej, aczkolwiek medialnie dominującej grupy.

Jeśli dawniej dokonywała się zmiana, zwykle była pozapolityczna w tym sensie, że nie była  celem świadomych działań ani przedmiotem uwagi rządzących. Pisał o tym jakiś czas temu Robert Krasowski (Popołudnie). Ta nowa polityka oznaczała także gotowość przeciwstawienia się wrośniętym przez minione ćwierćwiecze mitom „nienaruszalności” przyjętych rozwiązań. I tak zaprzeczeniem, bluźnierczym z punktu widzenia wyznawców Wielkich Reform, była kontrreforma OFE – czyli rozstrzygnięcie wallerstenowskiego dylematu peryferii. Polegał on na iście piekielnej alternatywie: dawać zarabiać wielkim grupom kapitałowym kosztem ułudy przyszłych emerytur Polaków i rosnącym transferom z budżetu do sektora prywatnego, czy zerwać z tą neokolonialna formą ponosząc koszty niezadowolenia społecznego i krytyki świata finansów? Czy wobec rosnącej konkurencji na zglobalizowanym rynku pracy wydłużyć okres osiągania wieku emerytalnego mimo świadomości sprzeciwu społecznego, czy pozwolić na rozłożoną na wiele lat degrengoladę polskiego rynku pracy i nieuchronnego załamania się systemu ubezpieczeń?

tusk_podrecznik

Dziedzictwo polskich sporów politycznych ostatniego stulecia zdało się na nic, gdy rozpoczęto walkę o darmowy podręcznik w szkole, przerywając wieloletni rabunek domowych budżetów przez koncerny wydawnicze, przy czym polska, państwowa szkoła pełniła role pasera w zaborze tych środków. Do tej pory nikomu najwyraźniej ta patologia nie przesadzała. I tu nie było schematu czarno-białego: budżet polskich rodzin został wybrany jako ważniejszy od wielości propozycji edukacyjnych, które same w sobie były jakąś wartością. Każda z tych decyzji powodowała istotny opór, każda z tych decyzji łączyła się z kosztami, ale i ustępstwami i żmudnym negocjowaniem ostatecznego kształtu zmiany. To samo dotyczyło polityki zagranicznej. Wbrew poprzednim próbom gry ponad realny potencjał kraju, postawiono na żmudne budowanie pozycji opartej o międzynarodową obliczalność państwa i staranne bilansowanie zysków i strat.

By nie narazić Polski na szarże oparte o złudzenie własnej realnej siły. To skutecznie zapobiegło samoizolacji jako najbardziej niebezpiecznemu scenariuszowi dla Polski. Sprawdziła się ta polityka i w czasach kryzysu finansowego i w czasie wojny rosyjsko-ukraińskiej, a także wielu udanych sporach wewnątrzunijnych. Często przy tym padały pytania o wielką ideę rządów Donalda Tuska, jako zarzut i forma nieskrywanej pogardy dla „pragmatyków”. W istocie ta krytyka bezideowości za każdym razem była potwierdzeniem słuszności obranej drogi. Każde zejście z wyznaczonego kierunku groziło bowiem uwięźnięciem w historyczności polskiej polityki, z jej nierozstrzygalnym sporem o wartości, słabością nieudolnie udającą siłę, i bezradnością wobec rzeczywistości społecznej tu i teraz.

6.  Zmiana społeczna jak dokonywała się za każdym razem gdy rząd swoimi decyzjami włączał poszczególne grupy społeczne w realne dylematy ich dotyczące, była poza zrozumieniem większości obserwatorów sceny politycznej czy polityków opozycji. Tylko nieliczni potrafili tę podskórną rewolucję dostrzec, łącznie z objawami buntu przeciw niej. Bo to była rewolucja. Powolna i przez to niezauważona, „utajona modernizacja”. Nagle się okazało, że w naturalnie anarchicznym i niepodlegającym żadnemu systemowi nakazów środowisku użytkowników dróg można stopniowo narzucać autodyscyplinę, gdzie fotoradary przykryły o wiele bardziej bolesne zmiany w prawie i w praktyce kontroli kierowców.

Już daje się zauważyć spadek praktyk sytuujących Polaków na czele morderców drogowych. Ta zmiana się toczy i będzie odkształcać zachowania społeczne jeszcze przez lata. Podobnie jak „kultura Orlików”, jak sześciolatki w szkołach, zerwanie z powszechnym poborem czyli powszechną fikcją obronności ale i powszechną demoralizacją ubraną w mundury; jak rozumienie związku miedzy podziałem budżetów samorządowych a jakością życia. I w wielu, wielu innych obszarach.

TuskF-16

Siedem lat rządów Donalda Tuska obudziło nowe aspiracje Polaków, stworzyło o wiele bardziej wymagające dla rządzących społeczeństwo, żądające coraz częściej takiej jakości rządzenia, która na nowo buduje polityczność w Polsce. Po tych siedmiu latach nie da się żadną ideą sprzed 80 lat zasłonić własnej nieudolności, czy wizją IV RP spróbować uciec od realnych dylematów Polski pierwszej dekady XXI w. To zupełnie inne społeczeństwo, które chce innej polityki. Z tradycyjnego przekonania, że władza ma przede wszystkim nie przeszkadzać i trzymać się możliwie daleko, obywatele coraz częściej domagają się nowej formy jej aktywności, sprowadzonej do ich problemów codziennych a nie sporów które ich nie dotyczą. To przesunięcie będzie miało daleko idące konsekwencje dla wszystkich, którzy po Tusku będą sprawować rządy. A stało się to w wyniku rozwiązywania dziesiątków wydawałoby się drobnych spraw o ograniczonym zasięgu, których suma stworzyła efekt skali. Waga tej zmiany będzie widoczna dopiero za jakiś czas.

7.  I tu właśnie należy szukać fenomenu poparcia społecznego rządów Tuska. Bo w realnych wyborach, przy silnej opozycji poparcie kluczowego elektoratu centrum mogło być osiągnięte tylko przez niewypowiedziane nigdy porozumienie między rządzącymi a rządzonymi. Na czym to porozumienie polegało? Nie na anty-PiS-ie i nie na funduszach unijnych. Na pewności, że ten rząd nigdy nie będzie opresyjnym modernizatorem w imię doktryn nowoczesności, ale też nie będzie żądał od wszystkich metryk „genetycznych patriotów”.

Że nigdy nie zagra dobrem wspólnym ponad realne możliwości i potencjał Polski, tylko po to by na końcu, kiedy klęska staje się oczywista, przyznać sobie laury moralnej słuszności. Że nigdy, przenigdy nie osłabi więzi, która była zasadniczą częścią polskiej transformacji po upadku komunizmu – nierozerwalnej więzi ze światem Zachodu i jego instytucjami. I nie wyśmieje aspiracji „głębokiej” Polski, tej poza wielkomiejską inteligencją, do materialnych oznak powodzenia, radości z drobnych rozrywek potrzebnych równie silnie jak autostrady czy dobre szkoły. I nie rozpęta sporu o marginalia obyczajowe, bo wepchną nas wszystkich w „kocioł bez wyjścia”.

Że będzie zdystansowany od Kościoła ale nie wypowie mu wojny. I że żywi ludzie od grilla i aquaparku będą punktem odniesienia, a nie najbardziej choćby zacne groby. Te wszystkie „nie” zbudowały pewność istnienia w kraju, który jej nie miał od stuleci. Rozbudziły nadzieje, że warto planować w swoim kręgu rodzinnymi lokalnym bez obawy, jaka rodzi się nieuchronnie, gdy państwo jest niepewne swojego istnienia lub rozdarte między wielkimi ideami a rzeczywistością, z którą sobie nie potrafi poradzić. Takiej polityki w Polsce do tej pory nie było.

Pragmatyzm stał się nie narzędziem, ale celem. Bo istotą było przekonanie, że zapewnienie spokoju i trwałości wystarczy żeby potencjał jaki tkwi w Polakach zmienił kraj. Bez starczego opóźniania nowoczesności i bez dziecięcej niecierpliwości, że tak mało. Witajcie w dojrzałej Polsce.

PP-LOGO

Tekst ukazał się w grudniowym (127/128) numerze „Przeglądu Politycznego”. Prenumeratę można wykupić na stronie kwartalnika. 

fot. KPRM/Jakub Szymczuk

300polityka.pl

Kaczyński odwiedza kopalnię Pokój i zachęca do słusznych decyzji przy urnach wyborczych

kospa, pap, 12.01.2015
Jarosław Kaczyński odwiedził kopalnię Pokój

Jarosław Kaczyński odwiedził kopalnię Pokój (Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta / AGENCJA GAZETA)

– Kto zarobi na krzywdzie tysięcy rodzin? Kto zarobi na krzywdzie Śląska? – pytał na Śląsku prezes PiS Jarosław Kaczyński. – Musimy umieć sobie na to pytanie odpowiedzieć. I musimy wyciągnąć z tego wnioski. Dzisiaj musi być twardy upór, twarda walka, jutro muszą to być słuszne decyzje przy wyborczych urnach. Bo inaczej Polski nie zmienimy – zagrzewał górników.
Jarosław Kaczyński przebywa na Śląsku na wyjazdowym posiedzeniu klubu Prawa i Sprawiedliwości. Ale prezes PiS odwiedził też kopalnię Pokój w Rudzie Śląskiej. To jeden z czterech zakładów, które rząd zamierza zlikwidować. Przeciwko tej decyzji protestują górnicy również z innych kopalń. O godz. 14 w Katowicach rozpoczęły się rozmowy strony społecznej z premier Ewą Kopacz.Słuszne decyzje przy wyborczych urnachPodczas krótkiej konferencji prasowej Kaczyński podkreślał, że na Śląsk przyjechała większość klubu PiS. Wszyscy, by poprzeć protestujących. – Chcemy was wesprzeć w tej słusznej walce o miejsca pracy, o wasz los, o los waszych rodzin, ale także walce o los górnictwa i walce o los Śląska, bo to, co teraz się stało, to, co uczynił rząd, co przygotowuje rząd i koalicja rządząca to nic innego jak podniesienie ręki na górnictwo, na Śląsk, na was i wasze rodziny – mówił Kaczyński do licznie zgromadzonych przy kopalni Pokój górników i ich rodzin.

Prezes zachęcał górników do walki o zachowanie miejsc pracy i obiecał, że jeśli jego partia dojdzie do władzy, zamiast zamykać kopalnie, będzie w nie inwestować. – Dzisiaj musi to być twardy upór, twarda walka, jutro muszą to być słuszne decyzje przy wyborczych urnach, bo inaczej Polski nie zmienimy – zagrzewał górników.

Próba skłócenia górników ze społeczeństwem

Kaczyński przekonywał, że plan likwidacji kopalń to wspólna inicjatywa PO i PSL. Bo jak tłumaczył, w Polsce często dochodzi do sytuacji, w której za kryzys płacą zwykli pracownicy, podczas gdy inni nie ponoszą żadnej odpowiedzialności. – To jest system głęboko niesprawiedliwy, nieefektywny, który można określić jako eksploatację zwykłych ludzi, milionów Polaków – mówił.

– Trzeba powiedzieć dość, trzeba być zdecydowanym, trzeba walczyć, każdy w sowim miejscu, każdy swoją metodą. Trzeba walczyć i wiedzieć, kto jest winien – podkreślał. W opinii Kaczyńskiego ważną rolę do odegrania ma prezydent Bronisław Komorowski. – Jeśli to powie głośno, to cały projekt uderzenia w górnictwo, uderzenia w was, uderzenie w Śląsk się nie powiedzie – uważa.

Zdaniem szefa PiS górników chce się skłócić z resztą społeczeństwa, wmawiając, że to ich przywileje są przyczyną zapaści branży. – Nie – my dobrze wiemy, że to nie prawa górnicze są przyczyną; przyczyną jest ta chorobliwa otoczka górnictwa – handlu węglem, to wszystko, co powoduje, że cena węgla jest zawyżona – powiedział.

„Nie lękajcie się”. Bo PiS wyeliminuje patologie

Inną przyczyną kryzysu górnictwa zdaniem Kaczyńskiego jest sprowadzanie do Polski taniego węgla z Rosji. Według niego Polska mogłaby wystąpić do UE o wprowadzenie ceł. – Władza z jakichś powodów tego nie robi. Trzeba zapytać głośno: ‚Dlaczego tego nie robicie?’ – powiedział. Kaczyński uważa też, że do UE można wystąpić w sprawie wsparcia górnictwa, tak jak wspierane były niedawno banki.

– To system, w którym bardzo wielu ludzi, praktycznie nic nie robiąc, znakomicie zarabia, często robi prawdziwe miliony – na waszej krzywdzie – przekonywał Kaczyński. – Chciałem was zapewnić, że jeśli tylko uda się zwyciężyć w wyborach, jeśli uda się dojść do władzy Prawu i Sprawiedliwości, to te praktyki się skończą – dodał prezes PiS.

Zapowiedział, że jeżeli jego partia dojdzie do władzy, zostaną przeprowadzone zewnętrzne audyty w kopalniach, dzięki którym zostaną wyeliminowane patologie. – Polskie górnictwo będzie miało szanse, będzie podstawa energetyki, będziecie mieli pracę, a środki, które przecież także ta władza chce przeznaczyć na to, by likwidować kopalnie, będą przeznaczone na inwestycje na rozwój – zapewnił Kaczyński.

– Nie lękajcie się. Walczcie, bo zwyciężycie – powiedział na koniec przemówienia.

Zobacz także

wyborcza.pl

Małgorzata Gosiewska: narażam się sowieckiej agenturze grasującej w Polsce

Jacek Gądek Dziennikarz Onetu

Po­słan­ka Mał­go­rza­ta Go­siew­ska (PiS) broni się przed oskar­że­nia­mi, że miała być – jak pisał „SE” – pod wpły­wem al­ko­ho­lu, gdy wra­ca­ła nie­daw­no z de­le­ga­cji na Ukra­inę. Jej zda­niem, taki za­rzut po­sta­wio­no, bo „zo­ba­czy­ła coś, o czym pol­skie spo­łe­czeń­stwo miało się nie do­wie­dzieć”.

12.01.2015
Małgorzata Gosiewska

Foto: Agata Grzybowska / Agencja GazetaMałgorzata Gosiewska

Po­słan­ka Prawa i Spra­wie­dli­wo­ści wy­mie­nia te rze­czy: złe, bo – we­dług niej – nie­zgod­nie z za­po­wie­dzia­mi roz­dy­spo­no­wa­nie po­mo­cy z pol­skie­go kon­wo­ju hu­ma­ni­tar­ne­go na Ukra­inę i brak rze­czy­wi­stej woli rządu, by ewa­ku­ować Po­la­ków z ogar­nię­te­go kon­flik­tem zbroj­nym Don­ba­su. – A po po­wro­cie mia­łam czel­ność gło­śno o tym mówić – pod­kre­śla.

Wedle in­for­ma­cji rządu obec­nie trwa­ją ostat­nie przy­go­to­wa­nia do tej ewa­ku­acji. MSZ nie chce jed­nak podać do­kład­nej daty, tłu­ma­cząc to wzglę­da­mi bez­pie­czeń­stwa. Jak in­for­mo­wał rzecz­nik MSZ Mar­cin Woj­cie­chow­ski, ewa­ku­owa­nych bę­dzie ok. 200 osób – 156 spo­śród nich za­de­kla­ro­wa­ło, że na pewno przy­je­dzie do Pol­ski. A mają to, wedle pla­nów, uczy­nić w dniach mak­sy­mal­nie do 31 stycz­nia. W re­gio­nie Don­ba­su żyło ok. 4 tys. osób pol­skie­go po­cho­dze­nia – więk­szość z nich opu­ści­ło za­gro­żo­ne te­re­ny. W tej chwi­li znaj­du­je się na nich ok. 400 osób, spo­śród któ­rych po­ło­wa chce się ewa­ku­ować do Pol­ski.

Wcze­śniej po­ja­wi­ła się jed­nak data 29 grud­nia jako ter­min ewa­ku­acji – wy­ni­kać ona miała jed­nak z re­la­cji miesz­kań­ców ob­wo­dów do­niec­kie­go i łu­gań­skie­go, gdzie toczą się walki. Taka – jesz­cze gru­dnio­wa – data po­ja­wi­ła się też na stro­nach pol­skie­go kon­su­la­tu w Char­ko­wie, potem jed­nak tę in­for­ma­cję zdję­to.

Z kolei pol­ski kon­wój z po­mo­cą na Ukra­inę – o któ­rym wspo­mi­na M. Go­siew­ska – do­tarł do Char­ko­wa 19 grud­nia. – W pierw­szej ko­lej­no­ści dary otrzy­ma­ją osoby nie­po­sia­da­ją­ce żad­ne­go lub ma­ją­ce bar­dzo ni­skie źró­dło do­cho­du – po­da­wa­ło wtedy Pol­skie Cen­trum Po­mo­cy Mię­dzy­na­ro­do­wej. Wedle M. Go­siew­skiej nie tra­fi­ły one jed­nak do Po­la­ków.

Zwłasz­cza ten za­rzut dot. ewa­ku­acji wy­su­nię­ty przez po­słan­kę PiS ma gruby ka­li­ber. – Oka­za­ło się, że Pol­ska wcale nie ma za­mia­ru ścią­gać Po­la­ków z Don­ba­su do kraju, mimo wcze­śniej­szych de­kla­ra­cji i za­pew­nień – pisze Go­siew­ska.

Jej zda­niem to wła­śnie za takie „mó­wie­nie praw­dy otrzy­ma­ła miej­sce w nie­któ­rych środ­kach ma­so­we­go prze­ka­zu” i stała się obiek­tem „na­gon­ki”. A w związ­ku z tym M. Go­siew­ska – jak de­kla­ru­je – chce pod­jąć kroki praw­ne. Ta­blo­ido­wi za­rzu­ca bo­wiem, że pu­bli­ka­cja nt. in­cy­den­tu na lot­ni­sku w Char­ko­wie miała na celu jedno – „ukry­cie pod płasz­czy­kiem ohyd­ne­go po­mó­wie­nia, nie­udol­no­ści rządu pre­mier Ewy Ko­pacz”. W jej oce­nie to „za praw­dzi­we re­la­cje i do­cie­kli­we py­ta­nia” zo­sta­ła po­trak­to­wa­na w spo­sób „szcze­gól­ny”.

– Za­ist­nia­łą sy­tu­ację trak­tu­ję jako kon­ty­nu­ację zma­so­wa­nych ata­ków na mnie, na naszą par­tię Prawo i Spra­wie­dli­wość za nasze dzia­ła­nia skie­ro­wa­ne na na­gła­śnia­nie praw­dzi­wej sy­tu­acji na Ukra­inie i od­sła­nia­nie za­kła­ma­nych dzia­łań śro­do­wisk, które za­sła­nia­jąc się swoim pseu­do­pa­trio­ty­zmem i żon­glu­jąc ha­sła­mi na­ro­do­wy­mi – pisze w oświad­cze­niu.

Ze swo­je­go wy­jaz­du – razem z par­tyj­nym ko­le­gą po­słem Pio­trem Py­zi­kiem – na Ukra­inę M. Go­siew­ska pu­bli­ko­wa­ła w sieci zdję­cia: z wi­gi­lii i ja­se­łek wśród Po­la­ków, ale także z fron­tu i z Char­ko­wa. Oraz z portu lot­ni­cze­go w Ki­jo­wie, gdy cze­ka­ła na sa­mo­lot po­wrot­ny do Pol­ski. Wcze­śniej jed­nak – jesz­cze w Char­ko­wie – spóź­ni­ła się na lot do Ki­jo­wa, gdzie miała się prze­siąść na lot do War­sza­wy. „SE” na­pi­sał, że po­ja­wi­ła się na char­kow­skim lot­ni­sku pi­ja­na i wy­wo­ła­ła awan­tu­rę, chcąc jesz­cze wejść na po­kład, ale po­słan­ka temu za­prze­cza i za­po­wie­dzia­ła pod­ję­cie kro­ków praw­nych. Przy­zna­ła jed­nak wtedy, że miała za sobą jedno piwo.

– W Pol­sce można każ­de­go „za­ła­twić”. Po­dej­mu­ję trud­ne te­ma­ty, zaj­mu­ję się po­li­ty­ką wschod­nią, na­ra­żam się so­wiec­kiej agen­tu­rze gra­su­ją­cej swo­bod­nie po na­szym kraju. No i mamy re­ak­cję – tak za­re­ago­wa­ła na pu­bli­ka­cję w pra­sie o zda­rze­niach w Char­ko­wie.

Onet.pl

Kaczyński: Trzeba walczyć. Zawetowanie ustawy to święty obowiązek Komorowskiego

AB, PAP, 12.01.2015
prezes PiS Jarosław Kaczyński

prezes PiS Jarosław Kaczyński (Fot. Adam Stępień/ Agencja Gazeta)

– Nie wolno zgodzić się na likwidację kopalń, trzeba walczyć – przekonywał na Śląsku prezes PiS Jarosław Kaczyński. Według niego winę za problemy górnictwa ponosi rząd, a ratunkiem może być weto prezydenta Bronisława Komorowskiego dla nowej ustawy.
– Trzeba powiedzieć: dosyć, trzeba być zdecydowanym, trzeba walczyć – każdy w swoim miejscu, każdy swoją metodą. I trzeba wiedzieć, kto jest winien, kto tę rękę podnosi. To ci, co podpisali ten projekt, to rząd, który ich popiera – mówił Kaczyński o proponowanym przez rząd planie naprawczym dla polskiego górnictwaProjekt zakłada likwidację kopalń: Bobrek Centrum w Bytomiu, Brzeszcze w miejscowości o tej samej nazwie, Pokój w Rudzie Śląskiej oraz Sośnica-Makoszowy w Gliwicach i Zabrzu. Górnicy tych zakładów prowadzą od kilku dni podziemne protesty.

Zdaniem szefa PiS za kryzys w górnictwie będzie odpowiadał też prezydent Komorowski – o ile „nie podejmie odpowiednich działań”. Kaczyński zaznaczył, że kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda skierował do Komorowskiego prośbę o zawetowanie planu naprawczego w proponowanym przez rząd kształcie. – Do obalenia weta w tym parlamencie już większości nie ma – podkreślił lider opozycji na konferencji prasowej w Rudzie Śląskiej.

„Zawetowanie ustawy to święty obowiązek prezydenta”

– Prezydent ma w ręku karty, jeśli to powie, jeśli powie to głośno, to cały plan, cały ten projekt kolejnego uderzenia w górnictwo, uderzenia w was, w Śląsk, się nie powiedzie – mówił Kaczyński. Według niego zawetowanie ustawy dot. górnictwa to „święty obowiązek” Komorowskiego, bo reprezentuje on jako prezydent „nie tylko jedną grupę, ale cały naród”. Szef PiS ocenił też, że proponowana przez rząd „operacja” nie ma poparcia większości Polaków.

– Ja wiem, że na was, górników, zaczynają szczuć, że chcą was pokłócić z resztą społeczeństwa, że próbują wmawiać, że to wasze przywileje są przyczyną kryzysu górnictwa. Nie – my dobrze wiemy, że to nie prawa górnicze są przyczyną; przyczyną jest ta chorobliwa otoczka górnictwa, handlu węglem, to wszystko, co powoduje, że cena węgla jest zawyżona – mówił Kaczyński górnikom.

Według niego polski węgiel mógłby być sprzedawany bez ograniczeń, gdyby nie nadużycia „klientystycznego systemu, który robi miliony” na górniczej krzywdzie, i napływ węgla zza granicy, szczególnie z Rosji.

Zobacz także

TOK FM

K. Lubnauer: Pigułka wolności i odpowiedzialności, nie rozpusty

Gdyby mężczyźni mogli zachodzić ciążę, aborcja byłaby sakramentem – mówiła amerykańska prawniczka Florence Kennedy. Niestety dzieci rodzą kobiety, a o prawie decydują mężczyźni, z których w przewadze składa się rząd i parlament. I mimo, że Komisja Europejska zdecydowała, że pigułka „dzień po” powinna być sprzedawana w UE bez recepty, już Minister Zdrowia zapowiedział, że jeśli to będzie możliwe, to Polska do tej zasady się nie zastosuje.

Polska, kraj, w którym aborcja jest tylko ze wskazań lekarskich ( jeśli znajdzie się lekarz, który nie powoła się na klauzulę sumienia), kraj, w którym antykoncepcja poza prezerwatywami, jest na receptę i tylko dla pełnoletnich (nieletni może iść do lekarza tylko z rodzicem, mimo że uprawianie seksu z osobą po 16 roku życia jest zgodne z prawem), znowu postanawia ograniczać wolność kobiet i traktuje je, jako osoby niespełna rozumu. Małgorzata Terlikowska w tekście „Pigułka rozpusty”  napisała, że „Kobiety, co przyznają sami ginekolodzy, nie znają swojego ciała, nie znają swojego cyklu, wielkie oczy robią na słowo „owulacja”. Często biorą tabletkę na oślep, na wszelki wypadek, nawet wtedy, kiedy w ciążę zajść nie mogą”, czyli istnieje  obawa, że są idiotkami i na wszelki wypadek, nie należy im umożliwić krzywdzenia samych siebie. I mimo, że lekarze ginekolodzy (Fakty tvn) zwracają uwagę, że nie jest to pigułka wczesnoporonna, i nie zawiera szczególnie dużo hormonów (dr Krzysztof Jankowski), a jeden z lekarzy podał, że jej zażycie może być bezpieczniejsze od połknięcia aspiryny (dr Romuald Dębski), nasi politycy wiedzą lepiej i będą chronić polskie kobiety przed ich głupotą. Zauważmy też, że jest to pigułka, którą najlepiej i najzdrowiej zażyć w ciągu doby po stosunku (czasem gwałcie), a zdobycie w tym czasie recepty może być niemożliwe. I oczywiście zawsze lepiej myśleć przed niż po, ale życie znacznie odbiega od ideału.

Ta dyskusja nie jest wbrew pozorom medyczna, nie chodzi o to czy zażywanie tej tabletki jest bezpieczne, czy nie, dla kobiet, chodzi o zasadę, że polska kobieta może decydować o swojej płodności tylko na etapie, czy chce, czy nie, iść z kimś do łóżka. Prawdziwa Polka powinna zrozumieć, że celem seksu jest płodzenie przyszłych Polaków i Europejczyków, bo cytując MT „Jeszcze trochę tego typu uregulowań i wyginiemy. Europa umrze. A w jej miejscu pojawi się kalifat, bo muzułmanki swoich dzieci nie zabijają.” I nie ma znaczenia, że czasem trudna decyzja o nieposiadaniu dzieci, czy większej rodziny, jest wynikiem odpowiedzialności kobiety za jej rodzinę, za jej zdrowie, czy za jej rozwój zawodowy.

Mam dość sytuacji, gdy o sprawach medycznych decydują ludzie, przez których przemawia ich światopogląd, nie wiedza, mam dość sytuacji, gdy ogranicza nam się wolność, bo ktoś wierzy w Boga, w którego ja nie wierzę i z tej wiary czerpie wiedzę, co dla mnie najlepsze. Pragnę wolności dla siebie i w przyszłości dla mojej córki.  I nie chodzi o wolność od odpowiedzialności, chodzi o wolność decyzji o swoim życiu i odpowiedzialność za swoją rodzinę,  wolność, do której prawo ma większość  kobiet w UE, a powinny mieć również w Polsce.

Katarzyna Lubnauer

TOK FM

12.01.2015

Jarosław Kaczyński zorganizował konferencję prasową w Rudzie Śląskiej.

Przyjechaliśmy tutaj, żeby was wesprzeć w tej słusznej walce o miejsca pracy, o wasz los, ale także w walce o los górnictwa i Śląska. Bo to, co teraz się stało, to co uczynił rząd, co przygotowuje rząd i koalicja rządząca, to jest nic innego jak podniesienie ręki na górnictwo, Śląsk, was i wasze rodziny. I to jest inicjatywa wspólna PO i PSL, które wspólnie podnoszą na was rękę – powiedział prezes PiS.

W Polsce od lat stosowana jest zasada, że jak dochodzi do kryzysu, to zawsze musi być tak, że płacą za to pracownicy, zwykli ludzie. Ci, którzy się dorabiają, często dorabiają na tych kryzysach. Nic im nie grozi pod żadnym względem. To jest system głęboko niesprawiedliwy, który można określić jako eksploatację ? mówi Kaczyński.

Nasz kraj mógłby być dzisiaj dużo dalej niż jest ? moglibyśmy być na dużo wyższym poziomie rozwoju gospodarczego, gdyby ten system nie był stosowany. Trzeba mu w końcu powiedzieć „Dość!” ? także teraz, tutaj, na Śląsku. Trzeba być zdecydowanym, trzeba walczyć – dodaje.

Ja wiem, że na was górników zaczynają szczuć, że chcą was pokłócić z resztą społeczeństwa, próbują wmawiać, że to wasze przywileje są przyczyną kryzysu górnictwa. My wiemy, że to nie prawa górnicze są przyczyną. Przyczyną jest ta chorobliwa otoczka górnictwa, handlu węglem. To powoduje, że cena węgla jest zawyżona. Gdyby tego nie było, polski węgiel mógłby być sprzedawany bez żadnych ograniczeń. Zwyciężałby w walce konkurencyjnej – zapewniał.

Chciałem was zapewnić, że jeśli tylko uda się zwyciężyć w wyborach i dojść do władzy Prawu i Sprawiedliwości, to te praktyki się skończą. Będą audyty wszystkich kopalni, zostaną wyeliminowane te zjawiska. Polskie górnictwo będzie miało szanse – będzie podstawą polskiej energetyki. Będziecie mieli pracę! – obiecał Jarosław Kaczyński. – A środki, które ten rząd chce przeznaczyć na likwidowanie kopalni, będą przeznaczone na inwestycje, na rozwój, dla przyszłości – dodał.

gazeta.pl

Jarosław Kaczyński wspiera górników. „Rząd podniósł rękę na Śląsk, na wasze rodziny!”

Jarosław Kaczyński wspiera protestujących górników
Jarosław Kaczyński wspiera protestujących górników Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Jarosław Kaczyński oraz inni politycy PiS pojechali do Rudy Śląskiej, by wspierać tam protestujących górników. Przemawiając przed kopalnią Pokój, prezes PiS podkreślił, że rząd PO-PSL „podniósł rękę na polskie górnictwo, na Śląsk, na wasze rodziny”. – Nie lękajcie się, walczcie, to zwyciężycie – oznajmił Kaczyński.

W swoim wystąpieniu lider PiS przypomniał górnikom, że plan restrukturyzacji Kompanii Węglowej, który zakłada likwidację czterech kopalń, cieszy się poparciem koalicji PO-PSL. Kaczyński jest przekonany, że tworzonemu przez nią rządowi nie zależy na polskim górnictwie. Gabinet Ewy Kopacz troszczy się jedynie o utrzymanie systemu eksploatującego „zwykłych ludzi, ludzi pracy”.

Kaczyński zaznaczył przy tym, że los przeznaczonych do likwidacji zakładów nie jest jeszcze przesądzony. Ustawę, na mocy której kopalnie mają zostać zamknięte, może zawetować prezydent Bronisław Komorowski. Koalicja PO-PSL – jak przypomniał Kaczyński – nie ma w Sejmie większości pozwalającej na przełamanie prezydenckiego weta. O zawetowanie ustawy poprosił już Komorowskiego Andrzej Duda, kandydat PiS na prezydenta.

– To jest obowiązek prezydenta. On reprezentuje cały naród, a ta operacja nie ma poparcia większości Polaków – stwierdził prezes PiS, podkreślając przy tym, że to nie górnicze przywileje są źródłem kłopotów polskiego górnictwa.

– Przyczyną jest chorobliwa otoczka górnictwa, handlu węglem. To wszystko, co powoduje, że cena węgla jest zawyżona. Gdyby tego nie było, polski węgiel mógłby być sprzedawany bez żadnych ograniczeń. Winę ponosi ta władza, system klientystyczny, w którym wielu ludzi, niemalże nic nie robiąc, bardzo dobrze zarabia na waszej krzywdzie – wyjaśnił Kaczyński.

Kaczyński obiecuje górnikom pracę
Prezes PiS zapowiedział, że jeśli jego partia wygra wybory, to złe dla polskiego górnictwa praktyki zostaną wyeliminowane. – Będą zewnętrzne audyty w kopalniach, górnictwo będzie podstawą energetyki, będziecie mieli pracę – wyliczał były premier, zapewniając, że PiS chce inwestować w rozwój gospodarczy Śląska.

PiS uważa, że polskiemu górnictwu mogłaby pomóc także Unia Europejska. Rząd Ewy Kopacz nie robi jednak niczego, by taką pomoc pozyskać. Kaczyński przypomniał, że Unia wspierała już pogrążone w kryzysie banki. Teraz mogłaby pomóc polskiemu górnictwu, zgadzając się także na podniesienie ceł na rosyjski węgiel, który jest oferowany Polsce po zaniżonych cenach.

– Do Polski sprowadzany jest węgiel z zewnątrz, z Rosji, po cenach zaniżonych. Moglibyśmy wystąpić do Unii Europejskiej o wprowadzenie odpowiednich ceł, ale ta władza z jakichś powodów tego nie robi. Trzeba zapytać głośno, dlaczego tego nie robi, mimo że było wiele przykładów wprowadzenia tego rodzaju ograniczeń – zaznaczył Kaczyński.

„Sto lat”
Gdy lider PiS zakończył przemówienie, słuchacze odśpiewali mu „Sto lat”. Odnosząc się do tego gestu, Kaczyński przypomniał zebranym o swoim tragicznie zmarłym bracie. – Proszę o wspomnienie mojego brata, który był naprawdę szczerym, prawdziwym obrońcą ludzi pracy – powiedział były premier.

naTemat.pl

One thought on “5.

  1. Pingback: Prawicowym gnojkiem opłaca się być; o pigułce „dzień po” i Tusku | Hairwald

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: