Hairwald

W ciętej ranie obecności

PiS (17.08.2015)

 

Kopacz o donosie PiS ws. wyjazdowych posiedzeń rządu: Żałuję, że tego nie zrobiłam wcześniej

jagor, PAP, 17.08.2015
– Uważam, że to jest bardzo dobry sposób na przybliżenie władzy do ludzi – argumentowała premier pytana o wyjazdowe posiedzenia rządu. Ewa Kopacz zadeklarowała, że nadal będzie realizować takie posiedzenia. Dodała też, że skrupulatnie stara się oddzielać działalność rządową od partyjnej.
Prezes Rady Ministrów Ewa Kopacz w Krakowie

Prezes Rady Ministrów Ewa Kopacz w Krakowie (Fot. Łukasz Krajewski / Agencja Gazeta)

 

Premier była pytana na konferencji w Oświęcimiu o wniosek PiS do prokuratury, w którym wskazano m.in., że wyjazdowe posiedzenie rządu zorganizowane 28 lipca we Wrocławiu w trakcie kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu stanowiło „serię spotkań z wyborcami o charakterze agitacyjnym z wykorzystaniem środków Skarbu Państwa będących w dyspozycji Rady Ministrów, w szczególności wydatkowanych na transport osób i sprzętu (meble)”.

Kopacz zapowiedziała, że „z pełną konsekwencją będzie realizować te wyjazdowe posiedzenia rządu”. – I żałuję, że tego nie zrobiłam wcześniej – dodała.

– Od 11 miesięcy jestem premierem rządu i uważam, że to jedyny sposób na to, by nie zgadywać i nie fantazjować, jeśli chodzi o lokowanie pieniędzy i wspieranie określonych regionów, ale przede wszystkim, by rozwiązywać konkretne problemy. A z tymi problemami spotykam się właśnie tu, podczas spotkań moich ministrów z ludźmi, podczas moich spotkań z samorządowcami, również z mieszkańcami tych małych, mniejszych miast, miasteczek – mówiła szefowa rządu.

„Jedni będą siedzieć w Ujazdowskich, inni chcą być bliżej ludzi”

Jej zdaniem wyjazdowe posiedzenia „to jest bardzo dobry sposób na przybliżenie władzy do ludzi”. – Jedni będą siedzieć w Ujazdowskich w swoich gabinetach, inni chcą być bliżej ludzi. Ja wybieram tę drugą drogę; ja chcę być bliżej ludzi, żyć ich problemami i starać się. Byłoby to nadużyciem, gdybym powiedziała, że rozwiążę wszystkie problemy – nie jestem w stanie tego zrobić. Ale przynajmniej te najbardziej pilące do mnie docierają dzięki temu, że tu jestem – mówiła Kopacz i dodała, że dzięki temu ma szansę szybciej pomagać ludziom.

– Władza bliżej ludzi jeszcze nikomu nie zaszkodziła, no, chyba że to jest władza, która się boi ludzi. My się ludzi – obywateli naszego ładnego kraju, pięknego kraju – nie boimy, więc będę jeździć i jeśli mi się uda przekonać wyborców, by zagłosowali na PO i jeśli będzie mi dane być nadal premierem, pełnić tę funkcję przez kolejne cztery lata, to przyjmę to jako zasadę – zapowiedziała szefowa rządu.

Kidawa-Błońska: PiS ma problem

Jak powiedziała w Gdańsku marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, „rozumie, że PiS ma problem”. Oceniła, że organizowanie wyjazdowych posiedzeń rządu w różnych regionach Polski „jest świetnym pomysłem (…) naprawdę to jest rzecz doskonała i fantastyczna”.

– Żałuję, że Platforma i pani premier Ewa Kopacz doszła do tego tak późno, bo mogliśmy to zacząć od początku tej kadencji – oceniła. – Jak obserwuję, jak reagują ludzie, kiedy mogą porozmawiać z ministrami na swoim terenie – wyjaśniła.

Zaznaczyła, że „w tej chwili każda rzecz, którą robi polityk, i jeżeli będzie to robił dobrze, przez opozycję będzie uważane za prowadzenie kampanii”. – To prawda, jest czas kampanii, w październiku mamy wybory, ale to nie powód, żebyśmy nie działali normalnie, nie funkcjonowali, nie robili tych rzeczy, które powinniśmy robić najlepiej, jak tylko potrafimy- przekonywała.

 

Schetyna o zarzutach PiS: To brak siły i brak możliwości

Z zarzutami PiS nie zgodził się szef MSZ Grzegorz Schetyna. – To brak siły i brak możliwości. Posiedzenia rządu, tego i następnego, co jakiś czas powinny odbywać się na wyjazdach. Rząd powinien rozmawiać i słuchać społeczności lokalnej, to służy Polsce – mówił Schetyna.

Halicki: Absurdalne zarzuty. To powinno się zbyć milczeniem

– Bardziej absurdalnego zarzutu nie można usłyszeć, bo jeżeli opozycja czyni zarzut rządowi z tego powodu, że pracuje, to naprawdę powinna się opozycja podrapać troszeczkę po głowie, zastanowić raz jeszcze, a później wyjść z jakimś bardziej przemyślanym komunikatem – powiedział szef MAC Andrzej Halicki. – Tym bardziej jest to absurdalne, że jeszcze próbuje angażować prokuraturę. Naprawdę nie chcę komentować czegoś, co powinno się zbyć milczeniem – dodał.

Szefowa MSW Teresa Piotrowska przekonywała z kolei, że „pracuje wśród służb mundurowych i spotyka się z funkcjonariuszami Straży Granicznej, jak dzisiaj w Nowym Sączu ze strażakami i policjantami, nie po to, żeby uprawiać politykę, tylko po to, żeby rozmawiać o inwestycjach, o wszystkich sprawach, które ich dotyczą”. – Te posiedzenia się sprawdzają dlatego, że w rozmowach z ludźmi, nawet takich na ulicy dostrzegam, że ludziom się to podoba. A my nie służymy politykom, tylko służymy ludziom – dodała.

Dziennikarze pytali też Kopacz, czy wyjazdowe posiedzenia rządu będą kontynuowane. Premier odpowiedziała, że będą się one odbywać, „niezależnie od tego, co zapowiedziała opozycja”. – Staram się bardzo skrupulatnie oddzielać to, co rządowe, i to, co jest partyjne, bo jednocześnie jestem szefem partii – zapewniła.

„Kampania? Od piątku do niedzieli”

Podkreśliła, że kampanię wyborczą będzie prowadziła „najczęściej w weekendy, czyli od piątku do soboty i niedzieli”. – W końcu jestem premierem polskiego rządu i Polska mi płaci za wypełnianie obowiązków jako premierowi – mówiła. – Do piątku będę pracować jako premier. W weekendy będę pracować jako szef partii. Będę bardzo aktywnie jeździć po Polsce. Tym bardziej że to daje mi siłę – dodała.

PiS zawiadamia prokuraturę

PiS złożył zawiadomienie do prokuratury w sprawie nielegalnego prowadzenia kampanii wyborczej przez rząd Ewy Kopacz. Według niego agitacją wyborczą była także podróż premier na trasie od Warszawy do Małopolski w ramach trwającej od czerwca akcji wizerunkowej premier Kopacz pt. „Kolej na Ewę”.

Z kolei Platforma w zeszłym tygodniu zarzuciła PiS, że spot z kandydatką tej partii na premiera Beatą Szydło narusza przepisy o finansowaniu kampanii wyborczej; PO zapowiedziała też złożenie wniosku do prokuratury.

6 września zgodnie z inicjatywą prezydenta Bronisława Komorowskiego Polacy mają odpowiadać na trzy pytania: czy są „za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu”; czy są „za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa” i czy są „za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika”.

Do tej pory odbyły się wyjazdowe posiedzenia rządu premier Kopacz w Katowicach, Łodzi i Wrocławiu; we wtorek posiedzenie Rady Ministrów zostanie zorganizowane w Krakowie.

premierKopaczOdpowiada

gazeta.pl

Premier Ewa Kopacz na terenie Beaty Szydło dała sygnał do prawdziwej wyborczej wojny z PiS

Dominika Majewska
17.08.2015
Premier Ewa Kopacz i Beata Szydło toczą już otwartą wojnę?
Premier Ewa Kopacz i Beata Szydło toczą już otwartą wojnę? • Agencja Gazeta/ Marcin Wojciechowski

Temperatura sporu między premier Ewą Kopacz a Beatą Szydło, kandydatką Prawa i Sprawiedliwości na następczynię obecnej szefowej rząd rośnie. Dzisiaj doszło między nimi do ostrej słownej przepychanki. Szydło zarzuciła szefowej rządu, że ta jeździ po Polsce, ale efektów jej pracy nie widać, choćby w sektorze energetyki. Premier się odgryzła i stwierdziła, że zarzuty Szydło są nieprawdą, a ona dalej będzie kontynuować objazd po Polsce. Aktualnie odwiedza rodzinne strony konkurentki z PiS.

Spór o energetykę
Premier Kopacz właśnie jest z dwudniową wizytą w Małopolsce. To właśnie ta wizyta stała się powodem ataku Beaty Szydło na premier. Polityk PiS oskarżyła szefową Platformy o liczne zaniechania w sprawie energetyki i górnictwa. Wypominała premier Ewie Kopacz, że nie odwiedziła kopalni Brzeszcze, choć dzieliło ją od niej jedynie 7 km. Los Kopalni Brzeszcz stoi tymczasem pod znakiem zapytania, mimo porozumienia podpisanego w styczniu przez rząd ze związkami zawodowymi w sprawie ratowania tego zakładu.

 

– Premier powiedziała, że jeździ i podróżuje po Polsce, żeby rozwiązywać prawdziwe problemy Polaków. Była 7 kilometrów stąd i nie znalazła czasu, żeby przyjechać tutaj, gdzie są prawdziwe problemy ludzi. Martwią się losem swojego zakładu pracy, czyli kopalni Brzeszcze – mówiła Beata Szydło na konferencji zorganizowanej przed zagrożoną kopalnią funkcjonującą w mieście, którym posłanka PiS rządziła jako burmistrz.

Kopacz odpowiada
Premier Ewa Kopacz nie pozostawiła tych uwag Beaty Szydło bez odpowiedzi. Podkreśliła, że mimo krytyki, nie przestanie organizować wyjazdowych posiedzeń rządu. Zdaniem premier, to świetna metoda na „przybliżenie władzy do ludzi”. Dodała jednocześnie, że żałuje, iż nie robiła tego wcześniej. Szefowa rządu powiedział, że wyjazdowe spotkania z mieszkańcami to jedyna metoda na realne poznanie lokalnych problemów.

– Od 11 miesięcy jestem premierem rządu i uważam, że to jedyny sposób na to, by nie zgadywać i nie fantazjować, jeśli chodzi o lokowanie pieniędzy i wspieranie określonych regionów, ale przede wszystkim, by rozwiązywać konkretne problemy. A z tymi problemami spotykam się właśnie tu, podczas spotkań moich ministrów z ludźmi, podczas moich spotkań z samorządowcami, również z mieszkańcami tych małych, mniejszych miast, miasteczek – dowodziła.

Przewodnicząca Platformy nie pozostawiła też bez komentarza kolejnej sprawy poruszanej przez Beatę Szydło, czyli kondycji górnictwa. – Jeśli ktokolwiek dzisiaj z opozycji, a niestety w dniu dzisiejszym stała się tą osobą, tym symbolem pani Beata Szydło, która nie ma konkretnej propozycji na rozwiązanie, a tylko prezentuje państwu taki język nienawiści, próbując pokazać nieporadność rządu, nienawiść w stosunku do rządu, to nie wyrażam zgody na tego rodzaju działania – mówiła.

To Kopacz ratuje
Chwaliła się też, że to ona pół roku temu podjęła się trudnego zadania ratowania branży górniczej. – To ja przywiozłam program dla Śląska, to ja podjęłam trudne rozmowy z górnikami, ze związkowcami po to, żeby ustanowić porozumienie, które w styczniu zostało podpisane. Dzisiaj to porozumienie jest realizowane i jestem gwarantem tego porozumienia.

Premier podkreśliła na koniec że porozumienie zawarte w styczniu na rzecz restrukturyzacji i ratowania nierentownych kopalń, jest wiążące, a ona ze złożonych wówczas obietnic się nie wycofuje.

Źródło: TVN24

naTemat.pl

Ocieplenie klimatu zwiększy ryzyko głodu na świecie – ostrzega raport ekspertów

Michał Rolecki, 17.08.2015

Ocieplenie klimatu zwiększa ryzyko susz, upałów i powodzi.

Ocieplenie klimatu zwiększa ryzyko susz, upałów i powodzi. (Naruden Boonareesirichai / 123RF)

Spowodowane ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi słabe zbiory żywności, które zdarzały się do tej pory raz na stulecie, teraz będą nękać ludzkość dużo częściej – raz na dekadę

Brytyjscy i amerykańscy naukowcy na podstawie danych historycznych, opinii ekspertów oraz modeli komputerowych przygotowali raport, który maluje niewesoły obraz niedalekiej przyszłości. Wszystko przez globalne ocieplenie – twierdzą eksperci z brytyjskiego Global Food Security.

– Skutki zmian klimatu prawdopodobnie odczujemy najbardziej poprzez zwiększoną częstotliwość takich ekstremów pogodowych, jak susze, fale upałów i powodzie oraz poprzez wpływ takich zjawisk na produkcję i dystrybucję żywności, które przyjmujemy teraz za oczywiste. Nasze badanie przedstawia prawdopodobny scenariusz tego, co się stanie. Zawiera też zalecenia, które mogą stanowić podstawę planów na przyszłość. Musimy lepiej poznać ryzyko i zwiększyć odporność globalnego systemu produkcji oraz dystrybucji żywności na pogodowe wstrząsy – mówi prof. Tim Benton z Global Food Security.

W optymistycznych scenariuszach słabe zbiory będą równoważone przez urodzaj w kolejnych latach, ale tylko pod warunkiem, że dwutlenek węgla przyczyni się do szybszego wzrostu upraw. Dwutlenek węgla jest niezbędny do fotosyntezy, a jego zwiększona zawartość w atmosferze teoretycznie mogłaby sprawić, że rośliny będą rosły bujniej, jednak to wcale nie jest pewne. W scenariuszu pesymistycznym zbiory statystycznie będą coraz słabsze wskutek katastrofalnych susz czy powodzi, nawet jeśli te będą się zdarzać raz na kilka lat.

Bogatemu Zachodowi nie grozi głód, ale lata nieurodzaju mogą destabilizować kraje północnej Afryki i Bliskiego Wschodu. Eksperci przypominają falę upałów w Rosji sprzed kilku lat, która była przyczyną słabych zbiorów i zakazu eksportu zboża, co sprawiło, że ceny zbóż na świecie poszybowały w górę, a rosnące ceny żywności stały się katalizatorem wybuchu Arabskiej Wiosny.

Eksperci podkreślają, że w łańcuchu transportu żywności istnieją punkty szczególnie wrażliwe na zaburzenia klimatyczne lub polityczne. – Na przykład dużo żywności transportowane jest Kanałem Sueskim, gdzie co jakiś czas lokalni rebelianci ostrzeliwują statki z granatników – mówi tygodnikowi „New Scientist” Rob Bailey z brytyjskiego think tanku Chatham House.

Przy okazji badacze podkreślają, że ograniczenie globalnego ocieplenia o dwa stopnie wymagałoby pochłaniania dwutlenku węgla z atmosfery poprzez technologie składowania dwutlenku węgla i spalanie biomasy. To ostatnie wiązałoby się jednak z koniecznością przeznaczenia pól uprawnych na uprawę biomasy, co zmniejszyłoby produkcję żywności i – znów – zwiększyło ryzyko związane z jej niedoborami.

Raport zaleca podjęcie środków zaradczych: począwszy od zachęcania rządów, aby nie wprowadzały zakazów eksportu w przypadku słabych zbiorów, po ograniczenie upraw roślin na biopaliwa.

Przy okazji warto przypomnieć, że Polska jest krajem szczególnie zagrożonym suszą. – Lata melioracji, osuszania bagien i wycinania lasów sprawiły, że zasoby wody pitnej w Polsce są porównywalne do tych, które ma Egipt – mówił wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski. Więcej wody ma nawet Hiszpania.

Z danych Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej wynika, że na jednego mieszkańca Polski przypada średnio ok. 1580 m sześc. wody na rok, a średnie zasoby na jednego mieszkańca Europy to 4560 m sześc. na rok.

Zobacz także

OcieplenieKlimatu

wyborcza.pl

Znamy plan pierwszych wizyt zagranicznych prezydenta. Jeszcze w sierpniu odwiedzi Estonię i Berlin

ak, PAP, 17.08.2015

Warszawa, 9 czerwca 2015 r. Prezydent elekt Andrzej Duda (z prawej) i Krzysztof Szczerski po spotkaniu z premierem Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Szczerski ma odpowiadać u Dudy za sprawy zagraniczne

Warszawa, 9 czerwca 2015 r. Prezydent elekt Andrzej Duda (z prawej) i Krzysztof Szczerski po spotkaniu z premierem Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Szczerski ma odpowiadać u Dudy za sprawy zagraniczne(SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Pierwsza wizyta Dudy będzie miała miejsce 23 sierpnia w Tallinie, w rocznicę paktu Ribbentrop-Mołotow. 28 sierpnia prezydent Andrzej Duda odwiedzi Berlin. W planach ma również wizytę w Nowym Jorku, gdzie ma się spotkać z Barackiem Obamą.

 

Pierwsza zagraniczna wizyta prezydenta Andrzeja Dudy odbędzie się 23 sierpnia w Estonii, o czym poinformował minister w Kancelarii Prezydenta odpowiedzialny za sprawy zagraniczne Krzysztof Szczerski. – Data wizyty w Tallinie nie jest przypadkowa, ponieważ jest to Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu w rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow – powiedział. W stolicy Estonii zaplanowano również wystąpienie Dudy na temat „wagi i znaczenia prawa międzynarodowego dla pokoju na świecie i wagi podmiotowości Europy Środkowej dla bezpieczeństwa i stabilności Europy”.

„Plan wizyt ma pokazać główne kierunki polityki zagranicznej prezydenta”

– Prezentujemy pakiet wizyt zagranicznych, który ma wskazać główne kierunki polityki zagranicznej prezydenta Dudy – podkreślił Szczerski. W ciągu pierwszych stu dni prezydentury Dudy dojdzie do spotkań zarówno regionalnych, jak i europejskich i globalnych: – To są wizyty, których celem jest praca na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa Polski i promowania interesów gospodarczych Polski – zaznaczył minister. – Prezydent wraz z małżonką 28 sierpnia uda się do Berlina. W Berlinie odbędzie rozmowy dwustronne z prezydentem Joachimem Gauckiem, kanclerz Angelą Merkel i z ministrem spraw zagranicznych Frankiem-Walterem Steinmeierem – podał minister w Kancelarii Prezydenta odpowiedzialny za sprawy zagraniczne Krzysztof Szczerski. 15 września Duda ma odwiedzić Londyn. – W Londynie prezydent będzie uczestniczył w obchodach 75. rocznicy Bitwy o Anglię z udziałem rodziny królewskiej, ale także będzie miał rozmowy dwustronne z premierem Davidem Cameronem – powiedział Szczerski.

„Na pewno dojdzie do spotkania z prezydentem USA”

W dniach 26-29 września prezydent uda się co Nowego Jorku, gdzie będzie miał wystąpienie na corocznej sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych: – W Nowym Jorku prezydent będzie miał całą serię spotkań bilateralnych z przywódcami krajów odleglejszych od nas geograficznie; będzie to około ośmiu przywódców państw ważnych dla nas politycznie i ekonomicznie – powiedział Szczerski. Dodał, że jeszcze trwają konsultacje na temat formuły spotkania z prezydentem USA Barackiem Obamą: – Do takiego spotkania na pewno w czasie pobytu na prezydenta w Nowym Jorku dojdzie – zapewnił minister.

Prezydencki minister Krzysztof Szczerski zapewnił, że prezydent Andrzej Duda poinformował stronę rządową, że chce przewodniczyć polskiej delegacji podczas szczytu Europa Środkowa-Chiny. Jesteśmy przed rozmowami na temat formuły uczestnictwa prezydenta w polityce europejskiej – dodał.

 

Plan zakończy wizyta w Chinach

Cykl wizyt w pierwszych 100 dniach prezydentury ma zakończyć wizyta w Pekinie. – To jest szczyt międzyrządowy, ale w tym wypadku wyjątkowo delegacji polskiej na ten szczyt będzie przewodził pan prezydent Andrzej Duda – mówił. Dodał, że wizyta odbędzie się „najpóźniej w okolicach połowy listopada”.

Prezydencki minister podkreślił, że przyjęcie tej roli przez Dudę jest szczególnie wskazane z perspektywy ciągłości polskiej dyplomacji. Jako że termin szczytu jest jeszcze ruchomy, a w Polsce może on przypaść na okres wyborczy lub tuż po wyborach – zdaniem Szczerskiego – „rzeczą właściwą jest, żeby temu szczytowi przewodniczył pan prezydent”.

Co ze szczytem europejskim?

Szczerski został również zapytany o obecność prezydenta podczas październikowego szczytu europejskiego. – Jesteśmy przed rozmowami z rządem na temat formuły uczestnictwa prezydenta Andrzeja Dudy w polityce europejskiej w okresie kohabitacji – odparł. – Prezydent Duda wyraźnie mówił, że dla niego istotniejsza jest treść stanowiska polskiego, treść polityki europejskiej, która powinna być realizowana we współpracy między rządem a prezydentem, niż formalne miejsce przy stole – dodał. – Rozmowy na temat składu delegacji na posiedzenia Rady Europejskiej nie miały jeszcze miejsca – poinformował prezydencki minister

Zobacz także

znamyPlan

TOK FM

Duda rusza w drogę

Daniel Passent, 17.08.2015

Ogłoszony dzisiaj plan podróży zagranicznych prezydenta Dudy jest interesujący i wart komentarza.

Nie jest banalny, jest wyraźnie autorski i zgodny z ambicjami prezydenta, żeby Polska stała się liderem wspólnoty państw Europy Środkowo-Wschodniej, od Bałtyku do Adriatyku. Ambicja ta wydaje się nierealna, ale jeśli nawet powiedzie się częściowo (czyli poprawi się współpraca w regionie), to i tak byłoby dobrze.

Stąd pierwszy wyjazd, już za tydzień, 23 sierpnia, do Estonii. Jest to decyzja, którą Kreml nie będzie zachwycony. Tego dnia przypada rocznica podpisania układu Ribbentrop – Mołotow. Na dodatek następnego dnia przypada rocznica rozpadu ZSRR (1991), faktu – zdaniem Putina – tragicznego. I o wielkich konsekwencjach, bo wtedy byłe republiki przekształciły się w niepodległe państwa, choć niektóre przed 1917 rokiem nimi nie były. Tam sięgają korzenie sprawy ukraińskiej.

Wybór Tallina podkreśla znaczenie, jakie Duda przywiązuje do regionu i miejsca w nim Polski. Bliższa współpraca na pewno zaniepokoi Rosję, a być może wzmocni głos byłych państw „obozu” w NATO, będą bardziej słyszane w Berlinie i w Waszyngtonie. Czy zdołają uzgodnić swoją politykę – to mało prawdopodobne, ale póki jest cień szansy…

Następny wyjazd – do Berlina – nie budzi wątpliwości. To prawdziwe mocarstwo regionalne, nasz największy sąsiad, partner gospodarczy, wiodący kraj w Unii i wśród europejskich państw NATO. Mimo aksamitnej współpracy nie brak spraw drażliwych, jak stałe bazy USA na Wschód od Odry (w państwach buforowych) czy status mniejszości polskiej w RFN, gdyż prezydent Duda przywiązuje znaczenie do polskiej diaspory, która jest elektoratem jego oraz PiS. Donald Tusk zajmował specjalne miejsce w sercu kanclerz Merkel, zobaczymy, jak ułożą się stosunki Dudy.

Co do zbliżenia z prezydentem Gauckiem nie mam wątpliwości. Pierwsza dama – germanistka – i znajomość niemieckiego przez Dudę będą dużymi atutami. Żaden Kurski nie będzie tropił dziadków w Wehrmachcie.

Kolejny wyjazd – Londyn – będzie trudny, ale prezydentowi potrzebny. Trudny, ponieważ Cameron ciągle straszy wyjściem z Unii (co na to Duda?) i ogranicza uprawnienia socjalne imigrantów. Podróż ważna także przez wzgląd na polskich imigrantów – ważny elektorat przed wyborami w październiku. Do tego cenny wątek patriotyczno-jubileuszowy, rocznica, która pozwoli uczcić wkład polskich lotników w bitwie o Anglię. Konkretne rezultaty wizyty mogą być skromne, ale warstwa symboliczna będzie widoczna i korzystna.

Następna podróż – Erfurt, spotkanie prezydentów 7 państw europejskich (Austria, RFN, Portugalia, Estonia, Słowacja, Bułgaria i Polska) – będzie debiutem prezydenta Dudy na arenie wielostronnej, nawiązaniem niezbędnych znajomości i kontaktów. Nie wątpię, że z punktu widzenia PR będzie to korzystne – para prezydencka jest młoda, nowoczesna, wykształcona, można powiedzieć – efektowna i zostanie zaakceptowana na salonach.

Następne wizyty (Budapeszt – szczyt Wyszehradu i Bukareszt – szczyt państw „od Bałtyku do Adriatyku”) są w gruncie rzeczy podobne, mają doprowadzić do ożywienia kulejącej współpracy, do zbliżenia stanowisk przed szczytem NATO w Warszawie w przyszłym roku. Wtedy zaczną się schody. Wtedy prezydent Duda – i my wraz z nim – przekonamy się, na ile kraje regionu stanowią wspólnotę, co Polska może im zaoferować, na ile skłonne są odrzucić status „buforowy” w NATO, niepokoić Kreml, uzgodnić politykę wobec Rosji Ukrainy.

Kolejne podróże (USA – Zgromadzenie Ogólne ONZ raz Chiny) pomijam, bo przyjdzie na nie czas. W sumie kalendarz prezydenta Dudy i autorski plan jego podróży daje do myślenia. Niewykluczone, że z jednej czy drugiej podróży wróci bez wielkich zdobyczy, ale na pewno wiele się nauczy i przekona, na ile realne są jego ambicje, żeby Polska przestała być kondominium i powstała z kolan.

dudaPlanNa

passent.blog.polityka.pl

Ekspert: Duda nie chce przyjechać do Brukseli przez konflikt z Tuskiem. To może być szkodliwe dla Polski

jagor, PAP, 17.08.2015
– Brak Brukseli w harmonogramie pierwszych wizyt nowego prezydenta RP Andrzeja Dudy ma podkreślić jego niechęć do instytucji europejskich, ale wskazuje też na konflikt z szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem – uważa Roland Freudenstein, brukselski ekspert. Jego zdaniem ten „brak chemii” może zaszkodzić Polsce.

Andrzej Duda w Pałacu Prezydenckim

Andrzej Duda w Pałacu Prezydenckim (HANDOUT / REUTERS / REUTERS)

 

Pierwszą wizytę zagraniczną Duda ma złożyć 23 sierpnia w Estonii, w rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow. Minister w Kancelarii Prezydenta odpowiedzialny za sprawy zagraniczne Krzysztof Szczerski ogłosił listę wyjazdów na pierwsze sto dni prezydentury. Wśród stolic, które zostaną odwiedzone w pierwszej kolejności, odmiennie niż to było w przypadku Bronisława Komorowskiego, nie ma Brukseli.

– Tajemnicą poliszynela jest to, że coś nie funkcjonuje między prezydentem Dudą i prezydentem (Rady Europejskiej Donaldem) Tuskiem, i może to być powodem, a przyjemniej jednym z czynników, wpływających na taką decyzję – powiedział Freudenstein, który jest wicedyrektorem Centrum Studiów Europejskich im. Wilfrieda Martensa w Brukseli.

„Niewyobrażalne, by Duda spotkał się tylko z szefem KE”

Jego zdaniem „brak pozytywnej chemii między Dudą a Tuskiem” może być szkodliwy dla polskich interesów na arenie europejskiej, a także dla Europy.

Zdaniem Freudensteina jest nie do wyobrażenia, by Duda w Brukseli spotkał się tylko z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claude’em Junckerem, a nie spotkał się z szefem Rady Europejskiej. – To byłoby jeszcze gorsze niż brak wizyty. Może żeby uniknąć takiej kłopotliwej sytuacji, zdecydowano, że na razie nie będzie wizyty w Brukseli. Kiedyś jednak musi do niej dojść – zauważył ekspert.

Niechęć PiS do UE, a ważniejsze państwa narodowe?

Przypomniał, że PiS, z którego wywodzi się Duda, przez wiele lat podkreślało, iż państwa narodowe są ważniejsze niż Unia Europejska. – To może być drugi czynnik (który doprowadził do) takiej, a nie innej decyzji nowego prezydenta, ale podejrzewam, że to przede wszystkim osobiste motywacje – dodał analityk.

Jak wskazał, brak Brukseli na liście pierwszych stolic do odwiedzenia ma podkreślić, że nowy prezydent również przedkłada państwa narodowe nad instytucje europejskie.

Prezydent w ciągu pierwszych 100 dni urzędowania odwiedzi Tallin, Berlin, Nowy Jork, Londyn, Bukareszt oraz Pekin. Szczerski poinformował, że trwają rozmowy na temat wizyty w Brukseli i Paryżu oraz spotkania z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką w Kijowie lub Warszawie.

 

DudaNieChcePrzyjechać

gazeta.pl

Jarosław Kuźniar o działaniach w sieci: patrzę na to z pokorą, próbuję nadążyć

dodano: 17.08.2015

Poza pracą w telewizji, dziennikarz obecny jest na Facebooku, Snapchacie, Twitterze i blogu. Dziś nie da się inaczej  – przyznaje w wywiadzie dla portalu gazeta.pl.

W rozmowie z Angielką Swobodą zdradza także jak zmieniło się jego podejście do Snapchata. Wcześniej traktował go jako „miejsce dla gówniarzy, którzy muszą się tam ukryć przed rodzicami siedzącymi na Facebooku”, dziś postrzega go przede wszystkim jako platformę wideo. „Na Twitterze wrzucasz 140 znaków, tutaj film na 15 sekund. I jesteś nim w stanie opowiedzieć wszystko, co tylko chcesz” – mówi przy tym. Z kolei Twitter to dla niego przedłużenie pracy: „taka redakcja po wyjściu z redakcji”.

To właśnie wideo w sieci uważa za największe zagrożenie dla mediów tradycyjnych, bo „za zdecydowanie mniejsze pieniądze robi się tak samo dobre rzeczy”. Jako przykład podaje trzyminutową zapowiedź wideo chłopaka, który pojechał rowerem dookoła świata. I dodaje, że dzisiaj nie chodzi o to, kto ma większą oglądalność, ale o to, że można robić transmisje LIVE w komórce. „Pokazywałem niedawno w Arłamowie wystawę swoich zdjęć z Syberii. Ustawiłem telefon na statywie, włączyłem LIVE i transmitowałem to podróżnicze spotkanie. Skończyłem po 1,5 godziny… Na sali tłum – około stu osób, a transmisję obejrzało pięćset osób. W słoneczną, grillową sobotę o 19?!” – mówi portalowi.

W dalszej części wywiadu zauważa jednak, że wśród studentów brakuje jeszcze tej świadomości. „Ostatnio przychodzą do mnie studenci z Poznania i pytają: »Czy pan by nam pomógł wydać gazetkę?«  Mówię: »Nie możemy wydawać gazetki. Możemy zrobić portal, na który będą pisać wszyscy studenci, z całego SWPS w kraju«. I powstał Qlmagazin.com zamiast gazetki, która za chwilę wyląduje w kuble” – relacjonuje Kuźniar. Dodaje przy tym, że wiele osób działa w sieci na zasadzie jednoosobowej redakcji:  „Patrzę na to bardziej z pokorą niż ze strachem, po prostu próbuję nadążyć”.(mw)

Źródło:

weekend.gazeta.pl., Jarosław Kuźniar o hejterach: Ignoruję idiotów, idę dalej, Angelika Swoboda

proto.pl

Wara wam politycy i księża od rozdziału kościoła od państwa

Panie pośle Sellin: kościół nie ma prawa ingerować w politykę. Jeśli to robi (a robi) Polska ma ogromny problem. I tak! – kościołowi nie tylko można, ale nawet trzeba zabronić ingerowania w politykę. A jeśli sam nie rozumie czego mu nie wolno, to uświadomienie mu tego raz na zawsze należy do obowiązków parlamentarzystów. Mówiąc: „Nie ma problemu by kościół ingerował w politykę, nie można mu tego zabronić” udowodnił pan, że nie nadaje się na posła i polityka w liberalnej demokracji, tak jak wielu biskupów i kardynałów nie nadaje się zupełnie na swoje stanowiska.

Kościół ma prawo nauczać czego chce – choć moim zdaniem i tu należałoby wprowadzić zasadę, że nauki kościoła (żadnego, nie tylko katolickiego) nie mogą nawoływać do nienawiści i rzeczy sprzecznych z prawem), ale w świątyniach. Kościół katolicki w państwie jest potężną instytucją, jednak z jej statusem jest pewien problem. Ni to bowiem instytucja prywatna (na to mogłyby wskazywać dość swobodne zasady jej tworzenia, na przykład zapis, że księżmi mogą być tylko mężczyźni, co łamie konstytucyjną równość obywateli wobec prawa lub tajność finansów – organizacje państwowe muszą rozliczać się z każdej złotówki) ni państwowa – reprezentuje na terenie Polski obce państwo Watykan, choć bierze pieniądze bynajmniej nie od watykańskich, lecz polskich podatników i w przypadkach wielu przestępstw, także ciężkich, jak pedofilia czy gwałty na nieletnich nie do końca podlega polskiej jurysdykcji.

Rozdział kościoła od państwa służy interesom obywateli i po to go ustanowiono. W większości liberalnych demokracji stanowi niepodważalną podstawę ustrojową.

Prawo musi być wolne od religii właśnie dlatego by szanowało wolności i prawa człowieka i obywatelskie wszystkich tak samo – bez względu na ich wyznanie, płeć, orientację seksualną i inne cechy.

Religie, w tym katolicka bardzo często mają z prawami człowieka i podstawowymi wolnościami problem: katolicyzm ustami biskupów i niektórych księży zamiast krzewić wartości chrześcijańskie, na które tak lubi się powoływać, jak miłość bliźniego, tolerancja, współczucie i miłosierdzie, szerzy nietolerancję, kryje i wspiera przemoc, także w rodzinie, nierówność płci i nierówność ludzi wobec prawa, cezurę, nienawiść wobec przedstawicieli mniejszości seksualnych, rasizm, antysemityzm i ksenofobię.

Choćby tylko i wyłącznie z tego powodu kościół nie ma prawa mieć najmniejszego wpływu na polityków i stanowienie ustaw.

Innym powodem jest sprawiedliwość.

Zwyczajnie niesprawiedliwe jest, żeby jakaś instytucja miała tak olbrzymie przywileje i władzę (bo wpływ na polityków to władza), na które sobie nie zapracowała, nie zasłużyła. Chamstwo, buta, arogancja i pycha nie powinny być publicznie nagradzane, to demoralizujące. Polacy patrzą na to i widzą, że w przestrzeni publicznej nie opłaca się prawda, dobro, szacunek do innego człowieka, praca i prawdomówność, tylko straszenie, krzyki, szantażowanie, grożenie, przemoc, którą otwarcie posługują się hierarchowie kościoła katolickiego.

Kolejny powód, ostatni, ale bynajmniej nie najmniej ważny: pozwalanie kościołowi na wtrącanie się do polityki, do pracy posłów jest niezgodne z prawem.

Prawo stanowi, że władza ustawodawcza jest niezależna i nie może podlegać niczyim wpływom. To właśnie ową niezależność parlamentarzystów chroni przecież dodatkowo budząca tyle emocji instytucja immunitetu. Próba wpływania przez biskupów na posłów, choćby przez publiczne grożenie prezydentowi – katolikowi ekskomuniką są więc moim zdaniem nielegalne i powinny się tym zająć odpowiednie organy władzy państwowej.

Ponadto wypowiedzi takie jak posła Sellina czy Jacka Sasina, która ośmielił się powiedzieć Barbarze Nowackiej, że ma słuchać głosu kościoła czy jej się to podoba czy nie (co za niewyobrażalna arogancja!), a także cała kupa kłamstw i ignorancji, zwykłych bzdur jakie sprzedał przy okazji mówiąc choćby, że „całe prawo od wieków tworzone jest w oparciu o system moralny zaczerpnięty z nauk kościoła jak nie zabijaj, nie kradnij” świadczą nie tylko o nieznajomości prawa i swoich politycznych i poselskich obowiązków (należałoby się zastanowić czy nie należy wprowadzić procedur pozwalających jawnie niekompetentnych posłów i w dodatku kłamczuchów odwołać, by nie głosili bzdur za nasze pieniadze), ale także o bezmiarze ich niedouczenia i/lub cynizmu.

Katolicyzm przywłaszczył sobie zwyczaje i rytuały, święta i obrzędy pogańskie, a wartości i systemy etyczne ukradł filozofom greckim. Gdyby miał pan/panowie kiedykolwiek w ręku choćby „Etykę Nikomachejską” Arystotelesa może by panowie wiedzieli o czym mowa.

Kościół nie wymyślił dobra i zła, żaden system prawny (oprócz może inkwizycji) nie jest zasługą kościoła.Przeciwnie: kościół zawsze opóźniał postęp: gdybyśmy go słuchali nie byłoby dziś przeszczepów, transfuzji krwi, sekcji zwłok, badań genetycznych, fizyki kwantowej, dużej części nowoczesnej astronomii, psychologii. Nie byłoby rozwoju filozofii i literatury – widzieli kiedyś panowie zlikwidowany zaledwie w latach 60. kościelny indeks ksiąg zakazanych a na nim Woltera, Balzaca, Kanta, Nietzschego, Galileusza, Keplera, Monteskiusza (autora dzisiejszego trójpodziału władz państwowych), Wiktora Hugo czy Mikołaja Kopernika?

Niczego tak nie cierpię jak ignorancji i ciemnoty przebierającej się za wszechwiedzę, niczego tak nie znoszę jak niewiedzy chcącej położyć na wszystkim łapę i głupoty przekonanej o swojej mądrości, chcącej mówić, ba!- nakazywać wszystkim dookoła, także, a może przede wszystkim, dużo wrażliwszym i dużo mądrzejszym od siebie – jak żyć.

Tacy posłowie, taki kościół, jeśli nie dopilnujemy Polski, rozniosą ten kraj od środka tak, że nie zostanie tu kamień na kamieniu. No, może poza kilkoma kapiącymi od złoceń kościołami.

warawam

naTemat.pl

Nie chcą, by państwo finansowało lekcje religii. Zebrali już ponad 30 tys. podpisów

Justyna Suchecka, 17.08.2015

Lekcja religii

Lekcja religii (Fot. Rafał Michałowski / Agencja Gazeta)

Twórcy inicjatywy „Świecka szkoła” mają jeszcze 1,5 miesiąca, by zebrać potrzebne im 100 tys. podpisów. Chcą zmian w sposobie finansowania lekcji religii w szkołach.

Podpisy zbierają na ulicach miast i na festiwalach, m.in. na Woodstocku. Niektórzy wysyłają je im pocztą. Twórcy inicjatywy „Świecka szkoła”, której jednym z liderów jest Leszek Jażdżewski (redaktor naczelny pisma „Liberte”), pochwalili się na Facebooku pierwszymi efektami tej akcji. W ciągu 1,5 miesiąca wolontariuszom udało się zebrać dokładnie 30 761 podpisów.

naDzisiaj

Teraz mają drugie tyle czasu, by zebrać brakujące blisko 60 tys. podpisów. Dążą do tego, by sprawą zajęli się parlamentarzyści – najlepiej jeszcze tej kadencji, choć na to szanse są małe, bo taka dyskusja przed wyborami nie będzie dla polityków zbyt wygodna.

Organizatorzy są jednak nastawieni optymistycznie, a osób, które chcą zbierać dla nich podpisy, stale przybywa. Regularnie zbierane są już m.in. w Warszawie, Łodzi, Trójmieście, a od niedawna również w Szczecinie.

Podpisy zbierają głównie rodzice i miejscy aktywiści. Ale na zdjęciach z akcji przeprowadzanej w Jelitkowie można zobaczyć m.in. Piotra Baucia, posła, który do Sejmu dostał się z ramienia partii Janusza Palikota i współprowadzi poselską komisję ds. edukacji.

zbiórkaPodpisów

O co dokładnie chodzi aktywistom? Chcą, by wynagrodzenia katechetów finansowały związki wyznaniowe lub rodzice.

Lekcje religii odbywają się dziś w 95,6 proc. szkół. Podobnie jak etyka są przedmiotem dodatkowym – rodzic może zapisać dziecko na jeden z nich, oba albo żaden. Oba finansowane są z budżetu państwa. Jażdżewski i jego ekipa chcą, by się to zmieniło.

– Istnieją zdecydowanie lepsze dla polskiej edukacji sposoby wydawania pieniędzy niż lekcje religii. To sprzeczne z logiką, by państwo finansowało lekcje, nad którymi nie ma kontroli. Jest daleka droga od tego, by państwo umożliwiało naukę religii, do tego, żeby ją organizowało, płaciło za nią i jeszcze zmuszało rodziców do składania deklaracji, czy są wierzący czy też nie. Skończmy z fikcją traktowania katechezy jak wszystkich innych przedmiotów w szkole – tłumaczył „Wyborczej”.

Justyna Suchecka: Interesują Cię tematy związane z edukacją? Lubisz o nich czytać i dyskutować? Zapraszam na mój profil na Facebooku!

Zobacz także

nieChcąByPaństwo

wyborcza.pl

Rzecznik PiS: „Rozdzielanie spraw Kościoła od spraw narodu i od spraw państwa rzeczywiście jest sztuczne”

ak, 17.08.2015

Rzeczniczka PiS Elżbieta Witek w Sejmie

Rzeczniczka PiS Elżbieta Witek w Sejmie (Fot. Jacek Marczewski / Agencja)

– Absolutnie nie mam wrażenia, że Andrzej Duda chce rządzić wspólnie z Kościołem – stwierdziła na antenie TVN24 Elżbieta Witek. Jednocześnie przyznała, że Kościół „jest przeznaczony” do wypowiadania się na temat in vitro, ponieważ „to jest nauka, którą głosi do swoich wiernych”.

 

W programie „Stajesz i wiesz” TVN24 Elżbieta Witek wypowiadała się na temat łączenia wiary Andrzeja Dudy i podejmowania przez niego decyzji jako prezydent. Według rzeczniczki Prawa i Sprawiedliwości od początku kampanii wyborczej Duda nie ukrywał, że jest katolikiem, chodzi do Kościoła i jest to dla niego ważne: – Tak uważam, tak uważał też Andrzej Duda, że obywatele mają prawo znać nie tylko program, z jakim kandydat na prezydenta idzie do tego urzędu, ale także kim jest, jakie ma poglądy i jaki system wartości wyznaje – powiedziała Witek. – On jest prawdziwy, on tego nie ukrywał i ludzie na niego zagłosowali – stwierdziła. Zdaniem Witek Duda ma swoje przekonania, ale nie będą mu przeszkadzać w rządzeniu: – Prezydent powinien wsłuchiwać się w różne głosy i wybrać najrozsądniejszą decyzję – powiedziała. – Absolutnie nie mam wrażenia, że Andrzej Duda chce rządzić wspólnie z Kościołem – dodała.

 

Rzecznik PiS wypowiedziała się również o roli Kościoła katolickiego w debacie publicznej: – Kościół ma obowiązek głosić naukę, głosić ewangelię, w związku z tym rozdzielanie spraw Kościoła od spraw narodu i od spraw państwa rzeczywiście jest sztuczne – przyznała. – Jeśli się np. mówi o in vitro, to trudno, aby Kościół, który głosi ochronę życia, nie zabrał w tej sprawie głosu, ale to nie jest wtrącanie się w rządzenie, to jest nauka, z którą Kościół wychodzi do swoich wiernych. To jest coś, do czego Kościół jest przeznaczony – powiedziała rzecznik PiS.

Zobacz także

rzecznikPiS

TOK FM

Abp Depo: nam nie grozi – demagogicznie ujmując – państwo wyznaniowe

Katarzyna Wiśniewska, 17.08.2015

Obchody Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny na Jasnej Górze. W środku abp Wacław Depo. 15 sierpnia 2015

Obchody Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny na Jasnej Górze. W środku abp Wacław Depo. 15 sierpnia 2015 (Fot. Maciej Kuroń / AG)

W ważne święto kościelne – Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – hierarchowie skupili się na polityczno-kościelnych sporach.

Abp Sławoj Leszek Głódź podzielił się marzeniami o kraju, w którym Kościół zajmuje kluczowe miejsce. To marzenie jest zakłócone, bo: „przez naszą ojczyznę płynie nurt, który niesie wodę brudną i zainfekowaną rozmaitym śmieciem, rozmywa wartości, deprawuje sumienia, atakuje bezpardonowo Kościół, odmawia mu prawa do uczestniczenia w debacie publicznej”.

Tę infekcję roznosi partia rządząca: „Kiedy patrzymy na szereg ustaw, jakie ostatnio w pośpiechu, w atmosferze przedwyborczej gorączki i szukania poklasku uchwaliła większość sejmowa, można odnieść wrażenie, że nastąpiło swoiste wypowiedzenie wojny wspólnocie chrześcijańskiej, wartościom, które naród wyznaje, i pogłębiło to jeszcze bardziej podział we wspólnocie narodu, w tkance społecznej, przez pokrętną etykę i moralność sankcjonowaną prawem”.

Tam, gdzie arcybiskup widzi wojnę z wartościami, wielu – w tym ja – widzi próbę odpowiedzi na potrzeby niepłodnych kobiet zastanawiających się nad skorzystaniem z metody in vitro czy osób transseksualnych, którym może ułatwić życie ustawa o uzgodnieniu płci. Mam wrażenie, że abp Głódź zauważa tylko potrzeby tej części społeczeństwa, która w pełni zgadza się z nauką Kościoła. W dodatku hierarcha myśli, że to sto procent społeczeństwa. Dlatego kpił z „tych, którzy w oparciu o błędne, z powietrza wzięte przesłanki tumanią swych słuchaczy i czytelników, twierdząc, że katolicyzm w naszej ojczyźnie jest w odwrocie, że kurczy się liczba jego wyznawców, że świątynie pustoszeją, że Polacy wybierają inną drogę”. Cała nadzieja w nowym prezydencie, który zdaniem abp. Głódzia podjął „wyzwanie scalenia wspólnoty narodu”.

Obawiam się, że takie polityczne deklaracje z ambony sprawiają, iż wbrew zaklęciom arcybiskupa liczba katolików może się skurczyć.

Zgodnie ze badaniami Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego coraz mniej ludzi chodzi do kościoła – na niedzielną mszę 40 proc. katolików. Jednak hierarchowie chyba niezbyt wnikliwie zastanawiają się nad przyczynami laicyzacji w Polsce. W przeciwnym razie nie dawaliby wiernym pretekstu do zarzutów o upolitycznienie Kościoła, Episkopatu. Z sondażu CBOS z marca wynika, że dobrze działalność Kościoła ocenia 55 proc. – to o 7 pkt proc. mniej niż rok wcześniej. Większym zaufaniem cieszyły się wojsko i policja. Ankietowani krytykują na ogół zaangażowanie Kościoła w politykę.

W sobotnie święto nie tylko abp Głódź zwierzył się ze swojej słabości do prezydenta Andrzeja Dudy. Zrobił to także kard. Stanisław Dziwisz. W sanktuarium w Ludźmierzu powiedział, że „Kościół pomimo ostrej krytyki ciągle będzie mówił » nie «in vitro i innym ustawom godzącym w prawo boskie i prawo naturalne”. Kościół ma za to popierać coś, co kardynał określił jako „politykę prorodzinną”, którą ponoć zapewni Polsce nowy prezydent. – Módlmy się za nowego prezydenta RP, aby udało mu się zrealizować te wszystkie plany – apelował kard. Dziwisz z ambony.

Jakoś trudno w tej sytuacji uwierzyć w słowa abp. Wacława Depy, który na centralnych uroczystościach kościelnych na Jasnej Górze przekonywał, że „nam nie grozi – demagogicznie ujmując – » państwo wyznaniowe «, ale zagraża nam kłamstwo udające prawdę i grzech udający dobro”. No właśnie – demagogicznie ujmując.

Zobacz także

ktoDeprawujeSumienia

wyborcza.pl

„Ktoś majstrował przy hamulcach.” Tak na wieść o śmierci księżnej Diany miała zareagować Królowa Elżbieta

ro, 17.08.2015
Kiedy Elżbieta II dowiedziała się o śmierci księżnej Diany, miała powiedzieć: „Ktoś majstrował przy hamulcach samochodu”. Taki przebieg zdarzeń prezentowany jest w najnowszej biografii angielskiej królowej. Historia ta naturalnie wskrzesiła teorie spiskowe wokół wypadku samochodowego, w którym zginęła księżna.

Książka, która cytuje Elżbietę II, to najnowsze dzieło Ingrid Seward, redaktorki magazynu „Jej wysokość” („Majesty”) i okazjonalnie – dziennikarki, która relacjonuje życie brytyjskiej arystokracji. Jeśli chodzi o ścisłość, to nie sama angielska królowa jest cytowana w książce, ale świadek, który słyszał jej słowa. To jednak wystarczyło, aby teorie spiskowe na temat śmierci Diany ożyły.

Księżna Walii Diana była matką wnuków Elżbiety II: Williama i Harry’ego. W 1981 r. w wieku 20 lat wyszła za mąż za następcę tronu księcia Walii Karola, z którym od 1992 r. żyła w separacji, a rozwiodła się cztery lata później. W 1997 roku Diana i jej przyjaciel Dodi al Fayed zginęli w wypadku samochodowym spowodowanym przez pościg paparazzich. Policja ustaliła, że 31 sierpnia 1997 r. mercedes, którym jechali Diana, Dodi al Fayed i ochroniarz Trevor Rees-Jones, uderzył w słup w tunelu obok paryskiego mostu Alma, bo kierowca Henri Paul był pod wpływem alkoholu i uciekając przed reporterami, jechał zbyt szybko. Przeżył jedynie Rees-Jones, który odniósł liczne obrażenia i nie pamiętał, co się działo przed wypadkiem. Do śmierci pasażerów miało się przyczynić to, że zarówno Diana, jak i Dodi nie mieli zapiętych pasów bezpieczeństwa.

Zobacz także

ktośMajstrował

wyborcza.pl

Sellin: Nie widzę problemu, by Kościół ingerował w politykę. Głównie w sprawach moralnych poruszanych przez Sejm

Jarosław Sellin, poseł PiS
Jarosław Sellin, poseł PiS Fot. Wojciech Olkuśnik / AG

Rozdział państwa od Kościoła? Nie dla polityka PiS. – Nie można Kościołowi zabronić roztropnego uczestnictwa w dobru wspólnym, jakim jest działalność polityczna. Nie widzę tu żadnego problemu – stwierdził w Faktach po Faktach Jarosław Sellin.

Polska konstytucja mówi – jak argumentował – że wcale nie mamy państwa neutralnie światopoglądowego. Wyraźnie wskazuje na chrześcijański system wartości. A rozdział Kościoła od państwa ma być przyjazny. – Czyli współpracujący – tłumaczył Sellin. A to oznacza, według posła Prawa i Sprawiedliwości, że Kościół ma prawo zabierać głos w sprawach moralnych poruszanych przez Sejm.

Chodzi np. o ustawę o in vitro, czy o związkach partnerskich. – Nie widzę powodu, dla którego Kościół i jego ludzie nie mogliby uczestniczyć w polityce – powiedział. Granice tego ingerowania wyznacza, jego zdaniem, sam Kościół. Na przykłada zabraniając kapłanom kandydowania do Sejmu, Senatu, obejmowania władzy politycznej. – Natomiast nie można Kościołowi zabronić uczestnictwa w dobry wspólnym, jakim jest działalność polityczna – podkreślał.

Temat wraca nieustannie, gdyż biskupi nie ustają w walce o utrzymanie swoich wpływów w polityce. Abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, przekonywał 15 sierpnia, że mówienie o państwie wyznaniowym to demagogia. – Nam nie grozi – demagogicznie ujmując – państwo wyznaniowe, ale – jak mocno wołał św. Jan Paweł II – zagraża nam kłamstwo udające prawdę i grzech udający dobro – cytowało hierarchę Polskie Radio.

Źródło: Fakty po Faktach

posełPiSKościół

maliniakNaMiarę

naTemat.pl

Matka jak babcia?

Ewa Siedlecka, 17.08.2015

Fot. 123RF

Sześćdziesięcioletnia polska aktorka urodziła bliźnięta. Co roku w Polsce dzięki in vitro rodzi kilkadziesiąt kobiet po menopauzie. Czy lekarze powinni wykonywać takie zabiegi?

Aktorka, której historię opisała Magdalena Rigamonti w „Dzienniku Gazecie Prawnej” (z 7 sierpnia), zabiega o zasiłek, bo nie ma za co wychować dzieci. Opiekuje się też niedołężną matką, z którą mieszka w niespełna 40-metrowym mieszkaniu. O tej historii stało się głośno, gdy Olgierd Łukaszewicz, prezes Związku Artystów Scen Polskich, zaapelował do premier Ewy Kopacz o przyznanie kobiecie wsparcia finansowego.

W maju czworaczki urodziła 65-letnia Niemka. Nie mogła wykonać in vitro u siebie, więc pojechała na Ukrainę. Co najmniej dwoje z urodzonych dzieci prawdopodobnie będzie niepełnosprawnych. To nie są wyjątkowe przypadki. Z włoskiego raportu przytoczonego w „Polityce” (z 15 kwietnia) przez Elżbietę Turlej wynika, że w Polsce 30 proc. zabiegów zapłodnienia in vitro przeprowadza się u kobiet po pięćdziesiątce. Są po menopauzie, a więc albo „adoptują” zarodki, albo korzystają z komórek rozrodczych anonimowych dawców.

Tak prawdopodobnie zrobiła aktorka, za którą wstawia się Łukaszewicz.

Po wejściu w życie ustawy regulującej in vitro nie będzie to już możliwe. Wyklucza ona bowiem zastosowanie tej metody u samotnych kobiet. Nie stawia jednak żadnego warunku wieku kobiety. Podczas gdy w prawie do adopcji jest on określony. Ustanowiono, że pomiędzy kandydatami na rodziców a dzieckiem powinna istnieć „odpowiednia” różnica wieku. Przyjęto, że noworodka nie dostanie małżeństwo, w którym jedno przekroczyło 40. rok życia. Czy podobne kryteria należałoby stosować do „adopcji” zarodka lub komórki jajowej?

Co roku w Polsce rodzi, korzystając z zapłodnienia in vitro, kilkadziesiąt kobiet w wieku 50 plus. Kobiety nie chcą wybierać: kariera albo macierzyństwo. Są już firmy, które fundują pracownicom zamrażanie jajeczek, żeby odłożyły urodzenie dziecka.

Zapłodnienie in vitro pokonało nie tylko niepłodność, ale też naturalny cykl życia. Czy każda możliwość użycia medycyny powinna być moralnie i prawnie dopuszczalna?

Kobieta realizuje swoje prawo dążenia do szczęścia. Czy ma do tego prawo bez względu na dobro dziecka? Jak wychowywanie przez matkę w wieku babci wpłynie na jego rozwój? Czy lekarz ma prawo, ewentualnie obowiązek moralny, rozważyć również interes dziecka? W tym nawet jeszcze nieistniejącego jako zarodek? A może jest prawo do nieurodzenia się (niepoczęcia), by nie mieć złego życia? Jak przesuwanie się macierzyństwa o pokolenie wpłynie na rodzinę, stosunki społeczne?

Konwencja bioetyczna zakazuje np. klonowania człowieka. Może lekarze powinni ustanowić standard etyczny dotyczący wieku kobiet kandydatek do in vitro. Może należy zakazać wykonywania in vitro u kobiet po pięćdziesiątce. Robi to większość krajów Europy, stawiając granice pomiędzy 40. a 45. rokiem życia.

– Pytanie: co jest dobrem pacjentki i czy jej dzieci nie będą ofiarami przewidywalnej i dającej się uniknąć krzywdy? Lekarz powinien brać to pod uwagę – mówi prof. Paweł Łuków, filozof.

Innego zdania jest Grzegorz Południewski, ginekolog stosujący zapłodnienie in vitro: – Nie jest rolą medycyny zajmowanie się etycznym aspektem posiadania dzieci w późnym wieku. Czy wolno nam ograniczać ludziom prawo do dzietności?

Prof. Zbigniew Szawarski, etyk: – Slogan „nasz klient nasz pan” nie powinien mieć miejsca we współczesnej medycynie. Obawiam się jednak, że w tym kierunku zmierzamy.

Zobacz także

60letniapolskaaktorka

wyborcza.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: