Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the category “kultura”

Misiewicz załapał się do filmu. Nie tylko dlatego, że wciąga

Patryk Vega przedstawił nowe fragmenty filmu „Polityka”. Tym razem artysta pokazał widzom sceny z postacią wzorowaną na Bartłomieju Misiewiczu.

W postać Misiewicza wcieli się w filmie aktor Antek Królikowski. Misiewicz jest w produkcji – jak w prawdziwym życiu – bliskim współpracownikiem Antoniego Macierewicza, którego w „Polityce” gra Janusz Chabior.

W 20-sekundowym video zmontowanym z kilku scen ukazane zostało kilka wydarzeń, które częściowo wzorowane były na autentycznych sytuacjach. Wśród nich jest m.in. słynna kwestia „Czołem panie ministrze!”.

Oprócz tego widzowie zobaczą czystą fikcję charakterystyczną dla filmów Patryka Vegi. Fanom twórczości reżysera z pewnością spodobają się gęsto rzucane wulgaryzmy, odważne sceny seksu i konsumpcja kokainy.

Premiera „Polityki” zaplanowana jest na 6 września bieżącego roku. W filmie pokażą się liczni bohaterowie wzorowani na prawdziwych politykach.

Kmicic z chesterfieldem

„Skarga do Trybunału w Hadze zwrotu wraku Tu 154 miała być złożona w lutym 2017. Tak zapowiadał min. Waszczykowski. Ustaliłem, że skargi nie złożyli mimo, że jest gotowa. MSZ przerzuca decyzję na „Radę Ministrów”. Premier Morawiecki nic nie wie i odmawia odp. pod absurdalnymi powodami” – napisał na Twitterze Krzysztof Brejza. Poseł PO publikuje pismo, które otrzymał z Kancelarii Premiera.

Brejza domagał się odpowiedzi w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej. Wcześniej poseł PO usiłował się dowiedzieć, co dzieje się ze skargą w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Resort odpisał, że „trwają analizy” i odesłał Brejzę do Kancelarii Morawieckiego, twierdząc, że decyzja w tej sprawie „należy do Rady Ministrów”. Tomasz Matynia z Centrum Informacyjnego Rządu stwierdził, że KPRM „nie posiada wnioskowanych informacji”.

„Ciekawe, jaki byłby do tego komentarz „szeregowego posła” – czyżby starania o odzyskanie wraku były poza jego punktem zainteresowań?”; – „Stara dobra sowiecka spychologia… od razu widać skąd biorą…

View original post 1 307 słów więcej

Państwo pisowskie kontra Jerzy Owsiak

 „Decyzja krajowego przewoźnika jest dla nas kompletnie niezrozumiała. Spółka odmówiła wykonania usługi, co w naszym przekonaniu jest rażącym złamaniem prawa młodych Polaków do bezpiecznego przyjazdu i wyjazdu pociągami na tak duże i ważne dla wielu z nich wydarzenie. To także jest jeden z kluczowych elementów budowania bezpieczeństwa Festiwalu. Przez tyle lat nasza współpraca była doskonała i nagle w tym roku przychodzi zmiana decyzji” – poinformował na Facebooku szef WOŚP Jerzy Owsiak. Pierwszy raz od 25 lat nie będzie dodatkowych pociągów na Pol’and’Rock Festival (dawniej Przystanek Woodstock) w Kostrzynie nad Odrą.

Owsiak napisał, że tłumaczenie spółki Przewozy Regionalne jest dla niego „nieakceptowalne i niezgodne z prawdą”. – „Z uwagi na dobro spółki nie ma uzasadnienia ekonomicznego dla uruchamiania połączeń dedykowanych tej imprezie. Spółka Przewozy Regionalne w ostatnich latach, ograniczając koszty, dostosowała ilostan eksploatowanego taboru do liczby niezbędnej do obsługi oferty zamawianej przez marszałków województw” – brzmi komunikat Przewozów Regionalnych. Według WOŚP, w ubiegłym roku pociągami do Kostrzyna nad Odrą przyjechało blisko 70 tys. osób, a najtańsze bilety w dwie strony kosztowały 50 zł, najdroższe – 160 zł. Przyjmując średnią 100 zł za bilet, to, w efekcie takiej decyzji, przychód spółki Przewozy Regionalne uszczupli się w tym roku o około 7 mln zł.

„Zaapelowaliśmy dziś do uczestników Festiwalu i ogłosiliśmy wielkie pospolite ruszenie – pomagajmy sobie, dowieźmy siebie wzajemnie na festiwal samochodami, autobusami, zorganizujmy się we wszelkie grupowe przyjazdy. Przed nami fantastyczny, jubileuszowy Pol’and’Rock Festival, który zaczyna się 1 sierpnia w Kostrzynie nad Odrą!” – zakończył swój wpis Owsiak.

Depresja plemnika

W czwartek w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie odbyła się konferencja „Jan Paweł II: fundamenty demokracji”.

W spotkaniu wzięli udział m.in. kardynał Stanisław Dziwisz, Marek Kuchciński, Jacek Czaputowicz i Piotr Gliński. Politycy wykorzystali okazję do mówienia o demokracji, której zasady sami nagminnie łamią.

Wspierając te zmiany Jan Paweł II mówił nam, jak budować sprawiedliwe państwo, jak utrwalić związki polityki z etyką. Konsekwentnie uświadamiał, że demokracja musi mieć aksjologiczny fundament (…), że demokracja bez wartości łatwo przemienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm” – mówił marszałek Kuchciński.

List do uczestników spotkania skierował również premier Mateusz Morawiecki. „Jak wielkiej odwagi i jak wielkiego wizjonerstwa potrzeba, by w takim momencie przynosić nadzieję odmiany. A to właśnie wtedy Jan Paweł II uczył nas na nowo rozumieć, czym naprawdę jest społeczeństwo i co naprawdę znaczy być wolnym obywatelem” – przyznał szef rządu.

Mało kto się spodziewał, ile zimnej kalkulacji kryje się w przedwiosennej zapowiedzi Kaczyńskiego o rozszerzeniu programu 500+. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach, a zabieg…

View original post 1 314 słów więcej

 

Kołtun Morawiecki, który chce rechrystianizować Polaków

Piątka Kaczyńskiego w wielkanocnym koszyczku

Przyjrzyjmy się na początek złożonym przez premiera Polakom i Polkom „życzeniom wielkanocnym”. W cudzysłowie, bo nie były to żadne „życzenia”, a materiał wyborczy. Oglądamy w nim rodzinę zgromadzoną przy wielkanocnym stole, a w tle słyszymy głos małego dziecka, cieszącego się na nowe meble, jakie rodzice kupią dzięki „500 plus także na pierwsze dziecko”.

W fakcie, że premier wykorzystuje święta, by sprzedać Polakom przekaz dnia własnej partii nawet już nas nie dziwi – przywykliśmy do takich złych praktyk. Nie dziwi też to, że premier promuje swoje rządy pakietem socjalnym znanym jako „piątka Kaczyńskiego” – PiS w ostatnich tygodniach dokłada wszelkich starań, by polska opinia publiczna nie rozmawiała o niczym innym. Ciekawa jest za to forma świąteczno-wyborczej reklamówki.

Jesteśmy w przestronnym wnętrzu, widocznie należącym do rodziny z dobrze radzącej sobie klasy średniej. Jednej z tych, którym piątka Kaczyńskiego specjalnie nie wydaje się potrzebna do szczęścia. To bardzo odległy świat od tego, w jakim żyje przeciętny wyborca PiS w 2019 roku – statystycznie raczej starsza i uboższa osoba. Ludowy, plebejski elektorat PiS takie wnętrza zna głównie z seriali – nie rozpozna się w tym, co widzie na ekranie.

To naturalne, że w roku wyborczym PiS, jak każda partia, szuka głosów poza swoim bazowym elektoratem. Że stara się dotrzeć do klasy średniej i aspirujących do jej stylu życia potencjalnych wyborców. Czy jednak dotrze do niego z przekazem opartym na zachwalaniu piątki Kaczyńskiego? Niedawny sondaż Kantar dla „Gazety Wyborczej” pokazuje, że piątkę popierają niemal wyłącznie wyborcy PiS. Zwolennicy pozostałych partii są zdania, że to zbyt drogie rozwiązanie. Jeśli premier Morawiecki naprawdę chce docierać do rodzin, jakie pokazał w wielkonocnym spocie, musi zaproponować im trochę inny przekaz, niż „500 złotych także na pierwsze dziecko”. Rodziny, jakie widać na ekranie, mają poczucie, że za 500 złotych, którego niespecjalnie potrzebują, zapłacą same – i to z nawiązką.

Polski samochód elektryczny w Dolinie Krzemowej nad Wisłą

Wyborczej logice podporządkowana była także wizyta premiera w Stanach. Z punktu widzenia interesów państwa nie miała ona żadnego sensu. Morawiecki nie spotkał się z nikim ważnym, nie ugrał niczego istotnego dla Polski. Wyjazd za ocean miał za to od początku inny cel: wyprodukowanie serii przekazów na potrzeby wewnętrznej polityki, mających przekonać wyborców, że pod władzą PiS Polska gra w pierwszej światowej lidze, a doceniają to nawet Amerykanie.

Taką narrację premier rozwijał w wywiadzie z amerykańską telewizją Fox Business. Zachęcając amerykańskich przedsiębiorców do inwestycji w Polsce, przekonywał, że stajemy się czymś w rodzaju Doliny Krzemowej. Porównanie to wywołało falę kpin w mediach społecznościowych. Trudno się temu dziwić.

Po pierwsze, porównanie to jest całkowicie od czapy. Jak przy okazji przypomniał portal „Oko.press”, pod względem innowacyjności Polska gospodarka jest w Unii Europejskiej na czwartym miejscu od końca, na liście 50 najbardziej innowacyjnych miast Europy nie ma żadnego polskiego, liczące się duże, polskie przedsiębiorstwa nowych technologii można policzyć na palcach jednej ręki. Po drugie, Morawiecki opowiadający podobne historie ma dziś poza zadeklarowanym elektoratem rządzącej partii wiarygodność zbliżoną do zera. Od samego początku rządów PiS premier przestawiał się jako Eugeniusz Kwiatkowski ery nowych technologii. Obiecywał ucieczkę Polski z pułapki średniego rozwoju, inwestycje, innowacje i elektryczne samochody. Po czterech latach wszystkie te plany ciągle są na etapie slajdów w Power Poincie. Trudno mieć do wyborców pretensje, że każdą nową modernizacyjną narrację Morawieckiego traktują z mniej lub bardziej szyderczym sceptycyzmem.

Równie niewiarygodny Morawiecki jest, gdy – także w Stanach – porównuje reformę sądownictwa do rozliczeń z kolaborantami z nazistowskimi Niemcami w powojennej Francji. Jako absolwent historii premier powinien wiedzieć, że sędziowie ery Vichy kolaborowali z nazistami w Zagładzie francuskich Żydów. Ciągle orzekający sędziowie z ery PRL – a średni wiek sędziego wynosi dziś koło 40 lat i takich przypadków naprawdę nie ma wiele – w najgorszym wypadku orzekali niewielkie kary więzienia dla członków opozycji. Nie można, nie popadając w śmieszność, porównywać tak odrębnych przypadków. W oburzenie Morawieckiego i jego partii na „sędziów komunistów” trudno też uwierzyć w sytuacji, gdy jedną z twarzy lansowanych przez jego partię reform sądownictwa jest robiący w PRL karierę prokuratora Stanisław Piotrowicz.

Panie premierze, ostrożnie z językiem TVP!

Premier Morawiecki, jak donosili znający sytuację w PiS dziennikarze, miał pozostawać bardzo głęboko sceptyczny co do języka TVP. Niestety, w ostatnich tygodniach sam chyba zaczyna, być może niepostrzeżenie dla siebie nim mówić. Połączenie propagandy sukcesu nieznanej od czasów Gierka i brutalnej nagonki na przeciwników politycznych – sędziów, nauczycieli, „totalną opozycję”, Brukselę, społeczność LGBT+ – to najbardziej podstawowa składnia języka telewizyjnych „Wiadomości”, programów typu „Minęła 20”, czy „W tyle wizji”.

Przejmując ten język Morawiecki niszczy sposób swój unikalny w PiS atut: zdolność komunikowania się z bardziej umiarkowanymi, konserwatywnymi, lecz wolnymi od rewolucyjnego resentymentu wobec III RP wyborcami. Propaganda w stylu TVP będzie też tym mniej skuteczna, im bardziej będzie narastał kryzys w szkolnictwie i innych usługach publicznych. Na razie nie widać końca strajku nauczycieli, za chwilę czeka nas horror kumulacji roczników w szkołach średnich i z dużym prawdopodobieństwem strajk pracowników socjalnych. W takiej sytuacji opowieści o Dolinie Krzemowej i sędziach-komunistach to ostatnie czego Polacy oczekują od szefa rządu.

Kaczyński nie po ściągnął bankowca do PiS, by przemawiał do Klubów Gazety Polskiej. Jeśli kolejne wybory pokażą, że Morawiecki niespecjalnie dociera do kogokolwiek więcej, jego pozycja w układzie rządowym może się bardzo skomplikować. Premier naprawdę powinien uważać z językiem TVP – naprawdę nie ma na nim co ugrać.

Depresja plemnika

„Przymila się Polakom i zamiast zachować neutralność nakazaną unijnym urzędnikom, zakłóca nam polskie święto 3 Maja, by robić sobie na Polsce, jak Timmermans, kampanię wyborczą. I znów traktuje Polskę przedmiotowo” – napisała na Twitterze Krystyna Pawłowicz, dowodząc natężenia niepokoju, jaki zapanował na prawicy po tym, gdy Donald Tuska zapowiedział swój wykład na Uniwersytecie Warszawskim w dniu 3 maja.

Były premier, szef Rady Europejskiej dwa tygodnie wcześniej powiedział, że jest bardzo dużo dobrych powodów, dla których trzeba się spotkać właśnie tego dnia. „I powiedzieć sobie parę poważnych słów na temat konsytuacji, miejsca Polski w Europie – jest to przecież też rocznica przystąpienia do UE – i o znaczeniu wolności, i o wolnych wyborach” – oznajmił Donald Tusk.

„Czekamy z niecierpliwością”, „Będziemy” – zareagowali z radością użytkownicy mediów społecznościowych. Nie wszyscy jednak…

Pierwsza oczywiście do ataku ruszyła PiSowska funkcjonariuszka Pawłowicz, ale zdecydowanie „przebił” ją prawicowy publicysta Marcin Rola. Stwierdził, że 3 maja…

View original post 865 słów więcej

 

Piotr Gliński puka spod dna bredząc o wybitnych filmowcach Agnieszce Holland i Smarzowskim

Depresja plemnika

– Potencjalny elektorat PiS to mniej więcej połowa wyborców! – podkreśla Marcin Duma, szef IBRiS, komentując najnowszy sondaż przygotowany na zlecenie „Rzeczpospolitej”. 48 procent badanych deklaruje, że jest (albo wielka, albo tylko „pewna”) szansa, by zagłosowali na obecnie rządzące ugrupowanie – czytamy w portalu dziennika. Badanie pokazuje, że głównymi priorytetami dla tej części społeczeństwa są reforma sądownictwa oraz polityka socjalna.

Owe 48 proc. wyborców rozważających głosowanie na PiS jest dość podzielone na dwie grupy, z których jedna jest absolutnie zdecydowana (27 proc.), a druga tylko to rozważa (21 proc.). Z kolei grupa, która nie bierze tego pod uwagę (50 proc.), jest złożona niemal wyłącznie ze zdecydowanych przeciwników głosowania na PiS (48 proc.). Tylko 2 proc. nie wie, kogo wybierze. Wśród nich najbardziej konsekwentni są wyborcy SLD – 100 proc. elektoratu uważa, że „zdecydowanie nie ma szans, by zagłosowali na PiS”. Wśród sympatyków PO na PiS nie zamierza głosować 97 proc…

View original post 1 117 słów więcej

 

Kaplica w muzeum. Czego to pisowcy nie wymyślą

Nie zważając na różnorodność wyznaniową ofiar II Wojny Światowej dyrekcja Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, na ostatnim posiedzeniu Rady Muzeum, zaproponowała zaaranżowanie części przestrzeni muzealnej jako kaplicy katolickiej – dowiedziała się „Gazeta Wyborcza”. Na pocieszenie dziennik  poinformował, że większość 14-osobowej Rady była temu pomysłowi przeciwna. Pomysł jednak jest i rozpoczął „życie własnym życiem”…

Prof. Paweł  Machcewicz, autor wystawy głównej w Muzeum II Wojny Światowej i jego były dyrektor tak skomentował pomysł: „W muzeum jest wiele miejsc, gdzie zwiedzający mogą oddawać się refleksji nad tym, co zobaczyli. Sam widziałem ludzi wzruszonych, nawet płaczących, bardzo silnie przeżywających to, z czym się spotykają na wystawie. Myślę, że jest to bardziej autentyczne i osobiste, gdy odbywa się na samej wystawie, w sąsiedztwie tego, co każdego najbardziej porusza, niż w jakimś wydzielonym, specjalnie do tego przeznaczonym „miejscu pamięci” czy „miejscu modlitwy”.

Podobnie myśli dr hab. Piotr Majewski, prof. UW, współautor scenariusza wystawy: „Uważam, że miesza się dwa różne porządki: edukacyjny i religijny. Nie znajduję w muzeum miejsca dla kaplicy. A jej otwarcie nie służyłoby jego misji. Pomysł jest wyrazem instrumentalizacji religii, podobnie jak dodanie do wystawy ojca Kolbego i ks. Frelichowskiego, bo martyrologii duchowieństwa poświęciliśmy uwagę w innej części ekspozycji.

Uważa też, że kaplica katolicka sugerowałaby, że ofiarami wojny byli głównie katolicy, a więc w domyśle Polacy. Miejsce ekumeniczne kojarzyłoby się z lotniskiem. Rozumiem i szanuję potrzebę modlitwy, ale nie spotkałem się z kaplicą w żadnym innym muzeum na świecie. Ludzie chodzą do nich w innych celach niż do kościoła. Kaplica byłaby precedensem, który wciągałby muzeum w kolejny spór, tym razem religijny.

„Wyborcza” zapytała o zdanie w tej sprawie rzecznika muzeum Aleksandra Masłowskiego dr. hab. Sławomira Cenckiewicza, członka Rady. Niestety bez efektu.

Wystawa w Muzeum II Wojny Światowej od początku nie podobała się politykom PiS i prawicowym publicystom, którzy zarzucali jej twórcom, że nie przedstawia ona wyraźnie polskiego punktu widzenia.

Z Rady Muzeum wypadł z  m.in. światowej klasy historyk Timothy Snyder, profesor Uniwersytetu Yale, autor uznanej i popularnej książki „Skrwawione ziemie. Europa między Hitlerem a Stalinem”, który nazwał wystawę główną „osiągnięciem cywilizacyjnym”. Są za to prof. Jan Żaryn, senator PiS, Piotr Semka, prawicowy publicysta krytykujący muzeum, jeszcze zanim zostało otwarte, oraz prof. Marek Jan Chodakiewicz – historyk, entuzjasta prezydentury Donalda Trumpa, który wystawę główną nazwał „sowiecką propagandą” i uważa, że muzeum należy zrobić od nowa.

Depresja plemnika

Krajowa Rada Sądownictwa, w ramach swojej „pisowskiej” niezależności i niezawisłości, zakazała sędziom noszenia koszulek z napisem „konstytucja” oraz wszelkich innych emblematów, związanych z ustawą zasadniczą. KRS uznała, powołując się na art.10 Zbioru Zasad Etyki Zawodowej Sędziów i Asesorów („Sędzia powinien unikać zachowań, które mogłyby podważyć zaufanie do jego niezawisłości i bezstronności”), że „publiczne używanie infografik, symboli, które w sposób jednoznaczny są lub mogą być identyfikowane z partiami politycznymi, związkami zawodowymi, a także z ruchami społecznymi”, a to podważa wiarygodność sędziów i wiarę w ich niezawisłość.

Jak mówią sędziowie,  „Uchwała koszulkowa jest absurdalna i ociera się o groteskę. Treścią przypomina czasy słusznie minione, w których ówczesna władza zakazywała noszenia haseł czy symboli będących dla niej niewygodnymi” i nie zamierzają przejść obok niej obojętnie.

Ponieważ autorem tego zakazu ma być sędzia z Olsztyna, to właśnie jego koledzy z regionu poczuli się szczególnie uprawnieni do wyrażenia swego sprzeciwu w tej sprawie…

View original post 1 550 słów więcej

 

Rydzyk z narodowcami wymodzą jakiś neofaszyzm

Wiele wskazuje na to, że skrajna prawica zamierza zwierać szyki. Zaufany człowiek ojca Tadeusza Rydzyka i główny rozgrywający partii Ruch Prawdziwa Europa – Mirosław Piotrowski, apeluje do Ruchu Narodowego, by wspólnie wystartować do nadchodzących wyborów.

Szef narodowców Robert Winnicki co prawda zastrzegł się w rozmowie z Wirtualną Polską, że zgodnie z ogłoszoną już deklaracją, do wyborów idzie razem z partią Wolność Janusza Korwin-Mikkego, ale…

„ … niezależnie od tego, mieliśmy z profesorem Piotrowskim spotkanie dotyczące startu ze wspólnej listy. Takie rozmowy się odbyły i jesteśmy w dobrym, życzliwym kontakcie. Wybory są w maju. To z jednej strony dużo, a z drugiej mało czasu” – powiedział w rozmowie z portalem. Obie strony wydają się w zasadzie skazane na współpracę. W przeciwieństwie do narodowców, Piotrowski  nie ma prawie żadnych terenowych struktur, narodowcy natomiast cieszą się wsparciem ojca dyrektora.

Zanosi się na poważny problem dla Prawa i Sprawiedliwości. Piotrowski bez ogródek krytykuje partię rządzącą. Ostatnio, w głośnym felietonie opublikowanym w Telewizji Trwam i Radiu Maryja, sugerował że kluczowe dla Polski decyzje są podejmowane poza granicami naszego kraju.

Depresja plemnika

Żeby uniknąć głosowania nad wotum nieufności, premier Morawiecki poprosił Sejm o głosowanie nad wotum zaufania. Opozycja, zgłaszając wniosek o wotum nieufności, nie miała oczywiście szans, by obalić premiera popieranego przez prezesa.

View original post 1 873 słowa więcej

Rafał Dutkiewicz rozwiązał marsz nazioli we Wrocławiu

Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz zadecydował o rozwiązaniu niedzielnego marszu narodowców, gdy doszedł on już do swojego końca, czyli do wrocławskiego Rynku, w momencie, gdy przemawiać zaczęli były ksiądz Jacek Międlar i znany z podpalenia kukły Żyda Piotr Rybak. Pochodowi, który wyruszył sprzed Dworca Głównego PKP i towarzyszyły okrzyki: „Cześć i chwała bohaterom”, „Bóg, Honor i Ojczyzna”, „Polska antybanderowska”, „Polska dla Polaków, Polacy dla Polski”.

Rzecznik dolnośląskiej policji Paweł Petrykowski powiedział PAP, że dzięki „działaniom policji nie doszło do zbiorowego zakłócenia ładu i porządku” i dodał, że „wydarzył się incydent”, w wyniku którego ranne zostały dwie osoby i policjant.

Do „incydentu” doszło w momencie, gdy marsz doszedł do ulicy Świdnickiej, która bezpośrednio prowadzi do Rynku. Tam zgromadzali się kontrmanifestanci, m.in. Obywatele RP i środowiska antyfaszystowskie. Ranne zostały osoby, które stały w tłumie kontrmanifestantów.

„Z uwagi na brak wsparcia policji informacja/ dot. Rozwiązania – red./ nie mogła zostać skutecznie przekazana organizatorowi” – napisał tymczasem na Twitterze o swojej decyzji Dutkiewicz.  „Obserwatorzy będący na miejscu zostali wypchnięci poza marsz”/…/ „Pomimo próśb kierowanych do policji o wsparcie obserwatorzy nie otrzymali na czas eskorty funkcjonariuszy. W końcu w obecności dowódcy zabezpieczenia zakomunikowano organizatorowi informację o rozwiązaniu marszu” – napisał Dutkiewicz.

Po informacji o rozwiązaniu zgromadzenia Międlar powiedział, że doszło do tego, bo „śmieliśmy mówić o Bogu, o Honorze, o Ojczyźnie”. „My wiemy, że nie ma polskiej tożsamości bez Lwowa i bez Wilna” – gardłował dalej Międlar.

Rybak z kolei mówił, że nie można „odpuścić tej lewackiej władzy, tej hołocie, która chce zawładnąć naszą polskość. Chcieli nam zakleić usta, żebyśmy nie mogli mówić. Dobrze, że dotarliśmy na rynek, a ten ustępujący Żyd z jarmułką robił wszystko, żebyśmy nie dotarli”  mówił Rybak. Nie pozwolimy, aby język hebrajski mówił, co mamy robić w naszej ojczyźnie. Polska musi być katolicka, chrześcijańska” – mówił do zgromadzonych na wrocławskim Rynku.

Wcześniej prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz wydał zakaz organizacji tego marszu. Sądy pierwszej i drugiej instancji uchyliły prezydencki zakaz. W obu orzeczeniach sądy wskazały, że prawo do zgromadzeń jest wartością chronioną konstytucyjnie i może być ono ograniczone jedynie w wypadkach ściśle wskazanych w ustawie o zgromadzeniach.

Zdjęcie „Dzień Niepodległości”.

Siła sztuki. Ada Zieliński potrafi uchwycić grozę oszalałego tłumu, który jest zagrożeniem dla jednostki, czyli dla życia. Państwo jest matwe, tylko życie godne uwiecznienia.

Depresja plemnika

Za sprawą polityki, za sprawą różnic ideowych, za sprawą faktów dokonanych i zapowiadanych wspólnota polska zamieniła się w zbiór kilku wspólnot, wobec siebie często wrogich. Można było ten dzień świętować w ramach tych wspólnot przede wszystkim, a czasami w przestrzeni otwartej (chociażby przy okazji odsłaniania pomników Ignacego Daszyńskiego czy Wincentego Witosa), na koncertach, na ulicach, w samorzutnej radości obywatelskiej i patriotycznej. Lecz w centrum uwagi pozostał galimatias i chaos, jaki wyprodukował obóz rządzący, na łapu-capu próbując uratować majestat państwa, powagę jego dostojników i najwyższych reprezentantów, uratować swoją legendę i politykę historyczną. Pojawiły się też w kontrze bądź w tle inicjatywy inne, odczytujące historię w inny sposób, a przede wszystkim całkowicie inaczej odczytujące sensy dzisiejszej polityki Polski i jej przyszłość.

Innym udało się świętować bez partyjnej młócki

Haniebna kapitulacja przed nacjonalistami

W tym nieuporządkowanym zbiorze zdarzeń, gestów i słów można wychwycić kilka silnych znaków i znamion.

Państwo zarządzane przez Jarosława Kaczyńskiego w sposób doprawdy niezrozumiały skompromitowało się na kilka sposobów (choć nie brakuje opinii, że to jest cecha jego…

View original post 1 856 słów więcej

Tusk byczy się

Z kolei „Rzeczpospolita” informuje, że Szydło wciąż ma ochronę jak premier, czyli porusza się w kolumnie dwóch samochodów ochronnych.

Dotychczasowe zasady były proste i nie przewidywały wyjątków. Premier po ustąpieniu z urzędu ma ochronę BOR przez sześć miesięcy ? z jednym samochodem i jednym oficerem. Tak jak jeździ dziś Szydło, w czasach rządu PO?PSL poruszali się tylko premierzy, a Donald Tusk dodatkowo nie zgadzał się na używanie aut pancernych. To bezsensowny koszt, za który płaci podatnik

Co za niegodziwość, żeby tak wypominać. Parafrazując – te samochody im się po prostu należały!

>>>

Były szef MSZ przypomina – dziś Kaczyński mówi, że plotki o Polexicie to kłamstwo, a jeszcze niedawno to samo mówił o stanowisku ministra obrony narodowej dla Antoniego Macierewicza.

Tymczasem możliwe, że właśnie rozpoczyna się proces repolonizacji mediów. Radio ZET, dziś należące do Czech Media Invest ma zostać sprzedane. Jak wieść gminna niesie, kupić je chce m.in. spółka Fratria, w której udziały mają m.in. bracia Karnowscy i senator PiS Grzegorz Bierecki. Fratria jest wydawcą periodyku „W Sieci”.

Sęk w tym, że kapitał Fratrii to około 5,5 mln, a cena wywoławcza Radia ZET wyniesie około 315 mln zł. Z pomocą kredytową ma przyjść bank Pekao S.A. z prezesem Michałem Krupińskim, który kojarzony jest ze Zbigniewem Ziobrą. Ładnie się panowie bawią…

Pierwszy raz słyszę o pośle i nie jest to najlepszy pierwszy raz. Jak podaje serwis rzeszow-news.pl do szpitala w Brzozowie w niedzielę wieczorem trafił krośnieński poseł PiS Piotr Babinetz. Potrącił dwóch chłopców w wieku 15 i 16 lat. Jak nieoficjalnie podaje portal poseł mógł być pod wpływem alkoholu. Poseł nie poddał się badaniu alkomatem.

Holtei

>>>

W grudniu 2002 r. zakończyły się negocjacje w sprawie warunków naszego członkostwa w UE. W czerwcu 2003 r. Polacy w referendum powiedzieli Unii „tak”. 1 maja 2004 r. Polska stała się członkiem Unii Europejskiej. Ale jeszcze w listopadzie 2002 r., gdy negocjacje z Unią były na ostatniej prostej, członkostwo Polski w UE nie było takie oczywiste. Jarosław Kaczyński zaczął wątpić w sens naszej akcesji.

Były prezydent Lech Wałęsa poinformował, że został zaproszony do udziału w obchodach 100-lecia odzyskania niepodległości, ale odmówił.

Radio ZET poinformowało w tym tygodniu, że na oficjalne obchody stulecia niepodległości nie zostali zaproszeni ani Aleksander Kwaśniewski, ani Bronisław Komorowski.

Tego samego dnia doniesienia te skomentował prezydencki minister Wojciech Kolarski. Powiedział, że zaproszenia nie zostały jeszcze wysłane, ale trafią do obu prezydentów. 

– Prezydent Andrzej Duda co roku zaprasza wszystkich byłych prezydentów i premierów Polski. Zaproszenia wysyłane są zwykle na dwa, trzy tygodnie przed świętem. Zapewniam, że w tym…

View original post 2 224 słowa więcej

POLEXIT. Należy wybijać wersalikami, bo wyjście z Unii Europejskiej już się zaczęło

Wszyscy już przyzwyczailiśmy się, że ilekroć Mateusz Morawiecki dorywa się do głosu, to mija się z prawdą. Szczególnie teraz, gdy trwa kampania wyborcza do samorządów, premier puszcza wodze fantazji i zalicza kolejne szczyty kłamstw.

W niedzielę spotkał się z mieszkańcami Dębicy (Podkarpacie). Zaczął bardzo populistycznie, pytając czy „normalność była, jak dzieci były w skrajnym ubóstwie, bez naszego programu 500 plus”. Gdy rozentuzjazmowany tłum wykrzyknął gromkie „nie”, poszedł dalej, dopytując czy „normalne jest to, kiedy inni nas obrażają, a my się nie potrafimy bronić, bo nie mamy siły mediów, nie mamy państwa; kiedy mafie VAT-owskie okradają w biały dzień nasze państwo”, co również wzbudziło powszechny aplauz.

Wyjaśnienie tego stanu rzeczy jest proste. To właśnie efekty przemyślanej, mądrej polityki partii rządzącej. Wprawdzie „ten mały cud gospodarczy na razie jest mały, ale może będzie większy, to dlatego, że pozyskaliśmy więcej środków od bandytów, mafii VAT-owskich, przestępców podatkowych. To jest w budżecie (…), więcej środków od tych bandytów, którzy swobodnie sobie hulali po państwie polskim za czasów PO i PSL”.

Chwalił się, że w przyszłym roku, z samego uszczelnienia podatku VAT „będziemy mieli może nawet 50 mld zł” i już w tej chwili śmiało można powiedzieć, że przynosi dużo więcej niż pieniądze otrzymywane z UE.

Podobne słowa padły na spotkaniu z mieszkańcami Ryk (Lubelskie). Podał nawet przykład, mówiąc, że na programy dla rolników, programy drogowe czy kolejowe dostajemy od Unii około 25-27 mld złotych, a dzięki uszczelnieniu podatku VAT sami wypracujemy sobie kwotę prawie dwukrotnie wyższą. Samo województwo lubelskie, dzięki takiemu rozwiązaniu dostało ok 700 milionów zł więcej niż w 2015 roku, wszystkie województwa.

Premier podkreślił, że te sukcesy nie wzięły się „z powietrza”. Trzeba „było odrobinę serca, odrobinę wyobraźni i odrobinę skuteczności. I dzięki temu jesteśmy dzisiaj w innym położeniu, a za parę lat, jak wyborcy nam zaufają, będziemy jeszcze o wiele bardziej do przodu, szybciej gonić ten europejski standard życia, europejski poziom życia i jestem przekonany, że zwyciężymy”.

Na reakcję internautów nie trzeba było długo czekać. Na Twitterze kataryna@katarynaa napisała, że „to już odlot zupełny”, Grzegorz Wegner dopowiada – „W domyśle, „no kurde, jakby nie patrzeć nic nas w tej Unii już nie trzyma, ani wartości, ani kasa” Wołodia zaciera ręce”, a Dawid Lorenz podejrzewa, że to „nie odlot, to systematyczne przygotowanie gruntu pod Polexit”.

Już niebawem, po wyborach samorządowych, okaże się, czy Polacy postawią na kłamstwa premiera i populizm jego partii czy też wybiorą inną drogę dla siebie i Polski. Oby mądrość zwyciężyła.

Replying to  

>>>

TVP Info zaliczyła kolejną już wpadkę. Tym razem był problem z rozszyfrowaniem skrótu MSZ. Zamiast Ministerstwo Spraw Zagranicznych pojawiło się nam Ministerstwo Spraw Zewnętrznych.

Na onet.pl pojawił się artykuł, w którym podano informację, że Polska będzie kupowała rosyjski gaz, transportowany, tak krytykowanym przez nasze władze, gazociągiem Nord Stream 2.

TVP Info zaprzeczyło tym doniesieniom mówiąc, że „W żadnym momencie w trakcie konferencji ‚Polska w świecie kryzysów’ minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz nie zasugerował, jakoby Polska zamierzała kupować rosyjski gaz transportowany gazociągiem Nord Stream 2′ – podkreśla Ministerstwo Spraw Zewnętrznych w komunikacie prasowym”.

Informacja ta została powtórzona na Twitterze i tu również MSZ nazwano Ministerstwem Spraw Zewnętrznych czyli… raczej nie może być mowy o jakimś przejęzyczeniu czy drobnej pomyłce.

Przypominamy więc dziennikarzom tej stacji, że Jacek Czaputowicz stoi na czele Ministerstwa Spraw Zagranicznych. ZAGRANICZNYCH A nie ZEWNĘTRZNYCH.

No cóż, pogratulować panu Kurskiemu kompetentnych, rzetelnych pracowników. Wyraźnie widać poziom tych, którzy firmują sobą „dobrą zmianę.”

Obstawiam, że przekręciarz od ruskiego węgla Marek Falenta, dopóki opluwa na TT Schetynę i Trzaskowskiego nie pójdzie do więzienia. Wnoszę to po tym jak podłapuje to pisowska TVP. Jest więc zbyt potrzebny PiS w kampanii wyborczej i do ochrony Morawieckiego.

Holtei

>>>

Tym jednym zdaniem na Twitterze Donald Tusk skomentował wypowiedź Mateusza Morawieckiego na wiecu wyborczym w Dębicy. W słowotoku, jakim on i Jarosław Kaczyński, uraczyli swoich zwolenników pojawiły się także takie słowa: – „My się nie lenimy, nie haratamy w gałę, ciężko pracujemy” – powiedział Morawiecki.

„Haratanie w gałę” to oczywista aluzja do zamiłowania m.in. Donalda Tuska do grania w piłkę nożną. Wieczorem były premier napisał na Twitterze: – „Haratanie w gałę to zajęcie dla dżentelmenów”.

Wpis Donalda Tuska wywołał wiele komentarzy. – „Haratanie w gałę wymaga m.in. koordynacji ruchowej, jak i kondycji. Czyli tego czego nie ma większość pisowców. A JK nawet nie wie o czym mowa”; – „Proste, a jakie genialne, tylko proszę nie oczekiwać, że ci którzy myślą, że myślą, potrafią to zrozumieć”; – „Adresat nie zrozumie, za trudne :)”;

„Do haratania potrzeba: zespołu, zaufania, przestrzegania przepisów oraz, uwaga, niezależnego sędziego. Dlatego tamci mogą pograć w pokera…

View original post 4 139 słów więcej

Podrygi Kaczyńskiego – ostatnie

Trzeba przyznać, że prezes nie miał wyjścia… musiał słuchać rapu uczestnicząc w konwencji Patryka Jakiego i widać, że czuł się nie najlepiej. Zresztą nie tylko on… Sieć obiega obecnie filmik z występu rapera HCR dla polityków PiS.

Raper nagrał swoją piosenkę dla kandydata PiS na prezydenta Warszawy, Patryka Jakiego – która ma ocieplać wizerunek polityka – korzystając z cytatu „stałem pod blokiem”. To nim właśnie opozycja nieskutecznie atakowała Jakiego. Zwykli Polacy mieszkający na blokowiskach w staniu pod blokiem nie dostrzegli bowiem nic obciachowego.

Na nagraniu widać jak podczas krótkiego koncertu partyjni działacze usiłują wyglądać na świetnie bawiących się. Falują pod sceną, klaszczą w dłonie, ale to wszystko nie to. Do prawdziwego ubawu było daleko. Najgorzej wypadł sam wódz…

Kandydat Platformy Obywatelskiej do stanowiska prezydenta Warszawy Rafał Trzaskowski z PO, legitymuje się doktoratem z UW, studiami ze stosunków międzynarodowych i filologii angielskiej. Ma za sobą stypendia Instytutu UE ds. Badań nad Bezpieczeństwem i Uniwersytetu w Oksfordzie oraz kursy w USA i Australii, a to ma prawo budzić pewien niepokój u jego najpoważniejszego rywala w październikowych wyborach samorządowych.

Patryk Jaki postanowił więc też pochwalić się prestiżowymi studiami i zaczął wpisywać do swoich biogramów informację, że ukończył IESE Business School w Barcelonie.

Zdekonspirowała go jednak Agnieszka Pomaska z PO dowodząc, że kandydat na prezydenta Warszawy mija się z prawdą. W rzeczywistości ukończył kilkumiesięczny kurs, którego większość zajęć odbyła się w Warszawie.

Dość obszernie pisze o tym „Rzeczpospolita”, podając, że Jaki zaliczył program ARGO Top Public Executive, który wspólnie z IESE zorganizowała Krajowa Szkoła Administracji Publicznej. Trwał on od września 2017 r. do maja 2018 r. i większość zajęć faktycznie miała miejsce w naszej stolicy.

Na dodatek dziennik ocenia, że przejście tego kursu nie było niczym wymagającym, ponieważ nie kończył się on żadnym egzaminem – wystarczyło mieć jedynie 80 proc. obecności na zajęciach.

 

„Nie chcę umniejszać jakości tego programu, ale zastanawiam się, czy można go zrównywać ze studiami uniwersyteckimi” – podkreśla w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Agnieszka Pomaska.

Jaki jednak nie daje za wygraną, argumentując: „Posiadam dyplom IESE Business School w Barcelonie, która w latach 2015–2018 została uznana przez prestiżową gazetę „Financial Times” za najlepszą szkołę biznesu na świecie w kategorii Executive Education. Skończyłem program taki jak wszyscy, którzy otrzymują taki dyplom”.  Pomaska tymczasem zapowiedziała, że w sprawie wykształcenia Jakiego złoży interpelację do ministerstwa sprawiedliwości. Chce się dowiedzieć, czy kurs poprawił jakość pracy pana wiceministra.

Prawdą jest, że IESE Business School w Barcelonie to jedna z najlepszych uczelni biznesowych świata, a do jej najbardziej znanych absolwentów należał m.in. były prezes MKOl Juan Antonio Samaranch.

Problem w tym, że dla innych rodzimych uczestników programu ARGO Top Public Executive jego zaliczenie nie jest szczególnym osiągnięciem i nie eksponują go w swoich papierach. Nie jest bowiem tajemnicą, że w IESE szkolą się polscy urzędnicy, m.in. Jadwiga Emilewicz, Mikołaj Wild i Łukasz Piebiak. Wciąż pracują w rządzie, jednak o studiach na IESE nie wspominają w biogramach choćby słowem. Nawiasem mówiąc hiszpańską uczelnię prowadzi kontrowersyjna organizacja katolicka Opus Dei.

Post Navigation