Hairwald

W ciętej ranie obecności

Merkel, 25.11.2015

 

ŽIŽEK: CO MA EINSTEIN WSPÓLNEGO Z PSYCHOANALIZĄ?

SLAVOJ ŽIŽEK, 25.11.2015

Równo sto lat temu niemiecki fizyk przedstawił ogólną teorię względności.

Ogłoszone 25 listopada 1915 roku równanie i jego konsekwencje wywarły ogromny wpływ na współczesną fizykę, technikę, astronomię, a nawet… psychoanalizę. O tym, jak Einstein zmienił sposób myślenia o zjawiskach społecznych i kulturowych, pisał Slavoj Žižek w „Przewodniku Krytyki Politycznejpoświęconym myśli Jacquesa Lacana.

**

W Światłach wielkiego miasta, jednym z największych arcydzieł Charliego Chaplina, znajduje się pewna pamiętna scena. Po tym jak Tramp przez pomyłkę połyka gwizdek, dostaje ataku czkawki, co prowadzi do pewnej komicznej sytuacji. Związany z czkawką ruch powietrza w brzuchu generuje przedziwny gwizd dochodzący z głębi ciała. Zawstydzony Tramp nie wie, co z tym począć i desperacko stara się ukryć ów dźwięk. Czyż scena ta nie przedstawia wstydu w najczystszej postaci? Czuję wstyd wówczas, gdy muszę stawić czoła wybrykom [excess] mojego ciała. Co znaczące, źródłem wstydu w przywołanej scenie jest dźwięk: widmowy dźwięk płynący z wnętrza mojego ciała, dźwięk jako autonomiczny organ pozbawiony ciała, umieszczony „w samym sercu”, a jednocześnie niemożliwy do okiełznania, niczym swoisty pasożyt, intruz.

Wszystko to prowadzi nas do wniosku, że dla Lacana Realne, w swojej najgłębszej istocie, musi zostać absolutnie pozbawione substancji. Nie jest to zewnętrzna rzecz, która opiera się włączeniu w sieć symboliczną, ale szczelina w samej tej sieci. Realne jako monstrualna Rzecz ukryta za zasłoną pozorów jest ostatecznym złudzeniem, czymś z łatwością przyswajalnym dla New Age, tak jak w ujęciu przerażającego Boga, które zaproponował Joseph Campbell:

[Mówiąc potwór] mam na myśli jakąś przerażającą postać albo zjawę, która burzy wszelkie twoje wzorce harmonii, ładu i etycznego postępowania. […]

Bóg występuje tu w roli niszczyciela. Tego rodzaju doświadczenia wykraczają poza wszelki osąd etyczny bądź estetyczny. Etyka zostaje wymazana. […] Bóg jest przerażający.

Na czym polega owo złudzenie? Przy okazji ujmowania Realnego jako substancjalnej Rzeczy Lacan dokonuje odwrócenia, które można nieco rozjaśnić za pomocą przejścia od szczególnej do ogólnej teorii względności u Einsteina. Choć szczególna teoria względności wprowadza już pojęcie zakrzywionej przestrzeni, to postrzega ona owo zakrzywienie jako efekt działania materii: to obecność materii zakrzywia przestrzeń, tzn. tylko pusta przestrzeń nie byłaby zakrzywiona. Wraz z przejściem do ogólnej teorii względności przyczynowość ta zostaje odwrócona: materia nie tylko nie powoduje już zakrzywienia przestrzeni, ale jest jej efektem – obecność materii sygnalizuje, że przestrzeń jest zakrzywiona.

Co to wszystko ma wspólnego z psychoanalizą? Dużo więcej niż mogłoby się wydawać: sposób, w jaki Lacan ujmuje Realne, jest swoistym echem tez Einsteina.

Według Lacana, Realne – Rzecz – to nie tyle bezwładna obecność, która zakrzywia przestrzeń symboliczną (wprowadza do niej luki i niespójności), ale raczej właśnie efekt tychże luk i niespójności.

Tym samym wracamy do Freuda, który rozwijając swoją teorię traumy, zmienił stanowisko w sposób dziwnie homologiczny z przywołanym wyżej przejściem u Einsteina. Freud zaczął od pojęcia traumy jako czegoś, co z zewnątrz wkracza w nasze życie psychiczne i zaburza jego równowagę. Niszczy współrzędne symboliczne organizujące nasze doświadczenie – pomyślcie o brutalnym gwałcie, albo o byciu świadkiem (bądź ofiarą) tortur. Z tej perspektywy problem polega na tym, jak ująć traumę w symbole, jak włączyć ją do naszego uniwersum znaczeń i anulować jej dezorientujący wpływ. W późniejszym okresie Freud opowiedział się jednak za przeciwnym podejściem. Jego analiza „Człowieka-wilka”, słynnego rosyjskiego pacjenta, za wczesne traumatyczne wydarzenie, które naznaczyło całe życie pacjenta, uznała fakt, że jako półtoraroczne dziecko był on świadkiem rodzicielskiego coitus a tergo (stosunku seksualnego, w którym mężczyzna penetruje kobietę od tyłu). Choć w momencie wydarzenia się tej sceny nie było w niej nic traumatycznego: nie wstrząsnęła ona dzieckiem, po prostu zapisała się w jego pamięci jako wydarzenie, którego sensu nie mógł pojąć. Dopiero kilka lat później, kiedy jego obsesją stało się pytanie: „Skąd się biorą dzieci?” i zaczął rozwijać dziecięce teorie seksualne, wydobył to wspomnienie, aby uczynić z niego traumatyczną scenę, która ucieleśniała tajemnicę seksualności. Scena została dopiero naznaczona traumą, retroaktywnie wyniesiona do rangi traumatycznego Realnego, aby pomóc dziecku w poradzeniu sobie z impasem jego symbolicznego uniwersum (z niemożnością znalezienia odpowiedzi na zagadkę seksualności). Podobnie jak u Einsteina, czymś pierwotnym jest tu martwy punkt porządku symbolicznego, a traumatyczne wydarzenie zostaje dopiero obudzone, by wypełnić luki w uniwersum znaczeń.

Czyż to samo nie dotyczy również Realnego wymiaru antagonizmów społecznych? Antysemityzm jest „urzeczowieniem” (ucieleśnienie w pewnej grupie osób) antagonizmu będącego wewnętrzną własnością społeczeństwa: traktuje żydowskość jako Rzecz, która z zewnątrz wkracza w społeczne ciało i zaburza jego równowagę. Gdy przechodzimy z pozycji twardej walki klasowej do faszystowskiego antysemityzmu, nie mamy do czynienia z prostą podmianą jednej figury wroga (burżuazja, klasa panująca) na drugą (Żydzi). Sama logika walki jest absolutnie inna. W walce klasowej klasy tkwią w antagonizmie, który jest właściwy samej strukturze społecznej. Z kolei dla antysemity Żyd jest intruzem z zewnątrz i to on tworzy ów antagonizm. A zatem wystarczy unicestwić Żydów, aby przywrócić społeczną harmonię. Innymi słowy, dokładnie w ten sam sposób, w jaki Człowiek-wilk będąc dzieckiem, wskrzesił scenę stosunku rodziców, by uporządkować swoje dziecięce teorie seksualne, faszystowski antysemita wynosi Żyda do rangi monstrualnej Rzeczy, która jest źródłem społecznego zepsucia.

Lacan często odwołuje się do Realnego nauki i sięga po przykłady z „nauk ścisłych”, żeby rozjaśnić meandry Realnego psychoanalizy. Czy te odniesienia to tylko metafory? Dydaktyczne pożyczki pozbawione wartości poznawczej? Czy może zakładają one jakąś teoretyczną więź łączącą obie te dziedziny? Jakkolwiek Lacan zwykł obniżać znaczenie swoich zapożyczeń, redukując je do roli dydaktycznych narzędzi, sprawa ta jest często dużo bardziej dwuznaczna.

Weźmy to, co Lacan mówi na temat „nauk ścisłych”. Jego zdaniem „nauki ścisłe” zajmują się tym, co nazywa savoir dans le réel (wiedzą realną): tak, jakby wiedza na temat praw natury była bezpośrednio wpisana w Realne naturalnych obiektów i procesów (na przykład kamień „wie”, jakim prawom grawitacji ma być posłuszny, kiedy spada). Wydawać by się mogło, że w tym leży różnica między naturą a historią: w ludzkiej historii „prawa” są normami, o których można zapomnieć albo być im nieposłusznym w jakiś inny sposób. Pewna archetypiczna scena z kreskówek opiera cały swój efekt komiczny na pomieszaniu tych dwóch poziomów: kot robi kilka kroków w powietrzu za krawędzią przepaści, a spada dopiero w momencie, gdy spojrzy w dół i dostrzeże, że nie ma twardego gruntu pod stopami – tak jakby na chwilę zapomniał o naturalnych prawach, którym podlega jego ciało, i trzeba mu je było przypomnieć.

Przejdźmy jednak od komedii do tragedii. Czy kiedy upada jakiś reżim polityczny, nie mamy do czynienia z sytuacją, w której podobnie nie sposób odróżnić jego dwóch śmierci – symbolicznej i realnej? Istnieją takie dziwne epoki, gdy dany reżim jeszcze trwa jakiś czas, choć wiadomo, że jego czas minął. Tak jakby żył on dalej tylko dlatego, ponieważ nie zauważył swojej śmierci. Jak pisał Hegel, Napoleon musiał zostać pokonany dwa razy, by to zrozumieć: jego pierwszą klęskę w 1813 roku można było jeszcze uznać za zwykły przypadek; dopiero powtórna klęska pod Waterloo dowiodła, że jego odejście wyraża głębszą historyczną konieczność.

Czy tego rodzaju paradoksy naprawdę są czymś zarezerwowanym wyłącznie dla historii? W swoich najodważniejszych wersjach fizyka kwantowa wydaje się dopuszczać podobne paradoksy rodem z kreskówki, chwilowe zawieszenie, „zapomnienie” o „wiedzy realnej”. Wyobraźcie sobie, że w dniu x macie wylecieć samolotem, aby następnego dnia odebrać fortunę, ale nie macie pieniędzy, żeby kupić bilet. Odkrywacie jednak, że system księgowy linii lotniczej działa w ten sposób, że jeśli prześlecie należność za bilet w ciągu 24 godzin od momentu dotarcia do celu podróży, nikt nie zauważy, że nie zapłaciliście z góry. Podobnie:

energia cząstki podlega silnym fluktuacjom, o ile zmiany te odbywają się w odpowiednio krótkim czasie. Tak więc, podobnie jak system księgowości w liniach lotniczych pozwalał nam „pożyczyć” pieniądze na bilet, jeśli wystarczająco szybko zwrócilibyśmy dług, mechanika kwantowa zgadza się na „pożyczenie” cząstce energii, o ile energia ta zostanie zwrócona w czasie określonym przez zasadę nieoznaczoności Heisenberga. […] Mechanika kwantowa zmusza nas [jednak] do rozwinięcia tej analogii. Wyobraźmy sobie kogoś, kto wciąż pożycza pieniądze, chodząc od znajomego do znajomego. […] Pożyczanie i zwracanie, pożyczanie i zwracanie – ciągle od nowa, w niesłabnącym tempie bierze pieniądze, aby zaraz je oddać. […] na mikroskopowych odległościach i w krótkich skalach czasowych podobne gwałtowne przesunięcia energii i pędu odbywają się nieustająco.

Nawet w pustym rejonie przestrzeni cząsteczka wyłania się z Nicości, „pożyczając” swoją energię z przyszłości i spłacając pożyczkę, zanim system ją zauważy. W ten sposób może działać cała sieć, w rytmie pożyczania i unicestwiania, jedno pożycza od drugiego, przekazując dług następnemu, odsuwając spłatę. Wszystko to zakłada minimalną lukę między rzeczami w ich bezpośredniej, nagiej rzeczywistości a rejestracją tejże rzeczywistości w jakimś medium (wielkim Innym): da się oszukiwać, ale tylko wówczas, to drugie jest opóźnione w stosunku do pierwszego. To właśnie sprawia, że fizyka kwantowa wydaje się tak dziwna – chodzi o fakt, że da się oszukiwać „rzeczywistość”, własne istnienie.

Wielki kontrapunkt fizyki kwantowej, jakim jest teoria względności Einsteina, również oferuje niespodziewane paralele z teorią Lacanowską. Teoria względności wychodzi od dziwnego faktu, że dla każdego obserwatora, niezależnie od tego, w jakim kierunku i jak szybko się porusza, światło ma taką samą prędkość.

W podobny sposób – według Lacana – bez względu na to, czy pragnący podmiot zbliża się czy ucieka od swego obiektu pożądania, obiekt ten wydaje się pozostawać w tej samej od niego odległości. Któż nie pamięta takiej sytuacji z sennych koszmarów?

Im szybciej biegnę, tym bardziej stoję w miejscu. Paradoks ten można zgrabnie rozwiązać, odróżniając obiekt oraz przyczynę pragnienia: nieważne, jak bardzo zbliżę się do obiektu pragnienia, jego przyczyna pozostanie oddalona, nieuchwytna. Co więcej, ogólna teoria względności rozwiązuje antynomię między względnością każdego ruchu ze względu na obserwatora a niezmienną prędkością światła (które porusza się ze stałą prędkością niezależnie od punktu obserwacji) dzięki pojęciu zakrzywionej przestrzeni. W podobny sposób Freudowskie rozwiązanie antynomii między podmiotem zbliżającym się do lub uciekającym od obiektu pragnienia oraz „stałą prędkością” (oraz dystansem) obiektu-przyczyny pragnienia leży wzakrzywionej przestrzeni pragnienia: czasem najkrótszą drogą do urzeczywistnienia pragnienia jest pominięcie obiektu-celu, droga na około, odsunięcie w czasie spotkania z tym obiektem. To, co Lacan nazywa objet petit a, jest reprezentacją [agent] tego zakrzywienia: nieuchwytnym X ze względu na które, gdy stajemy przed obiektem naszego pragnienia, więcej satysfakcji daje nam „obtańczenie go” dookoła niż prosta droga do obiektu.

Dzisiejsza fizyka tkwi w dziwacznym dualizmie: teoria względności daje najlepszy opis tego jak natura działa na poziomie makroskopowym (kosmicznym), z kolei fizyka kwantowa najlepiej opisuje jak wszystko funkcjonuje na poziomie mikroskopowym (subatomowym). Problem polega na tym, że obie te teorie nie pasują do siebie, a zatem najważniejszym celem dzisiejszej fizyki jest sformułowanie „jednolitej” teorii wszystkiego, która połączyłaby teorię względności z fizyką kwantową. Nie powinno nas dziwić, że echo tego dualizmu możemy odnaleźć w teorii Freuda: z jednej strony mamy hermeneutykę nieświadomości, objaśnianie marzeń sennych, przejęzyczeń i innych tego rodzaju „pomyłek”, symptomów (pokazane w trzech wczesnych arcydziełach Freuda Objaśnianiu marzeń sennych,Psychopatologii życia codziennego oraz Dowcipie i jego stosunku do nieświadomości); z drugiej strony bardziej pozytywistyczny opis naszego aparatu psychicznego jako maszyny do radzenia sobie z libidalnymi energiami, przekształcającej popędy (której pierwszym ważnym studium jest tekst Freuda o teoriach seksualnych). Na poziomie konceptualnym pęknięcie to najlepiej oddają dwa terminy, których Freud czasem używa zamiennie: Nieświadomość (której twory trzeba interpretować) oraz To [Id] (siedziba nieświadomych energii). W jaki sposób połączyć te dwa oblicza dzieła Freuda? Jednym z wielu neologizmów występujących u późnego Lacana jest pojęcie le sinthome (syntom, słowo uderzające całą serią skojarzeń od „św. Tomasza” do „zdrowego tonu” i „syntetycznego człowieka”). W przeciwieństwie do symptomów (zakodowanych komunikatów nieświadomości) syntomy są swego rodzaju atomami rozkoszy, minimalną syntezą języka i rozkoszy, jednostkami znaków nasycocych rozkoszą (niczym kompulsywnie powtarzany tik). Czyż syntomy nie są zatem kwantami rozkoszy, najmniejszymi jej porcjami?

Czyż nie są tym samym freudowskim ekwiwalentem superstrun, których przeznaczeniem jest połączenie dwóch obliczy nowoczesnej fizyki: teorii względności i mechaniki kwantowej?

Choć często zarzuca się Lacanowi, że zaniedbał więź łączącą psychoanalizę z naukami przyrodniczymi (więź, przy której zawsze upierał się Freud), to w jego teorii łączność ta jest ciągle żywa i ma się całkiem dobrze.

**

Powyższy fragment pochodzi z przewodnika Krytyki Politycznej przygotowanego przez Slavoja Žižka, poświęconego myśli „francuskiego Freuda” – Jacquesa Lacana. Przypisy usunięto.

coMaEinstein

**Dziennik Opinii nr 329/2015 (1113)

 

KUCZYŃSKI: SKĄD MINISTER WYCIĄGNIE PIENIĄDZE?

PYTA SUTOWSKI, 25.11.2015

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości obiecują dziesiątki miliardów w rok, minister Morawiecki wie, że będzie tego kilkakrotnie mniej.

Michał Sutowski: Liberalni komentatorzy przestrzegali nas, że jak tylko PiS dojdzie do władzy, to nastąpi panika na rynkach finansowych. Czy wszyscy inwestorzy uciekli?

 

Piotr Kuczyński: Żadnej paniki nie było, co nie znaczy, że nie było żadnej reakcji. Mamy trzy cezury: najpóźniej podanie składu rządu, wcześniej wybory parlamentarne, a jeszcze wcześniej wybory prezydenckie. I to właśnie na zwycięstwo Andrzeja Dudy świat finansów zareagował najmocniej – powolnymi wprawdzie, ale jednak spadkami indeksów giełdowych. Na szczeście rynek długu, co ma największe dla nas wszystkich znaczenie, nie zareagował – nie wzrosła rentowność polskich obligacji. Efekty było za to widać na rynku walutowym, choć nie było to bardzo zauważalne, bo równocześnie dolar umacniał się w stosunku do euro. Relatywne osłabienie złotego było zatem silne w stosunku do dolara, a dużo słabsze do euro. Jednocześnie kurs naszej waluty od maja spadł również o 10 procent w stosunku do czeskiej korony i o 4 procent do węgierskiego forinta. Co prawda, niemal wszystkie waluty krajów rozwijających się w tym roku są w niełasce, ale złoty bardziej niż pozostałe…

 

I to wszystko wina Andrzeja Dudy?

 

No niezupełnie, bo niektórzy analitycy wskazują jednak, że spadek na tle forinta i korony wynika z faktu, że złoty jest najbardziej płynną walutą Europy Środkowej, więc jak ktoś wyprzedaje swój portfel, to szybciej pozbywa się złotych niż waluty węgierskiej czy czeskiej. Dużo wyraźniejsze były spadki indeksów giełdowych – WIG 20 stracił w tym roku około 4 procent, podczas gdy węgierski BUX wystrzelił w górę aż o 40 procent.

 

To nie będzie Budapesztu w Warszawie?

 

Przynajmniej na giełdzie się nie zapowiada, aczkolwiek wynika to także z pomysłów politycznych byłej ekipy rządzącej. Państwowe spółki energetyczne będą np. obciążone kosztami ratowania kopalń, które wynikają oczywiście z polityki przedwyborczej PO. Co innego, gdy chodzi o sektor bankowy. Tutaj problemy wiążą się przede wszystkim z kolejnymi obietnicami, jakie w kampanii składał prezydent Duda i samo PiS.

 

Podatek bankowy?

 

To też, choć dużo groźniejsze wydaje się przewalutowanie kredytów frankowych po kursie z dnia udzielenia kredytu. Ale po kolei. W Europie wdrażano różnego rodzaju podatki bankowe, z bardzo różnym skutkiem. Na Węgrzech, na które lubi powoływać się prezes Kaczyński, premier Orban obłożył podatkiem wszystkie aktywa bankowe, w efekcie czego akcja kredytowa spadła aż o 30 procent. Rozsądniejszym rozwiązaniem byłoby wyłączenie z tego podatku aktywów w postaci kredytów dla ludności, dzięki czemu nie zdusi się popytu wewnętrznego. Najbardziej sensowne byłoby natomiast opodatkowanie pasywów krótkoterminowych. Chodzi o sytuację, kiedy np. dany bank pożycza od swojej spółki-matki, powiedzmy, miliard euro na pół roku. Takie rozwiązanie przyniosłoby nieco pieniędzy, pewnie około miliarda złotych rocznie do budżetu i zahamowałoby zapędy spekulacyjne na zasadzie: „pożyczę i ulokuję”. Podatek od pasywów stabilizuje tym samym system bankowy, choć oczywiście nie pozwala ściągnąć do budżetu kokosów – po prostu takich spekulacyjnych pożyczek byłoby wtedy co kot napłakał.

 

Rozumiem, że rządowi chodzi o nieco większe sumy. Wprowadzi zatem podatek od aktywów?

 

Na to wygląda. Niewykluczone, że podatek ten będzie progresywny, tzn. że mniejszy bank płaci mniejszy procent…

 

Mówił Pan o „kredytach dla ludności” i możliwym spadku akcji kredytowej. Jak to się ma do kredytów inwestycyjnych, tzn. dla przedsiębiorstw?

 

Podatek od aktywów obejmujący kredyty powinien zahamować akcję kredytową dla ludności, ale czy zmniejszy inwestycje w gospodarkę realną – trudno powiedzieć. Rocznie dokonuje się u nas inwestycji za ponad 300 miliardów złotych, to jest kilkanaście do 20 procent PKB. Rząd chciałby je dodatkowo pobudzać pieniędzmi z NBP, którego prezesem już za 8 miesięcy nie będzie Marek Belka, tylko człowiek wyznaczony przez PiS. Do tego komercyjny sektor bankowy nie jest wyłącznym źródłem kapitału, a akcję inwestycyjną w Polsce prowadzi się nie tylko za kredyty z polskich banków; zagraniczne firmy inwestujące w Polsce zazwyczaj biorą kredyty u siebie.

 

Mówił pan, że najpoważniejszy problem dla banków to kredyty frankowe. Czy PiS nie powinien pomóc frankowiczom?

 

Jak już mówiłem, opodatkowanie aktywów bankowych, do którego zapewne dojdzie, będzie nie tylko dla banków szkodliwe, acz szkodliwe umiarkowanie. Co innego, jeśli chodzi o pomysł przewalutowania kredytów frankowych po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu, o którym mówił prezydent Duda. Takie rozwiązanie uderzyłoby w sektor na sumę około 40-50 miliardów złotych, co w obecnej sytuacji – przynajmniej według wyliczeń KNF – mogłoby oznaczać bankructwo nawet trzech banków. A widzimy, jak nieciekawy wpływ na cały system ma – notabene pierwsze od piętnastu lat – bankructwo zaledwie jednego, i to małego SK Banku z Wołomina. Z upadku trzech większych instytucji cały sektor mógłby się długo nie podnieść.

 

Na biednych chyba nie trafiło? Ewentualnie nie trafi… Podobno banki komercyjne mają 80 miliardów złotych nadpłynności. To chyba znaczy, że siedzą na kasie?

 

Ja też siedzę na jakiejś kasie. Czy to znaczy, że trzeba mi ją zabrać?

 

No jak pan tylko siedzi, to może lepiej zabrać, żeby jakoś lepiej wykorzystać?

 

No dobrze, to w takim razie dlaczego banki siedzą na tej kasie?

 

Płynność jest. Czyli nie ma popytu…

 

No właśnie! Jakby im rząd dał gwarancje na kredyt dla każdego młodego człowieka, to by pewnie ich udzielały, ale z tego robią się potem kredyty NINJA – dla ludzi bez dochodów, bez pracy i aktywów – i katastrofa jak w USA. Jakby był dostateczny popyt, konsumpcyjny i inwestycyjny, to by nie było nadpłynności. Ale ten problem nie leży po stronie banków. One same są dzisiaj w dużo gorszej sytuacji niż w poprzednich latach. Po pierwsze, czeka je najprawdopodobniej nowy podatek bankowy. Po drugie, nie dość, że rośnie ich składka do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, to jeszcze muszą się dodatkowo zrzucić na gwarantowane wypłaty zobowiązań wspomnianego już SK Banku. Po trzecie, niskie stopy procentowe i brak inflacji też w nie pośrednio uderza, bo rentowność obligacji jest znikoma, przez co na nich nie zarabiają. Krótko mówiąc, banki dostają dziś z różnych stron po głowie, a przewalutowanie to nie byłaby nawet wisienka na torcie, ile cały tort, który spadłby sektorowi na głowę i go zwyczajnie przygniótł. Inna sprawa, że w temacie frankowiczów wszyscy ostatnio zamilkli, więc istnieje szansa, że ten projekt rozejdzie się po kościach.

 

A jak się do tego ma podatek od transakcji finansowych? Ten pomysł też krążył przed wyborami…

 

O ile mi wiadomo, minister finansów Paweł Szałamacha jest jego przeciwnikiem – i bardzo słusznie. „Parkiet” niedawno wyliczał, że 0,14% opłaty transakcyjnej oznacza wzrost kosztów transakcji giełdowych o 70%. Jeśliby ją wprowadzić, to możemy zapomnieć o rozwoju giełdy, za to wpływy do budżetu byłyby znikome.

 

Ale podatek tego rodzaju ma chyba ograniczać transakcje spekulacyjne?

 

W polskich warunkach to byłby czysto fiskalny zabieg. Powtórzę: zyskalibyśmy kilka groszy do budżetu, za to załamałoby się giełdę. Szałamacha o tym wie, ale to oczywiście nie zmienia faktu, że ktoś w PiS może sobie nagle zażyczyć tego dodatkowego miliarda wpływów. Na marginesie, chciałbym zauważyć, że wszyscy mówią o tym podatku w kontekście nazwiska Jamesa Tobina, a tymczasem on mówił o podatku od transakcji, ale tylko walutowych! Skądinąd mówił bardzo słusznie i należałoby to rozwiązanie wprowadzić na całym świecie.

 

Wspomniał Pan nazwisko ministra finansów, a jak pan ocenia postać Mateusza Morawieckiego, „superministra” od rozwoju i wicepremiera?

 

Nie znam go osobiście, ale jego dorobek w sektorze bankowym robi wrażenie. Oczywiście to nie musi być tylko jego zasługa, ale niewątpliwie za jego prezesury BZ WBK z średniego stał się bankiem dużym, jednym z kluczowych w Polsce. To dobry menadżer, zna rynki finansowe, wie jak działa gospodarka… Chciałoby się powiedzieć: właściwy człowiek na właściwym miejscu.

 

Pozostaje pytanie, czy jego niewątpliwie słabe poparcie polityczne – to jest w końcu wynajęty fachowiec, a nie działacz PiS – w ogóle pozwoli mu na faktyczne działanie. Różni posłowie PiS, a nawet pani premier Szydło, mówią publicznie zupełnie inne rzeczy niż Morawiecki w niedawnym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. W exposé słyszymy, że w ciągu pierwszych 100 dni wprowadzone zostanie świadczenie w wysokości 500 złotych na dziecko, w tym na drugie dla wszystkich, obniżony zostanie wiek emerytalny, obniżony do 15 procent CIT dla mniejszych przedsiębiorców i podwyższona do 8 tysięcy złotych kwota wolna od podatku. Od Morawieckiego słyszymy, że to wszystko będzie się działo stopniowo, w miarę tego, jak będzie nas na to stać. Ale podkreślam: my naprawdę nie wiemy, czy Morawiecki będzie faktycznie nadzorował ministerstwo finansów czy energetyki. O ile wiem, Paweł Szałamacha ma dość żywiołowy charakter i nie jestem pewien, czy będzie chciał być przez kogoś nadzorowany… Ministerstwo Energetyki to też będzie potężny resort, z potężnymi interesami, trudnymi do okiełznania. Ja tego nie wiem i on chyba też nie wie – i pewnie dlatego nie przestawia zbyt szczegółowo swoich planów.

 

Pytany o źródła finansowania wydatków wskazuje jednak pewne konkrety. Na przykład podatek CIT: przychody przedsiębiorstw wzrosły w ciągu dekady dwukrotnie, a wpływy z CIT spadły, z 30 do 28 miliardów złotych… 

 

I jak rozumiem, chce nam zasugerować, że wynika to z różnych form unikania opodatkowania. Ale przecież może się okazać, że w niektórych przedsiębiorstwach obroty wzrosły dwukrotnie, ale już rentowność spadła czterokrotnie… Nie twierdzę, że zawsze tak jest, tylko że wpływy do budżetu nie spadają wyłącznie w efekcie kombinacji na podatkach. Tu samo „uszczelnienie” systemu nie przyniesie nam dodatkowych 30 miliardów.

 

A uszczelnienie poboru VAT-u? O tym też była w wywiadzie mowa.

 

Bardzo słusznie, ale minister Morawiecki zaznaczył też, że można dzięki temu uzyskać 10-20 miliardów – w ciągu 2-3 lat! To już nie jest 50 miliardów rocznie, jak chciał nam wmówić pewien poseł PiS. Jasne, że trzeba walczyć z oszustwami, ale – sorry, Winnetou – to nie będą żadne złote góry. Krótko mówiąc: jeśliby czytać sam wywiad z Mateuszem Morawieckim, można by uznać, że stoi za nim bardzo rozsądna partia, planująca bezpieczną, a zarazem bardzo aktywną politykę gospodarczą państwa. Niedługo sprawdzimy, ile ma to wspólnego z polityczną stroną PiS.

 

W kontekście inwestycji mówił pan o pieniądzach z NBP. Co to właściwie oznacza?

 

Że istotna suma pieniądza kredytowego może faktycznie do kogoś trafić. Raczej nie do banków komercyjnych, bo ustaliliśmy już, że mają nadpłynność, a zatem taka operacja guzik by dała – banki za otrzymane pieniądze kupiłyby sobie obligacje. Najbardziej prawdopodobny kanał to Bank Gospodarstwa Krajowego i Polskie Inwestycje Rozwojowe – można je dokapitalizować po to, żeby zainwestowały w jakieś przedsięwzięcia biznesowe… Jeżeli NBP kupi obligacje BGK czy PKO BP, a one za to będą udzielały kredytów na konkretne projekty wykonywane przez sektor prywatny, to w tej formie wydaje mi się to całkiem realne.

 

Pytany o dodatkowe wpływy do budżetu, względnie oszczędności wydatków, minister Morawiecki wspomniał o ujemnej pozycji inwestycyjnej Polski w świecie: „90 miliardów złotych wypłacamy rocznie za granicę w postaci odsetek od obligacji, kredytów, depozytów i dywidend”. 

 

Bardzo się cieszę, że o tym mówi. Jeszcze bardziej się ucieszę, jak ministrowie Morawiecki i Szałamachą zrobią to, co publicznie postuluję od wielu lat. Faktycznie bowiem zadłużamy się za bardzo za granicą, a powinniśmy dążyć do tego, by Polska pod względem struktury własności długu bardziej przypominała Japonię. Tam aż 95 obligacji jest w rękach japońskich obywateli – i między innymi dzięki temu nawet przy długu w wysokości 200 procent PKB nikt ich nie zaatakuje, bo niespecjalnie ma jak to zrobić.

 

A jak tu zrobić drugą Japonię?

 

Od dawna powtarzam, że przechowywanie oszczędności w polskich obligacjach trzeba zwolnić z podatku Belki! Na kontach Polaków leży około 800 miliardów złotych, a polski dług wynosi 900. Niechby chociaż 20 procent tych oszczędności zamienić na obligacje, to już by zrobiło różnicę; moglibyśmy stopniowo spłacać zagranicę i przechodzić na zadłużenie wewnętrzne. Dziś aż 40 procent naszego długu jest w rękach zagranicy i to nie jest sytuacja bezpieczna. Nie mam wątpliwości, że taka „polonizacja” długu to powinien być priorytet. Natomiast w pozostałych obszarach mam więcej wątpliwości. Skoro bowiem sprzedaliśmy tak dużo majątku, nie zawsze za wystarczającą cenę, to trudno teraz mieć pretensje, że zagraniczny inwestor czerpie z tutejszych spółek dywidendę. Jak je polscy inwestorzy odkupią, to dywidenda zostanie przynajmniej w Polsce.

 

W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” jak mantra powtarza się temat wspierania kapitału krajowego i oszczędności krajowych. Ale o ile ja pamiętam Keynesa, to oszczędności są pochodną dochodów. Polaków stać na oszczędzanie więcej?

 

Dziś już wszyscy mówią, że Polacy za mało zarabiają, a i na całym świecie, z Chinami włącznie, wraca nowy-stary paradygmat wage-led-growth. To jest zresztą logiczne dla średniej wielkości narodu, jakim jesteśmy, bo dzięki wyższym płacom Polska może wygenerować naprawdę spory popyt wewnętrzny. PiS pod pewnym względami ma rację głosząc, że te „500 złotych na dziecko” wróci do gospodarki, że zadziała mnożnik i że od tego wzrośnie PKB. Mnożnik zadziała, ale kłopot w tym, że jak ktoś zarabia kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie i ma trójkę dzieci, to na pewno nie przeznaczy dodatkowego 1000 złotych na konsumpcję. W tym sensie wątpliwe jest przyznawanie dodatków wszystkim.

 

A czy te obietnice, czy też „zobowiązania”, jak określa je PiS, zostaną w ogóle zrealizowane? Jak im się to zbilansuje? Kwota wolna, dodatki na dzieci, niższy CIT…

 

Jak będzie trzeba, to się zbilansuje. Jak zabraknie, to wypuści się więcej obligacji i zwiększy deficyt – zresztą i tak już będzie o 1,5 miliarda większy, bo premier Szydło zapowiedziała jego wzrost do 56 miliardów złotych. Była też mowa o dodatkowej dywidendzie ze spółek skarbu państwa – choć nie do końca wiadomo skąd, bo np. spółki energetyczne mają inwestować, a więc zapowiedziano, że od nich państwo pobierać dywidendy nie będzie… Zawsze można też zaniechać jakiś inwestycji…

 

Można też wyprowadzić pieniądze z OFE.

 

Można, ale nie sądzę, żeby PiS się na to zdecydował. Ja byłem i wciąż jestem za tym, co zrobiono z obligacjami w OFE, to znaczy za przeniesieniem ich do ZUS, bo to było jedno wielkie kretyństwo: państwo się zadłuża, żeby dopłacić do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, FUS odprowadza część składki do OFE, a OFE kupuje obligacje państwa, które wypłaca im z naszych podatków odsetki. Co innego, gdyby rząd zechciał odebrać OFE akcje. Po pierwsze, to nie będzie żadne 140 miliardów złotych, bo już pierwsza wzmianka, że w ZUS utworzymy fundusz, do którego przeniesiemy akcje, spowoduje dramatyczny spadek ich wartości. Zostanie z tego może 100, jeśli nie 70 miliardów złotych. A po drugie, zablokuje to Trybunał Konstytucyjny. Dotychczas nie zablokował, bo przeniesienie obligacji do ZUS nie oznaczało straty: była dana wartość, jest waloryzacja, w związku z czym nikt nie traci. Gdyby tego samego dokonano z akcjami, to ludzie tym razem mieliby realną podstawę do sądzenia państwa za to, że ich zwyczajnie ograbiło. A po trzecie, taki ruch zniszczyłby polską giełdę na wiele lat.

 

To co w takim razie PiS zdoła faktycznie przeprowadzić?

 

Na pewno wiek emerytalny i 500 złotych na dziecko. Obniżenia wieku emerytalnego przez pierwsze cztery lata budżet w ogóle nie odczuje, więc na pewno to zrobią. A jeśli chodzi o dodatki rodzinne, to zapewne w ustawie będą różne kruczki – papierologia, żeby nie wszyscy poszli się zgłosić po pieniądze, obcięcie innych świadczeń socjalnych za przekroczenie progu dochodowego – i z 22 miliardów złotych zrobi się 7 czy 8. Jest jeszcze program budowy tanich mieszkań – nie tylko wykonalny, jeśli działki pochodzić będą od Skarbu Państwa, np. od PKP, ale też w zasadzie słuszny.

 

Masowe budowanie mieszkań wydaje mi się sensowną opcją, zresztą robią to bardzo liberalne rządy, jak choćby w Hongkongu czy w Singapurze. Tylko że to powinny być mieszkania na wynajem, a nie z docelowym wykupem na własność za czynsz, o czym niestety mówił Jarosław Kaczyński. Po co kultywować ten trend, którego wcale nie ma na Zachodzie, że trzeba mieć koniecznie własne mieszkanie? Jeśli ceny wynajmu są niewysokie i łatwo jest takie mieszkanie znaleźć, to można się łatwo przenieść z miasta do miasta. Własność mieszkania, gdy traci się pracę, wcale mobilności nie sprzyja.

 

A co w zapowiedziach PiS budzi pana sprzeciw?

 

Powinni się rakiem wycofać z obietnicy przewalutowania kredytów frankowych, o tym już wspominałem. A skoro tyle mówią o uszczelnianiu systemu podatkowego, to powinni zapomnieć o zróżnicowaniu podatku CIT według wielkości obrotów firmy. To byłby złoty interes dla doradców podatkowych: przecież jeśli dzielenie firmy na dwie oznacza, że zapłacimy mniejszy podatek, to to jest otwarta zachęta do kombinacji. To samo dotyczy podwójnego odpisu inwestycyjnego na przedsięwzięcia innowacyjne – to zrodzi przekręty, przy których karuzele VAT-owskie po prostu wysiadają.

 

Niestety, Polacy to zdolny naród i zawsze wykombinują, jak to państwo oszwabić.

kuczyńskiSkądMinister

**Dziennik Opinii nr 329/2015 (1113)

 

 

egzorcyzmyOdprawiane

z19242024Q,Elzbieta-Witek

11dniRządówPiS

profGlińskiRokTemu

Konfrontacja Petru z Kosiniakiem-Kamyszem narzuca tempo w dyskusji o zmianach w systemie emerytalnym

14:52
sejm

Konfrontacja Petru z Kosiniakiem-Kamyszem narzuca tempo w dyskusji o zmianach w systemie emerytalnym

Starcie Ryszarda Petru z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem podczas debaty nad projektem PSL dotyczącym emerytur, a złożonym przez ludowców w Sejmie w połowie listopada, było jak dotąd najciekawszym momentem środowego posiedzenia.

PSL otrzymało dziś mocne wsparcie od OPZZ – co jest istotne o tyle, iż wcześniej związkowcy z Janem Guzem na czele poparli w kampanii prezydenckiej projekt prostego powrotu do poprzedniego wieku emerytalnego postulowanego przez Andrzeja Dudę. Sam prezes PSL wyraził dziś oczekiwanie, iż w niedługim czasie prezydent złoży w Sejmie zapowiadany przez niego projekt zmian w systemie emerytalnym.

Propozycje PSL zostały natomiast skrytykowane przez szefa KSRM Henryka Kowalczyka, który nazwał rozwiązania proponowane przez ludowców „niesprawiedliwymi”. Ostatecznie jedynie klub Nowoczesnej chciał odrzucenia projektu w I czytaniu, pozostałe kluby opowiedziały się za skierowaniem go do dalszych prac.

Kluczowe fragmenty wystąpień z dzisiejszej debaty można przeczytać tutaj.

13:14
Schet

Schetyna: Rząd prowadzi nas do katastrofy wizerunkowej i politycznej. Nie ma zgody na antyeuropejskość PiS

Określenie stanowiska polskiego rządu na szczyt UE-Turcja w niedzielę, a także ujawnienie przedstawiciela władz, który na tym szczycie będzie nas reprezentował – takie oczekiwania wyraził dziś na konferencji prasowej w Sejmie Grzegorz Schetyna. I zadelarował, iż jako szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, jest gotowy do rozmów i konsultacji z rządem. – Otwieram miejsce komisyjne do rozmowy i wypracowania wspólnego stanowiska – mówił. I nawiązał do wczorajszej konferencji Beaty Szydło:

„Jedyną odpowiedzią nie może być zdejmowanie flag unijnych z budynków użyteczności publicznej czy, jak ostatnio, na lotnisku w Malborku, gdzie przyjmowani byli polscy uchodźcy. To demonstracja antyeuropejskości (…) Chcę uspokoić naszych przyjaciół w Polsce i Europie: nie ma zgody na taką politykę antyeuropejską. Nie możemy być krajem otwartym na przyjmowanie funduszy europejskich, które miliardami złotych płyną do Polski, a z drugiej strony nie stać nas na podkreślanie dumy z tego, że jesteśmy Europejczykami. Fakt, że 70% Polaków cieszy się z obecności z Unii, powinien dać sygnał PiS-owi”

Schetyna odniósł się też do dzisiejszej wypowiedzi Elżbiety Witek:

„To nie jest czas na rozmowy o Trybunale Stanu dla Donalda Tuska. Jeśli my w ten sposób będziemy prowadzić politykę europejską, w ten sposób pokazywać solidarność europejską, to oznacza to katastrofę – nie tylko wizerunkową, ale i polityczną. To jest droga, którą prowadził nas PiS w latach 2005-2007 – droga do kompletnej aliencji”

aNaCzym

Ksiądz jechał po pijanemu? Po stłuczce „zniknął” na plebanii

Paweł Wojciechowski, 25.11.2015

Ksiądz

Ksiądz (Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta)

35-letni wikariusz z Ustki spowodował kolizję z innym autem. Kiedy poszkodowani wyczuli od niego alkohol i zadzwonili po policję, duchowny wsiadł do samochodu i uciekł na plebanię. Tam funkcjonariusze usłyszeli, że księdza nie ma, a drzwi jego pokoju są zamknięte. Wrócili dopiero nazajutrz rano. Wikary był pijany.

Na jednym ze skrzyżowań w Ustce doszło do stłuczki, było to typowe najechanie jednego auta na tył drugiego. Kobieta, która siedziała za kierownicą uderzonego samochodu zadzwoniła po męża, ten po chwili był już na miejscu. Jak podało Radio Gdańsk, sprawcą stłuczki okazał się 35-letni wikariusz z miejscowej parafii. W trakcie rozmowy z duchownym, mężczyzna wyczuł wyraźną woń alkoholu. Zadzwonił więc po policję. Ksiądz nie zamierzał jednak czekać na funkcjonariuszy, wsiadł do rozbitej toyoty verso i odjechał. Mąż poszkodowanej ruszył w pościg, który zakończył się na terenie plebanii.

Księdza nie ma

Policjanci przyjechali na miejsce, znaleźli podejrzany samochód, spisali numery rejestracyjne i ustalili właściciela.

– Zadzwonili również do drzwi posesji, ale osoba która otworzyła poinformowała, że mężczyzny, o którego pytają, nie zastali, a drzwi do jego pokoju są zamknięte, co policjanci sprawdzili – poinformował kom. Robert Czerwiński z Komendy Miejskiej Policji w Słupsku. – W takiej sytuacji dajemy wiarę rozmówcy. Do mieszkania moglibyśmy wejść np. w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia bądź zdrowia. W tym przypadku takie okoliczności nie zaszły – mówi kom. Czerwiński.

Interweniujący policjanci odeszli i następnego dnia rano, po wcześniejszej rozmowie z proboszczem, ponownie pojawili się przy parafii. Tym razem wikariusz otworzył. Mężczyzna został przebadany alkomatem, miał blisko promil alkoholu w organizmie. Został również zabrany do lekarza, gdzie została pobrana mu krew do dalszych badań. Wyniki być może pozwolą określić, czy w czasie prowadzenia pojazdu znajdował się pod wpływem alkoholu. Dokładność takich badań zwykle określana jest jednak ze sporym marginesem czasowym.

– Do sądu skierowany zostanie wniosek o ukaranie za spowodowanie kolizji. Odrębne będzie postępowanie w sprawie ewentualnej jazdy pod wpływem alkoholu. Czekamy na wyniki badań, jednak duże znaczenie będą miały również zeznania świadków – wyjaśnia kom. Czerwiński.

W najbliższym czasie ksiądz ma zostać przesłuchany.

10 najdziwniejszych budynków świata. Wśród nich jest jeden z Polski [ZOBACZ ZDJĘCIA]Czytaj więcej

ksiądzSpowodował

trojmiasto.wyborcza.pl

Oficjalnie: Karolina Lewicka nie naruszyła żadnej z 16 zasad etyki kodeksu etycznego dziennikarzy TVP

Agnieszka Kublik, 25.11.2015

Karolina Lewicka nie złamała zasad etyki obowiązujących w TVP

Karolina Lewicka nie złamała zasad etyki obowiązujących w TVP (STANISLAW KOWALCZUK / EAST NEWS)

Tak orzekła telewizyjna Komisja Etyki – dowiedziała się „Wyborcza”. Takiego werdyktu komisji można się było spodziewać po wcześniejszych przeciekach. Czy oficjalne postanowienie skłoni prezesa TVP do odwieszenia dziennikarki? Decyzja dziś po południu.

Chodzi o niedzielny wywiad Karoliny Lewickiej w programie „Minęła dwudziesta” w TVP Info z wicepremierem, ministrem kultury prof. Piotrem Glińskim. O opinię w tej sprawie Komisję Etyki poprosił prezes TVP Janusz Daszczyński. Ale zanim jeszcze to zrobił, Lewicką zawiesił, twierdząc, że naruszyła dziennikarskie standardy.

Komisja Etyki jest innego zdania. Program obejrzała kilka razy, rozmawiała z wydawcą niedzielnego wydania i z samą Lewicką. W swoim oświadczeniu napisała, że dziennikarka nie naruszyła żadnej z 16 zasad etyki kodeksu etycznego dziennikarzy TVP.

Zdaniem Komisji Etyki nerwowa atmosfera w czasie wywiadu to wina prof. Glińskiego, który w programie zaatakował telewizję publiczną.

Chodzi o tę wymianę zdań.

Lewicka, nie uzyskawszy odpowiedzi na pytanie, „na jakiej podstawie merytorycznej i prawnej zwrócił się pan do marszałka województwa dolnośląskiego, by ten wstrzymał przygotowania do premiery”, powiedziała do gościa: – Dobrą tradycją było, że polityk, który pojawiał się w programie publicystycznym, odpowiadał na pytania. Gliński do Lewickiej: – Jeżeli to program publicystyczny. A to jest program propagandowy, tak jak wasza stacja uprawia propagandę i manipulację od kilku lat. I to się skończy, ponieważ tak telewizja publiczna funkcjonować nie powinna.

Lewicka ripostuje: – Obraził mnie pan, ale nie czuję się urażona.

I pyta dalej.

Gliński urażony: – Tak nie będziemy rozmawiać. To nie jest reportaż z Pałacu Mostowskich, gdzie mnie pani przesłuchuje.

Komisja oceniła słowa Glińskiego jako „niesprawiedliwe i krzywdzące telewizję i dziennikarzy”.

Dziś prezes Daszczyński ma rozmawiać z Lewicką. Musi zdecydować, czy nadal jest zawieszona.

Zobacz także

karolinaLewickaNie

karolinaLewickaNie1

wyborcza.pl

Prezydent jest gotów do kompromisu w sprawie zaprzysiężenia trzech sędziów wybranych do Trybunału Konstytucyjnego?

Ewa Siedlecka, 25.11.2015

Andrzej Dera, sekretarz stanu Kancelarii Prezydenta, poinformował dzisiaj, że Andrzej Duda jest już przygotowany do zaprzysiężenia sędziów TK. I że szykuje kompromis

Andrzej Dera, sekretarz stanu Kancelarii Prezydenta, poinformował dzisiaj, że Andrzej Duda jest już przygotowany do zaprzysiężenia sędziów TK. I że szykuje kompromis (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Tak twierdzi prezydencki minister Andrzej Dera w Radiu RMF. Chodzi o sędziów wybranych przez poprzedni Sejm, których kadencja rozpoczęła się 7 listopada, a prezydent dotąd ich nie zaprzysiągł. Podpisał natomiast blitz-nowelizację ustawy o TK przepchniętą przez PiS przez parlament, która daje nowemu parlamentowi prawo wyboru kolejnych sędziów na te same miejsca.

W środowym programie „Kontrwywiad” radia RMF minister Dera pytany o zaprzysiężenie tych sędziów powiedział, że w Kancelarii Prezydenta zakończono analizę prawną „całej sytuacji”. – Pan prezydent po powrocie z Chin zapozna się z tą analizą i wówczas podejmie stosowne działania – mówił minister. – I pełna gotowość do kompromisu jest w panu i w prezydencie? – pytał Konrad Piasecki. – Ja myślę, że tak – odpowiedział Dera.

Prezydent wraca z Chin w piątek, 27 listopada. A 3 grudnia Trybunał Konstytucyjny w składzie jedenastu sędziów – ale już bez sędziego Zbigniewa Cieślaka (w Trybunale z poręczenia PO), któremu kadencja kończy się dzień wcześniej – rozpozna skargę na zmiany w ustawie o Trybunale Konstytucyjnym uchwalone w czerwcu. Pierwotnie skargę złożył ją PiS, ale po wyborach zmienił strategię, wycofał skargę z TK i zrobił błyskawiczną nowelizację ustawy.

Skargę PiS-u ponownie wniosły do Trybunału PO i PSL. 3 grudnia Trybunał będzie miał okazję m.in. orzec, czy wybór sędziów przez poprzedni Sejm był zgodny z konstytucją. Skarga kwestionuje wybór wszystkich pięciu. Jednak Trybunał może orzec, że niezgodny z konstytucją był tylko wybór dwóch: wybranych na miejsca zwalniające się w grudniu, a więc za kadencji obecnego Sejmu. Przepis to umożliwiający od początku budził kontrowersje: tworzył precedens wybierania sędziów na zapas, z naruszeniem uprawnień sejmu następnej kadencji.

Gdyby zapowiedź ministra Dery o kompromisie w sprawie trzech sędziów się ziściła, oznaczałoby to, że PiS obsadzi za tej kadencji Sejmu nie dziewięć, a sześć miejsc w Trybunale.

Od jakiegoś czasu opozycja, ale też niektórzy prawnicy, sugerują kompromis: żeby PiS i prezydent zrezygnowali z kontestowania wyboru trzech sędziów „listopadowych”, a „grudniowych” wybraliby ponownie, po orzeczeniu Trybunału, że poprzedni wybór odbył się na podstawie przepisów sprzecznych z konstytucją.

Trybunał sprawę rozpatrzy za tydzień, jednak do tej pory nie wpłynęły stanowiska stron: Prokuratora Generalnego, Marszałka Sejmu i rządu. Trybunał może jednak osądzić sprawę bez stanowisk stron, jeśli nie złożą ich we wskazanym terminie – do końca tego tygodnia. Gdyby wpłynęły po terminie, można się spodziewać wniosków stron – szczególnie strony rządowej i sejmowej – o odroczenie sprawy dla zapoznania się z tymi stanowiskami. Jak również wniosków o wyłączenie z sądzenia sprawy poszczególnych sędziów – przede wszystkim prezesa Andrzeja Rzeplińskiego, który będzie przewodniczył rozprawie.

Od jakiegoś czasu politycy PiS mówią, że Trybunał nie ma prawa sądzić własnej ustawy. Zarzucają też prezesowi Rzeplińskiemu, że wypowiadając się w piątek w TVN24 na temat konstytucyjności zmienionej ustawy o TK, naruszył sędziowską bezstronność.

Zobacz także

prezydentGotów

wyborcza.pl

 

wojtunikOdchodzi

Ewa Kopacz o braku flag UE na konferencji premier Szydło: Nie mamy powodów wstydzić się obecności w UE

11:56
KOPACZ

Ewa Kopacz o braku flag UE na konferencji premier Szydło: Nie mamy powodów wstydzić się obecności w UE

Na pytanie Katarzyny Kolendy-Zaleskiej, czy brak flag unijnych na konferencjach premier Szydło jest „złym sygnałem wysłanym za granicę”, Ewa Kopacz odpowiedziała dziś w Sejmie:

„Myślę, że to było niepotrzebne. Nie mamy powodów wstydzić się tego, że jesteśmy w UE. Mało tego, my jesteśmy w tej Unii krajem, który zbudował bardzo mocną pozycję. Byliśmy uznani za lidera Europy Środkowo-Wschodniej. Byliśmy uznani tym głosem, który był po pierwsze słyszalny, a po drugie, w który wsłuchiwały się też inne kraje. To nie było tak, że kiedy Polska zabierała głos, to inni starali mówić się o czymś innym. Wręcz przeciwnie. Głos Polski był wyraźny i zawsze słuchany przez innych przywódców państw państw europejskich. Więc nie widzę powodów, by uciekać dziś przed identyfikacją z Unią Europejską”

Jednocześnie była premier dodała, iż nie chce się dopatrywać w decyzji nowej szefowej rządu niczego niestosownego.

11:40
siem

Siemoniak: Skandaliczna wypowiedź rzecznik rządu o Trybunale Stanu dla przewodniczącego Tuska

Kandydat na szefa PO skomentował w rozmowie z TVN24 głośną wypowiedź Elżbiety Witek, która przyznała dziś – prezentując opinię własną, a nie rządu – iż Donald Tusk powinien stanąć przed Trybunałem Stanu za zaniedbania w kwestii śledztwa ws. tragedii smoleńskiej.

Jak mówił były wicepremier:

„To jest bezpodstawny atak na przewodniczącego Tuska, skandaliczna wypowiedź. Jeśli taki atak się przeprowadza, trzeba mieć mocne dowody. Tego rodzaju groźby są absolutnie niedopuszczalne. Rzecznik rządu nie powinien epatować opinii publicznej tego rodzaju opiniami prywatnymi”

10:56
schet

Plan Schetyny na środę: briefing w Sejmie, konferencja w Częstochowie i spotkanie z działaczami

O 12:45 briefing prasowy w Sejmie o bieżących sprawach zagranicznych i krajowych, o 15:45 – konferencja w Ratuszu Miejskim w Częstochowie na placu Władysława Biegańskiego. Po tym – spotkanie z działaczami PO. Tak wygląda plan Grzegorza Schetyny na środę.

10:46
kuk

Kukiz: Jeśli Trybunał Stanu dla Tuska, to bardziej za realizację interesów Niemiec zamiast Polski, a nie za Smoleńsk

Paweł Kukiz, pytany przez Jacka Prusinowskiego w Radiu Plus w „Sednie Sprawy” o poranną wypowiedź Elżbiety Witek ws. ewentualnego postawienia Donalda Tuska przed Trybunałem Stanu za śledztwo smoleńskie, odpowiedział:

„Jeśli myślałbym o takiej sytuacji, jak postawienie Tuska przed Trybunałem Stanu, to niekoniecznie ws. Smoleńska. Raczej, jako premier RP, realizował interesy Unii, a szczególnie Niemców, a nie Rzeczpospolitej, więc w tym kontekście – może bardziej ogólnikowo – bym o tym myślał. Z całą pewnością taka instytucja, jak Trybunał Stanu, jest potrzebna, jest rzeczą niedopuszczalną, że właściwie od 1989 r. nic się przed tym Trybunałem nie działo”

10:32
kukiz

Kukiz o tempie przejmowania władzy przez PiS: Państwo wymaga natychmiastowej naprawy, każdy dzień zwłoki jest niebezpieczny

Paweł Kukiz pytany przez Jacka Prusinowskiego w Radiu Plus o dymisję Pawła Wojtunika – z którym Kukiz się prywatnie zna i ceni – odpowiedział:

„Jeśli się podał do dymisji, to widocznie chciał. Nie został do tego zmuszony. Z tego, co ja wiem, będzie pozostawał w dyspozycji pana ministra [Kamińskiego]. Szkoda byłoby tak wartościowego funkcjonariusza tracić. Takie jest moje zdanie. Mam nadzieję, że ta dymisja zmieni się formą w pozostawanie w dyspozycji”

Na pytanie, czy zgadza się z opiniami, iż „PiS w trybie błyskawicznym zawłaszcza państwo”, jak twierdzi opozycja, Kukiz odparł:

„Nie zgadzam się z tymi opiniami. Państwo wymaga natychmiastowej naprawy. Natychmiastowej odbudowy służb, natychmiastowej odbudowy bezpieczeństwa państwa. Każdy dzień zwłoki jest po prostu niebezpieczny. Trybunałowi Konstytucyjnemu również trzeba nadać odpowiedniego znaczenia”

Jak przyznał polityk, jest bliski PiS-owi, jeśli chodzi o „spojrzenie na stan bezpieczeństwa państwa”:

„Jedynym moim koalicjantem jest Rzeczpospolita Polska i każdy podmiot polityczny, który działa w interesie RP, jest dla nas w konkretnej sprawie sojusznikiem. To cała filozofia. Jeśli chodzi o stan bezpieczeństwa państwa, to jesteśmy bardzo blisko spojrzenia PiS-u”

09:56
dera

Dera: Prezydent może odebrać ślubowanie od sędziów TK wybranych przez poprzedni Sejm

Jeśli Trybunał Konstytucyjny orzeknie, iż wybór trzech sędziów TK przez poprzedni Sejm był zgodny z Konstytucją, prezydent Duda odbierze od nich ślubowanie – tak zasugerował dziś w RMF FM prezydencki minister Andrzej Dera. – Prezydent stoi na straży konstytucji, szanuje wyroki Trybunału – zapewniał współpracownik głowy państwa. Jak dodawał: – Pan prezydent po powrocie z Chin zapozna się z tą analizą i wówczas podejmie stosowne działania.

Dera przekonywał:

„Konflikt tak naprawdę sprokurowała PO uchwalając ustawę w czerwcu, zmieniając dotychczasowe, wieloletnie zasady wyboru sędziów. W tym momencie jest spór polityczny między PO a PiS. Natomiast pan prezydent ocenia ten dorobek, który przedstawiło PiS i uznał, że tam jest szereg dobrych rozwiązań, dlatego podpisał [nowelizację], a i tak ostatecznie rozstrzygnie Trybunał te wątpliwości. Właśnie jesteśmy po zakończeniu analizy prawnej i myślę, że po powrocie z Chin pan prezydent poinformuje o swoim rozstrzygnięciu”

09:42
jach

Szef sejmowej Komisji Obrony: Przetarg na śmigłowiec wielozadaniowy będzie unieważniony

– Wszystko wskazuje na to, że przetarg na śmigłowiec wielozadaniowy będzie unieważniony, a w konsekwencji – powtórzony – przyznał dziś w radiowej Jedynce szef sejmowej Komisji Obrony Michał Jach. Jak mówił polityk PiS:

„W tej chwili w Ministerstwie Obrony pracuje grupa, która analizuje dokumentację przetargową. Musimy podjąć decyzję szybko, bo polskie siły zbrojne potrzebują sprzętu. Problemem w przypadku przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy było to, że ministerstwo mówiło wielokrotnie, że siły zbrojne otrzymają najlepszy śmigłowiec, jaki można kupić na rynku, a później okazało się, że wybrano jeden, bo pozostałe z powodów formalnych zostały wykluczone z przetargu. Więc nie stan i nie warunki operacyjno-techniczne sprzętu zadecydowały, tylko kwestie formalne. Tak być nie może. Wchodzi tu jeszcze kwestia udziału polskiego przemysłu zbrojeniowego w tym przetargu. Ta oferta była najgorsza pod tym względem”

300polityka.pl

ŚRODA, 25 LISTOPADA 2015 09:42

STAN GRY: Pawłowicz w GPC o konsensusie ws TK, Nitras odzyskuje PO w Szczecinie, Grochal: Siemoniak konsoliduje PO, RZ o krytyce w PiS po dymisji Wojtunika

slack-imgs.com

— TURCJA MÓWI DOŚĆ – na jedynce GW.

— NATO ZESTRZELIŁO ROSYJSKI BOMBOWIEC – tytuł w Fakcie.

— PUTIN POSZUKA REWANŻU – jedynka RZ.

— KREML MUSI PRZYHAMOWAĆ – pisze w GW Bartosz T. Wieliński: “Putin stał się ofiarą własnej agresywności. Nie mogąc odpuścić Majdanu Ukraińcom, zabrał im Krym i podpalił Donbas, nie mogąc odpuścić Europie ostracyzmu i sankcji, rozpoczął nową zimną wojnę oraz zaczął prowokować NATO. W końcu wpakował się do Syrii, gdzie nadział się na gardę Turków, a jego wojskowi na ten cios będą chcieli odpowiedzieć ciosem. Do tego nie można dopuścić. Dyplomaci UE i USA muszą przemówić Putinowi do rozumu. Rosyjski prezydent powinien wreszcie nacisnąć hamulec. Zanim będzie za późno”.

— TRZECIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ NIE BĘDZIE – pisze w RZ Jerzy Haszczyński: “Przynajmniej nie będzie jej z powodu zestrzelenia rosyjskiego samolotu przez Turków. Kreml zemści się w sposób spektakularny, ale bardzo mało prawdopodobne, by wymagało to odpowiedzi ze strony NATO, którego ważnym członkiem jest Turcja”.

— KACZYŃSKI WSADZI TUSKA DO WIĘZIENIA? – jak pisze SE: “Jak ustalił „Super Express”, PiS zamierza postawić byłego premiera Donalda Tuska (58 l.) przed Trybunałem Stanu! – Tusk ma sporo na sumieniu! Wystarczy wspomnieć choćby oddanie śledztwa smoleńskiego Rosji. Należałoby go postawić przed Trybunałem Stanu – potwierdza Adam Lipiński (59 l.), minister w Kancelarii Premiera i prawa ręka prezesa PiS. A TS mógłby zakazać Tuskowi zajmowania jakichkolwiek publicznych stanowisk, a nawet zamknąć go w więzieniu!”.
http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/kaczynski-wsadzi-tuska-do-wiezienia_734468.html

— ELŻBIETA WITEK O TUSKU W TVN24 MÓWIŁA BOGDANOWI RYMANOWSKIEMU: Rzecznik rządu: Donald Tusk powinien stanąć przed Trybunałem Stanu za Smoleńskhttp://300polityka.pl/live/2015/11/25/rzecznik-rzadu-donald-tusk-powinien-stanac-przed-trybunalem-stanu-za-smolensk/

— JOANNA WIECZOREK Z GABINETU PREZYDENTA NA TWITTERZE: Tego nie zobaczysz w TV .PAD w #Chinach zwiedza Zakazane Miasto i robi #selfie

— NITRAS ODZYSKUJE PLATFORMĘ W SZCZECINIE – jak pisze lokalna GW: „Renata Zaremba, członek zarządu zachodniopomorskiej PO i była posłanka, została odwołana z funkcji przewodniczącej partyjnego koła Śródmieście w Szczecinie. Jej miejsce zajęła 34-letnia Monika Szymczak związana z młodymi działaczami PO, stronniczka posła Sławomira Nitrasa”.

—  DALEJ GW O SZCZECIŃSKIEJ PO: „Koło to nie dostało zgody partii na rejestrację. Postrzegane było jako przyczółek Sławomira Nitrasa, którego na boczny tor odstawili szefowie szczecińskiej i zachodniopomorskiej PO: Olgierd Geblewicz i Stanisław Gawłowski”. http://m.szczecin.wyborcza.pl/szczecin/1,106520,19241224,byla-posel-nagle-przestala-byc-szefowa-kola-po-cala-wladze.html

— KRYSTYNA PAWŁOWICZ O PACIE KONSTYTUCYJNYM I KONSENSUSIE WSZYSTKICH STRON SPORU O TK – mówi w rozmowie z GPC: “Moim zdaniem mamy jednak pat konstytucyjny, bo ten Trybunał nie ma legitymacji do orzekania. Konstytucja nie przewiduje innego organu, który mógłby oceniać zgodność z ustawą zasadniczą. Jedyna szansa to interpretacja kompetencji prezydenta, który w swoich obowiązkach ma czuwać nad przestrzeganiem konstytucji. Innego wyjścia nie ma, ale to wymaga konsensusu wszystkich stron sporu”.

— DLACZEGO PIS TAK ZACIEKLE WALCZY O TK – pisze w RZ Andrzej Stankiewicz: “Bo w doktrynie i praktyce politycznej tej partii to instytucja o równie doniosłym znaczeniu, co służby specjalne i media, które także przejmuje w pierwszej kolejności”.

— STANKIEWICZ O ZABEZPIECZANIU TYŁÓW PRZEZ PIS: “Przejęcie Trybunału jest dla tej partii jak zabezpieczenie sobie tyłów przed rozpoczęciem ofensywy”.

— KRYTYKA RZĄDÓW PIS BYŁABY BEZ WZGLĘDU NA TEMPO I ROZMIAR ZMIAN – pisze w RZ Paweł Majewski: “Ale trudno się spodziewać, że gdyby proces odzyskiwania kontroli nad państwem był wolniejszy i mniej zdecydowany, to osłabiłoby to argumenty krytyków”.

— OSTENTACJA GUBI PIS – PO CO WALCZYĆ NA WSZYSTKICH FRONTACH – pisze w RZ Michał Szułdrzyński: “Choć może wnioski wyciągnął, ale niewłaściwe. Tym bowiem, co wówczas przesądziło o problemach PiS, była wojna, którą ta partia zaczęła toczyć na wszystkich frontach”.

— SZUŁDRZYŃSKI O DZIAŁANIACH GLIŃSKIEGO: “mamy obraz zupełnej wizerunkowej katastrofy”.

— WŁADZA DODAJE OLEJU W GŁOWIE – MAREK BELKA W PB M.IN O TYM, że banks poradzą sobie z podatkiem http://jedynki.press.pl/2015-11-25/pb.jpg

— 300LIVE:
Lenz: Gdy Schetyna był sekretarzem generalnym PO, to był najlepszy okres dla partii
Kowalczyk: Program 500 zł na drugie i następne dziecko będzie dla wszystkich
Schetyna: PO potrzebuje restartu. Musimy wrócić korzeni, także emocjonalnych
Kidawa o Schetynie: Jeśli krzyczy, że jest najlepszy, to znaczy, że chyba sam w to nie wierzy
Rzecznik rządu: Donald Tusk powinien stanąć przed Trybunałem Stanu za Smoleńsk
http://300polityka.pl/live/2015/11/25/

— ANDRZEJ ZYBERTOWICZ O NOWEJ AGENCJI ODPOWIEDZIALNEJ ZA CYBERBEZPIECZEŃSTWO – jak mówi w rozmowie z GPC: “Dobrze by było, gdyby
za 2–3 lata w Polsce powstała nowa, odrębna służba specjalna, zajmująca się wywiadem elektronicznym i cyberbezpieczeństwem kraju – mówi cytowany przez „Dziennik Gazetę Prawną” prof. Andrzej Zybertowicz, doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego. Ekspert potwierdza, że „trwają już prace koncepcyjne, robiony jest tzw. inwentarz interesariuszy, czyli instytucji zainteresowanych pozyskiwaniem informacji od takiego nowego podmiotu”.

— OBERMINISTER ELBANOWSKA RZĄDZI POLSKĄ SZKOŁĄ – tytuł w SE: “Gigantyczne zmaieszanie w sprawie 6-latków”.

— SCHETYNA FIGHTER, SIEMONIAK SPINACZ – pisze w GW Renata Grochal: “Schetyna bardziej się nadaje na politycznego fightera od Siemoniaka. Ale tu pytanie, czy będzie umiał posklejać wszystkie środowiska w partii, Siemoniak jest kandydatem bardziej konsolidującym Platformę”.

— SIEMONIAK NIE MA NIC DO STRACENIA – pisze Grochal: “Startując na szefa Platformy, Siemoniak nie ma nic do stracenia. Nawet jeśli dostanie 20 proc. głosów, jak Jarosław Gowin, który w 2013 roku wystartował przeciwko Tuskowi, to będzie wygrany. Jego pozycja się wzmocni i w następnym rozdaniu będzie poważnym kandydatem na przewodniczącego. Dla Schetyny to bój o wszystko. Nigdy nie był tak blisko przejęcia partii i taki moment może się długo nie powtórzyć”.

— GROCHAL O ZYSKACH PETRU: “Jeśli walka będzie się przedłużać, to najwięcej zyska ten czwarty – Ryszard Petru – lider Nowoczesnej. Bo on sam się zgłasza jako pretendent do schedy po Platformie”.

— WROŃSKI W GW: PIS WYKORZYSTUJE BŁĘDY PO I TO, ŻE OPOZYCJA JEST ROZBITA: “Trudno zresztą winić PiS za to, że korzysta z szansy, jaką otrzymał w prezencie od wyborców i historii. Jarosław Kaczyński chce wykorzystać premię, jaką daje mu entuzjazm po wygranych wyborach. Chce wykorzystać to, że opozycja jest rozbita. Lewica zanikła, w PO toczy się walka o władzę, a dodatkowo Platforma wraz z Nowoczesną walczą ze sobą o ten sam elektorat. PiS wspiera partia Pawła Kukiza, który przyprowadził do Sejmu konglomerat narodowo-anarchistyczny. Wykorzystuje błędy PO, która m.in. sama zapoczątkowała podmywanie zasady wyboru sędziów Trybunału”.

— WROŃSKI O POWROCIE DO PRL BEZ KOMUNISTÓW dalej w GW: “Hasło „rozwój, rozwój, rozwój” to zasłona dymna, za którą kryją się głębokie zmiany polityczne. Fundamentalnymi pytaniami jest, czy PiS chce utrzymać w Polsce system liberalnej demokracji, czy chce powrotu do PRL, tylko bez komunistów”.

— WROŃSKI: SPRZEDALIŚMY DEMOKRACJĘ ZA 500 ZŁ: “Ta nasza polska demokracja musiała być rzeczywiście niewiele warta, skoro my, Polacy, sprzedaliśmy ją za obietnicę 500 złotych (od drugiego dziecka)”.

— MINISTER WASZCZYKOWSKI ZAPOWIADA EXPOSE ZAGRANICZNE W STYCZNIU – jak mówi w rozmowie z GW: “To oznacza wyłącznie, że rząd zajmuje się kilkuset sprawami, a polityka zagraniczna jest jedną z nich. I każdej z nich pani premier mogła poświęcić zaledwie minutę-dwie, zarysowując priorytety. Będę się starał tuż po Nowym Roku przedstawić w Sejmie założenia polityki zagranicznej:.

— WASZCZYKOWSKI NA PYTANIE GW CO ZROBIĆ Z UCHODŹCAMI: “Odesłać. Część to są ludzie z Bałkanów – Kosowo, Albania, Macedonia. Nie kwalifikują się, żeby zostać, bo to są państwa europejskie. Część być może trzeba odesłać do obozów dla uchodźców, gdzie są dla nich miejsca, czyli do Libanu, Jordanii, Turcji”.

— WASZCZYKOWSKI W GW O NIEMCZECH I RÓŻNYCH PUŁAPACH BEZPIECZEŃSTWA: “Np. Niemcy mają zupełnie inne podejście do bezpieczeństwa Polski. My uważamy, że w NATO nie może być dwóch pułapów bezpieczeństwa: inny dla Europy Zachodniej, gdzie stacjonują wojska amerykańskie, są bazy wojskowe, instalacje obronne, a w Polsce nic nie ma. A to Polska jest sąsiadem Rosji, która nas szantażuje”.

— WASZCZYKOWSKI O WRAKU: “Poleciłem już jednemu z wiceministrów, żeby umówił się na spotkanie, ustalił agendę, co nas łączy, co nas dzieli. Zwrot wraku również będzie przedmiotem tej rozmowy. Zapytamy, czy Rosja nadal zamierza trwać w tym uporze, że rzekomo prowadzi jakieś śledztwo.
– A jeśli nie oddadzą?
– To przekażemy tę sprawę do międzynarodowych instancji. Zaskarżymy do Trybunału w Strasburgu, tak jak oni nas za Katyń skarżyli”.

— O KRYTYCE WEWNĄTRZ PIS USUNIĘCIA WOJTUNIKA piszą w RZ Grażyna Zawadka i Izabela Kacprzak: “nie podoba się nawet niektórym członkom PiS. – Jak się chce uderzyć, kij się zawsze znajdzie – ocenia „numer z certyfikatem” jeden z posłów PiS. – Wojtunik powinien zakończyć kadencję. To źle rokuje i źle świadczy o Kamińskim”.

— PIS CHCE COFNĄĆ NAS DO XIX WIEKU – pisze w GW Tomasz Ulanowski: “PiS chce nas wszystkich cofnąć do XIX w. Nie tylko światopoglądowo, ale także politycznie (rozpalając konflikty z krajami europejskimi) i gospodarczo. Przyszłością polskiej energetyki, o której prezydent mówił podczas spotkania Narodowej Rady Rozwoju (!), ma być palenie węglem w piecu. Czarno to widzę”.

— O PLANACH WOBEC MEDIÓW PUBLICZNYCH piszą w GW Iwona Szpala i Agnieszka Kublik: “Z kim PiS chce odbudowywać media? Czabański nie podał nazwisk, ale określił nową ekipę: „ludzie uczciwi, profesjonalni, którzy chcą robić uczciwe media”. Indywidualne zaproszenia będą wysyłane do mediów komercyjnych i niezależnych. Jak się dowiadujemy, źródłem rekrutacji będzie „mainstream” pisowski, m.in. TV Republika, „Gazeta Polska”, Niezalezna.pl i wPolityce.pl, tygodnik „wSieci” i „Do Rzeczy”.

— GLIŃSKI CZUŁYM OJCEM 9-LATKI – na jedynce SE.

— TWARDY POLITYK, CZUŁY TATA – dalej SE.

— O PIOTRZE GLIŃSKIM AGATA KONDZIŃSKA W GW: “Na razie wykreował w mediach wizerunek nieustępliwego zamordysty, co dla ludzi, którzy go znają, jest zaskoczeniem. Gdyby jednak musiał wycofać się z polityki, znajdzie pomysł na emeryturę: – Mamy z żoną takie małe miejsce na Rysułówce, naprzeciwko Doliny Kościeliskiej. Kupiliśmy to, żeby było na stare lata, a dwa tygodnie później Jarosław Kaczyński zaproponował mi wejście do polityki. Ale w razie czego mam gdzie wracać”.

— ANDRZEJ URBAŃSKI O GLIŃSKIM w rozmowie z SE: “Wicepremier w tej rozmowie posunął się za daleko i to trzeba załagodzić. Choć według mnie dziennikarka pytająca pięć razy o to samo powinna być zdjęta z anteny. Pytanie trzeba umieć zadać tak, żeby rozmówca jednak się odsłonił”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/byly-prezes-tvp-o-klotni-glinskiego-z-lewicka-glinski-poszed-za-daleko_734443.html

— GW O DUDZIE W CHINACH: “Prezydent Andrzej Duda poleciał do Chin, by ściągnąć do Polski inwestycje. Ale na szczycie Chin i państw Europy Środkowo-Wschodniej największą umowę zawarły Węgry i Serbia”. – pisze Andrzej Kublik.

— ATOM Z CHIN NIE TERAZ – pisze RZ na jedynce: “ Chińczykom bardzo na niej zależy i wspólnie z francuskim EDF zamierzali zaproponować Polsce – tak jak Wielkiej Brytanii – technologie produkcji energii z atomu. – W Pekinie będą porozumienia polsko-chińskie, ale niedotyczące nuklearnej technologii – zapowiedział prezydencki minister Krzysztof Szczerski”.

— PUBLICZNE WYSŁUCHANIA POPRAWIŁYBY JAKOŚĆ DEBATY – pisze na opiniach rz Mateusz Fałkowski: “Komisje sejmowe są słabe, a politycy chowają się za plecami zastępców i rzeczników, unikając trudnych pytań”.

— NASI ISLAMSCY SOJUSZNICY – pisze na opiniach RZ Marek Migalski: “Nasze bezpieczeństwo wymaga więc od nas tego, byśmy nie izolowali się od muzułmanów, lecz byśmy wspólnie z nimi zwalczali naszych wspólnych wrogów – fundamentalistów i radykałów. U nich i u nas”.

— WSPÓŁPRACOWNIK MACIEREWICZA W PWPW – pisze w GW Andrzej Kublik: “Doradcą zarządu Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych został Piotr Woyciechowski – poinformowała nas ta państwowa firma. To bliski współpracownik Antoniego Macierewicza, obecnego ministra obrony”.

— ZARABIA 2600 ZA GODZINĘ – FAKT O POSŁANCE MRZYGŁOCKIEJ jako szefowej Rady Ochrony Pracy.

— DUDA W KABINIE PILOTÓW – ODDAJĘ SIĘ W PANÓW RĘCE – tytuł w SE.

— NOWY TEMAT POLITYCZNY? ALKOHOL NA KAŻDYM ROGU – Głos Szczeciński na jedynce o łatwej dostępności alkoholu: http://jedynki.press.pl/2015-11-25/glosszczecinski.jpg

— URODZINY: Władysław Frasyniuk, Piotr Pytlakowski, Edyta Żemła, Elżbieta Łukacijewska, John Abraham Godson, Małgorzata Niezabitowska.

300polityka.pl

merkelUtrzymanie

Państwo posła P.

Magdalena Środa, filozof, etyk, 25.11.2015

Wpisy posła P. na Twitterze

Wpisy posła P. na Twitterze (fot. Twitter)

Demokracja bywa nieprzewidywalna, autorytaryzm – raczej tak. W demokracji wiele decyzji powstaje jako wynik kompromisu, w autorytaryzmie wszystko jest wynikiem „chytrości rozumu” jednego człowieka (czasem po konsultacjach z podobnie myślącymi).

Demokracja bywa chaotyczna i różnorodna. Autorytaryzm jest uporządkowany i nastawiony na jeden cel. Demokracja bywa jak „pstry płaszcz malowany we wszystkie możliwe kwiatki, urozmaicony wszelkimi możliwymi obyczajami” (tak pisał Platon), autorytaryzm jest jak szary mundur. Demokracja wygląda jak Francja, autorytaryzm jak Rosja.

Nie chcę bynajmniej porównywać naszego „państwa w rozkwicie” (bo przecież „już nie w ruinie”) do państwa autorytarnego, choć niekiedy mam wrażenie, że obrało ono wyraźnie putinowski kierunek. Lubię jednak swoją pracę i wiem, że nie tylko telewizyjni dziennikarze mogą być słusznie ukarani. Słusznie, szybko, skutecznie.

Niemniej jednak muszę skomentować tweet posła P., będący oceną jakiejś mojej wypowiedzi. Poseł P. ze swoimi komentarzami i biografią (rocznik 71) wygląda bowiem jak wzór z Sevres obywatela i reprezentanta IV RP bis. Jest patriotą, katolikiem, prawdziwym Polakiem, jest również – co oczywiste – zaciekłym wrogiem lewactwa, „ideologii genderowej” oraz „agresywnej polityki Putina”, choć nic nie wskazuje na to, że lubi politykę łagodną. Ciepłą wodą w kranie z pewnością gardzi.

Jego ulubione wartości to: „chrześcijańska tożsamość”, „nasza historia” oraz „zaufanie i praca”. Można się domyślić, że chodzi o zaufanie wśród prawdziwych Polaków i pracę dla nich. Polacy nieprawdziwi mogą pracę stracić.

Poseł P. grozi mi: „Będzie ustawa antyterrorystyczna. Udzielanie propagandowej pomocy ISIS będzie zakazane. Ustawa obejmie lewicowe intelektualistki” (wpis z 15 listopada, godz. 22). To przecież genialne! „Udzielaniem propagandowej pomocy ISIS” będzie nazywana wszelka krytyka poczynań rządu. Cokolwiek negatywnego powie się o decyzjach dotyczących Trybunału Konstytucyjnego, ograniczenia praw obywatelskich, zwolnień w pracy, będzie to traktowane jako „udzielanie pomocy propagandowej Państwu Islamskiemu” i karane (utrata pracy, chłosta, więzienie?). Wszystkie te kary należą się bez wątpienia „lewicowym intelektualistkom”, tak jak kiedyś należały się one „wrogom ustroju”.

Poseł P., jak każdy żarliwy patriota, po wysłaniu swego tweeta poczuł jednak pewien niedosyt. Dlaczego karane mają być tylko „lewicowe intelektualistki”? Przecież wiadomo, że kobiety w prawdziwym państwie niewiele mogą. Potrzeba im wsparcia. Takie daje wielu „Gazeta Wyborcza”. A więc po jakimś czasie – niezbędnym na głęboką refleksję – poseł P. pisze: „Jęki lewactwa w postkomunistycznym szmatławcu to miód na moje serce. Już niedługo zajmę się wami wszystkimi”. Osobiście czy systemowo? Poseł P. grozi? Ależ skąd! To tylko afirmacja nowej władzy, nowego porządku, nowej rzeczywistości.

Witajcie więc w nowym państwie posła P.! Ma kilka milionów obywateli P. i władzę, która wie, co z nami zrobić (wszelkie skojarzenia z autorytarnym państwem Putina będą traktowane jako „udzielanie propagandowej pomocy ISIS”).

posełPGrozi

wyborcza.pl

Premier Szydło „sprzątnęła” flagę Unii Europejskiej. To znaczy, że nie słucha Polaków. I Lecha Kaczyńskiego

Roman Imielski, 25.11.2015

Premier Beata Szydło zrezygnowała z używania flagi UE podczas wystąpień. Tu wyjątek w Europie: poniżej od lewej zobaczymy premiera Irlandii Endę Kenny'ego, prezydenta Francji Francoisa Hollande'a oraz premiera Chorwacji Zorana Milanovica podczas publicznych wystąpień

Premier Beata Szydło zrezygnowała z używania flagi UE podczas wystąpień. Tu wyjątek w Europie: poniżej od lewej zobaczymy premiera Irlandii Endę Kenny’ego, prezydenta Francji Francoisa Hollande’a oraz premiera Chorwacji Zorana Milanovica podczas publicznych wystąpień (Agencja Gazeta)

Bo Polacy są za Unią. Aż 86 proc. badanych popiera obecność naszego kraju w Unii Europejskiej – wynika z badań CBOS z października 2015 r. Co więcej, od zeszłego roku to poparcie bije rekordy. Najwyższe było w marcu 2014 r. – aż 89 proc.

Decyzja rządu Beaty Szydło, by występować przed mediami wyłącznie na tle flag biało-czerwonych, może wydawać się błahostką. Ale błahostką nie jest. Pokazuje bowiem, jak nowa ekipa traktuje ideę solidarności europejskiej nawet w sprawie symboli. I to w Polsce, której obywatele darzą UE tak wielkim poparciem.

Znam jeden przypadek, gdy przywódca unijnego państwa pozbył się podczas publicznych wystąpień niebieskiej flagi z gwiazdkami. To premier Węgier Viktor Orban, od dawna wojujący z Brukselą i przypodchlebiający się Rosji. Od pewnego czasu występuje na tle kilkunastu flag wyłącznie węgierskich.

Pani premier proponuję też przeczytać poniższe słowa:

„Data 1 maja 2004 r. to jeden z najważniejszych dni w naszej narodowej historii. Przez wieki Rzeczpospolita była częścią politycznego Zachodu. W wielu wymiarach nasz kraj uczestniczył w jego życiu politycznym, kulturalnym i naukowym. Rozbiory Polski brutalnie przerwały ten stan. Pokolenia Polaków walczyły o to, by Polska niepodległa powróciła na należne jej miejsce w rodzinie wolnych narodów. Udało się to w roku 1918. Niestety, niepodległość nie trwała długo.

Dwadzieścia lat temu historyczne czerwcowe wybory rozpoczęły nowy okres. Trzy miesiące później powołany został pierwszy niekomunistyczny rząd. W 1999 r. weszliśmy do NATO, a w roku 2004 potwierdziliśmy nasz sukces, stając się pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Mamy prawo cieszyć się i być dumni, że aspiracje naszych przodków wypełniły się na naszych oczach. Jestem przekonany, że silna Polska w Europie to Polska sukcesu”.

Te słowa wypowiedział 30 kwietnia 2009 r. prezydent Lech Kaczyński w telewizyjnym orędziu, mając obok dwie flagi – polską i unijną. Sześć miesięcy później podpisał traktat lizboński, kończąc proces jego ratyfikacji w Polsce. W tle też były flagi biało-czerwone i niebieskie z gwiazdkami.

Zobacz także

wyborcza.pl

premierSzydłosprzątnęła

PiS chce nas cofnąć do XIX wieku

Tomasz Ulanowski, 25.11.2015

Polska ciągle, ćwierć wieku od rozpoczęcia przemian, produkuje blisko 90 proc. prądu, spalając węgiel

Polska ciągle, ćwierć wieku od rozpoczęcia przemian, produkuje blisko 90 proc. prądu, spalając węgiel (Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta)

Jeśli chodzi o węgiel, to w skali europejskiej jesteśmy potęgą – cieszył się niedawno prezydent Andrzej Duda na posiedzeniu powołanej przez siebie Narodowej Rady Rozwoju. – Mamy tego węgla jeszcze na ponad 200 lat. Jest naszym absolutnie podstawowym surowcem energetycznym, naszą bazą energetyczną i ważnym elementem naszej suwerenności energetycznej.

Polska ciągle, ćwierć wieku od rozpoczęcia przemian, produkuje blisko 90 proc. prądu, spalając węgiel. Większość naszej energetyki cieplnej również oparta jest na węglu. Inaczej mówiąc, zamiast wykorzystywać to polskie czarne złoto inteligentnie (z węgla kamiennego można uzyskać: plastiki, detergenty, barwniki, środki zapachowe, leki, czystsze paliwa), my wolimy je prymitywnie wrzucać do pieca. Jak nasi dziadkowie i babcie.

Europa Zachodnia dawno pozamykała większość kopalni. Cały nowoczesny świat, nie tylko Europa, ale też USA i Chiny, zwiększa udział odnawialnych źródeł energii w swoim miksie energetycznym. Trwa wyścig po nowe technologie energetyczne. A Polska patrzy w przeszłość.

Mało tego. PiS zamierza wplątać Polskę w konflikt z Unią Europejską.

– UE bierze na siebie daleko idące zobowiązania klimatyczne, których koszty ponoszą europejskie gospodarki, w tym Polska – mówił Duda. Te zobowiązania, uważa prezydent, będą wymagać rewizji.

Unia bardzo poważnie podchodzi do walki z globalnymi zmianami klimatu. W październiku Rada Europejska zobowiązała całą UE do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych o 40 proc. do 2030 r. (w porównaniu z rokiem 1990). Zgodził się na to poprzedni polski rząd. Próba renegocjacji tego z trudem wypracowanego porozumienia oznacza starcie m.in. z Niemcami.

Co więcej, w poniedziałek w Paryżu rozpoczyna się szczyt klimatyczny, podczas którego przeszło 190 krajów świata ma wynegocjować nowe globalne porozumienie o ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych. Prezydent Duda narzekał, że światowe mocarstwa gospodarcze, jak: USA, Rosja, Chiny, Brazylia czy Indie, w zasadzie nie przyjęły żadnych ograniczeń dotyczących emisji. Tyle że to nieprawda.

Najwięksi producenci cieplarnianego dwutlenku węgla – czyli Chiny i USA – zobowiązali się (podobnie jak UE) do redukcji emisji. Obietnice złożone przez prawie wszystkie państwa, które wezmą udział w szczycie – jeśli tylko będą ostateczne i zostaną dotrzymane – do końca wieku pozwolą ograniczyć ocieplenie do 3 st. C. Na razie temperatura Ziemi skoczyła o blisko 1 st. w ciągu przeszło 100 lat.

Warto zauważyć, że 3 st. ocieplenia to dla systemu klimatycznego Ziemi bardzo dużo. Dla ludzi i innych gatunków – niebezpiecznie dużo. Z powodu radosnego spalania węgla, ropy i gazu tak rozhulaliśmy globalne zmiany klimatyczne, że stały się one największym wyzwaniem stojącym dziś przed człowiekiem.

Teraz na dodatek PiS chce nas wszystkich cofnąć do XIX w. Nie tylko światopoglądowo, ale także politycznie (rozpalając konflikty z krajami europejskimi) i gospodarczo. Przyszłością polskiej energetyki, o której prezydent mówił podczas spotkania Narodowej Rady Rozwoju (!), ma być palenie węglem w piecu. Czarno to widzę.

Zobacz także

piSchcenasCofnąć

wyborcza.pl

%d blogerów lubi to: