Hairwald

W ciętej ranie obecności

Religia, 08.11.2015

 

Międzynarodowe badanie: religijne dzieci są mniej życzliwe od niereligijnych

past, 08.11.2015
Lekcja religii

Lekcja religii (RAFAŁ MICHAŁOWSKI/AG)

Dzieci, wychowywane w religijnych rodzinach, są mniej skłonne do dzielenia się, za to surowiej oceniają innych – ustalił międzynarodowy zespół naukowców. Dotyczy to zarówno chrześcijan, jak i muzułmanów.

 

„84 proc. ludzi na świecie identyfikuje się z jakąś religią. Powszechną opinią jest, że religia kształtuje moralność wiernych. W rzeczywistości związek między religijnością a moralnością jest dyskusyjny” – czytamy w piśmie naukowym „Current Biology”, gdzie opublikowano wyniki badania.

Międzynarodowy zespół naukowców przeprowadził badanie na grupie 1170 dzieci z sześciu państw (Kanady, USA, Chin, Turcji, Jordanii i RPA). 24 proc. z nich należało do rodzin chrześcijańskich, 43 proc. – muzułmańskich, a 28 proc. do rodzin niereligijnych. Religijność oceniano na podstawie wywiadu i kwestionariusza.

We wszystkich badanych państwach, religijni rodzice częściej deklarowali, że ich dzieci wykazują się większą empatią i poczuciem sprawiedliwości od innych. Jednak badanie wykazało, że jest dokładnie odwrotnie.

Niereligijne dzieci chętniej dzielą się z innymi

Jedno z badań polegało na rozdaniu dzieciom w szkole naklejek. Następnie prowadzący badania informował je, że nie starczy mu czasu na rozdanie naklejek wszystkim uczniom. Sprawdzano, które z nich chętniej podzielą się z rówieśnikami.

Badania wykazały, że chrześcijańskie i muzułmańskie dzieci nie różnią się znacząco w altruizmie, jednak obie grupy są znacznie mniej skłonne do bezinteresownego dzielenia się niż niereligijne dzieci.

„Co więcej, negatywny stosunek między altruizmem i religijnością rośnie z wiekiem. U dzieci, mających dłuższe doświadczenie z religią, ten negatywny stosunek jest największy”, czytamy w artykule poświęconym badaniu.

Naukowcy ustalili także, że religijność wpływa na skłonność do karania. Religijne dzieci okazały się surowsze w osądzaniu innych. Chrześcijańskie dzieci uznawały wyrządzanie krzywdy za bardziej znaczące, niż dzieci niereligijne, a dzieci muzułmańskie – jeszcze bardziej niż chrześcijanie.

TOK FM

Nieoficjalnie: jutro zbierze się komitet polityczny PiS. „Macierewicz szefem MON. To przesądzone”

AB, PAP, 08.11.2015
Na jutro planowane jest posiedzenie komitetu politycznego PiS, który ma zatwierdzić skład przyszłego rządu – dowiedział się nieoficjalnie PAP. Według informatorów agencji z kierownictwa partii, „od kilku dni jest przesądzone”, że kandydatem na szefa MON jest Antoni Macierewicz.

Antoni Macierewicz przed siedzibą PiS, 27 października

Antoni Macierewicz przed siedzibą PiS, 27 października (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

 

Spotkania w sprawie składu nowego rządu z udziałem Jarosława Kaczyńskiego i Beaty Szydło trwały do piątku. Wówczas też w siedzibie PiS zebrało się ścisłe kierownictwo partii z udziałem jej prezesa, wiceprezesów, wicemarszałka Sejmu kończącej się kadencji Marka Kuchcińskiego oraz szefa obecnego klubu ugrupowania Mariusza Błaszczaka.

W piątek rozmowę odbył także Konrad Szymański, który według informacji PAP miałby być szefem nowego resortu – ministerstwa ds. europejskich.

Wcześniej z prezesem PiS i Beatą Szydło rozmawiali również europoseł Dawid Jackiewicz (miałby być ministrem skarbu), Elżbieta Witek (przymierzana do ministerstwa edukacji) i Andrzej Adamczyk (miałby być ministrem infrastruktury), a także Konstanty Radziwiłł (typowany na przyszłego ministra zdrowia).

Ziobro ministrem sprawiedliwości?

PAP przypomina, że w tym tygodniu Kaczyński i Szydło spotkali się jeszcze m.in. z liderem Solidarnej Polski Zbigniewem Ziobro (typowanym przez część mediów na ministra sprawiedliwości), Elżbietą Rafalską (według informatorów PAP z kierownictwa PiS może objąć ministerstwo pracy), posłem Krzysztofem Jurgielem (typowanym na ministra lub wiceministra rolnictwa), europosłem Zbigniewem Kuźmiukiem (mógłby być ministrem finansów), posłem Krzysztofem Tchórzewskim (specjalizuje się w sprawach infrastruktury i transportu, w tym resorcie mógłby być wiceministrem odpowiedzialnym m.in. za kolej).

W siedzibie PiS był też m.in. Witold Waszczykowski (typowany na ministra spraw zagranicznych) i Piotr Naimski (potencjalny minister energetyki).

Teki wicepremierów obejmą m.in. Błaszczak i Gliński

Z kolei we wtorek w siedzibie PiS z prezesem i kandydatką na premiera rozmawiali m.in. prof. Piotr Gliński, Mariusz Błaszczak, Mariusz Kamiński, Jarosław Gowin i Antoni Macierewicz. Dotychczas, jak zapewniała sama Szydło, kandydatem na szefa MON był lider Polski Razem Jarosław Gowin. W ostatnich dniach jednak w mediach pojawiły się spekulacje, że resort obrony może objąć Antoni Macierewicz, a Gowin otrzyma inny resort, np. nauki i szkolnictwa wyższego.

Według informatorów PAP z kierownictwa PiS „od kilku dni jest przesądzone”, że kandydatem na szefa MON jest właśnie Macierewicz.

B. szef CBA Mariusz Kamiński miałby zostać natomiast koordynatorem służb specjalnych, zaś Mariusz Błaszczak wymieniany jest jako kandydat na ministra spraw wewnętrznych. Wśród „pewniaków” do nowego rządu rozmówcy PAP wymieniali europosła Marka Gróbarczyka jako ministra gospodarki morskiej, posła Andrzeja Adamczyka jako ministra infrastruktury oraz Piotra Naimskiego, jako ministra energetyki. Teki wicepremierów mają objąć m.in. Błaszczak i Gliński.

nieOficjalnieZbierzeSię

gazeta.pl

 

Rządy PiS? Teatrzyk kukiełkowy

08-11-2015

Tomasz Lis newsweek plus paywall

 fot. Marcin Kaliński  /  źródło: Newsweek

Prezes nie będzie sobie zawracał głowy gospodarką. Część obietnic się spełni, z innych zostaną strzępy, o reszcie się zapomni. Jak powstaje rząd PiS?

Czas nadszedł. Bronię Jarosława Kaczyńskiego przed ludźmi, którzy z niezrozumiałych powodów nie są w stanie zrozumieć nieubłaganej logiki politycznego procesu i kwestionują sens decyzji prezesa – pisze we edytorialu Tomasz Lis.

Co, zdaniem redaktora naczelnego „Newsweeka” zadziwiło wytrawnych politycznych graczy takich jak Leszek Miller i Roman Giertych? Fakt, że do rządu mogą trafić ludzie symbolizujący IV RP, skoro PiS prezentowało w kampanii inną twarz. Dlaczego jednak prezes nie miałby robić tego, co przynosi mu polityczną korzyść, skoro mu na to pozwolono? Jarosław Kaczyński najpierw znalazł pana Dudę i Szydło, by pojawić się w momencie, gdy przegrana PO była już pewna. „Dzięki temu nikt po wyborach nie mógł mówić, że wybory wygrała Szydło dzięki temu, że Kaczyński się chował. Sprawa ważna. Przypomnijmy, że w roku 2006 bracia Kaczyńscy nie zdecydowali się na wyborczą dogrywkę w obawie, że autorem ewentualnego zwycięstwa i jego beneficjentem byłby Kazimierz Marcinkiewicz” – podkreśla Tomasz Lis.

Zemsta i wychowanie

Prezes od samego początku zaznaczał, że Beata Szydło będzie premierem tak długo, jak w jego poczuciu będzie „dawała radę”, czytaj: jak długo on uzna to za stosowne. „To tak, by nikomu do głowy nie przyszło, że Szydło może być jakąś naszą wersją kanclerz Merkel” – analizuje redaktor naczelny „Newsweeka” i przypomina moment, w którym Kaczyński straszył potencjalną panią premier, że na jej miejsce może jeszcze wejść wieczny kandydat na to stanowisko prof. Gliński. Wcześniej w podobny sposób prezes sformatował prezydenta Dudę.

„Prezesowi pozostało więc jeszcze stworzenie rządu. By przeczołgać panią Szydło dokumentnie, nakazał posłowi Błaszczakowi publiczne zadeklarowanie, że nie będzie żadnego rządu autorskiego, lecz rząd PiS – czytaj: będzie rząd autorstwa Kaczyńskiego. Beata Szydło próbowała się bronić autoironią i gdy tabloid szydził, że kupuje mięso, kiedy decyduje się skład rządu, odpowiedziała, że owszem, kupowała, ale pasztet. Autoironia średnio wyszła. Po cóż go kupować, skoro koledzy już zafundowali jej pasztet, który będzie zjadać przed całą Polską” – pisze Tomasz Lis.

 

Newsweek.pl

Fatalna wpadka wizerunkowa PiS. Opublikowali na swoich stronach ekspertyzę, która miażdży… ich pomysły

Teraz politycy Prawa i Sprawiedliwości będą musieli się namęczyć by przekonać, że podatek jest potrzebny.
Teraz politycy Prawa i Sprawiedliwości będą musieli się namęczyć by przekonać, że podatek jest potrzebny. Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta

Prawo i Sprawiedliwość na swoich stronach internetowych opublikowało ekspertyzę, która – delikatnie mówiąc – niezbyt pochlebnie opisuje pomysły partii Jarosława Kaczyńskiego. Nie wiadomo na razie, kto odpowiada za wizerunkową wpadkę. Używanie mają już jednak internauci.

Prawo i Sprawiedliwość do wyborów szło z propozycjami zmian podatkowych. Wśród nich był podatek od transakcji finansowych. Na stornie PiS znalazła się ekspertyza podpisana przez radcę prawnego Filipa Seredyńskiego. Opinia jest mocno krytyczna.

Wśród negatywów są wymieniane: uderzenie w inwestorów, odpływ kapitału z Polski i zwiększone ryzyko uciekania przed opodatkowaniem. Co ciekawe Seredyński nie znalazł pozytywnych aspektów wprowadzenia podatku: „Pozytywne skutki FTT (Financial Transaction Tax ) nie zostały udowodnione” – twierdzi ekspert.

Opinię można znaleźć na stronie internetowej PiS-u, ale nie wiadomo kto ją wprowadził – jest umieszczona jako załącznik a nie jako podpisany wpis.

 

naTemat.pl

 

„Ktoś dał zielone światło, żeby ją odstrzelić”. „Newsweek” o nowym ujęciu tragedii wiceminister Moniki Zbrojewskiej

"Newsweek" próbuje ustalić kulisy tragicznych wydarzeń z ostatnich dni życia wiceminister sprawiedliwości Moniki Zbrojewskiej.
„Newsweek” próbuje ustalić kulisy tragicznych wydarzeń z ostatnich dni życia wiceminister sprawiedliwości Moniki Zbrojewskiej. Fot. Screen/youtu.be/2z5pk8Ar2e0

Zatrzymanie za jazdę pod wpływem alkoholu, a później śmierć wiceminister sprawiedliwości Moniki Zbrojewskiej rozpaliły opinię publiczną. Najpierw wysoko postawioną prawniczkę zlinczowano, później zaczęto bawić się spekulacjami na temat przyczyn jej śmierci. Prawdziwe kulisy całej tej sprawy próbuje dziś nakreślić najnowszy „Newsweek”.

Tygodnik opisuje nie tylko chronologię zdarzeń, które sprawiły, iż Monika Zbrojewska w zaledwie kilka dni straciła wszystko, czemu od wielu lat się poświęciła, a koniec tej smutnej historii straciła życie. Wojciech Cieśla ujawnia kilka poziomów tego, co działo się wokół wiceminister sprawiedliwości.

Pierwszy jest najbardziej znany już większości Polaków i dotyczy społecznego linczu na kobiecie zatrzymanej za jazdę pod wpływem alkoholu. Interwencja funkcjonariuszy policji w jej sprawie, oraz ujawnienie jej pobytu w izbie wytrzeźwień dla większości obywateli stało się powodem do bezpardonowej krytyki lub najbardziej brutalnych drwin z osoby, która w kilka chwil z wpływowego urzędnika stała się kimś, do kogo przeciętny Polak nie czuje żadnego szacunku.

Z tym związany jest też drugi poziom dramatu Moniki Zbrojewskiej. W kilka kolejnych dni fakt, iż zatrzymano ją za jazdę pod wpływem alkoholu zaczynał prowadzić do tego, że groziła jej utrata nie tylko ministerialnego stanowiska, ale i pracy na uczelni, oraz prawdopodobne wykluczenie z palestry.

Trzecią kwestią pozostaje pytanie o „polityczne” tło. – Nie była w partii, nie była politykiem – mówią „Newsweekowi” jednogłośnie ci, którzy znali ją lepiej. Należy jednak pamiętać, że skandal wokół niej wybuchł tuż przed zapadnięciem ciszy wyborczej.

– Wszystkich nas zastanawia to, że Zbrojewską zatrzymali koło południa, a informacja wyszła do dziennikarzy cztery-pięć godzin później. Myśli pan, że jak zatrzymują ministra, to nikt z policji nie konsultuje tego z przełożonymi? Ktoś dał zielone światło, żeby ją odstrzelić – stwierdza jeden z łódzkich prawników w rozmowie z tygodnikiem.

I przekonuje, że zainteresowanie wokół Moniki Zbrojewskiej nie byłoby tak mocno nakręcone, gdyby nie fakt, iż „wrzutką ze Zbrojewską można było uderzyć w Grabarczyka”. Bo choć ostatnio Zbrojewska pracowała jako zastępczyni ministra Borysa Budki, wielu uważało ją za osobę najsilniej związaną właśnie z byłym ministrem sprawiedliwości i niegdysiejszym łódzkim baronem PO.

ktośDałZielone

naTemat.pl

„Spectre” kręcił polski operator. Jak robi się Bonda za 300 milionów dolarów? [ROZMOWA]

Jacek Szczerba, 06.11.2015

Łukasz Bielan - tu podczas zdjęć do

Łukasz Bielan – tu podczas zdjęć do „Ziarna prawdy” (Fot. Jarosław Kubalski / Agencja Gazeta)

Łukasz Bielan, operator kamery w „Spectre”, nowym filmie o Jamesie Bondzie: – Spytałem Monicę Bellucci, czy mogę położyć głowę na jej udzie. Ona na to: „Wszystko, czego tylko chcesz”

Wszystko o „Spectre” i filmach z Jamesem Bondem znajdziesz w serwisie wyborcza.pl/jamesbond

JACEK SZCZERBA: Jak dostaje się pracę w filmie o Bondzie?

ŁUKASZ BIELAN*: Z Hoyte Van Hoytema, autorem zdjęć do „Spectre”, od lat chcieliśmy zrobić coś wspólnie, ale problem polegał na tym, że on lubi sam brać kamerę do ręki. Nie potrzebował mnie. Ale pewnego dnia Hoyte zadzwonił: – Mam projekt idealny dla nas. Ja będę się mógł skoncentrować na świetle, a ty będziesz się zajmował kamerą. Wracaliśmy wtedy z żoną z Polski do Stanów. Gdy powiedział: – To „Bond”, aż jęknąłem. To jest przedsięwzięcie o budżecie 300 mln dolarów, wspaniałe lokacje, ogromna hala zdjęciowa… Długo się nie zastanawiałem.

Reżyser Sam Mendes zastrzegł: „Jestem świetnie przygotowany, ale też otwarty na wasze sugestie”. I rzeczywiście, niektóre z nich przyjmował.

Jakie przyjęliście założenia?

– Że każde miejsce akcji ma mieć swoją barwną specyfikę. Włochy winny być ciepłe i pastelowe. W Austrii mieliśmy poczuć studzienny chłód alpejskiego jeziora. Meksyk rozgrzany, ale ze zmniejszoną intensywnością koloru, żeby tamtejsze Święto Zmarłych nie wyglądało zbyt radośnie. W Maroku kręciliśmy w hotelu, w którym Stonesi nagrywali kiedyś płytę.

„Skyfall” Mendes nakręcił z Rogerem Deakinsem w zapisie cyfrowym. „Spectre” robiliśmy na taśmie światłoczułej. To powrót do poetyki dawnych „Bondów”. Przy cyfrze wiadomo, że efekt będzie dokładnie taki sam jak to, co widzisz na podglądzie. Przy taśmie zawsze jest niepewność, jak zareaguje na dane światło. Dlatego tak ekscytujące było oglądanie materiałów nakręconych każdego dnia.

Ile było tych dni?

– 138, bo zdarzyły się obsuwki. Daniel rozwalił sobie kolano, poleciał na operację do Nowego Jorku…

Szczególne wrażenie robi scena otwierająca film, kręcona w Mexico City.

– Wyzwaniem było zsynchronizowanie ruchów aktorów i statystów z ruchem kamery. Ta najpierw towarzyszy panu Sciarra, potem dociera do Bonda i dziewczyny, i idzie za nimi. Kręciliśmy to w trzech miejscach. W Meksyku ulica i hotel, a pokój hotelowy – to już hala w Londynie. Gdy Bond wychodzi z pokoju przez okno, znów jest w Meksyku. Pomysł, by nakręcić to wszystko w jednym ujęciu, był zbyt efekciarski. I został zarzucony.

Sceny ze śmigłowcem to animacja komputerowa?

– Akrobacje są prawdziwe. Te wszystkie beczki wykonywał prawie 60-letni facet z ogromnym białym wąsem pracujący zwykle dla Red Bulla. Na końcu Bond pikujący w dół miał wyprostować maszynę tuż nad ziemią. Wąsacz w tej ewolucji nie powinien zejść poniżej 10 stóp nad ziemią. Zszedł do czterech. Koordynator ujęcia zbladł jak ściana i sklął pilota: „Tu są ludzie i kamera!”. Jacy ludzie? Pilot dostał taką dawkę adrenaliny, że nikogo nie zauważył.

Ile ważyła kamera?

– Czterdzieści parę kilo. Ale to mało. Kręcąc „Życie Pi” Anga Lee, miałem 200-kilową. Czterech gości pomagało mi ją utrzymać. Lubię takie wyzwania.

Jaki na żywo jest Daniel Craig?

– Nie potrzebuje się spinać – po prostu się włącza i wyłącza. Nie korzysta z żadnej metody stawania się graną postacią.

Dostał świetne bondowskie ubrania od Toma Forda. Gdy w Londynie miała się odbyć ceremonia wręczania nagród BAFTA, Hoyte, który był nominowany za zdjęcia do „Interstellar”, powiedział: „Nie ma tu mojej żony, więc to ty pójdziesz ze mną na tę randkę”. Ale ja do Anglii nie wziąłem ze sobą garnituru. Wybrałem się więc do pani kostiumolog, która powiedziała: „Mam tu jeden taki garniturek”. To był garnitur Bonda ze „Skyfall”. Leżał jak ulał.

Monica Bellucci.

– Wiemy, że to seksbomba, więc w kontakcie z nią ogarnia cię jakieś zawstydzenie. A tymczasem Bellucci ma wspaniały luz, choć jest świadoma swej urody i czasami nią kokietuje. Gdy kręciliśmy scenę, w której Bond wychodzi z jej łóżka, a ona jest w samej bieliźnie, nie było gdzie wstawić kamery, żeby od dołu sfotografować Craiga. Spytałem Bellucci, czy mogę położyć głowę na jej udzie. Ona na to: „Wszystko, czego tylko chcesz”.

Léa Seydoux.

– Na próbach jest potwornie wstydliwa, co trochę komplikuje pracę. Staje się postacią właściwie tylko podczas rejestracji ujęcia.

Christoph Waltz, który grał kiedyś w dwóch filmach Zanussiego.

– Witał mnie po polsku. Jako nikczemny Oberhauser miał scenę z białym kotem, a nie znosi kotów. I ten kot to wiedział; nie zliczę, ile było dubli.

Ralph Fiennes.

– Kręciłem z nim kiedyś film „Gniew tytanów”, w którym grał Hadesa, a między ujęciami głośno przygotowywał się do grania Otella w teatrze. O Otellu dużo rozmawiali Craig z Mendesem, Daniel ma zagrać u niego Jagona.

Co zostało nakręcone, a potem wypadło w montażu?

– Długa rozmowa między M i Moneypenny, w której ona broni Bonda. Nakręciliśmy nawet, jak pistolet w finale zrzucony przez Bonda z mostu, wpada do wody. Ale Sam w montażu nie boi się wyrzucać. Studio mogłoby mu powiedzieć, że coś musi zostać, skoro nagranie tego tak dużo kosztowało. „Skyfall” wypadło jednak na tyle dobrze, że dali mu totalną wolność.

Gdy Mendes zaczyna film, całkowicie odcina się od telefonów i internetu. Zasuwaliśmy czasem po 15 godzin dziennie. Którejś soboty był ważny mecz Arsenalu, którego Sam jest kibicem (a Craig woli Liverpool). Chłopcy z ekipy liczyli, że pozwoli nam go zobaczyć. Nic z tego.

*Łukasz Bielan (1967) – autor zdjęć do „Ziarna prawdy” Borysa Lankosza, operator kamery m.in. we „Wrogach publicznych” Michaela Manna. Z Polski wyjechał w 1988 r. Karierę zaczynał jako asystent legendarnego operatora Svena Nykvista przy „Chaplinie” (1992) Richarda Attenborough

O kulisach najdłuższego serialu w dziejach kina przeczytasz w książce „James Bond. Szpieg, którego kochamy” >>

Zobacz także

spytałemMonikęBelluci

wyborcza.pl

 

 

jestToWizyta

jestToWizyta1

Monika Olejnik odgryzła się Prof. Zybertowiczowi. „Chciałabym aby rozwinął się pan intelektualnie”

Monika Olejnik odgryzła się Prof. Zybertowiczowi. "Chciałabym aby rozwinął się pan intelektualnie"
Monika Olejnik odgryzła się Prof. Zybertowiczowi. „Chciałabym aby rozwinął się pan intelektualnie” Agencja Gazeta

Zybertowicz zaorał Olejnik – grzmiały prawicowe media po niegrzecznej uwadze prof. Andrzeja Zybertowicza. Doradca prezydenta kilka dni temu powiedział w TVN24: „Boże święty, pani nic się nie rozwinęła intelektualnie”. W czasie niedzielnego programu dziennikarka wróciła do tej wypowiedzi.

– Chciałabym aby rozwinął się pan intelektualnie i nie powtarzał tych bzdur – powiedziała w czasie niedzielnego programu prowadząca Monika Olejnik. Jednak to nie personalna potyczka była najważniejszą częścią „Siódmego dnia tygodnia”. Prof. Zybertowicz potwierdził to, czego od kilku dni domyślali się dziennikarze.

PROF. ANDRZEJ ZYBERTOWICZ

Doradca prezydenta Andrzeja Dudy

Kancelaria Prezydenta nie wiedziała, że 11-12 listopada będzie szczyt.

Przypomnijmy, że chodzi o termin inauguracyjnego posiedzenia Sejmu, które Andrzej Duda wyznaczył w czasie ważnego szczytu Unii Europejskiej. – Andrzej Duda się zakiwał – skomentował dziennikarz Michał Majewski. Jeśli prof. Zybertowicz ma rację, Duda się nie zakiwał, a po prostu nie dysponował dostateczną wiedzą.

– Prezydent wpadł we własną pułapkę. Powinien teraz lecieć na Maltę i reprezentować Polskę na nieformalnym szczycie Rady Europejskiej w sprawie uchodźców – pisze dziennikarz serwisu Kulisy24 Michał Majewski. Decyzję prezydenta nazwał oczywistym błędem.

 

monikaOLejnikOdgryzłaSię

naTemat.pl

Rząd raczej na rok niż całą kadencję. „Newsweek” ujawnia ministerialne decyzje Kaczyńskiego

Nazwiska ministrów już znane
Nazwiska ministrów już znane Fot. Newsweek

Kto i co będzie robić w rządzie jest już przesądzone. W nowym numerze tygodnika, mowa o powracających tryumfalnie Zbigniewie Ziobrze, Antonim Macierewiczu czy Adamie Bielanie. Decyzję o obsadzeniu ministerialnych stołków podjął prezes Kaczyński, który zdaniem rozmówców Newsweeka, nie usłyszy słów sprzeciwu zarówno od Beaty Szydło, jak i prezydenta.

– Słaby premier i silna frakcja jastrzębi – pisze „Newsweek”. – Do gry wracają Macierewicz, Ziobro, Kamiński. Całą operacją w roli nadpremiera steruje Jarosław Kaczyński – dodaje. Według anonimowego rozmówcy, kandydatka na premiera nie miała wiele do powiedzenia w kwestii wyboru ministrów. Ich lista jest już gotowa. – Wszystkie nazwiska klepnięte na sto procent. Teraz toczą się już tylko rozmowy o podziale kompetencji – mówi. – Szydło obejmuje rząd z poważnie obciążoną hipoteką. Oczywiście wiele będzie zależało od jej sprawności, ale to rząd raczej na rok niż całą kadencję – przekonuje.

Wiadomo już, kto obejmie ministerialne teki. Znane są m.in. nazwiska wicepremierów (w tym Piotr Gliński), ministra obrony narodowej, spraw węwnętrznych (i administracji) czy sprawiedliwości. Zaskoczenia nie będzie: potwierdza się, że w rządzie znajdą się Antoni Macierewicz, Zbigniew Ziobro, Mariusz Błaszczak i Jarosław Gowin. Swoją rolę odegra też Mariusz Kamiński, którego prezes widzi w służbach specjalnych – na tym jednak się nie skończy.

Jak podkreślają rozmówcy „Newsweeka”, wybór ministrów należał wyłącznie do prezesa PiS. Każdy z potwierdzonych przez rozmówców ma już konkretne plany, które zaakceptował Kaczyński. Ten od podejmowania decyzji odsunął całkowicie kandydatkę na premiera, Beatę Szydło, a także prezydenta Andrzeja Dudę. Ostatni szczególne obiekcje w stosunku do kandydatury Antoniego Macierewicza jako szefa MON, w tej roli widział kogoś innego. Prezes miał jednak ostatnie zdanie.

JEDEN Z PRZYSZŁYCH MINISTRÓW

Mówiąc językiem prezesa: to jest oczywista oczywistość. Nikogo, z Beatą Szydło włącznie, nie dziwi chyba, że mamy nadpremiera.

Oficjalnie nazwiska członków nowego rządu poznamy prawdopodobnie w poniedziałek, 9 listopada.

Cały artykuł do przeczytania w najnowszym „Newsweeku

słabyPremier

naTemat.pl

O brawurowej ucieczce Antoniego Macierewicza [LIST]

paniAgnieszkaKublik
paniAgnieszkaKublik1
Jerzy Zając, Częstochowa*, 07.11.2015

Antoni Macierewicz

Antoni Macierewicz (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Pani Agnieszka Kublik,
Pan Wojciech Czuchnowski
Szanowni Państwo,
W „Magazynie Świątecznym Gazety Wyborczej” z 10-11 października 2015 r. ukazał się Wasz artykuł „Lista przebojów Antoniego Maciarewicza” w którym znajduje się taki akapit: „W stanie wojennym internowany w czterech obozach; z Łupkowa ucieka w karawanie…”.W ostatnim okresie stanu wojennego również przebywałem w obozie internowanych w Nowym Łupkowie, gdzie znałem się z Antonim Macierewiczem, ba, często grywałem z nim w szachy. Zdanie cytowane powyżej jest nieprawdziwe, kolejny już raz stykam się z mitem brawurowej ucieczki Antka Macierewicza z obozu internowanych. W rzeczywistości Antek Macierewicz opuścił szpital w Sanoku 2 lub 3 grudnia 1982 r. Tego szpitala nikt z ówczesnych władz już nie pilnował, przebywali tam zwykli pacjenci, byli też leczeni internowani z Nowego Łupkowa.Skąd to wiem? Od 16 listopada do 2 grudnia 1982 r. przebywałem w domu (w Częstochowie) i 2 grudnia wracałem do Nowego Łupkowa, bo skończyła mi się przepustka. W Sanoku miałem przerwę w podróży i zajrzałem do szpitala odwiedzić kolegów. Tak robiliśmy, jeżeli wypuszczano nas, internowanych, do domu lub na przepustkę. W szpitalu spotkałem Antka Macierewicza, był tym zdziwiony. Porozmawialiśmy kilka minut, po czym ja udałem się do Łupkowa, a Antek został w szpitalu, którego – powtarzam – nikt nie pilnował. Następnego dnia już w Łupkowie dowiedziałem się, że Antek opuścił szpital, to znaczy uciekł z niego, wychodząc na zewnątrz. Nie wiem, czy było to jeszcze 2, czy już 3 grudnia 1982 r.Piszę to, bo peanów na temat odwagi Antoniego Macierewicza w czasie jego ucieczki z Łupkowa nie mogę już czytać i słuchać.Jerzy Zając – od 1980 r. i w stanie wojennym działacz „Solidarności”, poseł RP III kadencji (1997-2001)

Wideo „Magazynu Świątecznego” to coś więcej – więcej wyjątkowych tematów, niezwykłych ludzi, najważniejszych wydarzeń, ciekawych komentarzy i smacznych wątków. Co weekend poznasz ciekawy przepis, zasłuchasz się w interpretacji wiersza i przyznasz, że jest cudem, dowiesz się, co w trawie piszczy – w polityce, kulturze, nauce.

W ”Magazynie Świątecznym czytaj:

Wody! [Europa. Projekt 6 gazet europejskich]
3,5 mln ludzi umiera rocznie z powodu braku lub zanieczyszczenia wody. Według Światowego Forum Ekonomicznego w 2030 r. susza dotknie 40 proc. planety

W oku cyklonu. Czy grozi nam klimatyczna wojna? [Europa. Projekt 6 gazet europejskich]
Największych zniszczeń powodowanych zmianami klimatu nie widać gołym okiem. Od huraganów, susz i powodzi o wiele gorsze jest to, że rozpadają się społeczeństwa. Z Koko Warner rozmawia Maciej Jarkowiec

Marcin Dorociński. Do ostatniej kropli krwi
Zewsząd słyszę, że stajemy się pokoleniem obrazkowym, że ludzie przestają czytać. Tylko czy bloger albo publicysta z Fejsa potrafi demaskować polityków, odkrywać afery, stawiać trudne pytania? Z Marcinem Dorocińskim rozmawia Paweł Smoleński

Marcin Wicha: Już nie jestem prawdziwym amiszem
Świat, w którym można było coś ludziom narzucić w kwestii gustu, już się skończył. Z Marcinem Wichą, grafikiem, autorem książki „Jak przestałem kochać design”, rozmawia Aleksandra Boćkowska

Nie chcemy długich rządów PiS? Czas dokończyć rewolucję!
Wejście do Unii Europejskiej uznaliśmy za nadwiślański koniec historii. Fatalny błąd, bo to był dopiero początek

Nędza nasza mieszkaniowa. To nie jest kraj dla lokatorów
Dlaczego wolny rynek nie rozwiąże problemu braku mieszkań w Polsce? Bo nigdy i nigdzie tego nie zrobił

Niemcy, sanitariusz Europy
Na frankfurcki dworzec hitlerowcy przywozili robotników przymusowych, powstańców warszawskich. Dziś Niemcy to kraj skrajnie odmienny od tamtego sprzed 70 lat. Na ten sam dworzec trafiają ci, którzy szukają tu ratunku

Prezes sieci Rossmann: Frajerzy płacą największe podatki
2 proc. podatku od obrotu to 100 mln zł. Skąd je wziąć? Zwolnić część ludzi, a reszcie kazać pracować ciężej? Obniżyć pensje? Skończy się podwyżkami. Z Markiem Maruszakiem rozmawiają Piotr Miączyński i Leszek Kostrzewski

Piotr Matywiecki: Wiersz to list do człowieka [ROZMOWA]
– Na naszych oczach zanika umiejętność rozmowy twarzą w twarz. A także umiejętność rozmowy człowieka z samym sobą. Czyjś wiersz, przeczytany i przeżyty, naprowadza na wewnętrzną rozmowę – z Piotrem Matywieckim rozmawia Jarosław Mikołajewski

Marek Kondrat: Chodzi o to, żeby ocalić siebie
Nie tracić energii i czasu. Unikać nieprzemyślanych ruchów. Robić to, co cieszy. Odpuszczać – sposób na życie. Z Markiem Kondratem rozmawia Katarzyna Kubisiowska

listBrawurowa

wyborcza.pl

Wypędzanie Złego w Sejmie. Prawica „oczyszcza” pokoje po Palikocie

look, 08.11.2015

Ksiądz święci pomieszczenia klubu ZP

Ksiądz święci pomieszczenia klubu ZP (Fot. Superstacja)

Ksiądz zaproszony przez posłów Zjednoczonej Prawicy poświęcił sejmowe pomieszczenia zajmowane jeszcze niedawno przez parlamentarzystów Twojego Ruchu. – Chcemy wypędzić złe duchy. Tu odbywała się walka dobra ze złem – mówią posłowie.

– Błogosławieństwo niech pozostanie w tym pomieszczeniu i nad jego mieszkańcami. Teraz i na zawsze. Amen – mówił duchowny, święcąc w piątek pokoje sejmowego klubu Zjednoczonej Prawicy. Posłowie przejęli pomieszczenia po Twoim Ruchu. Zaprosili księdza, aby je „oczyścił”, czy też – jak nazywa akcję Fronda – przeprowadził „duchowy detoks”.

– To lokal po Twoim Ruchu. Chcemy wypędzić złe duchy z tego pomieszczenia, aby dobry duch nad naszą formacją czuwał – tłumaczył telewizji Superstacja poseł ZP Andrzej Romanek.

– Tu odbywała się walka dobra ze złem. Albo jeśli chodzi o Palikota – Złego z Dobrym. Pamiętamy próbę krzyku, aby krzyż zniknął z Sejmu – mówi posłanka Beata Kempa. W nowych pokojach Zjednoczonej Prawicy krzyże pojawiły się nad każdymi drzwiami. Na regałach posłowie postawili obrazki z wizerunkiem Jezusa.

Po posłach Twojego Ruchu zostały prawicy nie tylko pokoje ale i antyklerykalne plakaty. Takie znalazł u siebie szef Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro. – Nie uwierzyłbym, gdybym nie zobaczył. Woda święcona jest jak najbardziej wskazana. Chcemy w dobrym klimacie funkcjonować. To, co zawiesił na ścianie Palikot, ściągnęło go do samego piekła w polityce. Mam nadzieję, że się jeszcze nawróci i do piekła nie trafi- mówił Superstacji Zbigniew Ziobro.

– Zaglądałem do środka. Pokój Zjednoczonej Prawicy bardziej przypomina teraz kaplicę niż pokój sejmowy. To przyczynek do dyskusji o świeckim państwie. Czy w tym Sejmie potrzebne są dwie kaplice? – komentuje dawny poseł TR Wincenty Elsner.

„Święcenie tych pomieszczeń jest działaniem rozumnym” – twierdzi jednak Fronda. „Nikt chyba nie wątpi, że za ideami lewicy stoi po prostu diabeł! My też mamy nadzieję, że Palikot do piekła nie trafi. I że nie będzie już nigdy wieść do piekła Polaków, faszerując ich piekielnymi kłamstwami i odwodząc od katolickiej wiary” – dodaje ultrakatolicki serwis.

Zobacz także

wypędzenieZłego

wyborcza.pl

Złośliwe i samolubne – takie są dzieci z religijnych rodzin. Inne chętniej się dzielą, nie oceniają

Złośliwe i samolubne - takie są dzieci z religijnych rodzin. Inne chętniej się dzielą, nie oceniają
Złośliwe i samolubne – takie są dzieci z religijnych rodzin. Inne chętniej się dzielą, nie oceniają Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Naukowcy z siedmiu uniwersytetów z całego świata obalają mity. W błędzie jest ten, kto myślał że dzieci wychowane w rodzinach chrześcijańskich czy muzułmańskich są bardziej skłonne do postaw altruistycznych.

Autorzy projektu cytowani przez „The Guardian” przebadali 1200 dzieci między 5 a 12 rokiem życia. Blisko co czwarte pochodziło z rodziny chrześcijańskiej, 43 proc. wychowało się w rodzinie muzułmańskiej, a rodzice 27 proc. uważali się za niereligijnych. Naukowcy rozdali im naklejki, których… nie wystarczyło dla wszystkich.

Badanie miało wykazać, jak dzieci zachowają się w tej sytuacji. Zaczną dzielić się z innymi, czy raczej zachowają zdobycze wyłącznie dla siebie. Okazało się, wyraźnie skore do dzielenia się były dzieci pochodzę z rodzin niereligijnych.

Dzieci wychowane w rodzinach chrześcijańskich i muzułmańskich wykazały skłonność do surowszego oceniania innych. Przy czym dzieci muzułmańskie były najsurowsze w działaniach i najczęściej domagały się kar dla innych.

Źródło: Newsweek.pl

 

natemat.pl

Dzieci z religijnych rodzin są złośliwe i samolubne

 MG/Guardian, 07-11-2015

religia, krzyż, szkoła

 fot. PAP/DPA  /  źródło: PAP

Taki wniosek płynie z badania przeprowadzonego przez siedem uniwersytetów z całego świata.

– Wygląda na to, że nie jest prawdziwe powszechne przekonanie, jakoby dzieci z religijnych domów były bardziej altruistyczne i przyjazne wobec innych – mówią autorzy badania, cytowani przez „The Guardian”.

Naukowcy przebadali 1200 dzieci między 5 a 12 rokiem życia z rodzin chrześcijańskich (24 proc.), muzułmańskich (43 proc.) oraz niereligijnych (27 proc.). Badania prowadzono w USA, Chinach, Jordanii, Turcji i Afryce.

Dzieciom w szkołach rozdawano naklejki. W pewnym momencie okazywało się jednak, że „nie dla wszystkich wystarczy”. Badacze chcieli przekonać się, czy podzielą się z innymi. Dzieci z rodzin, które określają się jako niereligijne były „wyraźnie bardziej skore” do dzielenia się, niż te pochodzące z rodzin chrześcijańskich i muzułmańskich.

Przy okazji okazało się, że dzieci z rodzin religijnych mają skłonność do surowszego oceniania innych. Najsurowiej na działania i słowa innych patrzyły dzieci z rodzin muzułmańskich, częściej również domagały się kar dla innych.

Zupełnie inny obraz własnych dzieci mieli rodzice. Ci religijni byli przekonani, że ich dzieci są „bardziej wrażliwe i empatyczne”.

– Ten raport to odtrutka na przekonanie, że religijność jest podstawą moralności – komentował Keith Porteus Wood z Brytyjskiego Towarzystwa Świeckich.

dzieciZReligijnychRodzin

 

Newsweek.pl

%d blogerów lubi to: