Abp Dzięga potępia wszystkich, którzy poparli ustawę o in vitro.
Abp Dzięga potępia wszystkich, którzy poparli ustawę o in vitro. Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG

Czytelnik „Gazety Wyborczej” napisał do redakcji list skierowany do polskich biskupów. Nawiązuje w nim do ostatnich wydarzeń w Kościele i ostrego stanowiska niektórych duchownych i Episkopatu odnośnie oceny zachowania byłego prezydenta i posłów. – Czujecie się panami i władcami ludzkich sumień. Straszycie grzechem, zgorszeniem, ekskomuniką, apostazją, schizmą, piekłem – pisze.

Niedawno abp Andrzej Dzięga, przewodniczący Rady Prawnej Episkopatu powiedział, że politycy, którzy opowiedzieli się za in vitro dopuścili się grzechu ciężkiego. Wtórowali mu w tym inni księża, sugerując, że Bronisław Komorowski i posłowie nie mają prawa do przyjmowania sakramentu Komunii Św.

Zdaniem oburzonego czytelnika „Wyborczej”, hierarchowie kościelnipostępują w ten sposób wbrew kierunkowi wyznaczonemu przez papieża Franciszka. – Pontyfikat Papieża Franciszka wyznacza inny kierunek. Świadectwo Jego kapłaństwa, skromności, umiaru, człowieczeństwa bardzo odbiega od Waszego „standardu”. On daje przykład, że można inaczej: z miłosierdziem, łagodnością, pokorą, mówić o sprawach ważnych nie tylko dla katolików. On nie ocenia, nie przekreśla, nie upokarza, nie wyśmiewa, nie buntuje jednych przeciwko drugim.

Czytelnik zwraca jednocześnie uwagę na to, że Kościół trawią poważne problemy, a biskupi ignorują wewnętrzne problemy duchowieństwa. Za jeden z największych grzechów Kościoła uważa finansowe rozpasanie księży. – Wyciągacie prawą rękę po mamonę do tych, których lewą ręką usuwacie ze wspólnoty Kościoła. Zastanawiacie się nad udzieleniem Komunii osobie popierającej in vitro, ale już bez wahania podsuwacie jej pod rękę tacę w trakcie Mszy świętej i pobieracie opłaty za sprawowane sakramenty – pisze w liście.

Według autora listu, słuchanie księży o radykalnych poglądach jest pozbawione sensu, a ich ostre ataki na wszystkich, którzy się z nimi nie zgadzają, odstręczają od wspólnoty kościelnej i wzmagają niechęć wiernych. – Nie zamierzam dłużej słuchać kościelnej nowomowy o „wewnętrznym ubogacaniu”, nie chcę być prowadzony za rękę przez stetryczałych teoretyków, nie godzę się na wykluczanie ze wspólnoty Kościoła tych, którzy mają odwagę żyć i myśleć inaczej – podsumowuje.

Źródło: Gazeta Wyborcza