Hairwald

W ciętej ranie obecności

TK (15.08.2015)

 

Zrobieni w Misia. Na tropie największego oszustwa PRL

Małgorzata I. Niemczyńska, 14.08.2015

Miś z okienka

Miś z okienka (FOT. PRASOWA AGENCJA TELEWIZYJNA)

– Chcesz obrazić Polaków? Nie możesz im zabrać legendy! Wiadomo, że Miś był i wystawił dupę.

Kapitalizm, kwiecień, Kraków. Kolega w kuchni krząta się przy kawie i zagaduje. – A pamiętasz – mówi – taki program kiedyś był, „Miś z okienka” się nazywał. Prowadzący nie wiedział, że jest jeszcze na wizji, i powiedział: „A teraz, drogie dzieci, pocałujcie Misia w dupę, idę na wódkę”.

Pewnie, że pamiętam. Na tej historii wychowały się całe pokolenia Polaków. Oboje znamy ją jeszcze z ery przedyoutube’owej, więc podekscytowani rzucamy się na laptopa.

Po godzinie laptop jest czerwony. Nagrania nie udaje się znaleźć.

Okienko

25 października 1952 roku „Trybuna Ludu” publikuje na pierwszej stronie przemówienie Bolesława Bieruta. Nazajutrz mają się odbyć wybory parlamentarne. Zanim zostaną całkowicie sfałszowane, tego samego dnia debiutuje polska telewizja. Program zaczyna się punkt siedemnasta i trwa dokładnie 30 minut. Odbierają go 24 urządzenia marki Leningrad rozmieszczone w klubach i świetlicach.

Program leci początkowo raz w tygodniu, później – trzy razy, potem – pięć. W 1957 r. abonentów jest około 5 tys., w 1960 r. już prawie 240 tys. „Miś z okienka” to jedna z pierwszych audycji dla dzieci. Startuje – jeszcze jako „Miś w okienku” – 23 czerwca 1957 r. o godz. 18. Zaraz po transmisji międzynarodowych zawodów hippicznych.

W odcinku występują: Miś, okienko i prowadzący. Po latach słowa o całowaniu, wódce i dupie przypisywane będą Mieczysławowi Czechowiczowi. Niesłusznie. Gospodarzem programu jest Bronisław Pawlik, później zmieni go Stanisław Wyszyński. Czechowicz nie podkłada też głosu pod pluszowego Misia, albowiem Miś jest kobietą: mówi sopranem Ewy Florczak i Danuty Przesmyckiej (Lolka z czasów, gdy „Bolek i Lolek” się udźwiękowili). A co z Czechowiczem? Po prostu za kilkanaście lat zostanie Misiem Uszatkiem, ale to będzie zupełnie inny Miś.

Program jest nadawany na żywo. Czarno-biały, jak wtedy wszystkie. Dialogi wymyśla Wanda Szerewicz, która zasłynie później „Porą na Telesfora”. Wzoruje się na angielskiej audycji „Whirligig” z udziałem Humphreya Lestocqa debatującego z kukiełką – Mr. Turnipem. Pawlik gawędzi z nadpobudliwym Misiem o książkach, innym razem np. o świątecznych choinkach. Z Wyszyńskim jest więcej przebieranek i inscenizowania baśni – na śmiesznie. Ostatni odcinek zostaje wyemitowany w 1973 r. – dziewięć lat przed moim przyjściem na świat.

Jest już od tak dawna, że zapomnieliśmy, że kiedyś jej nie było. Telewizja ma już ponad 60 lat

Śledztwo

Okazja przepytania świadka epoki nadarza się już w niedzielę, podczas rodzinnego obiadu. Twarz mamy się rozjaśnia. – Tak właśnie było, prowadzący wyleciał potem z roboty.

– No, na własne uszy tego rzeczywiście nie słyszałam – przyznaje dociśnięta mama. – Mało kto miał wtedy telewizor. U mojej przyjaciółki Marioli był, mieszkali niedaleko, tata do nich chodził oglądać.

– Czyli dziadek?

– No, przecież mówię, że dziadek – mama się niecierpliwi. – Mariola opowiadała nam w szkole „Stawkę większą niż życie”. Wtedy to był jeszcze Teatr Telewizji. Ja oglądałam tylko „Świętego”. Puszczali go dwa razy dziennie, więc rano oglądaliśmy na fizyce.

– A co tam robił telewizor?

– Przecież to osiągnięcie myśli technicznej – mama wzrusza ramionami – musiał być w pracowni fizycznej.

Literatura

Dziadek i Mariola nie żyją. Wracam do szperania w sieci.

Sześć-siedem lat temu Wikipedia stała się areną bitwy edycyjnej. Naród kłócił się o to, który z prowadzących „Misia…” wyraził się nieparlamentarnie na wizji. Może to był Pawlik i stąd zmiana na Wyszyńskiego? A może jednak Wyszyński i tak zakończył się program? Lub może Wyszyński i przez to Pawlik powrócił? Historia hasła „Miś z okienka” jest długa na kilka ekranów, ale sama notka liczy dziś tylko pięć zdań. Nie ma w niej ani słowa o znanej aferze.

W sieci takich, którzy szukają nagrania, jest więcej. „Nie ma szans na znalezienie tego – na forum Filmwebu odpowiada im jkjarek. – W tamtych czasach nikt nie posiadał nawet magnetowidu, a TVP raczej nie ma interesu w tym, by sama siebie ośmieszać”.

Po studiach filologicznych została mi naiwna wiara w słowo drukowane. Na aukcji internetowej kupuję książkę „Dziennik telewizyjny. Grzechy i grzeszki” Tadeusza Zakrzewskiego (reporter, prawie 30 lat pracy w telewizji). A tam stoi jak wół: „Bajka kończyła się zawsze tak samo. Miś wołał śpiewnie: Dooobraaanoooc , a realizator unieruchamiał mikrofon. Zdarzyło się, że pan Bronisław zażartował: A teraz, drogie dzieci, pocałujcie mnie w dupę , a na jego nieszczęście realizator zapomniał o swojej powinności”.

Dla pewności idę jeszcze do biblioteki. Książka nazywa się „Telewizyjny alfabet wspomnień”, napisał ją nie byle kto, bo sam Jerzy Gruza. Reżyser, scenarzysta, aktor – z małym ekranem związany przez 45 lat. W rozdziale „Ż – telewizja na żywo” czytam: „Do dzisiaj niektórzy pamiętają, jak na koniec znanej Dobranockisłynny Miś z okienka Bronisław Pawlik po opowiedzeniu kolejnej bajki, myśląc, że mikrofony i wizja są wyłączone, rzucił te swoje słynne: A teraz, kochane dzieci, pocałujcie mnie w dupę! „.

Czyli wyjaśnione? Powiedzmy.

Nie daje mi spokoju niedokładność cytatu. To kto w końcu miał być w dupę całowany? Miś czy prowadzący? I gdzie się podziało chodzenie na wódkę? Coś tu jednak nie gra.

Wsypka

Wódka jest ważna, bo Pawlik miał z nią problem, niestety. Chcąc zabić jej zapach, oblewał się wodą kolońską. W polskim kinie piło się wtedy niemało, a on zaczął występować w młodym wieku. Widzowie zapamiętali go z filmów Stanisława Barei („Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?” czy – nomen omen – „Miś”). Ale na przełomie lat 50. i 60. dla wszystkich był panem z okienka.

Tygodnik „Radio i Telewizja” w numerze z 30 września 1960 r. pisze: „Nie trzeba przedstawiać Bronka. Znają go bez wyjątku wszyscy telewidzowie. Każdy, kto ma telewizor choćby od miesiąca, na pewno oglądał ulubioną pozycję odbiorców w wieku od 3 do 103 lat – Misia z okienka . Bronek to przyjaciel Misia, opiekun, doradca – jednym słowem taka bardzo bliska osoba, którą się kocha, lubi, szanuje… W czasie naszej rozmowy Misia nie było. Przeziębił się i niestety nie mógł przyjść. A może to i lepiej. Zacząłby po swojemu rezonować, jeszcze by przygotował jakiś kawał, psotę, figiel. Miś to mądralka, czasem i Bronka złapie na omyłce…”.

To wstęp do wywiadu na całą kolumnę. Na zdjęciu – sympatyczny młody człowiek. Dalej mowa o tym, że Pawlik nawet dla nieznajomych jest „Bronkiem” i że witają się z nim na ulicy, a popularność aktora stała się wprost „kolosalna”. Wreszcie pytanie: „Proszę mi powiedzieć, czy nie mieliście żadnych wsypek na misiowych programach?” (notabene: kto by pomyślał, że 55 lat temu tak się mówiło na wtopy?).

Odpowiedź: „Wsypek – w pełnym znaczeniu tego słowa – nie było. Misio zrobił mi tylko dwa kawały. Jeden w czasie programu. Po prostu zaczął mnie zasypywać nieprzewidzianymi pytaniami: Bronek, a co, a dlaczego, a po co, a gdzie? . Musiałem na wszystko odpowiadać i drżałem z przerażenia, co ten mój Misio jeszcze wymyśli. Drugi kawał był inny. Zdarza mi się, że dzwonią do mnie dzieci. Dlatego nie zdziwiłem się, gdy odebrałem w domu telefon i ktoś dziecinnym głosikiem zaczął mnie pytać o przeróżne sprawy. Spieszyło mi się bardzo do teatru, ale nie mogłem w żaden sposób zakończyć tej rozmowy. Już mówiłem do widzenia , a mój mały rozmówca jeszcze miał coś do powiedzenia. Wreszcie się okazało, że to właśnie Misio zadzwonił, żeby sprawdzić, ile mam cierpliwości do dzieci”.

No, dobrze.

Tylko jaka jest gwarancja, że ta jedna wielka „wsypka” nie wydarzyła się już po tym wywiadzie?

Łapu-capu

W telewizji mojego dzieciństwa głos z offu mówił: „Na dachu wieżowca Polsatu w Warszawie wylądował właśnie helikopter i wysiadł z niego prowadzący ten program”. Wtedy na ekranie pojawiał się Mariusz Szczygieł z falującą grzywką. Nikogo nie obchodziło, że odcinki „Na każdy temat” powstają w klubie Scena, a panorama rozświetlonego miasta jest z dykty. Oglądało się amerykańskie seriale, jak „Alf” czy „Dr Quinn”, a dobranocki najchętniej w niedzielę, bo wtedy leciał Disney. Gdy w Krakowie zaistniała telewizja Krater, wszyscy pokochaliśmy Tsubasę. No i jeszcze reklamy: „Z impetem w głąb”, „Z siłą wodospadu”, „Z lekką nutką dekadencji”. Mówiła nimi cała podstawówka.

To i tak lata świetlne przed „Kubą Wojewódzkim” i „Tańcem z gwiazdami” (dziś telewizji nie oglądam wcale). W opowieściach rodziców i dziadków „Miś…” był jednak historyjką z czasów, kiedy świat miał jeszcze formę, bon ton, kindersztubę. Podobne gafy nie zdarzały się co dzień i nikt by z nich nie ułożył programu „Łapu-capu”. Gdy wpisuję „wpadka na wizji” w okienko wyszukiwarki, dostaję dziś 218 tys. rekordów. A tylko ta jedna przetrwała dziesięciolecia.

Może także dlatego, że Polacy nadali jej drugie dno. Nie brakuje zwolenników teorii, że prowadzący „Misia z okienka” postawił się tak naprawdę opresyjności systemu i bohatersko przywalił cenzurze. Władze PRL zaczęły jednak używać telewizji w celach propagandowych dopiero na przełomie lat 60. i 70, bo wcześniej jej oddziaływanie było zbyt małe (tak pisze medioznawca Franciszek Skwierawski). Najbardziej ekstremalny z wariantów anegdoty głosi zresztą, że słowa o całowaniu Misia w dupę padły z ust Czechowicza, ale nie Mieczysława, tylko Andrzeja. Agent wywiadu PRL miał je wygłosić – uwaga – przed mikrofonem Radia Wolna Europa.

Dlaczego władze PRL tak nienawidziły Radia Wolna Europa? Z prof. Pawłem Machcewiczem rozmawia Adam Leszczyński

Wicherek

Pawlika już nie zapytam – nie żyje od 2002 roku. Wyszyński zmarł niecałe trzy lata temu. Nostalgia.pl cytuje anonimowy głos zwolennika dosyć oryginalnej wersji, jakoby pijany Wyszyński przewrócił się na wizji, po czym zza planszy „Przepraszamy za usterki” dwukrotnie dało się słyszeć „dupa”. Okazuje się jednak, że „Przekrój” zdążył przed śmiercią aktora nagabnąć o wiadomą aferę. Drżącymi dłońmi odkładam w czytelni czasopism pożółkłe numery „Radia i Telewizji”, by sięgnąć po kolejną zszywkę. A tam w dżungli zadrukowanych linijek tkwi króciutka odpowiedź Wyszyńskiego: „Żaden z nas nic takiego nie powiedział. To wszystko robota Wicherka”. Szok.

Ale spokojnie. To tylko dwa zdania. 11 słów. 56 literek. Na dodatek nie wygłosił ich główny podejrzany. Ale trzeba się przyjrzeć Wicherkowi.

W opowieści o Misiu to nowy i szalenie malowniczy bohater. Naprawdę nazywa się Czesław Nowicki. W latach 60. jest popularnym prezenterem pogody. W studiu robi prawdziwy show – oprócz prognozy przedstawia telewidzom nadnaturalnie wyrośnięte grzyby i inne ciekawostki przyrody. Ma też swój atrybut: wskaźnik ze strzałką. Występuje w filmach, grając samego siebie („Nie lubię poniedziałku” czy serial „Wojna domowa”), mowa też o nim w „Hydrozagadce” („Chciałbym, żeby Wicherek na jutro zapowiedział deszcz”). Kwartet Warszawski śpiewa o Nowickim piosenkę:

Wicherek, Wicherek, Wicherek.
Załatwi i burzę, i słońce.
Pokaże ziemniaczek kwitnący,
Na wszystkim (la, la, la, la, la) się zna. (…)

Wicherek, Wicherek
Pokaże, namaże, wykreśli,
A potem się będzie bił w piersi,
Że nagle przemieścił się front – ha, ha, ha.

Lecz przecież Wicherek przemiły
Nam nieba by chętnie przychylił.
Więc chociaż się czasem pomyli,
Kochajmy Wicherka, i już!

Nowicki miał jakoby wymyślić facecję o Misiu na potrzeby spotkań z widzami, na które jeździ wówczas po całym kraju. Zostaje zwolniony z telewizji w latach 70. – ponoć po nierozważnej uwadze o „zimnych wiatrach z kierunków wschodnich” (poddaję się, tego już nie sprawdzam). Nie żyje od 1992 r.

Rozpaczliwie szukam kogoś, z kim można by porozmawiać. W sieci nie ma pełnego biogramu Szerewicz, w czym upatruję pewnej nadziei. Informacją służy mi Wojciech Krzyżaniak, były szef „Gazety Telewizyjnej”. „Pani Wanda nie żyje od ponad 35 lat” – pisze mi w e-mailu.

Wszyscy świadkowie nie żyją.

Archiwum

– Nie możesz tego zabrać ludziom! – mówi mi redaktor.

Kolega z dawnych lat dorzuca: – Pisząc to, chcesz obrazić Polaków. Wiadomo, że Miś był i wystawił dupę.

O ile byliśmy skłonni pogodzić się z tym, że Walt Disney wcale nie kazał się zahibernować, a Marilyn Manson nie grał w młodości Paula w „Cudownych latach”, o tyle prawdy o Misiu nikt nie chce. Potrzebuję niezbitych dowodów. Dwa zdania (11 słów, 56 literek) to jednak za mało. Sposób, aby rozstrzygnąć tę sprawę raz na zawsze, jest jeden.

Z archiwum TVP może skorzystać każdy, jeśli tylko złoży formularz ze zgłoszeniem, umówi się na konkretny termin i uiści stosowną opłatę. Jadę do Warszawy. Najstarszy zachowany „Miś…” pochodzi z roku 1958. Ma tytuł „Gacek to ja”, trwa 29 minut i jest zapisany jeszcze na taśmie filmowej. Pozostałe to już profesjonalne kasety telewizyjne, które wyglądają jak przerośnięty VHS (zapominam fachową nazwę natychmiast, gdy ją tylko usłyszę). Odcinków jest kilka, starannie oglądam finał każdego z nich. Ale nie, nie ma. Na dodatek staje się dla mnie jasne, że słynna wpadka nie byłaby możliwa z powodów realizacyjnych. „Miś…” zawsze kończy się tak, że prowadzący zamyka okienko i od razu zaczyna lecieć muzyka.

Na koniec sięgam jeszcze po materiały, które wyszukały dla mnie miłe panie z archiwum (chyba nieczęsto zdarza im się taki wariat jak ja). Wśród nich jest odcinek programu Andrzeja Żurowskiego „Teatr, czyli świat” z Bronisławem Pawlikiem jako głównym gościem. Lata 90. Panowie siedzą w stołówce, na stole czerwony obrus, w tle barek z butelkami. Twarz aktora jest zmęczona, wyraźnie starsza niż w „Misiu…”. Pierwsze pytanie dotyczy wiadomej afery. Pawlik mówi szybko, nerwowo, nieco bełkotliwie.

„To było rzeczywiście bardzo dawno, trzeba by większości widzów przypomnieć. To był pierwszy jakiś tam cykliczny program w telewizji, telewizji na żywo. Zrodził się właściwie z przypadku, jako taka konferansjerka do programu dla dzieci. I to się spodobało. Później poszła ta – zresztą bardzo ładna – anegdota. (…) Ja wyszedłem z tego po prostu dlatego, że obawiałem się, że twarz może się zanadto już opatrzyć. Można ryzykować, bo jednak robiłem inne rzeczy, również w teatrze. I tutaj – ku niezadowoleniu zresztą redakcji – się wycofałem. Ale tak to u nas jest, jak ktoś, wie pan, pamięta pan, o koledze jednym mówią, że dziecko przejechał, różne takie… To było technicznie po prostu niemożliwe”.

Historia składa się w całość: Pawlik zrezygnował, bo nie chciał być kojarzony tylko z „Misiem…”. Anegdota była wiarygodna, bo zniknął nagle – z odcinka na odcinek. I pewnie rzeczywiście wymyślił ją Wicherek.

Najsmutniejsze jest to, że Pawlikowi niewiele to dało.

Encyklopedia Powszechna PWN z 1985 roku wymienia jego najwybitniejsze role w teatrze: „Mario i czarodziej” Manna, „Płaszcz” Gogola, „Bracia Karamazow” Dostojewskiego, „Faust” Goethego (jako Faust) czy „Sprawa Dantona” Przybyszewskiej (jako Danton).

30 lat później – w Wikipedii – nie ma słowa o ani jednej z nich.

Pantofle

– Z tym jest trochę tak jak z Gomułką i pantoflami. Zna to pani? – pyta mnie medioznawca Wiesław Godzic, profesor Uniwersytetu SWPS. – Pierwszy sekretarz miał tak nie znosić Kabaretu Starszych Panów, że w czasie programu rzucał kapciami w odbiornik. Opowiedział to podobno jego asystent – ale kto to wie? Ważne, że o tym mówimy. Od tego jest telewizja, od tego są seriale i celebryci: żeby było o czym gadać. Ja należę do pokolenia, które jest się gotowe zaklinać, że słyszało o całowaniu Misia na własne uszy.

Śledztwo w sprawie kapcia. Czy Władysław Gomułka rzucał nim w Starszych Panów?

Na wspomnienie dzieciństwa głos profesora mięknie: – Jest takie piękne słowo „eklezja”. Telewizja to była tajemnica, sacrum. Lubiło się ją, kochało, chodziło oglądać do sąsiadów w odświętnym ubraniu. Ale jak w każdej świątyni brakowało tam luzu. Nie dziwię się, że hamulce puściły. Język „Misia z okienka” był nieznośny. Taki literacki, podrabiany. Dzieci na pewno tak nie mówiły. A aktorzy też już mogli mieć dość występowania w miejscu, gdzie wszyscy się muszą uśmiechać i nie ma żadnej naturalności. Taki wybryk pokazywał, że życie jest inne.

– Ale czy w naturę telewizji nie jest wpisana pewna iluzja? Czy my aby nie chcemy, żeby ona nas trochę mamiła? – pytam.

– To wiemy teraz, postmodernistycznie – odpowiada Godzic. – Ale telewizja powstała po to, żeby w czasie rzeczywistym przekazywać pewne zdarzenia. Oglądało się na żywo np. wielkie koncerty symfoniczne – ludzie to traktowali jako formę przeniesienia w inne miejsce. Dość późno się okazało, że telewizja może zostać użyta do celów propagandowych. Chyba dopiero w czasie amerykańskiej kampanii, którą Nixon przegrał z Kennedym. Debata prezydencka pokazała wtedy, ile może dać zbliżenie na spoconą twarz. Wcześniej wydawało się, że telewizja to jest okno prawdy.

Pierwszy publiczny pokaz telewizji w Polsce polegał na tym, że widzowie oglądali występujących aktorów bezpośrednio i równocześnie na ekranach odbiorników. Zero fałszu, czysty realizm. I może stąd to rozczarowanie, że Misia jednak nikt w nic nie miał całować.

Prawda

Wracam ze stolicy późnym wieczorem, zrezygnowana padam na kanapę. Otępiały wzrok zatrzymuje się na ciśniętej w kąt książce Gruzy. Sięgam bez specjalnego zapału, otwieram na chybił trafił.

Rozdział „P – prawda”.

„Nie wszystko, co piszę, jest prawdą – czytam. – W mojej ułomnej pamięci wiele szczegółów może się nie zgadzać, wiele jest rzeczy zakomponowanych tak, jakby do opowiadania przy stoliku w kawiarni, między próbami, przy wódce, w łóżku, na plaży w Juracie…”.

Autor przytacza dykteryjkę o tym, jak Andy Warhol próbował przedstawić prawdziwe życie na filmie i nagrał śpiącego mężczyznę. Podczas ośmiogodzinnej projekcji znudzeni widzowie opuszczali salę. Został tylko jeden, ale w szóstej godzinie też nie wytrzymał. Podbiegł do ekranu, zaczął walić pięściami w śpiącego i krzyczał: „Obudź się, ty skurwysynu!”.

„A potem zwariował – pisze Gruza. – Prawda jest nieludzka”.

Wybrane źródła: Jerzy Gruza „Telewizyjny alfabet wspomnień”, Muza, 2000; Franciszek Skwierawski „Telewizja w Polsce”, Elipsa, 1999; Tadeusz Zakrzewski „Dziennik telewizyjny. Grzechy i grzeszki”, Książka i Wiedza, 2003; „Przekrój” nr 5/2009; roczniki tygodnika „Radio i Świat” i „Radio i Telewizja” z lat 50. i 60. XX w.; dokumenty audiowizualne archiwum Telewizji Polskiej; http://babilas.blogspot.com/2009/02/jak-to-z-misiem-byo.html;http://www.nostalgia.pl/mis-z-okienka

Magazyn Świąteczny to coś więcej – więcej wyjątkowych tematów, niezwykłych ludzi, najważniejszych wydarzeń, ciekawych komentarzy i smacznych wątków. Co weekend poznasz ciekawy przepis, zasłuchasz się w interpretacji wiersza i przyznasz, że jest cudem, dowiesz się, co w trawie piszczy – w polityce, kulturze, nauce.

W Magazynie Świątecznym:

Bronisław Komorowski: Budy Ruskiej nie oddamy
Powiesiłem w Belwederze portret Gabriela Narutowicza. Ku przestrodze! I portret Stanisława Wojciechowskiego, który przeciwstawił się Piłsudskiemu, stając po stronie państwa i prawa. Z Bronisławem Komorowskim rozmawiają Adam Michnik i Jarosław Kurski

Woody Allen: Gdybym był mordercą, zabiłbym wszystkich poza sobą
Ziemia nie przetrwa. Słońce wypali się szybciej, niż nam się wydaje. I przyjdzie czas, że nie będzie już ani drzew, ani utworów Szekspira i Beethovena, ani nawet czasu. Jak z tym żyć? – z Woodym Allenem rozmawia Paweł T. Felis

Jak zostać prezydentem USA
Abraham Lincoln w 1860 r. wydał na kampanię 2,8 mln (w przeliczeniu na dzisiejsze dolary). Obama i Romney w ostatnich wyborach – z grubsza po miliardzie

Czy jesteście gotowi na prawdę?
Z takim radykalizmem, z jakim traktujecie parlamentarzystów i prezydenta, potraktujcie siebie samych. Ogłoście, że od niedzieli 30 sierpnia roku Pańskiego 2015 każdy biskup i ksiądz, który żyje niezgodnie z powołaniem, a jego życie jest przyczyną publicznego zgorszenia, przestaje mieć moralne prawo sprawowania sakramentów

Wolny rynek nie musi oznaczać nierówności
Słynny model skandynawski to nie wysokie podatki czy hojne zasiłki. To umowa, że państwo się wtrąca w sprawy obywateli, a obywatele wtrącają się w sprawy państwa

Slumsowa turystyka: klasa średnia zwiedza dzielnice biedy
700 tys. ludzi w chałupkach z blachy falistej na 12 km kw. błota. Wszystko za jedyne 20 dolców od łepka. Plus kilka szylingów ekstra na cukierki dla dzieci

Brazylia. Kac pomundialowy
Od piłkarskich mistrzostw świata minął rok, a Brazylia wciąż choruje. Na wysokobudżetowym spektaklu znów obłowiła się tylko FIFA, której szeregowy pracownik zarabia średnio ćwierć miliona dolarów rocznie. Bez premii i łapówek

Zrobieni w Misia
– Chcesz obrazić Polaków? Nie możesz im zabrać legendy! Wiadomo, że Miś był i wystawił dupę

aTerazDrogieDzieci

wyborcza.pl

„Znieważono śp. Lecha Kaczyńskiego. Zawiadomienie do prokuratury”. Tak, chodzi o pomnik

pau, 15.08.2015

 

A dokładniej – o komentarze pod opublikowanym przez Onet artykułem na temat pomnika Lecha Kaczyńskiego, który miałby stanąć w Szczecinie

Skwer im. Lecha Kaczyńskiego

Skwer im. Lecha Kaczyńskiego (ŁUKASZ WĄDOŁOWSKI)

Doniesienie do szczecińskiej prokuratury okręgowej złożył (a dokładnie – przesłał e-mailem) Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami i Przemocą.

Artykuł – będący zresztą omówieniem tekstu opublikowanego w „MM Szczecin” – opisuje spór prawny, jaki toczy się wokół uchwały o wybudowaniu w Szczecinie pomnika Lecha Kaczyńskiego

„Pod wyżej wymienionym artykułem ukazało się wiele komentarzy znieważających śp. Kaczyńskiego” – czytamy w doniesieniu. Autorzy obficie cytują często wulgarne wpisy internautów. Najłagodniejsze to: „O Kaczyńskim Polacy woleliby zapomnieć” oraz „Sprejowcy będą mieli co robić”.

W piśmie do prokuratury czytamy:

Chcieliśmy zaznaczyć, że powyższe znieważające komentarze internautów naruszyły dobra osobiste członków Komitetu Obrony przed Sektami i Przemocą w postaci kultu po zmarłym śp. prezydencie RP Lechu Kaczyńskim przez poniżenie i zakwestionowanie uczciwości oraz dobrego imienia zmarłego.

Art. 216. § 2. Kodeksu karnego mówi: ‚Kto znieważa inną osobę za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku’.

przewodniczący

Ogólnopolskiego Komitetu Obrony

przed Sektami i Przemocą

Ryszard Nowak

Pomnik Lecha Kaczyńskiego w Szczecinie

Uchwałę w sprawie wybudowania monumentu na skwerze im. Lecha Kaczyńskiego radni przegłosowali 28 lipca. Wniosek przeszedł głosami PiS, części Bezpartyjnych (klub prezydenta Piotra Krzystka) i radnej niezależnej Małgorzaty Jacyny-Witt. Ogromne wzburzenie wielu szczecinian i opozycyjnych radnych wzbudził fakt, iż decyzja nie była poprzedzona żadną dyskusją.

Wpis radnego Arkadiusza Marchewki

Jest także problem prawny – wojewoda zachodniopomorski ma wątpliwości, czy uchwała jest legalna. Chodzi o jej możliwą sprzeczność z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, który przewiduje w tym miejscu „zakaz wprowadzania nowej zabudowy z wyjątkiem obiektów podziemnych”. Prawnicy wojewody poprosili radę miasta o wyjaśnienia. Otrzymali je, ale uznali za niewystarczające. Spór trwa.

Co to za komitet?

Ryszard Nowak i jego Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami i Przemocą w przeszłości pozwał także Adama „Nergala” Darskiego – chodziło o podarcie przez niego Biblii na scenie podczas koncertu zespołu Behemoth. Później to z kolei Darski pozwał Nowaka, ponieważ ten nazwał go w wywiadzie „przestępcą”. Doda musiała po zawiadomieniu Nowaka tłumaczyć się za słowa: „Biblię spisał ktoś napruty winem i palący jakieś zioło”. O znieważenie Jarosława Kaczyńskiego Nowak oskarżał znanego aktora Krzysztofa Kowalewskiego (chodziło o wywiad, w którym aktor powiedział: „Jak patrzę na Jarosława Kaczyńskiego, to widzę człowieka obłąkanego. Bardzo mu współczuję, ale bardziej tym, których dotyka swoimi działaniami”).

znieważonoLKaczyńskiego

gazeta.pl

„Niepokorni” proszą o hejt

Wojciech Czuchnowski, 13.08.2015

Andrzej Duda

Andrzej Duda (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Pokorni wobec PiS, a niepokorni wobec reszty świata publicyści spod sztandarów SKOK-ów, „wSieci” i „Gazety Polskiej” mają coraz większy problem. Oto mija już tydzień od zaprzysiężenia prezydenta Andrzeja Dudy, a media „salonu” nie kwapią się z uruchomieniem trybów „przemysłu pogardy”.

I tak: „Gazeta Wyborcza” nie prezentuje Dudy w rosyjskim mundurze z szyderczym okrzykiem „Urra, urra!”, „Newsweek” nie wieszczy „pożegnania z honorem”, a nawet nie porównuje Dudy do Nowosilcowa, „Polityka” nie zamówiła rysunku, na którym Duda ujeżdża świnię ciągniętą przez liderów PiS. Nikt nie pisze też, że „za prezydenta mamy buraka, troglodytę, nieokrzesańca pozbawionego kultury, taktu i rozumu”, a nawet nie nazywa Dudy „ćwierćinteligentem, chamem, prostakiem i agentem WSI”. Nie znalazł się też żaden profesor uniwersytecki, który by zelżył nowego prezydenta epitetem „prostak” czy „maestro świniowatości”.

To prawdziwe cytaty. Pokorni inaczej takimi właśnie metodami przez pięć lat niszczyli prezydenta Komorowskiego. Biorąc za podstawę tezę o „przemyśle pogardy” wobec Lecha Kaczyńskiego, w odwecie pokazali nienawiść i pogardę w skali dotąd w Polsce niespotykanej.

Komorowskiego poniżali konsekwentnie, odmawiając mu nie tylko szacunku jako głowie państwa, ale nawet zwykłego człowieczeństwa.

Teraz, gdy cel, jakim była wymiana lokatora Pałacu Prezydenckiego, został osiągnięty, szwadrony prezesa popadły w konfuzję. Na Andrzeja Dudę nie sypią się obelgi i wyzwiska. Nikt też nawet nie wspomina, że wybory prezydenckie zostały sfałszowane i w związku z tym trzeba w Warszawie czym prędzej zorganizować „marsz w obronie demokracji”.

Ta próżnia jest dla „niepokornych” coraz trudniejsza do zniesienia. Z desperacji zaklinają rzeczywistość. Dla Stanisława Janeckiego „już w dniu zaprzysiężenia prezydenta Andrzeja Dudy rozpoczęła się operacja demontowania jego pozytywnego wizerunku”, a „wojna wydana Andrzejowi Dudzie jest totalna, prowadzona z wielką zaciekłością i na wielu frontach” („wSieci”). Marcin Fijołek, kolega Janeckiego z łamów wPolityce.pl, pisze o „festiwalu nienawiści” wobec nowego prezydenta. Dla Ryszarda Makowskiego „Andrzej Duda to kochany przez naród prezydent wszystkich porządnych Polaków. Jego niezłomna i uczciwa postawa sprawia, że wszelkie próby niecnych przytyków są skazane na niepowodzenie”. Dlatego „sięgnięcie po przemysł pogardy skończy się dla amatorów tego typu wstrętnych sztuczek klęską i ośmieszeniem” (wPolityce.pl).

Naprawdę brudne metody, poniżanie i pogarda są tylko w „prawdziwie niepokornych” głowach publicystów. Bez opamiętania opluwali prezydenta Komorowskiego, dzisiaj wręcz dopominają się o hejt wobec Dudy.

Dla nich świat bez nienawiści jest nie do pojęcia.

Zobacz także

pokorniWobecPiSMają problem

wyborcza.pl

TK zbada konstytucyjność karania za „lekceważenie narodu”. „Nie odpowiada dzisiejszym standardom wolności słowa”

WB, PAP, 15.08.2015

Trybunał Konstytucyjny

Trybunał Konstytucyjny (FRANCISZEK MAZUR / AG)

21 września Trybunał Konstytucyjny zbada wniosek rzecznik praw obywatelskich Ireny Lipowicz co do konstytucyjności karania za wykroczenie polegające na „demonstracyjnym okazywaniu lekceważenia Narodowi Polskiemu i Rzeczypospolitej Polskiej”.

W 2013 r. Irena Lipowicz zaskarżyła do TK przepis Kodeksu wykroczeń, który stanowi: „Kto w miejscu publicznym demonstracyjnie okazuje lekceważenie Narodowi Polskiemu, Rzeczypospolitej Polskiej lub jej konstytucyjnym organom, podlega karze aresztu albo grzywny”. Prokuratura Generalna i Sejm wnoszą, by TK uznał, że przepis jest zgodny z konstytucją.

„Zachowania lekceważące – w tym czynem, gestem, słowem – czyli mniej dolegliwe w skutkach niż zachowania znieważające, mieścić się powinny w tzw. dozwolonej krytyce, nawet jeśli zachowania te obrażałyby, oburzały lub budziły niepokój państwa bądź jakiejkolwiek grupy społeczeństwa” – pisała Lipowicz w swym wniosku. Dodawała, że w szczególności karanie „bagatelizowania nawet istotnych dla społeczeństwa symboli nie odpowiada dzisiejszym standardom wolności słowa”.

 

„Obrażają, oburzają lub budzą niepokój”

„Trybunał w Strasburgu wielokrotnie podkreślał, że ochronie podlegają nie tylko poglądy i informacje odbierane jako przychylne, nieszkodliwe lub neutralne, lecz także te, które obrażają, oburzają lub budzą niepokój państwa bądź jakiejkolwiek grupy społeczeństwa. Takie są bowiem wymagania pluralizmu, tolerancji i otwartości, bez których nie istnieje demokratyczne społeczeństwo” – wskazała Lipowicz.

Jej zdaniem zaskarżony przepis jest sprzeczny z konstytucyjną zasadą wolności słowa i międzynarodowymi konwencjami. RPO podkreśla, że ingerencja w wolność słowa uzasadniona jest jedynie wtedy, gdy jest to konieczne dla zapewnienia porządku publicznego i bezpieczeństwa państwa. W związku z tym kary powinny być wymierzane jedynie za wyjątkowo poważne zachowania, a nie sposób zaliczyć do nich zachowań lekceważących – uznała RPO (jej kadencja wygasła w lipcu; nowym RPO został Adam Bodnar, który ma objąć urząd w początkach września).

Lekceważenie prowadzi do wyrządzenia krzywdy?

W opinii dla TK wiceprokurator generalny Robert Hernand napisał, że kwestionowany przepis w żaden sposób nie ogranicza prawa do krytyki Narodu Polskiego, RP czy działalności jej konstytucyjnych organów, a tym samym nie stanowi ingerencji w swobodę debaty publicznej. – Lekceważenie, podobnie jak zniewaga, nie zmierza bowiem do skrytykowania działalności lub cech jakiegoś podmiotu, ale bezpośrednio do wyrządzenia krzywdy w zakresie prawa każdego podmiotu do czci i szacunku – oświadczył.

Podkreślił, że przedmiotem debaty publicznej jest funkcjonowanie aparatu państwa, które może podlegać ocenie. Według niego nie służy zaś temu demonstracyjne okazywanie lekceważenia za pomocą wyrażających nieliczenie się lub brak czci sformułowań, które nie podlegają kwalifikacji w kategoriach prawdy i fałszu. Zdaniem PG istotne jest, że wobec sprawcy wykroczenia można poprzestać na pouczeniu, zwróceniu uwagi czy ostrzeżeniu. Jego zdaniem nie znaczy to, iż nie należałoby rozważyć złagodzenia sankcji za to wykroczenie, np. wyeliminowania kary pozbawienia wolności. – Nie oznacza to jednak niekonstytucyjności rozwiązania dotychczasowego – oświadczył Hernand.

„Mniej dolegliwa forma zniewagi”

Marszałek Sejmu przyznaje, że lekceważenie jest mniej dolegliwą formą zniewagi, ale zarazem podkreśla, że znieważenie organu państwa nie przyczynia się do rozwoju debaty publicznej. „W przeciwieństwie bowiem do zniesławienia, znieważenie nie polega na postawieniu zracjonalizowanego zarzutu, lecz na daniu upustu swej niechęci i pogardzie, przy użyciu obelżywych lub ośmieszających środków” – pisała w u.br. Ewa Kopacz do TK. Według niej „obrona przed atakami pozbawionymi wartości merytorycznej, służącymi jedynie okazaniu pogardy i niechęci ze strony jednostki, zapobiega erozji czynników konsolidujących wspólnotę polityczną”.

„Przepis budzący zastrzeżenia Rzecznika stanowi więc ograniczenie wolności wypowiedzi, ale nie limituje w żaden sposób wyrażania poglądów w swobodnej dyskusji politycznej” – oświadczyła Kopacz. Dodała, że dopuszczalność formułowania ujemnych ocen funkcjonowania organów państwa, także tych konstytucyjnych, można uznać za „esencję demokracji”; dotyczy to także i osób sprawujących funkcje publiczne.

Zobacz także

TKzbada

TOK FM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: