Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “aborcja”

Duda psychicznie nie wytrzymuje. To jest wpis zdenerwowanego pętaka, a nie prezydenta

Duda wypadł przy tym biurku Trumpa, jak prezydent kraiku, którego w drodze łaski dopuszczono do władcy świata.

Żałosne!

Holtei

Radosław Sikorski nie odpuszcza Jarosławowi Kaczyńskiemu. Postanowił odwołać się od wyroku Sądu Okręgowego, który uznał, że prezes PiS nie musi przepraszać byłego szefa MSZ za słowa o zdradzie dyplomatycznej. – „W sprawie z powództwa Radosława Sikorskiego przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu została złożona apelacja i akta w dniu 18 września przesłano do Sądu Apelacyjnego w Warszawie” – poinformowała wp.pl Sylwia Urbańska, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

Przypomnijmy, Jarosław Kaczyński w jednym z wywiadów zarzucił Sikorskiemu zdradę dyplomatyczną. Miałaby ona dotyczyć zachowań i działań byłego ministra spraw zagranicznych po katastrofie smoleńskiej. Sikorski za te słowa pozwał Kaczyńskiego, domagając się przeprosin i wpłaty 30 tys. zł na cel społeczny.

Jednak sędzia Anna Ogińska-Łągiewka z warszawskiego Sądu Okręgowego uznała, że w tym przypadku nie można mówić o naruszeniu dóbr osobistych. A Jarosław Kaczyński miał prawo do krytyki, bo jest… bratem zmarłego prezydenta. Trudno się po takim uzasadnieniu dziwić, że Sikorski złożył odwołanie.

View original post 641 słów więcej

Abp Gądecki, facecik od kłamstw i wartości antyludzkich

Abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Episkopatu, postanowił włączyć się w prace legislacyjne nad projektem „Zatrzymaj aborcję” Kai Godek. Prawniczkom Biura Analiz Sejmowych wytknął błędy w opinii i stwierdził, że stosują „retorykę nazistowską”. A to wszystko w Boże Ciało, jedno z najważniejszych katolickich świąt.

Głównym tematem homilii abp Stanisława Gądeckiego w Boże Ciało była – i to nie jest zaskoczenie, a raczej już tradycja – aborcja. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski najpierw skomentował jedną z opinii BAS o „Zatrzymaj aborcję” Kai Godek, potem omówił pomysł prezydenta Poznania na wprowadzenie 24 godzinnych dyżurów ginekologicznych, na koniec skrytykował odbywające się w Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu „Warsztaty z rewolucji”.

Podczas akcji T4, jak zaznaczył Gądecki, „przeliczano koszty utrzymania jednego niepełnosprawnego i w ten sposób udowadniano konieczność fizycznej eliminacji osób ułomnych”. (Kryptonimem Akcja T4 hitlerowskie Niemcy oznaczały akcję wymordowania łącznie ok. 200 tys. osób chorych i niepełnosprawnych).

Mowa o opinii o projekcie „Zatrzymaj aborcję” Kai Godek, którą dla Biura Analiz Sejmowych napisały dr Izabela Bień i Justyna Osiecka – Chojnacka (pojawiła się na stronie sejmowej 18 kwietnia 2018 r.) W pierwszej kolejności zapraszamy arcybiskupa, by dokładnie przeczytał opinię BAS, skoro koniecznie chce ją komentować. Także jej tytuł.

Jest to bowiem „Ocena skutków regulacji zawartych w projekcie”, a nie „Ocena wartości moralnych zawartych w projekcie”. Zgodnie z nazwą dokumentu prawniczki opisują skutki finansowe, społeczne, prawne i polityczne projektu „Zatrzymaj aborcję”, których autorzy projektu nie opisali, choć powinni.

Zapewniamy arcybiskupa, że w procesie stanowienia prawa, choćby dane prawo było nie wiadomo jak moralnie pożądane, niezbędny jest element oceny skutków jego wprowadzenia. Choćby po to, by odpowiednie instytucje, a także budżet państwa, przygotować na zmiany.

Po drugie, w żadnym fragmencie swojego dokumentu prawniczki nie mówią, że „państwu nie opłaca się leczyć chorych dzieci”. Stwierdzają jedynie oczywisty skądinąd fakt, że po wprowadzeniu ustawy dzieci do leczenia będzie więcej.

W przeciwieństwie do Kai Godek i hierarchów Kościoła katolickiego, który mają potrzebę wydania moralnej oceny każdemu zachowaniu i każdej wypowiedzi, prawniczki przewidują, jakie konsekwencje przyniosą nowe regulację. I nie wydają ocen moralnych. A są to konsekwencje poważne, nie tylko finansowe, ale także społeczne, polityczne.

Prawniczki zwracają m.in. uwagę, że:

„Ustawa wpłynie na funkcjonowanie instytucji ochrony zdrowia, w tym zajmujących się opieką paliatywną i hospicyjną (włączonych do systemu ochrony zdrowia mocą rządowego programu „Za życiem”).
Obecnie funkcjonuje 14 hospicjów perinatalnych, z których tylko 4 ma podpisane umowy z NFZ. Można zakładać, że projektowane zmiany spowodują znaczny wzrost liczby pacjentów w tego typu placówkach. Jednak zapewne nie uda się im objąć opieką wszystkich potrzebujących”.

I przytomnie zauważają: „Powinno się zatem położyć nacisk na usprawnienie istniejącego systemu opieki zdrowotnej, w tym paliatywnej, a także dołożyć wszelkich starań, aby wsparcie dla rodzin dzieci niepełnosprawnych, zgodnie z obowiązującymi przepisami (w tym w ramach programu „Za życiem”), było należycie realizowane.

Jak rozumiemy, kwestia braku miejsc w hospicjach dla osób ciężko chorych i brak odpowiedniej opieki dla nich nie jest już dla arcybiskupa istotna. Jak słusznie zauważają autorki opinii: „Zagadnienie to pozostaje jednak poza obszarem zainteresowania projektodawców, którzy np. nie przewidują finansowanych skutków wdrożenia regulacji”.

Powiedzmy to jeszcze raz: każda ustawa wymaga oceny skutków regulacji, także a może przede wszystkim finansowych. Wyzywanie z tego powodu prawników i prawniczek od nazistów wydaje się więc raczej nietrafione.

Art. 38 Konstytucji

Abp Gądecki skarży się dalej: „W analizie pominięto istotny artykuł 38 konstytucji Rzeczpospolitej który brzmi: Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia oraz art. 2 z ustawy o rzeczniku praw dziecka który stanowi, że dzieckiem jest każda istota od poczęcia do pełnoletniości”.

Po pierwsze, ocena skutków regulacji nie wymaga moralnego uzasadnienia wprowadzenia lub nie proponowanej ustawy. Lub jej zgodności z Konstytucją. Od tego były inne opinie BAS, które nazywały się właśnie „Opinia na temat zgodności z Konstytucją projektu”. Tam arcybiskup znajdzie dużo o art. 38.

Po drugie, zdaniem wielu prawników art. 38 nie odnosi się do okresu przed urodzeniem. Podczas dyskusji nad kształtem tego artykułu, przed przyjęciem Konstytucji 1997 r., był pomysł, by wprowadzić określenie „od poczęcia”. Zgromadzenie Narodowe nie zgodziło się na to. Analizowała to w OKO.press. Irmina Kotiuk. Pisaliśmy też o tym w tekście o prof. Zollu.

Tajne zabiegi w Poznaniu

„Zabijanie dzieci poczętych poza trzema wyjątkami jest w Polsce zakazane. Tymczasem w Poznaniu słyszymy dziwne zapowiedzi – ginekolog 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu bez klauzuli sumienia. Projektodawca oświadcza, że w tym przypadku kwestie światopoglądowe powinny zejść na drugi plan. Problem w tym, że zabijanie dzieci w łonie matki nie jest kwestią światopoglądową” – powiedział na koniec abp Gądecki. I to jest dopiero dziwne.

Chodzi o pomysł prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka by Poznaniankom zapewnić 24- godzinne dyżury ginekologiczne: „Gdy potrzebna jest fachowa porada i pomoc, kwestie światopoglądowe powinny zejść na drugi plan. Przygotowujemy projekt 24-godzinnego dyżuru ginekologicznego. Poznaniankom, które z niego skorzystają, nikt nie będzie prawił kazań, tylko udzieli koniecznej pomocy”.

Jak słusznie zauważył Gądecki, aborcja jest w Polsce zakazana poza trzeba wyjątkami. Dlatego też propozycja prezydenta Jaśkowiaka dotycząca lekarzy „bez klauzuli sumienia” nie została przyjęta jako zapowiedź tajnych gabinetów aborcyjnych.

Trudno przypuścić, by prezydent miasta zapowiadał finansowanie z pieniędzy publicznych nielegalnych zabiegów. Chodzi zapewne o łatwy dostęp do antykoncepcji, w tym antykoncepcji awaryjnej, której niektórzy lekarze odmawiają powołując się na klauzulę sumienia.

Nieustannie dziwi nas, że na tego rodzaju insynuacje i nieprawdziwe informacje przewodniczący Episkopatu poświęcił homilię podczas jednego z najważniejszych katolickich świąt.

Czołowy prawicowy publicysta Tomasz Terlikowski, członek zarządu Telewizji Republika ds. programowych, ubolewa nad tym, że nie jest zapraszany do TVP. „Właśnie od „dziennikarza” TVP Info dowiedziałem się, że nie jestem zapraszany do TVP bom oszołom” – tłumaczy Wirtualnym Mediom. Komentarzy na ten temat nie brak:

„TVP Info realizuje strategię partyjną PiS. Na tym etapie PiS nie planuje – jak widać – realizacji swoich obietnic zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej i nie chce, aby ktoś mu to wypominał. W TVP nie ma miejsca na odstępstwa od linii partii – tak wpis Tomasza Terlikowskiego skomentowała Dominika Wielowieyska z „Gazety Wyborczej”. „Jeszcze by ci się wymsknęło w twoim oszołomstwie, że taki poseł Pięta to nie jest publiczny wzór cnót wszelakich” – dodał Mikołaj Wójcik z „Faktu”, nawiązując do publikacji dziennika w ostatnich dniach na temat romansu posła PiS Stanisława Pięty.

Wielu pamięta, jak pod koniec kwietnia Terlikowski mocno skrytykował na Facebooku Joannę Lichocką, posłankę PiS i członkinię Rady Mediów Narodowych, za słowa, że projekt zaostrzenia ustawy aborcyjnej jest „firmowany przez Kaję Godek i środowiska, które z PiS mają niewiele wspólnego”. Uznał oficjalnie, że wypowiedź posłanki „jest tak żenująca, że trudno z nią polemizować, bo nie wiadomo, od czego zacząć”. Na to Lichocka kilka dni później na antenie Polskiego Radia 24 stwierdziła, że Terlikowski to „pajac zupełny” i że „zachował się, jak zawsze zresztą, jak hałaśliwy pajac w tej sprawie”.

Nieco wcześniej, bo w styczniu tego roku publicysta informował, że władze Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego odwołały jego wykłady z bioetyki. Wszystko dlatego, że w dniu protestów Czarnego Protestu Kobiet Terlikowski na swoim profilu facebookowym porównał kobiety przeciwne ograniczeniu prawa do aborcji do żołnierzy hitlerowskich. Po fali krytyki usunął ten wpis. Kilka dni później wziął jednak urlop w Telewizji Republika, tłumacząc, że nie chce obciążać jej wizerunku swoimi poglądami w sprawie aborcji. Dodał jednak: „Mojej walki o obronę życia nie kończę. Będę ją nadal prowadził. Poza Telewizją Republika” – zapowiedział wtedy.

Podobne żale wylewają na Twitterze inni dziennikarze „dobrej zmiany”, m.in. Piotr Nisztor i Witold Gadowski i komentują na Twitterze:

 „Ooo widzę że zacny redaktor dołączył do skromnego grona wyklętych przez TVP. Naprawdę da się z tym żyć. Prawda, Witold Gadowski? 😉– skomentował nie bez satysfakcji wpis Terlikowskiego Piotr Nisztor z „Gazety Polskiej”. Kiedy zakończono z nim współpracę, dziennikarz stwierdził, że powodem było to, iż na Twitterze żartował z Jacka Kurskiego. Potem wielokrotnie krytykował działania kierownictwa Telewizji Polskiej. W grudniu ub.r. zasugerował, że Jacek Kurski przepisał na córkę swoje warszawskie mieszkanie, żeby pobierać stosowny dodatek do pensji w TVP oraz podróżował prywatnym samolotem Zygmunta Solorza, głównego akcjonariusza Cyfrowego Polsatu. Telewizja Polska zaprzeczyła tym informacjom oraz zapowiedziała pozew wobec Nisztora.

Obecni gospodarze słynnej na cały świat stadniny koni arabskich w Janowie Podlaskim robią co mogą, by odciąć się od przeszłości.

„Nic dziwnego, ostatnie dwie imprezy były, mówiąc eufemistycznie, wielką katastrofą” – komentuje obecne zmiany rozmówca portalu naTemat. I faktycznie skandal z podwójną licytacją konia oraz bardzo słabe wyniki sprzedaży to znak rozpoznawczy ostatnich imprez organizowanych już za rządów PiS.

Po całej serii kompromitujących porażek podjęto więc decyzję o zmianie markowej nazwy tamtejszej aukcji „Pride of Poland” czyli Duma Polski. W związku z tym tegoroczne święto miłośników koni arabskich ma się nazywać „Janów Podlaski Auction & Summer Arabian Horse Sale”, czyli… „Letnia aukcja i sprzedaż koni arabskich z Janowa”. Zanosi się również na zmiany w organizacji aukcji – podaje radio RMF FM.

„Chyba ktoś uznał, że to już nie jest Pride of Poland, czyli duma Polski” – krytykuje w portalu Money.pl Marek Trela, były szef stadniny w Janowie, niekwestionowany autorytet wśród hodowców, przed dwoma laty odwołany ze stanowiska dyrektora przez „dobrą zmianę”.

Podtytuł „konie arabskie ze stadnin państwowych” w nazwie imprezy zdaje się sugerować, że swoich zwierząt nie będą mogli zgłaszać właściciele prywatnych stadnin. Z ustaleń dziennikarzy RMF FM wynika, że konie z prywatnych stadnin trafią tylko do tzw. Summer Sale, a nie głównej aukcji imprezy.

Innym „nowatorskim” rozwiązaniem jest to, że w dwudniowej imprezie będą mogli wziąć udział tylko goście VIP, którzy dostaną zaproszenie od organizatorów i osoby, które wpłaciły wadium. Publiczność, która do tej pory mogła obserwować sprzedaż koni i podziwiać sławnych i bogatych gości z całego świata, w Janowie pojawi się tylko 12 sierpnia, podczas dnia otwartego.

Aukcje koni arabskich z Janowa Podlaskiego i z Michałowa poczynając od 2001 roku przyciągały gości z całego świata, a także ich pieniądze. Oferty na setki tysięcy euro uchodziły za normę, a prestiżowe imprezy były stałym punktem w kalendarzu.

„To smutne. To pokazuje, że PiS potrafi tylko niszczyć. Była fantastyczna impreza, byli klienci, były najlepsze konie, ale urzędnikom z mianowania partyjnego dwa lata wystarczyły, żeby pogrzebać całą polską hodowlę arabów” – powiedział w rozmowie z naTemat jeden z hodowców koni.

„Pride Of Poland” z roku na w przyciągała coraz więcej miłośników koni i hodowców z całego świata. Niemal normą było, że najlepsze konie zmieniały właścicieli za kilkaset tysięcy euro, jak na przykład w 2008 roku, gdy Shirley Watts, żona perkusisty Rolling Stones Charliego Wattsa, kupiła klacz Pietę za 300 tysięcy euro. To wszystko się zmieniło i jest systematycznie zaprzepaszczane od kiedy do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość.

Poseł PiS, Stanisław Pięta, może czuć się niczym celebryta, bo jego nazwisko co rusz pojawia się w mediach i to bynajmniej nie w związku z jakimiś spektakularnymi osiągnięciami. Ostatnio poseł tłumaczy się ze swojej bliskiej znajomości z pewną, poznaną na obchodach rocznicy katastrofy smoleńskiej, młodą kobietą, której podobno w dowód owej bliskości obiecał nawet posadkę w spółkach skarbu państwa.

Historią znajomości zajmuje się „Fakt”, ale, że z gruntu banalna sprawa romansu, obnaża po raz kolejny zakłamanie polityków PiS-u, to stała się również tematem rozmowy podczas programu „Kawa na ławę” w TVN24.

Do doniesień opublikowanych przez „Fakt” odniósł się w programie poseł PO Bartosz Arłukowicz: Nie będę się wypowiadał na temat jego życia prywatnego. Z tej sprawy wyciągam jeden wniosek: wszyscy ci, którzy dają sobie uprawnienia do takiego nadawania sobie moralnej wyższości, takiego moralnego nabzdyczenia, które wy codziennie prezentujecie, te rączki złożone do modlitwy, rozmodlenie każdego dnia, chowanie się za sutannami biskupa, a z drugiej strony macie czelność mówić Polakom, jak mają żyć, kto jest dobrym patriotą, kto jest złym patriotą, co mają robić w niedzielę, z kim mogą spać, jak mają rodzić dzieci, nie macie prawa mówienia ludziom, jak mają żyć.”

Oczywiście w obronie „niesłusznie” atakowanego posła Pięty, zabrał głos jego partyjny kolega, Michał Wójcik twierdząc, że romans posła opiera się tylko na medialnych doniesieniach i sprawa wymaga sprawdzenia.

Na zakończenie swego wystąpienia w roli obrońcy Wójcik zarzucił Arłukowiczowi bezpodstawne mieszanie Kościoła do sprawy: Gdyby pan też religię moją znał, to by pan wiedział, że w tej religii pan Jezus w określony sposób podchodził do tego typu rzeczy. Trzeba mieć miłosierdzie, pan nie ma nawet miłosierdzia.”

Gdyby nie fakt, że sprawa Pięty to kolejny przykład hipokryzji i podwójnej moralności członków PiS, to argumentację sekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, Michała Wójcika można by uznać za dowcip dnia.

Kaczyńskiego nie boli kolano. Sprawa jest o wiele poważniejsza

SZTURM PILNIE POTRZEBNY!

Brawo :))

W krajach anglosaskich do dziś jednostką miary bywa stopa. W Polsce stopę zdecydowanie wyrugował system metryczny, ale życie potrafi płatać złośliwe figle i okazuje się teraz do dyspozycji mamy Piętę. Jednostkę, którą stosować będzie należało dla określenia maksymalnych rozmiarów hipokryzji. Wszystko od nazwiska dość często przewijającego się przed telewizyjnymi kamerami posła Prawa i Sprawiedliwości. Bielski poseł PiS pan Stanisław Pięta, kreujący się na bezwzględnego konserwatystę, ascetę i człowieka surowego wymagającego od bliźnich uczciwości w najczystszej postaci, gorący orędownik życia poczętego, przeciwnik środowisk LGBT, perfekcjonista i zwolennik wyniesienia do niedawna protestujących niepełnosprawnych z Sejmu, okazał się mieć skazę i to dość pokaźną, o czym poinformował „Fakt”.

Huczą dziś o tym zresztą wszystkie media. To, że uległ urokowi niewiasty jest nawet zrozumiałe, bo nikt nie jest święty, ale że w niski sposób ją zwodził rujnując jej kawał życia, obiecywał gruszki na wierzbie, przymierzał się do „załatwienia” stanowiska w spółce skarbu państwa i wykorzystywał ją, równocześnie zdradzając żonę i marnując czas, który winien jest tak ponoć wysoko cenionej przez posła rodzinie – to po prostu świadectwo piramidalnej obłudy i hipokryzji, tak typowej dla reprezentowanej przez Piętę formacji politycznej. Najgorsze jest to, że zatacza ona coraz szersze kręgi.

W obronie hipokryty stanął np. poseł Tadeusz Cymański, z pełną wyrozumiałością przekonując: „To jest historia ludzkich słabości. Jeśli ktoś uważa, że jakaś partia ma monopol – jest święta, czysta, nie lubi pieniędzy, nie upadnie w sprawach obyczajowych, nie jest pyszna – to wielki błąd – komentował w programie „Tłit”. Jak dodał, „to smutne, że ktoś upadł, wziął łapówkę, zdradził żonę, ale nie jesteśmy w klasztorze”.

Co zrobi PiS? – „Jarosław Kaczyński jest konserwatystą. Zapewniam, że takie postawy nie przechodzą bez echa. Ale nie jesteśmy partią, która dokonuje osądu a priori człowieka, który miał zły okres w życiu” – podsumował Cymański. No i w partii zapanowała konsternacja, bo problem zrobił się nagle poważny. Niektórzy zwracają uwagę na fakt, że Pięta zasiada w komisjach ds. Służb Specjalnych i Amber Gold. Mówią, że mógł być szantażowany. Politycy zasiadający w obu komisjach mają dostęp do informacji niejawnych, newralgicznych, pilnie strzeżonych. Posiadają ogromną wiedzę na temat spraw na styku wielkiej polityki, biznesu i świata przestępczego. Muszą być krystaliczni, aby nie narazić się na szantaż ze strony osób chcących wykorzystać ich pozycję i wiedzę.

Innego zdania jest wybitny specjalista ds. służb, były minister spraw wewnętrznych oraz szef resortu sprawiedliwości Marek Biernacki powiedział Wirtualnej Polsce: „Sprawa dotyczy moralności. Nic mi nie wiadomo na temat tego, czy poseł Pięta zdradził komuś tajemnice, których ujawniać nikomu nie powinien. Poczekajmy, zobaczymy, co dalej wydarzy się w tej sprawie”.

„To atak na moją osobę” – stwierdził poseł Pięta w rozmowie z Gazeta.pl i oznajmił, że rozważa wniesienie pozwu do sądu.

Polska w budżecie na lata 2021-2027 dostanie o 23,3 proc. mniej w polityce spójności i 26,6 proc. mniej na fundusz rozwoju obszarów wiejskich. Polska miała 82,5 mld euro, a dostanie 64 mld. Czyli w sumie ponad 120 mld zł mniej. To jeden z największych unijnych budżetów, a Polska dostanie najmniej.

Opozycja mówi wprost: to kompromitacja

– Ostrzegaliśmy i mówiliśmy wiele razy, że polityka rządu PiS musi mieć odpowiedź w propozycjach, które pojawią się ze strony Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego. Nie słuchał Kaczyński, nie słuchali kolejni premierzy. Dzisiaj mamy widoczne liczby, które potwierdzają to, w jaki sposób polski rząd jest traktowany w Brukseli – mówił na konferencji prasowej przewodniczący PO Grzegorz Schetyna.

Także według liderki Nowoczesnej „zła polityka PiS przyniosła konkretne owoce”. – Czy polski rząd był aktywny, kiedy trzeba było budować szeroką koalicję i sojusze przy negocjowaniu budżetu? – pyta retorycznie Katarzyna Lubnauer.

– To jest katastrofa rządu PiS, katastrofa negocjacji, katastrofa prowadzonej przez ten rząd polityki zagranicznej. Wiemy, że mimo najwyższego w historii budżetu UE mamy znaczące cięcia dla Polski – komentuje szef klubu PO. Sławomir Neumann wylicza: – To w sumie ponad 120 mld zł mniej, czyli 500 plus dla każdego dziecka przez cała kadencję. Tyle stracimy przez bezrozumną politykę zagraniczną kłócenia się ze wszystkimi. – 27:1, które było symbolem polityki europejskiej rządów PiS, przełoży się w kolejną katastrofę, która będzie oznaczać mniejsze pieniądze w inwestycjach i portfelach Polaków – dodaje poseł PO.

Sławomir Neumann „oczekuje, że wreszcie ktoś otworzy oczy i zacznie poważnie negocjować”. – Do tej pory w negocjacjach nie brali udziału ani premier, ani ministrowie. Nawet europosłowie nie przychodzili na komisje, gdzie dyskutowano te kwoty. To kosztowne odwracanie się od Europy plecami. Te straty będą nie do odrobienia – ostrzega polityk opozycji.

PO oczekuje też informacji od rządu na temat tego, jakie kroki podejmie, aby zwiększyć środki, które mają trafić do Polski. – Premier Mateusz Morawiecki powinien mieć odwagę stanąć przed posłami i nam to wytłumaczyć – przyznaje Neumann.

JUSTYNA KOĆ: Wiemy już, że mniej pieniędzy dostaniemy na politykę spójności. Co to oznacza?

DR KAMIL ZAJĄCZKOWSKI: Można się spodziewać, że Polska dostanie mniej nie tylko w ramach polityki spójności, ale także wspólnej polityki rolnej, co będzie dopiero przedstawiane w najbliższych dniach. Wiadomo było, że dostaniemy mniej, natomiast zaskoczeniem jest skala. W naszych wcześniejszych rozmowach uczulałem, że to, że 2 maja KE przedstawiła dosyć optymistyczny ogólny budżet, nie oznacza, że będzie z tego coś dobrego dla nas. Obawiam się, że ten czarny scenariusz się sprawdził.

Te propozycje są niekorzystne dla Polski, ale tylko po to, żeby Polska mogła coś ugrać.

Czyli gorzej nie będzie?

Raczej na pewno. KE wyszła ze stanowiska, że jak obetnie stosunkowo mało, Polska i tak się będzie biła, aby było jeszcze mniej. Sądzę, że gdzieś w połowie, jak zazwyczaj przy kompromisie, znajdzie się racja Polski i Komisji. Zresztą nie tylko Polski, bo inne państwa regionu również zostały objęte cięciami.

Myślę, że finalnie dostaniemy mniej jakieś 17 do 15 mld. Zresztą gdybyśmy zeszli do takiego poziomu, to i tak byłby sukces polskiej dyplomacji. Mówię tu oczywiście o polityce spójności.

Mniej dostanie cały region Europy Środkowej, więcej Europa Południowa. Wraca stary podział?

To odwieczne pytanie, komu dawać, czy Europie Południowej, Wschodniej, Środkowej… Niestety, te dyskusje, które pojawiały się 20 lat temu, po 1989 roku, wracają. Wówczas część krajów Południa, m.in. Hiszpania, bardzo mocno protestowały, kiedy to jeszcze Wspólnota Europejska, a później Una Europejska zaczęły wspierać przemiany polityczne i gospodarcze w Europie Środkowej. To między innymi w 1989-90 Hiszpanie bardzo mocno sprzeciwiali się funduszom FARE dla Polski, Węgier, Czechosłowacji, a potem dla Czech i Słowacji.

Hiszpania była wtedy najbiedniejszym krajem, wiadomo było, że po wejściu krajów Europy Wschodniej nie będzie. 

Tak, ale jednocześnie największym beneficjentem. Mnie

niepokoi fakt, że wracają te stare podziały, które były nie do uniknięcia przy walce o podział pieniędzy.

Nie miałem jeszcze czasu, aby zapoznać się z materiałami Komisji, ale z komentarzy wynika, że państwa Europy Środkowej tracą, dostają więcej państwa Europy Południowej: Włochy, Portugalia, Grecja i Hiszpania.

Czyli kraje, które zmagają się z falą uchodźców.

Dokładnie tak, i na tym polu następuje nowy-stary konflikt o fundusze.

Czy taki transfer pieniędzy nie podsyci nastrojów eurosceptycznych?

Obawiam się, że to nie będzie sprzyjało refleksji, dyskusji o przyszłości Europy.

Obym się mylił, ale boję się, że takim ostatnim aktem solidarności, wizji polityki jednej Unii Europejskiej, niepodzielonej na różne grupy, może się okazać Traktat Lizboński.

Teraz prawdopodobnie będziemy mieć do czynienia z podziałem na regiony Europy, zresztą tak jak chce prezydent Francji. Będą się rodziły grupy, gdzie integracja będzie większa i mniejsza, na kraje strefy euro i poza strefą euro.

Szczęście w nieszczęściu, że zabrano całemu regionowi, a nie tylko Polsce?

Nie powiedziałbym tak, bo to nie znaczy, że pozostałe fundusze nie będą mocniej ścięte.

Moi koledzy w Brukseli zwrócili uwagę na to, że trzeba będzie się dokładnie przyjrzeć, prawdopodobnie przy wspólnej polityce rolnej, temu, w jaki sposób te środki mają być wydatkowane, czemu mają służyć.

Kwestie technicznej implementacji, wydawania, tu też mogą się znaleźć różne kruczki prawne, techniczne, legislacyjne, które mogą spowodować trudności w wydawaniu pieniędzy przez Polskę. Od kilku miesięcy mówi się, że sposób wydatkowania pieniędzy, czy to na wspólną politykę rolną, czy politykę spójności, będzie wyglądał inaczej niż do tej pory, z zaznaczeniem, że ten nowy sposób nie będzie tak korzystny dla Polski.

Na ile w tym dzieleniu pieniędzy przez KE ma wpływ spór z polskim rządem o praworządność?

On mógł być istotny, ale w minimalnym stopniu.

Jeżeli coś mogło mieć wpływ, to kwestia podejścia do polityki migracyjnej.

To się rzuca w oczy i sądzę, że ten budżet jest tak zrobiony, że ma w jakiś sposób zrekompensować straty dla Europy Południowej. Zresztą sama KE o tym mówiła w komunikacie. Drugim powodem miał być niedawny kryzys w strefie euro.

Oczywiście, prawdopodobnie, gdyby te relacje między rządem polskim a KE były lepsze, to moglibyśmy więcej ugrać. Czytelnicy doskonale zdają sobie sprawę, że większość spraw załatwia się kuluarowo, dużo wcześniej, debatuje się. Na pewno ten spór nie ułatwił nam tej walki o pieniądze.

Podobno chodziło o zbliżające się święto miasta, tylko że obchody w Bystrzycy Kłodzkiej były zaplanowane na 26 i 27 maja. Natomiast wizyta premiera Mateusza Morawieckiego odbyła się 23 maja. W przeddzień burmistrz miasta Renata Surma zleciła straży pożarnej mycie ulic.

Jedna z mieszkanek Bystrzycy sfilmowała strażackie wozy na sygnale polewające ulice. – „Zmywano także chodniki, w niektórych miejscach je zamiatano. Mieszkam w pobliżu, z początku myślałam, że na jezdni rozlała się jakaś substancja, ale mycie trwało bardzo długo, więc zainteresowałam się sprawą. W sprzątaniu nie ma niczego złego, ale pokazówka angażująca na cały dzień trzy wozy strażackie to naprawdę gruba przesada” – powiedziała „GW” pani Krystyna.

Jej film udostępniła na Facebooku grupa Obywatele dla Polski – Kłodzko. Jeden z nich skomentował: – „Czy demokracja i samorządność to mycie dróg przed przyjazdem premiera?”.

Burmistrz Bystrzycy Kłodzkiej Renata Surma upiera się, że mycie zarządziła z powodu święta miasta. W rozmowie z „GW” przyznaje jednak, że skojarzenia mycia ulic przez strażaków z przyjazdem premiera uniknąć nie sposób. – „Ale nawet gdyby tak było, to co w tym złego, że miasto było posprzątane. W końcu to gospodarz kraju. Ja wiem, że zaraz powiedzą, że niedługo będziemy trawę malowali na przyjazd ważnych osób” – stwierdziła burmistrz. Rzeczywiście, trudno uniknąć skojarzeń z malowaniem trawy na zielono przed przyjazdem I sekretarza KP PZPR.

„Choroba dziecka poczętego nie może uzasadniać aborcji” – głosi stanowisko prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry w sprawie ustawy aborcyjnej. Zostało ono opublikowane na stronie internetowej Trybunału Konstytucyjnego. Ziobro napisał, że aborcja wykonywana ze względów na nieuleczalne wady płodu jest niezgodna z polską Konstytucją. – „Prokurator Generalny jest zdania, że sam fakt ciężkiego upośledzenia dziecka poczętego lub jego nieuleczalnej choroby, a tym bardziej prawdopodobieństwo tego faktu, nie może być uznany za konstytucyjnie uzasadniony powód dopuszczalności przerywania ciąży” – twierdzi Ziobro.

Stanowisko Ziobry jest uzupełnieniem wniosku posłów PiS z Bartłomiejem Wróblewskim na czele, który został złożony w TK w ubiegłym roku. Wnoszą oni o uznanie, że jedna z przesłanek obecnie zezwalających na przerwanie ciąży jest niezgodna z Konstytucją. Mowa właśnie o ciężkim i nieodwracalnym uszkodzeniu płodu albo nieuleczalnej chorobie zagrażającej jego życiu.

Nie wiadomo jeszcze, kiedy Trybunał Konstytucyjny zajmie się wnioskiem posłów PiS. Wiadomo natomiast, że TK w obecnym kształcie jest zależny od partii rządzącej. Opinia Ziobry to kolejny krok do niemal całkowitego zakazu aborcji w Polsce.

‼️ UDOSTĘPNIJ I PODPISZ, aby nagłośnić nasz sprzeciw wobec zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej ➡️ Gdy po referendum Irlandia liberalizuje przepisy antyaborcyjnej, politycy jak nie ustają w wysiłkach, aby pójść w przeciwnym kierunku.

wieniawa

Polski Kościół zdemoralizowany do szpiku kości

Krytyka dziennikarza Konrada Piaseckiego (TVN24) za jego rozmowę w programie „Piaskiem po oczach” z posłanką Joanną Scheuring Wielgus.

Prof. Tadeusz Gadacz i inni o strajku osób niepełnosprawnych w Sejmie oraz Kościele katolickim.

TOK FM

Trudno się dziwić, że w tej sytuacji Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar zwrócił się do ministerstwa z prośbą o wyjaśnienie tego zjawiska, pytając jaka działalność tych podmiotów uzasadniała przyznanie im środków z Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Mimo ubiegłorocznych zmian w zasadach funkcjonowania funduszu nadal jest on „ukierunkowany na pomoc pokrzywdzonym i świadkom, przeciwdziałanie przestępczości oraz pomoc postpenitencjarną”.

Zmiana, na którą wskazuje rzecznik pojawiła się tymczasem w rozdziale „Pozostałe zadania finansowane ze środków Funduszu Sprawiedliwości”. I właśnie zgodnie z nimi, środki mogą być przeznaczone m.in. na finansowanie robót budowlanych, zakup urządzeń i wyposażenia, zakup wartości niematerialnych i prawnych czy zakup środków transportu.

Teoretycznie biorąc jest więc wszystko w porządku i nikt nie może się „przyczepić”, że np. są przeznaczone m.in.  na modernizacja zaplecza sportowo-rekreacyjnego Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Raciborzu, na wsparcie dla fundacji Lux Veritatis i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, czy na zakup sprzętu dla jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej (na co resort zamierza przeznaczyć ponad 100 milionów zł), lub na ustawową działalność Centralnego Biura Antykorupcyjnego, co pochłonąć ma 13 milionów zł.

Nie da się ukryć, że Rzecznik Praw Obywatelskich ma „uzasadnione wątpliwości”, czy środki są przeznaczane na cele, o których mowa w rozporządzeniu. Zwrócił się do ministra o przedstawienie pełnego wykazu podmiotów, które były beneficjentami ubiegłorocznego Funduszu. Ponadto poprosił ministra o przedstawienie wyników konkursów już rozstrzygniętych w 2018 r. – ze wskazaniem działalności wygrywających podmiotów, która uzasadnia przyznanie im środków z Funduszu Sprawiedliwości.

– Istotą chrześcijaństwa jest ekspansja. A mówienie o miłości, jej marketingowym narzędziem – ocenił w Godzinie Filozofów dr hab. Tadeusz Bartoś, filozof i teolog, publicysta, były dominikanin.

Waldemar Mystkowski pisze o ojcu PiS.

Jarosław Kaczyński szukał ojcostwa dla swej partii. Wcale nie od razu padło na redemptorystę Tadeusza Rydzyka, o którym miał w latach 90-tych złe mniemanie. Zaliczał Rydzyka do Targowicy, ale przytulił się do niego, aby sięgnąć po władzę.

Spin doktorzy PiS – Adam Bielan i Michał Kamiński – przekonali prezesa, aby skorzystać z wpływów mediów toruńskich. W połowie pierwszej dekady XXI wieku Rydzyk udzielił PiS błogosawieństwo ojcostwa, acz na swoich zasadach.

Cokolwiek ojciec zarządzi, należy mu się podporządkować. Ojciec ma zdanie decydujące i ma prawo do obrugania, do inwektyw, poniżania swego przychówku. I tak żona prezydenta Lecha Kaczyńskiego Maria została nazwana czarownicą, po Jarosławie Kaczyńskim takie deprecjonujące porównanie bratowej spłynęło jak woda po kaczce.

Ojciec Rydzyk co rusz wysyła podobne nieprzyjemne sygnały, bo mu wolno jako ojcu wyznającemu tradycyjne wartości. Ojciec dał PiS propagandę, poprzez nią władzę, więc żąda w zamian bardzo konkretnego zadośćuczynienia, bo ojciec jest ambitny.

Rydzyk jest twórcą dzieł: radia, telewizji, szkoły, geotermii, które są w różnym stadium powstawania, wszystkie klasyfikują się poza normalnym rynkiem medialnym, ekonomicznym i pozarozumowym.

Dzieła Rydzyka są na garnuszki łaski władzy. Co łaska – wyciąga ręce ojciec PiS Rydzyk – i jego przychówek daje z tego, co nie swoje, co wspólne. Innymi słowy, łaska dla Rydzyka jest darowana ze wspólnej kasy Polaków, z podatków wszystkich rodaków, czyli z budżetu państwa.

Jak na ambitnego ojca przystało, Rydzyk kręci nosem i ciągle mu mało. Lecz te ambicje ojca PiS pozwoliły mu wejść do elitarnego grona 100 najbogatszych Polaków.

Oko.press dokonało skrupulatnych obliczeń co do złotówki, ile też dostało się ojcu, gdy jego przychówek jako „dobra zmiana” objął władzę w kraju. Otóż Rydzyk nachapał się  80.921.021 złotych z publicznych pieniędzy. To są pieniądze udokumentowane, czyli takie, jakby złodziej włamał się do naszego sejfu i zostawił pokwitowanie kradzieży.

Ojciec PiS jest drogi do utrzymania przez wszystkich Polaków, który niczym Budda ze złota świeci nam w oczy niewypracowanym bogactwem.

Irlandia dołącza właśnie do grupy europejskich państw, w których aborcja jest jest legalna – pokazują referendalne wyniki exit polls. Jednak piątkowe referendum tak naprawdę nie jest o tym, czy pozwolić na przerywanie ciąży. Bo już dziś tysiące Irlandek to robi – tyle że za granicą. Zwolennikom liberalizacji chodzi o skończenie z hipokryzją i złamanie dominacji Kościoła.

Janet Ní Shuilleabháin od dziecka marzyła o podróży samolotem. Pech chciał, że gdy pierwszy raz wsiadła na pokład, musiała skupić się na tym, by przezwyciężyć poranne mdłości. Miała 18 lat i była w drodze do Londynu, by przerwać niechcianą ciążę. W jej rodzinnej Irlandii za aborcję groziło wtedy dożywocie. – Pracowałam, oszczędzałam na studia. Antykoncepcja zawiodła. Nie byliśmy gotowi na dziecko – opowiada 40-letnia dziś Ní Shuilleabháin „Independentowi”. Poleciała wraz z partnerem; rodzinie i znajomym skłamali, że to romantyczny wypad do Londynu.

Kiedy siedem lat temu Siobhan Donohue dowiedziała się, że jest w ciąży, najpierw się ucieszyła. Niestety w 20. tygodniu USG pokazało, że płód ma bezmózgowie. Z ciężkim sercem Siobhan z mężem podjęli decyzję o przerwaniu ciąży. Ponieważ irlandzkie prawo nie zezwalało na aborcję z powodu ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu (co wciąż dozwolone jest w Polsce), kobieta poleciała na zabieg do Liverpoolu. Wsiadając do samolotu pełnego weekendowych turystów, czuła się strasznie. Wszyscy lecieli, by się zabawić, zaś ona przeżywała życiowy dramat.

Według badania Ipsos dla „Irish Times” 68 proc. wyborców poparło zmiany, a zaledwie 32 proc. było przeciw.

Od dziś takie kobiety jak Janet czy Siobhan nie będą musiały wybierać między więzieniem a tragedią. W przeprowadzonym w piątek referendum Irlandczycy zdecydowali o uchyleniu tzw. ósmej poprawki do konstytucji, która kilka dekad temu zrównała prawa płodu z prawami matki i uczyniła aborcję legalną tylko w jednym przypadku: gdy zagrożone było życie matki. Według badania Ipsos dla „Irish Times” 68 proc. wyborców poparło zmiany, a zaledwie 32 proc. było przeciw.

Centroprawicowy rząd premiera Leo Varadkara obiecał liberalizację przepisów, uzależniając to od wyniku głosowania. Uzgodniony wstępnie projekt zakłada, że kobiety będą mogły „na życzenie” przerwać ciążę do 12. tygodnia, zaś w bardziej zaawansowanym stadium – po uzyskaniu pozytywnej opinii lekarzy. Przed zabiegiem będą miały 72 godziny na ostateczne przemyślenie decyzji.

rp.pl

Do biskupów i pisiorów. Nie wydymacie nas, to my pogonimy was!

Polki i Polacy wyszli dzisiaj na ulice polskich miast żeby zaprotestować przeciw ustawie zaostrzającej prawo aborcyjne.

Pani Beata z Gryfic stanęła dzisiaj samotnie na miejscowym rynku, aby wyrazić solidarność z kobietami protestującymi w wielu miejscach Polski.

Monika Olejnik w swoim piątkowym felietonie skomentowała dążenie polityków PiS i Kukiz ’15 do całkowitego zakazania aborcji w Polsce.

Według PiS, kobieta powinna rodzić potworki, siedzieć w domu, sprzątać, gotować i być pięknym uzupełnieniem samca „macho”.

Trudno dzisiaj zająć się jakimkolwiek innym tematem poza Czarnym Piątkiem. Wyborcy PiS i Polska Instytucja Kościelna długo już czekali, by ich partia wreszcie spłaciła swój dług za poparcie w wyborach i wzięła się wreszcie za to, co dla nich tak ważne. Czyli zaostrzenie ustawy aborcyjnej.

Tak, w tej dzisiejszej Polsce, w której jedno z hospicjum dla nieuleczalnie chorych dzieci nie ma pieniędzy na pieluchy i podstawowe środki medyczne, rodziny z niepełnosprawnymi Maluchami nie mogą liczyć na większe zainteresowanie i pomoc państwa, resort zdrowia odcina się od refundacji leków na rzadkie schorzenia genetyczne małych pacjentów – w takim właśnie państwie PiS ze swoimi poplecznikami chce zmusić kobiety do rodzenia ciężko, nieuleczalnie, chorych dzieci. Kobiety mają rodzić, bo tego chce Kościół, tego chcą jego wyborcy.

A co to za problem urodzić? W końcu rząd da 4 tysiące złotych na otarcie łez, a duchowni zarobią też nieco kasy za udział w katolickim pochówku. Politycy PiS mówią, że tego chcą obywatele, a oni słuchają głosu narodu. Czy jednak można uznać 830 tysięcy ludzi, którzy podpisali projekt pani Kai Godek za rzeczywistą reprezentację narodu, w którym ponad 33 mln osób ma prawa wyborcze? Czy w tej sytuacji można mówić, że naród chce, PiS więc narodowi da tę fatalną ustawę?

Odnoszę wrażenie, że ostatnimi czasy PiS spuściło ze smyczy nie tylko demony wszelkich możliwych fobii, ale również takiego potworka rodem z mroków średniowiecza, a który ma bardzo seksistowskie, antykobiece oblicze. Coraz częściej słyszę duchownych, polityków rządzącej partii i ich wielbicieli, którzy wypowiadają się o kobietach wręcz lekceważąco. Ot, popatrzmy chociaż na tatusia obecnego prezydenta, który bez skrępowania opowiadał, co myśli o płci pięknej podczas prelekcji na spotkaniu „katolickiej sieci mężczyzn, którzy powierzyli swoje życie Jezusowi Chrystusowi”. – „Mężczyzna ewolucyjnie został tak ukształtowany, żeby zajmował się sprawami strategicznymi. Ponadto mężczyźni dużo racjonalniej myślą i to nie jest dyskryminujące, tak jest po prostu” – przekonywał. Po chwili uzupełnił swoją „złotą myśl”, że „w małżeństwie mężczyzna pracuje, bo musi, bo on odpowiada za stronę materialną. Natomiast kobieta pracuje dlatego, żeby się lepiej czuć. Ona ma prawo do pracy, a my mamy obowiązek. I taka postawa powinna być kształtowana u chłopców”. No właśnie, mężczyzna ma obowiązek jako ta istota wyższego rzędu, a kobieta pracuje, bo ma taki kaprys, bo tak jej się chce i to właściwie mało znaczące… ta jej praca…

Niestety, tacy właśnie ludzi jak pan profesor Duda dzisiaj grają pierwsze skrzypce w polskiej przestrzeni publicznej. Nie można więc dziwić się, że projekt zaostrzający ustawę aborcyjną idealnie wpisuje się w seksistowską retorykę. W końcu, „kobieta głupszą jest”, więc sama nie może decydować o swoim ciele i swojej duszy. PiS to rozumie i bierze wraz z Polską Instytucją Kościelną brzemię odpowiedzialności za nas i nasze życie. Niech kobieta rodzi potworki, a do tego najlepiej, by siedziała w domu, pozwoliła się lać przez szanownego męża, sprzątała, gotowała i była pięknym uzupełnieniem samca „macho”.

Czarny Piątek to nie tylko wielki sprzeciw wobec chorej ustawy, ale krzyk Polskich Kobiet, że nie ma naszego przyzwolenia o decydowaniu o nas za nas. Nie damy wsadzić się do tej seksistowskiej klatki, jaką dla nas PiS przygotowało, a Polska Instytucja Kościelna trzyma do niej kluczyki i zaciera ze szczęścia łapki.

Godzina 17.00 i cała Polska była w „czerni”. Warszawa, Poznań, Wrocław, Szczecin, Rzeszów, Kraków, Katowice, Krosno, Grudziądz. Czy jest jakieś miasto w Polsce, z którego nie niósłby się dzisiaj głos sprzeciwu. Na wielkie uznanie i szacunek zasługuje pani Beata z Gryfic, która jako jedyna w tym mieście przyłączyła się do ogólnopolskiego Czarnego Piątku. Wraz z synkiem stała na gryfickim rynku i nie odpuszcza. Protesty również m. in. w Berlinie, Oslo, Sydney, Londynie, Paryżu. Na ulicach tłumy i te hasła „Wolność, równość, aborcja na żądanie”, „Myślę, czuję, decyduję”, „Równe prawa – wspólna sprawa”, „Wasza wiara od nas z dala”, „Politycy, marsz z kaplicy”, „Księża na księżyc”, „Rewolucja jest kobietą”, „Łamiecie nasze prawa, a to nie nasza sprawa”, „Wolność, równość, antyklerykalizm”.

Politycy PiS-u, Polska Instytucjo Kościelna, wy jeszcze nie wiecie, co to znaczy „wkurzona Polka”. Nie wygracie z nami…

Tamara Olszewska

Społeczeństwo obywatelskie nie zawsze znajduje odpowiedzi na PiS-owskie zawłaszczanie państwa i odbieranie sobie praw obywatelskich. A partia Kaczyńskiego konsekwentnie zaprowadza jakąś formę dyktatury. Na razie jest ona miękka, co wyraża się chronicznymi niedomogami samej władzy i jej wpadkami, czego by się nie dotknęła. Punktowo jednak może nękać poszczególnych polityków i obywateli szeroko pojętej opozycji i społeczeństwa.

Najwłaściwszym odporem jest zorganizowanie się w struktury stowarzyszeń, lecz i to wydaje się niewystarczające. Niecałe dwa lata temu KOD był potężny, na ulicach Warszawy potrafił protestować w liczbie przeszło 100 tysięcy uczestników, a prezesowi PiS tak drżały łydki, iż nie potrzeba było wnikliwych analiz politologicznych, aby owe drgawki dostrzec.

Równie duże były protesty w lipcu ubiegłego roku z powodu ustaw sądowniczych. Łańcuchy Światła kreowały nowych liderów opozycji społecznej, a jednak dość łatwo rozbrojony został gniew ulicy poprzez to, iż Andrzej Duda zawetował dwie z trzech ustaw i zapowiedział napisanie nowych. Protesty rozeszły się po kościach, a Duda „napisał” ustawy o treści identycznej, jak zawetowane. Tak orżnął Polki i Polaków.

Czy PiS poradzi sobie z Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet, który kolejny raz wychodzi na ulice w sprawie obrony kompromisu aborcyjnego obowiązującego od lat 90-tych? Niby to PiS się ugina pod presją społeczną, ale czy na pewno?

Gdy Kościół katolicki zagrzmiał, iż żadna aborcja nie jest miła funkcjonariuszom pana Boga, PiS następnego dnia zapowiedział rekomendację projektu ustawy „Zatrzymać aborcję” w komisji sejmowej – jednak bez zapowiedzi procedur jej uchwalenia. Od razu odezwało się społeczeństwo poprzez silną instytucję Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i studentów.

Kaczyńskiemu zadrżały łydki, ale też uciekł się do swojej sprawdzonej metody: orżnąć Polki i Polaków. Na Czarny Piątek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet odpowiedział zdjęciem z agendy projektu „Zatrzymać aborcję”, został wymyślony sposób orżnięcia buntu kobiet.

Orżnięcie polega na tym, iż pisowski Trybunał Konstytucyjny ma wydać wyrok, czy zgodny z Konstytucją jest trzeci wyjątek w ustawie o planowaniu rodziny, w którym dopuszcza się usunięcie ciąży ze względu na duże prawdopodobieństwo wady genetycznej dziecka.

Jeżeli Julia Przyłębska et consortes nazwą to aborcją eugeniczną będzie znaczyło, iż Trybunał Konstytucyjny wezwie parlament do zmiany prawa i uznania jakiejkolwiek aborcji za nielegalną. „Zabezpieczeniem” ma być program „Za życiem”, wg którego państwo ma wziąć na siebie ciężar wychowywania kalekich dzieci. Znaczy, że po zmianie ustawy kobiety będą zmuszone do urodzenia, a wszelka aborcja będzie bezprawna.

Tak PiS chce wykołować kobiety. Równolegle dojdzie do prowokacji, aby kompromitować liderów Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Udało się to z innymi już wcześniej, czarnosecińcy Kaczyńskiego będą liczyć na sukces i w tym wypadku.

A to dla nas znaczy, iż musimy przepracować zjednoczenie społeczeństwa obywatelskiego. PiS nas dyma, bo na to pozwalamy.

Prawo do aborcji przepadło w Sejmie dzięki opozycji

Projekt liberalizujący przepisy dotyczące aborcji przepadł, a zaostrzający – trafił do dalszych prac. Zabrakło zaledwie kilku głosów opozycji, by komisja zajęła się też tym pierwszym projektem.

W Sejmie odbyły się pierwsze czytania dwóch projektów ustaw dotyczących aborcji. Projekt „Ratujmy kobiety 2017” zakłada liberalizację przepisów aborcyjnych, ale także dostęp do rzetelnej edukacji seksualnej, łatwego i darmowego dostępu do antykoncepcji, przywrócenie antykoncepcji awaryjnej bez recepty oraz regulacji stosowania klauzuli sumienia przez lekarzy. Komitet reprezentowała Barbara Nowacka.

Projekt został odrzucony w pierwszym czytaniu stosunkiem głosów 202 do 194. W głosowaniu nie wzięło udział 29 posłów Platformy Obywatelskiej i 10 posłów Nowoczesnej. Ponad to troje posłów PO było za odrzuceniem projektu. Co ciekawe 58 posłów PiS opowiedziało się za dalszymi pracami nad projektem, w tym Jarosław Kaczyński, Joachim Brudziński, Antoni Macierewicz i Krystyna Pawłowicz.

Włodzimierz Czarzasty skomentiwał, że opozycja to dupki.

Tomasz Lis określa – brakiem szacunku dla wyborców.

Waldemar Kuczyński uważa, że opozycja nie nadaje się na opozycję.

Kleofas Wieniawa dyskwalifikuje opozycję, która nie jest godna tego miana.

Magdalena Środa nazywa to pogardą dla kobiet.

Można się było tego spodziewać. Obywatelski projekt liberalizujący aborcję „Ratujmy kobiety” trafił do kosza. Tam, gdzie władza widzi miejsce kobiet. Miesiące pracy nad zbieraniem podpisów, wielka aktywność społeczna a zwłaszcza nadzieja, że może być normalnie, że kobiety odzyskają status osób autonomicznych, wolnych i odpowiedzialnych, mogących decydować o swoim macierzyństwie – wszystko to nie dało władzy do myślenia. W jej oczach jesteśmy nikim, chyba, że podporządkujemy swoje życie rządzącym mężczyznom (PiS i Kościołowi). Ale wczoraj w sejmie stało się coś więcej. Chodziło nie tylko o wyegzekwowanie władzy nad kobietami, ale również o manifestację pogardy i obojętności.

Najpierw była pustka na Sali sejmowej, potem były drwiny, okrzyki, kłamstwa: pokaz pychy i ignorancji. Oczywiście brały w tym udział kobiety, ale kobiety też tkwią w systemie męskiej kultury dominacji, reprodukują ją tak jak niewolnicy reprodukowali kulturę niewolników, a kochające matki posyłały swoich synów na wojny, bo uważały, że taka jest natura świata.

Sprawa aborcji w Polsce doskonale odsłania szowinistyczny patriarchalizm, którego ważnym elementem jest Kościół i jego panowanie. Dla tej instytucji to fundamentalna sprawa: w sekularyzującym świecie traci władzę. Polska pozostaje jedyną enklawą, gdzie tę władzę wzmacnia. I robi to najprostszym sposobem: poprzez podporządkowanie sobie połowy społeczeństwa, którego narzędziem jest wymiana politycznych łupów z partią rządzącą (i nie tylko z nią). Wy nam dacie głosy, my wam damy kobiety.

Zakaz aborcji (potępienie antykoncepcji, zapłodnienia in vitro, badań prenatalnych) to w istocie doskonały i skuteczny sposób na ubezwłasnowolnienie kobiet, na sprowadzenie ich do roli niewolników. Dochodzi do tego 500 plus, czyli wypychanie kobiet z rynków pracy i wtłaczanie ich w rolę tradycyjną a także przyzwolenie na przemoc domową powodowane naturalizowaniem jej, nie dostrzeganiem i – w związku z tym – nie przedsiębraniem jakichkolwiek systemowych środków przeciwdziałania.

Zakaz aborcji nie ma nic wspólnego z ochroną płodów. Nic wspólnego z życiem. Zakaz aborcji jest narzędziem władzy do podporządkowania kobiet. Dla kobiet jest miarą ich społecznego, podrzędnego statusu. Są traktowane jak nierozumne dzieci, jak szaleńcy, za których trzeba podejmować decyzje i chronić je przed nimi samymi… Poza tym państwo Macierewiczów Kaczyńskich, Błaszczaków potrzebuje mięsa armatniego, by narodowa Polska i armia rosły w siłę. Kobiety mają rodzić. Jak nie rodzą to ich udziałem może być „macierzyństwo duchowe” czyli bezpłatna praca na rzecz kościoła, plebanii, księdza. Gdyby nie poprawność polityczna powiedziałabym, że Polska się islamizuje. A na pewno nadszedł czas pogardy.

Kaczyńskiego Czarny Dzień, 13 października 2016 roku

cuomdq0wiaasx-0

Pomysł jest prima sort, aby zorganizować protest pod mieszkaniem Jarosława Kaczyńskiego. Niech tchórz stanie oko w oko z kobietami.

Na Żoliborzu (ulica Adama Mickiewicza 49, 01-625 Warszawa) pod domem Kaczyńskiego Czarny Protest, niech poczuje zapach kobiet. Czarny Dzień dla prezesa PiS – 13 października 2016 roku. Szkoda, że nie piątek, tylko czwartek.

Protest zacznie się o godzinie 19.00.

gazeta-wyborcza

„Poseł Kaczyński zagląda nam do łóżek, my tylko zajrzymy mu przez płot. Oczywiście powiemy mu też kilka słów, bo wygląda na to, że w Czarny Poniedziałek nas nie usłyszał”

– pisze jedna z organizatorek Czarnego Protestu, Anna Dryjańska.

anna-dryjanska

Anna D. utworzyła także na secure.avaaz.org petycję, pod którą zbierane są podpisy organizatorów Czarnego Protestu. Bobrowolnie doniosło na siebie już 7 tys. Polek i Polaków.

prokuratura

Słynna Henryka Krzywonos też donosi na siebie.

cun6svlw8aafgad

Kaczyński był powiedzieć:

– Będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię.

cuk9r47wcaatly0

Po pisowskim łbie parasolką. Joanna Mucha

cufvqk7xgaaxkjw

Joanna Mucha wygłosiła wspaniałe przemówienia. Takie jak ona są Polki, które pokonały PiS w Czarnym Proteście.

Czarno widzę przyszłość PiS u władzy. Parasolką będzie PiS szturchane, aby szybko skończyli władzę, bo Polsce szkodą.

Nowoczesność kobiet to parasolka, miotła była dawniej, acz Łysa Góra jest miejscem sabatów naszych wspaniałych czarownic.

http://www.gazeta.tv >>>

„Na co wam to było?” – waliła po łbie Kaczora retoryką Joanna Mucha.

PiS ma inny jeszcze kłopot, z Kosciołem i mediami kościelnymi. Rydzyk nie jest kontent.

cuguqwfxgai6-kk

Kaczyński zostanie przegoniony przez kobiety miotłami

magdalena-cielecka

Społeczeństwo obywatelskie rośnie w siłę. I to ono obali antydemokratyczną formację, PiS. Siłę pokazały kobiety, które w demonstracji pod hasłem „Żarty się skończyły. Moje ciało, moja sprawa” pod Sejmem żądały, co im należne. Decydowania o sobie, a nie żeby klechy i politycy mieli dyktować prawa. Prawo jest naturalne, każdy człowiek jest wolny i sam nadaje życiu sens, a nie taka rządząca skamielina, z jaką dzisiaj mamy do czynienia w Polsce.

W poniedziałek Czarny Protest będzie jeszcze silniejszy, ale teraz można zacierać ręce. Polacy odzyskują głos dla siebie, siebie artykułują, na horyzoncie wyraźnie zaznacza się klęska PiS. Kiedy odejdzie ta formacja? Och, niedługo. Konkretyzuje się krach i katastrofa dla Jarosława Kaczyńskiego i jego miernot.

monika-wielichowska

Protest kobiet zakreślony został długofalowo, bo Barbara Nowacka zapowiedziała zbieranie miliona podpisów, „które nie trafią do kogoś, kto nami gardzi, tylko trafią do kogoś, kto będzie chciał nas słuchać. Do eurodeputowanych”.

To świetna droga! Na każdym polu PiS wypowiedział wojnę. Na polu rozumu, na polu prawa, na polu europejskim, a teraz uruchomił walkę z kobietami. „Rząd to nie ciąża, usunąć można!”

Co może się stać?

Kaczyński może tylko przegrać. Nie pomogą mu ochroniarze. Polki przepędzą go miotłami. Kaczyński! Oglądaj się za jakimiś Zaleszczykami. I bierz nogi za pas, jak Janukowycz.

mateusz-kijowski

Sondaż IPSOS dla „OKO.press” pokazuje, że PiS wiele potrafi – nawet wywołać szeroki odruch feministyczny. Co piąta Polka chciałaby osobiście wziąć udział w proteście w obronie godności i praw kobiet. Większość Polek (55 proc.) i Polaków (44 proc.) popiera bunt, przeciw jest ledwie 14 proc. Nawet w elektoracie PiS przewaga przeciwników jest minimalna.

Papież i Kościół spóźnieni wieki całe, musimy bronić suwerenności swoich broszek

rewolucyjnyGest

Kościół katolicki nie nadrobi czasu, choćby miał dziesiątki takich papieżów jak Franciszek. Dzisiaj coraz wyraźniej widać, iż to religia żydowskich rolników sprzed 2 tys. lat.

Tego nie zmieni żadna przemiana, przystosowanie się do wymogów czasu. Ta metafizyka nie przemawia, choć postać Joszui z Nazaretu ma cechy szekspirowskie i jest bardzo ludzka, mądra.

Chrystus jest za humanitarny dla polskiego kleru i polskich katolików. Ale spóźniony Franciszek dopuszcza rozwodników do sakramenty komunii św. Po co?

Polski kler tego nie przyjmie do wiadomości. W kraju nad Wisłą obowiązują gusła, a nie namysł nad istotą bytu.

Zaś Polki muszą bronić suwerenności swoich brzuchów, niepodległości swojej osoby przed zakusami Kościoła i polityków, którzy chcą na smyczy trzymać naród.

Dlatego zamiast przejmować się rewolucyjnymi gestami papieża Franciszka, należy demonstrować w sprawie własnej broszki: „Moje ciało, moja broszka”. Idę złożyć podpis pod projektem liberalizującym przepisy związane z aborcją.

12938348_1792546394310669_40207592298561391_n-640x640

Post Navigation