Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Adam Bodnar”

PiS zabezpiecza się, aby nie oddać władzy

Teoretycznie możliwy jest scenariusz, w którym partia Jarosława Kaczyńskiego nie dopuści do zebrania się nowego Sejmu. I wykorzysta do tego wyrok unijnego trybunału. A także samodzielnie zmieni konstytucję.

Niemożliwe? A czy możliwe było niezaprzysiężenie sędziów wybranych do Trybunału Konstytucyjnego? Unieważnienie uchwał poprzedniego Sejmu? Odmowa publikacji wyroków Trybunału Konstytucyjnego? Zablokowanie ułaskawieniem prawomocnego osądzenia Mariusza Kamińskiego?

„Brat bez brata”. Książka o tym, jak działa demiurg Kaczyński [wideo]

Terlecki zawiesza prace parlamentu

Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki ogłosił, że w prezydium Sejmu na wniosek PiS zapadła decyzja o przerwaniu trwającego posiedzenia i kontynuowaniu go po wyborach. Posłowie chcą się podobno mocniej zaangażować w kampanię wyborczą.

Czy to w ogóle możliwe, żeby stary Sejm obradował po wybraniu nowego? Przepisy tego nie zabraniają. Tak jak nie zabraniają zwołania obrad w Sali Kolumnowej ani nawet na statku morskim, pod warunkiem że będzie on na polskich wodach terytorialnych. Art. 98 konstytucji mówi, że kadencja starego Sejmu i Senatu trwa do dnia poprzedzającego zwołanie nowego. Czyli teoretycznie dopuszcza obradowanie starego Sejmu po wyborach. Do tej pory nie było takiego przypadku.

PiS najwyraźniej sądzi, że będzie rządził dalej

Co szykuje PiS?

Politycy opozycji podejrzewają, że PiS zostawia sobie możliwość uchwalenia jakichś podejrzanych ustaw, w razie gdyby wyniki wyborcze nie dały mu przewagi wystarczającej do stworzenia nowego rządu. Marszałkowie Sejmu Elżbieta Witek i Ryszard Terlecki zapewniają, że nie planują nic dodawać do porządku obrad poza tym, co już w nim jest.

Wniosek o uzupełnienie porządku obrad mogą jednak wnieść posłowie. I będzie przyjęty, bo PiS ma większość. Jeśli przyjmie jakąś nową ustawę, musiałaby ona przejść przez Senat. Ten na razie nie ogłosił, że przerywa obrady na czas po wyborach, bo odbył już ostatnie posiedzenie. Jednak marszałek Karczewski może zwołać posiedzenie nadzwyczajne i je odroczyć.

Trudno się domyślić, jaką nową ustawę miałby PiS wtedy przyjąć. Może chce zmienić regulamin Sejmu, żeby zapewnić sobie fory, w razie gdyby wynik wyborów umożliwiał utworzenie rządu zarówno jemu, jak i opozycji? Ale i tak ma fory, bo premiera wskazuje prezydent.

Jest inna możliwość – że PiS zostawia sobie furtkę, by nie dopuścić do zebrania się nowego parlamentu. Albo znacząco ten moment opóźnić. A może zmienić konstytucję?

Listy PiS do Sejmu i Senatu, czyli spryt prezesa

Czy grozi nam akcja „sfałszowane wybory”

Według art. 109 konstytucji prezydent zwołuje nowy parlament „na dzień przypadający w ciągu 30 dni od dnia wyborów”. A jeśli nie zwoła? Bo np. pojawi się przygniatająca liczba protestów wyborczych i stwierdzi, że „dla dobra Rzeczpospolitej” trzeba poczekać do ich rozpatrzenia?

Akcję pod hasłem „sfałszowane wybory” przerabialiśmy już w 2014 r. po wyborach samorządowych. Pamiętamy m.in. okupowanie siedziby Państwowej Komisji Wyborczej przez zwolenników PiS na czele z Grzegorzem Braunem, dziś współtwórcą skrajnie prawicowej Konfederacji. Tym razem akcja byłaby bardziej masowa niż „marsze smoleńskie” czy Marsze Niepodległości, bo PiS-owi udało się skutecznie nastraszyć ludzi odebraniem im świadczeń socjalnych i planem zniszczenia wiary, rodziny oraz „seksualizowaniem dzieci”. Jeśli tłumy wylegną na ulice, prezydent – jak prezes Kaczyński – może powiedzieć: vox populi, vox Dei.

Stary parlament i dotychczasowy rząd będą pracować, a wybrana przez PiS Izba Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego będzie rozpatrywać setki tysięcy protestów wyborczych. Według kodeksu wyborczego (art. 244, par. 2) ma na to 90 dni, licząc od dnia po wyborach. Ale może nie zdążyć. Na przykład ważność wyborów do Parlamentu Europejskiego, które były w maju, ogłosiła prawie z końcem terminu (2 sierpnia).

Cóż się stanie, jeśli nie zdąży? Nic. Nie takie rzeczy widzieliśmy. A dla sędziów, których legalność wyboru i działania i tak jest kwestionowana, naprawdę nie jest problemem przeciągać ogłoszenie wyniku wyborów. Ogłoszenie nieważności całych wyborów groziłoby skandalem w Unii Europejskiej. Ale można zakwestionować wybór poszczególnych parlamentarzystów (art. 224, par. 3 k.w.). A wtedy trzeba przeprowadzić ponowne głosowanie w tych okręgach.

Wybory uzupełniające ogłasza prezydent. Trzeba znowu rejestrować kandydatów, prowadzić kampanię wyborczą, organizować głosowanie, liczyć głosy, osądzać protesty wyborcze. Czas płynie, rząd Mateusza Morawieckiego rządzi, stary parlament pracuje.

Sprawdź kandydatów do Sejmu i Senatu

As w rękawie: wyrok TSUE

Jeśli wynik wyborów byłby ciągle niesatysfakcjonujący, można tak do skutku. I jest jeszcze as w rękawie: Trybunał Sprawiedliwości UE i jego wyrok w sprawie legalności powołania i działania Krajowej Rady Sądownictwa, tzw. neo-KRS. Wyrok, który może oznaczać nieważność powołania sędziów przez neo-KRS, także tych do Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN.

Wyrok TSUE spodziewany jest przed wyborami, ale może też zapaść później. Jeśli zakwestionuje legalność działania Izby Kontroli Nadzwyczajnej – PiS może go uznać. I stwierdzić, że nie ma komu orzec o ważności wyborów. Któż mógłby zganić PiS za podporządkowanie się wyrokowi TSUE? Zatem uchwała Izby nie zostanie wydrukowana w „Dzienniku ustaw”, co według kodeksu wyborczego (art. 224, par. 5 i 6) jest warunkiem jej wejścia w życie. W przeciwieństwie do niepublikowania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego o nieopublikowanie uchwały nielegalnej izby SN nikt nie będzie miał pretensji.

I zabawa zacznie się od nowa – trzeba będzie napisać nową ustawę o KRS. KRS wybierze nowych sędziów… Oczywiście można prościej – jednym przepisem oddać orzekanie Izbie Pracy SN, która do tej pory orzekała o ważności wyborów i w której na razie nie ma żadnego neosędziego. Ale PiS-owi może w tym akurat przypadku na prostocie nie zależeć.

Zmiana konstytucji?

Brzmi to wszystko dość fantastycznie, ale cztery lata temu równie fantastycznie brzmiał scenariusz przejęcia Trybunału Konstytucyjnego czy KRS.

To wszystko to jedynie możliwości, które daje PiS-owi uprawiana przez to ugrupowanie specyficzna, antydemokratyczna i antykonstytucyjna interpretacja prawa. Nie twierdzę, że PiS ma przygotowany taki scenariusz. Ale faktem jest, że otworzył sobie do niego drzwi.

I na koniec jeszcze jedne drzwi: do zmiany konstytucji. Jeśli stary parlament nadal będzie obradował, posłowie opozycji prawdopodobnie będą te obrady bojkotować, żeby dać świadectwo sprzeciwu wobec nadużywania prawa do kwestionowania woli wyborców. PiS będzie więc sobie obradował samodzielnie.

Do wprowadzenia poprawek do konstytucji potrzeba dwóch trzecich głosów przy obecności minimum połowy z 460 posłów. Połowa to 230. Posłów PiS jest 240, a więc ponad połowa. Dwie trzecie to 153 głosy. W tej sytuacji PiS może samodzielnie zmienić konstytucję.

I teraz można pisać kolejny scenariusz.

Kmicic z chesterfieldem

Prezes Jarosław Kaczyński zabrał głos w sprawie podniesienia płacy minimalnej; polityk uważa, że reforma jest zasadna i wszelkie głosy jej krytyki są nieuzasadnione. Swoimi przemyśleniami podzielił się w Programie 1 Polskiego Radia.

Kaczyński w pełni popiera zwiększenie płacy minimalnej do pułapu 4 tys. zł brutto. „Powtarzałem od wielu lat, że nie można bez przerwy mówić społeczeństwu, że trzeba zaciskać pasa” – stwierdził prezes Prawa i Sprawiedliwości. Prawicowy polityk twierdzi, że „jeśli zwiększą się płace, tworzy to nacisk na ulepszenie gospodarki” – z taką tezą z pewnością nie zgodzi się zdecydowana większość liberalnych ekonomistów.

Szef „dobrej zmiany” usiłował również wykreować się na obrońcę polskich pracowników, którym z pewnością nie jest. Prezes mówił m.in. o fali „fake…

View original post 1 068 słów więcej

 

Morawiecki to domokrążca, który wciska kit akwizycyjny

Patryk Jaki, były wiceminister sprawiedliwości (bez prawniczego wykształcenia) w programie „Kawa na Ławę”, mówiąc o Adamie Bodnarze, Rzeczniku Praw Obywatelskich, stwierdził:

„Uważam, że jest bardzo złym rzecznikiem. Uważam, że dobrze byłoby, gdyby był odwołany, ale jednak szanujemy 5-letnią kadencję. To tylko moja opinia na razie”.

Oburzenie Jakiego wynika z krytycznej opinii RPO dotyczącej sposobu zatrzymania mężczyzny podejrzanego o zabójstwo dziesięciolatki z miejscowości Morwiny.

Patryk Jaki chciałby widzieć na miejscu Adama Bodnara pełniącego funkcję Rzecznika Praw Obywatelskich kogoś na kształt i podobieństwo Mikołaja Pawlaka, nieszczęsnego, Rzecznika Praw Dziecka. To znaczy kogoś, kto teoretycznie powinien występować w obronie praw jakieś określonej grupy, a praktycznie występuje w obronie każdego innego tylko nie tych, których bronić powinien.

Kiedyś stanowisko Jakiego mogłoby dziwić. Jednak po czterech latach pisowskiego państwa nie jest ono zaskakujące. Wypaczenie pojęć i oderwanie ich od słownikowego znaczenia to specjalność tej władzy, i tak:

– „sprawiedliwość” oznacza wg PiS mniej więcej to, co oznaczała dla Pawlaka (tego z „Samych Swoich), to znaczy, występuje ona wyłącznie wtedy, kiedy służy rządzącym;

– „kompetencja” oznacza mniej więcej tyle, co Beata Szydło na stanowisku premiera, czy Patryk Jaki na stanowisku wiceministra sprawiedliwości, czyli oznacza coś dokładnie odwrotnego;

– „porządek konstytucyjny” oznacza peerelowskiego aparatczyka, byłego prokuratora na czele sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, w tym sensie oznacza kpinę zarówno ze sprawiedliwości, jak i z praw człowieka;

– „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej” – oznacza urzędnika wykonującego polecenia partii rządzącej, często wbrew interesowi społecznemu oraz z pogwałceniem przepisów konstytucyjnych;

– „Premier rządu” – oznacza cynika, który jest w stanie sprzedać każdy towar dla doraźnego politycznego zysku, nie oglądając się na fakty, czy prawdę historyczną. Robi to z zapałem akwizytora zgodnie z treścią podręczników dla domokrążców.

– „demokracja” – oznacza system polityczny, w którym rządzących się nie krytykuje, tylko jak oczekuje Jarosław Kaczyński „się ich popiera”, a na dobrze znane pytanie „Pomożecie?”, gromko i radośnie odpowiada się „Pomożemy!”

– „Trybunał Konstytucyjny” – nie oznacza już organu stojącego na straży zgodności aktów prawnych z obowiązującą ustawą zasadniczą, oznacza obecnie organ bez większego znaczenie, z którego to organu prezeską, Jarosław Kaczyński lubi jadać posiłki i generalnie spędzać czas, bo to jego „odkrycie towarzyskie”

Wyliczać można bez końca. Dlatego deklaracja Patryka Jakiego, który poradził sobie bez wykształcenia prawniczego na stanowisku wiceministra sprawiedliwości oznacza jedynie, że nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera, a krytyczny stosunek Jakiego do Bodnara, oznacza ni mnie ni więcej tylko to, że Bodnar doskonale wykonuje swoje obowiązki i dopóki jest Rzecznikiem Praw Obywatelskich możemy spać spokojnie w kraju, w którym pomniki stawia się pedofilom, ich obrońcom, a z szemranych watażków w polskich mundurach robi się bohaterów narodowych, którzy mają zastąpić żołnierzy Armii Krajowej.

Dlatego bądźmy jak Bodnar, a będzie im trudniej.

Kmicic z chesterfieldem

Na rynku w Przemyślu policjanci wynieśli mężczyznę, który krzyczał „Precz z polskim faszyzmem”.

W ten sposób protestował przeciwko osobom, które przeszkadzały w happeningu na rzecz dialogu polsko – ukraińskiego. Postawiono mu zarzuty za obrazę polskiego narodu.

Happening był zorganizowany przez Annę Dąbrowską ze stowarzyszenia Homo Faber.

Celem wydarzenia było przypomnienie o Ukraińcach mieszkających w mieście oraz rozwijanie dialogu polsko – ukraińskiego. W wydarzeniu brał również udział prezes Związku Ukrainców w Polsce – Piotr Tyma. Wydarzenie było zgłoszone władzom miasta, ale prezydent – Wojciech Bakun (Kukiz15) nie zgodził się na nie. Decyzję tłumaczył, że organizatorzy nie dopełnili formalności.

Jednak po interwencji Biura Rzecznika Praw Obywatelskich happening się odbył, a ludzie na rynek przynosili flagi polskie, unijne i ukraińskie. W miejsce…

View original post 1 513 słów więcej

 

Szydło, kuchta w Brukseli

Z nieoficjalnych informacji RMF FM dowiadujemy się, że Beata Szydło i Anna Fotyga nie chcą być polskimi kandydatkami do Komisji Europejskiej. Obie kandydatki poinformowały prezesa Kaczyńskiego o swojej decyzji.

Jak podaje nieoficjalnie RMF FM Beata Szydło odrzuciła propozycję, gdyż zdaje sobie sprawę ze swoich niekompetencji językowych oraz braku znajomości unijnej dyplomacji. Jak powiedział jeden z polityków dziennikarce RMF FM „Beata Szydło nie chcę się kompromitować”. Anna Fotyga miała odmówić ze względów osobistych.

Natomiast ambicję do zasiadania w Komisji Europejskiej przejawia była minister przedsiębiorczości i technologii związana z Jarosławem Gowinem – Jadwiga Emilewicz. Emilewicz dostała już nieoficjalną propozycję od duńskiej komisarz ds. konkurencji – Margrethe Vestager, która sama kandyduje na stanowisko szefa KE.  Jednak kandydatura byłej minister jest nie do zaakceptowania przez władzę partii rządzącej. W tej sprawie stanowisko partii jest jasne – „To tak, jakby popierać Bieńkowską”.

Komisja Europejska składa się z 28 komisarzy, po jednym z każdego państwa należącego do wspólnoty. Skład komisji jest ustalany przez Radę Europejską, czyli szefów rządów państw należących do UE.

Kmicic z chesterfieldem

Kiedy Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar wskazał na nieprawidłowości, które miały miejsce podczas zatrzymania Jakuba A., 22-latka podejrzanego o zamordowanie kilkuletniej Kristiny, spotkał się krytyczną oceną ze strony prawicowych polityków.

Wśród nich znalazła się szefowa MSWiA, Elżbieta Witek, która stwierdziła m.in., że „sąd, decydując o areszcie dla oskarżonego, nie dopatrzył się żadnych naruszeń ze strony policji.”

Sedno tkwi w tym, że zgodnie z art, 246 kpk. są wydając nakaz aresztowania nie poddaje ocenie prawidłowości zatrzymania, o czym nowa minister nie zdążyła pewnie doczytać.

Prof. Magdalena Środa wypowiada się ws. Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, który jest atakowany przez środowisko prawicowe, rządowe.

„Jeśli te przepisy wejdą w życie, nikt o zdrowych zmysłach nie zaryzykuje swojej wolności, by pomóc pacjentowi. Nam, położnikom, będzie groziło 15 lat więzienia, jeśli umrze matka i dziecko. To może się przydarzyć mnie albo mojemu koledze, to jest loteria” – tak między innymi mówił lekarz, Wojciech Chróściel…

View original post 1 458 słów więcej

 

Szczujnia TVP w ataku na RPO Adama Bodnara

„Wiadomości” TVP oraz stacja TVP Info atakują rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara po tym, jak ten skrytykował działania policji ws. zatrzymania mężczyzny oskarżonego o zabójstwo 10-latki z Mrowin.

O szczujni TVP tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

13-letnia Inga Zasowska zwraca uwagę polityków na fatalny wpływ ich polityki na klimat. Mimo że kilka dni temu zakończyła rok szkolny to, zamiast oddawać się beztrosce wakacji, zdecydowała udać się przed Sejm, aby zaprotestować.

Polska zablokowała europejską neutralność klimatyczną. – Zaciągnięcie hamulca w sprawie zintegrowanego, wspólnego, spójnego i intensywnego projektu dotyczącego neutralności klimatycznej to polityka samobójcza – komentuje Andrzej Halicki, europoseł PO. Poza tym KE ostrzega, że pieniądze na walkę ze smogiem są wydawane nieefektywnie i stawia ultimatum. Polska może stracić część unijnych pieniędzy.

Idea została zablokowana przez rządy Polski, Węgier, Czech i Estonii. Dlaczego? Oficjalnym powodem jest brak doprecyzowania, jak ma wyglądać droga do neutralności klimatycznej.

Unia Europejska chciała określić konkretne ramy, które pozwoliłyby osiągnąć w 2050 r. neutralność klimatyczną. Ów termin nabrał mocy pod koniec ubiegłego roku, kiedy stało się jasne, że UE chce szybciej wdrażać w życie postanowienia Porozumień Paryskich. Zwłaszcza po tym, jak wycofał się z nich prezydent USA Donald Trump.

Oczywiste jest, że taka strategia uderzy w gospodarki w sporej mierze uzależnione od węgla. Ta…

View original post 2 707 słów więcej

 

Nauczyciele! Zaostrzcie strajk

W najbliższy poniedziałek rozpocznie się 6 dzień ogólnopolskiego strajku w oświacie. Związek Nauczycielstwa Polskiego oczekuje jak najszybszego powołania przez rząd mediatora, dzięki któremu będzie możliwe zbudowanie porozumienia. Środowisko nauczycielskie zasugerowało, że taką osobą mógłby być Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. – Jestem gotowy do tego, żeby zostać mediatorem, ale pod warunkiem, że będę akceptowany przez rząd – komentuje Bodnar.

Proszę o refleksję organizatorów strajku. Uczniowie nie mogą być zakładnikami tego protestu, nauczyciele, którzy czują się za nich odpowiedzialni i są z nimi w czasie egzaminów nie mogą być szykanowani przez strajkujących. Podpiszmy porozumienie! Zakończcie strajk,rozmawiajmy – wypowiadała swoje ostanie słowa w kierunku nauczycieli minister Beata Szydło.

Rydzyk ma dobre rady

Tadeusz Rydzyk „autorytetem” w każdej dziedzinie jest! O małżeństwie też wie wszystko. – „Do małżeństwa trzeba szukać jedności i tu bardzo pomaga jedna kultura i jeden język i jedna religia. Jedność ducha musi być” – powiedział w Radiu Maryja Tadeusz Rydzyk. W swojej rozgłośni wziął udział w audycji „Porady pedagoga i psychologa”.

Redemptorysta na „potwierdzenie” swoich słów opowiedział o spotkaniu ze swoim byłym studentem, który ożenił się z Francuzką. Kiedy Rydzyk zapytał, jak im się wiedzie, mężczyzna miał odpowiedzieć: – „Różnica kultur” i posmutniał.

Na tym jednak Rydzyk nie poprzestał. – „To tak jak Polki – spodoba im się mężczyzna, bo ciemniejsza skóra, no i z tym Arabem… A później „idź do haremu, jedź tam”. To są dramaty. Do małżeństwa trzeba mieć rozum, a nie tylko emocje i hormony” – tokował przed mikrofonem redemptorysta. Dodał, że przed zawarciem małżeństwa powinno się zbadać historię rodziny przyszłego współmałżonka, także pod kątem chorób psychicznych.

Gość audycji prof. Tomasz Biernat, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej, wtórował Rydzykowi. – „Badania to potwierdzają, że to są trudne małżeństwa – małżeństwa mieszane. Istnieje bariera językowa, która zmusza do posługiwania się językiem angielskim, znacznie prostszym niż polski, przez co trudniej oddać skomplikowanie uczuć” – stwierdził. Dodał, że takie małżeństwa częściej się rozwodzą. Nie wiadomo jednak, na jakie badania prof. Biernat się powoływał, bo tego już na antenie nie powiedział.

Depresja plemnika

Rada do Spraw Ogólnych UE, czyli szefowie MSZ-tów państw unijnych, odbyli kolejna rundę dyskusji o stanie praworządności w Polsce i na Węgrzech. Na tę okazje Komisja Europejska przygotowała dokument podsumowujący, jak do tej pory Polska wywiązywała się z unijnych zaleceń w sprawie wymiaru sprawiedliwości poddanego „reformie” PiS.

Portal OKO.press zdobył ten dokument. Wynika z niego, że jedyne, co Komisja wita z zadowoleniem, to cofnięcie „wycinki” sędziów, który ukończyli 65 lat, z Sądu Najwyższego i NSA. Reszta rekomendacji dotyczących Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Sądownictwa i sądów powszechnych nie została zrealizowana, a sytuację w polskim wymierzę sprawiedliwości Komisja ocenia źle.

KRS największym problemem

Z dokumentu wynika, że największym problemem jest w tej chwili Krajowa Rada Sądownictwa. To jej działalność sprawia, że w pozostałych dziedzinach – poza sytuacją w Trybunale Konstytucyjnym – dzieje się źle. KRS obsadza bowiem wolne miejsca sędziowskie w Sądzie Najwyższym, sądach administracyjnych i powszechnych, sama będąc ciałem – jak stwierdza Komisja – nieodpowiadającym europejskim standardom z powodu sposobu, w jaki pozbyto się z niej sędziów: przerywając kadencję…

View original post 2 356 słów więcej

Krystyna Pawłowicz niczym gruba Berta

Tak skomentował na Twitterze najnowszy wpis Krystyny Pawłowicz dziennikarz Michał Szułdrzyński z „Rzeczpospolitej”. Chodzi oczywiście o zatrudnienie syna koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego w Banku Światowym z rekomendacji prezesa NBP Adama Glapińskiego.

A posłanka PiS napisała tak oto: – „Totalni wewnętrzni i zewnętrzni ostro kontratakują. Szeroko, głośno, na zabicie My, Polacy jesteśmy winni, że ciągle jeszcze jesteśmy. Rozliczają: TW, zdrajcy, resortowi, załatwiacze posad swym dzieciom, kolaboranci, złodzieje, którzy sami się z Polską nie rozliczyli”. Czy tak będzie w najbliżej przyszłości wyglądała retoryka PiS, która pojawi się w tzw. przekazach dnia?

Na razie do wpisu Krystyny Pawłowicz odnieśli się w komentarzach internauci. – „Wy” pisowscy Polacy to banda nepotycznych, chorych na kasę i władzę nieudaczników, którzy zupełnie nie mają wstydu ani honoru, obsiadając publiczne urzędy i firmy. Wobec złodziejstwa trzeba być totalnym. ;)”; – „PiS ma nowy program NEPOTYZM+”;

„Jeszcze ostatnio zreformowane koła gospodyń niech Pani Profesor doda, cyklistów walczących o ścieżki rowerowe, górali mamroczących o ciężkiej zimie i bociany klekoczące nad Bosforem”; – „Rozliczą „Was” przede wszystkim prości, uczciwi obywatele… nie totalni, nie złodzieje, nie zdrajcy lecz Polacy, którzy dzień w dzień zasuwają za najniższą krajową… rok 2019 nadejdzie szybciej niż myślicie”.

***

Krycha Pawłowicz to tajna broń PiS – jest wykorzystywana do przypieprzenie w opozycję, niczym „gruba Berta”.

Depresja plemnika

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro nie pojechał do Brukseli, by bronić swojego rządu przed oskarżeniami o łamanie w Polsce praworządności i fundamentalnej w demokracji zasady niezależności sądownictwa. Na publicznym wysłuchaniu przed komisją Parlamentu Europejskiego rządu RP nie reprezentował w efekcie nikt.

Polska dalej gra z TSUE na zwłokę

Albo stchórzył, albo idzie w zaparte

Przyczyny nieobecności ministra mogą być dwie. Albo Zbigniew Ziobro nie ma argumentów na swą obronę (bo to przecież on forsuje plan osłabienia pozycji sądów i sędziów w Polsce) i w obawie przed kompromitacją zwyczajnie stchórzył. Albo minister sprawiedliwości rządu PiS ma Parlament Europejski, by tak rzec, gdzieś. I ekipa PiS próbuje w tej kwestii nadal iść w zaparte.

Nie bez powodu wypowiadający się eurodeputowani z PiS próbowali zwekslować przesłuchanie na kwestię… dopuszczalności aborcji (Marek Jurek) lub dumy narodowej i win poprzednich ekip rządzących w kwestiach emerytalnych (Jadwiga Wiśniewska).

Czy Trybunał Sprawiedliwości może oceniać polskie sądownictwo

Wykład Timmermansa

Znamienny – i symboliczny – był miniwykład, jakiego kolejny raz udzielił rządowi w Warszawie wiceszef Komisji Europejskiej…

View original post 1 347 słów więcej

Jak PiS chce orżnąć w wyborach samorządowych

PiS ma sposób jak orżnąć w wyborach samorządowych w Warszawie

Już 2,2 tysiące osób wpisało się w tym roku do rejestru wyborców w Warszawie – informuje „Rzeczpospolita”. To osoby, które nie są zameldowane w stolicy, ale twierdzą, że w niej mieszkają. Gazeta podaje, że kilka tygodni temu otrzymała informację o rozważanym przez jeden ze sztabów wyborczych pomyśle zwożenia do Warszawy wyborców autokarami w dniu wyborów.

By wpisać się do rejestru wyborców w danej gminie teraz wystarczy jedynie oświadczenie, że się w niej mieszka. Wniosek można przesłać drogą elektroniczną, wypełniając formularz ze strony Ministerstwa Cyfryzacji.

Informator „Rzeczpospolitej” kilka tygodni temu przekazał gazecie, że w sztabie jednego z kandydatów na prezydenta stolicy rozważany jest pomysł legalnego „pomnożenia” wyborców. Jak mówił, w dniu wyborów mieli być zwożeni do lokali wyborczych.

Jak przypomina „Rz”, „mnożenie wyborców” nie jest nowością. Przed ostatnimi wyborami w 30-metrowej kawalerce miało mieszkać 45 osób – wszyscy byli zarejestrowani jako wyborcy.

Rzecznik Praw Obywatelskich chce wiedzieć, jakimi przesłankami kierowali się rzecznicy dyscyplinarni, wzywając sędziów na przesłuchania. Przypomnijmy, że w ubiegłym tygodniu przesłuchiwani byli sędzia Ewa Maciejewska z Łodzi, która zadała pytanie prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie niezawisłości sędziowskiej w kontekście wprowadzanych przez PiS zmian, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” sędzia Bartłomiej Przymusiński, sędzia Igor Tuleya z Sądu Okręgowego w Warszawie, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” sędzia Krystian Markiewicz. Monika Frąckowiak z poznańskiego sądu rejonowego wezwana została na przesłuchanie przez rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu. Jej wezwanie miało związek z wystąpieniami w mediach oraz podczas manifestacji w obronie sądów. Po szczegóły przesłuchań w dwóch artykułach: „Sędzia z Łodzi, która wysłała pytanie do TSUE, przesłuchana przez rzecznika dyscyplinarnego” oraz „Sędzia Tuleya: „Trzymamy się mocno i nie zrobimy ani jednego kroku w tył”.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk w pismach skierowanych do rzeczników dyscyplinarnych pyta też, kto podjął decyzję o wezwaniu sędziów na przesłuchania. Przypomina, że zgodnie z Prawem o ustroju sądów powszechnych, rzecznik dyscyplinarny podejmuje czynności wyjaśniające na żądanie ministra sprawiedliwości, prezesa sądu apelacyjnego lub okręgowego, kolegium sądu apelacyjnego lub okręgowego, Krajowej Rady Sądownictwa, a także z własnej inicjatywy – po wstępnym ustaleniu okoliczności koniecznych dla stwierdzenia znamion przewinienia dyscyplinarnego.

Zdaniem RPO, działania rzeczników dyscyplinarnych mogą prowadzić do wywołania efektu mrożącego, polegającego na „zniechęceniu tych oraz innych sędziów do udziału w przyszłości w debacie publicznej na temat reform ustawodawczych dotykających sądownictwa i bardziej ogólnie – problemów związanych z zapewnieniem niezależności sądów”. Rzecznik zwrócił też uwagę, że według Traktatu o funkcjonowaniu UE polscy sędziowie mają prawo zadawać pytania TSUE, jeżeli mają wątpliwości wobec danego aktu prawnego.

Schetyna o spotkaniu z Merkel: Takie spotkania są potrzebne, też pokazują, że polska polityka jest ważna dla najważniejszych polityków w Europie

– Nie spotykałem się za niczyimi plecami. Miałem otwarte spotkanie z panią kanclerz Angelą Merkel, z szefową CDU, partii siostrzanej dla Platformy Obywatelskiej, dla Polskiego Stronnictwa Ludowego. Razem jesteśmy w Europejskiej Partii Ludowej. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach, które są dzisiaj ważne w polityce europejskiej, przede wszystkim o wyborze kandydatów przy szczycie, który będzie w Brukseli w połowie października, potem o szczycie, który będzie w Helsinkach i decyzji na temat najważniejszych funkcji w strukturach europejskich. Jak będziemy budować tę personalną, także personalną politykę Europejskiej Partii Ludowej w Unii Europejskiej. Uważam, że takie spotkania są potrzebne, też pokazują, że polska polityka jest ważna dla najważniejszych polityków w Europie – mówił Grzegorz Schetyna na konferencji prasowej.

>>>

W Olsztynie prezes spróbował zdefiniować patriotyzm, który staje przeciw literze prawa. To raczej znamy, bo dla Kaczyńskiego niepatriotyczna jest Konstytucja, zwłaszcza w tych miejscach, które nie są zgodne z jego wolą. Na Warmii i Mazurach prezes napadł na sędziów, którzy zgodnie z prawem rozstrzygali spory, co do praw własności. Na tych terenach zaszłości właścicielskie dotyczą autochtonów, którzy nie zawsze wybrali Polskę, a dzisiaj dochodzą swych praw ojcowizny.

Dotyczy to niewielkiej grupy osób, wielu autochtonów długo przebywało w Polsce po 1945 roku, niektórzy zrazili się do nas, albo zostali przepędzeni urzędniczym ostracyzmem, dzisiaj dochodzą swoich praw własności. I o tym rozstrzyga sąd.

To Kaczyńskiemu się nie podoba. Sędziowie mają stać na straży woli prezesa, a nie prawa, więc zostali oskarżeni o „nienawiść do własnej ojczyzny, własnego narodu”. A przy okazji Kaczyński na nowo wzbudza resentyment niemiecki. Warmia i Mazury to wszak dawne Prusy Wschodnie, Borussia.

Kaczyński uzyskał trzy w jednym. Wylał pomyje na sędziów, wskazał zagrożenie niemieckie, a w związku z tym unijne, bo Unia nie jest patriotyczna, gdyż przestrzega porządku prawnego.

>>>

Bozia katolicka będzie wymierzać sprawiedliwość w imieniu PiS

Bogdan Święczkowski (Prokurator Krajowy) był gościem na antenie propisowskiej TV Trwam.

„Kontakty byłego szefa MON z najbardziej prorosyjskim kongresmenem, czyli: Dana Rohrabacher – pożyteczny przyjaciel Putina i Macierewicza?” – pod takim hasłem odbyło się szóste spotkanie posłów PO w ramach parlamentarnego zespołu śledczego, który zajmuje się niejasnymi powiązaniami byłego ministra Antoniego Macierewicza. – Kongresmen Dana Rohrabacher, nazywany przyjacielem Putina, był przeciwny wejściu Polski do NATO, był też za aneksją Krymu przez Rosję – mówi Tomasz Siemoniak. I pyta: – Dlaczego doszło do spotkania z ministrem i prezesem Kaczyńskim?

Przyjaciel Putina

Parlamentarny zespół śledczy ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa powołany przez klub PO od kilku miesięcy zajmuje się powiązaniami byłego już ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza. W piątkowym posiedzeniu brał udział m.in. były ambasador RP w Waszyngtonie Ryszard Schnepf. Posłowie Platformy pytali ambasadora zarówno o spotkanie, jak i o samego kongresmena.

Dana Rohrabacher odwiedził Polskę w kwietniu 2016 roku. Spotkał się wówczas zarówno z ministrem Macierewiczem, jak i samym Jarosławem Kaczyńskim. Ambasador Schnepf powiedział, że polska ambasada w USA ostrzegała przed spotkaniem z Rohrabacherem. Kongresmen znany jest ze swoich prorosyjskich poglądów.

JUSTYNA KOĆ: Podczas kolejnego posiedzenia zespołu śledczego zajmowano się kongresmenem Daną Rohrabacherem i jego kontaktami z Macierewiczem. Dlaczego?

TOMASZ SIEMONIAK: Kongresmenem Daną Rohrabacherem, nazywanym przyjacielem Putina. Chcieliśmy zapytać ambasadora Schnepfa o to, co to za postać, bo chociażby z Internetu wiadomo, że jest to polityk, który mocno szkodził Polsce. Był przeciwny wejściu Polski do NATO, był za aneksją Krymu przez Rosję. Powstało pytanie, dlaczego właśnie jego przyjmował w Polsce minister Antoni Macierewicz, dlaczego przyjmował go prezes Kaczyński na Nowogrodzkiej w kwietniu 2016 roku, dlaczego wiceminister obrony Tomasz Szatkowski jeździł z wizytą.

Niesłychanie ważną informacją było to, że ambasada RP, kiedy pan Schnepf był ambasadorem w Waszyngtonie, ostrzegała, że nie należy się z takim politykiem spotykać, że jego reputacja w Stanach Zjednoczonych jest znana i ogólnie wiadomo, że jest związany z Rosją. Zastanawialiśmy się, co tam się wydarzyło, że takie spotkanie miało miejsce. Tym bardziej, że kongresmen Rohrabacher przyjechał do Polski bezpośrednio z Moskwy. Wiadomo też, że prezes Kaczyński rzadko przyjmuje gości zagranicznych.

To było pierwsze posiedzenie zespołu po dymisji ministra Macierewicza, czyli będziecie nadal się spotykać?
Tak, i dzisiejsze spotkanie pokazało bardzo dobitnie, że te posiedzenia zespołu trzeba kontynuować, bo pozostało mnóstwo ogromnych znaków zapytania nad ministrem Macierewiczem. Również Jarosław Kaczyński w końcu musiał dostrzec ogromne dwuznaczności w działaniach Macierewicza, skoro został odwołany. Natomiast nie możemy tego tak teraz zostawić, tym bardziej, że Macierewicz jest wiceprezesem PiS-u, partii rządzącej, istotną postacią. Dlatego powinniśmy dalej pracować.

Przygotowaliście też raport „785 dni Antoniego Macierewicza w MON”, który pokazuje, co zostawił po sobie Macierewicz.
W tym raporcie pokazujemy skalę ruiny armii, ministerstwa, przemysłu obronnego, jakiego on dokonał. To pewien bilans. Jak źle jest, pokazuje chociażby minister Błaszczak, który codziennie dokonuje czystki, wyrzucając ludzi Macierewicza. Tylko on nie mianował sam siebie na ministra, za to odpowiada prezes Kaczyński, premier Szydło i premier Morawicki, który jeszcze niedawno chwalił Macierewicza za modernizację i politykę kadrową, i oczywiście prezydent Duda, który jest zwierzchnikiem sił zbrojnych.

Znając plany zespołu, mogę powiedzieć, że będzie jeszcze wiele posiedzeń, na których będziemy pokazywali różne rzeczy podobnej wagi, co te z obecnego spotkania.

Czy wiadomo, po co były spotkania z kongresmenem?
Pytaliśmy ambasadora Schnepfa, o co tam mogło chodzić. Takiej wiedzy niestety nie ma, będziemy się zatem domagali notatek, informacji ze strony MSZ czy MON. Jest to niesłychanie dziwne, że ktoś taki jest na najwyższych szczeblach przyjmowany w sytuacji, gdy ambasada jednoznacznie ostrzega przed tym spotkaniem. Ambasador Schnepf powiedział, że zorganizował spotkanie w ambasadzie większego zespołu, chciał, żeby ta rekomendacja była poważna i szeroko przedyskutowana przez fachowców, i wszyscy byli absolutnie za tym, że do spotkań nie powinno dojść. Dlaczego ten głos został zlekceważony?

Przypomnę, że Rohrabacher jest obiektem przesłuchań w komisji wywiadu. Jest obiektem zainteresowania w ramach śledztwa dotyczącego powiązań amerykańskich polityków.

„Wolność zgromadzeń jest źrenicą wolności; tymczasem jest ona dziś w Polsce naruszana  przez obecną ustawę o zgromadzeniach oraz wskutek działań władz. Podczas manifestacji w całej Polsce dochodziło do licznych naruszeń konstytucyjnej wolności zgromadzeń przez organy władzy publicznej” – napisał Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. W liczącym 216 stron raporcie RPO podsumował lata 2016-2018.

Adam Bodnar przypomniał, że wolność zgromadzeń była jednym z najważniejszych postulatów, o który w PRL walczyła demokratyczna opozycja i „Solidarność”. – „Manifestacje były wtedy rozbijane przez uzbrojone po zęby oddziały MO i ZOMO. Dzisiaj nikt nie może twierdzić, że państwo polskie równie opresyjnie traktuje swoich obywateli. Podkreślić jednak należy z całą mocą, że wolność zgromadzeń publicznych jest źrenicą wolności w demokratycznym państwie prawa i wszelkie próby jej ograniczenia, tłumienia aktywności obywateli, zniechęcania ich do udziału na skutek represji wykroczeniowej czy działań administracji państwowej, muszą spotkać się ze stanowczym sprzeciwem organu stojącego na straży konstytucyjnych praw i wolności” – napisał Bodnar.

Zdaniem rzecznika, przepisy znowelizowanej przez PiS ustawy ograniczają wolność zgromadzeń publicznych. Zastosowanie np. zasady pierwszeństwa w stosunku do zgromadzeń cyklicznych stanowi ograniczenie prawa do pokojowej kontrmanifestacji i jest przejawem nierównego traktowania organizatorów zgromadzeń. Zwrócił uwagę, że mimo wielu niekorzystnych działań władz (m.in. policji, straży leśnej, wojewodów) i stosowania wobec demonstrantów mandatów  i wniosków o ukaranie, często byli oni uniewinniani.

RPO przywołuje sprawy sądowe przeciw Obywatelom RP. – „W jednym z uzasadnień sąd podkreślił, że zachowanie polegające na używaniu megafonu nie było zakłóceniem „miesięcznicy”, gdyż było to realizacją prawa do wyrażania opinii i krytycznej polemiki wobec sąsiedniego zgromadzenia. Ponadto sąd uznał też, że siadanie na bruku przed pochodem „miesięcznicy” nie jest wykroczeniem, tylko realizacją konstytucyjnego prawa do wyrażania poglądów. Uniewinnieni zostali też protestujący Obywatele RP, oskarżeni o naruszenie miru domowego Sejmu” – czytamy w raporcie.

Adam Bodnar kończy swój raport rekomendacjami. – „Trzeba zmienić prawo o zgromadzeniach i przywrócić stan sprzed nowelizacji w 2016 r. Zgromadzenia cykliczne powinny być usunięte z prawa, bo nieuzasadnione jest ich pierwszeństwo wobec innych manifestacji. Powinien też zniknąć przepis, że kontrmanifestacja może się odbywać nie bliżej niż 100 m od manifestacji” – napisał RPO.

Konfetti sypane na jego głowę, dywan rozścielony u stóp, pokaz skąpo ubranych cheerleaderek, a wiceministrowi spraw wewnętrznych i administracji Jarosławowi Zielińskiemu ciągle mało. Zastępca Brudzińskiego tym razem zorganizował… własne obchody wybuchu II wojny światowej w Suwałkach.

O godz. 4.45 mieszkańców miasta obudziła salwa honorowa i dźwięk syreny alarmowej. Zieliński na swoją uroczystość zaprosił radnych PiS i wojsko. W państwie PiS bez odpowiedzi pozostanie pytanie, dlaczego wiceminister spraw wewnętrznych wydaje rozkazy żołnierzom?

A przecież mógł wziąć udział w uroczystościach organizowanych w południe przez miasto. Prezydent Suwałk Czesław Renkiewicz wydał w sprawie podwójnych obchodów oświadczenie. – „Od dwóch lat obserwujemy nieakceptowalne przez suwalczan postępowanie, które wprowadzają do naszego miasta, podziały na „my i oni”. Suwalczanie nas pytają: dlaczego wspólnie nie możemy obchodzić w naszym mieście ważnych dla narodu polskiego i suwalczan świąt i rocznic? W innych miastach wspólne świętowanie wychodzi” – napisał prezydent miasta.

Zieliński podczas swojej uroczystości oczywiście przemawiał. Nawet przepraszał mieszkańców Suwałk za zakłócenie ciszy nocnej. Może jednak zamiast przepraszać, należało wcześniej pomyśleć…

Waldemar Mystkowski pisze o absurdach PiS.

Zarówno Fundusz Obrony Narodowej, jak i Pracownicze Plany Kapitałowe są z repertuaru jakiegoś kabaretu na specjalnych papierach.

Generał Waldemar Skrzypczak udzielił wywiadu-rzeki, który ukaże się 19 września i nosi wręcz złowieszczy tytuł „Jesteśmy na progu wojny”. Raczej generałowi chodzi o konflikt globalny, lecz Polska separująca się od Zachodu jest tym bardziej narażona na ugodzenie odłamkiem.

Należy zawierać sojusze i zbroić armię, która potrafiłaby odstraszać i współdziałać z nowoczesnymi armiami NATO. A mamy stan armii po Macierewiczu taki, iż zastał armię z kontraktem na zakup nowoczesnych Caracali, a pozostawił wojska terytorialne wyposażone w karabiny na sznurkach i w domowych łapciach.

Na armię idzie spory grosz, bo 2 proc. PKB, ale nie są ogłaszane przetargi na nowoczesną broń. Tym samym Polska nie korzysta z nowoczesnych technologii via offset, który można przy takiej formie zakupu utargować. Pieniądze rozłażą się, bo nawet wspomniany Szwejk Macierewicz i jego następca takiż sam Szwejk Błaszczak nie opracowali planów modernizacji armii.

Już mamy do czynienia z historycznym déja vu. Jak przed II wojną światową ma być utworzony Fundusz Obrony Narodowej. W 1936 roku powołał go prezydent Ignacy Mościcki, obecnie nad możliwością jego reaktywacji trwają prace studyjne. Pieniądze pozyskiwano by poza budżetem, czyli patriotyczną zrzutką różnych podmiotów plus obywateli. W II Rzeczpospolitej w ten sposób nabywano sprzęt wojskowy, w tym karabiny maszynowe.

W tej groteskowej wizji można dopatrzeć się, jak patrioci z jakiegoś miasta zakupują dla armii karabiny na porządnych rzemykach, a dzieci z przedszkola im. Lecha Kaczyńskiego dwie paczki nabojów. Gdy ukaże się wywiad z gen. Skrzypczakiem można będzie snuć historyczne porównania, czy już znajdujemy się w roku 1936, a więc mamy 3 lata do wojny. Zaś Macierewicz, Błaszczak, Morawiecki tudzież Kaczyński winni wzorem przedwojennych notabli wyznaczyć sobie Zaleszczyki, przez które dawaliby patriotyczną nogę.

Fundusz Obrony Narodowej, który ma cedować odpowiedzialność państwa na społeczeństwo, przypomina inny zwodniczy pomysł rządu – Pracownicze Plany Kapitałowe. Jeszcze nie powstały, a już są w rządzie obiektem targu. Powtórzmy, FON jest powtórką z rozrywki OFE (Otwartych Funduszu Emerytalnych), które padły łupem państwa. Po nieistniejące jeszcze pieniądze emerytów z FON już zgłosił się minister energii Krzysztof Tchórzewski, który ma pomysł, jak je zainwestować – mianowicie ulokować na kontrolowanym przez niego TFI Energia.

Zarówno Fundusz Obrony Narodowej, jak i Pracownicze Plany Kapitałowe nie poddają się poważnej krytyce. Są z repertuaru jakiegoś kabaretu na specjalnych papierach, gdyż Mrożek ani Bareja by za PiS-em nie nadążyli. Tym specjałem groteskowym mógłby być Latający Cyrk Ferdynanda Kiepskiego, nie muszę wszak wskazywać, kto w nim byłby – phi, jest! – prezesem.

Ze śmiechu właśnie wytrącił mnie Mateusz Morawiecki, który powtórzył swój „genialny” pomysł, aby wszyscy razem – w tym „nasza opozycja” jak się wyraził – uczestniczyli w Marszu Niepodległości. I jak Paździoch wymyślił, że wszyscy pójdą pod jedną flagą. Ludzie walczący o trójpodział władzy, o niezależność sądów, o zachodnie standardy demokratyczne, mają iść z akolitą Paździochem Morawieckim w jednym marszu, który na życzenie prezesa Kiepskiego prowadzi nas na Wschód. Paździochu, nie pójdę, postoję!

Kaczyński jak herszt gangu

W chwili gdy Kora umiera, te słowa nabierają nowego, metafizycznego sensu:

„Chmury wiszą nad miastem, ciemno i wstać nie mogę
Naciągam głębiej kołdrę, znikam, kulę się w sobie
Powietrze lepkie i gęste, wilgoć osiada na twarzach
Ptak smętnie siedzi na drzewie, leniwie pióra wygładza

Poranek przechodzi w południe, bezwładnie mijają godziny
Czasem zabrzęczy mucha w sidłach pajęczyny
A słońce wysoko, wysoko świeci pilotom w oczy
Ogrzewa niestrudzenie zimne niebieskie przestrzenie

Czekam na wiatr, co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy naraz
Ze słońcem twarzą w twarz

Ulice mgłami spowite, toną w ślepych kałużach
Przez okno patrzę znużona, z tęsknotą myślę o burzy
A słońce wysoko, wysoko świeci pilotom w oczy
Ogrzewa niestrudzenie zimne niebieskie przestrzenie

Czekam na wiatr, co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy naraz
Ze słońcem twarzą w twarz”.

>>>

>>>

Piątek 27 lipca. Kaczyński: musimy pójść ostro do przodu

„Wszelkie opowieści o łamaniu konstytucji [w trakcie zmian w sądownictwie] są całkowicie bezpodstawne” – powiedział w TVP Info Jarosław Kaczyński. Prezes PiS ocenił, że w III RP „sądy były rzeczywiście bardzo mocno podporządkowane tzw. mainstreamowi, a reprezentantem mainstreamu w życiu publicznym była kiedyś Unia Demokratyczna, później trochę SLD, a później Platforma Obywatelska. Więc jeżeli można mówić o podporządkowaniu [sądów], to niewątpliwie właśnie tym formacjom, a nie tej formacji, którą ja reprezentuję. Z całą pewnością żadne podporządkowanie nie nastąpi, natomiast zostanie zniesione to podporządkowanie, […] które miało miejsce dotąd. Cała ta opowieść, która w tej chwili krąży już po Europie i po świecie, jest […] zupełnym odwróceniem faktów, jest […] kontrfaktyczna”.

Według przywódcy obozu rządzącego, po 1989 roku „stworzono mechanizm, który mówiąc najkrócej prowadził do tego, że sędziowie akomodowali się do nowej rzeczywistości poprzez przyjęcie pewnej ideologii, ideologii liberalnej. Mówiąc […] w daleko idącym uproszczeniu, ideologii, która była głoszona przez >Gazetę Wyborczą<”.

Była to, zdaniem Kaczyńskiego, „ideologia usprawiedliwienia. Kiedyś było tak, że był komunizm, teraz właściwie wszyscy jesteśmy usprawiedliwieni, bo wszyscy jakoś, włącznie z Jaruzelskim, żeśmy dążyli do tego, żeby ten komunizm został zniesiony i w związku z tym wszystko jest w porządku. No, nie było wszystko w porządku, było zupełnie nie w porządku i to kładło się też bardzo długim cieniem na orzecznictwie sądów, zarówno powszechnych jak i Sądu Najwyższego”.

Prezes PiS powiedział także, iż orzecznictwo Sądu Najwyższego szło „zawsze w tym kierunku, żeby chronić przestępców”.

„Wielu Polaków postrzega obraz naszego kraju nie w ten sposób, że się rozglądają wokół siebie, tylko, no, w ten sposób, że oglądają różne telewizje, niekoniecznie tą, w której jesteśmy – powiedział Kaczyński w TVP Info. – A te telewizje, szczególnie jedna, no bardzo, można powiedzieć, zmienia ten obraz i też buduje coś, co jest całkowicie kontrfaktyczne. I są tacy, którzy w to wierzą. Nie można mieć o to do nich pretensji, trzeba ich przekonywać”.

„Musimy pójść ostro do przodu. Jest to możliwe, chociaż nie łatwe, ale powtarzam możliwe” – zapewnił.

Nowa faza oporu – kobiety rządzą!

Od początku protestów przeciwko reżimowi PiS, jeszcze za czasów świetności KOD, kobiety były bardzo widoczne. Było ich wiele w samym KOD, potem wśród Obywateli RP, a i w Sejmie (w Nowoczesnej i PO) mieliśmy i wciąż mamy kilka „dożartych” posłanek. W akcjach „outdoorowych” pojawiały się – i czasami znikały – wcześniej nieznane lokalne i ogólnopolskie działaczki. Zwłaszcza zaś w akcjach w obronie prawa do aborcji szlify zdobywały kolejne liderki. Strajk Kobiet, Czarne Parasolki i inne mniej czy bardziej zinstytucjonalizowane protesty angażowały coraz szersze rzesze kobiet i kreowały nowe działaczki. Zaczęto mówić, że PiS obalą kobiety. Ale zaraz dodawano, że bez młodzieży to się nie uda.

A dziś, gdy w całej Polsce trwają protesty przeciwko zawłaszczeniu Sądu Najwyższego i sądownictwa przez nomenklaturową monopartię, to jest już jasne: kobiety przejęły pałeczkę, a młodzież – i to płci obojga – nareszcie jest obecna. Być może protesty są mniej liczne, lecz ich temperatura i charakter się zmieniły. Po epoce piknikowo-satyrycznej nastała epoka gniewu. A szafarkami tego słusznego i mądrego gniewu są dziś kobiety.

Jest ich kilkanaście – nie chcę wymieniać ich nazwisk, żeby nie pominąć kogoś ważnego, o kim może nawet jeszcze nie wiem. Słucham przemówień nowych liderek społecznej opozycji, reprezentujące Akcję Demokratyczną, Obywateli czy organizacje feministyczne, i serce mi rośnie. One są lepsze, dojrzalsze, mądrzejsze, bardziej profesjonalne niż ich męscy poprzednicy. Z całym sentymentem do KOD z czasów Kijowskiego – to jest już inna jakość.

Nie wiem, czy liderki będą umiały powściągnąć osobiste ambicje i zdobędą się na współpracę. Mam jednakże nadzieję, że wyciągną wnioski z mizerii opozycji parlamentarnej i nie powtórzą błędów zawodowych polityków. Ci służą dziś zresztą za asystentów i laufrów. Kilku posłów na co dzień pomaga przy protestach. Są to głównie faceci. Wykonują świetną robotę – ale tym razem w nietypowej roli pomocników. Nadszedł czas kobiet w polityce. A są to kobiety młode, których głos dochodzi do młodzieży – być może w pierwszym rzędzie do dziewczyn, ale przecież za dziewczynami idą ich koledzy, bracia, partnerzy. Ten proces już się zaczął.

Z PiS nie wygra ulica, ale ulica pokazuje tektoniczne ruchy w aktywnych warstwach społeczeństwa. Opozycja etosowo-inteligencka spod znaku Unii Wolności czy KOD odchodzi powoli na emeryturę. Wiele dobrego zrobiła. Lecz teraz przyszedł czas na inny język i inne emocje. PiS nie ma na ten język i emocje odpowiedzi. Nie powie, że to oderwana od koryta ubecja. Nie powie, że to mordy zdradzieckie. Z kobietami trzeba ostrożnie. A one nie będą ostrożne. I nie odpuszczą.

Atmosfera buntu i wrzenia będzie towarzyszyć reżimowi przez cały okres wyborów. Aż do zwycięstwa demokracji. Wybory są ostatnim naszym szańcem – PiS nie będzie zdolny ich sfałszować ani istotnie zmanipulować. Nie ma też monopolu informacyjnego, a jego telewizja nie przyciąga już nowych zwolenników. Kaczyński osłabiony, Kościół niepewny, Europa zdeterminowana walczyć o zachowanie demokracji w Polsce, kiełbasa wyborcza rozdana – powoli pętla się zaciska.

A gdy zaciska się pętla, reżim zawsze przykręca śrubę. Idą niełatwe dni – jednak na końcu będzie zwycięstwo. Jeszcze kilkanaście miesięcy! Pod wodzą dzielnych kobiet odzyskamy i odbudujemy polską demokrację.

Brudziński z Kaczyńskim pogadali se. Intelektualiści PiS.

Kaczyński to taki mały człowieczek, swoimi rączkami to i owo zadusiłby. Domokrążca, który szczuje sąsiada na sąsiada. Świerzbią mu rączęta, coś by nimi udusił. Hę, hę. Nożycoręki.

Earl drzewołaz

Adam Bodnar podjął z urzędu sprawę użycia gazu przez policję przed Pałacem Prezydenckim. Dyrektor zespołu prawa karnego Biura RPO Marek Łukaszuk napisał do komendanta stołecznego policji nadinsp. Pawła Dobrodzieja pismo, w którym prosi o „udzielenie szczegółowych wyjaśnień co do zasadności oraz legalności użycia gazu przez policję”.

RPO chce także wiedzieć, czy w tej sprawie prowadzone jest „wewnętrzne postępowanie wyjaśniające i ewentualnie jakie poczyniono ustalenia”. Komendant stołeczny ma odpowiedzieć na pytanie, czy w sposób „niezwłoczny i prawidłowy zabezpieczono nagrania z monitoringu dokumentującego działania funkcjonariuszy”?

W komunikacie na stronie Rzecznika czytamy również, że Adam Bodnar apelował do prezydenta o zawetowanie ustaw o sądach. – „Nowelizacja zmierza do podporządkowania sądów władzy politycznej, a niezależność sądownictwa to najważniejszy mechanizm ochrony praw i wolności przed przemocą ze strony władzy publicznej” – podkreślił RPO.

Jacek Rakowiecki (dziennikarz, działacz opozycji w okresie PRL) o antyrządowej manifestacji na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

View original post 2 875 słów więcej

Post Navigation