Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Adam Hofman”

Amoralność Kaczyńskiego. Adam Hofman o parówkach

Partia rządząca nie ma łatwego okresu. Kampania wyborcza, póki co nie jest dla nich łaskawa, a oponenci polityczni okazali się nie być tak łatwym przeciwnikiem, jak wcześniej zakładali. Optymizm z lipcowej konwencji programowej w Katowicach okazał się być dla nich mocno usypiającym, przez co wyraźnie opuścili polityczną gardę.

Taka sytuacja oraz ciągłe medialne informacje dotyczące coraz to nowych afer związanych z obozem władzy, w końcu doprowadziły do spadku ich poparcia w sondażach. Po raz pierwszy zbliżyli się do poziomu 40% poparcia, przy wyraźnym wzroście partii opozycyjnych, co jest niepokojącym sygnałem. Oznacza to bowiem, że na jesień mogą stracić władzę.

Były rzecznik dolewa oliwy do ognia

Przy aktualnej aferze partii władzy, czyli tej w ministerstwie sprawiedliwości, PiS przyjęło taktykę przeczekania, z założeniem, że w końcu coś przykryje tę informacje, a media zajmą się innymi tematami. Niestety znowu nie będzie im tak łatwo, jak to sobie obmyślili.

Były bliski współpracownik PiS i Jarosława Kaczyńskiego, bo tak należy nazwać osobę, która była rzecznikiem zarówno partii, jak i klubu poselskiego, dolewa oliwy do – już coraz wyraźniej – płonącego ognia. Adam Hofman, bo o nim mowa, postanowił na Twitterze skomentować obecną sytuacją w sposób, który na pewno nie spodoba się Kaczyńskiemu, a wręcz może go mocno rozwścieczyć.

Hofman bez ogródek, na podstawie swojego doświadczenia ze współpracy z partią oraz aktualną wiedzą, napisał: „Patrząc z boku i z doswiadczenia: @ZiobroPL i całą jego ekipa pokazał że wie, jak wygląda współczesne pole walki. Dla JK tylko tacy zawodnicy się liczą. Oczywiście ktoś popełnił błąd, że tego nie outsorcował w całości i się wydało. Ludzie nie powinni widzieć jak się robi parówki”. Jasno wskazuję tutaj na to, co jest ważne dla Kaczyńskiego, a są to po prostu bezwzględność w realizacji celów oraz troska – ale o to, by wszystko zostało w zaciszu gabinetów ich władzy.

Dlatego też trzyma przy sobie takich ludzi pokroju Mariusz Kamińskiego, Zbigniewa Ziobry, a nawet Andrzeja Dudę, o których ma pewność, że będą gotowi zrobić wszystko co potrzeba. Natomiast jeżeli media dowiedzą się o jakichś nieprawidłowościach, to należy to uznać jako wypadek przy pracy, a nie rysę na wizerunku konkretnych osób. Stąd na swoim stanowisku wciąż jest Ziobro, a Kamiński dostał kolejny awans i tekę ministra.

„Cały PiS w jednym wpisie”

Do całej sprawy postanowił odnieść się także był minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz, który dosadnie ocenił moralne zachowanie obecnej władzy: „Niezwykły tekst. Czyli problemem nie są jakieś granice etyczności w życiu publicznym, ale to, że zrobiono błąd i się wydało. To wyznanie nihilistów, dla których zło nie istnieje. Cały PiS w jednym wpisie.”

Jeżeli takie zachowanie obecnie rządzącej partii jest prawdziwe, nie wróży to dobrze dla naszego kraju. Takie standardy etyczne cechują obozy władzy autorytarnej, czy systemu władzy na Białorusi, Rosji czy Turcji, gdzie powszechnie wiadomo z demokracją i wolnością nie jest tak jak być powinno w nowoczesnym i wolnym kraju.

Aż strach dziś myśleć, do czego władza tak postępująca może być jeszcze zdolna.

Kmicic z chesterfieldem

Pogram Koalicji Obywatelskiej czytaj tutaj >>>

Program PiS tutaj czytaj >>>

Podczas kolejnej konwencji PiS w Łodzi Jarosław Kaczyński ponownie nawiązał do tematu rodziny. Zebrani usłyszeli, że „normalną” rodzinę tworzą tylko mężczyzna, kobieta i ich potomstwo. – „Prawo i Sprawiedliwość stoi na straży polskiej rodziny. Stoi też na straży normalności i czegoś, co by można było określić jako zgodność z naturą” – grzmiał w Łodzi Kaczyński.

Oczywiście, w przemówieniu nie mogło zabraknąć nawiązania do chrześcijaństwa. Według prezesa PiS, „rodzina, czy to się komuś podoba czy nie, wyrasta z chrześcijaństwa.”

Na szczególną uwagę zasługuje jednak inne zdanie z wypowiedzi Kaczyńskiego. Otóż stwierdził on ni mniej, ni więcej, że kierowana przez niego partia charakteryzuje się dużą dozą tolerancji. – „My jesteśmy tolerancyjni, to jest cecha naszego narodu. I to jest cecha także naszej formacji, ale mówiłem już: tolerancja tak, ale afirmacja wszystkiego, co każdemu do głowy przyjdzie, nie”…

View original post 783 słowa więcej

 

Pisowskie zbuki. Dlatego tak śmierdzi w kraju

Szanowny Panie Prezydencie!

Chciałbym Pana prosić o przeprosiny wobec obywateli. Przeprosiny za to, że w wyniku dokonanych przez Pana naruszeń Konstytucji, nieprzestrzegania wyroków Trybunału Konstytucyjnego, łamania ustaw, bezmyślnego podpisywania wszystkich ustaw przygotowanych przez Pana partię mamy dzisiaj w Ministerstwie Sprawiedliwości bandę przestępców, drani i chamów (są też tam pewnie porządni ludzie, ale o nich nie słyszymy). To Pana podpis widnieje pod ustawami, które łamały Trybunał Konstytucyjny, to Pana podpis widnieje pod nominacją na prezesa tego Trybunału osoby śmiesznej, bezczelnej, która doprowadziła do zapaści sąd konstytucyjny (ale za to pewnie pysznie gotuje zupę pomidorową dla prezesa PiS). Na marginesie to powołanie zostało zrobione nawet wbrew ustawie, którą Pan podpisał, a która też była niekonstytucyjna. Później powołał Pan na sędziów KRS osoby wybrane w sposób oczywisty sprzecznie z Konstytucją, następnie powoływał Pan sędziów do SN nie posiadając wniosków prawdziwego KRS, do czego nie miał Pan prawa. Dzisiaj widzimy, że frustracja zawodowa, która spowodowała, że stali się oni usłużnym narzędziem władzy, wynikała z tego, że środowisko sędziowskie, w którym się obracali – ich słusznie eliminowało. Niestety proces wdrapywania się drani, chamów i wszelkiej maści kanalii na wysokie stanowiska jest znany w każdym kraju, gdzie demokrację zastępuje się dyktaturą. Tak, tak Panie Prezydencie. Łamanie Konstytucji i obalanie organu konstytucyjnego np. TK czy KRS to właśnie tworzenie dyktatury. Po to bowiem w demokracjach istnieją bezpieczniki, które ograniczają władzę, aby władza zdobyta demokratycznie nie przeradzała się we władzę dyktatorską, jak widzieliśmy to w dziejach wielokrotnie. Hitler doszedł do władzy demokratycznie, a potem demokrację obalił. Narracja, którą prezentował przez lata pan minister Ziobro – potrzeba wymiany kadr sędziowskich okazała się zwyczajnym blefem zasłaniającym rozwalanie bezpieczników demokratycznych. Kadry, które zastąpiły rzekomą „kastę” to najczęściej grupa nieudaczników zawodowych, którzy swoją „krzywdę” próbują rekompensować wysługując się władzy i niszcząc system wymiaru sprawiedliwości.

Nie jestem bezkrytyczny wobec tego, co działo się w sądach III RP. Jako adwokat z wieloletnim stażem widziałem wiele błędów i głupoty w polski wymiarze sprawiedliwości. System taki jednak naprawia się poprzez budowanie mechanizmów, które jeszcze skuteczniej eliminują takie kreatury, które teraz zasiadają w MS, niż eliminował dotychczas. Człowiek, który jest zdolny do organizowania kłamliwej nagonki na rodzinę swego przeciwnika politycznego nie jest godzien nosić togę. Problem polega na tym, że wbrew tezie ministra Ziobro, że to źle świadczy o całym środowisku, jest dokładnie odwrotnie. Tego typu ludzie zdarzają się w każdej zbiorowości. Nominaci Ziobry o których teraz słyszymy, to osoby, które były pomijane przy awansach, gdyż właśnie nie prezentowały standardów etycznych i umysłowych potrzebnych do wykonywania zawodu. To pomijanie ich w awansach świadczy o tym, że proces oczyszczania środowiska sędziowskiego powoli, ale jednak się toczył. Takie były także odczucia społeczne.

Swymi podpisami zniszczył Pan system, który coraz lepiej (choć nie bez problemów) funkcjonował. Zrobił Pan wydaje się to po to, aby politycy Pańskiej partii byli bezkarni, w sytuacji gdy ujawniane są ich nadużycia i przestępstwa. Zapewniliście sobie bowiem bezkarność i nawet najgorsze zbrodnie i występki nie są ścigane, jeżeli nie pasuje to władzy. Do tego się sprowadza reforma wymiaru sprawiedliwości za którą Pan odpowiada.

Sam Pan przyzna, że w takiej sytuacji oczekiwanie przeprosin jest żądaniem minimalnym.

Oj, niedobrze, niedobrze! Głowy spadają jak ulęgałki. Wszystko przez to, że z dymisjami nie czekacie na moje rady.

Ja bym Panu poradził zupełnie inaczej. Rozwiązanie takiego kryzysu jest proste. Siada pan z Plebiakiem na konferencji prasowej i zapowiada Pan śledztwo w sprawie dziennikarzy Onet.pl, gdyż naruszyli ochronę danych osobowych publikując prywatne e-maile wiceministra. Nadto resort pozywa wszystkie gazety, które twierdzą, że jest coś złego w oczernianiu złych ludzi. Następnie mówi Pan z uśmiechem, że prokuratura jest od tego aby ścigać złe czyny, a nie dobre. I niech nikt nie liczy, że prokurator pod władzą PiS będzie chronić tych, którzy nie rozumieją jakim dobrem jest obecna władza. A za dobro, to już powiedział minister Plebiak, się nie karze.

Tak więc jeśli ktoś myśli, że jak będzie oczerniany, wrabiany w sprawy karne lub nawet zabijany, a prokurator będzie za państwowe pieniądze ścigał tych którzy to zrobili, to się głęboko myli. Prokuratura jest po to, aby chronić władzę i zwalczać jej przeciwników. A komu się to nie podoba, to wynocha z Polski.

Następnie odznaczy Pan ministra Plebiaka orderem za przesyłanie miłych wiadomości „dla szefa”, a kobietę która go zdradziła do mediów zamknie Pan do aresztu. Może na Białołękę? Tam wiedzą co zrobić z tymi, którzy mogą zaszkodzić rządowi.

A potem pojedzie Pan i po kościołach będzie Pan razem z posłem Czarneckim kazania głosił. O miłości bliźniego.

Szanowny Panie Premierze!

Chciałbym Pana szczerze pochwalić za działania, które wykańczają naszego ministra sprawiedliwości. Nie od dziś wiadomo, że rewolucja pożera swoich najgorliwszych wyznawców.

Organizuje Pan po cichu (jeszcze próbując inspirować adwokatów przeciwnych władzy!) i kanalizuje złość kobiety przeciwko najlepszym synom rewolucji (nazwijmy ich dla uproszczenia plebiakami) i obnaża ich może niezbyt czyste, ale podyktowane jednak szczerym patriotyzmem metody. A potem Pan zaskoczonych Pana zdradą ścina zmierzając jak Robespierre krok po kroku do zgładzenia swojego Dantona. Jest już Pan bliziutko. Już Danton wygłasza swoją mowę obrończą, już go prawie wiozą na szafot. Już on prawie wzywa do pokazania ściętej głowy.

Może będzie Pan miał swoją chwilę chwały, ale mam nadzieję że Pana los nie tylko w triumfie nad Dantonem będzie przypominał los Maximiliena Robespierre…

Mam nadzieję, że już 13 października łaska ludu okaże się dla Pana tak łaskawa, jak 28 lipca 1794 okazała się łaska ludu Paryża dla pogromcy Dantona…

Dzisiaj z Białołęki wywieziono Marka Falentę – podobno ze względów bezpieczeństwa. Nie podano adwokatom miejsca jego pobytu.

Tymczasem z oględzin ciała oraz z sekcji zwłok Dawida Kosteckiego wynika, że został on zamordowany. Na Bialołęce. Tymczasem prokuratura w morderstwo nie wierzy (jakby liczne sińce rany, otarcia, wkłucia były normalnym sposobem w którym desperat poprzedza powieszenie na łóżku).

Jeżeli więc nie morderstwo Kosteckiego, to dlaczego ZK Białołęka obawia się o bezpieczeństwo Falenty? Czyżby po zakładzie grasował seryjny samobójca?

Ponowny apel pełnomocników rodziny do Ministra Sprawiedliwości – Prokuratora Generalnego o wyjaśnienie rzeczywistej przyczyny śmierci Dawida Kosteckiego

Zwracaliśmy się do Prokuratury o przeprowadzenie ponownej sekcji zwłok Dawida Kosteckiego, z uwagi na konieczność ustalenia pochodzenia otarć naskórka stwierdzonych na jego szyi, które prokurator Wojciech Kapuściński uznał za możliwe ślady zbrodni.

Po ponownej analizie dostępnych materiałów, oględzinach ciała zmarłego oraz konsultacji z lekarzami uważamy, że ślady ujawnione na ciele zmarłego Dawida Kosteckiego mogły powstać podczas walki, a zatem wskazują na udział osób trzecich w zdarzeniu.

Chodzi o następujące obrażenia, które widoczne są na zwłokach, znajdujących się obecnie w dyspozycji rodziny:

  1. Obrażenia na tylnej powierzchni lewego ramienia o średnicy kilku centymetrów.
  2. Uszkodzenia naskórka i podbiegnięcia krwawe ręki prawej
    1. przedramienia – na tylnej oraz bocznej powierzchni otarcie naskórka.
    2. powierzchni ręki prawej – otarcia naskórka.
  3. Obrażenia na grzbiecie oraz podbiegnięcia krwawe o wymiarach kilku centymetrów.
  4. Rana na nodze lewej o szerokości ok. 0.5 cm
  5. Dwa zdarcia naskórka po lewej stronie szyi pod uchem o średnicy ok. 3 mm.

Wszystkie (poza pkt. 5) ślady są zgodne ze śladami ustalonymi podczas sekcji zwłok. Część śladów opisanych podczas oględzin i sekcji zwłok jest dla nas na tym etapie nieweryfikowalna (m.in. ślady opisane przez biegłego Sadowskiego i prok. Kapuścińskiego) ze względu na nacięcia dokonane podczas sekcji.

Jednakże wnioski z sekcji nie wyjaśniają mechanizmu powstania tych śladów. Tymczasem ich analiza dowodzi, że musiały powstać w wyniku urazu bezpośredniego, najprawdopodobniej z udziałem osób trzecich. Usytuowanie tych obrażeń może wskazywać na to, że Dawid Kostecki był przytrzymywany i unieruchomiony w pozycji leżącej przez osobę trzecią (osoby trzecie) w ten sposób, że napastnik siedząc na nim obiema rękoma przytrzymywał go za ręce (przedramię i ramię). Równolegle druga osoba mogła dusić Dawid Kosteckiego, zaciskając zwinięte prześcieradło wokół jego szyi, co doprowadziło do utraty przez niego przytomności, a następnie do jego śmierci.

Następnie ciało mogło zostać usytuowane w pozycji półsiedzącej, a prześcieradło przywiązane do kraty celem upozorowania samobójstwa. Być może przed użyciem przemocy zmarłego ogłuszono chemicznie lub przy pomocy urządzenia paraliżującego.

Mechanizm powstania obrażeń stwierdzonych w czasie oględzin ciała, a następnie opisanych powyżej powinien w sposób jednoznaczny zostać w trakcie sekcji zwłok wyjaśniony. Tymczasem sekcja nie ustala w jaki sposób powstały wskazane obrażenia, podobnie jak nie ustala mechanizmu powstania otarć naskórka na szyi (opisanych przez prok. Kapuścińskiego) o czym pisaliśmy w pierwszym oświadczeniu, a co za tym idzie konkluzja wynikająca z badania sekcyjnego jest niepełna.

Brak wyjaśnienia mechanizmu powstania obrażeń oznacza, że przeprowadzona sekcja zwłok jest niewystarczająca, a tym samym niewiarygodna w zakresie wykluczenia udziału osób trzecich w zdarzeniu.

W związku z powyższym konieczne jest powtórne wykonanie badania sekcyjnego w celu wyjaśnienia tych niejasności przez iezależny zespół ekspertów.

Ponadto wnosimy o dopuszczenie dowodu z opinii zespołu biegłych lekarzy i specjalistów z zakresu kryminalistyki na okoliczność zbadania czy powyższa wersja jest możliwa, jak również czy możliwa jest wersja prezentowana dotychczas przez Prokuraturę, polegająca na popełnieniu przez Dawida Kosteckiego samobójstwa przez powieszenie w pozycji leżącej, zwłaszcza przy nie spostrzeżeniu tego przez współwięźniów .

Ponieważ Prokuratura odmawia wykonania powtórnej sekcji w celu ustalenia rzeczywistych przyczyn śmierci Dawida Kosteckiego powyższy apel, na prośbę rodziny zmarłego, która jest zdania, że Dawid Kostecki nie zginął śmiercią samobójczą, ogłaszamy publicznie.

Jest rok 2029 kończę właśnie wykład dla aplikantów pod tytułem: Praworządność. Wtem podnosi rękę z aplikantów i mówi: Ale Pan Mecenas to zmyśla.

– Dlaczego Pan tak mówi? – pytam.

A on na to:

– Chce nam Pan powiedzieć, że w roku 2019 sądził pana przed Sądem Najwyższym w sprawie dyscyplinarnej za publiczną obronę prezydenta Tuska przed absurdalnymi zarzutami, że spowodował katastrofę smoleńską, sędzia, który został nielegalnie powołany przez KRS, którego powołano sprzecznie z Konstytucją, a nawet sprzecznie z ustawą i którego konstytucyjności nie zbadał Trybunał Konstytucyjny, gdyż w praktyce nie istniał i też był powołany sprzecznie z Konstytucją i ten sędzia, który awansował z Sądu Rejonowego do SN był w zorganizowanej grupie przestępczej, która organizowała zniesławianie innych sędziów oraz ich rodzin pod wodzą kierownictwa Ministerstwa Sprawiedliwości i że sędzia ten osobiście wysyłał do I Prezes SN kartki ze słowem powszechnie uznanym za obelżywe, a jak sprawa wyszła na jaw to się nie podał od razu do dymisji. I że wówczas prokuratura 8 miesięcy rozważała, czy wszcząć śledztwo w sprawie jakiegoś posła, a gdy doszło do morderstwa w celi świadka, który mógł być niebezpieczny dla władzy, to nie pozwalała na porządną sekcję zwłok, a w tym samym czasie wbrew woli rodzin wyciągano z grobów ofiary katastrofy komunikacyjnej, aby przedłużyć śledztwo i nie przyznać, że wszystko zostało wyjaśnione? Czy Pan panie Mecenasie kontynuował bezczelny adept prawa nie widzi, że to musi być jakaś Pana megalomańska poza, która wynika z tego, że chce Pan uchodzić za weterana, który wprawdzie słabo się załapał na walkę z komuną, ale w ten sposób chce nam zaimponować.

Cała sala była wpatrzona we mnie, a ja powiedziałem:

– To że o nich nie pamiętacie jest dla mnie największą nagrodą. A jak ktoś chce szczegóły poznać, to niech przeczyta monografię profesora Tomasza Nałęcza „Zamach 2015-2019”. Tam wszystko znajdziecie.

To był piękny sen, wiele warto zrobić, aby się ziścił.

Kmicic z chesterfieldem

„A może Ziobro ma już zbyt wielką wiedzę, także o ludziach obecnego układu rządzącego, aby się go pozbyć? Jeśli przesądza ten ostatni argument, znaczy to, że wszechwładny lider dał się złapać w pułapkę. Postawił na człowieka, którego niespecjalnie cenił i któremu nie ufał. Teraz jego dymisja byłaby symbolicznym podważeniem „reformy wymiaru sprawiedliwości”. A ona jest wciąż na sztandarach”– napisał jeden z prawicowych publicystów Piotr Zaremba. Jego felieton o aferze Piebiaka nosi tytuł: „Ciężko uwierzyć, że Zbigniew Ziobro nie wiedział, co dzieje się w resorcie”.

Publicysta przypomina, że to nie jedyna afera związana z Ziobrą. Wymienia nieopublikowanie list poparcia dla kandydatów do nowej KRS mimo prawomocnego wyroku NSA. – „Jeśli wśród osób zgłaszających kandydatów do KRS przeważali faktyczni urzędnicy ministerstwa, obciąża to tego ministra. Widać gołym okiem, że Ziobrze udaje się, choć pewnie połowicznie, coś, co nie udawało się poprzednikom z innych partii. Że buduje z mniejszości środowiska zwartą grupę…

View original post 2 120 słów więcej

 

Kaczyński, PiS i Kościół. Napędzają strachem Polaków

Nasi posłowie będą mieli jedne z najniższych pensji wśród parlamentarzystów z krajów UE. Ale byli politycy zarabiają miliony. Firma związana z Adamem Hofmanem, byłym rzecznikiem PiS, tylko w ciągu roku zarobiła gigantyczną kwotę – ustalił „Newsweek”.

– Grozi nam to, co było na Ukrainie, że wszyscy posłowie będą społeczni, nie będą pobierać wynagrodzenia z Sejmu. Zarobię 15 tysięcy złotych w firmie farmaceutycznej i będę lobbystą. A mój kolega pójdzie do firmy drogowej i będzie składał w Sejmie poprawki firm drogowych. Chyba, że CBA wszystkich pozamyka. I funkcjonariusze CBA będą zarabiać po 20 tysięcy złotych, żeby łapać posłów zarabiających po 5 tysięcy – mówi z goryczą jeden z bardziej znanych posłów opozycji. Nazwiska nie poda, żeby nie narazić się wyborcom, bo według sondaży większość Polaków popiera obniżkę wynagrodzeń parlamentarzystów.

Posłowie, którzy do tej pory dostawali 10 020,08 zł brutto, zarobią brutto 7913,84 zł, co daje 5,5 tys. złotych na rękę. Oprócz tego poseł będzie miał co miesiąc 2505,20 zł diety.

– Osiem tysięcy może się wydać komuś dużą kwotą, ale ja mam dwa tysiące raty kredytu na mieszkanie, niepracującą żonę i dwoje dorastających dzieci. Żyjemy na dwa domy. Muszę się ubrać, coś zjeść w Warszawie, a nie jestem gościem, któremu wystarczy puszka browaru i popcorn wieczorem. Najtańszy garnitur kosztuje 1,3 tys. złotych. Poseł potrzebuje 4-5 garniturów, poczytać książki, żeby się rozwijać. Od kilku lat nie jeżdżę na wakacje, bo mnie na to nie stać – opowiada poseł opozycji.

Jeszcze przed obniżką wynagrodzeń posłowie kombinowali, jak dorobić do pensji. Rzecznik PiS Adam Hofman wyleciał z partii, gdy wyszło na jaw, że wziął z Sejmu tzw. kilometrówkę za jazdę samochodem, a poleciał do Madrytu tanią linią lotniczą. Hofman, pytany o obniżkę zarobków parlamentarzystów, powiedział, że „murarze za tyle na budowę nie przyjdą”. Odkąd odszedł z polityki, wspólnie z kolegami prowadzi firmę PR-ową R4S. Jego wspólnikami są były rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Sokołowski i eksasystent Jarosława Kaczyńskiego Michał Wiórkiewicz.

– Mogę odpowiedzieć po polsku, że jest bardzo trudno, albo po amerykańsku, że jest doskonale, firma się rozwija, wzięliśmy nowego prezesa Sławka Jastrzębowskiego, byłego naczelnego „Super Expressu”, żeby pozyskiwać nowych klientów – opowiada mi Hofman, pytany, jak mu idzie w biznesie. Nie chce powiedzieć, ile zarabia, ale zastrzega, że do polityki na razie nie wraca. Nie ma się co dziwić. Z dokumentów w Krajowym Rejestrze Sądowym wynika, że tylko w pierwszym roku działalności spółka R4S miała 3,6 miliona złotych zysku. Przychody netto ze sprzedaży usług wyniosły w tym czasie 6,2 miliona zł. Listę klientów Hofman trzyma w ścisłej tajemnicy. Nie chce powiedzieć, czy wśród nich są spółki skarbu państwa. Informacji o tym, z kim firma współpracuje, nie ma także w raporcie rocznym w sądzie.

Tylko w pierwszym roku działalności spółka R4S miała 3,6 miliona złotych zysku. Przychody netto ze sprzedaży usług wyniosły w tym czasie 6,2 miliona zł

Były wicepremier i lider LPR Roman Giertych po odejściu z polityki został wziętym adwokatem. Nie ukrywa, że stał się bardzo zamożnym człowiekiem.

Przez te dziesięć lat zapłaciłem wiele milionów podatków – przyznaje.

Tablice z dekalogiem na szkołach. To bardziej żydowskie niż polskie
O powieszenie tablic na szkołach poprosił wójt Tuszowa Narodowego. I choć pewnie nie to miał na myśli, wyszedł na wielkiego Żyda.

Od gminy noszącej dumne miano Tuszów Narodowy należy wymagać więcej. Tak też zapewne pomyślał sobie jej wójt Andrzej Głaz z PiS, gdy poprosił o umieszczenie u wejścia do każdej z pięciu podległych mu szkół marmurowych tablic z dekalogiem. A właściwie z jego nieco przekręconą wersją, bo w miejsce przykazania trzeciego, mówiącego o obowiązku przestrzegania szabatu, czyli soboty, zapisano katechetyczne „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”.

Odwzorowanie tablic z dekalogiem bardziej powszechne u Żydów

Poza tą, zapewne związaną z katolickim wyznaniem wójta, ingerencją cenzorską w tekst hebrajski, wymowa całego artefaktu jest bardzo żydowska. W świecie katolickim nie często odwzorowuje się tablice mojżeszowe (choć czasami zdarza się to – zwłaszcza na malowidłach o treści biblijnej), za to pośród Żydów jest to nader powszechne. Wizerunek kamiennych tablic z przykazaniami religii mojżeszowej jest jednym z najbardziej typowych znaków żydowskiej tożsamości miejsc ozdobionych w ten sposób oraz ludzi, którzy w tych miejscach przebywają. Być może właśnie dlatego duchowni katoliccy obchodzą się z tym symbolem dość ostrożnie.

W rezultacie szkoła z tablicami mojżeszowymi wygląda bardziej po izraelsku niż po polsku. Pan wójt wyszedł na wielkiego Żyda – i choć zapewne nie to miał na myśli, w dobie szalejącego antysemityzmu trzeba by mu tę niezręczność zapisać na plus. Chciał pewnie po katolicku, a wszyło bardziej po żydowsku. Cóż, starsi bracia w wierze zostawili w spadku Panu Andrzejowi również swoje kamienne tablice i swoje religijne przykazania…

Co z tych przykazań zrozumieją dzieci

Dekalog jest jednym z najstarszych zabytków świadczących o próbach kodyfikacji elementarnych dla danej społeczności norm etycznych, prawnych i religijnych. Jest to tekst bardzo archaiczny i bardzo silnie związany z kontekstem religijnym i kulturowym starożytnego Izraela. Napomnienie, byśmy „nie mieli bogów cudzych” odnosi się do Jahwe i z pewnością z puntu widzenia autorów i adresatów dekalogu oddawanie boskiej czci jakiemukolwiek człowiekowi wyczerpuje znamiona oddawania czci cudzym bogom, czyli idolatrii.

Niemniej jednak kilka innych przykazań ma charakter uniwersalny. Tak jest z zakazem mordowania (w oryginale jest mowa o mordowaniu, a nie zabijaniu – tu znowu przeinaczono sens tekstu hebrajskiego), kradzieży i krzywoprzysięstwa. I chociaż tuszowska dziatwa z pewnością nie weźmie sobie do serca sprawy wierności Jahwe, to może poczuć się mniej skora do mordowania, widząc tak piękną dekorację swojej szkoły.

Nie wiem za to, co sobie dzieci pomyślą, czytając codziennie, by nie cudzołożyły i nie pożądały żony swoich bliźnich. Ja rozumiem że dziesięcioletnim, a już zwłaszcza piętnastoletnim chłopcom może się coś takiego przydarzyć i lepiej te grzeszne myśli o mamach kolegów od razu zdusić w zarodku, zanim przeistoczą się w arcygrzech cudzołóstwa, niemniej jednak niepokoją mnie odczucia dziewczynek, którym zapewne bardzo rzadko zdarza się pożądać czyichkolwiek żon, a za to brak wzmianki o pożądaniu mężów mógłby zostać przez nie zinterpretowany jako przyzwolenie. Czy Pan Wójt Głaz byłby skłonny przystać na taki efekt wychowawczy dekalogu u bram narodowej, polskiej szkoły? Jeśli nie, to powinien dodać jakiś przypis, na przykład „męża bliźniego swego też nie wolno pożądać”. Kolejne przypisy mogłyby dotyczyć pożądania mężczyzn i kobiet niezamężnych oraz zasad, którymi powinno się kierować niesforne pożądanie osób nieheteronormatywnych.

Warto by było również wyjaśnić słowo „cudzołożyć”. Większość dzieci go bowiem nie zna. Na użytek szkół podstawowych uciekłbym się do definicji cudzołóstwa jako spania w cudzym łóżku, natomiast młodzieży licealnej podpowiedziałbym znakomity przepis na przestrzeganie VI przykazania: „Gdy do swego łoża cudzą żonę złożę, to nie cudzołożę”.

Wójt nadużył władzy

Żarty żartami, lecz sprawa jest dość poważna i niełatwo ją ocenić z prawnego i etycznego punktu widzenia. Na pierwszy rzut oka wójt dokonał zamachu na świeckość państwa, którą gwarantuje artykuł 25 konstytucji mówiący o jego religijnej neutralności. Zapewne wójt Głaz nie ma poważania dla tych wartości, na co wskazują jego wypowiedzi tłumaczące motywy, jakimi się kierował. W jego przekonaniu dekalog ma być zaporą na plagi Zachodu, takie jak aborcja, eutanazja i związki homoseksualne. A także (rzekome) ograniczanie prawa katolików w zestawieniu z prawami muzułmanów.

Wójt użył więc swej władzy dla prowadzenia swego rodzaju polemiki kulturowej z religią w tle. I skoro tak, to rzecz jasna władzy nadużył. Nie rozstrzyga to jednak kwestii legalności wywieszania w budynkach szkolnych wizerunku tablic z dziesięciorgiem przykazań. Z pewnością nie jest legalne wywieszanie symboli religijnych (w praktyce – krzyża) w budynkach administracji państwowej i innych miejscach publicznych znajdujących się pod bezpośrednim nadzorem państwa i służących wprost wypełnianiu przez państwo swych funkcji. Krzyże w Sejmie, w kancelarii prezydenta, na policji itp. bezpośrednio obrażają konstytucję. Jeśli eksponowanie symboli religijnych nie jest naruszeniem zasady neutralności religijnej państwa, to w takim razie co nim jest?

Co razi bardziej: krzyż czy dekalog?

A jednak szkoła to nie do końca element państwa. Szkoły prowadzone przez samorządy należą do równoległej w stosunku do państwa struktury publicznej, jaką jest właśnie samorząd terytorialny. A ten, choć nadzorowany przez państwo, cieszy się pewną od niego niezależnością. Wspólnoty lokalne mają prawo kultywować swoje obyczaje i zaznaczać swoją tożsamość kulturową – nie wyłączając tej religijnej. Dlatego krzyż w szkole – choć nie świadczy o wysokiej kulturze demokratycznej szkolnej wspólnoty i władz lokalnych – to jednak da się jakoś obronić w świetle takich wartości, jak wolność religijna i kolektywna wolność wspólnoty mieszkańców (czyli gminy) do manifestowania swojej tożsamości. Krzyż w szkole razi, i to bardzo, lecz być może powinien być tolerowany. My, ludzie myślący w sposób demokratyczny i obywatelski, powinniśmy być bardziej tolerancyjni, niż ci, których nie uważamy za demokratów przywiązanych do idei wolności, równości i rządów prawa. Inaczej, jak mamy ich przekonać?

Jeśli krzyż razi, to dekalog razi znacznie mniej – zwłaszcza zobrazowany w formie mojżeszowych tablic. Przede wszystkim dlatego, że symbolika tablic bardzo silnie skojarzona jest akurat z religią mniejszości, to jest z judaizmem. Jakkolwiek nie taki był zamysł Pana Wójta, to jednak wymowa symbolu jest silniejszym faktem społecznym, niż osobista ignorancja jakiegoś urzędnika.

Eksponowanie symboli mniejszościowych nie zapowiada żadnego rodzaju dyskryminacji i jest mniej niebezpieczne niż eksponowanie symboli tożsamości dominującej grupy wyznaniowej. Ponadto dekalog nie jest zabytkiem czysto religijnym, lecz również, jeśli nie przede wszystkim stanowi cytat z ważnego tekstu kultury, jakim jest Tora. Gdyby u bram szkoły znalazł się cytat z Homera albo z Poematu o Gilgameszu, to pewnie byśmy się zdziwili, lecz nie oburzyli. Nie ma jednak powodu, by Torę traktować inaczej. Jeśli więc wójt zgrzeszył, to raczej pozwalając na kopiowanie zniekształcającego (celowo) tłumaczenia hebrajskiego oryginału Biblii, niż tym, że sławi Torę. Za to ostatnie Haszem być może nawet nagrodzi dzielnego Pana Głaza pośmiertnym nawróceniem na religię, do której niejaką aluzję czyni pierwsze przykazanie.

>>>

Jarosław Kaczyński od chwili śmierci brata pielęgnował mitologię męczeństwa i nacjonalizmu wokół katastrofy smoleńskiej, wykorzystując tragedię do kształtowania polskiej tożsamości – pisze dziennikarz „New York Times” Marc Santora. Jego artykuł „Szokująca śmierć prezydenta. Podejrzliwy bliźniak kształtuje naród” dostępny już w sieci pojawi się w dzisiejszym papierowym wydaniu gazety.

Tekst jest próbą ustalenia odpowiedzi na pytanie, w jakim stopniu sposób postrzegania katastrofy smoleńskiej przez Jarosława Kaczyńskiego wpływa na polską politykę.

Santora przytacza jedną z krytycznych ocen działań prezesa PiS, który ma „używać Smoleńska jako pretekstu do aresztowania politycznych wrogów przed wyborami w 2020 roku”. „Inni zastanawiają się, czy po prostu chwyta go udręka, zemsta i paranoja i wlecze swój kraj wraz z nimi. A może jest to jedno i drugie”- pyta dziennikarz.

W dalszej części tekstu przypomina, że do prokuratury ws. katastrofy smoleńskiej wzywano już na przesłuchania Bronisława Komorowskiego i Donalda Tuska, który „jest powszechnie uważany za głównego rywala partii Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich w Polsce w 2020 roku”.

Zdaniem Marca Santory Prawo i Sprawiedliwość przez lata wskazywało na szereg możliwych przyczyn katastrofy smoleńskiej, które sprowadzają się do dwóch nieudowodnionych oskarżeń: udziału Rosjan i niewystarczającego śledztwa polskich władz, ukrywających swoje zaniedbania. Taka retoryka ma według autora artykułu budować przekonanie, że katastrofa nie była przypadkowa, a Polska wciąż stoi w obliczu zagrożenia ze strony Rosji.

Według dziennikarza „NYT” przed 8. rocznicą katastrofy „urzędnicy obiecali, że przedstawią nowe dowody, które ujawnią prawdę”. „Rocznica nadeszła i minęła bez podawania nowych szczegółów. Wierni pozostali jednak niezłomni” – twierdzi.

Santora nawiązuje też do wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego z lipca 2017 r., kiedy prezes PiS z mównicy sejmowej powiedział: „Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego świętej pamięci brata, niszczyliście go, zamordowaliście go, jesteście kanaliami”.

„Był to rzadki publiczny wybuch ze strony człowieka, który najwyraźniej woli rządzić zza kulis. Zajmuje miejsce w parlamencie, ale nie jest ani premierem, ani prezydentem. Nie używa poczty e-mail ani nie ma własnego telefonu komórkowego lub portfela. Rzadko organizuje coś przypominającego konferencję prasową, większość jego wiadomości jest filtrowana przez współpracowników” – uważa autor.

„Za teoriami spiskowymi kryje się głęboko zakorzenione przekonanie pana Kaczyńskiego, że kiedy Polska po raz pierwszy wyłoniła się z rządów komunistycznych, tworząc III Rzeczpospolitą, nie wyparła się tych, którzy pomogli komunistom utrzymać władzę. Ci ludzie, jego zdaniem, nadal infekują system” -pisze w późniejszej części Marc Santora. W tym miejscu podnosi inną z hipotez, która mówi o tym, że Jarosław Kaczyński „próbuje wykorzystać katastrofę smoleńską, by zmienić pamięć historyczną”. Celem ma być przekonanie opinii publicznej, że to Lech Kaczyński – a nie Lech Wałęsa – był prawdziwym przywódcą Solidarności.

Dziennikarz twierdzi, że pobyt prezesa PiS w szpitalu „podniósł pytania o kierunek, w jakim zmierza jego partia i kraj, kiedy odejdzie”. Artykuł podsumowuje stwierdzeniem, że „Polska będąca niegdyś filarem i wzorem w obronie demokracji” przez różne poglądy na temat katastrofy smoleńskiej stała się podzielona.

>>>

Po prostu żyć nie umierać. Taki np. kandydat Prawa i Sprawiedliwości na stanowisko prezydenta miasta Piły, poseł Marcin Porzucek pojechał w podróż służbową jako reprezentant polskiego Parlamentu, ni mniej ni więcej, jak tylko na… Mszę Świętą Matki Bożej Szkaplerznej, którą odprawiono w Berdyczowie na Ukrainie. Podatnicy zapłacili za ten wojaż 1,1 tys. zł. Niby nie tak znowu dużo, ale licząc grosz do grosza…

Mało znana posłanka PiS Anna Paluch w ramach reprezentowania Parlamentu poleciała do Stanów Zjednoczonych, wzięła udział m.in. w otwarciu ulicy im. Jadwigi Kaczyńskiej. Za dziewięciodniowy pobyt w Chicago podatnicy zapłacili 18,1 tys. zł.

Dużo więcej wyłożyliśmy na pasje do dalekich podróży posła Marka Suskiego z PiS, który już dwukrotnie odwiedził Chiny. Poleciał tam, by wziąć udział w „wydarzeniach towarzyszących ogłoszeniu międzynarodowego Turnieju Pianistycznego”. Spotkał się także z chińskimi mediami i lokalnymi przedstawicielami wydziału kultury Pekinu. Dwa wyjazdy kosztowały łącznie 33,5 tys. zł.

Nie byle jaka gratka trafiła się Posłom Jerzemu Maternie i Kazimierzowi Matusznemu z PiS, którzy jakby nie było za frico zwiedzali Australię w ramach wyjazdu na „8. Dzień Parlamentarny organizowany w ramach Międzynarodowego Kongresu Astronautycznego IAC”.

Jak wynika z zestawienia udostępnionego Wirtualnej Polsce przez Kancelarię Sejmu, w ciągu półtora roku podróże zagraniczne posłów kosztowały ok. 4,1 mln zł.

Nie jest to śmierć demokracji, ale jest to zupełnie nowy ustrój. Ja nazwałem go  demokraturą: jeszcze nie dyktatura, ale już nie demokracja – mówi nam były marszałek Sejmu, senator niezależny Marek Borowski. Pytamy też, co się dzieje z parlamentem. – Od momentu przejęcia władzy przez PiS to jest wygaszanie go jako najważniejszego elementu systemu demokratycznego – mówi. Zdaniem Marka Borowskiego później zostanie nam już tylko „kłapanie dziobem”, bo na wprowadzenie zapowiadanego przez PiS pakietu demokratycznego opozycja nie ma co liczyć. I dodaje: – Cały sukces PiS-u polega na tym, że jest zjednoczony, a opozycja nie

JUSTYNA KOĆ: Opozycja mówi, że złamanie zasady rotacji przy informacji bieżącej to ostateczne pogrzebanie parlamentaryzmu w Polsce. Za mocne słowa?

MAREK BOROWSKI: Z mocnymi słowami zawsze trzeba uważać, bo jest ryzyko, że PiS i pan Kuchciński mogą posunąć się jeszcze dalej, a po śmierci już nic nie ma. Niemniej trzeba powiedzieć, że to, co się dzieje z parlamentem od momentu przejęcia przez PiS władzy, to jest wygaszanie go jako najważniejszego elementu systemu demokratycznego.

Wygaszanie to też mocne słowo, tym bardziej, że niewiele już zostało: Trybunał Konstytucyjny, sądy, za chwilę Sąd Najwyższy w rękach PiS-u. Co nam wtedy zostanie?

Zostanie tzw. kłapanie dziobem. Na razie jeszcze istnieją media niezależne, niepisowskie, i można się wypowiedzieć, skrytykować, ujawnić pewne fakty. Dlatego jeszcze nie jest to śmierć demokracji, ale jest to zupełnie nowy ustrój. Ja go kiedyś nazwałem, przewidując takie działanie PiS-u, jeszcze przed wyborami, po artykule, który charakteryzował zamiary PiS-u w stosunku do konstytucji, co wywiesił na swojej stronie internetowej.

Wówczas nazwałem to demokraturą: jeszcze nie dyktatura, ale już nie demokracja.

Czym jest informacja bieżąca i dlaczego jest istotna? Dlaczego opozycja zareagowała tak mocno na tę sytuację?

Dlatego, że to już jedna z niewielu możliwości poruszania w Sejmie tematów, które są dla rządzących niewygodne. Jeśli chodzi o inne możliwości, to one już zostały praktycznie zniwelowane do zera. Wypowiedzi w debatach są ograniczane do 5 minut, każde przekroczenie czasu czy próba protestu jest karana, przyjmowane są nowe ustawy, które pozwalają karać posłów, powiedzmy sobie szczerze – tylko opozycji. Posłów swoich marszałek nie sankcjonuje. Zawsze było tak, że ważne debaty na istotne tematy były bronią w ręku opozycji i oczywiście to nie znaczy, że to musiało się kończyć niekorzystnie dla rządu. Jeżeli rząd miał argumenty i wykorzystywał taką debatę do ich przedstawienia, to często kończyło się to remisem, a nawet sukcesem rządu. Trzeba mieć odwagę i trzeba być uczciwym w swoim postępowaniu. Wtedy nie ma się co bać takich debat. Tymczasem w tej sprawie chodziło o kwestie konfliktu z UE i przedstawienia przez premiera Morawieckiego sytuacji działań, które Polska podejmuje. Ten temat okazał się niewygodny dla PiS-u. Obawiali się, że ich publiczna argumentacja będzie działała na ich niekorzyść.

To kneblowanie opozycji?

Było to złamanie zasady, że jednak co pewien czas to opozycja wyznacza temat debaty i zadawania pytań. Jarosław Kaczyński w kampanii wyborczej obiecywał tzw. pakiet demokratyczny, który PiS wprowadzi, gdy tylko dojdzie do władzy. Obiecywał, że skończy się nieudzielanie głosu opozycji, opozycja będzie mogła wrzucać swoje tematy, skończy się to, że premier będzie miał zawsze ostatnie słowo i będzie pouczał i szkalował opozycję oraz wypowiadał się, kiedy tylko chce.

Nie dość, że się nic takiego nie stało, to jeszcze zaciśnięto pętlę. Marszałek Terlecki wyjaśnił zresztą, dlaczego, szczerze do bólu, oczywiście w sposób kompromitujący to ugrupowanie, że dla „totalnej opozycji” nie może być mowy o żadnym pakiecie demokratycznym. Jak mówią warszawiacy, to wszystko był „pic na wodę, fotomontaż”.

Przykro o tym mówić, bo przez te wszystkie lata jakiś obyczaj się wytworzył. Były oczywiście próby wywracania opozycji argumentów, czasami ograniczania jej możliwości, ale to były drobne próby, jednak podstawowe reguły istniały. Pamiętam, jak sam wprowadziłem godzinę pytań, gdzie opozycja miała możliwość zadania takiej samem liczby pytań jak koalicja rządząca. Premier czy minister musiał się stawiać i tłumaczyć, tematy były proponowane na zmianę przez kluby i to jakoś funkcjonowało. Dziś okazuje się, że PiS się boi konfrontacji z opozycją.

Opozycja zapowiada, że będzie na każdym posiedzeniu składać wniosek o wotum nieufności, bo to jedyny sposób na zabranie przez nich głosu i debatę. To dobry pomysł?

Nawet tu PiS złamał zasadę – przy wniosku o odwołanie pani Szydło i pani Rafalskiej – ponieważ pierwszy zabrał głos premier.

To jest niezgodne z obyczajem, bo pierwszy zabiera głos wnioskodawca, który uzasadnia wniosek.

Premier występuje po wszystkich głosach i jeśli chce, to broni swoich ministrów. Tutaj premier wystąpił pierwszy i to spowodowało także reakcję opozycji, docinki, wypowiedzi. Potem polemikę z panem premierem, który mniej bronił dwóch pań, a bardziej atakował opozycję. To jego wystąpienie spowodowało, że debata stała się dużo mniej merytoryczna.

Prof. Jadwiga Staniszkis powiedziała mi, że takie zachowanie opozycji PiS będzie tłumaczył „anarchizacją totalnej opozycji”. To może jej zaszkodzić?

PiS może sobie mówić, ale opozycja powinna informować na wszelkie sposoby opinię publiczną, że to jedyny sposób, aby odbyła się debata. Oczywiście, że też nie można tego nadużywać – jeśli już zgłaszać wnioski, to uzasadnione, chociaż trudno im nie będzie, bo są ministrowie gorsi i tylko źli.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że nie będzie kolejnych ustępstw w stronę Brukseli w sprawie ustaw sądowych, przynajmniej do momentu, kiedy prof. Małgorzata Gersdorf pozostanie na stanowisku. To niebezpieczne dla naszej obecności w UE?

Bardzo niebezpieczne.

Nawet jeśli Komisja Europejska jest wyraźnie zmęczona Polską, na co zresztą gra PiS, nawet jeśli ona skieruje wniosek do Trybunału Sprawiedliwości UE, to czasu jest za mało, aby Trybunał wydał orzeczenie przed 3 lipca. Myślę, że najpierw zostaną dokonane czystki w Sądzie Najwyższym, a potem będzie ewentualnie wyrok Trybunału. To będzie oznaczało stały konflikt między Polską a UE.

Oczywiście PiS będzie uważał, że nic się nie stanie, tymczasem efekty już są. Polska jest osamotniona, kiedy walczy dziś o swoje interesy, oczywiście czasem u boku może mieć Węgry, i tyle. Będziemy tracić w różnych sytuacjach, nie do końca nawet zdając sobie sprawę, że to z tego powodu.

Skoro wszystkie frakcje w Parlamencie Europejskim, poza oczywiście frakcją PiS-u, kierują wezwanie do Junckera, żeby KE skierowała sprawę polski do TSUE, to znaczy, że wszyscy mają już wyrobiony pogląd na to, co PiS wyrabia w Polsce.

Zupełnie inny pogląd mają Polacy, przynajmniej w sondażu CBOS. Wynika z niego, że PiS ma 47 proc., a PO 17 proc.

Proszę pani, CBOS jest tą sondażownią, która zawsze daje dobre wyniki rządzącym, ktokolwiek to jest. Związane to jest z metodologią. Ankieter przychodzi do domu odpytywanego, siada przed nim i pyta, na kogo by głosował. Polacy, którzy generalnie nie mają do nikogo zaufania, najmniejsze mają zaufanie do tych, którzy ich pytają o poglądy polityczne. Zatem, po pierwsze, jest zawyżona frekwencja, bo lepiej nie przyznawać się, że się nie pójdzie na wybory, a po drugie – trzeba być odważnym, żeby powiedzieć, że odda się głos na opozycję. Są inne badania, z IBRiS czy Kantar Millward Brown, które pokazują inne wyniki.

Oczywiście PiS prowadzi, ale zjednoczona opozycja ma więcej niż PiS. Nie mówmy teraz o wyniku wyborczym, w sondażach większość aktywnych Polaków wypowiada się przeciwko PiS-owi niż za. Cały sukces PiS-u polega na tym, że jest zjednoczony, a opozycja nie.

O ile PO z Nowoczesną tworzą koalicję, o tyle lewica rzeczywiście wydaje się bardzo rozdrobniona. Czy na wybory parlamentarne uda się zbudować koalicję po lewej stronie sceny politycznej?

Nie wiem, na dzisiaj powiem pani, że nie sądzę, jak znam to środowisko. Co prawda wyniki wyborów samorządowych mogą to zmienić.

Panie marszałku, zmieniając temat: ruszył mundial w Rosji, polska drużyna swój pierwszy mecz rozegra dopiero we wtorek. Jak daleko zajdą biało-czerwoni?

Ja nie jestem typowym kibicem, który mówi, że dojdziemy co najmniej do finału (śmiech). Trochę studzę te hurraoptymistyczne zapowiedzi, bo potem może być rozczarowanie. Oczywiście uważam, że mamy duże szanse, by wyjść z grupy. Jednak te ostatnie mecze Polaków przed mundialem niestety były nierówne, a Senegal jest bardzo dobrą drużyną. W meczu z Chile, który zakończył się 2-2, widać było, że obrona grała fatalnie. W pierwszym meczu z Senegalem bez Glika mam spore obawy o obronę, a pierwszy przegrany mecz mógłby fatalnie wpłynąć na psychikę naszej drużyny. Remis z Senegalem będzie dobrym wynikiem.

>>>

Czy Kaczyński wymieni Morawieckiego? Już powstają takie pytanie w obozie PiS

Zbigniew Hołdys przypomina.

Kara 1,5 mln zł nałożona przez KRRiT na TVN spotkała się z powszechną krytyką. Departament Stanu USA zareagował bardzo ostro. Pisze o tym naczelny „Rzeczpospolitej” Bogusław Chrabota, czym jest wolność słowa w USA, co to jest poprawka 1 do konstytucji USA.

To gorzej niż głupota, to błąd, i to fundamentalny – można bez cienia przesady strawestować Talleyranda w kontekście decyzji o karze dla TVN 24.

O głupocie można by mówić, gdyby chodziło wyłącznie o decyzję o powierzeniu przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji (KRRiT) ekspertyzy osobie tak głęboko zaangażowanej w spór ideologiczny jak dr Hanna Karp. Cała reszta to błąd, który zarazem kompromituje władzę, odsłania jej kulisy, daje finalne argumenty krytykom PiS, a na dodatek rozpętuje skandal na skalę międzynarodową.

Rekonstrukcja rządu ma swój dalszy ciąg. W przeciągu dwóch miesięcy jałowego gadania na ten temat, co skutkowało wymiana Szydło na Mateusza Morawiecki, kolejne miesiące będa o pieprzeniu na temat ministrów.

Jarosław Gowin mówi dla „Dziennika”, że 1/3 idzie na zieloną trawkę.

I zadecyduje o tym Jarosław Kaczyński, a nie Morawiecki.

„I w przypadku premier Szydło, i w przypadku premiera Morawieckiego od początku było jasne, że ich głos będzie najważniejszy, co nie znaczy, że jedyny. Każdy premier musi się liczyć ze stanowiskiem swojego zaplecza parlamentarnego. W ramach określonych przez porozumienie koalicyjne, które gwarantuje obecność w rządzie przedstawicieli Porozumienia i Solidarnej Polski, decyzję podejmować będą wspólnie: Mateusz Morawiecki i Jaroslaw Kaczyński.”

Mamroczacy Błaszczak nawet mówi, że autorem gabinetu premiera nie jest Morawiecki, tylko… kto? Wiadomo, to oczywista oczywistość.

Były rzecznik Kaczyńskiego Adam Hofman zna pisowskie realia i twierdzi, że prezes już w tej kadencji może być premierem.

Przydupas Ziobry ministrant Michał Woś…

… twierdzi, że Morawiecki jest dogadany z Ziobrą

Morawiecki stara się poprawić wizerunek Polski na świecie, ktory spadł na dno.

Do tego do desygnował Kaczyński. Morawiecki zaczął od kłamstw na temat wymiaru sprawiedliwości. Pisze do konserwatywnego „The Washington Examiner”.

„System prowadzi do nepotyzmu i korupcji”

„Przez cały rok zmagaliśmy się z szeroko zakrojonym niezrozumieniem naszych planów zreformowania źle działającego wymiaru sprawiedliwości. Czas, byśmy lepiej wytłumaczyli, co robimy, ponieważ działamy w dobrej sprawie” – pisze premier.

Przekonuje, że „żaden demokratyczny naród nie może na dłuższą metę zaakceptować jednej z władz, która jest niezależna od systemu kontroli i równowagi, i od odpowiedzialności wobec społeczeństwa”. Tak ma wyglądać obecnie wymiar sprawiedliwości – uważa premier. Pisze, że po 1989 roku w sądach znaleźli się sędziowie nominowani przez komunistów.

„Po dziś dzień elitarna rada 25 sędziów (…) nominuje wszystkich sędziów, w tym swoich własnych następców. Nie biorą w tym udziału sędziowie biorący udział w rozprawach ani pochodzący z wyboru urzędnicy. Prezydent może zaakceptować lub odrzucić nominowanych. System prowadzi do nepotyzmu i korupcji” –  pisze premier i opisuje sytuacje, które mają być tego przykładem.

Takie ble-ble – amoralne.

Rosjanie ponoć oddadzą wrak tupolewa, gdy śledztwo smoleńskie w Polsce zostanie zamknięte. Pisze o tym w „Dzienniku” Zbigniew Parafianowicz.

Rosjanie – w zamian za wrak Tupolewa 154 M – mają oczekiwać zamknięcia śledztwa smoleńskiego. Takie postawienie sprawy temat resetu właściwie kończy. Trudno sobie wyobrazić, że PiS nagle rezygnuje z narracji balansującej na granicy tezy o zamachu, po czym – jakby nigdy nic – sprawę odkłada do szuflady. Jeśli dodać do tego kryzys w relacjach polsko-ukraińskich, zamrożone stosunki z Białorusią i wyczerpaną formułę Partnerstwa Wschodniego – trudno będzie znaleźć na Wschodzie strategiczne osiągnięcia.”

A co z sondażem Kantar Public, który daje PiS 50  proc. poparcia? Wyjasnia Wojciech Szacki.

Po pierwsze, badanie zostało przeprowadzone 11 grudnia, już po dymisji Beaty Szydło i w dniu powołania Mateusza Morawieckiego na premiera. To specyficzny moment, gdy z radarów wyborców całkiem zniknęła opozycja. Większą niż zazwyczaj rolę odgrywały emocje, tym razem na korzyść partii rządzącej – odwrotnie niż wiosną tego roku, gdy po próbie odwołania Donalda Tuska przez rząd Szydło podobne emocje wywindowały na chwilę PO na czoło stawki.

Po drugie, „Fakt” podał wyniki, nie uwzględniając wyborców niezdecydowanych – rozdzielił ich proporcjonalnie między wszystkie partie, na czym PiS jako największe ugrupowanie zyskał najbardziej. Tych niezdecydowanych było aż 17 proc., istotnie więcej niż w większości sondaży partyjnych (zazwyczaj jest ich nieco mniej lub nieco więcej niż 10 proc.). Bez tej „premii” poparcie dla PiS zjechałoby do 41,5 proc.

Po trzecie, sondaż „Faktu” wyłamuje się z trendu – sondaże różnych pracowni w listopadzie i grudniu pokazały zniżkę formy partii Jarosława Kaczyńskiego, całkiem zresztą zrozumiałą, jeśli weźmiemy pod uwagę irytujący dla jej elektoratu proces odwoływania Szydło. Badanie „Faktu” jest, przynajmniej na razie, anomalią – dopóki nie potwierdzą go kolejne sondaże.

Nie znaczy to oczywiście, że sondaż jest bez znaczenia. Morale wśród posłów PiS wzrosło, a ich uczucie do Morawieckiego zyskało fundament. Ale wciąż nie jest to fundament bardzo solidny.

Demokracja dobiega końca. Co dalej?

Rolnik Kaczyński i wieśniacy PiS

„Newsweek” opisuje, co dzieje się w PiS. Rolnik Kaczyński (niedawno deklarował, że on jest ze wsi) trzyma za twarz swoich więsniaków z   Nowogrodzkiej.

Żałosne towarzystwo.

wieśniacy

Oto kolejny biznes Kościoła – cmentarz.

cmentarz

No i coś normalnego. Przynajmniej rząd i premier Ewę Kopacz mamy takimi, że nie trzeba się wstydzić.

kopacz-jpg

 

 

Zółte papiery prawicy, pożegnanie Tuska

pożegnanie tuska

Donald Tusk tymi słowami żegna się z polityką polską, wchodzi na najwyższe piętro – polityki globalnej. Niewątpliwie w tej chwili najwybitniejsza postać polityczna, która będzie zyskiwać, a inni kurczyć się do rozmiarów krasnali. Na pewno tak stanie się z braćmi Kaczyńskimi.

polityka żółte kartki

W rankingu „Polityki” czterech polityków prawicowych dostało żółte kartki za lenistwo sejmowe – legislacyjne. Wszyscy z PiS (Krystyna Pawłowicz, Adam Hofman, Tomasz Kaczmarek i Przemysław Wipler – obecnie z KNP). Jakie to chrakterystyczne.

To nie tylko zółte kartki, to żółte papiery dla tych osobników.

chore towarzystwo

Chore towarzystwo manipulowane przez kler. Zalęknione, zideologizowane „wartościami chrześcijańskimi”.

ekspertka od aborsji sokołowska

Prawicowa ekspertka od aborcji, nastolatka z Gorzowa Wlkp. Maria Sokołowska. Skąd ma wiedzę? Chore, jak to na prawicy.

PiS: Męczymorda Hofman powrócił z wakacji i męczy impotencją swą

męczymorda

Męczymorda Hofman znowu coś od rzeczy powiedział. Wrócił z wakacji, a brednie takie same wydobywają się z jego ust, jak przed wakacjami. Męczymorda mógłby pomęczyć coś zupełnie innego z turystkami, niż swoą twarz, wszak nieprzypadkowo określany jest, iż pochodzi z plemienia (sekty) PiSioux, gdzie nazywany jest Spaślak Penis, Który Nigdy Nie Staje Na Wysokości Zadania.

hofman u olejnik

I ten Indian bez wzwodu żadnego, tym bardziej intelektualnego, rzekł:

Gdyby pre­zy­dent nie był „ma­lo­wa­ny”, mie­li­by­śmy al­ter­na­tyw­ną grę i może do­bre­go kan­dy­da­ta na pre­mie­ra.

Tak. Gdyby prezydent Kaczyński zmartwychpowstał mianowałby premiera Burkina Faso premierem Polski.

I tak pieprzy ten, który ma problem ze wzwodami. Niestety, szympansy są bardziej inteligentne od niego. Są społeczne, a ten truteń antyspołeczny. Nierób. Tfu.

Więcej >>>

małpa

Jaruś, Adaś i Antoś na wakacjach – podał na Twitterze Szejnfeld

Adam Szejnfeld (PO) potężnie sobie zakpił z pisowców na Twitterze, na którym umieścił takie rysunki z Jarusiem, Adasiem i Antosiem.

Adaś i Jaruś

Antoś

Hofman (PiS) dziaduje na Twitterze

Adam Hofman (oczywista – PiS) zamieścił taki oto wpis ze zdjęciem na Twitterze.

Hofman-A

Cóż dziecko winne? Ojca nie wybierało. Kiedyś tego dziada będzie się wstydziło. Chodzi o mecz w Gdańsku, gdzie na PGE Arena miejscowa Lechia miała grać z FC Barcelona.

Hofman (PiS) – nieczytaty, niekumaty dzięcioł Kaczyńskiego

BOGDAN PEK PRZED KOMISJA BANKOWA

Co z tymi PiS-owcami jest? Te nieroby, ani czytate, ani kumate. Taki Adam Hofman nic nie zrozumiał, co Donald Tusk powiedział. Hofman w ciemię bity.

Premier zaproponował pomysł likwidacji finansowania partii politycznych z państwowych subwencji. No i nieroby zavczęli wniebogłosy wyrażać dezaprobatę. Hofman: – Donald Tusk proponuje: zawieśmy suwerenność partii politycznych, czyli zawieśmy demokrację.

A co ty dzięciole Hofman wnosisz do demokracji? Obok kota Kaczyńskiego przesiadujesz na wycieraczce prezesa. W ocenie Hofmana jeśli państwo nie będzie finansować partii politycznych, będzie robił to kto inny. Sugerował, że mogą to być zarówno ludzie biznesu jak i ludzie związani ze światem przestępczym.

Świat przestępczy to ochrona Kaczyńskiego, która kosztuje rocznie przeszło mln zł. To jest mafioso opłacany z budżetu państwa. Albo Radiu Wnet zapłata za przychylne audycje w wysokości 140 tys. zł. To nie jest przestępstwo?

Rzecznik PiS dodał też, że jeśli partie nie będą miały funduszy na reklamy w telewizji staną się zakładnikami dużych stacji, które będą pokazywać zgodnie ze swoim interesem.

Nie tylko jest PiS zakładnikiem Skowrońskich i Karnowskich, to jeszcze opłaca ich. Nie tylko skandal, nie tylko korupcja, ale stosunki mafijne. To winno być zlikwidowanie, aby takie nieroby jak Hofman nie tuczyły się na krwawicy Polaków.

Post Navigation