Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Adam Mazguła”

Jarosław Zieliński – komuch z gęby i umysłu

„Doprawdy nie wiem, kto go tam wysyła, ale wczoraj w Suwałkach Jarosław Zieliński przyjął przysięgę żołnierzy Podlaskiej Brygady Obrony Terytorialnej. Przemówił, rękę podał i do zdjęcia przypozował. Ktoś sobie tylko jaja z niego zrobił, bo mównicę na tle zakładu pogrzebowego ustawił”– napisał na Twitterze stumbras. Internauta przedstawia się jako „Społeczny Samozwańczy Biograf Jednego Wiceministra – w skrócie SSBJW”.

Jak wiadomo, Zieliński jest wiceministrem spraw wewnętrznych i administracji. WOT podlegają ministrowi obrony narodowej, więc pytanie internauty jest ze wszech miar zasadne. Stumbras dołączył zdjęcia z rzeczonej uroczystości. Na jednym z nich widać przemawiającego Zielińskiego, a za nim witryna zakładu pogrzebowego z wyszczególnionym zakresem usług.

„Mistrzostwo marketingu. Bardzo eleganckie lokowanie produktu. Miejmy nadzieję, że przemówienie nie miało charakteru „ostatniego tchnienia lata”, ale porwało tłumy. Chyba że to specjalne rozwiązanie na wypadek, gdyby ktoś pękł ze śmiechu”; – Brylant!”;

„Nieoszlifowany do końca…”; – „Zawsze to będę powtarzał… nie nazywajcie tego „żołnierzami”… obrażacie żołnierzy, którzy służą i służyli…” – komentowali internauci.

Polska Fundacja Narodowa od samego początku swojego funkcjonowania wzbudzała niemałe kontrowersje. Do tej pory nie było w naszym kraju instytucji pozornie pozostającej w sektorze pozarządowym, która otrzymywałaby z państwowych spółek tak gigantyczne pieniądze na swoje cele statutowe, które obejmować miały przede wszystkim promowanie dobrego imienia Polski poza jej granicami oraz budowanie pozytywnego wizerunku naszego kraju. Bardzo szybko okazało się jednak, że obsadzona pisowskimi nominatami fundacja miała przede wszystkim wspomagać ze swoich niemałych środków rządową narrację w sprawach, które dzieliły polskie społeczeństwo. Najsłynniejszą z takich akcji była kampania “Sprawiedliwe Sądy”, w ramach której PFN przeprowadziła akcję billboardową, mającą zohydzić obywatelom trzecią władzę i jako jedynie słuszne rozwiązanie wskazać “reformę” ministra Ziobry.

Dziś sprawa złamania statutu fundacji przez jej kierownictwo znalazła swój finał w postaci prawomocnej decyzji sądu. Sąd Okręgowy w Warszawie odrzucił apelację PFN w związku z wcześniejszym postanowieniem sądu rejonowego stwierdzającym, że działania Fundacji polegające na finansowaniu kampanii medialnej pod nazwą “Sprawiedliwe Sądy” były niezgodne z jej celami określonymi w statucie. Następnego dnia po odrzuceniu przez sąd apelacji ówczesny prezes PFN Filip Rdesiński złożył rezygnację, choć tak naprawdę to nie on jest tu głównym zawinionym. O tym, kto i jak powinien odpowiedzieć za to naruszenie, mówili dziś w Sejmie posłowie Platformy Obywatelskiej.

W ostatnich dniach Polska Fundacja Narodowa przegrała apelację w sądzie, dotyczącą kuriozalnej kampanii pod hasłem „Wolne sądy”. Otóż PFN próbowała udowadniać, że ta kampania, to jest kampania, która spełnia warunki promocji i ochrony wizerunku Polski. To jest oczywista głupota i sąd to potwierdził, że ta kampania nie była realizowana zgodnie ze statutem fundacji. W związku z tym wnosimy do ministra Piotra Glińskiego o to, żeby przeprowadził kontrolę w tej fundacji. Ta fundacja jemu podlega. Będziemy też wnosić o to, żeby wcześniej prezesi tej fundacji, pan Cezary Jurkiewicz i Maciej Świrski zwrócili 8,5 mln zł, które wydali z pieniędzy fundacji, która jest utrzymywana ze spółek Skarbu Państwa – mówił Robert Kropiwnicki podczas konferencji prasowej w Sejmie.

Oczywiście wątpliwe jest, by wicepremier Gliński przychylił się do wniosku polityków opozycji i nagle zaczął wykonywać swoje obowiązki przez pryzmat obowiązku względem państwa, nie partii rządzącej, ale prawomocna decyzja Sądu Okręgowego to krok milowy w kierunku rozliczania partyjnych nominatów “dobrej zmiany” z nieodpowiedzialnego i podporządkowanego interesowi partyjnemu zarządzania fundacją obracającą publicznymi pieniędzmi. Prędzej czy później PiS władzę utraci, a zagrabione na niezgodne ze statutem wydatki pieniądze będą musiały wrócić do budżetu państwa. Także wtedy, gdy pomóc będzie musiał komornik.

Kmicic z chesterfieldem

Morawiecki minął się z prawdą przy okazji ogłoszenia planu walki z zanieczyszczeniem powietrza. Polityk w trakcie konwencji PiS w Katowicach zapowiedział, że jeszcze w bieżącym roku posadzone zostanie pół miliarda drzew.

Wykonanie tego planu jest po prostu niemożliwe. Leśnicy, zakładając, że akcja zakończona ma zostać w Sylwestra, musieliby sadzić aż 33 drzewa na sekundę…

Prawo i Sprawiedliwość jest formacją antyekologiczną. PiS-owcy jak dotychczas wycięli tysiące drzew i pozbyli się elektrowni wiatrowych. Rządzący nie ustają przy tym w promocji energetyki węglowej, choć problem zanieczyszczenia środowiska jest w Polsce coraz bardziej widoczny.

Zdaniem wielu polityków partii rządzącej, problemy związane ze zmianami klimatycznymi stanowią wymysł „lewackich” mediów.

View original post 2 884 słowa więcej

 

Krystyna Pawłowicz puszcza juchę

Krystyna Pawłowicz wezwała na Twitterze do powszechnej mobilizacji przed zbliżającymi się wielkimi krokami jesiennymi wyborami. Posłanka namawia oczywiście do tego, by głosować na Prawo i Sprawiedliwość. Pawłowicz w swoim wpisie zdradziła też, po co partia Jarosława Kaczyńskiego chce tak naprawdę wygrać wybory.

POLACY ! PAMIĘTAJMY ! NIE ŚPIMY! Akcja MOBILIZACJI innych do udziału w jesiennych wyborach do Sejmu i poparcia Prawa i Sprawiedliwości TRWA! Potrzebna większość ustawowa, a najlepiej KONSTYTUCYJNA!” – w ten charakterystyczny dla siebie Krystyna Pawłowicz postanowiła zagrzewać wyborców Prawa i Sprawiedliwości do walki.

Początek wpisu to w zasadzie standard. Pawłowicz przyzwyczaiła bowiem internautów, że na Twitterze zachęca do głosowania na PiS, mobilizując przy tym elektorat.

Analizując powyższy wpis, jak na dłoni widać, że zwycięstwem w wyborach, politycy PiS chcą przypieczętować 4-letnią akcję demontażu polskiej demokracji. Najlepiej poprzez zmianę Konstytucji.

Wygląda na to, że Pawłowicz chcąc nie chcąc uchyliła rąbka tajemnicy. Dobrej zmianie marzy się zmiana Konstytucji tak, żeby zabetonować zbudowany przez siebie układ na lata. Czy wyborcy obozu demokratycznego jej na to pozwolą? Miejmy nadzieję, że nie…

Kmicic z chesterfieldem

Jestem pełen uznania dla administracji IKEA, nie dlatego, że zwolnili pracownika, ale że nie pozwolili na wykorzystanie agresji wiary przeciwko innym ludziom.

Jeśli pracownik chowa się za Biblią i nawołuje do karania śmiercią za preferencje seksualne, szkaluje innych obywateli naszego kraju i nawet po zwróceniu mu uwagi, nie zaprzestał nawoływania do przemocy, to znaczy, że wyznacza on, a w zasadzie wymusza na pracodawcy nowe granice ludzkiej nietolerancji.

Czy to nie jest tak, że „przymykanie oka” administracji sieci sklepów dla jego agresji światopoglądowej podzieliłoby klientów na tych, którzy mogą korzystać z usług sklepowych bez problemów i tych, którzy mogą spotkać się z agresją, a nawet śmiercią w imię Boga?

Każdy powinien czuł się szanowany i doceniany za to, kim jest i ceniony za swój wyjątkowy wkład, niezależnie od jego orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej. Każdy współpracownik ma prawo do obrony swojej indywidualności, ale jednocześnie szanując ją u innych.

Wszyscy pracownicy powinni dbać…

View original post 5 715 słów więcej

 

PiS zagraża samorządności

„Gdyby nie tamten czerwiec, nie byłoby wolnej Polski, ale nie byłoby także wolnej Polski, silnej Polski, gdyby nie silne samorządy. Dzisiaj nasza władza, nasze prerogatywy są przez cały czas naruszane przez rządzących, a tym samym naruszone są prawa obywateli, którzy mieszkają w naszych małych ojczyznach. My się w temu w sposób jasny chcemy sprzeciwić. Chcemy Polski solidarnej, samorządnej i o to walczymy i stąd nasze 21 bardzo ważnych postulatów. I właśnie dlatego że przyszłość samorządów w naszej ocenie jest dzisiaj zagrożona, chcemy się również włączyć w najbliższe wybory” – stwierdził prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Podczas gdańskiego spotkania samorządowców z całej Polski zaprezentowanych zostało 21 tez, zawierających propozycje zmian dotyczących funkcjonowania samorządów.

Samorządowcy domagają m.in. pełnego prawa do decydowania o całokształcie spraw lokalnych, budowy społeczności lokalnej solidarnej i otwartej, przeciwdziałania wykluczeniom, przekształcenia Senatu RP w Izbę Samorządową, zniesienia odgórnego ograniczenia kadencyjności, obowiązkowych konsultacji z samorządami i społecznością lokalną wszystkich projektów ustaw, zwiększenia nakładów na edukację (w tym godne pensje nauczycieli) i decentralizacji służby zdrowia. Chcą też samodzielności w ustanawianiu podatków lokalnych i możliwości prowadzenia działalności gospodarczej, by pozyskiwać „środki na projekty ważne dla mieszkańców”. Wśród postulatów znalazły się także: decentralizacja rozdziału funduszy unijnych, przekazanie społecznościom lokalnym mienia publicznego będącego dziś w dyspozycji agencji państwowych, likwidacja urzędu wojewody i przekazanie wszystkich jego zadań samorządowi województwa oraz odpolitycznienie mediów publicznych.

„Zasługujemy na lepszą Polskę, tylko że jej kształt w dużym stopniu zależy od nas, od nas samorządowców, od naszych mieszkanek i mieszkańców, więc pora na wypełnienie tej powinności i opowiedzenie się po stronie wartości, bo będziemy mieli taką Polskę, na jaką zasługujemy” – powiedziała prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz. Z kolei prezydent Sopotu Jacek Karnowski stwierdził m.in., że „nie możemy dopuścić, aby o rzeczach najważniejszych dla mieszkańców decydowała jedna słuszna partia” – „Gdy w ojczyźnie źle się dzieje, nie możemy milczeć, musimy działać. Jesteśmy samorządowcami, ale także obywatelami i Polakami. Los naszego państwa i naszego narodu nie może być nam obcy. My wiemy, że silny samorząd, to silne państwo, dlatego dziś, 4 czerwca, tu w Gdańsku zwracamy się do wszystkich, którym na sercu leży dobro Polski, którzy są gotowi bronić demokracji, szczególnie polityków, opozycji, o jedność i o pracę dla dobra naszej wspólnoty lokalnych, nas wszystkich, o akceptację tych 21 tez” – powiedział Karnowski.

Więcej >>>

Depresja plemnika

„Już po wyborach! Flagi unijne zniknęły z kancelarii prezydenta. Polska sercem Europy!!!” – podsumował jeden z internautów zdjęcia z dzisiejszej konferencji prasowej w Pałacu Prezydenckim. Ministrowie Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i Błażej Spychalski stoją na tle wyłącznie polskich flag.

„Jakież to obrzydliwie przewidywalne…”; – „Polska – trzecia gospodarcza potęga świata, to po co UE-flagi, taki obraz lansuje teraz TVPiS”;

„Kuźwa człowiek myśli, że już niczym mnie nie zaskoczą i jak zawsze się mylę. Żenada to za mało powiedziane. Tak zachowują się tzw. elity PiS, a ich wpatrzony w nich lepszy sort wszystko łyka”; – „Pojawią być może na jesień na polecenie Naczelnika” – komentowali internauci.

A jak było przed wyborami do Europarlamentu? Nawet była premier Beata Szydło usiłowała dziennikarzom wmówić, że nie kazała usunąć flag unijnych z Kancelarii Premiera. Jak twierdziła zniknęły one tylko (!!!) z sali konferencyjnej. Cóż, po wyborach nie ma ich już w Pałacu Prezydenckim, czekamy więc…

View original post 2 180 słów więcej

 

Katecheci nie strajkują, bo godnie zarabiają

MEN informuje, że praca 21,7 tys. nauczycieli religii w 2018 roku kosztowała budżet 1 482 mln. Oznacza to, że katecheci zarabiali średnio 4724 zł brutto, a po styczniowej podwyżce – 4960 zł. Wiceminister Kopeć twierdzi, że są wynagradzani „na takich samych zasadach jak wszyscy”. To nieprawda, o ich awansie decyduje kuria, są w systemie szkolnym ciałem obcym

W odpowiedzi na interpelację posła PO Marka Sowy MEN ujawnia najnowsze (za 2018 rok) dane o nauczaniu religii:

  • koszt nauczania religii wyniósł 1 482 mln zł, o 83 mln więcej niż w roku 2017;
  • liczba etatów w przedszkolach i szkołach publicznych w 2018 roku wyniosła 21,7 tys., o 400 więcej niż w 2017 roku (nauczycieli religii było więcej, bo niektórzy pracują na część etatu).

Ile zarabiają nauczyciele religii?

Dane MEN oznaczają, że rok pracy katechety/katechetki kosztował budżet państwa 68,3 tys., czyli 5,691 zł miesięcznie.

Znając ten koszt pracodawcy można – stosując kalkulator wynagrodzeń – policzyć, że nauczyciele religii zarabiali w 2018 roku średnio (na etat) 4724 zł brutto czyli 3358 zł netto.

Po podwyżce 5 proc. od 1 stycznia 2019 katecheci i katechetki zarabiają zatem obecnie średnio (na etat) 4 960 zł brutto, czyli 3523 zł netto.

Czyli w okolicach średniej krajowej, która wg GUS w IV kwartale 2018 wyniosła 4864 zł brutto, ale cały czas rośnie.

Dane o zarobkach katechetów mają duże znaczenie polityczne. Pojawiają się pogłoski, że katecheci dostali jakieś tajemnicze podwyżki i dlatego nie będą strajkować, a także powtarzana jest opinia, że nauczyciele religii zarabiają wyjątkowo dużo. Obie te informacje najprawdopodobniej są nieprawdziwe.

Minister Maciej Kopeć (na zdjęciu wyżej – obok minister Anny Zalewskiej) podkreśla, że te podane przez  niego liczby są oszacowane na podstawie średnich wynagrodzeń wraz z pochodnymi i że nie są to koszty rzeczywiste. Jest to o tyle interesujące, że w dyskusjach o płacach nauczycieli MEN traktuje te „średnie wynagrodzenia” jako realne zarobki.

Czy katecheci zarabiają lepiej? Raczej nie

Od 1 stycznia 2019 roku podawane przez MEN wynagrodzenie średnie dla nauczycieli wynoszą:

  • dla stażysty – 3045 zł brutto (2188 zł netto);
  • dla  kontraktowego – 3380 zł brutto (2421 zł netto);
  • dla mianowanego – 4385 zł brutto (3121 zł netto);
  • dla dyplomowanego – 5603 zł brutto (3970 zł netto).

Zarobki na poziomie 4960 zł brutto lokują katechetów między średnimi płacami nauczycieli mianowanych (4385 zł) a dyplomowanych (5603 zł), co potwierdza opinię, że katecheci/katechetki lądują na dwóch najwyższych szczeblach awansu zawodowego.

Dodać jednak należy, że nauczyciele dyplomowani stanowią rosnącą większość: wg danych GUS w roku 2017/2018 – aż 55 proc. wszystkich nauczycieli, a mianowani kolejne 22 proc. (w Słupsku odsetek dyplomowanych w marcu 2019 sięga 75 proc.!).

Nie jest celem tego tekstu ocena, ile realnie zarabiają nauczyciele i nauczycielki (będzie to przedmiotem odrębnej analizy, która wymaga uwzględnienia wielu danych). Według niektórych analityków, np. Mikołaja Herbsta, średnie podawane przez MEN (przynajmniej w 2017 roku) mogą być jednak bliskie realnym zarobkom. Z obliczeń Herbsta wynika, że wynagrodzenie zasadnicze stanowi tylko 62 proc. zarobków nauczycieli dyplomowanych, 67 proc. mianowanych, 77 proc. kontraktowych i aż 83 proc. stażystów. Do wynagrodzenia zasadniczego dochodzą bowiem:

  • dodatek za wysługę lat, pobierany przez 97 proc. nauczycieli (1 proc. za 1 rok – maksymalnie 20 proc.);
  • 13-tka (91 proc. nauczycieli), zgodnie z art. 48 Karty Nauczyciela;
  • wynagrodzenie za godziny ponadwymiarowe (w 2017 dostawało je 78 proc.).

W dalszej kolejności: dodatek motywacyjny, kierowniczy (dla dyrektorek i dyrektorów szkół – często wysoki), dodatek za wychowawstwo.

Realne zarobki nauczycieli są zatem znacząco wyższe niż wynagrodzenie zasadnicze, ale też nauczyciele pracują znacznie więcej niż pensum 18 godzin tablicowych.

Według szacunków OKO.press nauczyciele pracują średnio co najmniej 22-23 godziny przy tablicy, a często tyle, ile dopuszcza limit – 27 godzin.

Zarobki katechetów i katechetek nie są zatem zapewne szokująco wysokie na tle innych nauczycieli. Wątpliwości są bardziej zasadnicze.

Nauczyciele religii są wynagradzani zgodnie z oceną Kościoła

Według informacji Episkopatu w 2016 roku 56 proc. nauczycieli religii stanowiły osoby świeckie, 37 proc. – księża i 7 proc. siostry zakonne. Jak twierdzi minister Kopeć:

Nauczyciele religii są wynagradzani na takich samych zasadach jak pozostali nauczyciele.

Maciej KopećOdpowiedź na interpelację poselską – 15/04/2019

To zdanie jest prawdziwe tylko w tym sensie, że katechetki i katecheci są zatrudnieni – jak wszyscy inni nauczyciele – przez szkołę lub zespół szkół, a ich wynagrodzenia – płace zasadnicze i dodatki – regulowane są przez Kartę Nauczyciela zgodnie z zapisanymi tam regułami (np. dodatkiem 1 proc. za każdy przepracowany rok). Wpływ na zarobki ma także polityka samorządów, które starają się dbać o płace nauczycieli sięgając po inne własne dochody niż tylko subwencja oświatowa, i przy ich pomocy zasypując tzw. lukę edukacyjną.

Katecheci pozostają jednak ciałem obcym w szkolnym systemie. Dotyczy to także awansu zawodowego, który ma bezpośredni wpływ na zarobki nauczyciela.

Nauczyciel religii ubiegający się o awans (w praktyce na najwyższy stopień nauczyciela dyplomowanego, bo większość ma co najmniej stopień mianowanego) informuje o tym szkołę, ale

świecka placówka pełni wyłącznie rolę „listonosza”.

Dyrektor na prośbę katechety informuje Wydział Katechetyczny właściwej Kurii Metropolitalnej o rozpoczęciu przez katechetę stażu i zwraca się z prośbą o nadzór merytoryczny nad tym stażem.

Katecheta składa sprawozdanie ze stażu na nauczyciela dyplomowanego w Wydziale Katechetycznym. Załącza też opinię miejscowego proboszcza, choć – przynajmniej teoretycznie – proboszcz nie ma wpływu na jego pracę.

Po zebraniu wszystkich informacji, opinii  dyrektora i hospitującego zajęcia oraz na podstawie rozmowy z katechetą, Przewodniczący Wydziału wystawia ogólną ocenę merytoryczną i przesyła ją na adres szkoły.

I szkoła awansuje katechetę tak, jak zdecydował Kościół.

Jak są zatrudniani i odwoływani katecheci

Sposób awansowania katechetów to tylko jeden z przejawów osobliwej sytuacji tej grupy pracowników świeckiej szkoły, którzy działają w niej na zasadzie ciała obcego.

Zatrudnienie. Nauczyciele religii są

formalnie zatrudnieni i opłacani przez szkołę, ale o zatrudnieniu decyduje biskup, przyznając i odbierając tzw. misję kanoniczną (missio canonica – specjalny certyfikat).

Teoretycznie dyrektor może zwolnić nauczyciela, nawet jeżeli jego misja kanoniczna nie wygasła. Nie są jednak znane takie przypadki. Gdyby dyrektor poszedł na wojnę z biskupem, hierarcha mógłby nie przyznać misji kanonicznej innemu kandydatowi i dyrektor nie miałby nowego nauczyciela.

Minister Zalewska w lutym 2018 przygotowała rozporządzenie, dające nauczycielom/kom religii prawo obejmowania wychowawstwa klasy, ale po protestach wycofała się z niego. Nauczyciele religii biorą natomiast udział w radach pedagogicznych i mają możliwość spotkania z rodzicami uczniów.

Nadzór. Dyrektor nie może w żaden sposób wpłynąć na treści przekazywane podczas lekcji religii. Prowadzi jedynie nadzór pedagogiczny nad nauczaniem religii, czyli kontroluje metody prowadzenia zajęć oraz zgodność z programem nauczania. O wynikach nadzoru dyrektor może poinformować władze kościelne. Ale jak mówią OKO.press nauczyciele, w praktyce nikt świecki nie ingeruje w nauczanie religii.

Do wizytowania lekcji upoważnione są wyłącznie osoby wyznaczone przez biskupa. Wizytator kontroluje katechezę zarówno w szkole (szkołach), jak i w parafii, spotyka się też z dyrektorem. Za przygotowanie wizytacji odpowiada proboszcz.

Programy i podręczniki. Zgodnie z Konkordatem z lipca 1993 roku, to władze kościelne opracowują programy nauczania i „przedstawiają je Ministrowi Edukacji Narodowej do wiadomości”. Tak samo z podręcznikami: zatwierdza je Episkopat, władze świeckie nie mają nic do gadania.

Kościół na terenie świeckiej szkoły

Zasadniczą odrębność stanowi też charakter nauki religii w polskim ujęciu. Jak pokazała nasza analiza „Podstawy programowej katechezy Kościoła katolickiego w Polsce”, która będzie obowiązywać od września 2019, celem 15 letniego nauczania jest „kształtowanie człowieka o religijności żarliwej, pozbawionego wątpliwości, odpornego na prądy laickie »apostoła« gotowego do wychwalania i obrony Kościoła. To także daleko idąca ingerencja w osobowość, oparta na nauce o grzechu, seksualności i tzw. formacji sumienia”.

Kwietniowe strajki (2019) pokazały ponadto, że korzystając z religii w szkole Kościół może – całkiem konkretnie – wpływać na postawę nauczycieli i całych społeczności szkolnych. Nie przypadkiem katecheci nie brali udziału w strajku. Niektóre kurie zajęły w tej sprawie oficjalne stanowisko: kierując do nauczycieli religii apele.

Kuria szczecińska: „w związku ze szczególną misją względem Boga, Kościoła i uczniów [katecheci] nie powinni angażować się w akcje strajkowe” i brać udziału „w działalności związkowej, szczególnie wrogo nastawionego do Kościoła ZNP”;

Kuria Diecezjalna w Gliwicach „Względy ekonomiczne nie usprawiedliwiają rezygnacji z głoszenia Ewangelii. Jedyną formą protestu, jaką można jeszcze zaakceptować, jest postawa solidaryzowania się z innymi nauczycielami. To pozostawanie na uboczu nie może być jednak odbierane jako objaw łamistrajku”.

Kuria w Tarnowie:  Zaangażowanie w strajk pozbawiłoby katechetę „właściwej neutralności, a zarazem mogłyby wystawić na szwank dobre imię Kościoła”.

O niechętnym wobec strajków stosunku abp. Kazimierza Nycza opowiadał OKO.press anonimowo katecheta z warszawskiego liceum im. Żmichowskiej: „No to ja czuję się zniechęcony” – wyjaśnił, dlaczego nie strajkuje.

Depresja plemnika

Mateusz Morawiecki udał się do Stanów Zjednoczonych na dwudniową wizytę.

Podczas pierwszego dnia wizyty szef rządu wziął udział w Okrągłym Stole z udziałem amerykańskich biznesmenów, którego organizatorem był think tank „The Chicago Council on Global Affairs”. Spotkanie miało na celu nawiązanie kontaktów z amerykańskimi inwestorami i pokazanie Polski, jako potencjału do inwestowania. Premier złożył także kwiaty pod pomnikiem Tadeusza Kościuszki w Chicago – informuje Kancelaria Premiera.

W czasie drugiego dnia wizyty premier Mateusz Morawiecki wziął udział w premierze filmu „Poland: The Royal Tour” oraz wystąpił w amerykańskiej telewizji, w której skrytykował polskich sędziów. – Zmiany w polskim sądownictwie są jak rozliczenie z francuskimi kolaborantami-mówił polityk PiS. Na słowa szefa rządu zareagował na Twitterze mecenas Michał Wawrykiewicz.

Do filmu umieszczonego przez MON odniósł się także pułkownik w stanie spoczynku Adam Mazguła, który zwrócił się do ministra Mariusza Błaszczaka.

Panie Mariuszu Błaszczak, zobaczyłem reklamówkę defilady z okazji 3…

View original post 439 słów więcej

 

PiS z Kościołem stwarzają warunki dla faszyzmu

W Dzierżoniowie całą noc mężczyzna bił i mordował 25 letnią kobietę. Nikt jej nie pomógł, nikt nie wezwał policji. Dzisiaj prokurator oznajmił, że mimo wieloletniego doświadczenia, nigdy nie widział tak zmasakrowanych zwłok zamordowanej kobiety.

Zwyrodnialec zadał powolną śmierć od bicia i tortur, młodej kobiecie, która w krzykach i jękach konała całą noc, i tylko sąsiedzi nic nie słyszeli.

Nie ulega wątpliwości, że modę na przemoc w Polsce widzimy ostatnio na wszystkich polskich ulicach, mediach i internecie. Politycy PiS-u składają hołd jedynej w II WŚ współpracującej z hitlerowcami – Brygadzie Świętokrzyskiej, z ludobójcy „Burego” robią bohatera narodowego, wspierają faszystowskie organizacje, chociaż powinni je zdelegalizować. Na ulicach słychać śpiewy narodowców nawołujący do wieszania ludzi zamiast liści, a według posłusznego politycznego urzędnika, swastyka, to znak słońca.

PiS – faszyzm kwitnie w czynach i słowach działaczy PiS, a wraz z nim przemoc, kłamstwo, pogarda dla nauki i mądrości. To wielka porażka systemu edukacji, w którym historii, geografii i fizyki uczy się tylko w starszych klasach i to w wymiarze jednej godziny tygodniowo, a o kulcie przybijania człowieka do krzyża, aby umarł w mękach, od przedszkola do studiów w wymiarze, co najmniej dwóch godzin w tygodniu. Poniżanie nauczycieli i moda na urzędników bez kompetencji, wszechwiedzę partyjną i przynależność do grup narodowych jest drogą do sukcesów politycznych obecnie rządzących krajem.

Hierarchowie kościelni hołdują faszyzmowi i pedofilom, ale walczą o zmiany w prawie z kierunku szerzenia pogardy do kobiet. Wszak bicie i poniżanie kobiet jest w tradycji kościelnej. Urządzanie im piekła na ziemi, to specjalność wiary, która kobiety ma tylko do posług i rodzenia dzieci.

Dlaczego w Dzierżoniowie sąsiedzi nie reagowali na wzywanie pomocy przez młodą mordowaną kobietę? Pytam biskupów, polityków i wszystkich tych, którzy nawołują do przemocy i represji wobec kobiet. Pytam Jarosława Kaczyńskiego, którego podziały na „tych i tamtych” są słyszane w każdym jego wystąpieniu.

Z faszystami fotografuje się minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i jego wiceminister Patryk Jaki. Policja ochrania każde wystąpienie faszystów na ulicach, a tych, którym się to nie podoba oskarżają i wystawiają mandaty.

Oto mamy Polskę budowanego faszyzmu, rasy panów, przemocy, pogardy dla praw kobiet, braku tolerancji i mody na bezkarnych zwyrodnialców z orłami na piersi i z napisem Bóg, Honor, Ojczyzna.

Czy nie tak, jak wymaga od obywatela nauka religii w szkołach i tak, jak uczą PiS-faszyści na swoich wiecach i marszach organizacji faszystowskich zachował się ten morderca? Kobieta niosła swój krzyż, a on tylko ją bił i zabił, wysłał do Boga wszechmogącego i krainy szczęśliwości, a Katolicy zza ściany, tylko uszanowali jego prawo do przemocy wobec kobiety?

Składam wyrazy współczucia rodzinie zamordowanej kobiety.

Jednocześnie wyrażam nadzieję, że jednak nie dopuścimy do umacniania się systemu taniej polskiej krwi, pogardy dla edukacji i upadku cywilizacji.

Dopóki PiS – faszyzm będzie miał swoich zwolenników i nie zostanie odsunięty od władzy, morderstwom politycznym, oraz tych, z mody na zabijanie, nie będzie końca.

To wynik przewagi przemocy nad tolerancją w ciemnocie społecznej. To jest obraz walki o PiS-owską kontrolę myśli wszystkich Polaków ze słabnącym prawem do ich wolności.

Depresja plemnika

Wszystko zaczęło się w lutym 2016 roku. Wówczas funkcjonariusze ABW dokonała spektakularnego nalotu na agencje towarzyskie, prowadzone przez dwóch braci Ukraińców.

Panowie zostali zatrzymani, a wraz z nimi dwaj naczelnicy Centralnego Biura Śledczego Policji, w tym i Daniel Ś., szef wydziału gospodarczego, oskarżony o ochronę biznesu obu braci, czerpanie korzyści majątkowych, pomoc w czerpaniu korzyści z nierządu.

Sprawa wydawałaby się prosta, gdyby nie taśmy, na których zarejestrowano 4 tysiące nagrań wizyt w agencjach towarzyskich m. in. polityków, wiceministra obrony, arcybiskupa i szefa jednej z komend policji. Do jednej z tych taśm dotarł były agent CBA, Wojciech J. i teraz trwa wojna na argumenty między nim a szefami CBA.

Pełnomocniczka Wojciecha J., mec. Bosak-Kruczek potwierdza, że jej klient „widział nagranie. Był to oryginał. Kopia zapewne jest zabezpieczona, ale dla dobra śledztwa nie możemy udzielić żadnych informacji”. To właśnie na tej taśmie widać znanego polityka PiS, który korzysta…

View original post 890 słów więcej

 

PiS oddał faszystom Warszawę

Oddali dobrowolnie, bez sprzeciwu miasto, które powstańcy warszawscy bronili, nie szczędząc krwi i swojego młodego życia. Oddali i jeszcze za to zapłacili.

Faszyści z całej Europy w 100 rocznicę niepodległości Polski będą maszerować ze swoimi flagami i rasistowskimi hasłami po ulicach bohaterskiego miasta, które przez takich samych wyznawców rasy wybranej zostało zrównane z ziemią, w kraju, gdzie wymordowano 6 milionów Polaków, a w samej Warszawie podczas powstania ponad 200 tysięcy młodych ludzi.

Czy istnieją jeszcze określenia, których można by użyć w stosunku do tych ludzi, jednak nie używając wulgaryzmów i epitetów emocjonalnych uznawanych za niedopuszczalne publicznie?

Kaczyński i Duda, zamiast zdelegalizować ruchy faszystowskie w Polsce, chronią ich prawnie, wspierają i tym samym plują w oczy Powstańcom Warszawskim, na groby i pomniki poległych, bestialsko zamordowanych, spalonych żywcem, zgwałconych i upodlonych.

Nie wyobrażam sobie, aby można było bardziej zakpić z polskich bohaterów, upokorzyć żyjących i obrazić uczucia narodowe Polaków, jak poprzez takie właśnie nieodpowiedzialną ignorancję i błazenadę władzy.

Każdy Polak, który ma elementarną wiedzę historyczną i polityczną, zna wysiłek całego narodu, wyrażający się w 6 milionach zabitych lub zamordowanych rodaków, zburzeniu wielu miast i osiedli, oddaniu w niewolę na kolejne lata Polaków na pastwę innego, tym razem sowieckiego totalitaryzmu.

Każdy Polak zna lata upokorzeń, walkę z narzuconą władzą i przynależność do świata, do którego nie chcieliśmy należeć. Każdy Polak wie, że każdy odradzający się ruch faszystowski na ziemi uświęconej krwią rodaków, chociażby pod innymi nazwami, należy zdelegalizować i osądzać jako zbrodniczy, bo odwołuje się do śmierci innych Polaków.

Każdy Polak wie, zna, rozumie, ale nie Polak-wyznawca PiS. Każdy, tylko nie J. Kaczyński, A. Duda, T. Rydzyk i każdy inny antypolski aparatczyk PiS-u czy też biskup katolicki popierający faszystów.

Sama nazwa: polski neonazista, rasista, faszysta, obraża nasz naród. Jak to mogło się stać, że w ogóle taki ruch mógł pojawić się w Polsce. Tymczasem katolicki ksiądz, oddelegowany do budowy faszyzmu w Polsce, J. Międlar, czy P. Ryba oraz wielu innych ekstremistów rasistowskich korzysta ze wsparcia władz.

Sam Jarosław Kaczyński pisał pozdrowienia dla J. Międlara i był łaskaw określić siebie, że należy do „rasy panów”. Podkreślam – RASY! Co zatem chciał przez to powiedzieć? Że jest także rasistą i będzie zwalczał wszystkich, którzy nie należą do jego rasy?

To nie są tylko słowa. Pierwszą ustawę rasistowską uchwalił nielegalny sejm 16 grudnia 2016 roku w Sali Kolumnowej, kiedy zastosował odpowiedzialność zbiorową i odebrał uprawnienia emerytalne byłym funkcjonariuszom, ludziom służb państwowych, wywiadu i kontrwywiadu, nazywając ich ubekami. Zabrał im nie tylko godność, ale i wskazał jako wrogów narodu, co kosztowało życie już ponad 50 osób. W wyniku tej represyjnej faszystowskiej ustawy o odpowiedzialności zbiorowej bohater narodowy, Gromisław Czempiński, który dokonał w grupą oficerów bohaterskich czynów na światową skalę i spowodował nie tylko podziw świata, pomoc w organizacji Gromu i umorzenie polskich długów w wysokości 16 miliardów dolarów, otrzymał nagrodę w postaci najniższej możliwej w Polsce emerytury.

Podła propaganda, oparta na niebywałym kłamstwie, jest dla J. Kaczyńskiego, M. Błaszczaka i ich bandytów z polską krwią na rękach ważniejsza od prawdy, że UB-ecy uciekli w 1989-90 roku i teraz śmieją się z tych, co wiernie służyli narodowi. Refleksji władzy nie ma do tej pory.

6 maja, wraz z grupą przyjaciół usiadłem na drodze przemarszu faszystów w Katowicach. Dlatego z sądu otrzymałem wyrok nakazowy karzący mnie grzywną, a faszyści dalej maszerują z dumnie uniesionymi sztandarami i hasłami „śmierć wrogom ojczyzny”. Z tym, że to oni określają sobie tych wrogów, którym obiecują śmierć.

Panie Jarosławie Kaczyński,

kogo macie zamiar mordować i kiedy? Komunistów, złodziei, zdradzieckie mordy, kanalie, morderców brata, gorszy sort… i kogo jeszcze? Już mamy się ustawiać do gazu czy dopiero po następnych wyborach?

Kompromitacja Polski przez obecny obóz władzy postępuje tak zdumiewająco szybko, że trudno w to uwierzyć. Będzie niestety gorzej, bo ilość Misiewiczów i nieprzygotowanych do pełnienia odpowiedzialnych urzędów, „hodowców rybek” podłej zmiany wzrasta w tempie zdumiewającym. Nie ma już tych, co odpowiedzialnie podejmują narodowe decyzje i te, na niższych szczeblach władzy.

Czystki na urzędach i zastępowanie fachowców ludźmi podłej zmiany powoduje upadek autorytetów, dramatyczne obniżenie jakości służby państwowej i kompromitację Polski.
Kto w takim razie ma odpowiadać za ich brukowy styl i szkodliwe decyzje?

Były już kompromitacje narodowe, jak chociażby przekazanie placu Piłsudskiego na cele obronne, by budować tam pomniki dla decyzyjnych nieudaczników, był cały wysyp kompromitacji Polski w Unii Europejskiej, słynna ustawa P. Jakiego, która obraziła całe narody, kompromitacja śmigłowcowa, 27:1, powołanie WOT dla prywatnej radości i obrony przed rodakami A. Macierewicza, ale to, jak zakpiono z Polski i Polaków w 100 lecie odzyskania niepodległości przechodzi ludzkie pojęcie.

A naród śpi, protestuje garstka.

„Prawdziwi Polacy” głosują na faszyzm.

W czasach Hitlera w Niemczech wyborcy też głosowali w obronie narodowego honoru Niemców, którzy musieli wstać z kolan przeciw Traktatowi Wersalskiemu, a teraz, już od wieku, wstydzą się za swoje wybory, ludobójstwo i spalenie całej Europy.

Wszystko przed nami. Oby nauka historii dogoniła zaślepiony fanatyzmem naród i zapobiegła upadkowi naszego kraju.

 

Depresja plemnika

11 listopada zapowiada się na wielką kompromitację Polski pisowskiej.

„Proponuję wyłączyć Święto Niepodległości spod ustawy o zgromadzeniach. Przywróćmy Polsce jej święto zanim ekstremiści i prawica nie zniszczą do reszty, i święta, i Polski” – pisze b. minister Bartłomiej Sienkiewicz.

Obywatele RP, KOD i Strajk Kobiet będą tego dnia blokować narodowców z Konstytucją w ręku.

Jak obchodzić 11 listopada?

„To jest święto państwa i państwo powinno wziąć za nie odpowiedzialność” – pisze Bartłomiej Sienkiewicz w apelu, który 2 listopada 2018 opublikował na Facebooku. „Żadnych innych pochodów i manifestacji – wolności manifestowania w jednym zgromadzeniu nie gwarantuje Ruch Narodowy – on ją nam, obywatelom, odbiera. Jeden pochód w każdym…

View original post 3 663 słowa więcej

 

Kaczyński kuleje, tak odchodzi prezes najpierw do szpitala

Trwa walka o głosy w wyborach samorządowych, którą aktywnie wspiera prezes PiS. Jednak w całym zgiełku może umknąć, że Jarosław Kaczyński wciąż zmaga się z chorobą. W poniedziałek (24.09.2018) również pojawił się w szpitalu.

Batalia w wyborach samorządowych 2018 trwa w najlepsze, a kandydatów Prawa i Sprawiedliwości co jakiś czas wspiera Jarosław Kaczyński. Prezes PiS jednak wciąż pozostaje pod opieką lekarzy i wciąż pojawia się na leczeniu.

Jak donosi Wirtualna Polska, Jarosław Kaczyński pojawił się w szpitalu w poniedziałek, by kontynuować, jak podawano oficjalnymi kanałami, „leczenie ambulatoryjne”. WP opublikowała też zdjęcia sprzed szpitala:

Zdarza się też, że Jarosław Kaczyński pojawia się na konferencjach z kulami, co także świadczy o tym, że kolano wciąż może mu doskwierać.

Choroba prezesa PiS. „Stan był taki, że nieprzyjęcie zagrażałoby życiu”

Od czerwca wiadomo, że prezes PiS leczył się w Wojskowym Instytucie Medycznym na chorobę zwyrodnieniową stawów. Od tamtego czasu wciąż potrzebuje opieki medycznej, choć nie musi przebywać cały czas w szpitalu. Intensywny okres kampanii przed wyborami samorządowymi może podwójnie dawać mu się we znaki.

Jak poważny był stan prezesa PiS? Minister zdrowia Łukasz Szumowski kilka miesięcy temu stwierdził w RMF FM wprost: – Stan zdrowia Jarosława Kaczyńskiego był taki, że nieprzyjęcie go do szpitala zagrażałoby jego życiu.

Planowana operacja kolana Jarosława Kaczyńskiego

Już wcześniej ustalił dziennikarz Gazeta.pl Jacek Gądek, by poprawić stan zdrowia Jarosława Kaczyńskiego potrzebna jest operacja kolana. „Pierwotnie operacja kolana miała się odbyć w wakacje. Wszystko jest jednak przełożone i odbędzie się dopiero w nowym roku” – pisał wówczas.

Ta sytuacja działa na niekorzyść PiS. Wybory samorządowe 2018 to początek maratonu wyborczego przez najbliższe dwa lata. Natomiast jeśli do operacji dojdzie w 2019 roku, to prezes PiS – według informacji Gazeta.pl – będzie po niej dochodził do siebie około trzech miesięcy.

Komisja Europejska skarży pisowskie władze do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Skarga dotyczy naruszenia prawa unijnego przez ustawę o Sądzie Najwyższym autorstwa PiS. KE wniosła o tryb przyśpieszony i zawieszenie przepisów ustawy do czasu rozpatrzenia wniosku przez TSUE. Jednocześnie TSUE zdecydował, że w trybie przyśpieszonym rozpozna sprawę pierwszych pytań prejudycjalnych Sądu Najwyższego.

KE: Sędziowie powinni orzekać dalej

Komisja ogłosiła swoją decyzję ws. postępowania wobec zmian w polskim sądownictwie: zdecydowała o zaskarżeniu polskich władz do Trybunału Sprawiedliwości. Stwierdziła, że nowa ustawa dotycząca Sądu Najwyższego „nie jest kompatybilna z prawem unijnym” i narusza to prawo, chodzi m.in. o tryb przechodzenia sędziów w stan spoczynku. Komisja wnioskuje też do TSUE o zajęcie się sprawą Polski w trybie przyspieszonym.

KE skierowała wniosek o rozpatrzenie sprawy polskiej w trybie przyspieszonym, jednocześnie chce, by Trybunał w Luksemburgu wydał tymczasową decyzję zabezpieczającą, aby do czasu wydania ostatecznego orzeczenia niektóre przepisy ustawy o Sądzie Najwyższym pozostały zawieszone. Podobne zabezpieczenie TSUE wydało w przypadku sprawy dotyczącej wycinki Puszczy Białowieskiej.

Komisja chce przywrócenie sytuacji sprzed wejścia w życie przepisów. – KE postuluje umożliwienie sędziom, na których ustawa wpłynęła, dalszego pełnienia swoich obowiązków i wstrzymanie mianowania nowych sędziów – tłumaczyła Mina Andreeva, rzeczniczka Komisji.

Ustawa niezgodna z prawem unijnym

KE uważa, że ustawa jest niezgodna z prawem unijnym, ponieważ podważa zasadę niezawisłości sędziów, w tym także nieusuwalności sędziów. Jak tłumaczyła rzeczniczka KE, nowelizacja PiS-u jest niezgodna z art. 19 Traktatu o UE i 47 Praw Europejskich.

Skarga jest ostatnim etapem procedury, którą KE rozpoczęła w lipcu. Komisja uznała wówczas, że przepisy odsyłające sędziów Sądu Najwyższego w stan spoczynku grożą upolitycznieniem SN.

Polski rząd przedstawił Brukseli tzw. Białą Księgę, odpowiadał też na pytania KE, jednak cały czas twierdził, że Unia Europejska nie ma kompetencji, by zajmować się tym zagadnieniem.

TSUE rozpozna pytania sędziów SN

Prezes Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu poinformował dziś, że TSUE w trybie przyśpieszonym zajmie się sprawą pięciu pierwszych pytań prejudycjalnych wysłanych przez SN. Pytania dotyczą niezależności sądów, niezawisłości sędziów, a także unijnego zakazu dyskryminacji ze względu na wiek.

– Ważne, aby nie stwarzać nieodwracalnych skutków w Sądzie Najwyższym – komentował dzisiejsze wydarzenia sędzia SN prof. Krzysztof Rączka.

2 sierpnia SN wysłał do TSUE pięć pytał prejudycjalnych i jednocześnie do czasu ich rozpatrzenia zawiesił stosowanie niektórych przepisów. Rząd od początku używał przekazu, że SN nie ma prawa zawieszać przepisów ustawy i bagatelizował decyzję SN.

Wydając wyrok, TSUE może zobowiązać władze do odpowiedniej nowelizacji ustaw. Do momentu dokonania takiej nowelizacji może nałożyć karę za każdy dzień, który upłynie od wyroku do nowelizacji. Ile ta kara będzie wynosić, trudno powiedzieć, ale jeżeli w drobnej dość sprawie, jak sprawa Rospudy, ta kara wynosiła 100 tys. euro dziennie, to w przypadku ustaw sądowych może wynieść wielokrotnie więcej.

Rzeczniczka KE mówiła, że najlepiej, aby przepisy wróciły do stanu sprzed reformy. To w ogóle jest możliwe?
To wszystko zależy, o których przepisach mówimy, bo mamy jedną całkowicie nową ustawę o SN i nowelizację ustawy o KRS. Nie wszystkie przepisy są tu niekonstytucyjne, ale one razem tworzą niekonstytucyjną całość. Można oczywiście nawet te nowe regulacje w przypadku SN dostosować do wartości, które są w traktatach unijnych, natomiast większy problem będzie z KRS. W jej wyniku członkom KRS skrócono kadencję określoną w konstytucji ustawą i wybrano nowy skład. Tutaj trzeba by wprowadzić nowe zasady wyboru sędziowskich członków, powtórzyć wybory i podziękować obecnie funkcjonującym sędziowskim członkom za ich pracę. Podziękować, czyli wygasić ich mandat.

A można przywrócić starą Radę?
Hipotetycznie można, ale wtedy to by oznaczało konieczność kontynuacji kadencji członków KRS i sukcesywny wybór nowych członków. Pamiętajmy, że nawet gdyby przywrócono starą KRS, to niekoniecznie stanowiska sędziowskie zostaną obsadzone, ponieważ prezydent prawdopodobnie nie będzie chciał powoływać sędziów przez nich wybranych. Przecież prezydent nie wręczył do tej pory aktu powołania kilkunastu sędziów, których stara KRS wybrała.

Jaki jest obecnie status 27 sędziów przeniesionych w stan spoczynku na mocy nowych przepisów?
Tu jest duży problem, bo jeżeli sędziowie zostali odesłani w stan spoczynku wbrew swojej woli, oznacza to złamanie konstytucji, zatem w tym zakresie powinni oni dalej orzekać.

Czy muszą poczekać na wydanie środków zabezpieczających lub orzeczenie, czy już mogą wrócić do orzekania?
Moim zdaniem część z nich może orzekać, mówię o tej części, której dotyczą pytania prejudycjalne, które wystosował SN do TSUE. W stosunku do tych sędziów SN zawiesił obowiązywanie niektórych przepisów ustawy o SN. Ale mamy duży chaos prawny, a prezydent niestety do tego chaosu w znaczący sposób się przyczynił.

Co będzie oznaczać niewykonanie orzeczenia TSUE?
Nie było jeszcze takiej sytuacji, żeby ktoś nie respektował orzeczenia TSUE. Wstępując do UE, wzięliśmy na siebie zobowiązanie do przestrzegania traktatów. Jeżeli ich nie przestrzegamy, to oznacza, że przestajemy być częścią wspólnoty.

Rządzący tłumaczą, że inne kraje również nie przestrzegały orzeczeń Trybunału.
To zależy, jakie orzeczenie i w jakim zakresie. Nie mieszajmy tutaj spraw. To, że jakieś orzeczenie pozostaje w zawieszeniu, nie oznacza, że w innym przypadku dane państwo nie ma w określonym terminie innego orzeczenia wykonać. To są zupełnie inne sprawy.

Prezes TSUE zapowiedział, że w trybie przyśpieszonym Trybunał rozpatrzy pierwsze pytania prejudycjalne. To się zbiegło w czasie z decyzją KE. To oznacza, że UE przestaje się cackać z polskim rządem?
Oczywiście. Czas, kiedy relacje były dobre, się zakończył. Co więcej, ostatnie kroki premiera Morawieckiego oznaczały absolutne lekceważenie KE i jej przewodniczącego. Zakładam, że w tej chwili premier Morawiecki jest postrzegany przez przewodniczącego KE jako osoba niewiarygodna.

Grzegorz Schetyna spotkał się w poniedziałek z kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Jak twierdzi lider Platformy Obywatelskiej, chodzi o „ocalenie miejsca Polski w Europie”.

https://twitter.com/NewsweekPolska/status/1044300437749358592

– Nie będziemy stać, gdy inni siedzą – tak zapowiadał przed wizytą spotkanie z niemiecką kanclerz Grzegorz Schetyna. Nawiązywał do słynnego zdjęcia prezydenta Andrzeja Dudy zgiętego przy biurku obok siedzącego prezydenta USA Donalda Trumpa.

Spotkanie odbyło się w berlińskiej siedzibie CDU. Obie partie należą do frakcji chrześcijańsko-ludowej w Parlamencie Europejskim.

Rozmowy dotyczyły kolejnego budżetu UE, w tym finansowania polskich samorządów. Jak podkreślał Schetyna, Platforma chciałaby, aby kolejna perspektywa budżetowa Unii zakładała, że Polska dostanie tyle samo pieniędzy, ile w poprzedniej, a nie – jak zakłada projekt – o 25 proc. mniej (przy wzroście budżetu Unii).

Kolejnym tematem był Nord Stream 2, rosyjsko-niemiecki gazociąg pod dnem Bałtyku. Platforma uważa, że jego budowa jest sprzeczna z długofalowym interesem Unii i narusza solidarności energetyczną kontynentu.

Przedstawiciele partii Kornela Morawieckiego, którzy złożyli listę wyborczą z podpisami zmarłych, sfałszowali też podpis Jana Mencwela, lidera stowarzyszenia Miasto Jest Nasze – podał portal tvn24.pl. – Nie byli w stanie przepisać poprawnie nazwiska – mówi Mencwel.

Termin składania wniosków o rejestrację komitetów wyborczych do rady Warszawy upłynął w zeszły poniedziałek. Warunkiem rejestracji w każdym z dziewięciu okręgów było m.in. zdobycie 150 podpisów poparcia z numerami PESEL tych osób.

Wolnym i Solidarnym, partii założonej przez Kornela Morawieckiego, marszałka seniora Sejmu i ojca obecnego premiera, udało się zarejestrować w trzech na dziewięć okręgów. Co z pozostałymi sześcioma?

Z informacji „Wyborczej” wynika, że brak rejestracji w pozostałych okręgach wynika z tego, że WiS złożyło do Miejskiej Komisji Wyborczej listy zawierające nieistniejące numery PESEL albo należące do osób zmarłych. W jednym z okręgów na 200 numerów PESEL miało być aż 198 nieważnych. W innym 157.

Członkowie WiS nieudolnie sfałszowali podpis Mencwela

W poniedziałek portal tvn24 podał, że Wolni i Solidarni podrobili podpisy m.in. lidera stowarzyszenia Miasto Jest Nasze Jana Mencwela. Mencwel przyznał, że spotkał przedstawicieli WiS na korytarzu i złożył podpis pod ich listą, bo „nikomu w takiej sytuacji nie odmawia”. W rozmowie z „Wyborczą” dodał, że działacze WiS chcieli, by podpisał się również na kolejnych kartach.

PMM: Media w ogromnym stopniu nie należą do Polaków. Proszę popatrzeć na Francję i Niemcy, na Hiszpanię i na Włochy

– Zresztą media w ogromnym stopniu nie [są] należące do Polaków. Proszę popatrzeć na Francję i Niemcy, na Hiszpanię i na Włochy. Na kraje duże, kraje UE. Tam media są w rękach różnych narodowych koncernów. Jak Berliner Zeitung miało być wykupione przez amerykanów, to sobie prześledźcie w internecie, jaka była awantura w Niemczech, a to nie jest największa gazeta w Niemczech. U nas jest inaczej. Bo do tego doprowadziły lata III RP i lata transformacji Nie dajmy się w związku z tym zahukać. Nie dajmy się zastraszyć. Nasza aktywność jest ważna. To, co mówimy innym ludziom, jest kluczowe. Mówmy o tych pięciu głównych punktach dla samorządu – stwierdził premier Mateusz Morawiecki w Płońsku.

>>>

Piotr Szczęsny – zwykły szary człowiek dobrowolnie oddał wszystko, co miał najcenniejszego w męczeński sposób.

Jego publiczne samospalenie i dziesięciodniowe konanie w mękach było aktem protestu wobec PiS-owskiej władzy bezprawia. Jego aktowi poświecenia dla idei wolności Polaków, szacunku do Konstytucji RP i zatrzymania zawłaszczania partyjnego państwa towarzyszyła piosenka „Wolność kocham i rozumiem”, a w pozostawionym liście oprócz wyjaśnienia swojego czynu apeluje: „Wzywam Was – obudźcie się”!

Rok po tym tragicznym zdarzeniu nie obudziliśmy się.

Dalej rządzi w Polsce fanatyczny rząd bezprawia i kłamstwa. Ludzie zastanawiają się, czy warto protestować i prezentować swoją postawę sprzeciwu wobec tej władzy. Obawiają się represji, utraty pracy, zdobywanej latami pozycji społecznej, oraz odgrywania się władzy wobec rodzin.

Piotr Szczęsny się nie wahał. Nie chciał się bać.

Na taki krok może zdobyć się tylko niezwykle odważny człowiek honoru. Przyznam, że nie stać by mnie było na taki czyn, przede wszystkim dlatego, że jestem żołnierzem i jeśli miałbym zapłacić życiem za przywilej dotrzymania treści przysięgi wojskowej, to w walce. Piotr nie był żołnierzem, ale zrobił niezwykle wiele dla świadomości społecznej. Poruszył nasze serca, wskazał cel i go uzasadnił, w końcu zaapelował do nas o sprzeciw wobec rosnącego zła.

Nikt nie osiągnie swoich celów bez potrzebnego zaangażowania, entuzjazmu i głębokiej motywacji.

Piotr Szczęsny zrobił więcej niż mógł, aby pobudzić naszą świadomość i potrzebę wyrażania sprzeciwu wobec ideologii „dobrej zmiany”.

W rocznicę jego samospalenia, 19 października, wspólnie z Gabriela Lazarek, Katarzyna Knapik i Małgorzata Tokarczyk podejmujemy inicjatywę upamiętniania tego niezwykle odważnego „zwykłego szarego człowieka” wszędzie tam, gdzie znajdzie się chociaż jeden człowiek, który zechce zapalić znicz, umieścić klepsydrę, zorganizować wiec, lub apel pamięci, czy też zamówić mszę za duszę zmarłego.

To, że policja polska coraz bardziej staje się Policja Obywatelska, z sukcesami przywracająca do życia metody wspaniałej Milicji Obywatelskiej jest prawda tyleż oczywistą co i niepokojącą. Nie wszystkim to się podoba, można nawet zaryzykować twierdzenie, że nie podoba się to zdecydowanej większości. 

Ryba jak to zwykle bywa psuje się od głowy i o ile zdecydowana większość dowódców różnego szczebla do reszty zidiociała, bezwolnie podporządkowując się władzy, o tyle policyjne doły ciągle jeszcze posłuszne, w myślach i powoli w czynach coraz częściej i coraz bardziej grzeszą. Nie ma sensu już tego pudrować, bo jak na dłoni widać, że smród i bezład ewidentnie wyziera spoza drzwi posterunków.

Rozłazi nam się w szwach nasza kochana, z mozołem dźwigająca się kolan policja.

Aby się przekonać jak jest, wystarczy pogadać z policjantami. Poziom frustracji zaczyna być i zastanawiający i niepokojący. Oto co mówi i czym żyje policyjna masa krytyczna.

>>>

>>>

Czy Krystynie Pawłowicz z buzi jedzie?

Adam Mazguła, pułkownik dyplomowany rezerwy Wojska Polskiego, działacz opozycji ulicznej, a do tego kiedyś członek PZPR, jest solą w oku dla polityków PiS. Jego udział w protestach czy manifestacjach jest natychmiast wychwycony, nagłaśniany i ostro piętnowany.

Krystyna Pawłowicz bardzo „martwi” się postawą pana Mazguły. W trosce o bezpieczeństwo państwa, zwróciła się na Twitterze do ministra MON z zapytaniem, czy wie on, że „krążą plotki, iż Mazguła i jego koledzy z wojska mają po przegraniu wyborów przez PO,na hasło opozycji o „sfałszowaniu wyborów przez PIS” wyprowadzić wojsko z koszar…? Ale chyba wszystko jest pod kontrolą.?”.

Odpowiedź pana Mazguły była błyskawiczna. Na Facebooku napisał – „Pani Krystyno, wszyscy wiedzą, że to Pani ma w partii rasy panów szczególną rolę ‚puszczania bąków’ w eter dla sprawdzenia, jak zareaguje opinia publiczna na tematy trudne lub jak zareaguje społeczeństwo na przygotowywane przez władzę rzeczy podłe. Wybrano Panią do tej roli pewnie dlatego, że poziom Pani inteligencji jest odwrotnie proporcjonalny do Pani apetytu”.  

Nie ukrywa on też swoich podejrzeń, że w przypadku wygrania wyborów PiS rozpocznie ostrą walkę z opozycją, a sama Pawłowicz teraz „sonduje i przygotowuje społeczeństwo na sytuację, gdy grupa przestępcza trzymająca władzę oskarży i aresztuje aktywnych obywateli, którzy pokojowo protestują w obronie konstytucji”.

Pułkownik przyznaje, że otrzymał niedawno informację, iż rozpoczęto w Wojskowym Instytucie Historycznym poszukiwanie materiałów, które można byłoby przeciwko niemu wykorzystać.

Teraz rozważa złożenie na panią poseł zawiadomienia „o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na wykorzystaniu pozycji osoby publicznej do walki z obywatelem i szkalowania mojego dobrego imienia”.

Dzień dobry w środę!

Elżbieta Bieńkowska była wicepremierem i ministrem w rządzie Donalda Tuska, kierowała Ministerstwem Infrastruktury i Rozwoju. Obecnie jest komisarzem UE ds. rynku wewnętrznego, przemysłu, przedsiębiorczości.

Długo wstrzymywałam się od bezpośrednich polemik z obecnymi władzami, ale jako osoba, która wiele lat bezpośrednio zajmowała się realizacją projektów z funduszy europejskich, a teraz jako komisarz UE widzi z bliska reakcje w Europie, nie mogę już dłużej milczeć. Już Beata Szydło jako szefowa rządu chwaliła się bez zająknięcia, że oto PiS „przez dwa lata zrealizował to, co nie udało się w ciągu 30 lat”. Ale to, co za Szydło bywało zdarzającą się – za często, ale jednak nie co dzień – groteską, za premiera Mateusza Morawieckiego staje się propagandową normą rządów PiS.

Czy Morawiecki cierpi na amnezję?

Nie wierzę, że premier Morawiecki zapomniał, co działo się w Polsce za rządów PO-PSL. Jako prezes dużego banku był przecież częścią elity finansowej, a zatem jego zawodowym obowiązkiem było obserwowanie rozwoju gospodarczego kraju. Co więcej, opiniował polską politykę rozwoju, będąc członkiem Rady Gospodarczej przy premierze. Przypomnę, że w Polsce od 2007 r. do końca 2016 r. oddano do eksploatacji 978 km autostrad, a zdecydowana większość z nich powstała na podstawie umów zawartych za rządów PO-PSL. Ponadto za rządów PO-PSL podpisano umowy na budowę 1 272 km dróg ekspresowych przekazanych do użytku w latach 2007-16. Oddano także 1363 km nowych i przebudowanych dróg krajowych niższych kategorii.

Krystyna Pawłowicz rażona w umysł

Pani Krystyno Pawłowicz,

nie jestem zaskoczony, kiedy właśnie 17 września wybrała Pani datę ataku na mnie, bo bolszewicy mają już taką tradycję.

Kiedy dorastałem, Pani jako absolwentka komunistycznej uczelni wypisywała już hymny pochwalne ku chwale Związku Radzieckiego. Teraz poprzez swoją nachalną tytułomanię ubliża Pani wszystkim, którzy swoje tytuły zawdzięczają dorobkowi naukowemu, mądrości i doświadczeniu.

Zapytam wprost: czy można zostać naukowcem w specjalności chamska plotka, zrobienia z Sejmu chlewa, czy też z KRS-u politycznej rady inkwizycyjnej? Tylko pytam.

Pani Krystyno,

wszyscy wiedzą, że to Pani ma w partii rasy panów szczególną rolę „puszczania bąków” w eter dla sprawdzenia, jak zareaguje opinia publiczna na tematy trudne lub jak zareaguje społeczeństwo na przygotowywane przez władzę rzeczy podłe. Wybrano Panią do tej roli pewnie dlatego, że poziom Pani inteligencji jest odwrotnie proporcjonalny do Pani apetytu.

Z treści tej plotki, którą zasmradza Pani przestrzeń publiczną, wnioskuję, że po wygranych wyborach, oczywiście przez PiS (na waszą uczciwość nie liczę, bo po co zmienialiście kodeks wyborczy), będzie Pani wraz z kolegami dokonywała czystek politycznych poprzez oskarżanie opozycji o pucze i zdradę narodową. Przygotowujecie taki rodzaj chichotu z prawdy, do której zastosujecie bezprawie. Ujawnia Pani, sonduje i przygotowuje społeczeństwo na sytuację, gdy grupa przestępcza trzymająca władzę oskarży i aresztuje aktywnych obywateli, którzy pokojowo protestują w obronie konstytucji.

Wszystko układa się w całość. Tydzień temu otrzymałem informację od moich kolegów w MON, że wystąpiono do Wojskowego Instytutu Historycznego, aby odszukano jakiekolwiek informacje na mój temat, które można by wykorzystać przeciwko mnie. W PiS-owskich mediach nasilają się bezczelne kłamstwa na mój temat, a teraz Pani ujawnia, że PiS zamknie mnie za pucz, którego dokonam z pewnością. Widzę, że wszystko już zaplanowane.

Zapoznając się z komentarzami pod Pani plotką, zauważyłem kilkanaście wpisów o takiej samej treści umieszczanych z profili bez twarzy i nazwisk. Czy ujawni Pani społeczeństwu ile tysięcy fałszywych profili i automatów zatrudnia obecnie PiS do szkalowania ludzi niewygodnych, do oszukiwania opinii publicznej, wpływania na sondaże i wyniki wyborów? Ile tysięcy ludzi pracuje za publiczne pieniądze przy analizie na masowa skalę stosowanych podsłuchów, ilu manipuluje sondażami, grupami interesu i zatrudnia speców od propagandy, która zakłamuje rzeczywistość tylko po to, by wasze kłamstwa nie trafiały w próżnię?

Czy takie pomysły powstają w uważającym się za Krajową Radę Sądownictwa gronie Pani politycznych przyjaciół? Ciekawe, że można zostać członkiem instytucji nadzorczej nad sądami, jeśli się oświadczy, tak jak zrobiła to Pani publicznie, że łamie Pani świadomie Konstytucję, bo tego wymaga interes partii. Wybaczy Pani, ale jeśli Pani oświadczyła niniejszym, że ważniejszy jest dla Pani statut PiS-u niż Konstytucja RP, to ten wyimaginowany KRS trzeba nazwać partyjnie, bo przecież nie narodowo. Może tam Pani co najwyżej kształtować zasady określania poziomu oddania się poszczególnych członków PiS prezesowi i spiskować, jak zniszczyć niedowiarków „dobrej zmiany”.

Pani już żaden lekarz ani mocniejsze leki nie pomogą. Zalecam zimne okłady na język i palce, których używa Pani przy klepaniu w klawiaturę. Myślę, że powinna Pani szukać izolacji z innymi człekokształtnymi za ukochanymi przez waszą władzę barierkami i żywopłotami złożonymi z tysięcy policjantów. Pewnie wtedy poczuje się Pani bezpieczniej niż za uzbrojeniem wojskowych śmigłowców bojowych, rakiet, dronów, okrętów podwodnych i nawodnych, które „zakupił” A. Macierewicz i M. Błaszczak.

Pani Krystyno Pawłowicz,

nie musi Pani szokować swoim zachowaniem, okazywać arogancję, chamstwo i nieprzyzwoitość żeby na siebie zwracać uwagę. Proponuję wypożyczyć sygnał świetlny i dźwiękowy, jaki używa na swoich pojazdach policja i założyć sobie jak kapelusz. Wtedy wszyscy Panią zauważą i nawet ustąpią Pani z drogi. Zechce Pani coś powiedzieć, to zawsze będzie Pani mogła rozpocząć od włączenia urządzenia i rozpoczęcia od słów: „Uwaga! Uwaga! Tu Pawłowicz! …”

Pani Krystyno,

nie jest Pani w stanie mnie przestraszyć ani obrazić, bo brakuje Pani zdolności honorowych.

Nie tylko nie boję się Pani represji, ale poważnie rozważę złożenie na Panią zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na wykorzystaniu pozycji osoby publicznej do walki z obywatelem i szkalowania mojego dobrego imienia. Paragrafy pewnie Pani zna.

PiS wraz z klerem dalej będą bzykać Polskę?

Najnowszy felieton posła Stefana Niesiołowskiego m.in. o abp. Głódziu.

Przemówienie Kaczyńskiego, wbrew zapowiedziom, zwłaszcza szefa sztabu PiS-u, było banalne, a przynajmniej rozczarowujące. Prezes zamiast mówić o wyborach samorządowych mówił o europejskich. Wykorzystał okazję, aby osłabić czy zaprzeczyć argumentom podnoszonym przez opozycję, że PiS szykuje nam Polexit. Skoro premier i prezes muszą dementować te informacje, to znaczy, że musiało im wyjść w sondażach wewnętrznych, że jest to poważny problem czy wręcz zagrożenie dla PiS-u – mówi w rozmowie z nami dr Marek Migalski, politolog. Pytamy też o strategię na kampanię w nadchodzącym maratonie wyborczym. – To prawda, że tu mamy do czynienia z tą samą sytuacją co w 2015 roku. Kaczyński, Macierewicz schodzą na dalszy plan, a na czoło wypuszcza się kogoś popularnego. Lokomotywą kampanii będzie premier Morawiecki.

JUSTYNA KOĆ: Za nami konwencja PiS-u, gdzie przemawiał od dawna niewidziany prezes, jednak widać było, że to Mateusz Morawiecki grał pierwsze skrzypce.

MAREK MIGALSKI: Przemówienie Kaczyńskiego, wbrew zapowiedziom, zwłaszcza szefa sztabu PiS-u, było banalne, a przynajmniej rozczarowujące. Nie było strategiczne, nie wyznaczyło nowych kierunków, ono było interesujące z jednego chyba tylko powodu; prezes zamiast mówić o wyborach samorządowych mówił o europejskich. Wykorzystał okazję, aby osłabić czy zaprzeczyć argumentom podnoszonym przez opozycje, że PiS szykuje nam Polexit. Ten sam element znalazł się zresztą w wypowiedzi premiera Morawieckiego. Wnoszę stąd, że ten argument opozycji wydaje się skuteczny. Skoro premier i prezes muszą dementować te informacje, to znaczy, że musiało im wyjść w sondażach wewnętrznych, że jest to poważny problem czy wręcz zagrożenie dla PiS-u. Całkowicie zgadzam się też z pani opinią, że

głównym aktorem tej konwencji był premier Morawiecki, zatem to jest pomysł PiS-u na kampanię.

Nawet w spocie zaprezentowanym podczas konwencji bardzo charakterystyczne jest to, że nie pojawia się inny polityk niż premier Morawiecki i to kilkanaście razy. Wnioskuję z tego, że kampania samorządowa będzie oparta na premierze, a nie prezesie Kaczyńskim czy innych kandydatach. Oczywiście lokalnie kampanie będą oparte na swoich kandydatach, jednak ta ogólnopolska będzie oparta na premierze.

Z tym wiąże się kolejna sprawa. Proszę zauważyć, że i z ust premiera, i prezesa pojawiło się powtórzenie tego szantażu, który wcześniej został sformułowany m.in. przez Tomasza Porębę czy innych polityków, choć wtedy wydawał się dość przypadkowy. Dziś wiemy, że nie, że

te samorządy, w których zwyciężą kandydaci PiS-u, będą dofinansowane z budżetu państwa. Te, które okażą się opozycyjne, mogą zostać za to ukarane. Oczywiście obaj – premier i prezes – mówili to dość zawoalowanie, ale widać, że to będzie główna narracja tej kampanii.

To chwyt poniżej pasa?
Gdyby pani zapytała etyka, pewnie on znalazłby na to tylko najostrzejsze słowa. Politolog, oprócz tego, że może wyrazić swoje oburzenie, to musi przyznać, że to może być skuteczne. Czy ten „chwyt poniżej pasa” skłoni wyborców do postąpienia tak, jak ten komunikat i szantaż brzmi, tego nie wiem. Opozycja znalazła się w bardzo ciężkiej sytuacji, bo ten chwyt jest tyleż podły, co może okazać się skuteczny.

Opozycja powinna próbować uświadomić wyborcom, że ten szantaż może być skuteczny tylko wtedy, kiedy PiS zwycięży w wyborach parlamentarnych, a tak przecież nie musi się stać.

Wtedy efekt może być odwrotny, bo ta broń jest obosieczna; może się okazać, że nowa władza, która odsunie PiS od rządzenia, może zachować się równie brutalnie jak dziś partia Jarosława Kaczyńskiego.

Wróćmy do wątku europejskiego. Czy to znaczy, że słowa Jarosława Gowina o możliwym nieuznaniu wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE, które zapoczątkowały dyskusję o Polexicie, mogły nie być uzgodnione z Nowogrodzką?
Jestem przekonany, że ta wypowiedź Gowina była charakterystycznym dla niego „strzelaniem z automatu” po wszystkich, bez uzgodnienia z Kaczyńskim. Jarosław Gowin ma taką tendencję do mówienia rzeczy, które ściągają nie tylko na niego, ale i cały obóz polityczny kłopoty. To zresztą bardzo szybko wyczuła opozycja, bo gdyby tak nie było, to byśmy dziś jeszcze o tym nie rozmawiali. Przecież Grzegorz Schetyna i Katarzyna Lubnauer zapowiedzieli, że będą składać wniosek o dymisję Gowina właśnie w kontekście jego wypowiedzi o TSUE, a to znaczy, że „poczuli krew”.

To też oznacza, że opozycja także dysponuje badaniami, które pokazują, że możliwy Polexit jest dziś kłopotliwy dla PiS-u. Elektorat PiS-u jest w materii europejskiej skomplikowany. W większości jest jednak proeuropejski. Jeżeli opozycji uda się przykleić PiS-owi łatkę partii eurosceptycznej, będzie to duży problem dla Kaczyńskiego i jego partii.

Premier Morawiecki, główna gwiazda konwencji, złożył kolejne obietnice. Ukierunkowane na samorząd, ale każdy coś dostał – seniorzy, samorządy, gospodarstwa domowe. Pytanie, czy ktoś w to wierzy. 
Zacznę od wyrażenia żalu, że nie mamy 200-letniej rocznicy, bo w zapowiedziach premiera okazało się, że na 100-lecie odzyskania niepodległości będzie 100-bajtowy internet. Rozumiem, że gdybyśmy niepodległość uzyskali 200 lat temu, bo byłby 200-bajtowy internet. A mówiąc poważnie, to premier sformułował nową „piątkę Morawieckiego” i będzie z nią tak jak z pierwszą piątką.

Możemy przeprowadzić taki test: kto z czytelników pamięta cokolwiek z pierwszej „piątki”? Ja już nawet nie pytam, czy to zostało przeprowadzone, zrealizowane, czy nie, oprócz 300 Plus. Odpowiadając na pytanie, czy ktoś to kupi, to będą to ci sami, którzy kupili pierwszą opowieść Morawieckiego.

Sondaże pokazują, że PiS nie wygra wyborów samorządowych, nie przejmie dużych miast. PiS przestał być teflonowy?
Z wyborami samorządowymi to jest tak, że każdy będzie przekonywał, że te wybory wygrał, bo te wybory mają to siebie, że nie ma jasnych wygranych i przegranych. Natomiast rzeczywiście wiele wskazuje na to, że ten walec PiS-owski nie rozjedzie już opozycji. Gdyby się okazało, że PiS nie tylko nie przejmie dużych miast, ale też nie będzie w stanie stworzyć większości koalicyjnych w sejmikach w większej ilości niż w 8, to można będzie powiedzieć, że PiS jest do pokonania. To będzie znak, że PiS to nie są Niemcy w piłce nożnej. To drużyna, która zaliczyła sukces w 2015, ale po 3 latach rządów nie powtórzyła już tego sukcesu. Przypomnę tylko, że

to będą pierwsze wybory od 3 lat, więc będzie chęć wyrażenia niechęci wobec PiS-u. Podejrzewam, że elektorat anty-PiS się zmobilizuje, bo będzie mógł pokazać sprzeciw, a nie tylko złościć się przed telewizorem. Z drugiej strony będzie też mobilizacja elektoratu PiS-owskiego, bo te wybory będą pewnego rodzaju plebiscytem.

Wysuwanie na czoło kampanii premiera Morawieckiego to powtórzenie manewru z poprzednich wyborów, gdzie też nie prezes, a Beata Szydło i Andrzej Duda wiedli prym w kampanii?
To prawda, że tu mamy do czynienia z tą samą sytuacją co 2015 roku. Kaczyński, Macierewicz schodzą na dalszy plan, a na czoło wypuszcza się kogoś popularnego. Ciekawe jest jeszcze co innego,

w przemówieniu Kaczyński zawarł jeszcze jeden komunikat, bardzo ważny, który był powtórką z ostatniej kampanii – że nie będzie rozliczeń, represji itd. Dokładnie to samo zrobił na dwa miesiące przed wyborami 2015 roku, ukazując łagodną twarz.

Robert Biedroń już oficjalnie potwierdził, że nie będzie startował w wyborach na prezydenta Słupska. – Czas zacząć nowy rozdział – powiedział.
Ja też nie będę kandydował na prezydenta Słupska, ale mówiąc poważnie – jasne jest, że on ma plany ogólnopolskie. Jasne jest też, że nie mógł startować w wyborach samorządowych. Gdyby je wygrał, to musiałby zrezygnować za pół roku, gdyby przegrał, to byłoby jeszcze gorzej, zważywszy że chciał budować coś ogólnopolskiego.

Biedroń wie, że jemu lepiej będzie w Brukseli niż w Słupsku.

A w Warszawie, w polskim parlamencie?
Jeśli ma plany na Sejm i Senat, to tym bardziej musi wystawić listę w wyborach europejskich, zwłaszcza że te wybory będą dla niego najłatwiejsze. W nich jest relatywnie niski próg wyborczy, jest niska frekwencja – około 25 proc. – głosować chodzą raczej duże miasta i elektorat wykształcony. Jeśli taka socjalliberalna czy lewicowa inicjatywa ma powstać, to największe szanse ma właśnie w wyborach europejskich. Biedroń musi też przetestować siebie i wyborców i pokazać, że są w stanie zrobić przynajmniej 10-proc. wynik.

PiS jest brutalnie szczery. Chce mieć wpływ na wszystko. Chce nowoczesnej dyktatury, choć mówi o samorządności.

Kiedyś nazywało się to numerem „na cegłę”. Z zaułków warszawskiej Pragi wyskakiwał na ulicę Czarny Maniuś (albo jeden z jego kolegów) i rzucał do przechodnia propozycję nie do odrzucenia: kup pan cegłę. Inteligentny spacerowicz cegłę rzecz jasna nabywał, płacąc całą zawartością portfela. No i uchodził, zwykle cały i zdrów. Idiota zadawał najgłupsze w tej sytuacji pytanie: ale dlaczego? Zostawał bez portfela oraz (w najlepszym razie) istotnej części uzębienia.

Dykteryjka przypomniała mi się, kiedy zobaczyłem wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego, otwierającego kampanię samorządową PiS. Prezes, wsparty przez Premiera, złożył Polakom propozycję z podobnego gatunku. Takich, co to padają tylko raz. Albo w wyborach samorządowych zagłosujecie na nas, czyli na PiS, (i możecie liczyć na rządową kasę) albo oddacie głos na totalną opozycję. A wtedy my was tak urządzimy, że się przez 5 lat nie poznacie.

W oryginale brzmiało to tak: musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chcemy samorządów, które będą współpracować z rządem czy takich, które będą ten rząd atakować. Czy chcemy samorządu warczącego na rząd, czy z nim współpracującego. 

No więc słuchaj Polaku: albo zagłosujesz na PiS albo współpracy w terenie nie będzie – czyli rządowej kasy tam nie zobaczysz.

Ten uroczy szantaż ma niestety, spore szanse powodzenia. Ubrany w szaty rozsądnej propozycji jest składany Polakom przez partię, która albo już ma w rękach wszystko albo nie ukrywa, że chce wkrótce mieć. Partia na pewno ma pieniądze, publiczne, które bez żadnego skrępowania albo rozdaje na prawo i lewo albo obiecuje rozdać. To może skusić.

Dlatego warto przestać posługiwać się wytrychami. I nazwać rzeczy wprost. Dla Kaczyńskiego nie istnieje coś takiego jak samorządność i samorząd. Na kpinę zakrawają hasła, jakie w ramach nowego (którego to już…?) planu przedstawia PiS. Czy Kaczyński z Morawieckim naprawdę wierzą, że z Nowogrodzkiej albo z Kancelarii Premiera załatwią mi ciepły dom, chodnik przed szkołą i atrakcje dla mnie – seniora?

Odpowiedź brzmi: wierzą. Bo są święcie przekonani, że centralizm demokratyczny (czyli coś między komitetem centralnym partii a aktywem w terenie) to znakomity sposób na rządzenie Polską. Bo uznają, że ludzie w miastach i wsiach albo są z PiS, albo są za głupi, żeby dostać jakąkolwiek realna władzę. Bo nie wierzą, nie ufają i nie dopuszczają myśli, by ktokolwiek poza nimi samymi, był zdolny unieść ciężar władzy. A poza tym nie ufają nikomu, bo skoro kilku zdolniejszych zawodników z Wałęsą na czele, lata temu, wykiwało Kaczyńskiego, to znaczy, że nikomu ufać nie można.

To myślenie jest w totalnej kontrze do tego, po co powstał samorząd. Do dzielenia się władzą, do przenoszenia kompetencji na niższy szczebel, do pozwalania ludziom, by decydowali, na co idzie publiczny grosz.

PiS w tym wszystkim jest jednak – co należy odnotować – brutalnie szczery. Chce silnej władzy – choć nie mówi, że pełnej, absolutnej i przez nikogo nie kontrolowanej. Chce decydować o każdej publicznej złotówce – choć nie dodaje, że nie toleruje odmiennych opinii, co z nią zrobić. Chce mieć wpływ na wszystko – choć nie przyznaje, że gdyby mógł, pogoniłby to opozycyjne warcholstwo w cholerę. Krótko mówiąc – chce nowoczesnej formy dyktatury, choć usta ma pełne frazesów o wolności i demokracji.

Konwencja samorządowa PiS była jednocześnie początkiem wielkiego objazdu po kraju, jaki rozpoczął, rajdem do Łowicza, premier Morawiecki. Trzeba się przygotować na zalew obietnic, deklaracji i deszcz wirtualnych pieniędzy. Ale zanim 21 października ktoś uwierzy w te miliardy rzucane na stół, wizje mostów, linii kolejowych, autostrad w każdej gminie i cholera wie czego jeszcze, warto powiedzieć: sprawdzam.

I zapytać, jak się mają obiecywane niedawno polskie, elektryczne samochody, co z rozwojem energii jądrowej, budową połączenia gazowego z Norwegią czy nowoczesnym systemem transportowym, otwarty na transport autonomiczny czy kolej próżniową???

Halo! Czy leci z nami pilot? Kolej próżniową obiecywał Morawiecki, ktoś wie co z tym wynalazkiem…?

Koniec żartów. Obywatelu! Sprawdź stopień swojego zidiocenia i powiedz – czy wierzysz w te wszystkie kolejne, tym razem samorządowe, cuda?

Pełnomocniczka wojewody dolnośląskiego przy biernej postawie żandarmerii spoliczkowała publicznie protestującą pokojowo kobietę. Oto efekt szczucia rządu PiS-u na obywateli gorszego sortu, który zapoczątkował i kontynuuje Jarosław Kaczyński.

Pełnomocniczka wojewody dolnośląskiego niczym SS-manka z obozu koncentracyjnego, przy biernej postawie żandarmerii spoliczkowała publicznie protestującą pokojowo kobietę. Oto efekt szczucia rządu PiS-u na obywateli „gorszego sortu”.

Nie słyszałem, żeby ktoś z KOD-u lub Obywateli RP zrobił coś podobnego. Zapewne natychmiast byłby skuty, aresztowany, wywieziony na komisariat i po chwili miałby postawione zarzuty najcięższego kalibru typu: dokonanie aktu terrorystycznego, czynnego napadu na funkcjonariusza państwowego, lub coś równie absurdalnego.

Tymczasem prezes opowiada na konwencji PiS, że to jego partia jest atakowana w sposób wykraczający poza normalną krytykę polityczną. Prawda jest jednak taka, że to publiczne spoliczkowanie jest efektem szczucia, który zapoczątkował i kontynuuje Jarosław Kaczyński.

Sami zobaczcie jak przedstawicielka tej władzy jest chroniona w zamkniętej strefie dla VIP-ów.

https://www.facebook.com >>>

Tymczasem w PiS-owskich mediach ta agresorka została okrzyczana bohaterką „dobrej zmiany”. Dla mojej teściowej natomiast, która przeżyła obóz koncentracyjny w Majdanku, scena ta przeniosła ją w okres, gdy była tak własnie policzkowana przez obozowe funkcjonariuszki.

Co prawda, podobno ta pani złożyła rezygnację z zajmowanego stanowiska, jestem jednak przekonany, że w nagrodę znajdzie się dla niej miejsce na wyjątkowo dobrze płatnej posadzie.

Maciej Lasek, ekspert badający katastrofę smoleńską, będzie kandydatem Koalicji Obywatelskiej do sejmiku wojewódzkiego na Mazowszu. Taką informację przekazał PAP Andrzej Halicki, szef struktur PO w woj. mazowieckim.

W poniedziałek Koalicja Obywatelska, czyli Platforma Obywatelska i Nowoczesna, ogłosiła listy kandydatów do sejmiku wojewódzkiego na Mazowszu. W rozmowie z Polską Agencją Prasową Andrzej Halicki, szef struktur PO w tym regionie, przekazał, że w wyborach samorządowych wystartuje m.in. Maciej Lasek.

Maciej Lasek otrzyma drugie miejsce na liście Koalicji Obywatelskiej w okręgu podwarszawskim.

Maciej Lasek to inżynier specjalista od mechaniki lotu, który po katastrofie smoleńskiej brał udział w pracach tzw. komisji Millera, która analizowała tragedię.

Stał też na czele  Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Po objęciu władzy przez PiS został z niej odwołany.

Polscy prokuratorzy pojechali do Smoleńska, by razem z Rosjanami obejrzeć wrak Tu-154M. Podkomisja Smoleńska Antoniego Macierewicza żadnego zaproszenia od Prokuratury Krajowej nie dostała. Szef podkomisji uznał to za niezręczność, ale w istocie to zręczne spychanie go na margines.

Wizyta nie ma wielkiego znaczenia dowodowego. Zespół Śledczy Nr 1 w Prokuraturze Krajowej, który prowadzi śledztwo smoleńskie, już dawno wnioskował do Rosjan o to, aby prokuratorzy mogli obejrzeć wrak. Strona rosyjska ignorowała wniosek o pomoc prawną – aż do teraz. Polscy śledczy i technicy kryminalistyczni mają obejrzeć elementy konstrukcyjne samolotu. W Smoleńsku będą do 7 września.

Po co ten wyjazd? W śledztwie smoleńskim brakuje trzech podstawowych rzeczy, które bardzo uwiarygodnią dotychczasowe ustalenia prokuratury. A jak do tej pory nic – wedle śledczych – nie wskazuje, aby 10 kwietnia doszło do zamachu. Nie przeszkadza to jednak Macierewiczowi twierdzić, że już udowodnił wybuchy.

Brakujące klocki

Pierwszym jest umiędzynarodowienie śledztwa – to dokonuje się, bo PK finalizuje powołanie zespołu biegłych (głównie z USA) zawodowo zajmujących się badaniem katastrof lotniczych.

Drugi element: wyniki masy badań nad próbkami wraku i ciał ofiar, które PK wysłała do zagranicznych ośrodków kryminalistycznych i czeka na ich wyniki. Badania wykonują: Laboratorium Badań Materiałów Wybuchowych dla Celów Sądowych Ministerstwa Obrony Narodowej Wielkiej Brytanii, włoskie Laboratorium Kryminalistycznego Korpusu Karabinierów oraz Instytutu Nauk Sądowych Irlandii Północnej.

Wedle naszych informacji, zagraniczne ośrodki badawcze zwróciły się do polskiej prokuratury o uzupełnienie materiału dowodowego – próbek bądź np. zdjęć – wraku. Ponadto z pierwszej kompleksowej opinii biegłych (stworzonej pod wodzą płk. Antoniego Milkiewicza i dostarczonej śledczym w 2015 r.) wynikły nowe pytania.

I trzeci brakujący element: ponowne zbadanie wraku przez polską prokuraturę już pod rządami PiS – to ma się dziać w ciągu kilku najbliższych dni. Za rządów PO śledczy byli w Smoleńsku i oglądali wrak, ale po zmianie władzy – nie.

Aspekt polityczny: wyborcy PiS nie wiedzą co sądzić o Smoleńsku

Pierwszy i drugi klocek utrącają argument, że prokuratorzy dysponują jedynie „spadkiem” po śledczych z czasów rządów PO-PSL.

Trzeci utrąca zarzut, że dzisiejszy zespół śledczych nie miał dostępu do wraku tupolewa. Wyjazd można oczywiście tłumaczyć jedynie tym, że sztuka nakazuje prokuratorom przyjrzenie się wrakowi i wysłanie zachodnim instytutom materiałów z oględzin, których sobie życzą.

Ale nie sposób uciec od politycznego aspektu. I tu sondaż sprzed roku (dla „Rzeczpospolitej”): aż 53 proc. wyborców PiS trudno powiedzieć, co się stało w Smoleńsku. Zatem: w interesie obozu rządzącego, któremu podlega prokuratura, jest utrącić wszystkie argumenty, które mogą podważać ustalenia prokuratury. Wyjazd śledczych na oględziny wraku sprawia, że argument „nawet nie badali wraku” upada. A jest on ważny w wewnętrznym sporze władzy: między prokuraturą Zbigniewa Ziobry a podkomisją Macierewicza.

Najważniejsza opinia w śledztwie smoleńskim

Wyniki obecnych oględzin będą także jednym z materiałów, na podstawie których międzynarodowy zespół biegłych wyda – w zamiarze PK – ostateczną już opinię co do przyczyn katastrofy z 10 kwietnia. Co prawda, z dotychczasowych opinii nie wynikało, że katastrofę wywołały wybuchy czy też wprost zamach, ale opinia polskich biegłych to za mało – śledczy uznają ją po prostu za niewiarygodną. Na „międzynarodową” opinię przyjdzie czekać rok albo i dwa – gotowa będzie więc, ale dopiero w kolejnej kadencji.

A to właśnie śledztwo prokuratury ma dziś znaczenie dla Nowogrodzkiej oraz -personalnie – dla Jarosława Kaczyńskiego. Dochodzenie podkomisji Macierewicza – już nie.

Już niemal roku temu Gazeta.pl pisała, że prezes PiS nie wierzy w wybuchowe teorie Macierewicza. Teraz – choć publicznie nikt tego nie powie – prezes wolałby, aby odkleić Macierewicza od Smoleńska. Były szef MON nie pozwolił „umrzeć” sprawie w czasach rządów PO – taką zasługę oddają mu politycy PiS. Ale już – taka opinia dominuje w partii – jako minister obrony i szef Podkomisji nie podołał zadaniu, a wręcz ośmieszył wyjaśnianie katastrofy.

Kolejne spięcie Macierewicza z prokuraturą

Teraz Prokuratura Krajowa nie dopraszała przedstawiciela Podkomisji Smoleńskiej do uczestniczenia w oględzinach wraku.

Umowa polsko-rosyjska o pomocy prawnej zakłada współpracę organów wymiaru sprawiedliwości, a Podkomisja Smoleńska nie jest takim organem. A ponadto obecność Macierewicza albo jego zastępcy – Kazimierza Nowaczyka – przy wraku, to dla śledczych wyłącznie ryzyko. Mogliby potem przecież ogłaszać, że w Smoleńsku byli i dowody na wybuchy widzieli.

Członkowie podkomisji uczestniczyli już zresztą w ekshumacjach i sekcjach zwłok ciał ofiar katastrofy. Co mogli w nie wnieść? Właściwie nic. A zresztą patomorfolog podkomisji, ppłk Szczepan Cierniak, zrezygnował z zasiadania w niej tuż przed ogłoszeniem przez Macierewicza kategorycznego wniosku – a nie tezy – że Tu-154M eksplodował w powietrzu. Pod wybuchami się nie podpisał.

Macierewicz na antenie TV Trwam już bije w prokuraturę

Antoni Macierewicz już się obruszył w TV Trwam, że prokuratura zignorowała jego Podkomisję – zarzuca jej brak współpracy z podkomisją, a wręcz łamanie prawa i poddawanie się rosyjskiej grze.

Zarzut Macierewicza o braku współpracy prokuratury z nim jest o tyle kuriozalny, że Podkomisja ignoruje prokuraturę, o czym pisaliśmy.

Śledczy już są w Rosji, a Macierewicz w telewizji o. Tadeusza Rydzyka podkreśla, że konieczne jest zrekonstruowanie wraku ze szczątków – jeśli nie w Polsce, to na terytorium Rosji. To oczywiście jest poza zasięgiem polskiej prokuratury, bo Rosjanie mówią „niet”.

Macierewicz odgraża się za to, że jego podkomisja już wkrótce przedstawi rekonstrukcję wraku na podstawie góry zdjęć. Prócz tego szykuje symulacje z użyciem cyfrowego modelu Tu-154M.

Różnica jest jednak taka: podkomisja Macierewicza klei modele z papieru, wykonuje symulacje na komputerach, rekonstruuje wrak na podstawie zdjęć. A prokuratorzy z technikami kryminalistyki jadą na własne oczy oglądać wrak, którego żaden ekspert Macierewicza na żywo nie widział.

Wyjazd prokuratorów do Smoleńska zbiega się też z publikacją „Gazety Polskiej” (dla której Macierewicz pozostaje guru), która ma ujawnić „szokujące szczegóły”. Mają one wskazywać, że Rosjanie tuż po katastrofie smoleńskiej podmienili czarne skrzynki.

Im bardziej więc prokuratorzy popychają śledztwo do przodu, tym mocniej bliskie Macierewiczowi media i on sam starają się podkopać wiarygodność dowodów i biegłych. Zderzenie dwóch narracji jest nieuniknione. Nastąpi ono, gdy prokuratura zakończy śledztwo, a Macierewicz wyda (co wcale nie jest pewne) ostateczny raport.

Gdy wybucha skandal finansowy, państwa potrafią się zmobilizować i zmusić Microsoft do zapłacenia podatków. Dlaczego do niczego nie potrafią zmusić Kościoła katolickiego?

Gdy w ramach wyjaśniania słynnej afery Watergate natrafiono na wątek przekupywania urzędników obcych państw przez amerykańskie spółki, uchwalono słynną ustawę Foreign Corrupt Practices Act. Gdy w 2002 roku wybuchła afera Enronu, wprowadzono w USA ustawę Sarbanesa-Oxleya, na mocy której biegli rewidenci sprawdzają księgowość spółek giełdowych. Gdy wybuchł kryzys na rynku kredytowym w USA, wprowadzono Dodd-Frank Act – ustawę liczącą bagatela 2300 stron, która przeorała zasady działania sektora finansowego. Gdy wybuchła jedna, druga, trzecia afera pedofilska w Kościele katolickim, rząd USA, Irlandii, Austrii wprowadził… No właśnie, nic nie wprowadził.

Wiele ostatnio się mówi o skandalach pedofilskich, o tuszowaniu zbrodni, o odwracaniu wzroku przez kapłanów i coraz bardziej kontrowersyjnej roli Jana Pawła II będącej wyrazem co najmniej rażącego niedbalstwa, ale niewiele się mówi o roli jednego, drugiego czy trzeciego państwa w tej materii. Niewiele się mówi o roli zwłaszcza władzy ustawodawczej, której przecież podstawowym zadaniem jest ochrona instytucjonalna swoich najmłodszych obywateli. Otóż państwa krajowe tego egzaminu nie zdają. Państwa potrafią wymuszać na korporacjach daleko idące zmiany, państwa potrafią swoimi orzeczeniami zmuszać Microsoft do takich, a nie innych zachowań, ale do niczego nie potrafią zmusić Kościoła katolickiego. Mimo że rozwiązania są gotowe i testowane od lat w korporacjach.

Olbrzymie kary i konfiskata mienia

Wyobraźmy sobie, że jedno, drugie, trzecie państwo wprowadza ustawodawstwo, na mocy którego słaba jakość lub brak przestrzegania przez Kościół katolicki odpowiednich procedur zapobiegających pedofilii skutkuje olbrzymimi karami, z konfiskatą mienia włącznie. Czy wobec takiej groźby Kościół katolicki wciąż byłby tak obojętny na los gwałconych dzieci i wciąż słychać by było głosy hierarchów o dobrych proboszczach i kuszących ofiarach? Wyobraźmy sobie, że powstałby wyspecjalizowany państwowy urząd kontrolny badający, w jaki sposób rok do roku Kościół walczy w pedofilią. Wyobraźmy sobie kary finansowe i odszkodowania dla ofiar pedofilów w sutannach, które obowiązkowo miałaby płacić diecezja.

Że konkordat? Że odrębna władza kościelna? Przecież odrębne od państwa są także spółki handlowe, oddzielne są fundacje, a mimo to muszą spełniać określone wymogi. Ponadto w przypadku głośnych skandali korporacyjnych mówimy „ledwie” o stratach finansowych, w przypadku pedofilii zaś – o gwałceniu tysięcy dzieci. Powtórzmy: tysięcy dzieci!

Dlaczego więc tak się dzieje? Dlaczego państwa nie reagują, chociaż reagować potrafią przy skandalach finansowych? Ano nie reagują, bo państwa to nie są pojedyncze osoby fizyczne, to tylko zorganizowane zbiorowości ludzi na danym terenie. Dopóki więc obywatele tego państwa, dopóki my sami nie uświadomimy sobie, że problem pedofilii to nie żaden wewnętrzny problem Kościoła katolickiego, ale problem nas samych, naszego państwa, naszego prawa i wreszcie naszego bezpieczeństwa, dopóty sami będziemy współwinni tego, co się dzieje. Dopóki nie wymusimy na partiach politycznych ustawodawstwa, które rzeczywiście ma na celu chronić, dopóty i na nas ciąży współodpowiedzialność.

Nie Kościół, my jesteśmy temu winni

Jesteśmy wszyscy temu winni. Nie Kościół katolicki, my sami, albowiem ta stajnia Augiasza sama nigdy się nie oczyści, nie dlatego, że księża są jacyś gorsi od reszty, ale dlatego, że są właśnie do tej reszty podobni. A my tutaj, w Polsce, doskonale wiemy, że wszelkie postulaty o samooczyszczeniu się jakiegokolwiek środowiska zwykle kończyły się porażką. Dlaczego z organizacją, która tolerowała gwałcenie tysięcy dzieci, ma być inaczej?

Jesteśmy winni (niech będzie że grzechowi) bierności w sprawach pedofilii w Kościele tak samo, jak jesteśmy winni bierności przy smogu, globalnym ociepleniu i każdej kolejnej katastrofie, która bardziej lub mniej dotknie w przyszłości nasze dzieci i wnuki. I one wtedy zapytają: gdzie wtedy byłeś i dlaczego nic nie zrobiłeś?

– Rozpadamy się jako państwo – powiedział prof. Andrzej Rzepliński w programie „Tomasz Lis.”. Ocenił również, że w Polsce „nie mamy prezydenta”.

– Państwo to przede wszystkim prawo, które pozwala ludziom mieć zaufanie, że ich interesy będą zawsze chronione, a mamy coraz mniej prawa stanowionego w Sejmie i do tego prawo stanowione w trybie kilku sekund”, ze złamaniem wszystkich procedur, nie jest prawem – podkreślił były prezes Trybunału Konstytucyjnego w rozmowie z redaktorem naczelnym „Newsweeka”.

– Państwo polskie nie jest obecnie ani twarde, ani silne, ale podobne ustrojowo do Białorusi, a nie do państwa należącego do Unii Europejskiej – zauważył prof. Rzepliński.

– Ważni i mądrzy ludzie w UE zastanawiają się co zrobić z Polską i Węgrami. Oba kraje stanowią bowiem realne zagrożenie dla integralności Unii Europejskiej, także jeśli chodzi o system wartości – powiedział Rzepliński.

Były prezes TK ocenił, że obecnie w Polsce „nie mamy prezydenta”. Chodzi o to, że na stanowiska tego nie zajmuje osoba, która podejmowałaby decyzje zgodne z treścią przysięgi, którą złożyła, odwołując się także do Boga. Nie ma również prezydenta „niezłomnego”, jak przedstawiał się Andrzej Duda.

>>>

PiS nie tylko w Polsce realizuje swoiście pojmowany program „Rodzina na swoim”, czyli zatrudnia członków swoich rodzin. W Parlamencie Europejskim pracuje na przykład Magdalena Czaputowicz, córka szefa MSZ – informuje portal natemat.pl. Jest asystentką Gabriela Beszłeja – zastępcy sekretarza generalnego frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do której należy PiS. Beszłej to bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego.

Z kolei w zespole prasowym, obsługującym polskich europarlamentarzystów, zatrudnione są Katarzyna Ochman-Kamińska i Marta Lipińska. Pierwsza to córka szefowej Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność” Marii Ochman, przyjaciółki posłanki PiS Jolanty Szczypińskiej. Druga – jest córką jednego z najbardziej zaufanych osób w otoczeniu prezesa PiS, wiceszefa partii Adama Lipińskiego.

Z kolei męża Lipińskiej – Rafała jako asystenta zatrudnia w Brukseli Kosma Złotowski. Syn ministra koordynatora ds. służb specjalnych Mariusza Kamińskiego Kacper też znalazł zatrudnienie w PE – zasiada m.in. w komitecie ds. terroryzmu. Wcześniej był radnym PiS w Otwocku. Na liście zatrudnionych w sekretariacie EKR jest też Marcin Skrzypek, czyli syn sekretarki Jarosława Kaczyńskiego.

W biurze EKR pracuje także Mateusz Kochanowski, syn Rzecznika Praw Obywatelskich Janusza Kochanowskiego, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Mateusz Kochanowski współpracuje z „Gazetą Polską”, dla której przeprowadza wywiady z europosłami PiS. – „Nie pada przy tym wyjaśnienie, iż owi posłowie są de facto jego pracodawcami, bo to dzięki nim ma posadę w Brukseli”– czytamy w natemat.pl.

Kampania wyborcza nabiera tempa. PO kolejny raz zorganizowała „konwój wstydu” pod hasłem „PiS wziął miliony”. Tego samego dnia odbyła się konwencja wyborcza PiS-u, na której wystąpił Jarosław Kaczyński, a premier Mateusz Morawiecki złożył kolejne obietnice. PiS w nowym spocie przekonuje, że „dotrzymujemy słowa w rządzie, dotrzymamy w samorządzie”. – PiS wziął miliony w rządzie, a teraz chce wziąć w samorządzie. Tak wygląda praktyczny program PiS-u – komentuje w rozmowie z wiadomo.co rzecznik PO Jan Grabiec. Koalicja Obywatelska, czyli PO i Nowoczesna, swoją konwencję zaplanowały na najbliższą sobotę.

Kolejny „konwój wstydu” ruszył w Polskę

– To jest element kampanii wyborczej dotyczący oceny pracy rządu. Uważamy, że PiS zanim złoży nowe obietnice musi rozliczyć się ze stylu rządzenia przez ostatnie 3 lata. Afery dotyczące nagród i milionerów, którzy obsiedli stanowiska w spółkach Skarbu Państwa, nie zostały zamknięte. To bulwersuje wyborców, dlatego cały czas będziemy domagać się pełnego rozliczenia – mówi w rozmowie z wiadomo.co rzecznik PO Jan Grabiec.

Platforma uruchomiła w niedzielę kolejną akcję z cyklu „konwój wstydu” PiS, w ramach której w całej Polsce jeździć będą mobilne billboardy pod hasłem „PiS wziął miliony”. Tym razem politycy opozycji domagają się m.in. wyjaśnienia tzw. afery radomskiej.

Takie billboardy zawisły już kilka miesięcy temu. W akcji „PiS wziął miliony” PO zarzucała partii rządzącej m.in. brak obiecanych tanich mieszkań na wynajem czy drożejący prąd. Pierwszy „konwój wstydu” ruszył wiosną tego roku i dotyczył przede wszystkim nagród dla ministrów rządu Beaty Szydło.

„Obiecanki cacanki”, czyli konwencja PiS

Podczas konwencji wyborczej PiS w niedzielę premier Mateusz Morawiecki zaprezentował pięć nowych obietnic związanych z samorządami. PiS zamknęło je w hasłach: #CiepłyDom, #DobraOkolica, #NowoczesnaGmina, #InternetSzybciejWięcej i #MieszkaszDecydujesz.

– Te obietnice mają dotyczyć pieniędzy dla samorządów, w których będą zasiadali działacze partyjni PiS-u. To pokazuje, jaki stosunek do samorządu ma partia rządząca. Samorząd ma być likwidowany i zastąpiony administracją lokalną, ale podległą władzom rządowo-partyjnym – komentuje Jan Grabiec.

Rzecznik PO tłumaczy, że PiS nie będzie brał pod uwagę głosu mieszkańców: – PiS chce, żeby o być lub nie być samorządowców decydowały pieniądze, które dostaną z centrali na Nowogrodzkiej. A pieniądze będą przydzielane na podstawie uległości. To nie głos mieszkańców ma się liczyć, tylko wola partyjnego działacza, który dotrze do prezesa.

– To jest demontaż systemu samorządowego i powrót do systemu administracji lokalnej z czasów Rad Narodowych – podsumowuje polityk PO. A same propozycje premiera? – Są oderwane od rzeczywistości – mówi Grabiec. I dodaje: – W Zjednoczonej Prawicy toczą się kłótnie o władzę i pieniądze. Dlatego potrzebna taka demonstracja w postaci podpisywania porozumienia, które już nie raz było podpisywane.

„Absurdalny” nowy spot PiS-u

Po konwencji wyborczej PiS zaprezentował w poniedziałek rano nowy spot wyborczy.

– To hasło brzmi absurdalnie, zwłaszcza w zestawieniu z naszą kampanią „PiS wziął miliony”. Można powiedzieć, że PiS wziął miliony w rządzie, a teraz chce wziąć w samorządzie. Tak wygląda praktyczny program PiS-u – komentuje Jan Grabiec.

Według polityka opozycji widać wyraźnie, jak PiS działa w rządzie i jak działa w samorządzie. – Na listach wyborczych są ludzie, którzy z kariery partyjnej przeskoczyli do spółek Skarbu Państwa, a teraz starają się przeskoczyć na fotele samorządowe, po tym jak napaśli się w spółkach. To jest system korupcji politycznej – tłumaczy rzecznik Platformy.

Pierwsza krajowa konwencja Koalicji Obywatelskiej

Konwencja Koalicji Obywatelskiej ma być de facto startem kampanii wyborczej Platformy i Nowoczesnej. Tego dnia odbędzie się wspólne spotkanie Rad Krajowych tych partii.

– Będziemy chcieli opisać sytuację, w jakiej znajduje się Polska, podkreślić jakie znaczenie mają wybory samorządowe. Sięgając do naszego programu samorządowego opowiemy także, jak powinna wyglądać Polska po rządach PiS-u – zapowiada poseł Jan Grabiec. Przyznaje, że politycy Koalicji Obywatelskiej cały czas myślą o poszerzeniu formuły także o inne ugrupowania polityczne.

Podczas konwencji planowane jest wystąpienie niektórych kandydatów na prezydentów miast. Od przyszłego tygodnia rozpoczną się także konwencje regionalne.

Rzecznik PO przypomina, że partia pokazała już program samorządowy, dotyczący reformy instytucji państwowych i decentralizacji państwa w październiku zeszłego roku. – Możemy nad nim dyskutować, ale temperatura sporu politycznego jest taka, że nie sprzyja debacie merytorycznej. PiS chce tylko kusić Polaków kolejnymi obietnicami, a za tą zasłoną wyprowadzać pieniądze publiczne na cele partyjne i prywatne – mówi Grabiec.

Waldemar Mystkowski o bojaźni PiS.

Przesłuchanie Tuska może się zakończyć dla Wassermann tylko porażką.

W istocie to pytanie retoryczne. Donalda Tuska boi się całe PiS, począwszy od wierchuszki – prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Nie tylko z tytułu tego, iż w debacie – tak, dawniej takie coś się odbywało – zwykł przegrywać z byłym premierem RP i obecnie szefem Rady Europejskiej.

Bez mityzowania osoby Tuska i nadmiernych oczekiwań, należy stwierdzić, iż to obecnie najlepszy polski polityk, którego słucha Europa i ma wśród przywódców innych państw przyjaciół, a więc w polityce wartość bezcenną. Z naszego kraju długo nikt tak wysoko wespnie się w hierarchii globalnej – na pewno nie za naszego żywota.

Wartość Tuska w kraju to pochodna siły opozycji, dla której on jest ponadto wysoką premią, wartością dodaną. A więc PiS w jakiejkolwiek konfiguracji przegra każde wybory, gdy w tle będzie Tusk (nie musi kandydować na prezydenta), jeżeli przy urnach nie dojdzie do „cudu” przekrętów, które zaakceptuje Sąd Najwyższy.

Dlatego Tuska partia Kaczyńskiego chce wyeliminować, skompromitować. Ale niczego na niego nie mają, nawet zegarka za 30 tysięcy. Gdy porównamy rządy PO-PSL z dzisiejszą korupcją polityczną, chwytamy się za głowę, że mogło być normalnie, a teraz jest jak w szambie.

Tuska może przestał się bać Jarosław Kaczyński, bo on naprawdę już odchodzi. Boi się jego były doradca Mateusz Morawiecki, który zresztą z żadnym znaczącym politykiem Platformy już nie wejdzie w polemikę, bo za dużo kłamstw i szachrajstw stworzył w krótkim czasie swego premierostwa, a ten brud za paznokciami będzie mu rósł i rósł.

Tusk dla pisowców jest jak piorun z jasnego nieba dla Balladyny. I zdaje się, że tym kieruje się Małgorzata Wassermann, która pierwotny termin przesłuchania Tuska w komisji ds. Amber Gold przeniosła z 2 października na 5 listopada, na dzień po wyborach samorządowych.

Przesłuchanie Tuska może się zakończyć dla Wassermann tylko porażką. Ale to nie byłaby jej porażka w terminie 2 października, lecz innych kandydatów PiS w wyborach samorządowych. O przesunięciu przesłuchania więc nie ona decydowała, ale Nowogrodzka. Biedna Wassermann tłumaczy, że nie chce wykorzystywać komisji do swojej kampanii samorządowej (kandyduje na prezydenta Krakowa), co samo w sobie jest śmiechu warte, temat na skecz kabaretowy. Który polityk PiS nie wykorzystuje okazji? Uśmieliście się?

Przesłuchanie Tuska dzień po wyborach będzie politycznie bez znaczenia, gdyż Wassermann przybita porażką w pojedynku z Jackiem Majchrowskim, jako przewodnicząca komisji jest skazana na los Balladyny, zostanie podczas przesłuchania dobita piorunem. Tak działają nie tylko metafory literackie, taka jest siła Tuska, Donalda Tuska.

Post Navigation