Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Adam Szłapka”

Ksiądz, sympatyk faszyzmu

W sobotę papież Franciszek podczas pielgrzymki do Irlandii spotkał się z ofiarami księży-pedofili. Mówił o grzechu Kościoła i przepraszał. Ks. Tomasz Brussy z Poznania w tym samym czasie też przyznał na Twitterze, że pedofilia w Kościele to grzech. Ale na tym nie poprzestał. Wskazał, co jego zdaniem powinien zrobić Kościół, by problem zniknął. Jego słowa wiele osób oburzyły.

Ks. Tomasz Brussy przez ostatnie 7 lat był asystentem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Archidiecezji Poznańskiej. W stolicy Wielkopolski jest postacią znaną, choćby z tego, że aktywnie uczestniczy w akcjach organizowanych przez Obóz Narodowo-Radykalny czy Młodzież Wszechpolską.

W sobotę ks. Brussy zabrał na Twitterze głos w sprawie księży-pedofilów. „Pedofilia to odrażające przestępstwo i grzech. By nie dochodziło do niej więcej w Kościele trzeba wreszcie zwalczyć lobby homoseksualne wśród duchownych” – zawyrokował

Jego wpis spotkał się z licznymi reakcjami. Niektórzy słowa księdza uznali za przejęzyczenie. Inni zwracają uwagę, iż duchowny pomieszał pojęcia.

Jego wpis spotkał się z licznymi reakcjami. Niektórzy słowa księdza uznali za przejęzyczenie. Inni zwracają uwagę, iż duchowny pomieszał pojęcia.

Ks. Tomasz Brussy rozwiał wątpliwości, czy było to przejęzyczenie. Jeszcze w sobotę podał dalej „dane” opublikowane przez szefa Młodzieży Wszechpolskiej, które mają dowodzić, iż „90 proc. molestowań przez duchownych to działania homoseksualistów”.

Jako jeden z nielicznych w polskim Kościele (a może nawet jako jedyny?) głośno o konieczności walki ze zjawiskiem pedofilii wśród księży mówi o. Adam  Żak.

Ojciec Żak jest koordynatorem ds. ochrony dzieci i młodzieży przy Konferencji Episkopatu Polski. I przyznaje, że w tej walce o ochronę dzieci i młodzieży jest osamotniony. Nie ma przy tym wątpliwości, że pedofilska afera w polskim Kościele wybuchnie. Prędzej czy później.

O. ADAM ŻAK

koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży przy Konferencji Episkopatu Polski

Nie wiem, co się musi wydarzyć, żeby niektórzy przełożeni zrozumieli, że przy tego rodzaju przestępstwach trzeba działać ze znajomością rzeczy, szybko i ze świadomością zagrożeń dla bezpieczeństwa innych osób małoletnich. To zasady, którymi należy się bezwzględnie kierować.

wypowiedź dla deon.pl

Kmicic z chesterfieldem

Po co PiS właściwie wprowadził przepisy o odpowiedzialności dyscyplinarnej i dlaczego istnieje niewielka szansa, by się z nich wycofał? Jest to instrument politycznego wpływania na sędziów, co już widać, ale być może sprawa jest poważniejsza i PiS potrzebuje izby dyscyplinarnej, by przykładowo ograniczyć do niej tylko kompetencje Sądu Najwyższego do uznawania wyborów w kraju za legalne i ważne. To bardzo niebezpieczny instrument i dlatego działania Komisji Europejskiej uważam za w pełni uzasadnione – mówi europeistka prof. Renata Mieńkowska-Norkiene z Instytutu Nauk Politycznych UW. – KE dała 2 miesiące na wycofanie się z przepisów dotyczących systemu dyscyplinowania sędziów. Niezastosowanie się do tego zalecenia KE prawdopodobnie będzie wiązało się ze skierowaniem sprawy do TSUE – dodaje

JUSTYNA KOĆ: KE rozpoczęła drugi etap postępowania o naruszenie prawa unijnego wobec Polski w sprawie nowego systemu dyscyplinarnego dla sędziów. Co to oznacza, z czym się wiąże i kiedy możemy odczuć konsekwencje?

PROF. RENATA MIENKOWSKA-NORKIENE: Komisja Europejska jest strażniczką europejskiego prawa, m.in. w tym…

View original post 3 114 słów więcej

 

Barbara Nowacka ma klucz do zwycięstwa z PiS

Za aferę KNF odpowiada Jarosław Kaczyński, bo on posłał w bój swego najbliższego kolesia, który stworzył spółkę Srebrna – Adama Glapińskiego.

>>>

Na dorocznej liście 28 osób, które według redakcji POLITICO będą „kształtować, trząść i elektryzować” Europę w 2019 roku Polskę reprezentuje Barbara Nowacka, liderka Inicjatywy Polskiej i pełnomocniczka ruchu Ratujmy Kobiety. Człowiekiem, który ma wywrzeć największy wpływ na europejskie sprawy w przyszłym roku został uznany przewodniczący skrajnie prawicowej włoskiej Ligi, Matteo Salvini.

  • O zeszłorocznym zwycięzcy, liderze niemieckiej partii liberalnej Christianie Lindnerze, który miał namieszać w polityce, bo zerwał koalicję z CDU Angeli Merkel, Europa już nie pamięta
  • W zeszłym roku Polskę w plebiscycie reprezentował minister Zbigniew Ziobro, a przedtem Jarosław Kaczyński. Na liście dla roku 2016 znalazł się arcybiskup Stanisław Gądecki
  • Tegoroczna lista odróżnia się od poprzednich, ponieważ podzielono w niej uczestników na sprawców, marzycieli i zakłócaczy
  • Barbara Nowicka znalazła się na siódmym miejscu wśród sprawców

Jeśli w ciągu ostatnich lat czegoś nauczyliśmy się w POLITICO, to tego, że w polityce europejskiej ważny jest rok wyborów – w tym czy innym kraju. Jedni przywódcy się pojawiają. Inni upadają. Władza przechodzi w inne ręce. Lub też nie.

W tym kontekście przyszły rok zapowiada się szczególnie ekscytująco. W wyborach do Parlamentu Europejskiego wezmą udział obywatele 27 krajów członkowskich – po raz pierwszy zabraknie Brytyjczyków – a to dotychczas nudnawe wydarzenie zmieniło się w wyścig o potencjalnie poważnych konsekwencjach.

Nikt lepiej nie ilustruje stawki, o jaką toczy się ta gra niż osoba, która przewodzi naszej dorocznej liście osób, które ukształtują Europę w nadchodzącym roku: Matteo Salvini. Wyrastając na dominującą figurę we Włoszech, ten przywódca skrajnej prawicy ma zamiar przenieść swoją wizję ognistego populizmu na kontynentalne pole bitwy, z zamiarem obalenia europejskiego porządku.

Poznaj całą listę 28 osób, które wstrząsną Europą w 2019 roku – tekst oryginalny POLITICO

Nawet jeśli sondaże przewidują, że najwięcej głosów otrzymają tradycyjne europejskie partie konserwatywne i socjalistyczne, to Salvini i francuski prezydent Emmanuel Macron przekształcają te wybory w bitwę o przetrwanie Unii Europejskiej w jej obecnej formie. Mając na widoku Brukselę, Salvini dąży do zjednoczenia nacjonalistów na kontynencie w eurosceptyczny blok zdolny do zmiany kształtu Unii.

– Chciałbym być obecny we wszystkich krajach. Będziemy jedną z najsilniejszych grup – zapowiedział w rozmowie z POLITICO.

W tej czwartej odsłonie projektu POLITICO 28 ułożyliśmy listę nieco inaczej niż dotychczas. Podstawowa idea pozostaje niezmieniona: 28 osób z 28 krajów, które warto obserwować w nadchodzącym roku – politycy, liderzy biznesu, działacze i artyści wybrani nie z powodu zasięgu władzy, ale sposobu, w jaki kształtują swoje kraje lub Unię. Jednak tym razem, poza człowiekiem, która znalazł się samodzielnie na szczycie listy, podzieliliśmy pozostałych na trzy kategorie: sprawców, marzycieli i zakłócaczy.

Na szczycie listy sprawców jest Ine Marie Eriksen Søreide, norweska minister spraw zagranicznych, która stoi na pierwszej linii frontu „nie-całkiem-konfliktu” Zachodu z Rosją. Naszym marzycielem nr 1 jest Garance Pineau – jako szefowa ds. spraw europejskich w partii Macrona La République En Marche, będzie mobilizować liberałów na kontynencie przeciwko ofensywie Salviniego. Natomiast nasza największa zakłócaczka (z angielska „disruptor”), liderka Sinn Féin, Mary Lou McDonald, będzie działać, by zamieszanie związane z brexitem pomogło zrealizować marzenie jej partii o zjednoczonej Irlandii.

Zbigniew Ziobro na liście 28 osób, które według POLITICO wstrząsną Europą w 2018

„Zrobiła coś niezwykłego”

Polskę na liście reprezentuje Barbara Nowacka. Jest siódma na liście sprawców i nazwaną ją „budowniczą mostów”.

Weszła na listę, bo zrobiła w tym roku coś niezwykłego jak na polskiego lewicowego polityka: przedłożyła mianowicie praktyczną politykę ponad ideologiczną czystość.

Przed październikowymi wyborami samorządowymi połączyła swoje małe lewicowe ugrupowanie z dwiema partiami z przeciwnej strony tradycyjnego spektrum politycznego: ekonomicznie liberalnej partii Nowoczesnej i znacznie większej, centroprawicowej Platformy Obywatelskiej.

Rozmowy nie były łatwe dla żadnej ze stron. Partia Nowackiej jest może mała, ale ona sama jest jedną z bardziej znanych osobistości w polskiej polityce.

Jej matka Izabela Jaruga-Nowacka była działaczką feministyczną, która pełniła funkcję wicepremiera w latach 2004-2005 w rządzie koalicyjnym kierowanym przez post-komunistyczny Sojusz Lewicy Demokratycznej. Była jedną z grupy polityków opozycyjnych zaproszonych na tragiczny lot, który zakończył się katastrofą, podczas próby lądowania w Smoleńsku w Rosji w 2010 roku, zabijając wszystkie 96 osób na pokładzie, w tym prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego.

43-letnia Nowacka była również jedną z czołowych organizatorek masowych protestów przeciwko planom prawicowego rządu Prawa i Sprawiedliwości, zaostrzenia ustawy aborcyjnej – stanowisko, z którym jej nie po drodze z jej bardziej konserwatywnymi koalicjantami. Rzeczywiście, lider Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna szybko zdystansował się w tej sprawie od Nowackiej.

Ostatecznie jednak partyjni przywódcy zdecydowali, że ich różnice bledną w obliczu wspólnego zadania: przeciwstawienia się PiS-owi i temu, co określają jako jego coraz bardziej autorytarnym stanowisku.

– Oczywiście są między nami wielkie spory, ale o wolności osobiste będziemy się spierać, kiedy Polska z powrotem znajdzie się w rękach demokratycznych rządów, z wolnymi i niezależnymi sądami, z wolnymi wyborami i swobodnym dostępem do mediów – mówi Nowacka.

Jak na razie strategia zadziałała. Koalicja Obywatelska, jak nazywa się ten niezwykły sojusz, zbliżyła się bardzo mocno do PiS w wyborach samorządowych 21 października – zwiększając nadzieje opozycji przed przyszłorocznymi europejskimi i krajowymi wyborami parlamentarnymi oraz głosowaniem prezydenckim w 2020 roku.

– Dziś stoimy przed wyborem: czy będziemy krajem demokratycznym, czy pół-autorytarnym? – mówi Nowacka. – Aby wygrać z PiS w systemie wyborczym, jaki mamy w Polsce, startować muszą większe ugrupowania – zaznacza.

Pełna lista POLITICO 28

Depresja plemnika

16-letni Paweł Wenderlich w sierpniu tego roku wziął udział w akcji „Baby Shoes Remember”.

Przed katedrą w Toruniu – wspólnie z wieloma innymi osobami – zawieszał na ogrodzeniu kościoła maleńkie buciki, żeby upamiętnić ofiary księży pedofilów. Wisiały tam także kartki z napisem „Stop pedofilii w Kościele”.

Nastolatek za ten akt solidarności z dziećmi-ofiarami księży pedofilów odpowie przed sądem. Wniosek w sprawie Pawła Wenderlicha i trzech innych osób skierowała toruńska policja.

„Funkcjonariusze, którzy byli na miejscu zgromadzenia przed katedrą, sporządzili notatkę służbową, z której wynikało, że kilka osób zawiesiło na ogrodzeniu buciki dziecięce i kartki” – potwierdziła w wp.pl podinsp.

Wioletta Dąbrowska z Komendy Miejskiej Policji w Toruniu. Funkcjonariuszka powołuje się na art. 63a Kodeksu wykroczeń: „Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo…

View original post 3 134 słowa więcej

PiS w potrzasku. Prawo europejskie dopadnie Kaczyńskiego, Morawieckiego, Dudę

Poseł Nowoczesnej Adam Szłapka po prawie dwóch miesiącach otrzymał odpowiedź na swój wniosek do Warszawskiej Prowincji Redemptorystów o udostępnienie informacji publicznej. Pisaliśmy o tym w artykule „Poseł Szłapka nie odpuszcza – dalej pyta o auta od bezdomnego dla Rydzyka”.

Redemptoryści odmówili posłowi odpowiedzi na jego pytania. – „Mamy obowiązek wynikający zarówno z prawa kanonicznego, jak i prawa powszechnie obowiązującego, strzec wszelkich danych osobowych darczyńców, którzy jako osoby prywatne mogą dokonywać darowizn ze swojego prywatnego majątku. W związku z tym Pana pytanie powinno być każdorazowo kierowane do poszczególnych osób prywatnych, które przekazują darowizny ze swojego prywatnego majątku” – napisał wicesekretarz prowincji ojciec Janusz Dołbakowski.

Brzmi to prawie jak kpina, bo trudno zadać pytanie osobie, która nie żyje. Sam Tadeusz Rydzyk, chwaląc się dwoma autami od bezdomnego pana Stanisława, ubolewał, że darczyńca umarł.

Dołbakowski w swojej odpowiedzi powołał się także na „wolność religijną”.  – „Zdaniem Prowincji należy pamiętać, iż przekazywanie darowizn może się także mieścić w wolności religijnej, która podlega ochronie w międzynarodowym i polskim porządku prawnym. Zgodnie z Konstytucją RP, organy publiczne nie mogą żądać informacji na temat wyznania poszczególnych osób, zaś udzielenie Panu Posłowi informacji, o których mowa we wniosku, mogłaby naruszyć zarówno ochronę danych osobowych jak i praw do zachowania w tajemnicy swojego wyznania” – stwierdził redemptorysta.

„Dla transparentności życia publicznego te rzeczy, które są utrzymywane ze środków państwowych powinny być jawne. Dlatego z odpowiedzią redemptorystów po prostu się nie zgadzamTo jest oligarchizacja życia publicznego. Nie zgadzam się z tym fundamentalnie – to nie jest tak, że w tym przypadku Rydzyk pełni funkcje duszpasterskie, a polityczno-biznesowe. On jest poważnym biznesmenem, bardzo bogatym, wspieranym przez rząd, mającym własne media. Ten obraz kropka w kropkę jest jak najgorsze praktyki z czasów Janukowycza na Ukrainie” – powiedział w rozmowie z dziennik.pl Adam Szłapka. Poseł Nowoczesnej zastanawia się, czy nie skieruje sprawy do sądu.

„Obwiniona użyła słów wulgarnych, które były słyszane przez dzieci, co jest oczywistym złem. Ale znacznie większym złem jest to, co dzieje się w Polsce. Mamy ciąg naruszeń Konstytucji w związku z ograniczaniem wolności zgromadzeń, przejmowaniem instytucji konstytucyjnych, czyli Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Sądownictwa, w chwili obecnej Sądu Najwyższego, naruszaniem zasady trójpodziału władzy i odmową publikowania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Sąd Okręgowy musiał zmierzyć się z problemem społecznym, gdzie z jednej strony mamy co czynienia z ciężkim naruszeniem najwyższego prawa, czyli Konstytucji przez przedstawicieli władzy wykonawczej i ustawodawczej, a z drugiej strony z zachowaniami obywateli, szczególnie obwinionej, które wyczerpują znamiona czy to wykroczenia, czy też przestępstwa. (…) Jeśli zestawimy ten czyn z czynami, w stosunku, do których stanowił on reakcję, to jedynym możliwym stwierdzeniem Sądu Okręgowego było to, że ten czyn obwinionej z takiego punktu widzenia pozbawiony był społecznej szkodliwości w rozumieniu czynu karnego” – tak uzasadniał sędzia Sławomir Jęksa uniewinnienie żony prezydenta Poznania. Joanna Jaśkowiak została wcześniej ukarana przez sąd rejonowy za użycie słów „Jestem wk…wiona” grzywną w wysokości 1000 złotych.

Sędzia wyraził jednak nadzieję, że wyrok uniewinniający Jaśkowiak nie będzie traktowany jako „szerokie upoważnienie do stosowania wulgaryzmów w Polsce”. – „Raz się to zdarzyło, być może było to potrzebne. Ale jeżeli będziemy chcieli jeszcze raz wyrażać wściekłość, to mamy olbrzymie ułatwienie. Nie trzeba już używać tych słów, wystarczy powiedzieć, że się jest tak zdenerwowanym, jak pierwsza dama Poznania w dniu 8 marca 2017 roku” – powiedział sędzia Jęksa. Wyrok jest prawomocny.

„Jestem pod wrażeniem przeprowadzonego procesu. Obojętnie jaki byłby wyrok – jest to prawo, które mnie uczono” – stwierdziła Joanna Jaśkowiak. Jej mąż powiedział, że żywi wielki szacunek dla sędziego orzekającego. – „Nie mam wątpliwości, że zapłaci on za to cenę. Wielki szacunek, że są sędziowie, którzy nie boją się Ziobry i w takich trudnych sytuacjach potrafią zachować się tak, jak sędzia Sławomir Jęksa. Jednocześnie jest to o tyle ważne, że daje wiarę w wymiar sprawiedliwości, który mimo tylu działań PiS-u, nie został jeszcze złamany” – stwierdził Jacek Jaśkowiak.

Komisja Europejska podjęła decyzję o pozwaniu Polski przed Trybunał Sprawiedliwości UE. Powodem jest naruszenie zasady niezawisłości sędziowskiej, które wynika z nowej ustawy o Sądzie Najwyższym. Komisja wnioskuje też o zabezpieczenie tymczasowe, czyli zawieszenie działania zaskarżonych unormowań.

Polska nie wypełnia zobowiązań traktatu o Unii Europejskiej

Czy polski rząd zastosuje się do takiego zarządzenia? W przypadku Puszczy Białowieskiej się nie zastosował. Ale takie zabezpieczenie byłoby niezwykle ważnym wsparciem moralnym i prawnym dla siedmiu sędziów Sądu Najwyższego, którzy na początku sierpnia wydali postanowienie zawieszające te przepisy w związku z pytaniem prejudycjalnym do TSUE.

Komisja podtrzymuje swoje stanowisko, które wyraziła w sierpniu, gdy rozpoczęła procedurę zmierzającą do zaskarżenia tej ustawy: że polska ustawa o Sądzie Najwyższym, posyłając na wcześniejszą emeryturę 27 sędziów, którzy skończyli 65. rok życia, jest niezgodna z prawem UE, ponieważ narusza zasadę niezależności sądownictwa, a zatem również zasadę nieusuwalności sędziów. Tym samym Polska nie wypełnia, zdaniem Komisji, swoich zobowiązań wynikających z art. 19 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej w związku z art. 47 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej.

Komisja Europejska przechodzi o trzeciego etapu – zaskarża

Komisja zauważa, że po jej wezwaniu do usunięcia naruszenia (2 sierpnia), w którym określono zastrzeżenia prawne, Polska przyspieszyła procedurę usuwania sędziów, co „tworzy zagrożenie w postaci poważnego i nieodwracalnego uszczerbku dla niezależności sądownictwa w Polsce, a tym samym dla systemu prawnego Unii Europejskiej. Niezależność krajowych sądów i trybunałów jest bowiem niezbędnym elementem funkcjonowania współpracy sądowej między państwami członkowskimi UE, w tym działania trybu pytań prejudycjalnych, przewidzianego w art. 267 Traktatu o Funkcjonowaniu UE”.

Władze polskie odrzuciły zastrzeżenia Komisji. Komisja 14 sierpnia przesłała „uzasadnioną opinię” o naruszeniu, dając konkretne zalecenia. Polskie władze je również odrzuciły, zaprzeczając, by naruszyły unijne prawo, i powołując się na suwerenność władz państw członkowskich w dziedzinie organizacji wymiaru sprawiedliwości. Teraz Komisja przechodzi do trzeciego etapu – do zaskarżenia ustawy do TSUE.

Czy Trybunał Sprawiedliwości może oceniać polskie sądownictwo?

Czy Polska zastosuje się do postanowień TSUE?

Prominentni politycy PiS wielokrotnie oświadczali publicznie, że rząd nie zastosuje się do wyroku czy innych postanowień Trybunału, jeśli uzna je za niesłuszne. Komisja przypomina, że jeśli państwo członkowskie nie zastosuje się do postanowień pierwszego wyroku, na mocy art. 260 TSUE Komisja może wszcząć kolejne postępowanie w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego i posłać sprawę do TSUE. A także zaproponować nałożenie na nie grzywny uzależnionej od czasu trwania naruszenia i jego wagi oraz od wielkości państwa. Sankcje finansowe mogą być dwojakiego rodzaju: zryczałtowana kwota naliczona w oparciu o czas od momentu wydania pierwszego wyroku albo kara pieniężna w wymiarze dziennym, naliczana od dnia wydania drugiego wyroku do momentu, gdy uchybienie zostanie usunięte.

W tej sprawie Trybunał Sprawiedliwości – po raz kolejny po wyroku w sprawie skargi portugalskich sędziów z lutego roku i niedawnej odpowiedzi na pytanie irlandzkiego sąduw sprawie wydania do Polski w ramach ENA (europejskiego nakazu aresztowania) mężczyzny podejrzanego o handel narkotykami – będzie miał okazję wypowiedzieć się w sprawie standardów, jakie musi spełniać sądownictwo państw członkowskich, by można było uznać, że jest w stanie bezstronnie orzekać w sprawach związanych z prawem UE.

Komisja Europejska ratuje praworządność w Polsce

Polski rząd argumentuje, że Trybunał w ogóle nie ma prawa orzekać o tych standardach. I tego argumentu zapewne użyje, jeśli wyrok TSUE nie będzie po jego myśli. Ale polscy sędziowie nie tylko mogą, ale mają obowiązek podporządkować się orzeczeniom Trybunału, bo są także sędziami europejskimi. To oznacza, że jeśli np. Trybunał orzeknie o tymczasowym zawieszeniu przepisów, sędziowie SN po prostu powinni powrócić do orzekania. Chyba że Trybunał zostawi tu furtkę dla tych, którzy nieodwołalnie chcą pozostać (uznać pozostanie) w stanie spoczynku.

Niezależnie od tego, jak polski rząd potraktuje orzeczenia TSUE, decyzja KE to pierwszy mający realne znaczenie prawne krok w sprawie ratowania praworządności w Polsce. I wsparcie – prawne i moralne – dla wszystkich sędziów stawiających opór łamaniu konstytucji.

Przypominamy władzy, na czym polega członkostwo w UE

Waldemar Mystkowski pisze o skierowaniu pozwu Komisji Europejskiej do TSUE.

Podczas 3 lat rządów PiS ta decyzja KE może mieć większą siłę politycznej perswazji niż dotychczasowe protesty uliczne.

Skierowanie pozwu przez Komisję Europejską do Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie Sądu Najwyższego jest jedną z najlepszych wiadomości w ostatnim czasie, z której powinni cieszyć się Polacy. Świadomie pominąłem w poprzednim zdaniu, kto ma być skarżonym, jaki podmiot – otóż nie Polska, ale władze PiS.

Tak musimy to przyjmować, acz z zastrzeżeniem, że na razie. To „na razie” jest warunkowe, bo za nas wolności i demokracji w kraju nie zaprowadzą najmądrzejsze europejskie i światowe instytucje, tylko my sami. Acz mogą być pomocne, mogą nam podać rękę, której w naszych dziejach tak brakowało.

Komisja Europejska złożyła do TSUE dwa ważne wnioski, mianowicie zastosowanie trybu przyspieszonego i przywrócenie sytuacji w Sądzie Najwyższym sprzed 3 lipca 2018, kiedy to niekonstytucyjna ustawa wprowadziła porządek partyjny w tej instytucji, która powinna być niezależna.

Dopiero teraz w oglądzie tych wszystkich aspektów możemy docenić mądrość I Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Gersdorf, która nie dała się nabrać podchodom prezydenta Andrzeja Dudy ani desperackim aktom manipulacji, jakie wyczyniał w ubiegłym tygodniu przed szczytem unijnym w Salzburgu premier Mateusz Morawiecki.

Z tego ostatniego osobnika wszystkimi szwami wychodzą pakuły, którymi został wypchany. Morawiecki to tylko pijarowski napompowany produkt. Spuszczając z niego nadymane ego, zderzamy się z niemiłymi dla rozumu podejrzeniami, iż z nim jest coś bardzo nie tak.

Podczas 3 lat rządów PiS ta decyzja Komisji Europejskiej może mieć większą siłę politycznej perswazji niż dotychczasowe protesty uliczne społeczeństwa obywatelskiego KOD, Obywateli RP i innych. Poczułem ten wiew nadziei, jaki tchnął po beznadziei końca ubiegłego wieku, gdy niepozorny Polak o nazwisku Adam Małysz w konkurencji wydawałoby się bez znaczenia – skoków narciarskich – przywrócił nam dumę Polaka.

Dzisiaj tym Małyszem, tym Lechem Wałęsą, jest prof. Gersdorf, która nie dała się cwaniaczkom spod ciemnej gwiazdy Dudom, Morawieckim, Kaczyńskim i ratuje kraj przed pogrążeniem w zapaści. Europa podaje nam rękę, musimy z jej pomocy skorzystać. Jeżeli nie teraz, to kiedy?

Ford Trump na niedzielę

PiS skończy na oddziale zamkniętym, albo za kratami. Zależy jak się będą politycy bronić

Tu sobie krzywdy nie zrobią 😂😉

Prof. Marcin Matczak przekonuje, że czwartkowa decyzja Sądu Najwyższego, który zawiesił stosowanie przepisów ustawy o SN dotyczących przenoszenia sędziów powyżej 65 lat w stan spoczynku, nie budzi wątpliwości. Co więcej, prezydent i KRS mają obowiązek bezwzględnego podporządkowania się decyzji SN.

W czwartek Sąd Najwyższy zawiesił stosowanie części przepisów ustawy o SN w związku ze skierowaniem pięciu pytań do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Pytania dotyczą zgodności ustawy z prawem europejskim. W ocenie Kancelarii Prezydenta, działanie Sądu Najwyższego nie ma podstawy prawnej.

Decyzję sędziów Sądu Najwyższego skomentował na swoim blogu profesor Marcin Matczak. W ocenie prawnika, SN mógł zadać pytania do Trybunału Sprawiedliwości UE, to „nie budzi wątpliwości”. A te pojawiły się po decyzji Sądu Najwyższego, który zawiesił stosowanie niektórych przepisów ustawy o SN dotyczących przenoszenia sędziów powyżej 65 lat w stan spoczynku. Zdaniem Matczaka, SN mógł to zrobić, m.in. dlatego, że Polska jest od 2004 roku członkiem UE, a unijne prawo jest na mocy konstytucji także prawem polskim.

Jak wyjaśnia prawnik, kiedy sąd krajowy, który jest także sądem unijnym, rozstrzyga kwestię z elementem międzynarodowym, musi mieć pewność, że jest rzeczywiście sądem unijnym, który z definicji musi być niezależny od polityków, a w związku z tym, czy Polska, zgodnie z art. 19 Traktatu o UE zapewnia skuteczne środki zaskarżenia (skuteczny jest tylko środek kierowany do niezależnego sądu). I jak dalej wskazuje Matczak, z powodu zmian w prawie wprowadzonych przez PiS, Sąd Najwyższy takiej pewności nie ma i stąd pytanie do unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

Profesor podkreśla, że organy państwa polskiego, w tym prezydent i KRS mają obowiązek bezwzględnego podporządkowania się decyzji Sądu Najwyższego. – No chyba, że chcą wyjść z UE – dodaje.

Wedle logiki Brudzińskiego młodzież spotykająca się dziś z Hołdysem może być inwigilowana, bo za pół roku ktoś może coś napisać na murze.

Po szokującej informacji OKO.press o inwigilowaniu opozycji, artystów i zwykłych obywateli przez policję w ramach akcji „Rekonesans”, jeszcze bardziej szokujące okazało się tłumaczenie tych praktyk przez władzę. Przyznam, że w swej naiwności łudziłem się, że minister Brudziński – choć oczywiście nie przeprosi – to chociaż zleci wewnętrzne śledztwo dotyczące inwigilowania obywateli. Tymczasem nic takiego się nie wydarzyło. Ba, minister Brudziński przybył wczoraj na białym koniu do TVN 24 i na pytanie Katarzyny Kolendy-Zaleskiej o inwigilowanie młodzieży spotykającej się z Hołdysem podczas protestów w lipcu 2017 r. odpowiedział tak: „Przed spotkaniem tejże młodzieży [z Hołdysem] byli również zaangażowani policjanci z tzw. wydziału cyberprzestępczości, czyli ci, którzy analizują to wszystko, co się dzieje w tej rzeczywistości wirtualnej”.

Oznacza to, że obywatele polskiego państwa są inwigilowani w internecie przez Wydział do walki z Cyberprzestępczością, chociaż cyberprzestępczość, czego pan minister raczej nie rozumie, polega na dokonywaniu poważnych przestępstw przy użyciu sieci, a nie na lajkowniu postów i zapisywanie się na eventy ze Zbigniewem Hołdysem.

Powodem inwigilacji „tejże młodzieży” było to, że niejaka Klementyna Suchanow napisała w grudniu 2017 r. na Facebooku głośny post o swoich snach z koktajlami Mołotowa. Brudziński: „Jeżeli czytamy – i nie jest to jakiś tam anonimowy troll internetowy, ale jakby emblematyczna dla tego środowiska postać pani Klementyny Suchanow – że ona pisze w grudniu 2017, czyli przed tymi wydarzeniami: »Śniły mi się dzisiaj w nocy mołotowy, jaja [rzucanie jajami] to tak naprawdę daleko idący kompromis«”.

Problem w tym, że Klementyna Suchanow napisała to nie przed „tymi wydarzeniami”, czyli protestami w lipcu 2017 r., ale w grudniu 2017 r., czyli pół roku po „tych wydarzeniach”, podczas których policja inwigilowała młodzież. Wychwyciła to Kolenda- Zaleska, na co minister Brudziński rozbrajająco zapytał: „Dobrze, ale jaka koincydencja czasowa? Grudzień 2017 roku – mamy takie wpisy. I co jest rolą policji? Za – bez – pie – czyć również tych ludzi, którzy w tych manifestacjach uczestniczą”.

Oznacza to, że każdy z nas „bez żadnego trybu” może być teraz – w sierpniu 2018 r. – śledzony, że jego rozmowy, również intymne, z najbliższymi, mogą być nagrywane, że może być filmowany i mieć założoną teczkę operacyjną, albowiem pół roku później – w styczniu 2019 r. – Klementyna Suchanow znów coś napisze na Fejsie. Wedle logiki Brudzińskiego młodzież spotykająca się dziś z Hołdysem może być inwigilowana, bo za pół roku ktoś może coś napisać na murze.

To czysty „Rok 1984” Orwella. Owe słynne ACTA to przy tym pikuś.

Brudziński pewnie o tym nie wie, ale powtarza dokładnie esbecką retorykę uzasadniającą inwigilowanie w peerelu: trzeba zapewnić obywatelom bezpieczeństwo przed wichrzycielami z „Solidarności”. Ci wichrzyciele czasami bowiem coś na PZPR brzydkiego powiedzieli i czasami też, o zgrozo, spotykali się z różnymi Hołdysami na różnych pięterkach.

Gdy redaktor Kolenda-Zaleska w rzeczonym wywiadzie mówi o młodzieży, która się z owym Hołdysem spotyka, to Brudziński rozbrajająco pyta: „Po co?”. Najwyraźniej w państwie PiS prywatne spotykania z innymi ludźmi muszą mieć określony cel, a czy cel jest dopuszczalny, to sprawdzi policja Brudzińskiego. Chcesz się z kimś spotkać w kawiarni, obywatelu? Ale po co? – pyta minister Brudziński. Posiedź lepiej w domu, my ci, obywatelu, zapewnimy bezpieczeństwo.

Wiele osób sobie z całej tej sytuacji kpi, zwłaszcza gdy patrzy na nieudolność rzeczonych tajniaków i parodystyczne raporty z inwigilacji. Ale to błąd. Władza wchodzi na ścieżkę autorytarną i – jak widać – nie ma nawet cienia refleksji, żeby się gdzieś zatrzymać.

W całej tej sprawie umyka jeszcze jedno. Otóż inwigilowana miała być także opozycja. Jest ta nasza opozycja, jaka jest, ale nikt nie ma prawa podsłuchiwać, nagrywać i śledzić liderów partii opozycyjnych, nawet jeśli rzekomo zapewnia im w ten sposób bezpieczeństwo. Tymczasem zbliżają się wybory i na dziś sprawa wygląda tak, że Schetyna, Petru, Kukiz, Czarzasty, Zandberg będą przez władzę śledzeni, podsłuchiwani, a raporty „przypadkowo” lądować będą w centrum decyzyjnym na Nowogrodzkiej, a potem obrobione w usłużnej TVP. Można się więc śmiać, nawet głośno, ale oby ten śmiech nie zamarł nam w gardle.

Przepisy nie obowiązują

Sąd Najwyższy zawiesił stosowanie PiS-owskich przepisów wysyłających sędziów po 65. roku życia w stan spoczynku. Tym samym znalazł sposób na, przynajmniej chwilowe, zablokowanie czystek w SN.

Sędziowie wysłali do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej 5 pytań prejudycjalnych, w których chce, aby TSUE wypowiedział się m.in. w kwestii nieusuwalności sędziów i uzależnienia możliwości dalszego orzekania przez sędziego SN, który przekroczył 65. rok życia, od zgody władzy wykonawczej, w tym przypadku prezydenta. SN pyta też o wykładnię unijnego przepisu, który zakazuje dyskryminacji ze względu na wiek.

Teraz Polska musi poczekać na odpowiedź TSUE. Sąd Najwyższy zawiesił tym samym stosowanie przepisów zmuszających sędziów do przechodzenia w stan spoczynku po ukończeniu 65. roku życia.

– W tej sprawie SN na podstawie przepisów Kodeksu postępowania cywilnego zdecydował się zawiesić stosowanie artykułów 111 i 37 oraz 39 ustawy o Sądzie Najwyższym – tłumaczył rzecznik SN Michał Laskowski. – Jest to decyzja, która zgodnie z prawem powinna spowodować to, że zarówno KRS, jak i prezydent do czasu rozstrzygnięcia tych kwestii przedstawionych w zadanych pytaniach nie będą podejmować dalszych czynności w tych procedurach, które dalej się toczą w odniesieniu do sędziów, którzy 65. rok życia ukończyli – dodał sędzia Laskowski.

Prezydent: Działanie bezprawne

„W ocenie Kancelarii Prezydenta dzisiejsze działanie Sądu Najwyższego, polegające na zawieszeniu stosowania niektórych przepisów ustawy o SN, nastąpiło bez prawidłowej podstawy prawnej i nie wywiera skutków wobec Prezydenta RP, ani jakiegokolwiek innego organu” – napisano na profilu Kancelarii Prezydenta.

Nowa KRS potwierdza: Muszyński do Izby Dyscyplinarnej

Nowa KRS opublikowała listę kandydatów do SN, mimo że jeszcze kilka dni temu jej rzecznik twierdził, że nie pozwalają na to przepisy RODO. Do obsadzenia są czterdzieści cztery wakaty sędziowskie. Najwięcej – 91 – chętnych zgłosiło się do Izby Dyscyplinarnej.

Do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych chce trafić 68 kandydatów, a do Izby Cywilnej – 32. Najmniejszym zainteresowaniem cieszy się Izba Karna. Ta posada kusi tylko 7 chętnych.

Wśród kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego jest między innymi 45 radców prawnych, 34 adwokatów, 22 pracowników naukowych oraz 24 sędziów sądów rejonowych i 22 sędziów sądów okręgowych.

Swoją kandydaturę do Izby Dyscyplinarnej zgłosił też sędzia dubler Trybunału Konstytucyjnego Mariusz Muszyński.

Art. 7 w tle, Polska odpowiada KE

Komisja Europejska otrzymała od Polski pierwsze odpowiedzi w ramach rozpoczętej procedury w sprawie naruszenia prawa UE w związku z ustawą o Sądzie Najwyższym. Będziemy analizować ten dokument – poinformowała rzeczniczka KE Natasha Bertaud.

W przesłanych do Komisji dokumentach rząd Mateusza Morawieckiego twierdzi, że zgodnie z art. 180 ust. 5 Konstytucji RP istotą niezawisłości sędziowskiej jest m.in. zagwarantowanie sędziemu nieusuwalności z urzędu. W żaden sposób jednak nie można tej przesłanki niezawisłości utożsamiać z zakazem określania wieku przejścia sędziów SN w stan spoczynku, bo są to zupełnie inne sytuacje. Podkreśla też, że zgodnie z art. 180 ust. 4 Konstytucji RP ustawa określa granicę wieku, po osiągnięciu której sędziowie przechodzą w stan spoczynku.

Polska tłumaczy, że przeniesienie sędziego w stan spoczynku nie oznacza utraty statusu sędziego. Polski rząd przekonuje wręcz, że przejście w stan spoczynku sędziów jest niejako dopełnieniem gwarancji nieusuwalności i niezawisłości sędziowskiej i jest to uzasadnione potrzebą zapewnienia sprawnego funkcjonowania sądów.

Dodatkowo autorzy pisma ganią Komisję, że ta dała tylko 4 tygodnie na odpowiedź polskiemu rządowi, podczas gdy ten czas powinien być dłuższy.

JUSTYNA KOĆ: SN zawiesił wykonanie ustawy i skierował 5 pytań prejudycjalnych do TSUE. Co to oznacza?

PROF. MAREK CHMAJ: SN miał pełne prawo skierować pytania do TSUE. Do momentu uzyskania odpowiedzi zawiesił stosowanie niektórych przepisów ustawy o SN. Inaczej mówiąc, w konkretnej sprawie, która jest na wokandzie SN, sprawa dotyczy sędziów, którzy przechodzą w stan spoczynku, w stosunku do tych sędziów SN zawiesił stosowanie przepisów ustawy, zastosował wniosek zabezpieczający, który będzie obowiązywać aż do momentu rozpoznania pytań prejudycjalnych skierowany do TSUE.

Na podstawie jakiego przepisu SN może tak się zachować?

Sąd zawsze na początku może rozpoznawać kwestie wstępne, tutaj kwestią wstępną było wyznaczenie na rozprawie dwóch sędziów SN, którzy ukończyli 65 lat. Sąd, aby rozpoznać tę kwestię, podał w wątpliwość zgodność ustawy o SN z wartościami unijnymi, w tym z zasadą praworządności. Skoro sąd ma wątpliwość, kieruje pytania prawne, zgodnie z ustawą o SN, do TSUE i do momentu odpowiedzi na te 5 pytań prawnych w danej, konkretnej sprawie zawiesił stosowanie przepisów ustawy.

Jakie to rodzi konsekwencje? Co się stanie, jeżeli PiS nie uzna tej decyzji?

PiS nie jest od tego, żeby uznawać bądź nie uznawać decyzji, orzeczenia lub postanowienia sądu. Jeżeli PiS jest spokojny o to, że ustawa o SN jest zgodna z konstytucją i wartościami unijnymi, to może czekać na rozstrzygnięcie Trybunału UE.

Jeżeli jednak się okaże, że ta ustawa jest niezgodna z wartościami unijnymi, to będzie wymagana jej zmiana. Do momentu odpowiedzi na 5 pytań prawnych stosowanie konkretnych przepisów dotyczących przechodzenia sędziów w stan spoczynku jest zawieszone. To oznacza bezpośrednio, że ci sędziowie, których na podstawie obecnej ustawy trzeba by przenieść w stan spoczynku, dalej orzekają.

Panie profesorze, a nie będzie tak jak w przypadku I Prezes SN? Środowiska prawnicze, polskie, europejskie, uznają prof. Gersdorf, a według PiS jest ona sędzią w stanie spoczynku. Teraz też mogą zrobić podobnie.

Ani minister, ani wiceminister, ani nawet premier nie jest organem powołanym do tego, żeby orzekać, czy kadencja I Prezesa SN trwa bądź nie. Mamy konkretny przepis, art. 183 konstytucji, który wskazuje, że kadencja I Prezesa SN trwa 6 lat. A zresztą, skoro te przepisy o przejściu sędziów w stan spoczynku zostały zawieszone i nie obowiązują, to kadencja I Prezes trwa dalej, a sędziowie, którzy mieli odejść w stan spoczynku, dalej orzekają z automatu.

Co może zrobić TSUE? Ile ma czasu na odpowiedź?

TSUE ma obowiązek odpowiedzieć na pytanie tak szybko, jak to tylko możliwe, z tego, co wiem, sama procedura może jednak wydłużyć się nawet do kilkunastu miesięcy.

A jak ocenia pan ten ruch w wojnie o niezawisłość sądów?

Sprawa jest jasna. PiS dużo zrobił, żeby rozbroić władzę sądowniczą i wyeliminować wszystkie bezpieczniki chroniące tę władzę przed zbyt daleko idącymi zakusami polityków, ale SN znalazł bezpieczniki w prawie unijnym, takie, których PiS rozbroić nie może.

Nowa KRS opublikowała dziś listę chętnych na stanowiska w SN. Czy to, co zrobił dziś SN, w jakiś sposób to blokuje?

Niestety nie, ponieważ SN swoim postanowieniem zabezpieczającym pozostawił określonych sędziów w stanie czynnym, zablokował ich przejście w stan spoczynku. Natomiast na stanowiska wolne może być prowadzone postępowanie konkursowe i tego postępowania SN wstrzymać nie może.

Najwięcej kandydatur jest do Izby Dyscyplinarnej, o czym to świadczy?

Z jednej strony to jest najwygodniejsza Izba, bo ma największe kompetencje i większe uposażenie. Poza tym daje władzę nad innymi sędziami, adwokatami, radcami prawnymi. To nowa Izba, więc może ustawić sobie relacje wewnętrzne. Ta Izba jest też obiektem marzeń prokuratorów, ponieważ da im status sędziów SN, a jednocześnie umożliwi dyscyplinowanie innych sędziów.

Na liście kandydatów jest m.in. Mariusz Muszyński, obecny sędzia TK.

Nie sędzia, tylko dubler TK. Kandyduje, bo chce mieć status legalnego sędziego. To bardzo dużo. Ja nawet przewiduję, że zostanie prezesem Izby Dyscyplinarnej.

Czwarty, czy V rozbiór to może być ponury finał tego, co Polscy zafundowali Ojczyźnie w 2015, tego nie można wykluczyć. Na razie to napaść części narodu na resztę i próba zmuszenia go do życia w kraju urządzonego na modłę jednego dziwaka, po to by mógł rządzić do śmierci.

Earl drzewołaz

W dniu 28 lipca Komitet Obrony Demokracji Region Zachodniopomorski zawiesił na rzeźbie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego koszulkę z napisem Konstytucja.

Była to forma zamanifestowania naszego przywiązania dla najważniejszych dla nas wartości, a także próba zwrócenia uwagi szerokiej opinii publicznej na fakt, że prezydent Andrzej Duda, mimo licznych protestów obywatelskich, podpisał się pod ustawą zmieniającą Sąd Najwyższy w kolejną – po Trybunale Konstytucyjnym i Krajowej Radzie Sądowniczej – atrapę. Ustawa ta bowiem jawnie łamie najwyższy akt prawny, jakim jest Konstytucja.

W sposób oczywisty nie było naszą intencją znieważanie “pomnika”, a tym bardziej samej osoby Lecha Kaczyńskiego. Przeciwnie nawet, bo pamiętamy go z wielu wypowiedzi, w których potwierdzał swój najwyższy szacunek dla Konstytucji, nawet jeśli jej artykuły mogły być niekorzystne dla jego obozu politycznego.

Wstrząsnęła nami jednak reakcja aparatu ścigania. Rozpoczęła się nagonka, dochodzenia i zastraszanie, bo tylko tak można rozumieć „paski” w TVP z informacjami o poszukiwaniu „sprawców”, jak przestępców. Okazało…

View original post 1 608 słów więcej

Post Navigation