Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “afera taśmowa”

Wszcząć śledztwo w sprawie Falenty

„Złożyłem wniosek o podjęcie śledztwa w sprawie istnienia zorganizowanej grupy przestępczej wykorzystującej nielegalne podsłuchy do obalenia rządu. Pan Marek F. może złożyć zeznania w tym postępowaniu i starać się o wznowienie swojej sprawy” – poinformował na Twitterze Roman Giertych.

To reakcja na dzisiejsze doniesienia „Rzeczpospolitej”, o czym w artykule „Falenta skazany w aferze podsłuchowej grozi, że jeśli Duda go nie ułaskawi, ujawni, kto za nim stał”.

„Dziś może to nic nie da, ale jutro… Falenta będzie musiał być przesłuchany w sprawie, a tego pisiorzy boją się najbardziej”; – „Wieje mi tu optymizmem, którego nie podzielam. Gdzie sprawa KNFu czy Srebrnej? Któren prokurator go przesłucha czy postawi zarzuty jak zero zagrozi konsekwencjami?” – komentowali internauci.

Wyjaśnień żąda także opozycja. – „Te działania, które były podejmowane w ostatnim czasie, prokuratura, która chciała kary w zawieszeniu dla pana Falenty, niemrawa policja, która go szukała i tak naprawdę pod naciskiem opinii publicznej dopiero został odnaleziony w Hiszpanii. Wszystko to pokazuje, że PiS ma ewidentnie coś na sumieniu w tej sprawie. I dlatego będziemy domagali się wyjaśnień, będziemy domagali się rzetelnego działania organów państwowych” – zapowiedział poseł PO Tomasz Siemoniak.

Kmicic z chesterfieldem

„Pamiętajcie jedno. Możecie sobie zgłaszać różne rzeczy do prokuratury. Ona się tym zajmie. Ale nie możecie tego upubliczniać. To pisze sam Jarosław Kaczyński w pozwie. To tak na przyszłość. Ku pamięci. On nie rozumie demokracji. Nie dorasta do niej” – oznajmiła na Twitterze mecenas Dorota Brejza, prywatnie małżonka posła Platformy Obywatelskiej Krzysztofa Brejzy.

Stało się to po tym jak lider PiS Jarosław Kaczyński pozwał Krzysztofa Brejzę o naruszenie dóbr osobistych. Chodzi mu o stwierdzenie polityka, że prezes mógł popełnić przestępstwo w sprawie spółki Srebrna. Żona pozwanego polityka ma go bronić i już przygotowała odpowiedź w sprawie.

Na razie w swoich postach na Twitterze pokazuje najciekawsze fragmenty dokumentu, który wpłynął przeciwko posłowi PO.

„Oho! Robi się ciekawie! J. Kaczyński w pozwie przeciwko Krzysztofowi Brejzie nie odbiera mu prawa do kierowania zawiadomień do prokuratury. Ale jednocześnie ocenia, że niedopuszczalne jest nagłaśnianie tego i informowanie opinii publicznej” – napisała.

„Jarosław Kaczyński pozywa Krzysztofa…

View original post 2 450 słów więcej

Duda został pominięty w Poznaniu

Jak Ziobro i Jaki wrobili Kościół w aferę z rejestrem pedofilów. Od przyjacół Boże strzeż… przestrzegał niegdyś kardynał.

Co na to ? Woda w ustach ?

„Znaleźli się obywatele, którzy nie mają już złudzeń, co do osoby Prezydenta RP i dlatego postanowili się odwołać do najwyższej instancji” – tak skomentował rzecznik prasowy KOD Wielkopolska Tomasz Adamiec pojawienie się banerów z napisem „Boże chroń Konstytucję” w Poznaniu. Twierdzi, że to nie działacze KOD powiesili transparenty z takim napisem, ale oczywiście zgadzają się z tymi słowami.

Banery zawisły w nocy na dwóch wiaduktach kolejowych w Poznaniu – nad ulicą Hetmańską od strony Łazarza i nad ulicą Niestachowską na Jeżycach. Jednego z nich już nie ma.

„Przypomnijmy, że w dniu swojego zaprzysiężenia 06.08.2015 roku obecny Prezydent RP zgodnie z rotą przysięgi stwierdził: „Obejmując z woli narodu urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji (…) Tak mi dopomóż Bóg. Andrzej Duda już od dawna sobie z tym nie radzi. Od początku prezydentury Andrzej Duda niestety rozmija się ze słowami” – powiedział Adamiec. Rzecznik prasowy KOD Wielkopolska dodał, że nie wie, kto rozwiesił banery.

Piotrowicz powinien ponieść konsekwencje za całokształt. Bronił pedofilii. Niszczy demokrację w Polsce, trojpodział władzy.
To wyjątkowa kanalia.”

Polish vodka

Trzy felietony Waldemara Mystkowskiego.

Zarówno Fundusz Obrony Narodowej, jak i Pracownicze Plany Kapitałowe są z repertuaru jakiegoś kabaretu na specjalnych papierach.

Generał Waldemar Skrzypczak udzielił wywiadu-rzeki, który ukaże się 19 września i nosi wręcz złowieszczy tytuł „Jesteśmy na progu wojny”. Raczej generałowi chodzi o konflikt globalny, lecz Polska separująca się od Zachodu jest tym bardziej narażona na ugodzenie odłamkiem.

Należy zawierać sojusze i zbroić armię, która potrafiłaby odstraszać i współdziałać z nowoczesnymi armiami NATO. A mamy stan armii po Macierewiczu taki, iż zastał armię z kontraktem na zakup nowoczesnych Caracali, a pozostawił wojska terytorialne wyposażone w karabiny na sznurkach i w domowych łapciach.

Na armię idzie spory grosz, bo 2 proc. PKB, ale nie są ogłaszane przetargi na nowoczesną broń. Tym samym Polska nie korzysta z nowoczesnych technologii via offset, który można przy takiej formie zakupu utargować. Pieniądze rozłażą się, bo nawet wspomniany Szwejk Macierewicz i jego następca takiż…

View original post 1 351 słów więcej

Kaczyński wyskakuje z lodówki. Dajesz mu w papę, w ryło. I każesz spieprzać dziadowi

W polityce historycznej PiS dostrzegam próby promowania kilku postaci, które poparły tę partię – mówi politolog Antoni Dudek.

Rzeczpospolita: Czy braciom Kaczyńskim należałaby się specjalna tablica w Stoczni Gdańskiej upamiętniająca ich udział w wydarzeniach Sierpnia’88?

Prof. Antoni Dudek, politolog, były członek Rady Instytutu Pamięci Narodowej: Jest faktem, że w trakcie tego strajku w Stoczni Gdańskiej obaj bracia byli obecni…

Rzeczywiście udział Jarosława i Lecha Kaczyńskich w Sierpniu był tak istotny?

…ale upamiętnianie tego w formie specjalnej tablicy było kuriozum, z którego prezes PiS natychmiast zdał sobie sprawę. W 1988 r. obaj bracia odgrywali istotną rolę w kierownictwie wałęsowskiej Solidarności, ale wciąż była to rola drugoplanowa. Do ścisłej czołówki Lech wszedł na początku 1989 r., gdy znalazł się w solidarnościowej delegacji prowadzącej rozmowy w Magdalence, a Jarosław w kilka miesięcy później, gdy Wałęsa zlecił mu prowadzenie – wraz z bratem – rozmów sondażowych z ZSL i SD nt. koalicji rządowej.

Wspomniał pan o Magdalence. Prezes IPN porównał Okrągły Stół z Jałtą, mówiąc: „Jeżeli w porządku międzynarodowym symbolem porozumienia ponad narodami jest Jałta, to w porządku wewnętrznym jest to Okrągły Stół – porozumienie ponad Polakami”.

Moim zdaniem to absurd, bo nowy porządek polityczny, którzy komuniści uzgodnili z ekipą Wałęsy przy Okrągłym Stole, zaczął się załamywać już po kilku miesiącach, a ostatecznie runął w końcu 1990 r., gdy Jaruzelski przestał być prezydentem.

To dlaczego dr Jarosław Szarek porównał konferencję w Jałcie w 1945 roku, podczas której Zachód oddał Polskę pod wpływy Stalina, z rozmowami Okrągłego Stołu, od których zaczęła się III RP?

Interpretacja szefa IPN mieści się w funkcjonującej od wielu lat radykalnie prawicowej interpretacji Okrągłego Stołu, zakładającej, że ustanowiono tam system polityczny istniejący w Polsce co najmniej do roku 2015. Prezesowi Szarkowi pozostaje odpowiedź na pytanie: skoro przy Okrągłym Stole zawarto „porozumienie ponad Polakami”, to kto z kim je właściwie zawierał?

W jakim świetle prezes IPN postawił architektów Okrągłego Stołu, w tym Lecha Kaczyńskiego?

Traktując rzecz literalnie, odmówił im miana Polaków. W łagodniejszej wersji uznał ich za zdrajców sprawy narodowej lub – w najlepszym razie – za pożytecznych idiotów, legitymizujących diaboliczny kontrakt, którego istoty nie rozumieli. Co ciekawe, mówiąc to podważył wielokrotnie wyrażany przez braci Kaczyńskich pogląd, który zresztą jest mi bliski, że błędem był nie tyle sam kontrakt okrągłostołowy, co brak późniejszej determinacji w dekomunizacji różnych sfer życia widoczny zwłaszcza w polityce wewnętrznej rządu Mazowieckiego.

Czy prezes PiS powinien zareagować na słowa dr. Szarka?

Nie sądzę, by to zrobił, a już na pewno nie zrobi tego publicznie, bo to zdezawuowałoby człowieka, którego pisowska większość w Sejmie wybrała przed dwoma laty na prezesa IPN. A przy obecnym porządku prawnym prezesa IPN jest trudniej usunąć ze stanowiska niż ministra czy nawet premiera. Zresztą sądzę, że Jarosław Kaczyński ma na głowie znacznie poważniejsze problemy niż takie czy inne wypowiedzi prezesa IPN.

Instytut ocenzurował napis na tablicy, która ma upamiętniać prof. Bronisława Geremka. IPN nie spodobało się określanie profesora mianem „Europejczyk” oraz uznanie byłego szefa MSZ za „współtwórcę demokratycznej Polski”. Rzeczywiście o prof. Geremku nie można powiedzieć, że był „współtwórcą demokratycznej Polski” a jedynie „aktywnym uczestnikiem przemian demokratycznych w Polsce”?

W III RP zawsze dość daleko było mi do poglądów politycznych prof. Geremka, ale w moim przekonaniu zasługuje on za miano współtwórcy demokratycznej Polski. Po pierwsze za rolę, jaką odegrał w wydarzeniach z lat 1980–89, po drugie zaś za wkład w budowę suwerennej polskiej polityki zagranicznej, której kamieniami milowymi były wejście do NATO i UE, w czym ma swój osobisty udział. A kwestionowanie słowa „Europejczyk” wydaje się absurdalne, także w kontekście wysiłków obozu rządowego, by przekonać Polaków, że oskarżenia opozycji o dążenia do polexitu są bezpodstawne.

Czy rację mają ci, którzy twierdzą, że PiS i podległe rządzącym instytucje próbują pisać historię od nowa?

Od nowa, to za dużo powiedziane. Poza niespójnym i często przerysowanym do granic śmieszności kultem powojennej antykomunistycznej partyzantki dostrzegam w polityce historycznej PiS głównie próby promowania postaci Lecha Kaczyńskiego oraz kilku jeszcze postaci z peerelowskiej opozycji demokratycznej, które mniej czy bardziej wyraźnie poparły PiS. Równocześnie próbuje się przekonać Polaków, że Wałęsa bardziej szkodził sprawie Solidarności, niż jej pomagał.

Skutecznie?

Nie sądzę, by doprowadziło to do trwałej zmiany dominującej dotąd narracji historycznej, może poza wątkiem suwerenności gospodarczej, o czym wspomniała w Krynicy premier Szydło.

Wicepremier Beata Szydło powiedziała podczas 28. Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju, że w 1989 r. Polska straciła niezależność gospodarczą.

Ten punkt widzenia ignoruje jednak fakt, że po 1989 r. jedyną realną alternatywą dla liberalnej polityki gospodarczej, lansowanej przez USA jako optymalna dla całej postkomunistycznej Europy, była ta, którą dla Białorusi wybrał Aleksander Łukaszenka.

Czy PiS może w wyborach prezydenckich postawić na innego kandydata niż Andrzej Duda?

Nie sądzę. Nie przez przypadek w lipcu, dokładnie w dniu, w którym prezydent Duda podpisał kolejną nowelizację ustawy o IPN, prezes Kaczyński osobiście pofatygował się do TVP, by zadeklarować, że pozostaje on kandydatem jego partii w wyborach prezydenckich w 2020 r. Oczywiście po wyborach parlamentarnych to może się – w zależności od wyniku PiS – jeszcze zmienić, ale na razie po fazie szorstkiej przyjaźni, wydaje się, że wzajemne relacje uległy pewnej normalizacji. Podejrzewam, że niebagatelną w tym rolę odegrało usunięcie Antoniego Macierewicza z MON.

Posłanka PO, Joanna Kluzik-Rostkowska w rozmowie z RMF FM oceniła, że „PiS idzie w stronę rządów autorytarnych”.

Była posłanka PiS i była liderka partii Polska Jest Najważniejsza mówiąc o działaniach PiS stwierdziła, że „Prawo i Sprawiedliwość powinno zauważyć, że realizuje doktrynę rosyjskiego szefa sztabu (Walerija) Gierasimowa”.

– To jest człowiek, który w 2013 roku przedstawił swoją doktrynę jak wpływać na przeciwnika. I do najważniejszych punktów zaliczył granie na podziały – na bardzo głęboki społeczny podział. Dewaluację elit. Pisanie historii od nowa. Centralizację administracji. I generalnie podstawą jest chaos, niepewność – wyliczała.

Kluzik-Rostkowska, była szefowa MEN, skrytykowała też reformę edukacji przeprowadzoną przez minister Annę Zalewską. W wyniku reformy i likwidacji gimnazjów w tym roku do szkół średnich będą zdawać dwa roczniki uczniów.

– Stanęliśmy wszyscy przed sytuacją – mówię to zupełnie wprost – niewyobrażalnej głupoty i braku wyobraźni minister Zalewskiej. Ona musiała w 2016 roku zdawać sobie sprawę z tego, że nagle u progu tych szkół staną dwa roczniki dzieci. Nie chciała tego słuchać, mówiła: „Ale kiedyś dzieci chodziły do tego typu szkół i było dobrze”. Ale kiedyś, to znaczy 20-25 lat temu – mówiła posłanka PO.

– To będzie katastrofa. To znaczy ja mówiła o tym w roku 2016, ale w oczywisty sposób byłam słabo rozumiana, bo ktoś, kto nie siedział w tej tematyce, mógł mieć z tym problem – oceniła skutki zmian w szkolnictwie Kluzik-Rostkowska.

„Pomysł godny marketingowców z Polskiej Fundacji Narodowej. Zapomnieli dopisać „Gaz LNG z terminalu w Świnoujściu zbudowanego przez rząd Platformy Obywatelskiej” – napisał na Twitterze Sławomir Neumann z PO. Do wpisu dołączył zdjęcie cysterny, na której widać napis „Gaz LNG z Terminalu im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Świnoujściu”.

Internauci kpią z pomysłu państwowej spółki PGNiG.

 „Powinni jeszcze tam dopisać, że Jarosław Kaczyński przebywał też na tym terminalu” – napisał jeden z internautów. To oczywista aluzja do napisu z tablicy, która miała zawisnąć w hali w Stoczni Gdańskiej o przebywaniu tamże w 1988 r. braci Kaczyńskich.

„Zapomnieli dodać „Świętej Pamięci oraz Profesora”. Ktoś za to powinien ponieść konsekwencje”; – „Jakieś to wszystko komicznie podobne do pomysłów zza wschodnich rubieży”; – Ten kraj staje się podobny do Korei Północnej” – komentowali internauci na Twitterze.

„Panie i Panowie Prokuratorzy Rejonowi. Poproszę o przesłanie faksem jutro do godz. 9 (adresowanej imiennie do mnie) informacji o: 1. Sędziach z Sądów Rejonowych właściwych Wam miejscowo orzekających w sposób stosunkowo najłagodniejszy i najrzadziej uwzględniających wnioski o tymczasowe areszty 2. Sędziach z SR orzekających w sposób stosunkowo najsurowszy 3. Sędziach Sądu Okręgowego Gdańsk w powyższych kategoriach. Potrzebuję przekazać taką informację do Prokuratury Regionalnej” – takiego esemesa z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku we wtorek późnym wieczorem otrzymało kilkudziesięciu prokuratorów w Polsce. Jak widać na odpowiedź mieli niewiele czasu.

Prokurator Rejonowa z Gdyni w rozmowie z TVN 24 potwierdziła, że „taki SMS przyszedł”. – Musieliśmy wykonać polecenie, odpowiedź poszła, ale nie mogę dyskutować o poleceniach służbowych. Ja naprawdę nie będę komentowała. Ja działam w systemie hierarchicznym. W tym momencie, czy mnie to dziwi, czy nie, to naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Jak dodała, odmowa wykonania polecenia to są konsekwencje dla pracownika. Muszę się uchylić od oceny prywatnej i własnej” – stwierdziła.

Reporterzy programu „Czarno na białym” zadali w związku z tym kilka pytań. Po co szefowie prokuratur z Gdańska zbierali dane o sędziach w tak ekspresowym trybie? Czy chodzi o stworzenie listy sędziów, u których łatwiej będzie prokuratorom uzyskać np. zasądzenie tymczasowego aresztu? – „Ta sprawa powinna być jak najszybciej zbadana i wyjaśniona, by nie pozostało wrażenie, mam nadzieję mylne, że prokuratorzy ingerują w niezawisłość sędziowską” – powiedział reporterom TVN 24 Dariusz Korneluk, prokurator ze Stowarzyszenia „Lex Super Omni. A sędzia Dariusz Mazur ze Stowarzyszenia Sędziów „Themis” dodał: – „Chyba chodzi o to, żeby dostosować moment realizacji w jakiejś sprawie i złożenia wniosku o zastosowanie aresztu tymczasowego do momentu, w którym dyżur będzie miał sędzia, którego możemy uznać za bardziej spolegliwego. Dajcie mi człowieka, a ja znajdę sędziego, który znajdzie na niego paragraf”.

Rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk najpierw mówiła reporterom TVN 24, że nic jej nie wiadomo na temat esemesa z kuriozalnym poleceniem. Po kilku godzinach znalazła „wytłumaczenie” – chodziło tylko o zbieranie danych statystycznych! Stwierdziła także, że treść wiadomości była – tu cytat – „niefortunnie sformułowana”.

Szef Państwowej Komisji Wyborczej Wojciech Hermeliński: Uważam, że prezydent powinien zaczekać do czasu rozstrzygnięcia wątpliwości przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Cała nadzieja jest w prezydencie, że niektóre kandydatury nie zostaną przez niego zaakceptowane.

Waldemar Mystkowski pisze o Polsce po PiS.

Czy Kreml pomógł PiS sięgnąć po władzę, tak jak w USA Donaldowi Trumpowi?

W polityce nie wszystko jest logiczne, ale nielogiczności trzeba logicznie wyjaśniać. I to jest problem podstawowy, zwłaszcza w świecie, który nam się przewraca, nie tylko w Polsce. To samo dotyczy bezprawia, które trzeba zwalczać prawem, a nie jego surogatem – prawem ludowym czy też moralnym.

Od początku afery podsłuchowej padało podejrzenie, iż za podsłuchami w restauracji „Sowa & Przyjaciele” stoją służby rosyjskie. Niemal natychmiast sformułował to Donald Tusk: – „Nie wiem, jakim alfabetem jest pisany ten scenariusz”. Wszak oprócz łaciny, drugim alfabetem w użyciu w Europie jest tylko cyrylica.

W najnowszej „Polityce” Grzegorz Rzeczkowski potwierdza, iż jest „rosyjski ślad na taśmach”. Za taśmami w Polsce stał Marek Falenta, który skazany nie idzie siedzieć, bo go chroni… PiS. Zresztą beneficjentem afery podsłuchowej była partia Kaczyńskiego, której afera walnie pomogła sięgnąć po władzę.

A zatem Kreml pomógł PiS sięgnąć po władzę, tak jak w USA Donaldowi Trumpowi? Znak zapytania jest nieodzowny, bo przecież Kaczyński nie został złapany na gorącym uczynku, choć w przypadku jego kolegi partyjnego Antoniego Macierewicza wiele śladów prowadzi do Moskwy, co zostało opisane w książce Tomasza Piątka.

W wypadku takiego podejrzenia stosuje się jeszcze formułę: ja tylko pytam. I tak w tej kwestii postąpił naczelny „Newsweeka” Tomasz Lis, odnosząc się do materiału w konkurencyjnej „Polityce”: – „Tylko pytam – czy logiczny jest wniosek, że Kreml, używając współpracującego z PiS-em Falenty, pomógł zainstalować w Polsce antyeuropejski reżim? A także wniosek, że w tej kwestii Kaczyński pośrednio współpracował z Putinem? Bo te wnioski wydają mi się całkiem logiczne”.

Rosja nie zna innych systemów politycznych niż reżim. Tylko taki w niej panuje od zawsze, oprócz krótkich epizodów Kiereńskiego i Borysa Jelcyna. Każdy reżim bądź prawica są wsobne, zamknięte, ograniczone nacjonalistycznie, rasowo, a więc niewchodzące w alians z systemami otwartymi, demokratycznymi. W to gra Putin w Europie – w rozerwanie Unii Europejskiej i ten scenariusz też realizuje PiS.

Czy partię Kaczyńskiego powstrzymamy, czy zwyciężymy w nadchodzących wyborach? W pierwszym rzędzie odpowiedzialni za to są politycy z partii opozycyjnych, ale może nawet większą rolę odgrywa społeczeństwo obywatelskie, które nie zgadza się na reżimową ucieczkę od wolności.

W Brukseli w siedzibie Parlamentu Europejskiego odbył się wernisaż wystawy zdjęć Chrisa Niedenthala i Wojciecha Kryńskiego z naszych protestów przeciwko władzy PiS „Poland’s Street Pulse”. Po nim miała miejsce debata „How Poles defend democracy?”, która cieszyła się bardzo dużym powodzeniem. W panelu uczestniczyli m.in. reżyserka Agnieszka Holland, prof. Marcin Matczak i lider Obywateli RP Paweł Kasprzak.

Matczak zapowiedział, iż pod koniec tego roku Fundacja Batorego opublikuje raport działającego w niej zespołu, który opracowuje scenariusze przywrócenia państwa prawa po rządach PiS. Matczak przestrzega: nie można iść na skróty, nie można po PiS sprzątać bałaganu jedną ustawą.

Ponadto Matczak ujawnił kilka szczegółów, jakimi etapami usunąć pisowskie bezprawie. Otóż Sejm jest władny uchwałą usunąć z Trybunału Konstytucyjnego sędziów-dublerów, a wobec innych, którzy nie trzymali się Konstytucji – w tym nich prezes TK Julii Przyłębskiej – wszcząć postępowania dyscyplinarne i w ten sposób usunąć ich z TK. Uzdrowiony TK będzie mógł wówczas zaskarżyć pisowskie ustawy, likwidujące niezależność wymiaru sprawiedliwości, a ten niechybnie stwierdzi ich niezgodność z Konstytucją. I tak dalej. To samo dotyczy niekonstytucyjności wyboru członków nowej KRS, w konsekwencji powołania nowych sędziów Sądu Najwyższego.

Wcześniej jednak musimy wygrać z autokratycznym PiS. Potem ewentualnie służby państwa dojdą, na jakim to pasku i jak go zastosował Kreml, który poprzez narzędzia dezorganizacji – jak afera podsłuchowa – zainstalował u władzy PiS, partię wrogą Unii Europejskiej, wrogą standardom demokratycznym, Zachodowi.

Kaczyński jest do wygnania, a nie do fotografowania

W Unii nie ma miejsca dla krajów, które biorą unijne pieniądze, ale odrzucają nasze wspólne wartości!

>>>

>>>

JUSTYNA KOĆ: Skąd pomysł na dokumentowanie protestów w obronie sądów, praworządności i demokracji w Polsce?

CHRIS NIEDENTHAL: Te fotografie (pokazywane na wystawie w Parlamencie Europejskim, o której pisaliśmy – red.) robiliśmy razem z Wojtkiem Kryńskim, odkąd PiS zaczął rządzić i robić to, co robi. Przez ostatnie 30 lat każdy z nas poszedł w innym kierunku, ale połączyło nas to, że zawsze pojawialiśmy się na demonstracjach, bo i on, i ja czujemy się odpowiedzialni za to, co złego dzieje się teraz w Polsce – oczywiście nie odpowiedzialni za to, co złe, ale żeby to właśnie dokumentować.

Wolałbym już nie musieć tego robić, ale gdy widzę, co dzieje się w moim kraju, i to, jak ludzie sprzeciwiają się niszczeniu tego, o co tyle czasu walczyli, muszę to dokumentować.

Pomysł na sama wystawę w PE był Wojtka, który uważał, że warto te zdjęcia pokazać, coś zrobić. W organizacji wystawy pomogła Róża Thun. Zresztą na początku nie wierzyłem, że to może się udać.

Czyli zdjęcia i wystawa to forma sprzeciwu przeciwko temu, co dzieje się w Polsce?
Myślę, że wpływ na to miało poczucie obowiązku. Przyjechałem do Polski jako młody człowiek w latach 70. i zacząłem fotografować to, co się wówczas działo, jak to wyglądało. Później kontynuowałem fotografowanie w klatach 80. i 90. Teraz poczułem również obowiązek dokumentowania tego, co się dzieje. Po prostu musiałem wyjść z protestującymi na ulice i fotografować. Nie spodziewałem się, że jeszcze będę musiał robić takie zdjęcia w Polsce. Robiliśmy je dla siebie, nikt nam za to nie płacił, miały być do prywatnego archiwum. Zresztą

myślę tak samo jak protestujący na ulicach; to, co robi PiS, jest złe i szkodliwe dla Polski, wielka szkoda, że tak się dzieje.

Gdy patrzy pan na to, co dzieje się w Polsce, to wspomnienia z PRL powracają?
Oczywiście, bo system, który wprowadza PiS, jest bardzo podobny do tamtego. Oczywiście w innych warunkach ekonomiczno-socjalnych i politycznych, ale system jest podobny. To jest wypisz, wymaluj ta sama formuła. Nawet to, że kilka dni temu na konwencji PiS mówiono, że Polska nigdy nie była jeszcze taka wolna i taka demokratyczna, to są te same słowa i frazy, których używali komuniści. Też chwalili, usprawiedliwiali, wmawiali, a rzeczywistość była inna. Teraz PiS robi to samo i nie rozumiem, dlaczego ludzie w to wierzą, na szczęście nie wszyscy. Tylko dlaczego PiS tak niszczy Polskę, tego nie rozumiem. Niszczy instytucje, które z tak wielkim trudem zbudowano; dlaczego neguje wszystko to, co zostało tak dzielnie i z trudem wywalczone w 89 roku. Ja

doskonale pamiętam, jak to wtedy wyglądało i nie mogę zrozumieć, dlaczego ten cały trud, który poszedł w to, żeby Polska była wolna, a co za tym poszło, także inne kraje socjalistyczne. Dlaczego to niszczyć, w czyim interesie to jest robione, bo na pewno nie naszym.

PiS mówi, że trzeba dekomunizować, że państwo nie działało, dlatego wprowadza „reformy”.
Ja nie mówię, że wszystko jest perfekt w Polsce, ale wszystko było na dobrej drodze. Zmienialiśmy się i to bardzo, i na pewno na lepsze. Najsmutniejsze jest chyba to, że cała nasza wiarygodność w Europie i na świecie została unicestwiona. Dojście PiS do władzy skasowało tę wiarygodność, którą przez tyle lat mozolnie budowaliśmy. Jeszcze parę lat temu byliśmy znaczącym krajem, którego się słucha. Dziś nic nie znaczymy.

Dla mnie, który fotografował to wszystko – oczywiście nie będę ukrywał, że patrzę na to emocjonalnie i wizualnie – w głowie się nie mieści, że ktoś chce zdemolować i zdemontować Polskę.

Te zdjęcia z protestów niosą też pewną nadzieję, dużo mówiono o tym podczas otwarcia wystawy, też pan tak uważa?
Na tych zdjęciach widać, że ludzie, którzy tam przychodzili, to młodzi, inteligentni, świadomi, fajni ludzie. Są gotowi wyjść na ulice, bo interesuje ich los kraju. Widać, że nawzajem podtrzymują się na duchu, starają się coś zrobić. Widać to tym wyraźniej w zestawieniu z miesięcznicami PiS-owskimi. Gdy ci ludzie szli Krakowskim Przedmieściem, widać było frustrację, zacietrzewienie, zupełnie inna energia niż na protestach. Nawet gdy wychodzą z Kościoła, który też gra ohydną rolę w tym wszystkim.

Robił pan też zdjęcia na miesięcznicy?
Zaledwie kilka, bo nigdy nie zostałem dopuszczony.

Czy Unia może pomóc Polsce przez to przejść? Powinna mocniej działać?
Moim zdaniem, skoro jesteśmy częścią Europy, to Unia może na coś wpłynąć, miejmy nadzieję.

Ci z rządu i z PiS uważają, że my także teraz w PE robimy złą robotę, że donosimy na Polskę, tylko zapominają, że to przez nich to robimy, to oni zmuszają nas do takich działań.

Zresztą Europa widzi, co się dzieje, politycy w PE, w Komisji doskonale wiedzą, co robi PiS, my jako ci, którzy się sprzeciwiają, mówią co uważają i co myślą; to wielki smutek i troska o los Polski.

Gdyby teraz miał pan zrobić jedno zdjęcie, symbol Polski, to co to by było?
Jest jedno zdjęcie, którego nie ma na wystawie w PE. Zrobiłem je przed Sejmem, było to już późną nocą, gdy dowiedzieliśmy się, że przez parlament przeszła nowelizacja o Sądzie Najwyższym. To był ten moment, kiedy wiadomo było, że to, o co walczyli manifestujący przed parlamentem czy na ulicach innych miast, przepadło. Wówczas zrobiłem zdjęcie, na którym widać ludzi trzymających kartony z literami układającymi się w napis Wolne Sądy. Stał tam też postawny mężczyzna, którego obejmowała dziewczyna. Widać na zdjęciu, że jest późna noc, ten chłopak na twarzy ma ogromny smutek, obejmująca go dziewczyna kładzie twarz na jego piersi, widać rozpacz na jej twarzy. Są tam ogromne emocje,i dla mnie to zdjęcie jest symbolem.

A gdyby miał pan zrobić zdjęcie Jarosławowi Kaczyńskiemu, to jak by pan go widział?
Nie chciałbym go fotografować i nigdy go nie fotografowałem. Lecha Kaczyńskiego może raz, w 89roku, jako nieznanego prawnika.

>>>

>>>

>>>

Bezprawie PiS prawem zwyciężaj

„Bum. W Trybunale Sprawiedliwości UE przyjęto i nadano już sygnaturę pytaniom prejudycjalnym, wysłanym przez Sąd Okręgowy w Łodzi. Skarb Państwa go pewnie przegra, a sędziowie czują realną obawę, że jeśli wydadzą taki wyrok – czeka ich odpowiedzialność dyscyplinarna” – napisał na Twitterze Tomasz Skory z RMF FM. Pytania sędziów związane są z możliwym naruszeniem zasad niezawisłości sędziowskiej. Łódzki sąd prosi TSUE o rozpatrzenie sprawy w trybie przyspieszonym

Chodzi o proces miasta Łowicz z wojewodą łódzkim, w którym władze samorządowe domagają się 2,4 mln złotych. Twierdzą, że w latach 2005-2015 Łowicz otrzymał zbyt niskie dotacje celowe. Według Sądu Okręgowego, istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo wydania wyroku niekorzystnego dla reprezentowanego przez wojewodę Skarbu Państwa.

Łódzcy sędziowie w piśmie do unijnego Trybunału zwracają uwagę na „okoliczności faktyczne związane z nowym, upolitycznionym systemem dyscyplinarnym wobec sędziów oraz przepisy dotyczące ustawy o ustroju sądów powszechnych, ustawy o Sądzie Najwyższym i ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Sąd Okręgowy powziął na ich podstawie realną obawę, czy w razie określonego rozstrzygnięcia sprawy, w stosunku do składu orzekającego może być wszczęte postępowanie dyscyplinarne motywowane politycznie i stosowane na podstawie przepisów ww. ustaw krajowych”.

Jak informuje RMF FM, już niedługo TSUE wyznaczy sędziego sprawozdawcę oraz rzecznika generalnego, którzy wydadzą opinie w tej sprawie. Następnie prezes Trybunału zdecyduje, w jakim trybie będzie prowadzone postępowanie – przyspieszonym czy zwykłym.

„Czuję się dogłębnie urażony tymi bezpodstawnymi pomówieniami i mając na uwadze to, że Pan Poseł Stanisław Piotrowicz dotychczas nie ustosunkował się do apelu Pani Prezes Małgorzaty Gersdorf i nie przeprosił sędziów Sądu Najwyższego za swoje słowa, w związku z naruszeniem moich praw, uznałem za zasadne wystąpić przeciwko Panu Posłowi na drogę sądową” – napisał w oświadczeniu, opublikowanym na stronie internetowej Sądu Najwyższego, sędzia Krzysztof Rączka. To już kolejny pozew przeciw prokuratorowi ze stanu wojennego. Podobne kroki wobec Piotrowicza zapowiedziała I Prezes SN Małgorzata Gersdorf.

W krótkim oświadczeniu sędzia Rączka pisze także, że słowa Piotrowicza („aby sędziowie, którzy są zwykłymi złodziejami, nie orzekali dalej”) godzą w dobre imię jego i innych sędziów SN. –„Stwierdzenie to nie znajduje żadnego uzasadnienia w faktach” – dodał sędzia Rączka.

Przypomnijmy też, że kierujący pracami Sądu Najwyższego sędzia Józef Iwulski wysłał w sprawie wypowiedzi posła PiS pisma do Kuchcińskiego i KRS. O tym w artykule „Sąd Najwyższy kontra prokurator Piotrowicz”.

>>>

Macierewicz załapał się na wyciągniętą rękę prezesa Kaczyńskiego

Krzysztof Brejza opublikował dane na temat liczby wiceministrów i ministrów w rządzie PiS.

Na wystawę „Poland’s Street Pulse” w Parlamencie Europejskim złożyło się kilkadziesiąt zdjęć, zrobionych w latach 2016-18 podczas protestów przeciw pisowskim zmianom w sądownictwie. – „Nasze fotografie mają jeden cel: pokazać, do jakiego stopnia ludzie w Polsce starają się bronić wartości, które są im bliskie” – napisali autorzy Wojciech Kryński i Chris Niedenthal.

Zdjęcia zostały zrobione na ulicach polskich miast: przed sądami, Pałacem Prezydenckim, Sejmem i Senatem. Widac na nich ludzi z flagami Unii Europejskiej, flagami Polski, transparentami z napisem „Konstytucja” czy transparentem przedstawiającym portret Lecha Wałęsy. Na wystawie obejrzeć można także transparenty z hasłami, m.in. „Barierki są tylko w głowach” oraz „Obudźcie się. Jeszcze nie jest za późno!”.

 „Protesty w Polsce nie są tylko formą braku zgody na łamanie zasad demokracji i łamanie zasady praworządności. (…) Te protesty są w rzeczywistości najlepszą lekcją demokracji dziś” –powiedziała jedna ze współorganizatorek wystawy europosłanka PO Róża Thun. – „Te zdjęcia pokazują, że obecne protesty uliczne są nie wprost, ale symbolicznie – na miarę tych fenomenów polskiej wolności, które pozwoliły przetrwać duchowi Wolnej Polski” – dodał na Twitterze Michał Boni.

Na otwarciu wystawy przemawiała też Roberta Metsola, reprezentująca komisję wolności obywatelskich PE. – „Polski rząd to nie to samo co Polska i wszyscy Polacy. Polska ma dumną historię ruchów ulicznych, jak widzimy na fotografiach. Praworządność, demokracja i europejskie wartości to nie puste frazy, które nic nie znaczą. Znaczą” – powiedziała Metsola.

Po wernisażu odbyła się debata na temat sytuacji w Polsce. Wzięli w niej udział m.in. reżyserka Agnieszka Holland, prawnik prof. Marcin Matczak i lider Obywateli RP Paweł Kasprzak. – „To pierwszy od dwóch lat budynek parlamentu, do którego mogłem normalnie wejść. Czuję się tu trochę nieswojo” – powiedział Kasprzak. To oczywiste nawiązania do zakazu wstępu do polskiego Sejmu, którym objęty jest on i inni działacze Obywateli RP.

Prof. Matczak porównywał obecny kryzys wartości w części krajów Europy z problemami Republiki Weimarskiej. – „Tyle że wówczas nacjonalizm był złą odpowiedzią na istniejące problemy. A teraz łamanie państwa prawa to odpowiedź także na problemy wyprodukowane przez propagandę. Na hasła „Polska w ruinie!” – stwierdził Matczak. – „Cały czas współistnieją dwie Europy – ta z wartościami, na których m.in. budowano UE i druga m.in. z nacjonalizmami. Wydawało się, że wejście Polski do UE trwale leczy nas z drugiej Europy, ale dzieje się inaczej. A Unia jakoby trochę zapomniała, że ciągle musi walczyć o swoje wartości, o swój sposób życia” – powiedziała Holland.

Internauci zareagowali na słowa byłej premier Beaty Szydło na Forum Ekonomicznym w Krynicy.

Czy afera taśmowa, która walnie przyczyniła się do wyborczego zwycięstwa PiS, była intrygą rozgrywaną przez rosyjskie służby? Wskazuje na to wiele tropów. Ujawniamy nieznane do tej pory powiązania zleceniodawcy podsłuchów Marka Falenty z ludźmi Putina, rosyjskiej mafii i GRU.

Już kilka dni po wybuchu afery taśmowej, w czerwcu 2014 r., premier Donald Tusk mówił o „scenariuszu pisanym cyrylicą”. Jednak dotąd nikt poważnie nie zbadał jej najważniejszych wątków, choć w USA, przy podobnych poszlakach wskazujących na udział rosyjskich służb specjalnych w kampanii Donalda Trumpa, sprawę bada specjalny prokurator Robert Mueller.

Przez kilka ostatnich miesięcy robiła to POLITYKA.

„Nikt nie chce być w gronie osób, które szybkim krokiem zmierzają do porażki wyborczej i politycznej za nią odpowiedzialności” – powiedział Roman Giertych w Polsat News. I wyliczył wszystkie ostatnie wpadki Andrzeja Dudy i jego otoczenia: nagłe odejście rzecznika prasowego Krzysztofa Łapińskiego, „wpadkę z politycznym wykorzystaniem kościoła Św. Brygidy, wygwizdanie przez uczniów w Gdyni i fatalną eskapadę do Australii”.

Według byłego wicepremiera, Donald Tusk bez problemu wygrałby w wyborach z urzędującym prezydentem. Zastrzegł, że nie jest „rzecznikiem Tuska, ale jako obywatel chciałby jego powrotu do polskiej polityki. Wygrałby z Dudą i to miażdżąco. Mam nadzieję, że taki scenariusz się zrealizuje”. Zdaniem Giertycha, decyzji obecnego przewodniczącego Rady Europejskiej w sprawie startu w wyborach prezydenckich nie należy się jednak spodziewać w tym roku.

Giertych odniósł się także do zamieszania wokół terminu stawienia się Donalda Tuska przed sejmową komisją ds. Amber Gold. – „Z niewiadomych, zapewne politycznych powodów został przesunięty. Czekamy, aż w sprawie daty przesłuchania Donalda Tuska ustabilizują się poglądy Małgorzaty Wassermann. Jeżeli pani przewodnicząca nie chciała, aby termin przesłuchania był wyznaczony na okres kampanii wyborczej, to mogła tego nie robić”. Uważa, że za zmianą daty stoi jedna osoba. – „Znam PiS bardzo dobrze, decyzję podjął Jarosław Kaczyński” – stwierdził. Zasugerował, że powodem mogła być słaba prezentacja Wassermann podczas niedawnej konwencji Prawa i Sprawiedliwości.

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o powrocie Macierewicza.

Były szef MON mógłby zainicjować każdą kontrolę, która by mu się przyśniła – a fantazję ma on nie byle jaką…

Prezes Kaczyński wrócił na łono polityki z chorym kolanem. Wrócił też – choć nie był chory w sensie nominalnym – wiceprezes Antoni Macierewicz. Specjalista od katastrofy smoleńskiej wrócił w dwójnasób, bo wiceprezes PiS to postać zarówno komiczna, jak i tragiczna.

Macierewicz został z rządu brutalnie wykopany, ale długo trzymał się siedziby ministra obrony. Jego następca Mariusz Błaszczak musiał się zainstalować pod innym adresem. I bynajmniej nie streszczam literackiej farsy, tylko politykę uprawianą przez ministrów rządu RP.

Raczej nie łudziliśmy się, że Macierewicz zostanie wykopany na amen z pisowskiej polityki, bo to gość, który ma haki na wielu, w tym na swego prezesa. Nie wiemy, czego dotyczą – choć możemy się domyślać – swoje atuty trzyma przy orderach. I co rusz rzuca atutową kartę na stół – wraca do polityki.

Kaczyński nie może się go pozbyć, bo to on stoi za sukcesem PiS. Mit katastrofy smoleńskiej jest dziełem Macierewicza. Osiągnięcia wiceprezesa PiS w demolowaniu obronności polskiej są niebywałe (ulubione słowo prezesa) – dla niego jednak niewystarczające.

Macierewicz obracał głową, co by tu jeszcze sknocić. Mówiło się, że może objąć posadę marszałka Sejmu, bo to instytucja coraz bardziej fasadowa. Można gnębić opozycję jeszcze dotkliwiej niż to czyni Marek Kuchciński. Niemniej pozory parlamentaryzmu z marszałkiem Macierewiczem byłyby konkurencyjne np. z rosyjską Dumą, a to nie podobałoby się instytucjom unijnym.

No i proszę, Macierewicz wypatrzył dla siebie posadę – prezes Najwyższej Izby Kontroli. Na razie jest po słowie z prezesem, czyli nastąpiły zaręczyny, które proceduralnie mogą zostać skonsumowane. Kaczyński ponoć klepnął Macierewicza. Obecny szef NIK Krzysztof Kwiatkowski kończy kadencję w przyszłym roku, lecz przeciw niemu ruszył proces w warszawskim sądzie, w którym staje jako oskarżony o ustawianie konkursów w podległej mu instytucji.

Czy słowo Kaczyńskiego stanie się ciałem dla Macierewicza i obejmie posadę prezesa NIK? Na pewno byłoby wesoło. Macierewicz mógłby zainicjować każdą kontrolę, która by mu się przyśniła. A fantazję ma on nie byle jaką… Mateusz Morawiecki mógłby się bać nadejścia hord kontrolnych Macierewicza i Misiewicza, gdyż i ten ostatni wróciłby do władzy pod skrzydłami Macierewicza.

Macierewicz uzyskałby bat na wszystkich, miałby możliwości nawet większe niż na poprzednich posadach rządowych. W czasie kadencji prezesa NIK byłby nieusuwalny, zwłaszcza gdyby PiS oddał władzę.

Jak powszechnie wiadomo, Macierewicz w młodości uprawiał skoki do wody, był nawet wicemistrzem Polski w skokach z wieży, dzisiaj też lubi skoczyć do basenu. W polityce zwykle skacze na główkę bez zabezpieczenia, wody bowiem w takim basenie zwykle nie ma. A jednak wychodzi bez szwanku. Jako kontrolujący obecną władzę i przyszłą Macierewicz nie bałby się skoczyć głową do przodu i wyrżnąć o dno.

>>>

Post Navigation