Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Agnieszka Holland”

Wałęsa: Nie sztuka mieć rację, ale sztuką jest zwyciężać

Kmicic z chesterfieldem

W czasie wiecu w Częstochowie Jarosław Kaczyński nawiązał do wypowiedzi znanej i cenionej na całym świecie reżyserki, Agnieszki Holland.

Mamy niebezpieczeństwo, że nie będzie tak, jak mówiła pani Holland, która skądinąd po tym, jak mówiła, to później mówiła, że nie mówiła i nawet później kilkudziesięciu reżyserów napisało do mnie list, w którym napisało, że ona nie mówiła tego, co mówiła i to można było usłyszeć. Pani Holland powiedziała, żeby „było jak było”. Jeżeli oni wygrają wybory, to będzie dużo gorzej niż było. Oni nie ukrywają, że chcą zlikwidować demokrację” – w dość oryginalnym stylu wypowiedział się prezes PiS.

Agnieszka Holland poproszona o komentarz do słów Kaczyńskiego, stwierdziła, że czuje się dowartościowana tym szczególnym zainteresowaniem prezesa.

To jest w pewnym sensie zaszczyt. W końcu to szara eminencja polskiej polityki, bardzo sprawczy człowiek. Ma dużo zajęć na głowie, bo właściwie rządzi całym państwem jednoosobowo. Skoro jeszcze ma czas, żeby zajmować…

View original post 1 463 słowa więcej

 

Piotr Gliński puka spod dna bredząc o wybitnych filmowcach Agnieszce Holland i Smarzowskim

Depresja plemnika

– Potencjalny elektorat PiS to mniej więcej połowa wyborców! – podkreśla Marcin Duma, szef IBRiS, komentując najnowszy sondaż przygotowany na zlecenie „Rzeczpospolitej”. 48 procent badanych deklaruje, że jest (albo wielka, albo tylko „pewna”) szansa, by zagłosowali na obecnie rządzące ugrupowanie – czytamy w portalu dziennika. Badanie pokazuje, że głównymi priorytetami dla tej części społeczeństwa są reforma sądownictwa oraz polityka socjalna.

Owe 48 proc. wyborców rozważających głosowanie na PiS jest dość podzielone na dwie grupy, z których jedna jest absolutnie zdecydowana (27 proc.), a druga tylko to rozważa (21 proc.). Z kolei grupa, która nie bierze tego pod uwagę (50 proc.), jest złożona niemal wyłącznie ze zdecydowanych przeciwników głosowania na PiS (48 proc.). Tylko 2 proc. nie wie, kogo wybierze. Wśród nich najbardziej konsekwentni są wyborcy SLD – 100 proc. elektoratu uważa, że „zdecydowanie nie ma szans, by zagłosowali na PiS”. Wśród sympatyków PO na PiS nie zamierza głosować 97 proc…

View original post 1 117 słów więcej

 

PiS posadził Polskę w oślej ławce w UE. Rządzą nami matoły

>>>

„W obecnym czasie przestała już działać w społeczeństwie – nie tylko naszym – tzw. szczepionka Holokaustu. Budzą się demony nacjonalizmów, takich jak PiS, z których mogą wyrastać dyktatury. To niezwykle groźne. Jeżeli Europa ulegnie destrukcji, to trzecia wojna światowa jest czymś bardzo realnym” – powiedziała w TVN Agnieszka Holland. Reżyserka uważa, że marzeniem premiera Węgier Viktora Orbana czy prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego „jest to, żeby cała Europa stała się taka jak oni, to znaczy autorytarna, nacjonalistyczna, ksenofobiczna, zamknięta, nietolerancyjna, nie rozumiejąca problemów współczesności, nienawidząca wszystkich poza nimi”.

Odniosła się do niedawnej propozycji Mateusza Morawieckiego, dotyczącej wspólnego marszu w rocznicę 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. – „To jest oczywiście kłamstwo. To jest udawanie, że jesteśmy tacy wspólnotowi, otwarci, chcemy wszystkich zjednoczyć pod biało-czerwoną flagą i wszystkich kochamy, a jednocześnie w tym samym czasie prokuratura umarza postępowanie wobec narodowców, którzy skopali, opluli i pobili grupę kobiet” – stwierdziła Holland. O umorzeniu w „Ci, co byli opluwani, bici i kopani, mogą składać pozwy z prywatnego oskarżenia”.

Holland uważa, że marsz 11 listopada nie jest marszem niepodległości, tylko narodowców. – „Oni są hołubieni, nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za ewidentnie faszystowskie hasła czy zachowania. Ta władza obecna, czyli PiS z premierem, prezesem (…) zapłaci za to. Ale niestety zapłacimy za to my wszyscy. W momencie, kiedy zło się hoduje, kiedy pozwala się złu rosnąć, to w pewnym momencie nie można go zatrzymać normalnymi metodami” – powiedziała reżyserka.

Skomentowała też antyunijne wystąpienie Andrzeja Dudy w Leżajsku – „To są słowa haniebne, bardzo niemądre i bardzo szkodliwe. Nikt rozsądny nie ma złudzeń co do moralnej i intelektualnej klasy pana prezydenta. Jeśli Andrzej Duda jest wyrazicielem tego, czego chce władza, to znaczy obrzydzenia Polakom Unii Europejskiej i obrzydzenia Europejczykom Polski, to jest to straszliwie niebezpieczne” – podsumowała Agnieszka Holland.

Na opozycji znowu dramat, prawie szekspirowski. Czyli „wiele hałasu o nic”. Tym razem poszło o leżajskie wystąpienie pana prezydenta i słowa o „wyimaginowanej wspólnocie”. Klasyczne widły z igły.

No a poza tym, to pan prezydent miał – jak zawsze – rację. Bo jaką „wspólnotę” może stworzyć nasz swojski suweren z – dajmy na to – Turkiem, który udaje Niemca? Albo Algierczykiem przebranym za Francuza, nawet jeśli ów od pokoleń mieszka w Paryżu?

Bratać się z liberałem czy lewakiem z Zachodu też strach, bo liberalizm– jak każde zło – kusi. Mówi taki: wolność, równość, tolerancja, a myśli – rozwiązłość, upadek obyczajów i puste tace. Ale nie z nami te numery. Dla nas – czego ostatnio dowiodła interwencja IPN w sprawie tablicy pamiątkowej ku czci Bronisława Geremka – „Europejczyk” to epitet. Mocno obraźliwy.

My wiemy swoje, toteż doskonale rozumiemy, że z tej „teoretycznej wspólnoty” nic dla nas dobrego nie wynika. Euro są – owszem – akurat prawdziwe. No, ale sami przyznacie, te pieniądze się nam po prostu należały! Za poniesione straty.

Bo Europa odebrała nam suwerenność, jaką cieszyliśmy się pod radzieckim protektoratem. Zniszczyła gospodarkę, świetnie funkcjonującą przecież – jak przypomniała wszystkim premier Szydło w Krynicy – za Peerelu. Przekupiła dobrze ponad milion młodych, wykształconych, co bardziej przedsiębiorczych Polaków, którzy zamiast pracować na pomyślność „dobrej zmiany” wyjechali z kraju i teraz budują bogactwo obcych narodów. A poza tym chciwi europejscy kapitaliści wykorzystują naszą tanią siłę roboczą i sprzedają nam proszki gorszej jakości.

No, a przecież – gdyby nie ten wredny Timmermans – mogło być tak pięknie… Partia aktualnie rządząca, raz zdobywszy władzę, mogłaby sobie spokojnie powsadzać do paki całą opozycję, a jej zwolenników wysłać na trwałe bezrobocie i eksmitować do mieszkań socjalnych. I jeszcze odebrać 500 plus aż zmądrzeją. Mogłaby – przez nikogo nie niepokojona – pozamykać nieprzychylne media, a pieniądze z budżetu rozdać tylko „swoim”. Mogłaby także polikwidować sądy, a sprawiedliwość wymierzać i prawo stanowić „po uważaniu”, bo kto suwerenowi zabroni. A oszczędności poczynione na rozpędzeniu na cztery wiatry Sejmu przekazać na Caritas.

Więc po jakie nieszczęście tak się pchaliśmy do tej Europy? A zresztą – nie do takiej Unii wstępowaliśmy. A jeśli nawet, to te podpisy pod traktatami i tak są nieważne, bo siedząc za żelazną kurtyną nie mogliśmy wiedzieć, na co się, tak naprawdę, decydujemy.

Nie mieliśmy pojęcia, że akcesja oznacza bratanie się z podejrzanym moralnie lewactwem, nastającym na nasze obyczaje, wiarę i metody rządzenia. Że jakiś „trójpodział”. Że konstytucja, a nie „wola ludu”. Więc między „nimi” i nami, jaka może być w ogóle wspólnota? Jeśli już, to wyłącznie „wyimaginowana”.

Czy premier Morawiecki w pełni uznaje wyższość prawa unijnego nad polskim? Czy popiera działania SN, który zawiesił stosowanie trzech przepisów z pisowskiej ustawy o wieku emerytalnym sędziów? Dziś – absolutnie nie. Jadnak – jak się okazuje – w podręczniku do prawa europejskiego wydanym w 1999 roku, którego współautorem jest obecny premier, wprost czytamy, że w sytuacji kolizji prawa krajowego z prawem wspólnotowym, to „właściwy sąd krajowy może (…) dojść do wniosku, że prawo krajowe nie może być stosowane”.

>>>

Trzy kłamstwa Andrzeja Dudy na temat Europy

Polexitowe przemówienie Dudy w Leżajsku po raz kolejny pokazuje, że zarówno on, jak też premier Morawiecki czy prezes Kaczyński od dawna porzucili w swojej propagandzie półprawdy, dialektyczne wygibasy, w ogóle jakieś trudniejsze figury retoryczne. Wybrali najprostsze kłamstwa, bo wierzą, że w dzisiejszych czasach tylko one działają.

W wystąpieniu prezydenta pierwszym kłamstwem było to, że Europa jest „wspólnotą wyobrażoną” (czyli fikcyjną). Dla większości swoich mieszkańców, w tym dla większości Polaków, Europa jest dzisiaj bardzo konkretną instytucją, która nazywa się Unia Europejska. Prawo do obecności w tej konkretnej wspólnocie zostało przez Polaków wywalczone w latach 1939-1989. A od 2004 roku Polacy tę instytucję budują współtworząc unijne traktaty, współtworząc najważniejsze europejskie polityki (m.in. politykę solidarności energetycznej, dzięki której nawet rosyjski gaz możemy dziś reeksportować na Ukrainę, kiedy Putin próbuje brać Kijów głodem i chłodem).

Z Europy wynika wszystko, co było i jest dla Polaków ważne. Kiedyś Europa dała nam chrześcijaństwo, później Oświecenie, a teraz – jako Unia Europejska – dała nam procedury, instytucje, pieniądze, czyli cały ogromny zastrzyk cywilizacyjny i finansowy, jakiego wychodząc z ruin „realnego socjalizmu” bardzo potrzebowaliśmy, żeby realnie zmartwychwstać.

Ale także my Unii Europejskiej coś ważnego daliśmy. Przynajmniej zanim przyszedł PiS wraz z całym swoim zepsuciem i dekadencją. Daliśmy Unii ogromną energię świeżo wyzwolonego narodu budującego dobrobyt i wolność. Daliśmy też Unii zrozumienie, że ma nie tylko zachodnią granicę (atlantycką) z USA, czy południową granicę (śródziemnomorską) z Afryką. Ale też bardzo ważną granicę wschodnią – z Ukrainą, Białorusią, Rosją. To zrozumienie Unia zdołała przekuć na program Partnerstwa Wschodniego, którego współautorem był Radosław Sikorski, tu akurat podążający śladem Giedroycia, Skubiszewskiego, Geremka.

Trzecie kłamstwo prezydenta było historyczne. Powiedział, że „Europa zostawiła nas w 1945 roku na pastwę Rosjan”, tymczasem głównym i jedynym istotnym reprezentantem Zachodu handlującym ze Stalinem najpierw w Jałcie, potem w Poczdamie była Ameryka. Europa – podobnie jak Polska – została przez wojnę zniszczona, podzielona, sprowadzona do roli politycznego i ekonomicznego pariasa. Nawet jej zachodnia część broniła się po wojnie przed komunizmem próbującym ją destabilizować i niszczyć od środka. I wygrała ten bój z ogromną trudnością.

Selfik z Trumpem w zamian za atak na Unię

Duda kłamie na temat Europy, bo jedzie do Trumpa, żeby sobie z nim zrobić selfika. Na potrzeby własne i na potrzebny kampanii wyborczych PiS. Innych rzeczy niż selfik z Trumpem dziś załatwić nie sposób (chyba że tak, jak Duda załatwił fregaty w Australii, gdzie to raczej jego Morawiecki załatwił za pomocą tych fregat). A po jesiennych wyborach do amerykańskiego Kongresu Trump będzie zbyt zajęty bronieniem się przed impeachmentem, żeby nawet selfiki z Dudą czy z podobnej rangi sojusznikami z gwatemalskiej czy salwadorskiej prawicy miał czas sobie robić.

Duda kłamie na temat Europy, bo jedzie do Trumpa, żeby sobie z nim zrobić selfika. Na potrzeby własne i na potrzebny kampanii wyborczych PiS. Innych rzeczy niż selfik z Trumpem dziś załatwić nie sposób

Więc faktycznie, żeby w ostatniej chwili dostać od Trumpa wspólnego selfika, Duda jedzie do niego z przesłaniem, że rząd PiS-u i prezydent PiS-u są tak samo żarliwymi i autentycznymi wrogami Europy jak obecny amerykański prezydent. Ale to niestety oznacza, że są także takimi samymi żarliwymi wrogami jedności atlantyckiej, którą Trump niszczy codziennie, bo po to został przez Putina wsparty w wyborach na prezydenta USA. Jedność atlantycka Zachodu – od której zależy samo przetrwanie Polski jako suwerennego kraju – wymaga bowiem jak najściślejszego sojuszu jak najsilniejszej Unii Europejskiej z jak najbardziej przewidywalną Ameryką.

Targowica zawsze wybiera Polexit

W ostatnich dniach toczą się jednocześnie dwie dyskusje o przyszłości Europy. Jedna toczy się w Brukseli i Strasburgu (ważne wystąpienie Junckera o stanie Unii zawierające m.in. propozycje wzmocnienia Fronteksu, uszczelnienia granicy zewnętrznej UE, rozwiązania kryzysu imigracyjnego, a także wezwanie do wzmocnienia własnej politycznej, gospodarczej i militarnej siły Europy wobec kłopotów z Brexitem i Trumpem). Druga toczy się w obozie władzy. Pierwsza jest faktycznie poważną dyskusją o przyszłości Unii, druga – mimo że słowo Europa pada w niej codziennie – jest tylko sporem o to, czy  po odejściu Kaczyńskiego Brudziński i Morawiecki zagryzą Dudę, czy też Duda przeżyje.

Duda (ale wcześniej także Jarosław Gowin z jego dziwacznym polexitowym wystąpieniem) uważa, że wyścig do ucha Prezesa wygrywa się dzisiaj atakując Unię Europejską jako instytucję, w której Kaczyński widzi przeszkodę na drodze do dalszego łamania Konstytucji i gromadzenia całej władzy w swoich rękach. Zarówno Duda jak i Gowin zostali wcześniej totalnie zmarginalizowany przez tandem Brudziński-Morawiecki. Brudziński dostał od Kaczyńskiego realną władzę, kontroluje aparat partii rządzącej i jako minister spraw wewnętrznych i administracji faktycznie kontroluje rząd. Morawiecki dostał od Kaczyńskiego prawo do codziennego głoszenia swojej gierkowskiej propagandy (bez żadnych gierkowskich inwestycji, bo nie ma nawet mieszkań z programu Mieszkanie Plus, nie wspominając o promach, stoczniach czy mitycznej elektromobilności). Oprócz propagandy Morawiecki dostał także dostęp do fruktów w spółkach skarbu państwa. Natomiast Dudzie i Gowinowi pozostało już tylko pajacowanie.

To jednak, że zaczęli pajacować antyeuropejsko, antyunijnie i polexitowo jest niepokojące. Problem, kto w PiS-ie przejmie władzę po Kaczyńskim przeminie wraz z władzą PiS-u. Po rządach PiS-u pozostanie jednak w Polsce bardzo silna prawica, którą Kaczyński wykarmił publicznymi pieniędzmi, wyposażył w media i która go teraz opluwa jako „zbyt miękkiego starca, którego czas się kończy”. Polska prawica z czasów Sikorskiego, Buzka, nawet Olszewskiego – była prozachodnia. Prawica z czasów Kaczyńskiego, Morawieckiego, Dudy i Gowina jest faktycznie i efektywnie proputinowska. W głowach tej nowej prawicy liberalny Zachód, Unia Europejska, nawet USA (za wyjątkiem Trumpa i Tea Party, czyli najbardziej antyzachodnich sił w Ameryce, które Putin słusznie wykorzystał jako swoją piątą kolumnę) nie występują już jako oczywisty sprzymierzeniec Polski przeciwko azjatyckim zamordyzmom. Przeciwnie, Zachód występuje w głowach nowej prawicy jako główny wróg Polski, wróg naszej tożsamości, tradycji, duchowości.

Polska prawica z czasów Sikorskiego, Buzka, nawet Olszewskiego – była prozachodnia. Prawica z czasów Kaczyńskiego, Morawieckiego, Dudy i Gowina jest faktycznie i efektywnie proputinowska.

Zatem sojusz z Rosją staje się oczywistością. Jeden z czołowych ludzi prawicy w świecie akademickim, Piotr Nowak, który wraz z synem Jarosława Marka Rymkiewicza stworzył kiedyś dzieło „Wawelska skała” fundujące religię smoleńską, jeździ teraz regularnie do Moskwy, gdzie nawiązuje kontakty z najbardziej antyzachodnimi postaciami w rosyjskim świecie intelektualnym i Cerkwi. A w Warszawie prowadzi seminarium „Ojczyzną Boga jest Rosja”.

Kaczyński odejdzie, ale ukształtowana w ten sposób prawica w Polsce pozostanie. Jako wygodne dla Putina ultrakonserwatywne narzędzie nowej Targowicy. Właśnie dlatego polexitowe wystąpienia Gowina i Dudy są groźne. Oni uważają, że wrogość wobec Europy da im władzę na dzisiejszej polskiej prawicy. A dzisiejszą polską prawicę bardzo dobrze znają.

Małgorzata Wassermann to typowa blondynka z kawałów o… blondynkach.

PiS przed Trybunałem Sprawiedliwości UE

Tak wynika z doniesień Reutersa – Komisja Europejska zaskarży do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej pisowską ustawę, w myśl której ok. 40 proc. sędziów Sądu Najwyższego zostało zmuszonych do wcześniejszego przejścia na emeryturę. Reuters powołuje się na źródła w KE.

Decyzja ma zostać oficjalnie ogłoszona jutro, o ile nie będzie w ostatniej chwili zwrotu ze strony polskiej. A tymczasem na konferencji podczas szczytu UE w Brukseli Mateusz Morawiecki stwierdził, że Polska nie zamierza się wycofać z ustawy o Sądzie Najwyższym, która według niego jest zgodna z Konstytucją.

Do KE w tej sprawie apelowało 150 polskich, organizacji pozarządowych, byli prezydenci i premierzy RP, opozycja i pięć największych frakcji w Parlamencie Europejskim. Ich zdaniem to jedyny sposób, by powstrzymać nadchodzącą czystkę w Sądzie Najwyższym.

Reuters przyznaje jednak, że skarga Komisji Europejskiej prawdopodobnie zostanie złożona zbyt późno, by zapobiec czystkom. Przed skierowaniem skargi Komisja musi wezwać kraj członkowski do usunięcia uchybienia, a jeśli państwo tego nie zrobi – wydać „uzasadnioną opinię” z kolejnym wezwaniem. Procedury trwają zwykle ok. czterech miesięcy, w wyjątkowych wypadkach są skracane do kilku tygodni.

PMM o dialogu z KE: My słowa dotrzymaliśmy

– Trudno mi zrozumieć, jakimi ścieżkami chodzi ta linia rozumowania czy argumentacji Komisji [Europejskiej]. W szczególności te ostatnie propozycje, które pojawiły się w eterze czy ostatnie takie możliwości złożenia tej skargi nowej, ponieważ my byliśmy w bardzo zaawansowanym dialogu z KE i praktycznie nie tylko wszystkie elementy z uzgodnień, które w procesie negocjacji rodziły się, styczeń, luty, marzec, na różnych forach, nie tylko z moim udziałem – my je wszystkie zaadresowaliśmy w sposób zgodny z ustaleniami z KE i ten dialog potraktowałem bardzo poważnie. Potraktowałem słowo dane po drugiej stronie rownież poważnie i ja słowa dotrzymałem, my słowa dotrzymaliśmy, z pewną nawiązką nawet, związaną z niektórymi rozwiązaniami, oczywiście bez zagrożenia dla możliwości przeprowadzenia z gruntu rzeczy niezwykle potrzebnej reformy wymiaru sprawiedliwości, z czym zgadza się ogromna większość naszych obywateli – mówił premier Mateusz Morawiecki na konferencji w Brukseli.

>>>

Polityczne podsumowanie popołudnia: sędziowie SN: Gersdorf I Prezes do 2020, PMM na unijnym szczycie, spotkania Schetyny i Trzaskowskiego z Tuskiem i Junckerem

— SĘDZIOWIE SN W UCHWALE: GERSDORF I PREZESEM DO 2020 ROKU. Sędziowie SN-u podczas Zgromadzenia Ogólnego wydali dwie uchwały. Pierwsza z nich dotyczy właśnie sprawowania funkcji przez prezes Małgorzatę Gersdorf: „Stwierdzamy, że sędzia SN, prof. dr hab. Małgorzata Gersdorf, pozostaje, zgodnie z bezpośrednio stosowanym art. 183 ust. 3 Konstytucji (art. 8 ust. 2), do dnia 30 kwietnia 2020 roku I Prezesem Sądu Najwyższego, kierującym instytucją, w której pełnimy naszą służbę społeczeństwu”.

— TERLECKI: SPORY MIĘDZY PRAWNIKAMI MNIE NIE ZAJMUJĄ. „Prawnicy mają zawsze różne pomysły na każdy temat, są różne opinie. My się kierujemy tą opinią, która mówi, że taka zmiana [I Prezesa Sądu Najwyższego] jest możliwa. Ja nie jestem prawnikiem. Spory między prawnikami mnie nie zajmują. Liczę na rozsądek i na to, że nie będziemy naginać prawa do poglądów politycznych” – komentował uchwałę sędziów Sądu Najwyższego wicemarszałek Ryszard Terlecki.

— PMM NA UNIJNYM SZCZYCIE. W PLANACH DYSKUSJA O MIGRACJI. „My optujemy przede wszystkim za tym, żeby było dużo działań opartych o konsensus, czyli o porozumienie wszystkich państw członkowskich, a nie narzucanie relokacji. My się nie zgadzamy z narzucaniem relokacji i jesteśmy jednocześnie też bardzo konstruktywnym graczem w ramach Unii Europejskiej, gdzie pokazujemy, że te ruchy wtórne, czyli przesunięcia między krajami członkowskimi, w przypadku przybycia migrantów lub uchodźców do któregoś z krajów granicznych, że w zakresie ruchów wtórnych my mamy twarde regulacje azylowe i się ich trzymamy” – mówił premier przed rozpoczęciem rozmów.

— TUSK SPOTKAŁ SIĘ W BRUKSELI ZE SCHETYNĄ I TRZASKOWSKIM. Politycy PO spotkali się też z szefem Komisji Europejskiej, Jean-Claude Junckerem.

Prezes Kaczyński jutro rano w Polskim Radiu

Prezes PiS Jarosław Kaczyński będzie jutro o 7:10 gościem „Sygnałów dnia” w radiowej Jedynce. Rozmowa będzie emitowana równolegle w Polskim Radiu 24.

Obrzydliwi politycy PiS – intelektualnie, estetycznie. Przede wszystkim amoralni

Andrzej Celiński nie może oglądać Ryszarda Czarneckiego w mediach niezależnych.

Podobnną cofkę mają inni.

Poseł PO Krzysztof Brejza interpelował w sprawie premii przyznawanych sobie przez pisowców.

Były szef MON Tomasz Siemoniak skomentował informację o nagrodach dla ministrów rządu PiS.

Wiceminister spraw wewnętrznych Jarosław Zieliński „słynie” z niekonwencjonalnych zachowań i pomysłów. Wychodzi na to, że nie wystarczają mu miesięcznice smoleńskie. Z inicjatywy Zielińskiego w każdy jedenasty dzień miesiąca w Łapach na Podlasiu będą się odbywać patriotyczne „nowenny niepodległościowe”.

 „Wiceminister zawsze dostrzegał potrzebę spotykania się na wspólnej modlitwie w intencji ojczyzny” – powiedział „GW” proboszcz kościoła w Łapach. Potrzebę taką będą też musieli mieć podlascy policjanci. – „W związku z obchodami 100. Rocznicy Odzyskania Niepodległości, w każdy 11 dzień miesiąca, odbywać się będzie Nowenna Niepodległości. Potrwa ona do 11 listopada. Pierwsza z nich odbędzie się już w najbliższą niedzielę, 11 lutego 2018 roku o godzinie 11.30 w kościele pw. Św. Krzyża w Łapach. Podczas I Nowenny Niepodległości wystąpi Zespół Wokalno-Instrumentalny Komendy Miejskiej Policji w Łomży, który wykona pieśni patriotyczne” – głosi komunikat na stronie Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

Obecność na „nowennie niepodległościowej” nie jest podobno obowiązkowa. – „Każdy z naszych funkcjonariuszy, jeżeli czuje taką potrzebę, może wziąć udział w tych uroczystościach. (…) Oczywiście nie w umundurowaniu służbowym, ale wyjściowym – galowym” – powiedział „GW” rzecznik białostockiej komendy nadkomisarz Tomasz Krupa.

Wiceministrowi Zielińskiemu chyba jednak trudno będzie odmówić, zwłaszcza że obowiązkowo stawić się będą musieli lokalni szefowie policji, Straży Pożarnej, Straży Granicznej, Służby Więziennej itp.

Wybitna polska reżyserka Agnieszka Holland uważa, że w walce z używaniem określenia „polskie obozy śmierci” bardziej skuteczne od ustawy jest edukowanie. – „Od czasów ministra Geremka wszyscy dyplomaci polscy szalenie to wychwytują i interweniują. Osiągnęli bardzo duże sukcesy. To działanie dyplomatyczne doprowadziło do tego, że w wielu znaczących mediach jak „New York Times” czy „Washington Post” wprowadzono takie algorytmy, że poprawia automatycznie komputer, jak ktoś używa takiego sformułowania” – powiedziała Holland w TVN24.

Jej zdaniem, mamy do czynienia z ogromnym niedouczeniem historycznym, ale nie można z nim walczyć za pomocą takiej ustawy jak ta o IPN. – „Ta ustawa grozi tym, że nie można mówić prawdy” – powiedziała Holland. Dodała, że „ustawa jest fatalna”. – „To, co jest fałszywe i głupie w tej ustawie, to, że próbuje się zrobić z nas mesjański naród zupełnie bez winy. Dojrzałość narodu polega też na przyznaniu się do trudnej historii. Przede wszystkim trzeba być dumnym ze swojej historii, a nie wstydzić się jej tak, żeby ją zakłamywać” – powiedziała Holland.

Holland mówiła, że ustawa o IPN potwierdziła wszystkie najgorsze stereotypy o Polsce. – „Polski rząd, który sobie wziął za zadanie ideologicznie sformować nowego Polaka, przekroczył granice tego, co świat dopuszcza dzisiaj. Po co nam to było?” – pytała reżyserka. – „Żyjemy w czasach, które są bardzo niebezpieczne. (…) W tych czasach jest szalenie łatwo wywołać pożar wokół jakiegoś emocjonalnego wzmożenia. Populiści czy nacjonaliści tym zarządzają bardzo skutecznie. Mąż stanu czy polityk odpowiedzialny nie powinien używać takich narzędzi” – powiedziała Holland.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o tym, jak władza buduje negatywne emocje na niskich instynktach Polaków.

Polska cierpi obecnie na rozdwojenie jaźni.

Czy się z tym zgadzamy, czy nie, musimy wreszcie przyjąć do wiadomości i pogodzić się z faktem, że nasza Polska cierpi obecnie na rozdwojenie jaźni. Jeden naród, a w nim bezkrytyczni wielbiciele obecnej władzy – osoby, którym wszystko jedno, byle im się spokojnie żyło i tacy jak ja… wciąż zdziwieni, nie pojmujący do końca, co właściwie się stało, że jest tak, jak jest.

A jest wyjątkowo nieciekawie. Wydawało się, że przez minione 27 lat społeczeństwo okrzepło w budującej się demokracji, nabrało rozumu, wreszcie zmieniło swoje spojrzenie na ludzi i świat. Stało się bardziej otwarte, przyjazne wobec wszelkiej inności. Jak mało trzeba, by jednak okazało się, że była to tylko mrzonka. Ot, jakaś taka iluzja, w którą zapewne bardzo chcieliśmy uwierzyć. To nie kto inny, jak właśnie PiS udowadnia nam każdego dnia, jak bardzo się myliliśmy. Mistrzowie w szukaniu wroga, co zaspokaja najgorsze instynkty części narodu, ruszyli do boju.

Na pierwszy ogień PiS wzięło PO. Logiczne, bo przecież to z nimi trzeba było wygrać wyścig do parlamentu. Nagonka rozwijała się powoli, acz bardzo skutecznie. Ludzie wspaniale odnajdywali się w tym szczuciu przeciwko PO, tym bardziej, że prezes Kaczyński miał sporo punktów do zahaczenia. Politycy partii konkurencyjnej podali mu je dosłownie na tacy. Przekupiony pięknymi słowami i obietnicami naród nawet się nie zorientował, kiedy brzydkie fakty, obciążające PO, przeszły w kłamstwa i manipulację. Polska w ruinie, rządy lobbystów, wiernopoddaństwo wobec UE i w ogóle świata, no i ten Tusk, największe zło Polski. Mity i fakty umiejętnie splecione ze zbrodnią smoleńską zrobiły swoje. PiS zdobyło władzę i te 18% głosujących na nich Polaków zwariowało ze szczęścia.

Po wyborach nadszedł czas na utrwalenie w swoim elektoracie winy PO za całe polskie zło i nastąpiła pierwsza próba przeciągnięcia na swoją stronę tzw. leniuszków, czyli tych, którym się nie chce brać udziału w wyborach, bo mają ciekawsze zajęcie od polityki. Kto zniszczył Polskę? Tusk. Kto źle o Polsce mówi na forum UE? Tusk. Kto ma niemieckie korzenie? Tusk. Kto walczy z polskim Kościołem? Tusk. Kto nie dba o dzieci i ich rodziców? Tusk. Kto wykończył polską edukację i kulturę? Tusk. Kto dokuczył biednemu Jarosławowi Kaczyńskiemu? Tusk. I tak ten biedny Donald Tusk wbił się do głowy wielbicieli prezesa jako synonim największej tragedii, która spotkała Polskę. PiS mogło odetchnąć z ulgą. Ufff, udało się…

W końcu jednak temat się nieco przejadł, spowszedniał, więc trzeba było wskazać kolejnego wroga, który utrzyma wyborców przy PiS-ie. Padło na Niemcy, bo nas nie lubią, coś tam za plecami naszymi kombinują, a ta Angela Merkel to już w ogóle antypolskie dno. Myśleli, myśleli… i wymyślili. Odszkodowania za niemiecką okupację w latach 1939 – 1945, za zabijanie Polaków, za gnębienie. Elektorat wręcz zakwiczał z radości. Jakże pięknie to żądanie wpisało się w ich nastawienie do sąsiadów zza Odry. Jechać tam do pracy czy na handelek jest super, ale sprawiedliwości musi stać się zadość, bo Niemiec odwiecznym wrogiem Polaków jest i basta. Ma nam zapłacić za całe zło i tyle w temacie.

Kiedy kwestia odszkodowań nieco już okrzepła i przestała budzić większe zainteresowanie, przyszedł czas na Żydów i Ukraińców. Zgadzam się z tymi, którzy mówią, iż znowelizowana ustawa o IPN to pic na wodę i praktycznie jest tylko pustym zapisem. Już to widzę, jak ktoś np. na Kanarach powie coś, co narusza polską godność i natychmiast nasza władza ściąga gościa do Polski i zamyka w więzieniu na 3 lata. Słowo daję, nabrać na to może się tylko ten, kto zatracił gdzieś umiejętność realnej oceny świata, w jakim żyje. Ewidentnie ten pomysł z ustawą, skierowany jest do swoich, by znowu dać im kolejną pożywkę, by utrzymać ich przy sobie. W końcu nic tak mobilizująco na prawdziwego Polaka nie działa, jak walka o godność i honor, a przy okazji nakarmienie polskiego antysemityzmu i alergii na co niektóre narody. Tak więc mamy ustawę, która nic nie znaczy i mamy tak pokazowy wybuch nienawiści, że aż dech zapiera. Politycy PiS, niektóre „autorytety” prawicy, kilku historyków pławią się teraz w tej, wywołanej przez brak pomyślunku, histerycznej atmosferze, wbijając do głów jakieś dalekie od prawdy fakty pseudohistoryczne. A wierni PiS-owi obżerają się tą rozbudzoną fobią po uszy i nawet nie widzą, do czego ta sytuacja nas – jako Polskę – prowadzi. PiS się raduje, lud to kupuje, a słupki w sondażach rosną…

Sukcesywnie, gdy robi się zbyt spokojnie i PiS traci na chwilę inwencję twórczą, wskakuje temat UE. Tej złej, antypolskiej, która nas wykończy. Tyle kasy od nas wyciąga, a w zamian, co? Te drogi, autostrady, remonty ulic i zabytkowych kamienic, międzynarodowe projekty naukowe, wymiana studentów, poprawa jakości szpitali, inwestycje to tylko nasza, polska zasługa, bo UE nas okrada i nic więcej. Do tego wtrąca się w nasze wewnętrzne sprawy. Nas, Polaków, chce uczyć praworządności i sprawiedliwości? Hańba! Po prostu hańba!

Ciekawe, kto będzie następny. Jestem przekonana, że PiS znajdzie kolejny cel do atakowania, bo przecież nic tak nie trzyma narodu w ryzach, jak przypomnienie mu, kto jest wrogiem, jak strach przed „obcymi” i wiara w światowy spisek antypolski.

A kiedy już wyczerpią się wszystkie możliwości, to pozostanie tylko jedno. Mocniej jeszcze zadziałać na własnym terenie, wskazując jako wroga tych, którzy nie dają się nabrać na bajeczki PiS-u. Jeszcze władza się nieco kryguje, próbuje zachować pozory, ale przyjdzie moment, gdy jej uderzenie będzie ostre i bezpardonowe. Postawi przeciwko „niepraworządnym” babcie z różańcami, dziarskich staruszków z krzyżami, nacjonalistów i polskich neonazistów. A co sobie sama będzie brudziła łapki. Oddany im elektorat załatwi „gorszy sort” na chwałę prezesowi i reszcie.

No i taką mamy polską rzeczywistość. Jedni są szczęśliwi, bo PiS zaspokaja ich potrzeby materialne i duchowe. Pozwala im być wreszcie sobą, takimi pełnymi agresji, antysemitami i rasistami. Daje swoje przyzwolenie i nagradza dobrym słowem za atakowanie każdego, kto nie należy do tej teatralnej trupy.

Pozostali, którzy jeszcze się uchowali, wciąż nie mogą wyjść ze dziwienia, że wróciła taka Polska, jak z najgorszych, sennych koszmarów. Cały system wartości obywatelskich przestaje się liczyć, a obecna władza stawia tylko na to, co zapewni jej dostęp do koryta na długie lata. No i na tych, którymi łatwo da się manipulować, łatwo wykorzystać, dając im ochłapy w postaci przekonania, że teraz są tacy ważni.

Może więc już czas przestać się dziwić, wziąć tę naszą mroczną rzeczywistość na klatę i skonsolidować siły, by zatrzymać ten pochód „zombie”?

Macierewicz, Kaczyński, Duda – jak żyć w państwie, które nam proponują. Z Polski zrobili Tworki

Kapitalna myśl posłanki Nowoczesnej Kamilii Gasiuk-Pihowicz:

„Jeżeli przejmowanie sądów przez PiS ma się odbyć tylko dlatego, że są jakieś skandaliczne przypadki zachowań sędziów, to tak jakbyśmy mieli zlikwidować uniwersytety, bo profesorem jest pani Pawłowicz”.

Tak prowadzi dialog siostra Ryszarda Terleckiego (przynajmniej siostra z urody) rzeczniczka PiS Mazurek.

Beata Mazurek: Zaskakująca jest aktywność pana Hermelińskiego.  Gdy ostatnio nawalił system wyborczy nie chodził do mediów nie udzielał wywiadów, nie wyjaśniał.

Dziennikarze: Ale on nie był szefem PKW.

Beata Mazurek: Ale to nie ma znaczenia.

Jak uroda, taka głowa.

Zmatolenie.

Ludwik Dorn uważa, że walka o odebranie niezależności sądom toczy się między Kaczyńskim i Dudą o pierwszeństwo dziobania.

Prawo kaduka.

Nie mam też jasności, jaka jest intencja polityczna tego spektaklu: czy mamy do czynienia z przeciąganiem liny między PiS a prezydentem, co by prowadziło do tego, że dojdzie do kolejnego spotkania prezes – prezydent i coś tam się ustali, przy czym prezydent mocno ustąpi? Z jego punktu widzenia będzie to dużo poniżej szkicu porozumienia zrealizowanego przez plenipotentów obu stron. Czyli nie będzie wywieszenia białej flagi, ale mocny i upokarzający odwrót prezydenta. To dla PiS-u może być ważne, bo gra toczy się o przewagę, o to, kto jest najważniejszym kogutem na podwórku władzy i jako pierwszy ma prawdo dziobać sędziowskie kury. Chodzi o kolejność dziobania, o prestiżową przewagę – rzecz w polityce niesłychanie ważną.

Waldemar Mystkowski uważa, że to polityka transakcji – kupczenia.

Dlaczego tak się dzieje? Bo uczestniczymy w spektaklu, który zafundowali nam politycy PiS. Usadzono nas na widowni i farsę nazywają dramatem. Nieudana farsa w rzeczywistości jest tragedią, jak to trafnie, acz nieco knajacko opisał Andrzej Saramonowicz: – „Kiedyś nie bardzo mogłem pojąć, jak te mendy z XVIII wieku doprowadziły Polskę do rozbiorów. A teraz włączam telewizor i widzę”.

Nasze wolności, prerogatywy obywatelskie, sprzedaje się, kupczy nimi. Polityka PiS jest polityką transakcji i to na każdym niemal poziomie. Kupczy się nami, tak jak Polską kupczyła Targowica w XVIII wieku: antydemokratyczna, antynowoczesna, proklerykalna i promoskiewska („alarm” Donalda Tuska). Paweł Śpiewak zamierza od nowego semestru na UW prowadzić kurs „Socjologia Jarosława Kaczyńskiego”, bynajmniej fakultet niedowartościowujący prezesa PiS, tylko dekonstruujący jego mało zbożne zamiary – transakcji.

Beata Szydło ma pewny Trybunał Stanu.

Kluczowi świadkowie zgodnie zeznali, że to premier Beata Szydło osobiście poleciła nie drukować wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Mimo to prokurator nie przesłuchał szefowej rządu. Umorzył śledztwo w sprawie domniemanego przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków w związku z nieopublikowaniem wyroków. 

Antoni Macierewicz rozpaczliwie broni się przed dymisją.

Ten pacjent polityki bredzi w mediach Rydzyka, jak po lobotomii i katastrofie smoleńskiej. Niebywały głupiec, nierób, który zmarnował zycie i teraz smrodzi, jak sowieckie onuce.

– Mamy do czynienia z niebywałym zjawiskiem, takim, które można by porównać wyłącznie do czasów stalinowskich, wyłącznie do czasów, w których okupanci wymuszali na Polakach, którzy się poddawali decyzjom, fałszowanie najważniejszych spraw bytu narodu polskiego. Ta kwestia została skierowana do prokuratury- mówił minister obrony w felietonie „Głos Polski” w Radiu Maryja i Telewizji Trwam.

Takimi onucami estycznymi jest jego Misiu Misiewicz.

Można sobie z tej pary pobrechtać: Macierewicz i jego Misiu.

W nowym „Newsweeku” o naszym pacjencie piszą Michał Krzymowski i Paweł Reszka.

Antoni Macierewicz zachowuje się, jakby kierował obroną oblężonej twierdzy. Polityk PiS: – Nikomu nie ufa. Uważa, że ktoś na niego czyha.

Nasze źródła w MON mówią, że Macierewicz zarządził przebudowę bezpiecznego pomieszczenia – tak zwanego bunkra – w budynku przy ulicy Klonowej, gdzie urzęduje. Ma być wyposażone w dodatkową aparaturę eliminującą możliwość podsłuchu. – Pomieszczenie było wyposażone dobrze, ale pan minister uważa, że budynek jest zbyt blisko rosyjskiej ambasady i nie jest bezpiecznie. Ma obsesję sprawdzania wszystkiego – opowiada nasz rozmówca.

Taki głupiec odpowiada za bezpieczeństwo kraju.

Odjazd godny Tworek.

O Jarosławie Kaczyńskim w tym samym „Newsweeku” pisze Cezary Michalski.

Jarosław Kaczyński radykalizował konflikt wewnętrzny w Polsce, kiedy walczył o zdobycie władzy. Nie ma w tym niczego dziwnego, podobnie postępował Wałęsa w czasie wojny na górze, Miller w okresie rządów AWS czy Tusk po wyborczej klęsce 2005 roku.

Jednak Kaczyński – jako pierwszy polski przywódca po 1989 roku – ten konflikt wewnętrzny celowo jeszcze bardziej zradykalizował już po zdobyciu władzy. Zmusił cały swój obóz do prowadzenia wyniszczającej wojny domowej. Jego ludzie – ministrowie rządu Beaty Szydło, szefowie kontrolowanych przez PiS mediów, nawet nowi prezesi spółek skarbu państwa – są rozliczani nie z realnych osiągnięć, ale z zakresu prowadzonych przez siebie czystek czy z brutalności ataków wobec opozycji i społecznych elit.

A prof. Jadwiga Staniszkis mówi:

– Kaczyński powinien przejść na tę emeryturę wraz z innymi, ale nie ma dokąd pójść – uważa Staniszkis, według której sytuację utrudnia fakt, że prezes PiS nie ma rodziny. – Jest przecież bardzo bystrym człowiekiem, nawet obserwując to, co się dzieje w komisji, mógłby dostrzegać to łamanie konstytucji i prawa. Ale myślę, że on po prostu chce, żeby wszyscy byli zrozpaczeni tak samo jak on. W takim stanie psychicznym nie powinien sprawować władzy.

Niedługo będzie uchwalona klauzula sumienia dla aptekarzy.

Antykoncepcja jako wróg ideowy, bitwa o Polskę, runda kolejna. Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, który jeszcze rok temu dystansował się od pomysłów części farmaceutów, aby i ich zawód objąć prawem do klauzuli sumienia, nawet jeśli prowadzą jedyną aptekę w mieście, teraz zmienił zdanie. Jest za. Nawet jeśli chodzi o jedyną aptekę w mieście.

TVN zapowiada na sobotę sensacyjny reportaż o szpiegu rosyjskim osadzonym blisko Macierewicza.

Jak zyć w takim państwie PiS? – zastanawiała się u Moniki Olejnik wybitna rezyser Agnieszka Holland.

– To są ludzie, którzy mają tak rozbudowany narcyzm, że nie są w stanie pogodzić się z rzeczywistością. Używają wszelkich narzędzi władzy, żeby mścić się na całym świecie za swoje niepowodzenia. To jest ciekawa psychologia dla reżysera, scenarzysty, pisarza. Jednak żyć pod takimi ludźmi jest strasznie niebezpieczne – stwierdziła reżyserka Holland w programie „Kropka nad i” TVN24 mówiąc o Kaczyńskim i Ziobrze.

>>>

Post Navigation