Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Agnieszka Pomaska”

Odloty Kuchcińskiego

Co najmniej 109 lotów w 16 miesięcy, najczęściej między Warszawą a Rzeszowem, gulfstreamem, casą i śmigłowcem Sokół zamówiła Kancelaria Sejmu dla marszałka Marka Kuchcińskiego, tak wynika z dokumentów, do których dostęp uzyskał portal tvn24.pl. Według byłego inspektora Sił Zbrojnych gen. Tomasza Drewniaka żaden polityk nie latał wcześniej tak często.

Dokumenty potwierdzające loty polityka PiS portal otrzymał od posłów Platformy Obywatelskiej, którzy uzyskali je w wyniku kontroli poselskiej w Dowództwie Generalnych Rodzajów Sił Zbrojnych. Obejmują one okres od połowy marca 2018 do połowy lipca 2019 roku. Z ponad 400 stron dokumentów wynika, że Kancelaria Sejmu zamówiła dla marszałka 47 lotów na trasie Warszawa Okęcie – Rzeszów Jasionka i 56 z Rzeszowa do stolicy.

Próbę zdobycia dokumentacji lotów o statusie HEAD odbytych przez Marka Kuchcińskiego na pokładzie rządowego gulfstreama, podjęli Jan Grabiec, Marcin Kierwiński i Sławomir Nitras. Była to reakcja na doniesienia o nadużywaniu przywilejów przez marszałka, który rządowym samolotem miał wielokrotnie podróżować z rodziną z Warszawy do Rzeszowa i z powrotem. „Rzeczpospolita” twierdzi nawet, że Kuchciński nie zawsze był obecny podczas tych kursów. Czasami z samolotu wysiadały tylko jego dzieci. Tak przynajmniej wynika z relacji pracowników lotniska, na które powołuje się dziennik. Centrum Informacyjne Sejmu (CIS) zaprzeczyło jednak tym informacjom.

KPRM nic nie wie

Tymczasem politycy PO zwrócili się z prośbą o ujawnienie liczby lotów i listy pasażerów do kancelarii premiera – głównego dysponenta pojazdów, którymi podróżują najważniejsze osoby w państwie. Niestety kontrola poselska zakończyła się fiaskiem. Przedstawiciele szefa rządu, co prawda, wysłali do członków Platformy „cały pakiet dokumentów”. Brakowało w nich jednak informacji, o które wnioskowali opozycjoniści. Co więcej, przedstawiono dokumenty jedynie z ostatnich trzech miesięcy. KPRM twierdzi, że w posiadaniu dokładnych i kompletnych danych jest Kancelaria Sejmu. „Platforma Obywatelska musi sobie z tego zdawać sprawę. To kontynuowanie pewnego teatru politycznego w tym zakresie. Posłowie dostali wszystkie dokumenty, które udało się zgromadzić w ciągu kilku godzin roboczych” – powiedział rzecznik rządu Piotr Mueller.

Sławomir Nitras uznał te tłumaczenia za wymijające i skandaliczne. W dodatku wyraził zdumienie tym, że w instytucjach nadzorujących rządowe podróże panuje kompletny i niemożliwy do skontrolowania chaos. „Nie ma instytucji, która wie, kto gdzie lata. Cztery kancelarie są upoważnione, ale nie ma jednego miejsca, gdzie można się dowiedzieć, kto korzysta. Wydaje mi się, że »bałagan« to właściwe słowo. Nie wiemy jednak, czy »bałagan« jest pozorny. Nie chce nam się wierzyć, że nikt w państwie tego nie kontroluje. Im dłużej będziemy czekali na te dokumenty, tym gorzej będzie to świadczyć o państwie polskim. Do przyszłej środy kancelaria zobaczy, jakimi dokumentami dysponuje i je nam udostępni – zapewnił poseł.

Posłowie PO są oburzeni nie tylko stanowiskiem KPRM, a także milczeniem Kuchcińskiego, który do tej pory nie zabrał głosu w związku z doniesieniami na swój temat. Politycy opozycji zapowiadają, że „będą drążyć” dalej i poszukają informacji o podróżach marszałka u innych źródeł. Istnieje bowiem podejrzenie, że lista lotów może być dłuższa, niż początkowo zakładano. „To, co dziś dostaliśmy, nie odpowiada na nasze pytania. Ze zdziwieniem przyjmujemy, że dziennikarze zajmują się sprawą od tygodnia, a w kancelarii premiera nie ma dokumentów. Widać, że nie ma chęci do wyjaśnienia tej sprawy. Tym niemniej już dzisiaj zapowiadamy, że wystąpimy w trybie kontroli poselskiej do Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Wystąpimy także do Służby Ochrony Państwa. My tej sprawy nie zostawimy” – mówi cytowany przez „Wyborczą” poseł Kierwiński.

Będzie dymisja?

Przypomnijmy, że sprawa ciągnie się od kwietnia. Wówczas o korzystanie z rządowego samolotu bez skutku pytali Kuchcińskiego dziennikarze „Gazety Wyborczej”.

Później Sławomir Nitras ujawnił dokumenty, z których wynika, że Kuchciński odbył 5 podróży rządowym gulfstreamem. Okazało się jednak, że lotów było w sumie 23. Tak wynika z komunikatu Centrum Informacyjnego Sejm, które podało w miniony poniedziałek, że Kuchciński (na polecenie Jarosława Kaczyńskiego) wpłacił za te podróże 15 tys. zł na cele charytatywne (Caritas i klinikę Budzik). To zwrot za wspomniane loty z rodziną na trasie Warszawa – Rzeszów i Rzeszów – Warszawa. Jak wyliczono wysokość tej „rekompensaty”? Jako podstawę przyjęto kwotę 572,40 zł, której używa się używaną do ryczałtowych rozliczeń z LOT-em. Tyle Sejm i Senat płacą za przeloty posłów i senatorów bez względu na trasę. Dziennikarze „Wyborczej” widzą w tym jednak sporo nieścisłości. „Problem w tym, że lot rządowym gulfstreamem w procedurze HEAD jest znacznie droższy od standardowego połączenia”.

Sprawa nadal jest w toku, a do Sejmu wpłynął wniosek o odwołanie Marka Kuchcińskiego z pełnionej funkcji. Jak wynika z opublikowanego właśnie harmonogramu pracy parlamentu, dymisja marszałka będzie omawiana na posiedzeniu plenarnym w dniu 9 sierpnia.

Opozycja blisko PiS [SONDAŻ]

Kmicic z chesterfieldem

Wieść o niedzielnym pobiciu księdza w zakrystii szczecińskiej bazyliki obiegła opinię publiczną lotem błyskawicy. Prawicowe media i TVP podniosły raban, że sprawcy chcieli wykraść szaty liturgiczne, gdyż chcieli odprawić “homoseksualny ślub”. Ksiądz miał im zagrodzić drogę, odmówić wydania szat, za co został przez chuliganów dotkliwie pobity. Obrażenia były na tyle poważne, że wymagały interwencji chirurgicznej.

Okazuje się jednak, że napadnięty ksiądz Aleksander Ziejewski stanowczo zaprzeczył wersji zdarzeń, którą usilnie próbują lansować TVP i cały szereg prawicowych portali.

Mianowicie, pobity duchowny w rozmowie z dziennikiem Fakt stwierdził, że: “Nie mogę tego potwierdzić, niczego takiego nie słyszałem”. 

Okazuje się zatem, że po raz kolejny kłamliwa narracja mediów narodowych zostaje z dziecinną łatwością obnażona, zaś wszystko wskazuje na to, że ksiądz został napadnięty przez chuliganów, którzy nie mają nic wspólnego z tak znienawidzonym przez władzę środowiskiem LGBT.

Dla przypomnienia TVP jak i prawicowe media opublikowały relację rzekomych świadków zdarzenia, z których…

View original post 1 532 słowa więcej

 

Jacek Jaśkowiak olał mszę świętą, bo państwo i kościół to sprzeczności

Więcej >>>

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak to ktoś. Nie uczestniczył we mszy, mimo że 100-lecia Powstania Wielkopolskiego to największe obchody w regionie w tym stuleciu.

Depresja plemnika

Więcej >>>

– Dzisiaj cała sala widziała, jak prezes Kaczyński z kopertą w ręku wołał premiera Morawieckiego do ciemnego saloniku. Czy w tej kopercie kolejna lista nazwisk – pytała z mównicy sejmowej posłanka PO Agnieszka Pomaska podczas debaty o ustawie dot. cen prądu. Wymieniła nazwiska współpracowników i członków rodzin związanych z politykami PiS i zatrudnionych w państwowych spółkach, głównie w Enerdze.

– Syn posła Smolińskiego (Maciej Smoliński, syn wiceministra infrastruktury, jest kierownikiem Biura Majątku Sieciowego Energa-Operator – red.), córka posła Cymańskiego (Marta Cymańska, córka posła Tadeusza Cymańskiego, jest głównym specjalistą ds. relacji z klientem w Energa Obrót Gdańsk – red.), brat redaktora Rachonia z TVP Info (Nikodem Rachoń jest szefem CSR w Grupie Energa – red.), radni PiS, m.in. Kacper Płażyński (kandydat PiS na prezydenta Gdańska został 1 czerwca 2017 roku kierownikiem w pionie do spraw korporacyjnych Energa SA – red.), współpracownicy pana posła Horały: Bełbot i Felmet, jego asystenci (Michał Bełbet jest prezesem Energa Oświetlenie…

View original post 238 słów więcej

Antyszczepionkowcy i PiS śmiertelnym zagrożeniem dla dzieci

Projekt dot. likwidacji obowiązku szczepień ochronnych skierowany do komisji

Sejm w porannym bloku głosowań nie odrzucił w I czytaniu obywatelskiego projektu dot. likwidacji obowiązku szczepień ochronnych. Tym samym propozycja trafi do dalszych prac w sejmowej komisji zdrowia.

Tylko 5 posłów PiS – w tym Patryk Jaki i Mariusz Kamiński – glosowało „za” odrzuceniem projektu. Ponadto Jan Dziedziczak wstrzymał się od głosu.

Projekt pozostawia obowiązek szczepień ochronnych jedynie dla sytuacji nałożenia tego obowiązku w drodze decyzji oraz w sytuacji ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii.

Arłukowicz do Jakiego z mównicy sejmowej: Tu nie chodzi o Odrę Opole, tu chodzi o odrę w szkole. Pan stanowi zagrożenie dla naszych dzieci

Pracujemy nad kuriozalną ustawą, znoszącą obowiązek szczepień dla dzieci. Zwracam się do wszystkich mam i ojców w Polsce. Wczoraj była debata i chcę przekazać informację, że PiS pod rękę z narodowcami i Kukizem chce dalszych prac nad ustawą znoszącą obowiązek szczepień dzieci. To jest skandal” – mówił w Sejmie Bartosz Arłukowicz z PO.

Niech pan się skupi, panie ministrze Jaki. Tu nie chodzi o Odrę Opole, tu chodzi o odrę w szkole. Pan stanowi zagrożenie dla naszych dzieci” – dodawał. 

Patryk Jaki przychodzi do pracy o dziesiątej.

Boję się świata bez wartości, bez wrażliwości, bez myślenia. Świata, w którym wszystko jest możliwe. Ponieważ wówczas najbardziej możliwe jest zło. Ryszard Kapuściński – „Lapidaria”

Bot Kaczyńskiego Duda wszystko podpisuje

W nadchodzących wyborach parlamentarnych nie ma sensu dyskutować o polityce energetycznej, rodzinnej czy edukacyjnej… Na to wszystko przyjdzie czas, jak przywrócimy w Polsce demokratyczny i konstytucyjny porządek. Teraz mamy patologiczny system, w którym rządząca partia kpi sobie z jakichkolwiek ograniczeń i robi, co chce. Przywrócić konstytucyjny porządek w kraju – to jedyny cel, jaki powinien nam przyświecać w 2019 roku – mówi w rozmowie z nami prof. Radosław Markowski, politolog. – A do Partii Razem mam apel, jeśli nadal będziecie mieć 2-3-procentowe poparcie, to zmieńcie się po prostu w interesujący intelektualnie (bo takim jesteście) klub dyskusyjny i próbujcie nadal przekonywać ludzi do swoich wizji, ale nie startujcie w wyborach, bo tym tylko pomagacie politycznym zamachowcom – dodaje.

KAMILA TERPIAŁ: Barbara Nowacka zdecydowała się dołączyć do Koalicji Obywatelskiej. Podjęła dobrą decyzję?

RADOSŁAW MARKOWSKI: Tak, podjęła wyjątkowo mądrą decyzję. To jest jedyne wyjście dla wszystkich, którzy widzą, jaki jest największy problem polskiej polityki – do władzy doszła partia, która niszczy konstytucyjną strukturę państwa, wystawia nas na pośmiewisko w świecie i przyczynia się do upadku prestiżu kraju. Także dlatego, że wszystkie małe partie, które mają iluzoryczne szanse, by dostać się do Sejmu, a nawet jeżeli się dostaną, to nie mogą mieć nadziei odgrywania znaczącej w nim roli, powinny się łączyć, a nie – de facto – pełnić usługową rolę względem PiS.

Po drugie,

nasz system liczenia głosów, tak zwany system D’Hondta, promuje duże partie. Warto spojrzeć na wybory, które niedawno odbyły się w Szwecji. Pokazały, co to jest odpowiedzialna klasa polityczna, która widzi zagrożenie ze strony tak zwanych szwedzkich demokratów, czyli populisto-ksenofobów.

Z ośmiu czy dziewięciu partii, które funkcjonowały w systemie, pozostały trzy, dlatego że powstały dwa koalicyjne bloki: lewicowo-zielony i konserwatywno-prawicowy. Zagłosowało na nie po ok. 40 proc. wyborców.

W Polsce stworzenie takich bloków jest możliwe?
Po tym, co zrobiła Barbara Nowacka,

trzeba zwrócić się do wszystkich innych małych partii i stowarzyszeń, które będą chciały ugrać coś samodzielnie, że skoro nie pasują do centrowo-liberalnego bloku, któremu przewodzi PO, to niech organizują się w blok lewicowo-zielono-socjalistyczny. Oddzielnie te partie albo nie wejdą do parlamentu, albo na nic w nim nie będą miały wpływu, dysproporcjonalnie zwiększając siłę parlamentarną tych, które się w nim znajdą.

Proceduralny przypadek, który zdarzył się w 2015 roku sprawił, że 18,6 proc. uprawnionych do głosowania Polaków popierających koalicję skupioną wokół PiS w uczciwych i równych wyborach przekształciło się w 51-proc. większość parlamentarną tej partii. Taka dysproporcjonalność wyników prawie nigdy się w systemach proporcjonalnych nie zdarza. To jest po prostu złe dla demokracji. Wybory są po to, aby wolę wyborców adekwatnie przekładać na polityczną siłę partii ich reprezentujących. Ta partia miała prawo rządzić krajem, ale w ramach konstytucyjnego porządku.

Im się jednak coś pomyliło – cyferki się poprzestawiały? – i myślą, że zamiast 19 proc. dostali 91 proc.! Stąd te ciągłe wezwania do jedności pod ich przywództwem, przy jednoczesnym codziennym dzieleniu Polaków na swoich i rzekomo obcych. Mam nadzieję, że przykład Barbary Nowackiej da innym do myślenia.

„Trudne czasy wymagają od nas wyjątkowej odwagi. Trudne czasy wymagają od nas też jedności” – tak Barbara Nowacka argumentowała swoją decyzję podczas konwencji Koalicji Obywatelskiej. Pan się w 100 proc. pod tym podpisuje?
Oczywiście, to jest wyjątkowy czas. W nadchodzących wyborach parlamentarnych nie ma sensu dyskutować o polityce energetycznej, rodzinnej czy edukacyjnej… Na to wszystko przyjdzie czas, jak przywrócimy w Polsce demokratyczny i konstytucyjny porządek. Teraz mamy patologiczny system, w którym rządząca partia kpi sobie z jakichkolwiek ograniczeń i robi, co chce. Przywrócić konstytucyjny porządek w kraju – to jedyny cel, jaki powinien nam przyświecać w 2019 roku.

Nie wszyscy politycy zdają sobie z tego sprawę?
W moim przekonaniu w ogóle powinien powstać jeden demokratyczny blok, ale okazało się, że w takiej „piaskownicy politycznej” jest to niemożliwe.

Proponowałem, by powiedzieć wyborcom tak: my się pluralistycznie bardzo różnimy, mamy różne programy, ale teraz jest tak zwany fałszywy moment konstytucyjny i nieodpowiedzialni ludzie – jak się niebawem okaże, przestępcy polityczni – dobrali się do władzy, dlatego wszyscy zwieramy szyki i zbieramy siły, aby odsunąć ich od władzy i ogłosić, że po roku od oczyszczenia atmosfery bezprawia rozpiszemy przedterminowe wybory, bo powrót do pluralizmu jest bardzo ważny.

Do tego przecież potrzebna jest odpowiedzialność polityczna i społeczna.
Proponowałem to dwa lata temu, bo do tego trzeba było przygotować elektorat. Teraz jest już za późno. Myślę też, że niestety przez ten czas przegraliśmy wielką bitwę semantyczną o język. Dziennikarze mówią o prezesie Trybunału Konstytucyjnego, a przecież ta pani o blond włosach nie jest żadnym prezesem, nie ma w tej chwili TK, pozostał tylko budynek TK. Nie ma żadnej Krajowej Rady Sądownictwa, jest tylko uzurpatorstwo. Takim językiem było trzeba się posługiwać od rana do wieczora.

A prezydent? Pan Andrzej Duda jest poprawnie wybranym prezydentem, czyli proceduralnym, ale nie merytorycznym, nie podjął się bowiem pełnienia podstawowego obowiązku prezydenta, czyli obrony konstytucji. Dla mnie jest cały czas kandydatem na właściwego prezydenta.

Po wypowiedzi w Leżajsku o braku korzyści dla Polski z przynależności do UE pokazuje tylko stopień jego intelektualnego oderwania od rzeczywistości i stanowi kolejny przyczynek – jak cała polityka zagraniczna PiS – do radości Kremla w realizacji jego dezintegrującej Unię roli.

Część naszego problemu polega na tym, że okazało się, iż w naszym kraju jest zaskakująco mało obywateli, a dysproporcjonalnie dużo podwładnych, zainteresowanych – w uproszczeniu – głównie chlebem i igrzyskami. To tak naprawdę nic złego, ale przecież oprócz tego chcemy żyć w kraju spokojnym, w którym będziemy w stanie minimalizować koszty negocjacji i konfliktów. To się nam nie udało.

Na mojej głowie też jest popiół, bo uczę ludzi w różnym wieku, a jak przyszedł czas próby, to okazało się, że nie zdaliśmy egzaminu.

PiS mówi cały czas o wolności, demokracji, sprawiedliwości, solidarności. Dlaczego taka narracja trafia cały czas na podatny grunt?
Wie pani, kto jest jednym z najbardziej zadowolonych narodów z funkcjonowania swojej demokracji? Albańczycy. Dlatego jeden z moich kolegów wpadł na pomysł, aby jednak dokładnie pytać ludzi w różnych krajach, co mają na myśli, mówiąc o demokracji. Skonstruował kilka wskaźników autorytarnej wizji demokracji i okazało się, że wiele osób wierzy, że te nic niemające wspólnego z demokracją stany rzeczy są w istocie komponentami demokracji.

Np. nawet wykształcony homo sapiens ma takie dziwne przekonanie, że co prawda wie o zaletach trójpodziału władz, ale jak przychodzi co do czego, to władzę utożsamia z egzekutywą. PiS-owi udało się skutecznie przekonać ludzi, że oni mają ważniejszą legitymację niż sądownictwo czy władza ustawodawcza.

Demokracje muszą mieć tzw. rozproszone poparcie polityczne tak, by np. ekonomiczne kryzysy nie wpływały na to, jak ludzie oceniają sam system. W stabilnych demokracjach nikomu nie przychodziło do głowy, aby nawet w trakcie poważnego kryzysu gospodarczego rezygnować z demokracji. Obecnie na południu Europy nikt nie zamachuje się na demokrację, najwyżej proponuje radykalne polityki nowego otwarcia, do czego każdy ma prawo. Politologia szukała zazwyczaj przyczyn radykalizmu politycznego czy populizmu w różnego rodzaju sytuacjach kryzysowych.

Przypadek Polski (choć nie tylko) pokazuje tymczasem, że system wali się, gdy społeczeństwu szybko się poprawia i powodzi dobrze, wtedy przychodzą politycy, którzy zaczynają rozdawać pieniądze, przekonują, że cuda gospodarcze są możliwe  – a to nakręca antydemokratyczną koniunkturę. W Polsce nie wykształciło się rozproszone poparcie dla demokracji, polski „obywatel” nie rozumie, jaką wartością jest to, że żyjemy w demokracji i jaką zaletą jest członkostwo w UE.

I pani, i moja rola jest taka, aby starać się tłumaczyć rzeczywistość. Zawsze jakaś mniejszość żyje w politycznej paranoi, ale największym problemem jest to, że ta władza wspiera takie myślenie. Chce, żeby przeciętny Polak był zagubiony, nie rozumiał związków przyczynowo-skutkowych, za to wsparty dominującą kulturą religijną wierzył w cuda. Nawet po 25 latach wolności dla tych 20 proc. społeczeństwa taka papka ideologiczno-publicystyczna jest efektywna.

Jarosława Kaczyńskiego podejrzewałem o wiele, ale nie o taki brak wyobraźni, brak odpowiedzialności za słowa i infantylną bezczelność w promowaniu chciejstwa politycznego. O tym, czego nie należy robić, będziemy się na tym przykładzie uczyć w przyszłości. Jak można mówić o konstytucji, że to „świstek papieru”?!

PiS chce po prostu łatwo sterować ludźmi?
Oczywiście. Chcę powiedzieć o jeszcze jednej rzeczy, ale nie wiem, czy za to nie grozi odpowiedzialność karna… Kiedyś wstydziliśmy się za to, że ponad połowa Polaków deklaruje, że czyta jedną książkę w roku. Ostatnio ten odsetek wzrósł do ponad 60 proc. To oznacza, że pewnie 95 proc. nie czyta żadnych poważnych tekstów. Czyli można założyć, że 2/3 naszych rodaków nie jest w stanie zweryfikować, co jest iluzją, a co rzeczywistością. Żyjemy w gronie potwornych publicznych analfabetów, widzę to także po nowych rocznikach, które przychodzą na studia.

Poziom zagubienia w rozumieniu otaczającego świata jest przerażający, do tego dochodzi uzależnienie od „internetowych gadżetów”. Ludzki rozum jest w słabym użytku i to mnie tym bardziej niepokoi.

Jarosław Kaczyński obiecał już kolejne 500 Plus, tym razem dla emerytów. PiS opiera się na sprawdzonych wzorcach?
PiS bardzo dobrze wie, że niezależnie od tego, ile zainwestuje się w infrastrukturę, Polak tego nie doceni, ale za to 500 złotych włożone do jego własnej kieszeni odniesie oczekiwany skutek. Dla wielu „dobry rząd” to taki, który rozdaje ludziom pieniądze. To nie jest żaden populizm, w różnych artykułach pisanych na użytek krajowy i zagraniczny używam sformułowania „autorytarny klientelizm”. To jest system, który opiera się na dawaniu, przekupywaniu, kontrolowaniu i zastraszaniu, że inni odbiorą.

Po co władza chce wprowadzić przezroczystą urnę czy kamerki w lokalach wyborczych? Na wielu ona nie zadziała, ale niektórzy będą się bali, że władza patrzy, bo najpierw dała, a teraz oczkuje wdzięczności. To jest kalka bolszewickich zachowań – przekupić i kontrolować.

Do tego dochodzi chyba jeszcze szantaż. „Nie chcemy takich samorządów, które będą wojowały z rządem, (…) chcemy takich, które będą współpracować ku wspólnemu dobru, by podnosić jakość życia Polaków” – mówił ostatnio Jarosław Kaczyński. Jak pan to nazwie?
To jest tak zwana „rozliczalność odwrotna”. Nie jest tak, że ludzie rozliczają polityków, tylko to kacyk polityczny rozlicza wyborców. To tak działa – albo zagłosujecie tak jak trzeba, albo dostaniecie mniej niż do tej pory.

Wrócę do sytuacji na opozycyjnej części sceny politycznej. Ludzie lewicy zmienią nastawienie?
Coraz trudniej przychodzi mi deklarować, że wierzę w rozum polskiego homo politicusa.

Jaki może być powód tego, że Partia Razem z nikim nie potrafi się dogadać? Wiem, że trudno jest stworzyć koalicję z Włodzimierzem Czarzastym, ale jeżeli nie dogadają się z Robertem Biedroniem, to będzie dowód na najwyższy infantylizm polityczny.

Przecież powinni mieć świadomość tego, że muszą zacisnąć zęby i jednoczyć siły, bo taka jest „mechaniczna” logika ordynacji wyborczej. Nie mam już siły odpowiadać za granicą na pytanie, dlaczego polskie partie nie są w stanie wchodzić w koalicje, kiedy racjonalność i rozum wskazują, że tylko to daje im możliwości zaistnienia parlamentarnego.

I co pan odpowiada?
Wiję się, próbuję tłumaczyć, ale nikt tego nie rozumie. To nie jest pierwszy raz, to się powtarza. Jedna z definicji partii politycznych mówi o tym, że to są organizacje, które m.in. od czasu do czasu muszą być w koalicji rządzącej, bo inaczej stają się tylko klubami dyskusyjnymi. Proszę zobaczyć, ile polskich partii tak właśnie skończyło, na marginesie polityki.

A do Partii Razem mam apel, jeśli nadal będziecie mieć 2-3-procentowe poparcie, to zmieńcie się po prostu w interesujący intelektualnie (bo takim jesteście) klub dyskusyjny i próbujcie nadal przekonywać ludzi do swoich wizji, ale nie startujcie w wyborach, bo tym tylko pomagacie politycznym zamachowcom.

Inaczej: niech na lewicy startują tylko te ugrupowania, które są partiami i chcą wygrywać.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o Dudzie.

Prezydent realizuje skrupulatnie plan PiS-u, zakładający odsunięcie nas od UE.

Dudy nie można uznać za najlepszego prezydenta w naszej historii. Jednak nie wolno nie docenić jego rozwoju jako głównego demagoga i mistrza pustosłowia pisowskiej Polski. Gdzie się nie ruszy, gdzie się nie dorwie do mikrofonu, to widać, że rozwija się w tempie wręcz zastraszającym.

Podejrzewam, że za nasze, podatników, pieniądze, nieustająco doszkala się na korepetycjach z manipulacji i przekłamania, by potem stanąć przed narodem i fruuuuuu…. polecieć z tą swoją prawdą, gestykulując w odpowiednich momentach, dbając o właściwą intonację i coraz głośniej krzycząc. Upaja się swoim słowotokiem i nawet nie zauważa, że przekroczył już wszelką granicę, za którą już tylko śmieszność, małość i żenada.

Nie milkną echa jego wizyty w Leżajsku. Stał sobie prezydent pisowskiej części Polaków przed dworkiem, wyremontowanym dzięki dotacji z UE, nazywając ją „wyimaginowaną wspólnotą, z której dla Polaków niewiele wynika”. Niektórzy nagrodzili go oklaskami za tak odkrywcze stwierdzenie, jednak w opinii większości nieźle się skompromitował.

Ten dworek w tle został wyremontowany za 7 mln zł, z czego UE dała 5,1 mln zł. Dzięki unijnym środkom wyremontowano w mieście wiele zabytkowych obiektów m.in. klasztor OO. Bernardynów. Koszt tego remontu to 30,8 mln zł, z czego 26,1 miasto dostało z Brukseli. Powstała obwodnica miejska, która kosztowała 150 mln zł, z czego UE dała 103 mln zł, rozbudowano drogę wojewódzką nr 877, co kosztowało włodarzy miasta 8 mln, a resztę czyli 35 mln zł dorzuciła Unia czy też przebudowano drogę z Leżajska do Łańcuta. Koszt tej inwestycji to 32,7 mln zł, w tym 22 mln od Unii. O mniejszych inwestycjach w mieście to już nawet nie wspominam.

To są fakty, a z nimi się nie dyskutuje. Hm… może pan Duda po prostu tak mało wie? Nie ma zielonego pojęcia, ile kasy dostaliśmy z UE i na co ona poszła? Może takie drobiazgi go prostu nie interesują, bo ważne jest tylko wbicie Polakom do głowy, że ta Unia to diabeł w ludzkim ciele, co to doi nas równo, nie dając nic w zamian?

No tak, Duda realizuje skrupulatnie plan PiS-u, zakładający odsunięcie nas od UE, która taka wredna i nie chce uznać wyższości pisowskiej Polski nad resztą członków i podporządkować się dyrektywom płynącym z Warszawy. Mnie jednak przeraża coś innego. Ta nieustająca wiara elektoratu PiS w każde słowo swoich guru.

Ludzie, którzy jeżdżą sobie po drogach, zbudowanych dzięki pomocy Unii, chadzają do muzeów, na które Unia wyłożyła pieniądze, składają swoje schorowane ciała w szpitalach, które dzięki kasie z Unii zapewniają lepsze warunki bytowe i leczenie lepszym sprzętem, jeżdżą na Zachód, by legalnie zarobić trochę euro, wysyłają swoje dzieci na uczelnie europejskie, bez ograniczeń korzystają z turystyki, bycząc się na europejskich plażach… ci ludzie z zachwytem i powszechną aprobatą przyjmują antyunijną prawdę polityków PiS, w tym pana prezydenta. Klaszczą im, uśmiechają się, kiwają głowami i łykają te kłamstwa.

„Newsweek Polska” rozpowszechnia filmik, który pokazuje w sposób wręcz łopatologiczny, jak to z tą kasą wygląda. Dziennikarz zaczepia ludzi na ulicach i prosi ich o 3 zł. Kiedy już pieniądze są w jego rękach, wyciąga 10 zł i oddaje je, mówiąc, że tak właśnie działa UE. Bierze tyle, ale daje znacznie więcej. Na twarzach ludzi niedowierzanie i lekki szok. To rzeczywiście tak wygląda?

Akcja „Newsweeka” fantastyczna, tylko… czy uda się przekonać ten pisowski beton? Dla nich żadne fakty się nie liczą, żadna taka lekcja poglądowa nie zmieni ich nastawienia, bo PiS tak mówi, a jak PiS mówi, to to jedyna i najprawdziwsza prawda. Amen…

Ech, ten Duda… zero wyczucia, dyplomacji. Gada tak sobie o UE, zapominając, że jako europoseł nieźle się dzięki niej dorobił. Ostro krytykuje, nie biorąc pod uwagę, że trwają prace nad nowym budżetem unijnym, rolnicy czekają na wypłatę dla poszkodowanych przez suszę, a w Rosji trwają największe od czasów zimnej wojny manewry wojskowe. No, ale on jest tak ważny, że UE nie ma wyjścia, jak tylko przyjmować z pokorą wszelką krytykę i dawać, dawać, dawać.

Jak widać, pisowski rząd coraz bardziej oddala nas od Europy. Zapewne Duda i reszta stawiają na bliski sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, co wydaje się niezłą mrzonką. Donald Trump tak długo będzie nas mamił przyjaźnią, jak będziemy ważnym dla niego pionkiem w rozgrywkach z Unią Europejską. A my się dajemy na to nabrać.

Trump to idol Dudy i całego pisowskiego środowiska. Nie można więc dziwić się, że prezydent, wspominając w Leżajsku o zdradzie, jaką zafundowała nam Europa w 1945 roku, oddając nas w ręce Stalina, pominął milczeniem rolę USA w tym akcie. No tak, takiego przyjaciela i największego sojusznika Polski tykać nie można.

No i co drodzy ludzie z gatunku „Homo PiSus”. Unia Europejska to samo zło, Trump i jego USA najwspanialsi. Ta władza karmi Was bzdurą za bzdurą, a Wy wciąż duszą i ciałem będziecie sankcjonować każde kłamstwo, każde matactwo Dudy i jego kolesi z PiS? Wierzycie bezkrytycznie w każdą bajkę, odrzucając fakty. Wy wierzycie, a takim jak ja pozostaje wstyd, niesmak i żenada.

Waldemar Mystkowski też pisze o Dudzie.

Andrzej Duda tak marzył, aby zostać prezydentem Polaków, iż zrealizowało mu się choć częściowo to pragnienie. Został prezydentem wszystkich botów. „Gazeta Wyborcza” ujawniła tylko jedną umowę z kampanii sztabu wyborczego Dudy ze spółką tworzącą fałszywa konta w internecie.

Mamy wiedzę o jednym tylko rachunku, dotyczącym krótkiego odcinka czasu. A zatem można powiedzieć, że to wierzchołek góry lodowej. Jak się to ma do moralności chrześcijańskiej? Jak wszyscy wiemy, Duda to katolik na pokaz. Jak widzi sutannę, to pada na kolana i całuje w pierścień. Wartości chrześcijańskie Dudy mają się tak do botów, jak kleru do pedofilii. Gwałt – kleru na dzieciach, Dudy na prawie. Brud – i tyle.

Ktoś powie, że boty nie głosują. Boty jednak sieją propagandę taką, z jaką mieliśmy do czynienia w Czechach. Niedawno w ojczyźnie moich ukochanych pisarzy Hrabala i Kundery poparcie dla Unii Europejskiej było rzędu 70 proc. Po propagandzie antyunijnej spadło do 30 proc. Można mniemać, iż w Polsce z 80 proc. sympatii do UE spadnie po pisowskim obrzydzaniu Brukseli do 40 proc.

Wynajęcie botów jest bezprawne, wbrew kodeksowi wyborczemu. Powinno być zaskarżone. Dzięki temu Duda wygrał. W spółce, która przyjęła zlecenie sztabu Dudy Elchupacabra sp. z o.o., prezesami są byli asystenci Adam Bielana, spin doctora PiS.

Wszystko się domyka. Duda poza tym jedzie do Donalda Trumpa i będzie mógł z nim przybić sztamę. Unia Europejska jest be („wyimaginowana wspólnota”), te same brudne chwyty stosowały ich sztaby w internecie. Trumpa wspomagały rosyjskie boty. Trump weźmie go za swojaka, a jak jeszcze Duda zagada do niego po rosyjsku, to małodiec zostanie nagrodzony niedźwiadkiem.

Możliwe, że Duda nie musi się martwić wynikami wyborów prezydenckich. Mamy pierwsze jaskółki, jak będą wyglądały komisje wyborcze. Dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” Tomasz Żółciak podaje skład 9-osobowej komisji wyborczej w Redzie – 7 członków to reprezentanci PiS, jedna osoba jest z PSL i jedna wskazana przez komisarza wyborczego.

Przepraszam! Jak w takim wypadku można przegrać! Aż ręka świerzbi, aby zespół wespół dosypać potrzebnych głosów do wygranej kandydata PiS. Przecież nikt nie nakryje, nie wyda – sami swoi. Duda więc może odetchnąć, boty nie będą już potrzebne, aparat partyjny wie, co i jak zrobić, aby „zasłużenie” wygrać!

Gersdorf: Żadne przepisy ustawowe nie mogą zmienić mojej sześcioletniej kadencji. Prezydent też nie. Musiałby zmienić konstytucję

Ponieważ mam kadencję sześcioletnią i ona jeszcze się nie zakończyła, wobec tego żadne przepisy ustawowe nie mogą tego zmienić i pan prezydent też nie. Musiałby zmienić konstytucję. Może pojadę na dwa, trzy dni, bo potrzebuję tego urlopu, ale zobaczymy, co się będzie działo” – mówiła prezes Małgorzata Gersdorf. 

Dojna zmiana PiS

Rozmiar pazerności, bezczelności i całkowitego braku skrupułów w dojeniu państwowej kasy może wprawić w osłupienie niejednego Polaka, gdy tylko zapozna się z raportem, opublikowanym kilka dni temu na Twitterze przez Agnieszkę Pomaską, o zarobkach gdańskich radnych Prawa i Sprawiedliwości za 2017 rok. Posłanka PO porównała je z dochodami osiąganymi przed nastaniem „dobrej zmiany”. Wynik robi wrażenie!

„Zgadnijcie, którzy z nich są zatrudnieni za publiczne pieniądze? Ich zarobki tylko w 2017 roku wzrosły trzykrotnie – napisała Pomaska – czyli blisko o 2 miliony złotych.  Rekordzista w 2015 zarobił 34 tys. zł, a w 2017 – 760 tys. zł. To niejaki Grzegorz Strzelczyk, zasłużony „żołnierz dobrej zmiany” którego „przytuliły” państwowe spółki paliwowe.

Dorównuje mu kroku Jaromir Falandysz, który „odnalazł się” w spółce Energa Oświetlenie. I w miejsce 56.300 w 2015 r.  zgarnął 324 tys. zł w 2017 r. Kto by tak nie chciał?

Wszystko to jedynie strzępy szokujących informacji, które stawiają pod znakiem zapytania wizerunek PiS – jako partii skromnej i wolnej od buty. Tylko czekać aż upublicznione zostaną do końca oświadczenia majątkowe radnych Rad Miejskich, Powiatowych i Sejmików Wojewódzkich. Polacy poznają wówczas pełną skalę dojenia państwowych spółek przez Misiewiczów tej władzy.

Warto jeszcze zajrzeć do portfeli PiS–owskiej elity w zachodniopomorskiem. Wszelkie rekordy pośród PiS-owskich radnych w Szczecinie bije np. przyjaciel Brudzińskiego, radny Tomasz Hinc, którego władza zrobiła wiceprezesem Grupy Azoty S.A. (pracuje także w Totalizatorze Sportowym). Tylko za 2016 rok zarobił tam bagatela 610 tys. złotych, a jego oświadczenie za 2017 rok jeszcze nie zostało opublikowane.

Pomyśleć, że większość tych radnych zasiadła w swych wygodnych fotelach dokładnie w momencie, gdy PiS-owski prezydent Duda, mówił z pogardą pod adresem protestujących przeciw władzy PiS: „Ojczyznę dojną racz nam wrócić Panie.” Złośliwi mówią, że musiał mieć na myśli własnych kumpli partyjnych, z czym trudno się nie zgodzić.

💥No i wyszło szydło z worka! PMM nagrody brał służbowo ale przekazuje (nie oddaje do budżetu) prywatnie i nic nam do tego. Prosiłem o podanie nazwy i numeru KRS organizacji, na którą nagrodę przekazał PMM. „To moja prywatna sprawa” -odpowiedział PMM. Serio?

Orły PiS walczą z debilami na froncie głupoty

Posłanka Agnieszka Pomaska postanowiła dowiedzieć się, jak wygląda sprawa oddawania premii przez polityków PiS do budżetu.

Wybitna pisarka Maria Nurowska postanowiła porównać nepotyzm za czasów rządów Platformy Obywatelskiej z obecnym nepotyzmem rządzących polityków PiS.

Komisja Europejska wymusza na rządzie podjęcie pewnych działań legislacyjnych, które mają przywrócić stosowanie praworządności, a rząd, czy Sejm, tworzą zasłonę dymną i udają, że cokolwiek zmieniają – mówi prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista i prawnik, komentując dla nas decyzję Komisji Europejskiej w sprawie Polski. Na razie KE  nie wstrzymuje procedury art. 7 wobec Polski.

JUSTYNA KOĆ: Na tym etapie nie ma mowy o wycofaniu procedury art. 7 wobec Polski – mówi Komisja Europejska. Zaskoczyła pana decyzja Komisji? Ostatnio słychać było głosy, że dojdzie do porozumienia, tymczasem KE dała Polsce czas do 26 maja.

MAREK CHMAJ: Komisja posiada dobre informacje na temat polskiego systemu prawa i tych naruszeń praworządności, które miały miejsce. Te pozorowane działania podjęte przed polski rząd w marcu i kwietniu tego roku nie przekonały nie tylko nas w Polsce, ale i Komisji Europejskiej.

Poseł Karol Karski stwierdził, że porozumienie zostało już zawarte przez premiera Mateusza Morawieckiego i przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera. Tu może chodzić o jakieś kuluarowe rozmowy, o których nie wie opinia publiczna?

Trudno powiedzieć. Pamiętajmy o tym, że informacje na temat zmian w polskim systemie prawnym i o poszczególnych ustawach wpływają do Komisji nie tylko z polskiego rządu, ale też od wielu innych instytucji czy też organizacji pozarządowych.

Komisja chce mieć jak najbardziej szczegółowe informacje nt. podjętych działań legislacyjnych i zapewne uznała, że te działania są absolutnie niewystarczające i nie zmieniają tych naruszeń praworządności, do których doszło.

W ramach „dialogu” z Unią rząd Polski ograniczył skargę nadzwyczajną i zmienił sposób wyboru asesorów, to odpowiedź na część zarzutów KE.

To ciągle za mało. Instytucja skargi nadzwyczajnej dalej pozostaje. To absolutne kuriozum, ponieważ umożliwia podważanie prawomocnych rozstrzygnięć, które zapadły w ciągu ostatniego 20-lecia. To oznacza chaos dla systemu prawnego, brak przewidywalności, brak stabilności i przede wszystkim utrudnienia obrotu gospodarczego.

Poza tym podjęto w końcu decyzję o publikacji wyroków Trybunału Konstytucyjnego, z zastrzeżeniem, że wyroki te zostały wydane, jak podkreślali projektodawcy, z naruszenia prawa. Tylko że to nie Sejm ma oceniać wyroki Trybunału.

Zgodnie z konstytucją wyroki TK są ostateczne i wymagają natychmiastowej publikacji. Żeby opublikować zaległe wyroki Trybunału, nie trzeba było uchwalać żadnej ustawy.

Czy pana zdaniem to, co robi rząd, to realna próba porozumienia z Komisją Europejską?

Czy to jest realna próba porozumienia, trudno mi powiedzieć, dla mnie są to działania, których skala jest najmniejsza z możliwych. Komisja Europejska wymusza na rządzie podjęcie pewnych działań legislacyjnych, które mają przywrócić stosowanie praworządności, a rząd, czy Sejm, tworzą zasłonę dymną i udają, że cokolwiek zmieniają.

W dalszym ciągu jest jednak szereg przepisów konstytucji, które zostały złamane i nie zostało to w żaden sposób naprawione.

W dalszym ciągu mamy nielegalnie odwołaną Krajową Radę Sądownictwa, która zgodnie z art. 187 ust. 3 konstytucji wybrana została na 4-letnią kadencję. Został wprowadzony niezgodny z konstytucją przepis, na podstawie którego członków KRS nie wybiera zgromadzenie sędziowskie, tylko Sejm. Mamy skrócenie 6-letniej kadencji Pierwszego Prezesa SN, co jest złamaniem art. 183 ust. 3 konstytucji. Mamy szereg uprawnień przyznanych prezydentowi, np. uprawnienie do określania regulaminu SN czy podanie decyzji o tym, którzy sędziowie po ukończeniu 65. roku życia mogą orzekać dłużej, a którzy nie.

Wiadomo, że KRS jest i była dla Komisji bardzo istotna, bo to ciało obsadza sędziów w SN, wymienia kadry. Już w grudniu KE informowała, że wygaszenie kadencji i powołanie nowych członków jest poważnym naruszeniem. W międzyczasie PiS wymienił już członków KRS. Czy można tu jeszcze myśleć o jakimś powrocie do sytuacji wcześniejszej?

Myśleć można, tylko ja się obawiam, że

obecna większość parlamentarna i rząd chcą działać metodą faktów dokonanych.

KRS zaczyna działać, na 25 członków zostało w niej może 3-4 niezależnych, reszta pochodzi z nadania politycznego. KRS przedstawi prezydentowi kandydatury sędziów, a ten te kandydatury przyjmie, bo ma taki obowiązek, i będzie powoływał sędziów. Zatem tą metodą zostanie powołanych kilkuset nowych sędziów, w tym sędziowie Sądu Najwyższego. Później KE usłyszy, że już za późno na wycofanie się z tej zmiany, sędziowie zostali powołani i w związku z tym temu powołaniu przysługuje domniemanie zgodności z prawem.

Czy decyzje wydawane przez tych sędziów nie będą podważane np. w Luksemburgu?

Trudno powiedzieć, bo cała ta sytuacja będzie niezwykle trudna. Pamiętajmy, że te osoby nie są niczemu winne, tym bardziej sytuacji, jaka panuje w KRS. Te osoby będą aplikować na opróżnione stanowiska sędziowskie. Konkurs będzie rozstrzygać KRS w niekonstytucyjnych składzie, następnie prezydent te osoby będzie powoływać.

Teraz może się okazać, że ktoś podważa uprawnienia sędziego do orzekania. Sam chaos w systemie prawnym może pogmatwać stosowanie wymiaru sprawiedliwości przez długie lata.

Timmermans zapowiedział, że da Polsce jeszcze trochę czasu, ale zaznaczył też, że dialog sam w sobie nie jest rozwiązaniem. Widzi pan jeszcze szanse na porozumienie?

Szansa jest zawsze, ale proszę zobaczyć, że polski rząd miał już wiele szans na przywrócenie praworządności, przynajmniej od 10 miesięcy. Rażący spór o ustawę o ustroju sądów powszechnych, o SN, o KRS to jest czerwiec, lipiec ubiegłego roku. Od tego czasu tak naprawdę nic nie zmieniono. Nawet

prezydent, który jest strażnikiem konstytucji, brnął w rozwiązania niekonstytucyjne.

KE odrobiła węgierską lekcję?

Z całą pewnością doświadczenia węgierskie wpłynęły na stanowisko UE, ale z natury rzeczy procedura stosowania art. 7 jest dosyć długotrwała i nakazuje zwracanie się do rządów danego państwa o ustosunkowanie się do naruszeń, a później o ich usunięcie. Tu na pewno nie należy działać szybko, a rozważnie, ale zgodnie z postanowieniami traktatowymi.

Wyobraża pan sobie, że art 7 zostanie zastosowany wobec Polski?

Jestem osobą, która ma bujną wyobraźnię.

Dużo się mówi ostatnio o strategiach, jakie powinni przyjmować sędziowie SN. Jedni są zwolennikami odchodzenia, inni mówią, że należy prosić prezydenta o możliwość dalszego orzekania, aby nie zwalniać miejsca dla sędziów „rządowych”. Jakie jest pana zdanie?

To są za każdym razem indywidualne przypadki sędziów.

To oni sami muszą rozwiązać ten hamletowski dylemat.

Parunastu sędziów już wybrało możliwość dalszego orzekania, zwrócili się do prezydenta o taką możliwość. Zobaczymy, jak zareaguje na to prezydent. Na pewno przykre jest to, że ustawa o SN mająca liczne przepisy niezgodne z konstytucją wyszła właśnie od prezydenta. Takich uprawnień prezydent nie powinien posiadać.

wiadomo.co

„Jestem bardzo rozżalona tą sytuacją. Jestem zwykłą starą nauczycielką i zwykłym starym żołnierzem, ale po raz pierwszy zetknęłam się z taką sytuacją. Nawet w PRL-u tak nie było” – skomentowała bohaterka Powstania Warszawskiego Wanda Traczyk-Stawska niewpuszczenie jej do Sejmu. W ubiegły piątek przyszła odwiedzić protestujących w Sejmie rodziców i ich niepełnosprawne dzieci.

 „Nie spodziewałam się tego, co mnie spotkało, bo rozumiem, że nie było przepustki. Rozumiem, że oni byli na służbie. Był upał, ja mam 91 lat, pomijam to, że byłam z opaską jako żołnierz, że mi się należą specjalne prawa. Jako stara kobieta powinni byli mi powiedzieć: niechże pani usiądzie, przyniesiemy pani stołek, bo nie możemy pani wpuścić, bo mamy taki rozkaz. Czterech ich było. Jeden mógł przyjść i mi podać, żebym mogła usiąść, żeby mnie zapytali, czy nie chcę pić. Przecież czekałam tam ponad godzinę. Wybieram się jeszcze raz, ale ze sobą wezmę i stolik, i wodę” – mówiła w „Faktach po Faktach” w TVN24 Wanda Traczyk-Stawska.

Uczestniczka Powstania Warszawskiego i wieloletnia nauczycielka szkoły specjalnej wspiera protestujących w Sejmie całym sercem. – „Bardzo chciałabym im pomóc. Dla mnie to niezrozumiałe. Jeżeli matki o coś proszą, to znaczy, że muszą to robić, są zdesperowane, bo na ogół są samodzielne i zorganizowane. Tymczasem państwo nie słyszy wołania tych kobiet… Ale wiem, że te matki nie ustąpią. I wiem, jak wielką sprawą jest, żeby rząd cywilizowany pamiętał o tych najsłabszych. Tym bardziej, że obiecywał” – powiedziała Traczyk-Stawska.

Odniosła się też do sugestii, że została rzekomo wykorzystana przez polityków opozycji w związku z sejmowym protestem opiekunów osób niepełnosprawnych i zaproszeniem na sobotni Marsz Wolności. – „Od 1947 roku jestem w służbie, żeby odnaleźć wszystkich kolegów, żeby na Cmentarzu Powstańców Warszawy mieli swoje miejsce, gdzie będą ich nazwiska. Taki był rozkaz. Nie jest wykonany do końca, choć powiedziano mi, że go wykonałam. Nie ma jeszcze izby pamięci ani ściany pamięci. Ja współpracuję i ze Święcickim, który jest w naszym komitecie do spraw cmentarza i  współpracuję z Michałem Szczerbą, który jest szefem Towarzystwa Przyjaciół Woli od lat” – powiedziała Wanda Traczyk-Stawska, wyjaśniając, skąd zna posłów PO.

Waldemar Mystkowski pisze o „orłach” PiS.

Szef MSWiA Joachim Brudziński w końcu zdefiniował swoją rolę jako ministra nadzorującego policję – będzie polował na „debila”. Ciekawe zajęcie. Otóż w piątek szpital przy ulicy Szaserów został zablokowany przez policję, bo (cyt. tweeta Brudzińskiego): – „Debil, który dwukrotnie zgłaszał policji fałszywy alarm bombowy być może był inspirowany takim barbarzyńskim hejtem, jaki jest kierowany pod adresem PJK (prezesa Jarosława Kaczyńskiego) przez polityków opozycji i dziennikarzy”.

Wicie, rozumicie. Jakiś dowcipniś zatelefonował, że bombę podłożono w szpitalu, a policja wpadła w panikę, dziennikarze – w tym i ja – mieli ubaw, iż trzęsą się im portki, bo nie wiedzą, co zrobić z tym fantem. I wcale nie chodzi o szpital, ale o prezesa, który zachorował na kolano.

Brudziński znany z tego, że jest damą do towarzystwa dla prezesa. Gdzie Kaczyński pojedzie, tam Brudziński mu towarzyszy. Anglosaski obyczaj przeniesiony na pisowski grunt. Mogło być tak, iż Brudziński siedział przy łóżku prezesa i „debil” naruszył mu spokój towarzyszenia swemu panu. Teraz go chce go ścigać.

Alarmy bombowe są tak stare jak telefony, czyli zawinił wynalazca tego urządzenia Graham Bell. W latach 90., gdy Polska uzyskała suwerenność, telefony z informacją, iż podłożono bombę, były tak powszechne, jak wagary uczniów. To właśnie oni, chcąc oddalić jakąś klasówkę, informowali o podłożeniu bomby.

W tym wypadku może być jeszcze inne wytłumaczenie – świetnie opisane w literaturze. Sami zainteresowani akcją mogli zainicjować alarm bombowy. Opisuje to Joseph Conrad w „Tajnym agencie” i Sławomir Mrożek w „Policji”.

Nie chcę nazywać policji „debilami”, ale przeczytajcie inne tweety Brudzińskiego: – „Totalni tłiterowicze oburzeni słowem „debil” które użyłem pod adresem DEBILA! Który swoimi telefonami naraził wielu pacjentów szpitala na niebezpieczeństwo utraty życia. Kierujcie swoje oburzenie w inną stronę, bo ja nie tylko podtrzymuję, że ta kreatura jest DEBILEM ale obiecuję, że dołożę jako szef MSWiA wszelkich starań aby policja i inne służby namierzyli jak najszybciej tę osobę. Mam nadzieję, że prokuratura postara się, aby sąd mógł ukarać tę kreaturę, tak surowo, jak tylko pozwala na to obowiązujące prawo”.

Co ma tutaj do rzeczy określenie „totalni”, może wiedzieć tylko Brudziński. Nie radzi sobie z prostym prowokacyjnym telefonem „debila”, więc w stylu swej totalnej bezradności zwala na innych. Język Brudzińskiego dyskwalifikuje go jako poważną osobę. W polityce dał się poznać tym, że towarzyszy prezesowi i niczym innym. To jest – używając jego języka w stylu mrożkowskim bądź Barei – totalny nieudacznik. Tak! Brudziński jest totalnie bezradny jako minister i bezradny wobec nazywania problemów. Owe tweety świadczą o jego negatywnej totalności.

Wiemy już, że policja walczy z „debilami”. Wobec tego jak nazwać tych, którzy bez telefonu o alarmie wkroczyli na teren Uniwersytetu Szczecińskiego, bo tam odbywała się konferencja naukowa poświęcona filozofii Karola Marksa. Jakby ktoś nie wiedział, kto to – wyjaśniam. Marks to jeden z najwybitniejszych filozofów w dziejach ludzkości, kontynuator myśli Platona i Hegla.

Czy idąc śladami semantycznymi Brudzińskiego, można stwierdzić, że policja to „debile”? Acz Brudziński przeprosił rektora uniwersytetu, to wszak wiadomo, że policja wkroczyła na polecenie prokuratury, która z kolei jest zawiadywana przez prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę.

Mając do czynienia z takimi postaciami, jak Brudziński i Ziobro trzeba używać łopatologii. Leszka Millera, który niegdyś nazwał Ziobrę „zerem”, nie śmiałbym przewekslować, jak Brudziński innego prowokatora – na „debila”. Ale podsuwam Brudzińskiemu i Ziobrze rozwiązania już praktykowane w historii. Kto by sobie zawracał głowę książkami i nachodzeniem tych, którzy je czytają i interpretują – po prostu spalić je.

Zresztą polecam tym totalnym ministrom wybitny serial, który zaczyna emitować HBO – „451 stopni Fahrenheita” wg powieści Raya Bradbury’ego. Spalić, postraszyć debili. I jak to ujęli inni wspomniani przeze mnie wybitni Polacy (Conrad, Mrożek) znowu zapanuje spokój. Tak! – towarzysze pisowscy „wicie, rozumicie”.

Post Navigation