Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Andrzej Karmiński”

Służba Ochrony Państwa do Księgi Guinnessa

Kmicic z chesterfieldem

2019. To był rok zamachów: oburzającego na praworządność, morderczego na klimat, wstrętnego na prawa osób LGBT, smutnego na edukację, absurdalnego na historię i prawdę. Ale budziła się też nadzieja niesłusznie nazywana matką głupich. Możesz pomóc nadziei wspierając wolne media.

Jest późny wieczór 12 grudnia 2019. Na stronie Sejmu pojawia się ustawa dyscyplinująca vel kagańcowa. Rzucam okiem, jest jeszcze gorsza niż się spodziewaliśmy. Trzeba zareagować natychmiast, bo OKO.press próbuje łączyć ogień z wodą, czyli analityczną uwagę z szybkością mediów.

Wybieram art. 9d., szczególnie bezwstydny. W kwadrans graficzka Hanka Szukalska, jedna  z osób mniej widocznych (pisze rzadko), ale kluczowych dla OKO.press, tworzy mema z cytatem wpisanym w twarz Zbigniewa Ziobry. Doskonały prawda?

Więcej >>>

Magdalena Adamowicz, tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska, apeluje teraz o zaprzestanie ataków na marszałka Senatu prof. Tomasza Grodzkiego. Jak sama przyznaje, nowa fala hejtu może doprowadzić do kolejnych tragedii.

“Oszczerstwa mają rozbudzić nienawiść. Ta nakręca spiralę mowy nienawiści. W…

View original post 1 463 słowa więcej

 

Schamiały PiS

Magdalena Adamowicz o współpracy z europosłami @pisorgpl dla Wirtualnej Polski. Co za wstyd, nie mówić dzień dobry? Chamiejecie w tym PiS-ie.

Kmicic z chesterfieldem

Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna” CBA podczas przeprowadzonych działań kontrolnych w sprawie szefa NIK Mariana Banasia natrafiło na szereg nieprawidłowości.

Banaś ma m.in. posiadać duże ilości gotówki, której pochodzenia nie jest w stanie wiarygodnie wytłumaczyć, a i oświadczenia majątkowe szefa NIK, są dziurawe jak sito. Z niejawnego raportu – do którego dziennik dotarł – wynika, że Pancerny Marian złożył „nieprawdziwe oświadczenia majątkowe, zatajał faktyczny stan majątku oraz miał nieudokumentowane źródła dochodu”.

Kontrolerzy CBA mieli stwierdzić, że ich największe zastrzeżenia wzbudziło jednak 200 tys. złotych, które znaleziono w domu szefa NIK.  

„Banaś nie potrafił się przekonująco wytłumaczyć z tych pieniędzy, a zeznania podatkowe i rachunki bankowe nie dały odpowiedzi” – mówi informator cytowany przez „DGP”.

„Wyleciało mu też z głowy” wpisanie do oświadczenia majątkowego darowizny w wysokości 2 mln zł, którą przekazał synowi. Kwota ta miała pochodzić ze sprzedaży jednej z krakowskich kamienic.

Nieruchomość została sprzedana w połowie sierpnia 2019 roku, tuż przed objęciem przez Banasia stanowiska szefa NIK. Syn miał dzięki tej darowiźnie spłacić kredyt, który…

View original post 945 słów więcej

 

62-letni proboszcz i jego 17-letnia ofiara pedofilskich skłonności

Nastolatka zakochała się w proboszczu swojej parafii. Na wycieczce jej znajomi wykradli telefon i udostępnili SMS-y, które dziewczyna wymieniała z 62-letnim księdzem. Z wiadomości, jak informuje SE, wynikało, że para jest w zażyłych relacjach.

Joanna wychowała się w podbydgoskiej wsi w katolickiej rodzinie. Kiedy pojechała na wycieczkę, pisała do proboszcza swojej parafii, że go kocha – ten odpisywał jej to samo. Znajomi wykradli jej telefon, a teksty wiadomości umieścili w sieci. – Te SMS-y zostały umieszczone na zamkniętych forach internetowych. To, co się stało, to wina internetu – powiedziała matka nastolatki. 17-latka, kiedy o sprawie zrobiło się głośno, chciała popełnić samobójstwo.

– Miałam pretensję do proboszcza, że nie przyszedł do nas z tymi wiadomościami i ich nam nie pokazał. On nas przepraszał, bo powinien to przerwać, jak tylko córka się do niego odezwała – komentuje matka dziewczyny. – Wychodzimy na prostą. Córka wraca po świętach do szkoły – dodaje ojciec. Miejscowi policjanci wiedzą o sprawie. – Wiemy o plotkach i o tym, że dziewczyna miała targnąć się na swoje życie. Jeden ze śledczych dodał, że oficjalnie nie zajmują się tą sprawą, ponieważ nie było zawiadomienia. Ksiądz Mirosław B. został przeniesiony do innej parafii.

Kmicic z chesterfieldem

Premiera „Szczerze” Donalda Tuska 12 grudnia. Już dziś publikujemy fragmenty bardzo osobistych dzienników byłego przewodniczącego Rady Europejskiej i obecnego szefa Europejskiej Partii Ludowej (EPP).

Książka autorstwa Donalda Tuska ma formę osobistego dziennika. Są to zapiski z lat 2014-2019 uzupełnione i wzbogacone późniejszymi przemyśleniami. Były premier Polski opisuje kolejne dni na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej (czy, jak woli jego wnuk, Króla Europy). Relacjonuje spotkania z Angelą Merkel, Petrem Poroszenką, Francois Hollande’em, Barackiem Obamą czy Davidem Cameronem. Ujawnia kulisy narad na szczytach europejskich władz. Możemy wraz z nim śledzić m.in. pierwsze przymiarki do referendum brexitowego czy narastający konflikt w UE w sprawach dotyczących sankcji na Rosję, wsparcia dla Ukrainy oraz kryzysu w Grecji. Tusk dużo miejsca poświęca też swoim bliskim i sprawom polskim, do których jako szef RE musiał zachowywać dyplomatyczny dystans.

Poniżej pierwsze fragmenty książki Donalda Tuska. Premiera książki zaplanowana jest na 12 grudnia, a 14 grudnia w sobotę w Centrum…

View original post 2 269 słów więcej

 

Czuły narrator – wykład noblowski Olgi Tokarczuk zobacz

„Jestem” – najważniejsze i najdziwniejsze słowo świata

– Zrozumiałam moim dziecięcym umysłem, że jest mnie więcej niż sobie do tej pory wyobrażałam. I nawet, jeżeli powiem: „Jestem nieobecna”, to i tak na pierwszym miejscu znajduje się: „Jestem” – najważniejsze i najdziwniejsze słowo świata. W ten sposób niereligijna młoda kobieta, moja mama, dała mi coś, co kiedyś nazywano duszą, a więc wyposażyła w najlepszego na świecie czułego narratora” – mówiła Tokarczuk, wyjaśniając w tych zdaniach tytuł swojego wykładu – „Czuły narrator”.

– Lecz nade wszystko żyjemy w świecie natłoku informacji sprzecznych ze sobą, wzajemnie się wykluczających, walczących na kły i pazury – mówiła pisarka. – Nasi przodkowie wierzyli, że dostęp do wiedzy przyniesie ludziom nie tylko szczęście, dobrobyt, zdrowie i bogactwo, ale stworzy społeczeństwo równe i sprawiedliwe. (…) Okazało się, że nie jesteśmy w stanie unieść tego ogromu informacji, która zamiast jednoczyć, uogólniać i uwalniać – różnicuje, dzieli, zamyka w bańkach, tworzy wielość opowieści nieprzystających do siebie albo wręcz wrogich sobie, antagonizujących. Zamiast usłyszeć harmonię świata, usłyszeliśmy kakofonię dźwięków, szum nie do zniesienia, w którym rozpaczliwie próbujemy dosłuchać się jakiejś najcichszej melodii, najsłabszego chociaż rytmu. Parafraza szekspirowskiego cytatu jak nigdy pasuje dzisiaj do tej kakofonicznej rzeczywistości: internet to coraz częściej opowieść idioty, pełna wściekłości i wrzasku – mówiła pisarka.

Jej zdaniem kategoria fake newsów i fake upów stawia nowe pytania o to, czym jest fikcja, która traci zaufanie czytelników. Jednak, jak zauważyła pisarka, fikcja jest zawsze jakimś rodzajem prawdy.

„Literatura próbuje nas przytrzymać przy konkrecie świata”

– Literatura jest jedną z niewielu dziedzin, które próbują nas przytrzymać przy konkrecie świata, ponieważ ze swej natury jest zawsze psychologiczna. (…) Tylko literatura jest w stanie pozwolić nam wejść głęboko w życie drugiej istoty, rozumieć jej racje, dzielić jej uczucia, przeżyć jej los – mówiła pisarka.

W tym miejscu Tokarczuk powróciła do obrazu matki, którym rozpoczęła wykład. Mama czytała jej baśnie Andersena, także tę o imbryku, który trafił na śmietnik, gdy tylko urwało mu się ucho. Dla małej Olgi rozpacz imbryka była zrozumiała – jako dziecko wierzyła, że nawet przedmioty mają uczucia, podobnie jak zwierzęta i zjawiska przyrody. Jak mówiła noblistka, dorastanie oznacza utratę tego naturalnego przekonania, że świat tworzy myślącą i odczuwającą całość. Zaczynamy odbierać go jako zbiór niepowiązanych ze sobą, martwych elementów. Dlatego właśnie tracimy z oczu obraz całości i spraw najważniejszych.

Cały wykład zapisany tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

„Nie będzie miękkiej gry w walce o wolność słowa” – straszy w wywiadzie dla „Sieci” prezes TVP. Jacek Kurski chwali obiektywizm telewizji, którą rządzi i narzeka nawet, że „Wiadomości” zrobiły się zbyt nudne. OKO.press porównuje fantazje Kurskiego z rzeczywistością

„Wiele osób chciałoby być prezesem TVP, zwłaszcza teraz kiedy została ona tak odbudowana, jest silna i rozpędzona. Część krytyki mojej prezesury wynika z takich ambicji” – wyznaje w rozmowie z tygodnikiem „Sieci” prezes TVP. Na początku rozmowy Kurski chwali się epokowym sukcesem, czyli Eurowizją Junior („Mam nadzieję, że teraz nikt już nie będzie nas pouczał, jak walczyć o pozycję Polski w Europie”). Dalsza rozmowa tylko potwierdza, że to na prezesie Kurskim Telewizja Polska stoi.

TVP zawsze z partią

Kiedy prezes Kurski charakteryzuje „Wiadomości” i politykę informacyjną telewizji publicznej, na myśl przychodzi wiersz Władimira Majakowskiego:

„Mó­wi­my – Le­nin, a w do­my­śle – par­tia,
mó­wi­my – par­tia, a w do­my­śle – Le­nin”.

Tyle…

View original post 3 611 słów więcej

Pokonać Dudę

Andrzeja Dudę opozycja będzie musiała albo pokonać albo dopieścić – twierdzi politolog Marek Migalski.

L!  – Jeśli Platforma Obywatelska nieprzerwanie trąbi, że któreś już z rzędu wybory na jakie się wybieramy to kolejna bitwa o demokrację, to jak w tym świetle oceniać rezygnację Tuska z wyścigu o fotel prezydencki?

Marek Migalski: Z tej perspektywy można by powiedzieć, że to jest pozostawienie Polski w objęciach postępującej autoryzacji. Jednak Tusk w uzasadnieniu decyzji wytłumaczył, że on po prostu by nie wygrał. Tusk przeczytał badania opinii publicznej  i wie, że on tę wojnę z Dudą by przegrał ze względu na bardzo duży elektorat negatywny, który będzie miał kluczowe znaczenie w drugiej turze wyborów. Jeśli na to popatrzeć w kontekście tego pytania, to nie jest to ucieczka z placu boju, na którym rozgrywa się najważniejsza walka o demokrację, ale właśnie świadome oddanie pola komuś, kto miałby większą szansę na pokonanie tego pisowskiego smoka. 

L! – Ale czy taki kandydat opozycji jest realny, przecież musiałby się zbudować od zera?

Marek Migalski: Kluczowe w twoim pytaniu jest „budowanie od zera”, bo ja dokładnie tak myślę o tym kandydacie. Ja w tekście dla „Polityki” wskazałam jakie cechy powinien posiadać taki kandydat, żeby zwyciężyć z Dudą. Po pierwsze, nie powinien być specjalnie znany. Ci, którzy mówią, że nie ma czasu na zbudowanie kogoś mylą się. Pamiętajmy, że Andrzej Duda przed 11 listopada 2014 był znany tylko hobbistom polityki, a paradoks tej sytuacji polega na tym, że im mniej ktoś jest znany tym jego szanse są większe. Jeśli ktoś jest nieznany, to nie może być nielubiany. Tu znowu powtarza się poruszony wcześniej problem elektoratu negatywnego. 

Po drugie, taki kandydat powinien być raczej centro-prawicowy niż centro-lewicowy zgodnie z nastrojami społecznym w naszym kraju gdzie większość wyborców jest raczej centro-prawicowa. Raz jeszcze potwierdziły to ostatnie wybory w wyniku, których centro-lewica dostała łącznie 12%, prawicowe PiS 43%, skrajnie prawicowa konfederacja dostała trochę powyżej 6%, raczej centro-prawicowe PSL dostało 8% i Koalicja Obywatelska sytuująca się raczej w centrum uzyskała drugi najlepszy wynik. To pokazuje czarno na białym, że większość polskich wyborców jest centro-prawicowa. 

Po trzecie, taka osoba dzięki  centro-prawicowemu światopoglądowi oraz niekontrowersyjnemu sposobowi bycia miałaby szansę na uszczknięcie jakieś części elektoratu PiS-u czy Andrzeja Dudy, minimalnie, ale jednak. 

Po czwarte, to musiałaby być osoba nie wzbudzająca furii w wyborcach Konfederacji, którzy w drugiej turze mogliby dzięki temu po prostu zostać w domu. 

Przy połączeniu tych czterech cech, to jeśli chodzi o polityków  Koalicji Obywatelskiej ja nie widzę obecnie kandydata, który by te wymagania spełniał. Niemniej jednak taki kandydat istnieje i jest nim Kosiniak – Kamysz, który absolutnie odpowiada wszystkim tym cechom. Jest tylko jeden problem, jest liderem PSL-u i zgodnie z powyższym dostanie w tych wyborach około 5%.  Do drugiej tury wejdzie kandydat Platformy z tej dwójki kandydatów, których my znamy na dzisiaj. Nie sądzę, żeby Jaśkowiak czy Kidawa Błońska mieli jakieś bardzo duże szanse na pokonanie Dudy, chociaż większą szanse, wydaje się posiadać Kidawa Błońska, ale to jest bardziej moja intuicja. 

L! – Cała ta sprawa z Jaśkowiakiem zdziwiła mnie, bo przecież mamy stosunkowo nową Kidawę, która została nam zaprezentowana przed wyborami, żebyśmy się z nią zaznajomili i ją pokochali i ja myślałam, że będziemy grali tą kartą Kidawy i nagle mamy Jaśkowiaka, jego kandydatura w mojej ocenie tylko i wyłącznie prowadzi do osłabienia Platformy i do pojedynku, na którym skoncentruje się teraz ta formacja.

Marek Migalski: Sama idea prawyborów nie byłaby zła, ponieważ ona absorbuje uwagę opinii publicznej i daje punkty procentowe takiej formacji i kandydatowi wybranemu w ten sposób. To przećwiczyła Platforma  w 2010 roku kiedy w prawyborach wystartowali Komorowski i Sikorski i to dało szansę Komorowskiemu, żeby zwyciężył później w wyścigu prezydenckim. 

Jednak w tym przypadku podzielam Twój sceptycyzm. Obecnie to osłabiło formację, ponieważ najpierw się okazało, że bardzo trudno było znaleźć takiego kontrkandydata dla Kidawy Błońskiej. Później on został schowany do koperty na dwa dodatkowe dni, a na koniec się okazało, że to jest Jaśkowiak, który jest prawdopodobnie bardzo dobrym prezydentem miasta, ale ma po prostu bardzo wyraźnie lewicową agendę. I to jest osoba, i ma do tego święte prawo, raczej przypisywana do strony centrolewicowej, jest związana z lewym skrzydłem w Platformie, a lepszym kandydatem byłby ktoś o centroprawicowej agendzie. Stąd uważam, że z tego pojedynku wygrana wyjdzie Kidawa Błońska, ale sam proces jej nie buduje. 

Ale wiem dlaczego tak się dzieje i skąd bierze się ta idea prawyborów. Jest to wynik kalkulacji wewnątrzpartyjnych Grzegorza Schetyny, który chce odwlec jak najdalej moment rozliczenia go za przegraną Koalicji Obywatelskiej 13 października i po to wymyślił tą ideę prawyborów. Chce zając czymś innym partię, żeby w styczniu mieć lepsze asy w rękawie w boju o przywództwo w formacji. To pokazuje, że w Platformie nie myśli się w kategoriach wyłonienia najlepszego kandydata, który może pokonać Andrzeja Dudę, tylko górę bierze interes wewnątrzpartyjny, co źle rokuje na wybory prezydenckie. Kandydata na konkurenta Andrzeja Dudy będzie wybierać 1200 delegatów, którzy będą przede wszystkim kierować się względami koteryjnymi i wewnątrzpartyjnymi a nie badaniami socjologicznymi czy marketingowymi wskazującymi najlepszą, najsilniejszą i najbardziej niezręczną dla Andrzeja Dudy opcję. 

L!- Korzystając z tego, że PiS poznałeś od środka, chciałabym zadać Ci pytanie odnoszące się do Andrzeja Dudy. Wydaje się, że świetne przedwyborcze prognozy powinny znacznie wzmocnić jego pozycję w ugrupowaniu Kaczyńskiego. Stąd pytanie czy jego druga kadencja na fotelu prezydenckim może być inna i czy Duda jest w stanie prowadzić niezależną politykę od dyrektyw z Nowogrodzkiej?

Marek Migalski: Dotychczasowe pięć lat jego prezydentury wskazywałyby na odpowiedź negatywną na to pytanie. Znaczy, że nie. On został połamany, zniszczony, że jemu właściwie wystarcza ta rola uśmiechającego się faceta, który robi sobie selfie z koniem w tle. Jestem złośliwy, ale te pięć lat trochę uzasadnia tą złośliwość i można sądzić, że przez te kolejne 5 lat będzie „Adrianem”. 

Ale może stać się inaczej. W skomplikowanej, połamanej, pękniętej i wielokrotnie upokorzonej przez Kaczyńskiego postaci jaką jest Andrzej Duda, może tam gdzieś na dole jest jakaś zadra, która spowoduje, że jeśli zdołałby uzyskać reelekcję to w nim odezwie się mężczyzna, polityk, człowiek, który upomina się o szacunek dla siebie. Wtedy Kaczyński nie będzie już w stanie niczego mu zaoferować. Nie jest mu w stanie przyobiecać trzeciej kadencji, bo ma za mało szabel w sejmie, żeby wprowadzać takie zmiany w zapisach konstytucyjnych. To może spowodować, że oderwie się jakiś polityk samodzielny. Tym bardziej, że on po ewentualnej reelekcji będzie miał 48 lat, a Jarosław Kaczyński będzie miał 71 lat. To znaczy, że duża część polityków prawicowych może zacząć orientować się  na Dudę i go budować. 

Jednocześnie, to będzie prawie, że obowiązkiem opozycji, która chcąc zachować rudymenty demokracji i liberalnego systemu w Polsce będzie zmuszona dopieścić Andrzeja Dudę, odnowić z nim kontakty, nawiązać nowe i w nim ulokować swoje nadzieje na to, że władza Jarosława Kaczyńskiego nie będzie totalna. To jest perspektywa ze wszech miar odstręczająca dla polityków opozycji i stanowić może rodzaj dodatkowej zachęty do poszukiwania silnego kontrkandydata, który mógłby Dudę pokonać. Bo jak to się nie uda, to jedyną szansą na zachowanie rudymentów systemu liberalno-demokratycznego w Polsce będzie dopieszczanie psychologiczne i polityczne Andrzeja Dudy, co jak mówię nie wygląda specjalnie atrakcyjnie. 

Kmicic z chesterfieldem

Art. 190 Kpk § 1. Przed rozpoczęciem przesłuchania należy uprzedzić świadka o odpowiedzialności karnej za zeznanie nieprawdy lub zatajenie prawdy. No chyba, że słuchamy J.Kaczyńskiego. W trosce o to, by nikt jemu nigdy nie postawił zarzutów z 233 kk.

Dosłownie dwa dni przed wyborami prokurator Renata Śpiewak odmówiła dalszego prowadzenia śledztwa w głośnej sprawie „afery Dwóch Wież”. Ujawniona dziesięć dni później decyzja sprawiła, że nie trzeba było przesłuchiwać żadnych świadków, – w tym Jarosława Kaczyńskiego – na których powoływał się Gerald Birgfellner.

A jednak, jak udało się ustalić „Gazecie Wyborczej” w aktach znajduje się zapis przesłuchania prezesa PiS. Z tych zeznań wynika, że Jarosław Kaczyński padł ofiarą manipulacji austriackiego przedsiębiorcy, który wykorzystał jego „powiązania rodzinne” i wprowadził prezesa w błąd.

W trakcie przesłuchania Kaczyński stwierdził, że „może prowadzić rozmowy z przedstawicielami spółki, jednak nie posiada podstaw formalnych do wydawania im poleceń”. Słowa te są całkowitym zaprzeczeniem tego co zastało…

View original post 2 267 słów więcej

 

Arcybiskupi Paetz i Gądecki. Jeden w piekle, drugi kandydat do piekła. Ruja i poróbstwo klechów

Przewodniczący Episkopatu Polski Stanisław Gądecki odniósł się do pogrzebu duchownego Juliusza Paetza oskarżanego o molestowanie nieletnich.

Paetz i Gądecki w randze feudalnych arcybiskupów.

Oświadczenie Gądeckiego

„W związku ze śmiercią ks. abp. Juliusza Paetza pragnę podkreślić kilka faktów z przeszłości i – za pośrednictwem środków społecznego przekazu – zwrócić się do wszystkich z krótkim przesłaniem:

2001 – komisja kierowana przez abp. Antoniego Stankiewicza dla zbadania wiarygodności oskarżeń przekazała swoje wnioski Stolicy Apostolskiej,

2002 – św. Jan Paweł II przyjął dymisję abp. Juliusza Paetza,

2002 – kard. Giovanni Battista Re zalecił, aby abp senior nie przewodniczył publicznym czynnościom liturgicznym,

2002 – św. Jan Paweł II potwierdził tę decyzję,

2013 – kard. Tarcisio Bertone zachęcił abp. seniora do życia w odosobnieniu, do przemyśleń i modlitwy, wezwanie to zostało powtórzone przez nuncjusza Celestino Migliore w 2016 r.

Dzisiaj rano miała miejsce Msza św. pogrzebowa w katedrze poznańskiej, miejscem pochówku abp. seniora będzie cmentarz parafialny rodziny zmarłego na poznańskiej Starołęce.

W trosce o jedność Kościoła proszę wszystkich wiernych o to, aby strzegli samych siebie i byli bez grzechu”.

– Dobrze, że Juliusza Paetza pochowano poza katedrą. Niech Pan zlituje się nad nim! Inna sprawa, że zapewnienia, iż sprawy pochówku w katedrze zgodne z normami Kodeksu Prawa Kanonicznego, zostały ustalone w wyniku konsultacji ze Stolicą Apostolską i Nuncjaturą okazały się nieprawdziwe – komentuje duchowny ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Szymon Komorowski (aktywista opozycyjny): „(Paetz) był bohaterem jednej z największych afer seksualnych w Kościele Katolickim w Polsce. Na tym świecie był chroniony i nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Niech Bóg, w którego mam wątpliwości czy naprawdę wierzył, osądzi go sprawiedliwie”.

Ks. Wojciech Lemański: Odszedł człowiek. Ale wraz z wiadomością o jego śmierci, powracają okryte milczeniem zaniedbania instytucji. Biskupi pomocniczy, dziekani, osobisty sekretarz papieża, wreszcie sam papież. Czy kiedyś, ktoś opowie bez znieczulenia tamtą kompromitującą Kościół historię? Jesteśmy to winni tamtym skrzywdzonym”.

– Abp Gądecki, komentując wymuszenie pochówku abp. Paetza poza katedrą, powiedział: „Sytuacja, w której się znaleźliśmy, posłuży oczyszczeniu Kościoła poznańskiego”. Kościół z własnej inicjatywy nie radzi sobie z przestępcami w swoich szeregach i nie dokonuje samooczyszczenia, a jedynie czeka aż dokona tego natura poprzez śmierć kościelnych molestantów, pedofilów, aferzystów. Gądecki zwrócił się też z apelem do wiernych, aby „w trosce o jedność Kościoła strzegli samych siebie i byli bez grzechu”. Straszna jest ta – powodowana pychą – biskupia maniera pouczania wiernych nawet wtedy, gdy należy przyznać się do błędu i uderzyć we własne piersi – wypowiada się posłanka prof. Joanna Senyszyn.

Reakcje internautów:

Przykro mi, że Paetz umarł. Nie zdążył wylądować w więzieniu, gdzie jest jego miejsce. Jakby kopnął w kalendarz pod celą byłoby sprawiedliwiej”.

Właśnie chowają Paetza w poznańskiej katedrze. Przy obstawie ochrony. Czy ochroniarze będą teraz pilnować jego grobu dzień i noc? Zważywszy na to, jak ohydnych rzeczy dopuścił się arcybiskup kościoła katolickiego.

Latami kryli zboczeńca, nie wyjaśniając sprawy i stopniowo ją wyciszając. Do końca próbowali go honorować tylko dlatego, że to biskup. Na koniec apel Gądeckiego do wiernych, aby sami byli bez grzechu to już absolutny szczyt arogancji, hipokryzji i chamstwa”.

Kmicic z chesterfieldem

– „Po obejrzeniu „Faktów” TVN, w których zaatakowano Premier Beatę Szydło, zastanawiam się, w którą stronę idzie dziennikarstwo. Czy można w tak podły sposób zestawiać ludzi o nieposzlakowanej opinii z przestępcami? Szczyt manipulacji. Może zajmie się tym Rada Etyki Mediów” – napisał na Twitterze Mateusz Morawiecki.

W głównym programie informacyjnym TVN pokazano skrót reportażu, o którym pisaliśmy w artykule „Burza po „Superwizjerze”: Szydło witająca się z gangsterami straszy sądem. Eksperci pytają o jakość służb”. Złośliwie można by zapytać, dlaczego Morawiecki nie stanął w obronie Antoniego Macierewicza, który też pojawił się w reportażu…

– „MatołUsz przestań z PiS robić ofiarę. Zapytaj się Brudzińskiego jak pokazywał zdjęcia prezydenta Komorowskiego. Albo jak PiS grał zdjęciem Tuska” – napisał internauta Tomasz Wolff. Dołączył też zdjęcia opisywanych przez siebie sytuacji. A Paweł Wroński z „GW” dodał: – „Czy to nie wPolityce publikowało zdjęcia prezydenta B. Komorowskiego z członkami zarządu SKOK Wołomin jako jednoznaczny dowód podejrzanych…

View original post 1 449 słów więcej

 

Brudziński, kocmołuch od antykultury

Europoseł PiS Joachim Brudziński ze wściekłością zareagował na zachowanie aktywistów opozycyjnych w centrum Warszawy.

Lotna Brygada Opozycji po tym, jak nagrała słynny filmik przed domem Jarosława Kaczyńskiego w Halloween, tym razem zbudowała czołg”.

Materiał pokazujący aktywność opozycjonistów opublikowała w mediach społecznościowych strona wolne-media.pl.

Waldemar Kuczyński (publicysta): „Jeszcze Polska nie zginęła póki.. Lotna Brygada w akcji. Wzorowa operacja militarna sił pancernych i podwodnych pod dowództwem zrowerowanego marszałka Najjaśniejszej Rzeczpospolitej Szczurka doprowadza do ucieczki elitę Republiki Banasiowej! Gratulacje!”.

Żaneta Gotowalska (Gazeta Wyborcza): Ten happening na miesięcznicę smoleńską to jest tak ogromna żenada… Czytam o tym i zwyczajnie mi za tych ludzi wstyd. Nie idźmy tą drogą.

– A ja uważam, że gdy władza nie reaguje na żadną krytykę i nie widzi, że swoimi działaniami ośmiesza ważne dla wszystkich Polaków wydarzenia, jedyną metodą jest śmiech. Lotna Brygada czasem przekracza granice, których ja bym nie przekroczyła, ale przynajmniej coś robi – odpowiedziała Gotowalskiej dziennikarka Bianka Mikołajewska (oko.press).

Reakcja Brudzińskiego

Były szef MSWiA odniósł się do wpisu na Twitterze Sebastiana Kalety: – Kodziarze atakują nawet żołnierzy pełniących służbę przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Te zdjęcia są po prostu smutne, bo w obawie przed czym – TVNGW – bezkarnie znieważani są żołnierze? – napisał Kaleta.

Joachim Brudziński (europoseł, PiS): To przedstawiciele tej samej #kulturowadzicz która skacze po pomnikach, zakłóca modlitwę za zmarłych, urządza sabaty nienawiści pod domami polityków. Dziś przekraczają kolejną granicę. Za czasów 2RP legioniści pewno wybatożyliby taką – moim zdaniem – kulturową hołotę”.

Kibicuję Wam. Ale czasem myślę, że nieprzychylni wam ludzie mają rację, twierdząc, że wcale nie macie zamiaru cokolwiek z tym zrobić. Uważacie, że ich zachowanie działa na korzyść PiS. Poniekąd tak, ale teraz oczekujemy, że coś z tym zrobicie. Bo demonstrujecie bezradność… – skierowała wpis w stronę Brudzińskiego jedna z internautek.

Odpowiedź Brudzińskiego: Szanowna Pani, rozumiem oburzenie tak samo, jak rozumiem i podzielam złość wielu użytkowników TT, ciągłym przesuwaniem granicy kulturowego barbarzyństwa przez ludzi pozbawionych moim zdaniem poczucia patriotyzmu i elementarnej kultury. Problem polega głównie na tym, że większość zatrzymanych przez Policję osób łamiących w sposób oczywisty prawo i elementarne zasady życia społecznego były uniewinniane przez sądy, a zarzuty przekroczenia uprawnień stawiano policjantom. Będąc szefem MSWiA zawsze stawałem po stronie fukcjonariuszy, a dzicz nazywałem dziczą!.

Reakcje internautów:

Pisowska hołota, która doprowadziła do katastrofy i na kłamstwie smoleńskim, na trumnach ofiar doszła do władzy, 9 lat po katastrofie wciąż odprawia jasełka. Komuniści i złodzieje”.

Za czasów II RP, Piłsudski zrobiłby przede wszystkim porządek z Waszym Prezesuniem„.

Pan jest takim wzorem kultury osobistej, że słowo dzicz to dzisiaj komplement. Oczywiście nie wszystko jest śmieszne co robi lotna brygada, jak w większości nieśmieszne jak pan próbuje żartować. Ale i oni i pan mają swoją publikę”.

Panie Ministrzu, pokojowy performance, na skutek którego nikt nie cierpi, tak pana przeraża?”.

Ministerstwo Obrony Narodowej zapowiedziało zawiadomienia prokuratury w związku z happeningiem, który w niedzielę 10 listopada przeprowadzili działacze tzw. Lotnej Brygady Opozycji (jak podkreślają jej członkowie, to oddolny ruch ludzi z różnych stowarzyszeń tzw. opozycji ulicznej). Podczas zmiany warty przed Grobem Nieznanego Żołnierza na placu Piłsudskiego w Warszawie pojawił się przebrany za czołgistę mężczyzna, który poruszał się pojazdem przypominającym kartonowy czołg w kolorach moro. Na pojeździe widniał napis „Gdzie jest wrak?”, a lufa czołgu była skierowana w stronę maszerujących żołnierzy Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego.

Do sprawy odniósł się na Twitterze jeden z uczestników happeningu, Leszek Piątkowski.

„Jedno wyjaśnienie, żeby było jasne: nie pokpiwam ani z warty honorowej pod Grobem Nieznanego Żołnierza, ani z ofiar katastrofy smoleńskiej. Przyjechałem ze Śląska, by wraz z Lotną Brygadą walczyć z Republiką Banasiową. Walczyć satyrą” – napisał.

Kmicic z chesterfieldem

Więcej >>>

Jednym z haseł przedwojennych narodowców było „umundurowanie dusz”. Czym innym, jak nie umundurowaniem dusz są lekcje wychowania obywatelskiego czy obrona terytorialna? Znów mamy być potęgą i mocarstwem od morza od morza, choć wiadomo, że to są tylko hasła i mrzonki. Znowu manifestacje, krzyki, sztandary, znowu lekcje patriotyzmu dla sześciolatków, dla których wzorcem nie będzie już Korczak. Patrząc na to, co dziś w Polsce dopiero się rozwija, musimy zdawać sobie sprawę, do czego to może prowadzić – mówił przed trzema laty zmarły w tym roku Ryszard Marek Groński, historyk, pisarz, poeta, satyryk, współpracownik legendarnych kabaretów, takich jak Szpak, Wagabunda, Dudek czy Pod Egidą. Przypominamy tamtą rozmowę z nim.

PRZEMYSŁAW SZUBARTOWICZ: Życie polityczne przerosło kabaret?

RYSZARD MAREK GROŃSKI: Gdy słyszę to pytanie, natychmiast przypomina mi się inne, zadane przez zapomnianego historyka. Co nam zostało z dwudziestolecia międzywojennego? Nazwisko Piłsudski i światopogląd endecki.

11 listopada słyszałem i jedno, i drugie.
Tak, ale pamiętajmy, że w latach dwudziestolecia, gdy ruchy narodowe były silne, wiedziano, że najlepszą odtrutką na to wszystko jest satyra, dowcip i żart. Wtedy ukazywało się sporo tekstów wyśmiewających ideały narodowe. Dziś nad śmiechem przeważa jednak lęk.

View original post 3 398 słów więcej

 

Kaczyński stracił wszelkie hamulce

Tak naprawdę Trybunału Konstytucyjnego już nie ma. Jest atrapa z dublerami i panią Przyłębską, która kompromituje urząd prezesa Trybunału. Wydawało się, że nic gorszego z TK już stać się nie może – mówi Tomasz Siemoniak, wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej, b. minister obrony narodowej. – Pani Chojna-Duch była wiceministrem w rządzie PO-PSL, a zostanie zapamiętana jako osoba, która do zmasakrowanego przez PiS TK została mianowana po tym, jak ochoczo próbowała obciążać swoich kolegów i koleżanki z rządu. Myślę, że nie zasługuje jednak na taką łatkę, która będzie miała przez lata, i bardzo się jej dziwię, że taką decyzję podjęła – dodaje. Rozmawiamy też o wyborach prezydenckich, pytamy, kiedy poznamy kandydata i jak będzie wyglądać kampania.

JUSTYNA KOĆ: Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz kandydatami na sędziów TK. Zaczyna się etap skrajnego upolitycznienia Trybunału?

TOMASZ SIEMONIAK: Tak naprawdę TK już nie ma. Jest atrapa z dublerami i panią Przyłębską, która kompromituje urząd prezesa Trybunału. Wydawało się, że nic gorszego z TK już stać się nie może. Te wskazania pokazują, że PiS idzie absolutnie prowokacyjnym kursem, bo opinia publiczna odbiera te kandydatury jako skrajnie polityczne i wyraziste. Szczególnie to dotyczy skompromitowanego prokuratora stanu wojennego i członka egzekutywy PZPR, pana Piotrowicza. Dopiero co nie uzyskał zaufania wyborców PiS-u i nie wszedł do Sejmu, a teraz ma zostać sędzią TK. Wydaje się, że PiS i prezes Kaczyński stracili wszelkie hamulce i postanowili przetestować opinię publiczną. Warto przypomnieć, że jednak

MANDAT PIS-U JEST INNY, NIŻ PRZED WYBORAMI, O CZYM ŚWIADCZĄ STRATA SENATU I LICZBA GŁOSÓW ODDANYCH NA PIS – MNIEJSZA, NIŻ NA POŁĄCZONE SIŁY KO, PSL I LEWICY.

Spodziewał się pan takiego ruchu?
Chyba nikt się nie spodziewał czegoś takiego. Ogromne oburzenie nawet tych, którzy sprzyjają zazwyczaj PiS-owi pokazuje, że coś jednak pękło, puściły jakieś hamulce. Prezes Kaczyński najwyraźniej uważa, że wszystko mu wolno.

Ryszard Terlecki tłumaczył, że to są co prawda politycy, ale byli, a pan Piotrowicz ma komunistyczną przeszłość, lecz swoimi czynami zmazał tamte złe uczynki.
To tylko pokazuje po raz kolejny podwójne standardy w PiS-ie. Swój komunista jest dobrym komunistą, jak właśnie Piotrowicz, mimo że to postać całkowicie skompromitowana: prokurator stanu wojennego. Chciałbym wierzyć w to, że prezydent Duda, który uwielbia wygłaszać przemówienia podkreślające swój własny antykomunizm i stosunek do PRL, odmówi przyjęcia ślubowania, tak jak odmówił przyjęcia ślubowania od legalnie wybranych sędziów do TK 4 lata temu. To też ogromna próba dla prezydenta, czy ma cokolwiek do powiedzenia.

ZDJĘCIE Z WRĘCZANIEM NOMINACJI PIOTROWICZOWI BĘDZIE DLA NIEGO KOMPROMITUJĄCE I BĘDZIE WRACAĆ W KAMPANII PREZYDENCKIEJ KAŻDEGO DNIA.

Co jako opozycja możecie w tej sytuacji zrobić, oprócz głosowania przeciw kandydaturom?
Trzeba przekonywać Polaków, że to są fatalne nominacje i na pewno zrobimy wszystko w debacie publicznej czy w trakcie procedury parlamentarnej, żeby to udowodnić. Trzeba zatrzymywać PiS przed złymi czynami i naturalnym krokiem do tego jest to, aby wybrać władze w Senacie; może w przypadku sędziów TK akurat Senat nie będzie mógł wiele zrobić, ale w innych sytuacjach już tak. Kolejnym naturalnym ruchem powinna być wygrana w wyborach prezydenckich.

W MAJU ROZSTRZYGNIE SIĘ, CZY TO PIOTROWICZE BĘDĄ RZĄDZIĆ POLSKĄ, CZY UCZCIWI OBYWATELE.

Skoro jesteśmy przy wyborach prezydenckich, to kiedy poznamy kandydata Koalicji Obywatelskiej?
W najbliższych dniach zarząd krajowy PO będzie dyskutować na temat tego, jaki przyjmujemy kalendarz działania. Jest też potencjalna kandydatura Donalda Tuska, który na początku grudnia kończy przewodniczenie Radzie Europejskiej. Odczuwając presję kalendarza mogę powiedzieć, że mamy dwóch lub nawet więcej dobrych kandydatów. I czy to będzie Donald Tusk, Małgorzata Kidawa-Błońska, Rafał Trzaskowski czy Radosław Sikorski, to są to wszystko osoby, które są w stanie wygrać z prezydentem Dudą. Teraz powinniśmy zbadać i dokładnie przeanalizować, która kandydatura ma największe szanse, być może przeprowadzając prawybory, i wówczas ruszyć. Zgadzam się oczywiście z tym, że kandydaci powinni już pracować wśród wyborców.

CZY BĘDZIE TO DONALD TUSK, KTÓRY JEST OSOBĄ POWSZECHNIE ZNANĄ, CZY MAŁGORZATA KIDAWA-BŁOŃSKA, KTÓRA W ZNAKOMITYM STYLU WYGRAŁA WYBORY W WARSZAWIE – ZOBACZYMY, TO SĄ NA PEWNO MOCNI KANDYDACI Z DOBRĄ POZYCJĄ DO ROZPOCZĘCIA KAMPANII WYBORCZEJ. NIE WIDZĘ POWODÓW DO AŻ TAKIEJ NERWOWOŚCI.

Władysław Kosiniak-Kamysz już zapowiedział swój start w wyborach i przekonuje, że jest jedynym kandydatem, który może odebrać głosy prezydentowi Dudzie.
To kandydat PSL i ta partia ma pełne prawo wystawić swojego kandydata. 4 lata temu PSL wystawił pana Jarubasa, teraz chce Kosiniaka-Kamysza. Szanuję Władysława Kosiniaka-Kamysza, byliśmy razem w rządzie, ale jest to kandydat PSL, a my pracujemy nad wyłonieniem kandydata KO. W różnych sondażach to kandydaci KO osiągają najlepsze notowania i dają największą rękojmię pokonania prezydenta Andrzeja Dudy.

LICZĘ NA TO, ŻE OPOZYCJA BĘDZIE WSPÓŁPRACOWAŁA W II TURZE,

natomiast nie chcę komentować kandydatów innych czy mówić, kogo kto ma wystawiać. Na pewno KO powinna mieć swojego kandydata, który wywodzi się z tego środowiska.

Wróćmy do nominacji do TK. Trzecią osobą nominowaną przez PiS do TK jest Elżbieta Chojna-Duch. To nagroda za krytyczne, także nieprawdziwe, co później ujawniły media, słowa o Donaldzie Tusku podczas posiedzenie komisji vatowskiej?
Chciałbym wierzyć, że tak nie jest i bardzo się dziwię pani Chojnie-Duch, że taką nominację przyjmuje, bo trudno uniknąć wrażenia, że to jest właśnie zapłata za takie zachowanie.

Pani Chojna-Duch była wiceministrem w rządzie PO-PSL, a zostanie zapamiętana jako osoba, która do zmasakrowanego przez PiS TK została mianowana po tym, jak ochoczo próbowała obciążać swoich kolegów i koleżanki z rządu. Myślę, że nie zasługuje jednak na taką łatkę, którą będzie miała przez lata i bardzo się jej dziwię, że taką decyzję podjęła.

Prezydent Andrzej Duda zapowiedział, że podpisze ustawę zaostrzającą prawo aborcjyjne. To zapowiedź sporu ideologicznego w kampanii wyborczej?
Sądzę, że to jest wypowiedź, która ma wzmocnić prezydenta Dudę z prawej strony.

TO SZUKANIE POPARCIA KOŚCIOŁA I PRÓBA PRZENIESIENIA ODPOWIEDZIALNOŚCI NA WIĘKSZOŚĆ SEJMOWĄ,

bo te kwestie, co do których episkopat wzywał, aby je załatwić, nie zostały załatwione. Nie było takiego projektu, zatem prezydent mówi dziś o czymś, czego nie ma, i nikt nie zapowiada, że taki projekt złoży. W mijającej kadencji PiS był jednak w tej kwestii wstrzemięźliwy. Być może prezydent obawia się Korwin-Mikkego czy innego kandydata z prawej strony, dlatego odbieram ten ruch jako czysto polityczny.

Kmicic z chesterfieldem

W wieku 13 lat Kasia przeszła przez piekło – przez kilkanaście miesięcy była przetrzymywana, bita i gwałcona przez księdza. Po latach wywalczyła odszkodowanie, jednak zakon złożył skargę kasacyjną do SN. Wyrok zapadnie w grudniu, a w składzie sędziowskim zasiadają sędziowie z nadania neo-KRS. Podpisz petycję – Sędziowie w togach, nie sutannach!

„Domagamy się dla Katarzyny i pozostałych ofiar pedofilii w kościele sprawiedliwych procesów i składów sędziowskich, które zagwarantują bezstronność procesu.

Upolityczniony skład orzekający nie gwarantuje, że Katarzynę spotka sprawiedliwe traktowanie i budzi obawy, że niesprawiedliwym wyrokiem zostanie ukarana za to, że odważyła się mówić o swojej krzywdzie i dochodzić praw na drodze sądowej”,

pisze w petycji do Sądu Najwyższego i Towarzystwa Chrystusowego Agnieszka Ziółkowska, poznańska aktywistka.

Pod petycją podpisało się już ponad 2 tys. osób.

„Inna szkodliwość przestępstwa”

Chodzi o sprawę Katarzyny, którą ksiądz z Towarzystwa Chrystusowego przetrzymywał i gwałcił przez kilkanaście miesięcy, gdy miała 13 lat. Nikt nie reagował…

View original post 2 873 słowa więcej

 

Kaczyński lubieżnie poniżył Gowina i Ziobrę

Kaczyński uwielbia poniżać i upodlać ludzi publicznie”; „Ziobro i Gowin wyśmiani jak szczeniaki” – oceniają internauci przecieki z tajnej narady polityków PiS, która odbyła się w czwartkowy wieczór w hotelu Mazurkas w Ożarowie Mazowieckim.

Nawiązując do nich „Gazeta Wyborcza” sugeruje, że po ostatnich sukcesach wyborczych formacje Jarosława Gowina i Zbigniewa Ziobry stanęły w koalicji, do walki o wpływy. Politycy biją się o stołki nie tylko w rządzie, ale również w spółkach skarbu państwa, i w innych instytucjach państwowych. Rozdziałowi powyborczych łupów towarzyszy niemałe napięcie.

Rozmówca GW – poseł PiS, opowiedział jedną ze scen, która rozegrała się, gdy Jarosław Kaczyński zapowiedział, że kandydatem PiS w wyborach prezydenckich będzie Andrzej Duda. Zamilkł i odwrócił się w stronę Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina:„Chyba że panowie macie inne zdanie, innych kandydatów, może któryś z was wystartuje?” – zapytał, co sala skwitowała głośnym rechotem.

Ponoć Gowin tylko uśmiechnął się pod nosem, a Ziobro pokazał twarz-maskę. Podobnie było w momencie przydzielania miejsc… Dla Ziobry nie znalazło się krzesło u boku prezesa, a między Morawieckim i Gowinem.

Prawdziwą próbę nerwów przyszło mu też przeżyć podczas gdy Kaczyński prezentował kandydatów na najważniejsze stanowiska w państwie.

Wymienił dotychczasowych marszałków Senatu i Sejmu, którzy ponownie mają być kandydatami PiS na te stanowiska. Ogłosił, że premierem pozostanie Morawiecki. O Ziobrze zaś… ani słowa.

Kmicic z chesterfieldem

Ta afera świadczy źle nie tylko o Marianie Banasiu i obozie politycznym, który jak ściana stał za jego kandydaturą na szefa NIK. Afera rujnuje reputację konstytucyjnej instytucji, która jest jednym z filarów działań antykorupcyjnych. Pokazuje, że wybór osób na najwyższe stanowiska państwowe jest pozbawiony jakichkolwiek standardów – pisze Grzegorz Makowski

Sprawa Mariana Banasia, prezesa Najwyższej Izby Kontroli wybranego z rekomendacji Prawa i Sprawiedliwości, mimo zaklęć prawicowych polityków i zapewnień o krystaliczności jego osoby nie chce zejść z publicznej agendy. Wręcz przeciwnie, zaczyna się rozgałęziać.

Okazuje się, że bliscy, wieloletni współpracownicy prezesa NIK, Arkadiusz B. i Krzysztof B. wiedli podwójne życie. Niby poprawiali wraz z Banasiem system kontroli skarbowej, ale wiele wskazuje na to, że równolegle korzystali z jego luk i wyłudzali miliony z podatku VAT. Obaj panowie już wiele miesięcy temu byli zatrzymani, aresztowani i mają postawione zarzuty.

Nic więc dziwnego, że nawet politycy PiS i jego satelitów zaczynają tracić…

View original post 6 344 słowa więcej

 

Kiedy Kaczyńskiemu pocieknie jucha i zostanie wyniesiony na śmietnik historii?

Plan w PiS-ie był prosty: do wyborów Mariana Banasia chowamy w szafie, jak cztery lata temu Macierewicza, po wyborach wraca z urlopu i składa dymisję, po której stary Senat wybiera nowego prezesa NIK. I po sprawie.

Marzenia o większości kwalifikowanej
Żeby plan ten mógł się powieść, PiS musiał mieć większość w obu izbach parlamentu. Dodatkowo Kaczyński grał na 276 mandatów niezbędnych do odrzucania weta prezydenta. Plan jednak udał się tylko w jednym punkcie, dlatego pierwsze słowa prezesa podczas wieczoru wyborczego były tak zachowawcze: wygraliśmy, ale zasługujemy na więcej. Jakie to typowe dla Kaczyńskiego i tego obozu – gdy obrywają, suweren ich nie rozumie.

Te zachowawcze słowa prezesa nie były jedynie wynikiem exit-poll IPSOS-u. PiS przez całą elekcję i bezpośrednio po niej miał pełną kontrolę nad jej wynikami. Cel był jeden: w razie niepowodzenia chodziło o przewagę czasową nad innymi. Zatrudnili więc armię sygnalistów, których zadaniem było przekazanie do centrali wyników wyborów natychmiast po ich policzeniu i wywieszeniu. Inaczej wyjaśnić się nie da faktu, że już w poniedziałek o 8:27 jeden z internautów powiązany z PiS podał na Twitterze dokładne wyniki wyborów łącznie z dokładną liczbą mandatów. Przypomnę – PKW podała oficjalne wyniki włącznie z liczbą mandatów około 20:25 tego samego dnia.

Nie twierdzę, że wybory zostały przez obóz władzy skręcone, ale rzecz wydaje mi się co najmniej dwuznaczna i dziwna. To że Opozycja nic z tym nie zrobiła, przynajmniej oficjalnie, pominę milczeniem. Jeśli zatem uznać, że to jednak była szeroko zakrojona akcja zbierania danych, można wysnuć logiczny wniosek, że PiS wcale nie był pewny wyników wyborów i chciał mieć przewagę nad całą resztą, aby móc podjąć działania wyprzedzające. Przeniesione posiedzenia Sejmu i Senatu po coś w końcu były zaplanowane.

Współpraca i konsensus, słowa wyciągnięte z lamusa
PiS-owi plan układał się świetnie, ale tylko do pewnego momentu. Najpierw wymknął się Kaczyńskiemu z rąk Senat, następnie Banaś. Jak bardzo kluczowa dla obozu władzy jest Izba Refleksji, świadczy fakt gorączkowego poszukiwania chętnego senatora do zmiany barw. Widoczna nerwowość w PiS-ie, a także niespotykane od długich lat wypowiedzi o konieczności współpracy i konsensusu (w ustach Kaczyńskiego brzmi to naprawdę paradnie po czterech latach tolerowania ledwie tych wszystkich zdradzieckich mord, animalnych elementów, komunistów i złodziei) wskazują na jedno: prezes otrzymał cios, którego pewnie się spodziewał, ale w niego nie wierzył.

(* – więcej poniżej o złapaniu Banasia i Terleckiego na gorącym uczynku amoralnych targów)
Moja ulubiona wypowiedź Kaczyńskiego z ostatnich dni to ta, w której oznajmił światu, iż jeśli nie uda się PiS-owi przekupić żadnego senatora, przyjdzie mu działać zgodnie z prawem. Naprawdę przednie. Przez 4 lata słyszeliśmy fałszywą narrację, że PO nie chciała pogodzić się z wynikiem wyborów z 2015 roku, czyli z decyzją, jak powtarzało z uporem maniaka PiS, suwerena. Gdy w 2019 roku Opozycja wygrała w Senacie, PiS ma nagle problem, aby to uznać, a przecież to również decyzja suwerena. Tak właśnie wygląda relatywizm PiS-u.

A z tym podebraniem będzie trudno, bo Kosiniak-Kamysz głowę położył na stole, że żaden z senatorów nie da się skorumpować politycznie, Schetyna zwołał pilne spotkanie z senatorami KO, a Wadim Tyszkiewicz reprezentujący senatorów niezależnych, startujących w wyborach pod ochronnym parasolem Opozycji, także zapowiedział wierność zasadom.

Ta polityczna korupcja jest też o tyle trudna dla PiS-u, że jednomandatowe wybory do Senatu rządzą się innymi prawami niż wybory do sejmików. W Senacie będzie więc dużo trudniej znaleźć drugą lub drugiego Kałużę. Ostatnia możliwość, to szantaż polityczny teczką lub teczkami. Jeśli PiS nie przeciągnie nikogo na swoją stronę, w zasadzie będziemy mogli być pewni, że opozycyjne Senatorki i Senatorowie obecnej kadencji są czyści jak łza.

Już tam chłopcy ministra Kamińskiego działają. Pamiętać trzeba o jednym – wygrana Opozycji w Senacie ma bardzo duże implikacje jednoczące, szczególnie cenne przed wyborami prezydenckimi, które będą dla obu stron polskiej sceny politycznej niczym innym, jak tylko swego rodzaju egzystencjonalnym dylematem z III aktu Hamleta.

Nietykalny Banaś
Drugim wielkim ciosem dla prezesa jest pancerny Marian, a w zasadzie wojna wewnątrz obozu Zjednoczonej Prawicy, której Banaś jest jedynie przyczynkiem. Moja teoria jest taka, że kryształowy szef NIK zażądał od Kaczyńskiego gwarancji nietykalności (którą przed wyborami dostał), ale po wyborach nieoczekiwanie urosły w siłę przystawki PiS i zaczęły mocno wierzgać. Glejt Kaczyńskiego stal się niepewny, więc Banaś uciekł w prezesurę NIK i przyczajony czeka.
Czas biegnie, 12 listopada musi się najpóźniej zebrać nowy Senat, do tego dnia można bez problemu pilnie zwołać stary, aby szybko wybrać nowego prezesa NIK, jeśli Banaś osiągnie to, co chce i w końcu dymisję złoży. Marszałek Karczewski co prawda ogłosił, że czwartek 18 października był ostatnim dniem posiedzenia obecnego Senatu, ale co to dla PiS-u jest złamać kolejną obietnicę czy dane słowo? Nie szkoda przecież róż, gdy płonie las.

Wszystko zatem jeszcze wydarzyć się może. Niestety wobec słabości Koalicji Obywatelskiej, dobrze już opisanej i zdiagnozowanej, obóz władzy może się pokonać tylko na dwa sposoby: albo nie wytrzyma obciążeń socjalnych wobec nadchodzącego spowolnienia gospodarczego, albo rozsadzi go wewnętrzna wojna podjazdowa. Obecnie na plan pierwszy wysuwa się ten drugi scenariusz, więc kto wie, może czekają nas wkrótce kolejne wybory? Te byłyby jednak powtórką z 2005 roku, a ta trauma siedzi w głowie Kaczyńskiego, niczym nieznośna drzazga w palcu. Chińczycy mówią: obyś w ciekawych czasach żył. W takich właśnie żyjemy.

PiS składa wnioski o powtórne przeliczenie głosów do Senatu w kolejnych okręgach. Przekonuje, że jest to konieczne ze względu na duży odsetek nieważnych głosów. Tymczasem najwięcej nieważnych głosów – ok. 10 proc. – oddano w okręgu nr 37 (Nowy Sącz), ale tam PiS ponownie liczyć nie chce. Bo wygrał tam kandydat partii rządzącej

PiS znalazł nowy sposób, by odzyskać Senat z rąk opozycji. Partia rządząca zdobyła w izbie wyższej Parlamentu 49 mandatów, opozycja zaś – 51.

W poniedziałek 21 października okazało się, że partia Kaczyńskiego domaga się ponownego przeliczenia głosów w dwóch okręgach – nr 75 i nr 100. W tym pierwszym różnica wynosi 2,3 tys. głosów. W drugim – zaledwie 320.

Teraz wiadomo już, że PiS zgłosił kolejne okręgi, w których głosy mają zostać przeliczone jeszcze raz:

  • numer 12 (Grudziądz) – 2451 głosów różnicy przy 134 066 głosach ważnych;
  • numer 92 (Gniezno) – 1484 głosy różnicy przy 184 366 głosach ważnych;
  • numer 95 (Ostrów Wielkopolski) – 2304 głosy różnicy przy 157 864 ważnych głosach;
  • numer 96 (Kalisz) – 1586 głosów różnicy przy 143 572 ważnych głosach.

PiS przekonuje, że przeliczenie jest konieczne, bo w tych okręgach oddano dużo głosów nieważnych. Ile konkretnie?

Ale rekord jest gdzie indziej

Rekord nieważnych głosów w wyborach do Senatu padł tymczasem w okręgu numer 37 (Nowy Sącz). To aż 10,1 proc. Powodem była zapewne lista kandydatów. Kandydat PiS Wiktor Durlak startował przeciwko byłemu już senatorowi PiS – Stanisławowi Kogutowi. Trzeciego kandydata nie było. W obliczu wyboru między obecnym i byłym kandydatem PiS, wielu wyborców opozycji mogło decydować się na świadome oddanie nieważnego głosu.

Twitterowy profil „Senat 2019 – pole bitwy” wyliczył po pięć największych i najmniejszych odsetków nieważnych głosów w skali kraju.

To wspomniany już Nowy Sącz oraz:

  • 3,79% – okręg nr 95 (Ostrów Wielkopolski)
  • 3,78% – okręg nr 98 (Stargard)
  • 3,68% – okręg nr 71 (Zabrze)
  • 3,65% – okręg nr 96 (Kalisz)

Z kolei pięć okręgów o najniższym odsetku głosów nieważnych to:

  • 1,22% – okręg nr 69 (Częstochowa)
  • 1,39% – okręg nr 83 (Kielce)
  • 1,51% – okręg nr 76 (Dąbrowa Górnicza)
  • 1,54% – okręg nr 64 (Gdynia)
  • 1,57% – okręg nr 10 (Inowrocław)

Z tego zestawienia wynika, że tylko w dwóch okręgach, w których PiS domaga się ponownego liczenia, odsetek głosów nieważnych należał do najwyższych. Trzy z nich leżą gdzieś pośrodku, a okręg gnieźnieński jest bardzo blisko zestawienia okręgów z najniższym odsetkiem głosów.

W trzech okręgach z najwyższym odsetkiem głosów nieważnych wygrali kandydaci Koalicji Obywatelskiej, w dwóch kandydaci PiS. PiS domaga się jednak ponownego przeliczenia tylko tam, gdzie przegrał, a ich kandydat zdobył stosunkowo niewiele mniej głosów od zwycięzcy z KO.

Poseł Platformy Obywatelskiej Sławomir Nitras pozwał Kancelarię Sejmu za decyzje w jego sprawie, które były podejmowane za czasów marszałka Marka Kuchcińskiego. W poniedziałek przed warszawskim sądem odbyła się pierwsza rozprawa.

– Byłem dyskryminowany za swoje poglądy polityczne – powiedział „Wyborczej” Nitras. – Łącznie nałożono na mnie kary w wysokości 60 tys. zł. To prawie roczne uposażenie posła. Poniżano mnie w oczach opinii publicznej, uniemożliwiano wypełnianie obowiązków, odbierając mi głos, nie pozwalając składać wniosków formalnych, a także skreślając z listy uczestników zagranicznej delegacji [chociaż Nitras był członkiem zgromadzenia parlamentarnego OBWE – az].

Nitras pozywa Sejm. Chce odszkodowania

Reprezentujący posła prawnicy powołali się na polskie i unijne przepisy, które zabraniają dyskryminacji np. ze względu na pochodzenie czy religię, ale również z powodu poglądów politycznych. Nitras domaga się odszkodowania w wysokości 30 tys. zł z odsetkami oraz 10 tys. zł na cele społeczne.

Przedstawiciele Sejmu, którzy w poniedziałek nie stawili się w sądzie, wcześniej złożyli wniosek o odrzucenie pozwu Nitrasa. Bo – ich zdaniem – parlament, czyli władza ustawodawcza, jest wyjęty spod jurysdykcji władzy sądowniczej.

Jednak sąd odrzucił wniosek strony pozwanej (Sejmu) i wyznaczył termin kolejnej rozprawy. A to znaczy, że jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich posłów będzie bohaterem bezprecedensowego procesu.

Nitras karany w Sejmie, chociaż nie obrażał

Znany z ciętego języka Sławomir Nitras jest posłem ze Szczecina. W październikowych wyborach zdobył 78 513 głosów (15. wynik w kraju). W kończącej się kadencji, choć nie obrażał adwersarzy, był przez marszałka Sejmu wielokrotnie karany finansowo. Dla porównania: Jarosław Kaczyński, który zwracał się do posłów opozycji zwrotami „zdradzieckie mordy” czy „jesteście kanaliami”, został jedynie upomniany.

To właśnie Nitras zainicjował kontrolę samolotowych „rodzinnych” przelotów Marka Kuchcińskiego, która dowiodła, że marszałek nadużywał władzy. Doprowadziło to do jego odejścia ze stanowiska.

Władzę PiS najbardziej rozgniewała jednak akcja Nitrasa z bucikami. Schodzący z mównicy poseł PO próbował wręczyć Jarosławowi Kaczyńskiemu dziecięce buciki symbolizujące ofiary księży pedofilów [trwała wtedy dyskusja dotycząca ukrywania seksualnych przestępstw księży – az].

Nitras już raz wygrał w sądzie z politykiem z PiS

Tuż przed głosowaniem 13 października Nitras procesował się w trybie wyborczym z ministrem gospodarki morskiej Markiem Gróbarczykiem za to, że na Twitterze napisał: „Nitras zniszczył Stocznię Szczecińską”. Poseł PO wygrał w dwóch instancjach, ale Gróbarczyk opublikował zasądzone sprostowanie dopiero po głosowaniu i w karykaturalnej formie, jeszcze bardziej obrażającej pozywającego.

W związku z tym Nitras zapowiedział kolejny pozew przeciwko Gróbarczykowi, już w zwykłym trybie. – To będzie proces o pieniądze. Przestajemy się bawić w przeprosiny – stwierdził.

Następna rozprawa w procesie Nitras kontra Sejm odbędzie się 27 stycznia.

* (złapani Banaś i Ryszard Terlecki)

Banaś nie chciał oficjalnie przyznać, czego dotyczyła rozmowa. Zbył reportera stwierdzeniem, że przekazał Terleckiemu pozew, który skierował przeciw TVN-owi. Na pytanie, czy złoży rezygnację, odpowiedział: „Nie ma takiej potrzeby”.

Jak relacjonuje RMF FM, rozmowa odbyła się w okolicach południa i trwała 20 minut. Politycy spotkali się  w jednym z poselskich pokojów PiS-u. Banaś i Terlecki opuścili pomieszczenie osobno.

TVN ujawnił, że szef NIK manipulował oświadczeniami majątkowymi, a w jego kamienicy działa hotel z pokojami na godziny, z których korzystali m.in. prostytutki i ich klienci. Hotel od lat prowadziła rodzina zajmująca się seksbiznesem, z wyrokami na koncie. Po materiale TVN-u wyszło też na jaw, że Banaś nie we wszystkich oświadczeniach majątkowych wpisywał kamienicę, nie podawał informacji o kredycie wartym 2,6 mln zł wziętym pod jej zastaw i że drastycznie zaniżył cenę za jej wynajem.

Po emisji reportażu hotel przestał działać. A sam Banaś poszedł na bezpłatny urlop do czasu wyjaśnienia sprawy przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Przed urlopem zdążył jeszcze złożyć wniosek o odwołanie trzech swoich zastępców, którzy zostali powołani przez poprzedników. NIK obecnie kieruje wskazana przez Banasia wiceprezes Małgorzata Motylow.

Na ostatnim posiedzeniu Sejmu – które odbyło się precedensowo już po wyborach – politycy PO poinformowali, że Banaś miał podać się do dymisji. Informacja została jednak zdementowana przez marszałek Sejmu. Na nową kandydaturę szefa Najwyższej Izby Kontroli muszą się zgodzić i Sejm, i Senat – w wyższej izbie parlamentu po wyborach opozycja ma większość. Może więc blokować kandydatów wskazanych przez PiS.

Kmicic z chesterfieldem

PiS złożył w Sądzie Najwyższym protest wyborczy i domaga się ponownego przeliczenia głosów w dwóch okręgach w wyborach do Senatu.

Wybory do Senatu były niezwykle zacięte. PiS będzie miał tam 49 senatorów, partie opozycyjne – 51. Różnica jest niewielka, więc od razu po wyborach partia Jarosława Kaczyńskiego zaczęła kusić senatorów opozycji. Na razie bezskutecznie. Teraz okazuje się, że walka o Senat przybrała także inną formę. Polska Agencja Prasowa poinformowała, że PiS złożył wniosek do Sądu Najwyższego o ponowne przeliczenie głosów w dwóch okręgach w wyborach do Senatu.

Zażarta walka pomiędzy trzema kandydatami

Protesty dotyczą okręgów nr 75 (Mysłowice i Tychy) oraz nr 100 (Koszalin). W koszalińskim okręgu wyborczym do końca trwała zażarta walka pomiędzy trzema kandydatami – ostatecznie zwyciężył tam Stanisław Gawłowski, poseł PO, z wynikiem 33,67 proc. Tuż za nim umiejscowił się Krzysztof Nieckarz z PiS z wynikiem 33,43 proc., a na trzecim miejscu niezależny Krzysztof Berezowski (32,90 proc.).

Różnica pomiędzy pierwszym…

View original post 4 939 słów więcej

 

Post Navigation