Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Andrzej Stankiewicz”

Kto od Kaczyńskiego ginie? Ten kto wojuje z panią Janeczką

Janina Goss (PiS), jedna z najbardziej zaufanych osób prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, zasiada w dwóch radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa, choć w życie weszły przepisy, które tego zabraniają. Nie zrezygnowała z żadnej, a to zgodnie z nimi, złamanie prawa.

W PiS obowiązuje zasada, że kto z „panią Janeczką” wojuje, ten od prezesa ginie. Jest bowiem bardzo wpływowa i absolutnie lojalna wobec Jarosława Kaczyńskiego. Z zamiłowania jest zielarką, a politycznie działaczką PiS z Łodzi. To też przyjaciółka domu Kaczyńskich, dobrze znała się też z matką braci – Jadwigą Kaczyńska. Pożyczała prezesowi 200 tys. zł, by miał za co zapewnić chorej wówczas matce opiekę pielęgniarską – a to dowód najwyższego zaufania między nimi.

Po wygranej PiS w 2015 r. Janina Goss znalazła też swoje miejsce w obozie władzy. Od 2016 r. zasiada w dwóch radach nadzorczych: państwowego Banku Ochrony Środowiska i państwowej Polskiej Grupy Energetycznej. W 2018 r. zarobiła w nich łącznie 192 268 zł. W PGE – 79 268 zł, a w BOŚ-u 113 000 zł. Jeśli chodzi o stawki dla członków rady nadzorczej to – jak widać po liczbach – lepiej płaci biedny bank.

Ale złote czasy dla jednej z najbardziej zaufanych osób prezesa PiS miały się skończyć. O tym, że musi zrezygnować z jednej z posad, pisaliśmy w lipcu, ale ta lektura najwyraźniej ominęła Janinę Goss. Dlaczego?

We wrześniu weszły w życie nowe przepisy znowelizowanej ustawy o zasadach zarządzania mieniem państwowym. A w niej kluczowy art. 19c, który zaczął obowiązywać od 15 września. W skrócie: zakazuje on zasiadania w więcej niż jednej radzie nadzorczej państwowej spółki. A tak się składa, że Goss wciąż zasiada w dwóch radach: BOŚ Banku i PGE. Obie firmy są w większości w posiadaniu państwa. PGE to w 57,39 proc. własność Skarbu Państwa. Z kolei większościowym (58,05 proc.) udziałowcem BOŚ Banku jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, czyli państwowa osoba prawna.

Zapytaliśmy obie firmy, czy Janina Goss wciąż zasiada w ich radach. BOŚ Bank odpisał, że na dzień 16 września 2019 r. – czy już po wejściu ustawowego zakazu wżycie – w radzie nadzorczej Banku Ochrony Środowiska zasiadają wszystkie osoby wskazane na stronie internetowej banku. Na stronie BOŚ-a Goss widnieje jako członek rady nadzorczej, więc tę posadę zachowała.

By nie łamać prawa powinna zatem odejść z rady nadzorczej PGE. Janina Goss jednak nie zrezygnowała i z posady w energetycznym gigancie. Biuro prasowe PGE informuje nas: „Informujemy, że na stronie internetowej PGE Polskiej Grupy Energetycznej zamieszczony jest aktualny skład rady nadzorczej spółki”. Na stronie internetowej Goss widnieje wciąż jako członek rady, wraz z życiorysem: „Jest absolwentką Wydziału Prawa Uniwersytetu Łódzkiego. Posiada tytuł radcy prawnego. Od 2012 r. pani Janina Goss pełni funkcję Członka Zarządu w spółce Srebrna Sp. z o.o….”

Zasiadanie w dwóch radach nadzorczych – PGE i BOŚ – jest wprost złamaniem art. 19c o zasadach zarządzania mieniem państwowym.

O komentarz ws. konsekwencji zmian prawa prosiliśmy wcześniej renomowaną kancelarię prawną Taylor Wessing. Radca prawny Andrzej Mikosz i Patrycja Sojka, aplikantka adwokacka z kancelarii prawnej Taylor Wessing stwierdzili: „Ponieważ przepisy nie przewidują odmiennego rozwiązania, pozwalającego na kontynuowanie pełnienia funkcji przez osoby niespełniające wymogów z art. 19c ustawy w dniu 15 września 2019 r., zakaz przewidziany w tym przepisie będzie obowiązywał od dnia wejścia w życie. Ze względu na obowiązujący do dnia wejścia w życie przepisu, art. 4 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne, określający zakaz w bardzo podobnym zakresie, zmiana dotknie jednak tylko członków rad nadzorczych w spółkach z udziałem państwowych i komunalnych osób prawnych oraz pełnomocników wspólników państwowych spółek, którzy, w przypadku pełnienia funkcji w więcej niż jednej spółce określonej a art. 19c, powinni zrezygnować ze swoich funkcji do dnia 15 września 2019 r., tak aby spełniać ustawowe wymogi„.

Zapytaliśmy także departament nadzoru właścicielskiemu w kancelarii premiera, ale KPRM nie odesłała jeszcze odpowiedzi, co zamierza zrobić, aby w radach nadzorczych PGE i BOŚ-a przepisy ustawy nie były łamane.

Kmicic z chesterfieldem

Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie kard. Henryka Gulbinowicza, którego oskarżono o molestowanie seksualne. Decyzję podjęła prokurator Dorota Białkowska z powodu przedawnienia się czynu.

Hierarchę oskarżył były uczeń Niższego Seminarium Duchownego w Legnicy. O sprawie w artykule „Karol Chum oskarża kardynała Gulbinowicza o molestowanie”.

– „Spodziewałem się tego. Znaczy, że prawnie nic im zrobić nie mogę. Kościół może natomiast nadal w tym temacie prowadzić swoje postępowanie, gdyż w przypadku dostojnika tej rangi nie stosuje się przedawnień i pozostaje to w gestii papieża. Oczywiście, zakładam, że Kościół zbagatelizuje sprawę i sprawcy pozwoli spokojnie umrzeć. Jednocześnie, nie ma żadnych narzędzi by zamknąć mi usta, a to oznacza, że będę kardynała Gulbinowicza bezkarnie nadal nazywał przestępcą seksualnym” – napisał w oświadczeniu Karol Chum. Rozważa skierowanie sprawy do sądu.

Głos w sprawie zabrał rzecznik prasowy wrocławskiej kurii ksiądz Rafał Kowalski. – „W postępowaniu świeckim krajowym, w przypadku przedawnienia czynu, trzeba…

View original post 1 966 słów więcej

 

Pisowski zamach stanu – lista osób

Lista osób,które uczestniczyły w aferze podsłuchowej w 2014 roku w/g Falenty

Kmicic z chesterfieldem

Politycy PiS robią co mogą, aby zdeprecjonować najnowsze informacje biznesmena Marka Falenty skazanego przez sąd ws. afery taśmowej.

„Administracja Donalda Trumpa nadała wizycie polskiego prezydenta wysoką rangę i „rozjeżdżała czołgiem” każdą próbę jej sabotowania” – podaje dziennikarz Wirtualnej Polski Marcin Makowski – powołując się na swoje źródło z MSZ.

Dodaje, że właśnie dlatego sprawa listu amerykańskich kongresmenów – na temat sytuacji w Polsce – wystosowanego do prezydenta USA, w przededniu wizyty Andrzeja Dudy w Białym Domu, została skutecznie storpedowana, lecz teraz powoli nabiera rozgłosu.

Jego inicjatorzy Eliot L. Engel, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów w Kongresie oraz William R. Keating, przewodniczący Podkomisji ds. Europy, Eurazji, Energii i Środowiska wraz z 13 demokratycznymi członkami Izby Reprezentantów apelują w nim o zwrócenie uwagi na „pogwałcenie wolności słowa” w Polsce, „uzależnienie sądownictwa”, „zagrożenie dla praworządności” oraz nierozwiązaną kwestię „restytucji mienia pożydowskiego”.

Autorzy listu domagają się interwencji w sprawie…

View original post 966 słów więcej

 

Kempa, Kuchciński, Ziobro – metry z Sevres załgania

Ksiądz Proboszcz unieważnia ważność zwolnień L4, Jeżeli ktoś nie chce sprzątać kościoła i plebanii niech wynajmie sprzątaczki. I nie wpychać się bez kolejki do sprzątania. 😀😊

„Tylko werdykt niezależnego sądu może dziś rozwiązać problem niezależności polskiego sądownictwa. Dlatego opowiadam się za tym, by oceny budzących największe wątpliwości zmian w polskim sądownictwie dokonał Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej” – napisał w oświadczeniu Lech Wałęsa. Zaadresował je do Komisji Europejskiej, która zgodnie z Traktatem o UE może wnieść do unijnego Trybunału Sprawiedliwości sprawę złamania przez państwo członkowskie jednego z traktatowych zobowiązań.

Trybunał Sprawiedliwości UE mógłby zbadać zmiany, które zgotował PiS Sądowi Najwyższemu. 3 lipca ma wejść w życie ustawa, która obniża wiek przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku do 65 lat. Oznacza to, że ok. 40 proc. obecnego składu będzie musiało przejść na sędziowską emeryturę i zostanie przerwana kadencja pierwszego prezesa, zapisana w Konstytucji.

Żeby do tego nie doszło, Komisja Europejska musiałaby bardzo szybko złożyć taką skargę. Już raz skorzystała z takiej możliwości przy reformie sądów powszechnych autorstwa PiS. Na skutek skargi polski rząd szybko wycofał się z dyskryminacji kobiet sędziów, wysyłanych na emeryturę szybciej od mężczyzn.

– „Naruszenie niezawisłości polskich sądów grozi bardzo negatywnymi konsekwencjami dla Polski, ale też dla całej Unii Europejskiej. Unia, która jest kotwicą polskiej racji stanu, nie może funkcjonować bez wolnych sądów, w każdym z jej krajów członkowskich. (…) Tak jak w 1980 roku nie mogło być wolności bez solidarności, tak dziś nie może być wolności, bez praworządności!” – napisał Lech Wałęsa.

W internecie pojawił się też apel „Europo, broń Sądu Najwyższego!”. – „Wielu dotychczasowych sędziów SN zastąpią nominaci wyznaczeni przez Krajową Radę Sądownictwa, którą kontroluje prokurator generalny Zbigniew Ziobro. (…) Wzywamy Komisję do natychmiastowego skierowania ustawy o Sądzie Najwyższym do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, wraz z wnioskiem o wstrzymanie wykonywania ustawy” – piszą autorzy petycji na stronie naszademokracja.pl.

 „Aktualnie Kancelaria Sejmu jest na etapie podsumowywania kosztów prawie półtoramiesięcznej akcji protestacyjnej. W miejscu, w którym była ona prowadzona, obecnie mają miejsce prace o charakterze porządkującym i remontowym. Decyzja, z jakich środków będą te koszty ostatecznie pokryte musi być poprzedzona dogłębną analizą finansową i prawną” – głosi komunikat opublikowany przez Centrum Informacyjne Sejmu. Zawiera on także podsumowanie trwającego przez 40 dni z punktu widzenia służb podległych Kuchcińskiemu.

Dowiadujemy się więc, że Kancelaria Sejmu proponowała protestującym noclegi w hotelu sejmowym lub w sali nr 102 w głównym gmachu, przy korytarzu wiodącym z holu głównego Sejmu do Senatu. Według CIS, „Sygnalizowanych przez protestujących niedogodności, takie jak stała obserwacja miejsca pobytu przez kamery, brak prywatności i oświetlenie korytarza również w godzinach nocnych, można było uniknąć w momencie przyjęcia propozycji Kancelarii Sejmu”. Czyli niepełnosprawni sami są sobie ”winni”…

Jak służby Kuchcińskiego oceniły wyrywanie banera i wykręcanie rąk protestującym kobietom? Nie mają sobie nic do zarzucenia – „Interwencja strażników 24 maja w ocenie Kancelarii Sejmu była zrealizowana zgodnie z prawem. W obowiązującej ustawie o Straży Marszałkowskiej znajdują się upoważnienia do używania w razie konieczności środków przymusu bezpośredniego” – czytamy w komunikacie.

CIS twierdzi, że niepełnosprawni uczestnicy protestu mieli dostęp do pomocy medycznej, fizjoterapeuty i spacerów, a kontakt strajkujących ze światem zewnętrznym „był na bieżąco relacjonowany przez akredytowanych w Sejmie dziennikarzy”. O tym, że do Sejmu nie byli wpuszczani dziennikarze bez stałych akredytacji, oczywiście, nie ma mowy. Tak jak i o zakazie spacerów dla Kuby i Adriana po ich spotkaniu przed Sejmem z Janiną Ochojską.

Na koniec pada bardzo niepokojące zdanie: – „Niewykluczone, że do rozważenia przez Kancelarię Sejmu i Straż Marszałkowską będzie także efektywność dotychczasowych zasad wstępu na teren Parlamentu”. Szef CIS Andrzej Grzegrzółka na Twitterze napisał: – „Sprawa dotyczyłaby gości polityków, nie przedstawicieli mediów”. Może to więc oznaczać jeszcze większe zamykanie przez Kuchcińskiego już i tak praktycznie niedostępnego dla obywateli budynku parlamentu.

Do takiego wniosku można dojść po odpowiedzi, której była szefowa kancelarii Szydło udzieliła na pytanie, co robiła podczas swojego wyjazdu do USA w 2016 roku. O pobyt Beaty Kempy w Stanach zapytała Joanna Schmidt, która chciała się dowiedzieć, jakie odbyła spotkania i czy nie mogła podjąć decyzji w sprawie koloru wykładzin i tapicerki, będąc w Polsce. Dostała odpowiedź, ale zastrzeżoną, czyli tylko była posłanka Nowoczesnej może zapoznać się z jej treścią.

Kempa była w Stanach od 20 do 23 listopada 2016 r. Według „Newsweeka”, wyjazd miał związek z zamówieniem przez Polskę samolotów Gulfstream, a Kempa zajmowała się głównie wybieraniem do nich koloru dywaników i tapicerki. Z danych Watchdog Polska, wynika, że pobyt byłej szefowej Kancelarii Premiera kosztował podatników 19,5 tys. zł.

Podobne pytanie zadała także posłanka PO Joanna Augustynowska. Kempa odpisała, że już udzieliła odpowiedzi posłance Schmidt. Kiedy jednak Augustynowska stwierdziła, że przecież Kempa zastrzegła tę wiadomość, była szefowa KPRM wysłała pismo, w którym użyła kuriozalnych argumentów. – „Nieuprawnione ujawnienie [informacji na temat wizyty – przyp. red.] może mieć szkodliwy wpływ na wykonywanie zadań w zakresie obrony narodowej, polityki zagranicznej oraz bezpieczeństwa publicznego”.

Augustynowska napisała więc do premiera Mateusza Morawieckiego. – „Zapytałam o to, czy pani Beata Kempa poleciała do Stanów Zjednoczonych, odpowiedź może brzmieć „tak” lub „nie”. Pytałam również czy wybierała tapicerkę, tu także odpowiedź „tak” lub „nie”. Jaki to ma związek z bezpieczeństwem państwa?” – stwierdziła w rozmowie z gazeta.pl. Augustynowska zaznaczyła, że Beata Kempa jako minister (w rządzie PiS jest odpowiedzialna za sprawy dotyczące pomocy humanitarnej) ma obowiązek odpowiedzi na pytania posłów. – „Rozumiem, że pani minister nie jest wygodnie, że musi się tłumaczyć młodziutkiej posłance z własnego okręgu, ale przykro mi, prawo obowiązuje wszystkich. Jeśli pani minister chce ze względów bezpieczeństwa utajnić jakiś fragment, to powinna wskazać miejsce i czas udostępnienia tych informacji” – dodała posłanka PO.

Komenda i Pięta

Naród antyplatformerski cieszy się od dwóch dni, że PiSowi “poszło w Pięty”. Serial o romansie pana posła budzi we mnie zainteresowanie równe temu, z jakim śledzę operę mydlaną Meghan&Harry. Zerowe. Co najwyżej zauważam, że w podejściu do romansu tradycyjnie jaskrawo uwidoczniła się hipokryzja “prawych”, którzy wszak chętnie używają tajemnic alkowy, by dołożyć PO.

Nieco inaczej z Tomaszem Komendą. Ten spór tylko częściowo jest tematem zastępczym. Każda sądowa pomyłka powinna być zapalnikiem dyskusji, jak systemowo ograniczyć groźbę takich błędów. Wygląda na to, że policja marnie zabezpieczyła ślady, biegli kiepsko wykonali swoją robotę, prokuratura nie wykazała dość krytycyzmu wobec ich opinii, a sąd zbyt łatwo uznał przyznanie się do winy za powód, by nie wnikać w szczegóły.

Kłopot jednak w tym, że — jak zawsze przecież, bo najważniejsza jest mojszość — nie ma nawet śladu dyskusji systemowej. Jest tylko zwalanie winy. I nie sposób zaprzeczyć, że prym wiodą “minister sprawiedliwości” Zbigniew Ziobro do spółki z wiceszeryfem Patrykiem Jakim. Od połowy marca nie ustają w podkreślaniu, że to za minstrowania złej Hanny Suchockiej powstał akt oskarżenia, za rządów PO zlekceważono sygnały o możliwej pomyłce itp. itd.

Dlatego nie oburzyłem się, gdy “Wyborcza” bodaj trzy dni temu wyciągnęła jasny dowód zaangażowania Lecha Kaczyńskiego w jak najszybszy i możliwie surowy wyrok. Dlatego wkurza mnie teraz, gdy Ziobro i Jaki usiłują zaprzeczyć temu, co stoi czarno na białym w słowach ówczesnego ministra. Dlatego też wkurzył mnie Andrzej Stankiewicz z Onetu próbą “analizy” dowodzącej, że “Wyborcza” błądzi i oczernia.

Stankiewicz zastanawia mnie od dłuższego czasu. Jedyny dziennikarz “Onetu” zapraszany dość regularnie do “Wiadomości” TVPiS lubi lawirować tak, by nie zaprzeczyć swoim poglądom, ale oszczędzić obrażeń PiSowi. Nigdy nie prostuje najbardziej jaskrawych absurdów padających z ust prowadzącego czy współgościa. W sprawie Komendy ani razu nie zająknął się publicznie o oskarżeniach Ziobry wobec Suchockiej czy okresu 2011-2015. I nagle uznał za konieczną kontrę na tezy “Wyborczej”:

Szkopuł w tym, że to nie jest dowód na to, że Kaczyński parł do skazania konkretnie Komendy. Z wypowiedzi dla “Wyborczej” wynika, że chciał ukarania dewianta, którego winę potwierdziły badania biegłych (“ślady zębów tego zbira, ślady DNA”). Nie ma dowodów na to, że jako prokurator generalny Kaczyński wskazywał palcem swym podwładnym konkretnego człowieka. Wywiad pokazuje raczej, że chodziło mu o zakończenie bulwersującej sprawy poprzez ukaranie podejrzanego, którego obciążały dowody.

Oto zaś fragment wywiadu, którego Kaczyński udzielił “Wyborczej” latem 2001:

Przykład z Wrocławia. Brutalnie zgwałcono, a później zamordowano piętnastoletnią dziewczynkę, właściwie jeszcze dziecko. Znaleziono jej ciało z rozerwanymi narządami rodnymi. I prokurator powiada pełnomocnikowi rodziny, że co najwyżej może jednemu ze sprawców postawić zarzut gwałtu. Są ślady zębów tego zbira, ślady DNA, wszelkie możliwe znaki – i nie można postawić zarzutu.

Sorry, panie Stankiewicz, sprawa jest ewidentna. Minister piekli się, że postawiono “tylko” zarzut gwałtu. Ewidentnie do owego jednego z zatrzymanych, czyli Komendy, odnosi słowa o śladach i gorycz, że “nie można postawić zarzutu” (morderstwa – bo o to przecież w całym akapicie chodzi).

To minister Kaczyński publicznie krytykował też prokuraturę za opieszałość w tej sprawie i zmienił szefa całej prokuratury wrocławskiej, a także wymusił zmianę prokuratora prowadzącego. Nowy zaostrzył zarzut dodając “szczególne okrucieństwo”. To w tej atmosferze sąd uznał, że doszło do morderstwa.

Powtórzę: sprawę uważam za pomyłkę, a nie zbrodnię sądową. Nic raczej nie wskazuje, by którykolwiek z czynników w sprawę zaangażowanych miał świadomość, że na ławie oskarżonych siedzi niewłaściwy człowiek. Zupełnie wykluczyć pomyłek sądowych po prostu się nie da. Czasem winni sa konkretni ludzie, częściej system premiujący “wyniki”, a nie maksynalną rzetelność.

Gdy ktoś koniecznie chce szukać winnych, to są nimi wszyscy zajmujący się sprawą w policji, prokuraturze i sądzie, a także wszyscy nadzorujący policję i wymiar sprawiedliwości od 1996 po 2017. Z zastrzeżeniem, iż od 2011 do 2015 prokuratura była od rządu niezależna. Wśród wszakże osób publicznych, publicznie naciskających na jak najszybsze skazanie i chwalących się “ręcznym sterowaniem” — na czele niestety jest Lech Kaczyński. Którego za skazanie Komendy nie winię, ale za psucie prokuratury i sądownictwa — owszem.

b.leski.pl

Szydło w trzęsionce zapowiedziała trzęsienie w rządzie, czyli rekonstrukcję

Beata Szydło zapowiedziała rekonstrukcję rządu.

Kto pódzie na zielonką trawkę? Przecież Szydło sama nie wie.

„Będzie trzęsienie w rządzie” – rzekła.

Po jej zachowaniu widać, że pierwsza dostała trzęsionki. Szydło galareta. Przecież nie wie, czy Jarosław Kaczyński ją wymieni.

Szydło nie wie, jak pokracznie wygląda z pespektywy prezesa. Jest perspektywa rybim okiem, jest żabim okiem, a Szydło znajduje się w kaczym widzeniu.

Tak prezes widzi Szydło, gdy wchodzi na swój słynny podest, aby przemówić do ciemnego ludu.

Prokuratura Ziobry w sprawie upadających SKOK-ów wpadła na „genialny” pomysł ścigania dziennikarzy. Skąd wiedzą, że SKOK-i mają się źle i upadają.

O swoim przesłuchaniu ws. SKOK-ów pisze dziennikarz Onetu Andrzej Stankiewicz.

„Wezwanie na przesłuchanie wyglądało dziwnie. Policyjny Wydział do Walki z Przestępczością Gospodarczą i Korupcją? Raczej pomylili adresata. Ale wezwanie to wezwanie, na władzę nie poradzę. Chciałem nawet grzecznie, zgodnie z poleceniem, potwierdzić telefonicznie swe stawiennictwo. Bezskutecznie — poddałem się po kilkudziesięciu głuchych telefonach.”

„Filozofia” ścigania dziennikarzy sprowadza się w istocie do popularnego stwierdzenia w stylu pisowskim:

„Nie dalismy pozwolenie na pisanie, dlatego prowadzimy śledztwo skąd wiecie, co wiecie i jakie macie intencje”.

Czyli – zastraszanie dziennikarzy.

Krzysztofowi Wyszkowskiemu sąd nakazał przeprosić Lecha Wałęsę za namolne godne psychola ględzienie o TW Bolku.

I co na to Wyszkowski?

Ma pretensję do Dudy.

Gdyby ten podpisał ustawy sądowe, to sądy byłyby „nasze” pisowskie, racja po naszej stronie – orzekałyby jak prezes nakazał – „wina Tuska”, w tym wypadku wina TW Bolka.

A sądy są jeszcze niezależne i wydają wyroki „niewłaściwe”.

Kaczyński boi się Rydzyka i Biereckiego

Maryja

Jarosław Kaczyński patrzy nieufnie na sojusz o. Tadeusza Rydzyka z Grzegorzem Biereckim pisze w „Rzeczpospolitej” Andrzej Stankiewicz:

W PiS także panuje radość, z tym że podszyta obawą. Bo ani prezes Jarosław Kaczyński, ani nikt inny z PiS nie znał – i nie zna – kulisów negocjacji między Rydzykiem a Biereckim. Dlatego też – wedle naszych informacji – Kaczyński nieufnie patrzy na ten sojusz. Lider PiS od dłuższego czasu bacznie przygląda się działalności Biereckiego na rynku mediów i jego rosnącym ambicjom politycznym. Choć Bierecki jest formalnie senatorem PiS, to polityczny nadzór nad nim jest fikcją.

O promesie kredytowej SKOK dla TV Trwam:

Ale tym razem Rydzyk wyciągnął wnioski z poprzedniego starcia, gdy KRRiT odmówiła mu koncesji. Dlatego dołączył wspomniany dokument – promesę kredytową na 15 mln złotych sygnowaną przez SKOK Stefczyka, najpotężniejszą spółdzielczą kasę oszczędnościowo-kredytową w Polsce, założoną przez senatora PiS Grzegorza Biereckiego.

Kim jest Bierecki:

To twardy gracz, który w swych decyzjach nie kieruje się dyrektywami z centrali partii przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. Jeśli jest w tej chwili w obozie PiS polityk, który mógłby realnie zagrozić Kaczyńskiemu, to na pewno jest nim Bierecki, który ma bardzo dobre kontakty wśród działaczy PiS. Metodę budowania politycznych wpływów ma może niezbyt efektowną, ale niebywale skuteczną – daje politykom pracę albo też sponsoruje za pośrednictwem SKOK rozmaite imprezy w ich okręgach wyborczych. W SKOK pracował m.in. Maciej Łopiński, dziś poseł PiS, a wcześniej szef gabinetu prezydenta Kaczyńskiego, zatrudnienie w wydawanej przez SKOK „Gazecie Bankowej” znalazła także żona Zbigniewa Ziobry. Bo Bierecki – tak jak Rydzyk – utrzymuje dobre relacje i z PiS, i z Solidarną Polską. Jak twierdzą nasi rozmówcy, obaj wielkiej wiary już w Ziobrę nie mają, ale nie jest w ich interesie bezalternatywne stawianie na Kaczyńskiego.

Stankiewicz cytuje prezesa PiS, Kaczyńskiego, o Radiu Maryja z 1998 roku:

W wywiadzie dla „Gazety Polskiej” opublikowanym 29 kwietnia 1998 r. Kaczyński tak mówił o Radiu Maryja: „Nie mam wątpliwości co do tego, że po naszej stronie działają aktywnie rosyjskie służby specjalne. Radio Maryja jest dziś głęboko antyzachodnie, niechętnie nastawione do hierarchii kościelnej, prorosyjskie, wcale nie nieżyczliwe PRL. Ma nadajnik na Uralu. W Rosji panuje wprawdzie bałagan, ale niektórych rzeczy tam jednak pilnują dość dobrze”.

Post Navigation