Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Antoni Dydycz”

Duda powinien zwołać Radę Bezpieczeństwa Narodowego. Bezpieczeństwo Polski nagle się załamało

Publicysta Waldemar Kuczyński i internauci o słowach bp. Antoniego Dydycza na temat ataku PiS na niezależność sądów.

W natłoku wydarzeń przemknęła informacja o przyznaniu przez wicepremiera, ministra kultury Piotra Glińskiego nagród „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Są one przyznawane wybitnym przedstawicielom polskiej kultury, wyróżniających się w dziedzinie twórczości artystycznej, działalności kulturalnej oraz ochronie kultury i dziedzictwa narodowego. Brązowy medal „w dziedzinie sztuki estradowej” odebrał z rąk Glińskiego Ryszard Makowski.

„Zasłużony Kulturze Gloria Artis W czwartek Brązowy Medal, odebrał m.in. Ryszard Makowski… „Jest to wyraz podziękowania Polski dla państwa twórczości i dla państwa zaangażowania, dla waszego talentu – ale talentu zawsze popartego pracą, wytrwałością, odwagą twórczą”. Świat na to patrzy, Panie Ministrze – świat czyta Pana słowa i świat pamięta..” – napisał na Twitterze Igor Lendorf. Przypomniał, że Makowski w 2016 r. w telewizji publicznej wykonał utwór, w którym obraził społeczność żydowską w Polsce, przedstawiając Żydów jako lichwiarzy i spekulantów. O wątpliwych „żartach” Makowskiego w artykule „Żenująca dyskusja w TVP Info”.

„Długo już minister Gliński się nie kompromitował. Jednak nie wytrzymał” – skomentował na Twitterze Tomasz Siemoniak z PO. – „Jaki minister, taka kultura i zasługi”; – „Tak, tak. Oni myślą, że nikt nie widzi, nie słyszy, nie odnotowuje, nie rejestruje ich bezwstydnych czynów” – pisali inni internauci.

>>>

„Po szczytach NATO i Trump-Putin nasza sytuacja geopolityczna stała się bardzo poważna. Prezydent @AndrzejDuda powinien zwołać Radę Bezpieczeństwa Narodowego” – napisał na Twitterze były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Wcześniej tak ocenił spotkanie obu prezydentów w Helsinkach: – „Skoro Prezydent Trump wierzy Prezydentowi Putinowi bardziej niż wierzy FBI i całej społeczności wywiadowczej USA, to ciekawe komu by uwierzył, gdyby Polska poczuła się zaatakowana: Prezydentowi Putinowi, czy Prezydentowi Dudzie?”.

To jeden z wielu komentarzy, w których widać ogromne zaniepokojenie wypowiedziami prezydenta Stanów Zjednoczonych. Trumpa dosadnie skrytykował jeden z najbardziej zasłużonych kongresmanów USA senator John McCain: – „Helsinki to jedno z najbardziej haniebnych wystąpień prezydenta USA. Szkody wyrządzone przez naiwność i egotyzm prezydenta Trumpa i jego sympatię dla autokratów są trudne do wyliczenia. Żaden z prezydentów nigdy nie upokorzył się tak podle przed tyranem”.

Wracając do propozycji Sikorskiego, internauci w komentarzach nie mają złudzeń, że Andrzej Duda zwoła Radę Bezpieczeństwa Narodowego. – „Do tego musiałby być Prezydentem, a nie lokatorem dużego pałacu w centrum Warszawy”; – „Ale on nie zwoła bo prezes mu nie pozwoli”; – „Zwoła. Jak tylko skończy polować na selfie z Trumpem”.

Marcin Zaborowski z „Visegrad Insight” uważa, że to, co wydarzyło się na szczycie w Helsinkach musi niepokoić mieszkańców krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski. – „Obawiam się, że Donald Trump właśnie przehandlował nasz region. Możemy się spodziewać, że jednym z bardzo ważnych tematów dla prezydenta Putina jest właśnie kwestia Europy Środkowo-Wschodniej. Region ten jest z kolei kompletnie nieistotny dla Donalda Trumpa. Jeśli doszło do jakiegoś strategicznego przehandlowania, byłoby dla nas szkodliwe. Trump powiedział, że to było spotkanie przełomowe. W związku z tym uważam, że mamy powody do niepokoju” – powiedział w rozmowie z onet.pl.

Wiceprzewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych Robert Tyszkiewicz napisał: – „#HelsinkiSummit pokazuje, że tylko ścisła współpraca z #UE zapewni Polsce stabilność w polityce międzynarodowej. Pozostaje pytanie dlaczego rząd PiS-u robi na odwrót i pozbawia nas europejskich sojuszników?”. Za odpowiedź niech posłuży wpis Tomasz Lisa z „Newsweeka”: – „Geniusz Kaczyński poszedł na wojnę z naszymi europejskimi sojusznikami. W międzyczasie nasz główny sojusznik zachowuje się jak marionetka Kremla, który podobno wziął udział w zamachu na brata Kaczyńskiego. Ktoś kto nazwie tego pana wybitnym strategiem musi być ciężkim idiotą”.

>>>

Był to najbardziej dziwaczny szczyt USA – Rosja w historii. I jedno z największych upokorzeń najstarszej demokracji świata. Teraz trzeba się starać, by to, co robi prezydent Trump, nie zaszkodziło Europie i Polsce na trwałe.

Na szczycie prezydentów Trumpa i Putina w Helsinkach było wiele rzeczy dziwnych, a nawet dziwacznych. Konkurencja na to, kto bardziej się spóźni na spotkanie. To, że spotkanie w cztery oczy trwało dużo dłużej (ponad 2 godziny) niż spotkanie delegacji, gdzie zazwyczaj omawia się w szczegółach najważniejsze kwestie. Ale politycznie kluczowe były trzy osobliwości.

Po raz pierwszy w historii prezydent Rosji (lub ZSRR) spotykał się z prezydentem, któremu jego służby specjalne wprost pomogły wygrać wybory – a dowody tej pomocy zostały ujawnione trzy dni przed szczytem. Sądowe oskarżenie 12 oficerów rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU przez specjalnego prokuratora amerykańskiego pokazuje nie tylko jak szeroko rosyjskie służby hasały (nie tylko online) po Ameryce. Ujawniony szokująco szczegółowo zapis działań GRU, by w 2016 roku pomóc Trumpowi to też przekaz amerykańskiego „głębokiego państwa”: wiemy o was bardzo dużo, drugi raz nie zaskoczycie. Przekaz tyleż do Rosjan, co do własnego prezydenta.

I tu dochodzimy do niezwykłości tego szczytu numer dwa. Po raz pierwszy w historii połowa Amerykanów – i WIĘKSZOŚĆ amerykańskiej elity – uważa, że przedstawiciel ich kraju na szczycie gra dla drugiej strony – a przynajmniej ma obawy, że tak być może. Spora część rosyjskiej elity miała takie przekonanie, słusznie bądź nie, w czasach późnego Gorbaczowa czy Jelcyna. W Ameryce taka siła podziałów politycznych i podejrzliwości wobec urzędującego prezydenta jest smutną nowością. W takiej sytuacji Trump mógł wybrać na szczycie jedną z dwóch taktyk. Albo być wobec Putina twardym, domagać się twardych wyjaśnień co do manipulowania wyborami w USA i pokazać, że rosyjska pomoc dla niego jako kandydata nie determinuje polityki, którą prowadzi jako prezydent. Albo histerycznie negować te dowody i krzyczeć, że to wszystko „polowanie na czarownice”. Trump wybrał to drugie.

Wreszcie trzecia osobliwość tego szczytu, dla nas najważniejsza. Donald Trump był pierwszym prezydentem USA, który, spotykając się z przywódcą Rosji, reprezentował głównie siebie. Nie reprezentował Zachodu – z własnego wyboru. Trump stary Zachód uważa za zły. Kilkanaście godzin przed szczytem określił Europę jako takiego samego „przeciwnika” jak Rosja czy Chiny. Kilka dni wcześniej powiedział, że UE „zabija” Amerykę w handlu. Kilkakrotnie głosił, że NATO jest „przestarzałe”.

Co więcej, Trump na szczycie nie bronił nawet USA. Tuż przed spotkaniem ogłosił, że za „najgorsze w historii” stosunki Rosja – USA odpowiedzialna jest „głupota USA”, czyli jego poprzedników. Świadomie, co łączy go z takimi populistami jak Kaczyński, Erdogan czy Orban, wybrał ostrą grę w wewnętrznej polityce kosztem międzynarodowych interesów i wizerunku kraju jako całości.

Putin za darmo dostał to, co chciał

W takich warunkach było oczywiste, że Putin dostanie w Helsinkach to, na czym głównie mu zależało. Blask kamer z całego świata. Uznanie, że to Rosja obok USA jest głównym rozgrywającym globu. Zakończenie rozpoczętego po agresji na Ukrainę czteroletniego okresu, gdy był traktowany na scenie światowej jak trędowaty. I to wszystko bez zapłacenia czymkolwiek. Trump od niego żadnej zapłaty nie wymagał.

Konferencję prasową po spotkaniu historia zapamięta jako jeden z najbardziej upokarzających spektakli w historii USA. Trzy czwarte wypowiedzi obu prezydentów tworzyły zgodne zaprzeczenia co do rosyjskiej ingerencji w amerykańskie wybory i zmowy sztabu Trumpa z wywiadem Putina. Obaj mówili prawie to samo, ale to Putin trzymał jako taki fason. Trump wyglądał jak nerwowy uczniak powtarzający wielokrotnie „nie wiem, skąd się tam wzięły!”, gdy nauczyciel znalazł w jego kieszeni papierosy.

Tuż po tym spektaklu Michael Steele, niedawny przewodniczący Partii Republikańskiej, zatwitował: „Tak jest, kiedy agent stoi koło oficera prowadzącego”. Komentarz dwa lata temu niewyobrażalny. I niepojęte, jak nisko politykę w USA popycha Donald Trump – swym nieokiełznanym temperamentem, brakiem doświadczenia i zasad oraz podejrzanymi powiązaniami.

W takich okolicznościach należy się niemal cieszyć, że szczyt skończył się bez jakichkolwiek konkretnych ustaleń  w najważniejszych kwestiach globu. Zapowiedzi redukcji broni nuklearnej, współpracy w Syrii czy powołania grup roboczych do zbadania najważniejszych spraw to ogólniki, zapewne bez żadnego znaczenia. To, że nie doszło do żadnego handlu, np. pomoc wobec Iranu za uznanie aneksji Krymu (co Trump tydzień temu sugerował), jest zasługą otoczenia prezydenta. To dzięki profesjonalistom nie powtórzyła się wpadka sprzed miesiąca ze szczytu Trump – Kim, gdzie prezydent USA za nic obiecał dyktatorowi odwołanie manewrów wojskowych z Koreą Południową, zaskakując wszystkich, w tym współpracowników.

Nie budujmy sojuszu z Trumpem

Co z tego wszystkiego wynika dla Polski? Helsinki ostatecznie potwierdziły: Donald Trump jest przywódcą słabym, chaotycznym, nieprzewidywalnym, niedouczonym i niechcącym się uczyć – a więc budowanie jakichkolwiek strategii politycznych na współpracy z nim jest błędem kardynalnym.

Tymczasem sojusz z Trumpem to jedyny instynkt (bo nie plan, ani tym mniej strategia) obecnych władz Polski w polityce międzynarodowej. Instynkt udziału w wyścigu nacjonalizmów, instynkt walki ze „stetryczałą i kosmopolityczną Unią”, instynkt tworzenia międzynarodówki populistów uzurpujących w swych krajach kolejne pola władzy kosztem konstytucji.

>>>

To dla takich instynktów PiS zerwał kontrakty zbrojeniowe z Europą i uparcie walczy z UE na wszelkich polach. To dlatego zgłosił Waszyngtonowi bilateralną ofertę goszczenia bazy wojsk USA – nie informując choćby pozostałych sojuszników. To dlatego żaden (!) czołowy polityk PiS nawet nie zareagował, gdy Trump nazywał Unię Europejską „zagrożeniem”, „złodziejem” czy „przeciwnikiem”, a NATO „tworem przestarzałym”…

Bycie półdyktaturką na krańcach Europy przyczepioną do półdyktaturki mocarstwowej, czyli coś, co może być marzeniem polityków PiS, byłoby jednak katastrofą dla Polski. Nie tylko dlatego, że – co Helsinki udowodniły ponad wszelką wątpliwość – Trumpowi nie można wierzyć. Że człowiek, który nie broni własnych służb, własnego procesu wyborczego i własnego państwa przed ingerencją z zewnątrz nigdy nie kiwnąłby palcem w obronie państwa tak dla niego egzotycznego jak Polska.

Równie istotne jest, że spełnienie snów Trumpa, Putina, Erdogana, Orbana i Kaczyńskiego o końcu Zachodu, jaki znamy, to koniec bezpieczeństwa Polski w ogóle. Bo koniec Zachodu, ucierającego różnice interesów pokojowo i mozolnie, acz mało spektakularnie, w ramach NATO i UE, oznaczać będzie wyścig nacjonalizmów. Nieuchronną klęska Merkel i Macrona na rzecz niemieckich czy francuskich odmian trumpizmu lub kaczyzmu. Które – równie nieuchronnie – znajdą wspólny język i interesy z Putinem lub jego następcą…

Helsinki to już nie dzwonek alarmowy, a sygnał SOS. Dla Europy, a Polski zwłaszcza. Albo razem – Polacy, Niemcy, Francuzi i sporo Amerykanów – stary i dobry, choć niedoskonały, Zachód naprawimy i obronimy. Albo wygra Trump i jego koledzy – i nadejdzie katastrofa. Jak w Helsinkach. Tylko na skalę kontynentu.

Waldemar Mystkowski pisze o pomnikach K.

Pomniki Lecha Kaczyńskiego są stawiane dzięki prezesowi PiS – i dla niego.

Ile wzniesiono w całym kraju pomników Lecha Kaczyńskiego? Podobno brat prezesa PiS dogania Kim Ir Sena. W Korei Północnej tamtejsze „słoneczko” ma ich 400, u nas pisowskie – 350. O co chodzi? Wszak Lech K. był dysponentem lotu i to on odpowiadał za lot Tupolewa 10 kwietnia 2010 roku. Gdybyśmy byli odpowiedzialnym państwem, po zakończeniu badania katastrofy i postawieniu zarzutów prokuratorskich, powinno odbyć się coś w rodzaju sądu historycznego nad Lechem Kaczyńskim – bez sankcji prawnych. Wątpię, czy ta postać ocalałaby z pogromu rozumu.

Oczywiście, mogę sobie marzyć o moralności rodem z „Lorda Jima” Josepha Conrada. Państwo pisowskie może tylko zaserwować grafomanię Marcina Wolskiego jako obowiązującą narrację. Ale pomniki „winnego” katastrofy powstają, a artykuły o Lechu Kaczyńskim dotyczą trzeciorzędnej kwestii. Czy odwzorowana postać jest podobna do zmarłego. Lech Kaczyński nie ma proporcji klasycznych – greckich bądź człowieka witruwiańskiego Leonardo da Vinci – ale bardzo zniekształcone.

O co więc chodzi? Pomniki to trwałe ślady. Nie można ich posprzątać jak śmieci. Aby je burzyć, potrzebne są siły państwa albo czasy rewolucyjne, gdy przychodzi zapotrzebowanie na zawód burzyciela pomników, opisany przez Ryszarda Kapuścińskiego.

Lecha Kaczyńskiego mamy poza tym na Wawelu, gdzie nikomu nie przeszkadzałby, gdyby nie powstająca po jego śmierci polityka PiS ufundowana na zamachu i niemiłosiernie sfałszowana. Przecież takie toksyny rozsadziły wspólnotę Polaków od wewnątrz.

To nam zafundował Jarosław Kaczyński. Tak naprawdę te pomniki są postawione dzięki niemu – i dla niego. Z bratem różnił się tylko pieprzykiem i przy niepodobieństwie pomników do Kaczyńskiego, staje się oczywiste bez żadnego trybu, że prezes PiS za życia postawił sobie tyle pomników, ile Kim Ir Senowi po śmierci.

Dlaczego w „Uchu prezesa” nie zaśpiewano trawestacji „Ten wąsik, ach, ten wąsik” jako oczywistej oczywistości: „Ten pieprzyk, ach, ten pieprzyk”? Nie jest wytłumaczeniem, że nie ma wśród twórców kabaretu Ludwika Sempolińskiego i Mariana Hemara.

Prodziekan ASP dr Rafał Rychter twierdzi, że twarz Kaczyńskiego (świadomie nie wymieniam imienia) nie jest łatwa do rzeźbienia. Przy 350 pomnikach mówi o twarzy, czyli nie za bardzo wie, czym jest materia artystyczna. Przy takiej hurtowej produkcji możemy mówić tylko o gębie i czy ma przybrać minę Miętusa czy Syfona.

Trzymając się poetyki Gombrowicza, należy bezustannie zadawać pytanie Pylaszczkiewicza: – „A zatem dlaczego Kaczyński wzbudza w PiS zachwyt i miłość?”. Czy z powodu skłonności do blefu, że Kaczyński był bohaterem, czy skłonności do Tanatosa, boga śmierci, iż oddał życie dla ojczyzny bez żadnego powodu?

W Kraśniku Mateusz Morawiecki był przy odsłonięciu pomnika Kaczyńskiego. Czy premier jest od obecności przy tego rodzaju hucpach? Czy musimy być dla Morawieckiego wyrozumiali tylko dlatego, że nieobecność mogłaby dla niego znaczyć utratę stanowiska premiera? Morawiecki musiał wysłuchać listu, w którym ten bez pieprzyka napisał o tym z pieprzykiem, że jednak „poległ” pod Smoleńskiem. Czy Morawiecki słysząc owe słowa, zarumienił się?

Taką hucpę nam fundują, a Morawiecki jak świętoszkowaty Syfon puszcza nosem bąbelki serwilizmu swego, bąbelki strachu. Taki człowiek bez charakteru ma reprezentować dumny naród? Z jemu podobnymi zawsze źle wychodziliśmy, jak Zabłocki na mydle, traciliśmy dumę i honor.

PiS w obrazkach i w związkach kościelnych

Najgorzej oddać władzę głupcom. Oni nie czytali słów Kennedy’ego. J. F. K.:

cu0gs3gwyaa4mzh

15 tys.$ od PGZ, 120 tys.$ od Lockheeda Martina. Tak lobbuje Alfonse D’Amato, z którym „minister Antoni Macierewicz nie ma żadnych związków”.

cuy3icsweaeafbn

OKO.press.dotarło do umowy PGZ z Alfonso D’Amato. Rzuca nowe światło na sprawę .

oko-press

Zbierzmy to w jedna całość i wyjdzie nam wielkie szambo PiS.

cu0s-ubwiaavyz3

cu0tgirxgaaf6qd

cu0tmq-waaagd0i

cu0toaewaaap_c9

Kłamstwo stało się głównym narzędziem komunikacji PiS i przychylnych im mediów. Z czego zbudujcie? Z klocków Lego? Szaleństwo albo korupcja. Murphy: Polska kupi śmigłowce Black Hawk, które są montowane w zakładach Stratford w stanie Connecticut

cu0aoxxxeaaz9zw

krzysztof-andrijew

Arcybiskup „Pacyfik” (Antoni Dudycz) nie uradzi wytarabanić się z karocy o własnych siłach, a więc wspomaga go przyszły Minister Środowiska.

cu0bbgvwaaeewpz

Na Jasnej Górze smażalnia dantejska, a tak sobie poczyna bp Skwara

 

dydyczHomilia

Bp Antoni Dydycz ten w fioletowym po prawej w głębi mówi o kręgosłupie moralnym. Jaki może mieć kręgosłup gościu przy takim… jak to nazwać? Kałdunie.

Przecież to wieprz tuczony na biednych wiernych.

Ten gość Dydycz, z którego Belzebub będzie mieć skwarki nad skwakami, stoi za Krucjatą Różańcową. Powołał ten stwór z piekła rodem Ruch Kontroli Wyborów.

Rozumiem, że Dydycz wejdzie do przezroczystej urny i będzie jako krasnal liczył głosy. Dydycz – coś przeraźliwie najohydniejszego.

Oto fragment przemówienia Skwary Dydycza na Jasnej Górze. Z polskiego zabytku zrobili smażalnię dantejską:

skwarki

Więcej tutaj >>>

Ohyda.

Bp Dydycz – zawodnik wagi hiper ciężkiej o pedofilii rzecze, jak Jaś Fasola

Dydycz

Bp Antoni Dydycz walczy o Kościół w wadze super ciężkiej. Co ja piszę! – w hiper ciężkiej. Co prawda Kliczko dałby mu w nos i gościu by się nogami nakrył, na razie ten klecha robi to zawodnik z publiką w kościele, coś walnie – wierni padają na kolana, leżą na dechach, albo na posadzce, a publika w mediach ryje ze śmiechu.

Dydycz to taki Jaś Fasola wagi hiper ciężkiej. W liście pasterskim na Wszystkich Świętych rzecz jasna musiał ględzić o pedofilii. Freud się kłania, Jasiu Fasolo! Można po freudowsku zapytać, czy święci byli pedofilami? Wg zachowań psychologicznych podświadomość Dydycza właśnie to sugeruje. Tymi oto słowy Dydycz powiedział, że będzie krył pedofilów i nie złoży donosu do prokuratury:

Nie można naciskać na duchownych, by byli współpracownikami świeckich instancji.

Koniec, kropka. Klechy mają gdzieś współpracę z organami ścigania, Dydycz jest za pedofilią. O tym Jasiu Fasoli wagi hiper ciężkiej przeczytałem dwa fajne teksty – i co się będę popisywał. Nie chce mi się. Oto linki do kopii:

1. O, qu – Gest Kozakiewicz bp. Dydycza

2. Katarzyna Wiśniewska – Sposoby na pedofilię w Kościele według biskupa Dydycza: Milczcie i oglądajcie seriale

Post Navigation