Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “art. 7 TUE”

Jak pisowscy generałowie w policji szczują

„Zamierzam złożyć skargę tak do Najwyższej Izby Kontroli, jak i do MSWiA. Do tego, najpewniej zawiadomię też prokuraturę, bo komendant wprost zaatakował posła opozycji. Zaś policja ma w ustawę wpisany obowiązek apolityczności i te słowa to było ewidentne przekroczenie uprawnień – oświadczyła w rozmowie z Onetem posłanka PO Bożena Kamińska, która ujawniła upokarzające praktyki kierownictwa organów ścigania, wobec mundurowych, na Podlasiu.

Niestety nie uszło jej to płazem. Nadinsp. Daniel Kołnierowicz, szef podlaskiej policji, w wywiadzie dla suwalskiego Radia 5. ostro zaatakował parlamentarzystkę i zachęcał w rewanżu do pisania na nią anonimów.

„Jeżeli tak bardzo pani Kamińska lubuje się w używaniu anonimów, uważa, że to jest fair, to może proszę bardzo: ogłośmy na antenie konkurs na najlepszy anonim o pani Kamińskiej: o majątku, o podróżach służbowych, o działalności dotychczasowej. Proszę bardzo – powiedział w poczuciu całkowitej bezkarności nadinsp. Kołnierowicz.

Dziękując wszystkim za wsparcie pani Kamińska zobowiązała się, że nie ustanie w wysiłkach zmierzających do zwalczenia tych wszystkich patologii, które niszczą polską Policję, Państwową Straż Pożarną, Służbę Więzienną i pozostałe formacje dotknięte piętnem „dobrej zmiany”.

Oto jak PiS propaguje nacjonalistów, pisowska norma.

Depresja plemnika

Prawica dostała szału: ambasador Mosbacher broni TVN! A przecież to stacja „antypolska” i „antydemokratyczna”, jak przypomniała Amerykance poseł Krystyna Pawłowicz. W rzeczywistości antypolskie i antydemokratyczne jest rozpętywanie przez prawicę kampanii nienawiści przeciwko pani Mosbacher. Akurat w tej sprawie to ona reprezentuje prawo i sprawiedliwość. Prawica to wie, więc tym bardziej hejtuje. Co tam wieczna przyjaźń z Jankesami! Ważniejsze to zniszczyć wolne media w Polsce.

View original post 3 976 słów więcej

Polexit staje się powoli faktem. Kolejny krok

>>>

Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro wysłał do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności art. 267 Traktatu o funkcjonowaniu UE. Chce, by Trybunał zbadał, czy polskie sądy krajowe mają prawo kierować pytania prejudycjalne do unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

„Pytanie Ziobry do tzw. TK (jeśli to prawda, co podaje Onet) o zgodność art. 267 Traktatu UE (pytania prejudycjalne) z polską Konstytucją jest absurdalne, bo TK już raz orzekł, że cały Traktat (w tym art. 267) jest zgodny z Konst. Ale to zapowiedź Polexit” – skomentował na Twitterze prof. Wojciech Sadurski.

>>>

Podobnie pismo Ziobry ocenił w rozmowie z TVN24 Dariusz Mazur, rzecznik Stowarzyszenia Sędziów THEMIS. – „W mojej ocenie polski TK nie ma kompetencji, by oceniać kwestie, o jakie wniósł Zbigniew Ziobro. To oznacza wprost, że pan minister nie zgadza się z członkostwem Polski w Unii Europejskiej. (…) TK mamy, jaki mamy. Jeśli uzna, że TSUE nie może orzekać, czy nie może oceniać stanu praworządności w Polsce, to jest krok w stronę wyjścia Polski z UE. Idziemy w bardzo niebezpieczną stronę, która realnie może doprowadzić do Polexitu” – powiedział Mazur.

„Kwestionowanie prawa Trybunału Sprawiedliwości do odpowiadania na pytania prejudycjalne polskich sądów jest kwestionowaniem naszego członkostwa w UE. Minister Ziobro bawi się prawem jak zapałkami, a jak będzie z tego pożar, powie, że to wina sędziów. Ruch Ziobry z zakwestionowaniem prawa polskich sądów do zadawania pytań prejudycjalnych do TSUE jest przygotowaniem gruntu do zignorowania przyszłego wyroku Trybunału w Luksemburgu. Po prostu powie się, że rząd musi zignorować wyrok TSUE, żeby nie złamać polskiej Konstytucji” – skomentował na Twitterze prof. Marcin Matczak.

Pytanie Ziobry do tzw. TK (jeśli to prawda, co podaje Onet) o zgodność art. 267 Traktatu UE (pytania prejudycjalne) z polską Konstytucją jest absurdalne, bo TK już raz orzekł, że cały Traktat (w tym art. 267) jest zgodny z Konstutucją. Ale to zapowiedz Polexit.

Holtei

>>>

Zdaniem Blanki Mikołajewskiej dymisja premiera jest mało prawdopodobna. – Kaczyński nie ma woli odsunąć go od funkcji – mówiła w TOK FM dziennikarka „Polityki”.

Najnowsze nagrania z udziałem premiera Morawieckiego, ujawnione przez dziennikarzy portalu Onet.pl, wywołały spekulacje, na temat politycznej przyszłości premiera.

Jak mówił w TOK FM, były wiceszef ABW płk Paweł Białek, afera „prawdopodobnie spowoduje dymisję obecnego premiera”.

Ale według komentatorek Poranka Radia TOK FM taki scenariusz jest mało prawdopodobny.

– Kaczyński postawił wszystko na Morawieckiego. Pozycja Morawieckiego zależy wyłącznie od woli Jarosława Kaczyńskiego, a Kaczyński nie ma woli odsunąć go od funkcji – stwierdziła dziennikarka Bianka Mikołajewska, argumentując, że nieprzypadkowo prezes PiS bronił premiera, nazywając zarzuty wobec Morawieckiego „bezczelnością”.

– Gdyby on miał wypadać z rządu, to Kaczyński nie zaangażowałby się w jego obronę. Nie wystąpiłby w mediach po pierwszej publikacji taśm. Wycofałby się, żeby nie wyjść na przegranego. Mimo to mocno zaangażował się w obronę premiera –…

View original post 4 175 słów więcej

Duda ośmieszył Polskę w USA

Podczas spotkania Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem padło wiele słów, a niewiele konkretów. Z pewnością jedno ze sformułowań prezydenta Polski zwróciło uwagę. To miał być podobno żart – otóż Duda poruszył temat utworzenia w naszym kraju stałej bazy wojsk USA. Miałaby ona nazywać się „Fort Trump”.

„Kluczowy moment: „Uśmiechnąłem się do prezydenta o Fort Trump w Polsce” – prez. Duda… Przez lata w świecie zazdroszczono nam, że boksujemy powyżej swej wagi. Dziś boksujemy trzy wagi poniżej. Bez planu, bez strategii, bez umiejętności prowadzenia wielkiej polityki” – skomentował na Twitterze były ambasador Polski w Kanadzie Marcin Bosacki.

„Wstyd na cały świat! Nawet prezydenci bananowych republik bardziej od prezydenta Dudy szanowali siebie i własne państwa” – dodał Tomasz Siemoniak z PO. Najostrzej zareagował Zbigniew Hołdys: – „Propozycja nazwania siedziby wojsk USA w Polsce „Fortem Trumpa” była wślizgiem poniżej jakiegokolwiek standardu”.

Wielu internautów krytykowało lub wyśmiewało pomysł Dudy. – „Jak już zapłacimy Amerykanom za Fort Trump, Kempa będzie mogła wybrać kolor tapicerki krzeseł, do sali konferencyjnej”;

„PAD łechce ego Trumpa fortem jego nazwiska. Meksyk nie chce płacić za mur, ale my zapłacimy za Fort Trump. To się wydarzyło naprawdę…”; – „Może chodziło o Port Trump? Mogłyby w nim cumować Fregaty Adelajdy z Australii. Podobnie realne jak ten pierwszy. Janusze dyplomacji” – pisali na Twitterze.

Na wspólnej konferencji prezydentów Polski i USA nie zabrakło zapewnień o współpracy, przyjaźni i wadze relacji Waszyngtonu z Warszawą. Padły też jednak dwie kategoryczne wypowiedzi Donalda Trumpa. Obie dotyczą pieniędzy.

Mogli go zawiesić na ścianie, też by cieszył , wazne ze była focia z drugim takim samym klaunem..Trump mówiąc o Unii, pokazał kolejny raz , kim jest, 5 metrow mułu reszta wodosrostów, a klęcznik mu przytakiwał, wyimagnowane bezuzyteczne dwa klauny, swój swojego zawsze pozna.

Ważnym punktem rozmów prezydentów Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa była współpraca Polski i USA. Podczas wizyty polskiego prezydenta w Waszyngtonie podpisano „wspólną deklarację o partnerstwie strategicznym”.

„Wyrażamy głębokie przekonanie, że dalszy rozwój naszych relacji w dziedzinie handlu, obronności i energetyki zwiększy bezpieczeństwo obydwu naszych krajów oraz całego obszaru transatlantyckiego” – czytamy w deklaracji USA i Polski, w której podkreślono też, że „silna i wolna Europa” ma „żywotne znaczenie dla Polski i Stanów Zjednoczonych”. Trump podkreślał również, że „sojusz Polski i USA nigdy dotąd nie był tak mocny”. Wtórował mu w tym prezydent Duda.

Dokument głównie podsumowuje dotychczasowe ustalenia o współpracy Polski z USA, która ma się pogłębiać. Na tym jednak nie koniec.

Trump: Duda przyznał, że Polska będzie płacić miliardy za obecność USA

Dwa wątki z konferencji prezydentów w Waszyngtonie warto odnotować. Jeden z nich dotyczył obecności wojsk amerykańskich w Polsce. O ile prezydent Andrzej Duda prawił komplementy, że marzy mu się „Fort Trump”, czyli amerykańska baza w Polsce, tak Donald Trump był o wiele bardziej konkretny w tej kwestii.

Prezydent Duda przyznał, że Polska będzie płacić miliardy dolarów za obecność militarną (USA – red.) w Polsce. Także rozważymy to. Przyglądamy się tej kwestii, to kosztowałoby 2 miliardy dolarów, to zwiększyłoby poziom bezpieczeństwa naszych krajów
– oznajmił Trump. To – na razie – pierwsza tak zdecydowana deklaracja ze strony USA o bazie w Polsce.

O stałe bazy USA w Polsce zabiegał w przeszłości Bronisław Komorowski, a później także Andrzej Duda. Niedawno temat powrócił za sprawą byłego szefa MON Antoniego Macierewicza, który miał oferować Amerykanom, że Polska zainwestuje spore kwoty w zamian za bazy. Od tamtego czasu było jedynie wiadomo, że Kongres USA zlecił Pentagonowi analizy w tej sprawie.

Donald Trump przy Dudzie: UE nas okrada

Druga wypowiedź Trumpa, na którą warto zwrócić uwagę, pochodzi już z dalszej części konferencji, gdy jeden z dziennikarzy zapytał go o podnoszenie ceł dla Chin. Prezydent USA mówił, że Stany Zjednoczone w tej sprawie „dopiero zaczynają”.

Trump kontynuował, że 500 miliardów dolarów rocznie było „wypompowywane” z jego kraju, a te pieniądze, zamiast trafiać do Chin, mogły trafiać na przykład… do Polski.

Potem Trump stwierdził, że cały świat traktuje Stany Zjednoczone jak „świnkę skarbonkę”, która jest przy okazji okradana (w takie tony uderza już nie pierwszy raz).

Byliśmy okradani przez wszystkich, przez Chiny oraz Unię Europejską

– powiedział Trump, stojąc u boku przedstawiciela UE, Andrzeja Dudy. Sam prezydent USA podkreślił, że Polska jest częścią Unii Europejskiej. Wtedy Andrzej Duda zabrał głos, mówiąc, że „trudno się dziwić, że taka jest postawa” Trumpa w tej kwestii. Prezydent wspomniał też, że chciałby, aby Polska była bardzo silną gospodarką.

Reprezentuję polskie interesy, prezydent amerykańskie, cała rzecz polega na tym, żeby w sprawach ważnych umówić się tak, żeby oba kraje zyskiwały i traciły jak najmniej. I wtedy mamy porozumienie

– powiedział Duda i dodał, że skoro Trump mówi „America First”, to on mówi „Poland First”. – Ja chciałbym, aby to Polska była potęgą gospodarczą – zaznaczył.

Andrzej Duda w TVP Info: Jesteśmy gotowi ponieść koszty

Już po rozmowach z Trumpem do kwestii amerykańskiej bazy odniósł się prezydent Duda. W rozmowie z TVP Info powiedział:

Są, owszem, dyskusje, na temat kosztów. I my zadeklarowaliśmy, że jesteśmy gotowi ponieść koszty przygotowania miejsca, w którym mogliby stacjonować Amerykanie.
Prezydent dodał, że wspomniane 2 miliardy dolarów Polska jest gotowa na ten cel wydać.

– Jesteśmy gotowi do współdzielenia w kosztach utworzenia tej bazy, to coś naturalnego. Taka baza ma też wzmacniać nasze bezpieczeństwo. Mam nadzieję, że ona powstanie. Bezpieczeństwo moich rodaków i Polski nie ma ceny – zaznaczył prezydent Duda.

Skutki owocnej wizyty… 🤔🙄😜

Prawdziwe „Ucho prezesa”.

w w

– Aleksander Smolar – u

Waldemar Mystkowski pisze o deficycie demokracji w Polsce.

Polska zaczyna być traktowana jak republika bananowa.

Europejska Sieć Krajowych Rad Sądownictwa (ENCJ) zawiesiła polską KRS w prawach członka tej organizacji z zasadniczego powodu, iż nie spełnia standardów niezależności. Za zawieszeniem głosowali nawet sojusznicy bezprawia PiS przedstawiciele Węgier. Fidesz Orbana zrywa po cichu sojusz antyunijny z PiS – prezydent Węgier János Áder nie dotarł na spotkanie Trójmorza w Bukareszcie, a Orban w tym czasie spotykał się z Putinem na Kremlu.

KRS za to wpadła na „genialny” pomysł, aby wystąpić z ENCJ. Na razie są to groźby, gdyż mamy do czynienia z szantażem, acz PiS może rzeczywiście to zrobić. Przełożono ten akt rozwodu na piątek. Decydować o tym nie będą jednak sędziowie, bo oni są tylko z namaszczenia partii Kaczyńskiego, a nie z powodu zasług.

Takie wyjście z ENCJ spowoduje, iż wyroki w polskich sądach mogą nie być uznawane za granicą, a tamtejsze sądy same będą sądzić sprawy osądzone już prawomocnie w Polsce. Dotyczyć to będzie całego wachlarza sporów, poczynając od gospodarczych i dotyczących podmiotów zagranicznych, a na sprawach konsumenckich i rozwodach kończąc. Polska traktowana więc będzie jako republika bananowa.

Jeszcze fatalniej dla nas wygląda stanowisko Komisji Europejskiej, która w środę podejmie decyzję w związku z naruszeniem przez PiS zasad państwa prawa i uruchomieniem słynnego artykułu 7. Traktatu o Unii Europejskiej. Władze PiS nie zastosowały się do rekomendowanych zaleceń, stosując tę samo zwodniczą śpiewkę – prezesowym falsetem – niczego nie naruszamy.

Dzisiaj odbyło się wysłuchanie w tej sprawie – czyli przedstawienie zarzutów Komisji i odpowiedź strony polskiej. Dotyczyło 7 spraw – Sądu Najwyższego, wspomnianej KRS, sędziów sądów powszechnych, Izby Dyscyplinarnej w SN, skargi nadzwyczajnej, prezesów sądów mianowanych po politycznym uznaniu przez Ziobrę oraz Trybunału Konstytucyjnego.

Jak to się skończy? Niedobrze, bo PiS nie ustępuje w żadnej kwestii, ewidentnie plącząc się w zeznaniach, matacząc. Przede wszystkim Komisja Europejska ma świadomość, iż PiS nie ustąpi, bo dotychczas nie ustąpił, a sądownictwo jest zarządzane partyjnie, więc można spodziewać się twardych postanowień, włącznie z określeniem sposobu procedowania sankcji – odebrania głosu w ciałach unijnych i nałożenia kar finansowych.

Czy PiS ucieknie się do z góry zaplanowanej sztuczki, szantażu – podobnie jak z KRS – zagrożeniem wystąpienia z… Unii Europejskiej? To wcale nie musi być trudne dla PiS. Europosłanka Róża Thun wskazuje, z jakiego prawa może skorzystać władza. Mianowicie w ustawie o umowach międzynarodowych w art. 22a jest, iż do wystąpienia z Unii Europejskiej wystarczy projekt decyzji zaakceptowany uchwałą przez Radę Ministrów. Decyzja taka następnie jest publikowana w Dzienniku Ustaw, notyfikuje premier, a Andrzej Duda przecież wszystko podpisze.

Wyjście z Unii Europejskiej jest równie łatwe, jak zażycie pigułki „dzień po”. Budząc się, może być „dzień po” naszym wyjściu z Unii Europejskiej. Czy PiS przejąłby się w tej sytuacji opinią publiczną, która więcej niż w 80 proc. jest za pozostaniem kraju w UE?

Z kolei Jan Zielonka, profesor Studiów Europejskich na Uniwersytecie w Oksfordzie, St Antony’s College, twierdzi, że „oni nie chcą wyprowadzić Polski z UE, oni chcą Unię przejąć”. Oczywiście z wszelkimi Marinami Le Pen. Ale to nie trzyma się kupy, gdyż egoizmy nacjonalistyczne prezentowane przez partie prawicowe szybko doprowadziłyby do rozchwiania struktur unijnych, zaniku wspólnych celów i starcia najpierw w dyplomacji i wojnach celnych, a z czasem w gorącej wojnie, bynajmniej nie hybrydowej.

I na tę równię pochyłą PiS stacza Polskę, coraz mniej demokratyczną, która dość szybko dojdzie do stanu demokracji bezobjawowej, jak w ZSRR, gdzie wymyślono schizofrenię bezobjawową, z którą to „chorobą” wsadzano dysydentów do psychiatryków. Wspaniale to opisuje w dramacie „Noc Walpurgii” Wieniedikt Jerofiejew.

Szweje Duda, Macierewicz, Błaszczak zrobili kraj bezbronnym. Można ich oskarżać o dywersję?

Znów powiało wyprowadzeniem przez PiS Polski z Unii Europejskiej. Prezydent Andrzej Duda uznał, że w Leżajsku może sobie pofolgować. I prawie otwartym tekstem podważył sensowność dalszego członkostwa naszego kraju we wspólnocie europejskiej.

Bo tak można odczytać ten fragment wzorcowo populistycznej mowy wiecowej Andrzeja Dudy, w którym mówi, że chce, aby ktoś myślał o polskich obywatelach, a nie o „jakiejś wyimaginowanej wspólnocie, z której dla nas niewiele wynika”. Jakąż to „wyimaginowaną” wspólnotę mógł mieć na myśli prezydent, jeśli nie Unię Europejską?

To wypowiedź szokująca, bo te słowa mówi głowa państwa, i złowróżbna, bo Duda jest integralną częścią obozu obecnej władzy. Czytajmy mu z ust: zapowiada ostrożnie, bez użycia nazwy, ale bardzo wyraźnie, że PiS gotów jest wyprowadzić Polskę z Unii. I podaje nawet propagandowe uzasadnienie: bo członkostwo Polsce niewiele daje.

Pomijając kłamliwość tej wypowiedzi – wystarczy rozejrzeć się po samym Leżajsku, by zobaczyć, ile mu dało nasze członkostwo w UE – warto zatrzymać się nad tym retorycznym zagraniem: „niewiele wynika”. Co ma mianowicie wynikać poza tym, o czym wszyscy wiemy?

Czy wielomiliardowe fundusze rozwojowe to „niewiele”? Czy otwarte granice, wolny przepływ osób, dóbr, usług, wymiana studencka i akademicka to niewiele? Czy przynależność do wciąż najbardziej stabilnego systemu międzynarodowej współpracy, 500-milionowego otwartego rynku – to „niewiele” Czy członkostwo w wielonarodowej wspólnocie broniącej zasad demokracji, praw człowieka i praworządności to „niewiele”?

Oj, nie popisał się prezydent znajomością tematu. Albo może inaczej: szczerze wyjawił, co mu w gra w pisowskiej duszy. A gra mu, znów cytat z Leżajska, nie wspólnota „wyimaginowana”, czyli, jak się domyślamy, UE, tylko wspólnota „dla nas”, tak jakby Unia Europejska nie była dla nas. Gra mu wspólnota własna, skupiająca się na naszych sprawach, bo one są dla nas sprawami najważniejszymi. Tak jakby Polska mogła ignorować rzeczywistość, w której sprawy europejskie są dla nas tak samo ważne, i to praktycznie, ekonomicznie, handlowo, materialnie, jak sprawy polskie.

„Wspólnotowe” rojenia przedstawiciela obecnej władzy, dzielącej coraz głębiej społeczeństwo, to w istocie program „nasza chata z kraja”, prowincjonalny autarkizm, spychający nas na peryferia. Program hamujący polskie wysiłki dogonienia czołówki światowej. Rzadko kiedy polityk pisowski tak wyraźnie, bez owijania w bawełnę – jak czyni z reguły w kwestii UE prezes Kaczyński, mącąc w głowach części obywateli – zapowiedział, że opcja polexit wciąż jest na stole na Nowogrodzkiej.

I że coś takiego może Polsce narzucić obecna władza pod hasłem, też cytat z Leżajska, „niech nas zostawią w spokoju i pozwolą naprawiać Polskę” – tak jakby do nieszczęsnego roku 2015 ktoś Polskę tarmosił za uszy, policzkował, skuwał do tyłu kajdankami i jakby niszczenie porządku konstytucyjnego w ciągu ostatnich trzech lat było „naprawianiem”.

Miejmy nadzieję, że w samym Leżajsku – gdzie z udziałem funduszy UE zrealizowano ponad sto projektów, w tym remont kościoła i klasztoru bernardynów (wkład unijny 26 mln zł) – nie brakuje obywateli wkurzonych na prezydenta za to trucie umysłów antyunijnym jadem.

Niech najpierw dadzą listę kościelnych pedofili…?

Hiszpański dziennik El Pais informuje o oficjalnym raporcie niemieckiego episkopatu ws. pedofilii w Kościele Katolickim w Niemczech.

Do Sądu Najwyższego dotarły pisma prezydenta Andrzeja Dudy stwierdzające przejście na emeryturę siedmiorga sędziów Sądu Najwyższego: Anny Owczarek, Marii Szulc, Wojciecha Katnera i Jacka Gudowskiego z Izby Cywilnej, prezesa Izby Karnej Stanisława Zabłockiego, prezesa Izby Pracy Józefa Iwulskiego i sędziego tej Izby Jerzego Kuźniara.

Prezydent zignorował prawomocne orzeczenie Sądu Najwyższego, jakim jest uchwała siedmiorga sędziów SN o zawieszeniu obowiązywania przepisów obniżających wiek emerytalny dla sędziów SN do czasu odpowiedzi Trybunału Sprawiedliwości UE na pytanie prejudycjalne.

Nie tracąc twarzy, prezydent mógł poczekać na decyzję Trybunału w Luksemburgu, który zapewne jeszcze przed końcem miesiąca sam zdecyduje w sprawie zawieszenia przepisów, które ma ocenić. Wolał służyć partii, która wyniosła go do władzy, i realizować jej plan: neutralizacji przyszłych orzeczeń Trybunału w Luksemburgu przez politykę faktów dokonanych. Zanim te rozstrzygnięcia zapadną, w Sądzie Najwyższym ma już być posprzątane.

W wywiadzie dla najnowszej „Kultury Liberalnej” Jarosław Gowin (który wcześniej zapowiadał, że rząd wyrokom TSUE się nie podporządkuje) mówi: „Chyba mają państwo świadomość, że po naszych rządach nie ma już powrotu do tego, co było. (…) Wymiar sprawiedliwości w takim kształcie, jaki istniał przed rządami Zjednoczonej Prawicy, nie zostanie już przywrócony”.

Z kolei prezydent mówił dzisiaj w Leżajsku, że nie jest nam potrzebna żadna „wyimaginowana wspólnota, z której dla nas niewiele wynika”, i „niech nas zostawią w spokoju”. Te dwie wypowiedzi nie pozostawiają złudzeń co do zamiarów pisowskiej władzy: likwidacji dotychczasowego wymiaru sprawiedliwości, choćby za cenę przynależności do Unii Europejskiej.

Czy im się uda? W dużej mierze zależy to od sędziów: Sądu Najwyższego, sądów powszechnych i administracyjnych.

Co zrobią sędziowie SN? To ważne pytanie, bo pismo prezydenta w świetle uchwały sędziów zawieszającej działanie przepisów emerytalnych nie wywołało skutków prawnych. Czy przejdą w stan spoczynku?

Na razie oświadczenie w tej sprawie ogłosił prezes Izby Karnej Stanisław Zabłocki: przechodzi w stan spoczynku. Napisał, że przepisy emerytalne uznaje za sprzeczne z konstytucją, ale podporządkuje się pismu prezydenta. „Będę czuł się do dnia 5 lipca 2020 roku, to jest do dnia ukończenia 70 lat, de iure sędzią w stanie czynnym, a nie sędzią w stanie spoczynku. Od osobistych przekonań prawnych należy jednak odróżnić sferę uwarunkowań faktycznych i prawnych, wynikających z treści dokumentu, który mi dzisiaj doręczono”. Dalej sędzia Zabłocki pisze, że nie czuje się uprawniony do samodzielnego osądzenia powstałej sytuacji prawnej, bo nie jest sądem.

Ale inaczej ocenia skutki uchwały sędziów zawieszającej przepisy emerytalne. Uznaje, że działają one tylko w stosunku do dwóch sędziów SN, którzy byli w składzie zadającym pytanie prawne TSUE i którzy ukończyli 65 lat (sędziowie Józef Iwulski i Jerzy Kuźniar). Zatem on sam nie czuje się objęty tymi przepisami. Na koniec stwierdza, że nie wie jeszcze, czy będzie „poszukiwał ochrony prawnej przed sądami krajowymi lub trybunałami międzynarodowymi. (…) Potrzebuję jeszcze trochę czasu na podjęcie takiej decyzji i znalezienie odpowiedzi na pytanie, czy bardziej będzie mi zależało na dowiedzeniu nieprawidłowości podjętego wobec mojej osoby rozstrzygnięcia, czy nad tę istotną rację przedłożę rację inną, to jest tę sprowadzającą się do pytania: czy ja, sędzia, chcę procesować się z moim Państwem, w imieniu którego przez całe lata sam wymierzałem sprawiedliwość”.

Sędzia Zabłocki zdecydował o sobie i ma do tego pełne prawo. Należy docenić, że wyjaśnił opinii publicznej swoją motywację. W tym Obywatelom RP, którzy od dwóch miesięcy stoją co dzień o ósmej rano pod Sądem Najwyższym, witając sędziów banerem „Zostańcie”. Chociaż można żałować, że i on nie poczekał na decyzję Trybunału Sprawiedliwości w sprawie zawieszenia przepisów emerytalnych. Może zrobią to pozostali sędziowie odesłani dziś przez prezydenta na emeryturę.

Prezes Gersdorf prawdopodobnie zamierza się udać na urlop, bo uczyniła swoim zastępcą na czas nieobecności sędziego Dariusza Zawistowskiego, prezesa Izby Cywilnej SN, którego dzień wcześniej tymczasowo pełniącym obowiązki I Prezesa SN uczynił prezydent.

Czy kiedy Trybunał Sprawiedliwości odpowie na pytanie prawne Sądu Najwyższego, będzie w tym sądzie jeszcze ktoś, do kogo ta odpowiedź mogłaby się odnosić?

– Z całą odpowiedzialnością mówię, że czeka nas kolejna kompromitacja w NATO – powiedział w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” gen. Mirosław Różański, były dowódca generalny Rodzajów Sił Zbrojnych.

  • Powołanie czwartej dywizji Wojska Polskiego to propozycja irracjonalna – uważa generał Różański
  • Nie zwiększa się liczba żołnierzy, nie zwiększa się bezpieczeństwo Polski – podkreśla były dowódca generalny Rodzajów Sił Zbrojnych
  • Nasi sojusznicy tworzą już kosmiczne siły zbrojne. Rosjanie mówią o broni hipersonicznej. My ustawiamy sobie żołnierzy pod granicą – komentuje

Wojskowy wyjaśnia, że podczas „szczytu w Warszawie w 2016 roku zobowiązaliśmy się do budowy dowództwa dywizji, które będzie dowodziło natowskimi batalionami w Polsce, na Litwie, Łotwie i w Estonii”. – Przyznanie zaś takiego dowództwa Polsce było olbrzymim sukcesem także wojskowych. Bataliony natowskie już są, ale dowództwa dywizji nie ma – zauważa.

Rozmówca Pawła Wrońskiego skomentował także decyzję Mariusza Błaszczaka o powołaniu czwartej dywizji Wojska Polskiego. Szef MON zapowiedział w zeszłym tygodniu, że dowództwo nowej dywizji będzie mieściło się w Siedlcach, a w jej skład wejdą trzy brygady – dwie istniejące – 1. Warszawska Brygada Pancerna i 21. Brygada Strzelców Podhalańskich, zostanie też sformowana nowa brygada.

– Uważam to za propozycję irracjonalną. Sam gest utworzenia nowej dywizji nie jest dla mnie działaniem strategicznym, ale populistycznym gestem przedwyborczym. Nie zwiększa się liczba żołnierzy, nie zwiększa się bezpieczeństwo Polski – podkreśla.

Generał Różański zwraca w „GW” uwagę, że dowództwo czwartej dywizji ma być zlokalizowane 70 kilometrów w linii prostej od wschodniej granicy. – Już dwa razy usiłowaliśmy pod Siedlcami powstrzymać ofensywę ze wschodu – raz w czasie powstania kościuszkowskiego, potem podczas powstania listopadowego. Bez rezultatu – mówi wojskowy.

– Nasi sojusznicy tworzą już kosmiczne siły zbrojne. Rosjanie mówią o broni hipersonicznej. Podczas ostatniego konfliktu w Syrii udowodnili, że są w stanie skutecznie razić cele w tym kraju, wystrzeliwując pociski z rejonu Morza Kaspijskiego. Nasi decydenci zaś uważają, że bezpieczeństwo państwa zapewni ustawienie żołnierzy linearnie na granicy. Absurd! – konkluduje wojskowy.

We wtorek odbyła się debata nad rezolucją wzywającą kraje członkowskie do uruchomienia art.7 traktatu unijnego wobec Węgier. Dzisiaj eurodeputowani zagłosowali za rozpoczęciem wobec Budapesztu wspomnianej procedury. Za było 448 europosłów, przeciw 197, 48 wstrzymało się od głosu.

Podczas wtorkowej debaty, sprawozdawczyni projektu Judith Sargentini (Zieloni) przekonywała, że nie ma innego wyjścia, niż sięgnięcie po artykuł 7. Jak mówiła, podpisując traktat unijny, wszystkie kraje członkowskie zobowiązały się szanować ten traktat i bronić unijnych wartości – “Czy wszystkie się z tego wywiązują? Obawiam się, że nie. Rząd Węgier uciszył niezależne media, nałożył kaganiec na świat akademicki, zastąpił sędziów takimi, którzy są bliżsi rządzącej partii, zdecydował, które kościoły mogą działać, a które nie” – mówiła. Dodała, że węgierski rząd utrudnia prace organizacji pozarządowych.

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans powiedział z kolei, że KE podziela zawarte w projekcie obawy dotyczące praw podstawowych, korupcji, traktowania Romów i niezależności sądownictwa. – “Społeczeństwo obywatelskie to jest tkanka demokracji  i jest ono niestety ograniczane przez działania rządu Węgier” – podkreślił. Przypomniał, że KE skierowała szereg spraw do Trybunału Sprawiedliwości UE dotyczących decyzji węgierskich władz.Przypomniał również, że KE jest strażniczką traktatów i wcześniej uruchomiła już procedurę art.7 traktatu wobec Polski.

W debacie wziął udział także udział Viktor Orban. W swoim wystąpieniu zarzucał autorom sprawozdania, że zawiera ono ponad 30 błędów faktycznych. – “Państwo chcą wydać wyrok na nasz naród” – zarzucał i dodał “Stoję przed państwem i widzę, że ci, którzy odziedziczyli demokrację, oskarżają nas, a oni nie musieli podejmować ryzyka, żeby walczyć o demokrację. Węgry nie poddadzą się szantażowi, będziemy bronić granic, zatrzymywać nielegalną migrację, bronić naszych praw”Ze słów premiera Węgier wynikało, że jest on już pogodzony z tym, że w europarlamencie nie znajdzie się wystarczająca grupa deputowanych, by uchronić jego kraj przed wszczęciem procedury.

W obronę Orbana wzięli eurosceptycy i konserwatyści. Wypowiadający się europoseł PiS Ryszard Legutko przypomniał, że rząd Fideszu otrzymywał w ciągu ostatnich lat kilkakrotnie wsparcie wyborców. – “Ktoś ten rząd wybrał i tego nie zrobiła wcale Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków. Jeśli państwo się to nie podoba, to proszę zrezygnować z takiego wydarzenia jak wybory” – mówił Legutko. Jego zdaniem rezolucja w sprawie Węgier nie opiera się na faktach i całkowicie pomija argumenty węgierskiego rządu.

Dzisiaj wczesnym popołudniem Parlament Europejski poparł rezolucję wzywającą kraje członkowskie do uruchomienia procedury art.7 wobec Węgier. Jak relacjonował w mediach społecznościowych Dominik Hejj – specjalista od spraw węgierskich, główna telewizja informacyjna zamarła po głosowaniu. Przez 11 minut nadawany był blok reklamowy, po czym w głównym wydaniu wiadomości podano informację o zawodach policjantów wodnych. Dopiero po 50 minutach podano wiadomość o głosowaniu stwierdzając, że jest wyrok skazujący Węgry za odrzucenie nielegalnej migracji. Naturalnie nie jest to do końca prawdą, ale taka wersja wydarzeń zostanie zaaplikowana Węgrom.

Jak wydarzenia z Parlamentu Europejskiego wpływają na sytuację Polski? Otóż PiS właśnie traci swojego jedynego obrońce, którego ewentualne weto może uchronić ich rząd przed wyciągnięciem wobec naszego kraju najdalej idących konsekwencji, wraz z odebraniem prawa głosu w Radzie. Przerażające jest jednak to, jak wiele zarzutów pod adresem Węgier jest bliźniaczych do tych, które stawiane są polskiemu rządowi. Czy o taki Budapeszt, zaprzyjaźniony z Moskwą i jawnie niedemokratyczny chodziło Jarosławowi Kaczyńskiemu? Coraz więcej na to wskazuje.

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o „wyczynach” Dudy.

Jak nazwać kogoś i to, czego on się dopuszcza, gdy neguje istnienie Polski we wspólnocie krajów Unii Europejskiej?

Gdy podważa historyczne, wręcz epokowe osiągnięcie pokoleń Polaków, którzy wreszcie stali się członkami najbardziej nowoczesnego przedsięwzięcia społeczno-politycznego w dziejach? Gdy osłabia Polskę na arenie międzynarodowej i przygotowuje PolExit? Czy taki osobnik kwalifikuje się do miana zdrajcy, a jego czyn do zdrady stanu? Prezydent Andrzej Duda we wtorek w Leżajsku Unię Europejską nazwał „wyimaginowaną wspólnotą, z której dla nas niewiele wynika”.

To nie jest żaden lapsus językowy, pypeć retoryczny bądź błąd – to konsekwentne wyprowadzanie Polski z UE, bo do tego zalicza się zniszczenie trójpodziału władzy, demolka Sądu Najwyższego i zapowiedź, iż nie będzie przyjęty do wiadomości wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie sądownictwa, gdy nie spodoba się władzom PiS.

Nie wchodzę w kwalifikacje intelektualne i kondycję psychiczną Dudy, który nie potrafi ocenić sytuacji politycznej tuż po wojnie, oskarżając Wspólnotę Europejską o pozostawienie Polski w 1945 roku na pastwę Stalina. Czyżby i w tym wypadku odezwał się w Dudzie sentyment do przelewania krwi, bo tylko tak mogła skończyć się interwencja Zachodu, doszłoby do III wojny światowej. Duda już raz wykazał się umiłowaniem do krwi rodaków, gdy ogłosił swoje pretensje ws. kompromisu Okrągłego Stołu w 1989 roku, który pozwolił Polsce uzyskać suwerenność, lecz Duda wolałby, aby kompromis utopiono w polskiej krwi.

Krew u Dudy na razie płynie w sentymentalnej retoryce, która go wzburza podczas przemówień. Widać pewne predylekcje prezydenta do napędzania się własnymi słowami, do wkręcania się w coraz wyższe emocje, ale to także praca pijarowa pracowników Kancelarii Prezydenta. Minister prezydencki Krzysztof Szczerski wręcz jak sufler potwierdził, że Duda dobrze powiedział: „to głos słuszny”.

Nie jest usprawiedliwieniem dla Dudy, iż jest marnej kondycji intelektualnej, psychicznie niestabilny, choć słowa Dudy też można odczytywać w kontekście jego wizyty w Białym Domu, do której dojdzie w przyszłym tygodniu. Donald Trump jest na wojennej ścieżce z Unią Europejską, życzy jej upadku, więc Duda może liczyć na to, że nowa ambasador USA Georgette Mosbacher w poczcie dyplomatycznej zareklamuje Dudę, że to równy gość, także walczy z Brukselą. Duda więc może liczyć na to, iż Trump mianuje go dowódcą V kolumny w Unii Europejskiej, z którą już zimną wojnę hybrydową toczy Władimir Putin.

Pointując trochę lżej. Duda ogłosił listę 25 Polaków, którzy w setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości zostaną odznaczeni Orderem Orła Białego, wśród nich Maria Skłodowska-Curie i pisarze Reymont, Makuszyński oraz Żeromski. A ja pytam, dlaczego nie dostaną Virtuti Militari, wszak walczyli z Ciemnogrodem, z takimi jego reprezentantami jak Duda?

Post Navigation