Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Bartosz T. Wieliński”

PiS w odwrocie. Poczynając od Senatu Kaczyński będzie zaznawał klęskę za klęską, aż ucieknie z Polski, jak Janukowycz z Ukrainy

Prof. Tomasz Grodzki został oficjalnym kandydatem partii opozycyjnych na stanowisko marszałka Senatu.

Wszystko wskazuje na to, że następcą Stanisława Karczewskiego na stanowisku marszałka Senatu zostanie – także lekarz z zawodu – prof. Tomasz Grodzki. Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna zaprezentował Grodzkiego jako wspólnego kandydata partii opozycyjnych.

Bogdan Klich (senator): Opozycyjna większość w Senacie nie da się podzielić, kupić ani zniszczyć. Nie zawiedziemy naszych wyborców

– Wygląda na to, że prof. Grodzki nieźle się spozycjonował, mówiąc otwarcie jako pierwszy, że PiS próbował go przekabacić i się nie udało – komentuje dziennikarz Tomasz Żółciak (Dziennik Gazeta Prawna).

Marcin Kierwiński (poseł): Symboliczna decyzja wskazująca, ze w polityce liczą się pozytywne wartości, a nie draństwo. Gratulacje!”.

– Przywróci Senatowi godność, szacunek i standardy stanowienia prawa – zapewnia poseł Michał Szczerba (PO).

Przemysław Szubartowicz (publicysta, wiadomo.co): Porozumienie senackie było kluczowe. Dzięki niemu „przygniatające” zwycięstwo PiS przestało być przygniatające, a „klęska” opozycji przestała być klęską. Wszyscy liderzy zyskali, a Kaczyński stracił – pewność hegemonii, większość w Senacie, bezczelność panowania. Oby tak dalej”.

Tomasz Lis (Newsweek): Porozumienie w sprawie prezydium Senatu to bardzo dobra wiadomość – liderzy KO, Lewicy i PSL pokazali, że nie dadzą się rozgrywać PiS-owi i w najważniejszych sprawach potrafią działać razem”.

Reakcje internautów:

Polacy wybrali Senat. Krucha większość opozycji, ale jest. Kandydaci: – Tomasz Grodzki – marszałek, Bogdan Borusewicz – wicemarszałek, Gabriela Morawska Stanecka – wicemarszałek. PiS wygrał wybory do Senatu – Sellin. I takich „sukcesów” życzymy PiS. Koniec chuligaństwa.

To może Karczewski w końcu opuści wille????.

Mnie się podoba. Świeży oddech w Senacie. No i PiS-owi też się spodoba, skoro chcieli przeciągnąć na swoją stronę”.

Kmicic z chesterfieldem

Posłowie KO zaapelowali do prezydenta, aby ten zmienił swoją decyzję i wyznaczył kogoś innego na stanowisko marszałka seniora niż Antoniego Macierewicza. – Wierzę w to, że prezydent Duda, kierując się zgodą w Sejmie i odpowiedzialnością za polską demokrację, tę decyzję zmieni – tłumaczył wiceprzewodniczący PO Tomasz Siemoniak. Podobne pismo do prezydenta złożyła też Lewica.

Jest czas na zmianę decyzji

Posłowie Koalicji Obywatelskiej wysłali do prezydenta specjalne pismo w sprawie Antoniego Macierewicza, który ma w nowym Sejmie pełnić rolę marszałka seniora.

– Ma pan kolejny raz szansę być prezydentem nie tylko jednej partii, ale wszystkich Polaków. Do tego wymagana jest zmiana tej decyzji. Nie może być tak, że człowiek, który w ostatnich latach szkodzi polskiej racji stanu, jest nominowany na takie stanowisko – mówił Marcin Kerwiński.

Wiele powodów, aby decyzję zmienić

W obszernym, 3-stronicowym piśmie posłowie opozycji argumentują, dlaczego były szef MON nie powinien piastować tej funkcji.

Posłowie przypominają w nim niejasne powiązania Antoniego Macierewicza z obcymi służbami, miliony wydane na komisję smoleńską i budowanie kapitału politycznego na kłamstwie smoleńskim, a także demolowanie polskiej armii.

– Antoni Macierewicz kłamał z mównicy sejmowej o rzekomych “mistralach za dolara”, a teraz…

View original post 1 533 słowa więcej

Morawiecki, postać z Barei. Miś, któremu odkleiło się oczko

Media donoszą panie premierze, że w Ministerstwie Finansów za Pana tam rządów podwładni wiceministra Banasia, którzy mieli zwalczać wyłudzenia VAT kierowali mafią wyłudzającą VAT. A podległa Panu jako obecnie premierowi prokuratura doprowadziła do ich aresztowania.

To genialny patent! Aby naprawić jakiś problem Państwa należy wyaresztować pisowców, którzy mają się zajmować jego rozwiązaniem.

Bardzo mi się ten plan podoba i czekam na rozwiązania w innych dziedzinach życia państwowego.

Proponuję, aby na koniec, gdy już wszystkich Pan pozamyka, polecił Pan ostatniemu prokuratorowi, który będzie jeszcze na wolności (pozostali za krzewienie przestępczości będą już siedzieć), aby zatrzymał Pana jako tego, który odpowiada za całościowe psucie Państwa.

Czy wyobraża Pan sobie tę chwilę, gdy ostatnia policyjna suka zajeżdża po Pana o 6 rano, a tam nie ma nawet kamer TVP, bo ostatni „dziennikarz” został zatrzymany przez ABW? Czyż nie byłoby to piękne?

Kmicic z chesterfieldem

Kaczyński, Kamiński i Ziobro od dawna musieli wiedzieć o majątku Mariana Banasia i jego biznesowych konszachtach z gangsterami. A mimo to karnie podnieśli rękę za powołaniem tego „krystalicznie uczciwego” człowieka na szefa NIK. Dlaczego?

Prezes PiS, prokurator generalny, szefowie służb specjalnych jak jeden mąż zagłosowali 30 sierpnia w Sejmie za tym, by powołać Mariana Banasia na prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Choć od miesięcy było wiadomo, że w sprawie jego majątku są niejasności, a jego byli współpracownicy z resortu finansów mają zarzuty za wyłudzenie VAT, „Pancerny Marian”, jak nazywają Banasia partyjni koledzy, jest mocniejszy, niż nam wszystkim się wydawało.

Gdy „Superwizjer” TVN ujawnił, że od lat wynajmował znanym krakowskim sutenerom kamienicę, którą ci zamienili na hotelik z pokojami na godziny, PiS bronił go jak niepodległości. Sam Banaś brylował w prorządowych mediach, pokrętnie tłumacząc się z biznesów z karanymi w przeszłości gangsterami, którzy mają do niego bezpośredni telefon. I sam się denuncjował, ujawniając…

View original post 2 490 słów więcej

 

Religia w szkole jak z Mrożka

Wiele takich sygnałów trafia do Fundacji „Wolność od religii”. Przykład? XXIV LO im. Jana Pawła II w Krakowie, w którym w jednej z klas pierwszych na religię nie chodzi większość uczniów, ale muszą siedzieć w sali w trakcie jej trwania, bo. szkoła nie ma im nic innego do zaproponowania. A religia jest w środku zajęć

Mama uczennicy tego liceum, pani Katarzyna nie kryje, że sytuacja jest absurdalna. – Większa część klasy nie uczestniczy w zajęciach z religii, ale musi być obecna w sali. Opiekę nad tą częścią sprawuje ksiądz, który w tym samym czasie prowadzi lekcję – opowiada nasza rozmówczyni. Część uczniów siedzi na lekcji w słuchawkach i słucha muzyki, ale najczęściej i tak słyszy, co mówi ksiądz.

Pani Katarzyna napisała do dyrektora. W efekcie jej córka może z religii wyjść do biblioteki. Tyle tylko, że inni, formalnie nie uczestniczący w religii, dalej siedzą w sali. – Moja córka jest przewodniczącą klasy, ma wiele spraw na głowie, więc po prostu wychodzi, a klasa prawdopodobnie nawet nie wie, dlaczego i dokąd idzie – mówi pani Katarzyna.

Matce uczennicy zależało, by religia była na pierwszej lub ostatniej godzinie w planie zajęć tak, by mogła córkę z niej zwolnić. Dyrektor nie wyraził na to zgody.

„Ze względów organizacyjnych nie jesteśmy w stanie ułożyć planu lekcji dla wszystkich klas w taki sposób, aby zajęcia religii odbywały się wyłącznie na pierwszej lub ostatniej lekcji. Aby wyjść naprzeciw Pani oczekiwaniom, od najbliższej lekcji religii Pani córka będzie przebywała w bibliotece, pod opieką nauczyciela bibliotekarza” – napisał dyrektor Łukasz Karkowski.

Skargi od rodziców na porządku dziennym

O tym, że praktyka umieszczania lekcji religii w środku planu jest nagminna, dobrze wie Fundacja „Wolność od religii”, która regularnie dostaje od rodziców takie sygnały. – Trudno przypuszczać, by rodzic, który nie zapisuje dziecka na lekcje religii, życzył sobie jednocześnie, by jego dziecko w trakcie tych zajęć siedziało w sali, w której taka lekcja się odbywa i słuchało wszystkiego, o czym jest tam mowa – mówi Dorota Wójcik, prezeska fundacji.

– Mój syn jako jedyny w swojej klasie nie chodzi na religię. W tym czasie wałęsa się po korytarzu, bo biblioteka często jest zamknięta. Czasami jest też tak, że na religii jest zastępstwo np. z matematyki, syn o tym nic nie wie, nie ma go, a potem ma nieobecność. To absurd – mówi nam mama siódmoklasisty w z jednej ze szkół podstawowych w Lublinie.

Jest na to przyzwolenie władz oświatowych?

Kilka tygodni temu oficjalne, pisemne stanowisko w sprawie lekcji religii przygotował mazowiecki kurator oświaty. Z dokumentu wynika, że religia nie musi być umieszczana na pierwszej czy ostatniej godzinie w planie lekcji. Kurator zwrócił uwagę, że nauczyciele religii są pełnoprawnymi członkami rady pedagogicznej i powinni mieć ułożony swój plan lekcji tak, by móc „efektywnie wykorzystać swój czas pracy” (czyli np. bez „okienek” między zajęciami).  – Religia oraz etyka są zajęciami nieobowiązkowymi i nie można zrównywać ich statusu z zajęciami obowiązkowymi, jak np. matematyka czy biologia – mówi Dorota Wójcik.

Fundacja wysłała w tej sprawie pismo do Mazowieckiego Kuratorium Oświaty i właśnie dostała odpowiedź. Wicekurator Krzysztof Wiśniewski powtórzył to, co zostało zawarte wcześniej w oficjalnym stanowisku. „Żaden nauczyciel nie powinien korzystać z „przywilejów” innych niż pozostali nauczyciele. Obowiązek równego traktowania pracowników jest jednym z ważniejszych obowiązków dyrektora szkoły, który jako pracodawca ma obowiązek równego traktowania pracowników i przeciwdziałania dyskryminacji w zatrudnieniu. Odpowiedzialność za naruszenie wobec pracownika zasady równego traktowania ponosi pracodawca” – napisał kurator w liście do fundacji. Czyli mówiąc wprost, kurator uznaje, że gdyby religia była na pierwszej i ostatniej lekcji, to nauczyciel religii byłby dyskryminowany z tego powodu, że miałby „okienka” między poszczególnymi lekcjami.

– Wydaje mi się, że kurator nie rozumie pojęcia „dyskryminacja” i odwraca całą sytuację. Nie ma żadnego dyskryminowania nauczycieli religii w Polsce. Dyskryminowani są nauczyciele etyki i uczniowie, którzy chcą na nią chodzić. Państwo i szkoły robią wszystko, by tej etyki nie było albo jest ona organizowana w taki sposób, by zniechęcić uczniów. Mam wrażenie, że kuratorzy podejmują takie a nie inne działania, aby wpisać się w oczekiwania partii rządzącej – mówi Dorota Wójcik.

Kmicic z chesterfieldem

Partia Jarosława Kaczyńskiego boi się wyborów prezydenckich. Ale już widać, w jaki sposób będzie walczyć o drugą kadencję dla Andrzeja Dudy.

Wbrew oficjalnemu optymizmowi PiS boi się, że przegra wybory prezydenckie wiosną 2020 r. Bo w wyborach parlamentarnych opozycja zdobyła więcej głosów niż PiS, a podczas prezydenckich mobilizacja elektoratów nie osłabnie. Dla opozycji zdobycie prezydentury będzie ostatnią szansą, by powstrzymać władzę Jarosława Kaczyńskiego. Dla PiS przegrana to paraliż i demontaż autokratycznego państwa. Taka mobilizacja daje większe szanse opozycji, PiS nie przyciągnie bowiem kolejnych rzesz wyborców.

Nie pocieszają też rządzących sondaże prezydenckie. Wprawdzie większość z nich wskazuje na zwycięstwo prezydenta Dudy, ale są one przeprowadzane w warunkach, gdy nie ma jeszcze oficjalnych kontrkandydatów, a kampania dopiero się rozkręca. Duda wygrywa, bo jest na razie jedynym oczywistym kandydatem na ten urząd. Ale wygrywa ledwo, ledwo, co powinno PiS niepokoić. W 2014 r., kilka miesięcy przed wygraną Dudy, prezydent Komorowski miał w podobnych…

View original post 3 176 słów więcej

 

Duda to tylko byle kto

Na uroczystości obchodów stulecia istnienia Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie prezydent Andrzej Duda opowiedział dowcip, który robi furorę w internecie, po tym jak wyłapali go dziennikarze „Szkła kontaktowego” TVN24.

Prawicowe, niezamożne i niewykształcone trutnie najzwyczajniej w świecie pożądają homofobii. Oraz zanieczyszczonego środowiska. A także zasiłku na dziecko. Chcą wcześniejszej emerytury. I bądźmy wobec samych siebie uczciwi: wielu z was, drodzy czytelnicy, pragnie właśnie tego.

@BorisJohnson, nie chodzi wcale o głupie przerzucanie się odpowiedzialnością. Chodzi o przyszłość Europy oraz Zjednoczonego Królestwa, a także bezpieczeństwo i dobrobyt naszych narodów. Nie chcesz porozumienia, nie chcesz przesunięcia terminu ani odwołania akcji, zatem quo vadis?

Donald Tusk jest krokodylem taplającym się w rozlewiskach dysharmonii brexitu

Powyższy tweet Donalda Tuska do Borisa Johnsona pokazuje męża stanu w rozgrywce o najwyższą stawkę. Określenie „mąż stanu” w odniesieniu do byłego polskiego premiera wcale nie wydaje się przesadzone. Tak jak mamy modelki i supermodelki, tak mamy przywódców oraz przywódców w grach komputerowych. Donald Tusk jest krokodylem taplającym się w rozlewiskach dysharmonii brexitu. Jest sokołem wędrownym pikującym z wysokości na pomykające tu i tam prawicowe gryzonie. Domyślam się, że podczas bezsennych nocy zastanawia się nad losem, jaki mu przypadł: czy na zawsze już przypisana mu została rola psychiatry przerzucanego z jednego oddziału zamkniętego na drugi? Są też i tacy, którzy sądzą, że wróci do piekiełka polskiej polityki, aby wyrwać ją ze szklanej pułapki i rzucić Jarkowi wyzwanie.

Dwa powody wyjaśniają, dlaczego tak się nie stanie: Tusk jest przyjmowany z honorami w stolicach europejskich, szanowany jako negocjator sprawny, choć działający w sytuacji przymusowej. Gdy spotyka się z przeciwnikiem klasy Theresy May lub Borisa Johnsona ma pełną świadomość, że starcie będzie przebiegało zgodnie z obowiązującymi regułami. Co oznacza, że nie spotka się z zarzutami, iż jest niemieckim agentem albo człowiekiem, który pokrył cyjankiem potasu pocisk wystrzelony przez Putina w kierunku Tu-154. A jeśli macie jakieś wątpliwości co do jego pozycji na scenie europejskiej – przeczytajcie raz jeszcze cytowany wyżej tweet. Tusk, prosty chłopak z Gdańska, poucza Borisa Johnsona, psińco wartego absolwenta Eton. „Nie chcesz porozumienia, nie chcesz przesunięcia terminu ani odwołania…”. Jest to po prostu ostre i zwięzłe podsumowanie bagna, w jakie brytyjscy konserwatyści wpuszczają zwykłych ludzi.

Celne wykorzystanie Quo Vadis? Może na pierwszy rzut oka wydawać się uznaniem dla Johnsona, który uporczywie chwali się swoim klasycznym wykształceniem, ale powinno być raczej odczytane jako aluzja do powieści Sienkiewicza, gdzie Neron spalił Rzym, a winę zrzucił na chrześcijan. A cały tweet nie był niczym innym jak podaniem w uprzejmej formie treści następującej: „Jesteś, Johnson, nie tylko po niewłaściwej stronie historii, ale lepsza część ciebie spłynęła po plecach twojej matki i skończyła jako plama spermy na kopiarce, na której zostałeś poczęty”.

A jaki jest skutek owego osławionego tweeta?

PiS nagradza Polaków za to, że są nietolerancyjnymi czcicielami węgla

Nazajutrz Johnson wykonał zwrot o 180 stopni. Zaproponował Leo Varadkarowi, premierowi Irlandii, nowe porozumienie w sprawie granicy pomiędzy dwiema Irlandiami, która była ością niezgody w katastroficznym filmie, jakim okazał się brexit. Możecie mi wierzyć, porozumienie to nie jest niczym nadzwyczajnym. Zresztą i tak zostanie odrzucone przez skrajnie prawicowych północnoirlandzkich protestantów popierających partię Johnsona. Jednakże tweet ten okazał się przełomowym momentem w prezydencji Tuska. W cień odeszły wpadki w jego karierze: podwyższenie wieku emerytalnego i stworzenie idealnych warunków dla rozrostu PiS na gruzach rozsądnie progresywnych wartości klasy średniej. Negocjacje w sprawie brexitu będą zwieńczeniem jego kariery. Powrót do polskiej kotłowaniny byłby błędem i on sam wie o tym bardzo dobrze. Tusk, dzisiaj bohater, bardzo szybko stałby się zerem.

Wie o tym aż za dobrze.

Startować do prezydentury? A po co? Tę rolę może odegrać byle kto. I odgrywa ją. Co tłumaczy następną przyczynę, dla której nie wróci i nie uratuje Polski: zdecydowana większość po prostu nie chce zostać uratowana. Prawicowe, niezamożne i niewykształcone trutnie najzwyczajniej w świecie pożądają homofobii. Oraz zanieczyszczonego środowiska. A także zasiłku na dziecko. Chcą wcześniejszej emerytury. I bądźmy wobec samych siebie uczciwi: wielu z was, drodzy czytelnicy, pragnie właśnie tego. Rząd Tuska mógł większości Polaków przynieść awans dzięki progresywnej polityce społecznej i ekologicznej, wynagradzając ich tak, jak PiS nagradza ich za to, że są nietolerancyjnymi czcicielami węgla.

Tusk mógł to w Polsce przeprowadzić.

I zmarnował tę okazję.

Jak się kupuje senatora. Media: trwają tajne negocjacje PiS z PSL

PiS cały czas szuka większości w Senacie. Polityk PO przyznał, że był sondowany w tej sprawie. Okazuje się, że także z PSL partia Jarosława Kaczyńskiego prowadzi rozmowy w zaciszu gabinetów. Z nieoficjalnych informacji wynika, że ludowcy mieliby dostać stanowisko marszałka Senatu i wejść w koalicję w Sejmie.

Szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz deklaruje, że ręczy za swoich senatorów. Jak jednak ustalił „Newsweek”, PiS już zaczęło rozmowy z PSL. – W każdym razie wysłuchała oferty. A oferta jest taka: marszałek Senatu dla nas, koalicja w Sejmie z PiS, a potem zmiana układu w sejmikach. Jeśli zrobimy koalicję z PiS, będziemy mieć spokój. A potem spółki Skarbu Państwa dla naszych i wpuszczenie PSL do agencji rolnych – mówi tygodnikowi anonimowo polityk PSL. Jako pierwsza o tych ustaleniach pisała Wirtualna Polska.

Powyborcze układanki w Sejmie mają wpływ także na sytuację w PO. Jak pisze „Newsweek”, młodzi politycy ugrupowania domagają się zmiany lidera. Pozycja Grzegorza Schetyny przed styczniowymi wyborami jest zagrożona.

– Nasi wyborcy chcą zmiany pokoleniowej. Od niedzieli dzwonią i mówią: Albo macie jaja i odsuniecie Schetynę od władzy w Platformie, albo się od was odwrócimy – mówi tygodnikowi poseł PO z pokolenia 40-latków.

Okazuje się, że Grzegorz Schetyna w obawie przed rozliczeniami nie przyszedł na posiedzenie klubu parlamentarnego. Politycy twierdzą, że bał się powyborczych rozliczeń. Ani przewodniczący, ani jego współpracownicy nie przyszli także na rozpoczęcie obrad starego Sejmu w sali plenarnej.

Kmicic z chesterfieldem

„Mamy takiego swojego Jankowskiego teraz, w naszych czasach” – oznajmiła na antenie TOK FM posłanka opozycji Joanna Scheuring-Wielgus w rozmowie Piotrem Kraśko. – „To jest ksiądz Dymer ze Szczecina, który ma powiązania ze wszystkimi politykami, od prawa po Platformę Obywatelską, a który robi rzeczy niewyobrażalne, jeśli chodzi o przestępstwa seksualne. Jest cały czas kryty przez władzę, przez polityków, przez biznesmenów ze Szczecina. Musimy o tym mówić” – oświadczyła.

O duchownym pisała także szczecińska „Gazeta Wyborcza”, ujawniając, że prokuratura wszczynała śledztwa dwukrotnie. Oba zostały umorzone. Także kilkuletni proces, do którego w końcu doszło, zakończył się uniewinnieniem duchownego.

Polityczka zapowiedziała, że w tej sytuacji powoła zespół parlamentarny, który będzie zajmować się Kościołem. – „Mogę zagwarantować, że to będzie jeden z głównych tematów, którymi się zajmę” – zapewniła.

Przy okazji nawiązała do toczącej się obecnie w Sejmie debaty na temat edukacji seksualnej, zwracając uwagę

To ona apelowała w Sejmie, by odrzucić obywatelski projekt…

View original post 2 064 słowa więcej

 

Kaczyński chroni Banasia, bo ten robi czystkę w NIK. Prezes nie przejmuje się tym alfonsem, po prostu wpadł

Skompromitowany nowy szef NIK Marian Banaś miał udać się na przymusowy urlop, aby zniknąć sprzed mediów do końca kampanii wyborczej. Argumentem było czekanie na wyniki czynności CBA, jednak oczywistym jest, że jeśli tylko 13 października pójdzie po myśli władzy, to za sterami naczelnego organu kontrolnego w kraju będzie zasiadał dalej człowiek, co do którego wiele medialnych doniesień wskazuje, że miał korzyści majątkowe z działalności sutenerskiej ze złamaniem reguł prawa. Dziennikarze RMF FM dotarli do szczegółów planu partii rządzącej, która chce zoptymalizować utrzymanie kontroli nad instytucją. Z tego właśnie względu Banaś nie poszedł na urlop, jak pierwotnie zakładano – dziś, ale dopiero w piątek. Przeszkodą okazał się bowiem fakt, że prezes NIK musi wskazać godnego zaufania partii rządzącej zastępcę na czas nieobecności. Taką osobą ma być Małgorzata Motylow, która pracuje w Izbie od 17 lat, a trafiła tam jeszcze w czasach, gdy prezesem Izby był kandydat PiS na eurokomisarza Janusz Wojciechowski. Wszystkich pozostałych nominowanych za poprzedników członków kierownictwa instytucji Marian Banaś chce zaś jak najszybciej odwołać. Taki wniosek trafił już do marszałek Sejmu Elżbiety Witek, gdzie uzasadnia się radykalne zmiany “nową koncepcją” kierowania NIK.

Z tego powodu opóźnienie przejścia na urlop było kluczowe, gdyż dopiero w czwartek zbiera się sejmowa komisja kontroli państwowej, która usankcjonuje czystkę i wymianę kadr w NIK. Jak donosi RMF FM, komisja prawdopodobnie zaopiniuje kandydatury dwóch nowych wiceprezesów Najwyższej Izby Kontroli. Wówczas to Banaś będzie mógł swobodnie wskazać następczynię i udać się na urlop z poczuciem, że w Izbie nie wydarzy się już nic, co mogłoby nie być po myśli dobrej zmiany. Jest to o tyle istotne, że instytucja przez lata z racji swojej roli pozostawała naczelnym merytorycznym krytykiem dobrej zmiany, wskazując destrukcyjne konsekwencje kolejnych polityk rządu. Pozbycie się tego głosu oznaczać będzie, że znikną ostatnie mechanizmy kontrolne, a tym samym władza stanie się jeszcze bardziej bezkarna.

Kmicic z chesterfieldem

Nielogiczne? Nie martwcie się. Jeżeli PiS wygra wybory, to takie informacje nie będą Was więcej niepokoić. Po prostu nie będzie miał kto o tym informować. #wolneMedia

Jachira: Zdaję sobie sprawę, że tylko dzięki takim osobom jak ja, Kaczyński przegra

– Zdaje sobie sprawę, że tylko dzięki takim osobom jak ja, Kaczyński przegra. Muszę [być pewna siebie], bo gdybym w to nie wierzyła, to bym tego nie robiła. Wszystko co robię, to robię to, w co wierzę – stwierdziła Klaudia Jachira w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet.

– Prowadzę bardzo aktywną kampanię. Codziennie jestem na ulicy. Cały czas rozmawiam z ludźmi i naprawdę wierzę w to, że my jesteśmy w stanie wygrać i uważam że tylko mocny przekaz, który pokazuje całą obłudę obecnej władzy… Po prostu marzę o wolności, o tym, żeby każdy w moim, naszym kraju mógł żyć tak, jak chce – dodała.

Jachira: Gombrowicz też byłby hejtowany tak…

View original post 2 010 słów więcej

Takich pokraków u władzy jak pisowcy świat nie widział. Rekord głupoty

>>>

W cieniu #KuchcinskiTravel działały też #KarczewskiAirlines

Po krótkim briefingu prasowym, podczas którego marszałek Sejmu Marek Kuchciński odniósł się do zarzutów o nadużywanie prawa do rządowego samolotu, nie brakowało opinii, że brak dymisji prominentnego polityka Prawa i Sprawiedliwości może się tej partii odbić czkawką. Dziś już gołym okiem widać, że opublikowana lista przelotów formalnie drugiej osoby w państwie potwierdziła jedynie, że ujawnione przez media przy pomocy posła PO Sławomira Nitrasa rewelacje to wierzchołek góry lodowej.

– “Do listy pasażerów dołączane były, moim zdaniem kompletnie nieuprawnione, osoby takie jak Stanisław Piotrowicz, Maria Piotrowicz, Zdzisław Krasnodębski, Anna Krasnodębska, wielokrotnie poseł Bogdan Rzońca, wielokrotnie posłanka Wróblewska i wielu innych, w tym asystenci marszałka Kuchcińskiego. Żadna z tych osób nie spełnia kryterium instrukcji HEAD, która wyraźnie mówi o członkach oficjalnych delegacji” – mówił Robert Kropiwnicki podczas konferencji prasowej w Sejmie.

– “Informacje, które do nas docierają, które będziemy weryfikować w najbliższych dniach mówią, że jednak spora nieobecność marszałka Karczewskiego w ostatnich dniach nie jest przypadkowa. Do tych spraw będziemy wracać. Badamy tę sprawę. Słyszałem wywiad pani Justyny Dobrosz-Oracz z marszałkiem Karczewskim, który mówił, że nie latał z rodziną samolotem. Z naszych informacji wynika, że być może do takich lotów doszło – dodał Cezary Tomczyk.

Sprawę pogarszają niedorzeczne tłumaczenia towarzyszących marszałkowi Kuchcińskiemu posłów PiS i ich bliskich, którzy oczywiście nic nie mają sobie do zarzucenia, albo przekonując (niezgodnie z prawdą), że problem generują nieprecyzyjne przepisy, które zamierzają poprawić (czytaj zalegalizować rządowe taksówki dla braci pisowskiej), albo z bitą i arogancją przekonują, że w zasadzie nic się nie stało i szkoda się silić na tłumaczenia.

“Ja mieszkam na Podkarpaciu, 70 km od Rzeszowa. Zazwyczaj podróżuję albo własnym samochodem, około 6 godzin, albo samolotem należącym do LOT-u. Tego dnia, jak pamiętam, nie było wolnych miejsc w samolotach rejsowych (…). Pewnie bym pozostał w Warszawie i czekał na wolny rejs, ale tego dnia Instytut Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie opuściła moja żona. Otrzymała po wyjściu ze szpitala kilkaset sztuk ampułek leku, który trzeba przechowywać w stanie zamrożonym – po rozmrożeniu leki nadają się do wyrzucenia. I zrodził się problem, jak dotrzeć z tymi ampułkami jak najszybciej do domu, tak żeby się nie rozmroziły. (…) Dowiedziałem się, że pan marszałek będzie leciał do Rzeszowa – i skorzystałem z tej sposobności” – mówił w RMF FM Stanisław Piotrowicz. Na uwagę, że codziennie w podobnej sytuacji są też inni Polacy, wzniósł się na Himalaje populizmu przekonując, że marszałek Sejmu każdemu potrzebującemu takiej “przysługi” z pewnością by pomógł.

Jeszcze bardziej kuriozalne tłumaczenie wybrał inny poseł PiS, Bogdan Rzońca, częsty bywalec lotów linią lotniczą “Air Kuchciński”. Stwierdził, że była to jedyna okazja, by spokojnie porozmawiać ze swoim kolegą z regionu o sprawach Podkarpacia, bo w Sejmie nie sposób marszałka uchwycić. Na dodatek arogancko stwierdził, że żadnej ujmy państwu nie przynosi to, że posłowie partii rządzącej wożą swoje rozpasane tyłki samolotem dla VIP. “Poprosił mnie, bym mu towarzyszył. Interesował się sprawami podkarpackiej infrastruktury drogowej– mówił poseł Rzońca. To była szansa na spokojną wymianę informacji potrzebną w naszej pracy dla Podkarpacia” – dodał.

“Dobrze zrobiłem, że wsiadłem do tego samolotu. Jakiejś tam wielkiej ujmy państwu polskiemu ani samolotowi... Bo przecież nie ugryzłem siedzenia ani nie popsułem samolotu, tylko rozmawialiśmy jak ludzie. Bo był czas, naprawdę był czas, spokojnie 30-40 minut porozmawiać” – zapewniał bezwstydnie polityk PiS.

Można odnieść wrażenie, że rządzący kompletnie się już pogubili w rozbrajaniu tej bomby i na każdym kroku pogrążają się coraz bardziej. Nam jedynie pozostaje czekać na kolejne rewelacje w tej sprawie, bo że jest ich bez liku chyba już każdy widzi.

Kmicic z chesterfieldem

Polityk PSL podzielił się tymi informacjami w programie Poranek Radia TOK FM. „Jeżeli dzisiaj dyskutujemy o demoralizacji marszałka Kuchcińskiego, to może warto by było zapytać, gdzie mieszka pracujący syn marszałka. Czy w mieszkaniu sejmowym, które marszałek Kuchciński ma ze środków sejmowych, nie zamieszkuje cała jego rodzina? Zapytajcie państwo, czy przypadkiem w mieszkaniu służbowym Kuchcińskiego nie mieszka cała jego rodzina. Jeśli osoba pracująca, korzysta z mieszkania, które należy do posła, to jest kolejne nadużycie władzy” – stwierdził poseł.

Doniesienia Sawickiego wywołały spore zamieszanie na Twitterze. Większość internautów jest po prostu oburzona postawą Kuchcińskiego. „Panie Krzysztofie Brejza czy można sprawdzić kto mieszka w służbowym mieszkaniu, marszałka Kuchcińskiego? Jak podaje Radio TOK FM podobno lokal na nasz koszt zamieszkuje syn marszałka z rodziną. Czy ich też podatnik ma utrzymywać” – zapytała jedna z użytkowniczek serwisu.

To nie koniec szokujących doniesień. Jak się okazuje, „afera samolotowa” marszałka jeszcze się nie…

View original post 2 568 słów więcej

 

Pijany Durczok jest trzeźwiejszy niż gadzinówka TVP

Prof. Jan Hartman o problemach z prawem Kamila Durczoka.

Kmicic z chesterfieldem

Nie milkną echa ostatniego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, w którym zachęcał do zakończenia wojny polsko-polskiej. Abstrahując od wiarygodności tej tezy, warto zwrócić uwagę, że coraz więcej osób głośno komentuje pogodne usposobienie lidera Zjednoczonej Prawicy

Jedną z takich osób jest jest Joanna Kluzik-Rostkowska, była szefowa sztabu Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich w 2010 roku, która swego czasu zaliczana była to tzw “aniołków prezesa“. To właśnie jej wpis na Twitterze zdradza czarne kulisy tamtej kampanii wyborczej.

Kluzik-Rostkowska w następujących słowach odniosła się do całej sytuacji:

Halo PiS? Pamiętacie kampanię prezydencką 2010r? Ja pamiętam. Jarosław Kaczyński deklarował trwałą zmianę (wierzyłam w nią). Skończyła się w wieczór wyborczy. Okazało się, że miękką retorykę JK zawdzięczamy farmakologii. W 2015 była powtórka. Kogo chcecie nabrać po raz trzeci?!”

Była szefowa sztabu prezesa PiS podczas wyborów prezydenckich w 2010 roku twierdzi, że za potulnym i spokojnym wizerunkiem Kaczyńskiego stoi farmakologia. Co więcej polityczka zasugerowała,  że podobna…

View original post 1 259 słów więcej

 

Przydupas Andrzeja Dupy, przepraszam: Dudy, Krzysztof Szczerski jest niechciany przez NATO. Na Zachodzie poznali się na pisowskich ancymonkach

Krzysztof Szczerski (Kancelaria Prezydenta) nie otrzyma prestiżowej posady wiceprzewodniczącego w NATO.

Kmicic z chesterfieldem

„Podobno prezes zapowiada pojednanie z opozycją, czyli pakiet demokratyczny 2.0. Super. Pewnie teraz poseł Nitras nie będzie płacił kary na każdym posiedzeniu tylko co drugim, a posłowie opozycji dostaną tyle czasu na wypowiedź, że zdążą dojść na mównicę, zanim im mikrofon wyłączą” – tak skomentował jeden z internautów kolejną już Jarosława Kaczyńskiego zapowiedź łagodzenia nastrojów przed wyborami. O tej wcześniejszej pisaliśmy w artykule „Kaczyński zapowiada koniec z agresywnym językiem. Słyszycie mordy zdradzieckie i kanalie?”.

Prezes PiS w dzisiejszym wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej zapowiedział, że „do wyborów przedstawimy propozycję porozumienia, które miałoby zakończyć wojnę na polskiej scenie politycznej”. Swoim zwyczajem, szczegółów nie podał…

Internauci nie uwierzyli w te zapewnienia: – „Będziecie pisać u Przyłębskiej na obiedzie? To zaproście jeszcze Piotrowicza i Ziobrę”; – „I to się nazywa wiarygodność? Przed wyborami obiecać łagodny język, pakiet demokratyczny, a po wyborach wyzywać od kanalii zdradzieckich mord! Jak można tak traktować Polaków?”;

„To tylko…

View original post 786 słów więcej

 

Elektryczne auto Morawieckiego jak stępka promu

„Szanse wdrożenia do produkcji polskiego samochodu elektrycznego są raczej niewielkie” – orzekli eksperci konsorcjum Atmoterm i Forum Elektromobilności. W raporcie, opracowanym na zlecenie Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, informują PiSowski rząd, że właściwie żadnej ze złożonych obietnic nie uda się w pełni zrealizować.

Tymczasem od pamiętnej deklaracji Morawieckiego minęło już trzy lata, wydano 12 mln zł na wypracowanie koncepcji pojazdu, a państwowe spółki energetyczne dorzuciły na ten cel 70 mln zł.

Według głośnej deklaracji premiera, w pierwszej połowie 2019 roku spółka miała zaprezentować jeżdżący prototyp. Niestety nie ma go.

Zawiązana na tę okoliczność spółka z niemiecką firmę EDAG Engineering, która ma pomóc zbudować auto i wdrożyć jego produkcję nie generuje żadnych zysków, a tylko same pensje pochłonęły już 2,6 mln zł.  Inne koszty prowadzonej działalności, to kolejnych ponad 5 mln zł.

Prezes ElectroMobility Poland Piotr Zaremba jednak nie odpuszcza i oficjalnie zapewnia, że masowa produkcja polskich samochodów elektrycznych ruszy na przełomie 2022 i 2023 roku

„Początkowo z taśm zjedzie 100 tys. aut rocznie, ale wierzymy, że na tym poziomie się nie zatrzymamy i po kilku latach będziemy mogli wejść z naszym produktem na inne rynki” – oświadczył w rozmowie z Polską Agencja Prasową.

Kmicic z chesterfieldem

„Zaczniemy od aktu odnowy demokracji; jednym zbiorem ustaw usuniemy cały śmietnik bezprawia, wszystko to, co niekonstytucyjne, co łamie wolność, co jest niepraworządne” – zapowiedział Grzegorz Schetyna. Lider PO przedstawił dziś 6 punktów programu Koalicji Obywatelskiej. – „Stawiamy na samorząd i decentralizację, referenda po zebraniu 1 mln zł podpisów będą obligatoryjne, głosować będzie można także przez internet” – stwierdził Schetyna.

Skupił się przede wszystkim na sytuacji w służbie zdrowia. – „Ludzie widzą, że służba zdrowia się sypie. Nasz projekt europejskiej ochrony zdrowia pozostaje w mocy. Termin oczekiwania do specjalisty nie będzie dłuższy niż 21 dni. Oczekiwanie na SOR nie może trwać dłużej niż 60 minut. Program walki z rakiem będzie według europejskich standardów. To jest nasza twarda obietnica – podkreślił Schetyna. PO chce przywrócić program in vitro i pełną dostępność badań prenatalnych. Przygotowany jest także specjalny pakiet dla osób niepełnosprawnych i ich opiekunów.

Lider PO powiedział, że nauczyciele dostaną podwyżki, których…

View original post 1 213 słów więcej

 

Porażka PiS w wyborach do władz unijnych. Zero dla Polski

Jest porozumienie w Radzie Europejskiej. Kandydatem na szefa Komisji Europejskiej została Ursula von der Leyen. To tę niemiecką polityk przywódcy państw Unii Europejskiej widzą na fotelu przewodniczącego KE zamiast Fransa Timmermansa. – Z tego, co już teraz wiemy, kandydatura Ursuli von der Leyen została zaakceptowana w kilka chwil przez całą Grupę V4. Nie jestem pewny, czy w niedzielę, gdyby ta kandydatura została przedłożona, to od razu to spotkałoby się z taką pozytywną reakcją. Nie wierzę w to, że tacy starzy wyjadacze polityczni, jak Merkel, Tusk i Macron, nie wiedzieli, co się kroi. Musieli przewidywać, że V4 będzie się sprzeciwiać, a na pewno musieli sobie zdawać sprawę, że EPP nie przyjmie z zachwytem rozwiązania z Timmermansem, tym bardziej, że od początku obstawała przy swojej kandydaturze. W efekcie dostali to, czego chcieli – mówi dr Kamil Zajączkowski, europeista z Uniwersytetu Warszawskiego. – Jeżeli polski rząd myśli, że te kwestie zostaną schowane i rozmyte, to nie spodziewałbym się tego. Konsekwentnie KE będzie egzekwowała wszystkie kwestie związane z praworządnością – podreśla

Europejskie rozgrywki

O kompromis nie było łatwo. Jeszcze w poniedziałek po 19 godzinach negocjacji sytuacja wydawała się patowa. Prawie pewny kandydat, Frans Timmermans, spotkał się jednak ze sprzeciwem Grupy Wyszehradzkiej z Polską na czele. Niechętni kandydaturze Holendra byli także Włosi.

Teraz kandydatka na przewodniczącą KE będzie musiała uzyskać poparcie eurodeputowanych w Parlamencie Europejskim.

Wybór w Radzie Europejskiej, czyli wśród przywódców państw członkowskich, zapadł jednogłośnie, przy jednym głosie wstrzymującym ze strony kanclerz Niemiec Angeli Merkel.

Oprócz Ursuli von der Leyen Rada Europejska nominowała też Charlesa Michela na przewodniczącego Rady Europejskiej, Josepa Borella na szefa dyplomacji UE i Christine Lagarde na szefową Europejskiego Banku Centralnego.

Kim jest Ursula von der Leyen?

To niemiecka minister obrony, wywodzi się z CDU. Jest polityczną protegowaną Angeli Merkel – to kanclerz wprowadziła ją w świat wielkiej polityki w 2005 roku. Swego czasu była typowana na następczynię Merkel.

Ursula von der Leyen mówi płynnie po angielsku i francusku i porusza się pewnie na międzynarodowej scenie politycznej.

Jeżeli zostanie szefową KE, będzie pierwszą Niemką od 50 lat na tym stanowisku i pierwszą kobietą.

Sukces polskiego rządu?

Jeszcze wczoraj podczas negocjacji kandydaturze Fransa Timmermansa sprzeciwiali się Włosi i V4. Premier Mateusz Morawiecki tłumaczył, że Holender “nie rozumie państw wychodzących z postkomunizmu”, a także, że jest nieprzyjazny Polsce i państwom Europy Środkowej.

We wtorek na konferencji podsumowującej szczyt mówił: – Cele, które zakładaliśmy, jadąc na szczyt, zostały zrealizowane. Pokazaliśmy, że potrzebujemy kandydatów, którzy mają potencjał łączenia, a nie antagonizowania Europy; którzy rozumieją kraje członkowskie. Dlatego sprzeciwialiśmy się kandydaturze Fransa Timmermansa.

Zdaniem Morawieckiego Timmermans “był kandydaturą radykalnej lewicy”.

– Pokazaliśmy, że eskalowanie konfliktu z Polską i atakowanie jej jest drogą donikąd. Polska nie jest państwem, które daje się postawić w kącie. Jesteśmy poważnym partnerem. Daliśmy do zrozumienia, jakie są nasze priorytety – mówił Morawiecki.

Komentatorzy wyśmiali ten samozachwyt, a łyżkę dziegciu do tego garnca miodu zadowolonego premiera dołożył też Grzegorz Schetyna, zwracając uwagę, że w 2009 i 2014 r. rząd polski potrafił wynegocjować stanowiska dla Polaka.

– Moim zdaniem, gdyby to tylko zależało do Polski i Grupy Wyszehradzkiej, to wynik tej całej układanki nie skończyłby się w taki sposób – mówi Kamil Zajączkowski, europeista z UW i autor ostatniej publikacji “Misje cywilne i operacje wojskowe Unii Europejskiej w perspektywie wybranych teorii stosunków międzynarodowych i integracji europejskiej”.

JUSTYNA KOĆ: Polska nie jest państwem, które daje się postawić w kącie. Jesteśmy poważnym partnerem – skomentował premier Morawiecki szczyt RE. Nominacja Ursuli von der Leyen to sukces polskiego rządu?

DR KAMIL ZAJĄCZKOWSKI: Moim zdaniem, gdyby to tylko zależało do Polski i Grupy Wyszehradzkiej, to wynik tej całej układanki nie skończyłby się w taki sposób. W dużym stopniu o tym, że Timmermans nie został szefem KE, zadecydowały dwa czynniki, ale trzeba przyznać rację, że polska dyplomacja je wykorzystała. Po pierwsze, bunt centroprawicowej europejskiej chadecji, czyli EPP, i sprzeciw Włoch. Bunt chadeków wynikał z prostej kalkulacji; socjaliści i chadecy łącznie stracili ponad 100 mandatów w PE. Po drugie, o wyborze z Osaki zadecydowały 4 państwa: Niemcy, Francja, Holandia i Hiszpania, która powróciła do gry po kilkunastu latach.

JESZCZE KILKA LAT TEMU WSZYSCY PATRZYLI NA HISZPANIĘ JAKO PAŃSTWO, KTÓRE CHYLI SIĘ KU KATASTROFIE GOSPODARCZEJ, A TU HISZPANIA ZNOWU JEST PRZY STOLE, A NIE WŁOCHY, KTÓRE JAKO PAŃSTWO ZAŁOŻYCIELSKIE PRZY TYCH WSZYSTKICH ROZGRYWKACH BYŁO BRANE POD UWAGĘ.

Włochy sprzeciwiały się kandydaturze Timmermansa przede wszystkim z tego powodu, a nie z tych samych pobudek, co Polska i V4. To te czynniki głównie spowodowały, że ta kandydatura przepadła. Grupa Wyszehradzka nie jest jednolita, ale myślę, że w tym przypadku zadecydowały też czynniki ambicjonalne i niechęć osobista, która jest w polityce istotna. To wszystko spowodowało, że ta układanka z Timmermansem się nie powiodła.

Długo wydawało się, że jest jednak murowanym kandydatem. To w takim razie oczywisty błąd polityków europejskich?
Mam na ten temat pewną hipotezę, którą będzie można zweryfikować z czasem, gdy wyjdą na jaw szczegóły; na ile Timmermans był najmocniejszym kandydatem, na ile to spięcie niedzielno-poniedziałkowe było przypadkiem, a na ile to, co się stało, było oczekiwane przez największych graczy, aby oczyścić przedpole i położyć na stół nowe karty. Z tego, co już teraz wiemy, kandydatura Ursui von der Leyen została zaakceptowana w kilka chwil przez całą Grupę V4. Nie jestem pewny, czy w niedzielę, gdyby ta kandydatura została przedłożona od razu, to spotkałaby się z taką pozytywną reakcją. Nie wierzę w to, że tacy starzy wyjadacze polityczni, jak Merkel, Tusk, Macron, nie wiedzieli, co się kroi. Musieli przewidywać, że V4 będzie się sprzeciwiać, a na pewno musieli sobie zdawać sprawę, że EPP nie przyjmie z zachwytem rozwiązania z Timmermansem, tym bardziej, że od początku obstawiała przy swojej kandydaturze i dostała to, czego chciała.

Kim jest Ursula von der Leyen i czego możemy się po niej spodziewać?
Oczywiście już się mówi, że to nie jest kandydatura idealna, że nie ma doświadczenia, część osób mówi, że Timmermans był najlepszym kandydatem, ale

NA TYM POLEGA KOMPROMIS, TAKŻE W POLITYCE, ŻE ZAZWYCZAJ WYGRYWA OSOBA, KTÓRA NIE JEST WYRAZISTA, NIE BUDZI EMOCJI, NIE JEST SILNĄ OSOBOWOŚCIĄ.

Tak było w przypadku poprzedniego szefa KE José Manuela Barroso?
To prawda. W 2004 roku było dwóch bardzo silnych kandydatów, a wygrał ten trzeci, podobnie gdy cofniemy się jeszcze bardziej. Po prostu tak wygląda kompromis. Dodałbym tu jeszcze jedno ważne spostrzeżenie; okazało się, że duopol niemiecko-francuski nie pracuje tak sprawnie, jak do tej pory. Te kilka ostatnich tygodni to pokazało, bo wszystko zaczęło się od tego, że to Macron zablokował Webera, czyli zaczęło się od kłótni francusko-niemieckiej. W efekcie poobijana mocno Merkel, która ma dużo słabszą pozycję, nie potrafiła domknąć tej kandydatury. Z drugiej strony Niemcy mają przewodniczącego KE, a Francuzi mają to, czego bardzo chcieli, czyli kontrolę nad strefą euro i gwarancję, że przyszła szefowa EBC będzie kontynuowała linię odchodzącego prezesa.

Wśród nominacji nie ma żadnego Polaka i nikogo z V4. Porażka?
Mimo zachowania jedności V4 nie ma tu żadnego stanowiska nawet dla przedstawicieli Europy Środkowej, i to jest znamienne.

PO TYM SZCZYCIE WIDAĆ TEŻ WYRAŹNIE PRZESUNIĘCIE WŁADZY W RĘCE SZEFÓW RZĄDÓW, STĄD TEŻ TAKA KANDYDATURA NA SZEFA KE.

Komisja za nowej przewodniczącej odpuści walkę o praworządność?
Ursula von der Leyen będzie przewodniczącą, ale wiceprzewodniczącym ma być Timmermans. Chodzą pogłoski, że zachowa on w swej działalności prawa człowieka, praworządności, czyli będzie zajmował się tym, czym do tej pory. To ewenement, bo do tej pory po zakończeniu kadencji zazwyczaj politycy dostawali nowe teki, tu wiele wskazuje, że Holender ma dostać działkę właśnie dotyczącą praworządności.

NIE SPODZIEWAŁBYM SIĘ WIĘC, ŻEBY LINIA KE SIĘ ZMIENIŁA I ZNOWU BĘDZIEMY MIELI “DOBREGO” PRZEWODNICZĄCEGO I “ZŁEGO” ZASTĘPCĘ. DOBRĄ BĘDZIE URSULA VON DER LEYEN, A TYM ZŁYM TIMMERMANS.

Jeżeli polski rząd myśli, że te kwestie zostaną schowane i rozmyte, to nie spodziewałbym się tego. Konsekwentnie KE będzie egzekwowała wszystkie kwestie związane z praworządnością.

Wybory nowych władz Unii Europejskiej pokazały, że Polska i Grupa Wyszehradzka dobrze sobie dziś radzą w burzeniu unijnych porządków, ale nie potrafią w Brukseli niczego zbudować.

  • Na czele UE nie będzie nikogo z Europy Środkowej
  • Co więcej, będą to politycy, którzy publicznie krytykują stan demokracji w Europie Środkowej
  • Oznacza to, że wbrew twierdzeniom Warszawy i Budapesztu, Grupa Wyszehradzka nie odniosła w tych negocjacjach żadnego sukcesu poza zablokowaniem kandydatury Timmermansa
  • „W UE, której idea opiera się na wspólnych wartościach i na kompromisie, zablokować coś i zburzyć jest stosunkowo łatwo. O wiele trudniej jest cokolwiek zbudować”

Bez względu na to, jak bardzo środkowoeuropejscy politycy starają się przedstawić nowe władze wykonawcze UE jako swój sukces, to jest faktem, że Europa Środkowa została całkowicie pominięta przy rozdziale najważniejszych stanowisk w Brukseli. Co więcej, nowi liderzy UE w najmniejszym stopniu nie podzielają wizji Europy Jarosława Kaczyńskiego i Viktora Orbana.

Pan wicepremier Jarosław Gowin komentując decyzje szczytu UE, powiedział dziś w Polsat News, że „okazało się, że Francja i Niemcy nie są już w stanie podejmować decyzji z pominięciem Polski i innych, nowych krajów unijnych”. Popatrzmy więc, jak na tym niepomijaniu Warszawy wyszły Berlin i Paryż, a jak sama Warszawa i cały nasz region.

Przewodniczącą Komisji Europejskiej będzie Niemka Ursula von der Leyen, bliska sojuszniczka Angeli Merkel i członkini jej partii CDU. Francuzi odebrali zaś eurosceptycznym Włochom kluczowe dla ekonomicznej przyszłości UE i niezwykle wpływowe stanowisko szefa Europejskiego Banku Centralnego. Na jego czele stanie pani Christine Lagarde, która jako szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego wspierała twarde stanowisko Berlina wobec kryzysu finansowego w Grecji.

Berlin i Paryż nie pominęły więc Polski, bo nie mogły tego zrobić w świetle prawa UE. Berlin i Paryż po prostu Polskę ograły.

Dodajmy do tego fakt, że szefem europejskiej dyplomacji zostanie Hiszpan Josep Borrell, a przewodniczącym Rady Europejskiej Belg Charles Michel i widać, że z czterech czołowych stanowisk we władzach wykonawczych Unii Polsce i Grupie Wyszehradzkiej nie przypadło ani jedno. Wszystkie zajęli członkowie UE z Europy Zachodniej. Tej, która nie może już pomijać zdania Polski…

Co więcej, na czele dyplomacji UE stanie socjalista, z którym nijak rządzącej w Polsce partii nie jest po drodze. Żeby jeszcze pogorszyć sytuację, Borrell wywodzi się z tej części UE, dla której z naturalnych powodów ważniejsze było i będzie kierowanie uwagi UE na południe, w stronę Afryki Północnej, a nie na wschód, np. w kierunku Ukrainy.

Obecna szefowa dyplomacji UE Federica Mogherini nie zrobiła dla nas prawie nic. Z punktu widzenia interesów polskiego rządu wybór Borrella nie jest lepszy. Jako szef dyplomacji Hiszpanii wielokrotnie krytykował on stan praworządności w Polsce i na Węgrzech. W ub.r. Borrell tak ostro krytykował stan demokracji na Węgrzech, że węgierski MSZ wezwał do siebie hiszpańskiego ambasadora i oficjalnie wyraził oburzenie tą krytyką.

Kandydatka na szefową Komisji Europejskiej, jeszcze jako minister obrony Niemiec, też otwarcie krytykowała antydemokratyczne, jej zdaniem, poczynania rządu PiS. Dwa lata temu w jednym z wywiadów otwarcie poparła demonstracje polskiej opozycji w obronie niezależności sędziów. Jej słowa były tak ostre, że ówczesny minister obrony Antoni Macierewicz nakazał wezwać na dywanik do MON-u attache obrony ambasady Niemiec, a ówczesny minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski mówił o następczyni Jean-Claude’a Junckera tak: „Słowa Ursuli von der Leyen o potrzebie wspierania zdrowego demokratycznego oporu młodego pokolenia w Polsce to próba ingerencji w wewnętrzne sprawy naszego kraju”.

Przewodniczącym Rady Europejskiej, nazywanym nieco przesadnie prezydentem Europy, zostanie obecny premier Belgii Charles Michel. Ten sam, który rok temu mówił, że brak solidarności krajów Grupy Wyszehradzkiej z resztą UE w sprawie kryzysu imigracyjnego grozi rozpadem strefy Schengen.

To także ten sam polityk, który dwa lata temu po sławnym głosowaniu 27:1 w sprawie wyboru Donalda Tuska na drugą kadencję szefa Rady Europejskiej, komentował samotność Warszawy tak: „Chcemy jedności Europy, ale nie za wszelką cenę. To, co się dziś wydarzyło, pokazuje, że Europa ma możliwość osiągnięcia czegoś w mniejszym gronie tych, którzy chcą więcej”.

Michel, który za chwilę zastąpi Donalda Tuska, zirytowany polityką polskiego rządu, oficjalnie popierał więc stworzenie Europy dwóch prędkości. To pomysł dla nas morderczy i słusznie jest przez Warszawę stanowczo odrzucany.

Jedynym osiągnięciem polskiego rządu przy wyborze nowych władz UE pozostaje więc udział w zablokowaniu kandydatury Franza Timmermansa na stanowisko zajęte ostatecznie przez osobę, która o stanie demokracji w Polsce wyrażała się publicznie bardziej zdecydowanie od niego.

Timmermans nigdzie jednak nie znika. Nadal będzie zajmował stanowisko wiceszefa KE i jako jeden z jej najbardziej doświadczonych członków z pewnością nadal będzie w niej odgrywał kluczową rolę. Co oznacza, że nie tylko będzie nadal komplikował życie Warszawie i Budapesztowi, ale też będzie miał większe wsparcie ze strony swej nowej szefowej, w przeciwieństwie do łagodzącego spory wewnątrz Unii Junckera.

Na pocieszenie dla Prawa i Sprawiedliwości z Parlamentu Europejskiego nadeszła dziś wiadomość, że była premier Beata Szydło stanie zapewne – w wyniku podziału komisji pomiędzy frakcje PE – na czele komisji ds. zatrudnienia, której głównym zadaniem jest walka z dyskryminacją przy zatrudnianiu w krajach UE. O pozycji przewodniczącego PE Polska nie ma co marzyć.

2 lipca 2019 r. stał się dowodem na to, że w Unii Europejskiej, której idea opiera się na wspólnych wartościach i na kompromisie, zablokować coś i zburzyć jest stosunkowo łatwo. O wiele trudniej jest cokolwiek zbudować. Grupa Wyszehradzka właśnie tego boleśnie doświadczyła. Kolejna próba za pięć lat.

Kmicic z chesterfieldem

„Hymn Unii na pierwszym posiedzeniu PE. Partia Brexit tyłem. Waszczykowski i Zalewska nawet nie wstali” – napisał na Twitterze Bartosz Wieliński z „GW”. Byli ministrowie w rządzie PiS, a obecnie europosłowie tak się zachowali podczas inauguracji obrad Parlamentu Europejskiego w Strasburgu.

Podczas odgrywania „Ody do radości” była minister edukacji Anna Zalewska i były minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski nawet nie podnieśli się z foteli. Ociągając się, wstali Anna Fotyga i Patryk Jaki. Natomiast Jacek Saryusz-Wolski robił sobie podczas hymnu UE selfie.

Internauci z oburzeniem komentowali zachowanie europosłów PiS: – „Zalewska i Waszczykowski siedzą podczas hymnu UE. Partia Brexit UK stoi tyłem. Co towarzystwo miernot. Idziemy w bardzo złym kierunku. Hasło Polska sercem Europy to pic na wodę i kłamstwo. PiS właśnie pokazał to „tętniące” serce z kampanii. PiS to Polexit!”;

Robić cyrk i strzelać focha potrafią, ale euro im nie śmierdzi. Jak im tak bardzo UE nie pasuje, to…

View original post 1 233 słowa więcej

 

Post Navigation